Tylko Legia miała szczęście w losowaniu

W losowaniu par I rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów Piast Gliwice trafił na BATE Borysów, natomiast w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy Cracovia zmierzy się z FC Dunajska Streda, zaś Legia Warszawa z lepszym z pary Sankt Julia (Andora) – College Europa (Gibraltar).

Ceremonia losowania odbyła się w miniony wtorek w szwajcarskiej siedzibie UEFA w Nyonie. W losowaniu par I rundy eliminacji Ligi Mistrzów Piast Gliwice, jako debiutant tych elitarnych rozgrywkach, znalazł się w grupie zespołów z niskim współczynnikiem i nie miał szans na rozstawienie. To oznaczało, że już w pierwszej rundzie może trafić na mocnego przeciwnika, ale przy odrobinie farta także na możliwego do ogrania. W zestawie możliwych rywali mistrzów Polski znalazły się drużyny BATE Borysów, NK Maribor, Rosenborg Trondheim, HJK Helsinki, Dundalk FC i New Saints FC.

Niestety, szczęście nie uśmiechnęło się do zespołu trenera Waldemara Fornalika, bo gliwiczanie wylosowali potencjalnie najgroźniejszego z możliwych przeciwników. Białoruski zespół ma na koncie występy w fazie grupowej Ligi Mistrzów – od 2008 roku aż pięciokrotnie docierał do tego etapu rywalizacji w elicie, a ponadto czterokrotnie występowała w fazie grupowej Ligi Europy. Szacuje się, że Białorusini w tym okresie zarobili w europejskich pucharach ponad 70 milionów euro. Dorobek Piasta na arenie międzynarodowej jest nieporównywalnie skromniejszy, drużyna ze Śląska dwa razy uczestniczyła w kwalifikacjach do Ligi Europy i odpadała w drugiej rundzie z Qarabagem Agdam i IFK Goteborg.

Pierwsze mecze I rundy kwalifikacji obecnej edycji Ligi Mistrzów odbędą się 9 i 10 lipca, a do rewanżów dojdzie tydzień później (16-17 lipca). Gliwiczanie rozpoczną zmagania od wyjazdu na Białoruś. Ich ewentualne niepowodzenie nie skończy tegorocznej przygody z europejskimi pucharami, bowiem przegrani w I rundzie trafią do II rundy eliminacyjnej Ligi Europy i znajdą się tam na tzw. ścieżce mistrzowskiej.
We wtorek dokonano też losowania par I rundy kwalifikacji Ligi Europy. Uczestniczyły w nich dwa polskie zespoły – Legia Warszawa i Cracovia, bo Lechia, jako zdobywca Pucharu Polski, rywalizację rozpocznie dopiero od drugiej rundy zmagań.
Szczęście nie uśmiechnęło się do Cracovii, bo ekipa „Pasów” wylosowała wicemistrza Słowacji Dunajska Stredę. Krakowianie mogli też trafić na zespoły Teuta Durres (Albania), SP La Fiorita (San Marino) lub UE Engordany (Andora), NK Siroki Brijeg (Bośnia i Hercegowina) oraz Żalgiris Kowno (Litwa), los przydzielił mim jednak przeciwnika chyba najmocniejszego w tej grupie zespołów. W poprzednim sezonie ze słowackimi drużynami w europejskich pucharach nie poradziły sobie Legia Warszawa (odpadła w kwalifikacjach Ligi Mistrzów ze Spartakiem Trnava 0:2 i 1:0) oraz Górnik Zabrze w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł z AS Trencin 0:1 i 1:4). Skoro ekipa Dunajskiej Stredy zdołała wywalczyć wicemistrzostwo Słowacji, musi to być mocna piłkarsko drużyna.

Cracovia w europejskich rozgrywkach wystartuje po raz czwarty. Jej dotychczasowy bilans to jedno zwycięstwo ze Sturmem Graz odniesione w 1983 roku w Pucharze Intertoto, jeden remis i osiem porażek. W tej dekadzie odpadła z Ligi Europy po dwóch spotkaniach ze Skendiją Tetowo w 2017 roku. Trudno powiedzieć czy prowadzona przez Michała Probierza ekipa „Pasów” będzie w stanie poprawić te kiepskie statystyki. Pierwszy mecz zostanie rozegrany w Krakowie.

Z trójki naszych zespołów zdecydowanie najwięcej szczęścia miała Legia Warszawa. Jej przeciwnikiem w I rundzie będzie albo zespół z Gibraltaru (College Europa), albo z Andory (Sankt Julia), które najpierw zmierzą się w preeliminacjach.
Legia jest najwyżej notowanym w rankingu UEFA polskim klubem. W europejskich pucharach reprezentuje polską ligę nieprzerwanie od 2011 roku. W poprzednim sezonie stołeczny klub stracił mistrzostwo kraju na rzecz Piasta Gliwice i dlatego obecny pucharowy sezon rozpocznie w eliminacjach Ligi Europy. Żeby dostać się do fazy grupowej tych rozgrywek warszawski zespół będzie musiał wyeliminować czterech przeciwników. Z pierwszym nie powinien mieć większych kłopotów.

 

Piast zmarnował okazję

Piast Gliwice w rozegranej w środę przedostatniej, 36. kolejce nie wykorzystał okazji do zdobycia mistrzostwa Polski, jaką stworzyła mu porażka Legii z Jagiellonią. Remisując w Szczecinie z Pogonią gliwiczanie jedynie powiększyli do dwóch punktów.

Nowego mistrza Polski poznamy zatem dopiero w niedzielę 19 maja, bo tego dnia zostaną rozegrane mecze ostatniej kolejki w grupie mistrzowskiej. Legia zagra u siebie na Łazienkowskiej z Zagłębiem Lubin, natomiast Piast podejmie Lecha. Zwycięstwo drużyny prowadzonej przez trenera Waldemara Fornalika zapewni jej pierwsze w historii mistrzostwo kraju, każdy inny wynik w przypadku wygranej Legii z „Miedziowymi” premiuje warszawski zespół. W myśl regulaminu Lotto Ekstraklasy, o kolejności przy takim samym dorobku punktowym decyduje większa liczba punktów zgromadzonych w fazie zasadniczej sezonu, a po 30 kolejkach Legia miała ich na koncie 60, zaś Piast tylko 53. Te spekulacje mają rzecz jasna sens wyłącznie przy założeniu, że Legia pokona Zagłębie Lubin. Ale w futbolu w takich rozstrzygających momentach o wynikach decydują czasem pozasportowe kwestie.

Dla jasności, nie chodzi o jakieś niegodne korupcyjne praktyki. Po prostu kluby mają różne relacje, zaś pracujący w nich ludzie różne sympatie i kalkulacje. A nie wszystkim z wielkich naszej ligi pasuje, że mistrzem może być mały Piast. To juz wolą, żeby została nim wielka Legia, bo jej wygrana mniej boli i daje lepsze alibi. Wystarczy, żeby taka myśl przeważyła w Poznaniu i Lubinie, a mistrzowskiej fety w Gliwicach może nie być. Zwłaszcza że „Miedziowi” po środowej porażce z Cracovią stracili szanse na zajęcie premiowanego awansem do kwalifikacji Ligi Europy czwartego miejsca, więc na Łazienkowskiej raczej nie będą się bić jak o niepodległość. Co prawda Lech w Gliwicach też nie będzie miał powodów do „gryzienia trawy”, bo już wcześniej odpadł z walki o europejskie puchary, lecz w przypadku „Kolejorza” może właśnie zadziałać urażona ambicja, na co chyba po cichu liczy prezes i właściciel Legii Dariusz Mioduski. Piłkarze Lecha zawiedli w tym sezonie, dlatego pokonanie pretendenta do mistrzowskiego tytułu może być dla nich dobrym sposobem na wyładowanie złości, a dla licznej grupy graczy odchodzących z klubu najlepszą formą pożegnania z nim. Zważywszy jednak na niechęć fanów poznańskiej drużyny do Legii raczej nie będą zachwyceni wsparcie dla „odwiecznego wroga”. Decydujący głos w tej sprawie będą mieli jednak szefowie poznańskiego klubu i jeśli oni zechcą pomóc Legii, to graczy Piasta czeka w niedzielę trudna walka. Jeśli nie zechcą, to już dzisiaj można gratulować gliwiczanom mistrzowskiego tytułu.

Możliwości sportowego, czyli legalnego wpływania na wynik rywalizacji jest przecież wiele. Wiadomo na przykład, że od nowego sezonu zacznie obowiązywać przepis o obowiązkowym wystawianiu do gry młodzieżowców. To zatem znakomity powód, żeby na koniec obecnych rozgrywek zrobić przegląd kadry pod tym kątem. W środowej 36. kolejce trenerzy zespołów Lotto Ekstraklasy wystawili do gry aż 35 młodzieżowców, co jest rekordem w tym sezonie. Na młodych graczy nie postawili jedynie szkoleniowcy Cracovii, Miedzi Legnica i Śląsku Wrocław, ale można ich za to usprawiedliwić, bo „Pasy” naprawdę chcą wywalczyć czwarte miejsce i zagrać w pucharach, a obie ekipy z Dolnego Śląska walczyły w bezpośrednim starciu o uniknięcie degradacji. Najbardziej zaszalał pod tym względem trener Wisły Kraków Maciej Stolarczyk, który wystawił do gry aż sześciu młodzieżowców. Pięciu zagrało też w drużynie Lecha, która pokonała Lechię 2:1 i pozbawił gdańszczan resztek nadziei na zdobycie mistrzostwa Polski. Jak widać duża liczba młodzieżowców, jakich zapewne zobaczymy w niedzielnym spotkaniu z Piastem Gliwice, wcale nie musi być jednoznaczna z opowiedzeniem się po stronie któregoś z dwóch walczących jeszcze o mistrzostwo klubów.

W przededniu ostatecznych rozstrzygnięć w Lotto Ekstraklasie Komisja Licencyjna ogłosiła swoje decyzje o przyznaniu licencji na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej w przyszłym sezonie. Tym razem otrzymały je wszystkie kluby, nawet zadłużona po uszy Wisła Kraków, której władze Krakowa odmówiły właśnie rozłożenia na raty pięciu milionów złotych długu za wynajem stadionu. Nie dziwi więc nałożony na wiślaków nadzór finansowy, ale taki sam nadzór nałożony na Legię już tak. Stołeczny klub powszechnie uważany jest przecież za najbogatszy w ekstraklasie, a jego budżet szacowany jest na 200 mln złotych. Wpisano jedna w przychody zyski z udziału w fazie grupowej Ligi Mistrzów lub w najgorszym przypadku Ligi Europy. A że Legia z pierwszej odpadła ze słowackim Spartakiem Trnava, a z drugiej z luksemburskim FC Dudelange, to i przychody bez wpływów z UEFA miała znacznie niższe. Dziura w budżecie wynosi ponoć nawet 60 mln zł.

Tak więc w sezonie letnim nie będzie w warszawskim klubie wielkich transferów, a zatem jest właściwie bez znaczenia czy to „wielka” Legia i będzie reprezentowała nasz futbol w walce o Ligę Mistrzów, czy też „mały” Piast. Niech ekstraklasę wygra lepszy z nich.

Zestaw par ostatniej, 37. kolejki
Grupa mistrzowska (wszystkie mecze w niedzielę 19 maja,początek godz 18:00): Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, Piast Gliwice – Lech Poznań, Cracovia – Pogoń Szczecin;
Grupa spadkowa (wszystkie mecze w sobotę 18 maja, początek godz. 15:30): Wisła Kraków – Miedź Legnica, Śląsk Wrocław – Arka Gdynia, Korona Kielce – Górnik Zabrze, Wisła Płock – Zagłębie Sosnowiec.

 

Lotto Ekstraklasa: Gliwice szykują fetę

Piast Gliwice może już w środę świętować zdobycie mistrzostwa Polski. Stanie się tak, jeżeli w 36. kolejce pokonają na wyjeździe Pogoń, a wicelider Legia przegra w Białymstoku z Jagiellonią. Kibice gliwickiego klubu już wykupili wszystkie bilety na ostatni mecz sezonu z Lechem, żeby cieszyć się z pierwszego w historii mistrzowskiego tytułu ich ulubieńców.

Stadion Piasta jest nowym obiektem, ale może pomieścić niewiele ponad 10 tysięcy widzów. Większego w Gliwicach nie potrzeba, bo obecny obiekt rzadko wypełnia się do ostatniego miejsca. Jak każdy klub piłkarski w Polsce, także Piast ma swoich „ultrasów”, którzy przysparzają mu kłopotów i co jakiś czas narażają na płacenie kar finansowych za ich wybryki. W poniedziałek środowisko gliwickich kiboli zostało niespodziewanie „przetrzepane” przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji. Akcja prowadzona przez krakowski oddział CBŚP nie ma raczej związku z faktem, że zespół Piasta już w środę może wywalczyć pierwsze w historii mistrzostwo Polski.

To najprawdopodobniej kolejny etap większej akcji przeciwko pseudokibicom. Pod koniec kwietnia funkcjonariusze zatrzymali 16 osób powiązanych ze środowiskiem fanów Wisły Kraków kryjących się pod nazwą „Sharks”, a na początku maja 53 pseudokibiców Ruchu Chorzów, którym prokuratura postawiła zarzuty dotyczące ponad stu przestępstw, m. in. rozbojów i handlu narkotykami.

Wypada mieć nadzieję, że zatrzymanie łobuzów nie sprowokuje innych kiboli do jakiejś idiotycznej akcji protestacyjnej podczas niedzielnego meczu z Lechem Poznań. Niewykluczone, że wynik tego spotkania nie będzie miał już żadnego znaczenia, bo Piast może wywalczyć mistrzowski tytuł już w środę, jeśli w 36. kolejce wygra w Szczecinie z Pogonią, a Legia przegra w Białymstoku z Jagiellonią. Ciekawostką jest fakt, że w poprzedniej serii spotkań Piast potykał się z Jagiellonią, a Legia z Pogonią. I teraz „Portowcy”, którzy już o nic nie walczą, ponownie mogą „zamieszać” w rywalizacji o mistrzowski tytuł.

Niepokonani w play off

Tylko czy stać ich na powstrzymanie nakręconych perspektywą historycznego triumfu graczy Waldemara Fornalika? Fani Piasta wierzą w swój zespół i już szykują się już na niedzielną wielką fetę. „Informujemy, że w kasach nie ma już biletów na mecz Piasta Gliwice z Lechem Poznań. Wszystkie wejściówki na niedzielne spotkanie zostały wyprzedane” – pochwalił się gliwicki klub za pośrednictwem Twittera. Piast przed środowym meczem z Pogonią jest liderem ekstraklasy z dorobkiem 68 punktów i wyprzedza drugą Legię o jedno „oczko”, a trzecią Lechię Gdańsk o cztery. Podopieczni trenera Fornalika są rewelacją wiosennej rundy ekstraklasy. Od 9 lutego tego roku rozegrali 15 meczów i aż dwanaście z nich wygrali, jeden zremisowali (z Wisłą Kraków 2:2), a tylko dwukrotnie doznali porażek – z Cracovią 1:2 i Lechią 0:2). Warto podkreślić, że te osiem punktów stracili w rundzie zasadniczej. W fazie play off gliwiczanie pozostają jak dotąd niepokonani, co zapewne piłkarze Pogoni potraktują jak wyzwanie.

Potknięcia Legii w 35. kolejce nie wykorzystała drużyna Lechii, która rundę zasadniczą zakończyła na pierwszym miejscu, lecz po serii porażek spadła na trzecią pozycję i w tej chwili ma już jedynie iluzoryczne szanse na zdobycie mistrzostwa. Gdańszczanie w miniona niedzielę zremisowali u siebie 1:1 z Zagłębiem Lubin. W pięciu meczach rozegranych w ramach grupy mistrzowskiej podopieczni Piotra Stokowca odnieśli tylko jedno zwycięstwo, wygrywając z Pogonią w Szczecinie po szalonym meczu 4:3, ale stracili aż 11 bramek, co rozwiało mit o żelaznej defensywie tego zespołu. Teraz Lechia ma 64 punkty i traci cztery do Piasta i trzy do Legii. W środę gdańszczanie zmierzą się na wyjeździe z siódmym Lechem Poznań, który już o nic nie walczy i po tym sezonie pozbędzie się większości piłkarzy z obecnej kadry zespołu, ale to wbrew pozorom może być atutem „Kolejorza”, bo jego trener Dariusz Żuraw zapewne postawi na utalentowanych młodych graczy, których w kadrze poznańskiego klubu nie brakuje.

Kibice Lechii mogą jednak uznać ten sezon za udany, bo ich zespół zdobył przecież Puchar Polski, a nawet jeśli zakończy rozgrywki ligowe na trzecim miejscu, to i tak będzie to najlepsze osiągnięcie gdańskiego klubu w historii. Dzięki triumfowi biało-zielonych w Pucharze Polski wartości nabrało czwarte miejsce w ekstraklasie, bo zespół który je wywalczy w nowym sezonie wystartuje w kwalifikacjach Ligi Europy.

Kto zajmie czwartą lokatę?

Realne szanse na zajęcie tej lokaty mają jeszcze trzy zespoły – czwarta po 35. kolejkach Cracovia (54 punkty), piąta Jagiellonia (także 54 pkt) oraz szóste Zagłębie Lubin (52 pkt). W środę sporo się w tej rywalizacji wyjaśni, bo Zagłębie Lubin i Cracovia zmierzą się w bezpośrednim starciu, natomiast Jagiellonia podejmie Legię. Tylko zwycięstwo „Pasów” nad „Miedziowym” przy jednoczesnej porażce Jagiellonii zakończy ten wyścig i zapewni Cracovii start w europejskich pucharach.
Nie ma się jednak co łudzić, nawet Piast, chociaż jego postawa w tegorocznych rozgrywkach może budzić podziw, nie ma zespołu zdolnego do wywalczenia awansu nie tylko do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale nawet do Ligi Europy. Możemy co najwyżej liczyć na to, że nie skompromituje się odpadając już w pierwszej rundzie kwalifikacji. Podobną nadzieję wypada żywić w przypadku Legii, Lechii oraz tej drużyny, która zajmie czwartą lokatę.

Zestaw par 36. kolejki
Grupa mistrzowska (środa, 15 maja):
Lech Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 20:30, sędziuje Bartosz Frankowski; Zagłębie Lubin – Cracovia, godz. 20:30, sędziuje Paweł Gil; Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak; Pogoń Szczecin – Piast Gliwice, godz. 20:30, sędziuje Łukasz Szczech.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia kończy rundę zasadniczą jako lider

Piłkarze Lechii Gdańsk wygrali u siebie z Lechem Poznań 1:0 w meczu 29. kolejki ekstraklasy i na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewnili sobie pierwszą lokatę w tabeli. Ale poziom spotkania był mierny – gracze obu drużyn oddali tylko po jednym celnym strzale na bramkę.

Szczęście dopisało tylko napastnikowi Lechii Arturowi Sobiechowi i po jego uderzeniu piłka znalazła się w siatce bramki „Kolejorza”. Tyle wystarczyło lechistom do zdobycia kompletu punktów. Trener poznańskiej drużyny Dariusz Żuraw, który na tym stanowisku niedawno zastąpił Adama Nawałkę, po meczu szczerze pogratulował rywalom zwycięstwa. „Lechia była o jedną bramkę od nas lepsza. Próbowaliśmy do samego końca zmienić rezultat, niestety, bezskutecznie i wracamy do domu bez punktów” – powiedział Żuraw. Teraz ekipę „Kolejorza” czeka w ostatniej kolejce mecz z Jagiellonią o utrzymanie miejsca w grupie mistrzowskiej. Lechici mają komfortową sytuację, bo rywale we wtorek zagrają w półfinale Pucharu Polski z Miedzią Legnica, więc na sobotni mecz do Poznania przyjadą nieco zmęczeni.
W takiej samej sytuacji jest też Lechia, którą w tym tygodniu czekają dwie piekielnie trudne wyjazdowe potyczki – najpierw w środę gdańszczanie zmierzą się w Częstochowie z Rakowem w półfinale Pucharu Polski, a potem w Krakowie z Cracovią. Dlatego z takim zadowoleniem trener Piotr Stokowiec przyjął zwycięstwo w spotkaniu z Lechem. Trzy punkty zapewniły lechistom de facto pozycję lidera po rundzie zasadniczej. „Najważniejsze są trzy punkty. Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale moi zawodnicy potrafili stworzyć kilka sytuacji, a jedną z nich wykorzystać. Nie mamy czasu na świętowanie, bo musimy szykować się do meczu w Częstochowie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i pokonanie Rakowa jest teraz naszym celem. Potem zaczniemy myśleć o meczu z Cracovią” – podkreślił trener Lechii.
Oprócz Lechii jeszcze tylko Legia Warszawa i Piast Gliwice maja już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. O pozostałe pięć miejsc walka rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale najmniejsze szanse na znalezienie się w elicie ośmiu zespołów zdaje się mieć Korona Kielce, którą czeka wyjazdowa potyczka z Piastem Gliwice. Niełatwe zadanie także przed Wisłą Kraków, która po efektownym zwycięstwie nad Legią w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko jeden punkt, a w ostatniej serii spotkań sezonu zasadniczego zagra w Lubinie z najlepszym tej wiosny w ekstraklasie Zagłębiem. Kibiców na finiszu czeka wiec spora dawka emocji, bo w tej chwili nic jeszcze nie zostało przesądzone – ani kwestia mistrzostwa, ani też spadku z ligi.

 

Lotto Ekstraklasa: Rekordy frekwencji padają w derbach

W 26. kolejce padł rekord frekwencji w tym sezonie naszej piłkarskiej ekstraklasy. Derby Krakowa Wisła – Cracovia obejrzało 28 235 widzów. Dotychczasowy rekord, ustanowiony w derbach Trójmiasta Lechia Gdańsk – Arka Gdynia został pobity o trzy tysiące.

Wbrew pozorom rekordowa liczba widzów na stadionie Wisły w Krakowie jest tak naprawdę frekwencyjną porażką Lotto Ekstraklasy. A to dlatego, że najlepszy w tym sezonie wynik, ustanowiony dopiero w 26. kolejce po rozegraniu 206 meczów z udziałem publiczności, w poprzednim byłby dopiero na siódmym miejscu. Co prawda rekord frekwencji padł w spotkaniu 30. kolejki Lecha z Górnikiem, na które przyszło w Poznaniu 36 941 osób, ale pięć pozostałych lepszych niż w tym sezonie wyników ustanowiono wcześniej.

Wracając do 26. kolejki obecnych rozgrywek, to poza Krakowem przyzwoita liczba widzów stawiła się jeszcze tylko w Warszawie na Łazienkowskiej. Starcie Legii ze Śląskiem (1:0) obejrzało w stolicy 18 342 osób. Na pozostałych sześciu stadionach nigdzie frekwencja nie przekroczyła 10 tysięcy, nawet w Białymstoku, gdzie na spotkanie Jagiellonii z Korona Kielce stawiło się zaledwie 7 660 kibiców.

Księgowy Lecha musi rwać włosy z głowy, bo po słabych w tym roku wynikach fani „Kolejorza” obrazili się na swój zespół. Przegrany 0:3 mecz z Górnikiem Zabrze obejrzało tylko 9 881 widzów, a pamiętajmy, że stadion w Poznaniu ma ponad 42 tysiące miejsc.

Ale w naszej ekstraklasie nawet dobre wyniki nie zawsze przekładają się na wzrost frekwencji. Przekonują o tym przykłady Zagłębie Lubin (5823 widzów w spotkaniu z Arką Gdynia) i rewelacji wiosennej rundy Piasta Gliwice (5573 osoby na meczu z Miedzią Legnica). Tradycyjnie już niewielu fanów wybrało się na stadion w Płocku (2511 na przegranym 0:2 meczu z Pogonią) i w Sosnowcu (tylko 2624 widzów przyszło zobaczyć jak ich zespół gra z liderem ligi Lechią Gdańsk). Po 26. kolejkach najliczniejszą widownią może pochwalić się Legia (średnia na mecz 13 392). Druga jest Wisła Kraków (15 791), trzecia Lechia (13 892), czwarty Lech (13 183, a piąty Górnik (12 405 widzów).

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia trwoni przewagę

Im bliżej końca fazy zasadniczej rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy, tym sytuacja w tabeli robi się bardziej zagmatwana. W dwóch ostatnich kolejkach Lechia Gdańsk zaliczyła porażkę i remis, przez co roztrwoniła siedmiopunktową przewagę nad drugą Legią.

Niewykluczone, że już w następnej kolejce Lechia będzie musiała ustąpić miejsca Legii na fotelu lidera. Gdańszczan czeka bowiem wyjazdowa potyczka z Zagłębiem Sosnowiec, a legioniści u siebie zagrają ze Śląskiem Wrocław. Ta niepewność bierze się stąd, że zespół Lechii w rundzie wiosennej gra w kratkę. W pięciu tegorocznych kolejkach gdańszczanie grali kolejno z Pogonią Szczecin (2:1), Koroną Kielce (0:0), Wisłą Kraków (1:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i Wisłą Płock (1:1). Dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka to może nie jest jakoś szczególnie tragiczny bilans, ale w praktyce oznacza to stratę siedmiu punktów na 15 możliwych do zdobycia. Zespołowi walczącemu o mistrzowski tytuł takie marnotrawstwo zwyczajnie nie przystoi.

Kończący 25. kolejkę poniedziałkowy mecz z Wisłą Płock potwierdził dobitnie przeciętną formę ekipy trenera Piotra Stokowca. Z boiska wiało nudą, bo „Nafciarze” skutecznie przeszkadzali gospodarzom w rozwijaniu akcji ofensywnych, a sami tylko od czasu do czasu pozwalali sobie na kontrataki. Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 0:0 i żegnani gwizdami nielicznej publiczności. Niewiele ponad osiem tysięcy widzów na trybunach mającego 42 tysiące miejsce obiektu to kolejny argument za rezygnacją z rozgrywania ligowych spotkań w poniedziałkowe popołudnia.

Po zmianie stron zniecierpliwieni kibice coraz częściej gwizdami wyrażali swoją dezaprobatę dla jakości widowiska. Nudę pierwsi przerwali płocczanie. Po rzucie wolnym piłkę w bramce zmieścił Alan Uryga i Wisła, która walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, objęła prowadzenie i znalazła się na dobrej drodze do odniesienia drugiego w tym sezonie zwycięstwa z Lechią.

Gracze Lechii są już zmęczeni

Dwie sytuacje na boisku odmieniły przebieg spotkania. Najpierw za drugi faul czerwoną kartką zobaczył Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska, co pozwoliło gospodarzom na uzyskanie wyraźnej przewagi, którą w końcu przekuli na wyrównującego gola. Jake McGing sfaulował w polu karnym Artura Sobiecha, a „jedenastkę” na gola zamienił Flavio Paixao, który tym razem się nie pomylił i zaliczył 14 ligowe trafienie w obecnym sezonie. Portugalczyk ma już na koncie 14 bramek i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Lepszy od niego jest tylko hiszpański napastnik Górnika Zabrze Igor Angulo, który prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 15 goli. Na trzecim miejscu jest najskuteczniejszy Polak w Lotto Ekstraklasie Marcin Robak ze Śląska Wrocław, który ma na koncie 13 trafień, za nim jest Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha (12), nieobecny już w Wiśle Kraków Czech Zdenek Ondrasek (11) oraz hiszpański snajper Legii Carlitos (10).

Wisła Płock ostatecznie jednak wywiozła z Gdańska jeden punkt. Trener Lechii Piotr Stokowiec słaby występ swoich podopiecznych tłumaczył… zmęczeniem. „Nie był to nasz wielki mecz. Zagraliśmy słabiej w ofensywie. Celowo nie chcieliśmy od początku rzucić się na Wisłę Płock, bo takie były nasze założenia. Wiedzieliśmy, że jakie rywale mają atuty w ofensywie. Nadziewaliśmy się na ich kontry, ale to była dobra lekcja, bo teraz wiemy, że musimy mocniej popracować nad grą ofensywną. Było widać dużo marazmu w grze niektórych moich zawodnikach, zwłaszcza tych, którzy dużo grają. Byli wyraźnie zmęczeni, ale nie chcę by traktowano te słowa jako próbę ich usprawiedliwienia. Po prostu zwracam uwagę na ten fakt” – stwierdził szkoleniowiec gdańskiej drużyny.

Legioniści szykują się do skoku

Ścigająca gdańszczan drużyna Legii też w tym roku stracił punkty. Z pięciu rozegranych meczów wygrała trzy (1:0 z Wisłą Płock, 2:0 z Miedzią Legnica i teraz 2:1 z Arką Gdynia), ale to były zespoły z grupy spadkowej. W starciach z ekipami z grupy mistrzowskie legioniści nie dali rady – przegrali na wyjeździe z Lechem 0:2 i w takim samym rozmiarze u siebie z Cracovią. Do końca fazy zasadniczej czekają ich jeszcze potyczki u siebie ze Śląskiem, Jagiellonią i Pogonią, a na wyjazdach z Górnikiem i Wisłą Kraków. Nie są to rzecz jasna rywale niemożliwi do pokonania, ale z taką grą jaką Legia pokazała w Gdyni w spotkaniu z przeżywającą kryzys Arką, na komplet punktów gracze stołecznego klubu raczej nie powinni liczyć.

Który zatem zespół ostatecznie zajmie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej? Pewnie któryś z dwójki Lechia, Legia, bo mają sporą przewagę nad trzecim w tabeli Piastem (Legia siedem, a Lechia 10 punktów). Ale mimo to w gronie pretendentów trzeba umieścić też gliwiczan, bo oni z pięciu rozegranych meczów przegrali tylko jeden – na inauguracje rundy wiosennej z Cracovią. W czterech kolejnych zdobyli komplet punktów i co ważniejsze, prezentując w nich równą, wysoką formę. Trener Piasta Waldemar Fornalik zdołał po nieudanym poprzednim sezonie przebudować na nowo ograbiony z najlepszych graczy zespół i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach gliwiczanie mogą pokusić się nawet o coś więcej niż tylko miejsce gwarantujące start w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Zważywszy na chwiejną formę zespołów Lechii, Legii, Jagiellonii i Lecha, pierwszy mistrzowski tytuł dla Piasta w tym sezonie wydaje się możliwy do zdobycia jak nigdy wcześniej.

 

Pojedynek selekcjonerów w Lotto Ekstraklasie

Wydarzeniem 22. kolejki był trenerski pojedynek dwóch byłych selekcjonerów reprezentacji Polski – prowadzącego od 25 listopada ub. roku zespół Lecha Adama Nawałki z prowadzącym od 19 września 2017 roku Piasta Waldemarem Fornalikiem. „Kolejorz” okazał się o klasę gorszy, bo przegrał w Gliwicach aż 0:4. Ostatni raz lechici takie lanie dostali 15 lat temu.

Lech Poznań fatalnie rozpoczął wiosenną część rozgrywek. Na inauguracje przegrał u siebie z Zagłębiem Lubin 1:2, a teraz doznał klęski 0:4 w starciu z Piastem Gliwice. Po tych dwóch porażkach zespół Nawałki, który zaczął ten rok jako trzeci zespół w tabeli, wypadł z czołówki na koniec grupy mistrzowskiej. Były selekcjoner na razie nie traci rezonu. „Wiadomo, że to jest trudna sytuacja, ale zrobimy wszystko, żeby ją opanować. Inaczej wyobrażaliśmy sobie start rundy wiosennej, tym bardziej że końcówka jesieni była udana i napawająca optymizmem. Musimy teraz podjąć działania mające na celu odbudowę mentalną zawodników. Nie ma mowy o załamywaniu rąk” – zapewniał po meczu z Piastem Nawałka.

Problem chyba jednak jest, i to nawet spory. Nawałka nie ma korzystnego bilansu w trenerskich potyczkach z Fornalikiem, bo z siedmiu dotychczasowych wracał na tarczy pięciokrotnie. W piątkowy wieczór jego drużyna nie stawiła gliwiczanom praktycznie żadnego oporu. Zgrani i dobrze rozumiejący się piłkarze Piasta narobili graczom poznańskiej jedenastki wstydu, bowiem „Kolejorz” po raz ostatni przegrał ligowy mecz do zera różnicą czterech bramek 28 sierpnia 2004 roku. Uległ wtedy na własnym stadionie 0:4 Amice Wronki.

Na Bułgarskiej jeszcze paniki nie ma, ale chyba nikt tam nie ma już złudzeń, że Nawałka jest cudotwórcą zdolnym do przekształcenia grupy wypalonych graczy w boiskowych wojowników. Najlepszym dowodem braku woli walki jest tylko jedna żółta kartka, którą zarobił Łukasz Trałka. Sygnałem alarmowym, że coś jest z zespołem nie tak, były fatalne wyniki zimowych sparingów. Poznaniacy z pięciu rozegranych spotkań kontrolnych wygrali tylko jedno, a w czterech doznali porażek. Nawałka bagatelizował te wyniki i zapewniał, że ma wszystko pod kontrolą, ale dwa pierwsze mecze o punkty pokazały, że chyba tak nie jest. Przed rozpoczęciem wiosennej rundy zespół Lecha był wymieniany nawet wśród kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Te prognozy na razie są nierealne, bo do prowadzącej Lechii Gdańsk ekipa „Kolejorza” traci w tej chwili 13 punktów. A w następnej kolejce zmierzy się z wiceliderem Legią Warszawa.

Czy Nawałka zdoła w tydzień odmienić oblicze zespołu? „Jesteśmy profesjonalistami i musimy robić swoje. Na mecz z Legią będziemy odpowiednio przygotowani” – obiecuje były selekcjoner reprezentacji. Waldemar Fornalik nie musi si tak gimnastykować, bo jedynym celem jaki przed nim postawiono jest utrzymanie zespołu w ekstraklasie. Zapewnia to jak wiadomo dowolne miejsce w grupie mistrzowskiej, a po 22. kolejkach Piast jest na piątej pozycji z kilkupunktową przewagą na zespołami sklasyfikowanymi niżej.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.

 

Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17