Ekstraklasa dała Lechowi wolne

Piłkarze Lecha Poznań sprawili nie lada niespodziankę eliminując w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Europy cypryjski Apollon Limassol. I to wynikiem, jakiego nikt się chyba nie spodziewał. Wicemistrzowie Polski wygrali aż 5:0 i po 11 latach nieudanych prób wreszcie przebrnęli przez trzecią rundę eliminacyjną w europejskich pucharach. W takiej formie mogą się pokusić o awans do fazy grupowej i tylko z tego tytułu zarobić blisko trzy miliony euro.

Lech pokonał Apollon 5:0 po golach Pedro Tiby (dwa), Mikaela Ishaka, Jakuba Kamińskiego i Jana Sykory. Cypryjski zespół, chociaż zadebiutował w europejskich rozgrywkach ponad pół wieku temu, nigdy nie przegrał tak wysoko. A przecież w latach 80. i 90. podejmował Barcelonę (1:1), Liverpool (1:2) czy Inter Mediolan (3:3). Ma na koncie ponad 50 spotkań w roli gospodarza spotkań w pucharowych, ale najwyżej do meczu z Lechem przegrał u siebie 0:4, po raz ostatni rok temu z PSV Eindhoven w 4. rundzie eliminacji do Ligi Europy.
Warto przypomnieć, że w ostatnich 15 latach cypryjski futbol bardziej się liczy w Europie od polskiego. APOEL Nikozja zdołał czterokrotnie awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów (2009, 2011, 2014, 2017), a Anorthosis Famagusta raz (2008). Cypryjskie kluby mają wyższy ranking, a na dodatek Apollon jest w tej chwili liderem tamtejszej ekstraklasy. Teraz podopieczni trenera Dariusza Żurawia 1 października zagrają na wyjeździe ze lepszym z pary Charleroi – Partizan Belgrad (czwartkowy mecz tych zespołów zakończył się po zamknięciu wydania).
Ekipa „Kolejorza” z Apollonem zagrała już w środę, a jeszcze tego samego dnia władze PKO Ekstraklasy przychyliły się do prośby działaczy poznańskiego klubu o przełożenie wyznaczonego w terminarzu na niedzielę ligowego spotkania z Pogonią Szczecin. Decyzję podjęto arbitralnie, bo próba lechitów bezpośredniego dogadania się z „Portowcami” zakończyła się niepowodzeniem. Szczecinianie po prostu się nie zgodzili na przełożenie spotkania, co nie najlepiej o nich świadczy, bo przecież teraz każdy punkt do rankingu ligowego UEFA jest dla naszej PKO Ekstraklasy na wagę złota, bo zjechała w zestawieniu na upokarzające 32. miejsce. „Chcemy wspomóc polskie kluby w walce o awans do fazy grupowej Ligi Europy. Dzięki tej decyzji drużyna z Poznania zyska więcej czasu na przygotowania do meczu IV rundy eliminacji tych rozgrywek. Trzymamy też mocno kciuki za zespoły Legii i Piasta te zespoły w przypadku awansu do IV rundy także mogą liczyć na przełożenie swoich ligowych meczów” – ogłosił w środę wieczorem prezes zarządu Ekstraklasy SA Marcin Animucki. Wypada tej inicjatywie przyklasnąć, bo dobre wyniki naszych drużyn w europejskich pucharach są teraz polskiemu futbolowi bardzo potrzebne.
Prezes ekipy „Portowców” Jarosław Mroczek z powodu przełożenia spotkania z Lechem narobił jednak rabanu, ale jego protest raczej nie zyska poparcia. Spółka Ekstraklasa SA właśnie przelała na konta klubów prawie 54 mln złotych z pierwszej transzy wpłat od nadawców telewizyjnych, która w tym sezonie, mimo zmniejszenia liczby meczów z 37 do 30 nadal wynosi 225 mln złotych. A o to też toczył się spór, nakręcany głównie przez właścicieli Wisły Kraków, którzy i tak zakończył się przedłużeniem umowy medialnej z Canal+ i TVP na dotychczasowych warunkach, zaś ekipa „Białej Gwiazdy” niepotrzebnie się tylko skonfliktowała z władzami ligi i większością klubów.
Dla przypomnienia – utrzymano zasadę podziału pieniędzy z praw mediowych, wedle której 44 procent całości wypłaconej kwoty jest dystrybuowana między kluby po równo, zaś pozostałe pieniądze są dzielone według klucza: 20 procent za miejsce w rankingu historycznym, 18 procent za zajęte miejsce w tabeli na koniec sezonu, 14 procent dla czterech drużyn występujących w rozgrywkach UEFA, zaś 0,5 procent dla ośmiu klubów z dołu tabeli w ramach funduszu solidarnościowego. Ponadto dla drużyny, która zostanie zdegradowana, przeznaczono z tej kwoty dodatkowe 750 tys. złotych. Wykrojono też z medialnego tortu 1,6 mln złotych na pokrycie kosztów testów na obecność koronawirusa oraz 5,5 mln złotych na program Pro Junior System. Taki system rozdziału pieniędzy premiuje najlepsze drużyny, które potem walczą w europejskich pucharach. Prezes Pogoni ma więc trochę racji narzekając za ten dodatkowy ukłon Ekstraklasy SA w stronę Lecha, który zrobiono kosztem jego zespołu.
Zestaw par 5. kolejki:
Piątek: Wisła Płock – Warta Poznań, godz. 18:00; Górnik Zabrze – Wisła Kraków, godz. 20:30. Sobota: Cracovia – Raków Częstochowa, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 17:30; Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin, godz. 20:00. Niedziela: Lech Poznań – Pogoń Szczecin, godz. 15:00; Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, godz. 17:30. Poniedziałek: Stal Mielec – Piast Gliwice, godz. 18:00.

W Legii już zmieniono trenera

Po porażce z Górnikiem Zabrze właściciel Legii Warszawa Dariusz Mioduski nieoczekiwanie dokonał zmiany trenera. W poniedziałek w miejsce zwolnionego Aleksandara Vukovicia zatrudnił selekcjonera reprezentacji Polski U-21 Czesława Michniewicza. Nowy szkoleniowiec stołecznego klubu będzie łączył te funkcje.

Vuković był trenerem piłkarzy Legii od 2 kwietnia 2019 roku. W poprzednim sezonie wywalczył mistrzostwo Polski, ale w obecnym prowadzony przez niego zespół zawodził oczekiwania właściciela klubu. Posada serbskiego szkoleniowca była zagrożona już od porażki z Omonią Niokozja w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów, bo awans do fazy grupowej tych elitarnych rozgrywek to niezmienne marzenie Dariusza Mioduskiego. Planem awaryjnym jest zakwalifikowanie się do fazy grupowej Ligi Europy, ale w prezentowanej obecnie formie warszawski zespół ma na to niewielkie szanse. Pokazała to dobitnie sobotnia porażka z Górnikiem Zabrze w 4. kolejce ekstraklasy. Vuković najwyraźniej nie był w stanie zagwarantować szefowi klubu radykalnej poprawy jakości gry, a już w czwartek 24 września legionistów czeka mecz w 3. rundzie eliminacji Ligi Europy z mistrzem Kosowa Dritą Gnjilane, zaś w przypadku oczekiwanego zwycięstwa tydzień później, 1 października, potyczka w 4. rundzie z mistrzem Azerbejdżanu Karabachem Agdam. A między tymi spotkaniami także u siebie zagra w 5. kolejce ligowej ze Śląskiem Wrocław. Trudno o bardziej sprzyjający układ gier. Pieniądze do zarobienia w Lidze Europy są znacznie mniejsze niż w Lidze Mistrzów, ale gra idzie w najgorszym razie o 2,9 mln euro.
Nie dawał gwarancji sukcesu
Serbski trener jako piłkarz spędził w Legii siedem sezonów, a od 2015 roku pracuje w sztabie szkoleniowym stołecznego klubu i w poniedziałek zakończył swoje trzecie podejście do roli trenera pierwszego zespołu. Gdy w kwietniu 2019 roku zastępował Portugalczyka Ricardo Sa Pinto, miał być „trenerem na lata”. Pewnie dlatego prezes i zarazem właściciel Legii Dariusz Mioduski w komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej klubu poświęcił mu wiele ciepłych słów. „Bardzo dziękuję Vuko za to co zrobił dla Legii, nie tylko przez ostatnie półtora roku jako trener I drużyny, z którą zdobył Mistrzostwo Polski, ale także na przestrzeni ostatnich lat. Zawsze mogliśmy na niego liczyć, szczególnie w trudnych momentach i nigdy nie bał się brać odpowiedzialności. Należy mu się za to ogromny szacunek ze strony Klubu i kibiców. Bardzo rozwinął się też jako trener, szybko się uczył i rozwijał, dlatego jestem pewien, że będzie osiągał dalsze sukcesy w swojej karierze trenerskiej. Wiem też, że jest oraz pozostanie prawdziwym Legionistą i zawsze tak będziemy go w Klubie traktować. Dzisiaj musieliśmy jednak podjąć trudną decyzję, która wynika z faktu, że nadrzędnym celem Legii jest realizacja celów sportowych, w tym awans do pucharów europejskich. Uznaliśmy, że zmiana na stanowisku trenera pozwoli na szybszą poprawę gry naszej drużyny, co jest niezbędne ze względu na nadchodzące mecze decydujące o awansie do fazy grupowej Ligii Europy”.
Dalsze losy Vukovicia na razie są niewiadomą. Stołeczny klub i tak musi mu zapłacić pełny kontrakt, więc z szukaniem nowej pracy nie musi się spieszyć. Serb prowadził legionistów w 65 meczach, z których 36 wygrał, 12 zremisował, a w 17 doznał porażek. Wywalczył wicemistrzostwo, a w poprzednim sezonie zdobył dla stołecznego klubu 14. mistrzowski tytuł.
Michniewicz na dwóch stołkach
Zatrudniony w poniedziałek w miejsce Vukovicia 50-letni Czesław Michniewicz dostał od Mioduskiego dwuletni kontrakt. Ponieważ od 7 lipca 2017 roku nowy trener Legii pracuje w PZPN w roli selekcjonera kadry młodzieżowej, musiał uzyskać zgodę szefa związku Zbigniewa Bońka na podjęcie pracy w stołecznym klubie. Ustalono, że do zakończenia eliminacji do Młodzieżowych Mistrzostw Europy będzie łączył obie posady. Pierwszy problem pojawi się w meczu o Superpuchar z Cracovią, który został wyznaczony na 9 października, gdy kadra U-21 grać będzie z Serbią (9 października) i Bułgarią (13 października).
Legia jest dziesiątym klubem w trenerskiej karierze Michniewicza. W przeszłości był szkoleniowcem Lecha, Zagłębia Lubin, Arki, Widzewa, Jagiellonii, Polonii Warszawa, Podbeskidzi, Pogoni i Bruk-Betu Nieciecza. Z Zagłębiem zdobył mistrzostwo Polski, a z Lechem wywalczył Puchar oraz Superpuchar Polski.
Zadania jakie właściciel Legii postawił Michniewiczowi są oczywiste – awans do fazy grupowej Ligi Europy, obrona mistrzowskiego tytułu i zdobycie Pucharu Polski. Jeśli przy tym wyraził też oczekiwanie, żeby zespół grał ładny dla oka, widowiskowy futbol, to raczej chyba się nie doczeka, bo Michniewicz największą wagę przywiązuje do gry defensywnej.
Kto następny do zwolnienia?
W miniony weekend zmiany szkoleniowca zaczęli domagać się fani Wisły Kraków, rozdrażnieni porażką ich ulubieńców 0:3 z Wisłą Płock. Trener „Białej Gwiazdy” Artur Skowronek, którego w poprzednim sezonie wychwalano przy Reymonta pod niebiosa, po porażce z „Nafciarzami” usłyszał z trybun: „To jest prawda oczywista, to jest właśnie wuefista” oraz „Zmieniaj trenera, hej Kuba zmieniaj trenera”. Poprawić notowania u kibiców swojej drużyny będzie mu trudno, bo w 5. kolejce wiślaków czeka wyprawa do Zabrza, a Górnik już jednego trenera w tym sezonie zmienił.
Nieciekawie wygląda też sytuacja trenera Piasta Gliwice Waldemara Fornalika. Po czterech kolejkach jego zespół z wylądował na ostatnim miejscu w tabeli mając zerowy dorobek punktowy, zero strzelonych goli i cztery stracone. Nietrudno więc zauważyć, że Vuković stracił posadę będąc w znacznie lepszym położeniu od Fornalika, bo zostawił zespół na 7. miejscu z dorobkiem sześciu punktów i bilansem bramkowym 5:6.

Wyniki 4. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 4. kolejki:

Wisła Kraków – Wisła Płock 0:3
Gole: Alan Uryga (8), Damian Michalski (43), Damian Rasak (71).
Żółte kartki: Basha, Szot – Rasak.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów:
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Raków Częstochowa 1:4
Gole: Tomasz Nowak (13) – Petr Schwarz (21 karny, 40 karny), Marcin Cebula (34), Vladislavs Gutkovskis (45 karny).
Żółte kartki: Jaroch – Wilusz, Petrasek.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 4397.
Legia Warszawa – Górnik Zabrze 1:3
Gole: Bartosz Slisz (60) – Alex Sobczyk (4), Bartosz Nowak (17), Jesus Jimenez (47).
Żółte kartki: Rafael Lopes, Juranović – Wiśniewski.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 11 000.
Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (89 karny).
Żółte kartki: Matynia, Dąbrowski, Gorgon – Tamas, Pałaszewski, Putnocky, Lewkot.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 1821.
Lechia Gdańsk – Stal Mielec 4:2
Gole: Flavio Paixao (4, 73 karny), Conrado (45), Michał Nalepa (88) – Krystian Getinger (23), Mateusz Mak (44).
Żółte kartki: Saief, Nalepa, Conrado – Getinger, Flis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 4507.
Zagłębie Lubin – Cracovia 1:1
Gole: Lorenco Simić (67) – Rivaldinho (48).
Żółte kartki: Guldan, Balić – Fiolić.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 2533.
Lech Poznań – Warta Poznań 1:0
Gol: Jakub Moder (90 karny).
Żółte kartki: Ramirez – Kuzimski, Ławniczak, Trałka.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 17 546.
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Jesus Imaz (58).
Żółte kartki: Lipski, Milewski – Tiru.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 2649.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 4 12 12:3
  2. Raków 4 9 10:5
  3. Jagiellonia 4 8 6:4
  4. Śląsk 4 7 8:5
  5. Pogoń 4 7 5:4
    – Zagłębie 4 7 5:4
  6. Legia 4 6 5:6
  7. Lechia 4 6 6:8
  8. Wisła P. 4 5 6:4
  9. Lech 4 5 7:7
  10. Stal 4 2 4:8
  11. Podbeskidzie 4 2 7:12
  12. Wisła K. 4 2 4:9
  13. Cracovia 4 1 6:5
  14. Warta 4 1 0:3
  15. Piast 4 1 0:4

Puchary są ważniejsze

Lech Poznań w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Europy pokonał Hammarby IF 3:0, a Piast wygrał z TSV Hartberg 3:2. Tym samym w 3. rundzie zagrają aż trzy polskie zespoły, bo do tej fazy rozgrywek Ligi Europy po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów została przeniesiona Legia Warszawa. Europejskie puchary dla tego tercetu mają teraz priorytet.

Kilkanaście lat temu trzy polskie drużyny klubowe w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA) było normą, ale w kilku ostatnich sezonach nasze zespoły zazwyczaj odpadały już w pierwszej, góra drugiej rundzie, co zresztą spowodowało spadek PKO Ekstraklasy w rankingu UEFA na upokarzające 32. miejsce. W obecnej edycji europejskich pucharów w końcu jednak sytuacja uległa poprawie, bo w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy mamy trzy zespoły, a na dodatek ekipy Lecha i Piasta dotarły do tej fazy po wyeliminowaniu rywali z wyżej notowanych lig od polskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie trzy nasze drużyny minęły dopiero półmetek kwalifikacji i żeby awansować do fazy grupowej Ligi Europy, muszą jeszcze przejść przez dwie rundy.
Legia ma najłatwiejszego rywala
W trzeciej najłatwiejszego rywala ma Legia, która zmierzy się z mistrzem Kosowa Drita Gnjilane. Najbliższy pucharowy przeciwnik „Wojskowych” także zaczynał od Ligi Mistrzów, ale tu szybko odpadł po porażce z Linfield FC 0:3, natomiast w Lidze Europy miał więcej szczęścia. W poprzedniej rundzie Drita wyeliminowała macedoński Sileks Kratowo wygrywając na wyjeździe 2:0, lecz w potyczce z Legią w Warszawie eksperci nie dają jej praktycznie żadnych szans.
W przypadku awansu do 4. rundy warszawianie podejmą d Qarabg Agdam. Mistrz Azerbejdżanu w ostatnich latach ma „na rozkładzie” w pucharowych potyczkach Wisłę Kraków i Piasta Gliwice, poza tym w sezonie 2017/2018 zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie Qarabag jako mistrz Azerbejdżanu wystartował w eliminacjach Ligi Mistrzów. W I rundzie wygrał 4:0 z FK Sileks, w II rundzie pokonał 2:1 Sheriff Tiraspol, ale w III rundzie odpadł po karnych z Molde FK. Po dwóch kolejkach azerskiej ekstraklasy jest liderem rozgrywek. W latach 2017-2019 w jego barwach występował były obrońca Legii Jakub Rzeźniczak.
Kolejorz jedzie na Cypr
Lech Poznań w 3. rundzie zmierzy się z Apollonem Limassol, który wyeliminował w drugiej rundzie OFI Kreta. Cypryjski zespół nie będzie jednak dla „Kolejorza” łatwiejszym rywalem, bo w rankingach klubowych i ligowym Cypr jest obecnie wyżej niż Grecja. Apollon Limassol będzie też przeciwnikiem znacznie trudniejszym od Hammarby IF, ale przy odpowiedniej mobilizacji ekipa trenera Dariusza Żurawia z pewnością może pokusić się o zwycięstwo.
Jeśli poznański zespół awansuje, zmierzy się ze zwycięzcą meczu Royal Charleroi SC – Partizan Belgrad. Oba zespoły są w zasięgu graczy „Kolejorza”. Royal Charleroi to trzecia drużyna belgijskiej ekstraklasy ubiegłego sezonu, dlatego rywalizację w Lidze Europy rozpoczyna od III rundy. W obecnych rozgrywkach w krajowej lidze w pięciu pierwszych kolejkach zdobyła komplet punktów. W przeszłości w barwach tego klubu grali Kazimierz Kmiecik, Dariusz Marciniak i Tomasz Romaniuk, a obecnie piłkarzem tego klubu jest były zawodnik Śląska Wrocław Japończyk Ryota Morioka.
Natomiast Partizan cztery lata temu został wyeliminowany z pucharów przez Zagłębie Lubin i wciąż daleko mu do potęgi z czasów Jugosławii. Obecnie jest wicemistrzem Serbii i finalistą krajowego pucharu, a grę w kwalifikacjach Ligi Europy zaczął od I rundy, wygrywając u siebie 1:0 z łotewskim RFS Ryga. W II rundzie pokonał na wyjeździe po dogrywce 1:0 mołdawski FC Sfintul Gheorghe Suruceni. W przeszłości graczem tego zespołu był Tomasz Rząsa.
Piast wylosował najgorzej
Na najtrudniejszego rywala w 3. rundzie trafił jednak Piast Gliwice, którrego czeka wyprawa do Danii i starcie z zespołem FC Kopenhaga, którego zawodnikiem jest były napastnik gliwicekiej drużyny Kamil Wilczek. W ostatnich latach polskie drużyny na ogół przegrywały z duńskimi – Arka Gdynia z Midtjylland, a Lechia Gdańsk z Broendby Kopenhaga. FC Kopenhaga w poprzednim sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy, odpadając dopiero po dogrywce z potężnym Manchesterem United. Dlatego ten rywal jest zdecydowanie mocniejszy nie tylko od Piasta, ale od każdego innego polskiego zespołu.
Gdyby jednak jakimś cudem gliwiczanie pokonali duńską przeszkodę, to w 4. rundzie zmierzyliby się z lepszym z pary HNK Rijeka – Kołos Kowaliwka. Jesli chodzi o potencjał piłkarski tych zespołów, to zarówno chorwacki, jak i ukraiński są na wyższej półce niż TSV Hartberg, ale na niższej niż FC Kopenhaga. HNK Rijeka to trzeci zespół poprzedniego sezonu chorwackiej ekstraklasy i zdobywca Pucharu Chorwacji. W obecnym sezonie w pierwszych czterech meczach ligowych zdobył sześć punktów. Dzięki wysokiemu współczynnikowi chorwackiej ligi rywalizacje w kwalifikacjach Ligi Europy rozpocznie dopiero od III rundy. Graczami tego zespołu są znani z polskich boisk Zoran Arsenić (Jagiellonia), Antonio Colak (Lechia Gdańsk) i Tibor Halilović (Wisła Kraków).
O sile ekipy Kołosa Kowaliwka niewiele wiadomo, bo ten założony w 2012 roku ukraiński klub dopiero debiutuje w europejskich pucharach. W rundzie zasadniczej poprzedniego sezonu rodzimej ligi w 32 spotkaniach zgromadził 32 punkty i zajął szóste miejsce. Prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył po barażach, pokonując w nich Dniepr Dniepropietrowsk i FK Mariupol. W tym sezonie ukraińskiej ekstraklasy Kołos utrzymuje pozycje w środku tabeli, zaś w eliminacjach Ligi Europy, które zaczął od II rundy, wygrał na wyjeździe 2:1 z Arisem Saloniki. W zespole tym występuje obecnie dwóch graczy znanych z gry w polskiej ekstraklasie – Andrij Bohdanow (Arka Gdynia) i Kyryło Petrow (Korona Kielce).
Liga krajowa na drugim planie
Zakwalifikowanie się do fazy grupowej Ligi Europy w tej chwili jest priorytetem dla tercetu naszych reprezentantów w pucharowych zmaganiach, dlatego w krajowej lidze Legia, Lech i Piast na razie nie błyszczą. W miniony weekend broniący tytułu stołeczny zespół przegrał w 4. kolejce z liderem obecnych rozgrywek PKO Ekstraklasy Górnikiem Zabrze 1:3. Zabrzanie zaczęli sezon z impetem i jak na razie są niepokonani. W sobotę na stadionie przy Łazienkowskiej zaskoczyli mistrza Polski agresywnym pressingiem, a pierwsze skrzypce w ich akcjach ofensywnych grali Jesus Jimenez, Alex Sobczyk i Bartosz Nowak. Oni też byli strzelcami goli dla Górnika, który po czterech kolejkach ma na koncie 12 bramek zdobytych i tylko trzy stracone. Atutem zabrzan jest też ich niesamowite wytrenowanie – żaden inny zespół w naszej lidze nie biega tyle, ile biegają podopieczni trenera Marcina Brosza. W meczu z Legią gracze zabrzańskiej drużyny przebiegli w sumie 122,8 km. Pod tym względem byli lepsi od legionistów o ponad dziesięć kilometrów. To jest jednak wyczerpujący styl gry, ale na razie zabrzanom pary nie brakuje.
W innych meczach 4. kolejki Wisła Kraków przegrała z Wisłą Płock 0:3, Podbeskidzie Bielsko-Biała z Rakowem Częstochowa 1:4, Pogoń Szczecin pokonała Śląsk Wrocław 1:0, a Lechia Gdańsk wygrała ze Stala Mielec 4:2. Niedzielne spotkania Lecha Poznań z Wartą Poznań i Zagłębia Lubin z Cracovią zakończyły się po zamknięciu wydania, a mecz Piasta Gliwice z Jagiellonią Białystok zostanie rozegrany w poniedziałek.

Lech wreszcie ograł Szwedów

W wyjazdowym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy Lech Poznań wygrał 3:0 ze szwedzkim Hammarby IF. Bramki dla wicemistrzów Polski strzelili Pedro Tiba, Jakub Kamiński oraz Filip Marchwiński. Od 63. minuty Szwedzi grali w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartką ukarany został Jeppe Andersen.

Ostatnim polskim zespołem, który wyeliminował szwedzki klub w europejskich pucharach, była Legia Warszawa, która dokonała tej sztuki w sezonie 2001/2002 zwyciężając w I rundzie Pucharu UEFA IF Elfsborg 4:1 i 6:1. Lech Poznań przed meczem z Hammarby bynajmniej nie był uważany za faworyta, ani w Polsce, ani tym bardziej w Szwecji. Ogólnie szanse zespołów na awans oceniano po równo i w gruncie rzeczy przez blisko godzinę gry te przewidywania się sprawdzały na boisku. Mecz był względnie wyrównany, ale w 55. minucie szczęście dopisało ekipie „Kolejorza”, która objęła prowadzenie po golu Pedro Tiby. Jednak to nie strata bramki podłamała morale graczy Hammarby, tylko czerwona kartka którą osiem minut później został ukarany pomocnik gospodarzy Jeppe Andersen. Niemiecki sędzia Sascha Stegemann przerwał grę po jego dość przypadkowym uderzeniu w twarz Pedro Tiby. Gracz Lecha wykazał przy tym spory talent aktorski, a że Andersen wdał się jeszcze w niepotrzebną dyskusję z arbitrem, ten sięgnął po żółtą kartkę. W tym meczu była to już jednak druga taka kara dla tego gracza, zatem zgodnie z regulaminem konsekwencja musiał być czerwony kartonik i wyrzucenie z boiska. Osłabiony zespół Hammarby próbował mimo to doprowadzić do wyrównania i w ostatnich minutach został dwukrotnie skontrowany przez dwójkę utalentowanych polskich piłkarzy – na 2:0 w 89. minucie podwyższył 18-letni Jakub Kamiński, a na 3:0 już w doliczonym czasie gry trafił jego rówieśnik Filip Marchwiński. Lech przełamał więc niemoc w starciach ze szwedzkimi zespołami – w przeszłości odpadał z europejskich pucharów dwukrotnie z IFK Goeteborg i raz z AIK Solna. Lechici awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji, w której zmierzą się na wyjeździe z OFI Kreta lub Apollonem Limassol (mecz tych zespołów został rozegrany w czwartek i zakończył się po zamknięciu wydania).
Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw po meczu, co oczywiste, nie krył zadowoleni z postawy swojego zespołu. „Uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Chciałem podkreślić, że gra ofensywna, którą w tym sezonie stosujemy w polskiej lidze, przynosi nam wymierne efekty także na arenie międzynarodowej. Ale rzecz jasna o zwycięstwie przesądzają gole, dlatego uważam, że przełomowym momentem w meczu była bramka Pedro Tiby, która dała nam prowadzenie” – przyznał szkoleniowiec poznańskiej drużyny.
A skoro już wspomniał o ofensywnej formacji swojego zespołu, wygłosił pean pod adresem pozyskanego latem szwedzkiego napastnika Mikaela Ishaka. „Mocno zabiegaliśmy latem żeby go pozyskać i od pierwszego występu w naszym zespole daje nam jakość w ataku. Strzela dużo goli, ale jak jest mocno pilnowany, to walecznością i zaangażowaniem też bardzo pomaga drużynie” – przekonywał Żuraw. O czerwonej kartce dla Andersena wiele m owić nie chciał, bo ponoć całej sytuacji dokładnie nie widział. „Wiem od moich zawodników, że ten zawodnik próbował dyskutować z arbitrem po faulu, którego dopuścił się na Tibie, a w takich sytuacjach jak wiem z praktyki zazwyczaj takie dyskutowanie właśnie tak się kończy” – stwierdził szkoleniowiec Lecha, który do gry przeciwko Hammarby wystawił taki skład: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Dorde Crnomarković, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora (73. Michał Skóraś), Pedro Tiba (84. Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez, Jakub Kamiński – Mikael Ishak (90. Mohammad Awwad).
W drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Europy rywalizował też Piast Gliwice, który na własnym stadionie w czwartek podejmował austriacki TSV Hartberg. W środę gliwicki klub wydał jednak niepokojący w treści komunikat: „Informujemy, że zgodnie z obowiązującym protokołem UEFA Return to Play, dwa dni przed meczem 2. rundy eliminacji Ligi Europy, zespół, sztab oraz pracownicy Piasta Gliwice przeszli badania na obecność wirusa SARS-CoV-2. U dwóch z przebadanych osób test dał wynik pozytywny. Klub niezwłocznie wdrożył wszystkie niezbędne procedury i podjął odpowiednie działania. Wszystkie pozostałe badane osoby uzyskały wynik negatywny” – napisano na stronie Piasta Gliwice. Obie zakażone osoby zostały odizolowane od drużyny i skierowane na kwarantannę. Czwartkowy mecz eliminacji Ligi Europy z austriackim TSV Hartberg nie był jednak z tego powodu zagrożony (zakończył się po zamknięciu wydania).
Gwoli przypomnienia – trzeci z naszych zespołów uczestniczących w kwalifikacjach Ligi Europy, Legia Warszawa, po odpadnięciu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2), został przeniesiony od razu do 3. rundy kwalifikacji LE i w przyszły czwartek (24 września) zmierzy się u siebie na Łazienkowskiej ze zwycięzcą potyczki FK Sileks Kratovo (Macedonia Północna) – Drita Gnjilane (Kosowo).

Górnik gra jak z nut

Poprzedni sezon Górnik Zabrze zakończył na pierwszym miejscu w grupie spadkowej, ale w przerwie letniej zespół opuścił jego najlepszy strzelec, Hiszpan Igor Angulo, a teraz do holenderskiego SC Heerenveen odszedł filar defensywy Paweł Bochniewicz. Mimo tych ubytków zabrzanie zaczęli rozgrywki z przytupem.

Po trzech kolejkach Górnik jest jedynym niepokonanym zespołem w ekstraklasie i prowadzi z kompletem punktów oraz imponującym bilansem bramkowym 9:2. W pierwszej kolejce pokonał na własnym stadionie beniaminka Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:2, a w następnej na wyjeździe ograł 2:0 innego z beniaminków – Stal Mielec. W trzeciej serii gier do Zabrza przyjechał już jednak mocniejszy rywal, bo Lechia Gdańsk to czwarty zespół poprzedniego sezonu.
Trener zabrzańskiej jedenastki Marcin Brosz musiał przed tym spotkaniem w trybie alarmowym przebudować linię obronną, bo po przerwie na reprezentację do SC Heerenveen powędrował 24-letni stoper Paweł Bochniewicz. Bohater transferu za 1,2 mln euro plus bonusy zdążył już w miniona sobotę zadebiutować w nowym zespole i nawet zdobyć dla niego gola, ale w niedzielę pojawił się na stadionie w Zabrzu, żeby pożegnać się fanami Górnika. Dostał od nich owacje, a od władz klubu pamiątkowe zdjęcie w koszulce Górnika. Jakby co, będzie mógł tu wrócić.
Piłkarze Górnika podczas rozgrzewki wybili na trybuny 11 piłek z podpisami całej drużyny. Było to podziękowanie dla kibiców za wykupienie wszystkich dostępnych biletów na to spotkanie (10 270). Lepszą frekwencję w trzeciej kolejce odnotowano jedynie we Wrocławiu, gdzie obfitujący w gole mecz Śląska z Lechem obejrzało 11 535 widzów. To jak na razie rekordowa frekwencja w nowym sezonie, a warto zauważyć, że tylko na stadionach Śląska i Górnika liczba widzów przekroczyła granicę 10 tysięcy. Na pozostałych stadionach jak na razie kibice nie dopisują – na domowy mecz Lecha z Wisłą Płock przyszło 8226 widzów, a jedyny jak na razie ligowy mecz Legii na Łazienkowskiej, z Jagiellonią, przyciągnął na trybuny 9109 kibiców. To sie może jednak zmienić już w najbliższy weekend, bo właśnie w ramach 4. kolejki zajmująca obecnie czwarta lokatę w ligowej tabeli Legia podejmie u siebie na Łazienkowskiej ekipę trenera Brosza. Dla zabrzańskiej jedenastki może to być dopiero przełomowe spotkanie, bo jeśli wygrają z obrońcą mistrzowskiego tytułu, to będzie znaczyło, że w tym sezonie mogą powalczyć o coś więcej, niż tylko miejsce w środku stawki. A Legia jest do pokonania, czego dowiodła 29 sierpnia Jagiellonia, wygrywając na boisku „Wojskowych” 2:1.
Warto przy okazji odnotować, że Marcin Brosz jest w tej chwili w ekstraklasie drugim trenerem z najdłuższym stażem w jednym klubie – prowadzi zespół Górnika od 3 czerwca 2016 roku. Pierwszym jest szkoleniowiec Rakowa Częstochowa Marek Papszun, który przejął ten zespół 18 kwietnia 2016, jak grał jeszcze w II lidze. Rok później świętował z nim awans do I ligi, po sezonie 2018/2019 do ekstraklasy, a teraz po trzech kolejkach nowych rozgrywek jest w czołówce.
Trzej kolejni trenerzy z solidnym stażem w swoich obecnych klubach, to Michał Probierz (prowadzi Cracovię od 21 czerwca 2017 roku), Waldemar Fornalik (trenuje piłkarzy od 19 września 2017) oraz niemiecki szkoleniowiec Pogoni Szczecin Kosta Runjaić, który prowadzi zespół „Portowców” od 6 listopada 2017 roku. Przyzwoicie prezentują się też pod tym względem trener Lechii Piotr Stokowiec, zatrudniony w gdańskim klubie od 5 marca 2018 roku, oraz szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała Krzysztof Brede, prowadzący „Górali” od 18 czerwca 2018 roku.
Trenerzy pozostałych zespołów dostali swoje obecne posady w 2019 roku (Dariusz Żuraw w Lechu, Piotr Tworek w Warcie, Artur Skowronek w Wiśle Kraków, Radosław Sobolewski w Wiśle Płock, Czech Vitezslav Lavicka w Śląsku, Serb Aleksandar Vuković w Legii i Słowak Martin Sevela w Zagłębiu) lub 2020 roku (Dariusz Skrzypczak w Stali Mielec i Bogdan Zając w Jagiellonii).
Który z wymienionych szkoleniowców pierwszy w tym sezonie straci pracę, na razie jeszcze nie można przewidzieć. Ale za trzy-cztery kolejki tu i ówdzie tzw. trenerska karuzela może już pójść w ruch.

Eksportowe zespoły bez błysku

Pierwsza po przerwie reprezentacyjnej ligowa kolejka miała dać odpowiedź, w jakiej formie są nasze „eksportowe zespoły”, czyli walczące w kwalifikacjach Ligi Europy Lech Poznań, Piast Gliwice i Legia Warszawa. Z trójki pucharowiczów komplet punktów zdobyła jedynie warszawska drużyna, zaś poznaniacy i gliwiczanie swoje mecze zremisowali.

Mecz we Wrocławiu zaczął się dla zespołu Lecha znakomicie, bo już w 7. minucie objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Gospodarze wyrównali jednak pięć minut później po golu Piotra Celebana, a w 16. minucie na 2:1 dla nich strzelił Francuz Mathieu Scalet. Gracze „Kolejorza” potrzebowali 12 minut żeby odzyskać inicjatywę i w 28. minucie po trafieniu Hiszpana Daniego Ramireza wyrównali stan meczu, a w 32. minucie Ishak wyprowadził ich na prowadzenie 3:2. Pozyskany latem szwedzki napastnik ma już na koncie cztery gole i na spółkę z czeskim napastnikiem Legii Tomasem Pekhartem prowadzi w klasyfikacji strzelców.
Jeśli Szwed utrzyma taką snajperska dyspozycję dłużej, fani „Kolejorza” szybko przestaną tęsknić za duńskim napastnikiem Christianem Gytkjaerem. Po zmianie stron zespołowi Śląska dopisało szczęście, bo po faulu Tymoteusza Puchacza na Zambijczyku Lubambo Musondzie sędzia podyktował dla wrocławian rzut karny, który na wyrównująca bramkę na 3:3 zamienił Słowak Robert Pich. Mimo okazji z obu stron więcej goli w tym meczu nie padło.
Po trzech kolejkach Śląsk z siedmioma punktami na koncie jest w czubie ligowej tabeli, zaś Lech z dwoma zajmuje miejsce w środku stawki, więc remis uzyskany we Wrocławiu trzeba uznać za obiecujący w kontekście czekającego w środę poznański zespół wyjazdowego meczu z Hammarby IF w 2. rundzie eliminacji Ligi Europy. Mniej optymistycznie wygląda dyspozycja piłkarzy Piasta Gliwice, którzy w Grodzisku Wielkopolskim po słabiutkim występie zremisowali 0:0 z Wartą Poznań. A gwoli przypomnienia, w czwartek w meczu 2. rundy LE rywalem gliwiczan będzie austriacki TSV Hartberg, zespół raczej lepszy od Warty. Trzeci z pucharowiczów, Legia, wejdzie do gry w kwalifikacjach LE dopiero od 3. rundy, ma więc jeszcze trochę czasu. Oby tylko strzeleckiej formy nie stracił Pekhart, który zapewnił „Wojskowym” komplet punktów w wyjazdowej potyczce z Wisła Płock.

Szwedzi na drodze Lecha

W poniedziałek w siedzibie UEFA w Nyonie rozlosowano pary II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Lecha Poznań czeka trudne wyjazdowe starcie z Hammarby, natomiast Piast Gliwice podejmie u siebie TSV Hartberg. Mecze tej fazy kwalifikacji odbędą się 17 września. Wylosowano też potencjalnych rywali naszych drużyn w trzeciej rundzie kwalifikacji.

W pierwszej rundzie eliminacji LE wystąpiły trzy polskie zespoły. Na placu boju pozostały dwa – Lech i Piast. Z rozgrywkami pożegnała się Cracovia po porażce z Malmoe FF 0:2. „Kolejorz” natomiast pokonał łotewską drużynę Valmiera FK 3:0, a gliwiczanie dość nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Dynamem Mińsk 2:0. Przed wyznaczonym na miniony poniedziałek losowaniem par 2. rundy, UEFA podzieliła zespoły na grupy. Z polskich zespołów w nieco lepszej sytuacji zdawał się być Lech, który znalazł się w gronie drużyn rozstawionych, ale nic to mu nie dało, bo wylosował fatalnie trafiając na szwedzki zespół Hammarby IF, którego mniejszościowym udziałowcem jest grający obecnie w AC Milan słynny Zlatan Ibrahimovic. Lechici z tym rywalem na dodatek o awans do trzeciej rundy zagrają na wyjeździe.
Może rozzłoszczą Zlatana?
To nie pierwszy raz gdy poznański zespół w europejskich pucharach po wyeliminowaniu łotewskiej drużyny trafia w następnej rundzie na szwedzką. W sezonie 1991/1992 lechici w pierwszej rundzie kwalifikacji do świeżo powstałej Ligi Mistrzów ograli skonto Ryga, ale nie dali rady ekipie IFK Goeteborg (0:1 i 0:3). Siedem lat później w Pucharze UEFA Lech wyeliminował Metalurgs Lipawa, ale w następnej fazie ponownie trafił na zespół z Goeteborga i odpadł po 1:2 u siebie i 0:0 na wyjeździe. Może za trzecim razem ekipie „Kolejorza” pójdzie lepiej i po zwycięstwie nad Valmiera FK pokona także Hammarby. Szanse są jednak niewielkie, bo lechici nie mają farta w pucharowych starciach ze szwedzkimi zespołami. W sezonie 2011/2012 w kwalifikacjach Ligi Europy zostali też wyeliminowani przez AIK Solna, przegrywając 0:3 na wyjeździe i wygrywając tylko 1:0 u siebie.
Hammarby IF jest wprawdzie obecnie zespołem ze środka tabeli szwedzkiej ekstraklasy, ale liga w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, więc rywale są w środku rozgrywek i chociaż w tabeli zajmują siódme miejsce, ze stratą 14 punktów do prowadzącego Malmoe FF (ten zespół wyrzucił z kwalifikacji LE Cracovię), to trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie Hammarby do końca walczyło z Djurgardens i Malmoe o mistrzostwo kraju. To wtedy Ibrahimović, który jest wychowankiem Malmoe FF, wykupił jedną czwartą udziałów w Hammarby, czym tak rozwścieczył fanów swojego dawnego klubu, że dzisiaj uważają go za zdrajcę i wieszają deski klozetowe na jego rzeźbie wystawionej przed stadionem w Malmoe. Zwycięzca meczu Hammarby – Lech w 3. rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą meczu OFI Kreta – Apollon Limassol.
Ekipa „Kolejorza” w krajowej lidze na razie nie imponuje formą. W pierwszej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe 1:2 z Zagłębiem Lubin, a w drugiej na swoim boisku ledwo zremisowała 2:2 z Wisłą Płock. Co prawda obie bramki lechici stracili po rzutach karnych, ale jeden punkt po dwóch kolejkach nie wystawia wicemistrzom kraju najlepszego świadectwa, a jeszcze na dodatek w trzeciej serii gier czeka ich wyjazdowa potyczka z niepokonanym jak do tej pory Śląskiem. Jeśli „Kolejorza” wygra we Wrocławiu, to powinien też poradzić sobie z Hammarby.
Piast Gliwice był losowany spośród drużyn nierozstawionych, zatem jego trener Waldemar Fornalik pewnie odetchnął z ulga na wieść, że jego zespołowi przyjdzie się w 2. rundzie zmierzyć na własnym boisku z austriackim TSV Hartberg.
SV Hartberg w poprzednim sezonie austriackiej ekstraklasy zajął piąte miejsce, a prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył w barażach z Austrią Wiedeń. „Nie lekceważymy żadnego przeciwnika, ale z losowania jesteśmy zadowoleni. Uważam, że jesteśmy w stanie awansować. Na pewno uważnie przyjrzymy się jak gra ten austriacki zespół, być może pojedziemy obejrzeć go na żywo. Niczego nie zaniedbamy” – zapewnia dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk.
Piast na razie lepszy w pucharach
Także prezes austriackiego klubu Brigitte Annerl nie uważa swojej drużyny za faworyta potyczki w Gliwicach. „Nie możemy się doczekać europejskiej przygody, która zacznie się w Polsce. Podchodzimy do tego meczu bez presji, bo trafiliśmy na silnego rywala, ale TSV zawsze dobrze prezentował się na wyjazdach w lidze, więc może postara się o niespodziankę w spotkaniu z Piastem” – stwierdziła w wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej TSV Hartberg.
Problem w tym, że zespół Piasta, trzecia siła w ekstraklasie w poprzednim sezonie, obecną edycje rozgrywek zaczął fatalnie, bo od dwóch porażek. Najpierw przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 0:2, a w miniony weekend uległ na własnym stadionie Pogoni Szczecin 0:1. Gdyby nie to, że Cracovia zaczęła rozgrywki z minusowymi pięcioma punktami na koncie, to po dwóch kolejkach Piast byłby w stawce zespołów PKO Ekstraklasy „czerwoną latarnią” z zerowym dorobkiem punktowy, trzema straconymi golami i bez żadnej zdobyczy bramkowej. Nie jest to jednak problem, bo do końca rozgrywek w naszej lidze jeszcze 28 kolejek i będzie czas odrobić straty, a teraz trzeba wszystkie siły poświęcić na jak najlepszy występ w kwalifikacjach Ligi Europy. W przerwie na reprezentację podopieczni trenera Fornalika będą mieli okazję do poprawienia mankamentów w swojej grze, bo przed starciem z TSV czeka ich tylko jeden ligowy mecz, z Wartą Poznań w 3. kolejce ekstraklasy. Jeśli gliwiczanie uporają się z austriackim zespołem, w 3. rundzie zmierzą się z lepszym z pary IFK Goeteborg – FC Kopenhaga.W Lidze Europy powalczy też Legia Warszawa, która w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów przegrała z Omonią Nikozja, ale na pocieszenie dostała jeszcze szansę awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski zaczną od 3. rundy, a swój pierwszy mecz w tych rozgrywkach zagrają 24 września, a zmierzą się ze zwycięzcą pary Sileks Kratovo (Macedonia) – Drita Gnjilane FC (Kosowo).

Pary 2. rundy eliminacji Ligi Europy:
Ścieżka ligowa: Hammarby IF – Lech Poznań, Piast Gliwice – TSV Hartberg, Kajsar Kyzołorda – APOEL Nikozja, Locomotiw Tbilisi – Dynamo Moskwa, Coleraine – Motherwell, KF Teuta – Granada, Viking FK – Aberdeen FC, CSKA Sofia – Bate Borysów, KF Laci – Hapoel Ber-Szewa, Ventspils – Rosenborg, Servette Genewa – Stade de Reims, Olimpia Ljubljana – Zrinsjki Mostar, Hibernians FC – Fehervar, Nomme Kalju/NS Mura – Aarhus, Neftci Baku – Galatasaray Stambuł, IFK Goteborg – FC Kopenhaga, OFI Kreta – Apollon Limassol, Bala Town – Standard Liege, FC Botosani – Shkendija FK, Aris Saloniki – Kolos Kovalivka, FK Riterial – Slovan Liberec, FC Borac Banja Luka – Rio Ave, FK Kukesi – VfL Wolfsburg, NK Osijek – FC Basel, Bodo/Glimt – Żalgiris Wilno, Niederkorn – Willem II Tilburg, Suruceni – Partizan Belgrad, Lokomotiv Płowdiw – Tottenham Hotspur, Budapest Honved – Malmoe FC, Lincoln FC – Glasgow Rangers, Renova – Hajduk Split, DAC Dunajska Streda – FK Jablonec, Shamrock Rovers – AC Milan. Ścieżka mistrzowska: Inter Escaldes – Dundalk FC, Kuopion Palloseura – Slovan Bratislava, Linfield Belfast – Floriana FC, FC Ryga – Tre Fiori, Djurgarden IF – Europa FC, Flora Tallin – KR Reykjavik, Siłeks Kratowo – Drita FC, FK Astana – Buducnost Podgorica, Ararat-Armenia Erywań – Fola Esch, Connah’s Quay Nomads FC – Dinamo Tbilisi.

Wyniki 2. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 2. kolejki:
Stal Mielec – Górnik Zabrze 0:2

Gole: Paweł Bochniewicz (36), Alasana Manneh (47). Żółte kartki: Kościelny, Tomasiewicz – Sobczyk, Wiśniewski.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 3420.
Zagłębie Lubin – Warta Poznań 1:0
Gol: Damjan Bohar (88). Żółte kartki: Wójcicki, Jończy, Żubrowski – Kuzimski. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk).
Widzów: 2486.
Lechia Gdańsk – Raków Częstochowa 1:3
Gole: Omran Haydary (45) – Marcin Cebula (46), Vladislavs Gutkovskis (55, 76).
Żółte kartki: Sopoćko, Nalepa, Kuciak, Fila – Gutkovskis. Czerwona kartka: Nalepa (39. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 5424.
Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 1:3
Gole: Mariusz Pawelec (40 samobójcza) – Robert Pich (17 karny), Waldemar Sobota (85 karny). Żółte kartki: Szot – Puerto, Celeban. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 5044
Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok 1:2
Gole: Tomas Pekhart (60) – Jakov Puljić (19), Jesus Imaz (28).
Żółte kartki: Camara – Sobczak.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 9109.
Lech Poznań – Wisła Płock 2:2
Gole: Mikael Ishak (56), Jakub Kamiński (68) – Mateusz Szwoch (17 karny), Patryk Tuszyński (88 karny). Żółte kartki: Szwoch, Michalski, Uryga (Wisła).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 8226.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Cracovia 2:2
Gole: Karol Danielak (16), Aleksander Komor (58) – David Jablonsky (45), Tomas Vestenicky (81). Żółte kartki: Mroczko, Biliński, Ubbink (Podbeskidzie).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 4308.
Piast Gliwice – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Alexander Gorgon (66).
Żółte kartki: Lipski, Świerczok, Huk – Frączczak, Smoliński, Matynia.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2578.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

Górnik 2 6 6:2
Śląsk 2 6 5:1
Zagłębie 2 6 3:1
Jagiellonia 2 4 3:2
Raków 2 3 4:3
Legia 2 3 3:3
Pogoń 2 3 2:2
Lechia 2 3 2:3
Wisła P. 2 2 3:3
Lech 2 1 3:4
Podbeskidzie 2 1 4:6
Wisła K. 2 1 2:4
Stal 2 1 1:3
Warta 2 0 0:2
Piast 2 0 0:3
Cracovia 2 -1 4:3

Legia słaba po Omonii

W miniony czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy odpadła Cracovia, która przegrała z Molmoe FF 0:2. Dalej grają Lech Poznań (wygrał 3:0 z Valmiera FC) i Piast Gliwice (2:0 z Dynamem Mińsk), a w III rundzie dołączy do nich jeszcze Legia, która odpadła w eliminacjach Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2).

Trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković nie krył obaw o wynik ligowego starcia z Jagiellonią. „To dla nas niewygodny rywal, niewygodny jest też moment, w którym z nim gramy, bo zaraz po meczu w europejskich pucharach, w którym walczyliśmy na dodatek przez 120 minut” – twierdził przed meczem. W ostatnich 10 spotkaniach Legii z Jagiellonią w ekstraklasie warszawianie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, zaś białostocczanie triumfowali trzykrotnie, a w pięciu spotkaniach padły wyniki remisowe. W pierwszej kolejce Jagiellonia, którą w tym sezonie prowadzi dawny asystent Adama Nawałki w kadrze Polski Bogdan Zając (zastąpił latem Bułgara Iwajło Petewa), zremisowała u siebie z Wisłą Kraków 1:1, więc raczej spodziewano się kolejnego podziału punktów. Legioniści zaczęli jednak sobotni mecz z dużą werwą, chociaż trener Vuković posadził na ławce Michała Karbownika (Legia finalizuje jego transfer do SSC Napoli na siedem milionów euro) oraz Luquinhasa, za to w podstawowym składzie wyszli Bartosz Kapustka i Andre Martins. Ale zapału „Wojskowym” starczyło tylko na kwadrans, w którym nawet strzelili gola, lecz arbiter go nie uznał. Potem inicjatywę przejęli goście i 19. oraz 28. minucie znaleźli sposób na pokonanie Artura Boruca. Po zmianie stron warszawianie podjęli jednak walkę i zepchnęli białostocczan do defensywy, ale swoją przewagę zdołali przekuć tylko na jedno trafienie autorstwa Czecha Tomasa Pekharta. Legia straciła zatem cenne punkty i nic dziwnego, że trener Vuković nie krył zadowolenia z ligowej przerwy na reprezentację, która 4 września zagra z Holandią, a 7 września z Bośnia i Hercegowiną. „Ta przerwa dla nas będzie bardzo pomocna. Nie będzie z nami kilku reprezentantów krajów, ale reszta graczy będzie miała czas na regenerację i odpoczynek, ale też solidny trening” – zapewniał szkoleniowiec Legii, który po porażce z Omonią Nikozja mocno stracił na pewności siebie. Warszawianie rywala w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy poznają 1 września, a mecz w tej fazie rywalizacji rozegrają dopiero 24 września. Wśród potencjalnych rywali są jednak mocne zespoły, jak FK Astana, Slovan Bratysława czy Djurgardens.
Natomiast Lech Poznań i Piast Gliwice czekają 17 września mecze w II rundzie, a wśród potencjalnych rywali aż roi się od uznanych piłkarskich marek, są wśród nich m.in. Tottenham Hotspur, AC Milan, FC Basel, VfL Wolfsburg, Dynamo Moskwa czy Galatasaray Stambuł. W I rundzie Piast dość nieoczekiwanie wyeliminował Dynamo Mińsk 2:0, co było w wykonaniu gliwiczan historycznym wyczynem, bo po raz pierwszy udało im się przebrnąć przez pierwszą rundę europejskich pucharów. Zapłacili za wysiłek, podobnie jak gracze Legii, ligową porażką z Pogonią 0:1, gra była warta świeczki.
Zespół Lecha miał znacznie łatwiejsze zadanie, bo łotewski zespół Valmiera FC to debiutant na arenie międzynarodowej i chociaż stawiał ambitny opór, porażka 0:3 z ekipą „Kolejorza” to najniższy „wymiar kary” na jaki mógł w Poznaniu liczyć. W następnej rundzie lechici już na takiego słabego rywala raczej nie trafią, ale póki piłka w grze, nie można skreślać ani ich, ani też dwóch pozostałych naszych zespołów, czyli Piasta i Legii.