Lotto Ekstraklasa: Lechia trwoni przewagę

Im bliżej końca fazy zasadniczej rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy, tym sytuacja w tabeli robi się bardziej zagmatwana. W dwóch ostatnich kolejkach Lechia Gdańsk zaliczyła porażkę i remis, przez co roztrwoniła siedmiopunktową przewagę nad drugą Legią.

Niewykluczone, że już w następnej kolejce Lechia będzie musiała ustąpić miejsca Legii na fotelu lidera. Gdańszczan czeka bowiem wyjazdowa potyczka z Zagłębiem Sosnowiec, a legioniści u siebie zagrają ze Śląskiem Wrocław. Ta niepewność bierze się stąd, że zespół Lechii w rundzie wiosennej gra w kratkę. W pięciu tegorocznych kolejkach gdańszczanie grali kolejno z Pogonią Szczecin (2:1), Koroną Kielce (0:0), Wisłą Kraków (1:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i Wisłą Płock (1:1). Dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka to może nie jest jakoś szczególnie tragiczny bilans, ale w praktyce oznacza to stratę siedmiu punktów na 15 możliwych do zdobycia. Zespołowi walczącemu o mistrzowski tytuł takie marnotrawstwo zwyczajnie nie przystoi.

Kończący 25. kolejkę poniedziałkowy mecz z Wisłą Płock potwierdził dobitnie przeciętną formę ekipy trenera Piotra Stokowca. Z boiska wiało nudą, bo „Nafciarze” skutecznie przeszkadzali gospodarzom w rozwijaniu akcji ofensywnych, a sami tylko od czasu do czasu pozwalali sobie na kontrataki. Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 0:0 i żegnani gwizdami nielicznej publiczności. Niewiele ponad osiem tysięcy widzów na trybunach mającego 42 tysiące miejsce obiektu to kolejny argument za rezygnacją z rozgrywania ligowych spotkań w poniedziałkowe popołudnia.

Po zmianie stron zniecierpliwieni kibice coraz częściej gwizdami wyrażali swoją dezaprobatę dla jakości widowiska. Nudę pierwsi przerwali płocczanie. Po rzucie wolnym piłkę w bramce zmieścił Alan Uryga i Wisła, która walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, objęła prowadzenie i znalazła się na dobrej drodze do odniesienia drugiego w tym sezonie zwycięstwa z Lechią.

Gracze Lechii są już zmęczeni

Dwie sytuacje na boisku odmieniły przebieg spotkania. Najpierw za drugi faul czerwoną kartką zobaczył Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska, co pozwoliło gospodarzom na uzyskanie wyraźnej przewagi, którą w końcu przekuli na wyrównującego gola. Jake McGing sfaulował w polu karnym Artura Sobiecha, a „jedenastkę” na gola zamienił Flavio Paixao, który tym razem się nie pomylił i zaliczył 14 ligowe trafienie w obecnym sezonie. Portugalczyk ma już na koncie 14 bramek i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Lepszy od niego jest tylko hiszpański napastnik Górnika Zabrze Igor Angulo, który prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 15 goli. Na trzecim miejscu jest najskuteczniejszy Polak w Lotto Ekstraklasie Marcin Robak ze Śląska Wrocław, który ma na koncie 13 trafień, za nim jest Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha (12), nieobecny już w Wiśle Kraków Czech Zdenek Ondrasek (11) oraz hiszpański snajper Legii Carlitos (10).

Wisła Płock ostatecznie jednak wywiozła z Gdańska jeden punkt. Trener Lechii Piotr Stokowiec słaby występ swoich podopiecznych tłumaczył… zmęczeniem. „Nie był to nasz wielki mecz. Zagraliśmy słabiej w ofensywie. Celowo nie chcieliśmy od początku rzucić się na Wisłę Płock, bo takie były nasze założenia. Wiedzieliśmy, że jakie rywale mają atuty w ofensywie. Nadziewaliśmy się na ich kontry, ale to była dobra lekcja, bo teraz wiemy, że musimy mocniej popracować nad grą ofensywną. Było widać dużo marazmu w grze niektórych moich zawodnikach, zwłaszcza tych, którzy dużo grają. Byli wyraźnie zmęczeni, ale nie chcę by traktowano te słowa jako próbę ich usprawiedliwienia. Po prostu zwracam uwagę na ten fakt” – stwierdził szkoleniowiec gdańskiej drużyny.

Legioniści szykują się do skoku

Ścigająca gdańszczan drużyna Legii też w tym roku stracił punkty. Z pięciu rozegranych meczów wygrała trzy (1:0 z Wisłą Płock, 2:0 z Miedzią Legnica i teraz 2:1 z Arką Gdynia), ale to były zespoły z grupy spadkowej. W starciach z ekipami z grupy mistrzowskie legioniści nie dali rady – przegrali na wyjeździe z Lechem 0:2 i w takim samym rozmiarze u siebie z Cracovią. Do końca fazy zasadniczej czekają ich jeszcze potyczki u siebie ze Śląskiem, Jagiellonią i Pogonią, a na wyjazdach z Górnikiem i Wisłą Kraków. Nie są to rzecz jasna rywale niemożliwi do pokonania, ale z taką grą jaką Legia pokazała w Gdyni w spotkaniu z przeżywającą kryzys Arką, na komplet punktów gracze stołecznego klubu raczej nie powinni liczyć.

Który zatem zespół ostatecznie zajmie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej? Pewnie któryś z dwójki Lechia, Legia, bo mają sporą przewagę nad trzecim w tabeli Piastem (Legia siedem, a Lechia 10 punktów). Ale mimo to w gronie pretendentów trzeba umieścić też gliwiczan, bo oni z pięciu rozegranych meczów przegrali tylko jeden – na inauguracje rundy wiosennej z Cracovią. W czterech kolejnych zdobyli komplet punktów i co ważniejsze, prezentując w nich równą, wysoką formę. Trener Piasta Waldemar Fornalik zdołał po nieudanym poprzednim sezonie przebudować na nowo ograbiony z najlepszych graczy zespół i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach gliwiczanie mogą pokusić się nawet o coś więcej niż tylko miejsce gwarantujące start w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Zważywszy na chwiejną formę zespołów Lechii, Legii, Jagiellonii i Lecha, pierwszy mistrzowski tytuł dla Piasta w tym sezonie wydaje się możliwy do zdobycia jak nigdy wcześniej.

 

Pojedynek selekcjonerów w Lotto Ekstraklasie

Wydarzeniem 22. kolejki był trenerski pojedynek dwóch byłych selekcjonerów reprezentacji Polski – prowadzącego od 25 listopada ub. roku zespół Lecha Adama Nawałki z prowadzącym od 19 września 2017 roku Piasta Waldemarem Fornalikiem. „Kolejorz” okazał się o klasę gorszy, bo przegrał w Gliwicach aż 0:4. Ostatni raz lechici takie lanie dostali 15 lat temu.

Lech Poznań fatalnie rozpoczął wiosenną część rozgrywek. Na inauguracje przegrał u siebie z Zagłębiem Lubin 1:2, a teraz doznał klęski 0:4 w starciu z Piastem Gliwice. Po tych dwóch porażkach zespół Nawałki, który zaczął ten rok jako trzeci zespół w tabeli, wypadł z czołówki na koniec grupy mistrzowskiej. Były selekcjoner na razie nie traci rezonu. „Wiadomo, że to jest trudna sytuacja, ale zrobimy wszystko, żeby ją opanować. Inaczej wyobrażaliśmy sobie start rundy wiosennej, tym bardziej że końcówka jesieni była udana i napawająca optymizmem. Musimy teraz podjąć działania mające na celu odbudowę mentalną zawodników. Nie ma mowy o załamywaniu rąk” – zapewniał po meczu z Piastem Nawałka.

Problem chyba jednak jest, i to nawet spory. Nawałka nie ma korzystnego bilansu w trenerskich potyczkach z Fornalikiem, bo z siedmiu dotychczasowych wracał na tarczy pięciokrotnie. W piątkowy wieczór jego drużyna nie stawiła gliwiczanom praktycznie żadnego oporu. Zgrani i dobrze rozumiejący się piłkarze Piasta narobili graczom poznańskiej jedenastki wstydu, bowiem „Kolejorz” po raz ostatni przegrał ligowy mecz do zera różnicą czterech bramek 28 sierpnia 2004 roku. Uległ wtedy na własnym stadionie 0:4 Amice Wronki.

Na Bułgarskiej jeszcze paniki nie ma, ale chyba nikt tam nie ma już złudzeń, że Nawałka jest cudotwórcą zdolnym do przekształcenia grupy wypalonych graczy w boiskowych wojowników. Najlepszym dowodem braku woli walki jest tylko jedna żółta kartka, którą zarobił Łukasz Trałka. Sygnałem alarmowym, że coś jest z zespołem nie tak, były fatalne wyniki zimowych sparingów. Poznaniacy z pięciu rozegranych spotkań kontrolnych wygrali tylko jedno, a w czterech doznali porażek. Nawałka bagatelizował te wyniki i zapewniał, że ma wszystko pod kontrolą, ale dwa pierwsze mecze o punkty pokazały, że chyba tak nie jest. Przed rozpoczęciem wiosennej rundy zespół Lecha był wymieniany nawet wśród kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Te prognozy na razie są nierealne, bo do prowadzącej Lechii Gdańsk ekipa „Kolejorza” traci w tej chwili 13 punktów. A w następnej kolejce zmierzy się z wiceliderem Legią Warszawa.

Czy Nawałka zdoła w tydzień odmienić oblicze zespołu? „Jesteśmy profesjonalistami i musimy robić swoje. Na mecz z Legią będziemy odpowiednio przygotowani” – obiecuje były selekcjoner reprezentacji. Waldemar Fornalik nie musi si tak gimnastykować, bo jedynym celem jaki przed nim postawiono jest utrzymanie zespołu w ekstraklasie. Zapewnia to jak wiadomo dowolne miejsce w grupie mistrzowskiej, a po 22. kolejkach Piast jest na piątej pozycji z kilkupunktową przewagą na zespołami sklasyfikowanymi niżej.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.

 

Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17

Lotto Ekstraklasa: Zdumiewająco dobre wyniki Lechii

Przed sezonem chyba nikt się nie spodziewał, że po siedmiu kolejkach na czele stawki drużyn w naszej piłkarskiej ekstraklasie znajdzie się Lechia Gdańsk.

 

Lechia przed meczem była liderem ekstraklasy, miała 14 punktów, dwa więcej niż Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice i Zagłębie Lubin. Rok temu lechiści przegrali w Gdańsku z Koroną 0:5. Teraz do walki z kielczanami przystąpił zupełnie inny zespół i pewnie wygrał 2:0. W tym sezonie Lechia zaskakuje dobrą postawą w defensywie, może dlatego, że uczestniczą w niej praktycznie wszyscy gracze, nawet najlepszy snajper Flavio Paixao. Trener Piotr Stokowiec mocno przewietrzył szatnię gdańskiego klubu i i śmiało stawia na młodych graczy, jak 19-letni Mateusz Sopoćko czy o rok tylko starszy Paweł Fila. W trakcie meczu z Koroną na boisko wszedł kolejny nastolatek, Adam Chrzanowski.

Dobre wyniki Lechii mimo wszystko zaskakują, bo nie jest to zespół który dominuje na boisku. W spotkaniu z Koroną gdańszczanie oddali ledwie pięć strzałów, a ich rywale aż 13. Mimo tych niekorzystnych w sumie statystyk trzy punkty zostały w Gdańsku i ekipa trenera Stokowca utrzymała pozycję lidera ekstraklasy.

 

Wyniki 7. kolejki

Lechia Gdańsk – Korona Kielce 2:0
Gole: Flavio Paixao (25 k i 69). Widzów: 13872.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 1:1
Gole: Igor Angulo (71 k) – Radosław Majewski (50). Widzów: 11261.
Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:2
Gole: Michał Janota (30), Luka Zarandia (66) – Vamara Sanogo (45 k), Szymon Pawłowski (68). Widzów: 9018.
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 0:1
Gol: Zdenek Ondraszek (89). Widzów 10033.
Lech Poznań – Piast Gliwice 1:1
Gole: Christian Gytkjaer (36 k) – Tom Hateley (73). Widzów: 8139.
Niedzielne mecze Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin, Wisły Płock z Jagiellonią Białystok oraz Cracovii z Legią Warszawa zakończyły się po zamknięciu wydania.

 

Wydali miliony na pośredników

Legia Warszawa i Lech Poznań w ciągu tylko jednego roku wydały w sumie na prowizje dla agentów piłkarzy ponad 17 milionów złotych.

 

Zestawienie wynagrodzeń dla transferowych pośredników za okres od 1 kwietnia 2017 roku do 31 marca tego roku opublikował na swojej oficjalnej stronie internetowej PZPN. Wynika z niego, że Legia wsadziła do portfeli piłkarskich agentów ponad 9, 5 mln złotych. Włodarze Lecha Poznań też na ten cel nie oszczędzali, bowiem zapłacili pośrednikom 7,8 mln złotych.
Te dwa kluby wydały na prowizje dla agentów piłkarzy w sumie ponad 17 milionów złotych, co stanowi lwią część wydatków wszystkich klubów Lotto Ekstraklasy, które wydały łącznie 26 763 825 złotych.

To oznacza, że 14 klubów (z uwzględnieniem spadkowiczów: Bruk-Betu Nieciecza – 174 768 zł i Sandecji Nowy Sącz – 123 300 zł), wydało na ten cel w sumie 9,5 mln złotych. Dalsze lokaty na liście najhojniejszych dla handlarzy żywym towarem klubów zajęły Zagłębie Lubin (1 369 561 zł), Piast Gliwice (1 294 448 zł), Górnik Zabrze (1 026 903 zł) i Wisła Kraków (1 019 105 zł).

Dla porównania, w I lidze z tytułów wynagrodzeń pośredników osiemnaście klubów wydało 2 316 026 zł, a w II lidze również 18 klubów 89 183 zł. W sumie w ciągu tylko jednego roku do kieszeni piłkarskich menedżerów operujących w Polsce wpadło w sumie 29 169 034 złotych. To kwota odpowiadająca solidnemu budżetowi jednego klubu ekstraklasy.

Klęska polskich klubów w obecnej edycji europejskich pucharów jest najlepszym dowodem, że te pieniądze zostały zmarnotrawione. Agenci piłkarscy powinni być chyba opłacani przez zawodników, których interesy reprezentują, a nie z klubowych budżetów. W naszej klubowej piłce wszystko jest postawione na głowie, ale ten układ na kilometr śmierdzi korupcją.

 

Lech nabiera rozpędu

Po trzech kolejkach spotkań tylko Piast Gliwice i Lech Poznań mają na koncie komplet punktów. Dla drużyny „Kolejorza” trzy wygrane mecze na początku rozgrywek to najlepsze osiągnięcie w XXI wieku.

 

Mecz Śląska z Lechem był starciem dwóch niepokonanych drużyn w tym sezonie. Trener wrocławskiego zespołu Tadeusz Pawłowski nie ma na głowie europejskich pucharów, nie musiał zatem oszczędzać swoich najlepszych graczy i rotować składem. Jego odpowiednik w Lechu, Ivan Djurdjević, takiego komfortu nie ma i dlatego zdecydował się na kilka roszad w porównaniu ze składem, jaki wystawił do rozegranego w miniony czwartkowego meczu pucharowego z Szachtiorem Soligorsk. Szkoleniowiec ekipy „Kolejorza” przemeblował zwłaszcza drugą linię i wzmocnił atak, posyłając do walki dwóch nowo pozyskanych Portugalczyków – Pedro Tibę i Joao Amarala oraz najlepszego snajpera Duńczyka Christiana Gytkjaera. Ta ofensywna potęga okazała się potęgą jedynie na papierze, bo lechici oddali jeden strzał na bramkę Śląska.

Wrocławianie mieli optyczną przewagę i strzelali gole. W sumie trafili do siatki bramki Lecha aż czterokrotnie. Dlaczego zatem przegrali mecz 0:1? Bo sędzia Daniel Stefański żadnej z czterech bramek zdobytych przez wrocławian nie uznał, co pewnie w historii naszej ligi jest wydarzeniem raczej wyjątkowym.

W jedynym golu strzelonym przez graczy Lecha arbiter żadnych nieprawidłowości się nie dopatrzył. Zwycięskie trafienie zaliczył Tiba z podania wprowadzonego po przerwie Kamila Jóźwiaka. I w takich nadzwyczajnych okolicznościach poznański zespół zaliczył trzecie zwycięstwo z rzędu. W XXI wieku tak znakomitego wejścia w ligowy sezon lechici jeszcze nie mieli. Do tej pory najlepiej zaczynali rozgrywki w edycjach 2011-2012 oraz 2012-2013, gdy w trzech premierowych kolejkach inkasowali po siedem punktów. Lech ustępuje w tabeli tylko Piastowi Gliwice, który prowadzi lepszym bilansem bramkowym. Ale ta kolejność może się zmienić już w 4. kolejce, bo gliwiczanie zagrają w Warszawie z Legią, natomiast poznaniacy podejmą u siebie Zagłębie Sosnowiec. Niestety, znów przyjdzie im zagrać przy pustych trybunach, ale to już ostatni mecz, w którym obowiązuje kara nałożona przez wojewodę.

Ekipa „Kolejorza” jest uważana za najpoważniejszego, obok Legii, kandydata do mistrzowskiego tytułu. Do poniedziałku w roli konkurenta tej dwójki trener Cracovii Michał Probierz widział też swój zespół. Po porażkach w dwóch pierwszych kolejkach „Pasy” na zakończenie trzeciej serii spotkań zremisowały u siebie po fatalnej grze 0:0 z Arką. Probierz po tym meczu przyznał, że przed sezonem zbyt optymistycznie ocenił możliwości. Teraz jego celem będzie nie mistrzostwo, lecz walka o utrzymanie.

 

Piast rządzi w lidze

W poprzednim sezonie zespół Piasta Gliwice niemal do ostatniej kolejki musiał walczyć o utrzymanie. Nowe rozgrywki podopieczni Waldemara Fornalika rozpoczęli jednak z rozmachem wygrywając trzy pierwsze spotkania.

 

Zagłębie Lubin przyjechało na mecz do Gliwic w roli lidera ekstraklasy, ale gospodarze ustępowali im jedynie gorszym bilansem bramkowym. Trener „Miedziowych” Mariusz Lewandowski chyba trochę się przestraszył potyczki z Piastem, bo zaczął majstrować w swojej dobrze funkcjonującej w dwóch poprzednich spotkaniach piłkarskiej maszynerii. No i przedobrzył, bo wprowadzone przez niego zmiany w taktyce i ustawieniu zespołu nie przyniosły mu żadnej korzyści, za to wydatnie ułatwiły zadanie drużynie prowadzonej przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Po meczu trener „Miedziowych” nie zwalał jednak winy na swoich podwładnych, tylko przyznał się po męsku do błędu. „Gratuluję Piastowi zwycięstwa. Wygrali z nami zasłużenie, byli drużyną lepszą przez cały mecz. Porażkę biorę na siebie, bo nie trafiłem z wyborem składu i zmianami” – stwierdził na pomeczowej konferencji Lewandowski.

Fornalik nie krył zadowolenia ze zwycięstwa, ale też nie omieszkał przypomnieć, że w maju jego piłkarzy nie ceniono nawet w Piaście, a władze klubu rozważały też zmianę szkoleniowca. „Uważam, że w ludzi trzeba wierzyć. Łatwo jest krytykować, trudniej dostrzec pozytywy. Mamy zespół, który teraz wygrywa, ale który zapewne przegra jeszcze niejedno spotkanie. Ta grupa ludzi się jednak świetnie rozumie i dobrze razem funkcjonuje. Jeden pomaga drugiemu, a wszystko podporządkowane jest dobru drużyny” – zdradził tajemnicę sukcesów gliwiczan trener Fornalik.

Były selekcjoner biało-czerwonych znów jest na trenerskim topie i na razie nie musi martwić się o przyszłość. Takiego kłopotu nie ma też tymczasowy trener Legii Aleksandar Vuković, który zastąpił zwolnionego Deana Klafuricie i poprowadził zespół w spotkaniu z Lechią Gdańsk. Bezbramkowy remis klęską nie jest, ale kibice stołecznej drużyny nie byli zachwyceni ani wynikiem, ani stylem gry zespołu. Vuković zdradza już aspiracje do wzięcia drużyny na „pełny etat”, wątpliwe jednak by dostał taką szansę akurat w Legii.

Najbardziej nieszczęśliwym trenerem w naszej ekstraklasie w tej chwili jest bez wątpienia Kosta Runjaić, pod wodza którego dobrze grająca w poprzednim sezonie Pogoń Szczecin zaliczyła falstart w obecnych rozgrywkach, przegrywając z kretesem trzy pierwsze spotkania. Klęska 0:3 z Zagłębiem Sosnowiec zepchnęła „Portowców” na ostatnie miejsce w tabeli. Zero punktów, zero strzelonych goli i sześć straconych to nie jest bilans, który pozwala trenerowi w naszej lidze na spokojny sen.

 

Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.