Raków nie zwalnia tempa

Po wygranej 2:1 w meczu z beniaminkiem Stalą Mielec zespół Rakowa Częstochowa umocnił się na pozycji lidera ekstraklasy. Po ośmiu kolejkach częstochowianie mają na koncie 19 punktów i trzy przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze oraz pięć nad trzecim Zagłębiem Lubin. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia traci do ekipy trenera Marka Papszuna sześć „oczek”, ale ma o jedno spotkanie rozegrane mniej (z Wartą Poznań).

Mielczanie mieli przed potyczką z rozpędzonym liderem niezłego pietra, bo bali się powtórki ciężkiego lania, jakie sprawiła im tydzień wcześniej na ich własnym stadionie Wisła Kraków. Przegrywając z wiślakami aż 0:6 gracze drużyny trenera Dariusza Skrzypczaka mocno zasmucili poprzednie pokolenia piłkarzy Stali, bo w historii Stali takiej wysokiej porażki wcześniej nie odnotowano. Na boisku w Bełchatowie, które Raków wynajmuje z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie, do podobnego pogromu nie doszło, chociaż gospodarze nie szczędzili wysiłków, żeby dorównać ekipie „Białej Gwiazdy” w liczbie strzelonych goli. „Mieliśmy w tym meczu tyle bramkowych sytuacji, że moglibyśmy wygrać ze Stalą co najmniej takim samum wynikiem jak Wisła” – stwierdził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec częstochowskiego zespołu Marek Papszun. Ale ze zwycięstwa 2:1 też był zadowolony, bo zapewnił jego ekipie komplet punktów i utrzymanie prowadzenia w PKO Ekstraklasie. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do roli faworyta, a w spotkaniu ze Stalą z całą pewnością faworytem byliśmy. Dlatego cieszę się podwójnie, bo ze zwycięstwa i z tego, że moi piłkarze wytrzymali presję. A wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo grać z przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce przegrywa u siebie 0:6 i zaraz potem przyjeżdża do lidera. Wiadomo, że każdy zawodnik ekipy rywali będzie walczył na dwieście procent i do ostatniego tchu, bo tylko tak można odzyskać sympatię swoich fanów. Dlatego tym bardziej gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa” – ocenił trener Papszun.
Szkoleniowiec ten prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 roku. Przejął go jeszcze w II lidze, a w poprzednim sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Pierwszy sezon częstochowianie zakończyli na 10. miejscu, a ten zaczęli od porażki u siebie z Legią 1:2, potem już jednak to oni bili innych – pokonali kolejno Lechię 3:1, Zagłębie 2:1 i Podbeskidzie 4:1, zremisowali z Cracovią 2:2, ale następnie dalej kontynuowali zwycięską serię wygrywając z Wisłą Płock 3:0, Górnikiem 3:1 i w miniony weekend ze Stalą 2:1. Po ośmiu meczach mają w dorobku 19 punktów, 20 strzelonych goli i 9 straconych. W liczbie zdobytych bramek nie mają sobie równych – drugi pod tym względem w ekstraklasie Górnik jest gorszy o sześć trafień.
A przecież Raków wcale nie ma w swoich szeregach wirtuozów. Najskuteczniejsi w zespole są 25-letni Łotysz Vladislavs Gutkovskis, 23-letni Słoweniec David Tijanić i 26-letni Hiszpan Ivi Lopez mają na koncie po cztery trafienia. Pierwszy z nich jest w naszym kraju dosyć znany, bo przez ostatnie pięć lat był zawodnikiem Bruk-Betu Nieciecza i w barwach tego zespołu zaliczył 58 występów w ekstraklasie i strzelił 11 goli. Do ekipy Rakowa dołączył przed tym sezonem i okazał się wzmocnieniem. Natomiast dla Tijanica, który do polskiej ligi trafił z NK Triglav, Raków jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Trafił do niego w zimowej przerwie poprzedniego sezonu i zdążył zaliczyć 11 występów, ale w obecnych rozgrywkach należy do podstawowych graczy.
Lopez z kolei to wychowanek Getafe CF, ale ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w hiszpańskiej drugoligowej drużynie SD Ponferradina. Przedtem występował również w takich ekipach jak UD Levante, Real Valladolid, Sporting Gijon i SD Huesca. W Primera Division zaliczył 41 występów, w których zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty. W miniony weekend to on był bohaterem spotkania ze Stalą, strzelając oba gole dla Rakowa.
W ekipie Papszuna jest też wielu piłkarzy, którzy dopiero pod jego ręką osiągnęli wysoki sportowy poziom. Dobrym przykładem jest tu 28-letni czeski stoper Tomas Pietrasek, grający w zespole Rakowa od 2016 roku, co oznacza, że przeszedł z nim drogę od II ligi do ekstraklasy. I rozwinął się tak dalece, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji Czech. W bramce opoką stał się 28-letni wychowanek Legii Jakub Szumski, do którego trenerzy stołecznego klubu nie nabrali przekonania. Od wiosny 2017 roku Szumski gra w Rakowie i w tym sezonie wpuścił w ośmiu meczach dziewięć goli, co nie jest złym osiągnięciem – dla porównania Artur Boruc ma na koncie osiem goli w siedmiu występach.
Wysoką formę po powrocie z ligi rosyjskiej odzyskał w częstochowskim zespole doświadczony 32-letni obrońca Maciej Wilusz. On i Pietrasek oraz 20-letni Kamil Piątkowski (pozyskany przed rokiem z juniorskiej szkółki Zagłębie Lubin) tworzą tercet obrońców, bo ulubionym schematem taktycznym Papszuna jest gra w ustawieniu 1-3-4-3. W środkowej linii najczęściej jego zaufanie zyskują: pozyskany z Hajduka Split 25-letni Chorwat Fran Tudor, 25-letni Igor Sapała, wychowanek Polonii Warszawa, niechciany w Jagiellonii Białystok 27-letni Serb Marko Poletanović i pozyskany trzy lata tremu z Arki Gdynia 25-letni Patryk Kun. Do podstawowej grupy graczy zaliczają się też 28-letni Czech Peter Schwarz, 24-letni Marcin Cebula i 24-letni Oskar Zawada oraz dwaj weterani: 36-letni Piotr Malinowski i 34-letni Przemysław Oziębała. Nie jest to może kadrowy potencjał na długotrwałą dominację w ekstraklasie, nie mówiąc już o europejskich pucharach, ale w tym sezonie zapał i nadzwyczajna mobilizacja napędzana przez kolejne wygrane spotkania mogą przenieść częstochowskiej drużynie historyczny sukces. A za taki należy uznać każde miejsce wyższe od ósmego, bo jak do tej pory jest to najlepsza lokata Rakowa w ekstraklasie (w sezonie 1995/96).
Trudniej częstochowianom będzie pobić klubowy rekord wszech czasów w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach w sezonie 1966/67 doszli aż do finału, w którym przegrali po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. Na pewno będą jednak próbować osiągnąć sukces i na tym froncie. W najbliższy weekend ekstraklasa nie gra, bo to jest termin na rozegranie meczów 1/16 finału Pucharu Polski. Raków czeka już w piątek niełatwa wyjazdowa potyczka z wiceliderem I ligi Bruk-Betem Nieciecza, co pewnie będzie ważnym wydarzeniem dla Vladislavsa Gutkovskisa.
Na dnie tabeli ekstraklasy utknął natomiast beznadziejny w tym sezonie Piast Gliwice. To trochę dziwne, że ten zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecią lokatę, a dwa lata temu świętował pierwsze w historii mistrzostwo Polski, w obecnych rozgrywkach ekstraklasy jeszcze nie wygrał meczu, doznając sześciu porażek (ze Śląskiem 0:2, Pogonią 0:1, Jagiellonią 0:1, Stalą 2:3, Lechem 1:4, Cracovią 0:1) oraz dwukrotnie remisując – z Wartą Poznań w 3. kolejce oraz w ten weekend z Wisłą Płock 2:2. Z Rakowem gliwiczanie zagrają u siebie dopiero w 14. kolejce, a wcześniej podopiecznych trenera Waldemara Fornalika czekają ciężkie wyjazdowe boje z Górnikiem Zabrze, Legią Warszawa i walczącym jak oni o przetrwanie w ekstraklasie Podbeskidziem.
Natomiast w najbliższy weekend w 1/16 finału Pucharu Polski Piast zmierzy się w Mielcu ze Stalą i będzie to jakiś miernik różnicy, jaka dzieli outsidera ekstraklasy od lidera.

Raków rządzi w lidze

W 7. kolejce ligowej znowu było cicho na trybunach. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem wszystkie mecze rozgrywane były bez udziału publiczności. W sobotę w Zabrzu w spotkaniu na szczycie Górnik przegrał z Rakowem 1:3. Zespół trenera Marka Papszuna umocnił się po tym zwycięstwie na pozycji lidera.

Przed hitową w 7. kolejce potyczką lidera (Raków) z wiceliderem (Górnik) obie drużyny miały w dorobku po 13 punktów, a częstochowianie wyprzedzali zabrzan tylko lepszym bilansem bramkowym. Gospodarze nie mogli tym razem liczyć na doping swoich fanów, bo w efekcie rządowych obostrzeń związanych z pandemią wszystkie mecze ekstraklasy ponownie muszą odbywać się przy pustych trybunach.
Trenerzy obu zespołów zostali zmuszeni z różnych powodów do dokonania znaczących zmian w wyjściowych jedenastkach. W ekipie zabrzan po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Aleksander Paluszek, który zastąpił kontuzjowanego Michała Koja, natomiast w drużynie gości Oskar Zawada zastąpił zakażonego koronawirusem Marcina Cebulę. Oprócz niego trener Papszun dopiero drugi raz w obecnym sezonie wystawił do gry Marko Poletanovicia, a 20-letni Krzysztof Kubica pierwszy raz w karierze zagrał od pierwszej minuty w meczu ekstraklasy. Od początku spotkania zagrał też Ivi Lopez, który w ataku zastąpił Vladislavsa Gutkovskisa, który wrócił ze zgrupowania kadry Łotwy z przeziębieniem i wszedł na boisko na ostatni kwadrans gry.
Na trenerskich ławkach zasiadali dwaj szkoleniowcy z najdłuższym stażem pracy w obecnie prowadzonych zespołach – Marek Papszun prowadzi Raków od 18 kwietnia 2016 roku, a Marcin Brosz zaczął pracę w Górniku 3 czerwca tego roku. Pod jego wodzą zabrzanie zaczęli ten sezon od pięciu zwycięstw z rzędu – czterech w lidze i z Jagiellonią w Pucharze Polski. W ekstraklasie kolejno pokonali Podbeskidzie 4:2, Stal Mielec 2:0, Lechię 3:0 i Legię 3:1, ale po spektakularnym triumfie na Łazienkowskiej, pierwszym od 22 lat, coś w zabrzańskiej maszynie się zacięło, bo potem zremisowała u siebie 0:0 z Wisłą Kraków, a następnie przegrała z Zagłębie 0:2 i teraz z Rakowem.
Z kolei zespół z Częstochowy zaczął od porażki u siebie (a de facto na gościnnym stadionie GKS Bełchatów) z Legią 1:2, by potem pokonać po kolei Lechię 3:1, Zagłębie 2:1, Podbeskidzie 4:2, zremisować z Cracovią 2:2, po czym znów zwyciężać – z Wisłą Płock 3:0 i teraz z Górnikiem. Raków już teraz zasłużył na miano rewelacji jesieni, chociaż trener Papszun nie lubi taki określeń, bo uważa, że rzeczywistą miarą sukcesu jego drużyny będzie miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Nie da się jednak ukryć, że w ekipie Rakowa nastroje są teraz szampańskie. W Zabrzu natomiast euforia po ostatnich niepowodzeniach trochę przygasła. Nie jest to jeszcze kryzys, ale często taka seria niepowodzeń bywa jego początkiem.
Z taką właśnie sytuacją boryka się obecnie w Piaście Gliwice trener Waldemar Fornalik, którego zespół w sobotę przegrał na wyjeździe z Cracovią 0:1 i była to jego szósta ligowa porażka w tym sezonie, a po siedmiu kolejkach gliwiczanie z jednym punktem na koncie zasłużenie zamykają tabelę PKO Ekstraklasy. Dla przypomnienia – jest to trzeci zespół poprzedniego sezonu. Inna sprawa, że dominatorom poprzednich rozgrywek (Legii, Lechowi, Piastowi, Lechii i zdobywcy Pucharu Polski Cracovii) w obecnych wiedzie się na razie tak sobie. Ale do końca rozgrywek są jeszcze 23 kolejki i dla każdego zespołu 69 punktów do zdobycia.

Wyniki 5. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 5. kolejki:
Górnik Zabrze – Wisła Kraków 0:0

Żółte kartki: Janża, Manneh – Frydrych, Mehremić, Burliga. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 12 492.
Wisła Płock – Warta Poznań 1:3
Gople: Aleks Ławniczak (79 samobójcza) – Aleks Ławniczak (29), Bartosz Kieliba (48), Łukasz Trałka (85). Żółte kartki: Michalski – Jakóbowski, Ławniczak. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Widzów: 1411.
Cracovia – Raków Częstochowa 2:2
Gole3: Filip Piszczek (21), Ivan Fiolić (90) – Tomas Petrasek (11), David Tijanić (15).
Żółte kartki: Van Amersfoort, Loshaj, Hanca – Kun. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 5127.
Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 0:1
Gol: Lorenco Simić (10).
Żółte kartki: Romanczuk – Szysz, Balić, Wójcicki. Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 5881.
Lechia Gdańsk – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0
Gole: Rafał Pietrzak (13), Flavio Paixao (30, 42), Łukasz Zwoliński (90). Żółte kartki: Makowski, Kubicki – Roginić, Biliński, Modelski. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4877.
Stal Mielec – Piast Gliwice 3:2
Gole: Maciej Domański (21 karny), Mateusz Mak (55, 80) – Michał Żyro (49), Dominik Steczyk (54). Żółte kartki: Konczkowski, Sokołowski, Czerwiński (Piast).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 2850.
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
(w terminie 27 września mecz odwołany przez Ekstraklasę SA na wniosek gospodarzy, których 1 października czeka wyjazdowy mecz w 4. rundzie Ligi Europy z belgijskim Royal Charleroi).
Legia Warszawa – Śląsk Wrocław
(w terminie 27 września mecz odwołany przez Ekstraklasę SA na wniosek gospodarzy, których 1 października czeka mecz u siebie w 4. rundzie Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam).
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą -5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 5 13 12:3
  2. Raków 5 10 12:7
  3. Zagłębie 5 10 6:4
  4. Lechia 5 9 10:8
  5. Jagiellonia 5 8 6:5
  6. Śląsk 4 7 8:5
  7. Pogoń 4 7 5:4
  8. Legia 4 6 5:6
  9. Lech 4 5 7:7
  10. Wisła P. 5 5 7:7
  11. Stal 5 5 7:10
  12. Warta 5 4 3:4
  13. Wisła K. 5 3 4:9
  14. Cracovia 5 2 8:7
  15. Podbeskidzie 5 2 7:16
  16. Piast 5 1 2:7

Puchary są ważniejsze

Lech Poznań w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Europy pokonał Hammarby IF 3:0, a Piast wygrał z TSV Hartberg 3:2. Tym samym w 3. rundzie zagrają aż trzy polskie zespoły, bo do tej fazy rozgrywek Ligi Europy po odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów została przeniesiona Legia Warszawa. Europejskie puchary dla tego tercetu mają teraz priorytet.

Kilkanaście lat temu trzy polskie drużyny klubowe w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA) było normą, ale w kilku ostatnich sezonach nasze zespoły zazwyczaj odpadały już w pierwszej, góra drugiej rundzie, co zresztą spowodowało spadek PKO Ekstraklasy w rankingu UEFA na upokarzające 32. miejsce. W obecnej edycji europejskich pucharów w końcu jednak sytuacja uległa poprawie, bo w trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy mamy trzy zespoły, a na dodatek ekipy Lecha i Piasta dotarły do tej fazy po wyeliminowaniu rywali z wyżej notowanych lig od polskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie trzy nasze drużyny minęły dopiero półmetek kwalifikacji i żeby awansować do fazy grupowej Ligi Europy, muszą jeszcze przejść przez dwie rundy.
Legia ma najłatwiejszego rywala
W trzeciej najłatwiejszego rywala ma Legia, która zmierzy się z mistrzem Kosowa Drita Gnjilane. Najbliższy pucharowy przeciwnik „Wojskowych” także zaczynał od Ligi Mistrzów, ale tu szybko odpadł po porażce z Linfield FC 0:3, natomiast w Lidze Europy miał więcej szczęścia. W poprzedniej rundzie Drita wyeliminowała macedoński Sileks Kratowo wygrywając na wyjeździe 2:0, lecz w potyczce z Legią w Warszawie eksperci nie dają jej praktycznie żadnych szans.
W przypadku awansu do 4. rundy warszawianie podejmą d Qarabg Agdam. Mistrz Azerbejdżanu w ostatnich latach ma „na rozkładzie” w pucharowych potyczkach Wisłę Kraków i Piasta Gliwice, poza tym w sezonie 2017/2018 zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie Qarabag jako mistrz Azerbejdżanu wystartował w eliminacjach Ligi Mistrzów. W I rundzie wygrał 4:0 z FK Sileks, w II rundzie pokonał 2:1 Sheriff Tiraspol, ale w III rundzie odpadł po karnych z Molde FK. Po dwóch kolejkach azerskiej ekstraklasy jest liderem rozgrywek. W latach 2017-2019 w jego barwach występował były obrońca Legii Jakub Rzeźniczak.
Kolejorz jedzie na Cypr
Lech Poznań w 3. rundzie zmierzy się z Apollonem Limassol, który wyeliminował w drugiej rundzie OFI Kreta. Cypryjski zespół nie będzie jednak dla „Kolejorza” łatwiejszym rywalem, bo w rankingach klubowych i ligowym Cypr jest obecnie wyżej niż Grecja. Apollon Limassol będzie też przeciwnikiem znacznie trudniejszym od Hammarby IF, ale przy odpowiedniej mobilizacji ekipa trenera Dariusza Żurawia z pewnością może pokusić się o zwycięstwo.
Jeśli poznański zespół awansuje, zmierzy się ze zwycięzcą meczu Royal Charleroi SC – Partizan Belgrad. Oba zespoły są w zasięgu graczy „Kolejorza”. Royal Charleroi to trzecia drużyna belgijskiej ekstraklasy ubiegłego sezonu, dlatego rywalizację w Lidze Europy rozpoczyna od III rundy. W obecnych rozgrywkach w krajowej lidze w pięciu pierwszych kolejkach zdobyła komplet punktów. W przeszłości w barwach tego klubu grali Kazimierz Kmiecik, Dariusz Marciniak i Tomasz Romaniuk, a obecnie piłkarzem tego klubu jest były zawodnik Śląska Wrocław Japończyk Ryota Morioka.
Natomiast Partizan cztery lata temu został wyeliminowany z pucharów przez Zagłębie Lubin i wciąż daleko mu do potęgi z czasów Jugosławii. Obecnie jest wicemistrzem Serbii i finalistą krajowego pucharu, a grę w kwalifikacjach Ligi Europy zaczął od I rundy, wygrywając u siebie 1:0 z łotewskim RFS Ryga. W II rundzie pokonał na wyjeździe po dogrywce 1:0 mołdawski FC Sfintul Gheorghe Suruceni. W przeszłości graczem tego zespołu był Tomasz Rząsa.
Piast wylosował najgorzej
Na najtrudniejszego rywala w 3. rundzie trafił jednak Piast Gliwice, którrego czeka wyprawa do Danii i starcie z zespołem FC Kopenhaga, którego zawodnikiem jest były napastnik gliwicekiej drużyny Kamil Wilczek. W ostatnich latach polskie drużyny na ogół przegrywały z duńskimi – Arka Gdynia z Midtjylland, a Lechia Gdańsk z Broendby Kopenhaga. FC Kopenhaga w poprzednim sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy, odpadając dopiero po dogrywce z potężnym Manchesterem United. Dlatego ten rywal jest zdecydowanie mocniejszy nie tylko od Piasta, ale od każdego innego polskiego zespołu.
Gdyby jednak jakimś cudem gliwiczanie pokonali duńską przeszkodę, to w 4. rundzie zmierzyliby się z lepszym z pary HNK Rijeka – Kołos Kowaliwka. Jesli chodzi o potencjał piłkarski tych zespołów, to zarówno chorwacki, jak i ukraiński są na wyższej półce niż TSV Hartberg, ale na niższej niż FC Kopenhaga. HNK Rijeka to trzeci zespół poprzedniego sezonu chorwackiej ekstraklasy i zdobywca Pucharu Chorwacji. W obecnym sezonie w pierwszych czterech meczach ligowych zdobył sześć punktów. Dzięki wysokiemu współczynnikowi chorwackiej ligi rywalizacje w kwalifikacjach Ligi Europy rozpocznie dopiero od III rundy. Graczami tego zespołu są znani z polskich boisk Zoran Arsenić (Jagiellonia), Antonio Colak (Lechia Gdańsk) i Tibor Halilović (Wisła Kraków).
O sile ekipy Kołosa Kowaliwka niewiele wiadomo, bo ten założony w 2012 roku ukraiński klub dopiero debiutuje w europejskich pucharach. W rundzie zasadniczej poprzedniego sezonu rodzimej ligi w 32 spotkaniach zgromadził 32 punkty i zajął szóste miejsce. Prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył po barażach, pokonując w nich Dniepr Dniepropietrowsk i FK Mariupol. W tym sezonie ukraińskiej ekstraklasy Kołos utrzymuje pozycje w środku tabeli, zaś w eliminacjach Ligi Europy, które zaczął od II rundy, wygrał na wyjeździe 2:1 z Arisem Saloniki. W zespole tym występuje obecnie dwóch graczy znanych z gry w polskiej ekstraklasie – Andrij Bohdanow (Arka Gdynia) i Kyryło Petrow (Korona Kielce).
Liga krajowa na drugim planie
Zakwalifikowanie się do fazy grupowej Ligi Europy w tej chwili jest priorytetem dla tercetu naszych reprezentantów w pucharowych zmaganiach, dlatego w krajowej lidze Legia, Lech i Piast na razie nie błyszczą. W miniony weekend broniący tytułu stołeczny zespół przegrał w 4. kolejce z liderem obecnych rozgrywek PKO Ekstraklasy Górnikiem Zabrze 1:3. Zabrzanie zaczęli sezon z impetem i jak na razie są niepokonani. W sobotę na stadionie przy Łazienkowskiej zaskoczyli mistrza Polski agresywnym pressingiem, a pierwsze skrzypce w ich akcjach ofensywnych grali Jesus Jimenez, Alex Sobczyk i Bartosz Nowak. Oni też byli strzelcami goli dla Górnika, który po czterech kolejkach ma na koncie 12 bramek zdobytych i tylko trzy stracone. Atutem zabrzan jest też ich niesamowite wytrenowanie – żaden inny zespół w naszej lidze nie biega tyle, ile biegają podopieczni trenera Marcina Brosza. W meczu z Legią gracze zabrzańskiej drużyny przebiegli w sumie 122,8 km. Pod tym względem byli lepsi od legionistów o ponad dziesięć kilometrów. To jest jednak wyczerpujący styl gry, ale na razie zabrzanom pary nie brakuje.
W innych meczach 4. kolejki Wisła Kraków przegrała z Wisłą Płock 0:3, Podbeskidzie Bielsko-Biała z Rakowem Częstochowa 1:4, Pogoń Szczecin pokonała Śląsk Wrocław 1:0, a Lechia Gdańsk wygrała ze Stala Mielec 4:2. Niedzielne spotkania Lecha Poznań z Wartą Poznań i Zagłębia Lubin z Cracovią zakończyły się po zamknięciu wydania, a mecz Piasta Gliwice z Jagiellonią Białystok zostanie rozegrany w poniedziałek.

Lech wreszcie ograł Szwedów

W wyjazdowym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy Lech Poznań wygrał 3:0 ze szwedzkim Hammarby IF. Bramki dla wicemistrzów Polski strzelili Pedro Tiba, Jakub Kamiński oraz Filip Marchwiński. Od 63. minuty Szwedzi grali w osłabieniu po tym, jak czerwoną kartką ukarany został Jeppe Andersen.

Ostatnim polskim zespołem, który wyeliminował szwedzki klub w europejskich pucharach, była Legia Warszawa, która dokonała tej sztuki w sezonie 2001/2002 zwyciężając w I rundzie Pucharu UEFA IF Elfsborg 4:1 i 6:1. Lech Poznań przed meczem z Hammarby bynajmniej nie był uważany za faworyta, ani w Polsce, ani tym bardziej w Szwecji. Ogólnie szanse zespołów na awans oceniano po równo i w gruncie rzeczy przez blisko godzinę gry te przewidywania się sprawdzały na boisku. Mecz był względnie wyrównany, ale w 55. minucie szczęście dopisało ekipie „Kolejorza”, która objęła prowadzenie po golu Pedro Tiby. Jednak to nie strata bramki podłamała morale graczy Hammarby, tylko czerwona kartka którą osiem minut później został ukarany pomocnik gospodarzy Jeppe Andersen. Niemiecki sędzia Sascha Stegemann przerwał grę po jego dość przypadkowym uderzeniu w twarz Pedro Tiby. Gracz Lecha wykazał przy tym spory talent aktorski, a że Andersen wdał się jeszcze w niepotrzebną dyskusję z arbitrem, ten sięgnął po żółtą kartkę. W tym meczu była to już jednak druga taka kara dla tego gracza, zatem zgodnie z regulaminem konsekwencja musiał być czerwony kartonik i wyrzucenie z boiska. Osłabiony zespół Hammarby próbował mimo to doprowadzić do wyrównania i w ostatnich minutach został dwukrotnie skontrowany przez dwójkę utalentowanych polskich piłkarzy – na 2:0 w 89. minucie podwyższył 18-letni Jakub Kamiński, a na 3:0 już w doliczonym czasie gry trafił jego rówieśnik Filip Marchwiński. Lech przełamał więc niemoc w starciach ze szwedzkimi zespołami – w przeszłości odpadał z europejskich pucharów dwukrotnie z IFK Goeteborg i raz z AIK Solna. Lechici awansowali do trzeciej rundy kwalifikacji, w której zmierzą się na wyjeździe z OFI Kreta lub Apollonem Limassol (mecz tych zespołów został rozegrany w czwartek i zakończył się po zamknięciu wydania).
Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw po meczu, co oczywiste, nie krył zadowoleni z postawy swojego zespołu. „Uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Chciałem podkreślić, że gra ofensywna, którą w tym sezonie stosujemy w polskiej lidze, przynosi nam wymierne efekty także na arenie międzynarodowej. Ale rzecz jasna o zwycięstwie przesądzają gole, dlatego uważam, że przełomowym momentem w meczu była bramka Pedro Tiby, która dała nam prowadzenie” – przyznał szkoleniowiec poznańskiej drużyny.
A skoro już wspomniał o ofensywnej formacji swojego zespołu, wygłosił pean pod adresem pozyskanego latem szwedzkiego napastnika Mikaela Ishaka. „Mocno zabiegaliśmy latem żeby go pozyskać i od pierwszego występu w naszym zespole daje nam jakość w ataku. Strzela dużo goli, ale jak jest mocno pilnowany, to walecznością i zaangażowaniem też bardzo pomaga drużynie” – przekonywał Żuraw. O czerwonej kartce dla Andersena wiele m owić nie chciał, bo ponoć całej sytuacji dokładnie nie widział. „Wiem od moich zawodników, że ten zawodnik próbował dyskutować z arbitrem po faulu, którego dopuścił się na Tibie, a w takich sytuacjach jak wiem z praktyki zazwyczaj takie dyskutowanie właśnie tak się kończy” – stwierdził szkoleniowiec Lecha, który do gry przeciwko Hammarby wystawił taki skład: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomir Satka, Dorde Crnomarković, Tymoteusz Puchacz – Jan Sykora (73. Michał Skóraś), Pedro Tiba (84. Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez, Jakub Kamiński – Mikael Ishak (90. Mohammad Awwad).
W drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Europy rywalizował też Piast Gliwice, który na własnym stadionie w czwartek podejmował austriacki TSV Hartberg. W środę gliwicki klub wydał jednak niepokojący w treści komunikat: „Informujemy, że zgodnie z obowiązującym protokołem UEFA Return to Play, dwa dni przed meczem 2. rundy eliminacji Ligi Europy, zespół, sztab oraz pracownicy Piasta Gliwice przeszli badania na obecność wirusa SARS-CoV-2. U dwóch z przebadanych osób test dał wynik pozytywny. Klub niezwłocznie wdrożył wszystkie niezbędne procedury i podjął odpowiednie działania. Wszystkie pozostałe badane osoby uzyskały wynik negatywny” – napisano na stronie Piasta Gliwice. Obie zakażone osoby zostały odizolowane od drużyny i skierowane na kwarantannę. Czwartkowy mecz eliminacji Ligi Europy z austriackim TSV Hartberg nie był jednak z tego powodu zagrożony (zakończył się po zamknięciu wydania).
Gwoli przypomnienia – trzeci z naszych zespołów uczestniczących w kwalifikacjach Ligi Europy, Legia Warszawa, po odpadnięciu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2), został przeniesiony od razu do 3. rundy kwalifikacji LE i w przyszły czwartek (24 września) zmierzy się u siebie na Łazienkowskiej ze zwycięzcą potyczki FK Sileks Kratovo (Macedonia Północna) – Drita Gnjilane (Kosowo).

Eksportowe zespoły bez błysku

Pierwsza po przerwie reprezentacyjnej ligowa kolejka miała dać odpowiedź, w jakiej formie są nasze „eksportowe zespoły”, czyli walczące w kwalifikacjach Ligi Europy Lech Poznań, Piast Gliwice i Legia Warszawa. Z trójki pucharowiczów komplet punktów zdobyła jedynie warszawska drużyna, zaś poznaniacy i gliwiczanie swoje mecze zremisowali.

Mecz we Wrocławiu zaczął się dla zespołu Lecha znakomicie, bo już w 7. minucie objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Gospodarze wyrównali jednak pięć minut później po golu Piotra Celebana, a w 16. minucie na 2:1 dla nich strzelił Francuz Mathieu Scalet. Gracze „Kolejorza” potrzebowali 12 minut żeby odzyskać inicjatywę i w 28. minucie po trafieniu Hiszpana Daniego Ramireza wyrównali stan meczu, a w 32. minucie Ishak wyprowadził ich na prowadzenie 3:2. Pozyskany latem szwedzki napastnik ma już na koncie cztery gole i na spółkę z czeskim napastnikiem Legii Tomasem Pekhartem prowadzi w klasyfikacji strzelców.
Jeśli Szwed utrzyma taką snajperska dyspozycję dłużej, fani „Kolejorza” szybko przestaną tęsknić za duńskim napastnikiem Christianem Gytkjaerem. Po zmianie stron zespołowi Śląska dopisało szczęście, bo po faulu Tymoteusza Puchacza na Zambijczyku Lubambo Musondzie sędzia podyktował dla wrocławian rzut karny, który na wyrównująca bramkę na 3:3 zamienił Słowak Robert Pich. Mimo okazji z obu stron więcej goli w tym meczu nie padło.
Po trzech kolejkach Śląsk z siedmioma punktami na koncie jest w czubie ligowej tabeli, zaś Lech z dwoma zajmuje miejsce w środku stawki, więc remis uzyskany we Wrocławiu trzeba uznać za obiecujący w kontekście czekającego w środę poznański zespół wyjazdowego meczu z Hammarby IF w 2. rundzie eliminacji Ligi Europy. Mniej optymistycznie wygląda dyspozycja piłkarzy Piasta Gliwice, którzy w Grodzisku Wielkopolskim po słabiutkim występie zremisowali 0:0 z Wartą Poznań. A gwoli przypomnienia, w czwartek w meczu 2. rundy LE rywalem gliwiczan będzie austriacki TSV Hartberg, zespół raczej lepszy od Warty. Trzeci z pucharowiczów, Legia, wejdzie do gry w kwalifikacjach LE dopiero od 3. rundy, ma więc jeszcze trochę czasu. Oby tylko strzeleckiej formy nie stracił Pekhart, który zapewnił „Wojskowym” komplet punktów w wyjazdowej potyczce z Wisła Płock.

Szwedzi na drodze Lecha

W poniedziałek w siedzibie UEFA w Nyonie rozlosowano pary II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Lecha Poznań czeka trudne wyjazdowe starcie z Hammarby, natomiast Piast Gliwice podejmie u siebie TSV Hartberg. Mecze tej fazy kwalifikacji odbędą się 17 września. Wylosowano też potencjalnych rywali naszych drużyn w trzeciej rundzie kwalifikacji.

W pierwszej rundzie eliminacji LE wystąpiły trzy polskie zespoły. Na placu boju pozostały dwa – Lech i Piast. Z rozgrywkami pożegnała się Cracovia po porażce z Malmoe FF 0:2. „Kolejorz” natomiast pokonał łotewską drużynę Valmiera FK 3:0, a gliwiczanie dość nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Dynamem Mińsk 2:0. Przed wyznaczonym na miniony poniedziałek losowaniem par 2. rundy, UEFA podzieliła zespoły na grupy. Z polskich zespołów w nieco lepszej sytuacji zdawał się być Lech, który znalazł się w gronie drużyn rozstawionych, ale nic to mu nie dało, bo wylosował fatalnie trafiając na szwedzki zespół Hammarby IF, którego mniejszościowym udziałowcem jest grający obecnie w AC Milan słynny Zlatan Ibrahimovic. Lechici z tym rywalem na dodatek o awans do trzeciej rundy zagrają na wyjeździe.
Może rozzłoszczą Zlatana?
To nie pierwszy raz gdy poznański zespół w europejskich pucharach po wyeliminowaniu łotewskiej drużyny trafia w następnej rundzie na szwedzką. W sezonie 1991/1992 lechici w pierwszej rundzie kwalifikacji do świeżo powstałej Ligi Mistrzów ograli skonto Ryga, ale nie dali rady ekipie IFK Goeteborg (0:1 i 0:3). Siedem lat później w Pucharze UEFA Lech wyeliminował Metalurgs Lipawa, ale w następnej fazie ponownie trafił na zespół z Goeteborga i odpadł po 1:2 u siebie i 0:0 na wyjeździe. Może za trzecim razem ekipie „Kolejorza” pójdzie lepiej i po zwycięstwie nad Valmiera FK pokona także Hammarby. Szanse są jednak niewielkie, bo lechici nie mają farta w pucharowych starciach ze szwedzkimi zespołami. W sezonie 2011/2012 w kwalifikacjach Ligi Europy zostali też wyeliminowani przez AIK Solna, przegrywając 0:3 na wyjeździe i wygrywając tylko 1:0 u siebie.
Hammarby IF jest wprawdzie obecnie zespołem ze środka tabeli szwedzkiej ekstraklasy, ale liga w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, więc rywale są w środku rozgrywek i chociaż w tabeli zajmują siódme miejsce, ze stratą 14 punktów do prowadzącego Malmoe FF (ten zespół wyrzucił z kwalifikacji LE Cracovię), to trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie Hammarby do końca walczyło z Djurgardens i Malmoe o mistrzostwo kraju. To wtedy Ibrahimović, który jest wychowankiem Malmoe FF, wykupił jedną czwartą udziałów w Hammarby, czym tak rozwścieczył fanów swojego dawnego klubu, że dzisiaj uważają go za zdrajcę i wieszają deski klozetowe na jego rzeźbie wystawionej przed stadionem w Malmoe. Zwycięzca meczu Hammarby – Lech w 3. rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą meczu OFI Kreta – Apollon Limassol.
Ekipa „Kolejorza” w krajowej lidze na razie nie imponuje formą. W pierwszej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe 1:2 z Zagłębiem Lubin, a w drugiej na swoim boisku ledwo zremisowała 2:2 z Wisłą Płock. Co prawda obie bramki lechici stracili po rzutach karnych, ale jeden punkt po dwóch kolejkach nie wystawia wicemistrzom kraju najlepszego świadectwa, a jeszcze na dodatek w trzeciej serii gier czeka ich wyjazdowa potyczka z niepokonanym jak do tej pory Śląskiem. Jeśli „Kolejorza” wygra we Wrocławiu, to powinien też poradzić sobie z Hammarby.
Piast Gliwice był losowany spośród drużyn nierozstawionych, zatem jego trener Waldemar Fornalik pewnie odetchnął z ulga na wieść, że jego zespołowi przyjdzie się w 2. rundzie zmierzyć na własnym boisku z austriackim TSV Hartberg.
SV Hartberg w poprzednim sezonie austriackiej ekstraklasy zajął piąte miejsce, a prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył w barażach z Austrią Wiedeń. „Nie lekceważymy żadnego przeciwnika, ale z losowania jesteśmy zadowoleni. Uważam, że jesteśmy w stanie awansować. Na pewno uważnie przyjrzymy się jak gra ten austriacki zespół, być może pojedziemy obejrzeć go na żywo. Niczego nie zaniedbamy” – zapewnia dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk.
Piast na razie lepszy w pucharach
Także prezes austriackiego klubu Brigitte Annerl nie uważa swojej drużyny za faworyta potyczki w Gliwicach. „Nie możemy się doczekać europejskiej przygody, która zacznie się w Polsce. Podchodzimy do tego meczu bez presji, bo trafiliśmy na silnego rywala, ale TSV zawsze dobrze prezentował się na wyjazdach w lidze, więc może postara się o niespodziankę w spotkaniu z Piastem” – stwierdziła w wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej TSV Hartberg.
Problem w tym, że zespół Piasta, trzecia siła w ekstraklasie w poprzednim sezonie, obecną edycje rozgrywek zaczął fatalnie, bo od dwóch porażek. Najpierw przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 0:2, a w miniony weekend uległ na własnym stadionie Pogoni Szczecin 0:1. Gdyby nie to, że Cracovia zaczęła rozgrywki z minusowymi pięcioma punktami na koncie, to po dwóch kolejkach Piast byłby w stawce zespołów PKO Ekstraklasy „czerwoną latarnią” z zerowym dorobkiem punktowy, trzema straconymi golami i bez żadnej zdobyczy bramkowej. Nie jest to jednak problem, bo do końca rozgrywek w naszej lidze jeszcze 28 kolejek i będzie czas odrobić straty, a teraz trzeba wszystkie siły poświęcić na jak najlepszy występ w kwalifikacjach Ligi Europy. W przerwie na reprezentację podopieczni trenera Fornalika będą mieli okazję do poprawienia mankamentów w swojej grze, bo przed starciem z TSV czeka ich tylko jeden ligowy mecz, z Wartą Poznań w 3. kolejce ekstraklasy. Jeśli gliwiczanie uporają się z austriackim zespołem, w 3. rundzie zmierzą się z lepszym z pary IFK Goeteborg – FC Kopenhaga.W Lidze Europy powalczy też Legia Warszawa, która w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów przegrała z Omonią Nikozja, ale na pocieszenie dostała jeszcze szansę awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski zaczną od 3. rundy, a swój pierwszy mecz w tych rozgrywkach zagrają 24 września, a zmierzą się ze zwycięzcą pary Sileks Kratovo (Macedonia) – Drita Gnjilane FC (Kosowo).

Pary 2. rundy eliminacji Ligi Europy:
Ścieżka ligowa: Hammarby IF – Lech Poznań, Piast Gliwice – TSV Hartberg, Kajsar Kyzołorda – APOEL Nikozja, Locomotiw Tbilisi – Dynamo Moskwa, Coleraine – Motherwell, KF Teuta – Granada, Viking FK – Aberdeen FC, CSKA Sofia – Bate Borysów, KF Laci – Hapoel Ber-Szewa, Ventspils – Rosenborg, Servette Genewa – Stade de Reims, Olimpia Ljubljana – Zrinsjki Mostar, Hibernians FC – Fehervar, Nomme Kalju/NS Mura – Aarhus, Neftci Baku – Galatasaray Stambuł, IFK Goteborg – FC Kopenhaga, OFI Kreta – Apollon Limassol, Bala Town – Standard Liege, FC Botosani – Shkendija FK, Aris Saloniki – Kolos Kovalivka, FK Riterial – Slovan Liberec, FC Borac Banja Luka – Rio Ave, FK Kukesi – VfL Wolfsburg, NK Osijek – FC Basel, Bodo/Glimt – Żalgiris Wilno, Niederkorn – Willem II Tilburg, Suruceni – Partizan Belgrad, Lokomotiv Płowdiw – Tottenham Hotspur, Budapest Honved – Malmoe FC, Lincoln FC – Glasgow Rangers, Renova – Hajduk Split, DAC Dunajska Streda – FK Jablonec, Shamrock Rovers – AC Milan. Ścieżka mistrzowska: Inter Escaldes – Dundalk FC, Kuopion Palloseura – Slovan Bratislava, Linfield Belfast – Floriana FC, FC Ryga – Tre Fiori, Djurgarden IF – Europa FC, Flora Tallin – KR Reykjavik, Siłeks Kratowo – Drita FC, FK Astana – Buducnost Podgorica, Ararat-Armenia Erywań – Fola Esch, Connah’s Quay Nomads FC – Dinamo Tbilisi.

Legia słaba po Omonii

W miniony czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy odpadła Cracovia, która przegrała z Molmoe FF 0:2. Dalej grają Lech Poznań (wygrał 3:0 z Valmiera FC) i Piast Gliwice (2:0 z Dynamem Mińsk), a w III rundzie dołączy do nich jeszcze Legia, która odpadła w eliminacjach Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2).

Trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković nie krył obaw o wynik ligowego starcia z Jagiellonią. „To dla nas niewygodny rywal, niewygodny jest też moment, w którym z nim gramy, bo zaraz po meczu w europejskich pucharach, w którym walczyliśmy na dodatek przez 120 minut” – twierdził przed meczem. W ostatnich 10 spotkaniach Legii z Jagiellonią w ekstraklasie warszawianie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, zaś białostocczanie triumfowali trzykrotnie, a w pięciu spotkaniach padły wyniki remisowe. W pierwszej kolejce Jagiellonia, którą w tym sezonie prowadzi dawny asystent Adama Nawałki w kadrze Polski Bogdan Zając (zastąpił latem Bułgara Iwajło Petewa), zremisowała u siebie z Wisłą Kraków 1:1, więc raczej spodziewano się kolejnego podziału punktów. Legioniści zaczęli jednak sobotni mecz z dużą werwą, chociaż trener Vuković posadził na ławce Michała Karbownika (Legia finalizuje jego transfer do SSC Napoli na siedem milionów euro) oraz Luquinhasa, za to w podstawowym składzie wyszli Bartosz Kapustka i Andre Martins. Ale zapału „Wojskowym” starczyło tylko na kwadrans, w którym nawet strzelili gola, lecz arbiter go nie uznał. Potem inicjatywę przejęli goście i 19. oraz 28. minucie znaleźli sposób na pokonanie Artura Boruca. Po zmianie stron warszawianie podjęli jednak walkę i zepchnęli białostocczan do defensywy, ale swoją przewagę zdołali przekuć tylko na jedno trafienie autorstwa Czecha Tomasa Pekharta. Legia straciła zatem cenne punkty i nic dziwnego, że trener Vuković nie krył zadowolenia z ligowej przerwy na reprezentację, która 4 września zagra z Holandią, a 7 września z Bośnia i Hercegowiną. „Ta przerwa dla nas będzie bardzo pomocna. Nie będzie z nami kilku reprezentantów krajów, ale reszta graczy będzie miała czas na regenerację i odpoczynek, ale też solidny trening” – zapewniał szkoleniowiec Legii, który po porażce z Omonią Nikozja mocno stracił na pewności siebie. Warszawianie rywala w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy poznają 1 września, a mecz w tej fazie rywalizacji rozegrają dopiero 24 września. Wśród potencjalnych rywali są jednak mocne zespoły, jak FK Astana, Slovan Bratysława czy Djurgardens.
Natomiast Lech Poznań i Piast Gliwice czekają 17 września mecze w II rundzie, a wśród potencjalnych rywali aż roi się od uznanych piłkarskich marek, są wśród nich m.in. Tottenham Hotspur, AC Milan, FC Basel, VfL Wolfsburg, Dynamo Moskwa czy Galatasaray Stambuł. W I rundzie Piast dość nieoczekiwanie wyeliminował Dynamo Mińsk 2:0, co było w wykonaniu gliwiczan historycznym wyczynem, bo po raz pierwszy udało im się przebrnąć przez pierwszą rundę europejskich pucharów. Zapłacili za wysiłek, podobnie jak gracze Legii, ligową porażką z Pogonią 0:1, gra była warta świeczki.
Zespół Lecha miał znacznie łatwiejsze zadanie, bo łotewski zespół Valmiera FC to debiutant na arenie międzynarodowej i chociaż stawiał ambitny opór, porażka 0:3 z ekipą „Kolejorza” to najniższy „wymiar kary” na jaki mógł w Poznaniu liczyć. W następnej rundzie lechici już na takiego słabego rywala raczej nie trafią, ale póki piłka w grze, nie można skreślać ani ich, ani też dwóch pozostałych naszych zespołów, czyli Piasta i Legii.

Wirus znów atakuje Legię

W miniony weekend nasza piłkarska ekstraklasa rozpoczęła nowy sezon. Z kwartetu zespołów, które zagrają w europejskich pucharach, w 1. kolejce swoje mecze wygrały Legia i Cracovia, natomiast Lech i Piast poniosły porażki. Z poważny problemem boryka się ekipa Legi, u której przed meczem z Rakowem wykryto trzeci już przypadek zakażenia Covid-19.

Legia o pozytywnym wyniku testu na obecność Covid-19 u jednego z piłkarzy pierwszej drużyny poinformowała w oficjalnym komunikacie. „Informujemy, że w rezultacie przeprowadzonego w dniu 21 sierpnia testu RT-PCR na obecność wirusa SARS-CoV-2, u jednego z zawodników I Drużyny otrzymano wynik pozytywny. Po konsultacji lekarskiej, od 18 sierpnia zawodnik przebywa w izolacji. Zgodnie z wewnętrzną procedurą 19 sierpnia zostało przeprowadzone badanie na obecność wirusa, które dało wynik ujemny. Klub zachowuje wszystkie rygory bezpieczeństwa i poinformował o sprawie stosowne organy państwowe oraz PZPN i spółkę Ekstraklasa” – napisano w oświadczeniu.
Trzeci przypadek zakażenia
To już trzeci przypadek wystąpienia zakażeniem Covid-9 w ekipie Legii. Na początku sierpnia wykryto koronawirusa u jednego z masażystów, co było oficjalnym powodem odwołania przez PZPN meczu z Cracovią o Superpuchar Polski. Dwa pozostałe opatrzono klauzulą tajne przez poufne, ale z nieoficjalnych informacji jakie pojawiły się w mediach wynikało, że pierwszym zakażonym graczem był pozyskany tego lata z Hajduka Split chorwacki obrońca Josip Juranović. Podejrzenie padło na niego, bo został wycofany z kadry na mecz z I rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów z północnoirlandzkim Linfield FC.
Trzeci przypadek został wykryty w klubie po meczu z Linfield, gdy jeden z zawodników sam zgłosił sztabowi medycznemu kiepskie samopoczucie. Następnego dnia, czyli w środę rano, przeszedł pierwsze badania, który dały wynik negatywny. Od tego czasu przebywał w izolacji, ale kolejny test który przeszedł w miniony piątek dał już wynik pozytywny. Niepotwierdzone plotki wskazywały, że zakażonym może być Paweł Wszołek, ale nikt tego w stołecznym klubie nie chciał rzecz jasna potwierdzić. Ale piłkarz ten nie znalazł się w kadrze na wyjazdowy mecz z Rakowem.
Służby prasowe Legii poinformowały natomiast, że występ zakażonego legionisty jest wykluczony także w najbliższą środę, w meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja. Do tego spotkania został zgłoszony pozyskany niedawno przez mistrzów Polski Bartosz Kapustka, który na liście uprawnionych graczy zastąpił jednak Josipa Juranovicia.
W poniedziałek wszyscy piłkarze i sztab szkoleniowy Legii przejadą kolejne testy na obecność koronawirusa. Tego wymaga specjalny protokół sanitarny UEFA, który nakazuje przeprowadzenie testów 48 godzin przed meczem u siebie albo 72 godziny przed meczem na wyjeździe, albo dodatkowo jeszcze jeden test po przylocie do kraju, którego przepisy tego wymagają. Nawet jeśli te testy wykażą wiele zakażeń, to dopóki 13 piłkarzy (w tym minimum jeden bramkarz) będzie zdrowych, spotkania pucharowe mają być rozgrywane. Oczywiście pod warunkiem, że władze sanitarne kraju pochodzenia klubu oraz kraju gospodarza nie zadecydują o kwarantannie dla dużej liczby piłkarzy lub dla całej drużyny.
Mimo tych kłopotów Legia w pierwszym ligowym meczu nowego sezonu wygrała w sobotę w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa 2:1. Obie bramki dla „Wojskowych” zdobył Thomas Pekhart. Wspomniany Kapustka pojawił się na boisku w 75. minucie i był to jego powrót do PKO Ekstraklasy po czterech latach przerwy. Po jeszcze dłuższej przerwie, bo 15 lat, w naszej lidze ponownie wystąpił bramkarz Artur Boruc.
Legioniści od 45. minuty grali z przewagą jednego gracza, po czerwonej kartce dla stopera Rakowa Macieja Wilusza, ale mimo to po zmianie stron dali sobie wbić wyrównującego gola. Na ich szczęście dobrze tego dnia nastawiony celownik miał czeski napastnik Pekhart, który w 84. minucie poprawił wynik na 2:1. W sumie trudno stołeczny zespół pochwalić za ten występ, co niezbyt dobrze mu wróży przed środową pucharową potyczką z cypryjską drużyną, której trenerem jest dobrze znany na Łazienkowskiej Norweg Henning Berg.
Cracovia przegrywała z Pogonią Szczecin tylko przez minutę, bo tyle potrzebował na doprowadzenie do remisu po golu napastnika gości Adama Frączczaka. Po kolejnych czterech minutach podopieczni trenera Michała Probierza objęli prowadzenie. Oba gole strzelili pomocnicy – niemiecki piłkarz hiszpańskiego pochodzenia Marcos Alvarez i Rumun Sergiu Hanca, nic szczególnego nie pokazał natomiast sprowadzony latem Brazylijczyk Rivaldinho, 25-letni syn słynnego przed laty Rivaldo, gracza m.in. FC Barcelona i mistrza świata z 2002 roku. Zespół „Pasów” w czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy zmierzy się na wyjeździe z Malmoe FF i w takiej formie raczej nie wyjdzie zwycięsko ze starcia z tym szwedzkim zespołem.
Inni mają problemy sportowe
Krzyżyk można też chyba postawić także na ekipie Piasta Gliwice, który na inaugurację ligi przegrał na wyjeździe 0:2 ze Śląskiem Wrocław. Gliwiczan czeka w czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy potyczka z Dynamem Mińsk. Spotkanie transmitować będzie na otwartym kanale TVP, a zważywszy na ostatnie wydarzenia na Białorusi i polityczne napięcie na linii Mińsk – Warszawa, gospodarze zrobią zapewne wszystko, żeby zespół Dynama wygrał. Albo żeby do meczu nie doszło, co w obecnej sytuacji epidemicznej w tym kraju nie jest trudne do przeprowadzenia, bo niemożność rozegrania zawodów z powodu wykrycia koronawirusa i obowiązkowej kwarantanny UEFA karze przecież walkowerem. Ale jeśli jednak spotkanie się odbędzie, Piast z pewnością nie będzie w nim faworytem.
W takiej roli z pewnością natomiast wystąpi w czwartek Lech Poznań, chociaż w pierwszej ligowej kolejce, podobnie jak Piast, także zaliczył falstart, przegrywając w Lubinie z Zagłębiem 1:2. Ekipie „Kolejorza” w losowaniu par I rundy kwalifikacji Ligi Europy trafił się łotewski zespół Valmiera FC, przeciwnik słaby, z którym na dodatek lechici zagrają na własnym stadionie. Ich sobotnia porażka z „Miedziowymi” nie jest tragedią, bo grali od rywali ładniej i lepiej, tylko zabrakło im szczęścia w bramkowych sytuacjach. Jeśli tylko trochę lepiej ustawią celowniki w czwartek, powinni bez większego problemu awansować do II rundy, ale że w przeszłości na Bułgarskiej zdarzały się już pucharowe wpadki ze słabeuszami, lepiej nie dzielić przedwcześnie skóry na łotewskim niedźwiedziu.

Cracovia trafiła najgorzej

Trzy polskie zespoły startujące w tym sezonie w kwalifikacjach Ligi Europy w poniedziałek poznały swoich przeciwników w I rundzie. Najlepiej trafił Lech Poznań, bo zagra u siebie z łotewskim Valmiera FC, natomiast Cracovię czeka wyjazd do Szwecji na mecz z Malmoe FF, zaś Piasta Gliwice na Białoruś, bo trafił w losowaniu na Dynamo Mińsk.

Drużyny Lecha i Piasta dostały się do eliminacji LE 2020/2021 jako medaliści mistrzostw Polski, natomiast Cracovia jako zdobywca Pucharu Polski. W losowaniu par I rundy tylko Lech znalazł się wśród rozstawiony drużyn, a ponadto będzie gospodarzem potyczki z łotewskim Valmiera FC. Piłkarzy Cracovii czeka wyprawa do Szwecji, a Piast Gliwice identycznie jak w poprzednim sezonie zacznie swoją przygodę od wyjazdu na Białoruś.
Z tego tercetu najlepsze wyniki w europejskich pucharach ma na koncie Lech Poznań, który m.in. dwukrotnie przebijał się do fazy grupowej Ligi Europy (w sezonie 2009/2010 i 2014/2015). Osiągnięcia Piasta i Cracovii są znacznie słabsze. Gliwiczanie zadebiutowali w europejskich pucharach startem w kwalifikacjach Ligi Europy w sezonie 2013/2014, ale odpadli już w I rundzie z Karabachem Agdam. W sezonie 2016/2017 także w I rundzie wyeliminował ich IFK Goeteborg, a w poprzednim sezonie odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z białoruskim BATE Borysow, a potem w kwalifikacjach Ligi Europy z FC Ryga.
Cracovia w ostatniej dekadzie dwukrotnie bez powodzenia startowała w kwalifikacjach Ligi Europy: w sezonie 2016/2017 w I rundzie przegrała oba mecze z macedońskim Shkendija Tetowo (1:2 i 0:2), a w poprzednim sezonie także odpadła w I rundzie tych pucharowych rozgrywek po remisach 2:2 i 1:1 ze słowackim zespołem DAC Dunajska Streda.
Kolejorz powita Łotyszy
Pierwszy pucharowy przeciwnik Lecha Poznań, łotewski zespół Valmiera FC, na poznańskim stadionie dopiero zadebiutuje w europejskich rozgrywkach. Klub z niewielkiego, liczącego 25 tysięcy mieszkańców miasteczka dopiero dwa lata temu wrócili do łotewskiej ekstraklasy po 15 latach przerwy. W poprzednim sezonie wywalczyli w lidze czwarte miejsce, w obecnym na półmetku zajmują trzecie miejsce, z zespołami ze stolicy – FC Ryga i FK RFS.
W kadrze Valmiera FC niemal połowa graczy to obcokrajowcy. W ostatnim meczu ligowym w podstawowym składzie pojawiło się ich siedmiu – dwóch Nigeryjczyków, Francuz, Tunezyjczyk, Senegalczyk, Gruzin i Ukrainiec. Gwiazdą drużyny jest 19-letni nigeryjski napastnik Toluwalase Arokodare, który z dorobkiem 12 goli w 13 spotkaniach jest liderem klasyfikacji strzelców łotewskiej ligi. „Kolejorz” zagra z Valmiera FC w czwartek 27 sierpnia. Trzy dni później zagra w ekstraklasie z Wisłą Płock, także u siebie.
Trudny rywal Cracovii
Krakowianie przed losowaniem wiedzieli, że trafią na któryś ze szwedzkich zespołów, Malmoe lub Hammarby, albo albański FK Kukesi. Los wyznaczył im na przeciwnika w I rundzie najmocniejszego rywala z tego zestawu – Malmoe FF, z którego w wielki piłkarski świat 20 lat temu wyruszył Zlatan Ibrahimovic. Trener „Pasów” Michał Probierz nie był tym zachwycony. Szwedzki zespół jest faworytem tej potyczki, nie tylko dlatego, że będzie jej gospodarzem. Według wyceny branżowego portalu Transfermarkt.de piłkarze Malmoe FF są warci 18,5 mln euro, podczas gdy wszyscy gracze Cracovii zostali wycenieni na 9,5 mln euro. Poza tym szwedzki zespół w sezonach 2014/2015 i 2015/2016 występował w fazie grupowej Ligi Mistrzów, zaś w dwóch ostatnich docierał do 1/16 finału Ligi Europy, a odpadał po porażkach z takim firmami, jak VfL Wolfsburg i Chelsea Londyn.
Główną siłę rażenia Szwedów stanowi wypożyczony z Anderlechtu Bruksela Isaac Kiese Thelin. 28-letni napastnik w 12 spotkaniach zdobył osiem bramek. Trwający sezon to dodatkowy atut Szwedów, bo Malmoe jest w środku rozgrywek. Spotkanie odbędzie się 27 sierpnia na Eleda Stadion.
Znów wyprawa Piasta na Białoruś
„To nie jest najlepszy czas na podróż do Mińska” – stwierdził dyrektor sportowy Piasta Gliwice Bogdan Wilk, gdy poznał wynik losowania. Piast w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy ma 27 sierpnia zagrać na wyjeździe z Dynamem Mińsk. Ale niewykluczone, że do tego czasu jedynym problemem dla UEFA będzie w tym kraju koronawirus.
Piast w losowaniu mógł trafić na rywala z Łotwy (FK Ventspils) albo jednego z dwóch zespołów z Białorusi (Szachtior Soligorsk, Dinamo Mińsk). Trafił na ekipę ze stolicy Białorusi. We wtorek działacze gliwickiego klubu zaczęli przygotowania do wyprawy na Białoruś. Zanim jednak podopieczni Waldemara Fornalika zagrają z Dynamem, w najbliższą sobotę zainaugurują nowy sezon meczem z Resovią w 1/32 finału Pucharu Polski, a tydzień później zagraj ze Śląskiem Wrocław w I kolejce ekstraklasy. Trzecim meczem gliwiczan w tym sezonie będzie już pucharowe starcie z Dinamem w Mińsku.