Cracovia i Lechia w finale

Półfinałowe mecze Pucharu Polski zakończyły się porażkami faworytów. We wtorek w Krakowie lider ekstraklasy Legia Warszawa przegrał sromotnie 0:3 z Cracovią, zaś w środę w Poznaniu trzeci w tabeli Lech przegrał z broniącą trofeum Lechią Gdańsk po rzutach karnych. Finał odbędzie się 24 lipca w Lublinie.

Kibice Cracovii czekali na zwycięstwo swojej drużyny z Legią na własnym stadionie od 10 kwietnia 2005 roku, czyli ponad 5,5 tysiąca dni. Zespół „Pasów” nie ma wielkich dokonań w rozgrywkach o Puchar Polski. Do fazy półfinałowej dotarł dopiero po raz trzeci w historii (wcześniej w sezonie 1961/1962 i 2006/2007), a w finale zagra po raz pierwszy. Dla ekipy Legii z kolei Puchar Polski to zwycięska rutyna – stołeczna drużyna ma na koncie 19 triumfów w tej rywalizacji, a w ostatniej dekadzie w półfinale zagrała po raz ósmy. Mało kto zakładał jakąś niespodziankę w tym starciu, którego murowanym faworytem byli legioniści. Także dlatego, że stadion Cracovii nie był dla nich niezdobytą twierdzą – nie przegrali tu w trzynastu wcześniejszych wizytach, notując na obiekcie przy Kałuży 1 osiem zwycięstw i pięć remisów.
Legia to jednak w tej chwili już nie jest tym samym zespołem, który po przerwie zimowej był niepokonany w pięciu kolejach z rzędu, pokonując w tym czasie między innymi Cracovię i Lechię, czyli obu świeżo upieczonych finalistów Pucharu Polski. Potem legionistom przytrafiła się porażka na własnym stadionie z Piastem Gliwice, lecz trener Aleksandar Vuković nie zdążył stwierdzić, czy był to tylko wypadek przy pracy, czy też zapowiedź głębszego kryzysu, bo wybuchła pandemia koronawirusa. Po restarcie rozgrywek Legia znowu jednak zaczęła grać znakomicie wygrywając trzy pierwsze spotkania, co zapewniło jej pierwszą lokatę w sezonie zasadniczym, dlatego porażka w 30. kolejce z Górnikiem Zabrze uznano jako objaw rozprzężenia po osiągnięciu celu.
Początek rywalizacji w fazie play off jeszcze nie zapowiadał kłopotów – „Wojskowi” pokonali u siebie Śląsk 2:0, zremisowała na wyjeździe 0:0 z Jagiellonią i u siebie z zawsze niewygodnym Piastem 1:1. Potem jednak przegrali w Poznaniu z Lechem 1:2. Tracąc siedem punktów w trzech meczach legioniści co prawda nie roztrwonili przewagi nad ścigającymi ich w tabeli ekipami Piasta i Lecha, od których wciąż mają osiem „oczek” więcej, ale do przyklepania mistrzowskiego tytułu wciąż potrzebują jednego punktu. Wtorkowa porażka z Cracovią w półfinale Pucharu Polski była jednak dla Legii już czwartym z rzędu meczem bez zwycięstwa, a drugim z rzędu przegrany. Na słabszą dyspozycję zespołu z pewnością wpływ miała plaga kontuzji. W składzie Legii w spotkaniu z „Pasami” zabrakło aż sześciu zawodników, którzy na początku czerwca wychodzili na boisko w podstawowej jedenastce. Dało się też zauważyć, że większości zawodników zaczyna brakować siły i szybkości, co nie najlepiej prognozuje w trzech ostatnich kolejkach sezonu.
Trener Cracovii Michał Probierz dopiero 29 czerwca zaczął swobodniej oddychać i przestał rozważać złożenie dymisji, bo tego dnia jego zespół wreszcie wygrał w lidze pokonując u siebie Pogoń 2:1, a w następnej kolejce rozgromił na wyjeździe Lechię 3:0. Wygrana z Legią była zatem trzecią z rzędu, na dodatek zwycięstwo zapewniły gole polskich piłkarzy – jeden Michała Helika i dwa Mateusza Wdowiaka. W Cracovii takie sytuacje to ostatnio rzadkość, bo polskich piłkarzy w tym zespole można policzyć na palcach jednej ręki – w spotkaniu z Legią oprócz wspomnianej dwójki zagrali jeszcze tylko Kamil Pestka. Probierz na razie o finałowym starciu z Lechią w Pucharze Polski jeszcze nie myśli, bo po zdobyciu sześciu punktów w lidze jego zespół wrócił niespodziewanie do gry o miejsce na podium rozgrywek, gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Do osiągnięcia tego celu musi jednak powalczyć z Legią w najbliższa sobotę w Warszawie o komplet punktów. Gdyby „Pasom” ta sztuka na Łazienkowskiej się udała, mogą odwlec koronację legionistów i przybliżyć się do pierwszego od 1952 roku medalu mistrzostw Polski.
W drugim półfinale Lech miał awans na wyciągnięcie ręki, bo prowadził w konkursie rzutów karnych, ale jego gracze zmarnowali dwie ostatnie „jedenastki” i ostatecznie przegrali 3-4. W regulaminowym czasie gry było 1:1 po golach Flavio Paixao dla Lechii w 65. i Dani Ramireza dla Lecha w 62. minucie. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i sędzia Tomasz Musiał z Krakowa zarządził karne. Trener Lecha Dariusz Żuraw do ich wykonywania wyznaczył Christiana Gytkjaera (trafił), Jakuba Modera (trafił), Lubomira Satka (trafił), Filipa Marchwińskiego (spudłował), Daniego Ramireza (spudłował) i Kamila Jóźwiaka (spudłował), natomiast trener Lechii Piotr Stokowiec postawił na Jarosława Kubickiego (trafił), Rafała Pietrzaka (spudłował), Łukasza Zwolińskiego (trafił), Egzona Kryeziu (spudłował), Flavio Paixao (trafił) i Macieja Gajosa (trafił). W sumie trzeba było sześciu kolejek rzutów karnych, żeby wyłonić zwycięzcę meczu. Gracze „Kolejorza” pokpili sprawę, bo mieli już gdańszczan na łopatkach. Ich porażka jest tym bardziej bolesna, że w przekroju całego spotkania byli zespołem wyraźnie lepszym.

Lechici zatrzymali Legię

Zespół Legii już w 33. kolejce mógł przyklepać mistrzowski tytuł, ale przeszkodził mu w tym Piast Gliwice, zaś w miniony weekend koronację odwlekli gracze Lecha Poznań, pokonując u siebie legionistów 2:1. Rozstrzygnęła się natomiast rywalizacja w strefie spadkowej – z ligi spadają ŁKS Łódź, Korona Kielce i Arka Gdynia.

Dwa lata temu Legia świętowała zdobycie mistrzostwa Polski na stadionie w Poznaniu, w obecnej edycji ten scenariusz się jednak nie powtórzył. Ekipa „Kolejorza”, która w fazie zasadniczej sezonu przegrała oba spotkania z legionistami (w Warszawie 1:2 i u siebie 0:1), tym razem stawiła liderowi ekstraklasy twardy opór i wygrała 2:1 po trafieniach młodzieżowców – 22-letniego Kamila Jóźwiaka i 18-letniego Jakuba Kamińskiego. Dla stołecznej drużyny gola strzelił 35-letni Igor Lewczuk. To był rzadki przypadek w naszej lidze, że wszystkie bramki w spotkaniu zdobyli polscy piłkarze. Dla przeciwwagi – w wygranym przez Cracovię 3:0 wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk wszystkie gole strzelili obcokrajowcy, którzy w kadrze tego krakowskiego klubu mają miażdżącą przewagę liczebną nad rodzimymi graczami.
Gdyby Legia w Poznaniu zdobyła choćby tylko jeden punkt, mogłaby już świętować mistrzostwo Polski. Spotkanie wyglądało zupełnie inaczej niż to miesiąc temu, gdy Legia dość szybko zdobyła bramkę i spokojnie czekała na rywala na swojej połowie. Tym razem role się odwróciły, bo słabo grający w defensywie warszawianie stracili dwa gole i to oni musieli po przerwie gonić wynik. Ale chociaż zagrali dużo lepiej, starczyło to tylko na zdobycie jednej bramki. Gracze „Kolejorza” na więcej legionistom nie pozwolili i dowieźli korzystny wynik do końcowego gwizdka, dzięki czemu nie musieli oglądać mistrzowskiej fiesty w wykonaniu rywali. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo w najbliższy weekend Legia może przyklepać tytuł na swoim stadionie spotkaniu z Cracovią.
Do ostatecznych rozstrzygnięć, przynajmniej na boisku, w 34. kolejce doszło natomiast w grupie spadkowej. Wyjazdowa wygrana Wisły Kraków 2:1 ze zdegradowanym już wcześniej do I ligi ŁKS Łódź pogrążyła Koronę Kielce, zaś kielczanie, remisując 1:1 u siebie z Arką, pozbawili także gdyńską drużynę szans na utrzymanie w ekstraklasie. I tak na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek rywalizacja w dolnej połówce tabeli de facto się zakończyła.
Ale właściciele Korony i Arki jeszcze mają nadzieję na odmianę losu i uniknięcie degradacji przy zielonym stoliku. A to dlatego, że według wszelkich wyliczeń następnego sezonu, który z powodu pandemii rozpocznie się później niż zazwyczaj, a będzie się musiał wcześniej skończyć ze względu na przełożone mistrzostwa Europy. Przyspieszyć startu nowego sezonu się nie da – ekstraklasa zakończy rozgrywki 19 lipca, ale I liga de facto dopiero 31 lipca, bo wtedy odbędzie się finał baraży o awans do ekstraklasy. Potem zawodnicy muszą dostać krótkie urlopy, a po powrocie z wakacji jeszcze mieć czas na przygotowanie się do nowego sezonu, który musi zakończyć się najpóźniej w połowie maja, na trzy tygodnie przed rozpoczęciem turnieju Euro 2021. 37 kolejek ekstraklasy, a do tego dochodzą jeszcze terminy na rozgrywki w Pucharze Polski, nie uda się rozegrać przy zachowaniu normalnego rytmu tygodniowego. Byłoby to możliwe w przypadku rezygnacji z fazy play off, czyli w klasycznym dwurundowym systemie rozgrywek, bo na to potrzeba 30 kolejek ligowych. Takie rozwiązanie wiąże się jednak ze sporymi stratami finansowymi, bo nadawcy telewizyjni posiadający prawa do pokazywania meczów ekstraklasy na pewno nie zapłacą ustalonej w kontraktach kwoty, tylko pomniejszą ją o wartość nie rozegranych meczów. A jednak kolejka ligowa mniej to dla ekstraklasy strata około 6 mln złotych, czyli rezygnacja z fazy play off oznacza stratę blisko 30 mln złotych.
Dlatego rozpatrywany jest też trzeci wariant – przyspieszenie i tak już uchwalonej reformy rozgrywek, czyli powiększenie ekstraklasy do 18 zespołów i dwurundowy system w formacie ESA34. Przyjęcie takie rozwiązania to byłoby szansą dla Korony i Arki na uniknięcie spadku, a jedynym zdegradowanym do I ligi byłby 16. w tabeli ŁKS Łódź. Na razie w tej sprawie trwają targi i zakulisowe negocjacje. Zarząd spółki Ekstraklasa SA spotka się na naradzie 24 lipca i może wtedy coś postanowi.

Fiesta Legii odłożona

W 33. kolejce zespół Legii Warszawa mógł przyklepać już tytuł mistrza Polski, ale warunkiem było pokonanie wicelidera tabeli Piasta Gliwice. „Wojskowi” jednak tylko zremisowali na własnym stadionie 1:1, chociaż od 55. minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Zatem na koronację legioniści będą musieli jeszcze poczekać.

Piast fatalnie zaczął fazę play off i do Warszawy przyjechał trochę zdołowany po dwóch porażkach z rzędu, z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk, natomiast stołeczny zespół miał za sobą wygraną ze Śląskiem u siebie i wyjazdowy remis w Białymstoku z Jagiellonią. Gliwiczanie już pogodzili sie z myślą, że nie obronią mistrzowskiego tytułu, bo Legię w tym sezonie zwycięstwa w rozgrywkach może pozbawić już tylko jakiś kataklizm. Ale ekipa trenera Waldemara Fornalika wciąż ma szansę na wywalczenie miejsca na podium, co jest równoznaczne z występem w kwalifikacjach do Ligi Europy. Po fazie zasadniczej gracze Piasta byli już tego niemal pewni, lecz przez te dwie porażki roztrwonili solidną przewagę punktową nad zespołami Lecha i Śląska Wrocław, więc chcąc nie chcąc musieli podjąć na Łazienkowskiej walkę.
Do przerwy potyczka dwóch czołowych ekip ekstraklasy mocno swoją jakością zawiodła oczekiwania sześciu tysięcy przybyłych na stadion widzów. Gra toczyła się przeważnie w środku pola, a bramkarze obu drużyn nie mieli niewiele okazji do wykazania się. Po zmianie stron przez pierwsze 10 minut przebieg gry wyglądał podobnie i pewnie tak byłoby już do końca, gdyby nie obrońca Piasta Bartosz Rymaniak, który w 53. i 55. minucie zarobił żółte kartki, co jak wiadomo skutkuje wyrzuceniem z boiska. Sędziujący mecz Szymon Marciniak szybko jednak wyrównał szanse, bo w 59. minucie za raczej przypadkowy faul Pawła Wszołka na Sebastianie Milewskim bez żadnego zawahania i konsultacji z VAR-em podyktował „jedenastkę” dla zespołu gości, którą na bramkę zamienił niezawodny Hiszpan Jorge Felix.
Trener Legii Aleksandar Vuković po meczu cierpko skomentował taka postawę arbitra: „Jeden niepotrzebny błąd dał sędziemu pretekst, a ten akurat sędzia dużo nie potrzebuje, żeby zagwizdać karnego przeciwko Legii”.
Legioniści mimo przewagi jednego gracza potrzebowali aż kwadransa żeby doprowadzić do wyrównania. W 84. minucie gola na 1:1 strzelił wprowadzony w 73. minucie 18-letni Maciej Rosołek i mecz zakończył się podziałem punktów, co oznacza, że Legia na koronację będzie musiała poczekać. Być może nastąpi to 4 lipca, bo tego dnia warszawianie zagrają w Poznaniu z ekipą „Kolejorza” (niedzielny mecz Lecha ze Śląskiem we Wrocławiu zakończył się po zamknięciu wydania, a te dwa zespoły, plus Piast, jeszcze mają matematyczne szanse na przegonienie Legii). Stołeczny zespół ma jednak poważny kłopot, bo kadrę zespołu mocno przetrzebiła plaga kontuzji.
W grupie spadkowej z walki o utrzymanie odpadły już trzy zespoły. ŁKS Łódź w poprzedniej kolejce stracił ostatnie szanse na wybronienie się przed degradacją, a swoja słabość w 33. kolejce potwierdził przegrywając na wyjeździe z Wisłą Płock 0:2. Zmiana trenera nic łodzianom nie pomogła, bowiem pod wodzą Wojciecha Stawowego w siedmiu spotkaniach wywalczyli tylko jeden punkt. Do spadku z ekstraklasy w tej kolejce po wyjazdowej porażce 1:2 z Zagłębiem Lubin przybliżyła się też Korona Kielce, niewiele też lepiej wygląda sytuacja Arki Gdynia, która przegrała z Rakowem Częstochowa 2:3. Tym zwycięstwem częstochowianie za jednym zamachem zapewnili sobie oraz ekipie Górnika Zabrze utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co chyba trochę zdemobilizowało zabrzański zespół, bo na swoim boisku przegrał on z Wisłą Kraków 0:1. Wygrywając w Zabrzu ekipa „Białej Gwiazdy” powiększyła swoją przewagę nad 14. Arką do ośmiu punktów, zaś nad 15. Koroną do 11, straciła jednak na jaki czas swojego lidera Jakuba Błaszczykowskiego, który musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą z powodu kontuzji.
Wisła ma jeszcze taki handicap, że drużyny Arki i Korony będzie gościć na swoim stadionie, zatem wygląda na to, w Gdyni i Kielcach kibice w przyszłym sezonie będą chodzić na mecze pierwszoligowe. A ŁKS w tej lidze zagra być może w derbach z Widzewem.

Lechia zagrała na korzyść Legii

Legia Warszawa na wyjeździe tylko zremisowała z Jagiellonią Białystok 0:0, ale skorzystała z porażki Piasta Gliwice z Lechią Gdańsk (0:1) i powiększyła swoją przewagę gliwiczanami do 11 punktów, co na pięć kolejek przed końcem rozgrywek praktycznie oznacza mistrzowski tytuł dla stołecznego klubu. W 32. drugiej kolejce z ekstraklasą pożegnał się natomiast ŁKS Łódź i na razie to jedyne stuprocentowe rozstrzygnięcie.

W poprzednim sezonie Lechia Gdańsk zakończyła rundę zasadnicza na pierwszym miejscu, ale to na jej stadionie Piast Gliwice rozpoczął zwycięski marsz po swój pierwszy w historii mistrzowski tytuł. W obecnych rozgrywkach gdańska drużyna przystępowała do fazy play off bez nadziei na choćby włączenie się do walki o czołowe lokaty, natomiast drugi w tabeli Piast zaczynał jako najgroźniejszy konkurent Legii. W 31. kolejce nadzieje trenera Waldemara Fornalika na zdobycie drugie z rzędu mistrzostwa Polski osłabiła niespodziewana porażka na własnym boisku z Lechem Poznań, a w minioną środę całkowicie rozwiała je porażka poniesiona na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Na pięć kolejek przed końcem zmagań gliwiczanie tracą już do Legii 11 punktów, a już w najbliższą sobotę czeka ich w Warszawie bezpośrednie starcie z legionistami. W przypadku wygranej stołecznego zespołu wyścig o tytuł zostanie rozstrzygnięty.
Wracając do środowej porażki Piasta w Gdańsku, wypada odnotować, że była to piąta w tym sezonie przegrana ekipy Fornalika z zespołem prowadzonym przez Piotra Stokowca. Wcześniej gliwiczanie ulegli lechistom w Superpucharze Polski, w Pucharze Polski oraz dwukrotnie w spotkaniach ligowych sezonu zasadniczego. Tak więc Lechia, podobnie jak wcześniej Lech, także chcąc nie chcąc sprawiła prezent „Wojskowym”, bo gdyby w obu tych spotkaniach Piast wywalczył komplet punktów, sobotni mecz w Warszawie z legionistami miałby jeszcze wagę starcia na wagę mistrzowskiego tytułu.
Zwycięstwo Lechii zapewnił w 74. minucie losy Portugalczyk Flavio Paixao, który skutecznie wyegzekwował rzut karny. Podopieczni trenera Stokowca do końca pilnowali korzystnego wyniku i w drugim meczu z rzędu zachowali czyste konto. Dzięki wygranej wspięli się na piąte miejsce w tabeli i mogą znowu realnie myśleć o wywalczeniu miejsca gwarantującego start w kwalifikacjach Ligi Europy. O zdobyciu mistrzostwa żadna już drużyna poza Legią nie ma prawa marzyć, bo z symulacji wynika, iż legioniści mają na to 99,8 procent szans, Lechowi daje się na to 0,12 procent, a pozostałym zespołom, czyli Piastowi, Śląskowi, Jagiellonii, Cracovii, Lechii i Pogoni już praktycznie żadnych.
W strefie spadkowej swój los przypieczętował we wtorek ŁKS Łódź. Po porażce 1:3 z Górnikiem Zabrze łodzianie stracili nawet matematyczne szanse na utrzymanie.
Wyniki 31. kolejki
Grupa mistrzowska:
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 0:0
Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 3636.
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice 1:0
Gol: Flavio Paixao (74 karny).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 3967.
Lech Poznań – Pogoń Szczecin 0:0
Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5113.
Czwartkowy mecz Śląska Wrocław z Cracovią zakończył się po zamknięciu wydania.
Grupa spadkowa:
Wisła Kraków – Wisła Płock 1:0
Gol: Jakub Błaszczykowski (19 karny).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 4016.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 1:3
Gole: Jan Sobociński (85) – Stavros Vassilantonopoulos (44), Igor Angulo (59 karny), Giorgos Giakoumakis (61).
Sędziował: Tomasz Musiał.
Widzów: 877.
Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:2
Gole: Michał Nalepa (22 karny), Maciej Jankowski (42, 69) – Bartosz Białek (45), Dejan Drażić (66).
Sędziował: Paweł Raczkowski.
Widzów: 1492.
Korona Kielce – Raków Częstochowa 0:1
Gol: Piotr Malinowski (5).
Sędziował: Krzysztof Jakubik.
Widzów: 1336.


Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska
Sobota): Legia Warszawa – Piast Gliwice, godz. 17:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock). Niedziela: Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk, godz. 15:00, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Śląsk Wrocław – Lech Poznań, godz. 17:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Poniedziałek: Cracovia – Pogoń Szczecin, godz. 18:00, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków).
Grupa spadkowa
Piątek: Raków Częstochowa – Arka Gdynia, godz. 18:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin);
Zagłębie Lubin – Korona Kielce, godz. 20:30, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola). Sobota: Wisła Płock – ŁKS Łódź, godz. 15:00, sędziuje Łukasz Szczech (Warszawa); Górnik Zabrze – Wisła Kraków, godz. 20:00, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Legia odjeżdża rywalom

Legia Warszawa może już powoli szykować mistrzowską fetę. Po wygranej 2:0 ze Śląskiem Wrocław legioniści na sześć kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają już 10 punktów przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, a tytuł mogą sobie zapewnić już w tym tygodniu.

Jedynym zespołem naszej piłkarskiej ekstraklasy, który po restarcie rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, jest Górnik Zabrze, ale najwięcej punktów w pięciu kolejkach zdobyła Legia. Zabrzanie zgromadzili 11 „oczek”, a stołeczny zespół 12. Nawiasem mówiąc, warszawianie trzy punkty stracili właśnie na wyjeździe w Zabrzu, gdzie przegrali 2:3. Teraz jednak czekają ich dwie być może rozstrzygające o mistrzowskim tytule próby sił z zespołami z grupy mistrzowskiej – w środę z Jagiellonią w Białymstoku, a w sobotę w Warszawie na Łazienkowskiej z Piastem.
Wyniki tych spotkań będą też miały istotne znaczenie w walce o miejsca gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Wyjazdowa wygrana Lecha z Piastem pozwoliła wrócić „Kolejorzowi” do gry o miejsce na podium, podobnie jak wyjazdowa wygrana Jagiellonii z Cracovią. Z wyścigu zrezygnowała natomiast najwyraźniej Pogoń Szczecin oraz Cracovia i Lechia Gdańsk, które są chyba teraz w dużo gorszej formie od Piasta, Lecha, Śląska i Jagiellonii.
Zdążyć póki jest Majecki
Warszawski klub ma natomiast dodatkowy powód w jak najszybszym wywalczeniu tytułu, bo wedle ostatnich informacji AS Monaco, którego zawodnikiem jest bramkarz Radosław Majecki, zażądało aby stawił się w klubie 1 lipca. „Zakupieni w styczniu i potem wypożyczeni do swoich poprzednich klubów, polski bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki i serbski obrońca Partizana Belgrad Strahinja Pavlović, są oczekiwani w Księstwie 1 lipca” – poinformował w poniedziałek dziennik „L’Equipe”. Legia czyni jednak zabiegi, żeby wydłużyć okres wypożyczenia Majeckiego do końca sezonu, ale w tej sprawie jest tylko petentem. 20-letni bramkarz został sprzedany do klubu z Księstwa Monako w zimowym oknie transferowym za 5 milionów euro (z wszystkimi bonusami ta kwota może urosnąć do 7 mln euro), lecz od razu został wypożyczony Legii do 30 czerwca tego roku. Nikt w styczniu nie mógł przewiedzieć takiego przebiegu pandemii koronawirusa jaki mamy obecnie i że z tego powodu sezon w Polsce zakończy się dopiero 19 lipca.
Liga francuska wprawdzie nie wznowiła rozgrywek, ale wszystkie zespoły, w tym AS Monaco, zaczęły już przygotowania do nowego sezonu. Trener zespołu z Księstwa potrzebuje Majeckiego, o z klubu odszedł dotychczasowy pierwszy bramkarz, 35-letni Chorwat Danijel Subasić, ponadto wygasły z końcem czerwca kontrakty z dwoma innymi golkiperami, więc w kadrze zespołu w tej chwili jest tylko jeden zawodnik na tej pozycji – 29-letni Francuz Benjamin Lecomte. Dlatego trener Roberto Moreno naciska nie tylko na przyjazd w terminie Majeckiego, ale chce mieć też na treningach wykupionego w lutym z Amiens 22-letniego francuskiego golkipera Loica Badiashile’a.
Trudno w tej chwili przewidzieć, jaką rolę w AS Monaco otrzyma Majecki, ale raczej nie będzie miał tam tak mocnej pozycji, jaką ma w Legii. W tym sezonie wystąpił we wszystkich 31 meczach ekstraklasy oraz w ośmiu spotkaniach kwalifikacyjnych do Ligi Europy. Nie grał jedynie w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach stwali w bramce rezerwowi – Radosław Cierzniak lub Wojciech Muzyk.
Być może większym problemem okażą się kontuzje trzech zawodników z pola. W spotkaniu ze Śląskiem urazów doznali Jose Kante i Marko Vesović, a w poniedziałek nabawił się go jeszcze Vamara Sanogo. Stołeczny klub poinformował, że raczej żaden z nich nie będzie do dyspozycji trenera Aleksandara Vukovicia w najbliższych meczach.
Kontuzja to nieszczęście dla każdego piłkarza, ale Jose Kante schodząc z boiska chyba nie powinien wyładowywać frustracki na klubowej koszulce. Dzisiaj kamery są niemal wszędzie i coraz trudniej o anonimowość, a podpaść fanom Legii brakiem szacunku dla klubowych symboli to gorsze niż zderzyć się z tramwajem. Kante zszedł z boiska jeszcze przed przerwą, ale zanim mecz ze Śląskiem się skończył, zdążył usłyszeć stek wyzwisk pod swoim adresem. Troch czasu musi minąć, zanim mu wybaczą.
Frekwencja słabsza niż sądzono
W 31. kolejce po raz pierwszy po restarcie rozgrywek na trybunach pojawili się kibice. Zgodnie z rządowym rozporządzeniem kluby mogły sprzedać bilety na 25 procent miejsc. Na żadnym z ośmiu stadionów nie wyczerpano tego limitu. Najbliżej tego było na obiekcie Cracovii, z trybun którego mecz z Jagiellonią obejrzało 3185 widzów (limit wynosił 3643 osoby). Najlepszą frekwencją pod względem liczbowym mogła pochwalić się jednak Legia, bo jej potyczkę ze Śląskiem na stadionie przy Łazienkowskiej obejrzało 5220 widzów. Drugie miejsce przypadło Górnikowi Zabrze (4173 widzów), a Cracovia była w tym zestawieniu trzecia. Na pozostałych pięciu stadionach kibiców było jak na lekarstwo – w Gliwicach 1193 (12 procent limitu), w Szczecinie 999, w Lubinie 857, w Bełchatowie (tu domowe mecze rozgrywa Raków Częstochowa) 769 i w Płocku 699. W sumie na żywo spotkania w pierwszej kolejce play off obejrzało 17 095 widzów, co daje więcej niż mizerną średnią 2137 osób na jedno spotkanie.
W następnych kolejkach pewnie nie będzie wiele lepiej, bo wielu chętnych do wyprawy na ligowy mecz mogą zniechęcić alarmujące informacje o łamaniu przez kibiców zasad dystansu społecznego. Najbardziej rażące naruszenia miały miejsce na stadionach, na których widzów było najwięcej, czyli w Warszawie i Zabrzu. „To było do przewidzenia, bo czy kibice kiedykolwiek stosowali się do zaleceń klubów, UEFA, FIFA? Wprost przeciwnie. Jak tylko jakieś nakazy się na nich nakłada, zazwyczaj robią dokładnie na odwrót” – skomentował te zachowania prezes Polskiego Towarzystw Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak.
Poza tym powrót fanów na trybuny niesie dla klubów ryzyko kar finansowych, bo kibice tu i ówdzie popełniali stare grzechy i odpalali zakazane na stadionach środki pirotechniczne, między innymi na stadionie Legii, więc zapewne Komisja Ligi nałoży za to sankcje.
Także PZPN uważnie analizuje sytuację związaną z powrotem kibiców, o czym zapewnił rzecznik prasowy federacji Jakub Kwiatkowski. „To była pierwsza od dawna kolejka z udziałem kibiców. Patrzymy, co wydarzyło się na stadionach. Mamy swoje spostrzeżenia, będziemy to analizować. Jesteśmy w kontakcie z Ekstraklasą S.A. i administracją państwową. Przyglądamy się sytuacji również w pierwszej i drugiej lidze” – zapewnił Kwiatkowski. A to oznacza, że problem jest naprawdę poważny.

Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Środa 24 czerwca:
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice
godz. 18:00;
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa
godz. 20:30;
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
godz. 20:30.
Czwartek 25 czerwca:
Śląsk Wrocław – Cracovia
godz. 19:00.

Wyniki 31. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 31. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 2:0

Gole: Walerian Gwilia (35, 53). Żółte kartki: Wszołek, Vesović, Stolarski – Żivulić, Mączyński, Gąska. Czerwona kartka: Żivulić (75., za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 5220.
Piast Gliwice – Lech Poznań 0:2
Gole: Jakub Moder (66), Pedro Tiba (90).
Żółte kartki: Korun, Hateley – Rogne, Moder, Van der Hart, Butko, Puchacz. Czerwona kartka: Rogne (48., za drugą żółtą). Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 1193.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Kenny Saief (27). Żółte kartki: Dąbrowski, Listkowski, Drygas – Saief, Zwoliński, Nalepa. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 994.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 1:2
Gole: Damian Węglarz (76 samobójcza) – Ivan Runje (23), Bartosz Bida (73). Żółte kartki: Rapa, Dimun, Rafael Lopes – Puljić, Tiru. Sędziował: Szymon Marciniak. Widzów: 3185.
Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Korona Kielce 3:2

Gole: Giorgos Giakoumakis (18), Ognjen Gnjatić (86 samobójcza), Igor Angulo (90) – Petteri Forsell (59), Grzegorz Szymusik (79).
Żółte kartki: Krawczyk, Prochazka – Tzimopoulos, Gnjatić, Radin, Żubrowski. Czerwone kartki: Manneh (57., Górnik,) – Cebula (57., Korona). Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 4173.
Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź 1:0
Gole: Damjan Bohar (45). Żółte kartki: Balić, Baszkirow, Żivec, Guldan – Corral, Wróbel, Srnić. Czerwona kartka: Wróbel (39., za drugą żółtą). Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 857
Wisła Płock – Arka Gdynia 0:0
żółte kartki: Garcia, Szwoch – Kopczyński, Zbozień, Wawszczyk. Sędziował: Mariusz Złotek. Widzów: 699.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 3:1
Gole: Kamil Kościelny (20), David Tijanić (55), Igor Sapała (78) – Aleksander Buksa (72). Żółte kartki: Kun, Oziębała – Kuveljić. Czerwona kartka: Kuveljić (41., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 76

Grupa mistrzowska

  1. Legia 31 63 65:30
  2. Piast 31 53 36:28
  3. Lech 31 52 57:29
  4. Śląsk 31 49 42:35
  5. Jagiellonia 31 47 43:40
  6. Cracovia 31 46 40:31
  7. Lechia 31 46 41:42
  8. Pogoń 31 45 29:32
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 31 44 42:40
  10. Raków 31 44 41:44
  11. Zagłębie 31 41 50:46
  12. Wisła P. 31 39 37:50
  13. Wisła K. 31 35 38:50
  14. Korona 31 30 23:40
  15. Arka 31 30 28:47
  16. ŁKS Łódź 31 21 26:54

W pogoni za Legią

W minioną niedzielę zakończyła się faza zasadnicza sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ostateczny podział na grupę mistrzowską i spadkową ukonstytuował się już w przedostatniej kolejce, więc w ostatniej walczono jedynie o kolejne punkty i jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play off.

Niespodzianką był pierwsza po restarcie rozgrywek porażka Legii, która przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:2, ale stołeczny zespół nadal jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Największym wydarzeniem 31. kolejki będzie powrót kibiców na trybuny. Porażka legionistów w Zabrzu trzeba jednak uznać za typowy „wypadek przy pracy”. Lider rozgrywek miał przez cały mecz wyraźną przewagę i dominował nad rywalami w każdym aspekcie gry, z wyjątkiem skuteczności.
Trener Górnika Marcin Brosz tym razem nie zamierzał szpanować jak w rundzie jesiennej, kiedy to na Łazienkowskiej nakazał swoim piłkarzom otwartą grę i zapłacił za odwagę klęską 1:5. Na swoim boisku ustawił zespół na zmasowaną obronę oraz ataki z kontry i ta taktyka przyniosła mu powodzenie, bo wygrał 2:0 i dzięki trzem zdobytym punktom Górnik wspiął się na szczyt grupy spadkowej. Teraz pewnie rywale „Wojskowych” w fazie play off będą grali podobnie jak zabrzanie.
Kibice wracają na trybuny
Przekonamy sie o tym już w najbliższą niedzielę, bo tego dnia stołeczny zespół podejmie na Łazienkowskiej trzeci obecnie zespół ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław. Tak wysokie miejsce w tabeli to w znacznej mierze zasługa czeskiego trenera Vitezslava Laviczki. 57-letni szkoleniowiec objął drużynę w styczniu 2019 roku z zadaniem utrzymania jej w lidze. Dokonał tego, chociaż Śląsk zakończył sezon tuż nad strefą spadkową, lecz w kolejnych miesiącach radykalnie odmienił styl gry tego zespołu i teraz może z nim nawet wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.
Szefowie wrocławskiego klubu przedłużyli więc kontrakt z Laviczką do końca czerwca 2022 roku, co może znacząco wpłynąć na motywację piłkarzy. Z Legią Śląsk w tym sezonie zremisował w Warszawie 0:0, a w rundzie rewanżowej przegrał u siebie 0:3, lecz miało to miejsce w grudniu ubiegłego roku, w 19. kolejce. Teraz legionistom tak łatwo pewnie nie pójdzie, ale na stratę punktów pozwolić już sobie nie mogą, bo drugi w tabeli Piast zmniejszył dystans do siedmiu punktów. To wciąż kolosalna różnica, lecz już nie dająca takiego psychicznego komfortu jaki dawała przewaga dziesięciu „oczek”.
W najbliższy weekend na stadiony ekstraklasy wrócą kibice, jednak w limitowanej liczbie – będą mogli wypełnić jedynie 25 procent pojemności trybun. W przypadku Legii będzie to około ośmiu tysięcy widzów, co już zapewni piłkarzom stołecznego zespołu wystarczająco głośny doping. Ale już na stadionie w Zabrzu PZPN ograniczył nawet dozwolone 25 procent, co pozwalało na obecność sześciu tysięcy kibiców. Na piątkowe spotkanie z Koroną będzie mogło wejść maksymalnie 4600 widzów, bo jak sie okazało, na wciąż budowanym zabrzańskim stadionie krzyżują się przejścia między wyznaczonymi strefami. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle na stadion Górnika będą mogli wejść kibice, bo Śląsk jest przecież regionem w którym ostatnio notuje najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Decyzja w tej sprawie należy do wojewody.
Terminarz fazy play off
W 31. kolejce frekwencja będzie i tak mizerna, bo oprócz stadionu Legii, pozostałe obiekty są albo znacznie mniejsze, albo w budowie (Zabrze, Szczecin). Fani futbolu są jednak tak spragnieni oglądania meczów na żywo, że pewnie wszystkie udostępnione miejsca na obiektach zostaną wykorzystane.
Obecność kibiców z pewnością uatrakcyjni telewizyjny przekaz, co jest teraz dla klubów ekstraklasy szczególnie ważne, bo w czasie pandemii nadawcy z wielu krajów kupili prawa do transmisji. Niedawno zrobiła to rosyjska stacja Match TV, która jest obok NTV jednym z ośmiu naziemnych kanałów będących własnością koncernu Gazprom Media Holding. Tym samy Rosja jest 18. krajem, w którym w tym sezonie pokazywane będą mecze polskiej piłkarskiej ekstraklasy.
Faza play off PKO Ekstraklasy rozpocznie się w piątek 19 czerwca i potrwa do niedzieli 19 lipca. Pierwsze miejsce wywalczone w zasadniczej części sezonu zapewniło Legii przywilej rozegrania czterech z siedmiu spotkań na swoim boisku. Podopieczni trenera Vukovicia zagrają u siebie, poza Śląskiem Wrocław, także z Piastem Gliwice, Cracovią i Pogonią Szczecin. Taki sam przywilej przysługuje trzem pozostałym zespołom z czołowej czwórki w grupie mistrzowskiej, czyli Piastowi, Śląskowi i Lechowi Poznań. Analogiczna sytuacja jest w grupie spadkowej. Po cztery spotkania na swoich stadionach rozegrają Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Zagłębie Lubin i Wisła Płock.

Terminarz play off

  1. kolejka (19-21 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice – Lech Poznań, Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk;
    Grupa spadkowa:
    Górnik Zabrze – Korona Kielce, Raków Częstochowa – Wisła Kraków, Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, Wisła Płock – Arka Gdynia;
  2. kolejka (23-24 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Jagiellonia – Legia, Śląsk – Cracovia, Lechia – Piast, Lech – Pogoń
    Grupa spadkowa:
    ŁKS Łódź – Górnik, Wisła Kraków – Wisła Płock, Korona – Raków, Arka – Zagłębie;
  3. kolejka (26-29 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Piast, Śląsk – Lech, Cracovia – Pogoń, Jagiellonia – Lechia;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Wisła Kraków, Wisła Płock – ŁKS, Raków – Arka, Zagłębie – Korona;
  4. kolejka (3-6 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Lech – Legia, Piast – Śląsk, Pogoń – Jagiellonia, Lechia – Cracovia;
    Grupa spadkowa:
    Wisła Płock – Górnik, Raków – Zagłębie, Korona – Arka, ŁKS – Wisła Kraków;
  5. kolejka (10-12 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Cracovia, Lech – Lechia, Piast – Jagiellonia, Śląsk – Pogoń;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Raków, Zagłębie – Wisła Płock, Wisła Kraków – Korona, Arka – ŁKS;
  6. kolejka (14-15 lipca, wtorek-środa)
    Grupa mistrzowska (środa):
    Lechia – Legia, Cracovia – Lech, Pogoń – Piast, Jagiellonia – Śląsk;
    Grupa spadkowa (wtorek):
    Arka – Górnik, Zagłębie – Wisła Kraków, ŁKS – Raków, Wisła Płock – Korona;
  7. kolejka (18-19 lipca)
    Grupa mistrzowska (niedziela):
    Legia – Pogoń, Piast – Cracovia, Śląsk – Lechia, Lech – Jagiellonia;
    Grupa spadkowa (sobota):
    Górnik – Zagłębie, Wisła Kraków – Arka, Raków – Wisła Płock, Korona – ŁKS Łódź.

Wyniki 30 kolejki PKO Ekstraklasy

Koniec zasadniczej fazy rozgrywek
Wyniki 30. kolejki:


Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:0

Gole: Jesus Jimenez (29), Igor Angulo (59).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:2
Gole: Piotr Parzyszek (24 karny), Tom Hateley (85 karny).
Żółte kartki: Arsenić, Borysiuk, Tiru – Czerwiński.
Czerwona kartka: Borysiuk (73. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 4:0
Gole: Filip Marković (4), Dino Stiglec (17), Przemysław Płacheta (23), Erik Exposito (74).
Żółte kartki: Wolski, Pirulo (ŁKS).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.
Korona Kielce – Lech Poznań 0:3
Gole: Christian Gytkjaer (48, 65 karny, 68).
Żółte kartki: Gnjatić, Kovacević, Pucko, Spychała – Jóźwiak.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.
Cracovia – Wisła Płock 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (83) – Mateusz Szwoch (70).
Żółte kartki: Jablonsky – Garcia.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez widzów.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Santeri Hostikka (4) – Maciej Gajos (30).
Żółte kartki: Matynia, Drygas, Kowalczyk, Bartkowski, Triantafyllopoulos – Zwoliński.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.
Raków Częstochowa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Tomas Petrasek (47), Felicio Brown Forbes (73) – Bartosz Białek (60).
Żółte kartki: Jach, Petrasek (Raków).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.
Arka Gdynia – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Jankowski, Młyński – Janicki, Kuveljić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 30 60 63:30
  2. Piast 30 53 36:26
  3. Śląsk 30 49 42:33
  4. Lech 30 49 55:29
  5. Cracovia 30 46 39:29
  6. Pogoń 30 45 29:31
  7. Jagiellonia 30 44 41:39
  8. Lechia 30 43 40:42
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 30 41 39:38
  10. Raków 30 41 38:43
  11. Zagłębie 30 38 49:46
  12. Wisła P. 30 38 37:50
  13. Wisła K. 30 35 37:47
  14. Korona 30 30 21:37
  15. Arka 30 29 28:47
  16. ŁKS Łódź 30 21 26:53

Stawka pękła na pół

Już po rozegranej w środku minionego tygodnia 29. kolejce nastąpił ostateczny podział zespołów ekstraklasy na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy odkąd nasza najwyższa klasa rozgrywkowa gra w tzw. systemie ESA-37.

W ostatniej, 30. serii spotkań fazy zasadniczej sezonu (odbyła się w niedzielę, a wszystkie mecze zakończyy się po zamknięciu wydania) tylko zajmujące dwie czołowe lokaty Legia i Piast nie musiały już walczyć o wyższe miejsce w tabeli. Na ucieczkę z ostatniego miejsca nie miał też szans ŁKS Łódź. Reszta drużyn miała jeszcze możliwość poprawienia pozycji w tabeli, co miało znaczenie przy ustalaniu terminarza fazy play off. W porównaniu z poprzednim sezonem stawka zespołów w grupie mistrzowskiej jest niemal taka sama. Z elity wypadła jedynie ekipa Zagłębia Lubin, w miejsce której awansował Śląsk Wrocław (przed rokiem skończył rozgrywki na 12. miejscu). Przed przedostatnią serią gier pewne gry w czołowej ósemce były tylko dwie ekipy – broniący tytułu Piast Gliwice oraz ubiegłoroczny wicemistrz, a teraz lider tabeli Legia Warszawa. O pozostałe sześć miejsc trwała zażarta walka. Jako pierwsza do Legii i Piasta dołączyła Cracovia, która po serii sześciu porażek z rzędu niespodziewanie przełamała fatalną passę i pokonała w Gdańsku Lechię 3:1. W jej ślady poszły drużyny Jagiellonii Białystok (wygrała na wyjeździe z ŁKS Łódź 3:0), Lecha Poznań (4:0 u siebie z Pogonią Szczecin) i Śląska Wrocław (2:1 na wyjeździe z Wisłą Płock).
Po rozegranej w niedzielę 30. kolejce do końca zmagań pozostało siedem serii spotkań w fazie play off. Zespołom pozostało do zdobycia jeszcze wiele punktów, dlatego wszelkie prognozy będą obarczone ryzykiem pomyłki, lecz chyba mało kto w tej chwili zakłada, że piłkarze Legii nie zdobędą w tym sezonie mistrzostwa. Przypomnijmy, że po restarcie rozgrywek z czterech pozostałych do rozegrania meczów w fazie zasadniczej sezonu aż trzy musieli zagrać na wyjazdach. Najpierw pokonali w Poznaniu Lecha 1:0, następnie w Krakowie Wisłę 3:1, a w minioną środę rozgromili u siebie Arkę Gdynia aż 5:1. Niedzielne spotkanie z Górnikiem w Zabrzu było owym trzecim wyjazdowym, lecz jego wynik nie miał już znaczenia. Legia nawet w przypadku porażki miała zagwarantowane pierwsze miejsce i co za tym idzie – przywilej rozegrania na własnym stadionie czterech z siedmiu spotkań w fazie play off, w tym także z najgroźniejszym aktualnie konkurentem do tytułu, Piastem. Mecz między tymi zespołami zostanie rozegrany w ramach 33. kolejki.
Na gwiazdę i lidera stołecznego zespołu coraz wyraźniej wybija się 28-letni skrzydłowy Paweł Wszołek. To on był ojcem zwycięstwa w środowym spotkaniu z Arką, które zaczęło się dla legionistów niefortunnie, bo niemal tuż po rozpoczęciu gry stracili bramkę po golu Adama Dancha. Wszołek doprowadził w 44. minucie do wyrównania, a po zmianie stron po jego zagraniu rozpaczliwie interweniujący obrońca gości Adam Marciniak zaliczył trafienie samobójcze. Drugą asystę Wszołek zaliczył przy golu Mateusza Cholewiaka, a dzieła zniszczenia dopełnili Luqinhas i Vamara Sanogo.
Nie byłoby w tej jego aktywnej postawie nic szczególnego, bo to niezły piłkarz i na dodatek ze sporym bagażem doświadczeń zdobytych na boiskach we Włoszech i Anglii, ale środę do wybornej gry przeciwko Arce dodatkowo motywowały Wszołka zadawnione porachunki z Jarosławem Kołakowskim, obecnym właścicielem gdyńskiego klubu (chociaż formalnie akcje należą do jego syna), który wiele lat temu był jego agentem. Roztsali się w 2013 roku w atmosferze skandalu po niedoszłym do skutku transferze z Polonii Warszawa do Hannoveru. Przyczyniając się do wysokiej przegranej Arki Wszołek pewnie nie przesądził o jej spadku do niższej ligi, na pewno jednak nowemu sternikowi gdyńskiej ekipy solidnie dokuczył.
W grupie mistrzowskiej walka zapowiada się tylko o miejsca premiowane grą w kwalifikacjach Ligi Europy. Teoretycznie szanse na to mają wszystkie zespoły zajmujące teraz miejsca 2-8. Mniej skomplikowanie wygląda natomiast sytuacja w grupie spadkowej, bo spadek ŁKS-u wydaje się już przesądzony, a szanse Korony i Arki stoją tylko odrobinę lepiej.

Legia idzie na mistrza

Chociaż pandemia koronawirusa w Polsce nie wygasa, piłkarskie rozgrywki na razie toczą się bez przeszkód. Tylko kibice, którzy w limitowanej liczbie mieli wrócić na stadiony od 19 czerwca, raczej w tym terminie na meczach nie pojawią. Ale piłkarzom Legii i Piasta to nie przeszkadza i wygrywają. W tej chwili tylko te dwa zespoły liczą się w walce o mistrzostwo.

W końcówce maja premier Mateusz Morawiecki, a także prezes futbolowej centrali Zbigniew Boniek poinformowali na konferencji prasowej, że od 19 czerwca możliwy będzie udział publiczności w meczach szczebla centralnego (ekstraklasy, I i II ligi oraz w Pucharze Polski). Klubom zezwolono na wykorzystanie 25 procent pojemności trybun bez górnego limitu osób. Możliwe byłoby więc organizowanie meczów w formie imprez masowych. Dzisiaj jednak wobec gwałtownego wzrostu liczby zakażonych koronawirusem w naszym kraju (w poniedziałek osiągnęła rekordowy poziom 599 osób), powrót kibiców na stadiony prawdopodobnie zostanie odsunięty w czasie.
Ale ligowa rywalizacja jak na razie toczy się bez przeszkód. W środku tego tygodnia rozgrywana jest 29. kolejka, już trzecia po restarcie rozgrywek, a przedostatnia w fazie zasadniczej sezonu. W miniony weekend znajdujące się na czele tabeli zespoły Legii Warszawa i Piasta Gliwice wygrały swoje mecze, co oznaczało, że do zmagań w fazie play off warszawianie przystąpią z pierwszego miejsca, natomiast gliwicka drużyna w najgorszym przypadku z miejsca czwartego, gdyby jakimś cudem przegrała dwa ostatnie spotkania. Szanse na zajęcie pozostałych sześciu lokat w grupie mistrzowskiej przed 29. kolejką wciąż miało jeszcze dziesięć zespołów.
Legia i Piast w fazie play off zagrają po cztery mecze na własnych boiskach, ale gliwiczanie zmierzą się z legionistami na Łazienkowskiej, chyba że po 30. kolejce jednak zajmą miejsce czwarte.
Na uniknięcie gry w grupie spadkowej nie miały już natomiast szans cztery ostatnie w tabeli zespoły, czyli ŁKS Łódź, Arka Gdynia, Korona Kielce i Wisła Kraków. Ekipa „Białej Gwiazdy” miała pecha, bo w pierwszych dwóch kolejkach po restarcie przyszło jej mierzyć się zespołami aktualnych mistrzów i wicemistrzów Polski, czyli Piastem i Legią, które brylują także w obecnych rozgrywkach i okupują dwie czołowe lokaty w tabeli. W starciach z nimi wiślacy stracili siedem bramek (0:4 z Piastem i 1:3 z Legią) i po tych porażkach roztrwonili pięciopunktową przewagę jaką przez zawieszeniem rozgrywek mieli nad strefą spadkową. A przed nimi dwa wcale nie łatwiejsze mecze – w środę zmierzą się u siebie z Rakowem Częstochowa, który po wznowieniu rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, chociaż też i nie wygrał, bo oba (ze Śląskiem i ŁKS-em) zremisował po 1:1. A w najbliższy weekend wiślaków czeka wyprawa do Gdyni i potyczka „za sześć punktów” z Arką.
Zestaw par 29. kolejki:
Wtorek 9 czerwca:
Lechia Gdańsk – Cracovia, Piast Gliwice – Górnik Zabrze, Lech Poznań – Pogoń Szczecin, Zagłębie Lubin – Korona Kielce.
Wszystkie te mecze zakończyły się po zamknięciu wydania.
Środa 10 czerwca:
Wisła Kraków – Raków Częstochowa, godz. 18:00, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola); Wisła Płock – Śląsk Wrocław, godz. 18:00, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków); Legia Warszawa – Arka Gdynia, godz. 20:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa); ŁKS Łódź – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock).