Reperkusje deportacji Djokovicia

Jan T. Kowalski
Reperkusje deportacji Djokovicia

Aferą z deportacją Novaka Djokovica z Australii żył cały świat, nie tylko tenisowy. Lecz na jego wydaleniu z powodu odmowy zaszczepienia się przeciwko COVID-19 ta sprawa się nie zakończyła. I może jeszcze przybrać zaskakujący obrót na korzyść serbskiego tenisisty.

Zaszczepienie było koniecznym warunkiem uczestnictwa w tegorocznym wielkoszlemowym Australian Open. Djokovic podporządkować się nie chciał, a że jest liderem rankingu, 20-krotnym triumfatorem turniejów Wielkiego Szlema, w tym dziewięciokrotnym zwycięzcą Australian Open, organizatorzy imprezy na kortach kompleksu Melbourne Park byli skłonni przymknąć oko na fakt, że serbski tenisista przyjechał niezaszczepiony i uwierzyli w jego zapewnienia, iż w grudniu przeszedł zakażenie koronawirusem i jako ozdrowieniec dostał od lekarzy status „specjalnego przypadku medycznego”.
Ale australijskie władze nie były dla Djokocivia wyrozumiałe i jeszcze na lotnisku w Melbourne Serb został zatrzymany, jego wizę anulowano, a on sam został odesłany do zamkniętego ośrodka dla uchodźców. Djokovic zaskarżył tę decyzję australijskich władz do tamtejszego sądu i wygrał. Na krótko odzyskał wolność i rozpoczął przygotowania do startu w Australian Open, lecz gdy media ujawniły, że mataczył w sprawie rzekomego zakażenia koronawirusem i legitymował się sfałszowanymi testami, rząd Australii ponownie cofnął mu wizę, a sąd w drugiej instancji uznał tę decyzję za uzasadnioną. W efekcie serbski tenisista został deportowany. Tak w największym skrócie wyglądały perypetie Djokovicia na antypodach. Lider rankingu ATP wrócił jak niepyszny do ojczyzny, gdzie jednak został przywitany jak bohater. Jego deportacja wywołała stanowczy protest serbskiego rządu, a w efekcie także jego niekorzystną dla australijskiej gospodarki decyzję o cofnięciu koncesji konsorcjum Rio Tinto na poszukiwania, wydobycie i przeróbkę rudy litu, pierwiastka dzisiaj bardzo pożądanego na świecie, bo niezbędnego do produkcji baterii słonecznych oraz ogniw w elektrycznych samochodach. Wartość tego kontraktu szacuje się na 3,3 mld dolarów amerykańskich i gdyby Rio Tinto go zrealizował, awansowałby do ścisłego grona największych wydobywców litu na świecie. Notowana na australijskiej giełdzie papierów wartościowych spółka zobowiązała się do realizacji projektu w zeszłym roku. Jego założenia przewidywały, że kopalnia będzie produkować wystarczającą ilość litu do wyprodukowania ogniw elektrycznych dla jednego miliona pojazdów rocznie, a także kwas borowy, stosowany w ceramice i bateriach elektrycznych oraz siarczan sodu używany do produkcji detergentów. Przy pełnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych kopalnia miała produkować 58 tys. ton rafinowanego węglanu litu, co uczyniłoby ją największą w Europie. Oficjalnie decyzja serbskiego rządu została podjęta pod naciskiem organizacji ekologicznych, ale nieoficjalnie mówi się, że jest to retorsja za potraktowanie przez rząd Australii Novaka Djokovicia, który w Serbii uważany jest za narodowego bohatera. I raczej w najbliższych miesiącach nic się w tej kwestii nie zmieni, ale w kwietniu w Serbii odbędą się wybory i niewykluczone, że nowy rząd przywróci koncesję dla Rio Tinto.
Taka sytuacja zrodziła w obozie Djokovicia pomysł, by wystąpić z pozwem przeciwko rządowi Australii o odszkodowanie za „skandaliczne warunki, w jakich tenisista musiał przebywać przed deportacją z Australii”. W grę wchodzi odszkodowanie w wysokości 4,4 mln USD. Serb był murowanym faworytem do zwycięstwa w Australian Open i w przypadku wygranej zarobiłby 2,06 mln USD, lecz jego deportacja przyniosła mu niepowetowane szkody wizerunkowe, z powodu których jego sponsorzy, dzięki którym tylko w ubiegłym roku zarobił 30 mln USD, zastanawiają się teraz nad dalszą współpracą. Na razie jej nie zerwali. Austriacki Raiffeisen Bank International przekazał w oświadczeniu, że nadal będzie sponsorował Djokovicia. Podobnie postąpił szwajcarski Hublot, producent luksusowych zegarków, ale już francuska firma odzieżowa Lacoste rozważa zakończenie współpracy z tenisistą. Inni sponsorzy Djokovicia, firmy Asics, Head, Lemero, NetJets, Peugeot i Ultimate Software Group, na razie nie zajęły wiążącego stanowiska w tej sprawie.
34-letni Djokovic jest człowiekiem zamożnym, bo tylko na korcie zarobił do tej pory 154 mln USD, więc może sobie pozwolić na chwilowe obniżenie dochodów. Z drugiej jednak strony nieugięta postawa australijskiego rządu stała się inspiracją dla władz innych krajów i w tej chwili starty Serba w pozostałych trzech turniejach wielkoszlemowych też nie są pewne. Francuskie ministerstwo sportu poinformowało, że tenisiści chcący uczestniczyć w tegorocznym French Open będą musieli mieć ze sobą paszport covidowy. W Wimbledonie póki co takiego obowiązku nie ma, trzeba jednak w ciągu dwóch dni od przybycia uzyskać negatywny wynik testu oraz poddać się kwarantannie przez 10 dni. Największe problemy Djokovic może mieć z występem w US Open, bo cudzoziemcy wjeżdżający Stanów Zjednoczonych muszą udowodnić, że są zaszczepieni.

Poprzedni

Weterani w kadrze koszykarzy na mecze z Estonią

Następny

Benzema znów okradziony