Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lechia daleko od Lecha

Fot. W meczu na szczycie ekstraklasy Lechia Gdańsk pokonała Jagiellonię Białystok 3:2

 

 

W 16. kolejce były trzy hity. Lechia pokonała wicelidera Jagiellonię 3:2 i umocniła się na prowadzeniu. Porażkę białostocczan wykorzystała Legia, która wywiozła z Lubina komplet punktów i awansowała na drugą pozycję. A w Poznaniu rządy w Lechu objął Adam Nawałka.

 

Były selekcjoner reprezentacji Polski zaraz na przywitanie zaznaczył, że „to nie jest ten czas i ten dzień, żeby mówić o zdobywaniu trofeów”. Ożeż ty orzeszku – chciałoby się rzec. Jeśli nie teraz, na 21 kolejek przed końcem sezonu, gdy do zdobycia są jeszcze 63 punkty, no to kiedy? Nawałka może teraz mówić, co mu ślina na język przyniesie, bo od właścicieli Lecha, kibiców tej drużyny oraz dziennikarzy były selekcjoner naszej reprezentacji dostał ogromny kredyt zaufania. Niemal tak samo duży, jak zakres przyznanej mu w klubie władzy.

„Praca w reprezentacji ma zupełnie inny profil. Mało jest czasu na pracę organiczną. Chcemy rozwijać piłkarzy i skupić się też na rozwoju zawodników z klubowej akademii. Na dzisiejszy trening zaprosiłem pięciu młodych zawodników, żeby wzięli udział w zajęciach teoretycznych i treningu. Chcę się im przyjrzeć, bo zawsze dla mnie wyzwaniem było wprowadzenie młodych zawodników do drużyny i tutaj chcę ten kierunek kontynuować” – przekonywał Nawałka, który został dokooptowany do składu tzw. komitetu transferowego, na dodatek z prawem weta. „Jeśli jakiś piłkarz mu sie nie spodoba, to nie zostanie sprawdzony” – zapewniał dyrektor sportowy Lech Tomasz Rząsa.

Przybyłych na prezentacje nowego trenera „Kolejorza” dziennikarzy bardziej jednak interesowała kwestia, czy Nawałce postawiono za cel walkę o mistrzostwo Polski już w tym sezonie. „To nie jest odpowiedni czas, żeby mówić o trofeach. Chcemy się skupić na najbliższym meczu. Taka będzie nasza strategia. Pamiętamy jednak, że Lech zawsze gra o trofea i z tym nie dyskutujemy” – odpowiedział nowy szkoleniowiec lechitów.

 

W Poznaniu chcą sukcesu od zaraz

Problem w tym, że wszyscy oczekują, że pod wodza Nawałki lechici od razu zaczną zmiatać rywali z boiska. Pierwsi z potęga trenerskiego geniuszu byłego selekcjonera zmierzą się piłkarze Cracovii, którzy podejmą drużynę Lecha na własnym stadionie 2 grudnia. Poznaniacy będą już wtedy znać wyniki spotkań Lechii (zagra 30 listopada na wyjeździe ze Śląskiem) i wicelidera Legii Warszawa (podejmie 1 grudnia Koronę Kielce) oraz trzeciej w tabeli Jagiellonii, która także 30 listopada zmierzy się u siebie z Arką Gdynia. I tak naprawdę to wynik tego spotkania będzie chyba Nawałkę najbardziej interesował, bowiem gdynianie otwierają tabelę grupy spadkowej, a Lech jest w ogonie grupy mistrzowskiej, ale dzieli ich różnica zaledwie jednego punktu. Możliwy jest zatem scenariusz, że w razie niekorzystnego wyniku z Cracovią i wygranej Arki w Białymstoku były selekcjoner zacznie swoja ponowną przygodę z ekstraklasą od zjazdu do grupy spadkowej. Byłby to potężny cios wizerunkowy, więc co by Nawałka nie mówił, już od początku będzie poddany potężnej presji. W Poznaniu nikt nie będzie chciał czekać na sukcesy.

Ostatnio w mediach głośno było o planach powrotu Jakuba Błaszczykowskiego do Wisły Kraków, z której w 2007 roku wykupiła go Borussia Dortmund. Dla 105-krotnego reprezentanta Polski byłaby to szansa na regularną grę i być może odbudowanie podupadłej w VfL Wolfsburg kariery. Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo „Biała Gwiazda” w ostatnich tygodniach stoczyła się na skraj przepaści i klubowi grozi nawet upadek. Powrót Błaszczykowskiego byłby z pewnością wielkim wydarzeniem nie tylko dla Wisły, ale też całej ekstraklasy. Rzecz w tym, że w tej chwili chyba nikt na Reymonta 22 w Krakowie nie ma pojęcia, co się stanie z wiślakami w przyszłym roku. Działacze szukają rozpaczliwie chętnego na wykupienie klubu, ale nie jest to łatwe ze względu na ciążące na nim długi.

 

Wiśle grozi upadek na dno

W kasie brakuje ośmiu milionów złotych żeby dokończyć obecny sezon, a piłkarze już od trzech miesięcy nie otrzymują wynagrodzeń, co daje im prawo do składania wniosków o rozwiązanie kontraktów z winy klubu. Na razie tego nie robią, bo jak twierdzi na łamach katowickiego „Sportu” świetnie zorientowany w wiślackich realiach Mateusz Miga, zawodnicy zawarli porozumienie, że będą do dyspozycji trenera Macieja Stolarczyka we wszystkich meczach jakie zostały Wiśle do rozegrania w tym roku. Wiadomo jednak, że rozglądają się już jednak za innymi pracodawcami. Jeśli nic się nie zmieni, jest przesądzone, że Wiusła nie otrzyma licencji na przyszły sezon i będzie musiała wycofać się z rozgrywek i wyląduje w IV lidze.

Możliwość ściągnięcia Błaszczykowskiego do Wisły już w przerwie zimowej to niezły argument w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami akcji krakowskiego klubu. Ten piłkarz mimo gorszego okresu w karierze wciąż może wnieść wielki potencjał sportowy i marketingowy. Błaszczykowski ma co prawda kontrakt z VfL Wolfsburg ważny do czerwca 2019 roku, ale jego transferowa wartość szacowana jest przez branżowy niemiecki portal „Transfermarkt” ledwie na milion euro. Niemiecki klub musi wydawać więcej na roczne wynagrodzenie dla Błaszczykowskiego, więc z pewnością chętnie zgodziłby się na jego odejście nawet bez kwoty odstępnego, ale też bez konieczności płacenia mu jakiegokolwiek wynagrodzenia.

W piłkarskim biznesie nikt nie kieruje się sentymentami, Błaszczykowski także, więc mimo deklarowanego przywiązania do Wisły może wybrać finansowo korzystniejszą dla siebie opcję.

 

Przecena Adama Nawałki

W tym samym czasie w którym selekcjoner Jerzy Brzęczek szykował w Gdańsku reprezentację do czwartkowego meczu towarzyskiego z Czechami, w Poznaniu jego poprzednik, Adam Nawałka, stawiał działaczom Lecha warunki kontraktu. Mało kto dawał obu trenerom szanse na sukces, a zwłaszcza Nawałce, którego finansowe wymagania obrastają już w legendę.

 

Po niepowodzeniu biało-czerwonych na mundialu w Rosji Adam Nawałka stracił lukratywną posadę u najbogatszego pracodawcy w polskim futbolu, jakim jest PZPN. Na ostatnim zjeździe szefowie związku pochwalili się budżetem przekraczającym 230 milionów złotych, co jest kwotą nieosiągalną dla żadnego polskiego klubu, z Legią Warszawa włącznie. A właśnie stołeczny klub, konkretnie zaś jego właściciel Dariusz Mioduski, jako pierwszy złożył ofertę pracy zdymisjonowanemu selekcjonerowi reprezentacji. Jak wiadomo negocjacje zakończyły się fiaskiem, a o powodach żadna ze stron nie chciała oficjalnie rozmawiać. Potem pojawiła się plotka, że zatrudnienie Nawałki rozpatrują władze Zagłębia Lubin. Niewykluczone, że po kryjomu odbyły się nawet jakieś rozmowy w tej sprawie. Widać jednak, że nawet dla sponsorowanego przez miedziowy koncern klubu były selekcjoner okazał się zbyt drogi, choć jeśli wierzyć plotkom, Nawałka w porównaniu z wcześniejszymi żądaniami wobec Legii, w negocjacjach z Zagłębiem Lubin mocno „zjechał z ceny”.

Całkiem możliwe, że właśnie ta plotka skłoniła działaczy Lecha Poznań do złożenia oferty Nawałce. W mediach od razu jednak zaczęły pojawiać się „przecieki” o kulisach prowadzonych negocjacji. Można było się z nich dowiedzieć, że były selekcjoner reprezentacji Polski zażyczył sobie miesięcznej pensji w wysokości 150 tys. złotych, czyli niewiele mniejszej niż wypłacał mu PZPN, a do tego dodatkowych wysokich premii za ewentualne sukcesy. To jednak nie koniec jego żądań. Nawałka chce mieć wokół siebie grupę zaufanych współpracowników, konkretnie złożoną z ośmiu osób, w większości pracujących z nim wcześniej przy reprezentacji Polski. Poza asystentami Bogdanem Zającem i Jarosławem Tkoczem są to jeszcze trener przygotowania fizycznego Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta Bartłomiej Spałek, trener Gerard Juszczak, analityk Dawid Zajączkowski, terapeuta Stanisław Gadziński i psycholog Paweł Frelik. Oczywiście każdy z nich ma zarabiać godnie, co dla Nawałki oznacza pensje powyżej 30 tys. miesięcznie.

Tak więc jak szybko podliczyli znani z niechęci do rozrzutności poznaniacy, Nawałka i jego ferajna kosztowaliby ich rocznie ponad pięć milionów złotych. No i rozmowy utknęły w martwym punkcie, a w mediach zaraz pojawiły się nazwiska innych trenerów.

Decyzja w sprawie ewentualnego zatrudnienia w Lechu byłego selekcjonera ma ponoć zapaść „na dniach”. Wynik meczu z Czechami (zakończył się po zamknięciu wydania) raczej na nią nie wpłynie. Zabawne jest jednak to, że obojętnie jaki padnie i tak spowoduje „przecenę Nawałki” do jego realnej obecnie wartości.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Lotto Ekstraklasa: Pustki na trybunach

W przedostatniej kolejce rundy jesiennej tylko frekwencja na meczu Legii z Górnikiem przekroczyła barierę 10 tysięcy widzów. Na pozostałych siedmiu stadionach na trybunach były pustki, co potwierdza średnia 6300 widzów na mecz.

 

Potyczka Legii z Górnikiem przyciągnęła na stadion przy Łazienkowskiej 17 862 kibiców. Hitem wieczoru, oprócz rzecz jasna wysokiego zwycięstwa legionistów (4:0) był wielce patriotyczny pokaz pirotechniczny. Niestety, kłopotliwy dla organizatorów meczu, bo chociaż odpalone race wydzielały tylko biało-czerwony dym, to jednak w ilościach odbierających widoczność i sędzia musiał przerwać spotkanie.

Na innych stadionach Lotto Ekstraklasy trybuny świeciły pustkami. We Wrocławiu na obiekcie mogącym pomieścić 42 tysiące widzów zasiadło ich ledwie 6364. Ale może to i lepiej, bo Śląsk zaliczył kompromitującą wpadkę w meczu z Wisłą Płock, przegrywając 0:3 mimo tego, że większość spotkania grał z przewaga jednego zawodnika. Za karę zarząd klubu ukarał piłkarzy finansowo, a za odebrane im pieniądze obiecał kibicom dofinansowanie do biletów na kolejny mecz. O dziwo, zawodnicy karę przyjęli bez szemrania.

Tylko dwa tysiące osób więcej (8060) wpadło w niedzielę na stadion w Poznaniu, żeby zobaczyć porażkę Lecha z liderem ekstraklasy Lechią Gdańsk (0:1). Ta porażka zakończyła trenerską karierę w „Kolejorzu” Ivana Djurdjevicia. Zasłużony dla poznańskiego klubu serbski piłkarz miał być w nim odpowiednikiem Zinedine’a Zidane’a w Realu Madryt, ale okazał się szkoleniowcem mało utalentowanym.

W Gdyni na mecz Arki z Pogoni Szczecin pofatygowało się niewiele ponad siedem tysięcy fanów (7057). Czasu nie zmarnowali, bo zobaczyli pięć bramek i emocjonujące widowisko, chociaż stojące, co jest normą w naszej ekstraklasie, na marnym sportowo poziomie. Na taką frekwencję nie mogą jedna liczyć notujący w tym sezonie bardzo dobre wyniki piłkarze Piasta Gliwice. Ich wygraną w spotkaniu z Wisłą Kraków (2:0) obejrzało ledwie 4 100 widzów, a stadion może pomieścić ich ponad 10 tysięcy. Podobnie liczną widownię odnotowano na obiekcie Cracovii w meczu z Miedzią Legnica (4238), zakończonym bezbramkowym remisem. Z najmniejszym zainteresowaniem w 14. kolejce spotkały się potyczki Zagłębia Sosnowiec z Jagiellonią Białystok (3112) i Zagłębia Lubin z Koroną Kielce (3063).

Wracając jeszcze do dymisji trenera Djordjevicia wypada odnotować, że Lech Poznań jest piątym klubem ekstraklasy dokonującym w tym sezonie zmiany szkoleniowca. Wcześniej na ten krok zdecydowały się Legia Warszawa, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec i Zagłębie Lubin. Według obecnego stanu trenerem z najdłuższym stażem pracy w jednym klubie, w ekstraklasie jest Marcin Brosz z Górnika Zabrze.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27

Legia pod nadzorem

Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN objęła nadzorem finansowym Legię Warszawa, najbogatszy klub naszej ekstraklasy. Powód? „Istotne odchylenia względem złożonej we wniosku licencyjnym prognozy finansowej”.

 

Budżet Legii od kilku lat jest księgową zagadką, bo z roku na rok rośnie, chociaż na arenie międzynarodowej „Wojskowi” już drugi sezon z rzędu nie zarabiają takich pieniędzy, jak zarobili za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów w edycji 2015-2016. A już w tym roku legioniści zawiedli właściciela klubu Dariusz Mioduskiego szczególnie, bo nie załapali się nawet do Ligi Europy.

Ale w prognozach finansowych do wniosku licencyjnego w budżecie uwzględniono potencjalne wpływy z zakładanego optymistycznie występu w europejskich pucharach, więc po klęsce w owym budżecie zrobiła się potężna dziura. Właściciel klubu dyskretnie rozpuścił w mediach, że będzie musiał z własnej kieszeni dołożyć najmarniej z 20 milionów złotych. Jeśli liczył na jakieś współczucie, to się przeliczył, bo nikt nie użala się na milionerami, którym nie idzie w interesach.

A jemu w Legii idzie jak po grudzie. Przypomnijmy, w tym sezonie legioniści nie tylko nie zakwalifikowali się do Ligi Mistrzów, przegrywając ze słowackim Spartakiem Trnawa, lecz także do Ligi Europy, choć za przeciwnika mieli luksemburski Dudelange. Komisja ukarała też niewielkimi grzywnami Wisłę Płock, Zagłębie Sosnowiec i Lechię Gdańsk. Kluby na odwołanie od tych kar mają pięć dni.

 

Zestaw par 14. kolejki:

Piątek: Arka Gdynia – Pogoń Szczecin, godz. 18:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 20:30.
Sobota: Cracovia – Miedź Legnica, godz. 15:30; Śląsk Wrocław – Wisła Płock, godz. 18:00; Legia – Górnik Zabrze, godz. 20:30.
Niedziela: Lech Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 18:00; Zagłębie Lubin – Korona Kielce, godz. 15:30..
Poniedziałek: Zagłębie Sosnowiec – Jagiellonia Białystok, godz. 18:00.

Wyniki 12. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lotto Ekstraklasa

 

Wyniki 12. kolejki:

 

Jagiellonia – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Przemysław Frankowski (48), Ivan Runje (80) – Zvonimir Kożulj (64). Żółte kartki: Poletanović, Machaj – Kowalczyk, Guarrotxena, Tomás Podstawski, Benedyczak. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 7622.

 

Piast Gliwice – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Aleksandar Sedlar (29 karny) – Lukas Haraslín (85). Żółte kartki: Hateley – Augustyn, Joao Nunes, Flavio Paixao. Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 3853.

 

Legia Warszawa – Wisła Kraków 3:3
Gole: Dominik Nagy (2), Carlitos (23 i 90) – Jesus Imaz (57 i 62), Martin Kostal (58). Żółte kartki: Hlousek, Szymański, Kante, Kulenović – Wasilewski, Sadlok, Pietrzak, Bartkowski. Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 22 000.

 

Lech Poznań – Korona Kielce 2:1
Gole: Christian Gytkjaer (25, 73) – Elia Soriano (82). Sędziował: Tomasz Musiał. Widzów: 9487.

 

Zagłębie Lubin – Wisła Płock 3:3
Gole: Damjan Bohar (32), Filip Starzyński (80 karny), Bartłomiej Pawłowski (89) – Ricardinho (23), Jakub Łukowski (45 i 59). Żółte kartki: Starzyński, Dąbrowski – Dźwigała, Warcholak. Czerwona kartka: Maciej Dąbrowski (90., Zagłębie, za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 3122.

 

Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 3:1
Gole: Szymon Pawłowski (12 i 41), Fran Cruz (62 samobójcza) – Petteri Forsell (3 karny). Żółte kartki: Banasiak, Alexandre Cristovao, Udovicić – Bożić, Zieliński. Sędziował: Zbigniew Dobrynin. Widzów: 2644.

 

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2
Gole: Marcin Robak (45 karny) – Mateusz Młyński (39), Maciej Jankowski (48). Żółte kartki: Augusto, Broź, Pich – Młyński. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 9195.

 

Cracovia – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Airam Cabrera (62), Javi Hernandez (63). Żółte kartki: Zenjow, Hernandez, Siplak, Datković, Piszczek – Michalski, Zapolnik, Bochniewicz. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 4078.

 

Grupa mistrzowska

1. Jagiellonia     12   23   19:14
2. Lechia            12   22   21:14
3. Legia              12   22   19:15
4. Wisła K.         12   21   23:13
5. Piast               12   21   18:16
6. Lech               12   20   19:15
7. Korona           12   19   16:14
8. Arka               12   17   14:12

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.    12   17    20:20
10. Pogoń          12   13   14:15
11. Śląsk             12   12   17:17
12. Miedź          12   12   16:23
13. Wisła P.       12    11   17:23
14. Zagłębie S.  12    10   18:25
15. Cracovia      12   10   10:17
16. Górnik         12     9    11:19

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.