Lewy przyłożył pieczątkę

Dwa dni po odebraniu z rąk przewodniczącego FIFA Gianniego Infantino nagrody dla piłkarza roku (FIFA the Best 2020), Robert Lewandowski potwierdził, że trafiła ona w godne ręce. Polak strzelił dwa gole w meczu na szczycie niemieckiej ligi z Bayerem Leverkusen i przesądził o wygranej Bayernu Monachium. „Lewy” po 14. kolejkach ma na koncie 17 goli i jest liderem klasyfikacji strzelców.

W czwartek Robert Lewandowski przeżył najpiękniejszy wieczór w swojej piłkarskiej karierze, odbierając z rąk przewodniczącego FIFA Gianniego Infantino nagrodę, ale triumf w plebiscycie „FIFA the Best” nie zwolnił go z piłkarskich obowiązków. A Bayern miał jeszcze w sobotę do rozegrania ostatni w tym roku ligowy mecz, z Bayerem Leverkusen, którego stawką była pozycja lidera po rundzie jesiennej. „Aptekarzom” do utrzymania pierwszej lokaty wystarczyło wywalczyć remis, bo przed ostatnią w tym roku 14. ligową kolejką byli na szczycie tabeli z przewagą jednego punktu nad trzecim Bayernem.
Występujący w roli gospodarzy gracze ekipy z Leverkusen objęli prowadzenie już po kwadrancie gry, gdy po rzucie rożnym Czech Patrick Schick potężnie uderzył piłkę z woleja, nie dając Mauelowi Neuerowi żadnych szans na skuteczną obronę. Kilkanaście minut później ten sam zawodnik ponownie pokonał bramkach bawarskiej jedenastki, lecz tym razem mistrzów Niemiec uratowali sędziowie VAR, dopatrując się słusznie pozycji spalonej. Zanim gracze obu zespołów udali się do szatni na przerwę, ekipę gospodarzy po raz pierwszy skarcił najlepszy w tym roku piłkarz na świecie.
Tuż przed końcem pierwszej połowy „Lewemu” wystarczył moment nieuwagi defensorów Bayeru. Zostawili go niepilnowanego w polu karnym, więc gdy wrzucona z prawego skrzydła przez Thomasa Muellera piłka przeleciała nad zderzającymi się na piątym metrze bramkarzem i stoperem „Aptekarzy” i spadła na głowę Lewandowskiego, ten bez najmniejszego problemu skierował ją do pustej bramki.
Po zmianie stron przewaga Bayernu była już bardzo wyraźna, ale ekipa Hansiego Flicka długo nie potrafiła znaleźć sposobu na zdobycie zwycięskiej bramki. Dopiero w ostatniej minucie doliczonego czasu gry decydujący cios zadał „Aptekarzom” Lewandowski, dla którego było to 17. ligowe trafienie w tym sezonie.
Końcówka roku była dla wymęczonych intensywnym sezonem piłkarzy Bayernu męczarnią. Owszem, wygrywali mecze lub remisowali – 2:1 z Bayerem Leverkusen, 2:1 z Wolfsburgiem w środku tego tygodnia, wcześniej 1:1 z Unionem Berlin, 3:3 z RB Lipsk, 3:1 z VfB Stuttgart, 1:1 z Werderem Brema, 3:2 z Borussią Dortmund i 2:1 z FC Koeln, ale nie były to wyniki na miarę potencjału najlepszej w tym roku klubowej drużyny na świecie. Punkty często zapewniały im gole strzelane dopiero w końcówkach spotkań.
Ostatecznie jednak odparli atak konkurencji i na krótką świąteczną przerwę (Bundesliga wznowi rozgrywki już na początku stycznia) udali się w roli lidera Bundesligi. A ich najskuteczniejszy i najlepszy piłkarz, od minionego czwartku najlepszy także na świecie, czyli Robert Lewandowski, kolejny rok z rzędu jest na czele klasyfikacji strzelców. Polak po 14. kolejach Bundesligi ma na koncie 17. goli, które strzelił w 13 występach (opuścił mecz z FV Koeln) i o siedem trafień wyprzedza drugiego w klasyfikacji Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund. Kolejni na liście strzelców, Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt i Wout Weghorst z VfL Wolfsburg mają w dorobku po 9 bramek, a piąty w zestawieniu Andre Kramarić z Hoffenheim osiem. Łączny dorobek Lewandowskiego w Bundeslidze to 253 trafienia, co daje mu w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy trzecią lokatę, za legendami Bundesligi Gerdem Muellerem (365 goli) i Klausem Fischerem (268).
„Lewy” trafiał do siatki w trzech ostatnich meczach Bayernu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jego pięć goli to wszystkie strzelone przez Bayern w tych spotkaniach. Bramka z Unionem Berlin dała remis 1:1, potem Polak dwukrotnie pokonał bramkarza VfL Wolfsburg (2:1), a na koniec dorzucił dwa gole w spotkan iu „Aptekarzami”. W sumie te jego pięć trafień zapewniło bawarskiej jedenastce siedem ligowych punktów, dzięki którym broniąca tytułu mistrza Niemiec drużyna kończy rok jako lider Bundesligi z dwupunktową przewagą nad Bayerem i RB Lipsk.
Lewandowski jednak jak na wielkiego mistrza przystało, nie eksponuje własnego wkładu w sukces, tylko skromnie lokuje się między pozostałymi graczami zespołu i podkreśla także ich zasługi. „Cóż to był za rok! Chcemy dalej iść tą drogą. Dziś wielokrotnie źle zagrywaliśmy, ale walczyliśmy do samego końca. W ostatniej akcji po prostu spróbowałem szczęścia i udało się. Ale wielkie słowa uznania należą się całej naszej drużynie” – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej. Nic dziwnego, że Niemcy nie tylko go doceniają, ale też zaczęli się nim chlubić.

Haaland dogania Lewandowskiego

Robert Lewandowski w ligowym spotkaniu Bayernu Monachium z Werderem Brema (1:1) nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku, ale wciąż jest liderem klasyfikacji strzelców. Ma już jednak za plecami Norwega Erlinga Haalanda, który zdobył dla Borussii Dortmund cztery bramki w wygranym 5:2 spotkaniu z Herthą Berlin.

Lewandowski, podobnie jak jego klubowi koledzy z reprezentacji Niemiec nie wrócił do Monachium w dobrym nastroju. W starciu z Werderem Brema zagrał słabo, a na dodatek nie strzelił gola, chociaż we wcześniejszych swoich 19 występach przeciwko tej drużynie strzelił jej 19 goli. Tym razem obrońcy Werderu zdołali polskiego snajpera zatrzymać i nie pozwolili mu zmniejszyć dystans do bariery 250 bramek w Bundeslidze. Do jej osiągnięcia brakuje „Lewemu” jeszcze tylko trzech trafień.
W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu „Lewy” na razie z 11 bramkami jest jeszcze liderem, ale drugi w zestawieniu Erling Haaland w sobotnim meczu Borussii Dortmund z Herthą Berlin (5:2) zaliczył „czteropak” i ma teraz na koncie 10 goli. Co ciekawe, Lewandowski w tym sezonie także strzelił Herthcie cztery gole.
Niemieckie media bardziej ekscytowały się faktem, że w 85. minucie za Haalanda wszedł na boisko 16-letni Youssoufa Moukoko, urodzony w Kamerunie niemiecki piłkarz, ponoć ogromny talent. Został najmłodszym debiutantem w historii Bundesligi, bo dzień wcześniej skończył 16 lat. Dotychczasowym rekordzistą pod tym względem był Nuri Sahin (16 lat i 335 dni.
W ekipie Herthy do 76. minuty grał Krzysztof Piątek, a od 76. minuty w barwach Borussii pojawił się Łukasz Piszczek. W drużynie Augsburga (1:1 na wyjeździe z Borussią M’gladbach) cały mecz rozegrał bramkarz Rafał Gikiewicz, a do 54. minuty grał obrońca Robert Gumny.

Lewandowski zgasił Erlinga Haalanda

Piłkarskim wydarzeniem weekendu w Niemczech był sobotni mecz na szczycie Bundesligi, czyli starcie lidera Bayernu Monachium z wiceliderem Borussią Dortmund. Dodatkowym smaczkiem tej potyczki był bezpośredni pojedynek pięciokrotnego króla strzelców niemieckiej ekstraklasy Roberta Lewandowskiego z aspirującym do zdetronizowania go 20-letnim asem ekipy BVB, Norwegiem Erlingiem Haalandem.

Przyszłość Haalanda niemal wszyscy futbolowi eksperci malują w barwach Realu Madryt. Przed sobotnim starciem Borussii Dortmund z Bayernem Monachium pojawiły się wieści, że agent norweskiego napastnika, Mino Raiola, zawarł porozumienie z szefami klubu z Dortmundu, że jego podopieczny nie odejdzie do czerwca 2022 roku, ale po tym terminie nie będą robić mu przeszkód w transferze do Realu Madryt. Tylko pod tym warunkiem Haaland w styczniu tego roku zamiast do Manchesteru United trafił z RB Salzburg do Borussii Dortmund za skromną w sumie kwotę 20 mln euro. Po czasie wyszło jednak na jaw, że do tych 20 milionów trzeba doliczyć kolejne 23 miliony euro dla dwóch „pośredników transakcyjnych” – z tej kwoty osiem „baniek” otrzymał ojciec Haalanda, a piętnaście skasował sam Raiola. Nic dziwnego, że Real Madryt, dla którego Haaland jest transferowym celem na przyszłość, dogaduje się w tej sprawie właśnie z nimi.
Na razie Haaland ma ważny kontrakt z Borussii Dortmund jeszcze do czerwca 2024 roku, ale szefowie tego klubu mają świadomość, że nie zdołają tak długo utrzymać Haalanda w swoich szeregach z tego samego powodu, z jakiego wiele lat temu nie utrzymali Roberta Lewandowskiego – po prostu nie są w stanie zaoferować graczom tej klasy odpowiednich zarobków. Nie chcą jednak w przypadku Norwega popełnić błędu, jaki przydarzyły im się w przypadku Polaka, którego puścili za darmo i to jeszcze do największego konkurenta, czyli Bayernu Monachium. A bawarski potentat też już widzi Haalanda w swoich barwach jako następcę Lewandowskiego i niewykluczone, że także tym razem ogra w tej transferowej rozgrywce zarówno działaczy BVB, jak i „Królewskich”.
Sądząc po tym, co norweski piłkarz demonstruje na boisku już teraz, jego ewentualny transfer z pewnością będzie należał do rekordowych. Norweg od stycznia tego roku w 28 występach w barwach Borussii zdobył 26 bramek i zaliczył sześć asyst, więc jeśli utrzyma taką skuteczność, odejdzie z Borussii za grubo powyżej sto milionów euro. Ale musi w Bundeslidze zdetronizować Lewandowskiego i wygrać z nim wyścig po koronę króla strzelców. W poprzednim sezonie Norweg we wszystkich rozgrywkach oglądał plecy polskiego napastnika, bo „Lewy” był królem strzelców nie tylko Bundesligi i Pucharu Niemiec, lecz także w Lidze Mistrzów, trzeba jednak pamiętać, że Norweg trafił do Borussii z RB Salzburg w przerwie zimowej i tak naprawdę to miał tylko na rywalizację z Polakiem, pomijając Ligę Mistrzów, tylko rundę wiosenną. Ten sezon obaj zaczęli już jednak z tego samego pułapu, ale do sobotniego „Der Klassiker” po sześciu kolejkach górą był Lewandowski, który w pięciu występach w Bundeslidze strzelił 10 goli, dwa razy więcej niż jego norweski konkurent mający na koncie także pięć rozegranych spotkań.
Kapitan reprezentacji Polski w sobotnim meczu rozegranym na dobrze sobie znanym stadionie Signal Iduna Park zagrał jednak wybornie i w swoim 13 występie przeciwko Borussii (który jednocześnie był też jego trzechsetnym występem w barwach Bayernu Monachium) strzelił 17. gola ekipie BVB, ale gdyby sędziowie nie byli aż tak przesadnie drobiazgowi, zakończyłby ten mecz z hat-trickiem. Niestety, nie uznano mu dwóch trafień i bawarska jedenastka zwyciężyła tylko 3:2, a oprócz „Lewego” gole dla Bayernu strzelili jeszcze David Alaba z rzutu wolnego i Leroy Sane. I chociaż Haaland także zdobył bramkę (drugą dla BVB zdobył Marco Reus), to jednak zdecydowanie lepiej w tym spotkaniu od niego wypadł Lewandowski. Niemieckie media nie miały pod tym względem żadnych wątpliwości i z uznaniem podkreślały, że w meczu numer 300 w koszulce Bayernu Polak zdobył w sobotę 259 bramkę. Tygodnik „Kicker” w swojej relacji zauważył, że żaden inny piłkarz w historii Bundesligi nie strzelał tak często w spotkaniach ze swoimi byłymi drużynami jak robi to Lewandowski w meczach z Borussią Dortmund. Sam „Lewy” skomentował natomiast swój występ w mediach społecznościowych lakonicznie: „Klasyczna bitwa, wielkie zwycięstwo, jesteśmy na szczycie”. Wypada jednak zauważyć, że Bayern w obecnym sezonie jest niesamowicie skuteczny na wyjazdach. Ekipa trenera Hansiego Flicka fatalnie zaczęła, bo od porażki w 2. kolejce Bundesligi z Hoffenheim 1:4, ale potem wygrała w Lidze Mistrzów z Lokomotiwem Moskwa 2:1 i RB Salzburg 6:2 oraz w Bundeslidze z Arminią Bielefeld 4:1, z FC Koeln 2:1 i teraz z Borussią Dortmund, a jeszcze trzeba doliczyć wygrany 3:0 mecz wyjazdowy w Pucharze Niemiec z Dueren. A na swoim stadionie mistrzowie Niemiec są jak na razie niepokonani – wygrali w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt 4:0, a w Bundeslidze z Schalke 8:0, Herthą Berlin 4:3 i Eintrachtem Frankfurt 5:0. Bayern po siedmiu kolejkach z 18. punktami na koncie jest liderem Bundesligi, za nim plasują się RB Lipsk (16 pkt) i Borussia Dortmund (15 pkt). Lewandowski z 11 trafieniami oczywiście nadal jest liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy, a Haaland z sześcioma golami jest drugi na spółkę z Andrejem Kramaricem z Hoffenheim.
W 7. kolejce z polskich piłkarzy wyróżnił się nie tylko Lewandowski. Wreszcie po 147 dniach przerwy gola dla Herthy Berlin strzelił Krzysztof Piątek. Dubler „Lewego” w reprezentacji Polski zaczął wyjazdowy mecz z Augsburgiem (3:0) na ławce rezerwowych, co nie było już żadną sensacją, bo w tym sezonie zaczynał w tej roli już piąte spotkanie ligowe z rzędu. Trener Herthy Bruno Labbadia większym zaufaniem obdarza sprowadzonego latem z FC Koeln 27-letniego Kolumbijczyka Jhona Cordobę. Ale w sobotę kolumbijski napastnik doznał poważnej kontuzji i już w przerwie Labbadia chcąc nie chcąc musiał wystawić do gry polskiego napastnika. Tym razem jednak nie miał powodów do narzekania, bo Piątek najpierw zaliczył asystę przy golu Dodiego Lukebakio na 2:0, a w 85. minucie sam zdobył trzecią bramkę. Nasz piłkarz czekał na to trafienie od 13 czerwca tego roku. Może teraz poprawi te niekorzystne dla niego meczowe statystyki, bo Cordoba został wyłączony z gry przez kontuzję do końca roku.
Inni polscy piłkarze występujący w Bundeslidze nie mieli tak udanego weekendu. Grający w zespole Augsburga Łukasz Gikiewicz i pozyskany tego lata z Lecha Poznań obrońca Robert Gumny nie wypadli źle, ale ich zespół przegrał z Herthą 0:3 i zjechał do dolnej połówki ligowej tabeli. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mieli na pewno Łukasz Piszczek, który cały mecz z Bayernem przesiedział na ławce rezerwowych Borussii Dortmund, podobnie jak Marcin Kamiński w zespole VfB Stuttgart w zremisowanym u siebie 2:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt.

Gerd Müller odchodzi…

W poprzednim sezonie w mediach nazwisko Gerda Müllera pojawiało się często, bo po raz pierwszy od lat jego legendarny już strzelecki rekord 40 bramek zdobytych w jednym sezonie Bundesligi był zagrożony. W ostatnich dniach o Gerdzie Müllerze w Niemczech zrobiło się jednak głośno z zupełnie innego powodu. Jego żona, Uschi Müller, w przeddzień 75. urodzin legendarnego „Bombera” poinformowała, że jej mąż jest w zaawansowanym stadium choroby Alzheimera.

Gerd Müller, a właściwie to Gerhard, jest uznawany za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii niemieckiego futbolu. Polskim kibicom dał się zapamiętać jako zdobywca jedynej i zwycięskiej bramki dla drużyny RFN w pamiętnym „meczu na wodzie” na Stadionie Leśnym we Frankfurcie z ekipą Kazimierza Górskiego w mistrzostwach świata w 1974 roku. On też w finale tego turnieju zdobył zwycięską bramkę w spotkaniu z Holandią. Jak się okazało, było to jego ostatnie trafienie i i ostatni występ w niemieckiej reprezentacji, w barwach której występował w latach 1966-1974 i z którą wywalczył nie tylko mistrzostwo świata w 1974, ale też mistrzostwo Europy dwa lata wcześniej i brązowy medal MŚ 1970 w Meksyku. Długo z dorobkiem 68 goli w 62 meczach był najskuteczniejszym graczem reprezentacji Niemiec – dopiero w 2014 roku palmę pierwszeństwa odebrał mu piłkarz polskiego pochodzenia, urodzony w Opolu Miroslav Klose, który zakończył reprezentacyjna karierę mając na koncie 71 bramek zdobytych w 137. występach.
Müller ma za to wiele innych rekordów, które wydają się niemożliwe do pobicia. Między innymi wciąż jest najlepszym strzelcem w historii Bundesligi – w 427 meczach zdobył aż 365 bramek. Kolejny w zestawieniu Klaus Fischer ma na koncie 268 goli, a trzeci w tym zestawieniu Lewandowski 246. Polski napastnik zapewne już w tym sezonie wysforuje się przed Fischera, lecz na dogonienie Müllera nikt nie daje mu większych szans, bo w tej chwili dzieli ich różnica aż 119 trafień. Teoretycznie jest to jednak możliwe, przy założeniu, że „Lewy” pogra jeszcze w Bundeslidze na obecnym poziomie przed kilka sezonów. Na pewno natomiast nie da rady przebić osiągnięcia niemieckiego napastnika w liczbie goli strzelonych w barwach Bayernu. Müller ma na koncie 515 bramek, a Lewandowski 256. Wydaje się, że z rekordów Gerda Müllera najbardziej realnym do pobicia przez „Lewego” jest 40 goli w jednym sezonie Bundesligi. Ostatnio wiele jednak wskazuje, że kapitan reprezentacji Polski przestał traktować owe legendarne czterdzieści goli jako sportowy cel.
Być może z szacunku dla legendarnego mistrza, a być może przewartościował cele. Gerd Müller z Bayernem m.in. zdobył cztery razy mistrzostwo Niemiec, co obecne pokolenie graczy monachijskiej drużyny już przebiło, ale też trzykrotnie triumfował w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych, a w 1970 roku otrzymał „Złotą Piłkę” dla najlepszego piłkarza w Europie. Powtórzenie tych osiągnięciach jest realne i dla dzisiejszej drużyny Bayernu, której Lewandowski jest równie ważną postacią, jak pół wieku temu był w bawarskiej ekipie Gerd „Bomber” Müller. Dla wspólnego celu trzeba jednak podporządkować prywatne ambicje i Polak to właśnie w tej chwili robi.
Sam Müller już od dłuższego czasu nie zdaje sobie jednak sprawy, że jego wielkie piłkarskie dokonania są zagrożone przez polskiego piłkarza. Od lat było tajemnicą poliszynela, że zmagał się z depresją, uzależnieniem od alkoholu a na końcu dopadła go choroba Alzheimera. Pięć lat temu, gdy jego stan znacznie się pogorszył, dzięki staraniom Bayernu, we władzach którego w większości zasiadają jego dawni koledzy z boiska, został umieszczony w wyspecjalizowanym w takich schorzeniach domu opieki. Dla jego żony, Uschi, była to wielka pomoc, bo sama nie był już w stanie dalej się nim opiekować. W przeddzień 75. urodzin męża w wywiadzie udzielonym dziennikowi „Bild” powiedziała, w jakim stanie się obecnie znajduje. „Gerd zawsze był wojownikiem i nie brakowało mu odwagi przez całe życie. Teraz śpi i czeka na swój koniec. Zamyka oczy, odpływa, rzadko otwiera usta, dostaje pokarm w postaci papki. Ale jest w tym wszystkim spokojny i przyjazny, nie sądzę, by cierpiał. Po prostu sprawia wrażenie, jakby powoli zasypiał. Wydaje mi się, że nie cierpi. Mam nadzieję, że nie myśli o swoim losie i o chorobie, która pozbawia ludzi resztek godności, ale powoli odchodzi” – powiedziała Uschi Müller.
Gerd Müller urodził się 3 listopada 1945 roku, a właśnie tego dnia zespół Bayernu rozgromił RB Salzburg 6:2, jakby chciał zrobić temu legendarnemu piłkarzowi urodzinowy prezent. Ale wszystkich po meczu zaskoczył Lewandowski, który na Instagramie napisał: „Chciałbym zadedykować moje bramki prawdziwej legendzie Gerdowi Müllerowi, który we wtorek obchodził 75. urodziny. Skala tego, co osiągnąłeś, motywuje mnie do pracy, aby przynajmniej zbliżyć się do Twojej wielkości. Bądź silny królu Gerdzie”. Wpis „Lewego” zrobił furorę w internecie. „Legenda dedykuje bramki legendzie” – skomentował dedykację kapitana reprezentacji Polski jeden z internautów.

Lewy przegonił Gucia

Robert Lewandowski zdobył trzy bramki w wygranym przez Bayern 5:0 meczu z Eintrachtem Frankfurt w 5. kolejce Bundesligi. Dzięki tym trafieniom jego łączny dorobek strzelecki w niemieckiej ekstraklasie urósł do 246 goli, co zapewnia „Lewemu” tytuł najskuteczniejszego polskiego piłkarza w ligach zagranicznych.

Do tej pory numerem jeden na liście najskuteczniejszych polskich strzelców w ligach zagranicznych był Krzysztof „Gucio” Warzycha, który w latach 1990-2004 zdobył w barwach Panathinaikosu Ateny 244 gole. Przed tym sezonem futbolowi statystycy byli jednak pewni, że dojdzie w nim do zmiany lidera na polskiej liście wszech czasów, bo drugi w zestawieniu Robert Lewandowski miał na koncie 236 bramek, czyli potrzebował ośmiu trafień żeby „Gucia” dogonić, a dziewięciu, żeby go wyprzedzić. Dla najlepszego napastnika Bayernu Monachium ostatniej dekady osiem goli to nie jest wielka przeszkoda do pokonania, ale chyba nawet on sam nie zakładał, że po pierwszych pięciu kolejkach nowego sezonu Bundesligi będzie miał na koncie już 10 trafień.
W spotkaniu z Eintrachtem rekordowe osiągnięcie Warzychy wyrównał już pierwszym golem, a dwoma następnymi wysforował się na pozycję lidera. Jego aktualny stan posiadania wynosi 246 bramek w Bundeslidze, z czego w barwach Borussii Dortmund uzyskał 74 gole, a pozostałe 172 już jako zawodnik Bayernu. I pewnie już niedługo jako pierwszy Polak przekroczy barierę 250 goli, a na koniec sezonu pewnie przebije też barierę 260 trafień, chociaż w futbolu nie można być takich rzeczy pewnych na sto procent.
Na razie Lewandowski w tym sezonie zadziwia skutecznością w Bundeslidze, w której rzecz jasna z 10 golami na koncie jest po pięciu ligowych kolejkach zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców. Drugiego na liście Andreja Kramaricia z Hoffenheim wyprzedza o cztery trafienia, a swojego najgroźniejszego konkurenta, grającego w Borussii Dortmund Norwega Erlinga Haalanda o pięć. Ta przewaga na tym etapie rozgrywek niczego jeszcze nie gwarantuje.
Trzeba pamiętać, że Eintracht Frankfurt to jeden z ulubionych rywali „Lewego”. Licząc z ostatnim meczem strzelił tej drużynie 15 goli i dorzucił trzy asysty. A w minioną sobotę nasz piłkarz miał łatwiejszą robotę, bo w zespole z Frankfurtu tym razem zabrakło Davida Abrahama, argentyńskiego obrońcy, uważanego za największego brutala w Bundeslidze. „Lewy” miał z nim w przeszłości mnóstwo zatargów i kilka razy nieźle od niego oberwał. Tym razem snajper Bayernu nie musiał się z nikim szarpać.
Bayern w czterech wcześniejszych kolejkach wygrał u siebie z Schalke 04 Gelsenkirchen 8:0, z Herthą Berlin 4:3, a na wyjeździe pokonał Arminię Bielefeld 4:1 i przegrał z TSG Hoffenheim 1:4. Lewandowski w tym jedynym przegranym spotkaniu gola nie strzelił, zatem jego dziesięć goli trzeba podzieli przez cztery występy, co daje mu średnią 2,5 bramki na jedno spotkanie.
Wysoka wygrana Bayernu sensacją rzecz jasna nie jest, ale wypada podkreślić, że Eintracht do meczu z bawarską jedenastką na Allianz Arenie przystępował jako zespół niepokonany, bo miał w czterech kolejkach na koncie dwa zwycięstwa i dwa remisy. Na rozpędzoną ekipę trenera Hansiego Flicka nie miał jednak argumentów, chociaż gospodarze już na początku spotkania stracili z powodu kontuzji Alphonso Daviesa. Zastępujący go Lucas Hernandez nie osłabił potencjału zespołu, podobnie jak zejście w 68. minucie Lewandowskiego. Jego dubler, Eric Choupo-Moting, gola nie strzelił, ale dwa kolejne trafienia dołożyli inni zmiennicy – Leroy Sane i Jamal Musiala.
Trener Bayernu Hansi Flick na pomeczowej konferencji trochę żartobliwie skomentował wcześniejsze zejście „Lewego”, nawiązując do medialnych spekulacji po meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów z Atletico Madryt. Bayern wygrał ten mecz aż 4:0, ale Polak w tym spotkaniu gola nie strzelił i został w końcówce przez Flicka zastąpiony także przez Choupo-Motinga. Schodząc z boiska Lewandowski nie krył frustracji, co dziennikarze uznali jako dowód pretensji pod adresem szkoleniowca. I pewnie dlatego Flick po spotkaniu z Eintrachtem sam z siebie powiedział: „Robert sam poprosił o zmianę, co także dla mnie było zaskakującą nowością” – zażartował trener Bayernu.
Bawarską jedenastkę czeka w tym sezonie jeszcze mnóstwo meczów i nawet słynący z żelaznej wytrzymałości Lewandowski musi rozsądnie szafować siłami. Zwłaszcza że już we wtorek czeka go prestiżowe dla niego w kontekście zbliżającego się zgrupowania kadry Polski starcie w 2. kolejce Ligi Mistrzów z Lokomotiwem Moskwa. Mistrzowie Niemiec są faworytem, ale grający w moskiewskiej drużynie Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus na pewno zrobią wszystko, żeby „Lewy” nie miał powodów do nabijania się z porażki ich zespołu.

Lewy najlepszy w ataku

W minionym tygodniu angielski magazyn piłkarski „Four Four Two” opublikował swój ranking najlepszych napastników na świecie. Na pierwszym miejscu zestawienia umieścił Roberta Lewandowskiego, za którego plecami znaleźli się Anglik Harry Kane i Portugalczyk Cristiano Ronaldo. W sobotę „Lewy” w ligowym meczu Bayernu Monachium z Arminią Bielefeld dostarczył redakcji „FFT” kolejnego mocnego argumentu uzasadniającego jej wybór.

Im bliżej końca roku, tym więcej rankingów i plebiscytów. Magazyn „Four Four Two” pokusił się o ranking dziesięciu najlepszych obecnie zdaniem redakcji napastników na świecie. Pierwsze miejsce przyznane Robertowi Lewandowskiemu w kontekście jego strzeleckich wyczynów chyba nikogo nie dziwi. W uzasadnieniu redaktorzy „FFT” napisali: „Piłkarz, którego jego klubowy kolega Thomas Mueller nazwał Lewangoalskim, niedawno skończył 32 lata, ale w minionym sezonie wskoczył na wyższy poziom i sprawił, że Bayern Monachium stał się potęgą. Wcześniej też nie było wątpliwości co do jego talentu, a tylko do tego, czy jest w stanie zaznaczać swoją obecność w kluczowych meczach. Dzisiaj Polak jest liderem i centrum wszystkiego, co na boisku robi zespół Bayernu. Lewandowski jest zawodnikiem technicznym, silnymi fizycznie, świetnie grającym obiema nogami oraz głową, a do tego ogromnie inteligentnym i umiejącym nie tylko sobie znajdować właściwe miejsce na boisku, lecz coraz częściej kreuje też sytuacje kolegom z drużyny. W poprzednim sezonie strzelił 55 goli w 47 meczach, najwięcej w Europie”.
Za plecami polskiego snajpera Bayernu Monachium w czołowej dziesiątce rankingu redakcja „FFT” znaleźli się: 2. Harry Kane (Tottenham Hotspur), 3. Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), 4. Romelu Lukaku (Inter Mediolan), 5. Sergio Aguero (Manchester City), 6. Erling Haaland (Borussia Dortmund), 7. Karim Benzema (Real Madryt), 8. Raul Jimenez (Wolverhampton Wanderers), 9. Luis Suarez (Atletico Madryt) i 10. Jamie Vardy (Leicester City).
Trudno powiedzieć czy to wyróżnienie w jakiś sposób podziałało na Lewandowskiego, ale w minioną środę strzelił dwa gole i zaliczył asystę w reprezentacji Polski w wygranym 3:0 meczu Ligi Narodów z Bośnią i Hercegowiną, zaś trzy dni później w ligowym spotkaniu Bayernu z Arminią Bielefeld (4:1) powtórzył ten wyczyn i również zaliczył dwa trafienia oraz asystę.
Tym samym wykreślił Arminię z listy zespołów Bundesligi, którym jeszcze nie strzelił gola. Powód tego „zaniedbania” z jego strony był oczywisty – ekipa z Bielefeld spadła z 1. Bundesligi w 2009 roku i wróciła do niej dopiero dopiero teraz, a „Lewy” zaczął występować na boiskach niemieckiej ekstraklasy dopiero od sezonu 2010/2011. Inaczej mówiąc, aż do minionej soboty po prostu nie miał okazji zagrać przeciwko drużynie Arminii, ale gdy już do tego doszło, gracze beniaminka mogli już w 25. minucie meczu przekonać się, co potrafi pięciokrotny król strzelców Bundesligi. Lewandowski jeszcze przed przerwą pokonał bramkarza rywali Stefana Ortegę po raz drugi, a po zmianie stron dorzucił jeszcze asystę przy drugim golu Thomasa Muellera.
Tym samym wśród 18 zespołów 1. Bundesligi nie ma już takiego, któremu kapitan reprezentacji Polski nie strzeliłby gola. Na liście jego ofiar jest także Bayern, przeciwko któremu grał jako zawodnik Borussii Dortmund. W sumie „Lewy” ma już na rozkładzie 27 drużyn, z którymi rywalizował w Bundeslidze. Jego ulubionym przeciwnikiem jest VfL Wolfsburg, bo w 16 meczach z tym zespołem zdobył aż 21 bramek. Niewiele gorzej wypada w starciach z Schalke 04 Gelsenkirchen. Tej drużynie strzelał gole w 10 ostatnich meczach i wbił ich aż 13. Ogółem w Bundeslidze Lewandowski strzelił już 243 gole w 325 meczach, a ten dorobek zapewnia mu pozycję najskuteczniejszego obcokrajowca w historii niemieckiej ligi oraz trzecią lokatę w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi. Przed nim są już tylko Klaus Fischer z 268 trafieniami na koncie oraz legendarny Gerd Mueller, który w Bundeslidze strzelił dla Bayernu aż 365 goli.
Warto też odnotować, że „Lewy” po czterech ligowych kolejkach z siedmioma bramkami na koncie objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnego sezonu, a z trzema asystami jest też liderem w tzw. punktacji kanadyjskiej. Nic dziwnego, że w relacjach z meczu zamieszczanych w niemieckich mediach Lewandowski otrzymywał na ogół doskonałe noty, co zapewne zapewni mu miejsce co najmniej w jedenastce kolejki, a może nawet tytuł najlepszego gracza.
Wygrana z Arminią dała Bayernowi awans na pozycję wicelidera Bundesligi. Prowadzi RB Lipsk (10 pkt), wyprzedzając obrońców tytułu i trzecią w tabeli Borussię Dortmund o jeden punkt.
Ale w najbliższą środę Bayern rozpocznie też rywalizację w Lidze Mistrzów. W pierwszym meczu obrońca tytułu zmierzy się u siebie na Allianz Arenie z Atletico Madryt, będziemy więc świadkami strzeleckiego pojedynku „Lewego” z Urugwajczykiem Luisem Suarezem.

Lewy w Niemczech zdobył już wszystko

Robert Lewandowski w końcu wygrał prestiżową w Niemczech klasyfikację tygodnika „Kicker” na najlepszego piłkarza sezonu. To było ostatnie z najważniejszych trofeów w niemieckim futbolu jakiego nie miał jeszcze w kolekcji. Teraz jego ambicję mogą zaspokoić już tylko laury europejskie i światowe.

W Niemczech wyróżnienia przyznawane przez redakcję „Kickera”, chociaż mają mocną konkurencję, bo wszystkie media w tym kraju to robią, to jednak ten największy tygodnik piłkarski robi to nieprzerwanie od 57 lat, czyli od momentu powstania Bundesligi. „Kicker” ocenia piłkarzy w skali 1-6, gdzie „1” oznacza klasę światową i jest notą marzeń dla każdego gracza, natomiast „6” oznacza „występ poniżej krytyki”. Trudno uwierzyć, że dopiero w dziesiątym sezonie spędzonym w niemieckiej ekstraklasie Lewandowski doczekał się tego prestiżowego wyróżnienia.
Najwyżej cenią swoich graczy
Tylko raz był bliski zwycięstwa, w sezonie 2015/2016, ale niemal na samym finiszu rozgrywek został wyprzedzony przez ówczesnego pomocnika Borussii Dortmund Henricha Mchitarjana, który do Bundesligi przybył wprawdzie z Armenii, ale miał niemieckie pochodzenie. To trochę tłumaczy przyczynę, z powodu której „Lewy” tak długo musiał czekać na uznanie ze strony redaktorów „Kickera”, którzy nigdy nie ukrywali, że preferują swoją ligę, swój futbol i swoich rodaków.
Lewandowskiego przez te lata ostentacyjnie wręcz nie doceniali jednak nie dlatego, że był Polakiem. Traktowali go ozięble, bo „Kicker” nie darzy sympatią i uznaniem graczy, którzy traktują Bundesligę jako trampolinę do innych europejskich lig, a Lewandowski nie krył przecież swoich ambicji przejścia do Realu Madryt.
Dopiero gdy porzucił te plany i postanowił związać się na dobre i złe z Bayernem, jego występy zaczęły być relacjach „Kickera” premiowane wyższymi notami. A w tym sezonie zaniżanie mu ocen byłoby już wręcz kompromitacją, zwłaszcza w meczach rozegranych po restarcie zawieszonego w marcu z powodu pandemii sezonu. „Lewy” zagrał w ośmiu spotkaniach „koronarundy” i zdobył w nich 9 bramek.
Nikt w Bundeslidze nie strzelił więcej goli od niego, w „Kicker” wystawił mu za te występy oceny o średniej 2,5. To też był najlepszy wynik niemieckiej ekstraklasie. Noty z całego sezonu złożyły się na rewelacyjną średnią 2,42. Dwa kolejne miejsca w zestawieniu „Kickera” także zajęli zawodnicy Bayernu – drugi na liście Leon Goretzka miał średnią 2,71, a trzeci Thomas Mueller 2,74. Od pięciu sezonów lidera klasyfikacji „Kickera” nie dzieliła taka duża różnica w średniej not.
Inna sprawa, że wcześniej występów „Lewego” tak dobrze nie oceniano. Wcześniej najlepszą średnią (2,63) miał we wspomnianym sezonie 2015/2016, a w innych nie lokował się nawet na podium, chociaż był najlepszym strzelcem mistrza kraju – najpierw Borussii Dortmund (2011/2012), a potem Bayernu (2014/2015, 2015/2016, 2017/2018, 2018/2019).
Gablota już pełna trofeów
Po wygraniu klasyfikacji „Kickera” Lewandowski ma w dorobku już wszystkie możliwe do zdobycia na niemieckiej ziemi laury. Mistrzem Niemiec został już osiem razy, jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi (236 gole), pięciokrotnie zdobył tytuł króla strzelców (tylko Gerd Mueller ma ich więcej, bo siedem). A zdobywając w tym sezonie 34 bramki został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi. Więcej goli od niego w jednym sezonie strzelił już tylko wspomniany Gerd Mueller (40, 38 i 36). Pobić te jego dokonania będzie „Lewemu” piekielnie trudno.
Lewandowski nie może jednak czuć się piłkarzem w pełni spełnionym, bo nie zdobył jeszcze żadnego trofeum na arenie międzynarodowej. W finale Ligi Mistrzów zagrał dotąd tylko raz, w barwach Borussii Dortmund, ale jego zespół przegrał wtedy z Bayernem Monachium. Nigdy nie był też królem strzelców Ligi Mistrzów, choć ma już w dorobku 14 takich tytułów zdobytych w innych rozgrywkach.
W tym nietypowym sezonie może jednak zaspokoić swoją ambicję. Nie ulega wątpliwości, że „Lewy” znajduje się w życiowej formie, a zespół Bayernu odkąd prowadzi go trener Hansi Flick jest niepokonany – wygrał 19 z 20 spotkań we wszystkich rozgrywkach, a jedno zremisował. Po wygranej w pierwszym meczu 1/8 finału w Londynie z Chelsea 3:0 rewanż w Monachium wydaje się formalnością i Bayern raczej na pewno zagra w zaplanowanym w sierpniu w Lizbonie turnieju finałowym. Lewandowski prowadzi w klasyfikacji strzelców Champions League – w sześciu występach strzelił aż 11 goli, trafiając do siatki w każdym ze spotkań. To dorobek, jakim na tym etapie rozgrywek w przeszłości mogli się pochwalić się jedynie Lionel Messi (2011/12) i Cristiano Ronaldo (2013/14, 2015/16 i 2017/18).
Lewandowski zaczął robić rzeczy nieosiągalne dla piłkarskich śmiertelników, które dotąd były zarezerwowane tylko dla najlepszych piłkarzy naszych czasów. Jak zdobycie więcej niż 50 bramek w roku kalendarzowym (2019). Na tej liście jest też wygranie plebiscytu „France Football”, który Argentyńczyk i Portugalczyk zdominowali w ostatnich dwunastu latach.
Skok na półkę Messiego i CR7
Ale w tym sezonie to właśnie Lewandowski jest w tej chwili najpoważniejszym kandydatem do zdobycia „Złotej Piłki”. Z 49 bramkami na koncie zdobytymi we wszystkich rozgrywkach jest zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem obecnego sezonu. Messi strzelił dotąd 27 goli, a Cristiano Ronaldo 28. A „Lewy” w sobotę zagra w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen i może osiągnąć, a nawet przekroczyć magiczną barierę 50 trafień w jednym sezonie. Eksperci od marketingu sportowego nadal jednak uważają, że Lewandowski nie jest jeszcze „marką globalną”, jak Messi i Cristiano Ronaldo. To może się jednak zmienić tylko wtedy, gdy kapitan reprezentacji Polski do swojej kolekcji trofeów dołączy tytuły dla najlepszego piłkarza w Europie i na świecie.
Ale i bez tego już dzisiaj „Lewy” jest najbogatszym polskim sportowcem, zaś w kategorii „open” też nie wypada najgorzej, bo w najnowszym rankingu najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” znalazł się wraz z żoną Ann na 80. miejscu. W najbliższych latach jego pozycja raczej nie będzie słabła, bo obecny kontrakt z Bayernem wygasający z końcem czerwca 2023 roku gwarantuje mu roczne zarobki przekraczające 20 mln euro netto. Pod tym względem „Lewy” nie może narzekać na dyskryminację w niemieckiej lidze, należy bowiem elity najlepiej opłacanych graczy Bundesligi. W Bayernie nikt nie zarabia więcej od niego, a to oznacza, że nikt nie zarabia też więcej w całej lidze.
Poza tym Lewandowski z coraz większym rozmachem zaczyna inwestować swoje pieniądze w rozmaite biznesowe projekty (deweloperskie, aplikacje internetowe, startupy), ale jak na tym wychodzi, owiane jest mgłą tajemnicy. Więcej wiadomo o jego dochodach z reklam, a jest w tej chwili najlepszym „słupem ogłoszeniowym” z naszych sportowców. W 2017 roku założył z żoną agencję Stor9 oraz dom mediowy RL Media, którego zadaniem jest zarządzanie kampaniami reklamowymi, w których biorą udział. O wielu jego aktywnościach dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy przestanie grać w piłkę. Oby jak najpóźniej.

Lewandowski rządzi w Bundeslidze

W minioną sobotę obyła się ostatnia, 34. kolejka niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Bayern Monachium wygrał na wyjeździe 4:0 z VfL Wolfsburg, a jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Było to jego 34. ligowe trafienie w tym sezonie. Z takim wynikiem Polak po raz piąty zdobył tytuł króla strzelców, został też uznany za najlepszego gracza sezonu.

W głosowaniu przeprowadzonym przez oficjalny serwis internetowy Bundesligi Lewandowski zwyciężył przeważającą liczbą głosów. W plebiscycie uczestniczyli kibice, ale też znaczący wpływ na wynik głosowania miały wskazania ekspertów. Polski napastnik Bayernu Monachium otrzymał 57 procent oddanych głosów. Daleko za jego plecami uplasował się angielski gwiazdor Borussii Dortmund Jadon Sancho (13 procent), a na najniższym stopniu podium stanął niemiecki pomocnik Bayeru Leverkusen Kai Havertz (12 procent). To pierwsze takie wyróżnienie w karierze Lewandowskiego. Oprócz wymienionej trójki nominacje do nagrody piłkarza sezonu dostali jeszcze Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Timo Werner (RB Lipsk) oraz Erling Haaland (Borussia Dortmund). Lewandowskiego doceniono za znakomity sezon, w którym zdobył 34 ligowe bramki, wyrównując osiągnięcie Dietera Muellera z sezonu 1976/1977. Więcej ligowych goli strzelonych w jednym sezonie od tych dwóch graczy ma tylko legendarny Gerd „Bomber” Mueller”, który częściej trafiał w sezonach 1971/1972 (40 razy), 1969/1970 (38 razy) oraz 1972/1973 (36 razy).
To nie jedyne indywidualne wyróżnienie Lewandowskiego w ostatnich dniach. Wcześniej został już wybrany piłkarzem sezonu Bundesligi. Jego pozycję na niemieckich boiskach potwierdza także ranking „Kickera”, stworzony na podstawie średniej ocen pomeczowych, wystawianych w każdej kolejce. Ostateczna nota „Lewego” wyniosła 2,43 (gdzie 1 to najwyższa ocena). Drugie miejsce w zestawieniu zajął bramkarz Bayeru Leverkusen Lukas Hradecky (2,74), a podium uzupełnił klubowy kolega Lewandowskiego – Joshua Kimmich (2,78).
Nic dziwnego, że niemieckie media poświęcają Lewandowskiemu w ostatnich tygodniach mnóstwo miejsca, przypominając jego dokonania, cytując statystyki i nie skąpiąc komplementów. Wygląda na to, że po 10 latach występów na boiskach niemieckiej Bundesligi „Lewy” wreszcie wspiął się na sam szczyt. Wydaje się wręcz niewiarygodne, że stało się to dopiero teraz, chociaż w 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium zdobył 338 bramek, a w samej Bundeslidze w 321 meczach strzelił 236 goli,co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer – 268 trafień i Gerd Mueller – 365.
Zdobyte w tym sezonie 34 ligowe gole to najlepszy wynik „Lewego” w historii występów na niemieckich boiskach. Drugiego w klasyfikacji strzelców, Timo Wernera z RB Lipsk, wyprzedził o sześć trafień i pewnie zdobył po raz trzeci z rzędu, a piąty w karierze słynna replikę armaty, nagrodę dla zdobywcy tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.
Z 10 sezonów spędzonych dotąd w Bundeslidze Lewandowski aż osiem kończył jako mistrz Niemiec – sześciokrotnie z rzędu z Bayernem Monachium, a wcześniej dwukrotnie z Borussią Dortmund. W dwóch pozostałych sezonach też nie było źle, bo jeszcze w barwach ekipy z Dortmundu kończył rozgrywki jako wicemistrz Bundesligi. „Lewy” znalazł się w elitarnym gronie piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. O jeden więcej od niego mają w tej chwili przebywający już na futbolowej emeryturze Francuz Franck Ribery oraz dwaj jego koledzy z obecnego zespołu Bayernu – Thomas Mueller i Austriak David Alaba.
Warto też odnotować, że Lewandowski 4 lipca stanie przed szansą na zdobycie kolejnego trofeum, bo tego dnia Bayern na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zmierzy się w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen. Nasz piłkarz ma w swojej kolekcji trzy triumfy w tych rozgrywkach i dużą szansę na czwarty. Jeśli w finale zdobędzie bramkę, obejmie też samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec, a w tej chwili pierwsze miejsce dzieli z Rouwenem Henningsem z Fortuny Duesseldorf (obaj strzelili po cztery gole).
W ostatnich pięciu sezonach Polak zdobył 215 bramek dla Bayernu oraz 35 w narodowych barwach, co daje razem 250 trafień. To więcej niż w tym samym czasie strzelili dwaj futbolowi giganci – Leo Messi (241 goli) i Cristiano Ronaldo (236). Te wszystkie liczby potwierdzają tylko klasę Lewandowskiego. W polskim futbolu więcej niż 34 ligowe gole w jednym sezonie ma tylko legendarny Henryk Reyman, a rekord ten ustanowił w pierwszym sezonie polskiej ligi w 1927 roku. Lewandowski jednak od soboty jest samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów króla strzelców wywalczonych przez Polaka w zagranicznych ligach. Do tej pory dzielił się miejscem z Łukaszem Sosinem, który cztery razy był najlepszym snajperem w ekstraklasie Cypru. Oprócz tej dwójki jeszcze tylko sześciu naszych piłkarzy sięgało po ten laur w ligach zagranicznych.
W statystykach wygląda to teraz tak: Robert Lewandowski (20 goli w sezonie 2013/2014, Borussia Dortmund, 30 w sezonie 2015/2016, 28 w sezonie 2017/2018, 22 w sezonie 2018/2019 i 34 w obecnym – cztery ostatnie w barwach Bayernu); Łukasz Sosin (21 w 2003/2004, 21 w 2004/2005, 28 w 2005/2006 jako gracz Apollonu FC) oraz 16 w 2007/2008 w barwach Anorthosis Famagusta); Krzysztof Warzycha (24 w 1993/1994, 29 w 1994/1995, 32 w 1997/1998 – wszystkie jako gracz Panathinaikosu Ateny); Janusz Kowalik (30 w 1968 w barwach Chicago Mustangs); Marek Czakon (16 w 1990 w barwach fińskiego FC Ilves); Andrzej Kubica ( 21 w 1998/1999 jako gracz Maccabi Tel Awiw); Radosław Gilewicz ( 22 w 2000/2001 w barwach Tirolu Innsbruck); Wojciech Kowalczyk ( 24 w 2001/2002 w barwach Anorthosis Famagusta oraz Łukasz Teodorczyk ( 22 w 2016/2017 jako zawodnik Anderlechtu Bruksela). Warto też odnotować, że Lewandowski ma też na koncie jeden tytuł króla strzelców polskiej ekstraklasy (18 goli dla Lecha Poznań w sezonie 2009/2010), w sumie zatem ma w dorobku sześć takich trofeów i pod tym względem także jest liderem wśród polskich piłkarzy, mając za plecami nie tylko wspomnianego Sosina, lecz także tak uznanych graczy, jak Włodzimierz Lubański, Kazimierz Kmiecik, Krzysztofa Warzycha i Tomasz Frankowski, którzy także mają w dorobku cztery tytuły najlepszego snajpera rozgrywek (Warzycha był raz królem także w polskiej ekstraklasie, w barwach Ruchu).
A to przecież jeszcze nie koniec kariery „Lewego”. Trudno będzie poprawić jego rekordy.

Piątek obok Lewego w 11 kolejki

Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek znaleźli się w jedenastce 33. kolejki Bundesligi wybranej przez redakcje branżowego magazynu „Kickera”. Dla „Lewego” to już dziewiąte takie wyróżnienie w obecnych rozgrywkach, ale dla jego młodszego kolegi z reprezentacji dopiero pierwsze.

Jedenastka 33. kolejki wg. „Kickera”: Mueller (Mainz) – Torunarigha (Hertha), Hummels (Borussia Dortmund), Boyata (Hertha) – Kimmich (Bayern), Kramaric (Hoffenheim), Stindl (Borussia M’gladbach), Herrmann (Borussia M’gladbach) – Piątek (Hertha, Lewandowski (Bayern), Weghorst (Vfl Wolfsburg). Obecność Lewandowskiego nie jest zaskoczeniem, bo napastnik Bayernu Monachium został w tym sezonie nagrodzony w ten sposób przez ten niemiecki magazyn piłkarski już po raz dziewiąty. Siedem takich wyróżnień ma na koncie Mats Hummels, sześć Joshua Kimmich, a pięć Lars Stindl. Debiutantami w tym gronie są natomiast Krzysztof Piątek i jego kolega z Herthy Berlin, niemiecki piłkarz nigeryjskiego pochodzenia Jordan Torunarigha.
Nasz reprezentacyjny napastnik trafił do berlińskiego zespołu w przerwie zimowej z AC Milan za 25 mln euro, ale po restarcie rozgrywek nowy trener Herthy, Bruno Labbadia, postawił na 35-letniego Bośniaka Vedada Ibisevicia. Ale już w miniony weekend w spotkaniu z Bayerem Leverkusen wystawił do gry polskiego napastnika, którego dopiero w 89. minucie zastąpił Ibisević. Powód tej zmiany był aż nadto oczywisty – Piątek w wygranym 2:0 meczu z „Aptekarzami” co prawda nie zdobył bramki, ale należał do najlepszych na boisku. Największy aplauz wzbudził kapitalną akcją w 54. minucie, w której ograł trzech obrońców i pewnie strzeliłby gola, gdyby nie ubiegł go partner z ataku Herthy Dodi Lukebakio.

Lewandowski jest królem Bundesligi

Ligowe emocje w Bayernie Monachium opadły, gdy w środku tygodnia zespół przyklepał ósmy z rzędu mistrzowski tytuł. W lidze ekipa trenera Hansiego Flicka ma już tylko jeden cel – wspieranie Roberta Lewandowskiego w jego walce o trzeci z rzędu, a piąty w karierze tytuł króla strzelców.

Niemcy nie mają już obaw, że Polak pobije pomnikowy rekord 40 goli w sezonie ustanowiony blisko pół wieku temu przez legendarnego napastnika bawarskiego klubu Gerda Muellera. „Lewy” na osłodę w sobotnim meczu z Freiburgiem ustanowił inny rekord Bundesligi – z 33. golami na koncie został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii niemieckiej ekstraklasy. Wcześniej rekordzistą z 31. trafieniami był Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang, którego osiągnięcie w miniony wtorek w 32. kolejce Lewandowski wyrównał, a w sobotę w przedostatniej serii ligowej dwoma kolejnymi bramkami pobił. I nie jest powiedziane, że na tym poprzestanie, bo w ostatniej ligowej kolejce Bayern zmierzy się z szóstym zespołem Bundesligi VfL Wolfsburg.
Kapitan reprezentacji Polski w normalnych okolicznościach pewnie by w tym spotkaniu dostał wolne, zwłaszcza że jego najgroźniejszy konkurent to tytułu króla strzelców, Timo Werner z RB Lipsk, zaliczył w sobotę „pusty przebieg” w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu z Borussią Dortmund, pozostał zatem z dorobkiem 26 goli. A to oznacza, że musiałby w ostatnim meczu tego sezonu zdobyć co najmniej siedem bramek żeby dogonić „Lewego”, a osiem żeby go przegonić. To zadanie niewykonalne.
Lewandowski ma zatem piątą „armatę” praktycznie w kieszeni, za występ przeciwko Freiburgowi otrzymał po raz kolejny w tym sezonie notę „1”, oznaczającą w Niemczech „klasę światową”. Wszystko wskazuje, że zostanie uhonorowany tytułem „piłkarza sezonu” w Bundeslidze. Ale „Lewy” chce być nie tylko najlepszy w Niemczech, lecza także w Europie. Na razie jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego gracza w ligowych rozgrywkach na naszym kontynencie, ale chociaż pewnie prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów, a jego najgroźniejszy konkurent Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym ma na koncie 27 trafień i 54 pkt, to należy pamiętać, że Serie A dopiero w minionym tygodniu wznowiła rozgrywki i ma jeszcze do rozegrania 12 ligowych kolejek. Zatem Immobile będzie miał dość okazji na przegonienie polskiego napastnika Bayernu. Nie wolno też zapominać o dwóch kolekcjonerach „Złotego Buta”, czyli Cristiano Ronaldo i Leo Messim. Oni mają w tej chwili po 21 goli na koncie, ale Portugalczyk, jak Immobile, będzie miał jeszcze 12 okazji do poprawienia tego wyniku, a Argentyńczyk osiem. Dlatego Lewandowski chce grać do końca, żeby zbudować jak największą przewagę, bo on w swojej bogatej kolekcji jeszcze „Złotego Buta” nie ma.
Kapitan reprezentacji Polski bije się w tym sezonie o najwyższe indywidualne laury, czyli „Złotą Piłkę” redakcji „France Football” i tytuły „Piłkarza Roku” przyznawane przez UEFA i FIFA, ale te trofea zgarnie raczej bohater zaplanowanych na sierpień w Lizbonie finałowych rozgrywek Ligi Mistrzów. Bayern nie jest faworytem, lecz będzie miał komfortowe warunki na przygotowanie się do imprezy w stolicy Portugalii. 4 lipca zespół trenera Flicka zagra w finale Pucharu Niemiec, a potem piłkarze dostaną 12 dni wolnego. Po powrocie będą mieli ponad dwa tygodnie na przygotowanie się do rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Chelsea (w Londynie wygrali 3:0) i prawie miesiąc na zbudowanie odpowiedniej formy na turniej w Lizbonie.
Wracając zaś do Bundesligi, to w 33. kolejce Łukasz Piszczek i jego koledzy z Borussii Dortmund pokonując na wyjeździe 2:0 RB Lipsk zapewnili sobie wicemistrzostwo Niemiec. Oba gole dla ekipy BVB strzelił 19-letni Norweg Erling Haaland. Były to jego 12 i 13 trafienia w Bundeslidze w tym sezonie, ale licząc z bramkami zdobytymi jesienią w lidze austriackiej, ma ich na koncie w sumie 29. Jeśli latem nie odejdzie z Borussii, to w przyszłym sezonie jego rywalizacja z Lewandowskim może być ekscytująca.