W Legii liczy się Kapustka

W 18. kolejce dwa zespoły z Wisłą w nazwie przyczyniły się do zmiany na pozycji lidera ekstraklasy. Krakowska Wisła pokonała Pogoń 2:1, a płocka pozwoliła Legii na trening strzelecki i przegrała z nią 2:5, dzięki czemu warszawianie wrócili na pierwsze miejsce. Kiepskie serie przerwały zespoły Rakowa i Lecha, a Warta zakończyła długi marsz Piasta bez porażek.

Jednym z najważniejszych aktorów meczu Legii z Wisłą Płock był Bartosz Kapustka. 24-letni pomocnik trafił do stołecznego klubu 13 sierpnia ubiegłego roku po trzech sezonach poniewierki w angielskim Leicester City, która mocno wyhamowała jego świetnie zapowiadającą się po udanych występach w Euro 2016 karierę. W Leicester Kapustka nie przebił się do podstawowego składu, więc najpierw grał w zespole młodzieżowym, potem wypożyczono go do niemieckiego Freiburga, a potem do drugoligowego belgijskiego Oud-Heverlee Leuven. Dopiero w tym klubie zaczął więcej grać, ale gdy powoli zaczął wracać do dawnej formy, dzięki czemu stał się podstawowym graczem młodzieżowej reprezentacji Polski prowadzonej przez trenera Czesława Michniewicza, doznał poważnej kontuzji. Wtedy wielu futbolowych ekspertów postawiło na tym piłkarzu krzyżyk i jego nazwisko pojawiało się już tylko jako przykład zmarnowanej kariery przez przedwczesny lub nieprzemyślany transfer do zachodniego klubu.
Dlatego pojawienie się Kapustki w Legii uznano na początku jako kolejny transferowy bubel stołecznego klubu. Piłkarz miał jednak farta, bo niedługo po transferze właściciel Legii Dariusz Mioduski zwolnił trenera Aleksandara Vukovicia i zatrudnił Czesława Michniewicza. A ten szkoleniowiec akurat miał patent na Kapustkę i wiedział jak wykorzystać jego piłkarski potencjał na boisku. Zamiast powielać taktyczne pomysły Adama Nawałki, który w reprezentacji Polski przestawił Kapustkę na skrzydło pomocy, Michniewicz konsekwentnie wystawiał go w środku w roli rozgrywającego. Nawiasem mówiąc na tej pozycji grał też w drużynach młodzieżowych i tak naprawdę dopiero w trakcie i po Euro 2016 został przypisany na stałe jako skrzydłowy. To było jednak dla tego chłopaka przekleństwo, bo na tej pozycji nie sprostał oczekiwaniom nie tylko w Premier League, ale też Bundeslidze.
Michniewicz postawił na swoim i chociaż w kadrze Legii graczy na środek pomocy nie brakowało (Domagoj Antolić, Andre Martins, Walerian Gwilia, Bartosz Ślisz), to na tej pozycji właśnie Kapustka był przez niego regularnie wystawiany do gry. I w końcu zaczął spłacać trenerowi kredyt zaufania. Już w kilku wcześniejszych meczach zagrał bardzo dobrze, choćby przeciwko Lechowi Poznań. Ale w minioną sobotę w starciu z „Nafciarzami” wraz Luquinhasem grał pierwsze skrzypce w zespole Legii.
Olbrzymim atutem Kapustki jest jego wytrzymałość – w spotkaniu z płocczanami przebiegł ponad 10 km, wykonał 24 sprinty i aż 54 szybkie biegi. We wspomnianym meczu z Lechem przebiegł 12 km. Jeszcze więcej zanotował w spotkaniu z Piastem Gliwice, gdy pokonał 12,3 km. I choć są w naszej ekstraklasie od niego pod tym względem lepsi, potrafiący w meczu zaliczyć ponad 13 km, to mozna ich policzyć na palcach. A Kapustka ma jeszcze ten walor, że potrafi jeszcze biegać bardzo szybko – do niego należy rekord sezonu ustanowiony w spotkaniu z Cracovią, gdy zmierzono mu sprint z prędkością 34,77 km/h.
Trudno też zakwestionować jego umiejętności piłkarskie. Niewielu jest w naszej lidze zawodników tak często i chętnie jak on decydujących się na dryblingi. W meczu z Piastem miał takich indywidualnych akcji osiem, z czego pięć udanych. Piłkarz potrafiący okiwać rywali to w każdej drużynie czysty skarb, bo daje przewagę zarówno w grze kombinacyjnej, jak i w szybkich kontratakach. Michniewicz docenia te walory Kapustki i twardo stawia go nie tylko w roli podstawowego zawodnika swojej drużyny, ale również jej lidera i coraz głośniej poleca swojego ulubieńca nowemu selekcjonerowi reprezentacji Polski Paulo Sousie.
Z tym może być jednak problem, bo akurat w środku pomocy portugalski szkoleniowiec ma spory wybór (Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Karol Linetty, Jakub Moder, Sebastian Szymański i odradzający się w lidze greckiej Damian Szymański), a deficyt ma akurat na skrzydłach. Właśnie na naszych oczach wypada z kadry kolejny kluczowy gracz na tej pozycji, Kamil Grosicki, który definitywnie stracił miejsce w zespole West Bromwich Albion, ale z powodu swoich wygórowanych oczekiwań finansowych nie może znaleźć nowego pracodawcy. Jeśli wierzyć ostatnim rewelacjom w tej sprawie, to szefowie angielskiego klubu są ponoć skłonni zapłacić „Grosikowi” wszystkie pieniądze jakie należą mu się do końca wygasającego z końcem czerwca kontraktu, byleby odszedł już teraz. To zrodziło spekulacje, wedle których piłkarz ten jeszcze przed kończącym się w środę 24 lutego oknie transferowym w polskiej lidze ma podpisać kontrakt z Legią.
Stołeczny klub konsekwentnie dementuje jednak plotki o pozyskaniu Grosickiego. Z Łazienkowskiej dochodzą wieści, że owszem, były w tej sprawie wstępne rozmowy, lecz piłkarz postawił takie wygórowane warunki finansowe, że właściciel warszawskiego klubu szybko uciął temat. Dariusz Mioduski rzeczywiście realizuje teraz strategię polegającą na zatrudnianiu perspektywicznych piłkarzy, którzy na Łazienkowskiej mają się rozwinąć i zyskać na wartości, żeby następnie można ich było korzystnie transferować do innych klubów. Kapustka jest właśnie doskonałym przykładem takiego projektu. A teraz zamiast płacić setki tysięcy euro 33-letniemu Grosickiemu, „Wojskowi” woleli zatrudnić 24-letniego Uzbeka Jasura Jakszibojewa, 22-letniego Ukraińca Nazarija Rusyna i 19-letniego Albańczyka Ernesta Muciego.
Wracając zaś jeszcze do Grosickiego. Mimo słabego poziomu sportowego nasza ekstraklasa nie jest złym miejscem pracy dla piłkarzy, zwłaszcza takich, którym za granicą zwichnęły się kariery i szukają miejsca do odbudowania formy. Z takiej możliwości skorzystał nie tylko wspomniany już wcześniej Bartosz Kapustka, ale też wielu innych polskich piłkarzy, jak choćby Jakub Świerczok w Piaście, Jarosław Jach w Rakowie, Bartosz Salamon w Lechu czy przymierzający się do gry w Cracovii Jakub Kosecki.
W meczu Lecha ze Śląskiem ważyły się posady szkoleniowców w obu zespołach. Dariusza Żurawia uratował gol strzelony przez debiutującego w ekipie „Kolejorza” Arona Johannssona. Skromne jednobramkowe zwycięstwo przerwało najgorszą w XXI wieku serię ligowych niepowodzeń. Lechici nie potrafili wygrać meczu od 6 grudnia, notując przez ten czas w lidze trzy remisy i trzy porażki, przegraną w Lidze Europy z Glasgow Rangers 0:2 i wygrany dopiero po rzutach karnych mecz we Pucharze Polski z pierwszoligowym Radomiakiem. Trudno jednak stwierdzić czy poznańska drużyna ma już kryzys za sobą, bo Śląsk w tym roku też słabo przędzie i jeszcze nie wygrał meczu, notując w lidze dwa remisy i dwie porażki. Dramatu jeszcze nie ma, bo wrocławski zespół zajmuje w tabeli szóstą lokatę i ma tylko dwa punkty straty do czwartego Górnika, ale w mediach już pojawiły się plotki, że pozycja czeskiego trenera Vitezslava Lavicki jest mocno zagrożona, a jego następcą ma być Jerzy Brzęczek.
Co ciekawe, w drugim z dolnośląskich klubów, Zagłębiu Lubin, też zrobiło się nerwowo po słabym starcie w rundzie wiosennej, bo i tam szukają nowego trenera na miejsce Słowaka Martina Seveli. Te plotki nie muszą się potwierdzić, bo w tym sezonie szefowie klubów są zadziwiająco nieskorzy do zwalniania szkoleniowców, nawet jeśli sami podają się do dymisji (vide Michał Probierz w Cracovii).

Wyniki 18. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 18. kolejki:
Legia Warszawa – Wisła Płock 5:2

Gole: Filip Mladenović (10 karny, 40), Bartosz Kapustka (16), Luquinhas (49, 80) – Dusan Lagator (43), Filip Lesniak (45). Żółte kartki: Jędrzejczyk – Rzeźniczak, Rogoziński, Garcia. Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Benedikt Zech (31 samobójcza), Felicio Brown Forbes (45) – Alexander Gorgon (48). Żółte kartki: Burliga, Sadlok, Medved – Gorgon, Zahović, Bartkowski, Matynia. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Raków Częstochowa 1:2
Gole: Patryk Szysz (13) – Ivi Lopez (29), Sasza Balić (81 samobójcza).
Żółte kartki: Simić, Szysz – Sapała, Jach.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Maciej Gajos (24), Flavio Paixao (41). Żółte kartki: Saief, Kopacz (Lechia).
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Aron Johannsson (57).
Żółte kartki: Tiba – Pich, Piasecki, Celeban, Pawelec.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Cracovia 0:0
Żółte kartki: Granlund, Getinger, Dadok, Tomasiewicz, Forsell – Rodin, Pik. Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Rafał Janicki (13) – Bartłomiej Wdowik (53). Żółte kartki: Danielak – Borysiuk, Pospisil, Augustyn. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Warta Poznań 0:1
Gol: Mateusz Kuzimski (58).
Żółte kartki: Pyrka – Kuzimski, Grzesik.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 18 36 31:19
  2. Pogoń 18 35 23:10
  3. Raków 18 31 29:20
  4. Górnik 18 27 22:20
  5. Lechia 18 26 24:22
  6. Śląsk 18 25 22:19
  7. Jagiellonia 18 25 26:28
  8. Zagłębie 18 23 19:20
  9. Warta 18 23 17:20
  10. Lech 18 22 25:24
  11. Wisła P. 17 22 22:25
  12. Wisła K. 18 21 27:25
  13. Piast 18 21 23:22
  14. Cracovia 18 18 19:20
  15. Podbeskidzie 18 17 18:41
  16. Stal 17 15 18:30

Legia znów na czele

W meczu 18. kolejki ekstraklasy Wisła Kraków pokonała lidera rozgrywek Pogoń Szczecin 2:1. Bohaterem gospodarzy był Felicio Brown Forbes, który strzelił jedną z bramek, a drugą wypracował. Potknięcie „Portowców” wykorzystała Legia Warszawa, która rozgromiła u siebie Wisłę Płock 5:2 i objęła prowadzenie.

Dla szczecińskiego zespołu, którego trenerem jest niemiecki szkoleniowiec Kosta Runjaic, to pierwsza porażka od siedmiu spotkań. Pogoń przegrała w Krakowie trochę pechowo, bo w przekroju całego spotkania nie była gorsza od „Białej Gwiazdy”, także prowadzonej przez niemieckiego trenera, Petera Hyballę. Wiślacy mieli jednak w swoich szeregach znakomicie tego dnia usposobionego Felicio Browna Forbesa, który walnie przyczynił się do zdobycia obu bramek. Napastnik z Kostaryki jedną zdobył sam pięknym uderzeniem zza linii pola karnego, a przy drugim trafieniu zaliczył de facto asystę – po jego dośrodkowaniu obrońca „Portowców” Benedikt Zech tak niefortunnie próbował wybić piłkę, że wpakował ja do bramki swojej drużyny. Dwa stracone gole to w przypadku szczecińskiej ekipy ewenement, bo do meczu z Wisłą miała na koncie tylko osiem straconych goli w 17 spotkaniach, a po raz ostatni bramkarz „Portowców” Dante Stipica wyciągał piłkę z siatki 12 grudnia ub. roku w spotkaniu 13. kolejki z Wartą Poznań. Zachowując czyste konto przez 525 minut 30-letni chorwacki golkiper ustanowił pod tym względem nowy rekord Pogoni w ekstraklasie.
Szczecinianie mieli wiele okazji do zdobycia goli. Najlepsze zmarnował Michał Kucharczyk – najpierw w 10. minucie trafił w słupek bramki Wisły, a w 44. minucie po zagraniu Kacpra Smolińskiego w idealnej sytuacji strzelił prosto w obrońcę Wisły Serafina Szotę.
Trzy minuty pop przerwie Pogoń w końcu zdobyła bramkę kontaktową, którą ładnym strzałem z powietrza zdobył Austriak z polskimi korzeniami Alexander Gorgon, tak na marginesie – syn osiadłego na stałe w Austrii byłego gracza krakowskiej Wisły Wojciecha Gorgonia. Trzeba jednak przyznać, że trochę mu pomógł niemrawą interwencją bramkarz wiślaków Mateusz Lis. Później podopieczni trenera Runjaicia rzucili się do ataku i trochę zapomnieli o defensywie, przez co w krótkim czasie Dante Stipica musiał aż trzykrotnie ratować swój zespół przed utratą gola. Bramkarz Pogoni najpierw wygrał pojedynek ze Stefanem Saviciem, następnie efektownie odbił uderzenie Felicio Brown Forbesa, a na koniec poradził sobie ze strzałem głową Żana Medveda. Potem gra się wyrównała i wynik spotkania nie uległ już zmianie.
Dzięki zwycięstwu „Biała Gwiazda” oddaliła się od strefy spadkowej na sześciu punktów, natomiast Pogoń porażka z wiślakami kosztowała utratę prowadzenia w ekstraklasie.
Pierwsze w tym roku potknięcie „Portowców” natychmiast wykorzystała Legia. Drużyna trenera Czesława Michniewicza zaczęła ten rok na pozycji lidera, ale po niespodziewanej porażce z Podbeskidziem (0:1) w 15. kolejce straciła prowadzenie. Potem „Wojskowi” wygrali u siebie z Rakowem Częstochowa 2:0 i zremisowali na wyjeździe z Jagiellonią Białystok, nie tracili więc zbyt dużo punktów do kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa Pogoni, ale dopiero porażka „Portowców” pozwoliła im wrócić na fotel lidera. Legioniści mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad szczecinianami, a w następnej kolejce czeka ich wyjazd do Zabrza na mecz z Górnikiem. A warto przypomnieć, że w rundzie jesiennej zabrzanie pokonali Legię na Łazienkowskiej 3:1. Pogoń też jednak czeka trudna wyjazdowa potyczka we Wrocławiu z żadnym rewanżu za porażkę w Szczecinie 0:1. Grupę pościgową, którą tworzą Raków Częstochowa, Górnik, Lechia Gdańsk, Śląsk i Jagiellonia, nie dzieli jeszcze do liderującej dwójki niemożliwy do odrobienia dystans punktowy, zatem jest stanowczo przedwcześnie wyrokować, że w walce o mistrzowski tytuł liczą się już tylko Legia i Pogoń.
Podobnie przedwczesne jest typowanie zespołu, któremu przypadnie smutny los spadkowicza do I ligi. Co najmniej połowa zespołów z dolnej części ligowej tabeli póki co nie może być pewna pozostania w ekstraklasie, zwłaszcza że w tym roku najsłabsze po jesiennej części sezonu zespoły beniaminków – Warty, Podbeskidzia i Stali Mielec regularnie zdobywają punkty.

Wyniki 17. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 17. kolejki:
Pogoń Szczecin – Piast Gliwice 0:0
Żółte kartki: Dąbrowski, Kowalczyk, Drygas – Chrapek, Huk, Pyrka.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Legia 1:1
Gol: Jesus Imaz (4 karny) – Tomas Pekhart (18 karny).
Żółte kartki: Tiru, Cernych, Augustyn, Borysiuk – Miszta, Jędrzejczyk, Juranović.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Jarosław Kubicki (2).
Żółte kartki: Lopez, Poletanović, Tijanić, Niewulis, Jach – Ceesay, Nalepa, Kubicki.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Stal Mielec 2:1
Gole: Przemysław Wiśniewski (64), Piotr Krawczyk (90+3) – Aleksandyr Kolew (6).
Żółte kartki: Paluszek, Gryszkiewicz, Evangelou, Boakye – Flis, Strączek.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 1:1
Gole: Mathieu Scalet (23) – Yaw Yeboah (30).
Żółte kartki: Zylla, Stiglec – Frydrych, Żukow. Czerwona kartka: Zylla (64., za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (42 karny) – Jakub Hora (25). Żółte kartki: Rivaldinho, Van Amersfoort – Roginić, Kocsis, Hora.
Czerwone kartki: Marquez (86., Cracovia, za faul taktyczny), Gergo Kocsis (63., Podbeskidzie, za drugą żółtą).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Lech Poznań 1:0
Gol: Luka Susnjara (73).
Żółte kartki: Rzeźniczak – Milić, Puchacz.
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Zagłębie Lubin 1:0
Gol: Łukasz Trałka (75).
Żółta kartka: Jakóbowski (Warta).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Pogoń 17 35 22:8
  2. Legia 17 33 26:17
  3. Raków 17 28 27:19
  4. Górnik 17 27 22:18
  5. Śląsk 17 25 22:18
  6. Jagiellonia 17 24 25:27
  7. Lechia 17 23 22:22
  8. Zagłębie 17 23 18:18
  9. Wisła P. 16 22 20:20
  10. Piast 17 21 23:21
  11. Warta 17 20 16:20
  12. Lech 17 19 24:24
  13. Wisła K. 17 18 25:24
  14. Cracovia 17 17 19:20
  15. Podbeskidzie 17 16 17:40
  16. Stal 16 14 18:30

Pogoń czeka na Legię

Prowadząca w piłkarskiej ekstraklasie Pogoń Szczecin w minionym tygodniu dwukrotnie na własnym boisku została poskromiona przez Piasta Gliwice. W środę „Portowcy” przegrali z gliwiczanami w 1/8 finału Pucharu Polski 1:2 i odpadli z tych rozgrywek, a trzy dni później w ligowej potyczce wywalczyli tylko bezbramkowy remis.

Ekipa Piasta kontynuuje serię meczów bez porażki. Bezbramkowy remis z Pogonią był już 10. ligowym spotkaniem z rzędu, którego podopieczni trenera Waldemara Fornalika nie przegrali, notując od 23 października ub. roku pięć zwycięstw i pięć remisów (bilans bramkowy 20:9). Jeśli doliczymy do tego wygrane w tym czasie Pucharze Polski mecze ze Stalą Mielec i Pogonią, passa gliwiczan prezentuje się naprawdę okazale.
Przed 19. kolejką ekstraklasy „Portowcy” mieli dwa punkty przewagi nad drugą w tabeli Legią Warszawa i sześć nad trzecim Rakowem Częstochowa. Ścigające ich zespoły Legii i Rakowa miały więc dodatkową motywację znając wynik meczu szczecinian z Piastem. Warszawski zespół czekała jednak w niedzielę wyjazdowa potyczka z Jagiellonią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania), a że w Białymstoku legionistom od kilku sezonów zawsze jest trudno o punkty, przynajmniej nie musieli się obawiać, że w razie porażki Pogoń odskoczy im w tabeli na pięć punktów.
Częstochowianie w sobotę tuż po meczu Pogoni z Piastem grali „u siebie” w Bełchatowie z Lechią Gdańsk i zapewne szybko policzyli, że jeśli wygrają zmniejszą dystans do „Portowców” do czterech punktów. Zadanie wydawało się łatwe, bo Lechia w środku tygodnia przegrała w Pucharze Polski z pierwszoligową Puszczą Niepołomice, co mocno zagęściło atmosferę wokół zespołu, bo tuż przed tą wpadką rada miasta uchwaliła dla klubu 10-milionową dotację. Połączenie tych dwóch zdarzeń wyprowadziło z równowagi najbardziej krewką części kibiców gdańskiego klubu, zwanych potocznie „silnorękimi”. Liczna delegacja fanów pojawiła się w czwartek w siedzibie Lechii i odbyła z piłkarzami „rozmową motywującą”. Nie pierwszy to w naszej lidze taki przypadek i zapewne nie ostatni, ale w Lechii po raz ostatni taka wizyta miała miejsce w listopadzie 2017 roku przed derbowym mecze z Arką Gdynia. Wtedy odniosła właściwy skutek, bo gdański zespół wygrał 1:0, tym razem także przyniósł pożądany efekt, bo Lechia wygrała z Rakowem 1:0.
Trener częstochowskiego zespołu Marek Papszun ma teraz ból głowy, bo w tym roku jego zespół jeszcze nie wygrał spotkania ligowego, a porażka z Lechią była trzecią z rzędu – wcześniej Raków przegrał jednak u siebie z Pogonią (0:1)
i na wyjeździe z Legią (0:2), czyli zespołami ze ścisłej czołówki ekstraklasy, natomiast gdańszczanie to ekipa ze środka tabeli. W następnej kolejce Raków czeka mecz w Lubinie z Zagłębiem, a potem u siebie z rozpędzonym Podbeskidziem, więc jeśli trener Papszun szybko nie obudzi swoich piłkarzy z zimowego snu, to jego zespół nie tylko odpadnie z walki o mistrzostwo Polski, ale może mieć nawet problem z utrzymaniem trzeciej lokaty.
Wspomniany zespół Podbeskidzia pod dwóch tegorocznych zwycięstwach na swoim boisku (Legią 1:0 i Górnikiem 2:1), był bliski wyjazdowej wygranej także z Cracovią. Bielszczanie objęli prowadzenie w 25. minucie, ale tuż przed przerwą arbiter podyktował rzut karny na korzyść „Pasów”, którzy na wyrównującą bramkę zamienił Pelle van Amersfoort.
W ekipie Podbeskidzia zadebiutował w tym spotkaniu pozyskany tej zimy Peter Wilson – pierwszy Liberyjczyk w na polskich boiskach. Jak szybko wyliczyli futbolowi statystycy, Liberia jest setnym krajem, z którego zawodnik trafił do naszej ekstraklasy, a wkrótce ta liczba zwiększy się do 101 krajów, jeśli debiutancki występ zaliczy nowy nabytek Legii Jasur Jakszibojew, pierwszy piłkarz w PKO Ekstraklasie z Uzbekistanu.

Wyniki 16. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 16. kolejki:
Pogoń Szczecin – Cracovia 1:0
Gol :Kacper Smoliński (43).
Żółte kartki: Kowalczyk, Luis Mata, Bursztyn – Thiago.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Raków Częstochowa 2:0
Gol: Luquinhas (29), Tomas Pekhart (64 karny).
Żółte kartki: Rafael Lopes, Pekhart, Wszołek – Sapała, Schwarz.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Zagłębie Lubin 0:0
Żółte kartki: Krawec, Milić (Lech).
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Warta Poznań 1:1
Gole: Michał Nalepa (33) – Mariusz Rybicki (72). Żółte kartki: Nalepa, Kopacz – Kuzimski.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 2:0
Gole: Michał Żyro (23), Patryk Sokołowski (58).
Żółte kartki: Huk, Sokołowski, Pyrka – Pałaszewski, Tamas, Piasecki, Janasik.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Górnik Zabrze 2:1
Gole: Kamil Biliński (79, 90) – Michał Koj (10).
Żółte kartki: Bieroński, Kocsis, Biliński, Roginić – Wiśniewski, Koj.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez udziału publiczności.
Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok 2:0
Gole: Maciej Sadlok (55), Felicio Brown Forbes (88).
Żółte kartki: Szot – Olszewski, Matysik.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Wisła Płock
Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy na podstawie informacji od sędziego spotkania podjął decyzję o przełożeniu spotkania z powodu złych warunków atmosferycznych.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Pogoń 16 34 22:8
  2. Legia 16 32 25:16
  3. Raków 16 28 27:18
  4. Śląsk 16 24 21:17
  5. Górnik 16 24 20:17
  6. Zagłębie 16 23 18:17
  7. Jagiellonia 16 23 24:26
  8. Piast 16 20 23:21
  9. Lechia 16 20 21:22
  10. Lech 16 19 24:23
  11. Wisła P. 15 19 19:20
  12. Wisła K. 16 17 24:23
  13. Warta 16 17 15:20
  14. Cracovia 16 16 18:19
  15. Podbeskidzie 16 15 16:39
  16. Stal 15 14 17:28

PKO Ekstraklasa: Zima im niestraszna

Atak zimy nie zdołał sparaliżować rozgrywek w rozpoczynającej rewanżową rundę naszej piłkarskiej ekstraklasy 16. kolejce. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych nie odbył się tylko jeden mecz – Stali Mielec z Wisłą Płock, który przełożono na inny termin.

W rozegranych siedmiu spotkaniach dominowali gospodarze, którzy wygrali pięć spotkań (Pogoń, Legia, Wisła Kraków, Podbeskidzie, Piast), a w dwóch zanotowali remisy (Lech i Lechia). Niekorzystną dla zespołów przyjezdnych statystykę może jeszcze zmienić Wisła Płock, jeśli wygra przełożonym na inny termin mecz w Mielcu. Pierwsza kolejka rundy rewanżowej była debiutem nowej oficjalnej piłki rozgrywek – Conext 21 Ekstraklasa PRO.
W siedmiu rozegranych meczach piłkarzom udało się wpakować ją do siatki dwunastokrotnie, ale dziesięć goli zapisały na swoje konto zespoły gospodarzy, a dla ekip przyjezdnych trafienia zaliczyli tylko Mariusz Rybicki z Warty Poznań i Michał Koj z Górnika Zabrze.
Lider rozgrywek Pogoń Szczecin prowadzi z przewagą dwóch punktów nad drugą w tabeli Legią, ale ma już sześć „oczek” przewagi nad trzecim Rakowem i dziesięciu nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Śląska i Górnika. Poprzednia kolejka przyniosła Pogoni Szczecin wyrównanie swego rekordu najdłuższej serii zwycięstw w Ekstraklasie, w minioną sobotę zaś zdołała go jeszcze pobić. Dla „Portowców” wygrany mecz z Cracovią był już szóstym ligowym zwycięstwem z rzędu, a trzecim zakończonym wynikiem 1:0. Chorwacki bramkarz Pogoni Dante Stipica jako pierwszy golkiper przekroczył w tym sezonie barierę 400 minut z czystym kontem.
Skoro już jesteśmy przy indywidualnych osiągnięciach, to warto odnotować, że w 16. kolejce w zespole Jagiellonii zagrał Miłosz Matysik – młodzian ten w chwili ligowego debiutu miał dokładnie 16 lat i 287 dni i teraz to on jest pod tym względem rekordzistą ekstraklasy. Ale nie jest jedynym graczem urodzonym w XXI wieku, który w tym sezonie pojawił się na boisku w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej – przed nim debiut zaliczyło już dziesięciu graczy poniżej 18 roku życia.
Na drugim biegunie wiekowym swoja pozycję w rankingu najstarszych graczy ekstraklasy poprawił bramkarz Legii Artur Boruc, który w meczu z Rakowem miała „na liczniku” dokładnie 40 lat 352 dni, co pozwoliło mu w klasyfikacji wszech czasów przeskoczyć zajmującego dotąd drugą lokatę Piotra Reissa (40 lat 347 dni). Żeby zająć pierwsze miejsce w tym zestawieniu Boruc musiałby pograć w Legii jeszcze z dwa sezony, bo do lidera Janusza Jojki brakuje mu ponad dwa lata.
Dla porównania – najmłodszym bramkarzem z grających w 16. kolejce był golkiper Jagiellonii Xavier Dziekoński, który w dniu przegranej 0:2 potyczki z Wisłą Kraków miał 17 lat i 124 dni.
Jeśli chodzi o napastników, to w miniony weekend najbardziej z nich wyróżnił się Kamil Biliński z Podbeskidzia, który w wygranym 2:1 spotkaniu z Górnikiem zdobył dwie bramki. Mógł nawet zaliczyć hat-tricka, ale zmarnował rzut karny. 33-letni Biliński w tym sezonie ma na koncie jak do tej pory siedem trafień i jest drugim, po napastniku Piasta Jakubie Świerczoku (8 goli) najskuteczniejszym polskim graczem w ekstraklasie.
Liderem klasyfikacji strzelców z 14. trafieniami jest czeski snajper Legii Tomas Pekhart, który sam zdobył aż 56 procent wszystkich bramek stołecznej drużyny w bieżących rozgrywkach. Warto podkreślić, że dla Piast, który ma na koncie serię dziewięciu meczów bez porażki, aż 20 z 23 goli strzelili polscy piłkarze i pod tym względem gliwiczanie są najlepsi w naszej lidze.
Nie może zwycięskiego rytmu w ekstraklasie złapać natomiast Lech Poznań, nasz jedyny zespół, który w tym sezonie zaistniał w europejskich pucharach. W spotkaniu z Zagłębiem Lubin ekipa „Kolejorza” tylko bezbramkowo zremisowała i był to jej siódmy remis w obecnych rozgrywkach. Lechici są pod tym względem numerem 1 w tym sezonie.

Już tylko Legia goni Pogoń

Raków Częstochowa w poprzedniej kolejce przegrał u siebie z Pogonią Szczecin 0:1, a w minioną sobotę uległ na Łazienkowskiej Legii Warszawa 0:2. Przegrać po wyrównanej walce z dwoma czołowymi obecnie zespołami ekstraklasy to nie wstyd, ale po tych porażkach częstochowianie na razie muszą chyba odłożyć na bok marzenia o mistrzostwie Polski.

W terminarzu 16. kolejki trzy najciekawsze mecze wyznaczono na sobotę. Pierwsze na boisko wyszły zespoły Piasta Gliwice i Śląska Wrocław. Gliwiczanie fatalnie zaczęli ten sezon, ale od 17 października, kiedy to ulegli na wyjeździe Cracovii 0:1, są niepokonani. Ten rok zaczęli od dwóch zwycięstwa – przed tygodniem w nieprawdopodobny sposób pokonali na wyjeździe Wisłę Kraków 4:3, chociaż po 20 minutach przegrywali 0:3, a w 90. minucie jeszcze 2:3. W starciu ze Śląskiem trener Piasta Waldemar Fornalik wyciągnął chyba odpowiednie wnioski z błędów jego podopiecznych popełnionych w Krakowie, bo tym razem linie defensywne spisały się bez zarzutu, a w ataku przypomniał o sobie Michał Żyro. Gliwiczanie wygrali pewnie 2:0 i po tym zwycięstwie powiększyli swój bramkowy dorobek do 20 punktów, co pozwoliło wywindować im się na miejsce w środku tabeli. W następnej kolejce ekipę Piasta czeka jednak wyprawa do Szczecina. Jeśli nie przegra tam z nakręconą ostatnimi sukcesami Pogonią, to trzeba będzie ją wpisać na listę kandydatów do walki o medalowe miejsca.
Na razie jednak Piast ma 14 punktów straty do lidera rozgrywek, bo „Portowcy” na swoim terenie ograli Cracovię 1:0. Drużynę „Pasów” poprowadził Michał Probierz, którego dymisji po ubiegłotygodniowej porażce z Wartą Poznań nie przyjął właściciel krakowskiego klubu Janusz Filipiak. Przymuszony do powrotu szkoleniowiec poszedł więc na całość i wystawił przeciwko Pogoni zespół złożony z polskiego bramkarza 21-letni Karol Niemczycki) oraz dziesięciu cudzoziemskich graczy w polu. Po zmianie stron w 46. minucie wpuścił na boisko 25-letniego Filipa Piszczka, a w 80. minucie jeszcze 20-letniego Daniela Pika. Tymczasem niemiecki trener szczecińskiej drużyny Kosta Runjaić na boisko posłał 11 polskich graczy i czterech obcokrajowców. Nie od rzeczy będzie w tym kontekście zauważyć, że zwycięską bramkę dla „Portowców” zdobył 19-letni Kacper Smoliński.
Mecz Pogoni z Cracovią nie stał na najwyższym poziomie, na co istotny wpływ miała murawa nader kiepskiej jakości. Ale przewaga gospodarzy był przytłaczająca. Zespół „Pasów” składną akcję przeprowadził dopiero w 76. minucie, ale to był jednorazowy „wyskok”. Szczecinianie utrzymali prowadzenie do końca i odnieśli szóste zwycięstwo z rzędu, co jest ich klubowym rekordem.
Ostatnim spotkaniem w sobotniej ligowej serii było starcie Legii Warszawa z Rakowem Częstochowa. W rundzie jesiennej stołeczny zespół wygrał na boisku rywala 2:1, ale do sobotniej potyczki przystępował zdołowany poniesioną tydzień wcześniej porażką 0:1 z ostatnim w tabeli Podbeskidziem Bielsko-Biała. Na dodatek tego dnia w stolicy było prawie dziesięć stopni mrozu, a słabo przygotowana murawa na stadionie przy Łazienkowskiej nie pomagała w grze. Częstochowianie mogli objąć prowadzenia już w 13. minucie, gdy prowadzący zawody sędzia Paweł Gil z Lublina podyktował dla nich rzut karny po nastrzeleniu w polu karnym Legii przez Filipa Mladenovicia piłki w rękę Tomasa Pekharta. Po interwencji VAR arbiter cofnął jednak tę decyzję, ale podniesionej tymi decyzjami nerwowej atmosfery w obu ekipach już stłumić się nie dało. Ale uczciwie trzeba stwierdzić, że o ile w pierwszej części gry to legioniści byli bardziej aktywni w ofensywie, to po zmianie stron role sie w tym względzie odwróciły. Problemem Rakowa jest jednak brak skuteczności pod bramką – mecz z Legia był ich trzecim ligowym spotkaniem z rzędu bez zdobytej bramki. Napastnicy Legii takich długich strzeleckich przestojów nie mają. W 29. minucie celne zagranie z prawej strony Pawła Wszołka zamienił na gola Luquinhas.
Po zmianie stron na swojego 14. gola w obecnym sezonie mocno polował czeski napastnik Legii Tomas Pekhart. Tuż po wznowieniu gry oddał nawet efektowny strzał z tzw. przewrotki, ale bramkarz Rakowa Dominik Holec nie pozwolił mu na zdobycie „gola kolejki”. Kwadrans później po faulu na Filipie Mladenoviciu arbiter podyktował „jedenastkę” dla Legii, którą Pekhart z zimną krwią zamienił na drugiego dla Legii w tym spotkaniu i swojego 14. w sezonie. Korona króla strzelców ekstraklasy dla Czecha staje się coraz bardziej realnym celem do osiągnięcia.
Częstochowianie do końca zawzięcie atakowali bramkę stołecznej drużyny strzeżoną przez Artura Boruca i mieli przynajmniej dwie doskonałe okazje na strzelenie gola kontaktowego. W 56. minucie Vladislavs Gutkovskis chybił z dwóch metrów, a w 75. minucie z ostrego kąta minimalnie spudłował Jarosław Jach. Ostatecznie trzy punkty przypadły Legii, co trochę uspokoi zapewne skołatane nerwy jej sympatyków, mocno już wzburzonych dwiema poprzednimi porażkami.

Legia czeka na Raków

Hitem zaplanowanej w ten weekend 16. kolejki PKO Ekstraklasy, drugiej w tym roku, ale formalnie pierwszej w wiosennej rundzie rewanżowej, będzie mecz aspirujących do mistrzostwa zespołów Legii i Rakowa.

W rozegranym w sierpniu ubiegłego roku meczu tych zespołów w 1. kolejce rozgrywek częstochowianie na swoim boisku (ale w Bełchatowie) przegrali z legionistami 1:2. Obie bramki dla zwycięzców strzelił pozyskany latem przez stołeczny zespół Tomas Pekhart i były to jego dwa pierwsze trafienia z trzynastu jakie ma w tej chwili na koncie. Czeski napastnik Legii jest liderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy z przewagą czterech goli nad zajmującymi drugą lokatę w zestawieniu graczami Jagiellonii Białystok – Hiszpanem Jesusem Imazem i Chorwatem Jakovem Puljiciem. Natomiast najskuteczniejszymi graczami Rakowa są Łotysz Vladislavs Gutkovskis i Hiszpan Ivi Lopez – obaj mają na koncie po pięć ligowych trafień.
Stawką sobotniej potyczki częstochowian z legionistami jest wielce prawdopodobny powrót któregoś z tych zespołów na fotel lidera, a czy będzie to możliwe jeszcze w tej kolejce, będą wiedzieć zanim rozpocznie się mecz na Łazienkowskiej. Wcześniej bowiem swoje spotkanie z Cracovią zakończy prowadząca na półmetku w tabeli szczecińska Pogoń, który ma jednak tylko jeden punkt przewagi nad Legią i Rakowem.

Zestaw par 16. kolejki
Piątek:
Lechia Gdańsk – Warta Poznań, godz. 18:00, sędziuje Szymon Marciniak (Płock); Lech Poznań – Zagłębie Lubin, godz. 20:30, sędziuje Sebastian Jarzębak (Bytom).
Sobota:
Piast Gliwice – Śląsk Wrocław, godz. 15:00, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola); Pogoń Szczecin – Cracovia, godz. 17:30, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Legia Warszawa – Raków Częstochowa, godz. 20:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin).
Niedziela:
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Górnik Zabrze, godz. 15:00, sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa); Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork).
Poniedziałek:
Stal Mielec – Wisła Płock, godz. 18:00, sędziuje Damian Sylwestrzak (Wrocław).

Kruche więzadła krzyżowe Bielika

Krystian Bielik, 23-letni pomocnik Derby County i reprezentacji Polski, w minioną sobotę w 36. minucie ligowego meczu z Bristol City (1:0) zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. To druga taka ciężka kontuzja w jego karierze – pierwszej doznał niemal równo rok temu, a na boisko wrócił dopiero po 10 miesiącach.

Informację, że Bielik po raz drugi w karierze zerwał więzadła, na do dodatek w tej samej nodze, angielski klub oficjalnie potwierdził we wtorek. Następnego dnia drużyna Derby przegrała ligowe spotkanie z Rotherham United 0:3, ale po meczu trener pokonanych, słynny Wayne Rooney, wydawał się być bardziej przejęty dramatem młodego polskiego piłkarza. „Wszyscy w klubie jesteśmy zdruzgotani jego kontuzją. To smutne, co mu się przytrafiło. To wielki cios dla naszej drużyny, której ostatnio był ważną częścią, ale przede wszystkim dla niego samego. Przecież dopiero co wrócił do gry po wyleczeniu poprzedniego urazu i spisywał się bardzo dobrze. Miał też dużą szansę na występ w Euro 2020. Teraz czeka go długa przerwa i walka o powrót do zdrowia, ale wierzę, że da sobie z tym radę, bo już przez coś takiego przechodził. Może też liczyć na naszą pomoc” – zapewnił Rooney.
Bardzo szybki marsz w górę
Krystian urodził się 4 stycznia 1998 roku w Koninie. Futbolowe abecadło poznawał w miejscowym Górniku i od początku wykazywał cechy charakteru cenione przez trenerów na całym świecie – talent, chęć do pracy, odwagę, upór i pewność siebie. Jako ośmiolatek grał i trenował z chłopakami starszymi od dwa lata i tak już zostało. W wieku 12 lat przeszedł do Lecha Poznań, bo w konińskim klubie szkoleniowcy uznali, że więcej się u nich nie nauczy. W juniorskiej drużynie „Kolejorza” grał między innymi z Kamilem Jóźwiakiem, który w ubiegłym roku przebojem wywalczył sobie miejsce w reprezentacji Polski, a we wrześniu został jego klubowym kolegą w Derby County. W poznańskim klubie, tak dzisiaj chwalonym za dobrą pracę z młodzieżą, w 2014 roku ktoś pokpił sprawę i nie dostrzegł w Bieliku materiału na solidnego piłkarza, bo pozwolono mu odejść za drobne 50 tys. złotych do Legii Warszawa.
Krystian przystał na ofertę stołecznego klubu bez wahania, bo została poparta obietnicą włączenia go od razu do kadry pierwszego zespołu, którego trenerem był wtedy znakomity niegdyś norweski obrońca Manchesteru United Henning Berg. Szkoleniowiec ten nie miał oporów z wystawieniem ledwie 16-letniego gracza w ligowym meczu. Bielik zadebiutował w polskiej ekstraklasie 24 sierpnia 2014 roku w meczu z Koroną Kielce, ale do końca roku zaliczył jeszcze tylko cztery występy, na dodatek żadnego w pełnym wymiarze czasowym. Mimo to w przerwie zimowej Legia dostała od Arsenalu Londyn ofertę transferu definitywnego i zgodziła się oddać nastolatka za dwa miliony euro.
Trenerem „Kanonierów” był wtedy Francuz Arsene Wenger, dla którego 16-letni Polak był dopiero „melodią przyszłości”, a to oznaczało długie terminowanie w zespołach młodzieżowych. Po roku w Arsenalu uznano jednak, że lepiej dla rozwoju zdradzającego wielki talent Bielika będzie wypożyczyć go do występującego w Championship zespołu Birmingham. Trenerem tego zespołu był Włoch Gianfranco Zola, a w bramce stał Tomasz Kuszczak, który w jednym z wywiadów tak ocenił młodszego rodaka: „Według mnie to obrońca idealnie skrojony na angielską ligę. Przed nim duża przyszłość, nie tylko w klubie, ale również w kadrze. A mam porównanie, bo z różnymi obrońcami grałem. On ma też jedną bardzo ważną cechę – charakter. Twardo stąpa po ziemi i wciąż chce się uczyć. Mimo słusznego wzrostu jest świetnie wyszkolony technicznie, co nie jest znowu aż takie częste wśród graczy linii defensywnych. No i zawsze ,jest pewny siebie”.
Wciąż na wypożyczeniu
Opinia Kuszczaka, ale przede wszystkim dobre występy w Championship sprawiły, że Bielik dostał powołanie od trenera Marcina Dorny do kadry na organizowane w 2017 roku w Polsce młodzieżowe mistrzostwa Europy. Nie dostał jednak szansy żeby się wykazać, bo po pierwszym meczu w turnieju, przegranym ze Słowacją 1:2, pozwolił sobie na nazbyt szczerą ocenę. „Najgorsze jest to, że moim zdaniem my gramy tak, jak trenujemy. Treningi nie były na najlepszym poziomie. Mamy łatwe rozegranie bez przeciwnika i to tempo nie jest na najlepszym poziomie i to samo jest potem w meczu” – powiedział po meczu w odpowiedzi na pytanie dziennikarza. Jego wypowiedź poszła w świat i wywołała mnóstwo kontrowersji. Na drugi dzień przeprosił publicznie Dornę, ale nic to nie dało, bo w dwóch kolejnych spotkaniach też nie wystąpił, a Polska zajęła ostatnie miejsce w grupie i odpadła z turnieju. Dwa lata później Bielik po raz drugi w karierze znajdzie się w kadrze na młodzieżowe mistrzostwa Europy, ale już jako jeden z liderów reprezentacji prowadzonej przez trenera Czesława Michniewicza. W fazie grupowej strzeli dwa gole – w wygranym 3:2 meczu z Belgia i 1:0 meczu z Włochami. Niestety, z Hiszpanią biało-czerwoni dostali łomot 0:5 i odpadli z turnieju.
W Anglii sezon 2018/2019 Bielik spędził na wypożyczeniu w trzecioligowym Charlton Athletic, któremu wydanie pomógł w wywalczeniu awansu Championship, a po finałowym spotkaniu barażowym z Sunderlandem na słynnym Wembley został wybrany na piłkarza meczu. To była nagroda za dzielność, bo niemal cały poprzedni sezon stracił z powodu kontuzji. To była jego pierwsza w życiu tak długa pauza z powodów zdrowotnych. Gdy wyleczył uraz z ofertą kolejnego wypożyczenia wystąpiła Legia Warszawa, ale w Arsenalu uznano, że powrót do polskiej ligi nie będzie dla Bielika korzystny i więcej zyska grając w trzecioligowym Charltonie.
Po awansie nie zostawili go jednak w tym klubie, tylko znów wypożyczyli, tym razem do występującego w League One Walsall (trzecia liga angielska). Ale w tym zespole jednak ostatecznie nie zagrał, bo znów złapał kontuzję. W Arsenalu ostatecznie położono na nim krzyżyk i latem 2019 roku za 10 mln euro Bielik przeszedł do Derby County wiążąc się z tym klubem pięcioletnim kontraktem.
W angielskich mediach transfer ten przeszedł bez większego echa, nie licząc opinii, że być może Arsenal zbyt łatwo pozbywa się zdolnej młodzieży, która potem rozkwita w innych klubach. Kibice „Kanonierów” pożegnali Bielika ciepło. „Mamy nadzieję, iż Arsenal za dwa lata odkupi Cię za 30 mln funtów”.
Spokojna przystań w Derby County
Początek w ekipie Derby miał znakomity. Grał tak dobrze, że zauważył to Jerzy Brzęczek i wysłał powołanie do reprezentacji Polski. Jesienią 2019 roku Bielik wystąpił w trzech meczach eliminacji Euro 2020 i wypadł tak obiecująco, że z miejsca stał się pewniakiem kadrze na kontynentalny czempionat. Niestety, w styczniu 2020 roku dopadł go straszliwy pech – zerwał więzadła w prawym kolanie z tego powodu musiał pauzować prawie 10 miesięcy.
Wrócił na boisko pod koniec listopada i od razu odzyskał miejsce w podstawowym składzie. „Nigdy nie czułem się tak mocny jak teraz” – mówił w wywiadach. Skąd mógł wiedzieć, że naprawione rok wcześniej więzadło krzyżowe w prawym kolanie znów się zerwie. Czeka go teraz „powtórka z rozrywki”, czyli żmudna walka o powrót do sportowego życia. Nie powinien się jednak spieszyć z powrotem. Kontrakt z Derby ma do końca czerwca 2024 roku, a mundial w Katarze zacznie się dopiero w listopadzie 2022 roku.