Wirus znów atakuje Legię

W miniony weekend nasza piłkarska ekstraklasa rozpoczęła nowy sezon. Z kwartetu zespołów, które zagrają w europejskich pucharach, w 1. kolejce swoje mecze wygrały Legia i Cracovia, natomiast Lech i Piast poniosły porażki. Z poważny problemem boryka się ekipa Legi, u której przed meczem z Rakowem wykryto trzeci już przypadek zakażenia Covid-19.

Legia o pozytywnym wyniku testu na obecność Covid-19 u jednego z piłkarzy pierwszej drużyny poinformowała w oficjalnym komunikacie. „Informujemy, że w rezultacie przeprowadzonego w dniu 21 sierpnia testu RT-PCR na obecność wirusa SARS-CoV-2, u jednego z zawodników I Drużyny otrzymano wynik pozytywny. Po konsultacji lekarskiej, od 18 sierpnia zawodnik przebywa w izolacji. Zgodnie z wewnętrzną procedurą 19 sierpnia zostało przeprowadzone badanie na obecność wirusa, które dało wynik ujemny. Klub zachowuje wszystkie rygory bezpieczeństwa i poinformował o sprawie stosowne organy państwowe oraz PZPN i spółkę Ekstraklasa” – napisano w oświadczeniu.
Trzeci przypadek zakażenia
To już trzeci przypadek wystąpienia zakażeniem Covid-9 w ekipie Legii. Na początku sierpnia wykryto koronawirusa u jednego z masażystów, co było oficjalnym powodem odwołania przez PZPN meczu z Cracovią o Superpuchar Polski. Dwa pozostałe opatrzono klauzulą tajne przez poufne, ale z nieoficjalnych informacji jakie pojawiły się w mediach wynikało, że pierwszym zakażonym graczem był pozyskany tego lata z Hajduka Split chorwacki obrońca Josip Juranović. Podejrzenie padło na niego, bo został wycofany z kadry na mecz z I rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów z północnoirlandzkim Linfield FC.
Trzeci przypadek został wykryty w klubie po meczu z Linfield, gdy jeden z zawodników sam zgłosił sztabowi medycznemu kiepskie samopoczucie. Następnego dnia, czyli w środę rano, przeszedł pierwsze badania, który dały wynik negatywny. Od tego czasu przebywał w izolacji, ale kolejny test który przeszedł w miniony piątek dał już wynik pozytywny. Niepotwierdzone plotki wskazywały, że zakażonym może być Paweł Wszołek, ale nikt tego w stołecznym klubie nie chciał rzecz jasna potwierdzić. Ale piłkarz ten nie znalazł się w kadrze na wyjazdowy mecz z Rakowem.
Służby prasowe Legii poinformowały natomiast, że występ zakażonego legionisty jest wykluczony także w najbliższą środę, w meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja. Do tego spotkania został zgłoszony pozyskany niedawno przez mistrzów Polski Bartosz Kapustka, który na liście uprawnionych graczy zastąpił jednak Josipa Juranovicia.
W poniedziałek wszyscy piłkarze i sztab szkoleniowy Legii przejadą kolejne testy na obecność koronawirusa. Tego wymaga specjalny protokół sanitarny UEFA, który nakazuje przeprowadzenie testów 48 godzin przed meczem u siebie albo 72 godziny przed meczem na wyjeździe, albo dodatkowo jeszcze jeden test po przylocie do kraju, którego przepisy tego wymagają. Nawet jeśli te testy wykażą wiele zakażeń, to dopóki 13 piłkarzy (w tym minimum jeden bramkarz) będzie zdrowych, spotkania pucharowe mają być rozgrywane. Oczywiście pod warunkiem, że władze sanitarne kraju pochodzenia klubu oraz kraju gospodarza nie zadecydują o kwarantannie dla dużej liczby piłkarzy lub dla całej drużyny.
Mimo tych kłopotów Legia w pierwszym ligowym meczu nowego sezonu wygrała w sobotę w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa 2:1. Obie bramki dla „Wojskowych” zdobył Thomas Pekhart. Wspomniany Kapustka pojawił się na boisku w 75. minucie i był to jego powrót do PKO Ekstraklasy po czterech latach przerwy. Po jeszcze dłuższej przerwie, bo 15 lat, w naszej lidze ponownie wystąpił bramkarz Artur Boruc.
Legioniści od 45. minuty grali z przewagą jednego gracza, po czerwonej kartce dla stopera Rakowa Macieja Wilusza, ale mimo to po zmianie stron dali sobie wbić wyrównującego gola. Na ich szczęście dobrze tego dnia nastawiony celownik miał czeski napastnik Pekhart, który w 84. minucie poprawił wynik na 2:1. W sumie trudno stołeczny zespół pochwalić za ten występ, co niezbyt dobrze mu wróży przed środową pucharową potyczką z cypryjską drużyną, której trenerem jest dobrze znany na Łazienkowskiej Norweg Henning Berg.
Cracovia przegrywała z Pogonią Szczecin tylko przez minutę, bo tyle potrzebował na doprowadzenie do remisu po golu napastnika gości Adama Frączczaka. Po kolejnych czterech minutach podopieczni trenera Michała Probierza objęli prowadzenie. Oba gole strzelili pomocnicy – niemiecki piłkarz hiszpańskiego pochodzenia Marcos Alvarez i Rumun Sergiu Hanca, nic szczególnego nie pokazał natomiast sprowadzony latem Brazylijczyk Rivaldinho, 25-letni syn słynnego przed laty Rivaldo, gracza m.in. FC Barcelona i mistrza świata z 2002 roku. Zespół „Pasów” w czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy zmierzy się na wyjeździe z Malmoe FF i w takiej formie raczej nie wyjdzie zwycięsko ze starcia z tym szwedzkim zespołem.
Inni mają problemy sportowe
Krzyżyk można też chyba postawić także na ekipie Piasta Gliwice, który na inaugurację ligi przegrał na wyjeździe 0:2 ze Śląskiem Wrocław. Gliwiczan czeka w czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy potyczka z Dynamem Mińsk. Spotkanie transmitować będzie na otwartym kanale TVP, a zważywszy na ostatnie wydarzenia na Białorusi i polityczne napięcie na linii Mińsk – Warszawa, gospodarze zrobią zapewne wszystko, żeby zespół Dynama wygrał. Albo żeby do meczu nie doszło, co w obecnej sytuacji epidemicznej w tym kraju nie jest trudne do przeprowadzenia, bo niemożność rozegrania zawodów z powodu wykrycia koronawirusa i obowiązkowej kwarantanny UEFA karze przecież walkowerem. Ale jeśli jednak spotkanie się odbędzie, Piast z pewnością nie będzie w nim faworytem.
W takiej roli z pewnością natomiast wystąpi w czwartek Lech Poznań, chociaż w pierwszej ligowej kolejce, podobnie jak Piast, także zaliczył falstart, przegrywając w Lubinie z Zagłębiem 1:2. Ekipie „Kolejorza” w losowaniu par I rundy kwalifikacji Ligi Europy trafił się łotewski zespół Valmiera FC, przeciwnik słaby, z którym na dodatek lechici zagrają na własnym stadionie. Ich sobotnia porażka z „Miedziowymi” nie jest tragedią, bo grali od rywali ładniej i lepiej, tylko zabrakło im szczęścia w bramkowych sytuacjach. Jeśli tylko trochę lepiej ustawią celowniki w czwartek, powinni bez większego problemu awansować do II rundy, ale że w przeszłości na Bułgarskiej zdarzały się już pucharowe wpadki ze słabeuszami, lepiej nie dzielić przedwcześnie skóry na łotewskim niedźwiedziu.