PKO Ekstraklasa: Święta wojna o przetrwanie

Takiej sytuacji nie było w Krakowie od 37 lat. Po raz ostatni Cracovia i Wisła podzieliły się punktami w obu derbowych potyczkach w sezonie 1983/1984. W obecnych rozgrywkach w rundzie jesiennej na stadionie „Pasów” przy Kałuży 1 był remis 1:1, a w rewanżu w sobotę na obiekcie „Białej Gwiazdy” także padł remis, tyle że bezbramkowy.

Stawka 201. „Świętej wojny” był dla obu zasłużonych dla polskiego futbolu krakowskich klubów trochę upokarzająca, bo Wisła i Cracovia w sobotni wieczór biły się o utrzymanie w ekstraklasie. Oba zespoły w tabeli są sąsiadami. „Biała Gwiazda” zajmuje po 27. kolejce 13. lokatę z dorobkiem 29 punktów, natomiast „Pasy” są o jedno miejsce niżej i mają na koncie jeden punkt mniej. Ostatnia w stawce Stal Mielec ma w dorobku 21 punktów i zaległe spotkanie z Rakowem Częstochowa, zaś przedostatnie Podbeskidzie Bielsko-Biała, które w 27. kolejce zdobyło komplet punktów pokonując Lecha Poznań, po stronie zysków ma 24. ligowe „oczka”. Nietrudno się zorientować, że ten z krakowskich zespołów, który w sobotę wygrałby 201. derby, de facto zapewniłby sobie utrzymanie. Przyznał to przed meczem trener Cracovii Michał Probierz. Na razie więc żadna z krakowskich drużyn alertu odwołać nie może, także Cracovia, która ostatnio zaczęła wychodzić z głębokiego kryzysu, czego efektem jest siedem zdobytych punktów w czterech ostatnich spotkaniach. Co istotne, drużyna Probierza przestała tracić bramki – z Legią zremisowała 0:1, z Wisłą Płock wygrała 1:0, a teraz z lokalną rywalką zremisowała 0:0. W trzech ostatnich kolejkach „Pasy” zmierzą się u siebie z Górnikiem, potem na wyjeździe z Lechią, a na koniec u siebie z Wartą.
„Biała Gwiazda” natomiast w meczu z Cracovią zdobyła pierwszy ligowy punkt od 21 marca, po serii czterech porażek z rzędu. Niemiecki trener wiślaków Peter Hyballa już od jakiegoś czasu przestał panować nad zespołem i wygląda na to, że jest już trafioną kaczką. Zła seria i słaba gra zespołu zachwiały pozycją Niemca. Hyballa przyjmuje krytykę. „Wymagam dużo od zespołu, ale też samokrytycznie biorę odpowiedzialność za te wyniki. Jak drużyna wygra mecz, to wszyscy się cieszą i każdy jest ojcem sukcesu, ale jak przegra, to tylko trener jest winny. Moi piłkarze to wiedzą i szefowie Wisły także. A co będzie dalej, zobaczymy” – ocenił swoja sytuację niemiecki szkoleniowiec.
Wisła nie strzeliła gola z gry w żadnym z czterech ostatnich meczów i derby pokazały, że nie był to przypadek. Pierwszy (i jedyny przed przerwą) celny strzał gospodarze oddali dopiero w 22. minucie, gdy po centrze Macieja Sadloka głową strzelił na bramkę „Pasów” Felicio Brown Forbes. Na więcej przeciwnicy do przerwy już wiślakom nie pozwolili. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Wiślacy walili głową w mur, a rywale czekali na prezent od losu. I w 67. minucie sędzia Bartosz Frankowski odgwizdał na ich korzyść „jedenastkę” za zagranie piłki ręką przez Macieja Sadloka. Nic to nie dało, bo wykonujący rzut karny Rumun Sergiu Hanca nie wykorzystał rzutu karnego.
W trzech ostatnich kolejkach Wisła zagra na wyjeździe z Legią, u siebie z Lechem i ponownie na wyjeździe z Piastem. O punkty będzie w tych spotkania więcej niż trudno. Inna sprawa, że Stal Mielec czekają mecze z Lechem w Poznaniu, z Legią u siebie i Śląskiem na wyjeździe, a Podbeskidzie walczyć będzie z Piastem na wyjeździe, Wisłą Płock u siebie i Legią na wyjeździe. A nie ulega wątpliwości, że właśnie jeden z pięciu ostatnich zespołów po 27. kolejce, czyli idąc od dołu Stal, Podbeskidzie, Cracovia, Wisła Kraków i Wisła Płock, po tym sezonie powędruje do niższej ligi. „Nafciarze” są w tej stawce najwyżej, ale mają tyle samo punktów co „Biała Gwiazda”, a przed sobą starcia z Lechią u siebie, Podbeskidziem na wyjeździe i Zagłębiem u siebie.
Piłkarze to ludek przesądny, więc pewnie po obu stronach krakowskich Błoń po nierozstrzygniętych potyczkach derbowych trwają teraz egzorcyzmy. A to dlatego, że gdy 36 lat temu „Święta wojna” pozostała bez rozstrzygnięcia przez cały sezon, to jeden krakowskich zespołów spadł potem z ligi. Wtedy ten smutny los spotkał Cracovię, która wypadła z ekstraklasy na długie 20 sezonów. Teraz jednak ten może to się przytrafić ekipie „Białej Gwiazdy”, która dzisiaj pod każdym praktycznie względem wyraźnie odstaje od Cracovii i takiego wstrząsu zapewne by nie przetrwała.

W finale Pucharu Polski Raków zagra z Arką

W półfinałowych meczach piłkarskiego Pucharu Polski pierwszoligowa Arka Gdynia podejmowała Piasta Gliwice, a broniąca trofeum Cracovia zmierzyła się u siebie z Rakowem Częstochowa. Świetnie spisujący się w ekstraklasie gliwiczanie sensacyjnie przegrali w Gdyni po rzutach karnych (0:0, pd. 0:0, k. 3-4), natomiast ekipa „Pasów” nie sprostała częstochowianom i przegrała z nimi 1:2. 2 maja w Lublinie o Puchar Polski zagrają więc Raków i Arka.

Dla ekipy Rakowa w jego stuletniej historii będzie to dopiero drugi występ w finale Pucharu Polski. Wcześniej częstochowianie zaszli tak daleko w „turnieju tysiąca drużyn” w sezonie 1966/1967, a ponadto jeszcze dwukrotnie udało im się dotrzeć do fazy półfinałowej – w sezonie 1971/1972 i 2018/2019. Ale w klubowej gablocie na trofea miejsce na pamiątkową replikę Pucharu Polski wciąż czeka na zapełnienie. Być może drużynie Rakowa uda się osiągnąć ten cel 2 maja na stadionie w Lublinie. Podopieczni trenera Marka Papszuna na pewno będą faworytami w finałowym spotkaniu z Arką, lecz lekceważyć gdyńskiego zespołu nie powinni, bo jeśli idzie o dorobek w pucharowych rozgrywkach to bije on częstochowian na głowę. Dla przypomnienia – Arka już dwukrotnie zdobywała Puchar Polski, po raz ostatni całkiem niedawno, bo w sezonie 2016/2017, a wcześniej w 1979 roku, zaś w rozgrywkach 2017/2018 dotarła do finału. Ma też na koncie dwa Superpuchary Polski (2017 i 2018).
Ekipy Arki i Cracovii zastosowały w półfinałowych starciach z silniejszymi przeciwnikami podobną strategię, czyli grały na remis i rozstrzygnięcie w konkursie rzutów karnych. Gdynianom ten pomysł przyniósł sukces, na jaki nie mieli prawa liczyć w starciu z niepokonanym w 11 meczach z rzędu Piastem, który w drodze do półfinału Pucharu Polski wyeliminował Legię i Pogoń. Natomiast Arka jako zespół pierwszoligowy w drodze do półfinału dziwnym zrządzeniem losu nie musiała mierzyć się z żadnym z zespołów ekstraklasy. Jej przeciwnikami byli drugoligowy Górnik Polkowice (5:0) oraz pierwszoligowe Korona Kielce (2:0), Górnik Łęczna (2:1) i Puszcza Niepołomice (5:2).
Trener Papszun nie zamierzał w meczu z Cracovią dopuścić do karnych. Prowadzenie dla Rakowa wywalczył reprezentant Polski Kamil Piątkowski, po którego znakomitej akcji i podaniu pięknego gola „szczupakiem” strzelił Jakub Arak. Ten wynik utrzymał się aż do 87. minuty, gdy wyrównującą bramkę zdobył Matej Rodin. Do dogrywki i ewentualnych „jedenastek” jednak nie doszło, bo w 89. minucie bramkarza „Pasów” pokonał gracz, który w 64. minucie zmienił Araka –Vladislavs Gutkovskis.
Zanim sędzia odgwizdał koniec spotkania łotewski napastnik zdążył jeszcze zmarnować sytuację sam na sam z bramkarzem, a zmiennik Wdowiaka Ivi Lopez trafił w słupek. Cracovia tylu okazji do strzelenia gola nie miała i odpadła z Pucharu Polski jak najbardziej słusznie, bo Raków to obecnie zdecydowanie lepszy od niej zespół.

Cracovia opada na dno

Cracovia ma prawie wszystko, co jest niezbędne w profesjonalnym futbolu – nowoczesny stadion, znakomitą bazę treningową i solidne zaplecze finansowe. Nie ma jednak dobrego zespołu i chyba nie ma już trenera, bo Michał Probierz w tej chwili nie wygląda na zdolnego do przełamania kryzysu formy w jaki popadła ekipa „Pasów”.

W tym sezonie z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w tabeli, a na osiem kolejek przed końcem rozgrywek to nieszczęście może spotkać Cracovię. Gdyby ktoś jeszcze pół roku temu wieszczył taki scenariusz, zostałby bezlitośnie wyśmiany, bo przecież w poprzedni sezon „Pasy” zakończyły na siódmym miejscu i z Pucharem Polski, pierwszym trofeum zdobytym przez piłkarzy tego klubu od ponad siedemdziesięciu lat. W obecnych rozgrywkach miało być lepiej i nawet w prognozach Cracovię wymieniano wśród pretendentów do mistrzowskiego tytułu.
Występ w Lidze Europy ekipa trenera Michała Probierza zakończyła jednak już w pierwszej rundzie po wyjazdowej porażce z Malmoe, a zmagania w ekstraklasie zaczęła z balastem minus 5 pkt. kary za dawne przewinienia korupcyjne. Ubiegły rok „Pasy” zakończyły dotkliwą porażką 0:3 z Lechią na własnym stadionie. Uznano to za „wypadek przy pracy”, tymczasem okazało się, że ta klęska to był początek fatalnej pasy.
Po wznowieniu rozgrywek Cracovia nie wygrała jeszcze meczu, notując w ośmiu ligowych kolejkach cztery remisy i cztery porażki. W sumie zatem licząc od grudniowej przegranej z Lechią krakowski zespół ma na koncie serię dziewięciu meczów bez zwycięstwa i tylko cztery wywalczone w tym czasie punkty. Taka fatalna zdarza się Probierzowi już po raz trzeci, a warto przypomnieć, że trenerem zespołu Cracovii jest od 21 czerwca 2017 roku. Właściciel i prezes klubu Janusz Filipiak wykazuje się więc wobec tego szkoleniowca wyjątkową jak na realia polskiej ekstraklasy cierpliwością. Mało tego, nie pozwolił mu odejść nawet wtedy, gdy Probierz po przegranym 30 stycznia tego roku meczu z Wartą Poznań sam złożył dymisję.
Na przełamanie impasu w spotkaniu z Piastem prezes Filipiak pewnie nie liczył, bo gliwicki zespół jest na fali wznoszącej. Do meczu z Cracovią podopieczni trenera Waldemara Fornalika w tym roku zdobyli 14 punktów i pod tym względem ustępowali w ligowej stawce jedynie Legii Warszawa. Dla porównania – „Pasy” z czterema punktami wywalczonymi w tym roku jest w ekstraklasie outsiderem. „Nie ma co ukrywać, że to jest trudna sytuacja dla nas. Powiedziałem zawodnikom, że właśnie w takich momentach poznaje się zespół i charaktery. Teraz czeka nas przerwa na reprezentację. Wiemy, co u nas szwankuje i czemu musimy poświęcić uwagę. Przed nami bardzo istotne spotkania i będziemy walczyć o utrzymanie Cracovii w ekstraklasie” – przyznał Probierz po przegranym 0:2 spotkaniu z Piastem.
Może być z tym kłopot, bo jego zespół gra naprawdę bardzo słabo, a od 3 kwietnia czeka go seria meczów z mocnymi rywalami – najpierw z Lechem u siebie, a potem na wyjeździe z Jagiellonią i Legią, u siebie z Wisłą Płock i na wyjeździe z derbowej „świętej wojnie” z krakowska Wisłą. O zwycięstwa w tych potyczkach będzie „Pasom” bardzo trudno, a przecież trzy ostatnie spotkania, z Górnikiem u siebie, Lechią na wyjeździe i Wartą u siebie, też raczej lekkie nie będą. Tak więc może się okazać, że Cracovia zostanie zdegradowana z ekstraklasy w sezonie, w którym do niższej ligi spada tylko jeden zespół. Ale jeśli do tego dojdzie, prezes Filipiak będzie mógł kierować o to pretensje także do siebie. W tej chwili tylko się zastanawia, czy dobrze zrobił nie przyjmując dymisji Probierza, ale jeśli on nie przełamie impasu, będzie tego gorzko żałował.

Wyniki 22. kolejki:
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (69).
Raków Częstochowa – Górnik Zabrze 0:0;
Piast Gliwice – Cracovia 2:0
Gole: Jakub Świerczok (7), Dominik Steczyk (62).
Śląsk Wrocław – Wisła Płock 0:0
Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 2:3
Gole: Michał Skóraś (12), Mikael Ishak (40) – Fedor Cernych (2), Bojan Nastić (72), Bartłomiej Wdowik (87).
Warta Poznań – Podbeskidzie 2:0
Gole: Makana Baku (70), Jakub Kuzdra (90).
Wisła Kraków – Stal Mielec 3:1
Gole: Felicio Brown Forbes (75), Michal Frydrych (88 karny), Stefan Savić (90) – Grzegorz Tomasiewicz (60).
Zagłębie Lubin – Legia Warszawa 0:4
Gole: Tomas Pekhart (6 karny, 13, 19, 63).

Trwa wojna na dole w PKO Ekstraklasie

W tym sezonie z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w tabeli. Przed kończącym 21. kolejkę meczem w Mielcu zajmowała je miejscowa Stal, ale przedostatnie Podbeskidzie miało tylko dwa punkty więcej. W bezpośrednim starciu tych zespołów lepsi okazali się mielczanie.

Zwycięstwo mielczan 2:1 pozwoliło im wyprzedzić „Górali” o jedno „oczko”, lecz oba zespoły wciąż jadą na jednym wózku mając do spółki jeszcze Cracovię, która w tabeli jest 14. z dorobkiem 20 punktów i stratą czterech do 13. w stawce Wisły Płock.
Z trójki beniaminków ekstraklasy jak na razie najlepiej radzi sobie Warta Poznań, która po 21 kolejkach ma na koncie 26 punktów i zajmuje 10. miejsce, natomiast Stal i Podbeskidzie utknęły na dobre w ogonie ligowej tabeli i coraz bardziej wygląda na to, że jeden z nich wróci po tym sezonie do I ligi.
W przerwie zimowej oba kluby mocno zainwestowały w nowych piłkarzy, w obu też w trakcie rozgrywek dokonano zmiany trenerów. W Stali w połowie listopada za Dariusza Skrzypczaka zespół przejął Leszek Ojrzyński, zaś w Podbeskidziu w grudniu Krzysztofa Brede zastąpił Robert Kasperczyk.
Po wznowieniu rozgrywek na początku dużo lepiej radzili sobie bielszczanie, którzy rundę wiosenną zaczęli w roli outsidera, ale na swoim stadionie najpierw sensacyjnie pokonali u siebie lidera Legię Warszawa 1:0, a następnie Górnika Zabrze 2:1. Potem „Górale” zaliczyli dwa remisy po 1:1, z Cracovią na wyjeździe i Jagiellonią Białystok u siebie, aż w końcu w 19. kolejce doznali pierwszej w tym roku porażki ulegając na wyjeździe ekipie Rakowa Częstochowa 0:1. Dobrze grająca ostatnio Lechia Gdańsk w następnej serii spotkań zdołała jednak wywieźć z Bielska-Białej tylko remis, więc jeszcze alarmu w Podbeskidziu nie wszczynano.
Władze klubu czekały na mecz ze Stalą, bo w przypadku zwycięstwa „Górale” nie tylko odskoczyliby zamykającym stawkę mielczanom na pięć punktów, ale jeszcze przy okazji przeskoczyli w tabeli Cracovię.
Drużyna Stali w rundzie jesiennej przegrała w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 0:1, nie dlatego jednak mało kto dawał jej szanse na zwycięstwo. Podopieczni trenera Ojrzyńskiego poprzedni rok zakończyli sensacyjną wygraną na Łazienkowskiej z Legią 3:2, lecz w tym roku grają słabiutko.
Do meczu z „Góralami” w sześciu kolejkach mielczanie nie odnieśli ani jednego zwycięstwa – zremisowali ze Śląskiem (0:0), Wisłą Płock (2:2) i Cracovią (0:0), przegrali zaś z Górnikiem (1:2), Lechią (0:1) i Piastem (1:2).
Zajmowana przez nich ostatnia lokata w tabeli nie była więc przypadkiem i do poniedziałkowego meczu z Podbeskidziem przystępowali z nożem na gardle. Ewentualna porażka oznaczała powiększenie straty do dwóch najbliższych zespołów w tabeli – Podbeskidzia i Cracovii, a coraz więcej wskazuje na to, że to z nimi prawdopodobnie przyjdzie mielczanom toczyć do końca walkę o utrzymanie.
W następnej kolejce, ostatniej przed przerwą na reprezentację, cały ten tercet outsiderów będzie grał na wyjazdach – Podbeskidzie z Wartą Poznań, Stal z Wisłą Kraków, a Cracovia z Piastem. O punkty łatwo nie będzie, bo rywale zajmują lokaty w dolnej części ligowej tabeli i są żywotnie zainteresowani w powiększeniu punktowego dystansu nad strefą spadkową.
W tej chwili ostatnie Podbeskidzie traci do 13. Wisły Płock sześć punktów, do 12. Jagiellonii i 11. Wisły Kraków siedem, do 10. Warty osiem, a do dziewiątego Piasta 10 punktów. Do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze dziewięć kolejek, czyli każdy z zespołów ma do zdobycia 27 punktów. Teoretycznie zatem wszystko jest jeszcze możliwe, bo przecież na początku sezonu „czerwoną latarnią” był Piast Gliwice, blisko strefy spadkowej pałętał się Lech Poznań, a teraz robią to Cracovia, Wisła Kraków, a zwłaszcza Jagiellonia, która zaczynał ten rok jako zespół z czołówki ligowej tabeli.
Za słabe wyniki pewnie zapłaci posadą trener Bogdan Zając, bo jego dymisji domagają sie już coraz bardziej nachalnie kibice białostockiej drużyny.

48 godzin sport

Cracovia może obronić trofeum
W rozegranych we wtorek i środę meczach ćwierćfinałowych piłkarskiego Pucharu Polski broniąca trofeum Cracovia (na zdjęciu) wygrała na wyjeździe z drugoligową Chojniczanką Chojnice 3:0 po golach Pelle van Amersfoorta (14, 57) i Daniela Pika (55). Wyniki pozostałych spotkań: Puszcza Niepołomice – Arka Gdynia 2:5 (gole: Marcin Stefanik 45 karny, Erik Cikos 90 – Mateusz Żebrowski 37, Maciej Rosołek 53, Marcus Vinicius 71 karny i 88, Luis Valcarce 90); Lech Poznań – Raków Częstochowa 0:2 (gole: Andrzej Niewulis 69, Vladislavs Gutkovskis 77); Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2 (gole: Rafael Lopes 66 – Jakub Świerczok 8, Tiago Alves 78). W półfinale zmierzą się: Arka z Piastem i Cracovia z Rakowem.

Rafał Gikiewicz w jedenastce miesiąca w Bundeslidze
Robert Lewandowski nie znalazł się w „jedenastce miesiąca” w Bundeslidze. Za występy w lutowych kolejkach niemieckie media dwa miejsca w ataku przyznały Erlingowi Haalandowi i Christopherowi Nkunku z RB Lipsk. Bayern co prawda miał w poprzednim miesiącu chwilę kryzysu, ale Lewandowski nie zawodził i regularnie w każdym meczu powiększał swoje bramkowe kontro. Co ciekawe, z bawarskiego zespołu w „jedenastce lutego” znalazł się pomocnik Leon Goretzka, chociaż który w lutym miał sporą przerwę z powodu pozytywnego wyniku testu na Covid-19. „Jedenastkę miesiąca” w lutym zdominowali gracze VfL Wolfsburg, których w zestawieniu pojawiło się aż czterech. Po dwóch swoich reprezentantów miała Borussia Dortmund i RB Lipsk. Ale wśród najlepszych znalazł się inny z Polaków grających w Bundeslidze – bramkarz Augsburga Rafał Gikiewicz, który w lutym przepuścił tylko pięć goli i zbierał wysokie oceny po każdym występie.

Kubot w tenisowej kadrze Polski na mecz z Salwadorem
Łukasz Kubot, były lider deblowego rankingu ATP Tour, wystąpi w Kalisz Arenie, w spotkaniu Pucharu Davisa Polska – Salwador w Grupie Światowej II. Rywalizacja toczyć się będzie w dniach 5-6 marca w Kaliszu. Kapitan Mariusz Fyrstenberg skorzystał z możliwości dokonania korekty w składzie – Kubot zastąpił Szymona Walkowa, a oprócz niego w biało-czerwonych barwach wystąpią w Kaliszu Kamil Majchrzak, Kacper Żuk, Wojciech Marek i Jan Zieliński.

W ten weekend gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 20. kolejki PKO Ekstraklasy. Piątek: Wisła Kraków – Górnik Zabrze, godz. 20:30. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – Stal Mielec, godz. 12:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Legia Warszawa, godz. 17:30. Poniedziałek: Warta Poznań – Wisła Płock, godz. 18:00.

Swoboda z koronawirusem nie wystartuje w Toruniu
Ewa Swoboda (na zdjęciu) nie obroni tytułu halowej mistrzyni Europy sprzed dwóch lat w biegu na 60 metrów. Sprinterka uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa. W środę wieczorem pozytywny wynik dał też drugi test. „Szans na występ w imprezie już nie ma” – przekazała jej trenerka Iwona Krupa. Występ Swobody w trwających od czwartku w Toruniu Halowych Mistrzostwach Europy 2021 był wyznaczony na niedzielę 7 marca. Polka była faworytką do złota na dystansie 60 m, bo po rezygnacji z występu w Toruniu liderki europejskich tabel wynikowych, Brytyjki Diny Asher-Smith, w stawce zgłoszonych w tej konkurencji rywalek w tym roku Polka miała najlepszy rezultat. W toruńskich mistrzostwach nie wystartuje też z powodu kontuzji Konrad Bukowiecki. Kulomiot złamał palec u nogi z przemieszczeniem, czeka go operacja i dłuższa przerwa na rehabilitację.

Wyniki 19. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2

Gole: Jesus Jimenez (45 karny) – Bartosz Kapustka (4), Kacper Kostorz (82). Żółte kartki: Prochazka, Gryszkiewicz, Janża, Nowak – Martins, Jędrzejczyk, Luquinhas. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0
Gol: Andrzej Niewulis (53).
Żółte kartki: Niewulis – Danielak. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Gole: Mateusz Kuzimski (46) – Aron Johannsson (80), Pedro Tiba (90+4). Żółte kartki: Puchacz, Krawec (Lech). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Łukasz Zwoliński (45). Żółte kartki: Domański – Tobers, Fila. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Gol: Tiago Alves (90+4).
Żółte kartki: Augustyn, Romanczuk, Twardek – Holubek, Rymaniak. Czerwona kartka: Augustyn (59., za drugą żółtą). Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3
Gole: Damian Rasak (67) – Rafał Boguski (82, 90), Uros Radaković (85).
Żółte kartki: Lagator – Szota, Frydrych. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Zagłębie Lubin 2:4
Gole: Lorenco Simić (30 samobójcza)), Filip Piszczek (72) – Patryk Szysz (10), Filip Starzyński (44, 55 karny), Lorenco Simić (86). Żółte kartki: Pik, Piszczek, Luis Rocha – Jończy, Stoch, Balić, Drażić. Czerwone kartki: Pik (53., za drugą żółtą), Rocha (88., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Erik Exposito (44, 45) – Jakub Bartkowski (11). Żółte kartki: Praszelik – Bartkowski. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 19 39 33:20
  2. Pogoń 19 35 24:12
  3. Raków 19 34 30:20
  4. Lechia 19 29 25:22
  5. Śląsk 19 28 24:20
  6. Górnik 19 27 23:22
  7. Zagłębie 19 26 23:22
  8. Lech 19 25 27:25
  9. Jagiellonia 19 25 26:29
  10. Wisła K. 19 24 30:26
  11. Piast 19 24 24:22
  12. Warta 19 23 18:22
  13. Wisła P. 18 22 23:28
  14. Cracovia 19 18 21:24
  15. Podbeskidzie 19 17 18:42
  16. Stal 18 15 18:31

Jubileusz sędziego Marciniaka

W minioną niedzielę Szymon Marciniak sędziował ligowe spotkanie Cracovii z Zagłębiem Lubin (2:4). Dla arbitra z Płocka, uważanego za najlepszego w Polsce, był to 300. mecz jaki prowadził w naszej piłkarskiej ekstraklasie. Wyrzucając z boiska dwóch graczy gospodarzy i dając karnego gościom pokazał w nim, dlaczego jest u nas numerem 1.

W styczniu tego roku UEFA opublikowała podzieloną na cztery kategorie listę 285 sędziów głównych, których będzie wyznaczać do prowadzenia spotkań w europejskich pucharach oraz w meczach międzypaństwowych. W najwyższej kategorii (Elite) liczącej tylko 27 arbitrów polski futbol ma tylko jednego reprezentanta i jest nim właśnie 40-letni obecnie Szymon Marciniak. To daje mu także niekwestionowana pozycję numer 1 także na krajowych boiskach, co oznacza także, że podobnie jak w UEFA powinien być wyznaczany w pierwszej kolejności do prowadzenia najważniejszych meczów. Tak na marginesie – w 19. kolejce do takich spotkań na pewno nie zaliczała się potyczka Cracovii z Zagłębiem Lubin, bo z pewnością większą rankę miały spotkania z udziałem zespołów walczących o mistrzostwo Polski: Legii z Górnikiem Zabrze, Pogoni Szczecin ze Śląskiem Wrocław czy Rakowa Częstochowa z Podbeskidziem Bielsko-Biała, a nawet derbowy mecz dwóch poznańskich zespołów – Lecha i Warty. Ktoś jednak w PZPN uznał, że najwyżej stojący w sędziowskiej hierarchii polski arbiter powinien akurat kopnąć się do Krakowa i poprowadzić mecz drużyn nie liczących się już w rywalizacji o czołowe miejsca w rozgrywkach.
Kończąc zaś wątek hierarchii polskich arbitrów w strukturach UEFA, to w kategorii 1, do której zakwalifikowano 55 sędziów, znalazło się czterech Polaków – awansował do niej Bartosz Frankowski z Torunia, a miejsca utrzymali Paweł Gil z Lublina, Paweł Raczkowski z Warszawy i Daniel Stefański z Bydgoszczy. W kategorii 2 (91 sędziów) utrzymał się Krzysztof Jakubik z Siedlec, zaś w kategorii 3 (105 sędziów) Tomasz Musiał z Krakowa.
Wracając do Marciniaka warto wspomnieć, że w roli sędziego międzynarodowego zadebiutował w 2011 roku jako rozjemca meczu Mistrzostw Europy U17 Francja – Białoruś, a do sędziowskiej elity (UEFA Elite) należy on od 20 lipca 2015 roku. Był w sędziowskiej obsadzie turnieju Euro 2016 we Francji i mistrzostw świata 2018 roku w Rosji. 15 sierpnia 2018 roku poprowadził mecz Superpucharu Europy, w którym Atletico Madryt pokonało Real Madryt 4:2. Niespełna rok później pełnił rolę sędziego VAR w finałowym meczu Ligi Europy Chelsea Londyn – Arsenal Londyn (4:1), a w sierpniu ubiegłego roku był sędzią półfinału Ligi Europy Inter Mediolan – Szachtar Donieck (5:0). W Lidze Mistrzów sędziował 27 spotkań, w których 111 razy sięgał po żółte kartki, czterokrotnie po czerwone i podyktował trzy „jedenastki”. W naszej ekstraklasie w 300 prowadzonych meczach Marciniak 1212 razy karał piłkarzy żółtymi kartkami (średnio robił to cztery razy w meczu), a 79 razy czerwonymi, z których 39 było regulaminową karą za drugą żółtą kartkę w tym samym spotkaniu. Podyktował też 131 rzutów karnych.
Te liczby pokazują, że płocki arbiter z piłkarzami się nie patyczkuje oraz że nie pęka przed najpoważniejszymi wyzwaniami. Niespecjalnie przejmuje się też krytyką, chociaż zdarzało mu się już kilka razy wykrztusić słowo „przepraszam” pod adresem klubów, którym zaszkodził swoimi decyzjami. W sędziowskiej ekipie Marciniaka wspierają dwaj asystenci – Tomasz Listkiewicz i Paweł Sokolnicki, jako sędzia techniczny Paweł Raczkowski, a jako sędziowie VAR najczęściej Paweł Gil i Tomasz Kwiatkowski.
Cracovia w tym roku jest najsłabszym zespołem w ekstraklasie – w pięciu kolejkach zdobyła tylko dwa punkty notując dwa remisy (z Podbeskidziem 1:1 i Stalą Mielec 0:0) i zaliczając trzy porażki (z Wartą 0:1, Pogonią 0:1 i teraz z Zagłębiem 2:4), ponadto przed sezonem odebrano jej pięć punktów za dawne grzechy korupcyjne, a na dodatek od grudnia po karczemnym potraktowaniu w derbach Krakowa przez działaczy „Pasów” arbitra głównego Daniela Stefańskiego ma też na pieńku z gildią sędziowską. W takich sytuacja niezapomniany trener Janusz Wójcik zwykł mawiać: „Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić”. Być może wystarczy wykonać tylko jeden telefon, ale tanio tym razem już raczej nie będzie…

PKO BP Ekstraklasa: Górale pobili legionistów

Takiego startu Legii po zimowej przerwie nikt się chyba nie spodziewał. Przeciwnikiem obrońcy mistrzowskiego tytułu w pierwszym ligowym meczu w tym roku był przecież ostatni zespół w tabeli, Podbeskidzie. Tymczasem najsłabszy z trójki beniaminków na swoim stadionie wygrał 1:0. Zwycięską bramkę zdobył Rafał Janicki.

Prezes i właściciel stołecznego klubu Dariusz Mioduski cierpko skomentował porażkę swojego zespołu w Bielsku-Białej niby chwaląc polską ekstraklasę jako najbardziej wyrównaną ligę na świecie. Ma prawo być niezadowolony, bo chociaż podczas krótkiej zimowej przerwy w ekipie Podbeskidzia przeprowadzono małą rewolucję personalną, ze zmianą trenera włącznie (został nim w miejsce zwolnionego Krzysztofa Brede Robert Kasperczyk), porównanie potencjału obu zespołów wciąż wypada zdecydowanie na korzyść warszawskiego. Bielszczanie w rozegranych jesienią ubiegłego roku 14 ligowych kolejkach wygrali tylko dwa mecze, a trzy zremisowali i zasłużenie z dorobkiem ledwie dziewięciu punktów okupowali ostatnie miejsce w tabeli. Mało kto więc oczekiwał, że w starciu z Legią „Górale” zdobędą komplet punktów, z drugiej jednak strony nie było to aż taką czystą fantazją – przecież inny z beniaminków, Stal Mielec, ograł legionistów w 14. kolejce 3:2. I to w ich mateczniku.
Z przebiegu gry i meczowych statystyk trudno byłoby wyciągnąć wniosek, że na stadionie w Bielsku-Białej grały przeciwko sobie pierwsza i ostatnia drużyna w tabeli. Co prawda najskuteczniejszy gracz PKO Ekstraklasy Tomas Pekhart zdołał pokonać bramkarza gospodarzy Michala Peskovicia, lecz prowadzący zawody sędzia Szymon Marciniak gola nie uznał. Nawiasem mówiąc słusznie, bo czeski napastnik faulował w tej akcji stopera Podbeskidzia Rafała Janickiego. Po zmianie stron szczęście Janickiemu ponownie dopisało, bo gdy w 48. minucie przy rzucie rożnym wybrał się w pole karne Legii, wybijana niefortunnie przez warszawskich zawodników piłka spadła mu pod nogi i dzięki temu mógł z pięciu metrów wpakować ją do bramki strzeżonej przez mocno rozkojarzonego tego dnia Artura Boruca. Do końca spotkania bielszczanie walecznie bronili wyniku i cel osiągnęli, w czym wydatnie pomogli im podopieczni trenera Czesława Michniewicza.
Tak więc Legia po dwóch porażkach z rzędu poniesionych w starciach z zespołami zajmującymi dwie ostatnie lokaty w tabeli, straciła prowadzenie w tabeli na rzecz Pogoni Szczecin, która formalnie rzecz ujmując została w ten sposób najlepszym zespołem na półmetku rozgrywek. Podbeskidzie natomiast, chociaż pozostało na ostatnim miejscu, to przynajmniej zmniejszyło do dwóch punktów dystans dzielący je od zajmujących dwie kolejne lokaty zespołów Stali Mielec i Wisły Kraków. Wracając zaś jeszcze do Legii, to w następnej kolejce czeka ją potyczka u siebie z Rakowem i zważywszy na formę jaką ten zespół ostatnio prezentuje, bynajmniej nie będzie w tym spotkaniu faworytem.
Pogoń w 16. kolejce zmierzy się natomiast w Szczecinie z Cracovią, którą do walki ma poprowadzić jednak trener Michał Probierz. Prezes i właściciel krakowskiego klubu Janusz Filipiak po prostu nie przyjął złożonej przez tego szkoleniowca dymisji po przegranym meczu z Wartą Poznań, co oznaczało w praktyce konieczność zerwania przez Probierza kontraktu. Ponieważ wiąże się to z obowiązkiem zapłacenia ustalonego w umowie odszkodowania, pan trener jak niepyszny wrócił do swoich obowiązków. Ale po numerze jaki wywinął wydaje się wątpliwe, by prezes Filipiak nadal wiązał z nim nadzieje na przyszłość. Znalezienie odpowiedniego następcy musi trochę jednak potrwać.
Po drugiej stronie krakowskich Błoń atmosfera też zrobiła się gorąca po przegranym przez Wisłę Kraków 3:4 meczu z Piastem Gliwice. Po 20 minutach „Biała Gwiazda” prowadziła już 3:0, a mogło być nawet 4:0, gdyby sędzia Krzysztof Jakubik po sprawdzeniu w systemie VAR nie anulował rzutu karnego na korzyść gospodarzy. Potem gole strzeli już tylko gliwiczanie, z czego dwa wbili już w doliczonym czasie gry wywożąc ze stadionu przy Reymonta komplet punktów. Ta porażka stawia wiślaków w nieciekawej sytuacji, bo mają teraz tylko dwa punkty przewagi nad ostatnim Podbeskidziem, a dla przypomnienia – w tym sezonie z ekstraklasy spada tylko jeden zespół.

Wojna Wdowiaka z Cracovią

Nie podobały się nam szykany właściciela Napoli Aurelio De Laurentiisa wobec Arkadiusza Milika, tymczasem w naszej ekstraklasie mamy podobny przypadek. Napastnik Cracovii Mateusz Wdowiak także nie chciał przedłużyć umowy i za karę we wrześniu ub. roku został wyrzucony z kadry pierwszego zespołu. Teraz znalazł nowego pracodawcę, bo trzyletni kontrakt zaoferował mu Raków Częstochowa. Ale jeśli szefowie Cracovii się uprą, będzie mógł zmienić barwy dopiero od 1 lipca.

Jeszcze w połowie ubiegłego roku 24-letni Wdowiak był w Cracovii bohaterem, bo to jego gol dał „Pasom” zwycięstwo w rozegranym 24 lipca finale Pucharu Polski i zapewnił im pierwsze od 72 lat trofeum. Dwa miesiące później piłkarz, nawiasem mówiąc wychowanek Cracovii, popadł jednak w niełaskę u właściciela klubu Janusza Filipiaka, bo odmówił przedłużenia wygasającej 30 czerwca 2021 roku umowy. Za karę został przesunięty do zespołu rezerw, co dla tego utalentowanego napastnika, byłego młodzieżowego reprezentanta kraju, ze sportowego punktu widzenia było hamulcem w piłkarskim rozwoju. Prezes Filipiak tak przedstawiał wtedy powody swojej decyzji. „Moja osobista pretensja do Wdowiaka polega na tym, że z jego powodu klub znowuż został opluty. On jest kolejnym piłkarzem, któremu pieniądze przewróciły w głowie. W sierpniu (2020 roku – przyp. red.) osobiście prosiłem, żeby zaproponować Wdowiakowi dwukrotną podwyżkę kontraktu i znaczącą sumę za przedłużenie umowy. Odpowiedział, że bardzo się cieszy, ale prosił żeby w tej sprawie rozmawiać z jego menedżerem. A ten dwa dni później przysyła pismo, że jest zgoda na proponowaną podwyżkę i wysokość kwoty za podpis pod kontraktem, lecz kwota odstępnego ma być znacznie niższa. Zaczęły się negocjacje, które niczego nowego nie wnosiły i w końcu mnie to zmęczyło, więc przekazałem Wdowiakowi, że skoro tak bardzo mu źle w Cracovii i chce z niej odejść, to proponuję mu natychmiastowe rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron. I on się na to zgodził, ale jego menedżer zażądał pieniędzy dla siebie, swojego prawnika i na końcu także dla Wdowiaka. I to większe niż gdyby został w Cracovii do końca kontraktu. Nie mogłem się na to zgodzić, bo to była próba wyszarpania z klubu pieniędzy. A w Cracovii pieniądze mają właściciela. Nie są bezimienne, nie spadają z nieba. Nie mam zamiaru być frajerem i płacić piłkarzom i ich menedżerom wydumanych z sufitu kwot. Nie godzę się na to i to jest problem. Proszę spojrzeć na ranking polskich klubów pod względem opłat dla menedżerów. Są kluby, które mają właściciela państwowego i samorządowego, gdzie idzie kolosalna kasa dla agentów. Od nas nie idzie i to rodzi problemy. Ale nie zmieniam podejścia, bo walczę o nową jakość w naszym klubowym futbolu” – zapewniał Janusz Filipiak kilka miesięcy temu.
Interesy Wdowiaka reprezentuje agencja menedżerka BMG-Sport, której właścicielem jest Bartłomiej Bolek. Należy do liczących się na rynku transferowym, a z jej usług korzystają między innymi Piotr Zieliński, Łukasz Piszczek, Paweł Wszołek, Bartosz Białek, Kamil Grabara, Patryk Dziczek, Bartosz Kapustka, Michał Helik, Radosław Murawski czy Alan Czerwiński.
Wdowiak wedle branżowego portalu transfermarkt.pl wart jest obecnie 300 tys. euro, a jeszcze w sierpniu ubiegłego roku, czyli tuż przed banicją do rezerw Cracovii, jego transferową wartość wyceniano na pół miliona euro. Gdyby regularnie grał w pierwszej drużynie „Pasów”, pewnie te wyceny byłyby znacznie wyższe.
Krakowski klub raczej już na nim nie zarobi, bo Wdowiak właśnie podpisał trzyletni kontrakt z wiceliderem PKO Ekstraklasy Rakowem Częstochowa. Miał do tego prawo, bo w myśl przepisów na pół roku przed końcem obowiązującej umowy piłkarz może podpisać kontrakt z nowym klubem, który jednak zacznie obowiązywać dopiero po wygaśnięciu dotychczasowej umowy. Dla Wdowiaka, który ma na koncie 152 występy w ekstraklasie i 13 strzelonych goli oraz 22 asysty, rodzi to problem, bo ma w perspektywie kolejne pół roku spędzone w trzecioligowych rezerwach Cracovii.
W przypadku Arkadiusza Milika wściekły na niego De Laurentiis w końcu odpuścił i dzięki temu piłkarz po półrocznym siedzeniu na trybunach przeniósł się do Olympique Marsylia, a SSC Napoli dostało jeszcze za niego osiem milionów euro w gotówce oraz kolejne cztery ma zagwarantowane w tzw. bonusach. Raków Częstochowa też mógłby podążyć tym tropem i zaproponować Cracovii jakąś przyzwoite pieniądze za zgodę na przejście Wdowiaka już w styczniu. Menedżer piłkarza ma jednak inny pomysł na załatwienie tej sprawy. Złożył pozew przeciwko Cracovii do Sądu Piłkarskiego w PZPN, domagając się rozwiązania kontraktu z winy klubu. 18 stycznia tego roku odbyła się rozprawa w tej sprawie i teraz wszystkie zainteresowane strony czekają na werdykt.

Nowa baza Cracovii

Piłkarze Cracovii od nowego roku mogą korzystać z nowej bazy treningowej w Rącznej. Do ich dyspozycji jest m.in. siedem boisk, hala, hotel na 50 miejsc i 11 szatni. Inwestycja kosztowała blisko 50 mln złotych.

Rączna wieś na obrzeżach Krakowa. Jak twierdzi właściciel i prezes Cracovii Janusz Filipiak, teren pod budowę ośrodka (dziewięć hektarów płaskiego terenu) wypatrzyła jego żona. Pomysł budowy w tym miejscu ośrodka treningowego zrodził się w 2015 roku, a jego budowa ruszyła w maju 2019 roku. Po 586 dniach od rozpoczęcia prac w miniony wtorek (5 stycznia) piłkarze „Pasów” przeprowadzili się z dotychczasowego centrum treningowego przy Wielickiej 101 do nowej bazy. Pod względem komunikacyjnym nic nie stracili, bo z Rącznej do stadionu Cracovii przy ul. Kałuży 1 jest tylko 14 km, czyli niepełna 20 minut jazdy autokarem. Jeszcze bliżej jest stąd do lotniska w Balicach.
W skład zajmującego prawie 10 ha kompleksu w Rącznej wchodzi siedem boisk treningowych – sześć z nawierzchnią trawiastą, w tym jedno podgrzewane oraz jedno z nawierzchnią syntetyczną. Cztery z nich mają oświetlenie. Ponadto piłkarze mają do dyspozycji halę sportową z ekologiczną drewnianą konstrukcją, bazę hotelową na 50 miejsc, 11 szatni oraz zaplecze z siłownią, salą do ćwiczeń o powierzchni 150 m2 i strefa odnowy biologicznej z basenami, saunami i komorą do krioterapii. W ośrodku jest też restauracja, centrum konferencyjne i centrum badawcze, które ma działać we współpracy Cracovii z Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie w zakresie fizjologii sportu. Przy jednym z boisk zbudowano trybunę na 500 osób, dzięki czemu w Rącznej swoje mecze będzie mogła rozgrywać trzecioligowe rezerwy. Inwestycja kosztowała niespełna 50 mln złotych, z czego osiem milionów pozyskano z budżetu ministerstwa sportu.
Mając takie znakomite warunki krakowski klub w tym roku zrezygnował z zimowego zgrupowania za granicą. Także sparingi rozegra z rywalami z okolicy – z Puszczą Niepołomice, Bruk-Betem Nieciecza, GKS Katowice i słowackim MSK Zilina.