Legia znów na czele

W 10. kolejce doszło do zmiany lidera rozgrywek. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia Warszawa po wygranej na wyjeździe z Cracovią 1:0 zepchnęła z pierwszego miejsca Raków Częstochowa, który stracił dwa punkty remisując z Lechem z Poznaniu 3:3. Do zmiany doszło też na dnie ligowej tabeli.

Niedzielne spotkanie Legii z Cracovią wywołało sporo niezdrowych emocji, do czego przyczynił się sędziujący spotkanie Piotr Lasyk. Arbiter najpierw nie podyktował rzutu karnego dla Legii po faulu Michala Siplaka na Luquinhasie, a w doliczonym czasie gry dla równowagi nie obdarował „jedenastką” Cracovii po ewidentnym zagraniu ręką Tomasa Pekhharta w polu karnym warszawskiej drużyny. Analizy po meczu przeprowadzone w programie Canal+ „Liga+Extra” wykazały, że o ile Legii karny się nie należał, to w przypadku zagrania ręką Pekharta arbiter popełnił błąd. Problem w tym, że Lasyk przy ocenie tej kontrowersyjnej sytuacji skorzystał z systemu VAR, a mimo to z sobie tylko wiadomego powodu „jedenastki” nie podyktował.
Nic dziwnego, że trener „Pasów” Michał Probierz nie krył po meczu irytacji i w wypowiedzi udzielonej przed kamerami Canal+ nie bez złośliwości zauważył, że ta decyzja sędziego potwierdza, że w tej chwili chyba nikt już nie wie, w którym momencie zagranie piłki ręką jest przewinieniem, a w którym nie.
A trener Probierz ma to do siebie, że jak już zacznie pyszczyć w jednej sprawie, to przy okazji wypowiada się też w kilku innych. Po meczu z Legią stanął w obronie selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka. Inna sprawa, że został do tego trochę sprowokowany niezbyt mądrym pytaniem dziennikarza, czy podjąłby się poprowadzenia reprezentacji Polski. „Poprowadzić kadrę to ja mogę, ale Kadrę Rembertów” – zażartował cierpko szkoleniowiec „Pasów”. Oby sobie nie wywróżył, bo po tym sezonie kończy mu się kontrakt z krakowskim klubem, a wyniki póki co ma w tym sezonie takie sobie.
Zwracając zaś do decyzji sędziego Lasyka, powinna zostać porządnie zweryfikowana przez jego przełożonych, bo skoro obejrzał zapis spornej sytuacji na wideo, to musiał zauważyć, że Pekhart wystawił rękę, nieznacznie, ale jednak, w kierunku nadlatującej piłki po strzale na bramkę oddanym przez gracza przeciwnej drużyny. Cracovii należał się rzut karny i gdyby został odgwizdany, Legia nie wywiozłaby z Krakowa kompletu punktów i nie objęła prowadzenia w tabeli. Na tym etapie rozgrywek nie ma to na szczęście istotnego znaczenia, bo jak słusznie zauważył trener Legii Czesław Michniewicz, dzisiaj mało kto pamięta który zespół w poprzednim sezonie był liderem po 10. kolejce. A do końca rywalizacji pozostało jeszcze do rozegrania 20 kolejek i jest do zdobycia 60 punktów. Mistrzostwo Polski może więc jeszcze wywalczyć teoretycznie każdy z 16 zespołów.
W praktyce rzecz jasna nie jest to możliwe i już teraz coraz wyraźniej widać, że zajmujące w tej chwili dwie ostatnie lokaty zespoły beniaminków, Stali Mielec i Podbeskidzia Bielsko-Biała, odstają jednak poziomem od reszty stawki. W minionym tygodniu Piast Gliwice zaczął w końcu wygrywać i po zwycięstwach na wyjeździe z Górnikiem Zabrze oraz u siebie z Lechią Gdańsk uciekł ze strefy spadkowej. Na dół ligowej tabeli opadła natomiast ekipa Wisły Płock, która po perypetiach z koronawirusem przeżywa wyraźną zapaść, co bezwzględnie wykorzystała przeciętnie ostatnio grająca Jagiellonia Białystok gromiąc u siebie „Nafciarzy” 5:2.
Przekładanie meczów z powodu zakażeń Covid-19 trochę zdezorganizowało rozgrywki i doprowadziło do lekkiego chaosu, ale liga powoli zaczęła nadrabiać zaległości. Kosztuje to piłkarzy trochę zdrowia. Zespół Lechii musiał na przykład zagrać dwa spotkania w ciągu trzech dni, najpierw u siebie w piątek zaległe z 9. kolejki ze Śląskiem, a potem już w poniedziałek w ramach 10. kolejki na wyjeździe z Piastem. Gliwiczanie jednak też w takim krótkim odstępie czasu zagrali dwukrotnie, nie musieli jednak odbywać tak dalekiej podróży, bo na stadion do Zabrza mają trzy kroki. Trener Lechii Piotr Stokowiec trochę więc narzekał na nierówność szans, ale czasy w polskim futbolu są teraz takie, że wszyscy mają pod górkę, wszyscy narzekają, ale mimo przeszkód na razie wszyscy grają.

Wyniki 10. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 10. kolejki:
Cracovia – Legia Warszawa 0:1

Gol: Filip Mladenović (51). Żółte kartki: Loshaj, Piszczek – Kapustka. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom). Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:3
Gole: Mikael Ishak (33), Jakub Moder (48 karny), Dani Ramirez (51) – Ivi Lopez (16), Oskar Zawada (31), Daniel Szelągowski (90). Żółte kartki: Skóraś, Moder – Lopez, Niewulis, Kun, Piątkowski. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Stal Mielec 2:2
Gole: Kacper Chodyna (17), Sasa Balić (34) – Maciej Domański (37), Petteri Forsell (50).
Żółte kartki: Simić – Mak, Żyro, Wróbel. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Wisła Kraków 2:1
Gole: Jan Grzesik (47), Mateusz Kuzimski (59) – Adi Mehremić (9). Żółte kartki: Grzesik, Laskowski – Savić, Basha. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 5:2
Gole: Jakov Puljić (13, 46, 66), Jesus Imaz (16), Martin Pospisil (62) – Dawid Kocyła (51), Damian Rasak (71). Żółte kartki: Tiru – Kocyła. Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław). Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Jakub Świerczok (2 karny), Jakub Czerwiński (43). Żółte kartki: Czerwiński, Chrapek – Haydary, Alomerovic, Żukowski.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Mecz bez publiczności.
Mecze rozegrane awansem:
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 0:0

Żółte kartki: Piasecki, Puerto, Mączyński – Manneh, Wojtuszek. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1
Gole: Adrian Benedyczak (72) – Kamil Biliński (29). Żółte kartki: Kozłowski, Gorgon – Sierpina, Nowak, Gach. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Mecz bez publiczności.
Mecze zaległy z 9. kolejki
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:2
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 1:2

UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 10 22 15:9
  2. Raków 10 21 23:12
  3. Górnik 10 17 15:10
  4. Lechia 10 16 17:15
  5. Pogoń 8 15 10:5
  6. Zagłębie 9 15 12:9
  7. Śląsk 10 14 15:12
  8. Jagiellonia 10 14 14:15
  9. Warta 10 13 8:10
  10. Lech 9 10 17:16
  11. Wisła K. 10 10 15:14
  12. Cracovia 10 9 14:13
  13. Wisła P. 9 9 12:17
  14. Piast 10 8 9:15
  15. Podbeskidzie 9 6 10:22
    – Stal 10 6 10:22

Koronawirus w Legii

Tomasz Pekhart otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Badanie przeprowadzono podczas zgrupowania reprezentacji Czech. Tym samym potwierdziły się podejrzenia, jakie narastały od ponad tygodnia, że stołeczny klub stał się ogniskiem zakażenia. Ale Covid-19 z coraz większą mocą atakuje także inne zespoły.

Pierwsze symptomy u Pekharta pojawiły się już 2 listopada. W przerwie rozegranego 2 listopada zaległego meczu ligowego z Wartą Poznań (3:0) czeski napastnik zgłosił, że ma problemy z węchem, co jest jednym z pierwszych objawów zakażenia Covid-19. Mimo to trener Legii Czesław Michniewicz zmienił go dopiero w 75. minucie. To była lekkomyślna decyzja, bo chociaż Pekhart jest najskuteczniejszym piłkarzem „Wojskowych” i z dorobkiem ośmiu goli prowadzi w klasyfikacji strzelców ekstraklasy, to do przerwy legioniści prowadzili 3:0 i trzymanie na boisku gracza być może rozsiewającego wirusy to był już czysty sabotaż. Nic dziwnego, że decyzja szkoleniowca wzbudziła mnóstwo kontrowersji, zwłaszcza gdy po meczu sam Michniewicz niefrasobliwie wyznał, że także Igor Lewczuk zdradzał przed meczem symptomy zakażenia, lecz ponieważ w zespole nie było kim go zastąpić na pozycji środkowego obrońcy, musiał przeciwko Warcie zagrać.
Po powrocie do Warszawy Pekhart został poddany testom. Gdy wynik okazał się niejednoznaczny, zarządzono powtórne badanie. W minioną niedzielę stołeczny klub poinformował, że czeski napastnik jest zdrowy, ale w ligowym meczu z Lechem Poznań na Łazienkowskiej jednak nie zagrał. Na pozycji napastnik wystąpił Maciej Rosołek, którego w 59. minucie zmienił 19-letni debiutant Kacper Skibicki. I on też w 67. minucie zdobył wyrównującą bramkę dla Legii na 1:1, stając się rzecz jasna bohaterem wieczoru, chociaż zwycięskiego gola na 2:1 w 90. minucie strzelił Rafael Lopez. Pierwsze trafienie w ekstraklasie mogło otworzyć Skibickiemu drogę do występu w kadrze młodzieżowej, niestety, po meczu okazało się, że nastolatek jest zakażony koronawirusem. Z tego samego powodu na zgrupowanie pierwszej reprezentacji nie pojechał Michał Karbownik.
Ale Pekhart na zgrupowanie kadry Czech pojechał i i jak wszyscy powołani zawodnicy został dwukrotnie przebadany na obecność Covid-19. I co ciekawe, pierwszy test dał wynik negatywny, natomiast drugi wykazał u 31-letniego napastnika infekcję wirusem Sars-Cov-2. Legia natychmiast zareagowała publikując komunikat: „Przed rozpoczęciem treningów z kadrą narodową czeska federacja, zgodnie z obowiązującymi przepisami, koordynowała badania zawodników pod kątem wirusa SARS-CoV-2. Wynik testu Tomasa Pekharta był ujemny i pozwolił na jego treningi z reprezentacją. Kolejne badanie przeprowadzone zostało przed meczem z drużyną Niemiec i w tym wypadku wynik okazał się pozytywny. Zawodnik czuje się dobrze i pozostaje pod stałą obserwacją sztabu medycznego” – napisano w oświadczeniu warszawskiego klubu.
Z powodu zakażeń w 9. kolejce PKO Ekstraklasy odwołano aż cztery spotkania: Podbeskidzia z Zagłębiem Lubin, Lechii ze Śląskiem, Górnika z Piastem Gliwice oraz Wisły Płock z Pogonią Szczecin. Ponieważ sytuacja w Podbeskidziu i Pogoni oraz Śląsku i Górniku była pod kontrolą, władze PKO Ekstraklasy wyraziły zgodę na rozegranie przez te zespoły awansem spotkań z następnej, 10. kolejki. To co prawda powiększy jeszcze i tak już spory bałagan w tabeli, ale to chyba najmniejszy problem w tym naprawdę zwariowanym przez Covid-19 czasie.

Wyniki 9. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 9. kolejki:

Stal Mielec – Warta Poznań 0:1
Gol: Mateusz Kuzimski (88).
Żółte kartki: Matras, Stasik – Czyżycki.
Czerwona kartka: Spychała (34., Warta, za faul taktyczny).
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez udziału publiczności.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Tomas Vestenicky (25), Florian Loshaj (87), Thiago (90) – Jesus Imaz (39).
Żółte kartki: Siplak – Borysiuk, Pospisil, Runje, Tiru.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1
Gole: Kacper Skibicki (67), Rafael Lopes (90) – Josip Juranović (29 samobójcza).
Żółta kartka: Lewczuk (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Frydrych, Abramowicz (Wisła).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Piast Gliwice
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (początek godz. 20:30).
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (18:00).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Lubin
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego w zespole Zagłębia na 24 listopada (18:00).
Wisła Płock – Pogoń Szczecin
Mecz przełożony z powodu zakażeń w zespole Wisły Płock na 30 listopada.

Mecze awansem z 10. kolejki:

Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Piasecki, Puerto, Mączyński – Manneh, Wojtuszek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Podbeskidzie 1:1
Gole: Adrian Benedyczak (72) – Kamil Biliński (29).
Żółte kartki: Kozłowski, Gorgon – Sierpina, Nowak, Gach.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 9 20 20:9
  2. Legia 9 19 14:9
  3. Górnik 9 17 14:8
  4. Pogoń 8 15 10:5
  5. Śląsk 9 14 13:9
  6. Zagłębie 8 14 10:7
  7. Lechia 8 13 14:11
  8. Jagiellonia 9 11 9:13
  9. Wisła K. 9 10 14:12
  10. Warta 9 10 6:9
  11. Cracovia 9 9 14:12
  12. Lech 8 9 14:13
  13. Wisła P. 8 9 10:12
  14. Podbeskidzie 9 6 10:22
  15. Stal 9 5 8:20
  16. Piast 8 2 5:14

Wszyscy chcą dopaść Lecha

W miniony weekend w 9. kolejce z powodu wykrytych zakażeń Covid-19 przełożono na inne terminy mecze Podbeskidzia z Zagłębiem, Wisły Płock z Pogonią, Lechii ze Śląskiem oraz Górnika z Piastem. Awansem rozegrano dwa spotkania z 10. kolejki – Śląska z Górnikiem i Pogoni z Podbeskidziem.

Z powodów sanitarno-epidemiologicznych cztery mecze 9. kolejki zostały przełożone: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Lubin na 16 listopada), Wisła Płock – Pogoń Szczecin na 19 listopada), a Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław oraz Górnik Zabrze – Piast Gliwice na 20 listopada). Ponieważ ekipy Śląska, Górnika, Pogoni i Podbeskidzia były gotowe do gry, władze PKO Ekstraklasy postanowiły już w ten weekend rozegrać awansem mecze z następnej kolejki ligowej. We Wrocławiu Śląsk zremisował z Górnikiem 0:0, natomiast spotkanie Pogoni z Podbeskidziem odbędzie się w poniedziałek 9 listopada.
Najważniejszymi wydarzeniami 9. kolejki były niedzielne mecze Legii Warszawa z Lechem Poznań oraz Rakowa Częstochowa z Wisłą Kraków (oba spotkania zakończyły się po zamknięciu wydania). Większe emocje towarzyszyły rzecz jasna spotkaniu w Warszawie, bo Legia jest przecież aktualnym mistrzem, a Lech wicemistrzem Polski, ale nie z tego powodu przyjazd ekipy „Kolejorza” na Łazienkowską budził największe emocje. Lechici są jedynym polskim zespołem, który w tym sezonie przedarł się przez czterostopniowe kwalifikacje i awansował do fazy grupowej europejskich pucharów. Wprawdzie gra w mniej prestiżowej Lidze Europy, lecz nawet w tych pucharowych rozgrywkach zarabia poważne pieniądze, które po tym sezonie mogą wywindować poznański klub nawet na pozycję najbogatszego polskiego klubu, które od wielu lat niezagrożenie okupowała Legia. Dlatego dla właściciela warszawskiej ekipy Dariusza Mioduskiego w niedzielnym starciu liczyło się tylko zwycięstwo i tego żądał od trenera Czesława Michniewicza.
Dla piłkarzy „Kolejorza”, mających w nogach zwycięski czwartkowy mecz w Lidze Europy ze Standardem Liege, który wygrali 3:1, potyczka z Legią tym razem nie była aż taki wielkim wyzwaniem jak bywała w ostatnich sezonach, a już na pewno nie równorzędna ambicjonalnie jak dla legionistów potyczka z nimi. Lechici w październiku rozegrali sześć meczów, tyle samo mają zaplanowanych w listopadzie. Zespół prowadzony przez trenera Dariusza Żurawia wciąż walczy na trzech frontach – w PKO Ekstraklasie, Lidze Europy i Pucharze Polski, a na dodatek od września co miesiąc około dziesięciu piłkarzy poznańskiego klubu wyjeżdża na zgrupowania różnych reprezentacji narodowych. Stąd biorą się wątpliwości, czy lechici wytrzymają takie obciążenie. Trener Żuraw zapewnia, że wytrzymają. „Mamy szeroką kadrę, możemy stosować rotację” – zapewniał szkoleniowiec. Jego zawodnicy od trzech tygodni grają praktycznie co trzy dni, a z tak niby szerokiej kadry Lecha aż 12 graczy ma w tym sezonie na liczniku już po 10 meczów. Rekordziści to Tymoteusz Puchacz i Dani Ramires, którzy zagrali w 15 spotkaniach Lecha, a przecież do tego trzeba jeszcze doliczyć występy w reprezentacjach.
Dla porównania, w drużynie Rakowa tylko pięciu piłkarzy ma na koncie po 10 rozegranych meczów. To tłumaczy, dlaczego Lech lepiej gra w Lidze Europy niż w krajowej lidze. Przynajmniej na razie, dopóki lechici wciąż mają szansę na wywalczenie awansu do 1/16 finału. Po meczach z Benficą Lizbona (2:4), Glasgow Rangers (0:1) i Standardem Liege (3:1) zajmują na razie w swojej grupie trzecią lokatę ze stratą czterech punktów do prowadzących zespołów Benfiki i Rangers.

Raków nie zwalnia tempa

Po wygranej 2:1 w meczu z beniaminkiem Stalą Mielec zespół Rakowa Częstochowa umocnił się na pozycji lidera ekstraklasy. Po ośmiu kolejkach częstochowianie mają na koncie 19 punktów i trzy przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze oraz pięć nad trzecim Zagłębiem Lubin. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia traci do ekipy trenera Marka Papszuna sześć „oczek”, ale ma o jedno spotkanie rozegrane mniej (z Wartą Poznań).

Mielczanie mieli przed potyczką z rozpędzonym liderem niezłego pietra, bo bali się powtórki ciężkiego lania, jakie sprawiła im tydzień wcześniej na ich własnym stadionie Wisła Kraków. Przegrywając z wiślakami aż 0:6 gracze drużyny trenera Dariusza Skrzypczaka mocno zasmucili poprzednie pokolenia piłkarzy Stali, bo w historii Stali takiej wysokiej porażki wcześniej nie odnotowano. Na boisku w Bełchatowie, które Raków wynajmuje z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie, do podobnego pogromu nie doszło, chociaż gospodarze nie szczędzili wysiłków, żeby dorównać ekipie „Białej Gwiazdy” w liczbie strzelonych goli. „Mieliśmy w tym meczu tyle bramkowych sytuacji, że moglibyśmy wygrać ze Stalą co najmniej takim samum wynikiem jak Wisła” – stwierdził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec częstochowskiego zespołu Marek Papszun. Ale ze zwycięstwa 2:1 też był zadowolony, bo zapewnił jego ekipie komplet punktów i utrzymanie prowadzenia w PKO Ekstraklasie. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do roli faworyta, a w spotkaniu ze Stalą z całą pewnością faworytem byliśmy. Dlatego cieszę się podwójnie, bo ze zwycięstwa i z tego, że moi piłkarze wytrzymali presję. A wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo grać z przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce przegrywa u siebie 0:6 i zaraz potem przyjeżdża do lidera. Wiadomo, że każdy zawodnik ekipy rywali będzie walczył na dwieście procent i do ostatniego tchu, bo tylko tak można odzyskać sympatię swoich fanów. Dlatego tym bardziej gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa” – ocenił trener Papszun.
Szkoleniowiec ten prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 roku. Przejął go jeszcze w II lidze, a w poprzednim sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Pierwszy sezon częstochowianie zakończyli na 10. miejscu, a ten zaczęli od porażki u siebie z Legią 1:2, potem już jednak to oni bili innych – pokonali kolejno Lechię 3:1, Zagłębie 2:1 i Podbeskidzie 4:1, zremisowali z Cracovią 2:2, ale następnie dalej kontynuowali zwycięską serię wygrywając z Wisłą Płock 3:0, Górnikiem 3:1 i w miniony weekend ze Stalą 2:1. Po ośmiu meczach mają w dorobku 19 punktów, 20 strzelonych goli i 9 straconych. W liczbie zdobytych bramek nie mają sobie równych – drugi pod tym względem w ekstraklasie Górnik jest gorszy o sześć trafień.
A przecież Raków wcale nie ma w swoich szeregach wirtuozów. Najskuteczniejsi w zespole są 25-letni Łotysz Vladislavs Gutkovskis, 23-letni Słoweniec David Tijanić i 26-letni Hiszpan Ivi Lopez mają na koncie po cztery trafienia. Pierwszy z nich jest w naszym kraju dosyć znany, bo przez ostatnie pięć lat był zawodnikiem Bruk-Betu Nieciecza i w barwach tego zespołu zaliczył 58 występów w ekstraklasie i strzelił 11 goli. Do ekipy Rakowa dołączył przed tym sezonem i okazał się wzmocnieniem. Natomiast dla Tijanica, który do polskiej ligi trafił z NK Triglav, Raków jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Trafił do niego w zimowej przerwie poprzedniego sezonu i zdążył zaliczyć 11 występów, ale w obecnych rozgrywkach należy do podstawowych graczy.
Lopez z kolei to wychowanek Getafe CF, ale ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w hiszpańskiej drugoligowej drużynie SD Ponferradina. Przedtem występował również w takich ekipach jak UD Levante, Real Valladolid, Sporting Gijon i SD Huesca. W Primera Division zaliczył 41 występów, w których zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty. W miniony weekend to on był bohaterem spotkania ze Stalą, strzelając oba gole dla Rakowa.
W ekipie Papszuna jest też wielu piłkarzy, którzy dopiero pod jego ręką osiągnęli wysoki sportowy poziom. Dobrym przykładem jest tu 28-letni czeski stoper Tomas Pietrasek, grający w zespole Rakowa od 2016 roku, co oznacza, że przeszedł z nim drogę od II ligi do ekstraklasy. I rozwinął się tak dalece, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji Czech. W bramce opoką stał się 28-letni wychowanek Legii Jakub Szumski, do którego trenerzy stołecznego klubu nie nabrali przekonania. Od wiosny 2017 roku Szumski gra w Rakowie i w tym sezonie wpuścił w ośmiu meczach dziewięć goli, co nie jest złym osiągnięciem – dla porównania Artur Boruc ma na koncie osiem goli w siedmiu występach.
Wysoką formę po powrocie z ligi rosyjskiej odzyskał w częstochowskim zespole doświadczony 32-letni obrońca Maciej Wilusz. On i Pietrasek oraz 20-letni Kamil Piątkowski (pozyskany przed rokiem z juniorskiej szkółki Zagłębie Lubin) tworzą tercet obrońców, bo ulubionym schematem taktycznym Papszuna jest gra w ustawieniu 1-3-4-3. W środkowej linii najczęściej jego zaufanie zyskują: pozyskany z Hajduka Split 25-letni Chorwat Fran Tudor, 25-letni Igor Sapała, wychowanek Polonii Warszawa, niechciany w Jagiellonii Białystok 27-letni Serb Marko Poletanović i pozyskany trzy lata tremu z Arki Gdynia 25-letni Patryk Kun. Do podstawowej grupy graczy zaliczają się też 28-letni Czech Peter Schwarz, 24-letni Marcin Cebula i 24-letni Oskar Zawada oraz dwaj weterani: 36-letni Piotr Malinowski i 34-letni Przemysław Oziębała. Nie jest to może kadrowy potencjał na długotrwałą dominację w ekstraklasie, nie mówiąc już o europejskich pucharach, ale w tym sezonie zapał i nadzwyczajna mobilizacja napędzana przez kolejne wygrane spotkania mogą przenieść częstochowskiej drużynie historyczny sukces. A za taki należy uznać każde miejsce wyższe od ósmego, bo jak do tej pory jest to najlepsza lokata Rakowa w ekstraklasie (w sezonie 1995/96).
Trudniej częstochowianom będzie pobić klubowy rekord wszech czasów w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach w sezonie 1966/67 doszli aż do finału, w którym przegrali po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. Na pewno będą jednak próbować osiągnąć sukces i na tym froncie. W najbliższy weekend ekstraklasa nie gra, bo to jest termin na rozegranie meczów 1/16 finału Pucharu Polski. Raków czeka już w piątek niełatwa wyjazdowa potyczka z wiceliderem I ligi Bruk-Betem Nieciecza, co pewnie będzie ważnym wydarzeniem dla Vladislavsa Gutkovskisa.
Na dnie tabeli ekstraklasy utknął natomiast beznadziejny w tym sezonie Piast Gliwice. To trochę dziwne, że ten zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecią lokatę, a dwa lata temu świętował pierwsze w historii mistrzostwo Polski, w obecnych rozgrywkach ekstraklasy jeszcze nie wygrał meczu, doznając sześciu porażek (ze Śląskiem 0:2, Pogonią 0:1, Jagiellonią 0:1, Stalą 2:3, Lechem 1:4, Cracovią 0:1) oraz dwukrotnie remisując – z Wartą Poznań w 3. kolejce oraz w ten weekend z Wisłą Płock 2:2. Z Rakowem gliwiczanie zagrają u siebie dopiero w 14. kolejce, a wcześniej podopiecznych trenera Waldemara Fornalika czekają ciężkie wyjazdowe boje z Górnikiem Zabrze, Legią Warszawa i walczącym jak oni o przetrwanie w ekstraklasie Podbeskidziem.
Natomiast w najbliższy weekend w 1/16 finału Pucharu Polski Piast zmierzy się w Mielcu ze Stalą i będzie to jakiś miernik różnicy, jaka dzieli outsidera ekstraklasy od lidera.

Wyniki 8. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 8. kolejki:
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 1:1

Gole: Lubomir Guldan (3) – Flavio Paixao (72 karny). Żółte kartki: Simić, Żubrowski (Zagłębie). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Wisła Płock 2:2
Gole: Tiago Alves (48), Michał Żyro (90 karny) – Jakub Rzeźniczak (51), Alan Uryga (57).
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:0
Gole: Jean Carlos Silva (35 karny), Chuca (61), Jakub Błaszczykowski (90).
Żółte kartki: Brown Forbes, Sadlok, Frydrych – Sitek, Kocsis. Czerwona kartka: Komor (72., Podbeskidzie, za faul taktyczny).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:0
Gol: Mateusz Praszelik (48).
Żółte kartki: Stiglec – Tiru.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: Lewczuk, Mladenović, Rosołek (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Stal Mielec 2:1
Gole: Ivi Lopez (27, 66) – Maciej Domański (77).
Żółte kartki: Sapała, Petrasek – Getinger, Stasik.
Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Cracovia 1:1
Gole: Mohammad Awwad (86) – Pelle van Amersfoort (30).
Żółte kartki: Kraweć, Muhar, Czerwiński, Ishak, Marchwiński, Moder – Szymonowicz, Thiago, Niemczycki, Gardawski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Jesus Jimenez (55 karny).
Żółte kartki: Laskowski – Massouras.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 8 19 20:9
  2. Górnik 8 16 14:8
  3. Zagłębie 8 14 10:7
  4. Śląsk 8 13 13:9
  5. Legia 7 13 9:8
  6. Pogoń 6 11 6:4
  7. Jagiellonia 7 11 8:7
  8. Lechia 7 10 11:10
  9. Wisła K. 7 9 13:9
  10. Lech 7 9 13:11
  11. Wisła P. 8 9 10:12
  12. Warta 7 7 5:6
  13. Cracovia 8 6 11:11
  14. Stal 8 5 8:19
  15. Podbeskidzie 8 5 9:21
  16. Piast 8 2 5:14

Bogaci mimo pandemii

Mimo strat spowodowanych przez pandemię koronawirusa, sytuacja finansowa klubów naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wygląda na dramatyczną. Przynajmniej tak można wnosić po analizie najnowszego raportu Deloitte przygotowanego wspólnie z Ekstraklasą SA.

Wedle raportu w ubiegłym roku kluby piłkarskiej PKO Ekstraklasy dzięki nowej umowie z Canal+ Polska i TVP uzyskały 201,1 mln zł z praw do transmisji (rok wcześniej było to 167 mln zł). Pierwszy nadawca pokazuje wszystkie mecze, a drugi – po jednym spotkaniu z każdej kolejki i skróty wszystkich. Według nieoficjalnych informacji Canal+ Polska za prawa telewizyjne płaci prawie 200 mln zł rocznie, a Telewizja Polska trochę poniżej 50 mln zł. W tych kwotach zawiera się ok. 25 mln zł kosztów produkcji transmisji. Pod koniec sierpnia tego roku umowę na podobnych warunkach przedłużono o dwa sezony (2021/2022 i 2022/2023).
Kluby grające w zeszłym sezonie PKO BP Ekstraklasy, wskutek przerwy wywołanej epidemią zakończonego dopiero w lipcu, otrzymały z praw telewizyjnych w sumie rekordową kwotę 225 mln zł. Najwięcej z tego medialnego tortu przypadło zwycięzcy rozgrywek, czyli Legii Warszawa (31,3 mln zł), wicemistrz Lech Poznań otrzymał 26,45 mln zł, a zdobywca trzeciego miejsca, Piast Gliwice – 20,9 mln zł. W poprzednim sezonie kluby więcej jednak niż ze sprzedaży praw mediowych zarobiły na swoich działaniach komercyjnych, czyli głównie z umów sponsorskich, ze sprzedaży reklam oraz koszulek i innych pamiątek klubowych. W ubiegłym roku przychody klubów ekstraklasy w tego tytułu wyniosły 283,6 mln zł, wobec 278 mln zł rok wcześniej. Natomiast wpływy z tzw. dni meczowych (czyli sprzedaży biletów i cateringu stadionowego) zwiększyły się z 83 do 87,6 mln złotych.
Z raportu wynika, że po raz kolejny Legia jest najbogatszym klubem ekstraklasy – bez dochodów z transferów uzyskała w poprzednim roku 123,9 mln zł przychodu (70,9 mln zł wpływów komercyjnych, 27,8 mln zł z dni meczowych, a 25,2 mln zł z transmisji). Przychody drugiej w zestawieniu Lechii Gdańsk wyniosły 51,2 mln zł, z czego po ponad 40 proc. stanowiły wpływy z transmisji i komercyjne, a tylko 16 proc. przychody z dni meczowych.
Trzeci na liście ligowych krezusów Lech Poznań zanotował mniejsze przychody – zarobił tylko 46,1 mln zł wobec 57,1 mln zł rok wcześniej. Ale po tym sezonie „Kolejorz” z pewnością osiągnie dużo lepsze wyniki finansowe, ponieważ jako jedyny polski klub awansował do fazy grupowej Ligi Europy, a ponadto korzystnie transferował Kamila Jóźwiaka do Derby County (5 mln euro), Roberta Gumnego do FC Augsburg (3,5 mln euro) oraz Jakuba Modera do Brighton & Hove Albion za 11 mln euro. W sumie zatem tylko z tych trzech transferów poznański klub uzyskał blisko 20 mln euro. Warto też odnotować pozyskanie przez „Kolejorza” kolejnego znaczącego sponsora, jakim stała się firma AliExpress, należąca do światowych potentatów w sprzedaży online. Lech jest pierwszym klubem sportowym na świecie, z którym firma AliExpress zawarła umowę sponsorską. Na razie tylko na ten sezon. Jej logo pojawiło się na spodenkach piłkarzy Lecha już w niedzielnym meczu z Cracovią.
Na razie jednak pieniądze nie przesądzają o lokatach w obecnych rozgrywkach ekstraklasy. Liderem jest dysponujący wielokroć skromniejszym budżetem od Legii Raków Częstochowa, a warszawski zespół z siedmiu rozegranych dotąd spotkań wygrał tylko cztery, jedno zremisował, a dwa przegrał. Jak na finansowego i sportowego potentata naszej ligi to urobek niezbyt imponujący. No i trzeba pamiętać, że legioniści odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z cypryjską Omonią Nikozja, a w kwalifikacjach Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam.
W lepszej sytuacji jest więc Lech, który awansował do fazy grupowej Ligi Europy, w której wstydu polskiemu futbolowi chyba nie przyniesie, sądząc po naprawdę dobrym występie podopiecznych trenera Dariusza Żurawia w przegranym 2:4 meczu 1. kolejki z Benficą Lizbona. Za rok w raporcie Deloitte najbogatszym klubem może być więc nie Legia, tylko Lech.

Wyniki 7. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 7. kolejki:

Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 1:3
Gol: Bartosz Nowak (4) – Ivi Lopez (20, 52), David Tijanić (31). Żółte kartki: Massouras, Manneh, Janża (Górnik). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.

Cracovia – Piast Gliwice 1:0
Gol: Pelle van Amersfoort (25 karny).
Żółte kartki: Rapa, Sadiković, Zaucha, Szymonowicz, Van Amersfoort – Żyro, Huk, Lipski, Świerczok. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 2:1
Gole: Taras Romanczuk (2), Maciej Makuszewski (68) – Jakub Moder (82 karny).
Żółte kartki: Runje, Steinbors – Puchacz, Kamiński. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.

Wisła Płock – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Torgil Gjertsen (87).
Żółte kartki: Szwoch, Lagator, Zbozień – Piasecki. Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez udziału publiczności.

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Tomas Pekhart (30, 53) – Filip Starzyński (38 karny). Żółte kartki: Jędrzejczyk – Drazić. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom). Mecz bez publiczności.

Stal Mielec – Wisła Kraków 0:6
Gole: Michal Frydrych (10), Felicio Brown Forbes (29), Chuca (39), Yaw Yeboah (47, 53), Patryk Plewka (55). Żółte kartki: Flis, Zjawiński – Jean Carlos Silva.
Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk).
Mecz bez udziału publiczności.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Warta Poznań 1:2
Gole: Maksymilian Sitek (58) – Mateusz Kuzimski (47), Mateusz Kupczak (86).
Żółte kartki: F. Laskowski, Martin – Kuzdra, Kuzimski, A.Laskowski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez udziału publiczności.

Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Alexander Gorgon (23).
Żółte kartki: Kopacz, Makowski, Nalepa – Dąbrowski, Luis Mata, Stec.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez udziału publiczności.

UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków Częstochowa 7 16 18:8
  2. Górnik Zabrze 7 13 13:8
  3. Zagłębie Lubin 7 13 9:6
  4. Jagiellonia Białystok 6 11 8:6
  5. Śląsk Wrocław 6 10 11:7
  6. Pogoń Szczecin 5 10 6:4
  7. Lechia Gdańsk 6 9 10:9
  8. Legia Warszawa 5 9 7:7
  9. Lech Poznań 6 8 12:10
  10. Wisła Płock 7 8 8:10
  11. Warta Poznań 6 7 5:5
  12. Wisła Kraków 6 6 10:9
  13. Cracovia Kraków 7 5 10:10
  14. Podbeskidzie Bielsko-Biała 7 5 9:18
  15. Stal Mielec 7 5 7:17
  16. Piast Gliwice 7 1 3:12

Raków rządzi w lidze

W 7. kolejce ligowej znowu było cicho na trybunach. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem wszystkie mecze rozgrywane były bez udziału publiczności. W sobotę w Zabrzu w spotkaniu na szczycie Górnik przegrał z Rakowem 1:3. Zespół trenera Marka Papszuna umocnił się po tym zwycięstwie na pozycji lidera.

Przed hitową w 7. kolejce potyczką lidera (Raków) z wiceliderem (Górnik) obie drużyny miały w dorobku po 13 punktów, a częstochowianie wyprzedzali zabrzan tylko lepszym bilansem bramkowym. Gospodarze nie mogli tym razem liczyć na doping swoich fanów, bo w efekcie rządowych obostrzeń związanych z pandemią wszystkie mecze ekstraklasy ponownie muszą odbywać się przy pustych trybunach.
Trenerzy obu zespołów zostali zmuszeni z różnych powodów do dokonania znaczących zmian w wyjściowych jedenastkach. W ekipie zabrzan po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Aleksander Paluszek, który zastąpił kontuzjowanego Michała Koja, natomiast w drużynie gości Oskar Zawada zastąpił zakażonego koronawirusem Marcina Cebulę. Oprócz niego trener Papszun dopiero drugi raz w obecnym sezonie wystawił do gry Marko Poletanovicia, a 20-letni Krzysztof Kubica pierwszy raz w karierze zagrał od pierwszej minuty w meczu ekstraklasy. Od początku spotkania zagrał też Ivi Lopez, który w ataku zastąpił Vladislavsa Gutkovskisa, który wrócił ze zgrupowania kadry Łotwy z przeziębieniem i wszedł na boisko na ostatni kwadrans gry.
Na trenerskich ławkach zasiadali dwaj szkoleniowcy z najdłuższym stażem pracy w obecnie prowadzonych zespołach – Marek Papszun prowadzi Raków od 18 kwietnia 2016 roku, a Marcin Brosz zaczął pracę w Górniku 3 czerwca tego roku. Pod jego wodzą zabrzanie zaczęli ten sezon od pięciu zwycięstw z rzędu – czterech w lidze i z Jagiellonią w Pucharze Polski. W ekstraklasie kolejno pokonali Podbeskidzie 4:2, Stal Mielec 2:0, Lechię 3:0 i Legię 3:1, ale po spektakularnym triumfie na Łazienkowskiej, pierwszym od 22 lat, coś w zabrzańskiej maszynie się zacięło, bo potem zremisowała u siebie 0:0 z Wisłą Kraków, a następnie przegrała z Zagłębie 0:2 i teraz z Rakowem.
Z kolei zespół z Częstochowy zaczął od porażki u siebie (a de facto na gościnnym stadionie GKS Bełchatów) z Legią 1:2, by potem pokonać po kolei Lechię 3:1, Zagłębie 2:1, Podbeskidzie 4:2, zremisować z Cracovią 2:2, po czym znów zwyciężać – z Wisłą Płock 3:0 i teraz z Górnikiem. Raków już teraz zasłużył na miano rewelacji jesieni, chociaż trener Papszun nie lubi taki określeń, bo uważa, że rzeczywistą miarą sukcesu jego drużyny będzie miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Nie da się jednak ukryć, że w ekipie Rakowa nastroje są teraz szampańskie. W Zabrzu natomiast euforia po ostatnich niepowodzeniach trochę przygasła. Nie jest to jeszcze kryzys, ale często taka seria niepowodzeń bywa jego początkiem.
Z taką właśnie sytuacją boryka się obecnie w Piaście Gliwice trener Waldemar Fornalik, którego zespół w sobotę przegrał na wyjeździe z Cracovią 0:1 i była to jego szósta ligowa porażka w tym sezonie, a po siedmiu kolejkach gliwiczanie z jednym punktem na koncie zasłużenie zamykają tabelę PKO Ekstraklasy. Dla przypomnienia – jest to trzeci zespół poprzedniego sezonu. Inna sprawa, że dominatorom poprzednich rozgrywek (Legii, Lechowi, Piastowi, Lechii i zdobywcy Pucharu Polski Cracovii) w obecnych wiedzie się na razie tak sobie. Ale do końca rozgrywek są jeszcze 23 kolejki i dla każdego zespołu 69 punktów do zdobycia.