Lewy ustanowił nowy rekord Bundesligi

Piłkarzom Augsburga z Rafałem Gikiewiczem i Robertem Gumnym w składzie zabrakło dosłownie sekund, aby obronić legendarny rekord Gerda Muellera. Ale w ostatniej akcji meczu fortuna w końcu uśmiechnęła się do Roberta Lewandowskiego, który w swoim 29. ligowym występie w tym sezonie strzelił 41. gola i ustanowił nowy rekord niemieckiej Bundesligi.

Gerd Mueller swoje rekordowe osiągnięcie uzyskał w rozgrywkach 1971/1972. W historii Bundesligi, która zaczęła się w 1963 roku (wcześniej mistrzów Niemiec wyłaniano w rozgrywkach międzyregionalnych), tylko Gerd Mueller zdołał w jednym sezonie strzelić 40 goli. Przez prawie 50 lat żaden inny napastnik nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia. „Od zawsze byłem przekonany, że rekordowy wynik Gerda Muellera nigdy nie zostanie pobity. Kolejne lata tylko umocniły mnie w tym przekonaniu. Ale w Bundeslidze pojawił się Robert. Gdy w poprzednim sezonie zdobył 34 bramki, pojawiła się pierwsza wątpliwość. Przed jego kontuzją w meczu reprezentacji byłem niemal pewny, że rekord pobije, lecz potem zwątpiłem, że da radę. Ale jak widać niepotrzebnie” – przyznał w wypowiedziach dla polskich mediów prezydent Bayernu
Karl-Heinz Rummenigge.
Już wyrównanie przez Lewandowskiego „niepobijalnego” rekordu wszech czasów Gerda Muellera uznano za wyczyn nieprawdopodobny, o którym setki jego poprzedników na niemieckich boiskach nawet nie marzyło. A on potrzebował do tego tylko 29 występów, w których strzelał gola co 60 minut, zdobywając średnio 1,41 bramki na mecz. A trzeba podkreślić, że nie zdobywał bramek we wszystkich rozegranych meczach, leczy tylko w 26. Wykręcił jednak dzięki temu wręcz obłędne statystyki. Trochę żal, że przez kontuzje stracił pięć meczów, bo pewnie jego końcowy dorobek bramkowy byłby jeszcze okazalszy.
Lewandowski dokonał wielkiego wyczynu nie tylko w skali Bundesligi. Naprawdę wąskie grono zawodników, szczególnie grających w XXI wieku w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, może pochwalić się przekroczeniem bariery 40 goli w jednym sezonie. Takiego zawodnika nie ma we francuskiej Ligue 1, piątej siły w Europie. Najbliżej tej granicy w XXI w. był Zlatan Ibrahimović w barwach Paris Saint-Germain w sezonie 2015/2016. Wówczas strzelił 38 goli. To najlepszy wynik w historii rozgrywek – pobił rekord legendy FC Nantes Philippe’a Gondeta z sezonu 1965/1966 (36 bramek). Podobnie ma się sytuacja w Serie A, gdzie rekord należy do Ciro Immobile. Włoch w zeszłym sezonie trafiał do siatki rywali 36 razy. Wtedy pobił osiągnięcie Szweda Nilsa Gunnara Nordahla, który w sezonie 1949/1950 zdobył 35 ligowych goli dla Milanu. Na boiskach Premier League, czyli od 1992 r., nie biegał jeszcze tak bramkostrzelny piłkarz. W XXI w. Mohamed Salah był najskuteczniejszym w jednym sezonie. W porównaniu do pozostałych lig ten dorobek jest mniej okazały, ale również godny podziwu. Egipcjanin w sezonie 2017/2018 strzelił 32 gole. Rekord rozgrywek współdzielą jednak Andy Cole (1993/1994) i Alan Shearer (1994/1995) – obaj wbili w swoich rekordowych sezonach po 34 gole. Hiszpańska La Liga ma to szczęście, że przez ostatnią dekadę grało tam dwóch najlepszych zawodników na świecie – Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Obaj dwukrotnie przekraczali barierę 40 goli. Argentyńczyk robił to w sezonach 2011/2012 (50 bramek, rekord rozgrywek) i 2012/2013 (46). Z kolei Portugalczyk kosmiczną skutecznością popisywał się w sezonach 2010/2011 (41) i 2014/2015 (48). Do magicznej „40” doskoczył jeszcze Luis Suarez w sezonie 2015/2016. I nikt więcej. Osiągnięcie Lewandowskiego wyróżnia jednak to, że swój rekord ustanowił w lidze 18-zespołowej, podczas gdy w pozostałych czterech z Top-5 gra po 20 drużyn.
Rekordowy strzelecki dorobek „Lewego” zapewnił mu w tym sezonie już czwarty z rzędu, a szósty w ogóle tytuł króla strzelców Bundesligi. Wypada zauważyć, że pod tym względem polski piłkarz także pobił rekord Gerda Muellera, który tytuł króla strzelców zdobył wprawdzie siedem razy, ale z rzędu tylko trzykrotnie. Legendarny „Bomber” ma jednak jeszcze jeden rekord – łącznej liczby goli strzelonych w Bundeslidze. Ma ich na koncie 365, a Lewanowski po tym sezonie 278, zatem do odrobienia pozostało mu jeszcze 88 bramek. Nie jest to dla niego różnica niemożliwa do zniwelowania, ale musiałby pograć w Bundeslidze na wysokim poziomie jeszcze co najmniej trzy, a nawet cztery sezony.
W pogoni za legendarnym rekordem Lewandowski zostawił w tyle konkurentów do zdobycia słynnej „armatki” – tradycyjnej nagrody na króla strzelców Bundesligi. Wiceliderem zestawienia z dorobkiem 28 trafień został portugalski napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, a dopiero trzecią lokatę z 27 bramkami na koncie zajął typowany na następcę „Lewego” w Bayernie norweski snajper Borussii Dortmund Erling Haaland, który w ostatniej kolejce strzelił dwa gole w zwycięskim meczu z Bayerem Leverkusen (3:1). Kolejne miejsca na liście strzelców niemieckiej ekstraklasy z dorobkiem 20 trafień zajęli Holender Wout Weghorst w VfL Wolfsburg i Chorwat Andrej Kramarić z Hoffenheim. Dopiero na ósmej pozycji z 11. bramkami na koncie w zestawieniu znalazł się kolejny gracz Bayernu Monachium, Thomas Mueller, a na 12. z 10 golami Serge Gnabry.
Co ciekawe, Lewandowski mimo rekordu bramek w Bundeslidze nie pobił swojego rekordu strzeleckiego z zeszłego sezonu. Tym razem zdobył we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji 53 gole, co jest osiągnięciem imponującym ale o osiem trafień gorszym od wyniku z poprzedniego sezonu. „Lewy” zagrał jednak w ośmiu spotkaniach mniej niż w zeszłym sezonie, ponieważ Bayern szybko odpadł z Ligi Mistrzów i Pucharu Niemiec, a w dodatku miał przerwy z powodu kontuzji.
Ale te jego 53 gole to i tak najlepszy wynik wśród czołowych graczy. Lewandowski ma więcej trafień niż niedoścignieni dotychczas Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk zakończył sezon z dorobkiem 39 bramek we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji, a Portugalczyk przed ostatnim w w tym sezonie meczu w Serie A z Bologną miał na koncie 40. trafień. Aspirującego do „Złotej Piłki” Francuz Kyliana Mbappe strzelił 44 gole, a Haaland 47.
Zaraz po fecie z okazji kolejnego mistrzostwa dla Bayernu Lewandowski wybrał się wraz z Karlem-Heinz Rummenigge do muzeum Bayernu, gdzie obaj spotkali się tam z żoną Gerda Muellera. „Lewy” przekazał jej koszulkę ze słynnym już nadrukiem „4ever Gerd”, który zaprezentował tydzień wcześniej po strzeleniu 40. gola, na której dopisał odręczną dedykację dla legendarnego niemieckiego piłkarza („Dla legendy Gerda, wielkiej inspiracji”). Zdjęcie napastnika Bayernu Monachium i Uschi Mueller zrobione przy ekspozycji upamiętniającej wyczyn jej męża w sezonie 1971/1972 obiegło internet. To był ładny gest i dobrze w Niemczech odebrany.

Zemsta kibiców Schalke na piłkarzach za spadek z Bundesligi

Piłkarze Schalke 04 musieli uciekać przed swoimi kibicami po meczu z Arminią Bielefeld, po którym spadli do 2. Bundesligi. Policja podaje, że dwóch graczy zostało poturbowanych przez wściekłych fanów.

To jeden z najgorszych momentów w historii Schalke 04. Zespół z Gelsenkichen w miniony wtorek w meczu 30. kolejki Bundesligi przegrał na wyjeździe z Arminią Bielefeld 0:1, tracąc po tej porażce wszelkie szanse na uniknięcie degradacji do niższej ligi. Piłkarze Schalke w tym sezonie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, a siedem spotkań zremisowali, zdobywając w sumie zaledwie 13 punktów. Na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek w Bundeslidze ekipa Schalke traci do FC Mainz, zajmującego 15. lokatę, pierwszą nie zagrożona spadkiem, 15 punktów, co oznacza, że po trzydziestu latach nieprzerwanej obecności w niemieckiej ekstraklasie będzie musiała się z nią pożegnać.
To wielki cios dla tego zasłużonego klubu, ale chyba jeszcze większy powód do wstydu przysporzyli mu jego fani. Na wracającą klubowym autokarem po meczu w Bielefeld drużynę Schalke pod stadionem w Gelsenkirchen czekała kilkusetosobowa grupa kibiców. Wedle relacji niemieckich mediów najpierw piłkarzy i trenerów fani obrzucili jajkami, potem odpalili środki pirotechniczne, a na koniec zabrali się do rękoczynów. Ekipa Schalke salwowała się ucieczką i schowała w pomieszczeniach klubowych, które chwilę później obstawiły przybyłe na wezwanie oddziały prewencji. Nikt na szczęście nie ucierpiał, chociaż rzecznik miejscowej policji w rozmowie z telewizją Sport1 miał stwierdzić, iż dwóch piłkarzy zostało trochę poturbowanych. „Rozumiemy frustrację i złość związaną ze spadkiem, ale nigdy nie zaakceptujemy sytuacji, w której naruszane jest bezpieczeństwo piłkarzy i pracowników” – napisano w oficjalnym komunikacie władz klubu.
Schalke 04 Gelsenkirchen to siedmiokrotny mistrz Niemiec i czterokrotny zdobywca krajowego pucharu oraz triumfator Pucharu UEFA w sezonie 1996/1997.

Życiowy rekord Lewego w Bundeslidze

Robert Lewandowski zaliczył hat-tricka w wygranym przez Bayern 4:0 meczu 26. kolejki Bundesligi z VfB Stuttgart. Nasz piłkarz powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 35 trafień, co jest jego życiowym rekordem.

Lewandowski w tym sezonie imponuje strzelecką formą. W sobotnim starciu z VfB Stuttgart trzykrotnie pokonał bramkarza rywali, kompletując hat-tricka już do przerwy. „Lewy” ma więc teraz na koncie 35 goli, co jest jego nowym życiowym rekordem. Poprzedni ustanowił w poprzednim sezonie uzyskując w nim 34 trafienia. Ale jego fani po obu stronach Odry ekscytują się coraz realniejszą perspektywą pobicia przez polskiego napastnika blisko półwiecznego rekordu Gerda Muellera 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Do zakończenia rozgrywek w Bundeslidze zostało jeszcze osiem kolejek, więc cel jest jak najbardziej realny do osiągnięcia.
Póki co „Lewy” dzięki hat-trickowi umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców obecnego sezonu, chociaż jego dwaj najgroźniejsi konkurenci zdobyli po dwie bramki. Norweg Erling Haaland zaliczył dwa trafienia w zremisowanym przez Borussię Dortmund 2:2 w wyjazdowym spotkaniu z FC Koeln, a Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt także trafił dwukrotnie w wygranym przez jego zespół u siebie 5:2 meczu z Unionem Berlin. Obaj mają teraz na koncie po 21 goli, lecz do Lewandowskiego mają już 14 bramek straty. Trzeci w klasyfikacji Holender Wout Weghorst z VfL Wolfsburg strzelił jak na razie 17 goli i ma od „Lewego” aż 18 trafień mniej. Takie różnice są już raczej niemożliwe do odrobienia i wszystko wskazuje, że kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie po raz szósty w karierze, a czwarty z rzędu zdobędzie statuetkę z zabytkową armatą, którą w Bundeslidze nagradza się zdobywcę tytułu króla strzelców. Dla przypomnienia – Lewandowski pierwszą „armatę” wywalczył jeszcze w barwach Borussii Dortmund (sezon 2013/2014), a cztery pozostałe jako gracz Bayernu (2015/16, 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020). Rekordzistą w liczbie tytułów króla strzelców Bundesligi jest Gerd Mueller, który wygrywał rywalizację strzelców siedmiokrotnie.

Lewandowski dogonił Klausa Fischera

Bayern Monachium w 25. kolejce Bundesligi pokonał na wyjeździe Werder Brema 3:1. Robert Lewandowski strzelił w tym spotkaniu jednego gola i z łącznym dorobkiem 268 bramek zrównał się z wiceliderem klasyfikacji strzelców wszech czasów niemieckiej ekstraklasy Klausem Fischerem. Przed „Lewy” jest już tylko legendarny Gerd Mueller i jego 365 trafień.

W spotkaniu z Werderem Lewandowski trafił do bramki w 67. minucie meczu, wykorzystując przypadkową sytuację jaka pod bramką rywali stworzyła się po rzucie rożnym, ale wcześniej kapitan reprezentacji Polski aż trzykrotnie trafiał w słupki i poprzeczkę bramki rywali. W 53. minucie gry po jego strzale głową piłka obiła słupek bramki Werderu, a następnie trafiła w ręce czeskiego golkipera Werderu Jiriego Pavlenki. Cztery minuty później Lewandowski znakomicie zabrał się z piłką w pole karne, ale dwukrotnie nie zdołał pokonać czeskiego bramkarza. Po drugiej świetnej interwencji Pavlenki piłka trafiła jeszcze w poprzeczkę bramki Werderu. Mistrzowie Niemiec od 22. minuty prowadzili 2:0 po golach Leona Goretzki i Serge’a Gnabrego (przy obu asysty zaliczył Thomas Mueller) i mieli pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, w końcu więc gol aktywnego w tym spotkaniu „Lewego” musiał paść. Zwłaszcza że Werder to jeden z ulubionych przeciwników polskiego snajpera. Częściej pokonywał bramkarzy tylko czterech innych zespołów Bundesligi – 24 razy pokonywał bramkarzy Wolfsburga, 22 razy Borussii Dortmund, 21 razy Schalke Gelsenkirchen i 20 razy Augsburga. W starciach z ekipą z Bremy „Lewy” po sobotnim meczu ma na koncie 19 bramek w lidze i dwie w pucharze Niemiec.
Swoje występy przeciwko Werderowi Lewandowski rozpoczął dekadę temu, w sezonie 2010/2011, kiedy był zawodnikiem Borussii Dortmund. Jego pozycja w niemieckiej piłce nie była jeszcze ugruntowana, toteż w pierwszym spotkaniu pojawił się na boisku na ostatnie pół godziny, a w drugim grał do 76. minuty, kiedy został zmieniony. Nie zdobył wtedy bramek, podobnie jak w kolejnych dwóch konfrontacjach Werderu z Bayernem. Po raz pierwszy do siatki bremeńczyków trafił 19 stycznia 2015 roku, a BVB wygrało wtedy 5:0. Ich katem stał się jednak rok później. Zadecydowały o tym trzy bramki w dwóch kolejnych meczach z tym samym rywalem. Po przejściu do Bayernu w sezonie 2014/2015 tylko umocnił swoją pozycję. Dwa gole na początek, trzy w sezonie 2016/2017. Drugie spotkanie z Werderem w sezonie we wspomnianym sezonie uznano za show Lewandowskiego. Warto też dodać, że we wspomnianych spotkaniach Bayern głównie gromił Werder. W poprzednim sezonie wygrał z nim u siebie 6:1 i znów bohaterem, choć nie jedynym tego dnia, był autor dwóch trafień, czyli Robert Lewandowski. W tym sezonie Werder postawił się Bayernowi na Allianz Arena w Monachium i po zaciętym boju wyszarpał remis 1:1, a Lewandowski, chociaż rozegrał cały mecz, nie zdołał trafić do siatki. W rewanżu na stadionie Werderu lider Bundesligi odegrał się z nawiązką, a trener Hansi Flick w 79. minucie przy prowadzeniu 3:0, mając w pamięci, że w środę jego drużynę czeka rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Lazio Rzym, dokonał hurtem zmiany aż czterech graczy, w tym Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski dokonał więc wielkiego wyczynu doganiając w klasyfikacji strzelców Bundesligi wszech czasów Klausa Fischera. Ten znakomity niemiecki napastnik w latach 1968-1988 także zdobył w barwach TSV 1860 Monachium, Schalke 04 Gelsenkirchen, FC Koeln i VfL Bochum 268 bramek. Lewandowski taki sam strzelecki dorobek uzyskał po niespełna 11 sezonach występów w niemieckiej ekstraklasie. Na jego dorobek składają się 74 bramki zdobyte w barwach Borussii Dortmund (2010-2015) oraz 194 gole strzelone dotąd dla Bayernu Monachium.
Najlepszym strzelcem w historii Bundesligi pozostaje legendarny Gerd Mueller, który uzbierał niewiarygodną liczbę 365 bramek. „Lewy” traci do niego w tej chwili 97 trafień. Żeby go dogonić potrzebowałby z pięć sezonów, a póki co kapitan reprezentacji Polski ma kontrakt z bawarskim klubem do końca czerwca 2023 roku. Warto jednak przypomnieć, jakich tuzów futbolu zdołał wyprzedzić w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Oto pozostali strzelcy w Top 10 tego zestawienia: 4. Jupp Heynckes (220 goli), 5. Manfred Burgsmueller (213), 6. Claudio Pizarro (197), 7. Ulf Kirsten (182), 8. Stefan Kuntz (179), 9. Dieter Mueller (177) i Klaus Allofs – 177.
Warto też przypomnieć, że Lewandowski goni także inny z rekordów Gerda Muellera – 40 goli w jednym sezonie Bundesligi, ustanowiony w rozgrywkach 1971/1972. W tej chwili Polak ma na koncie 32 bramki i dziewięć kolejek do końca zmagań. Warto zaznaczyć, że w 52 z 57 sezonów Bundesligi już w tym momencie zdobyłby tytuł króla strzelców.

Lewy zgasił Haalanda

Robert Lewandowski był bohaterem meczu, którym ekscytował się piłkarski świat. „Der Klassiker”, jak zwie się w Niemczech potyczki Bayernu Monachium z Borussią Dortmund, był kapitalnym pojedynkiem dwóch wielkich snajperów – Roberta Lewandowskiego i Erlinga Haalanda. Zwycięsko z tej próby sił wyszedł Polak.

W sobotnim „Der Klassiker”, już 129. w historii, Bayern podejmował Borussią Dortmund w swoim mateczniku na Allianz Arenie. Mecze tych drużyn ekscytują fanów futbolu od 1965 roku. W pierwszym starciu górą była drużyna z Dortmundu, która wygrała 2:0. W 129 spotkaniach 63 razy wygrywał Bayern, 33 razy był remis, a 33 razy zwyciężała Borussia. Od ponad dekady potyczkami tych dwóch niemieckich zespołów emocjonują się też kibice w Polsce, głównie ze względu na nietuzinkowy w nich udział Roberta Lewandowskiego, najpierw jako zawodnika Borussii przeciwko Bayernowi, a od 2014 roku jako gracza Bayernu.
Sobotnie spotkanie lepiej zaczął młodszy od „Lewego” o 12 lat norweski snajper Borussii. Haaland pierwszą bramkę zdobył już w 2. minucie, a siedem minut później dołożył drugie trafienie. Bawarska jedenastka po tych dwóch szybkich ciosach potrzebowała całego kwadransa na otrząśnięcie się z szoku, ale w 26. minucie zdobyła kontaktową bramkę. Bramkarza Borussii pokonał nie kto inny jak Lewandowski, wyraźnie podrażniony na ambicji przez Haalanda. W 44. minucie kapitan reprezentacji Polski mógł jednak odetchnąć z ulgą, bo sędzia odgwizdał rzut karny dla Bayernu, a „jedenastki” w tym zespole egzekwuje „Lewy”. Zrobił to skutecznie i obie drużyny schodziły do szatni przy wyniku 2:2, a Lewandowski miał w tym momencie w dorobku równo 30 goli w obecnych rozgrywkach.
Po zmianie stron Haaland już gola nie strzelił, a w 60. minucie został zmieniony, bo zaczął odczuwać dolegliwości w okolicach ścięgna Achillesa. Tak na marginesie – norweski napastnik ma dopiero 20 lat, a w tym sezonie opuścił już wiele meczów z powodu różnych urazów. Pod tym względem nie wytrzymuje żadnych porównać z Lewandowskim, słynącym z żelaznej wytrzymałości i odporności na kontuzje. Ale polski piłkarz chciał koniecznie pokazać, że kreowany już na jego następcę Norweg odstaje też od niego pod względem skuteczności. I tuż przed końcem meczu zdobył swoją trzecią bramkę w tym meczu, ustalając wynik na 4:2. Było to jego 31. trafienie w tym ligowym sezonie, a taka liczba zdobytych bramek, jak szybko wyliczyli futbolowi statystycy, dałaby mu koronę króla strzelców niemieckiej Bundesligi w 52 jej sezonach.
Oczywiście Lewandowski został uznany piłkarzem meczu i dostał noty za swój występ najwyższe z możliwych, ale po drugiej stronie Odry zdecydowanie większe emocje wzbudza topniejący z każdą kolejką dystans jaki dzieli polskiego napastnika do rekordu strzeleckiego legendarnego Gerda Muellera, który w sezonie 1971/72 zdobył 40 bramek. Po hat-tricku w meczu z Borussią „Lewemu” brakuje jeszcze dziewięciu trafień, a do końca sezonu niemieckiej ekstraklasy pozostało jeszcze 10 kolejek. Wyrównanie, a nawet poprawienie rekordu słynnego „Bombera” przez Lewandowskiego stało się więc w tej chwili jak najbardziej realne, ale ta perspektywa wzbudza w Niemczech mieszane odczucia. Pewnie u nas byłoby podobnie, gdyby np. czeski napastnik Legii Tomas Pekhart też miał na 10 kolejek przez końcem rozgrywek w ekstraklasie 31 goli na koncie. A dla przypomnienia – historyczny rekord strzelecki w naszej lidze, ustanowiony przez Henryka Reymana w 1927 roku, wynosi 37 goli. Przez tyle lat tylko dwóch graczy się do niego zbliżyło – Ernest Wilimowski w 1934 (33 gole) i Józef Kohut w 1948 (31).
Na razie jednak „Lewy” ma szansę awansować na drugie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców wszech czasów Bundesligi. W 343 spotkaniach zdobył już 267 bramek i do wyprzedzającego go w zestawieniu Klausa Fischera ma już tylko jedną bramkę straty. Warto pokreślić, że ten dawny gwiazdor Schalke rozegrał w Bundeslidze 535 meczów. Na czele klasyfikacji strzelców znajduje się oczywiście Gerd Mueller, który strzelił 365 goli. Lewandowski najbliższą okazję do przeskoczenia Fischera będzie miał 13 marca, gdy w ramach 25. kolejki Bayern zagra na wyjeździe z Werderem Brema.

Dwa trafienia Lewandowskiego w Bundeslidze

Bayern Monachium w 23. kolejce Bundesligi pokonał 1. FC Koeln 5:1 i umocnił się na prowadzeniu. Kolejne dwa gole w tym sezonie strzelił Robert Lewandowski, który ma ich już na koncie 28. i zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy oraz w klasyfikacji „Złotego Buta”.

Po zdobyciu przez Bayern Klubowego Mistrzostwa Świata w Katarze w szeregi bawarskiej jedenastki wkradło się lekkie rozprężenie, czego efektem były dwa słabsze występy w Bundeslidze – remis 3:3 z Arminią Bielefeld i porażka 1:2 z Eintrachtem Frankfurt. Przypuszczenia, że to być może jest początkiem jakiegoś głębszego kryzysu formy, okazały się jednak mocno przesadzone. Zespół trenera Hansiego Flicka we wtorkowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów rozbił na wyjeździe Lazio Rzym 4:1, a w miniona sobotę zafundował sobie jeszcze większą kanonadę w ligowym spotkaniu z 1. FC Koeln.
Robert Lewandowski w trzech pierwszych z wymienionych meczów zdobywał po jednej bramce, ale w spotkaniu z drużyną z Kolonii na listę strzelców wpisał się dwukrotnie, dzięki czemu powiększył swój strzelecki dorobek w Bundeslidze w tym sezonie do 28 trafień. Do wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera „Lewemu” zostało zatem jeszcze 12 bramek, a do końca rozgrywek Bundesligi zostało jeszcze 11 kolejek. Kapitan reprezentacji Polski większą wagę przywiązuje jednak do zwycięstwa w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich nie ma jeszcze w swojej bogatej kolekcji trofeów. Jego najgroźniejsi konkurenci w tej rywalizacji, Andre Silvaz Eintrachtu Frankfurt, Cristiano Ronaldo z Juventusu i Leo Messi z FC Barcelona mają po 19 trafień, a zajmujący miejsce tuż za nimi Kylian Mabppe z PSG18.

Lewandowski nie zwalnia tempa

Zdobyte w miniony czwartek przez piłkarzy Bayernu Monachium klubowe mistrzostwo świata było już ostatnim akordem udanego dla nich poprzedniego sezonu. Z powodu pandemii o ostatnie z sześciu trofeów musieli walczyć dopiero teraz, zamiast w grudniu, ostatnim miesiącu tak udanego dla nich 2020 roku. A nie jest to dla ekipy Bayernu najlepszy czas – kontuzje i zakażenia koronawirusem mocno przetrzebiły kadrę, a zaraz zaczyna się rywalizacja w Lidze Mistrzów. O powtórkę wyczynów z poprzedniego sezonu będzie bawarskiej jedenastce piekielnie trudno.

W poniedziałek Bayern rozegrał u siebie kończące zmagania w 21. kolejce Bundesligi spotkanie z beniaminkiem Arminią Bielefeld, jednym z najsłabszych w tej chwili zespołów niemieckiej ekstraklasie. Miało być łatwo, miło i przyjemnie, tymczasem do przerwy grająca w mocno eksperymentalnym składzie ekipa trenera Hansiego Flicka sensacyjnie przegrywała 0:2. Po zmianie stron trzy minuty po wznowieniu gry kontaktowego gola strzelił Robert Lewandowski. Było to jego 25. ligowe trafienie w tym sezonie w 20 występie, na dodatek przecudnej urody.
„Lewy” wbiegł w pole karne rywali i przyjął podana przez Davida Alabę piłkę na klatkę piersiową i nie dając jej upaść na murawę z woleja wpakował ją do bramki pod rękami rozpaczliwie interweniującego bramkarza Arminii Stefana Ortegi. Niestety, dziurawa jak szwajcarski ser linia obrony Bayernu raz jeszcze w tym spotkaniu zaspała i minutę po trafieniu Lewandowskiego skrzydłowy zespołu gości Christian Gebauer podwyższył ich prowadzenie na 3:1.
Bawarczycy nie rezygnowali jednak z walki i w 57. minucie Corentin Tolisso doprowadził do wyniku 2:3, a w 70. minucie Alphonso Davies doprowadził do wyrównania na 3:3. I takim też rezultatem zakończyło się spotkanie obrończy mistrzowskiego tytułu i lidera Bundesligi z zespołem, który nie może się wygrzebać ze strefy spadkowej. Bayern stracił więc dwa cenne punkty, lecz pozostał na prowadzeniu, ale jego przewaga nad drugim RB Lipsk (wygrał z Augsburgiem 2:1) zmalała do
pięciu punktów.
Media w Niemczech, zwykle surowe w ocenach po słabszych meczach bawarskiej jedenastki, tym razem nie zrobiły sensacji remisu z outsiderem. „Twarde zderzenie z ligową rzeczywistością. Cztery dni po zwycięskim turnieju w Katarze Bayern z trudem uniknął porażki z beniaminkiem” – podsumował wpadkę klubowego mistrza świata dziennik „Die Welt”.
Doceniono natomiast w niemieckich mediach strzelecki kunszt Lewandowskiego jaki zaprezentował strzelając 25. bramkę w obecnym sezonie. Kapitan reprezentacji Polski nie tylko pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców Bundesligi, ale jest też na czele klasyfikacji „Złotego Buta”. W niemieckiej lidze jego najgroźniejszym w tej chwili konkurentem jest 25-letni portugalski napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, który w 21. kolejce w meczu z FC Koeln (2:0) zaliczył 18. trafienie w obecnych rozgrywkach. Trzeci w zestawieniu 20-letni Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund, którego niedawno uznano za najdroższego gracza Bundesligi (jego transferową wartość wzrosła do 110 mln euro), uratował swojej drużynie remis w spotkaniu z Hoffenheim, ale jego gol na 2:2 był dopiero 15. ligowym trafieniem w tym sezonie. Czwarty w klasyfikacji jest 28-letni Holender Wout Weghorst z VfL Wolfsburg (14 goli), a piąte miejsce zajmuje 29-letni Chorwat Andrej Kramarić z Hoffenheim (13 goli).
Lewandowski jak na razie pewnie też prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta”, mając na koncie 50 punktów za 25 goli (dla przypomnienia – gole w pięciu najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA ligach europejskich liczone są podwójnie; aktualnie współczynnik „2” mają Bundesliga, Premier League, Primera Division, Ligue 1 i Serie A). Drugi w zestawieniu jest Andre Silva (36 pkt za 18 goli), a na trzecie miejsce z dorobkiem 17 bramek i 34 punktów awansował ostatnio egipski napastnik Liverpoolu Mohamed Salah. Tuż za nim plasuje się grający w holenderskim VVV-Venlo 26-letni grecki napastnik Georgios Giakoumakis, który strzelił 22 gole, ale ponieważ liga holenderska ma współczynnik trudności „1,5”, daje mu to 33 punkty. Dokładnie taki sam dorobek ma zajmujący piątą lokatę 26-letni Nigeryjczyk Paul Onuachu, który dla belgijskiego KRC Genk także strzelił 22 gole, które przy współczynniku „1,5” także dają tylko 33 punkty.
Szóste miejsce na liście ex aequo z dorobkiem 16 goli i 32 punktów zajmuje czterech słynnych graczy: 34-letni urugwajski snajper Atletico Madryt Luis Suarez, 35-letni portugalski gwiazdor Juventusu Cristiano Ronaldo, 27-letni belgijski napastnik Interu Mediolan Romelu Lukaku i 22-letni napastnik Paris Saint-Germain Kylian Mbappe. A za ich plecami z dorobkiem 15 goli i 30 punktów czają się do ataku na wyższe lokaty 20-letni Haaland i 33-letni Leo Messi, który ostatnio znów zaczął regularnie trafiać niemal w każdym meczu Barcelony. Za plecami tej dwójki z 14 golami i 28 punktami plasują się 39-letni Szwed Zlatan Ibrahimović (AC Milan) i zdobywca „Złotego Buta” w poprzednim sezonie 30-letni włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile.I właśnie z nim Lewandowski w następnym tygodniu zmierzy się w bezpośrednim snajperskim pojedynku w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Wcześniej jednak swoje spotkania w tej fazie rozgrywek rozegrały we wtorek RB Lipsk z Liverpoolem i FC Barcelona z Paris Saint-Germain, a w środę 17 lutego zagrają jeszcze FC Sevilla z Borussią Dortmund oraz FC Porto z Juventusem Turyn. Natomiast 23 lutego oprócz wspomnianego wyżej spotkania Lazio z Bayernem odbędzie się też spotkanie Atletico Madryt z Chelsea Londyn, zaś dzień później zagrają Atalanta Bergamo z Realem Madryt i Borussia Moenchengladbach z Manchesterem City.
Dla przypomnienia – na czele klasyfikacji strzelców Champions League z dorobkiem 6 goli znajduje się czterech graczy: Neymar (Paris Saint-Germain), Alvaro Morata (Juventus), Ering Haaland (Borussia Dortmund) i Marcus Rashford (Manchester United). Lewandowski z dorobkiem trzech trafień znajduje się jak na razie głęboko w peletonie.

Lewy słaby jak Piątek

W meczu Herthy Berlin z Bayernem Monachium nie doszło do wielkiego pojedynku dwóch polskich napastników. Obaj zagrali bardzo słabo, a „Lewy” na dodatek nie wykorzystał rzutu karnego, co jest sensacją na światową skalę. Ale Bayern wygrał i poleciał do Kataru powalczy o Klubowe Mistrzostwo Świata.

Bayern ostatecznie wygrał potyczkę z Herthą 1:0, po golu Francuza Kingsleya Comana. Lewandowski tym razem nie przyczynił się do zdobycia punktów i zaliczył najsłabszy występ w tym sezonie, a może nawet jeden z najgorszych odkąd występuje w bawarskiej jedenastce. Po serii dziewięciu kolejnych spotkań ligowych ze strzelonym golem polski napastnik w starciu z Herthą zaliczył „pusty przebieg” i nie powiększył swojego bramkowego dorobku, chociaż w 12. minucie miał na to doskonałą okazję. Niestety, bramkarz berlińskiego zespołu Rune Jarstein nie dał się nabrać na powszechnie już wszystkim znane zmyłki „Lewego” i rzucił się w ten róg, w który snajper Bayernu posłał piłkę. Golkiper Herthy BSC został więc bohaterem kolejki, bo jest pierwszym bramkarzem od 17 sierpnia 2014 roku, któremu udało się obronić rzut karny wykonywany przez Lewandowskiego. Poprzednio dokonał tego w Pucharze Niemiec Daniel Masuch z zespołu Preussen Muenster. Od tamtego wydarzenia minęło 2364 dni, czyli 6 lat, 5 miesięcy i 19 dni. Licząc z piątkowym meczem Herthy z Bayernem kapitan reprezentacji Polski egzekwował w tym czasie aż 51 „jedenastek”, wykorzystując z nich 48. Polak zaliczył dwa pudła – w marcu 2018 roku w spotkaniu z Hamburgerem SV oraz w styczniu 2019 w meczu z VfB Stuttgart, ale w obu tych przypadkach nie trafił w bramkę, natomiast Jarstein obronił jego strzał kończąc serię bezbłędnych prób „Lewego” na 18 z rzędu. Nie zmienia to jednak faktu, że nasz piłkarz jest jednym z najlepiej wykonujących rzuty karne piłkarzy na świecie.
W spotkaniu z Herthą zagrał jednak więcej niż przeciętnie i to wystarczyło, żeby w niemieckich mediach została uznany za najgorszego zawodnika ekipy mistrzów Niemiec. Dziennik „Bild” ocenił go na „4” (w skali 1-6, gdzie „1” jest oceną najwyższą), a portal Sport.de dał mu nawet notę „5”. „Niewiele dobrego można powiedzieć o występie polskiego snajpera. Najbardziej dał się zauważyć zmarnowanym rzutem karnym. Poza nim miał jeszcze dwie niezbyt groźne strzały głową” – argumentowano w komentarzu. Wydawany w Monachium „Abendzeitung Muenchen” był trochę bardziej wyrozumiały i przyznał mu notę „3”, a w uzasadnieniu napisał: „Strzelał w każdym z ośmiu ostatnich meczów wyjazdowych. W 10. minucie zmarnował rzut karny po jedenastu kolejnych udanych próbach. To nie był występ, do jakich nas przyzwyczaił”. Portal Goal.com przyznał „Lewemu” notę „4”, a swoją niską ocenę argumentował: „Zdarzają się jeszcze wieczory, gdy on nie strzela gola. Zmarnował szansę na 25. gola w sezonie z jedenastu metrów, brakowało mu szczęścia. To nie był wieczór Polaka”.
Równie nisko niemieckie media oceniły też występ drugiego z reprezentantów Polski, Krzysztofa Piątka, który w spotkaniu z Bayernem wyszedł w podstawowym składzie, ale w 63 minucie został zmieniony. „Próbował strzelać z każdej pozycji, w pierwszych 45 minutach oddał na bramkę Manuela Neuera aż pięć strzałów, w większości jednak wybierał niedogodne pozycje albo uderzał piłkę za słabo. Po przerwie został skutecznie wyłączony z meczu przez Niklasa Suele, a później zmieniony” – napisał portal Sport.de, który dał Polakowi notę „3,5”. W „Bildzie” występ Piątka oceniono zna „4”, takie same noty przyznała mu też większość branżowych portali i lokalnych gazet.
O ile w przypadku Piątka można powiedzieć, że zagrał na swoim normalnym poziomie, to słaby występ Lewandowskiego jest sporą niespodzianką, bo nic wcześniej nie zapowiadało takiej nagłej obniżki formy. Być może jej powodem była zimowa aura i fatalna nawierzchnia boiska, nie można jednak wykluczyć jakiś innych niekorzystnych czynników, np. wkraczający w kolejną fazę konflikt „Lewego” z jego byłym agentem Cezarym Kucharskim. Najnowszym jego aspektem jest informacja podana przez portal Interia.pl. Otóż w grudniu ub. roku prokuratura przedstawiła nagrania rozmów udostępnione przez Lewandowskiego, które miały być dowodem na to, że Kucharskiego posunął się wobec piłkarza do szantażu. Prawnicy Kucharskiego zakwestionowali autentyczność nagrań, a ich podejrzenia potwierdził biegły z zakresu fonoskopii i informatyki Arkadiusz Lech. Teraz wyciekła sensacyjna wieść, ze złożył on zawiadomienie Prokuraturze Regionalnej w Warszawie, że w styczniu otrzymywał groźby karalne. Jeśli dochodzenie to potwierdzi, konflikt „Lewego” z „Kucharzem” może obu zwaśnionym stronom wymknąć się spod kontroli.
Wracając zaś do spraw czysto piłkarskich – piłkarze Bayernu osiągnęli w Berlinie zamierzony cel i powiększyli swój dorobek do 48 punktów, utrzymując w tabeli Bundesligi przewagę siedmiu „oczek” nad zajmującą drugą lokatę ekipą RB Lipsk (wygrała 3:0 z Schalke), dziesięciu na trzecim Wolfsburgiem (2:0 z Augsburgiem) i 13 nad czwartym Bayerem Leverkusen (5:2 z VfB Stuttgart). Kolejną wpadkę zaliczyła natomiast Borussia Dortmund, która przegrała 1:2 z Freiburgiem i traci już do Bayernu 16 punktów. Norweg Erling Haaland podobnie jak Lewandowski także zaliczył „pusty przebieg” i wciąż ma 10 bramek straty do lidera klasyfikacji strzelców Bundesligi.
Od razu po meczu z Herthą ekipa Bayernu pojechała na berlińskie lotnisko, skąd miała odlecieć do Kataru na Klubowe Mistrzostwa Świata. Bawarczycy mieli jednak pecha, bo samolot z powodu złych warunków pogodowych nie zdołał przed północą wystartować, a od północy wszystkie loty nad stolicą Niemiec są zakazane. Cała ekipa Bayernu spędziła więc noc na pokładzie samolotu, który ostatecznie wystartował dopiero o tuż przed siódmą rano i via Monachium, gdzie nastąpiła obligowana przez przepisy wymiana załogi, z ponad 10-godzinnym opóźnieniem odleciał do Kataru. Mistrzowie Niemiec w Doha w poniedziałek w 1/2 finału zmierzą się z egipskim zespołem Al-Ahly Kair, który w ćwierćfinale pokonał 1:0 katarski Al Duhail SC. W drugiej parze półfinałowej brazylijski Palmeiras zmierzył się z meksykańskim Tigres UANL, który w 1/4 finały wygrał z południowokoreańskim Ulsan Hyundai 2:1. Finał KMŚ odbędzie się 11 lutego w Al-Rayyan. Mecze transmituje TVP.
Jeśli drużynie Bayernu uda się zdobyć Klubowe Mistrzostwo Świata, w ciągu niecałego roku wygrają wszystkie rozgrywki, w których wystąpili. Wcześniej okazali się najlepsi w Bundeslidze, Pucharze Niemiec, Lidze Mistrzów, Superpucharze Niemiec i Superpucharze Europy. „Chcemy wygrać Klubowe Mistrzostwa Świata, bo ten sukces zakończyłby dla nas wyjątkową serię. Jesteśmy najlepszą drużyną w Europie, która zagra przeciwko najlepszym drużynom z innych kontynentów. Będzie to dla nas nowe wyzwanie. Na pewno chcemy zdobyć ten tytuł” – stwierdził Lewandowski w wypowiedzi dla serwisu internetowego FIFA. Dla Bayernu będzie to drugi występ w KMŚ (wcześniej wygrał te rozgrywki w 2013 roku), ale dla „Lewego” pierwszy.

24. trafienie Lewego w Bundeslidze

W 19. kolejce Bundesligi Bayern Monachium rozgromił ekipę Hoffenheim 4:1. Gole dla bawarskiej jedenastki strzelili Jerome Boateng, Thomas Mueller, Robert Lewandowski i Serge Gnabry, adla rywali Andrej Kramarić. Dla kapitana reprezentacji Polski było to 24. ligowe trafienie w tym sezonie i dziewiąty mecz z rzędu ze strzelonym golem.

Lewandowski coraz bardziej zbliża się do legendarnego rekordu Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył w Bundeslidze 40 goli. Obecny bilans polskiego piłkarza to 24 trafienia po 19 kolejkach, ale bramki te zdobył w 18 występach. Takiej skuteczności na tym etapie rozgrywek nie miał jeszcze w niemieckiej ekstraklasie żaden zawodnik, nawet legendarny „Der Bomber”, który na strzelenie 24 goli potrzebował 22 mecze. W całej karierze niemiecki snajper w 427 występach w Bundeslidze zdobył 365 bramek. „Lewy” jak na razie po 339 występach ma na koncie 260 goli i coraz bardziej zbliża się do drugiego w klasyfikacji wszech czasów Klausa Fischera, który w trakcie kariery wzbierał w Bundeslidze 268 trafień. W sobotę Lewandowski w wygranym przez Bayern 4:1 meczu z Hoffenheim trafił do siatki w 57. minucie, podwyższając prowadzenie gospodarzy na 3:1. Był to jego dziewiąty z rzędu ligowy mecz, w którym wpisał się na listę strzelców. Swoja imponującą serię zapoczątkował 12 grudnia i od tego czasu strzelił 12 goli.
„Lewy” być może nie zdoła pobić rekordu Gerda Muellera, ale jest na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie po raz szósty w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie tych tytułów też jest „Der Bomber”, który ma ich na koncie siedem, lecz Polak ma duże szanse zdobyć go po raz czwarty z rzędu, co nie udało się wcześniej nawet Gerdowi Muellerowi.
Bayern po czwartym z rzędu zwycięstwie umocnił się na czele ligowej tabeli powiększając swój dorobek do 45 punktów. O siedem mniej ma drugi w zestawieniu RB Lipsk, który w hicie kolejki pokonał u siebie Bayer Leverkusen 1:0. Z porażki „Aptekarzy” skorzystał Eintracht Frankfurt wskakując na trzecie miejsce, ale ma do Bayernu aż 12 pkt straty.
W następnej kolejce bawarska jedenastka zmierzy się w piątek 5 lutego na wyjeździe z Herthą. Pogrążonemu w głębokim kryzysie berlińskiemu zespołowi nie pomogła nawet zmiana trenera. W sobotę prowadzona już przez Hertha, z Krzysztofem Piątkiem w wyjściowym składzie, przegrała 1:3 z Eintrachtem Frankfurt. Reprezentant Polski nie zawiódł tym razem oczekiwań i w 66. minucie zdobył bramkę, która dała berlińczykom prowadzenie. Było to jego piąte trafienie w obecnych rozgrywkach. Rywale szybko odpowiedzieli jednak trzema trafieniami i wygrali spotkanie 3:1. Dwie bramki dla Eintrachtu zdobył 25-letni Portugalczyk Andre Silva, który dzięki temu powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie do 16 trafień i awansował na drugą lokatę w klasyfikacji strzelców, spychając z pozycji wicelidera Erlinga Haalanda. 20-letni norweski snajper Borussii Dortmund w wygranym 3:1 meczu z Augsburgiem nie zdobył bramki i nawet po raz pierwszy w swojej krótkiej karierze zmarnował rzut karny (wcześniej bezbłędnie egzekwował „jedenastki” 13 razy w lidze norweskiej, austriackiej i niemieckiej oraz w meczach reprezentacji Norwegii). Strzegący bramki Augsburga Polak Rafał Gikiewicz nie miał w tym bezpośredniej zasługi, bo Haaland trafił w poprzeczkę, ale w kilku innych sytuacjach znakomicie bronił też jego strzały. Borussia Dortmund po dziewiętnastu kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli Bundesligi, ale traci aż trzynaście punktów do prowadzącego Bayernu Monachium. Haaland spadł na trzecie miejsce w tabeli strzelców Bundesligi i do Andre Silvy traci dwa gole, a do prowadzącego Lewandowskiego aż dziesięć.
Kapitan reprezentacji Polski po tym weekendzie umocnił się nie tylko w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy, lecz także w klasyfikacji „Złotego Buta” – nagrody dla najlepszego strzelca sezonu w ligach europejskich. „Lewy” za 24 gole ma na koncie 48 punktów (dla przypomnienia – gole strzelone w pięciu najwyżej znajdujących się w rankingu UEFA ligach europejskich, czyli niemieckiej, angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej i francuskiej, mnożone są przez współczynnik trudności „2”), drugi w zestawieniu jest grający w KRC Genk 25-letni Nigeryjczyk Paul Onuachu, który strzelił 22 gole, ale ponieważ belgijska liga ma współczynnik „1,5”, to ma na koncie 33 punkty. Na trzecie miejsce w klasyfikacji wysforował się Andre Silva z dorobkiem 32 punków za 16 bramek. Portugalczyk zepchnął z podium swego słynnego rodaka Cristiano Ronaldo, który w wygranym 2:0 spotkaniu Juventusu z Sampdorią nie poprawił swojego bramkowego dorobku (15 goli, 30 pkt). Słynny CR7 został też wyprzedzony przez grającego w holenderskim VVV-Venlo 26-letniego Greka Georgiosa Giakoumakisa (21 goli przy współczynniku „1,5” daje mu 31,5 pkt). Ale do końca sezonu jeszcze mnóstwo meczów i w tej klasyfikacji wiele może się jeszcze zmienić.

Lewy bryluje, Białek się uczy

W 18. kolejce Bundesligi Bayern Monachium rozbił Schalke 4:0, a jedną z bramek, już 23. w obecnych rozgrywkach, zdobył Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski jest na dobrej drodze do pobicie rekordu 40 trafień w jednym sezonie należący do Gerda Muellera. Ale to nie jedyny cel, do którego dąży. Chce także po raz pierwszy w karierze zdobyć „Złotego Buta”. A w jego głębokim cieniu w VfL Wolfsburg do wielkiego futbolu przebija się być może następca, 19-letni Bartosz Białek.

W niedzielę Bayern Monachium w pierwszym meczu rundy rewanżowej Bundesligi zmierzył się z Schalke Gelsenkirchen. Bawarska jedenastka bez większego problemu pokonała 4:0 ostatni zespół w tabeli. Robert Lewandowski zdobył swoją 23. bramkę w 54. minucie spotkania. Jak się potem okazało, ustanowił kolejne dwa strzeleckie rekordy. Został pierwszym piłkarzem w historii niemieckiej ekstraklasy, który strzelił gole w ośmiu kolejnych meczach wyjazdowych oraz pierwszym, który zdobył bramki w jedenastu meczach z rzędu z tym samym przeciwnikiem, co w jego przypadku oznacza zespół Schalke. Wbił mu w jedenastu spotkaniach aż 13 goli. A warto przypomnieć, że w poprzedniej, 17. kolejce zdobył swoją 22 bramkę w obecnych rozgrywkach i też ustanowił nowy rekord Bundesligi, bo nikt przed nim nie miał po rundzie jesiennej aż tylu trafień na koncie.
W niemieckich mediach po każdym kolejnym golu Lewandowskiego wzmagają się spekulacje, czy Polak tych rozgrywkach wykreśli w końcu z futbolowych kronik legendarny rekord Gerda Muellera z sezonu 1971/1972 – słynny „Bomber” zdobył wtedy 40 bramek i jak do tej pory nikomu nie udało się nie tylko pobić, ale nawet powtórzyć tego osiągnięcia. I „Lewy” też ma na to niewielkie szanse, chociaż po 18. kolejce ma na koncie 23 gole. Do wyrównania rekordu Gerda Muellera brakuje mu 17 goli, a do poprawienia co najmniej 18, a kolejek do końca rozgrywek zostało już tylko 16. Musiałby więc do końca sezonu zagrać we wszystkich ligowych meczach i w każdym zaliczyć co najmniej jedno trafienie, a w jednym nawet dwa, albo też przypomnieć sobie jak się zdobywa hat-tricki i tzw. dwupaki, albo w jakimś występie powtórzyć pamiętny festiwal strzelecki ze spotkania z VfL Wolfsburg.
Futbolowi statystycy wskazują, iż Gerd Mueller po osiemnastu kolejkach sezonu 1971/72 miał w dorobku osiemnaście goli, czyli trafiła do siatki średnio co 90 minut. Lewandowski ma lepsze statystyki, bo strzelił 23 gole w 17 występach, co daje mu średnią 1,35 gola na mecz. Swoje bramki zdobywał natomiast co 61,5 minuty).
Trafienie w spotkaniu z Schalke było już 259. golem Lewandowskiego w Bundeslidze. Do drugiego w zestawieniu najlepszych strzelców wszech czasów niemieckiej ligi, Klausa Fischera, „Lewemu” brakuje jeszcze ośmiu trafień i jeśli polskiemu piłkarzowi nic złego się nie przytrafi, pewnie już po tym sezonie będzie wiceliderem tej klasyfikacji, za legendarnym Gerdem Muellerem rzecz jasna.
Co się zaś tyczy wyścigu po „Złotego Buta, nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich, Lewandowski z dorobkiem 23 goli i 46 punktów uciekł najgroźniejszym konkurentom na spory dystans. Drugi w klasyfikacji snajper Juventusu Turyn.
Cristiano Ronaldo traci do niego już osiem bramek (Portugalczyk ma na koncie 15 goli i 30 pkt), a zajmujący ex auquo trzecią lokatę Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund, Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain i Portugalczyk Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt, którzy w miniony weekend zgodnie zaliczyli po dwa ligowe trafienia, mają na razie po 14 goli i 28 pkt. Za nimi z dorobkiem 13 goli i 26 punktów plasują się Egipcjanin Mohamed Salah z Liverpoolu i Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym.
Lewandowski w swojej bogatej kolekcji trofeów nie ma „Złotego Buta”. Najbliżej jego zdobycia był w ubiegłym sezonie, gdy strzelił 34 gole, ale sprzed nosa nagrodę sprzątnął mu wtedy Ciro Immobile, który zdobył 36 bramek. Wcześniej trzy sezony z rzędu statuetkę zgarniał gwiazdor Barcelony Leo Messi. Wypada podkreślić, że Argentyńczyk aż sześciokrotnie kończył sezon z największą liczbą goli. Jego wielki konkurent, Cristiano Ronaldo, „Złotego Buta” zdobywał czterokrotnie, ale w tym sezonie na pewno nie odda Lewandowskiemu pola bez walki. Podobnie zresztą jak pozostała piątka najwyżej sklasyfikowanych obecnie w tym prestiżowym zestawieniu piłkarzy. Presja ze strony tak mocnych konkurentów może jednak „Lewemu” tylko pomóc w osiągnięciu wytyczonego celu.
Do rekordów i sukcesów Lewandowskiego zdążyliśmy się przez minioną dekadę już tak przyzwyczaić, że jego kolejne osiągnięcia, nawet tak niebotyczne, jak przekroczenie przez niego granicy 500 goli w profesjonalnej karierze, nie wzbudzają przesadnych emocji, chociaż to stawia „Lewego” w rzędzie takich futbolowy tuzów XXI wieku, jak Leo Messi, Cristiano Ronaldo i Zlatan Ibrahimovic. Nic przy tym nie zapowiada, że zamierza spocząć na laurach, więc jeśli coś polskich kibiców może w jego przypadku martwić, to chyba tylko brak godnego następcy. Jeszcze do niedawna wydawało się, że w Bundeslidze tropem Lewanowskiego podąży Krzysztof Piątek, ale jego roczna przygoda w niemieckiej ekstraklasie to pasmo jak na razie niepowodzeń. Większe nadzieje pod tym względem budzi natomiast 19-letni Bartosz Białek, który w przerwie letniej ubiegłego roku przeniósł się z Zagłębia Lubin do VfL Wolfsburg. Miał być w niemieckim klubie „melodią przyszłości”, dlatego w hierarchii jego napastników z miejsca dostał najniższe miejsce. Dla trenera „Wilków” Olivera Glasnera numerem jeden w formacji ofensywnej jest 28-letni Holender Wout Weghorst.
Białek cierpliwie czekał na okazję do wykazania się. Dostał ją w szóstej kolejce obecnego sezonu Bundesligi, ale był to tylko dwuminutowy epizod w spotkaniu z Herthą Berlin. Ale już w trzecim ligowym występie strzelił pierwszego gola w barwach Wolfsburga, w wygranym 5:3 spotkaniu z Werderem Brema. Wciąż był jednak tylko zmiennikiem, ale po meczu z Bayernem Monachium (1:2) tygodnik „Kicker” skomentował jego świetny występ z lekkim niedowierzaniem: „Fakt, że po meczu z Bayernem ludzie mówią o Białku, pokazuje jak wielki talent pozyskał Wolfsburg”.
Trener Glasner powoli przygotowuje jednak młodego polskiego napastnika do gry w roli kluczowego gracza. Wypożyczył zimą Omara Marmousha do St. Pauli i rozważa jeszcze wypożyczenie Daniela Ginczka do 1. FC Koeln, co może wywindować Białka do roli pierwszego zmiennika dla Wouta Weghorsta, a za pół roku na jego następcę, bo Holender latem prawdopodobnie przeniesie się do Tottenhamu Hotspur. On też dostrzegł w młodym Polaku wielki potencjał. „Przypomina mi trochę mnie samego. Robi te same rzeczy, które ja robiłem na początku. Zawsze wbiega w pole karne w tym samym tempie i to akurat musi zmienić, żeby być bardziej nieobliczalnym. Poza tym zachowuje zimną krew sytuacjach bramkowych, ma dobrą technikę i jest silny, czyli w sumie już jest świetnym materiałem na klasowego gracza” – twierdzi Weghorst. Ciekawe czy Białek zdąży jeszcze rzucić wyzwanie Lewandowskiemu w walce o koronę króla strzelców Bundesligi…