Ramię w ramię budujmy wspólną przyszłość ludzkości

Od początku roku uwaga całego świata skierowana jest w stronę nagłej epidemii zapalenia płuc wywołanej przez nowy typ koronawirusa.

Mnie, jak i dyplomatów pracujących w Ambasadzie, bardzo martwi bezpieczeństwo zdrowia naszych rodaków. Jednocześnie uważnie przyglądamy się środkom, jakie Polska podejmuje, by zapobiec epidemii oraz śledzimy obecną sytuację zdrowia publicznego w Polsce. Utrzymujemy bliski kontakt z Ministerstwem Zdrowia, lotniskiem, Strażą Graniczną i Służbą Celną oraz z PLL LOT. Na bieżąco informujemy stronę polską o sytuacji epidemicznej w Chinach oraz podjętych środkach zaradczych. Przekazujemy również dane dotyczące sposobów zapobiegania rozprzestrzeniania się i leczenia wirusa. Poprzez udzielanie wywiadów i organizowanie konferencji prasowych na bieżąco staramy się rozwiewać obawy Polaków. Współpracujemy ze stroną polską, by razem chronić globalnego bezpieczeństwa zdrowia publicznego.
Dzięki Adamowi Mickiewiczowi słynne stało się powiedzenie, „że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Ostatnio jest ono szczególnie aktualne. Po wybuchu epidemii Prezydent RP Andrzej Duda w depeszy do Przewodniczącego Xi Jinpinga przekazał wyrazy szczerego współczucia oraz wsparcia. Jednocześnie najróżniejsze środowiska w Polsce wyciągają swą pomocną dłoń. Polski rząd, przedsiębiorstwa, szkoły, samorządy lokalne aktywnie zbierają fundusze i przekazują stronie chińskiej maseczki i inne medyczne produkty ochronne. Można tu przywołać organizację koncertu charytatywnego „Solidarni z Wuhan” w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Takie inicjatywy w pełni odzwierciedlają uczucia głębokiej przyjaźni łączącej naród chiński i polski oraz są dowodem na to, że społeczność międzynarodowa wspólnie przezwycięża wszelkie trudności zgodnie z zasadą, że „wszyscy płyniemy na tej samej łodzi”.
W rzeczywistosci nie chodzi jedynie o przeciwstawianie się epidemii, losy wszystkich krajów są ze sobą ściśle związane na dobre i na złe.
Świat jest globalną wioską, a ludzkość ma tylko jeden dom. W dobie globalizacji gospodarki, w epoce informatyzacji żaden kraj nie może się zamknąć, nie może stać się samotną wyspą. Nie ma kraju na świecie, który sam mógłby się przeciwstawić wyzwaniom takim jak zmiany klimatu, czy zagrożenia terrorystyczne. Jako mieszkańcy globalnej wioski ludzie bez względu na rasę, kolor skóry i region, z którego pochodzą, niezależnie od tego, czy mieszkają w krajach rozwiniętych, rozwijających się, czy słabo rozwiniętych, są ze sobą wzajemnie powiązani i zależą od siebie.
Cała ludzkość coraz bardziej związana jest wspólnym losem.
Już w starożytnych Chinach istniało pojęcie, według którego „wszystko, co pod niebem należy do wspólnoty.” Oznacza to, że świat nie należy tylko do jednego człowieka, jednego narodu, czy jednego państwa. Jest to świat wszystkich ludzi narodów i państw. Wszyscy powinni akceptować się wzajemnie i traktować na zasadach równości. Za wzorzec wzmacniania wymiany międzykulturowej można uznać podróże polskiego Marco Polo – Michała Boyma, który przybył do Chin w XVII wieku i był pierwszą osobą w historii, która za Zachodzie przedstawiła osiągnięcia starożytnej nauki chińskiej. Myśl o tym, że cała ludzkośc jest jedną wielką rodziną, zrodziła się więc już w umysłach naszych przodków.
Zmiany, jakie nastąpiły na świecie w ciągu ostatnich 100 lat, nie miały precedensu w historii. Pojawiające się najróżniejsze wyzwania i problemy związane z globalizacją zdają się nie mieć końca, a ludzkość stanęła właśnie na rozstaju dróg. Biorąc to, co najlepsze z dziedzictwa kultur Wschodu i Zachodu oraz dążąc do wspólnego celu, jakim jest rozwój ludzkości i zapewnienie lepszego życia całym społeczeństwom, Przewodniczący ChRL Xi Jinping podjął inicjatywę połączenia losów różnych narodów i stworzenia dla nich wspólnej przyszłości. Inicjatywa ta nie tylko pozostaje w zgodzie z duchem epoki, ale również odpowiada na wspólne oczekiwania wszystkich obywateli świata.
Polska jest jednym z pierwszych krajów, które nawiązały stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową. Przyjaźń łączy nasze narody już od bardzo dawna. Chiny postrzegają Polskę jako przyjaciela. Jest to przyjaźń na zasadzie wzajemnego szacunku i współpracy, w wyniku której obie strony odnoszą korzyści. W ostatnich latach dzięki inicjatywie „Pasa i Szlaku” oraz platformie współpracy 17+1 współpraca w zakresie wymiany gospodarczej, naukowej i kulturalnej zaczęła rozwijać się nową siłą. Wymiana handlowa między stronami rośnie w skali roku z prędkością 8 proc. , co sprawiło, że poszczególne regiony stały się dla siebie największymi partnerami handlowymi. Do Polski napływa coraz więcej chińskich inwestycji zagranicznych, a w tym w fabryki przemysłowe, co sprzyja rozwojowi lokalnej gospodarki i społeczeństwa. Stopniowo w skali rocznej rośnie też ilość chińskich i polskich turystów odwiedzających kraj partnera. Rozwija się współpraca na szczeblu lokalnym, a kontakty międzyludzkie są coraz intensywniejsze. Te szerokie osiągnięcia przynoszą nie tylko praktyczne korzyści obu narodom, ale są również zastrzykiem energii dla racjonalnego rozwoju stosunków między Chinami a Europą oraz stabilizacji i dobrobytu międzynarodowego. Jednocześniestanowią realizację idei wspólnego losu i wspólnej przyszłości ludzkości.
Wymiana chińsko-polska realizowana w praktyce jest wystarczającym dowodem na to, że różne państwa mogą bez względu na dzielącą je odległość, czy różnice kulturowe podjąć przynoszącą wzajemne korzyści współpracę. Mam nadzieję, że na fundamentach 70-letniej przyjaźni chińsko-polskiej, obie strony będą dalej wzmacniać wzajemne zaufanie i pogłębiać współpracę, że ramię w ramię stworzą wspólną, piękną przyszłość dla świata oraz że będą mieć wkład w budowę wspólnej przyszłości dla ludzkości!

Przyjaźń nie zna odległości Polacy łączą się w walce z epidemią koronawirusa

„Wuhanie, jeszcze wrócę do Ciebie”

„Oczywiście muszę wrócić do Chin i mam nadzieję, że sytuacja w Wuhanie poprawi się jak najszybciej” – mówi Arek Rataj, który wraz z żoną opuścili Wuhan, podczas ewakuacji polskich obywateli 2 lutego. Mimo, że w Polsce musiał odbyć kwarantannę, to nie zapomina o Chinach. Wraz z przyjaciółmi chce wysłać maski i inne artykuły medyczne, przekazać darowiznę na rzecz Wuhanu. Tli się w nim nadzieja, że w przyszłości powróci do Wuhanu.

Arek pracuje i mieszka w Chinach od czterech lat. Kiedy w grudniu 2019 roku w Chinach wybuchła epidemia nowego koronawirusa, przypadkiem przyjechał do Wuhan, gdzie rozpoczynał pracę nauczyciela komunikacji wizualnej na Uniwersytecie Jianghan.
„Najpierw podczas lekcji uczeń powiedział mi, że media ogłosiły wzmożoną infekcję zapalenia płuc, więc lepiej założyć maskę. Ale powiedział mi też, żebym się nie martwił, mówiąc, że obszar ten jest daleko od nas” – przypomina sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy dowiedział się o wirusie.
Pod koniec grudnia 2019 roku Miejska Komisja Zdrowia w Wuhanie powiadomiła o przypadkach wirusowego zapalenia płuc. Obszar, który wskazali jego uczniowie, to Targ Południowochińskich Owoców Morza, który został zamknięty 1 stycznia. Krajowa Komisja Zdrowia wysłała grupy robocze i grupy ekspertów do Wuhanu, aby poprowadziły one lokalne działania w zakresie reagowania na epidemię.
Od tego czasu Arek codziennie śledzi wiadomości. W okólnikach rządu Wuhanu i chińskiego rządu centralnego liczba zgłoszonych przypadków zaczęła rosnąć, a sytuacja stała się poważna. Polak dowiedział się, że miasto, w którym mieszka, doświadcza bezprecedensowego ataku wirusa, i postanowił wykorzystać swoją wiedzę fotograficzną, aby dokumentować ten wyjątkowy okres. Nosząc maskę robił zdjęcia miasta, pustych ulic, zamkniętych dworców autobusowych, nielicznych osób w autobusach i supermarketach.
23 stycznia w Wuhanie wydano nakaz zamknięcia miasta, aby poradzić sobie z rozprzestrzenianiem się epidemii. Wuhan stał się również przedmiotem zainteresowania mediów na całym świecie.
„W mediach społecznościowych jest wiele przesadzonych informacji, a nawet plotek. Staram się trzymać z dala od fałszywych informacji. Zamykanie miasta to nie koniec świata, nie ma żołnierzy z amunicją. Są punkty, gdzie mierzona jest temperatura, ale też obszary, gdzie nie można wchodzić. Ludzie mogą swobodnie robić zakupy” – wspomina Rataj.
„Zdjęcie, które zrobiłem i wywołało na mnie największe wrażenie, to to prezentujące nowo wybudowany szpital, który znajduje się 10 km od Uniwersytetu Jianghan. Kiedy wchodzilem na plc budowy, akurat widzialem, jak duża cześć robotnikow kończyła prace, a nowi rozpoczynali. Tam zdaje sie był system trzech zmian, czyli trzy razy po 8 godzin 24h na dobe. Widzialem bardzo dużo kartonów z piciem i jedzeniem. Widziałem grupy, które nadzorowały, które odpoczywały, które pracowały za dwóch, które były skonane, które były uśmiechnięte” – wymienia Polak.
Plac budowy, do którego poszedł Arek, to Szpital Huoshenshan. Od wigilii chińskiego Nowego Roku ponad 7000 budowniczych zbudowało w 10 dni szpital z tysiącem łóżek dla pacjentów dotkniętych chorobą. Realizacja tego projektu z chińską prędkość zadziwiła świat.
Chociaż epidemia w Wuhanie pogarszała się, Rataj nie wpadł w panikę i nie planował opuścić miasta. Ale po jego zamknięciu, rodzice Arka w Polsce prosili go aby wrócił do Polski. „Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że moje bezpieczeństwo nie było prostą sprawą, ale że dotyczyło moich bliskich w Polsce. 25 stycznia zacząłem kontaktować się z polską ambasadą w Chinach w celu złożenia wniosku o ewakuację z Wuhanu” – stwierdził.
Ponieważ żona Arka jest Filipinką, stało pod znakiem zapytania, czy będą mogli razem wejść na pokład wyczarterowanego przez Unię Europejską samolotu. Para postanowiła, że jeśli się to nie uda, pozostaną razem. Na pokład samolotu mogli wziąć tylko jeden bagaż. Szczęśliwie razem wrócili do Polski 2 lutego.
Aby upewnić się, że nie jest on nosicielem wirusa i że nie jest on zaraźliwy, Arek i 30 innych Polaków, którzy ewakuowali się z Wuhanu, musieli przejść dwutygodniową obserwację podczas kwarantanny w specjalistycznym szpitalu we Wrocławiu. Tam też nie rozstawał się z aparatem fotograficznym.
Podczas kwarantanny opublikował status w mediach społecznościowych, dziękując wszystkim za pomoc dla niego i jego żony podczas ewakuacji. Napisał wówczas:
„Nasza wdzięczność nie zna granic, gdy myślimy o chińskich władzach i ich wysiłkach mających na celu powstrzymanie wybuchu koronawirusa. Jesteśmy pełni podziwu za twoją ciężką pracę! Nasze serca są z ofiarami i rodzinami tych, którzy zostali zarażeni śmiertelnym koronawirusem, a Wuhan będzie zawsze obecny w naszych sercach.”
3 lutego prezydent Polski Andrzej Duda przekazał szczere kondolencje dla rodzin ofiar epidemii koronawirusa, na ręce przewodniczącego Chin Xi Jinpinga. W swoim liście docenił szybkie i zdecydowane działania podjęte przez stronę chińską oraz wyraził szacunek całego świata, w tym Polski, wobec odwagi i jedności Chińczyków.
Jeszcze podczas kwarantanny Rataj zdecydował się na działanie na rzecz mieszkańców Wuhanu. Na WeChacie napisał do przyjaciół: „Epidemia w Chinach jest teraz bardzo poważna. Moi przyjaciele i ja chcemy przekazać jakieś materiały, aby pomóc Wuhanowi. Proszę wszystkich o przekazanie darowizny na rzecz Chin! Dawajcie Chiny! Dawaj Wuhanie”.

Odwołują też w Polsce

Coraz więcej imprez jest odwoływanych z powodu epidemii koronawirusa. Nawet w Polsce, gdzie chorych jeszcze nie wykryto, odwołano zaplanowane w marcu międzynarodowy turniej w badmintonie.

Turniej Polish Open w badmintonie miał się odbyć w Krakowie w dniach 26-29 marca, ale w środę Polski Związek Badmintona imprezę odwołał. „W związku z rosnącym zagrożeniem sanitarno-epidemiologicznym wywołanym przez rozprzestrzenianie się wirusa SARS-CoV-2 (potocznie nazywanego koronawirusem), Zarząd Polskiego Związku Badmintona po konsultacjach zewnętrznych odnośnie możliwości sprowadzenia do Polski wirusa SARS-CoV-2 zdecydował o przełożeniu zawodów międzynarodowych Polish Open 2020, jakie miały się odbyć w Krakowie w dniach 26-29 marca 2020 roku” – napisano na oficjalnej stronie federacji.
Z powodu epidemii nie odbędą się też zaplanowane w Seulu w dniach 13-15 marca mistrzostwa świata w short tracku. O odwołaniu czempionatu poinformowała w środę Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU), która jednak rozważa jeszcze możliwość przeprowadzenia mistrzostw w innym terminie lub w innym kraju. Odwołane zawody w stolicy Korei Południowej miały być główną i zarazem imprezą wieńczącą sezon w łyżwiarstwie szybkim na krótkim torze. Dzień wcześniej z tego samego powodu przełożono z marca na czerwiec drużynowe MŚ w tenisie stołowym, które miały się odbyć w południowokoreańskim Pusanie.
Cały sportowy świat z coraz większym niepokojem nasłuchuje jednak wieści z Japonii, gdzie ważą się losy tegorocznych igrzysk w Tokio. Koronawirus zbiera w tym kraju śmiertelne żniwo i z tego powodu tenisowy mecz Japonii z Ekwadorem o awans do turnieju finałowego Pucharu Davisa odbędzie się przy pustych trybunach. Decyzję taką podjęła Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) po konsultacjach z japońską federacją tenisową i tamtejszymi ministerstwami sportu i zdrowia”. Spotkanie odbędzie się w mieście Miki w dniach 6-7 marca.

Wirusy i chińskie smoki

Prasa na całym świecie donosi o brutalnych aktach rasizmu wymierzonych w osoby chińskiego (lub innego azjatyckiego) pochodzenia w histerycznej reakcji na epidemię nowego koronawirusa. W erupcjach irracjonalnej nienawiści manifestuje się nie tylko ta konkretna psychoza – stanowią one także kolejny epizod znacznie dłuższej sekwencji, w której Chiny i ich zniekształcany wizerunek obsługują różne ideologiczne „potrzeby” zachodnich mocarstw i euroatlantyckich populacji skołowanych stanem swoich własnych systemów politycznych.

Kolejne wątki i epizody tej niekończącej się opowieści wciąż wyciągają zużyte rekwizyty starych porządków kolonialnego rasizmu i zimnowojennego antykomunizmu (w którym Pekin przejął rolę Moskwy). Orientalny despotyzm, komunistyczne okrucieństwo, jedzenie nietoperzy.
O czym nie mówimy, kiedy mówimy o Chinach
Współczesny zachodni dyskurs o Chinach jest oczywiście niebezpieczny dlatego, że przypadkowych ludzi czyni kozłami ofiarnymi w aktach bezmyślnej przemocy – do tego w ramach kampanii niepotrzebnej paniki. Ale nie tylko dlatego. Jest niebezpieczny, bo reprodukuje i utrwala systematyczną (i być może celową) niewiedzę na temat drugiego najpotężniejszego dziś państwa na świecie. Jest niebezpieczny również dlatego, że często przebiera się w szmatki dyskursu „krytycznego”, pełnego antyautorytarnych frazesów i inwokacji do praw człowieka, ponosząc jednak jako dyskurs krytyczny sromotną porażkę.
Nie kwestionuję hurtem wszystkich stawianych Chinom zarzutów – jednak kolosalna część tego „krytycznego” dyskursu stanowi zupełnie niekrytyczne, a nawet „antykrytyczne”, przekierowywanie niepokojów wynikających z postępującej degrengolady naszych własnych tzw. liberalnych demokracji, odwracanie od niej uwagi na odległe mocarstwo, którego przedstawieniami łatwo manipulować, bo jest mało znane i mówi wyjątkowo niezrozumiałym dla nas językiem. Ekscytujemy się np. kontrolą prasy i Internetu w Państwie Środka, podczas gdy nasza własna wolność słowa, informacji i prasy zarzynana jest w samych centrach „zachodniej demokracji liberalnej” – w najbardziej spektakularny sposób w postaci torturowania Juliana Assange’a i Chelsea Manning – przy minimalnym zainteresowaniu samej prasy.
Inwigilacja i algorytmy
Podgatunkiem tego dyskursu są legendy o chińskim systemie zaufania społecznego (zwanego „social credit score” w mediach anglojęzycznych). W ramach tego systemu obywatele zyskiwaliby lub tracili punkty w zależności od swojego zachowania w różnych polach społecznych, a rezultat miałby wpływ np. na dostęp do różnych dóbr i usług, np. większych podróży. Tymczasem żaden taki system na poziomie ogólnopaństwowym w Chinach nie istnieje. Istnieją regionalne i miejskie programy pilotażowe, ale żaden z nich nawet w przybliżeniu nie dysponuje taką wiedzą o poszczególnych jednostkach, jaką w ramach od dawna istniejących systemów finansowej oceny kredytowej („credit score”) o swoich klientach dysponuje pierwszy lepszy anglosaski bank. W niektórych zakątkach „anglosfery” od bankowego credit score może zależeć nie tylko, czy dostaniesz kredyt (i jak oprocentowany), ale nawet czy dostaniesz pracę w niektórych branżach, albo czy zdołasz wynająć najlichsze mieszkanie. Póki co, żaden z chińskich systemów zaufania społecznego nie ma nawet w połowie tak głębokiego wpływu na życie takich mas ludzi.
Dlaczego właściwie dostęp do np. podróży lotniczych nie mógłby być ograniczany dla jednostek aspołecznych, które ciągle powodują wypadki na drogach czy nie wywiązują się z istotnych społecznych zobowiązań (ich social credit score karnie obniżany), a zwiększany dla osób, które – powiedzmy – udzielają się społecznie (ich social credit score w nagrodę podnoszony)? W warunkach katastrofy klimatycznej, im prędzej zaczniemy pewne rzeczy (np. podróże samolotem) reglamentować, tym lepiej. Nie wylewałbym więc tego dziecka z kąpielą.
Jesteśmy wszyscy znacznie bardziej inwigilowani przez Google, Apple i Facebooka, niż Chińczycy przez istniejące jak dotąd systemy zaufania społecznego. Wiedza ta jest następnie sprzedawana korporacyjnym naciągaczom i politycznym hochsztaplerom. Groza, z jaką świat euroatlantycki lubi sobie odpowiadać o chińskich programach, to klasyczny przypadek tego, co psychoanaliza nazywa przeniesieniem, na masową skalę. Komuś to tymczasem służy, że odwracamy swoją uwagę w tak odległym kierunku.
Szpiedzy z krainy Huawei
Skoro wspomnieliśmy już o Google, Apple i Facebooku – inwigilacja technologiczna to kolejne pole, na którym Chiny – albo „Chiny” – kanalizują ideologicznie napięcia wynikające z niepokojącego stanu naszych własnych, euroatlantyckich „liberalnych demokracji” (cudzysłów coraz bardziej konieczny). Głównym straszakiem w tej reżyserowanej przez Biały Dom farsie jest chiński gigant technologiczny, Huawei.
Histeria Waszyngtonu bierze się przede wszystkim z tego, że Chińczycy wyprzedzili Amerykanów o kilka długości w rozwoju technologii 5G (już pracują nad 6G). Baśnie o tym, że Chińczycy, przy użyciu swoich telefonów i nadajników będą szpiegować cały świat, mają odwrócić naszą uwagę od faktu, że Amerykanie już od dawna to robią. Wiemy o tym od Edwarda Snowdena i Glenna Greenwalda. Rurociągi z danymi dla amerykańskiego wywiadu płyną od Google, Apple, Facebooka i innych gigantów technologicznych. Jeśli kiedykolwiek korespondowałeś elektronicznie z Amerykaninem, który był w zasięgu jakiegoś politycznego „podejrzenia”, amerykański rząd może dziś także o tobie wiedzieć więcej niż rząd twojego własnego państwa. Dopiero co dowiedzieliśmy się, że CIA była właścicielem szwajcarskiej firmy sprzedającej urządzenia szyfrujące rządom, które myślały, że się w ten sposób zabezpieczą przed szpiegowaniem. Kilka dni później wyszło na jaw, że Unia Europejska pracuje nad wielkim projektem inwigilacyjnym – do integracji z już istniejącymi systemami amerykańskimi.
Jeżeli w amerykańskich lamentach nad chińskim szpiegowaniem jest w ogóle jakiś szczery element, to chyba tylko ten, na który zwrócił uwagę południowoafrykański prezenter i satyryk, gwiazdor amerykańskiej telewizji, Trevor Noah. Amerykanie są zaniepokojeni, bo chcieliby pozostać jedynymi, którzy są w stanie szpiegować w ten sposób cały świat.
Polska specyfika
Histeria wokół Huawei odbiła się echem także w nad Wisłą, ujawniając, jak zwykle, polską specyfikę. Jest nią bezkrytyczne powtarzanie dyskursu demonizującego Chiny także przez lewicę. Partia Razem biła na alarm, strasząc infiltracją państwa przez szpiegujące technologie Huawei, milcząc na temat szpiegowania nas wszystkich przez technologie zupełnie innego imperium, któremu jesteśmy bezkrytycznie podporządkowani militarnie i dyplomatycznie na arenie międzynarodowej. Tymczasem chińskie szpiegowanie ludzkości pozostaje jedynie w najlepszym razie hipotezą (jeżeli nie fantazją), podczas gdy szpiegowanie nas przez urządzenia, systemy i służby amerykańskie jest doskonale udokumentowanym faktem.
Najbardziej niepokojące jest, kiedy powtarzając ten dyskurs polska lewica nie odsiewa nawet rasistowskich tropów, którymi jest upstrzony. Z tym mamy do czynienia w przypadku komentarzy na temat koronawirusa. Kiedy Chinom coś wymknie się spod kontroli, jest to dowodem „nieudolności reżimu”. Kiedy coś zrobią skutecznie – jego autorytaryzmu i totalitarnej wszechmocy. Czasem w jednym i tym samym komentarzu. Hipoteza, że źródłem epidemii są ekscentryczne orientalne zwyczaje żywieniowe (zupy z nietoperzy itd.), powtarzana jest jak fakt. A rząd w Pekinie oczywiście zawalił sprawę. Nie dalej jak kilka dni po utrzymanym w takich tonach komentarzu ekspertki polskiej lewicy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wyraziła się z uznaniem i podziwem dla wzorowej skuteczności chińskiego państwa w odpowiedzi na wybuch epidemii.
Lewica musi rozwijać swoją własną krytyczną analizę Chin i ich porządku społecznego, tym bardziej, że być może wkrótce to Państwo Środka będzie odgrywać główną rolę w określaniu przyszłości całej ludzkości. Nie może jednak sobie pozwolić, by jej internacjonalistyczny impuls był tak łatwo przechwytywany przez dyskursy dyktowane przez zupełnie kogo innego. Nie powinna pozwalać na to, by dyskurs grozy opisujący Chiny jak największe zło po prostu odwracał uwagę od zagrożeń, które czają się dosłownie za rogiem i przychodzą z zupełnie innej strony. Powinna reagować odruchem krytycznym wobec dyskursów zbyt jednogłośnie powtarzanych przez dominujące media i panujące (po obu stronach Atlantyku) siły polityczne. Powinna pytać, dlaczego inwigilacja miałaby być zła tylko wtedy, kiedy jest chińska, dlaczego mówimy dziś o koronawirusie w taki sposób, oraz komu to za każdym razem służy?
Rynek, centralne planowanie i nasze przetrwanie
Panika wokół koronawirusa obsługuje nasze lęki, bo mamy się czego bać. Przemysłowa produkcja żywności dystrybuowanej globalnie, a także nasze własne podróże i migracje, mogą mieć skutki w postaci błyskawicznie rozprzestrzeniających się pandemii. Coraz mniej antybiotyków zachowuje swoją skuteczność i póki co nie wiemy, czym zastępować te, które przestają działać. Katastrofa klimatyczna sprawi, że tropikalne choroby mogą dotrzeć w miejsca dotychczas od nich wolne, a topniejące lodowce odmrozić nieznane nam wirusy i bakterie. I tak dalej.
Boimy się jednak nie tylko zagrożeń, które nadchodzą, ale także tego, że nasze systemy ochrony zdrowia nie będą w stanie stawić im czoła. Żebyśmy nie mieli czasu zastanowić się poważnie, dlaczego nie będą w stanie – za sprawą dekad ich neoliberalnego demontażu, niedofinansowania i urynkowienia, które sprawia, że środki podążają tam, gdzie widzą szybki zysk, a nie tam, gdzie są priorytetowe potrzeby – popychani jesteśmy w stronę karmionej starymi rasistowskimi tropami paniki. Zamiast źródła problemu, neoliberalnego utowarowienia zdrowia, mamy się bać być może jedynego skutecznego rozwiązania – ucieleśnionego przez Chiny centralnego planowania.
Tak się akurat składa, że centralne planowanie jest warunkiem sine qua non rozwiązania nie tylko tego jednego problemu, ale kluczowych problemów naszych czasów w ogóle – katastrofy klimatycznej i trwającego od 2008 roku zapaści ekonomicznej. Nie przesadzając, jest warunkiem naszego zbiorowego przetrwania na tej planecie.
Żadne mechanizmy wolnorynkowe nie postawiłyby w tydzień w pełni operacyjnego szpitala, by walczyć z nowym wirusem. Żaden system oparty na chaosie sił rynkowych nie pozwoliłby na to, żeby mieszkańcom wielomilionowego miasta zalecać pozostawanie w domu przez kilka tygodni (jakież to byłyby straty!). „Niewidzialna ręka” zadowoliłaby się hossą na rynku trumien i trzymała swoich długofalowych inwestycji w leczenie zaburzeń erekcji i rozwijanie wyposażonych w sztuczną inteligencję zabawek do masturbacji. Chiny mogły takie rzeczy zrobić, bo są gospodarką centralnie planowaną, w której kapitał i rynek znajdują się pod polityczną kontrolą państwa. To odkryciu przez nas tej różnicy zapobiegać ma kreowanie wrażenia, że Chiny są w jakiś sposób odpowiedzialne albo za pojawienie się wirusa (czy też jego przejście na ludzi), albo za „nieudolność” w walce z nim.

Włochy walczą z koronawirusem. Wybuch europaniki?

W ciągu dwóch dni Włochy stały się epicentrum koronawirusa w Europie. Wszystko zaczęło się w miejscowości Codogno w Lombardii, gdy u 38-letniego mężczyzny, leżącego w szpitalu z ciężkimi objawami grypy potwierdzono obecność koronawirusa. Pozytywna też okazała się jego żona w 8 miesiącu ciąży. Rozpoczęto dochodzenie, aby ustalić tzw. „pacjenta 0”, który mógł zarazić innych.

W pierwszym momencie wydawało się, że był nim kolega chorego, włoski manager, który w połowie stycznia powrócił z Chin i był na kolacji z chorym małżeństwem.
To on mógł zachorować w Chinach na Covid19, przywieźć wirusa do Włoch i bezobjawowo zarażać innych.
Po wykonaniu testów okazało się, że menager jest zdrowy i nie jest „pacjentem 0”.
Równocześnie na północy Włoch wybuchło drugie zarzewie w kolejnej małej miejscowości Vo koło Padwy. 78-letni Włoch był pierwszą ofiarą śmiertelną. Mężczyzna od dziesięciu dni był hospitalizowany w stanie ciężkim w szpitalu w Monselice, wraz z innym 67-letnim mężczyzną z podobnymi objawami uważanymi za ciężką grypę. Emeryci nie mięli kontaktów ani z osobami, które przybyły z Chin, ani z lombardzkiej miejscowości Codogno.
Spotykali się jednak na grę w karty w jednym z barów w Vo. Początkowo podejrzewano, że mogli zarazić się od Chińczyków pracujących w barze. Testy, którym zostali oni poddani okazały się jednak negatywne.
Jak do tej pory nie udało się ustalić skąd i jak Covid19 przybył do Włoch.
Kordon sanitarny
Włosi potraktowali problem bardzo poważnie. Na północy kraju, pomiędzy Lodi w Lombardii i Padwą w Wenecji Euganejskiej, utworzono 10 „czerwonych stref”, w których mieszkańcy zostali poddani kwarantannie – łącznie ponad 50 tys. osób.
Miejscowości znajdujące się w czerwonej strefie to m.in.: Codogno (tu odnotowano pierwsze zachorowanie na terytorium Włoch), Pizzighettone, Pieve Porto Morone, Sesto Cremonese, Casalpusterlengo, Vo, Schiavonia, Mira, Mirano, Terranova Passerini. W miasteczkach tych praktycznie zamarło życie: zamknięto bary, sklepy (z wyjątkiem spożywczych), apteki, przychodnie, szpitale, miejsca pracy, urzędy, obiekty sportowe, wstrzymano transport publiczny.
Mieszkańcy mają pozostać w domu i w przypadku nasilenia się objawów grypy dzwonić na numer 118 lub 1500 i czekać na specjalnie wyposażone karetki.
Po czerwonej strefie można się poruszać, oczywiście z zachowaniem środków ostrożności (maseczki na twarzy, rękawiczki, dezynfekcja), nie można jednak ich opuszczać.
Na drogach wokół czerwonych stref stoją patrole policyjne, pilnujące, aby nikt nie mógł z nich wyjechać. Kilka osób opuściło strefę wracając do rodzinnych domów w innych regionach kraju. Zostało w nich zatrzymanych, a ich rodziny i znajomi poddani kwarantannie.
Żółte strefy
Oprócz ścisłego kordonu sanitarnego obejmujące miejscowości zagrożone wybuchem epidemii, na mocy specjalnego dekretu uchwalonego 02.02.2020 przez rząd premiera Giuseppe Conte zostały podjęte inne działania. W regionie Lombardii i Wenecji zostały zamknięte wszystkie szkoły i uniwersytety, manifestacje sportowe i kulturalne (m.in.: karnawał w Wenecji), muzea, kina, teatry (La Scala) i kościoły (katedra w Mediolanie).
Zostały odwołane wycieczki, zawieszone konkursy i przełożone targi międzynarodowe. Również w Piemoncie, Friuli, Ligurii, Emilii Romanii i w Bolzano zostały zawieszone aktywności edukacyjno-kulturalne.
W Mediolanie bary i sklepy mają pozostać zamknięte w godzinach 18.00-6.00. Podjęte działania, mające na celu ograniczenie kontaktów pomiędzy osobami i tym samym rozprzestrzenianie się koronawirusa, są przewidziane do 1 marca, z możliwością przedłużenia.
Wszystko to wywołało panikę we Włoszech. W wielu miejscowościach lombardzkich i weneckich oraz w dzielnicach Mediolanu wykupiono jedzenie oraz środki czystości w supermarketach, obawiając się kwarantanny. Komunikacja kolejowa we Włoszech została sparaliżowana przez opóźnienia pociągów.
W aptekach brakuje maseczek, które sprzedawane przez internet osiągają zawrotne ceny. Nie brakuje również szakali, którzy spekulują na zagrożeniu epidemiologicznym. Pojawiły się osoby, które w przebraniu sanitariuszy, korzystając z wymówki zrobienia testów przeciwko koronawirusowi, okradają starsze osoby.
Dlaczego Włochy zareagowały tak drastycznie?
Jak podkreślają niektórzy włoscy specjaliści od chorób zakaźnych – problemem Covid19 nie jest jego śmiertelność (niewiele wyższa od zwykłej grypy), lecz wysoka zakaźność.
W ciągu 60 dni mogłoby zarazić się koronawirusem do 40 proc. populacji, co spowodowałoby paraliż służby zdrowia i systemu ekonomicznego. Włoski rząd podjął decyzję o odizolowaniu ośrodków zarzewia, mając nadzieję, że w ten sposób powstrzyma wybuch epidemii. Z powodu braku szczepionki i leków, jedynym sposobem walki z koronawirusem jest kwarantanna.
Decyzje podjęte przez włoski rząd oraz przez gubernatorów regionów w których odkryto ogniska koronowirusa, są krytykowane we Włoszech jako zbyt drastyczne, które doprowadziły do wybuchu paniki.
Sytuacja odbiła się szerokim echem nie tylko w innych regionach kraju (które zastosowały 14 dniową kwarantannę dla pracowników i studentów przybywających z regionów północnych), ale także zagranicą.
Wielu turystów opuszcza Włochy w pośpiechu i wielu zastanawia się, czy odwołać zaplanowane wyjazdy i wakacje.
Jak podkreśla włoski wirusolog Fabrizio Pregliasco, w przeciwieństwie do Chin, Włochy ogłosiły od razu wzrost zachorowań i odizolowały ogniska zakaźne, co może przyczynić się do szybszego zatrzymania epidemii.
W dniu 24 lutego, we Włoszech odnotowano 229 osób zarażonych koronawirusem i 7 zgonów osób powyżej sześćdziesiątego roku życia, których stan zdrowia był już zły. Ich liczba najprawdopodobniej wzrośnie.

Ambasador Chin o zagrożeniu i solidarności

Epidemia koronawirusa 2019-nCoV spowodowała w świecie poczucie zagrożenia, które czasami przybierało formę paniki nieproporcjonalnej do rzeczywistej sytuacji. Wywołała również falę solidarności i chęci pomocy.

Na konferencji prasowej ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce pan Liu Guangyuam stwierdził, że „ w obliczu wspólnych wyzwań, jakie niesie ze sobą epidemia, rządy i ludzie w większości krajów na świecie zdecydowanie opowiadają się po stronie Chin. Jak do tej pory przywódcy 67 krajów, w tym polski prezydent Andrzej Duda, oraz szefowie 14 organizacji międzynarodowych lub regionalnych, napisali do prezydenta Xi Jinpinga i innych chińskich przywódców, by wesprzeć wysiłki Chin w walce z epidemią, dodać odwagi Wuhanowi i otuchy Chinom. Ponad dwadzieścia państw i UNICEF w ramach pomocy stronie chińskiej przekazało środki profilaktyczne zapobiegające rozprzestrzenianiu się epidemii, co pokazuje , że prawdziwe uczucia nie znają granic państwowych oraz, że przyjaźń żywiona w stosunku do narodu chińskiego jest dalej silna. Strona chińska nigdy tego nie zapomni i bardzo dziękuje za wszelkie przejawy solidarności….Od momentu wybuchu tej epidemii społeczeństwo polskie i przedstawiciele różnych środowisk na wszelkie sposoby wyrażali współczucie, ubolewanie i wsparcie dla chińskiego rządu i obywateli. Wiele polskich firm, instytucji i osób prywatnych skontaktowało się z Ambasadą, aby wyrazić szczere chęci wsparcia walki Chin z epidemią, było to dla nas bardzo wzruszające.” Na szczególną uwagę zasluguje reakcja na epidemię ze strony ludzi nauki-epidemiologów, zarówno badaczy jak i praktyków. Zespoły badawcze chińsko-amerykańskie i chińsko-rosyjskie pracują intensywnie nad uzyskaniem szczepionki.Intensywne badania prowadzi słynna londyńska uczelnia-Imperial College. Warto podkreślić, że wśród chińskich lekarzy-epidemiologów są specjaliści posiadający doświadczenie w zwalczaniu SARS i afrykańskiej eboli.Ta ostatnia spowodowała śmierć około 40 proc. zarażonych osób. W przypadku obecnej epidemii analogiczny wskaźnik wynosi około 2 proc..
Energiczne i kompetentne działania władz chińskich sprzyjają ograniczaniu zasięgu epidemii, co oznacza również ochronę innych krajów. Ambasador Liu przypomniał:”Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus bardzo wysoko ocenia reakcję Chin na wybuch epidemii. Według niego Chiny w walce z chorobą wykazały się silnym przywództwem politycznym, wprowadziły zdecydowane środki oraz podjęły otwartą i przejrzystą współpracę międzynarodową. Uważa on również, że działania strony chińskiej w zakresie kontroli epidemii przyniosą skutek i Chiny wygrają wojnę z wirusem. Podkreślał także, że podjęte przez Chiny wysiłki zasługują na szacunek i uznanie, a wiele wprowadzonych środków ustanowiło dla innych krajów nowe kryteria w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii.” Działania władz chińskich wysoko ocenił również m.in dr David Wheeler-wybitny amerykański specjalista w zakresie zwalczania chorób zakaźnych.
Wiele osób w naszym kraju wykazuje głębsze zrozumienie zagrożeń związanych z chorobami epidemicznymi. Sądzę, że w szcególności są to czytelnicy popularnej książki „Historia jednego życia”-autobiografii wielkiego polskiego uczonego-Ludwika Hirszfelda, który w czasie Pierwszej Wojny Światowej uczestniczył w zwalczaniu epidemii duru plamistego w Serbii.
Byłoby dobrze, gdyby międzynarodowa solidarność w obliczu epidemii osłabiła wzmagający się od kilku lat agresywny nacjonalizm i unilateralizm w stosunkach międzynarodowych.

Uruchomienie chińskich fabryk to znak stabilizacji globalnego łańcucha przemysłowego

Na początku lutego Firma Hyundai Motor musiała zawiesić własną linię produkcyjną z powodu tymczasowego przerwania dostaw części z Chin z powodu epidemii zapalenia płuc wywołanego przez nowego koronawirusa. 17 lutego, przy wznowieniu pracy niektórych chińskich producentów komponentów, a także przy wsparciu rządów Chin i Korei Południowej oraz innych czynników,
Firma Hyundai Motor postanowiła wznowić produkcję na większości swoich linii produkcyjnych.

Te dwie wiadomości pokazują ważną pozycję Chin w globalnym łańcuchu przemysłowym. W chwili, gdy zapobieganie epidemii i kontrola epidemii przynosi pozytywne wyniki, chińskie firmy wznawiają pracę i produkcję. Jest to ważne nie tylko dla samych przedsiębiorstw, ale także ważne dla utrzymania stabilnego działania łańcucha globalnego przemysłu i ochrony wspólnych interesów świata.
Około 10 lutego, pod warunkiem kontroli i zapobiegania zakażeniom koronawirusa, chińskie przedsiębiorstwa wznowiły produkcję. Obecnie, z wyjątkiem prowincji Hubei, przedsiębiorstwa w 30 innych prowincjach, regionach autonomicznych w Chinach kontynentalnych wznowiły pracę. Podejście rządu chińskiego do tego jest jasne: wzmocnienie zapobiegania i kontroli w obszarach, w których sytuacja epidemiologiczna jest szczególnie poważna lub obarczona wysokim ryzykiem, a nieepidemiczne obszary zapobiegania i kontroli powinny koordynować zapobieganie epidemii i kontrolę oraz przywracać porządek gospodarczy i społeczny.
Oznacza to, że Chiny nie rozluźniają zapobiegania i kontroli epidemii, ale jednocześnie szukają prawdy na podstawie faktów i opracowują zróżnicowane strategie według dzielnic i poziomów, aby zminimalizować wpływ tych działań na produkcję i życie ludzi oraz na globalny łańcuch przemysłu.
Raport Instytucji Globalnej McKinsey (McKinsey Global Institute) z 2019 roku umieścił ważny wniosek: zależność Chin od światowej gospodarki względnie maleje, a światowa zależność od chińskiej gospodarki stosunkowo rośnie. Fakty i liczby dowodzą również, że jako jedyny kraj na świecie ze wszystkimi kategoriami przemysłowymi, chiński łańcuch dostaw ma oczywiste zalety, przede wszystkim w globalnym łańcuchy dostaw w takich branżach jak artykuły gospodarstwa domowego, części high-tech, tkaniny i odzież, które są w dużym stopniu zależne od Chin.
Potwierdził to szef chińskiego producenta sprzętu gospodarstwa domowego Midea, w ostatnim wywiadzie: „W dzielnicy Shunde w mieście Foshan w prowincji Guangdong mamy ponad 3000 producentów sprzętu gospodarstwa domowego i branż wspierających. Uruchomiono maszyny Delcie Rzeki Perłowej, a globalny łańcuch przemysłowy się ustabilizuje. ”
Jednocześnie, z powodu przedłużenia obchodów Święta Wiosny, Chiny opóźniają wznowienie pracy, popyt na zasoby takie jak ropa naftowa i minerały osłabił się, co dotknęło również niektóre kraje. Raport badawczy opublikowany przez Departament Badań CITIC Papierów Wartościowych S.O.O. (CITIC Securities Company Limited) z 17 lutego pokazuje, że trzej główni importerzy ropy naftowej Arabia Saudyjska, Rosja, Iran, trzej główni importerzy rudy żelaza Australia, Brazylia, Indie, odczują znacznie wpływ spadającego popytu Chin.
Według raportu Instytucji Globalnej McKinsey Chiny są największym eksporterem dla 33 krajów i źródłem importu dla 65 krajów. Co zrobić, kiedy zagraniczne firmy z niepokojem czekają na chińskie surowce i komponenty, a praca chińskich przedsiębiorstw nie zostanie wznowiona na czas, aby wznowić produkcję? Co oznacza to dla zagranicznych firm, które uważają Chiny za ważny rynek zasobów?
To co zrobili Chiny w zapobieganiu i kontrolowaniu epidemii, jest odpowiedzialnym działaniem, aby świat mógł wykonać dobrą robotę. Chińskie przedsiębiorstwa wznowiły pracę i wznowiły produkcję jest odpowiedzialnym działaniem wobec świata.
Od rządu centralnego po samorządy lokalne Chiny podjęły szereg działań w celu zmniejszenia kosztów finansowania, preferencyjnych podatków i opłat oraz zapewnienia zatrudnienia, tworząc korzystne warunki dla przedsiębiorstw do wznowienia pracy. Gdy firma wznawia pracę, pracownicy muszą przejść szereg procedur kontroli i dezynfekcji, zanim będą mogli podjąć pracę. Jest to szczególna praktyka „koordynowania zapobiegania i kontroli epidemii oraz przywracania porządku gospodarczego i społecznego”.
Należy również zauważyć, że chociaż Chiny wielokrotnie potwierdziły znaczenie globalnego łańcucha przemysłowego, choć poczyniły one wielkie starania, aby zapewnić funkcjonowanie globalnego łańcucha przemysłowego, to wciąż są ludzie, którzy myślą o grze o sumie zerowej i nie chcą by Chiny szły w dobrym kierunku. Na przykład minister handlu USA Wilbur L. Ross Jr. stwierdził ostatnio, że wybuch epidemii w Chinach „pomógł” przyspieszyć powrót produkcji do Stanów Zjednoczonych.
Spójrzmy na firmę Apple, która posiada około 800 fabryk dostawców na całym świecie, z których około połowa znajduje się w Chinach. Większość produktów, w tym iPhone, jest wytwarzana w Chinach. 17 lutego w oświadczeniu Apple dla inwestorów stwierdzono, że wszyscy partnerzy produkujący iPhone’a w Chinach wznowili produkcję. Ze względu na wpływ epidemii Apple spodziewa się globalnego niedoboru podaży iPhone’a, ale firma podkreśla: „Uważam, że wpływ tej sytuacji na firmę jest tymczasowy”.
Podczas epidemii zagraniczne przedsiębiorstwa doceniły wysiłki Chin zmierzające do zapewnienia wznowienia pracy, zrozumiały także, że wpływ epidemii jest tymczasowy. Oczywiście przewaga chińskiego łańcucha przemysłowego nigdy nie zostanie utracona z powodu słów niektórych osób.
Tak właśnie powiedział Robert C. Merton, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii i profesor w Massachusetts Institute of Technology, w niedawnym liście otwartym do Chińczyków: „Jesteśmy optymistycznie nastawieni do długoterminowej poprawy chińskiej gospodarki i wierzymy, że po zwycięstwie z walce epidemii, Chiny będą potężniejsze”.

W epicentrum walki z wirusem

Szczytowe nasilenie epidemii przypadnie prawdopodobnie na okres od połowy do końca lutego. Pojawiają się już pierwsze pozytywne sygnały mogące świadczyć o jej wygasaniu.

Na konferencji poświęconej zwalczaniu koronawirusa, ambasador Liu Guangyuan stwierdził, że jego kraj jest w epicentrum walki z epidemią. Na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo życia i zdrowia ludzi, a przeciwstawienie się epidemii jest obecnie najważniejszym i najpilniejszym obowiązkiem rządu chińskiego. Presja, jaka ciąży na Chinach jest ogromna, zaś ponoszone koszty – bardzo wysokie. Niezliczona liczba Chińczyków jest na pierwszej linii wojny z epidemią. Wiele milionów osób zmniejszyło częstotliwość wychodzenia na zewnątrz lub przechodzi kwarantannę w domu. Rząd Chin przyjął kompleksowe i restrykcyjne środki zaradcze.
31 prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy pierwszego stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Wuhan i inne miasta zamknęły drogi wyjazdowe, 11 tys. pracowników medycznych przyjechało z całego kraju do prowincji Hubei, by leczyć tam chorych.
Rząd chiński ustanowił system powiązań między 16 prowincjami świadczącymi pomoc, a innymi miastami niż Wuhan. Według tego systemu jedna prowincja sprawuje pieczę nad jednym miastem. W całym kraju szkoły i uczelnie przedłużyły przerwę świąteczną. W ciągu zaledwie 10 dni zbudowano i oddano do użytku dwa nowe szpitale. Wszystkie te działania wykraczają poza wymagania zawarte w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych” i jeszcze nigdy w historii nie zostały podjęte.
Ambasador powiedział, że od momentu otrzymania z departamentu zdrowia miasta Wuhan zgłoszenia o licznych zachorowaniach na zapalenie płuc o nieznanej etiologii, do poinformowania o tym fakcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i szeregu państw, minęły zaledwie cztery dni (29 grudnia 2019 – 3 stycznia 2020). Na rozpoznanie genomu wirusa i przekazanie go światu Chiny potrzebowały zaś niespełna dwóch tygodni od momentu wybuchu epidemii.
Zostało to docenione przez WHO i inne kraje. Jak dodał ambasador, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanon Ghebreyesus podkreślił, iż szybkość z jaką Chiny podjęły kroki w celu monitorowania epidemii wirusa i sekwencjonowania jego genomu oraz szybkość przekazania tych informacji do WHO jest imponująca.
Wysiłki Chin zasługują na szacunek i uznanie. WHO nie zaleca, a nawet sprzeciwia się wprowadzeniu zakazów podróży do Chin i handlu z Państwem Środka – powiedział ambasador.
Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów od chorób zakaźnych, epidemia koronawirusa powinna osiągnąć szczyt nasilenia w okresie od połowy do końca lutego.
Już jednak zaczynają pojawiać się pewne optymistyczne sygnały. Od 4 lutego spada (poza prowincją Hubei) liczba potwierdzonych nowych przypadków zachorowań w Chinach, co wskazuje na skuteczność zastosowanych środków zaradczych.
Liczba wyleczeń przekracza liczbę zgonów i różnica ta stale rośnie. Śmiertelność jest stosunkowo niska – 2 proc. czyli znacznie mniej niż w innych epidemiach. Poprawiają się też możliwości diagnostyczne, pozwalając na coraz precyzyjniejsze stwierdzenie albo wykluczenie obecności wirusa.

Świat musi się zjednoczyć w obliczu nowej epidemii koronawirusa

Epidemia nowego koronawirusa budzi obawy świata. W obliczu tej epidemii ludzkość dzieli to samo przeznaczenie, a tylko jedność i współpraca może wygenerować siłę potrzebną do ochrony życia.

Chiny pokazują jedność i podejmują wspólne wysiłki na rzecz zapobiegania epidemii. Bezzwłocznie udostępniają informacje dt. epidemii zarówno w kraju, jak i za granicą, aktywnie reagując na obawy każdej strony i usprawniając współpracę międzynarodową.
Społeczność międzynarodowa przykłada wielką wagę do epidemii w Chinach. Do chwili obecnej ponad 70 przywódców z przeszło 50 państw i szefowie 20 organizacji międzynarodowych, za pośrednictwem listów lub w inny sposób, wyrazili uznanie i wsparcie dla wysiłków Chin w walce z nowym koronawirusem, wzmacniając pewność siebie tych, którzy znaleźli się w centrum epidemii – Wuhan i Chiny.
Materiały do ​​zapobiegania i kontroli epidemii podarowane przez Koreę Południową, Japonię, Wielką Brytanię, Francję, Turcję, Pakistan, Kazachstan, Węgry, Iran, Białoruś, Indonezję i Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci przybyły już do ​​Chin. W międzyczasie rządy Rosji, Wietnamu i Niemiec także przekazały środki medyczne.
Chór uczniów niemieckiego gimnazjum śpiewał, aby Chiny nie traciły ducha, a japońscy przyjaciele na pudełkach z datkami dla Chin napisali „ziemie w oddali, przeznaczenie wspólne”. Wszystkie te wzruszające przejawy troski o wspólny los, pokazują jedność ludzi na całym świecie.
Świat jest zglobalizowany, więc publiczne incydenty zdrowotne na międzynarodową skalę dotykają wszystkich członków międzynarodowej społeczności. Wirusy są wspólnym wrogiem ludzkości, a pokonanie nowego koronawirusa, w jak najkrótszym czasie, jest celem, który przyświeca całemu świata.
W tej chwili światu nie jest potrzebna histeria, uprzedzenia, dyskryminacja przez osoby o ciasnych poglądach, ani nieodpowiedzialne etykietowanie, czy wypaczenia przez pewne zachodnie media. Jedność i dobra wola powinny znaleźć się w głównym nurcie.
Były sekretarz generalny ONZ i przewodniczący Forum Boao dla Azji Ban Ki-moon zaznaczył, że gdy świat wygra bitwę przeciwko epidemii, historia zapamięta nie tylko instytucjonalne zalety socjalizmu o chińskiej specyfice, ale także zasługi każdego kraju w przezwyciężeniu kryzysu wspólnie.
Chiny zawsze stoją po stronie świata. „Myśliwy wirusów” Walter Ian Lipkin, profesor z Uniwersytetu Columbia zaprzyjaźnił się z Chinami podczas wybuchu epidemii SARS w 2003 roku. Teraz ponownie pojechał do Chin, aby wspólnie przeciwdziałać nowemu koronawirusowi.
Po wybuchu epidemii wywołanej wirusem Ebola w Afryce Zachodniej w 2014 r. Chiny natychmiast zareagowały na wezwanie krajów z tego regionu i podjęły działania, aby pomóc. Dzisiaj firma U-Mask z RPA podarowała maski medyczne Chinom. Piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej Yaya Touré przesłał jego najlepsze życzenia Wuhanowi poprzez wideoklip, a ponad 10 tys. pracowników w największym banku w Afryce ubrało się w czerwone stroje w geście solidarności z Chinami.
Wspólne przeznaczenie zacieśnia więzi. Świat patrzy na Wuhan, gdzie prowizoryczne szpitale Huoshenshan i Leishenshan zostały zbudowane w ciągu kilka dni. BBC podało, że transmisję na żywo z budowy oglądało dziesiątki milionów internautów. Świat podziwia szybkość i efektywność pracy.
Gdy świat musi wspólnie stawić czoła trudnościom, ludzie z całego świata stają ramię w ramię z Chinami. Ludzkość nigdy nie zostanie pokonana przez wirusy i odniesie ostateczne zwycięstwo, o ile połączy siły.

Śmiertelność 2019-nCoV jest znacznie niższa niż H1N1 i Eboli

Chińskie władze przytaczają dane, z których wynika, że śmiertelność potwierdzonych przypadków zapalenia płuc będących wynikiem zarażenia nowym koronawirusem w Chinach, do nocy 3 lutego wyniosła 2,1 procent i jest znacznie niższa niż w przypadku grypy H1N1, MERS i Ebola w poprzednich latach.

4 lutego, rzeczniczka MSZ Chin Hua Chunying, podczas internetowej konferencji prasowej powiedziała, że śmiertelność epidemii nowego koronawirusa w Chinach wynosi około 2,1 procent, jest znacznie niższa niż w przypadku innych epidemii, a od 1 lutego zauważono, że liczba osób, które wyzdrowiały przewyższa liczbę zgonów.
Śmiertelność z powodu grypy H1N1 w 2009 r. w Stanach Zjednoczonych wyniosła 17,4 procent, śmiertelność MERS w 2012 r. wyniosła 34,4 procent, a w przypadku wirusa Ebola było to 40,4 procent.
Chińska Narodowa Komisja Zdrowia (NHC) na konferencji prasowej w dniu 4 lutego podała, że wskaźnik śmiertelności potwierdzonych przypadków nowego koronawirusa w Wuhanie wyniósł 4,9 procent, znacznie powyżej średniej krajowej (2,1%) dlatego, że możliwości leczenia w Wuhanie na początkowym etapie nie były dostosowane do skali epidemii.
Przedstawiciel NHC Jiao Yahui powiedziała, że początkowo w Wuhanie wyznaczono tylko trzy szpitale, o łącznej liczbie 110 łóżek, do leczenia pacjentów z zapaleniem płuc wywołanym zarażeniem nowym koronawirusa, ale było to zbyt mało.
Oprócz wyznaczonych szpitali, pacjenci zarażeni nowym koronawirusem zostali rozmieszczeni w przeszło 20 innych placówkach medycznych w całym mieście. Jednak brak jednolitego zarządzania i sprawnej dystrybucji wysokiej jakości materiałów medycznych przyczynił się do stosunkowo wysokiej śmiertelności, dodała Jiao.
NHC potwierdziła, że brak środków medycznych w walce z nowym koronawirusem jest nadal bardzo dotkliwy. Szczególnie brakuje kombinezonów ochronnych i masek N95.
Jiao zaznaczyła, że do 5 lutego liczba personelu medycznego, wysłanego do Wuhan w celu walki z epidemią osiągnęła w blisko 10 tys.
W całych Chinach kontentalnych utworzono 15 tys. klinik do walki z gorączką i 2092 szpitali do zwalczania epidemii, zaspokajając podstawowe potrzeby pacjentów w kraju, z wyjątkiem w prowincji Hubei – centrum epidemii.
Jiao dodała, że ponad 3000 lekarzy z głównych szpitali w kilkunastu prowincjach zostanie wysłanych do przejęcia nowo wyznaczonych oddziałów szpitalnych w Wuhanie, do leczenia pacjentów w stanie krytycznym, zarażonych wirusem.