Jakoś to będzie

Ostatnio w moim bloku dwie osoby z rzędu nie wpuściły mnie do windy. Znakiem tego, propaganda działa. Licznik wciąż bije, a ludzie się lękają. Nie wszyscy, ale im więcej propagandy procovidowej, tym naród bardziej pod butem. Co zatem robić? Nie słuchać i nie czytać. Żeby nie zwariować.

Co rano budzę się i patrzam w portale informacyjne głównego nurtu. A tam co i rusz na czerwono, żeby nie przegapić: ilu zachorowało, ilu wyzdrowiało, ilu umarło. Raz spadnie, raz wzrośnie, a ostatnio najczęściej constans. Co i rano poczynam zastanawiać się wówczas: po co to wszystko? Po co te wszystkie informacje, które robią ludziom wodę z mózgu; mieszają im w głowach; straszą ponad miarę. Kto na tym wygrywa. Bo na pewno nie czytelnicy, którzy chłoną te alarmistyczne treści i zatruwają sobie żywot zgryzotami. I klikają w niusy, w piloty telewizorów, a gdzieś tam, po drugiej stronie światłowodu siedzą możni panowie i nobliwe panie i liczą zysk z kasy reklamodawców.

Nie wiem jak Państwa, ale mnie strasznie to rozsierdza; licznik zgonów i zachorowań; ozdrowieńców i zaszczepionych. Tłucze się ludziom do głów, że wróg u bram i trzeba mieć się na baczności. Pamiętam ongiś, jak w latach 90. w Nowym Jorku, na dworcu autobusowym, wystawiony był ogromny telebim, na którym prezentowano liczbę zabójstw, napadów z bronią w ręku, kradzieży i rozbojów na daną godzinę. Czemu i komu miało to służyć, nie bardzo wiem. Bo na pewno nie miastu i jego mieszkańcom. O tym, że mieszkają w niebezpiecznej metropolii wiedzieli i bez tego. Jeszcze przed Giulianim ktoś poszedł po rozum do głowy i zdjął licznik morderstw, żeby nie irytować mieszkańców miasta ponad stan.

Dokładnie tak samo patrzę na liczniki statystyk na naszych portalach; irytują ludzi a niektórych straszą i robią więcej szkody niż pożytku. Zresztą, tego ostatniego nie ma z nich za grosz. Kiedy liczniki nie pokazują wrażych danych, zrazu znajdzie się jakiś czarnosecinny artykuł o tym, jak to lada moment będzie strasznie i żeby się przygotować na najgorsze. A rzeczy ostatnie już poczynają się dziać na naszych oczach, na razie po cichutku, ale już czuć morowy wiatr z Zachodu. Rozmawiałem niedawno z jednym z pisowskich samorządowców wojewódzkiego szczebla; człowiek ów powiedział mi, że na dniach poszła z rządu w teren bumaga, aby odwoływać imprezy masowe finansowane z budżetów gmin, a kasę mrozić na zapomogi i tarcze pomocowe na czwartą falę.

Na głównych antenach telewizji prywatnych i komercyjnych, zaraz po dziennikach, w najlepsze funkcjonują covido-wiadomości i covido-poradniki. Nie wiem na jakiej podstawie szefostwo kanałów ustala, że nadal będzie emitować ten specyficzny rodzaj rozrywki, ale gdyby nie szły za tym pieniądze warunkowane wysoką oglądalnością, zapewne ramówkę wypełniłoby coś innego. Znakiem tego, Polacy lubią horrory; chcą się bać na zapas; kochają, kiedy mówi im się, że jest źle, a może być jeszcze gorzej…czy aby na pewno? Kiedy patrzę na moich współbraci w polskiej niedoli, odnoszę zupełnie inne wrażenie. Lubimy raczej, kiedy się nam mówi, że będzie dobrze, że „jakoś to będzie”; lepiej, gorzej, ale jakoś. Że podołamy, że nie będzie tak źle, nie będzie bolało; żeby się nie martwić na zapas, bo jest chujowo, ale stabilnie. I na nas to działa. Na przeoranych pracą, wódką i stresem, ziemistych twarzach pojawia się w okolicach kącików ust mały półksiężyc, który z czasem przechodzi w uśmiech; wargi pęcznieją od krwi, usta czerwienieją, oczodoły nabierają błysku. Jak się chce, to można nas rozbawić. Byleby było czym; Benny Hillem, „Samymi swoimi”, czymkolwiek. Ale na pewno nie paskami z liczbą zachorowań i zgonów. Kiedy się na to spojrzy na zaraz po otwarciu oczu i komputera, dzień nie może być udany. I zwykle nie jest. Po co więc to wszystko; za jakie grzechy maltretują nas tą wiedzą, do nieszczęścia głębokiego koniecznie potrzebną. Wiadomo, dla kasy. Ale żeby aż tak człowiekowi zatruwać życie; że też nie wystarczy im codzienny kociokwik o Gowinie, Żydach, tefałenie; toż to samo w sobie już wystarczająco mdłe i niestrawne. Jesień jednak szykuje nam się złota. Przynajmniej dla wydawców.

„Chiński lekarz” budzi chińską siłę

9 lipca wszedł na ekrany chińskich kin w całych Chinach film „Chiński lekarz”. Film powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce podczas walki z epidemią COVID-19. Akcja filmu rozgrywa się w w szpitalu Wuhan Jinyintan i w innych szpitalach w tym mieście. Inspiracją do stworzenia postaci bohaterów filmu był personel medyczny z Wuhanu, i zespoły medyczne z innych prowincji oraz i miast w całym kraju oraz ich heroiczna walka z epidemią.

Według danych statystycznych Narodowej Komisji Zdrowia, z 1 marca 2020 r. z pomocą do prowincji Hubei przyjechały z całych Chin 344 zespoły medyczne, 38 478 cywilnych i 3844 wojskowych członków personelu medycznego. Ci bohaterowie pochodzili ze wszystkich zakątków kraju, ale mieli wspólne imię: chiński lekarz.
Według reżysera Liu Weiqianga, za scenariuszem „Chińskiego lekarza” kryje się ponad 1000 prawdziwych historii. To właśnie te żywe historie i postacie nadają filmowi najpotężniejszą siłę. Aby jak najwierniej pokazać pracę personelu medycznego, aktorzy przed rozpoczęciem zdjęć , uczyli się pod okiem profesjonalnych lekarzy intubacji, pozaustrojowego natleniania krwi ECMO, posługiwania się instrumentami medycznymi. By bardziej wczuć się w rolę, nosili odzież ochronną i maski przez siedem lub osiem godzin dziennie, a ich ciała były przesiąknięte potem. W wywiadach aktorzy mówili, że tych trudów nie można porównać z trudami prawdziwych pracowników medycznych. „Podczas grania nie mogliśmy wyglądać na wypoczętych, to nie pasowało do naszych postaci. W tej sztuce żaden komfort nie pasuje do roli. Kiedy jesteś wyczerpany, możesz zbliżyć się do stanu granych przez nas bohaterów” – powiedziała odtwórczyni głównej roli Yuan Quan.
Jeśli szpital Wuhan Jinyintan był „okiem cyklonu” epidemii, to jego dyrektor Zhang Dingyu był „latarnią”, która opierała się burzy. 57-letni „Twardziel Dean” jest pierwowzorem męskiego bohatera filmu. Aby wiernie odtworzyć tą postać, aktor Zhang Hanyu, przez kilka dni, w październiku ubiegłego roku mieszkał i pracował z Zhang Dingyu. Towarzyszył mu podczas szpitalnych obchodów, uczestniczył w spotkaniach i podczas rozwiązywaniua różnych problemów. Dokładnie wczuł się w osobowość postaci. „Jest ciężko pracującym dyrektorem, człowiekiem o wielkim sercu, a także prawdziwym twardzielem” – zauważył aktor.
Szpital Jinyintan przyjął ponad 2800 pacjentów z COVID-19, z których większość znajdowała się w stanie krytycznym. Zwłaszcza we wczesnej fazie epidemii wszelkiego rodzaju trudności, takie jak brak lekarzy, brak sprzętu i brak doświadczenia, spadały wyłącznie na barki Zhang Dingyu. Spał on tylko 2 godziny na dobę, telefony ciągle dzwoniły, ale w końcu opanował sytuację w szpitalu. Zhang Dingyu jest nie tylko niezwyciężonym dyrektorem, ale jest również pacjentem. Choruje na ALS czyli stwardnienie zanikowe boczne, cierpi z powodu skurczu nóg i stopniowej utraty czucia w całym ciele.
Pomimo choroby Zhang Dingyu zachował optymizm i spokojne usposobienie. Rzadko wspominał kolegom o swojej chorobie, bo i nie chciał być specjalnie traktowany. Miał tylko nadzieję, że wykorzysta każdą minutę i każdą sekundę swojego życia, by zapewnić pacjentom kompleksową opiekę medyczną. „Muszę działać szybciej, aby dokończyć ważne rzeczy i wyrwać więcej pacjentów ze szponów wirusa”. Te słowa stały się mottem Zhang Dingyu.
8 września 2020 r. Zhang Dingyu został odznaczony narodowym honorowym medalem tytułem „Bohatera Ludu”.
Komentując film „Chiński lekarz”, Zhong Nanshan, członek Chińskiej Akademii Inżynierii i znany ekspert ds. układu oddechowego, powiedział: „Nie ma tam nic do ukrycia. Ten film pokazał prawdziwy obrazą sytuację walki z epidemią w mieście Wuhan i przedstawił ludzi z całego kraju, pokonujących trudności. Najważniejsze w filmie jest to, że pokazuje siłę Chin!”
Film przedstawia chaos na początku epidemii. Zatłoczona izba przyjęć, nieodpowiednia odzież ochronna personelu medycznego i pacjenci miotający się po oddziale. Ujęcia akcji ratowniczych i operacji nakręcone zostały w wysokiej rozdzielczości, co wywołuje bardzo silne emocje wśród widzów. Niezależnie od tego, czy przedstawiany jest chaos podczas wybuchu epidemii, czy działania personelu medycznego, film jest prawdziwy i ekstremalny w każdym aspekcie. Jest poruszający, ponieważ odnosi się do prawdziwych wydarzeń i przeżyć.
Film w żywy sposób pokazuje siłę charakteru personelu medycznego, który z narażeniem własnego życia leczy chorych i ratuje życie pacjentów. Akcja rozgrywająca się w szpitalu pozwala widzom zobaczyć, jak w krytycznych momentach działa personel medyczny, który zachowuje spokój i podejmuje profesjonalne działania. Film opowiada, również o tym jak stawić czoła cierpieniu. Pokazuje rolę państwa i wsparcie ludzi z całego kraju w walce z epidemią.
Walka z epidemią. Zapobieganie i kontrola epidemii przypomina wojnę ludową prowadzoną przez całe społeczeństwo. Małe supermarkety wokół szpitala zapewniają bezpłatne posiłki dla personelu medycznego. Dostawcy podejmują ryzyko, aby dostarczyć dla wszystkich artykuły codziennej potrzeby. Wolontariusze codziennie służą każdej rodzinie. Wspólne działania dają wszystkim siłę i prowadzą do późniejszego zwycięstwa z epidemią.
Poczuj siłę Chin i zainspiruj się nią. Obejrzyj film „Chiński lekarz”, poznaj przeżycia chińskich lekarzy podczas walki z epidemią i korzystaj z tej siły w swoim życiu.

Euro 2020/21: To jest turniej nierównych szans

Wszyscy półfinaliści Euro 2020 grali w fazie grupowej wyłącznie u siebie. Włochy, Hiszpania, Anglia i Dania, w przeciwieństwie do wielu innych, nie musiały spędzać licznych godzin w samolotach i drodze na lotniska. Okazało się to niezwykle ważnym czynnikiem w tym turnieju.

W pierwszym półfinale, we wtorek 6 lipca Włochy zmierzyły się z Hiszpanią, a w środę Anglia zagra z Danią. Oba te mecze, podobnie jak zaplanowany na 11 lipca finał, zostaną rozegrane na stadionie Wembley. Tegoroczne mistrzostwa odbywały się w jedenastu miastach z różnych krajów, ale tak się jakość złożyło, że każdy z półfinalistów turnieju wszystkie spotkania grupowe rozgrywał wyłącznie na swoim terenie. Już przed Euro 2020 zwracano uwagę, że taka sytuacja postawi kilka drużyn w uprzywilejowanej sytuacji względem grupowych rywali, ponieważ gospodarze nie będą musieli tracić czasu i energii na podróże na mecze.
Występujący w grupie A Włosi trzy pierwsze mecze turnieju rozegrali w Rzymie, Duńczycy (grupa B) w Kopenhadze, Anglicy (grupa D) w Londynie, a Hiszpanie (grupa E) w Sewilli. W sumie tylko sześć drużyn miało taki komfort w fazie grupowej. Oprócz wymienionych także Holandia w grupie C (Amsterdam) oraz Niemcy w grupie F (Monachium). Tym zespołom jak wiadomo na niewiele to się zdało, bo odpadły już w 1/8 finału.
Anglia, dzięki zajęciu pierwszego miejsca w grupie D, wystąpiła u siebie również w 1/8 finału (2:0 z Niemcami), a teraz z czwórki półfinalistów będzie w najlepszej sytuacji, bo ponownie zagra na Wembley. Na dodatek na trybunach będą mogli właściwie zasiąść tylko angielscy fani, co selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini uznał za wybitnie niesprawiedliwe. „Co prawda jest możliwość, że obywatele tych państw, którzy na co dzień zamieszkują w Wielkiej Brytanii, będą mogli kupić bilety na Wembley, ale w praktyce nawet jeśli im się to uda, będą w zdecydowanej mniejszości. Reprezentacja Anglii będzie miała atut własnego boiska i doping kibiców za sobą. To spory atut ekipy trenera Garetha Southgate’a w rywalizacji z trzema pozostałymi drużynami. Dla przypomnienia – Anglicy praktycznie cały turniej grają u siebie na londyńskim Wembley, bo tylko raz, w ćwierćfinale, musieli wybrać się do Rzymu.
Władze UEFA pozostały głuche na argumenty o przeniesieniu meczów półfinałowych i finału z Wielkiej Brytanii, zaatakowanej w czerwcu nową odmianą Coviod-19 (tzw. wariantem delta) i zamykającej się z tego powodu przed światem, do Budapesztu, gdzie żadnych ograniczeń epidemicznych nie ma. A na Wyspach od początku czerwca notowany jest gwałtowny wzrost zakażeń koronawirusem. W sobotę 2 lipca stwierdzono 26 tysięcy nowych przypadków (najwięcej od stycznia). Z tego powodu brytyjskie przepisy epidemiczne są obecnie jednymi z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Przed przyjazdem do tego kraju każdy przybysz musi wykonać test na obecność Covid-19 oraz zarezerwować i zapłacić z góry za kolejne dwa testy wykonane już w Zjednoczonym Królestwie, w drugim i ósmym dniu pobytu, a ponadto po przyjeździe jeszcze odbyć obowiązkową, 10-dniową kwarantannę bez możliwości jej skrócenia. Także na własny koszt musi wykonać wymaz pod kątem ewentualnego zakażenia we wspomnianym terminie). Te restrykcje uniemożliwiły kibicom z Danii, Włoch i Hiszpanii przyjazd do Londynu na półfinałowe mecze ich drużyn.Władze UEFA w tej kwestii nie były specjalnie aktywne, a na pewno nie w takim stopniu, jak były podczas nerwowych negocjacji z brytyjskim rządem w sprawie zwolnienia z obowiązkowej kwarantanny gości specjalnych z tzw. rodziny UEFA, czyli VIP-ów, przedstawicieli reklamodawców i sponsorów oraz licznego grona piłkarskich działaczy. Blisko trzy tysiące tych „specjalnych kibiców” objęto raczej formalnymi ograniczeniami. Premier Boris Johnson i jego ministrowie nie mieli tu wielkiego pola manewru, bo wysłannicy prezydenta UEFA Aleksandra Ceferina grozili przeniesieniem decydujących spotkań Euro 2020/21 do innego kraju. Kompromisem okazało się utworzenie dla VIP-ów, działaczy UEFA i FIFA, polityków, nadawców, dziennikarzy i sponsorów tzw. pandemicznej bańki, obecność w której zwalniała z kwarantanny.
A co ze zwykłymi kibicami? No cóż, na Wembley będą widoczni, bo UEFA wymusiła zwiększenie limitu widzów do 60 tysięcy. Cóż jednak z tego, skoro będą to gównie kibice angielscy. W spotkaniu Hiszpanii z Włochami nie będzie to może miało większego znaczenia, ale w środowym meczu Anglii z Danią już z pewnością tak. Warunkiem koniecznym wejścia na widownię jest pokazanie dowodu przyjęcia pełnego szczepienia (co najmniej 14 dni przed meczem) lub negatywny wynik testu na obecność koronawirusa.

Pielęgniarki nie żartują

– Kłamca! – krzyczały do wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła pielęgniarki, które w ramach ostrzegawczego protestu wyszły 7 czerwca na Plac Bankowy. Były też w innych dużych miastach.

Pielęgniarki zdecydowały się na protest, bo zawiodły rozmowy z Ministerstwem Zdrowia w sprawie nowej ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w służbie zdrowia. Nowy rozkład płac eliminuje bowiem wywalczony wcześniej przez pielęgniarki i położone dodatek, tzw „zembalowe”, a jako jedyne kryterium różnicowania zarobków w zawodzie wprowadza poziom wykształcenia. Problem w tym, że większość pracujących, doświadczonych pielęgniarek i położnych to absolwentki średnich szkół medycznych. Gdy zaczynały pracę, nie oczekiwano od nich dyplomu uniwersyteckiego, jak dziś. Dlaczego teraz mają zarabiać mniej niż 30 lat młodsze koleżanki, które dopiero przychodzą do pracy i na miejscu zdobywają praktyczne umiejętności?

Praca ponad siły

Na początku pandemii duże media zachęcały, by wychodzić na balkony i bić brawo pracownikom medycznym. Potem brawa się skończyły i pozostała szara rzeczywistość – nieobsadzone wakaty, co zmusza personel do pracy w nadgodzinach, niskie zarobki. I zgony z powodu koronawirusa. W pracy zaraziło się i zmarło 136 pielęgniarek.

Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, podczas zgromadzenia na Placu Bankowym przypominała, że średnia wieku pielęgniarki w naszym kraju to 53 lata i będzie w tym względzie tylko gorzej. Nawet masowe dopuszczanie do zawodu migrantek z Ukrainy nie pomoże.

Lepiej za granicą

– Młode pielęgniarki, owszem, uzyskują wykształcenie w zawodzie, jednak większość z nich nigdy w Polsce pracować nie będzie. Już na etapie studiów otrzymują propozycje pracy zagranicą, z których korzystają, zachęcone niepomiernie wyższymi pensjami i standardami pracy – zwracają uwagę śląscy działacze Razem, którzy solidaryzowali się z pielęgniarkami podczas protestu pod katowickim Spodkiem.

Kobiety w pielęgniarskich czepkach wyszły też na Rynek Główny w Krakowie, na ulice Szczecina, Trójmiasta czy Łodzi. 15 czerwca ruszą pod Sejm. Na razie tylko Lewica deklaruje, że wtedy będzie z nimi i po ich stronie.

PiS twierdzi, że problemu nie ma. Do protestujących w Warszawie wyszedł wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł. Próbował przekonywać, że wynagrodzenia rosną stabilnie, a sytuacja pielęgniarek nie jest wcale taka zła. Odpowiedziały mu gwizdy i krzyki „kłamca!”.

Prezydent Biden walczy z koronawirusem

Obejmując urząd prezydenta USA 20 stycznia 2021 r. Joe Biden złożył wiele obietnic politycznych i gospodarczych. Wśród nich na naczelnym miejscu była obietnica skutecznej walki z epidemią koronawirusa.

Oskarżył przy tym swojego poprzednika D. Trumpa o zaniedbania w walce z Covid-19. Kiedy Joe Biden obejmował urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych liczba śmiertelnych ofiar koronawirusa była większa od liczby amerykańskich ofiar w czasie drugiej wojny światowej, wojny koreańskiej i wojny wietnamskiej łącznie. Tuż przed objęciem urzędu prezydenta przez Bidena, podano do wiadomości 18 stycznia 2021 r., że globalnie na covid-19 zachorowało 95,5 miliona osób, w tym 24 milionów Amerykanów. Globalnie zmarło ponad 2 miliony osób. Dwie trzecie stanów USA wówczas odnotowało wzrost zakażeń. To co szczególnie zaniepokoiło Amerykanów to informacja o rozszerzającym się wpływie brytyjskiego wariantu koronawirusa uważanego za groźniejszy. Center for Disease Control and Protection wydał ostrzeżenie, że wariant brytyjski jest groźniejszy ponieważ szybciej się rozprzestrzenia. Najbardziej dotkniętym stanem była Arizona, gdzie w styczniu 2021 r. odnotowywano średnio 160 śmiertelnych przypadków dziennie.
Prezydent Trump w końcówce swej prezydentury zniósł ograniczenia w podróży Amerykanów do 26 krajów m. in. do europejskich krajów strefy Schengen oraz do Brazylii, Anglii i do Irlandii. Po tej decyzji Trumpa desygnowana na sekretarza prasowego Białego Domu Jen Psaki zapowiedziała, że administracja Bidena nie zamierza znieść tych ograniczeń. „W związku z pogarszającą się sytuacją pandemiczną i pojawieniem się bardziej zaraźliwych wariantów wirusa na świecie, nie jest to czas na zniesienie ograniczeń w podróżach zagranicznych” – powiedziała Jen Psaki.
Trzeciego dnia po objęciu prezydentury 21 stycznia 2021 r. Biden zapowiedział rozesłanie ponad 25 milionów masek do lokalnych ośrodków zdrowia, jadłodajni oraz kuchni w całym kraju Dotyczyło to osób o niskich dochodach. Biały Dom zapowiedział, że akcja ta obejmie 12-15 milionów Amerykanów. Prezydent powiedział, że będą to maski amerykańskie, wysokiej jakości i dostępne bezpłatnie.
Prezydent Biden wielokrotnie apelował do Amerykanów o noszenie maseczek. Sam dawał przykład pojawiając się publicznie zawsze w maseczce. Nakazał pracownikom administracji rządowej noszenie zawsze maseczek na terenie publicznym i wprowadził nakaz noszenia maseczek w transporcie publicznym, na lotniskach i stacjach tranzytowych. Dr. Anthony Fauci doradca prezydenta do spraw zdrowia poniżany przez Trumpa i powołany na to stanowisko przez Bidena wielokrotnie powtarzał, że maski są najbardziej skuteczną ochroną, nie tylko osoby noszącej maskę, ale także chronią innych od zakażeń.
Doradcy prezydenta Trumpa również proponowali rozsyłanie masek Amerykanom, ale prezydent blokował taka decyzję. Trump, jak wspominałem, przez wiele miesięcy sprzeciwiał się obowiązkowemu noszeniu maseczek i demonstrował ten sprzeciw na własnej osobie. Służba pocztowa Stanów Zjednoczonych planowała w kwietniu 2020 r. rozprowadzić 650 milionów maseczek. Ale Biały Dom Trumpa sprzeciwił się temu w obawie, że „spowoduje to strach i panikę”.
Plan Bidena walki z koronawirusem spotkał się z poparciem 150 najważniejszych liderów amerykańskiego biznesu. Poparli oni zapowiadany przez Bidena program pomocy w walce z koronawirusem, który ma kosztować 1,9 biliona dolarów. W tej grupie biznesu byli ważni przedstawiciele banków i gospodarki m.in. Goldman Sachs and Blackstone, Google, Intel, IBM, Leows Hotels and Co., United Airlines. Sprzeciw natomiast zgłaszali biznesmeni związani z Partią Republikańską.
5 lutego 2021 r. Kongres przyjął rezolucje w sprawie budżetu mimo opozycji republikanów w obu izbach Kongresu. W Senacie natomiast przyjęto poprawkę zgłoszoną przez demokratę Joe Manchina z Zachodniej Wirginii i republikankę Susan Collins z Maine, która uniemożliwia bogatym podatnikom otrzymywanie pomocy w wysokości 1400 dolarów.
Pandemia, która ogarnęła szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego pogorszyła stan zdrowotny Amerykanów. Badania wykazały, że koronawirus obniżył średnią długość życia Amerykanów z 78,8 lat w 2019 r. do 77,8 w roku 2021 r. Średnia długość życia Afroamerykanów obniżyła się o 2,7 lat. Biden pocieszał jednak Amerykanów, że choć przez ostatnie cztery lata w informacjach dominował Trump to „zapewniam was” – powiedział Biden – „że w następnych czterech latach w wiadomościach dominować będą Amerykanie. Jestem zmęczony rozmowami na temat Trumpa”. Takie słowa wypowiedział Biden na spotkaniu z mieszkańcami Wisconsin 16 lutego 2021 r. i obiecał, że do końca lipca udostępni Amerykanom 600 milionów szczepień.
Mimo, że rządy Trumpa i Bidena nie zachęcały Amerykanów do podróżowania po kraju i za granicę sezon zimowy 2020/2021 jest najbardziej katastrofalny jeżeli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych. Urząd National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) ostrzegał turystów przed lawinami w górach. Zimą 2020/2021 w wyniku lawin w górach zginęło 33 turystów, tylko o 3 mniej niż w rekordowych latach 2008 i 2010.
Ofiarą koronawirusa padło wielu marynarzy okrętów Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. W lutym 2021 r. Dowództwo Marynarki Wojennej ujawniło, że kilkunastu marynarzy na pokładzie USS San Diego na wodach Środkowego Wschodu zachorowało na Covid-19. Podobnie było na pokładzie USS Philippine Sea. W 2020 r. na pokładzie okrętu „Theodore Roosevelt” prawie 20 proc. załogi miało pozytywny test na koronawirusa. Ponad 1000 członków załogi liczącej 4900 osób zachorowało i zostało ewakuowanych do szpitala na wyspę Guam.
Prezydent Biden, który lubi uchodzić za polityka doświadczonego, a takim na pewno jest, nie obiecywał Amerykanom kiedy zakończy się kryzys pandemiczny, ale zapewniał, że „robimy wszystko co możliwe aby taki dzień nadszedł wcześniej niż później. Wierzę, że zbliżymy się do normalności do końca tego roku i z Bożą pomocą tegoroczne Święta Bożego Narodzenia będą różnić się os ostatnich”. Dodał jednak, że nie może podjąć żadnych zobowiązań wobec społeczeństwa ponieważ nadal jest wiele niewiadomych zwłaszcza w sferze produkcji.
Biden w sytuacji napięć społecznych i politycznych w USA starał się zachować równowagę między optymizmem i realizmem jeżeli chodzi wyjście z kryzysu pandemicznego. Równocześnie wskazywał na możliwość pojawienia się niesprawiedliwych zdarzeń jak np. burze śnieżne w Teksasie, czy możliwości nowych groźnych odmian koronawirusa. „Wiem” – powiedział prezydent w czasie wizyty w koncernie Pfizera – „że natrafimy na wiele przeszkód, ze nie będzie nam łatwo, ale w końcu pokonamy wszystko”. Biden prezentował w ten sposób tradycyjny optymizm kulturowy Amerykanów. Równocześnie zapewniał Amerykanów, że zasięga opinii ekspertów przed podjęciem każdej ważnej decyzji, wsłuchuje się w uwagi swych doradców. Kontrastowało to z praktyką jego przeciwnika w Białym Domu. Donald Trump chełpił się, że podejmuje decyzje samodzielnie.
Administracja Bidena wyrażała zadowolenie z rozprowadzania szczepionek w Stanach Zjednoczonych. Fundacja Kaiser Family Foundation ujawniła jednak, że szczepionka rozprowadzana jest nierówno w społeczeństwie amerykańskim. Biali Amerykanie są szczepieni trzy razy częściej niż obywatele pochodzenia hiszpańskiego i dwa razy częściej niż Afroamerykanie. Badania przeprowadzono w 27 stanach. Administracja Bidena organizowała szczepienia we współpracy z lokalnymi władzami oraz z lokalnymi ośrodkami zdrowia. Aby dotrzeć do jak największej liczby ludności władze amerykańskie wykorzystywały specjalne samochody przystosowane do takiej akcji.
22 lutego 2021 r. liczba ofiar koronawirusa w Stanach Zjednoczonych przekroczyła 500 000. Była to najwyższa liczba ofiar w jakimkolwiek kraju na świecie i większa niż liczba Amerykanów poległych na frontach pierwszej i drugiej wojny światowej i wojny wietnamskiej łącznie. Profesor służby zdrowia Columbia University ocenił to jako przerażające świadectwo fiaska walki z wirusem w Stanach Zjednoczonych. Ofiary wirusa w USA stanowią 20 proc. światowych ofiar wirusa. Jedna osoba na 670 Amerykanów padła ofiarą koronawirusa. Przyczyniło się to również do obniżenia średniej długości życia Amerykanów.
Epidemia koronawirusa zaszkodziła gospodarce amerykańskiej. Przyczyniła się do wzrostu bezrobocia, zamknęła wiele biznesów i skomplikowała życie codzienne Amerykanów. W celu przywrócenia pewnej równowagi i zwiększenia pomocy rodzinom rząd Bidena mimo opozycji republikanów przyjął pomocowy program budżetowy wartości 1,9 bilionów dolarów.
Pandemia dotknęła szkolnictwo amerykańskie. Miliony uczniów od ponad roku są poza szkołą. Toczą się ostre spory wśród rodziców, nauczycieli, władz szkolnych jak rozwiązać ten problem. Prezydent Biden jest zwolennikiem otwarcia wszystkich szkół. Grozi wydaniem rozkazu w tej sprawie, ale sprawa nie jest prosta ponieważ szkolnictwo amerykańskie w przeciwieństwie do europejskiego jest pod kontrolą władzy lokalnej. Niektórzy proponują, aby dzieci rozsadzić w klasach luźniej, ale wiele szkół nie ma dostatecznej przestrzeni aby zrealizować ten postulat.
Niektóre władze lokalne, zwłaszcza republikańskie, sprzeciwiały się nakazom dla obywateli w walce z koronawirusem. Tak np. gubernator Teksasu Greg Abbott na początku marca 2021 r. w okresie szczytu pandemii opowiedział się za częściowym i stopniowym znoszeniem obowiązku noszenia maseczki. Decydować o tym powinny władze lokalne w poszczególnych powiatach. Również niektórzy biskupi kościoła katolickiego zalecali swoim wyznawcom aby nie przyjmowali szczepionki od firmy Johnson and Johnson.
Prezydent Biden na początku marca zapewniał Amerykanów, że Stany Zjednoczone będą miały dostateczną liczbę szczepionek by do końca maja 2021 r. zaszczepić wszystkich Amerykanów po tym jak agencja rządowa US Food and Drug Administration wydała zgodę na użycie szczepionki produkowanej przez firmę Johnson and Johnson, która wymaga jednorazowego zaszczepienia. Firma ta oświadczyła na początku marca 2021 r., że ma już 4 miliony szczepionek, a do polowy roku będzie gotowa dostarczyć 100 milionów szczepionek.
Dziennikarze, i nie tylko oni, pytają prezydenta kiedy Stany Zjednoczone powrócą do normalnego życia. Prezydent Biden odmawia odpowiedzi na to pytanie przyznając uczciwie, że nie wie. Jednak niektórzy gubernatorzy stanów podjęli już decyzje znoszące rozmaite restrykcje odnośnie m. in. noszenia maseczek czy funkcjonowania biznesu. Pocieszeniem dla administracji Bidena była wiadomość, że w lutym 2021 r. w gospodarce amerykańskiej przybyło 379 000 stanowisk pracy, a wiele stanów zniosło różne ograniczenia wynikające z pandemii. Władze federalne i lokalne zwiększyły również liczbę szczepionek przeciw koronawirusowi. 6 marca Senat USA uchwalił plan stymulujący gospodarkę wartości 1,9 biliona dolarów. Przewiduje on pomoc do końca lata setkom milionów obywateli dotkniętych bezrobociem oraz środki finansowe dla stanów, miast, szkół i małych biznesów w walce z pandemią.
W Stanach Zjednoczonych pojawiły się informacje, że wywiad rosyjski rozsyła dezinformacje o dwóch szczepionkach używanych w USA oraz o różnych aspektach polityki amerykańskiej. Informacje na ten temat podał na początki marca 221 r. Global Engagement Center i dziennik „The Wall Street Journal”. Rzecznik Kremla zaprzeczył informacjom amerykańskim jakoby rosyjskie służby wywiadowcze rozsyłały dezinformacje. Rzecznik rosyjski Dmitry Peskov oświadczył: „To jest nonsens. Rosyjskie służby specjalne nie mają nic wspólnego z krytyką szczepionek”.
W sobotę 6 marca 2021 r. zaszczepiono rekordową liczbę Amerykanów 2,9 mln w ciągu jednego dnia. Republikanie zamiast pogratulować prezydentowi Bidenowi tego sukcesu oskarżyli go, że próbuje swój sukces wykorzystać dla partykularnych celów politycznych. Przywódca mniejszości republikańskiej w Senacie Kevin McCarthy określił walkę Bidena z pandemią mianem „najgorszej partyjnej polityki”. A inny senator republikański Ron Johnson nazwał walkę Bidena z pandemią „Jeszcze jedną próbą nieuznawania dziedzictwa Donalda Trumpa”.
10 marca 2021 r. Kongres przyjął ustawę, a prezydent 2 dni później ją podpisał przyznająca 1,9 biliona dolarów na walkę z Covid-19. Ustawa m.in. przeznacza 1400 dolarów dla milionów Amerykanów, dodatki dla bezrobotnych i miliony dolarów na pomoc stanom i lokalnym rządom w walce z epidemią. Ustawa przeszła w Izbie Reprezentantów glosami 220 za i 211 przeciw. Żaden republikanin nie poparł ustawy. Ustawa przeznacza m.in. 8,5 mld dolarów dla szpitali i ośrodków zdrowia walczących z koronawirusem.
Sondaż przeprowadzony przez CNN wykazał, że 61 proc. Amerykanów poopiera pomocowy program Bidena. Niektóre konkretne programy uzyskały nawet wyższe poparcie. Natomiast mniejsze poparcie 59 proc. otrzymała propozycja przeznaczenia 350 mld. dolarów na pomoc stanowym i lokalnym samorządom. Również propozycja w planie Bidena podwyżki płacy minimalnej z 7,25 dolara za godzinę do 15 dolarów poparta została w sondażach przez 55 proc. Amerykanów. Prezydent podpisał ustawę 11 marca 2021 r.
12 marca 2021 r. w przemówieniu w Białym Domu adresowanym do wszystkich Amerykanów Biden przedstawił plan powstrzymania rozszerzania się epidemii w Stanach Zjednoczonych. Obiecał również, że święto narodowe USA 4 lipca będą mogli celebrować bez ograniczeń, „niezagrożeni wirusem”. „Każdy Amerykanin” – powiedział Biden – „znajdzie światło w ciemności. Wiemy, ze musimy pokonać tego wirusa”. Wezwał Amerykanów do „narodowej jedności” i zaniechania partyjnych walk w sprawie masek i rożnych ograniczeń. Przemówienie zakończył apelem: „potrzebuję aby każdy Amerykanin czynił wszystko co może w walce z wirusem”. Prezydent poinformował, że dotąd ofiarą koronawirusa padło 527 726 Amerykanów i dodał, że jest to więcej ofiar amerykańskich aniżeli łącznie pochłonęły obie wojny światowe, wojna w Wietnamie i zamachy terrorystyczne w Nowym Jorku 11 września 2001 r.
W 2020 r. odnotowano w USA największą roczną liczbę zgonów w historii tego kraju. W drugiej połowie marca 2021 r. liczba zakażeń zaczęła spadać. W związku z tym trendem władze stanowe Teksasu i Missisipi mimo sprzeciwu rządu USA i epidemiologów zniosły nakaz noszenia maseczek i ograniczenia w handlu.
Nieoczekiwanie zaskoczył Amerykanów były prezydent Donald Trump. Jako prezydent nie był on entuzjastą szczepień przeciw wirusowi Covid-19. Nieoczekiwanie jednak były prezydent 16 marca 2021 r. wystąpił z oświadczeniem zachęcającym Amerykanów do szczepień mówiąc, że są one „bezpieczne i skuteczne”. Pogląd ten był o tyle zaskakujący, że wielu republikanów z rezerwą się odnosiło do obowiązkowych szczepień wprowadzonych przez rząd federalny i władze lokalne.
W drugiej połowie marca 2021 r. rząd amerykański po dłuższym namyśle podjął decyzję wysłania 2,5 miliona szczepionek AstraZeneca do Meksyku i 1,5 miliona do Kanady. Wszystko to w ramach trójstronnej współpracy dobrosąsiedzkiej.
Mimo epidemii i apeli o ograniczenie podróży Amerykanów, podróże samochodowe i samolotowe odbywały się normalnie. Amerykanie są ruchliwym, mobilnym społeczeństwem. W szczycie pandemii w marcu 2021 r. codziennie ponad milion Amerykanów podróżowało samolotem. W piątek 19 marca rekordowa liczba Amerykanów 1,4 miliona poleciała samolotem. Ilu podróżowało samochodem to trudno podliczyć. „To co robimy to rozszerzamy działanie wirusa w całym kraju” – powiedział dr Peter Hotez dziekan National Tropical Medicine w College of Medicine.
25 marca 2021 r. prezydent Biden oświadczył, że przeznacza 10 mld dolarów aby ułatwić Amerykanom dostęp do szczepionek. Środki na ten cel dostaną lokalne społeczności w wysokości 300 mln dolarów, a 32 mln dolarów przeznaczonych będzie na szkolenie i pomoc techniczną dla lokalnych władz. Biden również zapewnił, że do 1 maja wszyscy dorośli Amerykanie uzyskają dostęp do szczepionki. Do czwartku 25 marca 545 282 Amerykanów straciło życie w wyniku zarażenia wirusem covid-19.
Tak wielka strata ludzi spowodowała dyskusję, czy można było zapobiec tak olbrzymim ofiarom. Dr Deborah Birx, która była w Białym Domu w okresie prezydentury Trumpa stwierdziła w końcu marca, że liczba śmiertelnych ofiar „mogła być znacznie zmniejszona” gdyby stany i miasta wcześniej i bardziej agresywnie przystąpiły do walki z koronawirusem. Studium przeprowadzone przez Columbia University w Nowym Jorku wykazało, ze gdyby władze amerykańskie przystąpiły wcześniej do energicznej walki z epidemią można było uratować życie dziesiątkom tysięcy ludzi. Lekarze, którzy służyli w administracji Trumpa stwierdzili, że jego rząd zbyt późno przystąpił do walki z epidemią. Rząd prezydenta Bidena oświadczył 26 marca 2021 r., że chce wykonać 200 milionów szczepionek w ciągu pierwszych 100 dni jego prezydentury.
W końcu marca 2021 r. sześciu lekarzy, którzy pracowali na rzecz Białego Domu w czasie prezydentury Donalda Trumpa oświadczyło, że prezydent Trump nie wyrażał zgody na ujawnienie informacji o zagrożeniu wirusem Covid-19. Wśród nich byli m. in. dr Deborah Birx, dr Anthony Fauci i dr Brett Giroir. Lekarze ci oświadczyli, że w wyniku takiej polityki Trumpa setki tysięcy Amerykanów niepotrzebnie straciło życie.
29 marca przywódca mniejszości republikańskiej w Senacie Mitch McConnell zaapelował do republikanów aby pozbyli się sceptycyzmu i zaszczepili się. McConnell oświadczył, że nie ma argumentów aby się nie szczepić. Według sondażu CNN 92 proc. demokratów zaszczepiło się, podczas gdy odsetek republikanów wynosił ok. 50 proc. . Aż 46 proc. republikanów oświadczyło, że nie poddadzą się zaszczepieniu. Podobna sytuacja istniała w Kongresie. W marcu 2021 r. podano, że spośród 219 demokratycznych członków Izby Reprezentantów 189 zaszczepiło się, podczas gdy spośród 211 republikanów w Izbie Reprezentantów szczepionkę przyjęło tylko 53 członków kongresu.
W pierwszych dniach kwietnia 2021 r. rząd federalny ogłosił, że 2,99 mln Amerykanów dziennie otrzymuje szczepienia antywirusowe. To rzeczywiście rekordowa liczba i świadczy o rozmachu antywirusowej akcji rządu amerykańskiego. Mimo epidemii i niskiego poziomu funkcjonowania gospodarki, w Stanach Zjednoczonych przybyło w marcu 916 000 stanowisk pracy. Centers for Disease Control and Prevention ostrzegał, że w pełni zaszczepieni Amerykanie mogą podróżować przy niskim stopniu ryzyka, ale nadal musza nosić maski, myć często ręce i zachowywać odpowiedni dystans. Zaszczepieni Amerykanie nawet z negatywnym wynikiem testu powracający z zagranicy w ciągu trzech do pięciu dni po powrocie do USA powinni ponownie przeprowadzić test na koronawirusa.
Prezydent Biden obiecał, że wszyscy dorośli Amerykanie powyżej 16 roku życia zostaną zaszczepieni przeciw koronawirusowi. Według oceny administracji amerykańskiej 90 proc. Amerykanów mieszka w odległości najwyżej 5 mil od najbliższego punktu szczepień. Szczepienia prowadzą nie tylko 1470 federalnych ośrodków zdrowia, ale także 40 000 aptek. Akcje szczepień prowadzą stanowi gubernatorzy i władze lokalne zaopatrywane w szczepionki przez władze federalne.
19 kwietnia 2021 r. Departament Stanu ogłosił listę 80 proc. krajów z zaleceniem „nie podróżuj” do nich („Do not travel”), ponieważ Covid-19 „stanowi bezprecedensowe ryzyko dla osób podróżujących”. Zdaniem władz amerykańskich osoby niezaszczepione narażone są na szczególne ryzyko i dlatego rząd amerykański wystąpił z zaleceniem: „odłóż podróż dopóki nie jesteś w pełni zaszczepiony”. Unia Europejska postanowiła wynagrodzić tych Amerykanów, którzy zaszczepili się przeciw Covid-19, a Ursula Von der Leyen oświadczyła 25 kwietnia 2021 r., że ci Amerykanie którzy są w pełni zaszczepieni będą mogli odwiedzić w lecie Unię Europejską.
Wielu Amerykanów uważało, że Stany Zjednoczone są dotknięte dwoma nieszczęściami: epidemią Covid-19 oraz masowymi zbrodniami z użyciem broni. Prezydent Biden nie podzielał tego poglądu. O ile zgodził się, że Covid-19 i ogromne ofiary śmiertelne jakie powoduje są ważnym narodowym problemem o tyle ofiary masowych strzelanin uznał za „narodową kompromitację”. Rocznie z broni palnej ginie w USA kilkanaście tysięcy osób.
W ciągu ostatniej dekady tempo przyrostu ludności w Stanach Zjednoczonych było najniższe od lat 1930-tych. Wynikało to zarówno z niższego poziomu imigracji jak i urodzeń. Największy przyrost ludności zyskały stany Południa i Zachodu kosztem stanów Północnowschodnich i stanów Środkowego Zachodu. Według danych US Census Bureau opublikowanych 27 kwietnia 2021 r. Stany Zjednoczone liczyły 331,4 milionów mieszkańców. Mimo panującej pandemii gospodarka amerykańska w pierwszym kwartale 2021 r. rozwijała się w tempie 1,6 proc. co oznaczało wzrost w rocznym tempie 6,4 proc. .
Na przełomie kwietnia i maja 2021 r. prezydent Biden z dumą poinformował, że 100 milionów Amerykanów, czyli ok 30 proc. , zostało w pełni zaszczepionych przeciw koronawirusowi. Nadal jednak wielu nie zgadzało się na przyjęcie szczepionki. Taką opinię wyrażało 44 proc. republikanów, 28 proc. tzw. niezależnych wyborców i tylko 8 proc. demokratów. Opór przeciw szczepieniu był szczególnie silny wśród młodych republikanów. 4 maja 2021 r. Biden zapowiedział, że na dzień Święta Narodowego Stanów Zjednoczonych 4 lipca 2021 r. 70 proc. dorosłych Amerykanów będzie zaczepionych przynajmniej jedną dawką, a 160 mln Amerykanów będzie zaszczepionych w pełni. W maju 2021 r. agencja rządowa FDA wyraziła zgodę na szczepienie preparatem firmy Pfizer młodzieży w wieku 12-15 lat. Stany Zjednoczone, mimo że poniosły największą liczbę ofiar, udzielały pomocy innym krajom wysyłając w kwietniu 2021 r. 60 milionów szczepionek AstraZeneca i prezydent zapowiedział przekazanie dalszych szczepionek różnym krajom.
Ponieważ od maja 2021 r. liczba zakażeń w USA wyraźnie zmniejszyła się rząd podjął decyzję, że w pełni zaszczepieni Amerykanie nie będą zmuszani do noszenia maseczek i mogą nawiązywać kontakty towarzyskie z innymi osobami.

48 godzin sport

Hiszpan posędziuje Anglikom
Hiszpański arbiter Mateu Lahoz (na zdjęciu) został wyznaczony przez UEFA jako rozjemnca meczu finałowego Ligi Mistrzów Manchester City – Chelsea Londyn. Jego asystentami będą również Hiszpanie: Pau Cebrian Devis i Roberto Diaz Perez del Palomar, zaś sędzią technicznym Carlos del Cerro Grande. Także do obsługi systemu VAR wyznaczono arbitrów hiszpańskich (Alejandro Jose Hernandez, Juan Martinez Munuera i Inigo Prieto Lopez de Cerain), ale także polskiego sędziego Pawła Gila. W związku z obowiązującymi w Turcji obostrzeniami sanitarnymi spowodowanymi wzrostem liczby zakażonych koronawirusem w tym kraju, władze UEFA są coraz bliższe podjęcia decyzji o przeniesieniu finału do innego kraju. Najbardziej logiczna przeprowadzka na stadion Wembley w Londynie raczej nie przejdzie, bo działacze UEFA chcą rozegrać finał na Estadio do Dragao w Porto. W Portugalii sytuacja epidemiczna jest dużo lepsza niż w Turcji i mecz mógłby się odbyć z udziałem publiczności.

Poważna kontuzja Krzysztofa Piątka
Hertha Berlin w zaległym meczu Bundesligi pokonała Schalke Gelsenkirchen 2:1 i dzięki temu zwycięstwu odskoczyła w tabeli na trzy punkty od strefy spadkowej. W berlińskiej drużynie od pierwszej minuty grał Krzysztof Piątek, lecz w na początku drugiej połowy napastnik reprezentacji Polski doznał kontuzji i zeszedł z boiska. Jego uraz wyglądał na poważny, co po meczu potwierdził dobitnie trener Herthy Pal Dardai w wypowiedzi udzielonej portalowi sportbuzzer.de. „Z jego kostką jest do du**. Nie wygląda to dobrze i może oznaczać dłuższy rozbrat z futbolem” – ocenił po meczu szkoleniowiec berlińskiej drużyny. Jego prognozy się potwierdziły. Po szczegółowych badaniach okazało się, że polski napastnik ma złamaną kostkę i na pewno nie zagra w barwach Herthy do końca sezonu i prawdopodobnie nie dostanie też powołania do reprezentacji Polski na rozpoczynające się 11 czerwca mistrzostwa Europy.

Amerykańscy lekkoatleci odwołali zgrupowanie w Japonii
Jak podała BBC, na dziesięć tygodni przed rozpoczęciem igrzysk w Tokio wprowadzony został stan wyjątkowy w związku z gwałtownym wzrostem liczby zakażonych koronawirusem. Z tego powodu z wyjazdu na przedolimpijskie zgrupowanie w Japonii zrezygnowała kadra lekkoatletów USA. Dzień wcześniej mieszkająca na stałe w Stanach Zjednoczonych japońska tenisistka Naomi Osaka stwierdziła publicznie, że nie jest pewna, czy olimpijskie zmagania w Tokio powinny się odbyć tego lata. W samej Japonii też nastroje nie sprzyjają organizacji igrzysk. Aż 80 procent Japończyków przyznało w sondażu, że nie chce igrzysk, a 35 procent opowiedziało się za ich odwołaniem. 18 maja przewodniczący MKOL Thomas Bach ma sie spotkać w tej sprawie z premierem Japonii Yoshihide Sugą.

Kibice wracają na stadiony w Primera Division
Po spotkaniu ministra kultury w hiszpańskim rządzie Jose Manuela Uribesa z prezesami piłkarskiej Primera Division i koszykarskiej ligi ACB podjęto decyzję, że kibice jeszcze w tym sezonie będą wpuszczani na niektóre mecze ligowe. Zgoda dotyczy jednak tylko regionów z tzw. „fazy 1 wychodzenia z pandemii”. Na meczach piłkarskiej ekstraklasy będzie mogło zasiąść na trybunach nawet 5000 widzów.

Justyna Kowalczyk powiększa rodzinę
Justyna Kowalczyk wywołała spore poruszenie wśród swoich fanów publikując w mediach społecznościowych zdjęcie z górskiej wycieczki po Tatrzańskim Parku Narodowym, na którym prezentuje wyraźny ciążowy brzuszek. W komentarzach posypały się gratulacje dla mistrzyni olimpijskiej i jej męża Kacpra Tekieli. 38-letnia była już biegaczka narciarska, nasza najbardziej utytułowana zawodniczka w tej dyscyplinie sportu, od 26 marca tego roku jest dyrektorem sportowym Polskiego Związku Biathlonu. Wygląda na to, że jeszcze w tym roku będzie musiała godzić te obowiązki z macierzyństwem.

Liga Mistrzów UEFA: Przeniosą finał ze Stambułu do Anglii?

Awans dwóch angielskich zespołów do finału Ligi Mistrzów podważył sens rozgrywania decydującego meczu w Stambule. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń w Turcji brytyjski minister transportu Grant Shapps zaproponował UEFA przeniesienie finałowego spotkania na jeden z angielskich stadionów.

O zmianie organizatora finału Ligi Mistrzów mówi się coraz głośniej także dlatego, że rząd turecki na wzrost liczby zakażeń (ponad 60 tysięcy dziennie) zareagował wprowadzeniem całkowitego lockdownu. Dzięki temu liczba zakażeń spadła do poziomu 20-30 tysięcy dziennie, ale i tak brytyjski rząd umieścił Turcję na czerwonej liście krajów ze złą sytuacją epidemiczną. Po powrocie z nich trzeba w Wielkiej Brytanii przejść obowiązkową kwarantannę. Nie byliby z niej zwolnienia nawet piłkarze, a przecież tuż po finale Ligi Mistrzów spora grupa graczy Manchesteru City i Chelsea Londyn musi się udać na zgrupowania reprezentacji narodowych szykujących się do startu w Euro 2021 i Copa America. Mówi się zatem, że coraz bardziej możliwe będzie przeniesienie finału ze Stambułu w nowe miejsce. Jakie? Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłby jeden ze stadionów w Wielkiej Brytanii.
Tamtejsze media przekonują, że działacze UEFA już po cichu pracują nad zmianą lokalizacji tegorocznego finału Ligi Mistrzów. Gotowość do organizacji spotkania potwierdził brytyjski minister transportu, Grant Shapps. „Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do UEFA, ale skoro w finale zagrają dwie angielskie drużyny, to decyzja federacji w tej kwestii wydaje się oczywista” – stwierdził polityk. Działacze UEFA mają więc spory kłopot, bo lockdown w Turcji oznacza, że kibice i dziennikarze musieliby odbyć po przybyciu do Stambułu 10-dniową kwarantannę, co może być dla większości fanów obu angielskich zespołów trudnym do spełnienia wymogiem.
Procedura zmiany gospodarza finału Ligi Mistrzów w związku z epidemią koronawirusa nie jest aż taka nierealna. Przecież UEFA nie tak dawno odebrała Bilbao i Dublinowi organizację meczów Euro 2021 właśnie dlatego, że władze Hiszpanii i Irlandii nie chciały się zgodzić na rozgrywanie meczów w tych miastach z udziałem kibiców. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów ma się odbyć 29 maja.

Ostry cień wielkiej góry, czyli jak Polska kocha swoich artystów

Od ponad roku nie pracują. Nie dlatego, że im się nie chce, bo chcą wrócić do zawodu i to bardzo. Niestety, od ponad roku Państwo polskie nie wymyśliło dla nich innej propozycji niż ta, którą jeden z ministrów zaproponował podczas spotkania z przedstawicielami branży eventowej: niech się przebranżowią. I rzeczywiście, część już to robi lub zrobiła. Inni jednak wciąż żyją nadzieją, że za kolejne dwa tygodnie, rząd poluzuje obostrzenia i wrócą koncerty, a wraz z nimi, wróci do nich nadzieja i świadomość, że to co robili przez całe życie, ma sens.

Nie ma chyba w Polsce branży, która bardziej dostałaby po tyłku od pandemii, niż szeroko rozumiana rozrywka. Ale i tu należy poczynić rozróżnienie, bo w przepastnym worze z napisem kultura i sztuka, są równi i równiejsi. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, wynika, że działalność związana z kulturą i rozrywką (PKD R90) w ciągu ostatniego roku zwiększyła swoje zaległości o 29 proc., a kina o 82 proc. Liczba firm zajmujących się kulturą i rozrywką z problemami w rozliczeniach z bankami i dostawcami wzrosła w minionym roku z 875 do 981, a ich zaległości z 27 do 35 mln zł. O ile kina znalazły się na liście przewidzianych do przyznania pomocy z Tarczy finansowej 2.0., to już artyści nie. Zaległości artystów, aktorów, muzyków, zespołów muzycznych, tancerzy, piosenkarzy, lektorów i prezenterów podniosły się w ciągu roku o jedną czwartą, do 17,5 mln zł, a reżyserów, producentów, scenografów, projektantów i wykonawców teatralnych dekoracji scenicznych, maszynistów sceny, oraz specjalistów od oświetlenia o jedną szóstą, do 6,2 mln zł. Nic więc dziwnego, że część ludzi porzuca swoją dawną profesję i stara się znaleźć pomysł na życie gdzie indziej. Bo ile można czekać i wypatrywać światełka w tunelu, którego wciąż nie widać? Widać za to piętrzące się rachunki, wezwania do zapłaty i puste garnki, do których trzeba coś włożyć każdego dnia.

Grzegorz Barszczewski, znany w świecie oświetleniowców jako „Jolo”, jeden z bardziej wziętych i cenionych fachowców od inżynierii światła, współpracujący m.in. z Bajmem i Kultem, mieszkający na stałe w Szwecji, podjął decyzję o zawieszeniu swojej działalności. Zatrudnił się poza branżą. Najpierw pracował jako pielęgniarz w domu starców. Zwolnili go po paru miesiącach, bo pensjonariusze umierali, a w dobie „korony” nie było nowych przyjęć. Tym samym, nie było sensu utrzymywać nadmiarowych pracowników. Teraz pracuje w Sztokholmie, w firmie kurierskiej. Nie wie, czy kiedykolwiek powróci do tego co wykonywał z powodzeniem przez całe, dorosłe życie. – Inna rzecz, że na razie nie ma do czego wracać – dodaje. Koncerty i imprezy masowe są przewidziane jako ostatnie do odmrożenia. Pojawiają się próby grania imprez transmitowanych przez internet, ale zarówno u nas, jak i na świecie, są to jedynie namiastki tego, z czym ludzie mieli do czynienia przed pandemią. Sami muzycy jak i publiczność, podchodzi do tego typu występów jak do uświadomionej konieczności. Żadnej ze stron nie przynosi to satysfakcji, tak artystycznej jak i finansowej. Tym bardziej, że pandemia dotknęła polską branżę w momencie największej dlań prosperity. Dość powiedzieć, że w 2019 roku, polscy artyści notowali zyski na niespotykaną dotąd skalę. To właśnie wtedy Taco Hemingway wyprzedał Stadion Narodowy, a Dawid Podsiadło sprzedał trzy „Torwary” w niecały kwadrans. Takie rzeczy zdarzały się, kiedy przyjeżdżali do Polski Stonesi albo Madonna, ale żeby na rodzime gwiazdy? Tego u nas jeszcze nie grali. Bilety na cykl „Męskiego Grania” rozchodziły się jak świeże bułeczki, a kluby i sale koncertowe nie notowały nigdy takich frekwencji, jak wtedy. Na raz wszystko się skończyło. Nikt nie potrafi powiedzieć, czy jeszcze kiedykolwiek powróci do tamtego poziomu.
Tomasz Organek, dla którego rok 2019 był równie udany jak dla wspomnianych Taco i Dawida Podsiadło, w listopadzie ubiegłego roku ciężko przeszedł covid. Prócz dolegliwości somatycznych, choroba nie pozostała bez wpływu dla jego zdrowia psychicznego. M.in. dlatego Tomasz zaangażował się w akcję mapawsparcia.pl, która pomaga ludziom ciężko doświadczanym przez covid i jego następstwa, poradzić sobie w najgorszym dla siebie czasie. – Psychika strasznie mi siadła przez pandemię, więc staram się pomagać jak mogę innym w potrzebie-dodaje muzyk. Tomasz Organek, podobnie jak cały zespół i sztab ludzi, który z nim pracował, od półtora roku pozostaje bez pracy. Nie załapał się na tarczę pomocową, bo jest muzykiem, a nie przedsiębiorcą. Jego team techniczny musiał poszukać sobie innego zajęcia. – Road menager zatrudnił się InPoście, jeden z technicznych najął się w budowlance i wykańcza mieszkania. Reszta czeka. Na razie, nie wiadomo na co-kończy rozmowę.

Dr Joanna Ostasz, psychiatra i psychoterapeuta z warszawskiej klinki „Psychokrates” przyznaje, że sytuacja z którą zmagają się dziś ludzie z branży artystycznej, może rodzić dla nich bardzo poważne skutki zdrowotne na przyszłość. – Wyczekiwanie lepszych czasów nie jest sposobem radzenia sobie ze stresem, i prędzej lub później, przyjdzie się im zmierzyć z problemem, w którym to nie świat dopasuje się do nich, ale oni muszą spróbować znaleźć sobie nowe miejsce w całkiem nowym świecie-konkluduje pani doktor. Pytanie tylko, jak to zrobić, kiedy przepracowało się na scenach kilkadziesiąt lat i nie umie się robić nic innego. Czy artysta jest jeszcze w Polsce komukolwiek do czegoś potrzeby? Dr Ostasz przyznaje, że próba znalezienia odpowiedzi na to pytanie, może dziś niejednego człowieka sztuki przerosnąć. Wizyta u specjalisty jest w takich momentach pomocna, a nawet wskazana. Jednakowoż, terminy w stołecznych poradniach, tak prywatnych jak i publicznych, są na tę chwilę bardzo odległe. Nie tylko artyści nie potrafią sobie poradzić z kryzysem. Poza tym, za coś trzeba uregulować należność. I koło się zamyka.

Może więc Państwo wzięłoby na siebie ciężar pomocy? Okazuje się, że Państwo pomaga, najlepiej jak potrafi i na ile je stać. Tak przynajmniej twierdzi minister Gliński i cały rząd. Głośnym echem odbiła się kilka miesięcy temu sprawa 400 mln zł dotacji z Funduszu Wsparcia Kultury. Beneficjentami zostało 2064 podmiotów. Blisko 95 mln zł otrzymać miały 144 samorządowe instytucje artystyczne, ponad 38 mln zł – 306 organizacji pozarządowych, 91 mln zł – 448 przedsiębiorców, zaś ponad 175 mln zł – 1166 firmy świadczące usługi zaplecza scenotechnicznego. Podmioty mogły otrzymać maksymalnie do 50 procent utraconych dochodów z okresu 12 marca 2020-do końca roku. Kiedy okazało się, że wśród obdarowanych są m.in. Bracia Golec i Bayer Full, w sieci zawrzało. Finał był taki, że minister unieważnił cały konkurs, i nakazał rozpisać go od nowa. Mocno w całej akcji wypowiedzieli się muzycy grupy Kult, którzy odcięli się od państwowego rozdawnictwa, apelując jednocześnie do fanów, aby, jeśli chcą pomóc artystom, kupili ich najnowszą płytę. I poskutkowało. Płyta Kultu z koncertu z Pol’and’Rock świetnie się sprzedała. Pozwoliło to muzykom zapomnieć na chwilę o sytuacji w jakiej się znaleźli, ale nie na długo. Ireneusz „Jeżyk” Wereński, basista grupy Kult, najbardziej nie może pogodzić się z tym, że na ponad rok przestał być muzykiem. – Doceniam bardzo to, jak ludzie przyjęli nasz apel i że sięgnęli do portfeli, żeby nas wspomóc, to bardzo budujące – ocenia Jeżyk. Dodaje jednak, że na taką niezależność, oni, czyli Kult, mogli sobie pozwolić. – Niezależność kosztuje. Nie każdego jest na nią stać i nie każdy może sobie na nią pozwolić-dodaje.
Jakie były losy Funduszu Wsparcia, dawno już w Polsce zapomniano. Okazuje się, że zorganizowano go od nowa. Pieniądze zgarnęły firmy oraz samorządowe instytucje, tak jak było i przedtem. Może na mniejszą skalę, ale oprócz medialnego zamieszania, tyle musiało się zmienić, żeby nic się nie zmieniło. A co z pozostałymi? Mowa o tych, których w kulturze jest najwięcej-wykluczonych, czyli artystach, pracujących na śmieciówkach w obrębie branży kultury, którzy są niewidoczni dla systemu. Ci, jeśli w porę zgłosili do MKiDN wniosek, w którym argumentowali swoją trudną sytuację życiową oraz wykazali się dorobkiem artystycznym, mogli liczyć na jednorazowe wsparcie. Każdorazowo większość z „nołnejmów”; muzyków sesyjnych, choreografów, techników scenicznych, dostawała od ministra Glińskiego po 1800 zł na rękę. Raz w 2020 r. Drugi raz w 2021. Rzadko kiedy ktoś dostawał więcej lub częściej. I raczej nie dostanie. Na forach internetowych i fejsbukowych grupach, zrzeszających muzyków i ludzi pracujących „w kulturze” na śmieciówkach, co i rusz padają zapytania, czy Ministerstwo nie uruchomiło nowej puli środków na pomoc dla „biedoty”. Odpowiedź jest wciąż taka sama. Pieniędzy nie ma i nie będzie. Donoszą o tym przedstawiciele branż artystycznych i eventowych, zrzeszeni w Izbie Gospodarczej Menedżerów Artystów Polskich. 14 kwietnia, na spotkaniu z minister Olgą Semeniuk usłyszeli, że rząd – mimo przedłużonych obostrzeń – nie planuje dla branż zamkniętych żadnych nowych form wsparcia ponad to, co już dla nich „wygospodarował”. „Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim”, a „pomoc ma być kierowana do strategicznych i najbardziej dotkniętych obszarów gospodarki”, miała mówić pani minister. 90% spadków i zamknięcie działalności od marca 2020 r. w przypadku m.in. koncertów czy targów, nie kwalifikuje więc do uzyskania wsparcia. Być może, gdy spadki sięgną 99 %, rząd uzna że wystarczająco mocno kryzys dotknął branżę i głębiej sięgnie do państwowej kieszeni. Ponadto, po raz kolejny rząd nie zająknął się ani na jotę na temat wielu firm rodzinnych i jednoosobowych działalności gospodarczych, pozbawionych od 13 miesięcy jakiejkolwiek pomocy. Lepiej na tym polu wypadają prywatne mecenaty. Dla członków zwyczajnych, zrzeszonych w ZAiKS-ie, organizacja wypłacała na początku trwania pandemii, bezzwrotne zapomogi, nie mniejsze niż kilka tysięcy złotych. Z kolei STOART, instytucja zrzeszająca artystów wykonawców, wypłacił każdemu ze swoich członków, których liczebność szacuje się na niespełna 10 tys. ludzi., po ok. 3,5 tys. zł netto jednorazowej zapomogi na ciężkie czasy.

Dziś, pewnym jest, że do 15 maja żaden koncert ani widowisko z udziałem publiczności w Polsce się nie odbędzie. Wielce prawdopodobne jest, że do końca maja nic w tej kwestii się nie zmieni. Dalej też czeka muzyków i całą branżę jedna, wielka niewiadoma. Może rządzący łaskawie pozwolą na plenery do kilkuset osób albo eventy z połową zajętości miejsc na widowni. Na pewno jednak nie pozwolą, żeby ulżyć artyście publicznym groszem, o czym nie mówią głośno, ale na zmianę trendu nikt w branży nie liczy. W zasadzie mało kto w artystycznym, polskim światku liczy dziś na cokolwiek. Panuje degrengolada, depresja i marazm. Znikąd nadziei.

Niedawno w Barcelonie zorganizowano koncert na 3,5 tys. ludzi. Każdy z uczestników w cenie biletu otrzymywał podstawowy test na obecności wirusa oraz maseczkę. Mimo że wiązało się to z niedogodnością, w postaci konieczności przybycia na miejsce na kilka godzin przed planowym rozpoczęciem celem pobrania wymazów, koncert został w całości sprzedany. Ludzie byli spragnieni innych. Czekali na żywą muzykę, jak na gwiazdkę, a dźwięki ze sceny wdychali jak życiodajny tlen. U nas też jest już ogromne ciśnienie na to, żeby pozwolić ludziom wyjść i cieszyć się wspólnie, na koncercie, wernisażu czy spektaklu. Ale, dla naszego dobra, trzeba będzie jeszcze poczekać Jak długo? Nikt tego nie wie-poczynając od samych artystów, a kończąc na ministrze. W końcu, jak śpiewał kiedyś Kazik, cały czas w Polsce „urzędnik jednak wie lepiej”.

Turek opuścił Chemika

Ostatnie dwa sezony były pasmem sukcesów siatkarek Chemika Police, które zdobyły pięć trofeów w Polsce i doszły do półfinału Pucharu CEV i ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. Te sukcesy były zasługą tureckiego trenera Ferhata Akbasa.

Po dwóch latach owocnej pracy turecki szkoleniowiec postanowił rozstać się z polskim klubem. Akbas w roli trenera drużyny siatkarek Grupy Azoty Chemika Police zastąpił w maju 2019 roku Włocha Marcello Abbondanzę. Zanim 33-letni wówczas turecki trener został szkoleniowcem policzanek, doświadczenie zbierał m.in. jako selekcjoner kadry Turcji (2015-2016), jako asystent selekcjonera kadry Japonii i pierwszy trener zespołu CSM Bukareszt.
Ferhat Akbas szybko odbudował drużynę po przeciętnym sezonie. W pierwszym roku pracy pod jego wodzą Chemik wywalczył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Polski, a także dotarł do półfinału Pucharu CEV. Europejskie rozgrywki zostały przerwane z powodu wybuchu pandemii koronawirusa, przez co ekipa Chemika straciła szansę na czwarte trofeum w sezonie 2019/2020.
W drugim roku pracy Akbasa drużyna borykała się z licznymi kontuzjami i przypadkami zakażeń Covid-19. Jesienią ubiegłego roku z powodu osłabień kadrowych przegrała mecz o Superpuchar Polski. Ostateczny bilans sezonu był jednak pozytywny. Chemik wygrał dwa pozostałe trofea w kraju, a także przełamał niemoc polskich klubów i awansował do fazy pucharowej Ligi Mistrzyń CEV. W ćwierćfinale został wyeliminowany przez finalistki obecnej edycji, ekipę VakifBank Stambuł. „To nie był zwyczajny sezon. W niektórych momentach nie wiedzieliśmy jak rozwiązać narastające z powodu pandemii problemy, ale cierpliwością udało nam się znaleźć rozwiązania. Myślę, że nigdy nie zapomnimy tego trudnego okresu” – przyznał trener Akbas po ostatnim meczu sezonu.
Znalezienie równie znakomitego szkoleniowca na miejsce Ferhata Akbasa będzie trudnym wyzwaniem dla działaczy Chemika. Natomiast sam Akbas dostał ofertę pracy w jednym z największych klubów w Turcji – Eczacibasi Stambuł.