Legia wstrzymała Pogoń

Lider ekstraklasy zadziwiająco łatwo pokonał na swoim boisku wicelidera. Legia Warszawa wygrała z Pogonią Szczecin 4:2 i po tym zwycięstwie ma już nad „Portowcami” dziesięć punktów przewagi, a do końca rozgrywek pozostało już tylko siedem kolejek. Legioniści mogą już powoli mrozić szampany.

Zespół Pogoni Szczecin przed sobotnim wyjazdowym spotkaniem z Legią Warszawa w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 goli i pławił się w glorii najszczelniejszej defensywy w PKO Ekstraklasie. W rundzie jesiennej na swoim stadionie „Portowcy” wywalczyli w starciu z legionistami bezbramkowy remis, wygląda jednak na to, że trener stołecznej drużyny Czesław Michniewicz przed rewanżową potyczką uważnie przeanalizował taktykę gry stosowaną przez swojego odpowiednika w Pogoni Kostę Runajicia. W odróżnieniu jednak od niemieckiego szkoleniowca, który przed meczem na Łazienkowskiej chwalił się, że wie jak trzeba grać przeciwko Legii, w drugą stronę nie składał publicznie żadnych tego typu deklaracji.
Demolka w pół godziny
I kto wie, może właśnie dlatego legioniści tak mocno zaskoczyli szczecinian w pierwszych 30 minutach gry. „Portowcy” pierwszego gola stracili już w 3. minucie gry, po kwadransie przegrywali już 0:3, a w 29. minucie stracili czwartą bramkę. Taka kanonada w wykonaniu gospodarzy wprowadziła w szczecińskiej drużynie kompletny chaos – zawodnicy Runjaicia gubili koncept się już po dwóch, trzech podaniach, po stracie piłki zbyt wolno wracali na swoje pozycje, a panującego bałaganu w organizacji gry nie zdołał opanować wprowadzony już w 23. minucie świeżo upieczony debiutant w reprezentacji Polski 17-letni Kacper Kozłowski, który zmienił kompletnie „zagubionego w akcji” Portugalczyka Luisa Matę. Legioniści przez pierwsze dwa kwadranse meczu grali wręcz koncertowo, jakby chcieli pokazać, że selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa popełnił błąd faworyzując w kadrze piłkarzy z Pogoni kosztem graczy lidera ekstraklasy. Dokazywali zwłaszcza pominięty Bartosz Kapustka i trzymany na uboczu Bartosz Slisz. Legioniści zmiażdżyli najlepszą defensywę w ekstraklasie, ale nasyciwszy czterema golami swoje urażone ambicje zwolnili tempo i już nie atakowali z taką zawziętością.
Szczecinianie jeszcze przed przerwą trochę ochłonęli i nawet zdołali strzelić honorowego gola, a po zmianie stron momentami nawet przeważali, lecz chociaż legioniści dali sobie wbić jeszcze jedną bramkę i ostatecznie wygrali tylko 4:2, to nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.
Dzięki wygranej zespół Legii powiększył przewagę nad drugą w tabeli Pogonią do 10 punktów. Pauzujący w tej kolejce z powodu przełożonego meczu ze Stalą Mielec trzeci w zestawieniu Raków Częstochowa ma w tej chwili już 14 punktów straty do Legii, a kolejne w stawce zespoły Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice tracą do legionistów odpowiednio 15 i 16 „oczek”. Można więc na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek uznać, że rywalizacja o mistrzostwo została de facto rozstrzygnięta na korzyść obrońców tytułu.
Lechia, Piast i Śląsk gonią czołówkę
Lechia Gdańsk pokonała Zagłębie Lubin 3:1. Gole dla gdańskiej drużyny strzelili Łukasz Zwoliński, Mario Maloca i Żarko Udovicić, zawodnicy którzy jeszcze do niedawna byli przez trenera Piotra Stokowca trzymani w głębokim odwodzie. W spotkaniu z „Miedziowymi” dostali szansę wykazania się i nie sprawili zawodu. Dzięki wygranej Lechia przesunęła się na czwarte miejsce i ma do drugiej Pogoni już tylko pięć punktów straty. Od trzeciego Rakowa gdańszczan dzieli tylko jeden punkt, lecz trzeba pamiętać, że częstochowianie w tej kolejce pauzowali z powodu wykrycia w ich ekipie zakażeń koronawirusem, a mieli grać w Mielcu z walczącą o utrzymanie Stalą. Ale nawet w przypadku wygranej z mielczanami ich przewaga nad Lechią urośnie do czterech „oczek”, a taki dystans jest jeszcze możliwy do odrobienia w ostatnich siedmiu ligowych kolejkach.
Aspiracji na włączenie się do walki o dwie premiowane awansem do europejskich pucharów lokaty, zajmowane obecnie przez Pogoń i Raków, ma także Piast Gliwice, który w 23. kolejce wywiózł komplet punktów z Płocka, pokonując tamtejszą Wisłę 1:0. Piast pnie się systematycznie w górę tabeli i jest już coraz bliżej miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. W meczu z „Nafciarzami” ekipa trenera Waldemara Fornalika była murowanym faworytem i nie zawiodła oczekiwań. Inna sprawa, że wyniki płocczan w ostatnim czasie nie powalają – mecz z Piastem był ich siódmym z rzędu bez zwycięstwa.
Do walki o prawo gry w europejskich pucharach może też włączyć się Śląsk Wrocław. W świąteczny poniedziałek wrocławianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię 1:0. Był to udany debiut Jacka Magiery w roli trenera Śląska. 44-letni szkoleniowiec wrócił do ekstraklasy po blisko czterech latach przerwy.
Warta wyżej od Lecha
W Poznaniu niebieska część miasta znów przeżywała bolesne rozczarowanie, bo piłkarze Lecha przegrali w Krakowie z Cracovią 1:2 i de facto rozwiali w sercach swoich fanów ostatnie złudzenia, że „Kolejorz” zdoła jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o czołowe miejsca. W zgoła odmiennych nastrojach była natomiast zielona część Poznania, kibicująca Warcie, bo ich ulubieńcy niespodziewanie wygrali w Zabrzu z Górnikiem 2:1 i po 23 kolejkach są w tabeli ekstraklasy o trzy miejsca i trzy punkty wyżej od lechitów. Piłkarze Warty sprawiają nawet wrażenie lekko zakłopotanych tą sytuacją, ale fakty świadczą na ich korzyść – Warta jest bez wątpienia jedną z największych rewelacji sezonu. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek wspiął się na szóste miejsce i ma lepszy dorobek nie tylko od Lecha, ale też innych zasiedziałych w najwyższej lidze drużyn Górnika, Jagiellonii, Cracovii, Wisły Kraków i Wisły Płock. „Zieloni” przegrali w tym roku tylko trzy mecze – z Cracovia, Legią oraz właśnie Lechem, ale wygrali aż sześć. I nie są już zespołem skupionym wyłącznie na zaciekłej obronie, lecz pod wodzą trenera Piotra Tworka stali się ekipą prezentującą coraz bardziej miły dla oka futbol. Chyba zaczęli to dostrzegać także kibice Lecha, bo zamiast okazywać warciarzom lekceważenie czy jawną niechęć, coraz częściej biją im brawo. Niewątpliwie bardziej z chęci dokuczenia zawodzącym ich oczekiwania graczom „Kolejorza”, ale też coraz bardziej w dowód uznania.
Na Bułgarskiej porażka z Cracovią wyczerpała ostatnie rezerwy wyrozumiałości dla trenera Dariusza Żurawia. We wtorek władze klubu poinformowały o jego zwolnieniu. Żuraw jest siódmym trenerem, który w tym sezonie stracił posadę w ekstraklasie. Pracował w Lechu od 1 kwietnia 2019 roku.
Pekhart goni wynik Nikolicia
W 23. kolejce lider klasyfikacji strzelców Tomas Pekhart strzelił dwa gole i powiększył swój bramkowy dorobek do 21 trafień. Czeski napastnik Legii ma już tytuł króla strzelców w kieszeni, bo na kolejnym graczami w zestawieniu ma 11 bramek przewagi. Kibiców ciekawi więc co najwyżej ile będzie miał goli na koniec rozgrywek. W trzech poprzednich sezonach do zdobycia strzeleckiej korony wystarczały 24 trafienia – z takim dorobkiem wygrywali: w sezonie 2019/2020 Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech), w sezonie 2018/2019 Hiszpan Igor Angulo (Górnik), a w sezonie 2017/2018 Hiszpan Carlitos (Wisła Kraków). W ostatniej dekadzie najlepszy wynik „wykręcił” w Legii Węgier Nemanja Nikolić, który sezon 2014/15 zakończył z dorobkiem 28 goli.

Wyniki 20. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 20. kolejki:
Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Paweł Wszołek (64).
Żółte kartki: Bejger, Pich, Cotugno – Szabanow, Boruc.
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:1
Gol: Bartosz Salamon (40).
Żółte kartki: Benedyczak, Luis Mata – Salamon.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Cracovia 0:0
Żółte kartki: Lopez, Kun, Poletanović – Hanca, Rodin. Czerwona kartka: Arsenić (74., Raków, za faul taktyczny).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Stal Mielec 2:1
Gole: Patryk Lipski (61), Tiago Alves (71)
– Aleksandyr Kolew (8).
Żółte kartki: Zjawiński, Flis (Stal).
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok 3:0
Gole: Filip Starzyński (62 karny, 90), Patryk Szysz (88).
Żółte kartki: Stoch, Starzyński, Chodyna, Balić – Ferreiroa, Kwiecień, Runje.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Chuca, Szota, Brown Forbes
– Janża.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Milan Rundić (31 karny), Kamil Biliński (88) – Conrado (44), Bartosz Kopacz (85).
Żółte kartki: Bieroński – Tobers, Haydary.
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Wisła Płock 2:0
Gole: Makana Baku (3, 59).
Żółte kartki: Trałka – Rasak, Wolski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 20 42 34:20
  2. Pogoń 20 35 24:13
  3. Raków 20 35 30:20
  4. Lechia 20 30 27:24
  5. Zagłębie 20 29 26:22
  6. Lech 20 28 28:25
  7. Śląsk 20 28 24:21
  8. Górnik 20 28 23:22
  9. Piast 20 27 26:23
  10. Warta 20 26 20:22
  11. Wisła K. 20 25 30:26
  12. Jagiellonia 20 25 26:32
  13. Wisła P. 20 23 25:32
  14. Cracovia 20 19 21:24
  15. Podbeskidzie 20 18 20:44
  16. Stal 20 16 21:35

PKO Ekstraklasa: Pogoń za Legią zwolniła tempo

W 20. kolejce punkty potraciły wszystkie oba zespoły znajdujące się w ligowej tabeli tuż za plecami Legii. Pogoń przegrała u siebie z Lechem, a Raków bezbramkowo zremisował na swoim boisku z Cracovią. Warszawski zespół nie zmarnował okazji i wygrywając ze Śląskiem 1:0 i odskoczył konkurentom na siedem punktów.

Wygląda na to, że walka o mistrzostwo Polski jest już rozstrzygnięta, bo nic nie zapowiada, by broniący tytułu dali się rywalom wyprzedzić. Śląsk do meczu z Legią był w obecnej edycji rozgrywek na swoim stadionie niepokonany. Nie był to wielki mecz w wykonaniu obu zespołów, ale dla aktualnych mistrzów Polski najważniejsze było zwycięstwo. Cel osiągnęli – po golu Pawła Wszołka wygrali 1:0 i wywieźli z Wrocławia komplet punktów, dzięki czemu powiększyli swoją przewagę w tabeli nad Pogonią i Rakowem. W kilku poprzednich meczach trener stołecznej jedenastki Czesław Michniewicz preferował ustawienie z dwoma wahadłowymi i z trójką środowych obrońców. Na mecz ze Śląskiem wrócił jednak do sprawdzonego ustawienia 1-4-4-2. Nie mógł wystawić do gry pauzujących za żółte kartki Andre Martinsa oraz Luquinhasa, okazję do rehabilitacji dostał natomiast pechowiec ze starcia z Piastem Gliwice Artem Szabanow, zaś w ataku obok Rafaela Lopesa pojawił się młody Szymon Włodarczyk, który wcześniej rzadko dostawał szansę na pokazanie się w pierwszej drużynie. Na ławce usiadł natomiast lider klasyfikacji strzelców ekstraklasy Czech Tomas Pekhart. Od pierwszej minuty oglądaliśmy oczywiście dwóch świeżo powołanych kadrowiczów – Bartosza Slisza i Bartosza Kapustkę.
Lepiej spotkanie zaczął jednak Śląsk. W pierwszych minutach dwukrotnie czujność Artura Boruca sprawdził Robert Pich. Najpierw uderzeniem zza pola karnego, a potem niezłym uderzeniem głową, ale w obu przypadkach rutynowany golkiper Legii pewnie wyłapał piłkę. Później coraz wyraźniej zaczęła dominować drużyna ze stolicy, tyle że legioniści mieli kłopoty z oddaniem celnego strzału. I taki obraz gry nie zmienił się do końca pierwszej połowy. Legia, mimo kilku prób, ani razu na poważnie nie zagroziła bramce Śląska, nie oddając ani jednego celnego strzału. Śląsk poza okazjami Picha też nie błyszczał i do szatni obie drużyny zeszły przy wyniku 0:0. Michniewicz zaraz po przerwie posłał na boisko Pekharta, a czeski napastnik w 58. minucie mógł wpisać się na listę strzelców, jednak piłka po jego strzale głową trafiła w słupek. Rozstrzygająca o wyniku akcja meczu miała miejsce w 64. minucie. Mający ostatnio kiepskie notowania u Michniewicza Wszołek dostał dobre podanie na skrzydło od Kapustki, wpadł z piłką w pole karne Śląska i płaskim strzałem pokonał Matusa Putnocky’ego. W 82. minucie kolejną dobrą okazję do zdobycia bramki miał Pekhart, ale przegrał pojedynek jeden na jednego z golkiperem Śląska. Legia już więcej goli nie strzeliła, ale nie dała też strzelić sobie, odnosząc cenne zwycięstwo na trudnym terenie. Wrocławski zespół poniósł pierwszą porażkę na swoim boisku w tym sezonie.
Po wygranej ze Śląskiem można już chyba stwierdzić, że ekipa Legii wkroczyła na prostą ścieżkę wiodącą do obrony mistrzowskiego tytułu. Warszawianie zaczęli ten rok od dość wstydliwej wyjazdowej porażki z zajmującym wtedy ostatnie miejsce Podbeskidziem, ale w pięciu kolejnych ligowych meczach byli już niepokonani, notując cztery zwycięstwa i remis. W tym samym czasie ich najgroźniejsi konkurenci tracili punkty. Jeszcze w połowie lutego legioniści mieli do prowadzącej Pogoni dwa punkty straty, ale „Portowcy” po udanym początku wiosennej rundy rozgrywek, gdy wygrali z Rakowem i Cracovią oraz zremisowali z Piastem, w trzech ostatnich kolejkach doznali porażek – dwie wyjazdowe, z Wisłą Kraków i Śląskiem, a w miniony weekend na swoim boisku z Lechem Poznań. Raków Częstochowa też jak na razie gra poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił w rundzie jesiennej. Z sześciu tegorocznych meczów wygrał tylko dwa, a w 20. kolejce u siebie tylko zremisował z Cracovią. Wygląda więc na to, że te dwa aspirujące przed wznowieniem rozgrywek do walki o mistrzostwo Polski zespoły mocno przeceniły swoje możliwości. Teraz ich głównym celem nie jest już wyprzedzenie Legii, bo na to nie mają już większych szans, tylko walka o utrzymanie zajmowanych obecnie miejsc na podium. A za plecami trzeciego w tabeli Rakowa uformowała się mocna grupa pościgowa, którą w tej chwili tworzą Lechia, Zagłębie, Śląsk, Lech, Górnik i Piast.
Za triumfem Legii przemawia też statystyka. W ostatnim pięcioleciu, w którym stołeczna ekipa zdobywała mistrzostwo cztery razy, liderem na półmetku była tylko raz – w sezonie 2019/20. Rok wcześniej pierwsza na półmetku była Lechia, dwa lata wcześniej Górnik, trzy znów Lechia, a cztery lata temu Piast. W dwóch sezonach przewaga ówczesnych liderów nad legionistami wynosiła osiem punktów, ale ostatecznie tytuł świętowano na Łazienkowskiej. W minionej pięciolatce skuteczny atak na finiszu rozgrywek udało się przeprowadzić tylko Piastowi, ale to jest tylko wyjątek potwierdzający regułę. A reguła jest taka, że jak już zespół Legii wyjdzie na ostatnią prostą, to na ogół dociera do mety na pierwszej pozycji. A w tym sezonie, pierwszym po dłuższym czasie bez fazy play off, podopieczni Michniewicza prawdopodobnie będą świętować mistrzowski tytuł na kilka kolejek przed zakończeniem rozgrywek. Słowa „prawdopodobnie” użyliśmy tylko dlatego, że teraz ekipę Legii czeka seria spotkań z mocnymi zespołami – u siebie z Wartą i Pogonią, potem wyjazdowa „święta wojna” z Lechem, u siebie z Cracovią, a następnie dwie wyjazdowe potyczki – z Piastem i Lechią. Kompletu punktów w tych meczach warszawianie pewnie nie zdobędą, ale tyle ile potrzebują do utrzymanie prowadzenia raczej na pewno.
Zespół Legii nie gra jakość specjalnie widowiskowo, czasem męczy się w starciach z murującymi dostęp do swojej bramki rywalami, ale to jest ekipa przyzwyczajona do dominacji, więc można być pewnym, że w kluczowym momencie rywalizacji nie pozwoli sobie na chwile słabości. Poza tym Michniewicz ma szeroką i względnie wyrównaną kadrę, nie musi zatem drżeć nawet przed plagami kontuzji czy zakażeń koronawirusem.
W tym roku z zespołów ekstraklasy kruku dorównuje Legii jak na razie tylko Piast, ale gliwiczanie wciąż jeszcze odrabiają straty poniesione na początku rozgrywek. Gdyby mieli dzisiaj potracone w tamtym okresie punkty, byliby pewnie w tej chwili tuż za plecami Legii, a to byłaby sytuacja mogąca wzbudzać niepokój na Łazienkowskiej, bo już raz przecież trener Waldemar Fornalik na finiszu ograł stołeczny zespół i sprzątnął mu mistrzowski tytuł niemal sprzed nosa. Gwoli przypomnienia – po ośmiu kolejkach Piast miał na koncie tylko dwa punkty, ale od przełamania kryzysu w połowie października ub. roku gliwiczanie zdobyli 26 punktów, natomiast Legia w tym samym czasie 27. Co ciekawe, trzeci pod względem zdobytego w tym okresie dorobku punktowego jest Lech Poznań z 20. „oczkami”.
Tak chwalona po jesiennej rundzie Pogoń w miniony weekend przegrała u siebie z Lechem 0:1. Była to już trzecia porażka „Portowców” z rzędu, zaskakująca także dlatego, że doznana w spotkaniu ze słabująca wciąż drużyną „Kolejorza”, która w środku tygodnia odpadła u siebie w Pucharze Polski po porażce 0:2 z Rakowem. Poznaniacy tym razem jednak pozytywnie zaskoczyli i ich trener Dariusz Żuraw mógł wreszcie trochę odetchnąć. W przypływie zadowolenia zapowiedział nawet, że wygrana w Szczecinie to początek zwycięskiej drogi lechitów, ale czy naprawdę, przekonamy się już w następnej kolejce, bo wtedy podejmą u siebie Piasta.

48 godzin sport

Cracovia może obronić trofeum
W rozegranych we wtorek i środę meczach ćwierćfinałowych piłkarskiego Pucharu Polski broniąca trofeum Cracovia (na zdjęciu) wygrała na wyjeździe z drugoligową Chojniczanką Chojnice 3:0 po golach Pelle van Amersfoorta (14, 57) i Daniela Pika (55). Wyniki pozostałych spotkań: Puszcza Niepołomice – Arka Gdynia 2:5 (gole: Marcin Stefanik 45 karny, Erik Cikos 90 – Mateusz Żebrowski 37, Maciej Rosołek 53, Marcus Vinicius 71 karny i 88, Luis Valcarce 90); Lech Poznań – Raków Częstochowa 0:2 (gole: Andrzej Niewulis 69, Vladislavs Gutkovskis 77); Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2 (gole: Rafael Lopes 66 – Jakub Świerczok 8, Tiago Alves 78). W półfinale zmierzą się: Arka z Piastem i Cracovia z Rakowem.

Rafał Gikiewicz w jedenastce miesiąca w Bundeslidze
Robert Lewandowski nie znalazł się w „jedenastce miesiąca” w Bundeslidze. Za występy w lutowych kolejkach niemieckie media dwa miejsca w ataku przyznały Erlingowi Haalandowi i Christopherowi Nkunku z RB Lipsk. Bayern co prawda miał w poprzednim miesiącu chwilę kryzysu, ale Lewandowski nie zawodził i regularnie w każdym meczu powiększał swoje bramkowe kontro. Co ciekawe, z bawarskiego zespołu w „jedenastce lutego” znalazł się pomocnik Leon Goretzka, chociaż który w lutym miał sporą przerwę z powodu pozytywnego wyniku testu na Covid-19. „Jedenastkę miesiąca” w lutym zdominowali gracze VfL Wolfsburg, których w zestawieniu pojawiło się aż czterech. Po dwóch swoich reprezentantów miała Borussia Dortmund i RB Lipsk. Ale wśród najlepszych znalazł się inny z Polaków grających w Bundeslidze – bramkarz Augsburga Rafał Gikiewicz, który w lutym przepuścił tylko pięć goli i zbierał wysokie oceny po każdym występie.

Kubot w tenisowej kadrze Polski na mecz z Salwadorem
Łukasz Kubot, były lider deblowego rankingu ATP Tour, wystąpi w Kalisz Arenie, w spotkaniu Pucharu Davisa Polska – Salwador w Grupie Światowej II. Rywalizacja toczyć się będzie w dniach 5-6 marca w Kaliszu. Kapitan Mariusz Fyrstenberg skorzystał z możliwości dokonania korekty w składzie – Kubot zastąpił Szymona Walkowa, a oprócz niego w biało-czerwonych barwach wystąpią w Kaliszu Kamil Majchrzak, Kacper Żuk, Wojciech Marek i Jan Zieliński.

W ten weekend gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 20. kolejki PKO Ekstraklasy. Piątek: Wisła Kraków – Górnik Zabrze, godz. 20:30. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – Stal Mielec, godz. 12:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Legia Warszawa, godz. 17:30. Poniedziałek: Warta Poznań – Wisła Płock, godz. 18:00.

Swoboda z koronawirusem nie wystartuje w Toruniu
Ewa Swoboda (na zdjęciu) nie obroni tytułu halowej mistrzyni Europy sprzed dwóch lat w biegu na 60 metrów. Sprinterka uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa. W środę wieczorem pozytywny wynik dał też drugi test. „Szans na występ w imprezie już nie ma” – przekazała jej trenerka Iwona Krupa. Występ Swobody w trwających od czwartku w Toruniu Halowych Mistrzostwach Europy 2021 był wyznaczony na niedzielę 7 marca. Polka była faworytką do złota na dystansie 60 m, bo po rezygnacji z występu w Toruniu liderki europejskich tabel wynikowych, Brytyjki Diny Asher-Smith, w stawce zgłoszonych w tej konkurencji rywalek w tym roku Polka miała najlepszy rezultat. W toruńskich mistrzostwach nie wystartuje też z powodu kontuzji Konrad Bukowiecki. Kulomiot złamał palec u nogi z przemieszczeniem, czeka go operacja i dłuższa przerwa na rehabilitację.

Wyniki 19. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2

Gole: Jesus Jimenez (45 karny) – Bartosz Kapustka (4), Kacper Kostorz (82). Żółte kartki: Prochazka, Gryszkiewicz, Janża, Nowak – Martins, Jędrzejczyk, Luquinhas. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0
Gol: Andrzej Niewulis (53).
Żółte kartki: Niewulis – Danielak. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Gole: Mateusz Kuzimski (46) – Aron Johannsson (80), Pedro Tiba (90+4). Żółte kartki: Puchacz, Krawec (Lech). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Łukasz Zwoliński (45). Żółte kartki: Domański – Tobers, Fila. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Gol: Tiago Alves (90+4).
Żółte kartki: Augustyn, Romanczuk, Twardek – Holubek, Rymaniak. Czerwona kartka: Augustyn (59., za drugą żółtą). Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3
Gole: Damian Rasak (67) – Rafał Boguski (82, 90), Uros Radaković (85).
Żółte kartki: Lagator – Szota, Frydrych. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Zagłębie Lubin 2:4
Gole: Lorenco Simić (30 samobójcza)), Filip Piszczek (72) – Patryk Szysz (10), Filip Starzyński (44, 55 karny), Lorenco Simić (86). Żółte kartki: Pik, Piszczek, Luis Rocha – Jończy, Stoch, Balić, Drażić. Czerwone kartki: Pik (53., za drugą żółtą), Rocha (88., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Erik Exposito (44, 45) – Jakub Bartkowski (11). Żółte kartki: Praszelik – Bartkowski. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 19 39 33:20
  2. Pogoń 19 35 24:12
  3. Raków 19 34 30:20
  4. Lechia 19 29 25:22
  5. Śląsk 19 28 24:20
  6. Górnik 19 27 23:22
  7. Zagłębie 19 26 23:22
  8. Lech 19 25 27:25
  9. Jagiellonia 19 25 26:29
  10. Wisła K. 19 24 30:26
  11. Piast 19 24 24:22
  12. Warta 19 23 18:22
  13. Wisła P. 18 22 23:28
  14. Cracovia 19 18 21:24
  15. Podbeskidzie 19 17 18:42
  16. Stal 18 15 18:31

PKO Ekstraklasa: Grać trzeba do końca

W 19. kolejce dała o sobie znać stara piłkarska zasada, że walczyć o zwycięstwo trzeba do ostatniego gwizdka sędziego. W ostatnich sekundach gry wygrały wyjazdowe mecze zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice, a lider, Legia Warszawa, w Zabrzu zwycięską bramkę w meczu z Górnikiem zdobył w 82 minucie.

W rozgrywanych w Grodzisku Wielkopolskim derbach Poznania Lech do 80. minuty przegrywał z Wartą 0:1 po golu Mateusza Kuziemskiego. Na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównującą bramkę zdobył pozyskany w zimowym oknie transferowym Aron Johannsson, a w 4. minucie doliczonego czasu gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu, piłkę do bramki rywali w przypadkowych okolicznościach wpakował Pedro Tiba. Trudno w to uwierzyć, ale ekipa „Kolejorza” zdołała odrobić straty i odwrócić losy spotkania po raz pierwszy od 24 listopada 2018 roku, kiedy to przegrywał 0:1 z Wisłą Płock, lecz ostatecznie wygrał 2:1. Od tego czasu lechici aż 34 razy pozwalali rywalom pierwszym strzelić gola i ani razu nie odnieśli zwycięstwa. Przełamali ten impas dopiero
po 825 dniach.
Nie mogą być jednak specjalnie dumni z pokonania lokalnego rywala, bo na tle Warty Lech jest futbolową potęgą, tymczasem przed piątkowym meczem w tabeli ekstraklasy zajmował niższą lokatę. Kibice „Kolejorza” nie kryli niezadowolenia i dawali niedwuznacznie do zrozumienia, że porażki w derbach swoim ulubieńcom nie darują. Trener Dariusz Żuraw od dłuższego czasu żyje pod presją dymisji, czym zdaje się być już trochę zmęczony, więc kolejne groźby nie robią na nim większego wrażenia. Ale miał świadomość, że ewentualna porażka z niepokonaną w tym roku Wartą może uczynić go bezrobotnym. Lechici mieli jednak w piątkowy wieczór furę szczęścia, bo nie jest łatwo pokonać zespół, który zawzięcie broni się niemal całą jedenastką i jeśli wygrywa, to 1:0 (tak pokonał Cracovię, Piasta i Zagłębie), a jeśli traci gola, to jednego i remisuje 1:1. Skoro jednak „Kolejorz” pokonał niepokonanych w tym roku warciarzy 2:1, to teraz już ze zwycięskiej ścieżki chyba raczej już nie zboczy. Na mistrzowski tytuł nikt Lechowi szans już nie daje, lecz „na stole” leżą jeszcze 33 punkty do zdobycia, więc chyba za wcześnie jest na rozdawanie medali.
Tym bardziej, że do ścigających Legię zespołów Pogoni i Rakowa niepostrzeżenie zbliżyła się Lechia Gdańsk, która w sobotę pokonała na wyjeździe Stal Mielec, notując trzecie zwycięstwo z rzędu w tym roku. Gdańszczanie wygrali co prawda po mocno kontrowersyjnym golu Łukasza Zwolińskiego, ale zdobytych punktów nikt im nie odbierze, a dzięki nim zepchnęli z czwartego miejsca zespół Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym roku jak na razie zawodzą swoich fanów, bo grają jakby jeszcze nie obudzili się z zimowego snu. Z pięciu spotkań wiosennej części sezonu trzy przegrali, jedno wygrali, a w jednym wyszarpali remis. Cztery punkty zdobyte na piętnaście do zdobycia to bilans stanowczo za słaby, żeby myśleć o utrzymaniu się w ścisłej czołówce.
Trochę więc dziwi, że ten słabujący Górnik w drugiej połowie meczu z Legią tak przycisnął rywali, że ktoś niezorientowany w układzie sił w polskiej ekstraklasie, oglądając ten fragment spotkania, mógłby się pomylić ze wskazaniem, który z zespołów jest liderem rozgrywek. „Wojskowi” przetrzymali jednak napór zabrzańskiej jedenastki i W 82. minucie wyprowadzili zabójczy kontratak, który na zwycięskiego gola zamienił wprowadzony po przerwie 21-letni Kacper Kostosz. Legia zaczęła ten rok od porażki z ostatnim wtedy w tabeli Podbeskidziem, ale z czterech pozostałych trzy wygrała, a jedno zremisowała. Legioniści prowadzą w lidze, ale jeszcze nie mogą sobie pozwolić na luz. Przed nimi bowiem seria meczów z mocnymi przeciwnikami – ze Śląskiem, Wartą, Zagłębiem, Pogonią, Lechem, Cracovią, Piastem i Lechią i Wisłą Kraków.

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2
Raków Częstochowa – Podbeskidzie
Bielsko-Biała 1:0
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3

Pogoń czeka na Legię

Prowadząca w piłkarskiej ekstraklasie Pogoń Szczecin w minionym tygodniu dwukrotnie na własnym boisku została poskromiona przez Piasta Gliwice. W środę „Portowcy” przegrali z gliwiczanami w 1/8 finału Pucharu Polski 1:2 i odpadli z tych rozgrywek, a trzy dni później w ligowej potyczce wywalczyli tylko bezbramkowy remis.

Ekipa Piasta kontynuuje serię meczów bez porażki. Bezbramkowy remis z Pogonią był już 10. ligowym spotkaniem z rzędu, którego podopieczni trenera Waldemara Fornalika nie przegrali, notując od 23 października ub. roku pięć zwycięstw i pięć remisów (bilans bramkowy 20:9). Jeśli doliczymy do tego wygrane w tym czasie Pucharze Polski mecze ze Stalą Mielec i Pogonią, passa gliwiczan prezentuje się naprawdę okazale.
Przed 19. kolejką ekstraklasy „Portowcy” mieli dwa punkty przewagi nad drugą w tabeli Legią Warszawa i sześć nad trzecim Rakowem Częstochowa. Ścigające ich zespoły Legii i Rakowa miały więc dodatkową motywację znając wynik meczu szczecinian z Piastem. Warszawski zespół czekała jednak w niedzielę wyjazdowa potyczka z Jagiellonią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania), a że w Białymstoku legionistom od kilku sezonów zawsze jest trudno o punkty, przynajmniej nie musieli się obawiać, że w razie porażki Pogoń odskoczy im w tabeli na pięć punktów.
Częstochowianie w sobotę tuż po meczu Pogoni z Piastem grali „u siebie” w Bełchatowie z Lechią Gdańsk i zapewne szybko policzyli, że jeśli wygrają zmniejszą dystans do „Portowców” do czterech punktów. Zadanie wydawało się łatwe, bo Lechia w środku tygodnia przegrała w Pucharze Polski z pierwszoligową Puszczą Niepołomice, co mocno zagęściło atmosferę wokół zespołu, bo tuż przed tą wpadką rada miasta uchwaliła dla klubu 10-milionową dotację. Połączenie tych dwóch zdarzeń wyprowadziło z równowagi najbardziej krewką części kibiców gdańskiego klubu, zwanych potocznie „silnorękimi”. Liczna delegacja fanów pojawiła się w czwartek w siedzibie Lechii i odbyła z piłkarzami „rozmową motywującą”. Nie pierwszy to w naszej lidze taki przypadek i zapewne nie ostatni, ale w Lechii po raz ostatni taka wizyta miała miejsce w listopadzie 2017 roku przed derbowym mecze z Arką Gdynia. Wtedy odniosła właściwy skutek, bo gdański zespół wygrał 1:0, tym razem także przyniósł pożądany efekt, bo Lechia wygrała z Rakowem 1:0.
Trener częstochowskiego zespołu Marek Papszun ma teraz ból głowy, bo w tym roku jego zespół jeszcze nie wygrał spotkania ligowego, a porażka z Lechią była trzecią z rzędu – wcześniej Raków przegrał jednak u siebie z Pogonią (0:1)
i na wyjeździe z Legią (0:2), czyli zespołami ze ścisłej czołówki ekstraklasy, natomiast gdańszczanie to ekipa ze środka tabeli. W następnej kolejce Raków czeka mecz w Lubinie z Zagłębiem, a potem u siebie z rozpędzonym Podbeskidziem, więc jeśli trener Papszun szybko nie obudzi swoich piłkarzy z zimowego snu, to jego zespół nie tylko odpadnie z walki o mistrzostwo Polski, ale może mieć nawet problem z utrzymaniem trzeciej lokaty.
Wspomniany zespół Podbeskidzia pod dwóch tegorocznych zwycięstwach na swoim boisku (Legią 1:0 i Górnikiem 2:1), był bliski wyjazdowej wygranej także z Cracovią. Bielszczanie objęli prowadzenie w 25. minucie, ale tuż przed przerwą arbiter podyktował rzut karny na korzyść „Pasów”, którzy na wyrównującą bramkę zamienił Pelle van Amersfoort.
W ekipie Podbeskidzia zadebiutował w tym spotkaniu pozyskany tej zimy Peter Wilson – pierwszy Liberyjczyk w na polskich boiskach. Jak szybko wyliczyli futbolowi statystycy, Liberia jest setnym krajem, z którego zawodnik trafił do naszej ekstraklasy, a wkrótce ta liczba zwiększy się do 101 krajów, jeśli debiutancki występ zaliczy nowy nabytek Legii Jasur Jakszibojew, pierwszy piłkarz w PKO Ekstraklasie z Uzbekistanu.

PKO Ekstraklasa: Zima im niestraszna

Atak zimy nie zdołał sparaliżować rozgrywek w rozpoczynającej rewanżową rundę naszej piłkarskiej ekstraklasy 16. kolejce. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych nie odbył się tylko jeden mecz – Stali Mielec z Wisłą Płock, który przełożono na inny termin.

W rozegranych siedmiu spotkaniach dominowali gospodarze, którzy wygrali pięć spotkań (Pogoń, Legia, Wisła Kraków, Podbeskidzie, Piast), a w dwóch zanotowali remisy (Lech i Lechia). Niekorzystną dla zespołów przyjezdnych statystykę może jeszcze zmienić Wisła Płock, jeśli wygra przełożonym na inny termin mecz w Mielcu. Pierwsza kolejka rundy rewanżowej była debiutem nowej oficjalnej piłki rozgrywek – Conext 21 Ekstraklasa PRO.
W siedmiu rozegranych meczach piłkarzom udało się wpakować ją do siatki dwunastokrotnie, ale dziesięć goli zapisały na swoje konto zespoły gospodarzy, a dla ekip przyjezdnych trafienia zaliczyli tylko Mariusz Rybicki z Warty Poznań i Michał Koj z Górnika Zabrze.
Lider rozgrywek Pogoń Szczecin prowadzi z przewagą dwóch punktów nad drugą w tabeli Legią, ale ma już sześć „oczek” przewagi nad trzecim Rakowem i dziesięciu nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Śląska i Górnika. Poprzednia kolejka przyniosła Pogoni Szczecin wyrównanie swego rekordu najdłuższej serii zwycięstw w Ekstraklasie, w minioną sobotę zaś zdołała go jeszcze pobić. Dla „Portowców” wygrany mecz z Cracovią był już szóstym ligowym zwycięstwem z rzędu, a trzecim zakończonym wynikiem 1:0. Chorwacki bramkarz Pogoni Dante Stipica jako pierwszy golkiper przekroczył w tym sezonie barierę 400 minut z czystym kontem.
Skoro już jesteśmy przy indywidualnych osiągnięciach, to warto odnotować, że w 16. kolejce w zespole Jagiellonii zagrał Miłosz Matysik – młodzian ten w chwili ligowego debiutu miał dokładnie 16 lat i 287 dni i teraz to on jest pod tym względem rekordzistą ekstraklasy. Ale nie jest jedynym graczem urodzonym w XXI wieku, który w tym sezonie pojawił się na boisku w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej – przed nim debiut zaliczyło już dziesięciu graczy poniżej 18 roku życia.
Na drugim biegunie wiekowym swoja pozycję w rankingu najstarszych graczy ekstraklasy poprawił bramkarz Legii Artur Boruc, który w meczu z Rakowem miała „na liczniku” dokładnie 40 lat 352 dni, co pozwoliło mu w klasyfikacji wszech czasów przeskoczyć zajmującego dotąd drugą lokatę Piotra Reissa (40 lat 347 dni). Żeby zająć pierwsze miejsce w tym zestawieniu Boruc musiałby pograć w Legii jeszcze z dwa sezony, bo do lidera Janusza Jojki brakuje mu ponad dwa lata.
Dla porównania – najmłodszym bramkarzem z grających w 16. kolejce był golkiper Jagiellonii Xavier Dziekoński, który w dniu przegranej 0:2 potyczki z Wisłą Kraków miał 17 lat i 124 dni.
Jeśli chodzi o napastników, to w miniony weekend najbardziej z nich wyróżnił się Kamil Biliński z Podbeskidzia, który w wygranym 2:1 spotkaniu z Górnikiem zdobył dwie bramki. Mógł nawet zaliczyć hat-tricka, ale zmarnował rzut karny. 33-letni Biliński w tym sezonie ma na koncie jak do tej pory siedem trafień i jest drugim, po napastniku Piasta Jakubie Świerczoku (8 goli) najskuteczniejszym polskim graczem w ekstraklasie.
Liderem klasyfikacji strzelców z 14. trafieniami jest czeski snajper Legii Tomas Pekhart, który sam zdobył aż 56 procent wszystkich bramek stołecznej drużyny w bieżących rozgrywkach. Warto podkreślić, że dla Piast, który ma na koncie serię dziewięciu meczów bez porażki, aż 20 z 23 goli strzelili polscy piłkarze i pod tym względem gliwiczanie są najlepsi w naszej lidze.
Nie może zwycięskiego rytmu w ekstraklasie złapać natomiast Lech Poznań, nasz jedyny zespół, który w tym sezonie zaistniał w europejskich pucharach. W spotkaniu z Zagłębiem Lubin ekipa „Kolejorza” tylko bezbramkowo zremisowała i był to jej siódmy remis w obecnych rozgrywkach. Lechici są pod tym względem numerem 1 w tym sezonie.

W Europie nasza liga jest na 30. miejscu

Lech Poznań zakończył zmagania w grupie D Ligi Europy na ostatnim miejscu, za Glasgow Rangers, Benfiką Lizbona i Sportingiem Liege. A w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich PKO Ekstraklasa wylądowała na żenującym 30. miejscu.

Taka kiepska lokata to efekt żenująco słabych występów naszych pucharowych kwartetów w ostatnich pięciu sezonach. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie wreszcie w miarę przyzwoity rezultat Lecha Poznań w obecnej edycji oraz dzielna postawa Piasta Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł w III rundzie z FC Kopenhaga po porażce 0:3, ale wcześniej pokonał Dinamo Mińsk 2:0 i austriacki TSV Hartberg 3:2). Najwięcej punktów nabił rzecz jasna poznański klub, który w kwalifikacjach Ligi Europy wygrał z FC Valmiera (Łotwa) 3:0, z Hammarby IF (Szwecja) 3:0, z Apollonewm Limassol 5:0 i z belgijskim Royal Charleroi 2:1. Te znakomite wyniki zrodziły wielkie oczekiwania wobec ekipy trenera Dariusza Żurawia w fazie grupowej Ligi Europy, ale trzeba obiektywnie przyznać, że zespoły Benfiki Lizbona i Glasgow Rangers były od lechitów silniejsze. Szkoda natomiast porażki w rewanżu ze Standardem Liege (1:2), bo zwycięstwo w tym przeciwnikiem, całkiem przecież realne, bo u siebie Lech wygrał 3:1, dałoby awans PKO Ekstraklasie w rankingu ligowym UEFA na 27. pozycję. Nie byłaby to znacząca poprawa w kontekście występów europejskich pucharach, bo w myśl nowych reguł wprowadzonych przez europejską federację dla klubów z lig sklasyfikowanych w rankingu poniżej 15. miejsca dostęp do kwalifikacji Ligi Europy został zamknięty i naszym zespołom w najbliższych latach pozostanie jedynie rywalizacja w szykowanych właśnie przez UEFA Conference League, czyli w europejskich rozgrywkach pucharowych de facto trzecia liga. Nie dotyczy to jedynie mistrza Polski, bo zespół który wywalczy tytuł po staremu będzie mógł uczestniczyć w eliminacjach Ligi Mistrzów, a jeśli nie odpadnie w pierwszej rundzie, także w kwalifikacjach Ligi Europy. Trzy pozostałe ekipy, czyli zdobywca Pucharu Polski oraz drugi i trzeci zespół na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy bić się będzie jedynie w Conference League. I ta sytuacja potrwa tak długo, dopóki nasza piłkarska ekstraklasa nie awansuje w rankingu UEFA na odpowiednie miejsce lub do kolejnej zmiany przepisów. A te na razie są dopiero w fazie tworzenia, lecz z przecieków można wnosić, iż także na najniższym poziomie europejskich rozgrywek pucharowych zostanie utrzymana zasada rozstawienia, co naszym zespołom nie ułatwi zadania.
Na szybką poprawę sportowej jakości zespołów PKO Ekstraklasy się nie zanosi, nie ma też szans na to, by pozostałe kluby zgodziły się wesprzeć pucharowy kwartet, godząc się choćby na przekładanie spotkań w najbardziej gorącym okresie kwalifikacji czy gier w fazie pucharowej, nie mówiąc już o wypożyczaniu swoich najlepszych graczy. PZPN nie jest też władny chronić polski rynek piłkarski przed rabunkową eksploatacją ze strony silniejszych europejskich klubów, a regulacje w rodzaju przymuszenia klubów do obowiązkowego wystawiania młodzieżowców to tylko półśrodki.
Umiejętność godzenia występów w europejskich pucharach w rywalizacją na krajowym podwórku to dla trenerów prowadzących nasze zespoły wciąż jest wielką sztuką. Wystarczy prześledzić wyniki kwartetu tegorocznych „pucharowiczów”, czyli Legii, Lecha, Piasta oraz Cracovii.
Legioniści dopiero u schyłku jesiennej rundy rozgrywek wyskoczyli na czoło stawki, spychając z pozycji lidera nieobciążony pucharowymi występami Raków Częstochowa. Dwa zwycięstwa z rzędu, najpierw u siebie z Lechią Gdańsk 2:0, a w miniony weekend na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:1, pozwoliły stołecznej ekipie ustabilizować pozycję na szczycie ligowej tabeli, co jednak wcale nie oznacza, iż Legii już dzisiaj należy gratulować zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu. Prawdą jest, że odkąd zespół przejął trener Czesław Michniewicz, warszawianie jeszcze w lidze nie przegrali meczu, a w ośmiu ostatnich kolejkach wywalczyli 20 punktów. W starciu z krakowską Wisłą szybko jednak stracili bramkę i potem zupełnie nie potrafili znaleźć pomysłu na sforsowanie ambitnie i z pomysłem walczących wiślaków, w grze których widać już pierwsze efekty pracy nowego trenera, Petera Hyballi. Niemiecki szkoleniowiec jakimś cudem zdołał przekonać swoich zawodników do gry pressingiem, z którym legioniści długo nie potrafili sobie poradzić. Mieli jednak szczęście, bo w 79. minucie z pomocą pospieszył im 23-letni hiszpański piłkarz Victor Moya Martinez Chuca, faulując bezrozumnie w polu karnym Wisły Luquinhasa i prokurując „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy w tym sezonie, Czech Thomas Pekhart. Utrata prowadzenia podłamała ekipę gospodarzy, z czego skwapliwie skorzystali goście i w końcu przejęli inicjatywę. W 89. minucie Pekhart, który wcześniej regularnie przegrywał powietrzne pojedynki z grającym na środku obrony Wisły rodakiem Michalem Frydrychem, wreszcie wyprzedził go o ułamek sekundy i uderzył piłkę głową tak mocno i precyzyjnie, że bramkarz wiślaków Mateusz Lis nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Dla czeskiego snajpera Legii było to już 12. ligowe trafienie.
Wracając zaś do „pucharowego kwartetu”, to jeszcze lepszym przykładem kłopotów, jakie mogą wpędzić zespół próby godzenia gry w kwalifikacjach z grą w krajowej lidze, jest Piast Gliwice, który po odpadnięciu z europejskich pucharów pogrążył się na wiele tygodni w potężnym kryzysie, z którego trener Waldemar Fornalik wyprowadził zespół dopiero pod koniec października. Gliwiczanie, którzy długo tkwili w ogonie ligowej tabeli, w końcu jednak wzięli się w garść i w efekcie począwszy od 8. kolejki nie przegrali meczu, uzyskując w tym czasie trzy remisy (z Wisłą Płock i Legią po 2:2 oraz Zagłębiem Lubin 1:1) i trzy zwycięstwa – 2:1 z Górnikiem, 2:0 z Lechią, a w miniony weekend w 13. kolejce rozgromili na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała aż 5:0. W ostatniej tegorocznej serii gier Piast podejmie Raków Częstochowa i będzie to zdecydowanie najciekawsza konfrontacja 14. kolejki.
Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2
Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89).
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63).
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11).
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90).
Niedzielne mecze Rakowa Częstochowa z Jagiellonią Białystok oraz Stali Mielec z Lechem Poznań zakończyły się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisłą Płock odbędzie się w poniedziałek 14 grudnia (początek godz. 18:00).

Kanonada w Poznaniu

W najciekawszym meczu 10. kolejki ekstraklasy Lech zremisował u siebie z liderem rozgrywek Rakowem 3:3. Bramki dla „Kolejorza” zdobyli Mikael Ishak, Jakub Moder i Dani Ramirez, a dla gości Ivi Lopez, Oskar Zawada i Daniel Szelągowski. Dla Rakowa był to już dziewiąty mecz w lidze bez porażki, ale strata dwóch punktów kosztowała ten zespół utratę pozycji lidera na rzecz Legii Warszawa, która pokonała Cracovię 1:0.

Lechici przegrywali już z liderem PKO Ekstraklasy 0:2, potem wyszli na prowadzenie 3:2, lecz już w doliczonym czasie gry dali sobie odebrać zasłużone zwycięstwo. W hicie 10. kolejki doszło zatem do podziału punktów, ale remis na Bułgarskiej jest jednak sukcesem zespołu z Częstochowy, który po raz pierwszy w tym sezonie musiał radzić sobie bez trenera Marka Papszuna, zawieszonego na dwa mecze za obrazę sędziego oraz środkowego obrońcy Tomasa Petraska. Czeskiego piłkarza wyeliminowała z gry poważna kontuzja kolana.
Ekipa „Kolejorza”, chociaż ma w perspektywie czwartkowy mecz w Lidze Europy, w starciu z Rakowem nie oszczędzała sił. Było widać, że lechici chcą dokopać rywalom z przyczyn ambicjonalnych, o co postarał się wcześniej trener Papszun kilkoma ironicznymi wypowiedziami o zespole Lecha. Gospodarze przycisnęli częstochowian od pierwszego gwizdka arbitra, ale nie potrafili zdyskontować tej przewagi pod bramką rywali. Goście mieli poza tym mnóstwo szczęścia, lecz bynajmniej nie zamierzali się tylko bronić. W 16. minucie Oskar Zawada zagrał do Marcina Cebuli, a ten między nogami Lubomira Satki podał do Ivi Lopeza. Hiszpan w sytuacji sam na sam założył siatkę wychodzącemu z bramki Filipowi Bednarkowi i tak Raków objął nieoczekiwanie prowadzenie w meczu. Kilkadziesiąt sekund później lechici mogli stracić drugiego gola po błędzie Lubomira Satki, a w 22. minucie Filip Bednarek z najwyższym trudem obronił uderzenie Lopeza.
Lech mógł wyrównać w 25. minucie, lecz doskonałą okazję zmarnował Djordje Crnomarković, który z strzelając z kilku metrów trafił w bramkarza gości. Osiem minut później zespół Rakowa podwyższył prowadzenie znów dewastując szyki obronne „Kolejorza”. Cebula wyłożył piłkę Zawadzie, a ten z bliska wpakował ją do bramki poznańskiego zespołu.
Lechici na drugą bramkę odpowiedzieli niemal natychmiast, bo już 33. minucie po podaniu Michała Skórasia niezawodny Mikael Ishak precyzyjnie uderzył z pola karnego i zdobył kontaktowego gola.
Po zmianie stron Lechowi dopisało szczęście, bo w 47. minucie po zagraniu Jana Sykory Maciej Wilusz zablokował piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktowa „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Jakub Moder. A już trzy minuty później zespół Dariusza Żurawia wyszedł na prowadzenie po kapitalnym strzale Daniego Ramireza z 15 metrów w „okienko” bramki strzeżonej przez Jakuba Szumskiego.
Częstochowianie nie podłamali się strat trzeciego gola, tylko zaatakowali śmiało. Dość długo ich szarże nie przynosiły efektów, a strzały Vladislavsa Gutkovskisa i Kamila Piątkowskiego tylko cudem nie wpadły do siatki lechitów. Kiedy wydawało się już, że lider poniesie w Poznaniu porażkę, w końcówce doliczonego czasu gry Daniel Szelągowski przeprowadził rajd przez pół boiska i w sytuacji sam na sam pokonał Bednarka. Chwilę później sędzia zakończył ten znakomity i stojący na niezłym poziomie mecz.
W innych spotkaniach też działy się dramatyczne rzeczy. Górnik Zabrze w derbowym spotkaniu z zajmującym ostatnią lokat w tabeli Piastem Gliwice nieoczekiwanie przegrał 1:2. Dla gliwickiej ekipy był to powrót do gry po 28 dniach przerwy spowodowanej zakażeniami koronawirusem. Natomiast zwycięstwo podopiecznych Waldemara Fornalika na gorącym dla zespołów przyjezdnych boisku w Zabrzu zapowiada być może ich powrót do walki nie tylko o uniknięcie degradacji. Z potknięcia Rakowa w Poznaniu skorzystała Legia, która pokonała na wyjeździe Cracovię i z dorobkiem 22 punków awansowała na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Raków z 21 pkt jest drugi, a trzecią lokatę zajmuje Górnik.


Inne wyniki ekstraklasy:
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:2
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 1:2
Zagłębie Lubin – Stal Mielec 2:2
Warta Poznań – Wisła Kraków 2:1
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:3
Cracovia – Legia Warszawa 0:1