Boruc wrócił do Legii

Powrót Artura Boruca po 15 latach do Legii Warszawa bez wątpienia jest wielkim wydarzeniem. Na razie jednak głównie medialnym, bo 40-letni bramkarz miniony sezon spędził jako żelazny rezerwowy w zespole Bournemouth i nikt nie wie w jakiej jest teraz formie. A podpisał roczny kontrakt i przydzielono mu trykot z numerem 1, co oznacza, że to on ma być pierwszym bramkarzem Legii.

Artur Boruc, 65-krotny reprezentant Polski, na swoją renomę zapracował nie tylko wieloma udanymi występami w kadrze, ale przede wszystkim solidną karierą w wielu zagranicznych klubach. Zaczynał w Pogoni Siedlce, lecz już w wieku 19 lat trafił do Legii, z którą utożsamia się do dzisiaj. Bramkarzem numerem jeden został w sezonie 2002/2003, zdążył rozegrać w jej barwach 88 spotkań, strzelić… jednego gola (dokonał tego w 25. kolejce sezonu 2003/2004, wykorzystując rzut karny w wygranym, przez Legię 6:0 meczu z Widzewem Łódź). W lipcu 2005 roku wypożyczył go z Legii Celtic Glasgow, raczej do roli rezerwowego golkipera, ale Boruc szybko przekonał do siebie trenera oraz kolegów z zespołu i został pierwszym bramkarzem. Szefowie Celticu zadziałali błyskawicznie i wykupili go z Legii za półtora miliona euro.
Długa zagraniczna kariera
Tak zaczęła się barwna zagraniczna kariera Boruca trwająca równo 15 lat. Po pięciu sezonach spędzonych w Celticu przeniósł się na dwa lata do włoskiej Fiorentiny, skąd na trzy sezony trafił do Southampton, a następnie do AFC Bournemouth, w barwach którego spędził pięć lat. Ostatnio sezon był raczej dla niego nietypowy, bo zanim się zaczął trener tego zespołu Eddie Howe postawił sprawę jasno, że pierwszym bramkarzem będzie u niego Aaron Ramsdale. Boruc na rolę rezerwowego się zgodził i chociaż przez rok grzał ławę, szefowie angielskiego klubu byli z jego postawy na treningach i prezentowanej formy na tyle zadowoleni, że byli gotowi przedłużyć z nim kontrakt o kolejny sezon, jeśli rzecz jasna zgodzi się nadal pełnić rolę drugiego bramkarza. Polak nie miał nic przeciwko, bo w jego wieku możliwość zarabiania godziwych pieniędzy tylko za utrzymywanie gotowości do gry można było śmiało uznać za uśmiech losu.
Sytuacja zmieniła się diametralnie w chwili, gdy zespół Bournemouth z hukiem zleciał z Premier League. W drugiej lidze klubu już nie było stać na płacenie Borucowi kontraktu w dotychczasowej wysokości, a na grzanie ławy za mniejsze o ponad połowę wynagrodzenie 65-krotnemu reprezentantowi Polski, bohaterowi Euro 2008, nie pozwalał honor. „Piękna podróż z Bournemouth dobiegła końca… Dziękuję za wasze wsparcie. Przesyłam ogrom miłości wszystkim członkom klubu. Nigdy o was nie zapomnę” – napisał na Instagramie Boruc, a w polskich mediach natychmiast rozgorzały spekulacje, że być może wróci do Legii, która właśnie po sprzedaży Radosława Majeckiego do AS Monaco została po tym sezonie bez klasowego bramkarza. Na takie miano z pewnością nie zasługuje 37-letni Radosław Cierzniak, a 22-letni Wojciech Muzyk dopiero w lipcu tego roku zaliczył debiut w zespole Legii. „Wojskowi” mają jeszcze w kadrze 20-letniego Mateusza Kochalskiego, a w odwodzie wypożyczonego do Radomiaka 18-letniego Cezarego Misztę. Żaden z tych bramkarzy nie gwarantuje jednak wysokiej jakości gry, niezbędnej w czekającej legionistów walce o awans do Ligi Mistrzów.
Czy da radę po roku na ławie?
Inna sprawa, że póki co nikt nie wie, czy odpowiednią jakość będzie jeszcze w stanie zapewnić 40-letni już jednak Boruc,który na dodatek od ponad roku praktycznie nie występował w meczach o stawkę.
W zasadzie to można być spokojnym jedynie o jego motywację, której na pewno mu nie zabraknie, bo od lat zawsze manifestował swoje wielkie przywiązanie do klubowych barwa Legii i ciągle podkreślał, że zakończenie kariery na Łazienkowskiej jest jego wielkim marzeniem. No i właśnie teraz to marzenie spełnia.
„Czy podpisałbym się pod twierdzeniem, że Artur Boruc nigdy z Legii nie odszedł, tylko po prostu pracował w innych klubach?. Myślę, że tak. Wiadomo, że moje serce zostało tutaj. Było kilka okazji do powrotu, ale z różnych powodów wcześniej do tego nie doszło. Bardzo się cieszę, że tym razem sprawy transferowe tak szybko się potoczyły” – wyjawił w rozmowie z oficjalną stroną internetową Legii 65-krotny reprezentant Polski.
Boruc ma zostać numerem jeden w bramce Legii „z marszu”, bo przecież jeszcze tydzień temu uczestniczył w ostatnim meczu Bournemouth w Premier League, a warszawski zespół nowy sezon zacznie już 9 sierpnia meczem o Superpuchar Polski z Cracovią. Bramkarz nie chciał jednak czekać z powrotem i zamiast jechać na krótkie choćby wakacje, zrezygnował z nich i dołączył do ekipy trenera Aleksandara Vukovicia.
„Podpisanie kontraktu z Arturem to wzmocnienie klubu na każdej możliwej płaszczyźnie. Liczymy, że jego umiejętności, doświadczenie zdobyte w kadrze Polski, na wielkich turniejach oraz wyniesione z gry w klubach z najsilniejszych europejskich lig, będą bardzo pomocne, zwłaszcza w kontekście naszego kolejnego celu, jakim są europejskie puchary. Poza tym nasz nowy golkiper to prawdziwy legionista, który podczas całej swojej kariery utożsamiał się z naszym klubem. Doskonale rozumie nasze cele i priorytety w nadchodzącym sezonie. Jestem przekonany, że nam w ich osiągnięciu bardzo pomoże” – przekonuje dyrektor sportowy warszawskiego klubu Radosław Kucharski.
Tomaszewski jest zachwycony
Pozyskanie Boruca przez mistrzów Polski głośno chwali też nasze legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. „Według mnie Artur wniesie do szatni Legii pewności siebie. A to że przez ostatni rok nie grał, nie powinno być problemem. On ma taką rutynę, że tej przerwy możemy nawet w ogóle nie zauważyć. Na pewno nie zje go trema, a jak wiadomo, ma on też wielką charyzmę i jeśli chce, potrafi zjednoczyć zespół wokół siebie. A Legia, mam wrażenie, właśnie takiego lidera grupy w tej chwili najbardziej potrzebuje” – twierdzi Tomaszewski.
Trudno nie przyznać mu racji. Obecna kadra „Wojskowych” liczy ponad 30 zawodników, ale jeśli wyłączymy z niej grupę aspirujących dopiero do gry młodzieżowców, to zawężonej grupie liczącej 23-25 graczy będzie 13 obcokrajowców, wśród których są trzej Portugalczycy (do grających tu wcześniej Luisa Rochy i Andre Martinsa tego lata dołączył pozyskany z Cracovii Rafael Lopes, który w minionym sezonie strzelił dla krakowskiego klubu 12 goli), dwóch Chorwatów (Domagoj Antolić i Josip Juranović) oraz po jednym graczu z Gruzji (Walerian Gwilia), Brazylii (Luquinhas), Hiszpanii (Inaki Astiz), Serbii (pozyskany latem z Lechii Gdańsk Filip Mladenović), Czech (Tomas Pekhart) Litwy (Arvydas Novikovas), Gwinei (Jose Kante) i Francji (Wiliam Remy). Żaden z tych graczy nie na takiego piłkarskiego CV jak Boruc, więc możemy z góry założyć, że to on będzie rządził w szatni. A że nigdy nie był „grzecznym chłopcem”, z tym akurat na pewno sobie poradzi.