Lewy dobił do „60”

Jan T. Kowalski
Lewy dobił do „60”

Robert Lewandowski w tym roku zdobył już w sumie 60 bramek

Robert Lewandowski w meczu Bayernu z Freiburgiem (2:1) w 11. kolejce Bundesligi zdobył 13. ligową bramkę w tym sezonie, ale było to także jego 60. trafienie w 50. tegorocznym występie. Wszystko wskazuje, że po raz trzeci z rzędu kapitan naszej reprezentacji okaże się najskuteczniejszym graczem na świecie w roku kalendarzowym.

Lewandowski już wcześniej pobił swój własny rekord sprzed dwóch lat (54 gole) i jest pierwszym graczem na świecie, który w tym roku najpierw przekroczył granicę 50. trafień, a teraz doszedł do kolejnej bariery – 60 bramek w jednym roku kalendarzowym. Z czynnych piłkarzy takim wyczynem mogą pochwalić się jedynie Leo Messi, który w 2012 roku strzelił w sumie 91 goli oraz Cristiano Ronaldo, który była najskuteczniejszy na świecie rok później z wynikiem 69 trafień. „Lewy” w trwającym sezonie zagrał w 17 spotkaniach Bayernu oraz pięciu meczach reprezentacji Polski. We wszystkich tych występach strzelił w sumie 26 goli, co daje średnią 1,18 bramki na mecz. Gdyby do końca roku utrzymał taką skuteczność, jest w stanie pobić rekordowe osiągnięcie Cristiano Ronaldo i nawet przebić barierę 70. goli.
Do końca 2021 roku Lewandowski będzie mógł zagrać jeszcze w 10 spotkaniach: 12 listopada w meczu reprezentacji Polski z Andorą, a 15 listopada z Węgrami, potem zaś jeszcze w ośmiu potyczkach Bayernu – w Bundeslidze z Augsburgiem (19 listopada), Arminią Bielefeld (27 listopada), Borussią Dortmund (4 grudnia), FC Mainz (11 grudnia), VfB Stuttgart (14 grudnia) i VfL Wolfsburg (17 grudnia), a w Lidze Mistrzów z Dynamem Kijów (23 listopada) i FC Barcelona (8 grudnia). Kapitan reprezentacji Polski strzela gole z taką regularnością, że większą sensację wzbudzają jego występy bez bramek czy też niewykorzystanie rzutu karnego, jak miało to miejsce w poprzednim tygodniu w meczu 4. kolejki Ligi Mistrzów z Benficą Lizbona, niż kolejne trafienia. W wygranym przez Bayern 5:2 starciu z portugalskim zespołem „Lewy” zaliczył jednak hat-tricka i jak najbardziej zasłużenie został wybrany na najlepszego gracza tygodnia w Champions League. Na taki splendor w Bundeslidze po meczu z Freiburgiem raczej nie ma co liczyć, bo chociaż zdobył zwycięską bramkę na 2:1 i walnie tym przyczynił się do wygrania z jedyną niepokonaną do soboty drużyną Bundesligi (nie był liderem, bo z 10. meczów sześć wygrał i cztery zremisował, przez co miał trzy punkty mniej od Bayernu i dwa od Borussii Dortmund), otrzymał w niemieckich mediach przeciętne noty.
Nie zmienia to jednak faktu, że Lewandowski ma już na koncie w obecnych rozgrywkach Bundesligi 13. goli i swoją przewagę nad drugim w klasyfikacji strzelców Norwegiem Erlingiem Haalandem z Borussii Dortmund powiększył już do czterech trafień, a nad trzecim w tym zestawieniu czeskim napastnikiem Bayeru Leverkusen Thomasem Schickiem do pięciu. Jeśli „Lewy” utrzyma taką skuteczność do końca rundy jesiennej, na półmetku rozgrywek może mieć już ponad 20 goli, co stworzy mu szansę na poprawienie swojego strzeleckiego rekordu z poprzednich rozgrywek, w których jak wszyscy pamiętamy poprawił o jedno trafienie blisko półwieczny rekord 40 goli Gerda Muellera.
Haaland może tylko bezsilnie się przyglądać kolejnym popisom „Lewego”, bo z powodu kontuzji w tym roku już nie zagra. Nie zdoła więc też powalczyć z Polakiem o miano najskuteczniejszego strzelca w roku kalendarzowym, na co zresztą miałby niewielkie szanse nawet jakby grał, bo w tej chwili traci do „Lewego” 17 bramek. Wiadomo już, że nie 21-letni norweski napastnik nie utrzyma nawet drugiej lokaty w tym wyścigu, bowiem trzeci w zestawieniu Cristiano Ronaldo ma w tym roku na koncie 42 bramki, czwarty na liście Leo Messi 40, a zajmujący ex aequo piątą lokatę Francuzi Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain i Karim Benzema z Realu Madryt po 38.
Warto podkreślić, że Lewandowski jest nie tylko liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, lecz także z ośmioma trafieniami jest na czele listy strzelców w Lidze Mistrzów, a po listopadowych spotkaniach reprezentacji Polski z Andorą i Węgrami może być też zostać najlepszym strzelcem europejskich eliminacji MŚ 2022. W tej chwili z dorobkiem sześciu bramek jest w tej klasyfikacji na 4. pozycji, za Holendrem Memphisem Depay’em (9 goli), Izraelczykiem Eranem Zahavim (8 goli) i Serbem Aleksandarem Mitroviciem (7 goli).

Poprzedni

ZAKSA rozbiła Asseco Resovię

Następny

Klęska strategii czy strategia klęski?