Nowa baza Cracovii

Piłkarze Cracovii od nowego roku mogą korzystać z nowej bazy treningowej w Rącznej. Do ich dyspozycji jest m.in. siedem boisk, hala, hotel na 50 miejsc i 11 szatni. Inwestycja kosztowała blisko 50 mln złotych.

Rączna wieś na obrzeżach Krakowa. Jak twierdzi właściciel i prezes Cracovii Janusz Filipiak, teren pod budowę ośrodka (dziewięć hektarów płaskiego terenu) wypatrzyła jego żona. Pomysł budowy w tym miejscu ośrodka treningowego zrodził się w 2015 roku, a jego budowa ruszyła w maju 2019 roku. Po 586 dniach od rozpoczęcia prac w miniony wtorek (5 stycznia) piłkarze „Pasów” przeprowadzili się z dotychczasowego centrum treningowego przy Wielickiej 101 do nowej bazy. Pod względem komunikacyjnym nic nie stracili, bo z Rącznej do stadionu Cracovii przy ul. Kałuży 1 jest tylko 14 km, czyli niepełna 20 minut jazdy autokarem. Jeszcze bliżej jest stąd do lotniska w Balicach.
W skład zajmującego prawie 10 ha kompleksu w Rącznej wchodzi siedem boisk treningowych – sześć z nawierzchnią trawiastą, w tym jedno podgrzewane oraz jedno z nawierzchnią syntetyczną. Cztery z nich mają oświetlenie. Ponadto piłkarze mają do dyspozycji halę sportową z ekologiczną drewnianą konstrukcją, bazę hotelową na 50 miejsc, 11 szatni oraz zaplecze z siłownią, salą do ćwiczeń o powierzchni 150 m2 i strefa odnowy biologicznej z basenami, saunami i komorą do krioterapii. W ośrodku jest też restauracja, centrum konferencyjne i centrum badawcze, które ma działać we współpracy Cracovii z Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie w zakresie fizjologii sportu. Przy jednym z boisk zbudowano trybunę na 500 osób, dzięki czemu w Rącznej swoje mecze będzie mogła rozgrywać trzecioligowe rezerwy. Inwestycja kosztowała niespełna 50 mln złotych, z czego osiem milionów pozyskano z budżetu ministerstwa sportu.
Mając takie znakomite warunki krakowski klub w tym roku zrezygnował z zimowego zgrupowania za granicą. Także sparingi rozegra z rywalami z okolicy – z Puszczą Niepołomice, Bruk-Betem Nieciecza, GKS Katowice i słowackim MSK Zilina.

Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.

W Europie nasza liga jest na 30. miejscu

Lech Poznań zakończył zmagania w grupie D Ligi Europy na ostatnim miejscu, za Glasgow Rangers, Benfiką Lizbona i Sportingiem Liege. A w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich PKO Ekstraklasa wylądowała na żenującym 30. miejscu.

Taka kiepska lokata to efekt żenująco słabych występów naszych pucharowych kwartetów w ostatnich pięciu sezonach. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie wreszcie w miarę przyzwoity rezultat Lecha Poznań w obecnej edycji oraz dzielna postawa Piasta Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł w III rundzie z FC Kopenhaga po porażce 0:3, ale wcześniej pokonał Dinamo Mińsk 2:0 i austriacki TSV Hartberg 3:2). Najwięcej punktów nabił rzecz jasna poznański klub, który w kwalifikacjach Ligi Europy wygrał z FC Valmiera (Łotwa) 3:0, z Hammarby IF (Szwecja) 3:0, z Apollonewm Limassol 5:0 i z belgijskim Royal Charleroi 2:1. Te znakomite wyniki zrodziły wielkie oczekiwania wobec ekipy trenera Dariusza Żurawia w fazie grupowej Ligi Europy, ale trzeba obiektywnie przyznać, że zespoły Benfiki Lizbona i Glasgow Rangers były od lechitów silniejsze. Szkoda natomiast porażki w rewanżu ze Standardem Liege (1:2), bo zwycięstwo w tym przeciwnikiem, całkiem przecież realne, bo u siebie Lech wygrał 3:1, dałoby awans PKO Ekstraklasie w rankingu ligowym UEFA na 27. pozycję. Nie byłaby to znacząca poprawa w kontekście występów europejskich pucharach, bo w myśl nowych reguł wprowadzonych przez europejską federację dla klubów z lig sklasyfikowanych w rankingu poniżej 15. miejsca dostęp do kwalifikacji Ligi Europy został zamknięty i naszym zespołom w najbliższych latach pozostanie jedynie rywalizacja w szykowanych właśnie przez UEFA Conference League, czyli w europejskich rozgrywkach pucharowych de facto trzecia liga. Nie dotyczy to jedynie mistrza Polski, bo zespół który wywalczy tytuł po staremu będzie mógł uczestniczyć w eliminacjach Ligi Mistrzów, a jeśli nie odpadnie w pierwszej rundzie, także w kwalifikacjach Ligi Europy. Trzy pozostałe ekipy, czyli zdobywca Pucharu Polski oraz drugi i trzeci zespół na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy bić się będzie jedynie w Conference League. I ta sytuacja potrwa tak długo, dopóki nasza piłkarska ekstraklasa nie awansuje w rankingu UEFA na odpowiednie miejsce lub do kolejnej zmiany przepisów. A te na razie są dopiero w fazie tworzenia, lecz z przecieków można wnosić, iż także na najniższym poziomie europejskich rozgrywek pucharowych zostanie utrzymana zasada rozstawienia, co naszym zespołom nie ułatwi zadania.
Na szybką poprawę sportowej jakości zespołów PKO Ekstraklasy się nie zanosi, nie ma też szans na to, by pozostałe kluby zgodziły się wesprzeć pucharowy kwartet, godząc się choćby na przekładanie spotkań w najbardziej gorącym okresie kwalifikacji czy gier w fazie pucharowej, nie mówiąc już o wypożyczaniu swoich najlepszych graczy. PZPN nie jest też władny chronić polski rynek piłkarski przed rabunkową eksploatacją ze strony silniejszych europejskich klubów, a regulacje w rodzaju przymuszenia klubów do obowiązkowego wystawiania młodzieżowców to tylko półśrodki.
Umiejętność godzenia występów w europejskich pucharach w rywalizacją na krajowym podwórku to dla trenerów prowadzących nasze zespoły wciąż jest wielką sztuką. Wystarczy prześledzić wyniki kwartetu tegorocznych „pucharowiczów”, czyli Legii, Lecha, Piasta oraz Cracovii.
Legioniści dopiero u schyłku jesiennej rundy rozgrywek wyskoczyli na czoło stawki, spychając z pozycji lidera nieobciążony pucharowymi występami Raków Częstochowa. Dwa zwycięstwa z rzędu, najpierw u siebie z Lechią Gdańsk 2:0, a w miniony weekend na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:1, pozwoliły stołecznej ekipie ustabilizować pozycję na szczycie ligowej tabeli, co jednak wcale nie oznacza, iż Legii już dzisiaj należy gratulować zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu. Prawdą jest, że odkąd zespół przejął trener Czesław Michniewicz, warszawianie jeszcze w lidze nie przegrali meczu, a w ośmiu ostatnich kolejkach wywalczyli 20 punktów. W starciu z krakowską Wisłą szybko jednak stracili bramkę i potem zupełnie nie potrafili znaleźć pomysłu na sforsowanie ambitnie i z pomysłem walczących wiślaków, w grze których widać już pierwsze efekty pracy nowego trenera, Petera Hyballi. Niemiecki szkoleniowiec jakimś cudem zdołał przekonać swoich zawodników do gry pressingiem, z którym legioniści długo nie potrafili sobie poradzić. Mieli jednak szczęście, bo w 79. minucie z pomocą pospieszył im 23-letni hiszpański piłkarz Victor Moya Martinez Chuca, faulując bezrozumnie w polu karnym Wisły Luquinhasa i prokurując „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy w tym sezonie, Czech Thomas Pekhart. Utrata prowadzenia podłamała ekipę gospodarzy, z czego skwapliwie skorzystali goście i w końcu przejęli inicjatywę. W 89. minucie Pekhart, który wcześniej regularnie przegrywał powietrzne pojedynki z grającym na środku obrony Wisły rodakiem Michalem Frydrychem, wreszcie wyprzedził go o ułamek sekundy i uderzył piłkę głową tak mocno i precyzyjnie, że bramkarz wiślaków Mateusz Lis nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Dla czeskiego snajpera Legii było to już 12. ligowe trafienie.
Wracając zaś do „pucharowego kwartetu”, to jeszcze lepszym przykładem kłopotów, jakie mogą wpędzić zespół próby godzenia gry w kwalifikacjach z grą w krajowej lidze, jest Piast Gliwice, który po odpadnięciu z europejskich pucharów pogrążył się na wiele tygodni w potężnym kryzysie, z którego trener Waldemar Fornalik wyprowadził zespół dopiero pod koniec października. Gliwiczanie, którzy długo tkwili w ogonie ligowej tabeli, w końcu jednak wzięli się w garść i w efekcie począwszy od 8. kolejki nie przegrali meczu, uzyskując w tym czasie trzy remisy (z Wisłą Płock i Legią po 2:2 oraz Zagłębiem Lubin 1:1) i trzy zwycięstwa – 2:1 z Górnikiem, 2:0 z Lechią, a w miniony weekend w 13. kolejce rozgromili na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała aż 5:0. W ostatniej tegorocznej serii gier Piast podejmie Raków Częstochowa i będzie to zdecydowanie najciekawsza konfrontacja 14. kolejki.
Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2
Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89).
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63).
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11).
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90).
Niedzielne mecze Rakowa Częstochowa z Jagiellonią Białystok oraz Stali Mielec z Lechem Poznań zakończyły się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisłą Płock odbędzie się w poniedziałek 14 grudnia (początek godz. 18:00).

Czołganie Cracovii

Kolejne derby Krakowa Cracovia – Wisła, odbiła się szerokim echem w Polsce, ale bynajmniej nie za sprawą genialnej gry piłkarzy, tylko mocno kontrowersyjnego zachowania prezesa ekipy „Pasów” Janusza Filipiaka, który w niewybrednych słowach komentował decyzje sędziującego spotkanie Daniela Stefańskiego.

Piątkowe derby Krakowa zapewne przeszłyby do historii bez echa, gdyby w 61. minucie sędzia Daniel Stefański nie podyktował rzutu karnego dla zespołu Wisły. W tym momencie był remis 0:0, zatem taka decyzja miała duże znaczenie dla przebiegu rywalizacji. Nic dziwnego, że decyzja arbitra wzburzyła nie tylko graczy zespołu gospodarzy, poderwała z łąwki trenera Michała Probierza i wszystkich rezerwowych, ale doprowadziła też do furii obecnych na trybunach szefów Cracovii i zaproszonych przez nich do ich loży gości. Ponieważ jak wiadomo z powodu pandemii mecze odbywają się przy pustych trybunach, głośne okrzyki są doskonale słyszalne w telewizyjnych relacjach.
Wygląda na to, że prezes ekipy „Pasów” i zarazem właściciel klubu oraz towarzyszący mu w loży współpracownicy o tym zapomnieli i ich wyzwiska, jak to się zwykło mówić, poszły w świat. „Stefański! Jesteś ch…! – darł się Janusz Filipiak. „Stefański! Ty ch…! Obejrzyj sobie VAR” – wtórował mu wiceprezes klubu i prawa ręka właściciela Jakub Tabisz. „Ty pajacu, ty skończona mendo!” – wykrzyczał gość Filipiaka, poseł Ireneusz Raś, znany sympatyk Cracovii. „Stefański! Co ty odp…? Masz żonę z Wisły?!” – krzyczano jeszcze z loży VIP-ów.
Zrobiła się z tych okrzyków afera, bo przez media przeszła potężna fala oburzenia z powodu fatalnych manier właściciela Cracovii, który oprócz tego, że jest właścicielem wielkiej firmy i milionerem, jest także profesorem, więc powszechnie uznano, że komuś takiemu używać wulgaryzmów nie przystoi.
Szefowie Cracovii najpierw zbagatelizowali swoją wpadkę, bo jeszcze w sobotę na oficjalnej stronie internetowej klubu napisano, że „W meczu z Legią sędzia Lasyk wypaczył wynik meczu, pozbawił Cracovię ewidentnego rzutu karnego. A żona sędziego Stefańskiego (Karolina Bojar-Stefańska, również arbiter piłkarski) według wpisów w internecie jest kibicką Wisły”. Dopiero po kilku dnia prezes Filipiak trochę się zreflektował i w medialnych wypowiedziach wykrztusił słowa przeprosin. „Emocje mnie poniosły, bardzo mi przykro. Przepraszam opinię publiczną za swoje zachowanie”.
Ale już wobec sędziego Stefańskiego na taki gest zdobyć się nie potrafił. „Tutaj mam problem. Czujemy się pokrzywdzeni przez jego sędziowanie. Zobaczymy, jak zareaguje PZPN. Podaliśmy przykłady ewidentnych błędów arbitra. Raz jeszcze przepraszam za swoje zachowanie, chcę jednak przy tym zaznaczyć, że ja na meczu nie jestem profesorem czy prezesem, tylko przede wszystkim jestem wtedy kibicem Cracovii. Gdyby kibice byli na meczu, to ten mój okrzyk byłby pewnie pomnożony przez kilkanaście tysięcy gardeł. To był krzyk bezsilności. Tak ludzie reagują, kiedy są bezradni wobec ewidentnego kręcenia wyników. W takich meczach jak derby, które generują bardzo duże emocje, PZPN powinien zadbać o przejrzystą obsadę sędziowską, a nie powodować takie konteksty” – stwierdził prezes Filipiak.
Przysłowie mówi – uderz w stół, a nożyce się odezwą… W tym przypadku w roli nożyczek wystąpił prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na łamach portalu Interia odpowiedział mniej więcej tak: „ Niestety, dochodzę do wniosku, że 80 procent energii Cracovii idzie na to, aby usprawiedliwić czasami brak sukcesów błędami sędziów. Trzeba zacząć od tego, że klub w ogóle nie powinien się wypowiadać na temat sędziów. To nie jest jego sprawa. Jako prezes PZPN nigdy nie bluzgałem na sędziów, bo wiem, że ich błędy są wkomponowane w widowisko piłkarskie. A jeśli się panu Filipiakowi to nie podoba, to ja się pytam co on robi w piłce? Jeżeli uważa, że ktoś go celowo przekręca, to niech sobie da spokój”.
Jeśli wierzyć plotkom, Komisja Ligi chce ukarać oficjeli Cracovii karą finansową w wysokości 250 tys. złotych. Portfela Janusza Filipiaka ta kwota nie zrujnuje, bo jak już zostało wspomniane, jest milionerem. Na pewno go jednak wkurzy i pchnie do działania.

Legia znów na czele

W 10. kolejce doszło do zmiany lidera rozgrywek. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia Warszawa po wygranej na wyjeździe z Cracovią 1:0 zepchnęła z pierwszego miejsca Raków Częstochowa, który stracił dwa punkty remisując z Lechem z Poznaniu 3:3. Do zmiany doszło też na dnie ligowej tabeli.

Niedzielne spotkanie Legii z Cracovią wywołało sporo niezdrowych emocji, do czego przyczynił się sędziujący spotkanie Piotr Lasyk. Arbiter najpierw nie podyktował rzutu karnego dla Legii po faulu Michala Siplaka na Luquinhasie, a w doliczonym czasie gry dla równowagi nie obdarował „jedenastką” Cracovii po ewidentnym zagraniu ręką Tomasa Pekhharta w polu karnym warszawskiej drużyny. Analizy po meczu przeprowadzone w programie Canal+ „Liga+Extra” wykazały, że o ile Legii karny się nie należał, to w przypadku zagrania ręką Pekharta arbiter popełnił błąd. Problem w tym, że Lasyk przy ocenie tej kontrowersyjnej sytuacji skorzystał z systemu VAR, a mimo to z sobie tylko wiadomego powodu „jedenastki” nie podyktował.
Nic dziwnego, że trener „Pasów” Michał Probierz nie krył po meczu irytacji i w wypowiedzi udzielonej przed kamerami Canal+ nie bez złośliwości zauważył, że ta decyzja sędziego potwierdza, że w tej chwili chyba nikt już nie wie, w którym momencie zagranie piłki ręką jest przewinieniem, a w którym nie.
A trener Probierz ma to do siebie, że jak już zacznie pyszczyć w jednej sprawie, to przy okazji wypowiada się też w kilku innych. Po meczu z Legią stanął w obronie selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka. Inna sprawa, że został do tego trochę sprowokowany niezbyt mądrym pytaniem dziennikarza, czy podjąłby się poprowadzenia reprezentacji Polski. „Poprowadzić kadrę to ja mogę, ale Kadrę Rembertów” – zażartował cierpko szkoleniowiec „Pasów”. Oby sobie nie wywróżył, bo po tym sezonie kończy mu się kontrakt z krakowskim klubem, a wyniki póki co ma w tym sezonie takie sobie.
Zwracając zaś do decyzji sędziego Lasyka, powinna zostać porządnie zweryfikowana przez jego przełożonych, bo skoro obejrzał zapis spornej sytuacji na wideo, to musiał zauważyć, że Pekhart wystawił rękę, nieznacznie, ale jednak, w kierunku nadlatującej piłki po strzale na bramkę oddanym przez gracza przeciwnej drużyny. Cracovii należał się rzut karny i gdyby został odgwizdany, Legia nie wywiozłaby z Krakowa kompletu punktów i nie objęła prowadzenia w tabeli. Na tym etapie rozgrywek nie ma to na szczęście istotnego znaczenia, bo jak słusznie zauważył trener Legii Czesław Michniewicz, dzisiaj mało kto pamięta który zespół w poprzednim sezonie był liderem po 10. kolejce. A do końca rywalizacji pozostało jeszcze do rozegrania 20 kolejek i jest do zdobycia 60 punktów. Mistrzostwo Polski może więc jeszcze wywalczyć teoretycznie każdy z 16 zespołów.
W praktyce rzecz jasna nie jest to możliwe i już teraz coraz wyraźniej widać, że zajmujące w tej chwili dwie ostatnie lokaty zespoły beniaminków, Stali Mielec i Podbeskidzia Bielsko-Biała, odstają jednak poziomem od reszty stawki. W minionym tygodniu Piast Gliwice zaczął w końcu wygrywać i po zwycięstwach na wyjeździe z Górnikiem Zabrze oraz u siebie z Lechią Gdańsk uciekł ze strefy spadkowej. Na dół ligowej tabeli opadła natomiast ekipa Wisły Płock, która po perypetiach z koronawirusem przeżywa wyraźną zapaść, co bezwzględnie wykorzystała przeciętnie ostatnio grająca Jagiellonia Białystok gromiąc u siebie „Nafciarzy” 5:2.
Przekładanie meczów z powodu zakażeń Covid-19 trochę zdezorganizowało rozgrywki i doprowadziło do lekkiego chaosu, ale liga powoli zaczęła nadrabiać zaległości. Kosztuje to piłkarzy trochę zdrowia. Zespół Lechii musiał na przykład zagrać dwa spotkania w ciągu trzech dni, najpierw u siebie w piątek zaległe z 9. kolejki ze Śląskiem, a potem już w poniedziałek w ramach 10. kolejki na wyjeździe z Piastem. Gliwiczanie jednak też w takim krótkim odstępie czasu zagrali dwukrotnie, nie musieli jednak odbywać tak dalekiej podróży, bo na stadion do Zabrza mają trzy kroki. Trener Lechii Piotr Stokowiec trochę więc narzekał na nierówność szans, ale czasy w polskim futbolu są teraz takie, że wszyscy mają pod górkę, wszyscy narzekają, ale mimo przeszkód na razie wszyscy grają.

48 godzin sport

Wirus w kadrze młodzieżowej
Przeprowadzone w piątek testy na obecność wirusa SARS-CoV-2 u zawodników i członków sztabu szkoleniowego młodzieżowej reprezentacji Polski dały wynik pozytywny u zawodnika Lechii Gdańsk Tomasza Makowskiego. Zgodnie z obowiązującym protokołem postępowania, zawodnik został odizolowany od zespołu w trybie natychmiastowym, a w sobotę rano opuścił zgrupowanie kadry narodowej. Reprezentacja Polski w ramach eliminacji do młodzieżowych mistrzostw Europy zagra z Łotwą. Spotkanie odbędzie się we wtorek 17 listopada na Stadionie Miejskim w Łodzi (początek godz. 17:30).

Jastrzębski Węgiel w elicie
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla pokonali w kwalifikacyjnym meczu rumuński zespół Arcada Galati 3:0 (25:18, 25:16, 25:17) i pewnie awansowali do fazy grupowej Ligi Mistrzów, dołączając do mających już miejsce w tych elitarnych rozgrywkach ekip ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i PGE Skry Bełchatów. Jastrzębianie rywalizować będą w grupie C z Zenitem Kazań, ACH Volley Ljubljana oraz Berlin Recycling Volleys.

Kara dla trenera Rakowa
Trener Rakowa Częstochowa Marek Papszun został ukarany przez Komisję Ligi karą dyskwalifikacji w dwóch meczach PKO Ekstraklasy. To sankcja za czerwoną kartkę w meczu z Wisłą Kraków w 9. kolejce. Nie poprowadzi swojego zespołu w 10. kolejce w wyjazdowym spotkaniu z Lechem Poznań oraz w 11. kolejce u siebie z Wartą Poznań.

Niemcy w polskiej lidze
Najbardziej utytułowany niemiecki klub żużlowy Landshut Devils poinformował oficjalnie, że w sezonie 2021 będzie występować w polskiej 2. lidze żużlowej. To już drugi zespół zza Odry, który zdecydował się na rywalizację w naszym kraju. Pierwszym była ekipa Wolfe Wittstock, która przystąpiła do rozgrywek 2. Ligi Żużlowej w sezonie 2020. Oprócz dwóch niemieckich zespołów w 2. lidze ściga się łotewski Lokomotiv Daugavpils, który w minionym sezonie spadł 1. ligi żużlowej. W przeszłości na polskich torach rywalizowały też kluby z Ukrainy, Węgier i Czech.

Wymęczony awans Cracovii
W zaległym meczu 1/16 finału Pucharu Polski broniąca tego trofeum Cracovia pokonała na wyjeździe trzecioligowy Świt Skolwin 1:0. Zwycięską bramkę zdobył po efektownym uderzeniu z tzw. przewrotki wprowadzony do gry po przerwie 20-letni Daniel Pik.

Mourinho podpadł w UEFA
Tottenham Hotspur najbliższy mecz w Lidze Narodów, 26 listopada u siebie z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, rozegra bez swojego trenera. Jose Mourinho został bowiem ukarany dyskwalifikacją przez UEFA za celowe opóźnienie rozpoczęcia meczu Ligi Europy z Royal Antwerpia. Co ciekawe, ekipa „Kogutów” przegrała z belgijską drużyną 0:1.

Pekin zamknięty dla łyżwiarzy
Przyszłoroczne mistrzostwa świata w łyżwiarstwie szybkim, które miały się odbyć w lutym 2021 roku w Pekinie, zostały przełożone w związku z pandemią Covid-19 – podała światowa federacja łyżwiarska (ISU). Już wcześniej przełożono też finałowe zawody Grand Prix w łyżwiarstwie figurowym, które miały się odbyć w stolicy Chin połowie grudnia tego roku, natomiast ISU oficjalnie też potwierdziła odwołanie zawodów Pucharu Świata w short tracku zaplanowanych w dniach 18-20 grudnia w Pekinie. Te trzy imprezy miały być testami przedolimpijskimi przed zimowymi igrzyskami w 2022 roku.

Zawierucha w Derby County
Reprezentanci Polski Kamil Jóźwiak i Krystian Bielik będą mieli nowego trenera. W minioną sobotę ich klub, Derby County, poinformował o zwolnieniu dotychczasowego szkoleniowca Phillipa Cocu. Tymczasowo zastąpił go Wayne Rooney, który wciąż jest jeszcze czynnym zawodnikiem tej drużyny. Holenderski szkoleniowiec prowadził zespół od lipca 2019 roku, ale w tym sezonie w rozgrywkach Championship Derby County po 11 kolejkach ma tylko sześć punktów na koncie i zajmuje przedostatnią lokatę. Bielik jest zawodnikiem tego klubu od 2 sierpnia 2019 roku, a Jóźwiak przeszedł do niego z Lecha Poznań 16 września tego roku.

Włodarczyk musi się bić
Krzysztof „Diablo”| Włodarczyk został wyznaczony Europejską Unię Boksu (EBU)do walki o pas mistrza Europy w wadze junior ciężkiej z broniącym tytułu Irlandczykiem Tommym McCarthym. 39-letni polski pięściarz ma na koncie 58 stoczonych walk,z czego 39 wygranych przez nokaut, a ostatni pojedynek stoczył 30 listopada ubiegłego roku pokonując na punkty Gabończyka Taylora Mabikę. Młodszy o od niego o dziewięć lat McCarthy (17 walk, 8 KO) wakujący pas EBU w junior ciężkiej wywalczył na początku listopada br.

Sukces koszykarzy Zastalu
Koszykarze Zastalu Enea BC pokonali w Zielonej Górze rosyjski Uniks Kazań 92:86 (25:18, 21:17, 20:24, 26:27) w swoim siódmym meczu w Zjednoczonej Lidze VTB. To pierwsze zwycięstwo polskiej drużyny nad Uniksem w historii rozgrywek w VTB. Mimo porażki w tabeli ligi prowadzi Zenit (6-0), a Zastal z bilansem 2-5 zajmuje 10. lokatę.

Ramos rekordzistą Europy
Hiszpan Sergio Ramos w minioną sobotę ustanowił nowy rekord Europy w liczbie występów w reprezentacji kraju. 34-letni środkowy obrońca, na co dzień gracz Realu Madryt, w meczu Ligi Narodów ze Szwajcarią zagrał po raz 177. w narodowych barwach. Nie był to udany mecz w jego wykonaniu, bo zmarnował dwa rzuty karne, przez co Hiszpania zremisowała tylko 1:1. Wcześniej dzielił pierwszą lokatę z bramkarzem Gianluigi Buffonem, który zakończył swoją reprezentacyjną karierę z dorobkiem 176 występów. Światowym rekordzistą jest Egipcjanin Ahmed Hassan ze 184 występami koncie.

Wyniki 9. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 9. kolejki:

Stal Mielec – Warta Poznań 0:1
Gol: Mateusz Kuzimski (88).
Żółte kartki: Matras, Stasik – Czyżycki.
Czerwona kartka: Spychała (34., Warta, za faul taktyczny).
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez udziału publiczności.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Tomas Vestenicky (25), Florian Loshaj (87), Thiago (90) – Jesus Imaz (39).
Żółte kartki: Siplak – Borysiuk, Pospisil, Runje, Tiru.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1
Gole: Kacper Skibicki (67), Rafael Lopes (90) – Josip Juranović (29 samobójcza).
Żółta kartka: Lewczuk (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Frydrych, Abramowicz (Wisła).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Piast Gliwice
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (początek godz. 20:30).
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (18:00).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Lubin
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego w zespole Zagłębia na 24 listopada (18:00).
Wisła Płock – Pogoń Szczecin
Mecz przełożony z powodu zakażeń w zespole Wisły Płock na 30 listopada.

Mecze awansem z 10. kolejki:

Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Piasecki, Puerto, Mączyński – Manneh, Wojtuszek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Podbeskidzie 1:1
Gole: Adrian Benedyczak (72) – Kamil Biliński (29).
Żółte kartki: Kozłowski, Gorgon – Sierpina, Nowak, Gach.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 9 20 20:9
  2. Legia 9 19 14:9
  3. Górnik 9 17 14:8
  4. Pogoń 8 15 10:5
  5. Śląsk 9 14 13:9
  6. Zagłębie 8 14 10:7
  7. Lechia 8 13 14:11
  8. Jagiellonia 9 11 9:13
  9. Wisła K. 9 10 14:12
  10. Warta 9 10 6:9
  11. Cracovia 9 9 14:12
  12. Lech 8 9 14:13
  13. Wisła P. 8 9 10:12
  14. Podbeskidzie 9 6 10:22
  15. Stal 9 5 8:20
  16. Piast 8 2 5:14

Wyniki 7. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 7. kolejki:

Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 1:3
Gol: Bartosz Nowak (4) – Ivi Lopez (20, 52), David Tijanić (31). Żółte kartki: Massouras, Manneh, Janża (Górnik). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.

Cracovia – Piast Gliwice 1:0
Gol: Pelle van Amersfoort (25 karny).
Żółte kartki: Rapa, Sadiković, Zaucha, Szymonowicz, Van Amersfoort – Żyro, Huk, Lipski, Świerczok. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 2:1
Gole: Taras Romanczuk (2), Maciej Makuszewski (68) – Jakub Moder (82 karny).
Żółte kartki: Runje, Steinbors – Puchacz, Kamiński. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.

Wisła Płock – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Torgil Gjertsen (87).
Żółte kartki: Szwoch, Lagator, Zbozień – Piasecki. Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez udziału publiczności.

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Tomas Pekhart (30, 53) – Filip Starzyński (38 karny). Żółte kartki: Jędrzejczyk – Drazić. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom). Mecz bez publiczności.

Stal Mielec – Wisła Kraków 0:6
Gole: Michal Frydrych (10), Felicio Brown Forbes (29), Chuca (39), Yaw Yeboah (47, 53), Patryk Plewka (55). Żółte kartki: Flis, Zjawiński – Jean Carlos Silva.
Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk).
Mecz bez udziału publiczności.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Warta Poznań 1:2
Gole: Maksymilian Sitek (58) – Mateusz Kuzimski (47), Mateusz Kupczak (86).
Żółte kartki: F. Laskowski, Martin – Kuzdra, Kuzimski, A.Laskowski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez udziału publiczności.

Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Alexander Gorgon (23).
Żółte kartki: Kopacz, Makowski, Nalepa – Dąbrowski, Luis Mata, Stec.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez udziału publiczności.

UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków Częstochowa 7 16 18:8
  2. Górnik Zabrze 7 13 13:8
  3. Zagłębie Lubin 7 13 9:6
  4. Jagiellonia Białystok 6 11 8:6
  5. Śląsk Wrocław 6 10 11:7
  6. Pogoń Szczecin 5 10 6:4
  7. Lechia Gdańsk 6 9 10:9
  8. Legia Warszawa 5 9 7:7
  9. Lech Poznań 6 8 12:10
  10. Wisła Płock 7 8 8:10
  11. Warta Poznań 6 7 5:5
  12. Wisła Kraków 6 6 10:9
  13. Cracovia Kraków 7 5 10:10
  14. Podbeskidzie Bielsko-Biała 7 5 9:18
  15. Stal Mielec 7 5 7:17
  16. Piast Gliwice 7 1 3:12

Szwedzi na drodze Lecha

W poniedziałek w siedzibie UEFA w Nyonie rozlosowano pary II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Lecha Poznań czeka trudne wyjazdowe starcie z Hammarby, natomiast Piast Gliwice podejmie u siebie TSV Hartberg. Mecze tej fazy kwalifikacji odbędą się 17 września. Wylosowano też potencjalnych rywali naszych drużyn w trzeciej rundzie kwalifikacji.

W pierwszej rundzie eliminacji LE wystąpiły trzy polskie zespoły. Na placu boju pozostały dwa – Lech i Piast. Z rozgrywkami pożegnała się Cracovia po porażce z Malmoe FF 0:2. „Kolejorz” natomiast pokonał łotewską drużynę Valmiera FK 3:0, a gliwiczanie dość nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Dynamem Mińsk 2:0. Przed wyznaczonym na miniony poniedziałek losowaniem par 2. rundy, UEFA podzieliła zespoły na grupy. Z polskich zespołów w nieco lepszej sytuacji zdawał się być Lech, który znalazł się w gronie drużyn rozstawionych, ale nic to mu nie dało, bo wylosował fatalnie trafiając na szwedzki zespół Hammarby IF, którego mniejszościowym udziałowcem jest grający obecnie w AC Milan słynny Zlatan Ibrahimovic. Lechici z tym rywalem na dodatek o awans do trzeciej rundy zagrają na wyjeździe.
Może rozzłoszczą Zlatana?
To nie pierwszy raz gdy poznański zespół w europejskich pucharach po wyeliminowaniu łotewskiej drużyny trafia w następnej rundzie na szwedzką. W sezonie 1991/1992 lechici w pierwszej rundzie kwalifikacji do świeżo powstałej Ligi Mistrzów ograli skonto Ryga, ale nie dali rady ekipie IFK Goeteborg (0:1 i 0:3). Siedem lat później w Pucharze UEFA Lech wyeliminował Metalurgs Lipawa, ale w następnej fazie ponownie trafił na zespół z Goeteborga i odpadł po 1:2 u siebie i 0:0 na wyjeździe. Może za trzecim razem ekipie „Kolejorza” pójdzie lepiej i po zwycięstwie nad Valmiera FK pokona także Hammarby. Szanse są jednak niewielkie, bo lechici nie mają farta w pucharowych starciach ze szwedzkimi zespołami. W sezonie 2011/2012 w kwalifikacjach Ligi Europy zostali też wyeliminowani przez AIK Solna, przegrywając 0:3 na wyjeździe i wygrywając tylko 1:0 u siebie.
Hammarby IF jest wprawdzie obecnie zespołem ze środka tabeli szwedzkiej ekstraklasy, ale liga w tym kraju gra systemem wiosna-jesień, więc rywale są w środku rozgrywek i chociaż w tabeli zajmują siódme miejsce, ze stratą 14 punktów do prowadzącego Malmoe FF (ten zespół wyrzucił z kwalifikacji LE Cracovię), to trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie Hammarby do końca walczyło z Djurgardens i Malmoe o mistrzostwo kraju. To wtedy Ibrahimović, który jest wychowankiem Malmoe FF, wykupił jedną czwartą udziałów w Hammarby, czym tak rozwścieczył fanów swojego dawnego klubu, że dzisiaj uważają go za zdrajcę i wieszają deski klozetowe na jego rzeźbie wystawionej przed stadionem w Malmoe. Zwycięzca meczu Hammarby – Lech w 3. rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą meczu OFI Kreta – Apollon Limassol.
Ekipa „Kolejorza” w krajowej lidze na razie nie imponuje formą. W pierwszej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe 1:2 z Zagłębiem Lubin, a w drugiej na swoim boisku ledwo zremisowała 2:2 z Wisłą Płock. Co prawda obie bramki lechici stracili po rzutach karnych, ale jeden punkt po dwóch kolejkach nie wystawia wicemistrzom kraju najlepszego świadectwa, a jeszcze na dodatek w trzeciej serii gier czeka ich wyjazdowa potyczka z niepokonanym jak do tej pory Śląskiem. Jeśli „Kolejorza” wygra we Wrocławiu, to powinien też poradzić sobie z Hammarby.
Piast Gliwice był losowany spośród drużyn nierozstawionych, zatem jego trener Waldemar Fornalik pewnie odetchnął z ulga na wieść, że jego zespołowi przyjdzie się w 2. rundzie zmierzyć na własnym boisku z austriackim TSV Hartberg.
SV Hartberg w poprzednim sezonie austriackiej ekstraklasy zajął piąte miejsce, a prawo gry w eliminacjach Ligi Europy wywalczył w barażach z Austrią Wiedeń. „Nie lekceważymy żadnego przeciwnika, ale z losowania jesteśmy zadowoleni. Uważam, że jesteśmy w stanie awansować. Na pewno uważnie przyjrzymy się jak gra ten austriacki zespół, być może pojedziemy obejrzeć go na żywo. Niczego nie zaniedbamy” – zapewnia dyrektor sportowy Piasta Bogdan Wilk.
Piast na razie lepszy w pucharach
Także prezes austriackiego klubu Brigitte Annerl nie uważa swojej drużyny za faworyta potyczki w Gliwicach. „Nie możemy się doczekać europejskiej przygody, która zacznie się w Polsce. Podchodzimy do tego meczu bez presji, bo trafiliśmy na silnego rywala, ale TSV zawsze dobrze prezentował się na wyjazdach w lidze, więc może postara się o niespodziankę w spotkaniu z Piastem” – stwierdziła w wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej TSV Hartberg.
Problem w tym, że zespół Piasta, trzecia siła w ekstraklasie w poprzednim sezonie, obecną edycje rozgrywek zaczął fatalnie, bo od dwóch porażek. Najpierw przegrał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 0:2, a w miniony weekend uległ na własnym stadionie Pogoni Szczecin 0:1. Gdyby nie to, że Cracovia zaczęła rozgrywki z minusowymi pięcioma punktami na koncie, to po dwóch kolejkach Piast byłby w stawce zespołów PKO Ekstraklasy „czerwoną latarnią” z zerowym dorobkiem punktowy, trzema straconymi golami i bez żadnej zdobyczy bramkowej. Nie jest to jednak problem, bo do końca rozgrywek w naszej lidze jeszcze 28 kolejek i będzie czas odrobić straty, a teraz trzeba wszystkie siły poświęcić na jak najlepszy występ w kwalifikacjach Ligi Europy. W przerwie na reprezentację podopieczni trenera Fornalika będą mieli okazję do poprawienia mankamentów w swojej grze, bo przed starciem z TSV czeka ich tylko jeden ligowy mecz, z Wartą Poznań w 3. kolejce ekstraklasy. Jeśli gliwiczanie uporają się z austriackim zespołem, w 3. rundzie zmierzą się z lepszym z pary IFK Goeteborg – FC Kopenhaga.W Lidze Europy powalczy też Legia Warszawa, która w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów przegrała z Omonią Nikozja, ale na pocieszenie dostała jeszcze szansę awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Mistrzowie Polski zaczną od 3. rundy, a swój pierwszy mecz w tych rozgrywkach zagrają 24 września, a zmierzą się ze zwycięzcą pary Sileks Kratovo (Macedonia) – Drita Gnjilane FC (Kosowo).

Pary 2. rundy eliminacji Ligi Europy:
Ścieżka ligowa: Hammarby IF – Lech Poznań, Piast Gliwice – TSV Hartberg, Kajsar Kyzołorda – APOEL Nikozja, Locomotiw Tbilisi – Dynamo Moskwa, Coleraine – Motherwell, KF Teuta – Granada, Viking FK – Aberdeen FC, CSKA Sofia – Bate Borysów, KF Laci – Hapoel Ber-Szewa, Ventspils – Rosenborg, Servette Genewa – Stade de Reims, Olimpia Ljubljana – Zrinsjki Mostar, Hibernians FC – Fehervar, Nomme Kalju/NS Mura – Aarhus, Neftci Baku – Galatasaray Stambuł, IFK Goteborg – FC Kopenhaga, OFI Kreta – Apollon Limassol, Bala Town – Standard Liege, FC Botosani – Shkendija FK, Aris Saloniki – Kolos Kovalivka, FK Riterial – Slovan Liberec, FC Borac Banja Luka – Rio Ave, FK Kukesi – VfL Wolfsburg, NK Osijek – FC Basel, Bodo/Glimt – Żalgiris Wilno, Niederkorn – Willem II Tilburg, Suruceni – Partizan Belgrad, Lokomotiv Płowdiw – Tottenham Hotspur, Budapest Honved – Malmoe FC, Lincoln FC – Glasgow Rangers, Renova – Hajduk Split, DAC Dunajska Streda – FK Jablonec, Shamrock Rovers – AC Milan. Ścieżka mistrzowska: Inter Escaldes – Dundalk FC, Kuopion Palloseura – Slovan Bratislava, Linfield Belfast – Floriana FC, FC Ryga – Tre Fiori, Djurgarden IF – Europa FC, Flora Tallin – KR Reykjavik, Siłeks Kratowo – Drita FC, FK Astana – Buducnost Podgorica, Ararat-Armenia Erywań – Fola Esch, Connah’s Quay Nomads FC – Dinamo Tbilisi.

Wyniki 1. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 1. kolejki:
Zagłębie Lubin – Lech Poznań 2:1
Gole: Lubomir Guldan (82), Sasza Balić (87) – Mikael Ishak (45).
Żółte kartki: Sirk – Satka, Crnomarković.
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów:3968.
Cracovia – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Marcos Alvarez (58), Sergiu Hanca (62) – Adam Frączczak (57).
Żółte kartki: Alvarez, Van Amersfoort, Vestenicky – Dąbrowski, Triantafyllopoulos, Matynia. Sędziował: Paweł Raczkowski.
Widzów: 4053.
Śląsk Wrocław – Piast Gliwice 2:0
Gole: Fabian Piasecki (2), Piotr Celeban (51). Żółte kartki: Kirkeskov, Steczyk (Cracovia). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5259.
Raków Częstochowa – Legia Warszawa 1:2
Gole: Patryk Kun (50) – Tomas Pekhart (16, 84). Żółte kartki: Wilusz, Gutkovskis, Sapała – Luis Rocha, Pekhart, Mladenović, Luquinhas. Czerwona kartka: Wilusz (45. za drugą żółtą). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 1985.
Wisła Płock – Stal Mielec 1:1
Gole: Mateusz Szwoch (89) – Andreja Prokić (55). Żółte kartki: Lesniak, Rzeźniczak – M. Żyro. Sędziował: Sebastian Jarzębak.
Widzów: 1318.
Warta Poznań – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Łukasz Zwoliński (66).
Żółte kartki: Kiełb, Jakóbowski, Kuzdra, Trałka – Kubicki, Makowski, Kałuziński. Czerwona kartka: Jakóbowski (81., za drugą żółtą).
Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 2381.
Górnik Zabrze – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:2
Gole: Jesus Jimenez (1, 23 karny, 90), Piotr Krawczyk (45) – Kamil Biliński (57, 82).
Żółte kartki: Hajda – Biliński, Baszłaj, Rzuchowski. Sędziował: Mariusz Złotek).
Widzów: 7368.
Jagiellonia Białystok – Wisła Kraków 1:1
Gole: Maciej Makuszewski (25) – Jakub Błaszczykowski (33).
Żółte kartki: Wdowik, Bida, Arsenić – Żukow, Basha, Mehremić. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski).
Widzów: 5070.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą -5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

Tabela

Górnik 1 3 4:2
Śląsk 1 3 2:0
Legia 1 3 2:1
Zagłębie 1 3 2:1
Lechia 1 3 1:0
Jagiellonia 1 1 1:1
Stal Mielec 1 1 1:1
Wisła Kraków 1 1 1:1
Wisła Płock 1 1 1:1
Lech 1 0 1:2
Pogoń 1 0 1:2
Raków 1 0 1:2
Warta 1 0 0:1
Piast 1 0 0:2
Podbeskidzie 1 0 2:4
Cracovia 1 -2 2:1