Liga na peryferiach futbolowej Europy

W zakończonym sezonie Lotto Ekstraklasy Legia Warszawa znów najlepsza okazała się nie tylko na boisku, ale także przy kasie. W raporcie firmy Deloitte stołeczny klub znalazł się na czele stawki z przychodami 138 milionów złotych. To jest kwota mniejsza o ponad 70 milionów w porównaniu z poprzednim sezonem, ale wtedy legioniści grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Według wyliczeń firmy Deloitte przychody klubów ekstraklasy wyniosły w sumie 550 milionów złotych, o pięć procent mniej niż w roku poprzednim. Zmniejszenie wpływów to efekt nieobecności polskich zespołów w Champions League. Ten spadek jest stosunkowo niewielki dlatego, że kluby zrekompensowały straty większymi wpływami z krajowych rozgrywek ligowych oraz transferowania piłkarzy za granicę. „Królem polowania” w tej sferze działalności był Lech Poznań, który na transferach m. in. Dawida Kownackiego, Jana Bednarka i Tomasza Kędziory zyskał aż 56 milionów złotych. Kolejna w tym zestawieniu Legia była gorsza o 22 miliony. W sumie kluby ekstraklasy zarobiły na sprzedaży zawodników 156 milionów złotych, z czego 145 milionów złotych to transakcje z kontrahentami spoza Polski.

Wszystkim przybyło pieniędzy

Na krajowym podwórku pod względem finansów Legia bije konkurentów na głowę. Drugi w zestawieniu Lech Poznań odnotował wpływy w wysokości 65 milionów złotych, czyli niespełna połowę tego, co warszawski klub. Trzecia w stawce ligowych krezusów Lechia Gdańsk zarobiła niecałe 40 milionów złotych, a mimo to miała finansowe problemy i musiała być wsparta dotacją z miejskiego budżetu. Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się Zagłębie Lubin (37 mln) i Cracovia (32 mln). W porównaniu do rankingu za rok 2016, aż dziewięć klubów poprawiło swoje wyniki finansowe, w tym Jagiellonia Białystok (plus 15 mln), Śląsk Wrocław (12 mln) i Lech Poznań (11 mln).

Mimo zdarzających się od czasu do czasu kibolskich ekscesów rośnie frekwencja na stadionach, co przekłada się na wzrost dochodów ze sprzedaży biletów. W 2017 roku wszystkie kluby Lotto Ekstraklasy zarobiły z tego tytułu 129 mln euro, co jest wynikiem na średnim poziomie europejskim. Dla porównania liga szkocka zarobiła w tym okresie 149 mln euro, a liga austriacka 160 mln euro. Nasza piłkarska ekstraklasa dystansuje jednak niektórych europejskich średniaków w wysokości wpływów z tzw. dnia meczowego (ma wyższe niż np. liga duńska) oraz wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych (przebija ligi w Szkocji, Szwecji i Austrii). Średnia frekwencji na stadionach ekstraklasy wyniosła 9,4 tys. kibiców, co jest wynikiem lepszym niż w wyżej od polskiej notowanych przez UEFA ligach ukraińskiej czy czeskiej.

Liderem poprzedniego roku został Lech Poznań, który mógł się pochwalić obecnością średnio ponad 20 tys. kibiców na mecz. Kolejne miejsca zajęły Górnik Zabrze i Legia. Średnia frekwencja w ekstraklasie byłaby wyższa gdyby nie karne zamykanie trybun, a także obecność w ekstraklasie zespołów Bruk-Betu Termaliki i Sandecji Nowy Sącz, które swoje mecze domowe rozgrywały na kameralnym stadionie w Niecieczy mogącym pomieści niewiele ponad cztery tysiące widzów.

Legia dominuje też przy kasie

Legia dominuje w ekstraklasie pod względem finansowym od 2011 roku. Aktualni mistrzowie Polski w 2017 r oku mieli łączne przychody na poziomie 138,3 mln zł. To znaczny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym zanotowali wpływy w wysokości 207,4 mln złotych. Przyczyna jest oczywista – brak awansu do fazy grupowej Champions League. Stołeczny klub nie zdołał zrekompensować tej straty transferami zawodników. Z tego tytuły Legia zarobiła niespełna 25 mln złotych, a za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów zgarnęła w 2016 roku około 94 mln złotych. Po zakończonym w miniony weekend sezonie 2017-2018 wpływy z transferów raczej nie przebiją osiągnięcia z poprzedniego roku, chyba że któryś z piłkarzy ekstraklasy zrobi furorę na mundialu w Rosji i latem przejdzie za średnią europejska cenę 20-30 mln euro.

Liga Mistrzów już nie dla nas

Po zmianie zasad kwalifikacji do Champions League Legia w drodze do fazy grupowej będzie musiała przebrnąć przez cztery rundy, zamiast trzech, co kwestię awansu czyni problematyczną. Nawet prezes i właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski nie żywi większych nadziei na awans i jasno stawia cel: „Liga Mistrzów to marzenie, Liga Europy to nasze zadanie.
Najpierw jednak legioniści będą musieli zmierzyć się w kwalifikacjach Champions League. W I rundzie ich potencjalnymi rywalami mogą być takie zespoły, jak: F91 Dudelange (Luksemburg), Spartak Trnawa (Słowacja), Valletta FC (Malta), Vikingur (Wyspy Owcze), Crusaders Belfast (Irlandia Północna), Santa Coloma (Andora), Alaszkert (Armenia), Sutjeska Niksić (Czarnogóra), Suduva Mariampol (Litwa), czy Cork City (Irlandia). Jeśli awansują do II rundy, znów zostaną w niej rozstawieni, ale rywale będą też mocniejsi. Legia może trafić np. na Crveną Zvezdę Belgrad (Serbia), Hapoel Beer-Szewa (Izrael), Rosenborg (Norwegia), HJK Helsinki (Finlandia), The New Saints (Walia), Kukesi (Albania) czy CFR Cluj (Rumunia).

Także w III rundzie mistrz Polski może liczyć na rozstawienie, ale przyjdzie mu mierzyć się z kimś z grona Karabach Agdam (Azerbejdżan), BATE Borysów (Białoruś), Dinamo Zagrzeb (Chorwacja), Sherif Tyraspol (Mołdawia) oraz AEK Ateny. W IV rundzie legioniści nie zostaną już rozstawieni. Ale dojście do tego etapu zapewnia miejsce w Lidze Europy. Bić się trzeba i o to.

Mają się jeszcze o co bić

Po 29. kolejce sześć zespołów ma już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. Są to Legia, Piast, Cracovia, Pogoń, Zagłębie i Lech. O dwa pozostałe walczy jeszcze siedem drużyn.

Na dwa pozostałe do obsadzenia miejsca szanse mają jeszcze Ruch Chorzów, Lechia Gdańsk, Wisła Kraków, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Jagiellonia Białystok, Korona Kielce oraz Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Po minionym weekendzie największy kaca mają chyba piłkarze Ruchu i Jagiellonii. Chorzowianie przegrali z Wisłą u siebie 2:3, a wystarczał im remis do zapewnienia sobie miejsca w grupie mistrzowskiej. Nie potrafili jednak nawet skorzystać z prezentu od losu, jakim bez wątpienia był rzut karny w 90. minucie. Fart Miśkiewicza, pech Lipskiego Niestety, obwołany już wielką nadzieją polskiej piłki Patryk Lipski strzelił tak anemicznie, że bramkarz „Białej Gwiazdy” Michał Miśkiewicz zdążył wystawić rękę i wybić piłkę w aut. Wiślacki golkiper tą interwencją potwierdził tylko, że jest niesamowitym farciarzem. Tydzień wcześniej wracając do Krakowa z ośrodka treningowego Wisły w Myślenicach miał poważny wypadek na „Zakopiance”, z którego wyszedł bez szwanku, chociaż skasował auto na amen. Chorzowianom jego udana interwencja odebrała jednak bezcenny punkt, o który w najbliższą sobotę będą musieli powalczyć w Gdańsku z Lechią. Łatwo tam nie będzie, bo podopieczni trenera Piotra Nowaka także mają szanse na załapanie się do grupy mistrzowskiej, a pewność tego da im tylko zwycięstwo. I o nie gdańszczanie będą na pewno walczyć jak o niepodległość, bo porażka skaże ich na walkę o utrzymanie, natomiast w przypadku remisu musieliby liczyć na porażki Wisły, Podbeskidzia, Jagiellonii i Korony. Liczenie na porażki Wisły i Podbeskidzia to trochę ryzykowna strategia. Wiślacy pod wodzą Dariusza Wdowczyka nie przegrali jeszcze meczu, ale w 30. kolejce podejmą u siebie nie mniej rewelacyjnie grającą ostatnio drużynę Zagłębia Lubin. Co ciekawe, na trenerskich ławkach zasiądą dwaj byli szkoleniowcy Polonii Warszawa, bo w stołecznym klubie pracowali swego czasu i Wdowczyk i Piotr Stokowiec. Gdyby chcieli sobie jakoś pomóc, to trudno o lepszą okazję. Wisła na zajęcie miejsca dającego prawo gry w europejskich pucharach nie ma już szans i teraz zależy jej tylko na awansie do czołowej ósemki. Jeśli „Miedziowi” odpuszczą wiślakom, oni W ramach rewanżu mogą im odpuścić w drugiej fazie rozgrywek. Jak to mówią kibice – po wynikach poznamy jak było. Probierz wyzywa kibiców Nerwowo zrobiło się też w Białymstoku. Jagiellonia w rundzie wiosennej gra w kratkę, ale mało kto spodziewał się, że grając u siebie z Podbeskidziem przegra aż 0:3. I to na dodatek tracąc dwa pierwsze gole po strzałach samobójczych, a trzeciego po rzucie karnym. Nic dziwnego, że zniesmaczeni takim obrotem sprawy fani „Jagi” po meczu wzięli piłkarzy na języki, czym wyprowadzili z równowagi trenera Michała Probierza. Doszło do ostrej wymiany zdań, a znanego z wybuchowego charakteru szkoleniowca musieli jego piłkarze wręcz przytrzymywać. Gdy Probierz już ochłonął na pomeczowej konferencji przepraszał za swoje zachowanie. „Kibice w Białymstoku zawsze kojarzyli mi się z dopingiem do samego końca i wspierania swojej drużyny bez względu na okoliczności. Zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej się zaleźliśmy, że może będziemy zmuszeni walczyć o utrzymanie. W takiej sytuacji drużynie trzeba pomóc. Piłkarska presja jest duża. Apeluję do kibiców. Fajnie się buduje pomniki, ale też łatwo je burzy. Robimy wszystko, żeby się dobrze zaprezentować. Chwała za to, że doping trwał do ostatniego gwizdka. Z tym zespołem trzeba być do samego końca. Przepraszam za swoje zachowanie tuż po spotkaniu. W stresie człowiek czasem robi za dużo” – powiedział Michał Probierz, ale wątpliwe by kibice łatwo mu wybaczyli. W ostatniej kolejce Jagiellonia jedzie do Gliwic na mecz z podrażnionym po klęsce w Lubinie Piastem i trudno jej będzie tam wygrać. A tylko zwycięstwo, i to jeszcze w przypadku jednoczesnych porażek Wisły i Podbeskidzia, zapewni białostocczanom awans do grupy mistrzowskiej. Korona, Słoniki i Górale Drużyna Podbeskidzia wróciła z Białegostoku z tarczą i w świetnych nastrojach, bo w tym roku przegrali tylko jeden mecz, na wyjeździe z Piastem Gliwice, więc przed ostatnim meczem w rundzie zasadniczej, u siebie z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, mają prawo liczyć na zwycięstwo, które per saldo może im nawet przynieść upragniony awans do grupy mistrzowskiej. Los będzie musiał być jednak dla „Górali” wyjątkowo przychylny, bo znajdą się w czołowej ósemce tylko wtedy gdy wygrają ze „Słonikami” z Niecieczy, ale gdy zarazem Wisła i Lechia nie wygrają swoich meczów, natomiast Jagiellonia. Co ciekawe nawet remis nie przekreśla szans bielszczan, tylko że przy takim wyniku Jagiellonia, Korona nie wygrają, a Lechia i Wisła przegrają swoje spotkania. Teoretyczne szanse na zakwalifikowanie się do mistrzowskiej grupy mają też ekipy Korony i Termaliki, ale one muszą koniecznie wygrać swoje mecze i liczyć na porażki innych zainteresowanych awansem drużyn. Trochę emocji w ostatniej kolejce nas chyba czeka, ale pewności nie ma.

{loadposition social}
{loadposition zobacz_takze}