Wyniki 29. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 28. kolejki:

Stal Mielec – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: de Amo, Kolew, Tomasiewicz – Hołownia, Mladenović, Slisz.
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Piast Gliwice 1:0
Gol: Vladislavs Gutkovskis (32).
Żółte kartki: Wdowiak – Badia, Żyro.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin 1:1
Gole: Karol Podliński (70) – Michał Kucharczyk (8). Żółte kartki: Kruk, Balić, Podliński, Chodyna – Luis Mata, Drygas.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Śląsk Wrocław 2:3
Gole: Maik Nawrocki (40), Mario Rodriguez (90) – Erik Exposito (49, 59), Robert Pich (82). Żółte kartki: Jakóbowski – Puerto.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Cracovia 1:1
Gole: Flavio Paixao (69) – Cornel Rapa (25).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Jesus Jimenez (29, 64 karny), Alex Sobczyk (71) – Jakov Puljić (15).
Żółte kartki: Wiśniewski, Chudy – Mazur.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Wisła Płock 1:1
Gole: Jakub Hora (5) – Mateusz Szwoch (28 karny). Żółte kartki: Rzuchowski, Frelek, Rundić – Zbozień, Garcia.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Lech Poznań 1:2
Gole: Jakub Błaszczykowski (78) – Mikael Ishak (12), Pedro Tiba (61).
Żółte kartki: Brown Forbes – Czerwiński, Kwekweskiri, Karlstroem, Milić.
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 29 61 47:24
  2. Raków 29 56 43:24
  3. Pogoń 29 52 35:20
  4. Piast 29 42 37:29
  5. Lechia 29 42 39:35
  6. Śląsk 29 42 35:31
  7. Zagłębie 29 41 38:36
  8. Warta 29 40 32:32
  9. Lech 29 36 38:37
  10. Górnik 29 36 30:32
  11. Jagiellonia 29 34 37:47
  12. Cracovia 29 32 28:31
  13. Wisła P. 29 30 33:44
  14. Wisła K. 29 30 36:40
  15. Stal 29 28 30:46
  16. Podbeskidzie 29 25 29:59

Wyniki 28. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 28. kolejki:

Jagiellonia Białystok – Raków Częstochowa 0:0
Żółte kartki: Mazur – Arsenić, Gutkovskis, Lederman.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Lechia Gdańsk 1:3
Gole: Dawid Kocyła (74) – Flavio Paixao (6 karny), Bartosz Kopacz (81), Joseph Ceesay (90).
Żółte kartki: García, Wolski – Tobers, Saief.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 0:0
Żółte kartki: Balić, Starzyński. Czerwona kartka: Balić (za drugą żółtą, po zakończeniu spotkania).
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Hołownia – Starzyński, Burliga, Gruszkowski.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez udziału publiczności.
Pogoń Szczecin – Warta Poznań 1:1
Gole: Rafał Kurzawa (60) – Makana Baku (54).
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Stal Mielec 1:2
Gole: Tymoteusz Puchacz (80) – Wasyl Kraweć (89 samobójcza), Jonathan de Amo (90).
Żółte kartki: Milić, Sykora – Mak, Matras.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0
Gole: Jakub Świerczok (44, 57).
Żółta kartka: Tulio (Podbeskidzie).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Górnik Zabrze 1:0
Gol: Sergiu Hanca (3).
Żółte kartki: Alvarez, Siplak, Luis Rocha, Van Amersfoort – Sobczyk, Kubica, Wiśniewski, Jimenez, Gryszkiewicz, Manneh, Boakye.
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 28 60 47:24
  2. Pogoń 28 51 34:19
  3. Raków 27 50 41:24
  4. Piast 28 42 37:28
  5. Lechia 28 41 38:34
  6. Zagłębie 28 40 37:35
  7. Warta 28 40 30:29
  8. Śląsk 28 39 32:29
  9. Jagiellonia 28 34 36:44
  10. Lech 28 33 36:36
  11. Górnik 28 33 27:31
  12. Cracovia 28 31 27:30
  13. Wisła K. 28 30 35:38
  14. Wisła P. 28 29 32:43
  15. Stal 27 27 30:45
  16. Podbeskidzie 28 24 28:58

PKO Ekstraklasa: Legioniści w końcu pokonali drużynę Piasta

W najciekawszym spotkaniu 26. kolejki PKO Ekstraklasy Legia Warszawa wygrała na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:0. Zwycięskiego gola w 75. minucie strzelił Portugalczyk Rafael Lopes. Ten wynik zapewnia „Wojskowym” zajęcie na koniec rozgrywek miejsca gwarantującego start w europejskich pucharach, bez względu na rezultaty czterech ostatnich meczów jakie pozostały im jeszcze do rozegrania w tym sezonie.

Jeszcze miesiąc temu zespół Legii przypominał rozpędzony walec, który bez trudu rozjeżdżał w lidze kolejnych przeciwników. Ale w meczach z Lechem Poznań i Cracovią coś w tej legijnej maszynerii przestało dobrze funkcjonować. Dwa bezbramkowe remisy przy jednoczesnych zwycięstwach ścigającej Legię zawzięcie Pogoni Szczecin zmniejszyło przewagę stołecznej drużyny z dziesięciu do sześciu punktów. Na domiar złego w spotkaniu z Cracovią czerwona kartkę zobaczył trener Czesław Michniewicz i Komisja Ligi zdyskwalifikowała go na dwa ligowe mecze. I to akurat z rywalami piekielnie niebezpiecznymi – z Piastem w Gliwicach oraz Lechią w Gdańsku. Z zastępstwie Michniewicza ekipę Legii z środowym spotkaniu z Piastem poprowadził z ławki trenerskiej jego asystent Przemysław Małecki. Ale bardziej istotna personalną roszadę szkoleniowcy warszawskiej drużyny dokonali przed meczem, wystawiając do gry dwójkę napastników.
Tym drugim, obok najskuteczniejszego strzelca zespołu Tomasa Pekhart, był tym razem 29-letni Portugalczyk Rafael Lopez. I on też został bohaterem wieczoru strzelając na kwadrans przed końcem spotkania zwycięską bramkę, która zapewniła Legii nie tylko komplet punktów, ale także pewny start w europejskich pucharach w nowym sezonie. Oczywiście stołeczna ekipa mierzy znacznie wyżej i chce zdobyć mistrzostwo Polski zapewniające udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek „Wojskowi” mają sześć punktów przewagi na drugą w tabeli Pogonią i 10 nad trzecim Rakowem (ale częstochowianie mają jeszcze do rozegrania zaległe spotkanie ze Stalą Mielec).
Wyniki 26. kolejki:
Piast Gliwice – Legia Warszawa 0:1. Gol: Rafael Lopes (75). Warta Poznań – Raków Częstochowa 0:2. Gole: Vladislavs Gutkovskis (42), Jakub Kiełb (70 samobójcza). Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze 1:0. Gol: Rafał Kurzawa (20).
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 3:0. Gole: Michał Skóraś (52), Mikael Ishak (57 karny), Dani Ramirez (65). Śląsk Wrocław – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:3. Gole: Krzysztof Mączyński (35), Patryk Janasik (61), Konrad Poprawa (83), Robert Pich (90) – Rafał Janicki (41), Kamil Biliński (70), Marko Roginić (78). Jagiellonia Białystok – Stal Mielec 3:3. Gole: Bogdan Tiru (3, 85), Tomas Prikryl (12) – Jonathan de Amo (18), Maciej Domański (68 karny), Mateusz Mak (90). Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 4:1. Gole: Karol Podliński (35), Patryk Szysz (71), Filip Starzyński (74), Samuel Mraz (87) – Sasza Balić (16 samobójcza). Cracovia – Wisła Płock 1:0. Gol: Marcos Alvarez (42 karny).
Zestaw par 27. kolejki
Piątek 23 kwietnia: Raków – Śląsk, godz. 18:00; Podbeskidzie – Lech, 20:30. Sobota: Górnik – Wisła Płock, 15:00; Zagłębie – Piast, 17:30; Wisła Kraków – Cracovia, 20:00. Niedziela: Warta – Jagiellonia, 12:30; Stal – Pogoń , 15:00; Lechia – Legia, 17:30.

Legioniści w strachu, że zostali rozszyfrowani

Zespół Legii Warszawa zaczął ten rok fatalnie, od porażki 0:1 z Podbeskidziem. Potem jednak „Wojskowi” w kolejnych 10 spotkaniach byli niepokonani, wygrywając siedem z nich. W ostatnich dwóch zaliczyli jednak bezbramkowe remisy, nic więc dziwnego, że przed środowym meczem z Piastem zaczęli trochę panikować.

Powód niepokoju zdradził na pomeczowej konferencji po niedzielnej potyczce z Cracovią trener Legii Czesław Michniewicz. „To drugi mecz z rzędu, w którym nie strzeliliśmy gola. I to mnie martwi najbardziej, bo wcześniej nie mieliśmy z tym problemów” – przyznał szkoleniowiec lidera ekstraklasy. Faktycznie – w tym roku legioniści w 11 rozegranych ligowych spotkaniach strzelili 22 gole, tracąc tylko dziewięć. Gdy 3 kwietnia pokonali na swoim boisku wicelidera tabeli Pogoń Szczecin 4:2, ich przewaga nad „Portowcami” urosła do 10 punktów i w lodówkach na stadionie przy Łazienkowskiej zaczęto mrozić szampana. Ale po dwóch bezbramkowych remisach ta komfortowa już przewaga gwałtownie stopniała do sześciu „oczek”, bo w tym samym czasie szczecinianie zdobyli komplety punktów ogrywając u siebie Wisłę Płock 2:0 i na wyjeździe, także 2:0, Podbeskidzie. Trzeci w tabeli Raków też nie próżnował i także zdobył sześć punktów, pokonując na wyjeździe Wisłę Kraków 2:1 i u siebie Lecha 3:1. A częstochowianie mają jeszcze w zapasie zaległe spotkanie z ostatnią w stawce Stalą Mielec. Ta potyczka została jednak wyznaczona dopiero na 5 maja, a do tego czasu te rachuby mogą okazać się już nieaktualne (rozegrane we wtorek mecze Pogoni z Górnikiem i Rakowa z Wartą zakończyły się po zamknięciu wydania, podobnie jak spotkania Lecha z Lechią i Śląska z Podbeskidziem).
Fani stołecznej drużyny po dwóch słabszych występach ekipy trenera Michniewicza zaczęli się zastanawiać, czy ich powodem nie było też rozprężenie i utrata koncentracji jaką zwykle daje uzyskanie znaczącej przewagi punktowej nad konkurentami. „Nikt z nas nie myśli, że już zdobyliśmy tytuł mistrza Polski” – zapewniał Michniewicz po wygranej w 23. kolejce Pogonią. Po meczu z Cracovią trener „Wojskowych” z trudem skrywał frustrację. „Straciliśmy dzisiaj dwa punkty, a było to dla nas bardzo ważne spotkanie. W pierwszej połowie rywale grali jeszcze w miarę otwarty futbol, często wychodzili daleko od własnego pola karnego, dzięki temu moi piłkarze mieli sporo miejsca na rozgrywanie akcji. Ale w drugiej połowie Cracovia cofnęła się głęboko pod własną bramkę i było jasne, że będzie do ostatniego gwizdka grała na utrzymanie remisu” – narzekał Michniewicz, którego w 22. minucie spotkania sędzia Damian Sylwestrzak ukarał czerwoną kartka i odesłał na trybuny.
Rozpracowali taktykę Legii
Być może z perspektywy trybun mecz wyglądał inaczej, ale na boisku ekipa „Pasów”, niemal w całości składająca się z obcokrajowców (jedynym polskim piłkarzem w wyjściowym składzie był młodzieżowiec, 21-letni Sylwester Lusiusz), wcale na taką bezradną nie wyglądała. Cracovia jest bez wątpienia największym rozczarowaniem w ekstraklasie w tym sezonie, większym nawet od Lecha Poznań, ale w niedzielę jej piłkarze mieli podstawy do niezadowolenia z remisu. Bo chociaż więcej bramkowych okazji rzeczywiście stworzyli legioniści, to jednak ewidentnie najlepszą zmarnował w 77. minucie 29-letni niemiecki napastnik hiszpańskiego pochodzenia Marcos Alvarez, przegrywając sytuację jeden na jednego ze strzegącym bramki Legii 41-letnim Arturem Borucem.
Cracovia jest kolejną drużyną po Lechu, która w meczu z liderem ekstraklasy zdecydowała się zagrać w ustawieniu z trójką obrońców, czyli wykorzystała ten sam sposób gry, który od lutego i meczu z Rakowem (2:0) stosował z powodzeniem Legia. „Nawet jeśli rywale nas rozszyfrowali, to na pewno nie jest jedyny powód bezbramkowych występów z Lechem i Cracovią. Nasza gra zrobiła się zbyt wolna i to jest w tej chwili nasz problem, bo jeśli jakiś element gry nie funkcjonuje na najwyższym poziomie, pojawia się natychmiast efekt domina” – przyznał trener Michniewicz.
Szkoleniowiec Legii ma jeszcze dodatkowy problem, bo za czerwoną kartę musi liczyć się z zawieszeniem i co najmniej dwa spotkania legioniści zagrają bez niego na trenerskiej ławce. Całkiem niewykluczone, że podziała to na nich motywująco i żeby zrobić przyjemność trenerowi pokonają w środę Piasta, co samo w sobie i tak byłoby znaczącym wydarzeniem, bowiem „Wojskowi” nie potrafią wygrać z zespołem Waldemara Fornalika w Gliwicach od grudnia 2018 roku. A warto wiedzieć, że Piast w tym roku przegrał podobnie jak Legia tylko raz, ulegając w lutym Warcie Poznań 0:1. A w pozostałych spotkaniach zgromadził 24 punkty i wywindował się w tabeli na czwarte miejsce.
Fornalik nie pęka przed Legią
Szkoleniowiec gliwickiej drużyny przed środowym spotkaniem z liderem ekstraklasy na zwyczajowej konferencji prasowej był jednak przez dziennikarzy pytany o niedawną porażkę Piasta po rzutach karnych w półfinale Pucharu Polski z pierwszoligową Arką Gdynia oraz remis z Lechią w Gdańsku w poprzedniej kolejce ekstraklasy (gliwiczanie zremisowali 2:2, chociaż do 87. minuty prowadzili 2:0). „Szkoda, że nie pytacie mnie o wygrane mecze, a jest ich zdecydowanie więcej. Przypomnę, że z osiemnastu ostatnich spotkań, przegraliśmy tylko jedno. Nikt nie jest doskonały i każdemu może przydarzyć się chwila dekoncentracji, jak nam w meczu z Lechią. Traktujemy ten remis jak zimny prysznic i nauczkę na przyszłość” – stwierdził trener Fornalik.
Piast w tym sezonie grał przeciwko Legii dwukrotnie na jej stadionie: w rundzie jesiennej ekstraklasy zremisował 2:2, a w marcu tego roku w 1/4 finału Pucharu Polski pokonał legionistów 2:1. „Legia walczy o mistrzowski tytuł i jest bardzo blisko jego zdobycia. Poza tym to aktualny mistrz Polski, więc do meczu z tym zespołem podchodzimy z pokorą, ale też bez jakiejś dodatkowej motywacji. Poprzednie mecze z Legią były trudne, oni mieli optyczną przewagę i częściej byli przy piłce, lecz za to moi piłkarze byli skuteczniejsi. Mam nadzieje, że tak samo będzie też w środowym spotkaniu” – stwierdził trener Piasta.
W kadrze meczowej gliwickiej drużyny w meczu z Legią na pewno zabraknie Bartosza Rymaniaka, który w spotkaniu z Lechią doznał urazu kolana oraz leczącego kontuzję ręki Tomasza Mokwy. Nie zagra też Patryk Lipski, bo musi pauzować za żółte kartki, do drużyny być może dołączą rekonwalescenci – Jakub Czerwiński i Martin Konczkowski.

Zestaw par środowych meczów:
Jagiellonia Białystok – Stal Mielec, godz. 18:00, sędziuje Szymon Marciniak (Płock);
Zagłębie Lubin – Wisła Kraków, godz. 18:00, sędziuje Łukasz Kuźma (Białystok);
Cracovia – Wisła Płock, godz. 20:30, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom);
Piast Gliwice – Legia Warszawa, godz. 20:30, sędziuje Damian Kos (Gdańsk).

W finale Pucharu Polski Raków zagra z Arką

W półfinałowych meczach piłkarskiego Pucharu Polski pierwszoligowa Arka Gdynia podejmowała Piasta Gliwice, a broniąca trofeum Cracovia zmierzyła się u siebie z Rakowem Częstochowa. Świetnie spisujący się w ekstraklasie gliwiczanie sensacyjnie przegrali w Gdyni po rzutach karnych (0:0, pd. 0:0, k. 3-4), natomiast ekipa „Pasów” nie sprostała częstochowianom i przegrała z nimi 1:2. 2 maja w Lublinie o Puchar Polski zagrają więc Raków i Arka.

Dla ekipy Rakowa w jego stuletniej historii będzie to dopiero drugi występ w finale Pucharu Polski. Wcześniej częstochowianie zaszli tak daleko w „turnieju tysiąca drużyn” w sezonie 1966/1967, a ponadto jeszcze dwukrotnie udało im się dotrzeć do fazy półfinałowej – w sezonie 1971/1972 i 2018/2019. Ale w klubowej gablocie na trofea miejsce na pamiątkową replikę Pucharu Polski wciąż czeka na zapełnienie. Być może drużynie Rakowa uda się osiągnąć ten cel 2 maja na stadionie w Lublinie. Podopieczni trenera Marka Papszuna na pewno będą faworytami w finałowym spotkaniu z Arką, lecz lekceważyć gdyńskiego zespołu nie powinni, bo jeśli idzie o dorobek w pucharowych rozgrywkach to bije on częstochowian na głowę. Dla przypomnienia – Arka już dwukrotnie zdobywała Puchar Polski, po raz ostatni całkiem niedawno, bo w sezonie 2016/2017, a wcześniej w 1979 roku, zaś w rozgrywkach 2017/2018 dotarła do finału. Ma też na koncie dwa Superpuchary Polski (2017 i 2018).
Ekipy Arki i Cracovii zastosowały w półfinałowych starciach z silniejszymi przeciwnikami podobną strategię, czyli grały na remis i rozstrzygnięcie w konkursie rzutów karnych. Gdynianom ten pomysł przyniósł sukces, na jaki nie mieli prawa liczyć w starciu z niepokonanym w 11 meczach z rzędu Piastem, który w drodze do półfinału Pucharu Polski wyeliminował Legię i Pogoń. Natomiast Arka jako zespół pierwszoligowy w drodze do półfinału dziwnym zrządzeniem losu nie musiała mierzyć się z żadnym z zespołów ekstraklasy. Jej przeciwnikami byli drugoligowy Górnik Polkowice (5:0) oraz pierwszoligowe Korona Kielce (2:0), Górnik Łęczna (2:1) i Puszcza Niepołomice (5:2).
Trener Papszun nie zamierzał w meczu z Cracovią dopuścić do karnych. Prowadzenie dla Rakowa wywalczył reprezentant Polski Kamil Piątkowski, po którego znakomitej akcji i podaniu pięknego gola „szczupakiem” strzelił Jakub Arak. Ten wynik utrzymał się aż do 87. minuty, gdy wyrównującą bramkę zdobył Matej Rodin. Do dogrywki i ewentualnych „jedenastek” jednak nie doszło, bo w 89. minucie bramkarza „Pasów” pokonał gracz, który w 64. minucie zmienił Araka –Vladislavs Gutkovskis.
Zanim sędzia odgwizdał koniec spotkania łotewski napastnik zdążył jeszcze zmarnować sytuację sam na sam z bramkarzem, a zmiennik Wdowiaka Ivi Lopez trafił w słupek. Cracovia tylu okazji do strzelenia gola nie miała i odpadła z Pucharu Polski jak najbardziej słusznie, bo Raków to obecnie zdecydowanie lepszy od niej zespół.

Legia wstrzymała Pogoń

Lider ekstraklasy zadziwiająco łatwo pokonał na swoim boisku wicelidera. Legia Warszawa wygrała z Pogonią Szczecin 4:2 i po tym zwycięstwie ma już nad „Portowcami” dziesięć punktów przewagi, a do końca rozgrywek pozostało już tylko siedem kolejek. Legioniści mogą już powoli mrozić szampany.

Zespół Pogoni Szczecin przed sobotnim wyjazdowym spotkaniem z Legią Warszawa w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 goli i pławił się w glorii najszczelniejszej defensywy w PKO Ekstraklasie. W rundzie jesiennej na swoim stadionie „Portowcy” wywalczyli w starciu z legionistami bezbramkowy remis, wygląda jednak na to, że trener stołecznej drużyny Czesław Michniewicz przed rewanżową potyczką uważnie przeanalizował taktykę gry stosowaną przez swojego odpowiednika w Pogoni Kostę Runajicia. W odróżnieniu jednak od niemieckiego szkoleniowca, który przed meczem na Łazienkowskiej chwalił się, że wie jak trzeba grać przeciwko Legii, w drugą stronę nie składał publicznie żadnych tego typu deklaracji.
Demolka w pół godziny
I kto wie, może właśnie dlatego legioniści tak mocno zaskoczyli szczecinian w pierwszych 30 minutach gry. „Portowcy” pierwszego gola stracili już w 3. minucie gry, po kwadransie przegrywali już 0:3, a w 29. minucie stracili czwartą bramkę. Taka kanonada w wykonaniu gospodarzy wprowadziła w szczecińskiej drużynie kompletny chaos – zawodnicy Runjaicia gubili koncept się już po dwóch, trzech podaniach, po stracie piłki zbyt wolno wracali na swoje pozycje, a panującego bałaganu w organizacji gry nie zdołał opanować wprowadzony już w 23. minucie świeżo upieczony debiutant w reprezentacji Polski 17-letni Kacper Kozłowski, który zmienił kompletnie „zagubionego w akcji” Portugalczyka Luisa Matę. Legioniści przez pierwsze dwa kwadranse meczu grali wręcz koncertowo, jakby chcieli pokazać, że selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa popełnił błąd faworyzując w kadrze piłkarzy z Pogoni kosztem graczy lidera ekstraklasy. Dokazywali zwłaszcza pominięty Bartosz Kapustka i trzymany na uboczu Bartosz Slisz. Legioniści zmiażdżyli najlepszą defensywę w ekstraklasie, ale nasyciwszy czterema golami swoje urażone ambicje zwolnili tempo i już nie atakowali z taką zawziętością.
Szczecinianie jeszcze przed przerwą trochę ochłonęli i nawet zdołali strzelić honorowego gola, a po zmianie stron momentami nawet przeważali, lecz chociaż legioniści dali sobie wbić jeszcze jedną bramkę i ostatecznie wygrali tylko 4:2, to nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.
Dzięki wygranej zespół Legii powiększył przewagę nad drugą w tabeli Pogonią do 10 punktów. Pauzujący w tej kolejce z powodu przełożonego meczu ze Stalą Mielec trzeci w zestawieniu Raków Częstochowa ma w tej chwili już 14 punktów straty do Legii, a kolejne w stawce zespoły Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice tracą do legionistów odpowiednio 15 i 16 „oczek”. Można więc na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek uznać, że rywalizacja o mistrzostwo została de facto rozstrzygnięta na korzyść obrońców tytułu.
Lechia, Piast i Śląsk gonią czołówkę
Lechia Gdańsk pokonała Zagłębie Lubin 3:1. Gole dla gdańskiej drużyny strzelili Łukasz Zwoliński, Mario Maloca i Żarko Udovicić, zawodnicy którzy jeszcze do niedawna byli przez trenera Piotra Stokowca trzymani w głębokim odwodzie. W spotkaniu z „Miedziowymi” dostali szansę wykazania się i nie sprawili zawodu. Dzięki wygranej Lechia przesunęła się na czwarte miejsce i ma do drugiej Pogoni już tylko pięć punktów straty. Od trzeciego Rakowa gdańszczan dzieli tylko jeden punkt, lecz trzeba pamiętać, że częstochowianie w tej kolejce pauzowali z powodu wykrycia w ich ekipie zakażeń koronawirusem, a mieli grać w Mielcu z walczącą o utrzymanie Stalą. Ale nawet w przypadku wygranej z mielczanami ich przewaga nad Lechią urośnie do czterech „oczek”, a taki dystans jest jeszcze możliwy do odrobienia w ostatnich siedmiu ligowych kolejkach.
Aspiracji na włączenie się do walki o dwie premiowane awansem do europejskich pucharów lokaty, zajmowane obecnie przez Pogoń i Raków, ma także Piast Gliwice, który w 23. kolejce wywiózł komplet punktów z Płocka, pokonując tamtejszą Wisłę 1:0. Piast pnie się systematycznie w górę tabeli i jest już coraz bliżej miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. W meczu z „Nafciarzami” ekipa trenera Waldemara Fornalika była murowanym faworytem i nie zawiodła oczekiwań. Inna sprawa, że wyniki płocczan w ostatnim czasie nie powalają – mecz z Piastem był ich siódmym z rzędu bez zwycięstwa.
Do walki o prawo gry w europejskich pucharach może też włączyć się Śląsk Wrocław. W świąteczny poniedziałek wrocławianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię 1:0. Był to udany debiut Jacka Magiery w roli trenera Śląska. 44-letni szkoleniowiec wrócił do ekstraklasy po blisko czterech latach przerwy.
Warta wyżej od Lecha
W Poznaniu niebieska część miasta znów przeżywała bolesne rozczarowanie, bo piłkarze Lecha przegrali w Krakowie z Cracovią 1:2 i de facto rozwiali w sercach swoich fanów ostatnie złudzenia, że „Kolejorz” zdoła jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o czołowe miejsca. W zgoła odmiennych nastrojach była natomiast zielona część Poznania, kibicująca Warcie, bo ich ulubieńcy niespodziewanie wygrali w Zabrzu z Górnikiem 2:1 i po 23 kolejkach są w tabeli ekstraklasy o trzy miejsca i trzy punkty wyżej od lechitów. Piłkarze Warty sprawiają nawet wrażenie lekko zakłopotanych tą sytuacją, ale fakty świadczą na ich korzyść – Warta jest bez wątpienia jedną z największych rewelacji sezonu. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek wspiął się na szóste miejsce i ma lepszy dorobek nie tylko od Lecha, ale też innych zasiedziałych w najwyższej lidze drużyn Górnika, Jagiellonii, Cracovii, Wisły Kraków i Wisły Płock. „Zieloni” przegrali w tym roku tylko trzy mecze – z Cracovia, Legią oraz właśnie Lechem, ale wygrali aż sześć. I nie są już zespołem skupionym wyłącznie na zaciekłej obronie, lecz pod wodzą trenera Piotra Tworka stali się ekipą prezentującą coraz bardziej miły dla oka futbol. Chyba zaczęli to dostrzegać także kibice Lecha, bo zamiast okazywać warciarzom lekceważenie czy jawną niechęć, coraz częściej biją im brawo. Niewątpliwie bardziej z chęci dokuczenia zawodzącym ich oczekiwania graczom „Kolejorza”, ale też coraz bardziej w dowód uznania.
Na Bułgarskiej porażka z Cracovią wyczerpała ostatnie rezerwy wyrozumiałości dla trenera Dariusza Żurawia. We wtorek władze klubu poinformowały o jego zwolnieniu. Żuraw jest siódmym trenerem, który w tym sezonie stracił posadę w ekstraklasie. Pracował w Lechu od 1 kwietnia 2019 roku.
Pekhart goni wynik Nikolicia
W 23. kolejce lider klasyfikacji strzelców Tomas Pekhart strzelił dwa gole i powiększył swój bramkowy dorobek do 21 trafień. Czeski napastnik Legii ma już tytuł króla strzelców w kieszeni, bo na kolejnym graczami w zestawieniu ma 11 bramek przewagi. Kibiców ciekawi więc co najwyżej ile będzie miał goli na koniec rozgrywek. W trzech poprzednich sezonach do zdobycia strzeleckiej korony wystarczały 24 trafienia – z takim dorobkiem wygrywali: w sezonie 2019/2020 Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech), w sezonie 2018/2019 Hiszpan Igor Angulo (Górnik), a w sezonie 2017/2018 Hiszpan Carlitos (Wisła Kraków). W ostatniej dekadzie najlepszy wynik „wykręcił” w Legii Węgier Nemanja Nikolić, który sezon 2014/15 zakończył z dorobkiem 28 goli.

Wyniki 20. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 20. kolejki:
Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Paweł Wszołek (64).
Żółte kartki: Bejger, Pich, Cotugno – Szabanow, Boruc.
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:1
Gol: Bartosz Salamon (40).
Żółte kartki: Benedyczak, Luis Mata – Salamon.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Cracovia 0:0
Żółte kartki: Lopez, Kun, Poletanović – Hanca, Rodin. Czerwona kartka: Arsenić (74., Raków, za faul taktyczny).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Stal Mielec 2:1
Gole: Patryk Lipski (61), Tiago Alves (71)
– Aleksandyr Kolew (8).
Żółte kartki: Zjawiński, Flis (Stal).
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok 3:0
Gole: Filip Starzyński (62 karny, 90), Patryk Szysz (88).
Żółte kartki: Stoch, Starzyński, Chodyna, Balić – Ferreiroa, Kwiecień, Runje.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Chuca, Szota, Brown Forbes
– Janża.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Milan Rundić (31 karny), Kamil Biliński (88) – Conrado (44), Bartosz Kopacz (85).
Żółte kartki: Bieroński – Tobers, Haydary.
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Wisła Płock 2:0
Gole: Makana Baku (3, 59).
Żółte kartki: Trałka – Rasak, Wolski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 20 42 34:20
  2. Pogoń 20 35 24:13
  3. Raków 20 35 30:20
  4. Lechia 20 30 27:24
  5. Zagłębie 20 29 26:22
  6. Lech 20 28 28:25
  7. Śląsk 20 28 24:21
  8. Górnik 20 28 23:22
  9. Piast 20 27 26:23
  10. Warta 20 26 20:22
  11. Wisła K. 20 25 30:26
  12. Jagiellonia 20 25 26:32
  13. Wisła P. 20 23 25:32
  14. Cracovia 20 19 21:24
  15. Podbeskidzie 20 18 20:44
  16. Stal 20 16 21:35

PKO Ekstraklasa: Pogoń za Legią zwolniła tempo

W 20. kolejce punkty potraciły wszystkie oba zespoły znajdujące się w ligowej tabeli tuż za plecami Legii. Pogoń przegrała u siebie z Lechem, a Raków bezbramkowo zremisował na swoim boisku z Cracovią. Warszawski zespół nie zmarnował okazji i wygrywając ze Śląskiem 1:0 i odskoczył konkurentom na siedem punktów.

Wygląda na to, że walka o mistrzostwo Polski jest już rozstrzygnięta, bo nic nie zapowiada, by broniący tytułu dali się rywalom wyprzedzić. Śląsk do meczu z Legią był w obecnej edycji rozgrywek na swoim stadionie niepokonany. Nie był to wielki mecz w wykonaniu obu zespołów, ale dla aktualnych mistrzów Polski najważniejsze było zwycięstwo. Cel osiągnęli – po golu Pawła Wszołka wygrali 1:0 i wywieźli z Wrocławia komplet punktów, dzięki czemu powiększyli swoją przewagę w tabeli nad Pogonią i Rakowem. W kilku poprzednich meczach trener stołecznej jedenastki Czesław Michniewicz preferował ustawienie z dwoma wahadłowymi i z trójką środowych obrońców. Na mecz ze Śląskiem wrócił jednak do sprawdzonego ustawienia 1-4-4-2. Nie mógł wystawić do gry pauzujących za żółte kartki Andre Martinsa oraz Luquinhasa, okazję do rehabilitacji dostał natomiast pechowiec ze starcia z Piastem Gliwice Artem Szabanow, zaś w ataku obok Rafaela Lopesa pojawił się młody Szymon Włodarczyk, który wcześniej rzadko dostawał szansę na pokazanie się w pierwszej drużynie. Na ławce usiadł natomiast lider klasyfikacji strzelców ekstraklasy Czech Tomas Pekhart. Od pierwszej minuty oglądaliśmy oczywiście dwóch świeżo powołanych kadrowiczów – Bartosza Slisza i Bartosza Kapustkę.
Lepiej spotkanie zaczął jednak Śląsk. W pierwszych minutach dwukrotnie czujność Artura Boruca sprawdził Robert Pich. Najpierw uderzeniem zza pola karnego, a potem niezłym uderzeniem głową, ale w obu przypadkach rutynowany golkiper Legii pewnie wyłapał piłkę. Później coraz wyraźniej zaczęła dominować drużyna ze stolicy, tyle że legioniści mieli kłopoty z oddaniem celnego strzału. I taki obraz gry nie zmienił się do końca pierwszej połowy. Legia, mimo kilku prób, ani razu na poważnie nie zagroziła bramce Śląska, nie oddając ani jednego celnego strzału. Śląsk poza okazjami Picha też nie błyszczał i do szatni obie drużyny zeszły przy wyniku 0:0. Michniewicz zaraz po przerwie posłał na boisko Pekharta, a czeski napastnik w 58. minucie mógł wpisać się na listę strzelców, jednak piłka po jego strzale głową trafiła w słupek. Rozstrzygająca o wyniku akcja meczu miała miejsce w 64. minucie. Mający ostatnio kiepskie notowania u Michniewicza Wszołek dostał dobre podanie na skrzydło od Kapustki, wpadł z piłką w pole karne Śląska i płaskim strzałem pokonał Matusa Putnocky’ego. W 82. minucie kolejną dobrą okazję do zdobycia bramki miał Pekhart, ale przegrał pojedynek jeden na jednego z golkiperem Śląska. Legia już więcej goli nie strzeliła, ale nie dała też strzelić sobie, odnosząc cenne zwycięstwo na trudnym terenie. Wrocławski zespół poniósł pierwszą porażkę na swoim boisku w tym sezonie.
Po wygranej ze Śląskiem można już chyba stwierdzić, że ekipa Legii wkroczyła na prostą ścieżkę wiodącą do obrony mistrzowskiego tytułu. Warszawianie zaczęli ten rok od dość wstydliwej wyjazdowej porażki z zajmującym wtedy ostatnie miejsce Podbeskidziem, ale w pięciu kolejnych ligowych meczach byli już niepokonani, notując cztery zwycięstwa i remis. W tym samym czasie ich najgroźniejsi konkurenci tracili punkty. Jeszcze w połowie lutego legioniści mieli do prowadzącej Pogoni dwa punkty straty, ale „Portowcy” po udanym początku wiosennej rundy rozgrywek, gdy wygrali z Rakowem i Cracovią oraz zremisowali z Piastem, w trzech ostatnich kolejkach doznali porażek – dwie wyjazdowe, z Wisłą Kraków i Śląskiem, a w miniony weekend na swoim boisku z Lechem Poznań. Raków Częstochowa też jak na razie gra poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił w rundzie jesiennej. Z sześciu tegorocznych meczów wygrał tylko dwa, a w 20. kolejce u siebie tylko zremisował z Cracovią. Wygląda więc na to, że te dwa aspirujące przed wznowieniem rozgrywek do walki o mistrzostwo Polski zespoły mocno przeceniły swoje możliwości. Teraz ich głównym celem nie jest już wyprzedzenie Legii, bo na to nie mają już większych szans, tylko walka o utrzymanie zajmowanych obecnie miejsc na podium. A za plecami trzeciego w tabeli Rakowa uformowała się mocna grupa pościgowa, którą w tej chwili tworzą Lechia, Zagłębie, Śląsk, Lech, Górnik i Piast.
Za triumfem Legii przemawia też statystyka. W ostatnim pięcioleciu, w którym stołeczna ekipa zdobywała mistrzostwo cztery razy, liderem na półmetku była tylko raz – w sezonie 2019/20. Rok wcześniej pierwsza na półmetku była Lechia, dwa lata wcześniej Górnik, trzy znów Lechia, a cztery lata temu Piast. W dwóch sezonach przewaga ówczesnych liderów nad legionistami wynosiła osiem punktów, ale ostatecznie tytuł świętowano na Łazienkowskiej. W minionej pięciolatce skuteczny atak na finiszu rozgrywek udało się przeprowadzić tylko Piastowi, ale to jest tylko wyjątek potwierdzający regułę. A reguła jest taka, że jak już zespół Legii wyjdzie na ostatnią prostą, to na ogół dociera do mety na pierwszej pozycji. A w tym sezonie, pierwszym po dłuższym czasie bez fazy play off, podopieczni Michniewicza prawdopodobnie będą świętować mistrzowski tytuł na kilka kolejek przed zakończeniem rozgrywek. Słowa „prawdopodobnie” użyliśmy tylko dlatego, że teraz ekipę Legii czeka seria spotkań z mocnymi zespołami – u siebie z Wartą i Pogonią, potem wyjazdowa „święta wojna” z Lechem, u siebie z Cracovią, a następnie dwie wyjazdowe potyczki – z Piastem i Lechią. Kompletu punktów w tych meczach warszawianie pewnie nie zdobędą, ale tyle ile potrzebują do utrzymanie prowadzenia raczej na pewno.
Zespół Legii nie gra jakość specjalnie widowiskowo, czasem męczy się w starciach z murującymi dostęp do swojej bramki rywalami, ale to jest ekipa przyzwyczajona do dominacji, więc można być pewnym, że w kluczowym momencie rywalizacji nie pozwoli sobie na chwile słabości. Poza tym Michniewicz ma szeroką i względnie wyrównaną kadrę, nie musi zatem drżeć nawet przed plagami kontuzji czy zakażeń koronawirusem.
W tym roku z zespołów ekstraklasy kruku dorównuje Legii jak na razie tylko Piast, ale gliwiczanie wciąż jeszcze odrabiają straty poniesione na początku rozgrywek. Gdyby mieli dzisiaj potracone w tamtym okresie punkty, byliby pewnie w tej chwili tuż za plecami Legii, a to byłaby sytuacja mogąca wzbudzać niepokój na Łazienkowskiej, bo już raz przecież trener Waldemar Fornalik na finiszu ograł stołeczny zespół i sprzątnął mu mistrzowski tytuł niemal sprzed nosa. Gwoli przypomnienia – po ośmiu kolejkach Piast miał na koncie tylko dwa punkty, ale od przełamania kryzysu w połowie października ub. roku gliwiczanie zdobyli 26 punktów, natomiast Legia w tym samym czasie 27. Co ciekawe, trzeci pod względem zdobytego w tym okresie dorobku punktowego jest Lech Poznań z 20. „oczkami”.
Tak chwalona po jesiennej rundzie Pogoń w miniony weekend przegrała u siebie z Lechem 0:1. Była to już trzecia porażka „Portowców” z rzędu, zaskakująca także dlatego, że doznana w spotkaniu ze słabująca wciąż drużyną „Kolejorza”, która w środku tygodnia odpadła u siebie w Pucharze Polski po porażce 0:2 z Rakowem. Poznaniacy tym razem jednak pozytywnie zaskoczyli i ich trener Dariusz Żuraw mógł wreszcie trochę odetchnąć. W przypływie zadowolenia zapowiedział nawet, że wygrana w Szczecinie to początek zwycięskiej drogi lechitów, ale czy naprawdę, przekonamy się już w następnej kolejce, bo wtedy podejmą u siebie Piasta.

48 godzin sport

Cracovia może obronić trofeum
W rozegranych we wtorek i środę meczach ćwierćfinałowych piłkarskiego Pucharu Polski broniąca trofeum Cracovia (na zdjęciu) wygrała na wyjeździe z drugoligową Chojniczanką Chojnice 3:0 po golach Pelle van Amersfoorta (14, 57) i Daniela Pika (55). Wyniki pozostałych spotkań: Puszcza Niepołomice – Arka Gdynia 2:5 (gole: Marcin Stefanik 45 karny, Erik Cikos 90 – Mateusz Żebrowski 37, Maciej Rosołek 53, Marcus Vinicius 71 karny i 88, Luis Valcarce 90); Lech Poznań – Raków Częstochowa 0:2 (gole: Andrzej Niewulis 69, Vladislavs Gutkovskis 77); Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2 (gole: Rafael Lopes 66 – Jakub Świerczok 8, Tiago Alves 78). W półfinale zmierzą się: Arka z Piastem i Cracovia z Rakowem.

Rafał Gikiewicz w jedenastce miesiąca w Bundeslidze
Robert Lewandowski nie znalazł się w „jedenastce miesiąca” w Bundeslidze. Za występy w lutowych kolejkach niemieckie media dwa miejsca w ataku przyznały Erlingowi Haalandowi i Christopherowi Nkunku z RB Lipsk. Bayern co prawda miał w poprzednim miesiącu chwilę kryzysu, ale Lewandowski nie zawodził i regularnie w każdym meczu powiększał swoje bramkowe kontro. Co ciekawe, z bawarskiego zespołu w „jedenastce lutego” znalazł się pomocnik Leon Goretzka, chociaż który w lutym miał sporą przerwę z powodu pozytywnego wyniku testu na Covid-19. „Jedenastkę miesiąca” w lutym zdominowali gracze VfL Wolfsburg, których w zestawieniu pojawiło się aż czterech. Po dwóch swoich reprezentantów miała Borussia Dortmund i RB Lipsk. Ale wśród najlepszych znalazł się inny z Polaków grających w Bundeslidze – bramkarz Augsburga Rafał Gikiewicz, który w lutym przepuścił tylko pięć goli i zbierał wysokie oceny po każdym występie.

Kubot w tenisowej kadrze Polski na mecz z Salwadorem
Łukasz Kubot, były lider deblowego rankingu ATP Tour, wystąpi w Kalisz Arenie, w spotkaniu Pucharu Davisa Polska – Salwador w Grupie Światowej II. Rywalizacja toczyć się będzie w dniach 5-6 marca w Kaliszu. Kapitan Mariusz Fyrstenberg skorzystał z możliwości dokonania korekty w składzie – Kubot zastąpił Szymona Walkowa, a oprócz niego w biało-czerwonych barwach wystąpią w Kaliszu Kamil Majchrzak, Kacper Żuk, Wojciech Marek i Jan Zieliński.

W ten weekend gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 20. kolejki PKO Ekstraklasy. Piątek: Wisła Kraków – Górnik Zabrze, godz. 20:30. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – Stal Mielec, godz. 12:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Legia Warszawa, godz. 17:30. Poniedziałek: Warta Poznań – Wisła Płock, godz. 18:00.

Swoboda z koronawirusem nie wystartuje w Toruniu
Ewa Swoboda (na zdjęciu) nie obroni tytułu halowej mistrzyni Europy sprzed dwóch lat w biegu na 60 metrów. Sprinterka uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa. W środę wieczorem pozytywny wynik dał też drugi test. „Szans na występ w imprezie już nie ma” – przekazała jej trenerka Iwona Krupa. Występ Swobody w trwających od czwartku w Toruniu Halowych Mistrzostwach Europy 2021 był wyznaczony na niedzielę 7 marca. Polka była faworytką do złota na dystansie 60 m, bo po rezygnacji z występu w Toruniu liderki europejskich tabel wynikowych, Brytyjki Diny Asher-Smith, w stawce zgłoszonych w tej konkurencji rywalek w tym roku Polka miała najlepszy rezultat. W toruńskich mistrzostwach nie wystartuje też z powodu kontuzji Konrad Bukowiecki. Kulomiot złamał palec u nogi z przemieszczeniem, czeka go operacja i dłuższa przerwa na rehabilitację.

Wyniki 19. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2

Gole: Jesus Jimenez (45 karny) – Bartosz Kapustka (4), Kacper Kostorz (82). Żółte kartki: Prochazka, Gryszkiewicz, Janża, Nowak – Martins, Jędrzejczyk, Luquinhas. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0
Gol: Andrzej Niewulis (53).
Żółte kartki: Niewulis – Danielak. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Gole: Mateusz Kuzimski (46) – Aron Johannsson (80), Pedro Tiba (90+4). Żółte kartki: Puchacz, Krawec (Lech). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Łukasz Zwoliński (45). Żółte kartki: Domański – Tobers, Fila. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Gol: Tiago Alves (90+4).
Żółte kartki: Augustyn, Romanczuk, Twardek – Holubek, Rymaniak. Czerwona kartka: Augustyn (59., za drugą żółtą). Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3
Gole: Damian Rasak (67) – Rafał Boguski (82, 90), Uros Radaković (85).
Żółte kartki: Lagator – Szota, Frydrych. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Zagłębie Lubin 2:4
Gole: Lorenco Simić (30 samobójcza)), Filip Piszczek (72) – Patryk Szysz (10), Filip Starzyński (44, 55 karny), Lorenco Simić (86). Żółte kartki: Pik, Piszczek, Luis Rocha – Jończy, Stoch, Balić, Drażić. Czerwone kartki: Pik (53., za drugą żółtą), Rocha (88., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Erik Exposito (44, 45) – Jakub Bartkowski (11). Żółte kartki: Praszelik – Bartkowski. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 19 39 33:20
  2. Pogoń 19 35 24:12
  3. Raków 19 34 30:20
  4. Lechia 19 29 25:22
  5. Śląsk 19 28 24:20
  6. Górnik 19 27 23:22
  7. Zagłębie 19 26 23:22
  8. Lech 19 25 27:25
  9. Jagiellonia 19 25 26:29
  10. Wisła K. 19 24 30:26
  11. Piast 19 24 24:22
  12. Warta 19 23 18:22
  13. Wisła P. 18 22 23:28
  14. Cracovia 19 18 21:24
  15. Podbeskidzie 19 17 18:42
  16. Stal 18 15 18:31