Selekcjonerzy jak na bazarze

Fot. Selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzęczek nie w PZPN zbyt wiele do powiedzenia

 

 

W siedzibie PZPN w obecności prezesa Zbigniewa Bońka odbyło się spotkanie selekcjonerów trzech reprezentacji Polski – Jerzego Brzęczka, Czesława Michniewicza (U-21) i Jacka Magiery (U-20). Targowano się o pięciu piłkarzy – Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika, Szymona Żurkowskiego i Bartosza Kapustkę.

 

Jeśli coś w tej informacji może dziwić, to chyba to, że spór między trenerami kadry dotyczył piłkarzy, których Jerzy Brzęczek do tej pory ani razu nie powołał do kadry. No i może jeszcze to, że z normalnej roboczej rozmowy w biurze propagandziści PZPN zrobili jakieś doniosłe spotkanie na szczycie. To tylko potwierdza domysły, że Jerzy Brzęczek nie ma w związku takiej dominującej pozycji, jaką mieli jego poprzednicy na tym stanowisku.

 

Wspólny interes dzielony na trzy

Każda z trzech drużyn narodowych ma swoje cele do osiągnięcia. Pierwsza reprezentacja już 21 marca przyszłego roku zagra w Wiedniu z Austrią i tym meczem rozpocznie eliminacje Euro 2020. Prezes PZPN Zbigniew Boniek stawia sprawę jasno – awans biało-czerwonych jest priorytetem. Dla sternika polskiego futbolu ważny jest jednak także udany występ młodzieżówki w czerwcowych finałach mistrzostw Europy we Włoszech, do których zespół Czesława Michniewicza awansował po barażowym zwycięstwie nad Portugalią. Ale i przed kadrą U-20 prowadzoną przez Jacka Magierę stoją nie lada wyzwania, bo przecież w dniach 23 maja – 15 czerwca wystąpi w roli gospodarza mistrzostw świata U-20.

Brzęczek i Michniewicz doszli do porozumienia odnośnie marcowych terminów dla reprezentacji. Na zaplanowane w tym miesiącu eliminacyjne mecze z Austrią i Łotwą Brzęczek może powołać z kadry U-21 kogo zechce, chociaż wiadomo, że największe szanse na to mają Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański, Dawid Kownacki, Krystian Bielik i odradzający się w belgijskiej II lidze dawny pupil Adama Nawałki Bartosz Kapustka.

Ale już w czerwcu, gdy biało-czerwoni będą walczyć o Euro 2020 na wyjeździe z Macedonią (7 czerwca) i u siebie z Izraelem (10 czerwca), trener Brzęczek swoimi ewentualnymi powołaniami tych zawodników wejdzie w szkodę Michniewiczowi. Dlatego ustalono, że będzie mógł powołać z młodzieżówki tylko tych piłkarzy, którzy będą mieli realne szanse na występ w tych spotkaniach. W tej chwili perspektyw na to nie ma żaden z piątki wymienionych wyżej zawodników młodzieżówki, ale za pół roku może się to radykalnie zmienić, czego dowodzi choćby przykład Jana Bednarka w Southampton przed mundialem w Rosji. „Przez pół roku w życiu dwudziestoletniego piłkarza może się zmienić bardzo wiele” – stwierdził prezes Boniek i odłożył sprawę na przyszłość.

 

Wyjątek dla Szymańskiego

Młodzieżowe Mistrzostw Europy odbędą się we Włoszech i San Marino między 16 a 30 czerwca. Zespół Czesława Michniewicza trafił do grupy A, w której zmierzy się z Belgią (16 czerwca), Włochami (19 czerwca w Bolonii) oraz z Hiszpanią (22 czerwca w Bolonii). Szkoleniowcy PZPN podjęli decyzję, że występujący w tej drużynie pomocnik Legii Warszawa Sebastian Szymański nie będzie uwzględniany przez Jacka Magierę w kadrze U-20. Legionista jest jednym z liderów reprezentacji U-21 i jego droga rozwoju ma zmierzać do pierwszej reprezentacji. Choć zespół Magiery rozgrywać będzie MŚ do lat 20 w Polsce, Szymański nie weźmie w nich udziału. Albo pojedzie do Włoch na MME do lat 21, albo zagra w czerwcowych meczach eliminacyjnych Euro 2020.

 

Kadra wciąż w butach Nawałki

Trener Brzęczek w roli selekcjonera reprezentacji Polski jeszcze nie wygrał meczu. W sześciu spotkaniach pod jego wodza biało-czerwoni trzy razy zremisowali i doznali trzech porażek. W tych meczach Brzęczek wystawił do gry w sumie 26 zawodników. Prezes Boniek, którego relacje z nowym selekcjonerem nie są najlepsze, bez ogródek stwierdził, że po pół roku rządów Brzęczka wciąż widzi reprezentację Adama Nawałki. Trudno nie przyznać mu racji, bo też żaden z zawodników wynalezionych przez nowego trenera kadry nie okazał się odkryciem. Arkadiusz Reca, Rafał Pietrzak, Adam Dźwigała, Adam Buksa czy Huberty Matynia nie zostawili po sobie w kadrze żadnego śladu.

Brzęczek nie dostał zgody Bońka na zimowe zgrupowanie dla graczy z klubów krajowych i z kadrowiczami spotka się dopiero w marcu, na kilka dni przed spotkaniem z Austrią. Na żadne personalne eksperymenty nie będzie miał ani czasu, ani nawet sposobności. Jedyna nadzieja w tym, że pod wpływem nacisków Bońka zrezygnuje z powoływania do kadry piłkarzy nie występujących regularnie w swoich klubowych zespołach, co już powinno złagodzić napięcia między zawodnikami, a ponadto zagwarantuje, że na boisko wyjdą gracze znajdujący się w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Na Austrię i Łotwę powinno to wystarczyć, jeśli rzecz jasna Brzęczek nie zacznie kombinować czegoś z taktyką. A tego wykluczyć się niestety nie da.

 

 

 

Sukces naszej reprezentacji młodzieżowej

Fot. Kapitan młodzieżówki Dawid Kownacki

 

 

Mało kto liczył, że w barażu z Portugalią po porażce u siebie 0:1 nasza „młodzieżówka” zdoła w rewanżu odrobić straty. Ale wygrała 3:1 i zagra w finałach mistrzostw Europy.

Portugalczycy byli tak pewni siebie, że do rewanżowego spotkania z biało-czerwonymi nie wystawili nawet najsilniejszego składu. Przyszło im zapłacić za to słoną cenę. Prowadzony przez trenera Czesława Michniewicza polski zespół objął prowadzenie już w 5. minucie po golu strzelonym po rzucie rożnym przez obrońcę Krystiana Bielika. De facto ten piłkarz jest zawodnikiem Arsenalu Londyn, ale w tej chwili gra na wypożyczeniu w trzecioligowym angielskim Charlton Athletic. Trzy minuty później na 2:0 podwyższył kapitan biało-czerwonych Dawid Kownacki, na co dzień rezerwowy napastnik Sampdorii Genua, a w 24. minucie trzecią bramkę wbił piłkarz Legii Warszawa Sebastian Szymański.

Portugalski zespół odpowiedział tylko jednym trafieniem – w 52. minucie na 3:1 strzelił Diogo Jota, ale na więcej młodzi polscy piłkarze już rywalom nie pozwolili i tak oto raczej niespodziewanie po raz siódmy w historii wywalczyli awans do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy. Awans wywalczył zespół w składzie: Polska: Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Bartosz Kapustka, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90. Karol Świderski).

Turniej finałowy odbędzie się w przyszłym roku w dniach 16-30 czerwca we Włoszech. Naszej reprezentacji przyjdzie rywalizować z drużynami Włoch, Hiszpanii, Francji, Anglii, Serbii, Niemiec, Chorwacji, Danii, Belgii, Rumunii i Austrii. Losowanie grup odbędzie się w piątek 23 listopada w Bolonii.

PZPN przed rokiem był gospodarzami finałów MME. W turnieju zagrało po raz pierwszy 12 zespołów. Niestety, nasz zespół, którego trenerem był Marcin Dorna, nie zdołał nawet wyjść z grupy, przegrywając ze Słowacją 1:2 i Anglią 0:3 oraz remisując ze Szwecją 2:2.

Przyszłoroczny turniej będzie miał podwójną stawkę, bo oprócz walki o mistrzostwo kontynentu młodzi piłkarze bić się będą jeszcze o olimpijskie paszporty do IO 2020 w Tokio. Przypomnijmy, że po raz ostatni nasz zespół zagrał na olimpiadzie w 1992 roku w Barcelonie, zdobywając tam pod wodzą trenera Janusza Wójcika srebrny medal. W Japonii zagrają półfinaliści MME 2019.

 

Lisy nie chcą Kapustki

Koszmar Bartosza Kapustki trwa nadal. Piłkarz wrócił do Leicester City z rocznego wypożyczenia do Freiburga, ale nowy trener „Lisów” Claude Puel po obejrzeniu jego gry w dwóch sparingach nie chce go w zespole.

 

Trener Freiburga Christian Streich wiązał z Kapustką pewne nadzieje, ale szybko zmienił zdanie i odstawił reprezentanta Polski na boczny tor. Okrzyczany wielką nadzieją polskiego futbolu zawodnik zagrał w sumie przez cały sezon tylko w dziewięciu meczach, z tego wiosną zaledwie w dwóch. Na boisku spędził łącznie tylko 285 minut, nie licząc występów w młodzieżowej reprezentacji Polski. Nic dziwnego, że Freiburg nie skorzystał z opcji transferu definitywnego i latem odesłał Kapustkę do angielskiego klubu.

Akurat w Leicester swoje porządki zaczął zaprowadzać nowy trener Claude Puel. Dokonując przeglądu kadr postanowił sprawdzić co potrafi 21-letni skrzydłowy, którego pamiętał z dobrych występów w reprezentacji Polski podczas Euro 2016. Sytuacja kadrowa w ekipie „Lisów” zdawała się sprzyjać polskiemu piłkarzowi, bo z zespołu odszedł do Manchesteru City skrzydłowy Riyad Mahrez i trener Puel szukał następcy.

Kapustka latem sezonu zagrał w dwóch pierwszych sparingach „Lisów” – z Notts County (4:1) i Akhisarsporem (0:0), lecz w kolejnych grach kontrolnych, z Udinese (1:2), Valencią (1:1) i Lille (2:1) nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Powodem nie była kontuzja, po prostu trener Leicester uznał, że umiejętności młodego Polak i jego forma nie trzymają poziomu Premier League. Szanse Kapustki na grę ostatecznie przekreślił transfer skrzydłowego Rachida Ghezzala, 13-krotnego reprezentanta Algierii, którego „Lisy” pozyskały z AS Monaco za 14 mln euro. A nasz piłkarz, którego z Cracovii kupiono za 5,5 mln euro, zapewne znów zostanie wypożyczony.

 

Druga szansa na odrodzenie Kapustki

Piłkarska kariera Bartosza Kapustki po Euro 2016 gwałtownie się załamała. Po przejściu z Cracovii do Leicester City wypadł na margines futbolu i zmarnował dwa lata kariery. Teraz dostał od losu szansę na przełamanie impasu.

 

Kapustka przeszedł do Leicester City w sierpniu 2016 roku po udanym dla niego występie na Euro 2016 we Francji. Cracovia zarobiła na jego transferze 5,5 mln euro, co było kwotą jak na polskie realia rekordową, ale też wykluczającą transakcję zwrotną. Gdy po roku grzania ławy agenci młodego piłkarza sondowali możliwość jego wypożyczenia do krakowskiego klubu, spotkali się ze stanowcza odmową. Kapustka nawet jako piłkarski outsider zarabiał w Leicester City dwadzieścia razy więcej niż jako zawodnik „Pasów”.

W pierwszym roku spędzonym na King Power Stadium Kapustka nie doczekał się debiutu w Premier League, a ówczesny trener „Lisów” Claudio Ranieri dał mu zagrać tylko w trzech meczach Pucharu Anglii. Po zwolnieniu włoskiego szkoleniowca sytuacja młodego Polaka nie uległa zmianie i latem ubiegłego roku angielski klub wypożyczył go z opcja pierwokupu do niemieckiego SC Freiburg. Nowy klub miał być miejscem, w którym Kapustka zamierzał odzyskać dawną formę i odbudować podupadłą karierę. Niestety, młodemu piłkarzowi zabrakło chyba determinacji i siły charakteru, bo zamiast podbić Bundesligę szybko zniknął w rezerwach Freiburga. Trener Christian Streich nie ukrywał rozczarowania polskim piłkarzem i dał mu zagrać tylko w dziewięciu meczach, z czego tylko w dwóch w rundzie wiosennej. Kapustka spędził na niemieckich boiskach ledwie 285 minut i nic dziwnego, że szefowie Freiburga nie skorzystali z opcji jego wykupienia i odesłali do Leicester City.

Dla 21-letniego Kapustki, który ma jeszcze trzy lata ważnego kontraktu z angielskim klubem, tu być może najtrudniejszy moment w dotychczasowej karierze, a może też i życiu. Nowy trener „Lisów” Claude Puel nieoczekiwanie zainteresował się losem należącego do kadry jego zespołu 14-krotnego reprezentanta Polski. Francuski trener postanowił osobiście przekonać się jakie ma umiejętności i polecił mu stawić się na trening pierwszej drużyny. Dla Kapustki to wielka szansa na przełamanie impasu w karierze, bo ma okazję zaliczyć cały okres przygotowawczy. Tylko czy on jeszcze umie dobrze grać w piłkę?