Kto zapłaci za przestój?

Nasza piłkarska ekstraklasa wstrzymała rozgrywki do końca marca, ale przerwa może wydłużyć się o kolejne tygodnie, a całkiem niewykluczone, że sezon w ogóle nie zostanie dokończony. Większość zawodników i trenerów odetchnęła z ulgą, ale szefowie klubów mają teraz do rozwiązania kolejny problem – jak uniknąć bankructwa.

Zważywszy na fakt, że blisko 90 procent klubowych budżetów pochłaniają płace, ich cięcia wydają się nieuchronne. A to zrodzi trudne do przewidzenia konflikty i kolejne komplikacje. Nic dziwnego, że w futbolowych kręgach decyzyjnych nie było woli natychmiastowego wstrzymania rozgrywek. Gdy rząd w ubiegłym tygodniu wprowadził zakaz organizowania imprez masowych, PZPN w czwartek mimo to postanowił grać przy pustych trybunach, lecz już następnego pod wpływem protestów piłkarzy zmienił decyzję i zawiesił wszystkie rozgrywki do końca marca.
Tylko na razie nic nie zapowiada, że już za dwa tygodnie nasze życie wróci do normy. Dlatego władze piłkarskich klubów gorączkowo szukają pomysłu na przetrwanie kryzysu. Na pomoc nie mają co liczy, bo ekstraklasa nie bez powodu uważana jest przecież za najbogatszą ligę w Polsce. Pod koniec 2018 roku Ekstraklasa SA sprzedała na dwa lata prawa telewizyjne Canal+ oraz TVP za pół miliarda złotych, co oznaczało wzrost wpływów z tego tytułu o 60 procent. Dzięki temu w tym i następnym sezonie kluby miały osiągnąć najwyższe w historii wpływy z tytułu sprzedaży praw mediowych, dające ekstraklasie pod tym względem awans z 11. na 8. pozycję w Europie.
Teraz te prognozowane dochody są zagrożone, bo każda nierozegrana kolejka oznacza pomniejszenie tego „finansowego tortu” o osiem milionów złotych. A do końca rozgrywek pozostało jeszcze 11 kolejek, czyli w przypadku niedokończenia rozgrywek kluby straciłyby z tego tytułu 90 mln złotych. Do tego dochodzi utrata dochodów ze sprzedaży biletów. Najbardziej poszkodowana w tym względzie byłaby Legia Warszawa, legitymująca się w tym sezonie najwyższą frekwencją, najmniej zajmujący ostatnią lokatę w liczbie widzów Raków Częstochowa.
Polskie kluby wydają na bieżąco niemal wszystkie pieniądze, jakie zarobią, a zatem nie dysponują praktycznie żadnymi finansowymi rezerwami na wypadek kryzysu. Jeśli z braku wpływów przestaną wypłacać piłkarzom wynagrodzenia, oni po trzech miesiącach będą mogli wystąpić o rozwiązanie kontraktów z winy klubu i zmienić pracodawcę. Takie są obecnie przepisy FIFA i UEFA, które respektuje rzecz jasna także PZPN. I tych regulacji raczej te nadrzędne organizacje nie odwołają, bo koronawirus może zaburzyć rozgrywki, lecz nie wypracowany przez lata futbolowy porządek. Zbyt wielu wpływowych ludzi w tym sporcie czerpie z tego korzyści, by chcieć go modyfikować.
Rozwiązaniem byłoby renegocjowanie obowiązujących kontraktów i zmniejszenie ich o procentowy wskaźnik strat spowodowanych przez koronawirus. Wskaźnik wyliczony najlepiej pod nadzorem PZPN i może jeszcze ministerstwa sportu, najlepiej taki sam dla wszystkich klubów. Ale to już jest wewnętrzny problem piłkarskich przedsiębiorstw. Na hojność samorządów lokalnych oraz swoich kibiców kluby raczej nie powinny już liczyć. Wątpliwe by w czasach kryzysu, gdy na wszystko zacznie brakować pieniędzy, ktoś uznał za stosowne pomaganie sportowcom. Epidemia mocno przewartościuje nasze preferencje także w tym względzie.

Piast poskromił Legię

Trener Piasta Waldemar Fornalik niedawno w jednej z publicznych wypowiedzi stwierdził, że koronowanie Legii na mistrza już w marcu jest stanowczo przedwczesne. Były selekcjoner reprezentacji Polski uzasadnił swoją opinię w 26 kolejce, ogrywając stołeczny zespół na jego stadionie 2:1.

Drużynie Piasta co prawda trochę pomógł sędzia Jarosław Przybył, wyrzucając z boiska już w 10. minucie napastnika Legii Jose Kante, ale chociaż była to mocno kontrowersyjna decyzja, wynik, jak to się mówi, poszedł w świat. I jakimś specjalnym zaskoczeniem chyba nie jest, bo legioniści w tym sezonie przegrali z gliwiczanami już po raz drugi. W rundzie jesiennej, dokładnie 6 października ub. roku, Piast pokonał ich na własnym boisku 2:0, po golach Piotra Parzyszka i Jorge Felixa. Potem jednak stołeczny zespół zwarł szeregi i w kolejnych spotkaniach z 42 możliwych do zdobycia punktów wywalczył 34, co dało mu zasłużony awans na pierwsze miejsce. Piast przerwał ten zwycięski marsz i niewykluczone, że ośmieli tym inne zespoły.
Tu pojawia się ciekawostka – w poprzednim sezonie, w którym mistrzostwo ligi zdobył Piast, to Legia w sezonie zasadniczym dwukrotnie okazała się lepsza od gliwiczan, wygrywając z nimi na wyjeździe 3:1 (12 sierpnia 2018), a u siebie 2:0 (15 grudnia 2018). Ale w fazie play off warszawianie przegrali niespodziewanie na Łazienkowskiej 0:1. Tak na marginesie w poprzednim sezonie w siedmiu dodatkowych kolejkach w grupie mistrzowskiej zespół Waldemara Fornalika nie przegrał ani razu, notując sześć zwycięstw i jeden remis, natomiast Legia na finiszu wygrała tylko dwa spotkania, dwa zremisowała, a aż trzy przegrała.
W tym sezonie taki scenariusz rzecz jasna nie musi się powtórzyć, ale może. Do zakończenia rundy zasadniczej zostały cztery kolejki, zatem 12 punktów do zdobycia oraz siedem kolejek w fazie play off, czyli kolejne 21 „oczek”, co w sumie daje 33 punkty. A Legia po 26. kolejce przewodzi z dorobkiem 51 punktów i przewagą ośmiu nad drugim Piastem, dziewięciu nad kolejnymi w tabeli ekipami Cracovii, Śląska i Lechii oraz dziesięciu nad szóstą w stawce Pogonią. W takim ujęciu realne szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo będą miały nawet dwa ostatnie zespoły w grupie mistrzowskie.
Podobnie rzecz się ma z rywalizacja w grupie spadkowej. Po 26 kolejkach wydaje się, że najmniejsze szanse na uniknięcie degradacji ma Łódzki Klub Sportowy, zwłaszcza po poniedziałkowej porażce 0:1 w Kielcach z Koroną. Łodzianie okupują ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 20 punktów i wprawdzie do 15. Arki mają tylko pięć, a do 14. Korony sześć „oczek” straty, lecz ponieważ z ligi spadną trzy ostatnie drużyny, to dla tego tercetu punktem odniesienia jest punktowy dystans do zespołu zajmującego pierwszą bezpieczną lokatę. W tej chwili wymarzone dla nich 13. miejsce zajmuje Wisła Kraków z przewagą pięciu punktów nad Koroną, sześciu na Arką i aż 11 nad ŁKS-em. Teoretycznie te straty są do odrobienia, ale ekipa „Białej Gwiazdy” musiałaby zacząć przegrywać mecze, podobnie jak wyprzedzające ją ekipy Górnika i Zagłębia. Aż takich cudów w polskiej piłce nie należy się jednak spodziewać.
Teoretycznie jednak wciąż jeszcze wszystko jest jeszcze możliwe, o ile rzecz jasna rozgrywki uda się doprowadzić do końca, co wobec dynamicznie rozwijającej się także w naszym kraju epidemii koronawirusa nie jest już takie oczywiste.

Wyniki 26 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 26. kolejki:
Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2
Gole: Domagoj Antolić (12) – Jorge Felix (35), Gerard Badia (52).
Żółte kartki: Gwilia, Wszołek – Kirkeskov, Sokołowski. Czerwona kartka: Jose Kante (10., Legia, za brutalny faul).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 18 000.
Górnik Zabrze – Cracovia 3:2
Gole: Jesus Jimenez (26), Erik Jirka (56), Stavros Vassilantonopoulos (71) – Rafael Lopes (5), Michał Helik (68).
Żółte kartki: Prochazka, Wiśniewski, Giakoumákis, Manneh, Koj – Thiago, Dimun, Pestka.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 8974.
Jagiellonia – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Martin Pospisil (56 karny).
Żółte kartki: Borysiuk, Mystkowski, Romanczuk – Tamas.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 7543.
Wisła Kraków – Lech Poznań 1:1
Gole: Vukan Savicević (6) – Christian Gytkjaer (39).
Żółte kartki: Klemenz, Basha – Ramirez.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 21 281.
Raków Częstochowa – Pogoń 0:0
Żółte kartki: Mikołajewski – Spiridonović, Listkowski.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 3007.
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 4:4
Gole: Sasza Balić (16), Filip Starzyński (40 karny, 59), Bartosz Białek (83) – Conrado (4), Łukasz Zwoliński (23 karny), Jaroslav Mihalik (41, 55).
Żółte kartki: Guldan, Żivec, Jończy, Tosik – Tobers, Makowski, Zwoliński.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 2311.
Arka Gdynia – Wisła Płock 1:2
Gole: Marko Vejinović (90) – Torgil Gjertsen (18), Alan Uryga (62).
Żółte kartki: Zbozień, Nalepa – Szwoch, Rasak, Gjertsen. Czerwona kartka: Deja (41., Arka, za brutalny faul).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4010.
Korona Kielce – ŁKS Łódź 1:0
Gol: Adnan Kovacević (53 karny).
Żółte kartki: Tzimopoulos – Moros Gracia.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 4678.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 26 51 54:26
  2. Piast 26 43 28:25
  3. Cracovia 26 42 35:25
  4. Śląsk 26 42 34:28
  5. Lech 26 42 45:25
  6. Pogoń 26 41 27:23
  7. Lechia 26 38 32:33
  8. Jagiellonia 26 37 35:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 26 36 32:37
  10. Wisła P. 26 36 32:41
  11. Zagłębie 26 34 41:40
  12. Górnik 26 33 34:36
  13. Wisła K. 26 31 33:38
  14. Korona 26 26 15:30
  15. Arka 26 25 22:37
  16. ŁKS Łódź 26 20 25:44

Czwarta porażka Pasów

Aspirująca jeszcze niedawno do walki o mistrzowski tytuł Cracovia przegrała w 26. kolejce w Zabrzu z walczącym o utrzymanie Górnikiem 2:3 i praktycznie pogrzebała swoje szanse na wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Dla ekipy „Pasów” była to czwarta porażka z rzędu w rundzie wiosennej.

Po przegranych 0:2 derbach Krakowa z Wisłą trener Cracovii Michał Probierz w desperacji dokonał przed meczem z Górnikiem aż sześciu zmian w podstawowej jedenastce. Ofiarami tej kadrowej czystki padli m.in. Janusz Gol, Sylwester Lusiusz i Michal Siplak, którzy nawet nie znaleźli się w szerokiej kadrze meczowej. Na ławce rezerwowych usiedli natomiast Pelle van Amersfoort, Cornel Rapa i David Jablonsky. Zawodnicy, których w miejsce tych graczy szkoleniowiec „Pasów” posłał w bój na stadionie w Zabrzu, nie zdołali przerwać fatalnej serii porażek.
W następnej kolejce ekipa Probierza podejmie na własnym stadionie drużynę Jagiellonii, która w sobotę w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po wątpliwym rzucie karnym, pokonała u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Dzięki tej wygranej białostocczanie przeskoczyli z grupy spadkowej na ósme miejsce, ostatnie w grupie mistrzowskiej, mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Rakowem Częstochowa i dziesiątą Wisłą Płock.
Coraz gorzej wygląda sytuacja trzech ostatnich zespołów w tabeli, czyli ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Ich strata do zespołów zajmujących niezagrożone spadkiem lokaty systematycznie się powiększa. Zwykle w takich sytuacjach kluby dokonują zmiany trenerów. Z tego patentu z trójki outsiderów pierwsza skorzystała Arka. Po przegranym 1:2 meczu z Wisłą Płock dymisję złożył Aleksandar Rogić. Serbski szkoleniowiec prowadził gdyński zespół od 10 października 2019 roku. Jego następcą ma zostać Leszek Ojrzyński, który doprowadził Arkę do zdobycia Pucharu Polski w 2017 roku.
Jeśli te nieformalne informacje się potwierdzą, Ojrzyńskiego na początek czeka wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk w derbach Trójmiasta. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo gdańszczanom w rundzie wiosennej idzie w kratkę i stracili już tak dużo punktów, że zjechali w tabeli grupy mistrzowskiej już na sam dół. Po remisie 4:4 w 26. kolejce Lechia ma na koncie 38 punktów, a zatem tylko o jeden więcej od ósmej Jagiellonii i dwa więcej od ekip Rakowa i Wisły Płock. W przypadku porażki z Arką trener Piotr Stokowiec będzie w tarapatach, bo jego zespół może zlecieć do grupy spadkowej. I to trwale, bo potem czekają go dwa wyjazdy, do Zabrza i Szczecina, oraz mecz u siebie z Cracovią.
Nikt nie chce zakończyć sezonu zasadniczego w dolnej połówce tabeli, bo tam trzy skazane już na degradację zespoły toczyć będą rozpaczliwą walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki fazy play off. Zdecydowanie wygodniej będą miały zespoły w grupie mistrzowskiej, zwłaszcza że kwestia mistrzowskiego tytułu została już chyba definitywnie rozstrzygnięta. Zespoły zajmujące miejsca za Legią w tej kolejce potraciły punkty. Dla przypomnienia: Śląsk przegrał 0:1 z Jagiellonią, Pogoń zremisowała 0:0 z Rakowem, a Cracovia uległą Górnikowi 2:3. Mógł na tym skorzystać Lech Poznań, ale do awansu na pozycję wicelidera potrzebował zwycięstwa z Wisłą Kraków na jej terenie. Ten niedzielny mecz, podobnie jak spotkanie Legii z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem Gliwice, zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

Wisła zagrała dla Legii

Wisła Kraków zrewanżowała się Cracovii za porażkę na własnym stadionie w rundzie jesiennej (0:1) i we wtorek w ramach 25. kolejki ograła ekipę „Pasów” w jej mateczniku 2:0. Wiślacy przysłużyli się tym Legii Warszawa, która po wygranej z Lechią Gdańsk ma nad wciąż drugą w tabeli Cracovią już 11 punktów przewagi. Losy mistrzowskiego tytułu w tym sezonie zdają się być już przesądzone.

Przed derbami faworytem była ekipa trenera Michała Probierza, głównie dlatego, że na własnym stadionie należy do najlepszych w tym sezonie (ma na koncie 9 wygranych meczów, w tym serię sześciu z rzędu), ale poza tym jest aktualnym wiceliderem rozgrywek. Finansowe kłopoty „Białej Gwiazdy” są powszechnie znane, lecz mimo to po przerwie zimowej zespół pod wodzą trenera Artura Skowronka jeszcze nie doznał porażki. Miał przegrać po raz pierwszy właśnie na stadionie Cracovii, tymczasem Jakub Błaszczykowski i spółka sprawili straszliwy zawód licznej jak rzadko kiedy publice (mecz obejrzało ponad 14 tysięcy widzów, wśród nich nie było jednak fanów Wisły, których Cracovia nie wpuściła na zawody) i podtrzymali passę spotkań bez porażki. W pięciu tegorocznych ligowych kolejkach wiślacy zanotowali cztery zwycięstwa i jeden remis.
Po tej porażce trener Probierz już nie bajdurzył o mistrzowskich aspiracjach Cracovii, może dlatego, że nie pytali go już o to nawet najbardziej przychylni ekipie „Pasów” dziennikarze. Nic dziwnego, trudno myśleć o tytule, gdy zespół w w tym roku z pięciu meczów wygrał tylko dwa (1:0 z Arką na wyjeździe i 2:1 z Lechem u siebie), a potem zaliczył serię trzech porażek z rzędu (na wyjazdach z Piastem 0:1 i Legią 1:2 oraz u siebie z Wisłą). A nie jest powiedziane, że na tym ta fatalna passa się skończy, bo w 26. kolejce ekipa Probierza jedzie do Zabrze, gdzie Górnik zdobył 25 z posiadanych w dorobku 30 ligowych punktów.
Probierz nie byłby sobą, gdyby nie szukał jakiejś wymówki. Tym razem swoją porażkę próbował wytłumaczyć większym doświadczeniem piłkarzy Wisły. „Widać było bardzo dużą nerwowość w naszym zespole. Kilku doświadczonych zawodników w Wiśle wniosło więcej spokoju, jeżeli chodzi o rozegranie piłki, w pewnych momentach potrafiła się przy niej dobrze utrzymywać, czego nam zabrakło. Pomijając Michala Peskovicia i Janusza Gola, reszta naszych graczy ma niską średnią wieku, poza tym rywale mieli wićecej graczy z doświadczeniem w walce o mistrzostwo” – wyjaśniał szkoleniowiec Cracovii. Jego tezy szybko zostały jednak zweryfikowane i wyszło na to, że znowu minął się z prawdą. W kadrze „Pasów” nie brakuje zawodników walczących w przeszłości o najwyższe laury: Cornel Rapa to czterokrotny mistrz Rumunii, Michal Siplak jest mistrzem Słowacji, Ivan Fiolić ma na koncie cztery mistrzowskie tytuły w Chorwacji i jeden w Belgii, a Sergiu Hanca zdobył Superpuchar Rumunii, zaś Janusz Gol mistrzostwo Polski, a Peskovic wicemistrzostwo.
W ekipie „Białej Gwiazdy” podobne sukcesy ma na koncie pięciu zawodników. Bije wszystkich oczywiście Jakub Błaszczykowski, który zdobył mistrzostwo Polski z Wisłą oraz dwa mistrzostwa Niemiec z Borussią Dortmund, ale Vukan Savicević ma na koncie dwa mistrzowskie tytuły w Serbii i jeden na Słowacji, natomiast Gieorgij Żukow dwukrotnie wywalczył mistrzostwo Kazachstanu. W tym gronie mieszczą się rzecz jasna także rutyniarze, jak Marcin Wasilewski (lata gry Anderlechcie i Leicester City) czy Maciej Sadlok i Michał Buchalik.
Trener Probierz może się tłumaczyć jak chce, to jego dobre prawo, nie zmieni to jednak oczywistego faktu, że przegrywając trzy mecze z rzędu Cracovia zmarnowała okazję na wywalczenie pierwszego od 72 lat mistrzostwa Polski. Rozpoczynając rundę rewanżową „Pasy” miały minimalna stratę do Legii, teraz dzieli je od stołecznej drużyny 11 punktów. Strata de facto już nie do odrobienia, bo legioniści w tym roku, tak samo jak Wisła Kraków, jeszcze nie przegrali meczu, notując cztery wygrane i jeden remis. Ekipę trenera Aleksandara Vukovicia co prawda czeka teraz seria potyczek z trudnymi przeciwnikami (u siebie z Piastem i Arką, a na wyjazdach z Lechem, Wisłą Kraków i Górnikiem), lecz z pewnością nie są to rywale trudniejsi od Lechii, którą w minioną środę na jej stadionie „Wojskowi” bezdyskusyjnie pokonali 2:0.


Zestaw par 26. kolejki
Piątek: Górnik Zabrze – Cracovia, godz. 20:30. Sobota: Arka Gdynia – Wisła Płock, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk, godz. 17:30; Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław, godz. 20:00. Niedziela: Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin, godz. 12:30; Wisła Kraków – Lech Poznań, godz. 15:00; Legia Warszawa – Piast Gliwice, godz. 17:30. Poniedziałek: Korona Kielce – ŁKS Łódź, godz. 18:00.

Wyniki 25 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 25. kolejki:
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 0:2
Gole: Paweł Wszołek (57), Mateusz Cholewiak (90).
Żółte kartki: Haydary, Mladenović – Wszołek, Jędrzejczyk, Vesović.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 13 055.
Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jakub Błaszczykowski (53 karny), Hebert Silva Santos (90).
Żółte kartki: Siplak, Van Amersfoort, Fiolić, Jablonsky, Gol, Hanca – Basha, Żukow, Sadlok.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 14 154.
Śląsk Wrocław – Korona Kielce 2:1
Gole: Przemysław Płacheta (43), Erik Exposito (84) – Erik Pacinda (64). Żółte kartki: Łabojko – Szymusik, Gnjatić, Pacinda, Żubrowski. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Widzów: 6149.
Lech Poznań – Górnik Zabrze 4:1
Gole: Ramirez (3), Kamil Jóźwiak (54), Christian Gytkjaer (80, 86) – Piotr Krawczyk (35).
Żółte kartki: Crnomarković – Jirka.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 8634.
Pogoń Szczecin – Jagiellonia 1:2
Gole: Paweł Cibicki (54) – Maciej Makuszewski (34), Ariel Borysiuk (69).
Żółte kartki: Stec – Runje, Romanczuk, Mystkowski, Pospisil, Wójcicki, Struski. Czerwona kartka: Triantafyllopoulos (66., Pogoń, za faul taktyczny). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 2895.
Piast Gliwice – Arka Gdynia 1:0
Gol: Piotr Parzyszek (29).
Żółte kartki: Vejinović, Schirtladze (Arka).
Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 3363.
Wisła Płock – Raków Częstochowa 0:2
Gole: Damian Michalski (9 samobójcza), Tomas Petrasek (60).
Żółte kartki: Rzeźniczak, Garcia, Sahiti – Sapała. Czerwona kartka: Igor (78., druga żółta).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 1714.
ŁKS Łódź – Zagłębie Lubin 3:2
Gole: Carlos Moros Gracia (18), Antonio Dominguez (33 karny), Adam Ratajczyk (55) – Carlos Moros Gracia (29 samobójcza), Bartosz Białek (74). Żółte kartki: Ratajczyk, Dąbrowski, Vidmajer – Baszkirow, Kopacz.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 4712.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 25 51 53:24
  2. Cracovia 25 42 33:22
  3. Śląsk 25 42 34:28
  4. Lech 25 41 44:24
  5. Pogoń 25 40 27:23
  6. Piast 25 40 26:24
  7. Lechia 25 37 28:29
  8. Raków 25 35 32:37
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 25 34 34:35
  10. Wisła P. 25 33 30:40
  11. Zagłębie 25 32 37:36
  12. Górnik 25 30 31:34
  13. Wisła K. 25 30 32:37
  14. Arka 25 25 21:35
  15. Korona 25 23 14:30
  16. ŁKS Łódź 25 20 25:43

Legia już odjechała rywalom

W meczu na szczycie Legia Warszawa pokonała u siebie Cracovię 2:1 i umocniła się na prowadzeniu, powiększając przewagę nad drugą w tabeli ekipą „Pasów” do sześciu punktów. Było to już ósme z rzędu zwycięstwo legionistów na swoim stadionie.

W tym sezonie Legia po raz ostatni przegrała na swoim stadionie 28 września, 1:2 z Lechią Gdańsk w ramach 10. kolejki. Potem trener Aleksandar Vuković i jego podopieczni przekształcili obiekt przy Łazienkowskiej w niezdobytą twierdzę i do dzisiaj pozostają w niej niepokonani. Wygrana z Cracovią 2:1 była ósmym z rzędu zwycięstwem legionistów na własnym boisku. Serię zaczęli od pokonania Lecha Poznań 2:1, potem Wisły Kraków 7:0, Górnika Zabrze 5:1, Korony Kielce 4:0, Wisły Płock 3:1, ŁKS Łódź 3:1, Jagiellonii Białystok 4:0.
Przed sobotnią potyczką dwa najlepsze obecnie zespoły w ekstraklasie dzieliła różnica tylko trzech punktów, łączyła zaś przemożna chęć zdobycia mistrzowskiego tytułu. Starcie dwóch najbardziej stabilnych finansowo i organizacyjnie klubów naszej ekstraklasy miało być ostateczną weryfikacją sportowych aspiracji ich właścicieli. Obaj trenerzy, Aleksandar Vuković i Michał Probierz, wystawili do gry po czternastu zawodników, czyli w sumie 28 piłkarzy. W tej gromadce Polacy byli w mniejszości, bo było ich tylko dziewięciu – pięciu w Legii (Radosław Majecki, Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Michał Karbownik i Paweł Wszołek) oraz czterech w Cracovii (Janusz Gol, Michał Helik, Sylwester Lusiusz i Mateusz Wdowiak).
Do przerwy zespół Cracovii niczym 21-tysięczną warszawską publiczność nie zachwycił. Zespół „Pasów”, choć to przecież wicelider tabeli nie kryjący się z mistrzowskimi aspiracjami, zagrała przeciwko Legii równie niemrawo i kunktatorsko jak wcześniej siedem wcześniej tu ogranych przez legionistów zespołów.
Stołeczna drużyna pierwszą bramkę zdobyła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Litwina Arvydasa Novikovasa, które wykorzystał Chorwat Domagoj Antolić. Ten tzw. stały fragment gry podopieczni trenera Vukovicia opanowali znakomicie, bo było to ich już ósme trafienie po takim zagraniu. Równie skuteczna w egzekwowaniu kornerów jest w naszej ekstraklasie jeszcze tylko drużyna Jagiellonii. Jeszcze przed przerwą „Wojskowi” podwyższyli na 2:0 po golu Gruzina Waleriana Gwili, który precyzyjnym strzałem w róg pokonał słowackiego golkipera „Pasów” Michala Peskovica.
Gracze Cracovii musieli w przerwie usłyszeć od trenera Probierza parę mocnych słów, bo po zmianie stron w końcu zaczęli odważniej atakować bramkę Radosława Majeckiego. Poszczęściło im się dość szybko, bo już w 51. minucie sędzia Szymon Marciniak podyktował na ich korzyść „jedenastkę” za zagranie ręką Serba Marko Vesovicza. Na wszelki wypadek poprosił o konsultację VAR, po której decyzję podtrzymał. Rzut karny pewnie wykorzystał Rumun Sergiu Hanca.
Legioniści na chwilę stracili rezon, lecz po kilku minutach odzyskali inicjatywę i już do końca spotkania w pełni kontrolowali sytuacje na boisku. Cracovia przegrała różnicą tylko jednej bramki jedynie dlatego, że w sobotę strzeleckie szczęście opuściło skutecznego w tym roku Gwinejczyka Jose Kante, który we wcześniejszych trzech meczach strzelił cztery gole.
Ta porażka raczej przekreśla definitywnie marzenia ekipy „Pasów” na wywalczenie pierwszego od 1948 roku mistrzostwa Polski. Cracovia traci do Legii już sześć punktów, a w następnej kolejce czeka ją derbowa potyczka z lokalną rywalką, Wisłą, zaś w kolejnych wyjazdy do Zabrza, Szczecina i Gdańska. A na obcych stadionach zespół „Pasów” nie jest już taki mocny jak u siebie.

Wyniki 24. kolejki:
Legia Warszawa – Cracovia 2:1
Gole: Domagoj Antolić (20), Walerian Gwilia (44) – Sergiu Hanca (51 k). Widzów: 21 000.
Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 1:1
Gole: Bogdan Tiru (41) – Jakub Moder (62).
Widzów: 6886.
Raków Częstochowa – Piast Gliwice 2:0
Gole: Daniel Bartl (16), Felicio Brown Forbes (80). Widzów: 2011.
Wisła Kraków – Wisła Płock 2:2
Gole: Lubomir Tupta (10), Jakub Błaszczykowski (50 karny) – Dominik Furman (23), Alan Uryga (90). Widzów: 13 893.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 3:1
Gole: Erik Jirka (20), Igor Angulo (33), Jesus Jimenez (62) – Paweł Cibicki (76).
Widzów: 10 087.
Korona Kielce – Lechia Gdańsk 1:2
Gole: Michal Papadopulos (62) – Flavio Paixao (18), Maciej Gajos (90). Widzów: 4150.
Mecze Arki Gdynia z ŁKS Łódź i Zagłębia Lubin ze Śląskiem Wrocław zakończyły się po zamknięciu wydania.

Wyniki 23 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 23. kolejki:
Legia Warszawa
– Jagiellonia Białystok 4:0

Gole: Marko Vesović (7), José Kanté (30, 57), Tomas Pekhart (90).
Żółte kartki: Puljić, Tiru (Jagiellonia).
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 21 340.
Piast Gliwice – Cracovia 1:0
Gol: Sebastian Milewski (59).
Żółte kartki: Pestka, Rapa, Siplak (Cracovia).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 4176.
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1
Gole: Dino Stiglec (3), Filip Raicević (6) – Israel Puerto (84 samobójcza).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8196.
ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: Dominguez, Grzesik, M.Dąbrowski – Triantafyllopoulos.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 5150.
Wisła Płock – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Torgil Gjertsen (75) – Damjan Bohar (70).
Żółte kartki: Merebaszwili – Czerwiński.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2127.
Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2
Gole: Mateusz Młyński (72), Marko Vejinović (88), Nemanja Mihajlović (90) – Miłosz Szczepański (4), Tomas Petrasek (39).
Żółte kartki: Nalepa, Kopczyński, Maghoma (Arka).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4367.
Wisła Kraków – Korona Kielce 2:0
Gole: Aleksander Buksa (5), Jakub Błaszczykowski (63).
Żółte kartki: Niepsuj, Savicević, Basha – Radin, Żubrowski, Spychała, Kiełb. Czerwona kartka: Spychała (85., Korona, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 17 354.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dusan Kuciak (81 samobójcza), Filip Marchwiński (89).
Żółte kartki: Rogne, Muhar, Marchwiński – Fila, Maloca, Zwoliński. Czerwona kartka: Fila (51., za drugą żółtą).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 12 693.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 23 45 49:23
  2. Cracovia 23 42 32:18
  3. Pogoń 23 40 25:18
  4. Śląsk 23 39 31:24
  5. Lech 23 37 39:22
  6. Piast 23 37 25:22
  7. Lechia 23 34 26:26
  8. Wisła P. 23 32 28:36
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 23 30 31:33
  10. Zagłębie 23 29 32:32
  11. Raków 23 29 28:37
  12. Górnik 23 27 27:29
  13. Wisła K. 23 26 28:35
  14. Arka 23 24 20:33
  15. Korona 23 23 12:26
  16. ŁKS Łódź 23 16 21:40

Ekstraklasa w ogniu

Legia coraz wyraźniej zaczyna dominować w ekstraklasie. Stołeczny zespół po wygranej 4:0 z Jagiellonią odskoczył drugiej w tabeli Cracovii na trzy punkty, a trzeciej Pogoni już na pięć. Także pod względem frekwencji jest zdecydowanym liderem ze średnią po 23 kolejkach 20 862 widzów. Na innych stadionach jest zdecydowanie gorzej, bywa też, jak ostatnio w Poznaniu, także niebezpiecznie.

Liczby obrazujące średnią frekwencję na stadionach PKO Ekstraklasy nie odzwierciedlają miejsc w tabeli zajmowanych przez poszczególne kluby, oprócz rzecz jasna Legii. Druga w tabeli Cracovia ma już jednak średnią poniżej bariery 10 tysięcy widzów (8618), a ten wynik daje jej w lidze dopiero ósmą lokatę. Jeszcze słabiej wypada Pogoń, na której spotkania w Szczecinie przychodzi średnio 3772 kibiców, co daje „Portowcom” przedostatnie miejsce w stawce szesnastu zespołów. Gorzej wypada jedynie frekwencja występującej gościnnie na stadionie w Bełchatowie ekipy Rakowa Częstochowa (3068 widzów). Inna sprawa, że w Szczecinie trwa akurat przebudowa stadionu i z tego powodu na obiekcie czynny jest jedynie fragment trybun. Podobne ograniczenia mają miejsce na także modernizowanym stadionie ŁKS Łódź, ale mimo tego łódzki klub pod względem średniej frekwencji (5217) zajmuje 11. lokatę, wyższą nie tylko od Pogoni i Rakowa, lecz także Zagłębia Lubin (4143), broniącego mistrzowskiego tytułu Piasta Gliwice (4505) i zajmującej ósme miejsce w tabeli Wisły Płock (4756).
Gdyby średnia widzów, a nie wyniki meczów miała decydować o miejscu w tabeli, w grupie spadkowej oprócz wymienionych klubów znalazłyby się jeszcze Korona Kielce (5365) i Arka Gdynia (7309). Zaś grupę mistrzowską utworzyłyby Legia (20 862), Wisła Kraków (15 584), Lech Poznań (15 408), Śląsk Wrocław (15 325), Górnik Zabrze (13 829), Lechia Gdańsk (10 506), Jagiellonia (9596) i Cracovia (8618).
Kibice to nieujarzmiony żywioł
Fani potrafią jednak komplikować życie klubowym władzom. W 23. kolejce do skandalicznych ekscesów doszło na stadionie w Poznaniu, gdzie grupa kibiców Lechii obrzuciła racami sektor trybun zajmowany przez sympatyków zespołu Lecha. Policja zatrzymała po tym zajściu sześć osób, ale tylko jednej z nich mają zostać postawione zarzuty. Bezmyślni w swoim zachowaniu przybysze z Gdańska doprowadzili pirotechnicznymi wygłupami do zranienia 17-letniej dziewczyny oraz przerwania meczu na kilkanaście minut. „Wylegitymowaliśmy ponad pięciuset kibiców z Gdańska. Zatrzymanych zostało łącznie sześć osób, spośród których pięć zostało już zwolnionych, zaś jedna usłyszy zarzut zniszczenia zabezpieczeń bramy. Prowadzimy działania w celu identyfikacji pozostałych kibiców, którzy złamali prawo na tym meczu” – poinformował rzecznik prasowy wielkopolskiej komendy policji Andrzej Borowiak.
Oba kluby potępiły sprawców tej bezsensownej stadionowej „zadymy”. Każdego rozsądnie myślącego człowieka z pewnością zaszokują banalne powody, przez które doszło do zamieszek. Zaczęło się od tego, że służby porządkowe poznańskiego stadionu nie zgodziły się na wniesienie na obiekt przez kibiców Lechii elementów tzw. oprawy meczowej, czyli flag, banerów itp. akcesoriów. Gdańszczanie zdeponowali je jednak w niezbyt uważnie strzeżonym pomieszczeniu, co wykorzystali kibole ekipy gospodarzy i je wykradli, a następnie tuż po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania ostentacyjnie spalili na zajmowanej przez siebie części trybun. W świecie kibolskich porachunków taka zniewaga jest niewybaczalna, stąd wzięła się natychmiastowa pirotechniczna odpowiedź szalikowców Lechii. Dlaczego jednak zaatakowali sektor zajmowany przez normalnych kibiców? No i jakim sposobem przemycili na stadion taką ilość rac i flar?
Oba kluby czekają surowe konsekwencje. Wojewoda wielkopolski może zamknąć cały stadion stadion lub część trybun, może to zrobić też Komisja Ligi, ale nawet jeśli uda się Lechowi uniknąć tej dotkliwej sankcji, bo skutkującej utratą znacznych wpływów ze sprzedaży biletów, to tak czy owak dostanie solidnie po kieszeni. Podobnie zresztą jak Lechia, bo za ekscesy kibiców w naszym kraju wciąż karze się nie ich sprawców, tylko kluby.
Lech wyprzedzając decyzję władz nadrzędnych nałożył dwuletni zakaz wstępu na swój stadion dla zorganizowanych grup kibiców Lechii, a także zapowiedział, że w trzech najbliższych spotkaniach ligowych nie wpuści kibiców zespołów przyjezdnych, ale te decyzje raczej nie wpłyną na złagodzenie wyroku.
Wisła pogrążyła Koronę
Dzielnie poczyna sobie krakowska Wisła, skazywana po jesiennej części rozgrywek na degradację. Ekipa „Białej Gwiazdy” w 23. kolejce pokonała na własnym stadionie Koronę Kielce 2:0 i było to jej trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, co oznacza, że w tym roku wiślacy są jak na razie niepokonani. Wcześniej wygrali u siebie z Jagiellonią 3:0 i na wyjeździe z Zagłębiem 1:0. Dziewięć punktów i bilans bramkowy 5:0 pozwoliły krakowskiej drużynie wydobyć się ze strefy spadkowej, do której po niedzielnej porażce wpadła natomiast Korona. Kieleckiemu klubowi nie wróży to najlepiej na przyszłość, bo ten zespół nie dysponuje praktycznie „siłą ognia”, bo w 23 spotkaniach zdobył ledwie 12 bramek. W XXI wieku gorszego dorobku w ekstraklasie na tym etapie rozgrywek nie miał jeszcze żaden inny zespół. Dość powiedzieć, że jeden Jarosław Niezgoda, lider klasyfikacji strzelców, który w przerwie zimowej wyjechał za ocean do MLS, sam ma na koncie więcej goli od wszystkich graczy Korony (14). Tyle samo ligowych trafień co kielczanie (12) ma z kolei duński snajper Lecha Poznań Christian Gytkjaer, a tylko jedno mniej Jesus Imaz z Jagiellonii, Damjan Bohar z Zagłębia i Jorge Felix z Piasta. Po 10 goli na koncie mają Igor Angulo z Górnika Zabrze i Jose Kante z Legii.
Jeszcze wyraźniej strzelecką niemoc graczy Korony widać przy porównaniu ich obecnych dokonań z najmniej skutecznymi zespołami na tym etapie rywalizacji w poprzednich sezonach. Przed rokiem outsiderem pod tym względem była Cracovia, ale miała w dorobku 25 trafień. Dwa lata temu najsłabsza była ekipa Bruk-Betu Nieciecza z 23 golami na koncie, trzy lata temu na spółkę Górnik Łęczna, Piast i Śląsk (po 22 bramki). W ostatnich dwóch dekadach tak słabej w ofensywie ekipy jak jest teraz Korona, nie było. A bez goli obronić się przed spadkiem raczej się nie da.

Probierz bezczelności

W 22. kolejce ekstraklasy aż trzy mecze zakończyły się bezbramkowymi remisami, a w sumie strzelono tylko 11 goli, do tego zmarnowano cztery rzuty karne. I w takim kiepskim momencie z szeregu tych futbolowych partaczy z pretensjami pod adresem mediów wyrwał się trener Cracovii Michał Probierz.

Trener Cracovii nie po raz pierwszy zaskakuje swoimi pretensjami. Tym razem wyraził je na antenie największego sponsora polskiej ekstraklasy piłkarskiej, stacji Canal+ Sport, w programie „Liga+ Extra”. Probierz miał dziennikarzom stacji za złe, że jako ilustrację do wydarzeń z 22. kolejki pokazała kompilację z nieudanych zagrań piłkarzy PKO Ekstraklasy z poprzedniej serii gier. Dla jasności, w 21. kolejce strzelono 22 gole i tylko jedno spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Skoro z niej zebrano taki bogaty zbiór futbolowych kiksów, to strach pomyśleć jaki materiał będzie można skomponować z nieudanych zagrań w 22. kolejce. Cztery zmarnowane rzuty karne nie były jedynymi elementami tego niestrawnego futbolowego zakalca. Tymczasem szkoleniowiec „Pasów”wyskoczył do dziennikarzy z takim tekstem: „Nie podoba mi się, że państwa stacja regularnie pokazuje takie rzeczy i naśmiewa się z piłkarzy. Nikogo w ten sposób nie zachęcamy, żeby przyszedł na stadion. Nie lepiej pokazywać tylko piękne akcje, a kiksy przemilczeć? Ludzie i tak kiksy zobaczą na stadionie”.
No pięknie. Probierz na kompilacje zagrań obnażające słabość piłkarzy grających w PKO Ekstraklasie narzekał już w piątek na konferencji prasowej po meczu Cracovii z Lechem. I na swoim laptopie pokazywał zmontowany filmik z kiksami zawodników z najsilniejszych lig europejskich. „Błędy zdarzają się najlepszym, nie tylko graczom rywalizującym na polskich boiskach” – pouczał zdumionych tą hucpą żurnalistów. Nie bardzo wiadomo na jakiej podstawie Probierz pozwala sobie na tego rodzaju pyskówki. Jako trener nie ma aż takich znaczących dokonań (tylko Puchar i Superpuchar Polski z Jagiellonią). Od 2017 roku pracuje w Cracovii, gdzie trzeba przyznać, wywalczył sobie pozycję o jakiej inni trenerzy w ekstraklasie mogą tylko marzyć, bo dochrapał także stanowiska wiceprezesa klubu. Może dzięki temu w istotny sposób wpływać na politykę transferową klubu, ale trudno go chwalić za dokonania na tym polu.
Cracovia pod rządami Probierza jest dzisiaj polskim klubem jedynie z nazwy. W spotkaniu z Lechem, wygranym zresztą 2:1 po problematycznym rzucie karnym, w zespole „Pasów” wystąpiło 14 zawodników, w tym aż dziewięciu obcokrajowców. Żeby dopełnić obraz sytuacji – w liczącej 20 graczy kadrze meczowej Polaków było tylko pięciu. To istotna zmiana w klubie, który kiedyś odważnie stawiał na wychowanków, a swoją kadrę opierał głównie na rodzimych zawodnikach.
Póki co forsowana w Cracovii przez Probierza strategia personalna się jednak sprawdza, bo zespół „Pasów” po 22. kolejkach jest wiceliderem rozgrywek z taką samą liczbą punktów na koncie co prowadząca Legia Warszawa. Ale to drużyna mocna tylko na swoim boisku – wygrana z Lechem była szóstą z rzędu u siebie (bilans: 9 zwycięstw, 1 remis, 2 porażki). Na wyjazdach gra już jednak znacznie gorzej (4 wygrane, 2 remisy i 4 porażki), a przed cudzoziemską zbieraniną Probierza dwa trudne wyprawy poza Kraków – najpierw do Gliwic, potem do Warszawy, a 3 marca u siebie derby z Wisłą. Po tych spotkaniach dopiero się okaże, ile „Pasy” są warte, a także ich wiecznie naburmuszony trener.