W Europie nasza liga jest na 30. miejscu

Lech Poznań zakończył zmagania w grupie D Ligi Europy na ostatnim miejscu, za Glasgow Rangers, Benfiką Lizbona i Sportingiem Liege. A w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich PKO Ekstraklasa wylądowała na żenującym 30. miejscu.

Taka kiepska lokata to efekt żenująco słabych występów naszych pucharowych kwartetów w ostatnich pięciu sezonach. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie wreszcie w miarę przyzwoity rezultat Lecha Poznań w obecnej edycji oraz dzielna postawa Piasta Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł w III rundzie z FC Kopenhaga po porażce 0:3, ale wcześniej pokonał Dinamo Mińsk 2:0 i austriacki TSV Hartberg 3:2). Najwięcej punktów nabił rzecz jasna poznański klub, który w kwalifikacjach Ligi Europy wygrał z FC Valmiera (Łotwa) 3:0, z Hammarby IF (Szwecja) 3:0, z Apollonewm Limassol 5:0 i z belgijskim Royal Charleroi 2:1. Te znakomite wyniki zrodziły wielkie oczekiwania wobec ekipy trenera Dariusza Żurawia w fazie grupowej Ligi Europy, ale trzeba obiektywnie przyznać, że zespoły Benfiki Lizbona i Glasgow Rangers były od lechitów silniejsze. Szkoda natomiast porażki w rewanżu ze Standardem Liege (1:2), bo zwycięstwo w tym przeciwnikiem, całkiem przecież realne, bo u siebie Lech wygrał 3:1, dałoby awans PKO Ekstraklasie w rankingu ligowym UEFA na 27. pozycję. Nie byłaby to znacząca poprawa w kontekście występów europejskich pucharach, bo w myśl nowych reguł wprowadzonych przez europejską federację dla klubów z lig sklasyfikowanych w rankingu poniżej 15. miejsca dostęp do kwalifikacji Ligi Europy został zamknięty i naszym zespołom w najbliższych latach pozostanie jedynie rywalizacja w szykowanych właśnie przez UEFA Conference League, czyli w europejskich rozgrywkach pucharowych de facto trzecia liga. Nie dotyczy to jedynie mistrza Polski, bo zespół który wywalczy tytuł po staremu będzie mógł uczestniczyć w eliminacjach Ligi Mistrzów, a jeśli nie odpadnie w pierwszej rundzie, także w kwalifikacjach Ligi Europy. Trzy pozostałe ekipy, czyli zdobywca Pucharu Polski oraz drugi i trzeci zespół na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy bić się będzie jedynie w Conference League. I ta sytuacja potrwa tak długo, dopóki nasza piłkarska ekstraklasa nie awansuje w rankingu UEFA na odpowiednie miejsce lub do kolejnej zmiany przepisów. A te na razie są dopiero w fazie tworzenia, lecz z przecieków można wnosić, iż także na najniższym poziomie europejskich rozgrywek pucharowych zostanie utrzymana zasada rozstawienia, co naszym zespołom nie ułatwi zadania.
Na szybką poprawę sportowej jakości zespołów PKO Ekstraklasy się nie zanosi, nie ma też szans na to, by pozostałe kluby zgodziły się wesprzeć pucharowy kwartet, godząc się choćby na przekładanie spotkań w najbardziej gorącym okresie kwalifikacji czy gier w fazie pucharowej, nie mówiąc już o wypożyczaniu swoich najlepszych graczy. PZPN nie jest też władny chronić polski rynek piłkarski przed rabunkową eksploatacją ze strony silniejszych europejskich klubów, a regulacje w rodzaju przymuszenia klubów do obowiązkowego wystawiania młodzieżowców to tylko półśrodki.
Umiejętność godzenia występów w europejskich pucharach w rywalizacją na krajowym podwórku to dla trenerów prowadzących nasze zespoły wciąż jest wielką sztuką. Wystarczy prześledzić wyniki kwartetu tegorocznych „pucharowiczów”, czyli Legii, Lecha, Piasta oraz Cracovii.
Legioniści dopiero u schyłku jesiennej rundy rozgrywek wyskoczyli na czoło stawki, spychając z pozycji lidera nieobciążony pucharowymi występami Raków Częstochowa. Dwa zwycięstwa z rzędu, najpierw u siebie z Lechią Gdańsk 2:0, a w miniony weekend na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:1, pozwoliły stołecznej ekipie ustabilizować pozycję na szczycie ligowej tabeli, co jednak wcale nie oznacza, iż Legii już dzisiaj należy gratulować zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu. Prawdą jest, że odkąd zespół przejął trener Czesław Michniewicz, warszawianie jeszcze w lidze nie przegrali meczu, a w ośmiu ostatnich kolejkach wywalczyli 20 punktów. W starciu z krakowską Wisłą szybko jednak stracili bramkę i potem zupełnie nie potrafili znaleźć pomysłu na sforsowanie ambitnie i z pomysłem walczących wiślaków, w grze których widać już pierwsze efekty pracy nowego trenera, Petera Hyballi. Niemiecki szkoleniowiec jakimś cudem zdołał przekonać swoich zawodników do gry pressingiem, z którym legioniści długo nie potrafili sobie poradzić. Mieli jednak szczęście, bo w 79. minucie z pomocą pospieszył im 23-letni hiszpański piłkarz Victor Moya Martinez Chuca, faulując bezrozumnie w polu karnym Wisły Luquinhasa i prokurując „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy w tym sezonie, Czech Thomas Pekhart. Utrata prowadzenia podłamała ekipę gospodarzy, z czego skwapliwie skorzystali goście i w końcu przejęli inicjatywę. W 89. minucie Pekhart, który wcześniej regularnie przegrywał powietrzne pojedynki z grającym na środku obrony Wisły rodakiem Michalem Frydrychem, wreszcie wyprzedził go o ułamek sekundy i uderzył piłkę głową tak mocno i precyzyjnie, że bramkarz wiślaków Mateusz Lis nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Dla czeskiego snajpera Legii było to już 12. ligowe trafienie.
Wracając zaś do „pucharowego kwartetu”, to jeszcze lepszym przykładem kłopotów, jakie mogą wpędzić zespół próby godzenia gry w kwalifikacjach z grą w krajowej lidze, jest Piast Gliwice, który po odpadnięciu z europejskich pucharów pogrążył się na wiele tygodni w potężnym kryzysie, z którego trener Waldemar Fornalik wyprowadził zespół dopiero pod koniec października. Gliwiczanie, którzy długo tkwili w ogonie ligowej tabeli, w końcu jednak wzięli się w garść i w efekcie począwszy od 8. kolejki nie przegrali meczu, uzyskując w tym czasie trzy remisy (z Wisłą Płock i Legią po 2:2 oraz Zagłębiem Lubin 1:1) i trzy zwycięstwa – 2:1 z Górnikiem, 2:0 z Lechią, a w miniony weekend w 13. kolejce rozgromili na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała aż 5:0. W ostatniej tegorocznej serii gier Piast podejmie Raków Częstochowa i będzie to zdecydowanie najciekawsza konfrontacja 14. kolejki.
Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2
Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89).
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63).
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11).
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90).
Niedzielne mecze Rakowa Częstochowa z Jagiellonią Białystok oraz Stali Mielec z Lechem Poznań zakończyły się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisłą Płock odbędzie się w poniedziałek 14 grudnia (początek godz. 18:00).

Kanonada w Poznaniu

W najciekawszym meczu 10. kolejki ekstraklasy Lech zremisował u siebie z liderem rozgrywek Rakowem 3:3. Bramki dla „Kolejorza” zdobyli Mikael Ishak, Jakub Moder i Dani Ramirez, a dla gości Ivi Lopez, Oskar Zawada i Daniel Szelągowski. Dla Rakowa był to już dziewiąty mecz w lidze bez porażki, ale strata dwóch punktów kosztowała ten zespół utratę pozycji lidera na rzecz Legii Warszawa, która pokonała Cracovię 1:0.

Lechici przegrywali już z liderem PKO Ekstraklasy 0:2, potem wyszli na prowadzenie 3:2, lecz już w doliczonym czasie gry dali sobie odebrać zasłużone zwycięstwo. W hicie 10. kolejki doszło zatem do podziału punktów, ale remis na Bułgarskiej jest jednak sukcesem zespołu z Częstochowy, który po raz pierwszy w tym sezonie musiał radzić sobie bez trenera Marka Papszuna, zawieszonego na dwa mecze za obrazę sędziego oraz środkowego obrońcy Tomasa Petraska. Czeskiego piłkarza wyeliminowała z gry poważna kontuzja kolana.
Ekipa „Kolejorza”, chociaż ma w perspektywie czwartkowy mecz w Lidze Europy, w starciu z Rakowem nie oszczędzała sił. Było widać, że lechici chcą dokopać rywalom z przyczyn ambicjonalnych, o co postarał się wcześniej trener Papszun kilkoma ironicznymi wypowiedziami o zespole Lecha. Gospodarze przycisnęli częstochowian od pierwszego gwizdka arbitra, ale nie potrafili zdyskontować tej przewagi pod bramką rywali. Goście mieli poza tym mnóstwo szczęścia, lecz bynajmniej nie zamierzali się tylko bronić. W 16. minucie Oskar Zawada zagrał do Marcina Cebuli, a ten między nogami Lubomira Satki podał do Ivi Lopeza. Hiszpan w sytuacji sam na sam założył siatkę wychodzącemu z bramki Filipowi Bednarkowi i tak Raków objął nieoczekiwanie prowadzenie w meczu. Kilkadziesiąt sekund później lechici mogli stracić drugiego gola po błędzie Lubomira Satki, a w 22. minucie Filip Bednarek z najwyższym trudem obronił uderzenie Lopeza.
Lech mógł wyrównać w 25. minucie, lecz doskonałą okazję zmarnował Djordje Crnomarković, który z strzelając z kilku metrów trafił w bramkarza gości. Osiem minut później zespół Rakowa podwyższył prowadzenie znów dewastując szyki obronne „Kolejorza”. Cebula wyłożył piłkę Zawadzie, a ten z bliska wpakował ją do bramki poznańskiego zespołu.
Lechici na drugą bramkę odpowiedzieli niemal natychmiast, bo już 33. minucie po podaniu Michała Skórasia niezawodny Mikael Ishak precyzyjnie uderzył z pola karnego i zdobył kontaktowego gola.
Po zmianie stron Lechowi dopisało szczęście, bo w 47. minucie po zagraniu Jana Sykory Maciej Wilusz zablokował piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktowa „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Jakub Moder. A już trzy minuty później zespół Dariusza Żurawia wyszedł na prowadzenie po kapitalnym strzale Daniego Ramireza z 15 metrów w „okienko” bramki strzeżonej przez Jakuba Szumskiego.
Częstochowianie nie podłamali się strat trzeciego gola, tylko zaatakowali śmiało. Dość długo ich szarże nie przynosiły efektów, a strzały Vladislavsa Gutkovskisa i Kamila Piątkowskiego tylko cudem nie wpadły do siatki lechitów. Kiedy wydawało się już, że lider poniesie w Poznaniu porażkę, w końcówce doliczonego czasu gry Daniel Szelągowski przeprowadził rajd przez pół boiska i w sytuacji sam na sam pokonał Bednarka. Chwilę później sędzia zakończył ten znakomity i stojący na niezłym poziomie mecz.
W innych spotkaniach też działy się dramatyczne rzeczy. Górnik Zabrze w derbowym spotkaniu z zajmującym ostatnią lokat w tabeli Piastem Gliwice nieoczekiwanie przegrał 1:2. Dla gliwickiej ekipy był to powrót do gry po 28 dniach przerwy spowodowanej zakażeniami koronawirusem. Natomiast zwycięstwo podopiecznych Waldemara Fornalika na gorącym dla zespołów przyjezdnych boisku w Zabrzu zapowiada być może ich powrót do walki nie tylko o uniknięcie degradacji. Z potknięcia Rakowa w Poznaniu skorzystała Legia, która pokonała na wyjeździe Cracovię i z dorobkiem 22 punków awansowała na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Raków z 21 pkt jest drugi, a trzecią lokatę zajmuje Górnik.


Inne wyniki ekstraklasy:
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:2
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 1:2
Zagłębie Lubin – Stal Mielec 2:2
Warta Poznań – Wisła Kraków 2:1
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:3
Cracovia – Legia Warszawa 0:1

Raków nie zwalnia tempa

Po wygranej 2:1 w meczu z beniaminkiem Stalą Mielec zespół Rakowa Częstochowa umocnił się na pozycji lidera ekstraklasy. Po ośmiu kolejkach częstochowianie mają na koncie 19 punktów i trzy przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze oraz pięć nad trzecim Zagłębiem Lubin. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia traci do ekipy trenera Marka Papszuna sześć „oczek”, ale ma o jedno spotkanie rozegrane mniej (z Wartą Poznań).

Mielczanie mieli przed potyczką z rozpędzonym liderem niezłego pietra, bo bali się powtórki ciężkiego lania, jakie sprawiła im tydzień wcześniej na ich własnym stadionie Wisła Kraków. Przegrywając z wiślakami aż 0:6 gracze drużyny trenera Dariusza Skrzypczaka mocno zasmucili poprzednie pokolenia piłkarzy Stali, bo w historii Stali takiej wysokiej porażki wcześniej nie odnotowano. Na boisku w Bełchatowie, które Raków wynajmuje z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie, do podobnego pogromu nie doszło, chociaż gospodarze nie szczędzili wysiłków, żeby dorównać ekipie „Białej Gwiazdy” w liczbie strzelonych goli. „Mieliśmy w tym meczu tyle bramkowych sytuacji, że moglibyśmy wygrać ze Stalą co najmniej takim samum wynikiem jak Wisła” – stwierdził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec częstochowskiego zespołu Marek Papszun. Ale ze zwycięstwa 2:1 też był zadowolony, bo zapewnił jego ekipie komplet punktów i utrzymanie prowadzenia w PKO Ekstraklasie. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do roli faworyta, a w spotkaniu ze Stalą z całą pewnością faworytem byliśmy. Dlatego cieszę się podwójnie, bo ze zwycięstwa i z tego, że moi piłkarze wytrzymali presję. A wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo grać z przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce przegrywa u siebie 0:6 i zaraz potem przyjeżdża do lidera. Wiadomo, że każdy zawodnik ekipy rywali będzie walczył na dwieście procent i do ostatniego tchu, bo tylko tak można odzyskać sympatię swoich fanów. Dlatego tym bardziej gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa” – ocenił trener Papszun.
Szkoleniowiec ten prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 roku. Przejął go jeszcze w II lidze, a w poprzednim sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Pierwszy sezon częstochowianie zakończyli na 10. miejscu, a ten zaczęli od porażki u siebie z Legią 1:2, potem już jednak to oni bili innych – pokonali kolejno Lechię 3:1, Zagłębie 2:1 i Podbeskidzie 4:1, zremisowali z Cracovią 2:2, ale następnie dalej kontynuowali zwycięską serię wygrywając z Wisłą Płock 3:0, Górnikiem 3:1 i w miniony weekend ze Stalą 2:1. Po ośmiu meczach mają w dorobku 19 punktów, 20 strzelonych goli i 9 straconych. W liczbie zdobytych bramek nie mają sobie równych – drugi pod tym względem w ekstraklasie Górnik jest gorszy o sześć trafień.
A przecież Raków wcale nie ma w swoich szeregach wirtuozów. Najskuteczniejsi w zespole są 25-letni Łotysz Vladislavs Gutkovskis, 23-letni Słoweniec David Tijanić i 26-letni Hiszpan Ivi Lopez mają na koncie po cztery trafienia. Pierwszy z nich jest w naszym kraju dosyć znany, bo przez ostatnie pięć lat był zawodnikiem Bruk-Betu Nieciecza i w barwach tego zespołu zaliczył 58 występów w ekstraklasie i strzelił 11 goli. Do ekipy Rakowa dołączył przed tym sezonem i okazał się wzmocnieniem. Natomiast dla Tijanica, który do polskiej ligi trafił z NK Triglav, Raków jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Trafił do niego w zimowej przerwie poprzedniego sezonu i zdążył zaliczyć 11 występów, ale w obecnych rozgrywkach należy do podstawowych graczy.
Lopez z kolei to wychowanek Getafe CF, ale ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w hiszpańskiej drugoligowej drużynie SD Ponferradina. Przedtem występował również w takich ekipach jak UD Levante, Real Valladolid, Sporting Gijon i SD Huesca. W Primera Division zaliczył 41 występów, w których zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty. W miniony weekend to on był bohaterem spotkania ze Stalą, strzelając oba gole dla Rakowa.
W ekipie Papszuna jest też wielu piłkarzy, którzy dopiero pod jego ręką osiągnęli wysoki sportowy poziom. Dobrym przykładem jest tu 28-letni czeski stoper Tomas Pietrasek, grający w zespole Rakowa od 2016 roku, co oznacza, że przeszedł z nim drogę od II ligi do ekstraklasy. I rozwinął się tak dalece, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji Czech. W bramce opoką stał się 28-letni wychowanek Legii Jakub Szumski, do którego trenerzy stołecznego klubu nie nabrali przekonania. Od wiosny 2017 roku Szumski gra w Rakowie i w tym sezonie wpuścił w ośmiu meczach dziewięć goli, co nie jest złym osiągnięciem – dla porównania Artur Boruc ma na koncie osiem goli w siedmiu występach.
Wysoką formę po powrocie z ligi rosyjskiej odzyskał w częstochowskim zespole doświadczony 32-letni obrońca Maciej Wilusz. On i Pietrasek oraz 20-letni Kamil Piątkowski (pozyskany przed rokiem z juniorskiej szkółki Zagłębie Lubin) tworzą tercet obrońców, bo ulubionym schematem taktycznym Papszuna jest gra w ustawieniu 1-3-4-3. W środkowej linii najczęściej jego zaufanie zyskują: pozyskany z Hajduka Split 25-letni Chorwat Fran Tudor, 25-letni Igor Sapała, wychowanek Polonii Warszawa, niechciany w Jagiellonii Białystok 27-letni Serb Marko Poletanović i pozyskany trzy lata tremu z Arki Gdynia 25-letni Patryk Kun. Do podstawowej grupy graczy zaliczają się też 28-letni Czech Peter Schwarz, 24-letni Marcin Cebula i 24-letni Oskar Zawada oraz dwaj weterani: 36-letni Piotr Malinowski i 34-letni Przemysław Oziębała. Nie jest to może kadrowy potencjał na długotrwałą dominację w ekstraklasie, nie mówiąc już o europejskich pucharach, ale w tym sezonie zapał i nadzwyczajna mobilizacja napędzana przez kolejne wygrane spotkania mogą przenieść częstochowskiej drużynie historyczny sukces. A za taki należy uznać każde miejsce wyższe od ósmego, bo jak do tej pory jest to najlepsza lokata Rakowa w ekstraklasie (w sezonie 1995/96).
Trudniej częstochowianom będzie pobić klubowy rekord wszech czasów w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach w sezonie 1966/67 doszli aż do finału, w którym przegrali po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. Na pewno będą jednak próbować osiągnąć sukces i na tym froncie. W najbliższy weekend ekstraklasa nie gra, bo to jest termin na rozegranie meczów 1/16 finału Pucharu Polski. Raków czeka już w piątek niełatwa wyjazdowa potyczka z wiceliderem I ligi Bruk-Betem Nieciecza, co pewnie będzie ważnym wydarzeniem dla Vladislavsa Gutkovskisa.
Na dnie tabeli ekstraklasy utknął natomiast beznadziejny w tym sezonie Piast Gliwice. To trochę dziwne, że ten zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecią lokatę, a dwa lata temu świętował pierwsze w historii mistrzostwo Polski, w obecnych rozgrywkach ekstraklasy jeszcze nie wygrał meczu, doznając sześciu porażek (ze Śląskiem 0:2, Pogonią 0:1, Jagiellonią 0:1, Stalą 2:3, Lechem 1:4, Cracovią 0:1) oraz dwukrotnie remisując – z Wartą Poznań w 3. kolejce oraz w ten weekend z Wisłą Płock 2:2. Z Rakowem gliwiczanie zagrają u siebie dopiero w 14. kolejce, a wcześniej podopiecznych trenera Waldemara Fornalika czekają ciężkie wyjazdowe boje z Górnikiem Zabrze, Legią Warszawa i walczącym jak oni o przetrwanie w ekstraklasie Podbeskidziem.
Natomiast w najbliższy weekend w 1/16 finału Pucharu Polski Piast zmierzy się w Mielcu ze Stalą i będzie to jakiś miernik różnicy, jaka dzieli outsidera ekstraklasy od lidera.

Raków rządzi w lidze

W 7. kolejce ligowej znowu było cicho na trybunach. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem wszystkie mecze rozgrywane były bez udziału publiczności. W sobotę w Zabrzu w spotkaniu na szczycie Górnik przegrał z Rakowem 1:3. Zespół trenera Marka Papszuna umocnił się po tym zwycięstwie na pozycji lidera.

Przed hitową w 7. kolejce potyczką lidera (Raków) z wiceliderem (Górnik) obie drużyny miały w dorobku po 13 punktów, a częstochowianie wyprzedzali zabrzan tylko lepszym bilansem bramkowym. Gospodarze nie mogli tym razem liczyć na doping swoich fanów, bo w efekcie rządowych obostrzeń związanych z pandemią wszystkie mecze ekstraklasy ponownie muszą odbywać się przy pustych trybunach.
Trenerzy obu zespołów zostali zmuszeni z różnych powodów do dokonania znaczących zmian w wyjściowych jedenastkach. W ekipie zabrzan po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Aleksander Paluszek, który zastąpił kontuzjowanego Michała Koja, natomiast w drużynie gości Oskar Zawada zastąpił zakażonego koronawirusem Marcina Cebulę. Oprócz niego trener Papszun dopiero drugi raz w obecnym sezonie wystawił do gry Marko Poletanovicia, a 20-letni Krzysztof Kubica pierwszy raz w karierze zagrał od pierwszej minuty w meczu ekstraklasy. Od początku spotkania zagrał też Ivi Lopez, który w ataku zastąpił Vladislavsa Gutkovskisa, który wrócił ze zgrupowania kadry Łotwy z przeziębieniem i wszedł na boisko na ostatni kwadrans gry.
Na trenerskich ławkach zasiadali dwaj szkoleniowcy z najdłuższym stażem pracy w obecnie prowadzonych zespołach – Marek Papszun prowadzi Raków od 18 kwietnia 2016 roku, a Marcin Brosz zaczął pracę w Górniku 3 czerwca tego roku. Pod jego wodzą zabrzanie zaczęli ten sezon od pięciu zwycięstw z rzędu – czterech w lidze i z Jagiellonią w Pucharze Polski. W ekstraklasie kolejno pokonali Podbeskidzie 4:2, Stal Mielec 2:0, Lechię 3:0 i Legię 3:1, ale po spektakularnym triumfie na Łazienkowskiej, pierwszym od 22 lat, coś w zabrzańskiej maszynie się zacięło, bo potem zremisowała u siebie 0:0 z Wisłą Kraków, a następnie przegrała z Zagłębie 0:2 i teraz z Rakowem.
Z kolei zespół z Częstochowy zaczął od porażki u siebie (a de facto na gościnnym stadionie GKS Bełchatów) z Legią 1:2, by potem pokonać po kolei Lechię 3:1, Zagłębie 2:1, Podbeskidzie 4:2, zremisować z Cracovią 2:2, po czym znów zwyciężać – z Wisłą Płock 3:0 i teraz z Górnikiem. Raków już teraz zasłużył na miano rewelacji jesieni, chociaż trener Papszun nie lubi taki określeń, bo uważa, że rzeczywistą miarą sukcesu jego drużyny będzie miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Nie da się jednak ukryć, że w ekipie Rakowa nastroje są teraz szampańskie. W Zabrzu natomiast euforia po ostatnich niepowodzeniach trochę przygasła. Nie jest to jeszcze kryzys, ale często taka seria niepowodzeń bywa jego początkiem.
Z taką właśnie sytuacją boryka się obecnie w Piaście Gliwice trener Waldemar Fornalik, którego zespół w sobotę przegrał na wyjeździe z Cracovią 0:1 i była to jego szósta ligowa porażka w tym sezonie, a po siedmiu kolejkach gliwiczanie z jednym punktem na koncie zasłużenie zamykają tabelę PKO Ekstraklasy. Dla przypomnienia – jest to trzeci zespół poprzedniego sezonu. Inna sprawa, że dominatorom poprzednich rozgrywek (Legii, Lechowi, Piastowi, Lechii i zdobywcy Pucharu Polski Cracovii) w obecnych wiedzie się na razie tak sobie. Ale do końca rozgrywek są jeszcze 23 kolejki i dla każdego zespołu 69 punktów do zdobycia.

Wyniki 5. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 5. kolejki:
Górnik Zabrze – Wisła Kraków 0:0

Żółte kartki: Janża, Manneh – Frydrych, Mehremić, Burliga. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 12 492.
Wisła Płock – Warta Poznań 1:3
Gople: Aleks Ławniczak (79 samobójcza) – Aleks Ławniczak (29), Bartosz Kieliba (48), Łukasz Trałka (85). Żółte kartki: Michalski – Jakóbowski, Ławniczak. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Widzów: 1411.
Cracovia – Raków Częstochowa 2:2
Gole3: Filip Piszczek (21), Ivan Fiolić (90) – Tomas Petrasek (11), David Tijanić (15).
Żółte kartki: Van Amersfoort, Loshaj, Hanca – Kun. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 5127.
Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 0:1
Gol: Lorenco Simić (10).
Żółte kartki: Romanczuk – Szysz, Balić, Wójcicki. Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 5881.
Lechia Gdańsk – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0
Gole: Rafał Pietrzak (13), Flavio Paixao (30, 42), Łukasz Zwoliński (90). Żółte kartki: Makowski, Kubicki – Roginić, Biliński, Modelski. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4877.
Stal Mielec – Piast Gliwice 3:2
Gole: Maciej Domański (21 karny), Mateusz Mak (55, 80) – Michał Żyro (49), Dominik Steczyk (54). Żółte kartki: Konczkowski, Sokołowski, Czerwiński (Piast).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 2850.
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
(w terminie 27 września mecz odwołany przez Ekstraklasę SA na wniosek gospodarzy, których 1 października czeka wyjazdowy mecz w 4. rundzie Ligi Europy z belgijskim Royal Charleroi).
Legia Warszawa – Śląsk Wrocław
(w terminie 27 września mecz odwołany przez Ekstraklasę SA na wniosek gospodarzy, których 1 października czeka mecz u siebie w 4. rundzie Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam).
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą -5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 5 13 12:3
  2. Raków 5 10 12:7
  3. Zagłębie 5 10 6:4
  4. Lechia 5 9 10:8
  5. Jagiellonia 5 8 6:5
  6. Śląsk 4 7 8:5
  7. Pogoń 4 7 5:4
  8. Legia 4 6 5:6
  9. Lech 4 5 7:7
  10. Wisła P. 5 5 7:7
  11. Stal 5 5 7:10
  12. Warta 5 4 3:4
  13. Wisła K. 5 3 4:9
  14. Cracovia 5 2 8:7
  15. Podbeskidzie 5 2 7:16
  16. Piast 5 1 2:7

Puchary są ważniejsze

Lech Poznań w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Europy pokonał Hammarby IF 3:0, a Piast wygrał z TSV Hartberg 3:2. Tym samym w 3. rundzie zagrają aż trzy polskie zespoły, bo do tej fazy rozgrywek Ligi Europy po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów została przeniesiona Legia Warszawa. Europejskie puchary dla tego tercetu mają teraz priorytet.

Kilkanaście lat temu trzy polskie drużyny klubowe w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA) było normą, ale w kilku ostatnich sezonach nasze zespoły zazwyczaj odpadały już w pierwszej, góra drugiej rundzie, co zresztą spowodowało spadek PKO Ekstraklasy w rankingu UEFA na upokarzające 32. miejsce. W obecnej edycji europejskich pucharów w końcu jednak sytuacja uległa poprawie, bo w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy mamy trzy zespoły, a na dodatek ekipy Lecha i Piasta dotarły do tej fazy po wyeliminowaniu rywali z wyżej notowanych lig od polskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie trzy nasze drużyny minęły dopiero półmetek kwalifikacji i żeby awansować do fazy grupowej Ligi Europy, muszą jeszcze przejść przez dwie rundy.
Legia ma najłatwiejszego rywala
W trzeciej najłatwiejszego rywala ma Legia, która zmierzy się z mistrzem Kosowa Drita Gnjilane. Najbliższy pucharowy przeciwnik „Wojskowych” także zaczynał od Ligi Mistrzów, ale tu szybko odpadł po porażce z Linfield FC 0:3, natomiast w Lidze Europy miał więcej szczęścia. W poprzedniej rundzie Drita wyeliminowała macedoński Sileks Kratowo wygrywając na wyjeździe 2:0, lecz w potyczce z Legią w Warszawie eksperci nie dają jej praktycznie żadnych szans.
W przypadku awansu do 4. rundy warszawianie podejmą d Qarabg Agdam. Mistrz Azerbejdżanu w ostatnich latach ma „na rozkładzie” w pucharowych potyczkach Wisłę Kraków i Piasta Gliwice, poza tym w sezonie 2017/2018 zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie Qarabag jako mistrz Azerbejdżanu wystartował w eliminacjach Ligi Mistrzów. W I rundzie wygrał 4:0 z FK Sileks, w II rundzie pokonał 2:1 Sheriff Tiraspol, ale w III rundzie odpadł po karnych z Molde FK. Po dwóch kolejkach azerskiej ekstraklasy jest liderem rozgrywek. W latach 2017-2019 w jego barwach występował były obrońca Legii Jakub Rzeźniczak.
Kolejorz jedzie na Cypr
Lech Poznań w 3. rundzie zmierzy się z Apollonem Limassol, który wyeliminował w drugiej rundzie OFI Kreta. Cypryjski zespół nie będzie jednak dla „Kolejorza” łatwiejszym rywalem, bo w rankingach klubowych i ligowym Cypr jest obecnie wyżej niż Grecja. Apollon Limassol będzie też przeciwnikiem znacznie trudniejszym od Hammarby IF, ale przy odpowiedniej mobilizacji ekipa trenera Dariusza Żurawia z pewnością może pokusić się o zwycięstwo.
Jeśli poznański zespół awansuje, zmierzy się ze zwycięzcą meczu Royal Charleroi SC – Partizan Belgrad. Oba zespoły są w zasięgu graczy „Kolejorza”. Royal Charleroi to trzecia drużyna belgijskiej ekstraklasy ubiegłego sezonu, dlatego rywalizację w Lidze Europy rozpoczyna od III rundy. W obecnych rozgrywkach w krajowej lidze w pięciu pierwszych kolejkach zdobyła komplet punktów. W przeszłości w barwach tego klubu grali Kazimierz Kmiecik, Dariusz Marciniak i Tomasz Romaniuk, a obecnie piłkarzem tego klubu jest były zawodnik Śląska Wrocław Japończyk Ryota Morioka.
Natomiast Partizan cztery lata temu został wyeliminowany z pucharów przez Zagłębie Lubin i wciąż daleko mu do potęgi z czasów Jugosławii. Obecnie jest wicemistrzem Serbii i finalistą krajowego pucharu, a grę w kwalifikacjach Ligi Europy zaczął od I rundy, wygrywając u siebie 1:0 z łotewskim RFS Ryga. W II rundzie pokonał na wyjeździe po dogrywce 1:0 mołdawski FC Sfintul Gheorghe Suruceni. W przeszłości graczem tego zespołu był Tomasz Rząsa.
Piast wylosował najgorzej
Na najtrudniejszego rywala w 3. rundzie trafił jednak Piast Gliwice, którrego czeka wyprawa do Danii i starcie z zespołem FC Kopenhaga, którego zawodnikiem jest były napastnik gliwicekiej drużyny Kamil Wilczek. W ostatnich latach polskie drużyny na ogół przegrywały z duńskimi – Arka Gdynia z Midtjylland, a Lechia Gdańsk z Broendby Kopenhaga. FC Kopenhaga w poprzednim sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy, odpadając dopiero po dogrywce z potężnym Manchesterem United. Dlatego ten rywal jest zdecydowanie mocniejszy nie tylko od Piasta, ale od każdego innego polskiego zespołu.
Gdyby jednak jakimś cudem gliwiczanie pokonali duńską przeszkodę, to w 4. rundzie zmierzyliby się z lepszym z pary HNK Rijeka – Kołos Kowaliwka. Jesli chodzi o potencjał piłkarski tych zespołów, to zarówno chorwacki, jak i ukraiński są na wyższej półce niż TSV Hartberg, ale na niższej niż FC Kopenhaga. HNK Rijeka to trzeci zespół poprzedniego sezonu chorwackiej ekstraklasy i zdobywca Pucharu Chorwacji. W obecnym sezonie w pierwszych czterech meczach ligowych zdobył sześć punktów. Dzięki wysokiemu współczynnikowi chorwackiej ligi rywalizacje w kwalifikacjach Ligi Europy rozpocznie dopiero od III rundy. Graczami tego zespołu są znani z polskich boisk Zoran Arsenić (Jagiellonia), Antonio Colak (Lechia Gdańsk) i Tibor Halilović (Wisła Kraków).
O sile ekipy Kołosa Kowaliwka niewiele wiadomo, bo ten założony w 2012 roku ukraiński klub dopiero debiutuje w europejskich pucharach. W rundzie zasadniczej poprzedniego sezonu rodzimej ligi w 32 spotkaniach zgromadził 32 punkty i zajął szóste miejsce. Prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył po barażach, pokonując w nich Dniepr Dniepropietrowsk i FK Mariupol. W tym sezonie ukraińskiej ekstraklasy Kołos utrzymuje pozycje w środku tabeli, zaś w eliminacjach Ligi Europy, które zaczął od II rundy, wygrał na wyjeździe 2:1 z Arisem Saloniki. W zespole tym występuje obecnie dwóch graczy znanych z gry w polskiej ekstraklasie – Andrij Bohdanow (Arka Gdynia) i Kyryło Petrow (Korona Kielce).
Liga krajowa na drugim planie
Zakwalifikowanie się do fazy grupowej Ligi Europy w tej chwili jest priorytetem dla tercetu naszych reprezentantów w pucharowych zmaganiach, dlatego w krajowej lidze Legia, Lech i Piast na razie nie błyszczą. W miniony weekend broniący tytułu stołeczny zespół przegrał w 4. kolejce z liderem obecnych rozgrywek PKO Ekstraklasy Górnikiem Zabrze 1:3. Zabrzanie zaczęli sezon z impetem i jak na razie są niepokonani. W sobotę na stadionie przy Łazienkowskiej zaskoczyli mistrza Polski agresywnym pressingiem, a pierwsze skrzypce w ich akcjach ofensywnych grali Jesus Jimenez, Alex Sobczyk i Bartosz Nowak. Oni też byli strzelcami goli dla Górnika, który po czterech kolejkach ma na koncie 12 bramek zdobytych i tylko trzy stracone. Atutem zabrzan jest też ich niesamowite wytrenowanie – żaden inny zespół w naszej lidze nie biega tyle, ile biegają podopieczni trenera Marcina Brosza. W meczu z Legią gracze zabrzańskiej drużyny przebiegli w sumie 122,8 km. Pod tym względem byli lepsi od legionistów o ponad dziesięć kilometrów. To jest jednak wyczerpujący styl gry, ale na razie zabrzanom pary nie brakuje.
W innych meczach 4. kolejki Wisła Kraków przegrała z Wisłą Płock 0:3, Podbeskidzie Bielsko-Biała z Rakowem Częstochowa 1:4, Pogoń Szczecin pokonała Śląsk Wrocław 1:0, a Lechia Gdańsk wygrała ze Stala Mielec 4:2. Niedzielne spotkania Lecha Poznań z Wartą Poznań i Zagłębia Lubin z Cracovią zakończyły się po zamknięciu wydania, a mecz Piasta Gliwice z Jagiellonią Białystok zostanie rozegrany w poniedziałek.

Lech wreszcie ograł Szwedów

W wyjazdowym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy Lech Poznań wygrał 3:0 ze szwedzkim Hammarby IF. Bramki dla wicemistrzów Polski strzelili Pedro Tiba, Jakub Kamiński oraz Filip Marchwiński. Od 63. minuty Szwedzi grali w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartką ukarany został Jeppe Andersen.

Ostatnim polskim zespołem, który wyeliminował szwedzki klub w europejskich pucharach, była Legia Warszawa, która dokonała tej sztuki w sezonie 2001/2002 zwyciężając w I rundzie Pucharu UEFA IF Elfsborg 4:1 i 6:1. Lech Poznań przed meczem z Hammarby bynajmniej nie był uważany za faworyta, ani w Polsce, ani tym bardziej w Szwecji. Ogólnie szanse zespołów na awans oceniano po równo i w gruncie rzeczy przez blisko godzinę gry te przewidywania się sprawdzały na boisku. Mecz był względnie wyrównany, ale w 55. minucie szczęście dopisało ekipie „Kolejorza”, która objęła prowadzenie po golu Pedro Tiby. Jednak to nie strata bramki podłamała morale graczy Hammarby, tylko czerwona kartka którą osiem minut później został ukarany pomocnik gospodarzy Jeppe Andersen. Niemiecki sędzia Sascha Stegemann przerwał grę po jego dość przypadkowym uderzeniu w twarz Pedro Tiby. Gracz Lecha wykazał przy tym spory talent aktorski, a że Andersen wdał się jeszcze w niepotrzebną dyskusję z arbitrem, ten sięgnął po żółtą kartkę. W tym meczu była to już jednak druga taka kara dla tego gracza, zatem zgodnie z regulaminem konsekwencja musiał być czerwony kartonik i wyrzucenie z boiska. Osłabiony zespół Hammarby próbował mimo to doprowadzić do wyrównania i w ostatnich minutach został dwukrotnie skontrowany przez dwójkę utalentowanych polskich piłkarzy – na 2:0 w 89. minucie podwyższył 18-letni Jakub Kamiński, a na 3:0 już w doliczonym czasie gry trafił jego rówieśnik Filip Marchwiński. Lech przełamał więc niemoc w starciach ze szwedzkimi zespołami – w przeszłości odpadał z europejskich pucharów dwukrotnie z IFK Goeteborg i raz z AIK Solna. Lechici awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji, w której zmierzą się na wyjeździe z OFI Kreta lub Apollonem Limassol (mecz tych zespołów został rozegrany w czwartek i zakończył się po zamknięciu wydania).
Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw po meczu, co oczywiste, nie krył zadowoleni z postawy swojego zespołu. „Uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Chciałem podkreślić, że gra ofensywna, którą w tym sezonie stosujemy w polskiej lidze, przynosi nam wymierne efekty także na arenie międzynarodowej. Ale rzecz jasna o zwycięstwie przesądzają gole, dlatego uważam, że przełomowym momentem w meczu była bramka Pedro Tiby, która dała nam prowadzenie” – przyznał szkoleniowiec poznańskiej drużyny.
A skoro już wspomniał o ofensywnej formacji swojego zespołu, wygłosił pean pod adresem pozyskanego latem szwedzkiego napastnika Mikaela Ishaka. „Mocno zabiegaliśmy latem żeby go pozyskać i od pierwszego występu w naszym zespole daje nam jakość w ataku. Strzela dużo goli, ale jak jest mocno pilnowany, to walecznością i zaangażowaniem też bardzo pomaga drużynie” – przekonywał Żuraw. O czerwonej kartce dla Andersena wiele m owić nie chciał, bo ponoć całej sytuacji dokładnie nie widział. „Wiem od moich zawodników, że ten zawodnik próbował dyskutować z arbitrem po faulu, którego dopuścił się na Tibie, a w takich sytuacjach jak wiem z praktyki zazwyczaj takie dyskutowanie właśnie tak się kończy” – stwierdził szkoleniowiec Lecha, który do gry przeciwko Hammarby wystawił taki skład: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Dorde Crnomarković, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora (73. Michał Skóraś), Pedro Tiba (84. Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez, Jakub Kamiński – Mikael Ishak (90. Mohammad Awwad).
W drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Europy rywalizował też Piast Gliwice, który na własnym stadionie w czwartek podejmował austriacki TSV Hartberg. W środę gliwicki klub wydał jednak niepokojący w treści komunikat: „Informujemy, że zgodnie z obowiązującym protokołem UEFA Return to Play, dwa dni przed meczem 2. rundy eliminacji Ligi Europy, zespół, sztab oraz pracownicy Piasta Gliwice przeszli badania na obecność wirusa SARS-CoV-2. U dwóch z przebadanych osób test dał wynik pozytywny. Klub niezwłocznie wdrożył wszystkie niezbędne procedury i podjął odpowiednie działania. Wszystkie pozostałe badane osoby uzyskały wynik negatywny” – napisano na stronie Piasta Gliwice. Obie zakażone osoby zostały odizolowane od drużyny i skierowane na kwarantannę. Czwartkowy mecz eliminacji Ligi Europy z austriackim TSV Hartberg nie był jednak z tego powodu zagrożony (zakończył się po zamknięciu wydania).
Gwoli przypomnienia – trzeci z naszych zespołów uczestniczących w kwalifikacjach Ligi Europy, Legia Warszawa, po odpadnięciu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2), został przeniesiony od razu do 3. rundy kwalifikacji LE i w przyszły czwartek (24 września) zmierzy się u siebie na Łazienkowskiej ze zwycięzcą potyczki FK Sileks Kratovo (Macedonia Północna) – Drita Gnjilane (Kosowo).

Eksportowe zespoły bez błysku

Pierwsza po przerwie reprezentacyjnej ligowa kolejka miała dać odpowiedź, w jakiej formie są nasze „eksportowe zespoły”, czyli walczące w kwalifikacjach Ligi Europy Lech Poznań, Piast Gliwice i Legia Warszawa. Z trójki pucharowiczów komplet punktów zdobyła jedynie warszawska drużyna, zaś poznaniacy i gliwiczanie swoje mecze zremisowali.

Mecz we Wrocławiu zaczął się dla zespołu Lecha znakomicie, bo już w 7. minucie objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Gospodarze wyrównali jednak pięć minut później po golu Piotra Celebana, a w 16. minucie na 2:1 dla nich strzelił Francuz Mathieu Scalet. Gracze „Kolejorza” potrzebowali 12 minut żeby odzyskać inicjatywę i w 28. minucie po trafieniu Hiszpana Daniego Ramireza wyrównali stan meczu, a w 32. minucie Ishak wyprowadził ich na prowadzenie 3:2. Pozyskany latem szwedzki napastnik ma już na koncie cztery gole i na spółkę z czeskim napastnikiem Legii Tomasem Pekhartem prowadzi w klasyfikacji strzelców.
Jeśli Szwed utrzyma taką snajperska dyspozycję dłużej, fani „Kolejorza” szybko przestaną tęsknić za duńskim napastnikiem Christianem Gytkjaerem. Po zmianie stron zespołowi Śląska dopisało szczęście, bo po faulu Tymoteusza Puchacza na Zambijczyku Lubambo Musondzie sędzia podyktował dla wrocławian rzut karny, który na wyrównująca bramkę na 3:3 zamienił Słowak Robert Pich. Mimo okazji z obu stron więcej goli w tym meczu nie padło.
Po trzech kolejkach Śląsk z siedmioma punktami na koncie jest w czubie ligowej tabeli, zaś Lech z dwoma zajmuje miejsce w środku stawki, więc remis uzyskany we Wrocławiu trzeba uznać za obiecujący w kontekście czekającego w środę poznański zespół wyjazdowego meczu z Hammarby IF w 2. rundzie eliminacji Ligi Europy. Mniej optymistycznie wygląda dyspozycja piłkarzy Piasta Gliwice, którzy w Grodzisku Wielkopolskim po słabiutkim występie zremisowali 0:0 z Wartą Poznań. A gwoli przypomnienia, w czwartek w meczu 2. rundy LE rywalem gliwiczan będzie austriacki TSV Hartberg, zespół raczej lepszy od Warty. Trzeci z pucharowiczów, Legia, wejdzie do gry w kwalifikacjach LE dopiero od 3. rundy, ma więc jeszcze trochę czasu. Oby tylko strzeleckiej formy nie stracił Pekhart, który zapewnił „Wojskowym” komplet punktów w wyjazdowej potyczce z Wisła Płock.

Szwedzi na drodze Lecha

W poniedziałek w siedzibie UEFA w Nyonie rozlosowano pary II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Lecha Poznań czeka trudne wyjazdowe starcie z Hammarby, natomiast Piast Gliwice podejmie u siebie TSV Hartberg. Mecze tej fazy kwalifikacji odbędą się 17 września. Wylosowano też potencjalnych rywali naszych drużyn w trzeciej rundzie kwalifikacji.

W pierwszej rundzie eliminacji LE wystąpiły trzy polskie zespoły. Na placu boju pozostały dwa – Lech i Piast. Z rozgrywkami pożegnała się Cracovia po porażce z Malmoe FF 0:2. „Kolejorz” natomiast pokonał łotewską drużynę Valmiera FK 3:0, a gliwiczanie dość nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Dynamem Mińsk 2:0. Przed wyznaczonym na miniony poniedziałek losowaniem par 2. rundy, UEFA podzieliła zespoły na grupy. Z polskich zespołów w nieco lepszej sytuacji zdawał się być Lech, który znalazł się w gronie drużyn rozstawionych, ale nic to mu nie dało, bo wylosował fatalnie trafiając na szwedzki zespół Hammarby IF, którego mniejszościowym udziałowcem jest grający obecnie w AC Milan słynny Zlatan Ibrahimovic. Lechici z tym rywalem na dodatek o awans do trzeciej rundy zagrają na wyjeździe.
Może rozzłoszczą Zlatana?
To nie pierwszy raz gdy poznański zespół w europejskich pucharach po wyeliminowaniu łotewskiej drużyny trafia w następnej rundzie na szwedzką. W sezonie 1991/1992 lechici w pierwszej rundzie kwalifikacji do świeżo powstałej Ligi Mistrzów ograli skonto Ryga, ale nie dali rady ekipie IFK Goeteborg (0:1 i 0:3). Siedem lat później w Pucharze UEFA Lech wyeliminował Metalurgs Lipawa, ale w następnej fazie ponownie trafił na zespół z Goeteborga i odpadł po 1:2 u siebie i 0:0 na wyjeździe. Może za trzecim razem ekipie „Kolejorza” pójdzie lepiej i po zwycięstwie nad Valmiera FK pokona także Hammarby. Szanse są jednak niewielkie, bo lechici nie mają farta w pucharowych starciach ze szwedzkimi zespołami. W sezonie 2011/2012 w kwalifikacjach Ligi Europy zostali też wyeliminowani przez AIK Solna, przegrywając 0:3 na wyjeździe i wygrywając tylko 1:0 u siebie.
Hammarby IF jest wprawdzie obecnie zespołem ze środka tabeli szwedzkiej ekstraklasy, ale liga w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, więc rywale są w środku rozgrywek i chociaż w tabeli zajmują siódme miejsce, ze stratą 14 punktów do prowadzącego Malmoe FF (ten zespół wyrzucił z kwalifikacji LE Cracovię), to trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie Hammarby do końca walczyło z Djurgardens i Malmoe o mistrzostwo kraju. To wtedy Ibrahimović, który jest wychowankiem Malmoe FF, wykupił jedną czwartą udziałów w Hammarby, czym tak rozwścieczył fanów swojego dawnego klubu, że dzisiaj uważają go za zdrajcę i wieszają deski klozetowe na jego rzeźbie wystawionej przed stadionem w Malmoe. Zwycięzca meczu Hammarby – Lech w 3. rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą meczu OFI Kreta – Apollon Limassol.
Ekipa „Kolejorza” w krajowej lidze na razie nie imponuje formą. W pierwszej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe 1:2 z Zagłębiem Lubin, a w drugiej na swoim boisku ledwo zremisowała 2:2 z Wisłą Płock. Co prawda obie bramki lechici stracili po rzutach karnych, ale jeden punkt po dwóch kolejkach nie wystawia wicemistrzom kraju najlepszego świadectwa, a jeszcze na dodatek w trzeciej serii gier czeka ich wyjazdowa potyczka z niepokonanym jak do tej pory Śląskiem. Jeśli „Kolejorza” wygra we Wrocławiu, to powinien też poradzić sobie z Hammarby.
Piast Gliwice był losowany spośród drużyn nierozstawionych, zatem jego trener Waldemar Fornalik pewnie odetchnął z ulga na wieść, że jego zespołowi przyjdzie się w 2. rundzie zmierzyć na własnym boisku z austriackim TSV Hartberg.
SV Hartberg w poprzednim sezonie austriackiej ekstraklasy zajął piąte miejsce, a prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył w barażach z Austrią Wiedeń. „Nie lekceważymy żadnego przeciwnika, ale z losowania jesteśmy zadowoleni. Uważam, że jesteśmy w stanie awansować. Na pewno uważnie przyjrzymy się jak gra ten austriacki zespół, być może pojedziemy obejrzeć go na żywo. Niczego nie zaniedbamy” – zapewnia dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk.
Piast na razie lepszy w pucharach
Także prezes austriackiego klubu Brigitte Annerl nie uważa swojej drużyny za faworyta potyczki w Gliwicach. „Nie możemy się doczekać europejskiej przygody, która zacznie się w Polsce. Podchodzimy do tego meczu bez presji, bo trafiliśmy na silnego rywala, ale TSV zawsze dobrze prezentował się na wyjazdach w lidze, więc może postara się o niespodziankę w spotkaniu z Piastem” – stwierdziła w wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej TSV Hartberg.
Problem w tym, że zespół Piasta, trzecia siła w ekstraklasie w poprzednim sezonie, obecną edycje rozgrywek zaczął fatalnie, bo od dwóch porażek. Najpierw przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 0:2, a w miniony weekend uległ na własnym stadionie Pogoni Szczecin 0:1. Gdyby nie to, że Cracovia zaczęła rozgrywki z minusowymi pięcioma punktami na koncie, to po dwóch kolejkach Piast byłby w stawce zespołów PKO Ekstraklasy „czerwoną latarnią” z zerowym dorobkiem punktowy, trzema straconymi golami i bez żadnej zdobyczy bramkowej. Nie jest to jednak problem, bo do końca rozgrywek w naszej lidze jeszcze 28 kolejek i będzie czas odrobić straty, a teraz trzeba wszystkie siły poświęcić na jak najlepszy występ w kwalifikacjach Ligi Europy. W przerwie na reprezentację podopieczni trenera Fornalika będą mieli okazję do poprawienia mankamentów w swojej grze, bo przed starciem z TSV czeka ich tylko jeden ligowy mecz, z Wartą Poznań w 3. kolejce ekstraklasy. Jeśli gliwiczanie uporają się z austriackim zespołem, w 3. rundzie zmierzą się z lepszym z pary IFK Goeteborg – FC Kopenhaga.W Lidze Europy powalczy też Legia Warszawa, która w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów przegrała z Omonią Nikozja, ale na pocieszenie dostała jeszcze szansę awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski zaczną od 3. rundy, a swój pierwszy mecz w tych rozgrywkach zagrają 24 września, a zmierzą się ze zwycięzcą pary Sileks Kratovo (Macedonia) – Drita Gnjilane FC (Kosowo).

Pary 2. rundy eliminacji Ligi Europy:
Ścieżka ligowa: Hammarby IF – Lech Poznań, Piast Gliwice – TSV Hartberg, Kajsar Kyzołorda – APOEL Nikozja, Locomotiw Tbilisi – Dynamo Moskwa, Coleraine – Motherwell, KF Teuta – Granada, Viking FK – Aberdeen FC, CSKA Sofia – Bate Borysów, KF Laci – Hapoel Ber-Szewa, Ventspils – Rosenborg, Servette Genewa – Stade de Reims, Olimpia Ljubljana – Zrinsjki Mostar, Hibernians FC – Fehervar, Nomme Kalju/NS Mura – Aarhus, Neftci Baku – Galatasaray Stambuł, IFK Goteborg – FC Kopenhaga, OFI Kreta – Apollon Limassol, Bala Town – Standard Liege, FC Botosani – Shkendija FK, Aris Saloniki – Kolos Kovalivka, FK Riterial – Slovan Liberec, FC Borac Banja Luka – Rio Ave, FK Kukesi – VfL Wolfsburg, NK Osijek – FC Basel, Bodo/Glimt – Żalgiris Wilno, Niederkorn – Willem II Tilburg, Suruceni – Partizan Belgrad, Lokomotiv Płowdiw – Tottenham Hotspur, Budapest Honved – Malmoe FC, Lincoln FC – Glasgow Rangers, Renova – Hajduk Split, DAC Dunajska Streda – FK Jablonec, Shamrock Rovers – AC Milan. Ścieżka mistrzowska: Inter Escaldes – Dundalk FC, Kuopion Palloseura – Slovan Bratislava, Linfield Belfast – Floriana FC, FC Ryga – Tre Fiori, Djurgarden IF – Europa FC, Flora Tallin – KR Reykjavik, Siłeks Kratowo – Drita FC, FK Astana – Buducnost Podgorica, Ararat-Armenia Erywań – Fola Esch, Connah’s Quay Nomads FC – Dinamo Tbilisi.

Legia słaba po Omonii

W miniony czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy odpadła Cracovia, która przegrała z Molmoe FF 0:2. Dalej grają Lech Poznań (wygrał 3:0 z Valmiera FC) i Piast Gliwice (2:0 z Dynamem Mińsk), a w III rundzie dołączy do nich jeszcze Legia, która odpadła w eliminacjach Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2).

Trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković nie krył obaw o wynik ligowego starcia z Jagiellonią. „To dla nas niewygodny rywal, niewygodny jest też moment, w którym z nim gramy, bo zaraz po meczu w europejskich pucharach, w którym walczyliśmy na dodatek przez 120 minut” – twierdził przed meczem. W ostatnich 10 spotkaniach Legii z Jagiellonią w ekstraklasie warszawianie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, zaś białostocczanie triumfowali trzykrotnie, a w pięciu spotkaniach padły wyniki remisowe. W pierwszej kolejce Jagiellonia, którą w tym sezonie prowadzi dawny asystent Adama Nawałki w kadrze Polski Bogdan Zając (zastąpił latem Bułgara Iwajło Petewa), zremisowała u siebie z Wisłą Kraków 1:1, więc raczej spodziewano się kolejnego podziału punktów. Legioniści zaczęli jednak sobotni mecz z dużą werwą, chociaż trener Vuković posadził na ławce Michała Karbownika (Legia finalizuje jego transfer do SSC Napoli na siedem milionów euro) oraz Luquinhasa, za to w podstawowym składzie wyszli Bartosz Kapustka i Andre Martins. Ale zapału „Wojskowym” starczyło tylko na kwadrans, w którym nawet strzelili gola, lecz arbiter go nie uznał. Potem inicjatywę przejęli goście i 19. oraz 28. minucie znaleźli sposób na pokonanie Artura Boruca. Po zmianie stron warszawianie podjęli jednak walkę i zepchnęli białostocczan do defensywy, ale swoją przewagę zdołali przekuć tylko na jedno trafienie autorstwa Czecha Tomasa Pekharta. Legia straciła zatem cenne punkty i nic dziwnego, że trener Vuković nie krył zadowolenia z ligowej przerwy na reprezentację, która 4 września zagra z Holandią, a 7 września z Bośnia i Hercegowiną. „Ta przerwa dla nas będzie bardzo pomocna. Nie będzie z nami kilku reprezentantów krajów, ale reszta graczy będzie miała czas na regenerację i odpoczynek, ale też solidny trening” – zapewniał szkoleniowiec Legii, który po porażce z Omonią Nikozja mocno stracił na pewności siebie. Warszawianie rywala w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy poznają 1 września, a mecz w tej fazie rywalizacji rozegrają dopiero 24 września. Wśród potencjalnych rywali są jednak mocne zespoły, jak FK Astana, Slovan Bratysława czy Djurgardens.
Natomiast Lech Poznań i Piast Gliwice czekają 17 września mecze w II rundzie, a wśród potencjalnych rywali aż roi się od uznanych piłkarskich marek, są wśród nich m.in. Tottenham Hotspur, AC Milan, FC Basel, VfL Wolfsburg, Dynamo Moskwa czy Galatasaray Stambuł. W I rundzie Piast dość nieoczekiwanie wyeliminował Dynamo Mińsk 2:0, co było w wykonaniu gliwiczan historycznym wyczynem, bo po raz pierwszy udało im się przebrnąć przez pierwszą rundę europejskich pucharów. Zapłacili za wysiłek, podobnie jak gracze Legii, ligową porażką z Pogonią 0:1, gra była warta świeczki.
Zespół Lecha miał znacznie łatwiejsze zadanie, bo łotewski zespół Valmiera FC to debiutant na arenie międzynarodowej i chociaż stawiał ambitny opór, porażka 0:3 z ekipą „Kolejorza” to najniższy „wymiar kary” na jaki mógł w Poznaniu liczyć. W następnej rundzie lechici już na takiego słabego rywala raczej nie trafią, ale póki piłka w grze, nie można skreślać ani ich, ani też dwóch pozostałych naszych zespołów, czyli Piasta i Legii.