Prawa telewizyjne kością niezgody

W tej chwili wszystko przemawia za tym, że nasza piłkarska ekstraklasa pod koniec maja wznowi rozgrywki. Jeśli tak się stanie, na konta 16 klubów wpłyną pieniądze z ostatniej transzy za prawa medialne. Nadawcy chcą jednak renegocjować umowę, co w ekstraklasie wzbudziło lekką panikę.

Jeśli uda się wznowić rozgrywki PKO Ekstraklasy w wyznaczonym terminie, czyli w dniach 28-30 maja, to pozostałe do zakończenia sezonu 11 kolejek ligowych udałoby się rozegrać do 20 lipca. Jeżeli tak się stanie, to TVP wypłaci Ekstraklasie SA wszystkie należności, zawarte w umowie dotyczącej pokazywania jednego spotkania ligowego w każdej kolejce. „Zgodnie z zawartym kontraktem mamy jeszcze do końca rozgrywek 11 meczów. Od początku powtarzam, że przy odwołaniu sezonu wypłacenie całej kwoty z kontraktu telewizyjnego byłoby niegospodarnością, bo zamówiona usługa nie została przecież wykonana, w czym nie ma winy TVP. Jeżeli jednak zamówione przez nas mecze się odbędą, to telewizja wywiąże się ze wszystkich zobowiązań. Jestem w tej sprawie w stałym kontakcie z Ekstraklasą SA i stacją Canal+, z którą czujemy się wspólnie odpowiedzialni za ten produkt. Jeśli rozgrywanie meczów okaże się niemożliwe, będziemy rozmawiać. Albo kontrakt będzie renegocjowany, albo za każdy nieodbyty mecz będziemy potrącać pieniądze. Wydaje mi się jednak, że w tej chwili sytuacja zmierza w dobrym kierunku. Kluby chcą grać, piłkarze chcą grać, jest wsparcie premiera, dlatego jestem dobrej myśli” – powiedział Szkolnikowski.
Wygląda jednak na to, że po drugiej stronie barykady podjęto pierwsze działania na wypadek niepowodzenia restartu rozgrywek. Po przeprowadzonych zdalnie, ale ponoć dość burzliwych naradach Rada Nadzorcza Ekstraklasy SA upoważniła jej prezesa, Marcina Animuckiego, do rozmów w sprawie ewentualnych zmian w obecnie obowiązującym kontrakcie telewizyjnym, który w tym sezonie i następnym (2020/2021) gwarantuje klubom 250 milionów złotych za sezon, ale także do podjęcia negocjacji warunków nowego kontraktu telewizyjnego, który zacznie obowiązywać od sezonu 2021/2022. Personalną rozgrywkę w tej istotnej kwestii wygrał właściciel Legii Dariusz Mioduski, który nie tylko poparł reprezentującego w radzie interesy Lecha Poznań Amunickiego, ale pozyskał też dla niego poparcie przedstawicieli Lechii Gdańsk i Jagiellonii Białystok.
Piast na czele niezadowolonych
Nie spodobało się to działaczom klubów, które nie mają swoich przedstawicieli w Radzie Nadzorczej, co nie dziwi zważywszy na fakt, że nie zostali nawet poinformowani o decyzjach, jakie zapadły podczas narady. Także na oficjalnej stronie internetowej Ekstraklasy nie pojawił się w tej sprawie żaden komunikat. A przecież chodzi o kluczową dla wszystkich klubów sprawę i poważne pieniądze. Tu i ówdzie pojawiły się spekulacje, że grupa najsilniejszych klubów, która zgarnia największą część medialnego tortu, jest gotowa złożyć obecnym partnerom telewizyjnym czyli Canal+ i TVP propozycję przedłużenia wygasającej w czerwcu przyszłego roku umowy w zamian za stuprocentową wypłatę ostatniej transzy z tego sezonu, opiewającej na wspomniane już 70 mln złotych.
Z tej puli najwięcej otrzymają trzy czołowe zespoły, ale głównym beneficjentem będzie ekipa mistrza ligi. W tej chwili pewniakiem do zdobycia tego tytułu jest Legia, która ma na koncie 51 pkt i wyprzedza drugiego w tabeli Piasta Gliwice o osiem „oczek”. Jeśli legioniści utrzymają pierwsze miejsce do końca rozgrywek, stołeczny klub zgarnie z owych 70 mln złotych aż 19 milionów. Ta kwota pozwoli Mioduskiemu utrzymać płynność finansową i jakoś przetrwać „czas zarazy”. Takie rozwiązanie byłoby korzystne także dla dwóch kolejnych zespołów, które dostaną odpowiednio 13 i 10 mln złotych. Za zajęcie miejsca poza podium z tej puli wypłaty będą mniejsze, bo za czwartą lokatę jest to 6,1 mln złotych, za piątą 5,2 mln, szóstą 2,8 mln, siódmą 2,4, a ósmą 1,7 mln złotych.
Kiepsko na podziale wyjdą natomiast zespoły z grupy spadkowej. Najlepsza w tym towarzystwie drużyna, czyli dziewiąta w stawce, dostanie 1,4 mln złotych, ale im niżej, tym gorzej – od 12. miejsca wypłaty nie przekroczą pół miliona. W podziale pozostałej do wypłaty transzy uwzględniono premie dla klubów, które zakwalifikują się do europejskich pucharów (31,5 mln zł), fundusz solidarnościowy dla zespołów z dolnej ósemki (1,2 mln) i tzw. parasol ochronny dla spadkowiczów (2,3 mln zł). Termin wypłaty ostatniej transzy wyznaczony jest na lipiec, ale warunkiem jest zakończenie rozgrywek i ustalenie ostatecznej kolejności w tabeli.
To pobieżne zestawienie pokazuje, że zakulisowe działania w radzie nadzorczej mogły nie spodobać się głównie klubom z dolnych rejonów tabeli. I to jest prawda, ale o dziwo raban podnieśli działacze Piasta Gliwice, domagając się przestrzegania w tym trudnym czasie solidarności klubowej, czyli działania w interesie wszystkich.
Nikt nikomu nie robi łaski
Po stronie buntujących się przeciwko dyktatowi potentatów „klubom środka” nieoczekiwanie stanął PZPN, czyli de facto prezes Zbigniew Boniek. Sternik naszego futbolu skomentował sprawę krótko: „Negocjacje czy renegocjacje kontraktu na prawa telewizyjne w tej chwili są kompletnym nieporozumieniem. Kontrakt, który obowiązuje, stanowi jasno, że pieniądze z ostatniej transzy i tak muszą być wypłacone. Nikt nikomu łaski nie robi. Zajmowanie się teraz czymkolwiek innym niż restart ligi to zawracanie głowy”.
Widać jednak ktoś już teraz zamieszał w tym „kociołku”. I bynajmniej nie bez powodu. Nie wiadomo przecież kiedy kibice wrócą na stadiony, więc nadawcy telewizyjnie zyskali dodatkowy argument w negocjacjach i z pewnością nie będą chcieli podwyższyć obecnej oferty opiewającej na 250 mln złotych za sezon. Zatem przedłużenie umowy za ćwierć miliarda o dodatkowy sezon, a nawet dwa, może okazać się najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Piast poskromił Legię

Trener Piasta Waldemar Fornalik niedawno w jednej z publicznych wypowiedzi stwierdził, że koronowanie Legii na mistrza już w marcu jest stanowczo przedwczesne. Były selekcjoner reprezentacji Polski uzasadnił swoją opinię w 26 kolejce, ogrywając stołeczny zespół na jego stadionie 2:1.

Drużynie Piasta co prawda trochę pomógł sędzia Jarosław Przybył, wyrzucając z boiska już w 10. minucie napastnika Legii Jose Kante, ale chociaż była to mocno kontrowersyjna decyzja, wynik, jak to się mówi, poszedł w świat. I jakimś specjalnym zaskoczeniem chyba nie jest, bo legioniści w tym sezonie przegrali z gliwiczanami już po raz drugi. W rundzie jesiennej, dokładnie 6 października ub. roku, Piast pokonał ich na własnym boisku 2:0, po golach Piotra Parzyszka i Jorge Felixa. Potem jednak stołeczny zespół zwarł szeregi i w kolejnych spotkaniach z 42 możliwych do zdobycia punktów wywalczył 34, co dało mu zasłużony awans na pierwsze miejsce. Piast przerwał ten zwycięski marsz i niewykluczone, że ośmieli tym inne zespoły.
Tu pojawia się ciekawostka – w poprzednim sezonie, w którym mistrzostwo ligi zdobył Piast, to Legia w sezonie zasadniczym dwukrotnie okazała się lepsza od gliwiczan, wygrywając z nimi na wyjeździe 3:1 (12 sierpnia 2018), a u siebie 2:0 (15 grudnia 2018). Ale w fazie play off warszawianie przegrali niespodziewanie na Łazienkowskiej 0:1. Tak na marginesie w poprzednim sezonie w siedmiu dodatkowych kolejkach w grupie mistrzowskiej zespół Waldemara Fornalika nie przegrał ani razu, notując sześć zwycięstw i jeden remis, natomiast Legia na finiszu wygrała tylko dwa spotkania, dwa zremisowała, a aż trzy przegrała.
W tym sezonie taki scenariusz rzecz jasna nie musi się powtórzyć, ale może. Do zakończenia rundy zasadniczej zostały cztery kolejki, zatem 12 punktów do zdobycia oraz siedem kolejek w fazie play off, czyli kolejne 21 „oczek”, co w sumie daje 33 punkty. A Legia po 26. kolejce przewodzi z dorobkiem 51 punktów i przewagą ośmiu nad drugim Piastem, dziewięciu nad kolejnymi w tabeli ekipami Cracovii, Śląska i Lechii oraz dziesięciu nad szóstą w stawce Pogonią. W takim ujęciu realne szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo będą miały nawet dwa ostatnie zespoły w grupie mistrzowskie.
Podobnie rzecz się ma z rywalizacja w grupie spadkowej. Po 26 kolejkach wydaje się, że najmniejsze szanse na uniknięcie degradacji ma Łódzki Klub Sportowy, zwłaszcza po poniedziałkowej porażce 0:1 w Kielcach z Koroną. Łodzianie okupują ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 20 punktów i wprawdzie do 15. Arki mają tylko pięć, a do 14. Korony sześć „oczek” straty, lecz ponieważ z ligi spadną trzy ostatnie drużyny, to dla tego tercetu punktem odniesienia jest punktowy dystans do zespołu zajmującego pierwszą bezpieczną lokatę. W tej chwili wymarzone dla nich 13. miejsce zajmuje Wisła Kraków z przewagą pięciu punktów nad Koroną, sześciu na Arką i aż 11 nad ŁKS-em. Teoretycznie te straty są do odrobienia, ale ekipa „Białej Gwiazdy” musiałaby zacząć przegrywać mecze, podobnie jak wyprzedzające ją ekipy Górnika i Zagłębia. Aż takich cudów w polskiej piłce nie należy się jednak spodziewać.
Teoretycznie jednak wciąż jeszcze wszystko jest jeszcze możliwe, o ile rzecz jasna rozgrywki uda się doprowadzić do końca, co wobec dynamicznie rozwijającej się także w naszym kraju epidemii koronawirusa nie jest już takie oczywiste.

Wyniki 26 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 26. kolejki:
Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2
Gole: Domagoj Antolić (12) – Jorge Felix (35), Gerard Badia (52).
Żółte kartki: Gwilia, Wszołek – Kirkeskov, Sokołowski. Czerwona kartka: Jose Kante (10., Legia, za brutalny faul).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 18 000.
Górnik Zabrze – Cracovia 3:2
Gole: Jesus Jimenez (26), Erik Jirka (56), Stavros Vassilantonopoulos (71) – Rafael Lopes (5), Michał Helik (68).
Żółte kartki: Prochazka, Wiśniewski, Giakoumákis, Manneh, Koj – Thiago, Dimun, Pestka.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 8974.
Jagiellonia – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Martin Pospisil (56 karny).
Żółte kartki: Borysiuk, Mystkowski, Romanczuk – Tamas.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 7543.
Wisła Kraków – Lech Poznań 1:1
Gole: Vukan Savicević (6) – Christian Gytkjaer (39).
Żółte kartki: Klemenz, Basha – Ramirez.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 21 281.
Raków Częstochowa – Pogoń 0:0
Żółte kartki: Mikołajewski – Spiridonović, Listkowski.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 3007.
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 4:4
Gole: Sasza Balić (16), Filip Starzyński (40 karny, 59), Bartosz Białek (83) – Conrado (4), Łukasz Zwoliński (23 karny), Jaroslav Mihalik (41, 55).
Żółte kartki: Guldan, Żivec, Jończy, Tosik – Tobers, Makowski, Zwoliński.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 2311.
Arka Gdynia – Wisła Płock 1:2
Gole: Marko Vejinović (90) – Torgil Gjertsen (18), Alan Uryga (62).
Żółte kartki: Zbozień, Nalepa – Szwoch, Rasak, Gjertsen. Czerwona kartka: Deja (41., Arka, za brutalny faul).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4010.
Korona Kielce – ŁKS Łódź 1:0
Gol: Adnan Kovacević (53 karny).
Żółte kartki: Tzimopoulos – Moros Gracia.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 4678.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 26 51 54:26
  2. Piast 26 43 28:25
  3. Cracovia 26 42 35:25
  4. Śląsk 26 42 34:28
  5. Lech 26 42 45:25
  6. Pogoń 26 41 27:23
  7. Lechia 26 38 32:33
  8. Jagiellonia 26 37 35:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 26 36 32:37
  10. Wisła P. 26 36 32:41
  11. Zagłębie 26 34 41:40
  12. Górnik 26 33 34:36
  13. Wisła K. 26 31 33:38
  14. Korona 26 26 15:30
  15. Arka 26 25 22:37
  16. ŁKS Łódź 26 20 25:44

Wyniki 23 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 23. kolejki:
Legia Warszawa
– Jagiellonia Białystok 4:0

Gole: Marko Vesović (7), José Kanté (30, 57), Tomas Pekhart (90).
Żółte kartki: Puljić, Tiru (Jagiellonia).
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 21 340.
Piast Gliwice – Cracovia 1:0
Gol: Sebastian Milewski (59).
Żółte kartki: Pestka, Rapa, Siplak (Cracovia).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 4176.
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1
Gole: Dino Stiglec (3), Filip Raicević (6) – Israel Puerto (84 samobójcza).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8196.
ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: Dominguez, Grzesik, M.Dąbrowski – Triantafyllopoulos.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 5150.
Wisła Płock – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Torgil Gjertsen (75) – Damjan Bohar (70).
Żółte kartki: Merebaszwili – Czerwiński.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2127.
Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2
Gole: Mateusz Młyński (72), Marko Vejinović (88), Nemanja Mihajlović (90) – Miłosz Szczepański (4), Tomas Petrasek (39).
Żółte kartki: Nalepa, Kopczyński, Maghoma (Arka).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4367.
Wisła Kraków – Korona Kielce 2:0
Gole: Aleksander Buksa (5), Jakub Błaszczykowski (63).
Żółte kartki: Niepsuj, Savicević, Basha – Radin, Żubrowski, Spychała, Kiełb. Czerwona kartka: Spychała (85., Korona, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 17 354.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dusan Kuciak (81 samobójcza), Filip Marchwiński (89).
Żółte kartki: Rogne, Muhar, Marchwiński – Fila, Maloca, Zwoliński. Czerwona kartka: Fila (51., za drugą żółtą).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 12 693.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 23 45 49:23
  2. Cracovia 23 42 32:18
  3. Pogoń 23 40 25:18
  4. Śląsk 23 39 31:24
  5. Lech 23 37 39:22
  6. Piast 23 37 25:22
  7. Lechia 23 34 26:26
  8. Wisła P. 23 32 28:36
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 23 30 31:33
  10. Zagłębie 23 29 32:32
  11. Raków 23 29 28:37
  12. Górnik 23 27 27:29
  13. Wisła K. 23 26 28:35
  14. Arka 23 24 20:33
  15. Korona 23 23 12:26
  16. ŁKS Łódź 23 16 21:40

Legia coraz mocniejsza

W kończącym 18. kolejkę meczu Śląsk przegrał u siebie z Legią 0:3 i z pozycji lidera spadł aż na czwarte miejsce. Na jego miejsce wskoczyła Pogoń, ale ma nad wrocławskim zespołem tylko dwa punkty przewagi, tyle samo co nad trzecią Cracovią, a drugi w tabeli stołeczny zespół wyprzedza jedynie lepszym bilansem bezpośrednich spotkań.

Legia ma z Pogonią fatalny bilans, bo przegrała z „Portowcami” oba mecze w sezonie zasadniczym – w pierwszej rundzie u siebie 1:2, a w rewanżu na wyjeździe w 16. kolejce 1:3. Oprócz szczecińskiej drużyny komplet punktów z Łazienkowskiej w tym sezonie wywiozła jak do tej pory jeszcze tylko Lechia Gdańsk, zatem wyczyn graczy Pogoni zasługuje na szczególne uznanie. Zwłaszcza ich druga wygrana, bo u siebie pokonali legionistów znajdujących się już na fali wznoszącej po przełamaniu kryzysu z początku rozgrywek, do czego doszło w połowie października w spotkaniu 12. kolejki z Lechem Poznań (2:1). Trener Aleksandar Vuković przyznaje, że to zwycięstwo odniesione w trudnym dla zespołu i klubu momencie skonsolidowała jego piłkarzy. Potem była efektowna wygrana 7:0 z Wisłą Kraków i seria czterech kolejnych ligowych zwycięstw. Legioniści przebrnęli też przez dwie rundy Pucharu Polski, eliminując m. in. II-ligowy Widzew Łódź.

Z drugiej jednak strony niedzielne zwycięstwo Legii nad Śląskiem było dopiero trzecim triumfem „Wojskowych” w meczu z drużynami z pierwszej ósemki PKO Ekstraklasy. Wcześniej pokonali jedynie Lecha i Cracovię. We Wrocławiu warszawski zespół potwierdził jednak swoje aspiracje do mistrzowskiego tytułu. Świetnie zagrali Brazylijczyk Luquinhas, Paweł Wszołek i Jose Kante w ataku, solidnie spisała się też linia defensywna, a w kluczowym momencie bramkarz Radosław Majecki obronił karnego. Legia pokazała też, że ma szeroką i wyrównaną kadrę, dzięki czemu trener Aleksandar Vuković mógł bez straty dla jakości gry zastąpić kontuzjowanego Cafu i chorego Arvydasa Novikovasa, a nawet posadzić na ławkę szykowanego do zimowego transferu Jarosława Niezgodę. Właściciel stołecznego klubu Dariusz Mioduski z pewnością jest teraz zadowolony, że oparł się pokusie zwolnienia serbskiego szkoleniowca, gdy zespół w sierpniu i wrześniu zawodził.

Do końca roku Legia ma dwa mecze do rozegrania. W najbliższy weekend zmierzy się z Wisłą Płock, a ma z „Nafciarzami” rachunki do wyrównania za porażkę z pierwszej rundy, zaś w ostatnim spotkaniu przed zimową przerwą zagra w Lubinie z Zagłębiem. Z tych dwóch zespołów formalnie w grupie mistrzowskiej plasuje się tylko Wisła Płock, ale „Miedziowi”, chociaż zajmują 10. lokatę, to mają do płocczan tylko dwa punkty straty i patrząc na ich dorobek trudno ich zaliczyć do grupy spadkowej. Ta de facto zaczyna się bowiem od 12. lokaty, bo zajmujący ją Górnik Zabrze ma od Zagłębia pięć punktów mniej, zaś kolejne drużyny w dole tabeli notują już straty praktycznie nie do odrobienia.

Wyniki w dwóch ostatnich kolejkach pewnie jeszcze nie przesądzą, które z zespołów zajmujących obecnie miejsca w czołowej dziesiątce nie zmieszczą się w grupie mistrzowskiej. Pogoń ma duże szanse utrzymać pozycję lidera, bo najpierw zagra na wyjeździe z outsiderem Wisłą Kraków, a potem u siebie z dołująca ostatnio Koroną Kielce. Cracovia w najbliższy weekend zmierzy się w Kielcach z Koroną, a zakończy rok potyczką u siebie ze Śląskiem. Lechia natomiast najpierw zagra w Białymstoku z podrażnioną ostatnimi niepowodzeniami Jagiellonią, a potem czeka ją mecz z u siebie z Rakowem Częstochowa. Piast Gliwice z kolei zmierzy się u siebie z ŁKS Lodź i na wyjeździe z Wisłą Płock. Przewidzieć, której ekipie wiatr powieje w oczy, a której w żagle, mógłby chyba tylko Stwórca, gdyby interesował się futbolem.

 

Legia mistrzem jesieni

Legia Warszawa w 15. kolejce rozgromiła u siebie Górnika Zabrze 5:1 i zakończyła rundę jesienna na pierwszym miejscu. Stołeczny zespół odniósł cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, a w dwóch ostatnich meczach na swoim stadionie strzelił aż 12 goli, tracąc tylko jednego. W tabeli ma jednak tylko jeden punkt przewagi nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin.

W górnej części tabeli piłkarskiej ekstraklasy różnice między zespołami wciąż są niewielkie. Czwarta Cracovia traci do Legii tylko dwa punkty, tyle samo co piąty Śląsk Wrocław, a szósta Wisła Płock odstaje o zaledwie trzy „oczka”. Wyraźniejszą przewagę lidera widać dopiero od siódmej lokaty, bo zajmująca ją Jagiellonia ma już sześć punktów straty do Legii, a ostatni w grupie mistrzowskiej Lechia Gdańsk aż osiem.

Legia jest obecnie inną drużyną, niż była jeszcze kilka tygodni temu. Nie tylko regularnie wygrywa, to jeszcze robi to w widowiskowym stylu. W składzie zespołu coraz bardziej widać zmianę kadrowej strategii władz klubu, które zapowiedziały, że ich celem będzie teraz promowanie utalentowanych polskich piłkarzy i transferowanie ich do bogatszych klubów zagranicznych. Trener Aleksandar Vuković wystawia zatem do gry coraz więcej polskich graczy, stawiając śmiało także na utalentowanych młodzieżowców, jak bramkarz Radosław Majecki czy boczny obrońca Michał Karbownik.

Nie obniża to jakości gry stołecznej drużyny, wręcz przeciwnie – legioniści coraz lepiej się rozumieją, a pozyskani w tym sezonie gracze, Luquinhas i Paweł Wszołek, wnieśli do gry zespołu nową jakość. Legioniści w takiej formie i nastawieniu będą coraz trudniejsi do pokonania i w tej chwili są faworytami do zdobycia mistrzowskiej korony.
Solidnie w tej części sezonu prezentuje się też zespół wicelidera, Piasta Gliwice. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika w 15. kolejce pewnie ograli u siebie Jagiellonię Białystok 3:1. Ciekawostką w tym spotkaniu był to, że wszystkie gole strzelili hiszpańscy piłkarze. Za plecami gliwiczan usadowiła się ekipa Pogoni Szczecin, która od początku sezonu trzyma wysoki poziom i utrzymuje się w ligowej czołówce. Cracovia zaczęła rozgrywki znacznie gorzej od „Portowców”, ale teraz jest to zespół grający bardzo solidnie i jego aspiracje do walki o czołowe lokaty są uzasadnione. Zaskoczeniem jest za to obecność w czołówce Śląska Wrocław, za co władze tego klubu powinny ozłocić czeskiego trenera Vitezslava Lavickę, który bez spektakularnych transferów z graczy jakich dano mu pod komendę stworzył całkiem nieźle grający zespół. Podobne pochwały należą się szkoleniowcowi Wisły Płock Radosławowi Sobolewskiemu, który przejął zespół już po rozpoczęciu rozgrywek i z ligowego słabeusza przekształcił go w twardo walczącą o każdy punkt zgraną ekipę.

Na drugim biegunie ligowej tabeli po ostatniej kolejce rundy jesiennej wylądowała Wisła Kraków, co jest konsekwencją serii porażek w siedmiu kolejnych ligowych spotkaniach. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie zdobyła punktów od 22 września, przegrywając kolejno z Wisłą Płock 1:2, Cracovią 0:1, Lechem Poznań 0:4, Piastem 1:2, Legia 0:7, Rakowem Częstochowa 0:1 i Arką Gdynia 0:1. Bilans bramkowy 2:17 dobitnie pokazuje sportową degradację wiślaków, od których zaczęli się odwracać nawet ich najwierniejsi fani. Drużynę trenera Macieja Stolarczyka po spotkaniu z Arką żegnały gwizdy i wyzwiska. „Biała Gwiazda” to w tej chwili główny kandydat do spadku z ligi.

W niewiele lepszej sytuacji są też okupujące miejsca w dole tabeli ekipy ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Dwunasty w stawce Górnik ma nad trzynastą Arką trzy „oczka” przewagi, ale jedenasty Raków i dziesiąte Zagłębie już sześć. Jeśli w pozostałych do rozegrania do końca roku czterech kolejkach te różnice punktowe jeszcze się powiększą, a jest to wielce prawdopodobne, także grupa spadkowa trwale podzieli się na dwie części.

 

Na szczycie tabeli ścisk jak w metrze

Piłkarze Cracovii ostatni tydzień mieli udany. Pokonali u siebie Pogoń 2:0, potem w Pucharze Polski Bytovię Bytów 3:2, a w minioną sobotę wygrali z Lechią Gdańsk 1:0. „Pasy” są w czubie ligowej tabeli, z szansami na tytuł mistrza jesieni, ale w czołówce ścisk jest ogromny i wystarczą dwa-trzy potknięcia, żeby zlecieć do grupy spadkowej.

Zwycięstwem z Lechią Cracovia zwieńczyło udany tydzień. W ubiegły weekend krakowianie pokonali Pogoń i zepchnęli ją z pozycji lidera, we wtorek awansowali do 1/16 finału Pucharu Polski, a w sobotę po zwycięstwie nad Lechią sami wspięli się na ligowy tron, bo „Portowcy” nie zdołali pokonać u siebie Lecha Poznań i po remisie 1:1 usadowili się za plecami „Pasów”. Ten układ był jednak bardzo tymczasowy, bo już w niedzielę mogły go zburzyć zespoły Piasta i Legii, a w poniedziałek jeszcze Wisła Płock.

Różnica punktowa między pięcioma czołowymi zespołami ekstraklasy jest tak niewielka, że po każdej kolejce kolejność może ulegać zmianie. W najbliższy weekend odbędzie się 15. seria spotkań i w tej chwili trudno przewidzieć, który zespół zdobędzie symboliczny tytuł mistrza jesieni. Symboliczny, bo pozycja lidera ekstraklasy na tym etapie rozgrywek nie daje żadnych gwarancji na zdobycie mistrzostwa Polski. Prawdę mówiąc, nie daje nawet gwarancji zakończenia tego roku w górnej połówce tabeli, bo przecież nasza ekstraklasa zakończy zmagania dopiero 22 grudnia, po rozegraniu 20. kolejki spotkań. Dowodzi tego najlepiej przykład Lechii Gdańsk, dla której porażka z Cracovią była czwartym ligowym meczem bez wygranej (dwie porażki i dwa remisy).Aa przed tą nieudana serią gdańszczanie zajmowali trzecie miejsce i mieli dwa punkty straty do lidera, a teraz przy niekorzystnych dla nich wynikach innych spotkań mogą już po 14. kolejce nawet wypaść z grupy mistrzowskiej.

 

Piłkarskie kluby doją samorządy

Działacze mistrza Polski Piasta Gliwice wszczęli medialny zgiełk, że klub nie dostał jeszcze z budżetu miasta drugiej transzy przyznanej mu dotacji. Wrzask nie dziwi, bo nie chodzi tu o czapkę drobnych, tylko sześć milionów złotych. Ale prezydent miasta Zygmunt Frankiewicz miał poważny powód, żeby zablokować wypłatę.

Jak to przy takich awanturach bywa, przy okazji wyszło na jaw, że w drużynę kopaczy piłki władze Gliwic pompują rocznie z publicznych pieniędzy 12 milionów złotych. Ta kwota to połowa budżetu Piasta, a większość z niej trafia do kieszeni piłkarzy. Owszem, zespół w poprzednim sezonie wywalczył pierwsze w historii mistrzostwo Polski, ale już w europejskich pucharach swoją postawą rozczarował. Co zatem takiego sprawiło, że prezydent Gliwic zaczął mieć nagle węża w kieszeni? Sukcesy Piasta na krajowej arenie przysporzyły w tym roku klubowi dodatkowe profity – więcej zarobił za zdobycie mistrzostwa, z praw do transmisji, z transferów Joela Valencii i Patryka Dziczka (blisko cztery miliony euro), a także pozyskał w charakterze sponsora jedną z dużych firm bukmacherskich, dla której na logo przeznaczył centralne miejsce na koszulkach piłkarzy. Tak się składa, że wcześniej w tym miejscu umieszczane był herb Gliwic, którego w tej chwili na trykotach zawodników w ogóle nie ma.
Dlatego prezydent Frankiewicz w imieniu władz miasta, jakby nie patrzeć większościowego udziałowca gliwickiego klubu, wstrzymał wypłatę dotacji i jeszcze poprosił o przedstawienie szczegółowego wyjaśnienia, na co zostały wydane wcześniej przyznane dotacje z miejskiej kasy.

To jednak tylko burza w szklance wody. Działacze Piasta zapewne szybko naprawią błąd i umieszczą herb Gliwic na koszulkach, może nawet zdobędą się na przeprosiny. Stawiać się raczej nie będą, bo harda postawa wobec mecenasów nie jest w polskiej ekstraklasie postawą pożądaną, bo nawet tuczona rosnącymi z roku na rok, mimo słabnącego poziomu sportowego, wpływami z praw telewizyjnych i umów sponsorskich najwyższa klasa rozgrywkowa w polskim futbolu, bez żenady wyciąga łapki po pieniądze z samorządowych budżetów. W ostatnich pięciu latach do klubów ekstraklasy popłynęło z tego źródła ponad 320 mln złotych.

To nie jest świeży problem. Już w 2012 roku dotacjom dla profesjonalnych organizacji sportowych przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Według przepisów samorządy mogły dotować jedynie sport rekreacyjny, tymczasem wyszło na jaw, że cztery z sześciu skontrolowanych gmin (Poznań, Gdańsk, Wrocław, Bydgoszcz, Szczecin, Lublin i warszawska dzielnica Śródmieście) przekazały klubom sportowym 22,5 mln złotych. Skala zjawiska nie zmalała w kolejnych latach, mimo zmian we władzach samorządowych w wyniku wyborów, a nawet za rządów „dobrej zmiany”. Wręcz przeciwnie – szastający na lewo i prawo publicznymi pieniędzmi politycy PiS okazali się hojni także dla ludzi sportu. Cudze jak wiadomo zawsze wydaje się najłatwiej.

Pogląd, że samorządy powinny finansować budowę infrastruktury sportowej oraz proces szkolenie dzieci i młodzieży, jeszcze od biedy da się obronić, chociaż nie bardzo wiadomo dlaczego kluby sportowe nie partycypują w tego typu kosztach. Chociaż nie, to akurat nie jest od dawna żadną tajemnicą – polskie kluby lwią część swoich przychodów, także tych z publicznej kasy, przeznaczają na wynagrodzenia. Dla przykładu, w Miedzi Legnica, która w poprzednim sezonie spadła z ekstraklasy, pensje pochłaniały 96 procent wszystkich wydatków klubu. W Koronie Kielce, która ma niemieckich właścicieli, z miejskiej kasy płyną regularnie milionowe dotacje, a na płace idzie rocznie 86 procent dochodów. Warto w tym miejscu podkreślić, że w 2018 roku samorządy w różnych formach przekazały klubom ekstraklasy prawie 70 mln złotych bezzwrotnych dotacji, głównie pod pretekstem zapłaty za świadczone usługi promocyjne, a to oznacza, że tylko w ciągu minionej dekady ponad pół miliarda złotych z publicznych funduszy trafi do kieszeni przeciętnych na ogół piłkarskich kopaczy. Nie trzeba chyba dodawać, że są to pieniądze wydawane potem bez żadnej kontroli. A że jest to studnia bez dna, taniej raczej nie będzie. Wręcz odwrotnie. Chyba, że prezydent Frankiewicz znajdzie naśladowców.

 

Grają o Puchar Polski

Rozlosowano pary 1/32 Pucharu Polski. Obrońca tytułu Lechia Gdańsk zmierzy się w tej fazie z Gryfem Wejherowo. Najciekawsza rywalizacja zapowiada się w meczu Cracovii z Jagiellonią Białystok.

W rozgrywkach obowiązuje przepis o obowiązkowym wstawianiu do składu młodzieżowca – przynajmniej jednego piłkarza z rocznika 1998 roku lub młodszych. W Pucharze Polski w żadnej z rund nie ma meczów rewanżowych. W przypadku remisu, następuje dogrywka, a po niej rzuty karne. W dodatkowych 30 minutach trenerzy będą mogli przeprowadzić czwartą zmianę.
Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma premię finansową w wysokości 3 milionów złotych oraz zagra w eliminacjach Ligi Europy. Finał odbędzie się 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie. Przed rokiem Lechia Gdańsk zdobyła trofeum pokonując w finale Jagiellonię Białystok 1:0 po golu Artura Sobiecha.

Zestaw par 1/32 finału Pucharu Polski:
Unia Skierniewice – Piast Gliwice, Puszcza Niepołomice – Legia Warszawa, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Gryf Wejherowo – Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów – Stomil Olsztyn, Odra Opole – Arka Gdynia, Pogoń Siedlce – Podbeskidzie Bielsko-Biała, Chemik Police – Stal Stalowa Wola, GKS Jastrzębie – Bruk-Bet Nieciecza, Zagłębie II Lubin – Miedź Legnica, Rekord Bielsko-Biała – Concordia Elbląg, Legia II Warszawa – Wigry Suwałki, Elana Toruń – Radomiak, Chełmianka – Znicz Pruszków, Błękitni Stargard – Wisła Kraków, Chojniczanka – Raków Częstochowa, Stal Rzeszów – Pogoń Szczecin, KSZO Ostrowiec Św. – Sandecja Nowy Sącz, GKS Katowice – Warta Poznań, Gryf Słupsk – Górnik Łęczna, Widzew Łódź – Śląsk Wrocław, Hutnik Kraków – Resovia, Chemik Moderator Bydgoszcz – Wisła Płock, Stal Brzeg – Olimpia Elbląg, Stilon Gorzów – Olimpia Zambrów, Chrobry Głogów – Lech Poznań, Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź, GKS Bełchatów – GKS Tychy, Garbarnia Kraków – Bytovia, Polonia Środa Wlkp. – Górnik Zabrze, Korona Kielce – Zagłębie Lubin, Olimpia Grudziądz – Stal Mielec. Mecze rozstaną rozegrane w dniach 24-26 sierpnia.

 

Sprzedali gwiazdora za grosze

Występujący dotychczas w Piaście Gliwice Joel Valencia, najlepszy piłkarz ekstraklasy w poprzednim sezonie, został sprzedany do drugoligowego angielskiego Brentford za niespełna dwa miliony euro. 24-letni Ekwadorczyk przed dwa lat rozegrał w barwach Piasta 59 meczów i strzelił dziewięć goli.

W transferze ekwadorskiego piłkarza wszystko świadczy o słabości polskiego futbolu klubowego. Po pierwsze – cena. Brendford zapłacił za Joela Valencię 1,8 mln funtów, czyli niespełna dwa miliony euro. Nie jest to kwota powalająca. Dla porównania, 18-letni stoper Pogoni Szczecin został wykupiony przez włoski klub Cagliari Calcio za cztery miliony euro. Tylko w pięciu ostatnich oknach transferowych drożej od Valencii sprzedano aż 15 zawodników z naszej ekstraklasy.

Po drugie – termin. Ekwadorczyk jest, a w zasadzie był, kluczowym zawodnikiem w zespole trenera Waldemara Fornalika, dlatego wręcz zastanawia kto w gliwickim klubie wyraził zgodę, żeby ten piłkarz wyjechał do Wielkiej Brytanii w przededniu rewanżowego meczu II rundy kwalifikacji Ligi Europy z FC Ryga. Brendford to nie Manchester City czy FC Liverpool, tylko średniak w Championship (w poprzednim sezonie zakończył rozgrywki w angielskiej drugiej lidze na 11. miejscu), poza tym płacił grosze, można zatem było opóźnić transakcję o kilka dni. Piast na pewno jest klubem biedniejszym od Brendfordu, ale w tej chwili jak na swoje oczekiwania i potrzeby ma dosyć pieniędzy – za zdobycie mistrzostwa Polski zarobił 15 mln złotych, a za występy w rozgrywkach UEFA 2,5 mln złotych a zatem nie musiał sprzedawać swojego wiodącego gracza za 8,5 mln złotych. Zwłaszcza że Joel Valencia miał ważny kontrakt do końca czerwca 2021 roku.

Łatwość z jaką przeciętny drugoligowy angielski klub wziął sobie najlepszego zawodnika z zespołu mistrza Polski zdumiewa, ale jeszcze bardziej fakt, że mimo wyzbywania się widowiskowo grających zawodników, frekwencja w tym sezonie jest wręcz imponująca. W drugiej kolejce osiem spotkań PKO Ekstraklasy obejrzało w sumie ponad 95 tys. widzów, co daje średnią 11 955 na mecz. Była to najwyższa frekwencja od kończącej sezon 2017/2018 37. kolejki.

Najwięcej kibiców zgromadził mecz Górnika Zabrze z Zagłębiem Lubin, który obejrzało 17 067 widzów. Wysoką frekwencję zanotowano też na spotkaniach Lecha Poznań z Wisłą Płock (16 616 widzów), Lechii Gdańsk z Wisłą Kraków (13 270), Śląska Wrocław z Piastem Gliwice (12 795), Jagiellonii Białystok z Rakowem Częstochowa (12 583) i Korony Kielce z Legią Warszawa (11 692). Tylko na spotkaniach Cracovii z ŁKS Łódź liczba widzów nie przekroczyła bariery 10 tysięcy (8043) oraz Pogoni Szczecin z Arką Gdynia (3897), ale stadion „Portowców” jest w przebudowie i widownia jest tam limitowana.

Zestaw par 3. kolejki PKO Ekstraklasy
Piątek: Arka Gdynia – Korona Kielce, godz. 18:00; Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30. Sobota: Raków Częstochowa – Cracovia, godz. 17:30; ŁKS Łódź – Lech Poznań, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, godz. 17:30; Piast Gliwice – Pogoń Szczecin, godz. 17:30. Poniedziałek: Wisła Kraków – Górnik Zabrze, godz. 18:00.