Cracovia i Lechia w finale

Półfinałowe mecze Pucharu Polski zakończyły się porażkami faworytów. We wtorek w Krakowie lider ekstraklasy Legia Warszawa przegrał sromotnie 0:3 z Cracovią, zaś w środę w Poznaniu trzeci w tabeli Lech przegrał z broniącą trofeum Lechią Gdańsk po rzutach karnych. Finał odbędzie się 24 lipca w Lublinie.

Kibice Cracovii czekali na zwycięstwo swojej drużyny z Legią na własnym stadionie od 10 kwietnia 2005 roku, czyli ponad 5,5 tysiąca dni. Zespół „Pasów” nie ma wielkich dokonań w rozgrywkach o Puchar Polski. Do fazy półfinałowej dotarł dopiero po raz trzeci w historii (wcześniej w sezonie 1961/1962 i 2006/2007), a w finale zagra po raz pierwszy. Dla ekipy Legii z kolei Puchar Polski to zwycięska rutyna – stołeczna drużyna ma na koncie 19 triumfów w tej rywalizacji, a w ostatniej dekadzie w półfinale zagrała po raz ósmy. Mało kto zakładał jakąś niespodziankę w tym starciu, którego murowanym faworytem byli legioniści. Także dlatego, że stadion Cracovii nie był dla nich niezdobytą twierdzą – nie przegrali tu w trzynastu wcześniejszych wizytach, notując na obiekcie przy Kałuży 1 osiem zwycięstw i pięć remisów.
Legia to jednak w tej chwili już nie jest tym samym zespołem, który po przerwie zimowej był niepokonany w pięciu kolejach z rzędu, pokonując w tym czasie między innymi Cracovię i Lechię, czyli obu świeżo upieczonych finalistów Pucharu Polski. Potem legionistom przytrafiła się porażka na własnym stadionie z Piastem Gliwice, lecz trener Aleksandar Vuković nie zdążył stwierdzić, czy był to tylko wypadek przy pracy, czy też zapowiedź głębszego kryzysu, bo wybuchła pandemia koronawirusa. Po restarcie rozgrywek Legia znowu jednak zaczęła grać znakomicie wygrywając trzy pierwsze spotkania, co zapewniło jej pierwszą lokatę w sezonie zasadniczym, dlatego porażka w 30. kolejce z Górnikiem Zabrze uznano jako objaw rozprzężenia po osiągnięciu celu.
Początek rywalizacji w fazie play off jeszcze nie zapowiadał kłopotów – „Wojskowi” pokonali u siebie Śląsk 2:0, zremisowała na wyjeździe 0:0 z Jagiellonią i u siebie z zawsze niewygodnym Piastem 1:1. Potem jednak przegrali w Poznaniu z Lechem 1:2. Tracąc siedem punktów w trzech meczach legioniści co prawda nie roztrwonili przewagi nad ścigającymi ich w tabeli ekipami Piasta i Lecha, od których wciąż mają osiem „oczek” więcej, ale do przyklepania mistrzowskiego tytułu wciąż potrzebują jednego punktu. Wtorkowa porażka z Cracovią w półfinale Pucharu Polski była jednak dla Legii już czwartym z rzędu meczem bez zwycięstwa, a drugim z rzędu przegrany. Na słabszą dyspozycję zespołu z pewnością wpływ miała plaga kontuzji. W składzie Legii w spotkaniu z „Pasami” zabrakło aż sześciu zawodników, którzy na początku czerwca wychodzili na boisko w podstawowej jedenastce. Dało się też zauważyć, że większości zawodników zaczyna brakować siły i szybkości, co nie najlepiej prognozuje w trzech ostatnich kolejkach sezonu.
Trener Cracovii Michał Probierz dopiero 29 czerwca zaczął swobodniej oddychać i przestał rozważać złożenie dymisji, bo tego dnia jego zespół wreszcie wygrał w lidze pokonując u siebie Pogoń 2:1, a w następnej kolejce rozgromił na wyjeździe Lechię 3:0. Wygrana z Legią była zatem trzecią z rzędu, na dodatek zwycięstwo zapewniły gole polskich piłkarzy – jeden Michała Helika i dwa Mateusza Wdowiaka. W Cracovii takie sytuacje to ostatnio rzadkość, bo polskich piłkarzy w tym zespole można policzyć na palcach jednej ręki – w spotkaniu z Legią oprócz wspomnianej dwójki zagrali jeszcze tylko Kamil Pestka. Probierz na razie o finałowym starciu z Lechią w Pucharze Polski jeszcze nie myśli, bo po zdobyciu sześciu punktów w lidze jego zespół wrócił niespodziewanie do gry o miejsce na podium rozgrywek, gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Do osiągnięcia tego celu musi jednak powalczyć z Legią w najbliższa sobotę w Warszawie o komplet punktów. Gdyby „Pasom” ta sztuka na Łazienkowskiej się udała, mogą odwlec koronację legionistów i przybliżyć się do pierwszego od 1952 roku medalu mistrzostw Polski.
W drugim półfinale Lech miał awans na wyciągnięcie ręki, bo prowadził w konkursie rzutów karnych, ale jego gracze zmarnowali dwie ostatnie „jedenastki” i ostatecznie przegrali 3-4. W regulaminowym czasie gry było 1:1 po golach Flavio Paixao dla Lechii w 65. i Dani Ramireza dla Lecha w 62. minucie. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i sędzia Tomasz Musiał z Krakowa zarządził karne. Trener Lecha Dariusz Żuraw do ich wykonywania wyznaczył Christiana Gytkjaera (trafił), Jakuba Modera (trafił), Lubomira Satka (trafił), Filipa Marchwińskiego (spudłował), Daniego Ramireza (spudłował) i Kamila Jóźwiaka (spudłował), natomiast trener Lechii Piotr Stokowiec postawił na Jarosława Kubickiego (trafił), Rafała Pietrzaka (spudłował), Łukasza Zwolińskiego (trafił), Egzona Kryeziu (spudłował), Flavio Paixao (trafił) i Macieja Gajosa (trafił). W sumie trzeba było sześciu kolejek rzutów karnych, żeby wyłonić zwycięzcę meczu. Gracze „Kolejorza” pokpili sprawę, bo mieli już gdańszczan na łopatkach. Ich porażka jest tym bardziej bolesna, że w przekroju całego spotkania byli zespołem wyraźnie lepszym.

Poniosą karę za korupcję

Rzecznik Dyscyplinarny PZPN Adam Gilarski wystąpił z wnioskiem o ukaranie Cracovii za udział w futbolowej korupcji. Krakowskiemu klubowi grozi odjęcie punktów oraz kara finansowa.

To pokłosie osądzonej dopiero niedawno afery korupcyjnej z sezonu 2003/2004. Zespół Cracovia grał wtedy na zapleczu ekstraklasy i walczył o awans. Po podejrzanie wysokim zwycięstwie 8:1 nad Szczakowianką Jaworzno, „Pasy” rzutem na taśmę zakwalifikowały się do barażu i po dwóch wygranych po 4:0 z Górnikiem Polkowice ostatecznie awansowały do ligowej elity. Po latach wyszło jednak szydło z worka i okazało sie, że ten sukces miał podłoże korupcyjne.
W dniu 30 stycznia tego roku Sąd Rejonowy Kraków-Krowodrza skazał za ustawianie meczów Cracovii i Podbeskidzia Jacka P., byłego obserwatora PZPN i sędziego piłkarskiego, formalnie nie związanego z Cracovią, na dwa lata i osiem miesięcy więzienia, przepadek pięciu tysięcy złotych przyjętych korzyści majątkowej oraz zakaz działalności w sporcie na okres pięciu lat i dodatkowo 30 tysięcy złotych grzywny. Drugi oskarżony w tym procesie, Rafał R., miał już mocne związki z Cracovią, bo to były członek stowarzyszenia wspierającego klub oraz były członek jego rady nadzorczej. On został skazany z ustawianie meczów krakowskiego klubu na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 14 tys. złotych grzywny.
Władze krakowskiego klubu najpierw twierdziły, że są stroną poszkodowaną w tej sprawie, ale teraz jednak zmieniły ocenę sytuacji i uznały odpowiedzialność klubu. I zadeklarowały chęć dobrowolnego poddania się karze. Wniosek Cracovii zostanie rozpatrzony przez komisję dyscyplinarną PZPN, ale już wiadomo, że klub nie zostanie zdegradowany do niższej ligi. Na pewno jednak nie uniknie kary odjęcia punktów oraz grzywny finansowej. W obu przypadkach widełki są szerokie – nawet 30 punktów ujemnych oraz pół miliona złotych. związku z aferą korupcyjną w latach 2003-05 PZPN ukarał już kilkanaście klubów.

W pogoni za Legią

W minioną niedzielę zakończyła się faza zasadnicza sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ostateczny podział na grupę mistrzowską i spadkową ukonstytuował się już w przedostatniej kolejce, więc w ostatniej walczono jedynie o kolejne punkty i jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play off.

Niespodzianką był pierwsza po restarcie rozgrywek porażka Legii, która przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:2, ale stołeczny zespół nadal jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Największym wydarzeniem 31. kolejki będzie powrót kibiców na trybuny. Porażka legionistów w Zabrzu trzeba jednak uznać za typowy „wypadek przy pracy”. Lider rozgrywek miał przez cały mecz wyraźną przewagę i dominował nad rywalami w każdym aspekcie gry, z wyjątkiem skuteczności.
Trener Górnika Marcin Brosz tym razem nie zamierzał szpanować jak w rundzie jesiennej, kiedy to na Łazienkowskiej nakazał swoim piłkarzom otwartą grę i zapłacił za odwagę klęską 1:5. Na swoim boisku ustawił zespół na zmasowaną obronę oraz ataki z kontry i ta taktyka przyniosła mu powodzenie, bo wygrał 2:0 i dzięki trzem zdobytym punktom Górnik wspiął się na szczyt grupy spadkowej. Teraz pewnie rywale „Wojskowych” w fazie play off będą grali podobnie jak zabrzanie.
Kibice wracają na trybuny
Przekonamy sie o tym już w najbliższą niedzielę, bo tego dnia stołeczny zespół podejmie na Łazienkowskiej trzeci obecnie zespół ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław. Tak wysokie miejsce w tabeli to w znacznej mierze zasługa czeskiego trenera Vitezslava Laviczki. 57-letni szkoleniowiec objął drużynę w styczniu 2019 roku z zadaniem utrzymania jej w lidze. Dokonał tego, chociaż Śląsk zakończył sezon tuż nad strefą spadkową, lecz w kolejnych miesiącach radykalnie odmienił styl gry tego zespołu i teraz może z nim nawet wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.
Szefowie wrocławskiego klubu przedłużyli więc kontrakt z Laviczką do końca czerwca 2022 roku, co może znacząco wpłynąć na motywację piłkarzy. Z Legią Śląsk w tym sezonie zremisował w Warszawie 0:0, a w rundzie rewanżowej przegrał u siebie 0:3, lecz miało to miejsce w grudniu ubiegłego roku, w 19. kolejce. Teraz legionistom tak łatwo pewnie nie pójdzie, ale na stratę punktów pozwolić już sobie nie mogą, bo drugi w tabeli Piast zmniejszył dystans do siedmiu punktów. To wciąż kolosalna różnica, lecz już nie dająca takiego psychicznego komfortu jaki dawała przewaga dziesięciu „oczek”.
W najbliższy weekend na stadiony ekstraklasy wrócą kibice, jednak w limitowanej liczbie – będą mogli wypełnić jedynie 25 procent pojemności trybun. W przypadku Legii będzie to około ośmiu tysięcy widzów, co już zapewni piłkarzom stołecznego zespołu wystarczająco głośny doping. Ale już na stadionie w Zabrzu PZPN ograniczył nawet dozwolone 25 procent, co pozwalało na obecność sześciu tysięcy kibiców. Na piątkowe spotkanie z Koroną będzie mogło wejść maksymalnie 4600 widzów, bo jak sie okazało, na wciąż budowanym zabrzańskim stadionie krzyżują się przejścia między wyznaczonymi strefami. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle na stadion Górnika będą mogli wejść kibice, bo Śląsk jest przecież regionem w którym ostatnio notuje najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Decyzja w tej sprawie należy do wojewody.
Terminarz fazy play off
W 31. kolejce frekwencja będzie i tak mizerna, bo oprócz stadionu Legii, pozostałe obiekty są albo znacznie mniejsze, albo w budowie (Zabrze, Szczecin). Fani futbolu są jednak tak spragnieni oglądania meczów na żywo, że pewnie wszystkie udostępnione miejsca na obiektach zostaną wykorzystane.
Obecność kibiców z pewnością uatrakcyjni telewizyjny przekaz, co jest teraz dla klubów ekstraklasy szczególnie ważne, bo w czasie pandemii nadawcy z wielu krajów kupili prawa do transmisji. Niedawno zrobiła to rosyjska stacja Match TV, która jest obok NTV jednym z ośmiu naziemnych kanałów będących własnością koncernu Gazprom Media Holding. Tym samy Rosja jest 18. krajem, w którym w tym sezonie pokazywane będą mecze polskiej piłkarskiej ekstraklasy.
Faza play off PKO Ekstraklasy rozpocznie się w piątek 19 czerwca i potrwa do niedzieli 19 lipca. Pierwsze miejsce wywalczone w zasadniczej części sezonu zapewniło Legii przywilej rozegrania czterech z siedmiu spotkań na swoim boisku. Podopieczni trenera Vukovicia zagrają u siebie, poza Śląskiem Wrocław, także z Piastem Gliwice, Cracovią i Pogonią Szczecin. Taki sam przywilej przysługuje trzem pozostałym zespołom z czołowej czwórki w grupie mistrzowskiej, czyli Piastowi, Śląskowi i Lechowi Poznań. Analogiczna sytuacja jest w grupie spadkowej. Po cztery spotkania na swoich stadionach rozegrają Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Zagłębie Lubin i Wisła Płock.

Terminarz play off

  1. kolejka (19-21 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice – Lech Poznań, Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk;
    Grupa spadkowa:
    Górnik Zabrze – Korona Kielce, Raków Częstochowa – Wisła Kraków, Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, Wisła Płock – Arka Gdynia;
  2. kolejka (23-24 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Jagiellonia – Legia, Śląsk – Cracovia, Lechia – Piast, Lech – Pogoń
    Grupa spadkowa:
    ŁKS Łódź – Górnik, Wisła Kraków – Wisła Płock, Korona – Raków, Arka – Zagłębie;
  3. kolejka (26-29 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Piast, Śląsk – Lech, Cracovia – Pogoń, Jagiellonia – Lechia;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Wisła Kraków, Wisła Płock – ŁKS, Raków – Arka, Zagłębie – Korona;
  4. kolejka (3-6 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Lech – Legia, Piast – Śląsk, Pogoń – Jagiellonia, Lechia – Cracovia;
    Grupa spadkowa:
    Wisła Płock – Górnik, Raków – Zagłębie, Korona – Arka, ŁKS – Wisła Kraków;
  5. kolejka (10-12 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Cracovia, Lech – Lechia, Piast – Jagiellonia, Śląsk – Pogoń;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Raków, Zagłębie – Wisła Płock, Wisła Kraków – Korona, Arka – ŁKS;
  6. kolejka (14-15 lipca, wtorek-środa)
    Grupa mistrzowska (środa):
    Lechia – Legia, Cracovia – Lech, Pogoń – Piast, Jagiellonia – Śląsk;
    Grupa spadkowa (wtorek):
    Arka – Górnik, Zagłębie – Wisła Kraków, ŁKS – Raków, Wisła Płock – Korona;
  7. kolejka (18-19 lipca)
    Grupa mistrzowska (niedziela):
    Legia – Pogoń, Piast – Cracovia, Śląsk – Lechia, Lech – Jagiellonia;
    Grupa spadkowa (sobota):
    Górnik – Zagłębie, Wisła Kraków – Arka, Raków – Wisła Płock, Korona – ŁKS Łódź.

Wyniki 28. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 28. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:3
Gole: Łukasz Burliga (29) – Tomas Pekhart (57, 70), Walerian Gwilia (76).
Żółte kartki: Żukow – Jędrzejczyk, Pekhart.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.
Korona Kielce – Piast Gliwice 1:2
Gole: Petteri Forsell (14) – Sebastian Milewski (65), Jorge Felix (76).
Żółte kartki: Żubrowski, Gnjatić – Kirkeskov. Czerwona kartka: Żubrowski (27., za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.
Pogoń Szczecin – Cracovia 1:0
Gol: Kamil Drygas (64).
Żółte kartki: Listkowski, Manias – Helik, Loshaj. Czerwona kartka: Helik (90., za drugą żółtą).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Adam Danch (82), Marko Vejinović (90) – Michał Chrapek (12 karny).
Żółte kartki: Kopczyński, Siemaszko – Żivulić, Chrapek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Erik Jirka (19, 66) – Łukasz Zwoliński (79, 87).
Żółte kartki: Matuszek, Janża, Prochazka – Saief.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:2
Gole: Bartosz Bida (67), Jakov Puljić (90) – Cillian Sheridan (29), Dominik Furman (61 karny).
Żółta kartka: Szwoch (Wisła).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Zagłębie Lubin – Lech Poznań 3:3
Gole: Filip Starzyński (8 karny, 40 karny), Sasza Żivec (26) – Christian Gytkjaer (21), Jakub Kamiński (76), Dani Ramirez (88 karny).
Żółte kartki: Baszkirow, Poręba – Rogne.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Raków Częstochowa – ŁKS Łódź 1:1
Gole: Jarosław Jach (49) – Carlos Moros Gracia (32). Żółte kartki: Piątkowski, Petrasek – Dąbrowski, Srnić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 28 57 58:27
  2. Piast 28 49 34:26
  3. Pogoń 28 44 28:26
  4. Śląsk 28 43 36:32
  5. Lech 28 43 48:29
  6. Cracovia 28 42 35:27
  7. Lechia 28 42 38:38
  8. Jagiellonia 28 41 38:37
    Grupa spadkowa
  9. Raków 28 38 34:39
  10. Zagłębie 28 37 47:43
  11. Górnik 28 37 37:38
  12. Wisła P. 28 37 35:47
  13. Wisła K. 28 31 34:45
  14. Korona 28 29 20:33
  15. Arka 28 28 27:42
  16. ŁKS Łódź 28 21 26:46

Piast straszy Legię

Broniący mistrzowskiego tytułu Piast Gliwice w 28. kolejce pokonał na wyjeździe Koronę Kielce 2:1 i jako drugi zespół, po prowadzącej w tabeli Legii Warszawa, zaklepał sobie miejsce w grupie mistrzowskiej. Trener gliwiczan Waldemar Fornalik coraz odważniej mówi o szansach swojej drużyny na drugi z rzędu triumf w ekstraklasie.

Zagrożona degradacją ekipa Korony, którą do restartu rozgrywek przygotował zatrudniony od 6 marca trener Maciej Bartoszek, przystępowała do meczu z Piastem w bojowym nastroju, wywołanym efektowną wyjazdową wygraną 4:1 z Wisłą Płock. Szybko się jednak przekonali, że gliwiczanie są zespołem z wyższej półki niż „Nafciarze”, a ich wysokie zwycięstwo 4:0 w poprzedniej kolejce z Wisłą Kraków nie było dziełem przypadku. Podopieczni trenera Fornalika byli zdecydowanie lepsi i zasłużenie wygrali, a wynik 2:1 nie odzwierciedla przewagi jaką mieli praktycznie przez całe spotkanie. Gdyby gracze Piasta wykorzystali wszystkie stuprocentowe strzeleckie okazje, ich zwycięstwo byłoby bardziej okazałe. Kielczanie jednak też pokazali się z dobrej strony i potwierdzili, że nie są już tym samym zagubionym i bezradnym zespołem, jakim byli przed wybuchem pandemii. Pod wodzą trenera Bartoszka Korona gra zdecydowanie lepiej i całkiem niewykluczone, że zdoła nawet obronić się przed spadkiem do niższej ligi. Dla piłkarzy trener Fornalika wygrana w Kielcach była czwartą z rzędu w ekstraklasie. Gliwiczanie zmniejszyli stratę do Legii do pięciu punktów, ale mało kto w ich obozie wierzył, że stołeczny zespół w niedzielę przegra w kończącym 28. kolejkę meczu z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Sami przecież tydzień wcześniej „rozjechali” wiślaków 4:0 i nie mieli najlepszego zdania o sile tego zespołu.
Drugi z krakowskich zespołów, Cracovia, nie przerwała w Szczecinie serii porażek i przegrała po raz szósty z rzędu, ulegając Pogoni 0:1. Zwycięską bramkę dla „Portowców” zdobył rezerwowy Kamil Drygas. Przed meczem było wiadomo, że triumfator tego spotkania zapewni sobie miejsce w grupie mistrzowskiej, więc szczecinianie po ostatnim gwizdku sędziego Szymona Marciniaka mieli podwójny powód do świętowania.
Dla ekipy „Pasów” powrót do domu był pewnie mordęgą, bo w następnej kolejce czeka ją wyprawa do Gdańska na mecz z Lechią. Przerwać tam fatalną passę będzie jeszcze trudniej niż w Szczecinie, a tymczasem po serii sześciu porażek z rzędu Cracovii zjechała w tabeli na szóste miejsce i już nie ma gwarancji, że zakończy fazę zasadniczą w grupie mistrzowskiej. Niebywałe w jaki regres formy wpadła ta drużyna w tym roku. A przecież zaczynała w lutym rundę wiosenną w roli jednego z kandydatów do mistrzostwa Polski.

Wyniki 28. kolejki:
Korona Kielce – Piast Gliwice 1:2
Gole: Petteri Forsell (14) – Sebastian Milewski (65), Jorge Felix (76).
Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Erik Jirka (19, 66) – Łukasz Zwoliński (79, 87).
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:2
Gole: Bartosz Bida (67), Jakov Puljić (90) – Cillian Sheridan (29), Dominik Furman (61 karny).
Zagłębie Lubin – Lech Poznań 3:3
Gole: Filip Starzyński (8 karny, 40 karny), Sasza Żivec (26) – Christian Gytkjaer (21), Jakub Kamiński (76), Dani Ramirez (88 karny).
Pogoń Szczecin – Cracovia 1:0
Gol: Kamil Drygas (64).
Raków Częstochowa – ŁKS Łódź 1:1
Gole: Jarosław Jach (49) – Carlos Moros Gracia (32).

Piąta porażka Cracovii

Pierwsza kolejka po restarcie rozgrywek obfitowała w gole. Piłkarze strzelili ich 24, co daje niezłą średnią trzech trafień na jedno spotkanie (średnia w sezonie to 2,54). Niestety, polscy piłkarze zdobyli tylko 10 bramek. Największymi niespodziankami były porażki u siebie zespołów Cracovii, Pogoni i Wisły Płock.

Ekipa lidera, Legii Warszawa, zdobyła tylko jedną bramkę, ale pokonując Lecha w Poznaniu 1:0 zaliczyła 17 wygrane spotkanie w tym sezonie. Stołeczny zespół utrzymał osiem punktów przewagi nad drugim Piastem Gliwice i ma już pewność, że w najgorszym przypadku rundę zasadniczą zakończy na drugim miejscu, ale jeśli wygra następny mecz (na wyjeździe z Wisłą Kraków), dowiezie prowadzenie do końca. Bardzo bliski zagwarantowania sobie miejsca w grupie mistrzowskiej jest też obrońca mistrzowskiego tytułu Piast Gliwice. W miniony weekend z zespołów zajmujących miejsca 2-6, tylko gliwiczanie nie stracili dystansu do prowadzącej Legii. Definitywnie szansę na awans do czołowej ósemki utraciły natomiast trzy ostatnie drużyny w stawce, czyli ŁKS Łódź, Arka Gdynia i Korona Kielce.

Szósty hat-trick w sezonie

Pierwszy raz od 27 października w ekstraklasie odnotowano hat-tricka, ale to już szóste takie osiągnięcie w bieżącym sezonie. Jego autorem został Flavio Paixao. Dzięki temu portugalski piłkarz wyśrubował dwa należące do niego rekordy – w liczbie goli strzelonych w naszej lidze przez obcokrajowców (78) oraz goli strzelonych przez gracza Lechii Gdańsk (54). Dzięki trzem trafieniom w spotkaniu z Arką Paixao powiększył swój bramkowy dorobek w obecnych rozgrywkach do 13 i do lidera klasyfikacji strzelców, grającego w Lechu Poznań Duńczyka Christiana Gytkjaera traci już tylko dwa gole. Taka samą stratę ma hiszpański napastnik Piasta Jorge Felix, który również w ten weekend poprawił swoje konto bramkowe. Paixao jest najstarszym autorem hat-tricka (35 lat 8 miesięcy 1 dzień) w ekstraklasie od czasów Marcina Robaka, który dokonując tego wyczynu w październiku 2018 roku miał dokładnie 35 lat 10 miesięcy i 2 dni.
Naszą nadzieję na lepszą przyszłość, czyli większy wkład polskich piłkarzy w strzeleckie popisy zespołów ekstraklasy (teraz są autorami 42 procent trafień), są gole dwóch nastoletnich zawodników – występującego w Zagłębiu Lubin Bartosza Białka, który w spotkaniu z Pogonią Szczecin zaliczył swoje szóste trafienie w tym sezonie, a miał tergo dnia 18 lat 6 miesięcy i 18 dni. Napastnik „Miedziowych” jest najskuteczniejszy wśród graczy ekstraklasy urodzonych w XXI wieku. Ale w 27. kolejce trafienie zaliczył piłkarz jeszcze młodszy od niego, bo urodzony 23 lipca 2002 Dawid Kocyła z Wisły Płock.

Cracovia weryfikuje cele

Zespół „Pasów” zaczął ten rok z przytupem, wygrywając dwa pierwsze mecze (z Arką na wyjeździe 1:0 i u siebie z Lechem 2:1), nic więc dziwnego, że zespół prowadzony przez Michała Probierza zaczęto wymieniać jako kandydata do zdobycia mistrzostwa. Na ten laur kibice tego krakowskiego klubu czekają już 72 lata. W poprzednim sezonie zespół wystartował fatalnie i długo pętał się w ogonie tabeli, ale finisz miał świetny, co pozwoliło mu zająć na koniec czwartą lokatę i popróbować sił w europejskich pucharach. W obecnych rozgrywkach Cracovia najniżej w stawce była na 11. pozycji, ale rok kończyła w ścisłej czołówce i rundę wiosenna zaczęła obiecująco. Niestety, sen o potędze 22 lutego przerwał brutalnie obrońca tytułu Piast Gliwice, pokonując u siebie „Pasy” 1:0. Od tego momentu ekipa Probierza zaczęła zbierać baty. Do przerwy spowodowanej wybuchem pandemii koronawirusa przegrała trzy kolejne spotkania – na wyjeździe 1:2 z Legią, u siebie w derbach Krakowa z Wisłą 0:2 i ponownie na wyjeździe 2:3 z Górnikiem Zabrze. Trzymiesięczna przerwa w rozgrywkach niewiele zmieniła. W niedzielę Cracovia przegrała 0:1 z Jagiellonią Białystok i obsunęła się w tabeli ekstraklasy na czwartą lokatę, ale nad zajmującą ósme miejsce białostocką drużyną ma jedynie dwa punkty przewagi, tylko jeden więcej od siódmej Pogoni i szóstej Lechii, a tyle samo co piąty Lech (42).
Nic dziwnego, że trener Probierz, który lubi prężyć muskuły i zwykle nawet w przypadku porażek niechętnie przyznaje się do własnych błędów, po wpadce z Jagiellonią nie krył przygnębienia. „Patrzę tak z boku i się zastanawiam, czy ja jestem jeszcze w stanie nauczyć tych piłkarzy czegoś więcej, jeszcze ich zmotywować? Na ten temat będę rozmawiał z profesorem Januszem Filipiakiem” – zapowiedział.
Słowa Probierza zostały odebrane jako zapowiedź dymisji, więc zaraz w poniedziałek prezes klubu Janusz Filipiak musiał wkroczyć do akcji i zapewnić, że nie ma tematu zmiany trenera w Cracovii. Wstrząs jednak był i niewykluczone, że podziała na zespół mobilizująco. Na mistrzowski tytuł, który ekipa „Pasów” po raz wywalczyła w 1948 roku, szans już jednak nie ma praktycznie żadnych, ale wciąż jeszcze może powalczyć o miejsce na podium, co i tak byłoby wielkim sukcesem, bo jeszcze za rządów Filipiaka trwającymi od 2004 roku tak wysoko w tabeli rozgrywek nie kończyła. A za trenerskiej kadencji Probierza Cracovia zajmowała dziewiąte i czwarte miejsce, zatem progres wynikowy może utrzymać. Chyba, że przeszkodzi mu w tym PZPN. W miniony wtorek rzecznik dyscyplinarny związku Adam Gilarski przedstawił Cracovii zarzut korupcji dotyczący kilkunastu meczów w sezonie 2003/2004. Cracovia grozi kara w postaci ujemnych punktów oraz kara finansowa.

Burzliwe derby Trójmiasta

Najbardziej ekscytujące widowisko w 27. kolejce stworzyli piłkarze Lechii i Arki. Do przerwy nic si nie działo i do szatni zespoły schodziły przy wyniku 0:0. Kanonadę zaczął w 50. minucie Paixao trafiając z rzutu karnego dla Lechii, potem dwa gole strzelili gdynianie – Marko Vejinović z karnego i Jarosław Kubicki po strzale samobójczym, następnie na 2:2 wyrównał Paixao, lecz w 82. minucie na 3:2 ponownie z karnego podwyższył Vejinović. Końcówka meczu należała jednak do gospodarz. Na 3:3 w 87. minucie wyrównał Łukasz Zwoliński, a zwycięskiego gola na 4:3 z „jedenastki” zdobył Paixao.
Poza stadionem też było gorąco. Policja miała sporo pracy z utrzymaniem porządku w lokalach, gdzie przed telewizorami gromadzili się fani obi zespołów. Zatrzymano trzy osoby – jedną za napaść na funkcjonariuszy, a dwie za posiadanie narkotyków. Ponadto funkcjonariusze interweniowali w przypadkach odpalania środków pirotechnicznych, spożywania alkoholu w miejscach publicznych, zakłócanie porządku, nieobyczajnych zachowań czy łamania zakazów związanych z pandemią koronawirusa.
Co ciekawe, mimo porażki, która znacznie zmniejsza szanse Arki na uniknięcie degradacji, prezydent Gdyni ogłosił, że miasto znów będzie wspierać finansowo klub.

Wyniki 27. kolejki PKO Ekstraklasy

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1
Gol: Tomas Pekhart (17).
Żółte kartki: Kostewycz, Jóźwiak, Crnomarković, Puchacz – Wieteska, Majecki.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.

Piast Gliwice – Wisła Kraków 4:0
Gole: Jorge Felix (1), Piotr Parzyszek (11, 64), Patryk Tuszyński (85).
Żółte kartki: Jorge Felix, Czerwiński – Błaszczykowski, Sadlok, Burliga, Savicević, Wojtkowski. Czerwona kartka: Sadlok (75. minuta, Wisła, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:1
Gole: Michał Chrapek (90 karny) – Felicio Brown Forbes (83).
Żółte kartki: Tudor, Petrasek (Raków).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.

Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 0:3
Gole: Dejan Drażić (7), Damjan Bohar (27), Bartosz Białek (42).
Żółte kartki: Kopacz, Guldan, Drażić, Czerwiński (Zagłębie).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Giirgos Giakoumakis (36).
Żółte kartki: Dąbrowski – Giakoumakis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.

Wisła Płock – Korona Kielce 1:4
Gole: Dawid Kocyła (15) – Adnan Kovacević (30), Marcin Cebula (34), Petteri Forsell (67), Jacek Kiełb (87).
Żółte kartki: Ambrosiewicz – Cebula, Spychała.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Cracovia – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Przemysław Mystkowski (88).
Żółte kartki: Hanca – Romanczuk, Arsenić, Runje.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 4:3
Gole: Flavio Paixao (50 karny, 76, 90 karny), Łukasz Zwoliński (87) – Marko Vejinović (60 karny, 82 karny), Jarosław Kubicki (71 samobójczy).
Żółte kartki: Lipski, Kubicki, Conrado – Helstrup, Michał Nalepa II.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 27 54 55:26
  2. Piast 27 46 32:25
  3. Śląsk 27 43 35:29
  4. Cracovia 27 42 35:26
  5. Lech 27 42 45:26
  6. Pogoń 27 41 27:26
  7. Lechia 27 41 36:36
  8. Jagiellonia 27 40 36:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 27 37 33:38
  10. Zagłębie 27 36 44:40
  11. Górnik 27 36 35:36
  12. Wisła P. 27 36 33:45
  13. Wisła K. 27 31 33:42
  14. Korona 27 29 19:31
  15. Arka 27 25 25:41
  16. ŁKS Łódź 27 20 25:45

Restart się udał, teraz pora na ekstraklasę

We wtorek po 76 dniach przerwy wznowiono piłkarskie rozgrywki na polskich boiskach. Restart zapoczątkowały mecze Miedzi Legnica z Legią Warszawa (1:2), a w środę Stali Mielec z Lechem Poznań (1:3) w 1/4 finału Pucharu Polski. W piątek do rywalizacji przystąpią natomiast zespoły ekstraklasy.

Gdy tylko zapadła decyzja o restarcie rozgrywek, wszyscy zaczęli się zastanawiać jak ponaddwumiesięczna przerwa odbije się na formie piłkarzy i poszczególnych drużyn. Pierwsze informacje na ten temat miały dać dwa zaległe spotkania ćwierćfinałowe Pucharu Polski. Legia wyruszyła do Legnicy piętrowym autokarem, w hotelu zajęła dwa piętra, żeby każdy członek ekipy miał pokój tylko dla siebie. Na boisku też respektowano wszystkie wytyczne wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa. Regulują one nawet takie drobiazgi, jak to, że z jednej butelki może pić wodę tylko jedna osoba. Wszystkie osoby w strefach technicznych (na ławkach rezerwowych) muszą zasłaniać usta i nos maskami, z wyjątkiem trenerów. Zrezygnowano też z obecności chłopców do podawania piłek. Piłkarze dostali do użytku 24 piłki ustawione wzdłuż linii boiska, ale sami muszą po nie chodzić. Nie będzie też noszowych, a ich obowiązki w razie poważnych kontuzji przejmie obsługa obecnej na meczu karetki pogotowia.
Udane przetarcie Legii i Lecha
W takich też realiach rozegrano mecze w Legnicy i w Mielcu. Starcie dwóch zespołów z PKO Ekstraklasy z czołowymi drużynami I ligi nie przyniosło sensacji. Legia zdominowała zespół Miedzi – jej piłkarze byli szybsi, lepsi technicznie, sprawnie też konstruowali akcje zaczepne, a nawet przewyższali rywali agresywnością. Momentami można było nawet odnieść wrażenie, jakby podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia w ogóle nie mieli przerwy w rozgrywkach.
A przecież lider ekstraklasy rozpoczął spotkanie bez swoich kluczowych graczy – Artura Jędrzejczyka i Luquinhasa, zaś w bramce stał wyciągnięty z głębokich rezerw Wojciech Muzyk, bo obaj golkiperzy z podstawowego składu, Radosław Majecki i Radosław Cierzniak, są kontuzjowani. Dopiero czerwona kartka dla stopera Igora Lewczuka za brutalny faul wyrównała nieco siły i dzięki temu gospodarze strzeli nawet kontaktowego gola, ale na wyeliminowanie Legii byli za słabi. Stołeczny zespół awansował więc bez trudu do półfinału Pucharu Polski. Z równą łatwością awans wywalczył też Lech Poznań, który w środę w Mielcu pokonał Stal Mielec 3:1.
Ponieważ już wcześniej awans do tej fazy pucharowych rozgrywek uzyskały zespoły broniącej trofeum Lechii Gdańsk i Cracovii, wiadomo już, że w tym sezonie 24 lipca w finale zmierza się na pewno dwa zespoły PKO Ekstraklasy. W przeprowadzonym w czwartek losowaniu par półfinałowych Cracovia zmierzy się z Legią, a Lech z Lechią. Te mecze zostaną rozegrane 8 lipca i nie będzie rewanżów, zatem Cracovia i Lech mogą uznać losowanie za korzystne.
Ile warte są zwycięstwa Legi i Lecha nad zespołami z niższej ligi, przekonamy się już w sobotę, bo tego dnia w ramach 27. kolejki ligowej „Kolejorz” podejmie legionistów na swoim boisku. I to dopiero będzie prawdziwy sprawdzian aktualnych możliwości obu drużyn oraz faktycznego zainteresowania restartem rozgrywek w Polsce. Oba mecze Pucharu Polski były transmitowane w Polsacie Sport, który pochwalił się, że mecze Miedzi z Legią obejrzało przed telewizorami 170 tysięcy widzów. Dla porównania – średnia oglądalność meczów ekstraklasy przed zawieszeniem rozgrywek w stacjach Canal+, Canal+Sport, nSport i Canal+Sport3 wynosiła 89,5 tys. widzów, zaś rekordową widownię miał rozegrany na inaugurację sezonu mecz ŁKS Łódź z Lechią Gdańsk, który obejrzało 204 tys. telewidzów.
Piłkarze Legii i Lecha jako pierwsi w PKO Ekstraklasie przekonali się jak wyglądają mecze w czasie pandemii. Wszyscy zostali przebadania na obecność koronawirusa, wszyscy mieli wyniki negatywne, zatem nie ma możliwość, aby uczestnicy meczów zarazi się jeden od drugiego. Na razie ryzyko jest minimalne, lecz przecież ta wyselekcjonowana grupa ludzi nie będzie wiecznie tkwić w totalnej izolacji społecznej. Będą wchodzić w kontakty również z ludźmi spoza tej grupy, członkami rodziny, sąsiadami itd. Dlatego wkrótce te wszystkie obostrzenia na stadionach stracą sens, zwłaszcza gdy rząd wyda zgodę na limitowaną obecność kibiców, na co mocno naciska PZPN.
Brakuje jedynie kibiców
I pewnie dopnie celu, zwłaszcza że może podeprzeć się przykładem Węgier, gdzie władze zezwoliły na wznowienie rozgrywek od razu z udziałem kibiców, chociaż w limitowanej liczbie i z obowiązkiem zachowania surowych przepisów sanitarnych. Z jednej strony obecność widzów na trybunach jest kluczowym elementem każdego widowiska piłkarskiego i wszyscy o tym wiedzą. Ale dla wielu zawodników ich brak paradoksalnie wcale nie musi być przeszkodą, wręcz przeciwnie, mogą grać nawet lepiej nie słysząc wyzwisk i nie czując presji widowni. Tego jednak nie wiemy i trzeba poczekać przynajmniej do zakończenia ostatniego spotkania w 27. kolejce, żeby wyrobić sobie w tej kwestii jakiś pogląd. Na razie trzeba przyjąć, że nic jeszcze w ekstraklasie nie zostało przesądzone, nawet sprawa spadku, bo chociaż trzy ostatnie zespoły, ŁKS Łódź, Arka Gdynia i Korona Kielce są teraz w trudnej sytuacji, to każdy zespół w lidze ma jeszcze do zdobycia 33 punkty, zatem każdy scenariusz jest możliwy. Także taki, że Legia, chociaż prowadzi z przewagą ośmiu punktów nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, nie powinna jeszcze mrozić szampanów. Z czterech ostatnich spotkań w fazie zasadniczej sezonu, legioniści aż trzy rozegrają na wyjeździe, z Lechem, Wisłą Kraków i Górnikiem Zabrze, a tylko jedno, z Arką Gdynia, u siebie.

Zestaw par 27. kolejki PKO Ekstraklasy:
Piątek: Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa, godz. 18:00; Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 20:30.
Sobota: ŁKS Łódź – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 17:30; Lech Poznań – Legia Warszawa, godz. 20:00.
Niedziela: Wisła Płock – Korona Kielce, godz. 12:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Arka Gdynia, godz. 17:30.

UEFA chce zakończyć sezon do 3 sierpnia

Epidemia wciąż trwa, ale piłkarzy nikt nie zwalnia z obowiązków – ani kluby, ani krajowe federacje, ani też stojąca na szczycie futbolowej hierarchii FIFA. W miniony weekend prezydent UEFA Aleksander Ceferin podał, że graniczną datą zakończenia obecnego sezonu jest 3 sierpnia. Także w Polsce panuje przekonanie, że to realny termin.

Ta graniczna data zmieniała się już kilkakrotnie. Podczas pierwszej telekonferencji na szczycie europejskiej piłki, przeprowadzonej 17 marca, UEFA apelowała do władz krajowych federacji, żeby obecny sezon ligowy zakończyły do 30 czerwca, bo tego dnia kończą się kontrakty zawodnikom. Rozwój pandemii koronawirusa zmusił jednak piłkarskie władze do zmiany stanowiska i już 1 kwietnia oficjalnie podano, że rozgrywki mogą zostać przedłużone, a w klubom dano możliwość zawierania krótkoterminowych umów z tymi graczami, którym kończyły się one 30 czerwca, a byli ważnymi graczami w drużynach.
Stanowisko UEFA jak na razie zlekceważyła jedynie liga belgijska, która postanowiła zakończyć rozgrywki z uznaniem kolejności w tabeli po ostatniej rozegranej kolejce. Decyzja Belgów wywołała burzę w europejskiej federacji, a jej władze zagroziły nawet wykluczeniem belgijskich (i każdej innej ligi, która postąpi podobnie) wyrzuceniem z europejskich pucharów. Nie można było jednak przedłużać tego sezonu w nieskończoność, a już pojawiały się spekulacje, że na przykład Liga Mistrzów może skończyć się dopiero w połowie sierpnia.
Dlatego prezydent Aleksander Ceferin postanowił je przerwać i w wypowiedzi udzielonej niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF oznajmił: „Wszystkie rozgrywki, także Liga Mistrzów i Liga Europy, muszą zostać zakończone do 3 sierpnia. Sytuacja jest nadzwyczajna, więc będzie można grać w tych samych terminach zarówno mecze ligowe, jak i w europejskich pucharach. Musimy być elastyczni”.
Piłkarze wrócą, kibice nie
Ale o ile piłkarze w czerwcu powinni wrócić do gry, to raczej na pewno przyjdzie im rywalizować bez udziału publiczności. „To oczywiste, że piłka nożna bez kibiców nie jest tym samym sportem, co z ich udziałem. Nie mamy jednak wyboru, bo w obecnej sytuacji lepiej jest grać bez kibiców na trybunach, ale mieć transmisje telewizyjne z meczów, bo dzięki temu kluby otrzymają pieniądze z tytułu praw telewizyjnych i od sponsorów” – stwierdził Ceferin.
Z najnowszych ustaleń wynika, że nasze piłkarskie ligi mają wznowić rozgrywki w połowie czerwca, o ile rzecz jasna epidemia koronawirusa zacznie do tego czasu wygasać. Taki termin najczęściej wymieniany jest w dyskusjach podczas wideokonferencji z udziałem klubów ekstraklasy i I ligi. Nie ma jednak pewności, czy uda się rozegrać wszystkie spotkania, bo zostało jeszcze sporo kolejek – w PKO Ekstraklasie 11, zaś w I lidze i II lidze po 12. Piłkarze musieliby grać praktycznie co trzy dni, a przecież pozostaje jeszcze do dokończenia rywalizacja w Pucharze Polski.
Nikt jednak w naszym futbolowym światku nie kwestionuje tych planów, wręcz przeciwnie – panuje powszechna determinacja, żeby z tego rozwalonego kompletnie przez epidemię sezonu uratować tyle pieniędzy, ile się tylko da. Straty zapowiadają się jednak potężne i w klubach już słychać dzwony alarmowe. Władze większości z nich skorzystały już z możliwości obniżenia wynagrodzeń piłkarzy w usankcjonowanej przez rozporządzenie rady nadzorczej Ekstraklasy SA maksymalnej 50-procentowej opcji. Poinformowały o tym m.in. Śląsk Wrocław, Cracovia, Pogoń Szczecin, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk. W pozostałych jeszcze toczą się w tej sprawie negocjacje, ale zawodnicy stoją w nich na straconej pozycji.
Nawet Legia tnie zarobki
Nawet w uchodzącej za najbogatszy w PKO Ekstraklasie klub Legii Warszawa pracę straciło już 40 osób zatrudnionych w działach marketingu, sprzedaży i obsługi medialnej, a pozostałym pracownikom, w tym także trenerom z wszystkich pionów szkoleniowych, płace obcięto o 50 procent. W tej sytuacji wątpliwe jest, by piłkarze uniknęli redukcji płac o połowę. A jest z czego kroić, bo Legia ma w swojej kadrze najwięcej zawodników zarabiających ponad 100 tysięcy złotych miesięcznie, a wśród nich rekordzistów ekstraklasy pod tym względem – Artura Jędrzejczyka (250 tys. złotych miesięcznie), Chorwata Domagoja Antolicia (150 000 zł), Janusza Gola (Cracovia, 130 000 zł), Duńczyka Christiana Gytkjaera (Lech Poznań, 120 000 zł), Holendra serbskiego pochodzenia Marko Vejinović (Arka Gdynia, 120 000 zł), Filipa Starzyńskiego (Zagłębie Lubin, 115 000 zł), Czarnogórca Marko Vesovicia (Legia, 113 000 zł), Litwina Arvydasa Novikovasa (Legia, 100 000 zł), Chorwata Ivana Runje (Jagiellonia Białystok, 100 000 zł), Słowaka Dusana Kuciaka (100 000 zł). Ta lista niekoniecznie musi odzwierciedlać stan faktyczny ani pod względem podawanych kwot, ani stworzonej na ich podstawie hierarchii.
Wysokość zarobków jest we wszystkich klubach pilnie strzeżoną tajemnicą, a jeśli jakieś wiadomości w tej kwestii wyciekają do mediów, zazwyczaj są to „przecieki kontrolowane”, służące do wywołania chwilowego wzburzenia opinii publicznej i nastawienia jej przeciwko „szokująco wysoko opłacanym piłkarzom”. Właśnie teraz mamy do czynienia z taką sytuacją, bo klubowi działacze właśnie zmuszają zawodników do zgody na 50-procentowe cięcia zarobków.
Sponsorzy wypowiadają umowy
Właściciel i prezes Cracovii Janusz Filipiak z powodu epidemii utknął w Szwajcarii i z tego kraju podejmuje decyzje. W wypowiedzi dla TVP Sport przyznał: „U nas wszyscy sponsorzy wypowiedzieli umowy, bo liga nie gra, więc nie mają reklamy, za którą płacą. Piłkarze mogą mieć roszczenia, tylko co z tego, skoro pieniędzy w klubowej kasie nie ma. A banki, o czym jestem przekonany, nie będą dawać klubom kredytów na pensje piłkarzy. To jest oczywiste. Tymczasem Canal+ zapłaci ostatnia transzę za prawa medialne dopiero jak rozgrywki zostaną wznowione. To nie będą przelewy wsteczne”.
Filipiak przyznał, że jego firma, Comarch, będzie musiała zmniejszyć finansowe zaangażowanie w Cracovię. Nie planuje jednak wyjścia z klubu i twierdzi, że poradzi sobie z utrzymaniem drużyny. „Na korzyść Comarchu działa to, że sprzedajemy usługi wirtualne. Cały czas obserwujemy biznesowy barometr firmy i on nie wygląda źle. Dlatego w tej chwili nie rozpatruję wycofania się z dalszego finansowania Cracovii. Ale na pewno rozważymy stopień zaangażowania. On na skali nie będzie wynosił zero, ale też nie sięgnie 100 procent jak do tej pory. Klub utrzymamy, ale tylko przy rozsądnych kosztach” – zapewnia właściciel Cracovii.

Wyniki 26 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 26. kolejki:
Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2
Gole: Domagoj Antolić (12) – Jorge Felix (35), Gerard Badia (52).
Żółte kartki: Gwilia, Wszołek – Kirkeskov, Sokołowski. Czerwona kartka: Jose Kante (10., Legia, za brutalny faul).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 18 000.
Górnik Zabrze – Cracovia 3:2
Gole: Jesus Jimenez (26), Erik Jirka (56), Stavros Vassilantonopoulos (71) – Rafael Lopes (5), Michał Helik (68).
Żółte kartki: Prochazka, Wiśniewski, Giakoumákis, Manneh, Koj – Thiago, Dimun, Pestka.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 8974.
Jagiellonia – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Martin Pospisil (56 karny).
Żółte kartki: Borysiuk, Mystkowski, Romanczuk – Tamas.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 7543.
Wisła Kraków – Lech Poznań 1:1
Gole: Vukan Savicević (6) – Christian Gytkjaer (39).
Żółte kartki: Klemenz, Basha – Ramirez.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 21 281.
Raków Częstochowa – Pogoń 0:0
Żółte kartki: Mikołajewski – Spiridonović, Listkowski.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 3007.
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 4:4
Gole: Sasza Balić (16), Filip Starzyński (40 karny, 59), Bartosz Białek (83) – Conrado (4), Łukasz Zwoliński (23 karny), Jaroslav Mihalik (41, 55).
Żółte kartki: Guldan, Żivec, Jończy, Tosik – Tobers, Makowski, Zwoliński.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 2311.
Arka Gdynia – Wisła Płock 1:2
Gole: Marko Vejinović (90) – Torgil Gjertsen (18), Alan Uryga (62).
Żółte kartki: Zbozień, Nalepa – Szwoch, Rasak, Gjertsen. Czerwona kartka: Deja (41., Arka, za brutalny faul).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4010.
Korona Kielce – ŁKS Łódź 1:0
Gol: Adnan Kovacević (53 karny).
Żółte kartki: Tzimopoulos – Moros Gracia.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 4678.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 26 51 54:26
  2. Piast 26 43 28:25
  3. Cracovia 26 42 35:25
  4. Śląsk 26 42 34:28
  5. Lech 26 42 45:25
  6. Pogoń 26 41 27:23
  7. Lechia 26 38 32:33
  8. Jagiellonia 26 37 35:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 26 36 32:37
  10. Wisła P. 26 36 32:41
  11. Zagłębie 26 34 41:40
  12. Górnik 26 33 34:36
  13. Wisła K. 26 31 33:38
  14. Korona 26 26 15:30
  15. Arka 26 25 22:37
  16. ŁKS Łódź 26 20 25:44