Obywatele mistrzami Anglii

Zakończyły się rozgrywki w najbogatszej lidze piłkarskiej w Europie, której cztery zespoły awansowały do finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Nic dziwnego, że w Premier League walka o prymat toczyła się do ostatniej kolejki. Manchester City wyprzedził drugi w tabeli FC Liverpool zaledwie o jeden punkt. Trzy kolejne lokaty zajęli finaliści europejskich pucharów – Chelsea, Tottenham i Arsenal.

Zespół Manchesteru City, którego trenerem jest Hiszpan Pep Guardiol, przed ostatnią kolejką miał jeden punkt przewagi nad Liverpoolem, ale walczył na wyjeździe 17. drużyną w tabeli Brighton&Howe. Mimo wyraźnej przewagi „The Citizens” (Obywatele) pierwsi stracili bramkę, ale ostatecznie wygrali 4:1 i z dorobkiem 98 punktów wygrali krajowe rozgrywki. Liverpool pokonał Wolverhampton 2:0 i kończąc sezon z 97 „oczkami” na koncie musiał zadowolić się jedynie wicemistrzowskim tytułem. W wyjazdowym starciu z Leicester City Chelsea Londyn wywalczyła tylko remis 0:0, ale to wystarczyło jej do utrzymania trzeciego miejsca w tabeli. Swojego meczu nie wygrał bowiem zajmujący 4. lokatę Tottenham, który podzielił się punktami z Evertonem (2:2). Arsenal zwyciężył Burnley 3:1, ale i zakończył sezon poza pierwszą czwórką.

W ostatniej kolejce z czołowych drużyn skompromitował się jedynie Manchester United, który przegrał na Old Trafford ze zdegradowanym już do Championship Cardiff City 0:2.

Na innych stadionach w ostatniej kolejce nie ważyły już losy awansu do europejskich pucharów czy degradacji do Championship, ale i tak sporo się działo. Kapitalne widowisko obejrzeli kibice na stadionie Selhurst Park, gdzie Crystal Palace pokonało Bournemouth 5:3. Niestety, Artur Boruc ponownie cały mecz przesiedział na ławce, bo Eddie Howe znów do gry wystawił 19-letniego Marka Traversa.

Całe spotkania rozegrali natomiast dwaj pozostali Polacy w Premier League – Jan Bednarek i Łukasz Fabiański. Były obrońca Lecha Poznań robił co mógł, ale jego Southampton tylko zremisował u siebie z zamykającym tabelę ekipą Huddersfield Town 1:1. „Święci” stracili gola po błędzie ich bramkarza Angusa Gunna.

West Ham United nie ma takich problemów w bramce, bo strzeże jej Łukasz Fabiański, najskuteczniejszy w tym sezonie golkiper w Premier League. „Młoty” wygrały na wyjeździe z Watfordem 4:1 i zakończyły rozgrywki na 10. miejscu. Wielka w tym zasługa naszego reprezentacyjnego bramkarza, któremu futbolowi statystycy wyliczyli aż 148 obronionych w tym sezonie strzałów. Żaden inny bramkarz w Premier League nie ma takich osiągnięć. Drugi w zestawieniu Neil Etheridge z Cardiff City miał ich 141, trzeci Ben Foster z Watfordu 127, czwarty David de Gea z Manchesteru United 122 interwencje, a piąty Sergio Rico z Fulham 111.

Fabiański wystąpił we wszystkich 38 meczach ligowych West Hamu, z których 15 wygrał, 7 zremisował i 16 przegrał (bramki 52:55). Kibice WHU docenili jego znakomitą grę i przyznali mu trzy nagrody indywidualne – dla najlepszego piłkarza klubu, dla najlepszego transferu i za najlepszą interwencję sezonu.

 

W Bournemouth docenili Boruca

Obecny sezon Premier League Artur Boruc rozpoczął jako rezerwowy bramkarz AFC Bournemouth, ale w styczniu tego roku niespodziewanie wrócił do składu i zaliczył kilkanaście znakomitych występów. Teraz angielski klub oferuje mu nowy kontrakt.

Boruc trafił do ekipy Bournemouth w 2014 roku na zasadzie wypożyczenia z Southampton. Drużyna „Wiśni” grała wtedy z Championship i potrzebowała dobrego bramkarza, a Polak w występującej w Premier League ekipie Southampton musiał ustąpić miejsca ściągniętemu latem 2014 roku z Celticu Glasgow reprezentantowi Anglii Fraserowi Forsterowi. Zmiana otoczenia wyszła Borucowi na dobre, bo swoja znakomitą grą walnie przyczynił się do wywalczenia przez Bournemouth awansu do Premier League, a zadowolone z jego postawy władze klubu wykupiły go z Southamptonu. Przez kolejne dwa sezony polski bramkarz regularnie pojawiał się w wyjściowym składzie i zbierał dobre recenzje, a w głosowaniu fanów został wybrany piłkarzem sezonu. W kwietniu 2017 przedłużył kontrakt o kolejny rok, niestety, latem tego roku Bournemouth kupiło z Chelsea Londyn Bośniaka Asmira Begovicia. Dla Boruca był to ambicjonalny „prztyczek”, bo miał z Begoviciem na pieńku po tym, jak Bośniak, jeszcze jako gracz Stoke City, w 2013 roku strzelił mu gola po wykopie spod własnej bramki, dzięki czemu zapisał się w księdze rekordów Guinnessa jako autor bramki zdobytej z największej odległości.

Begović zgodził się na transfer z Chelsea, gdzie grzał ławę, do Bournemouth pod warunkiem, że będzie bramkarzem numer 1. I dostał taką gwarancję, zaś Boruc chcąc nie chcąc musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Poszło mu to o tyle łatwiej, że zbiegło się to w czasie z wymuszonym pożegnaniem z reprezentacją Polski, a zatem nie potrzebował już regularnych występów w klubie żeby otrzymywać powołania. Sezon 2017-2018 przesiedział karnie na ławce, stając między słupkami jedynie w spotkaniach Pucharu Anglii. Utrzymywał się jednak w znakomitej formie i klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu na dotychczasowych warunkach. Boruc przyjął ofertę i obecny sezon ponownie zaczął jako zmiennik Begovicia, ale w spotkaniach pucharowych prezentował się tak wybornie, że fani Bournemouth zaczęli domagać się aby to Polak znów był pierwszym bramkarzem. Nie bez przyczyny, bowiem Bośniak mocno spuścił z tonu i zaczął popełniać błędy, aż w końcu trener „Wiśni” Eddie Howe stracił cierpliwość i w styczniowym meczu w Premier League z West Hamem United niespodziewanie wystawił Boruca. 39-letni Polak nie zawiódł oczekiwań i w nagrodę zagrał w kolejnych jedenastu meczach ligowych.

Wściekły Begović zaczął grozić odejściem w letnim oknie transferowym, więc Howe dokonał roszady, ale tylko na dwa mecze, bo bośniacki bramkarz zagrał w nich słabo i Bournemouth oba mecz z jego udziałem przegrało. Boruc wrócił ponownie, a ostatnio w angielskich mediach zaroiło się od spekulacji, że klub nie bacząc na jego wiek zamierza zaproponować mu przedłużenie kontraktu o kolejny rok. Potwierdził to oficjalnie Eddie Howe: „Jestem pod wielkim wrażeniem pracy, jaką każdego dnia wykonuje na treningach. W jego wieku nie jest łatwo wejść do gry po tak długiej przerwie, ale on świetnie sobie poradził i miał wiele znakomitych interwencji. Uważam, że wciąż ma wiele do zaoferowania, dlatego chciałbym go mieć w zespole na kolejny sezon” – stwierdził szkoleniowiec ekipy „Wiśni”.

Na razie jednak nie wiadomo jakie plany na przyszłość ma sam Boruc. Jakiś czas temu wyjawił, że na zakończenie kariery chciałby pograć za oceanem, w MLS, lecz jak na razie nie pojawiły się żadne konkretne informacje w tej sprawie. Niewykluczone zatem, że przyjmie ofertę Bournemouth, choćby po to, żeby wykazać wyższość nad Begoviciem, albo dokuczyć mu zmuszając do konkurowania o miejsce w bramce.
Póki co 65-krotny reprezentant Polski ma na głowie chyba ważniejszą dla niego sprawę, bo na portalu społecznościowym poinformował, że jego rodzina wkrótce się powiększy. W tej sytuacji znany z zamiłowania do stabilizacji piłkarz chyba nie będzie szukał nowych przygód, tylko zostanie w Bournemouth.

 

Pierwszy spadkowicz

Zespół Huddersfield Town został pierwszym spadkowiczem z Premier League. W 32. kolejce przegrał z Crystal Palace 0:2 i nie ma już szans na uniknięcie degradacji. Zagrożony jest też zespół Jana Bednarka Southampton.

Sytuacja, że spadkowicz został wyłoniony już w marcu, zdarzyła się dopiero po raz drugi w historii tych rozgrywek. Zajmujący ostatnia lokatę w tabeli zespół Huddersfield Town zdobył w 32 kolejkach zaledwie 14 punktów, a plasująca się na 17. miejscu ekipy Burnley, zajmującej pierwsze bezpieczne miejsce w tabeli, ma na koncie 33 punkty. Ponieważ do zakończenia rozgrywek pozostało sześć kolejek, czyli do zdobycia maksymalnie 18 „oczek”, piłkarze Huddersfield już mogą planować nowy sezon w niższej klasie, , podobnie jak ekipa Fulham, która jest na 19. miejscu z 17. punktami. Obroni się może jeszcze 18. w tabeli Cardiff City, bo ma 28 pkt i do Burnley traci pięć „oczek”. Tyle samo punktów co Burnley mają też drużyny Brighton&Hove Albion oraz Southampton, w barwach którego występuje reprezentant Polski Jan Bednarek. W 32. kolejce te zespoły zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa „Świętych” wygrywając 1:0. Nasz piłkarz rozegrał cały mecz i zebrał za swój występ pochlebne recenzje.

Obaw przed degradacja nie musi mieć Łukasz Fabiański, bo jego West Ham United, chociaż w ten weekend przegrał u siebie z Evertonem 0:2, z 42. pkt na koncie zajmuje 11. miejsce ze stratą ledwie dwóch „oczek” do siódmego w tabeli Wolverhampton. Fabiański przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na obronę. Degradacja nie grozi też drużynie Artura Boruca Bournemouth. Polak w tej kolejce usiadł na ławce, a w meczu z Leicester City (0:2) do bramki wrócił Bośniak Asmir Begović, który ostatnio zagroził odejściem, jeśli nie odzyska roli bramkarz numer 1.

 

Boruc jest jak dobre wino

Artur Boruc po blisko półtorarocznym grzaniu ławy w cieniu Asmira Begovicia, 19 stycznia tego roku niespodziewanie wrócił do bramki AFC Bournemouth i prezentuje formę jak za najlepszych lat.

Były reprezentant Polski zachwycił swoją grą w rozegranym w miniony weekend meczu z liderem Premier League Manchesterem City. 38-letni polski bramkarz bronił wręcz rewelacyjnie, czym zachwycił nawet trenera „The Citizens” Pepa Guardiolę. Hiszpański szkoleniowiec po meczu podszedł do Boruca i szczerze mu pogratulował znakomitego występu. Angielskie media podzieliły opinię Guardioli i uznały polskiego bramkarz za najlepszego gracza na boisku. Tytuł piłkarza meczu przyznały mu m.in. BBC, a specjalistyczny Goal.com umieścił go w jedenastce kolejki. Boruc w sobotnim meczu z Manchesterem City miał mnóstwo okazji do wykazania się bramkarskim kunsztem, bo ekipa Bournemouth przez cały mecz tylko rozpaczliwie się broniła. Gracze mistrza Anglii oddali na bramkę strzeżona przez polskiego bramkarza aż 23 strzały, w tym siedem celnych. Ale tylko Riyad Mahrez zdołał pokonać go strzałem z bliskiej odległości. Po meczu Pep Guardiola podszedł do Boruca i wylewnie mu pogratulował kapitalnego występu.

Polak wrócił do bramki Bournemouth 19 stycznia tego roku i od tej pory zagrał w meczach z West Hamem (2:0), Chelsea (4:0), Cardiff City (0:2), Liverpoolem (0:3), Wolverhampton (1:1), Arsenalem (1:5) i z Manchesterem City (0:1). Pierwszym bramkarzem Bournemouth jest nadal Asmir Begović, ale Bośniak ostatnio obniżył loty i za karę usiadł na ławie, co potwierdził trener zespołu „Wiśni” Eddie Howe. 39-letniemu Borucowi z końcem tego sezonu kończy się kontrakt. Mówi, że chciałby jeszcze zagrać w MLS.

 

Nieudany weekend Polaków w Anglii

Żadnemu z polskich piłkarzy nie udało się w sobotę wygrać na boiskach Premier League. Nie przeszkodziło to Łukaszowi Fabiańskiemu rozegrać kolejnego dobrego meczu i zebrać dobre noty. Media dobrze oceniły także Artura Boruca.

West Ham United nie zdołał pokonać w sobotnim spotkaniu Premier League Crystal Palace. „Młoty” zremisowały 1:1 mimo, że od 27. minuty prowadziły po golu Marka Noble’a. Brytyjskie media nie obwiniają Łukasza Fabiańskiego o stratę bramki. Polak zebrał najlepsze oceny spośród wszystkich piłkarzy West Hamu. „Sky Sports” wystawiła mu notę „8”, a w uzasadnieniu podkreśliła genialną interwencję przy jednym ze strzałów Jamesa McArthura. Szkot uderzył piłkę z bliskiej odległości, ale Fabiański jakimś cudem to obronił.

Dwaj pozostali Polacy występujący w angielskiej ekstraklasie musieli przełknąć gorycz porażki. Bournemouth z Arturem Borucem w bramce przegrało 0:3 z liderem rozgrywek FC Liverpool. Ale chociaż 38-letni golkiper trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki, nie został obwiniony za żadną ze straconych bramek i dostał noty lepsze od bramkarza Liverpoolu Alissona.
Porażkę poniosła też drużyna naszego reprezentacyjnego obrońcy Jana Bednarka – Southampton. „Święci” w spotkaniu z Cardiff City do 90 minuty utrzymywali wynik 1:1, lecz w doliczonym czasie gry rywale w ogromnym zamieszaniu zdołali wepchnąć piłkę do siatki i wygrali ostatecznie 2:1. 23-letni polski obrońca rozegrał cały mecz i za swój występ został oceniony tak samo jak pozostali partnerzy z linii obronnej – wszyscy dostali „6” w skali 1 (najsłabszy) – 10 (najlepszy).

Na zapleczu Premier League naszym piłkarzom też się nie wiodło. Hull City Kamila Grosickiego (zaliczył cały mecz) przegrało na wyjeździe 0:2 z Derby County, Leeds United Mateusza Klicha (grał do 58.minuty) zremisowało 1:1 z Middlesbrough, Queens Park Ranger Pawła Wszołka (grał od 62. minuty) przegrało u siebie 3:4 z Birmingham, Bolton Pawła Olkowskiego (cały mecz na ławie) uległo 1:2 ekipie Preston North End, a Ipswich Town z Bartoszem Białkowskim w bramce przegrało 0:3 z Norwich City.

 

Asysta Jana Bednarka

Southampton z Janem Bednarkiem w składzie zremisował w 25. kolejce Premier League z Burnley 1:1. Reprezentant Polski znów zaliczył znakomity występ, notując m. in. asystę przy golu strzelonym przez Nathana Redmonda.

Drużyna Southampton mogła zrobić kolejny krok w drodze do utrzymaniu w Premier League. „Święci” w wyjazdowym starciu z sąsiadującą z nimi w tabeli ekipą Burnley objęli prowadzenie w 55. minucie. Dołożył się do tego Bednarek, który zaliczył asystę przy golu Nathana Redmonda. Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki choćby o jeden punkt. Burnley w poprzedniej kolejce stoczyli wyrównaną walkę na Old Trafford z Manchesterem United, trwoniąc dwubramkowe prowadzenie w ostatnich minutach spotkania.

W potyczce ze „Świętymi” również jak oni zagrożona degradacją ekipa gospodarzy nie mogła sobie pozwolić na kolejną utratę cennych punktów, atakowała zatem zawzięcie do samego końca. I w doliczonym czasie gry osiągnęła cel. Niespełna kwadrans przed końcem na placu gry pojawił się nowy nabytek Burnley, weteran angielskich boisk 38-letni Peter Crouch, którego grę m. in. w Liverpoolu być może młodszy od niego o 15 lat Bednarek podziwiał jeszcze jako trampkarz. Obrońca reprezentacji Polski nie bez powodu zbiera jednak w ostatnich tygodniach pochlebne recenzje, więc radził sobie z rutyniarzem bez większych problemów.

Bednarek znowu został uznany przez angielskie media za opokę w defensywie „Świętych”, lecz jego trud poszedł na marne, bowiem w doliczonym czasie gry ręką w polu karnym zagrał jego kolega z defensywy Jack Stephens, za co sędzia podyktował „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Ashley Barnes.

Po raz kolejny w bramce Bournemouth zagrał Artur Boruc, lecz tym razem nie dokonał cudu i jego zespół przegrał na wyjeździe z Cardiff City 0:2. Łukasz Fabiański weekend miał wolny, ale w poniedziałek jego West Ham czeka trudny mecz z liderem Premier League FC Liverpool.

 

Boruc kontra Fabiański

Artur Boruc po pierwszy raz od półtora roku zagrał w Premier League. W spotkaniu 23. kolejki Bournemounth zmierzył się u siebie z West Hamem. W bramce gości stanął Łukasz Fabiański.

Obecność Artur Boruc w podstawowym składzie Bournemounth w meczu Premier League to była niespodzianka. Owszem, w pucharowych meczach nasz bramkarz bronił, ale w lidze niezmiennie od półtora roku między słupkami stawał Bośniak Asmir Begović. Tym razem trener „Wiśni” Eddie Howe postanowił wystawić Boruca. Być może chciał dać odpocząć Begoviciowi, albo zmobilizować go do cięższej pracy, bo ostatnio Bośniak nie błyszczał formą. Niewykluczone też, że chciał zrobić przyjemność Borucowi i dał mu szansę sprawdzenia się na tle dawnego kolegi z reprezentacji Polski Łukasza Fabiańskiego, który w bramce West Hamu w tym sezonie dokonuje cudów i należy do najlepszych w Premier League. Obojętnie na powody najważniejsze jest to, że Boruc zagrał w ligowym meczu po raz pierwszy od połowy maja 2017 roku.

Jego nieoczekiwany występ zauważyły natychmiast brytyjskie media, ale chociaż spotkanie wygrał 2:0 zespół Bournemouth, to wyższe noty za występ otrzymał Fabiański. W pierwszej połowie obaj nasi bramkarze wynudzili się niemiłosiernie, ale po zmianie stron więcej pracy miał Fabiański, który wpuścił dwa gole, ale kilka groźnych strzałów obronił. Tymczasem Boruc nudził się niemal do końca i tylko raz został zmuszony do interwencji. Ale umiejętnie dyrygował obroną i dzięki temu zachował czyste konto. Może więc nie był to jego ostatni występ w tym sezonie?

Dawno nie mieliśmy kolejki w Premier League z udziałem trzech Polaków. Tym trzecim był Jan Bednarek, który wraz z Southampton zaliczył zwycięstwo nad Evertonem 2:1.

 

Mało Polaków w Pucharze Anglii

W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano trzecią rundę Pucharu Anglii. Wystąpiły w niej zespoły polskich piłkarzy, ale nie wszyscy z nich walczyli na boisku. Większość, w tym reprezentanci Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Kamil Grosicki i Mateusz Klich, tylko przyglądała się popisom swoich dublerów.

 

W brytyjskich mediach trwa festiwal zachwytów nad metamorfozą, jaką pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera przeszedł zespół Manchesteru United. W spotkaniu III rundy Pucharu Anglii „Czerwone Diabły” pokonały na własnym stadionie Reading 2:0. Było to ich piąte zwycięstwo z rzędu odkąd zespół po odejściu Jose Mourinho przejął norweski szkoleniowiec, przed laty świetny napastnik United. Wcześniej „Czerwone Diabły” prowadzone przez Solskjaera wygrały cztery spotkania ligowe. W meczu z Reading Norweg zamieszał w składzie w porównaniu ze składem zespołu w Premier League. Od pierwszej minuty szansę pokazania się dostał tępiony wcześniej przez Mourinho napastnik Romelu Lukaku. Początek był trochę niemrawy w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, a częściej przy piłce utrzymywali się goście. Podopieczni Solskjaera podkręcili tempo po kwadransie, a sygnał do ataku dał Sanchez. W 22. minucie United objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Juana Matę. W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy groźniej zaatakowali, ale niemal równo z gwizdkiem na przerwę Lukaku podwyższył wynik na 2:0, wykorzystując świetne podanie od Sancheza. Po zmianie stron gospodarze już tylko pilnowali wyniku i chociaż piłkarze Reading bardzo się starali, nie zdołali sforsować defensywy „Czerwonych Diabłów”.

W innych meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii AFC Bournemouth przegrał z Brighton&Hove Albion 1:3. Oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League. W bramce zespołu gospodarzy stanął Artur Boruc, dla którego był to dopiero piąty mecz w obecnym sezonie. I zapewne ostatni, bo w lidze broni Bośniak Asmir Begovic. Goście w 31. minucie objęli prowadzenie. Gola zdobył Anthony Knockaert, który wykorzystał błąd jednego z obrońców. Strzelił pomiędzy jego nogami, a zaskoczony Boruc nie miał szans na skuteczną interwencję. Po chwili było już 2:0 dla przyjezdnych. Yves Bissouma zdecydował się na strzał z dystansu, a Boruc ruszając do piłki poślizgnął się i nie zdążył zatrzymać piłki. Po przerwie miejscowi starali się odrobić straty, ale stać ich było tylko na zdobycie jednej bramki, a Boruc nie obronił jeszcze strzału Fna 3:1. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim na ławce rezerwowych, wygrał z Birmingham City 2:0. W bramce „Młotów” stanął dubler reprezentanta Polski, Hiszpan Adrian del Castillo. Bolton z Pawłem Olkowskim w składzie rozgromił Walsall FC 5:2. Jan Bednarek nie grał w meczu Southamptonu z Derby (2:2), ale drużyny czeka powtórka. Kamil Grosicki nie wystąpił w spotkaniu z Millwall, podobnie jak i Mateusz Klich (Leeds) w starciu tych zespołów.

 

Boruc wciąż jest świetny

Chelsea Londyn z trudem pokonała w ćwierćfinale Pucharu Ligi Bournemouth 1:0. Kapitalny mecz w ekipie pokonanych rozegrał 38-letni Artur Boruc, który bronił fantastycznie i skapitulował tylko raz, po strzale Edena Hazarda.

 

Były reprezentant Polski już drugi sezon z rzędu jest w ekipie AFC Bournemouth tylko dublerem Bośniaka Asmira Begovicia i występuje wyłącznie w rozgrywkach pucharowych. Mimo to Boruc utrzymuje wysoką formę, co udowodnił w środowej potyczce z „The Blues”. Londyńczycy raz za razem sprawdzali umiejętności polskiego golkipera, ale on bronił jak za najlepszych lat. Wielka klasę pokazał zwłaszcza zatrzymując uderzenie z bliska Oliviera Giroud czy wygrywając pojedynek jeden na jednego z Willianem. Zespół Chelsea dominował na boisku i częściej był przy piłce, ale nie potrafiła złamać defensywy Bournemoth. Trener Chelsea Maurizio Sarri po przerwie uznał, że pora posłać do boju Edena Hazarda, bo napór gospodarzy słabł i zanosiło się na konkurs rzutów karnych (w Pucharze Ligi nie ma dogrywek).

Dla Boruca byłaby to świetna okazja do przypomnienia się fanom. Niestety, w 84. minucie Chelsea zdobyła jednak bramkę na wagę awansu do półfinału. Gol został strzelony w dość kuriozalny sposób. Po strzale Hazarda piłka odbiła się od ręki obrońcy „Wiśni” Charliego Danielsa i całkowicie zmieniła kierunek lotu. Polski bramkarz, który już szybował we właściwym kierunku, mógł tylko bezradnie patrzeć jak piłka wpada do siatki. Ale za swój występ Boruc otrzymał wysokie noty i pochwały od trenera Eddie Howe’a, lecz teraz zapewne do końca sezonu będzie już tylko grzał ławę, co zważywszy na prezentowaną przez niego dyspozycję w meczu z Chelsea, wydaje się bezsensownym marnotrawstwem.

 

W Anglii szkolą nam bramkarzy

W miniony weekend w meczach towarzyskiego cyklu International Champions Cup polski futbol reprezentowało trzech nastolatków.

 

W angielskiej Premier League mamy dwóch bramkarzy – Łukasza Fabiańskiego w West Ham United i Artura Boruca w Bournemouth. Niewykluczone, że wkrótce dołączą do nich Marcin Bułka w Chelsea Londyn i Kamil Grabara w FC Liverpool. Obaj znaleźli się w kadrach swoich klubów na letnie zgrupowania przed sezonem i dostali od trenerów szanse występu w rozgrywanych za oceanem towarzyskich meczach cyklu International Champions Cup. 18-letni Marcin Bułka zagrał jedną połowę spotkania z Interem Mediolan i zebrał za swój występ życzliwe recenzje.

O rok starszy Kamil Grabara rozpoczął mecz z Manchesterem United w wyjściowym składzie i w 14. minucie popisał się efektowną „kiwką” w polu karnym, na którą dał się nabrać napastnik rywali Alexis Sanchez. Młody polski bramkarz puścił gola, ale genialnego strzału z rzutu wolnego Pereiry nie obroniłby nawet Alisson Becker, który będzie w tym sezonie pierwszym golkiperem Liverpoolu.

Warto też odnotować udane występy w Bayernie Monachium 18-letniego pomocnika reprezentacji Polski juniorów Marcela Zylly.