Lewandowski zbierał siły na Liverpool?

Bayern Monachium w 22. kolejce Bundesligi z trudem pokonał Augsburg 3:2. Robert Lewandowski gola nie strzelił, może zbierał siły na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów z Liverpoolem.

Przed meczem z Liverpoolem Bayernu Monachium opublikował w mediach społecznościowych pozowane zdjęcie z udziałem czterech największych gwiazd zespołu – Manuela Neuera, Thomasa Muellera, Matsa Hummelsa i Roberta Lewandowskiego. Fotografia nawiązuje do jednej z najsłynniejszych okładek w historii rocka, do płyty zespołu The Beatles z 1969 roku „Abbey Road”. Na oryginale słynna czwórka muzyków z Liverpoolu, John Lennon, Paul McCartney, Ringo Starr i George Harrison, w przerwie między nagraniami pozowali do okładkowego zdjęcia przechodząc gęsiego przez pasy na London Street. Piłkarze Bayernu w lekko stylizowanych na lata 60. ub. wieku fryzurach też maszerują jeden za drugim po pasach, tyle że namalowanych na murawie boiska.

To czytelne nawiązanie do czekającego monachijska jedenastkę wtorkowej potyczki w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem. W opinii futbolowych ekspertów faworytem jest angielski zespół, którego obrońcy są co najmniej o klasę lepsi od defensorów FC Augsburg, którzy w miniony piątek nie pozwolili Lewandowskiemu na zdobycie choćby jednej bramki. A wypada przypomnieć, że polski napastnik w potyczkach z tą drużyną zaliczył wcześniej aż 18 trafień.
Kapitan reprezentacji Polski stracił zatem okazję na poprawienie bramkowego dorobku w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi, w której ze 193 golami na koncie jest drugi za grającym w Werderze Brema 40-letnim Claudio Pizzaro na liście najskuteczniejszych obcokrajowców. Peruwiańczyk w miniony weekend zdobył swoją 194. bramkę i znów jest samodzielnym liderem.

 

Wyścig snajperów w polskiej kadrze

Na czele aktualnego rankingu najskuteczniejszych polskich piłkarzy znajduje się Robert Lewandowski, który w tym sezonie zdobył już 25 bramek. Tuż za nim z 23 trafieniami w barwach Genoi i AC Milan plasuje się rewelacja włoskiej Serie A Krzysztof Piątek. Trzeci w tym zestawieniu Kamil Wilczek strzelił dla Broendby Kopenhaga 16 goli, a czwarty Arkadiusz Milik dla SSC Napoli zdobył 13 bramek.

Lewandowski i Piątek odskoczyli innym polskim napastnikom w liczbie strzelonych goli, ale trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powinien na bieżąco śledzić także dokonania graczy z dalszych miejsc na liście, bo sezon jest wyczerpujący, ryzyko kontuzji przez to wielkie, więc trzeba zakładać, że eksploatowanych do maksimum w klubowych zespołach snajperów może przed marcowymi meczami biało-czerwonych dopaść jakieś nieszczęście, choćby kontuzja.

Pierwsze miejsce „Lewego” w wyścigu polskich snajperów nie jest zaskoczenia. W obecnym sezonie kapitan naszej reprezentacji zdobył już dla Bayernu Monachium 25 bramek w 29 meczach. Krzysztof Piątek jest jednak od niego gorszy tylko o dwa trafienia (w sumie strzelił już 23 gole). Kolejny w zestawieniu jest Kamil Wilczek, który zdobył dla Broendby 13 bramek, a w sumie ma ich na koncie 16, co czyni go drugim pod względem skuteczności zawodnikiem duńskiej ekstraklasy. Tuż za nim sklasyfikowany jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, autor 13 trafień w tym sezonie (12 w Serie A i jedno w Pucharze Włoch). Jedenaście goli na koncie (dziewięć dla Jagiellonii Białystok i dwa dla PAOK Saloniki) ma na koncie Karol Świderski, a o jedno mniej występujący nieregularnie w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jakub Świerczok (ma trzy bramki w lidze, dwie w Pucharze Bułgarii, aż cztery w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i jedną w fazie grupowej Ligi Europy).

Poza kadrą Polski znajduje się Łukasz Zwoliński (z 9 golami jest w zestawieniu za Świerczokiem), który w chorwackiej lidze walczy o tytuł króla strzelców, więc może nie warto tracić go z pola widzenia. Zwłaszcza że powołany na jesienne mecze Adam Buksa z Pogoni Szczecin ma gorsze osiągnięcia od niego, bo tylko sześć trafień na koncie, tyle samo co trochę zapomniany Mariusz Stępiński, który jednak te bramki zdobył w Serie A, na dodatek w najsłabszym w tej lidze zespole Chievo Werona. A przecież nie można wykluczyć, że do tego grona dołączą wkrótce przeżywający obecnie trudne dni Łukasz Teodorczyk i Dawid Kownacki.

W tej chwili obaj prowadzący w wewnętrznej rywalizacji polskich snajperów gracze mogą spodziewać się powołania na marcowe mecze. Bez obaw na decyzję trenera Brzęczka czeka też Milik. Kamil Wilczek wypadł z kadry jeszcze za kadencji Adama Nawałki, a jego następca nawet nie raczył napastnika Broendby Kopenhaga sprawdzić, chociaż Wilczek w rundzie jesiennej imponował strzelecką formą.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że jeśli chodzi o polskich snajperów to w ostatnich tygodniach najgłośniej było o Piątku, ale najrówniej z nich grał jednak Lewandowski. Wartość kapitana biało-czerwonych wychodzi zwłaszcza przy tzw. punktacji kanadyjskiej, w której liczą się łącznie bramki i asysty. „Lewy” jest w niej poza konkurencją, bo w tym sezonie zaliczył już 11 asyst, co w połączeniu z golami sprawia, że przyczynia się do zdobycia gola przez Bawarczyków co 72 minuty. „El Pistolero”, jak nazywają Piątka Włosi, który jako jedyny stara się nadążyć za narzuconym przez „Lewego” tempem w zdobywaniu bramek, ma na koncie tylko jedną asyst. Inni nasi snajperzy nie są wiele lepsi. Dlatego królem w tym towarzystwie wciąż jest Lewandowski.

 

Im to się opłaca kopać

Francuski dziennik „L’Equipe” opublikował raport o zarobkach piłkarzy w pięciu najsilniejszych ligach europejskich. Z zestawienia wynika, że najmniej płacą kluby niemieckie, a najlepiej opłacanym graczem jest gwiazdor FC Barcelona Leo Messi.

Informacje podane przez „L’Equipe” ze zrozumiałych względów najbardziej zbliżone do prawdy są w przypadku klubów francuskich, ale w opublikowanej przez dziennik klasyfikacji najwyżej wynagradzanych zawodników występujących w pięciu najlepszych ligach na naszym kontynencie w czołowej dziesiątce nie ma ani jednego gracza z niemieckiej Bundesligi. A w niej najlepiej opłacanym graczem, oczywiście według nieoficjalnych źródeł, jest Robert Lewandowski. Najskuteczniejszy strzelec w drużynie Bayernu zarabia miesięcznie 1,33 mln euro, czyli rocznie prawie 16 mln euro. Niewiele mniej kasują dwaj reprezentanci Niemiec – Manuel Neuer i Thomasz Mueller. Obaj miesięcznie zarabiają po 1,25 mln euro. Inne niemieckie kluby mogą pomarzyć o takich honorariach.

Lewandowski, Neuer i Mueller to jednak w porównaniu z najlepiej opłacanymi zawodnikami z lig hiszpańskiej, angielskiej, francuskiej i włoskiej ubodzy krewni. Dla porównania: w Hiszpanii krezusami na liście 10 najbogatszych są Leo Messi, który w Barcelonie zarabia miesięcznie 8,3 mln euro, as Atletico Madryt Antoine Griezmann, otrzymujący w Atletico Madryt miesięcznie 3,3 mln euro, drugi z graczy Barcelony Luis Suarez (2,9 mln euro), gwiazdor Realu Madryt Gareth Bale (2,5 mln euro) i trzeci z asów „dumy Katalonii” Philippe Coutinho (2,3 mln euro). Z ligi włoskiej w gronie najwyżej opłacanych graczy jest oczywiście gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo. Na jego konto turyński klub co miesiąc przelewa 4,7 mln euro. Z angielskiej Premier League więcej od Lewandowskiego zarabiają chilijski gwiazdor Manchesteru United Alexis Sanchez (2,28 mln euro) i niemiecki rozgrywając Arsenalu Londyn Mesut Oezil (1,6 mln euro), a z francuskiej Ligue 1 gwiazdorzy Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar (3,06 mln euro), Francuz Kylian Mbappe (1,73 mln euro) i Urugwajczyk Edinson Cavani (1,5 mln euro miesięcznie).

Natomiast najlepiej opłacanym trenerem wg. „L’Equipe” jest argentyński szkoleniowiec Atletico Madryt Diego Simeone, który zarabia miesięcznie tyle samo, co najlepiej opłacany zawodnik w drużynie Griezmann, czyli 3,3 mln euro. Za jego plecami znalazł się hiszpański trener Barcelony Ernesto Valverde (2 mln euro), kolejny Hiszpan, prowadzacy Manchester City Pep Guardiola (1,9 mln euro) oraz włoski szkoleniowiec Juventusu Turyn Massimiliano Allegri (1,14 mln euro). Trener Bayernu Niko Kovacz zarabia miesięcznie „zaledwie” 580 tysięcy euro.

 

Bayern dobrze trafił w Pucharze Niemiec

Zespół Bayernu Monachium w tym sezonie może zdobyć potrójną koronę, bo nadal jest walczy o trzy trofea – w Lidze Mistrzów walczy w 1/8 finału, w Bundeslidze jest wiceliderem, a w pucharze Niemiec gra w ćwierćfinale.

W tych ostatnich rozgrywkach Bawarczycy w przeprowadzonym w minioną niedzielę losowaniu par 1/4 finału trafili na drugoligowy FC Heidenheim. Zespół ten jest rewelacją rozgrywek o Puchar Niemiec, w poprzedniej rundzie sprawił nie lada sensację, eliminując z pucharowej rywalizacji pokonując 2:1 dobrze spisujący się w ostatnich tygodniach Bayer Leverkusen. W 2.Bundeslidze FC Heidenheim zajmuje aktualnie czwarte miejsce z dorobkiem 37 punktów i wciąż liczy się w walce o miejsce gwarantujące awans do 1. Bundesligi. Lekceważyć zatem tego zespołu nie można i trener Bayernu Niko Kovac raczej na pewno nie wystawi przeciwko niemu rezerwowej ekipy, więc Robert Lewandowski zapewne też będzie musiał powalczyć z drugoligowcami.

A w Pucharze Niemiec nie jest łatwo, o czym przekonał się broniący tytułu Eintracht Frankfurt odpadając już w pierwszej rundzie. W 1/8 finału z rozgrywkami pożegnał się natomiast lider Bundesligi Borussia Dortmund, przegrywając w rzutach karnych z Werderem Brema (po dogrywce było 3:3). Bayern też awansował z trudem wygrywając po dogrywce z Herthą Berlin 3:2.

W ćwierćfinale oprócz starcia FC Heidenheim z Bayernem kibice zobaczą dwie potyczki między zespołami 1. Bundesligi – Schalke z Werderem i Augsburga z RB Lipsk oraz spotkanie dwóch drużyn z 2. Bundesligi – SC Paderborn (7. miejsce) z Hamburgerem SV (lider rozgrywek). Mecze zostaną rozegrane 2 i 3 kwietnia, półfinały zaplanowano na 23 i 24 kwietnia, zaś finał odbędzie się 25 maja w Berlinie.

 

Lewy dał odpór Hamannowi

Gol i asysta oraz udział przy pierwszej bramce dla Bayernu w wygranym 3:1 meczu z Schalke. Tak Robert Lewandowski odpowiedział na krytykę pod swoim adresem wygłoszoną przez byłego reprezentanta Niemiec Dietmara Hamanna.

Bayern odrobił dwa punkty do prowadzącej Borussii Dortmund, która na swoim stadionie niespodziewanie zremisowała 3:3 z Hoffenheim, chociaż prowadziła już 3:0. Bawarczycy awansowali na drugie miejsce kosztem Borussii M’gladbach, po jej porażce u siebie 0:3 z Herthą Berlin. Po dwudziestu kolejkach ekipa z Dortmundu ma na koncie 50 punktów, drugi Bayern 45, a trzecia Borussia M’Gladbach 42. Czwarty w stawce RB Lipsk zgromadził 38 pkt, a piąty Eintracht Frankfurt 33. Wygląda na to, że walka o mistrzostwo Niemiec rozegra się między ekipami z Dortmundu i Monachium. A w meczach 20. kolejki kapitanami tych zespołów byli polscy piłkarze – Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund i Robert Lewandowski w Bayernie.

„Lewy” rozegrał przeciwko Schalke Gelsenkirchen znakomite spotkanie i miał udział przy wszystkich trzech golach dla Bayernu. Przy pierwszym zmusił obrońców rywali do błędu i gola samobójczego, drugiego sam strzelił, a przy trzecim zaliczył asystę. W końcówce meczu miał jeszcze dwie wyborne okazje do zdobycia bramki, ale zabrakło mu szczęścia. Trochę szkoda, bo gdyby je wykorzystał, objąłby prowadzenie w klasyfikacji strzelców, ale i bez tego totalnie ośmieszył Dietmara Hamanna, który tydzień temu poruszył niemiecką opinię publiczną taką oto opinią: „Lewandowski nie ma za wielu przyjaciół w Monachium. Jego zachowanie na boisku jest irytujące. Wymachuje rękoma, pokazuje jakieś teatralne gesty. To sprawia, że jest samotnikiem. Wiem, że nadal regularnie zdobywa bramki, ale brakuje mu goli w najważniejszych meczach. Jego apatyczne ruchy na boisku sprawiają, że powoli staje się problemem Bayernu” – powiedział Hamann na antenie telewizji Sky.

„Lewy” nie zdzierżył i na portalu społecznościowym stwierdził, że opinia Hamanna „jest głupia”. Wypowiedź byłego reprezentanta Niemiec skrytykowali też działacze Bayernu oraz menedżer piłkarza. Najlepsza odpowiedź na niesprawiedliwą ocenę polski piłkarz dał jednak na boisku. Gol strzelony Schalke był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie i awansował go na druga pozycję w klasyfikacji strzelców, za mającego na koncie 14 goli Lukę Jovicia z Eintrachtu Frankfurt. Futbolowi statystycy podali, że była to zarazem setna bramka „Lewego” zdobyta na Allianz Arenie i 193. w ogóle w Bundeslidze.

Kapitanowi naszej reprezentacji brakuje już tylko jednego gola żeby dogonić w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi Peruwiańczyka Claudio Pizarro, najskuteczniejszego obcokrajowca w niemieckiej ekstraklasie i piątego strzelca w klasyfikacji wszech czasów. Chyba nikt nie ma złudzeń, że jeszcze w tym sezonie Lewandowski przekroczy granicę 200 goli. A przecież w tym sezonie Polak bije też swoje osiągnięcia w liczbie asyst. Nazywanie takiego gracza „ciężarem dla Bayernu” to faktycznie głupota.

 

Messi na czele wyścigu snajperów

W rywalizacji o „Złotego Buta” prowadzi zdecydowanie as Barcelony Leo Messi. W czołowej „30” zestawienia znajduje się trzech polskich piłkarzy – najwyżej obecnie jest Krzysztof Piątek (14 goli(, a pod koniec stawki ex aequo Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik (obaj maja po 12 trafień).

Niekwestionowanym liderem klasyfikacji „Złotego Buta, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, jest obecnie argentyński gwiazdor Barcelony. Messi w tym sezonie strzelił w hiszpańskiej lidze już 21 goli. Przypomnijmy, że w tej klasyfikacji o miejscu w stawce nie decyduje tylko liczba zdobytych bramek, lecz punkty uzyskiwane według mnożnika wynikającego z miejsca krajowej ligi w rankingu EUFA. Najwyższy mnożnik, razy 2, ma pięć lig – Hiszpańska, angielska, niemiecka, włoska i francuska. Messi zatem za 21 goli dostaje 42 punkty.
Najwięcej bramek w klasyfikacji mają zawodnicy występujący w słabszych ligach, ale ze względu na niski współczynnik (1) zajmują dalsze lokaty. Najlepszy z nich jest obecnie ósmy w zestawieniu Brazylijczyk Liliu, zawodnik estońskiego Nomme Kalju (31 goli). Tylko jedno trafienie mniej mają na koncie Gruzin Zakaria Beglarszwili z estońskiego klubu Flora Tallinn i Brazylijczyk Paulinho ze szwedzkiego BK Hacken, zaś 29 goli strzelił dla FC Dundalk Irlandczyk Patrick Hoban.
Top 25 klasyfikacji Złotego Buta
1. Leo Messi (Barcelona) – 21 goli, 42 pkt;
2. Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) – 18 goli, 36 pkt;
3. Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) – 17 goli, 34 pkt;
4. Edinson Cavani (Paris Saint-Germain) – 16 goli, 32 pkt;
5. Fabio Quagliarella (Sampdoria Genua) – 16 goli, 32 pkt;
– Nicolas Pepe (Lille) – 16 goli, 32 pkt;
– Mohamed Salah (FC Liverpool) – 16 goli, 32 pkt;
8. Liliu (Nomme Kalju, Estonia) – 31 goli (współczynnik 1), 31 pkt;
9. Mbaye Diagne (Kasimpasa, Turcja) – 20 goli (współczynnik 1,5), 30 pkt;
10. Zakaria Beglarishvili (Flora Tallinn, Estonia) – 30 goli (współczynnik 1), 30 pkt;
– Paulinho (BK Hacken, Szwecja) – 20 goli (współczynnik 1,.5), 30 pkt;
– Luis Suarez (Barcelona) – 15 goli, 30 pkt;
– Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) – 15 goli, 30 punktów;
14. Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal Londyn) – 15 goli, 30 pkt;
15. Patrick Hoban (Dundalk FC) – 29 goli (współczynnik 1) – 29 pkt;
16. Luka Jovic (Eintracht Frankfurt) – 14 goli, 28 pkt;
– Krzysztof Piątek (Milan) – 14 goli, 28 pkt;
– Sergio Aguero (Manchester City) – 14 goli, 28 pkt;
– Harry Kane (Tottenham Hotspur) – 14 goli, 28 pkt;
20. Nikolay Komlichenko (FK Mlada Boleslav) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Robert Skov (FC Kopenhaga) – 18 goli, współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Luuk de Jong (PSV Eindhoven) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Roman Debelko (FCI Levadia) – 27 goli (współczynnik 1), 27 pkt;
Linus Hallenius (GIF Sundsvall, Szwecja) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
25. Neymar (Paris Saint-Germain) – 13 goli, 26 pkt;
26. Robert Lewandowski (Bayern) – 12 goli, 24 pkt
– Arkadiusz Milik (SSC Napoli) – 12 goli, 24 pkt.

 

Bayer pokonał Bayern

To nie był udany weekend dla polskich piłkarzy grających w Bundeslidze. Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem zremisowała 1:1 z Eintrachtem Frankfurt, a Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim przegrał z Bayerem Leverkusen 1:3.

Bayern walczył o ósme z rzędu ligowe zwycięstwo, by w korespondencyjnym pojedynku odrobić część strat do Borussii Dortmund, która mierzyła się z piątym w tabeli Eintrachtem Frankfurt. Tak się jednak nie stało, choć dortmundczycy stracili dwa punkty tylko remisując we Frankfurcie. Bawarczycy jeszcze mocniej pokpili sprawę, bo w Leverkusen zostawili komplet punktów, chociaż do przerwy prowadzili 1:0 po golu Leona Goretzki. Drugiego tuz przed przerwą strzelił Robert Lewandowski, ale sędzia po konsultacji z VAR trafienie unieważnił twierdząc, że Polak był na spalonym.

Trener Bayernu Niko Kovac miał o to do arbitra ogromne pretensje. „Trudno jest ocenić tę sytuację. Prawda jest jednak taka, że gdyby gol zostałby zaliczony, to prowadzilibyśmy do przerwy 2:0, co byłoby wynikiem sprawiedliwym, bo w pierwszej połowie Bayer na boisku nie istniał. Wynik nie odzwierciedla tego, co się działo na boisku także po przerwie. My stworzyliśmy sobie wiele okazji strzeleckich, a nasi rywale oddali cztery strzały i zdobyli z nich trzy gole” – stwierdził 47-letni chorwacki szkoleniowiec. W końcówce spotkania Kovac przeprowadził trzy zmiany, posyłając do boju Serge Gnabry’ego, Alphonso Daviesa i Renato Sanchesa. Po zejściu z boiska Muellera, opaskę kapitana przejął Lewandowski, co nie jest sensacją, bo w przerwie zimowej rada drużyny ustaliła z trenerem, że „Lewy” będzie w zespole trzecim kapitanem – po Neuerze i Muellerze.

Na potknięciu Bayernu skorzystała Borussia Moenchengladbach, która pokonała 2:0 Schalke 04 Gelsenkirchen na Veltins Arena i awansowała na drugie miejsce. Oba zespoły maja na koncie po 42 punkty i stracą do prowadzącej Borussii Dortmund siedem „oczek”. Dortmundczycy, w barwach których cały mecz rozegrał Łukasz Piszczek, też w starciu z Eintrachtem Frankfurt objęli prowadzenie po golu Marco Reusa w 22. minucie, ale 14 minut później wyrównał Luka Jović. Dla pierwszego ze strzelców było to 13., a dla drugiego 14. ligowe trafienie. Obaj są na czele klasyfikacji strzelców, na trzecim miejscu znajdują się na spółkę Lewandowski i Paco Alcacer z Borussii Dortmund, którzy mają po 12 goli na koncie.

W zespole Fortuny Duesseldorf zabrakło w kadrze na mecz Hoffenheim (1:1) obu polskich piłkarzy – Marcina Kamińskiego i świeżo pozyskanego z Sampdorii Genua Dawida Kownackiego.

 

Szok! Lewandowski zmarnował karnego

W meczu 19. kolejki Bundesligi z VfB Stuttgart Robert Lewandowski znów należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Strzelił gola i zaliczył asystę, ale w Niemczech większe emocje wzbudził fakt, że zmarnował rzut karny. Nic dziwnego, Polak jest niekwestionowanym mistrzem strzelania „jedenastek”, jednym z najlepszych na świecie.

Lewandowskiemu spudłować z jedenastu metrów zdarza się niezwykle rzadko. W meczu z VfB Stuttgart sam wywalczył rzut karny, a ponieważ jest wyznaczony do egzekwowania „jedenastek”, podszedł do zadania jak dziesiątki razy wcześniej. Wszystko zrobił jak zwykle, włącznie ze swoim „szarpany” podbiegiem do piłki, ale tym razem chyba trochę za bardzo chciał umieścić piłkę w prawym roku bramki, bo trafił nią w słupek. Zaklął po tym szpetnie po polsku, chociaż pod nosem, ale nawet gdyby zrobił to głośno, zostałby zagłuszony przez jęk zawodu dobiegający z trybun Allianz Areny.

Ten zmarnowany karny był dopiero piątą niewykorzystaną „jedenastką” przez Lewandowskiego w jego karierze. Kapitan reprezentacji Polski ma na koncie 36 wykorzystanych rzutów karnych. To oznacza, że stosunek spudłowanych „jedenastek” do wykorzystanych wynosi zaledwie 10,9 procent. Taką skutecznością nie mogą pochwalić się nawet tacy piłkarscy wirtuozi, jak Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Procent niewykorzystanych karnych Portugalczyka wynosi 16,9 procent (22 zmarnowane na 108 wykonywanych), a Argentyńczyka 23,1 procent (24 zmarnowane na 80 wykonywanych).

Zresztą „Lewy” pod tym względem wypada znakomicie na tle większości czołowych graczy występujących w najsilniejszych ligach europejskich. Włoch Mario Balotelli ma na koncie pięć niewykorzystanych karnych na 37 wykonywanych, czyli 11,9 procent zmarnował. Słynny Szwed Zlatan Ibrahimović ma stosunek 10 do 83, czyli 12,05 procent, Belg Eden Hazard 7 do 45 (13,5 procent), Anglik Harry Kane 6 do 28 (17,6 procent), Urugwajczyk Edinson Cavani 12 do 52 (18,8 procent), Brazylijczyk Neymar 12 do 45 (21,1 procent).
Oczywiście w topowych ligach europejskich są piłkarze, którzy w rzutach karnych mają lepszy procent skuteczności, ale są to zawodnicy rzadko egzekwujący „jedenastki”. Jednym z takich zawodników jest choćby Brazylijczyk Fabinho, który w całej karierze z 11 metrów pomylił się tylko raz, ale wykonywał rzuty karne tylko 19 razy. Lewandowskiego nikt więc w Bayernie nie odsunie od wykonywania „jedenastek”. Żeby tak się stało, Polak musiałby chyba spudłować kilka razy z rzędu, jak zdarzyło się to Thomasowi Muellerowi, który w chwili przyjścia Lewandowskiego do Bayernu był w bawarskim zespole etatowym wykonawcą rzutów karnych.
Lewandowski jest najbardziej rozpoznawalnym polskim piłkarzem, ale wizytówkami naszej reprezentacji coraz bardziej stają się dwaj snajperzy występujący w Serie A – Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Obaj należą do czołówki strzelców włoskiej ekstraklasy. Piątek ma na koncie 13 ligowych trafień, A Milik 11. „Lewy” w Bundeslidze zdobył jak na razie 12 bramek, ale we wszystkich rozgrywkach ma już na koncie 24 gole. Czy w reprezentacji można z tych trzech znakomitych napastników stworzyć zabójczą linię ataku? Wątpliwe.

Trener biało-czerwonych Jerzy Brzęczek chyba nie ma dobrego pomysłu na wykorzystanie tego bogactwa. Raz spróbował zagrać z dwójką napastników i w spotkaniu Ligi Narodów z Portugalią wystawił Lewandowskiego z Piątkiem. Nie był to jednak udany eksperyment, bo obaj nie stwarzali żadnego zagrożenia. Głównie dlatego, że reszta zespołu nie potrafiła ich obsłużyć dobrymi podaniami, ale i oni sami nie rozumieli swoich intencji na boisku. Polska przegrała 2:3, a Brzęczek chyba stracił wiarę w skuteczność takiego taktycznego ustawienia. Wątpliwe więc aby w marcu wrócił do tego pomysłu i jeszcze znalazł na boisku miejsce dla Arkadiusza Milika.

Kłopot bogactwa chyba zaczyna być problemem polskiej kadry. Selekcjoner nie potrafi zdecydować się na którego z bramkarzy postawić, teraz zaczyna mu się robić tłok w linii obrony i w środku pola, a na domiar złego zewsząd słyszy sugestie, że skoro Lewandowski w kadrze przestał strzelać gole, to może pora dać szansę Piątkowi czy Milikowi. Za kilka lat takie pomysły może nie będą razić, teraz niosą kadrze zgubę.

 

Rekordowy transfer Krzysztofa Piątka

Rok temu o tej porze Krzysztof Piątek zaczynał z zespołem Cracovii przygotowania do rundy wiosennej Lotto Ekstraklasy. Dzisiaj jest bohaterem rekordowego transferu w historii polskiego futbolu. W środę przeszedł z Genoi do AC Milan za 35 mln euro.

Transferowa saga Krzysztofa Piątka trwała kilka tygodni. Pozyskany latem przez Genoę z Cracovii za cztery miliony euro 23-letni napastnik przez pół roku zrobił w Serie A taką furorę, że chrapkę na jego pozyskanie miał nawet wielki Real Madryt. Ostatecznie polski piłkarz wylądował w AC Milan, też wielkie firmie o uznanej marce, chociaż w ostatnich latach mocno podupadłej. Mediolańczycy bardzo jednak chcą się z tego marazmu wyrwać i uznali, że młody polski snajper, który przez pół roku w 21 meczach rozegranych w barwach Genoi strzelił 19 goli, z czego w Serie A 13, może im w tym pomóc. Piątek w środę 23 stycznia przybył do centrum treningowego AC Milan, gdzie przeszedł pomyślnie testy medyczne, a następnie parafował kontrakt obowiązujący do końca czerwca 2023 roku.

Mediolański klub zapłacił za niego 35 mln euro plus tzw. bonusy za osiągnięcia, które mogą przynieść klubowi z Genui kolejne pięć milionów euro. W sumie zatem Piątek może kosztować nawet 40 mln euro, ale już bazowe 35 milionów jest nowym transferowym rekordem w naszym futbolu.

Lewy jest wciąż najdroższy

Oczywiście formalnym, bo de facto wciąż najdroższym polskim piłkarzem jest Robert Lewandowski. Pamiętajmy, że Bayern Monachium oferował za niego Borussii Dortmund prawie 100 mln euro, ale jak wiadomo działacze dortmundzkiego klubu nie zgodzili się na transfer i zmusili „Lewego” do wypełnienia kontraktu, w efekcie czego rok później przeszedł od do bawarskiego potentata za darmo. Jeszcze więcej gotów był zapłacić za Lewandowskiego Real Madryt, ale z kolei działaczy Bayernu nie skusiła nawet kwota 140 mln euro. Wartość rynkowa kapitana reprezentacji Polski, choć skończył niedawno 30 lat, szacowana jest obecnie na poziomie 75-85 milionów euro. Biorąc jednak pod uwagę transfery dokonane, to od środy numerem 1 pod względem kwoty jest Krzysztof Piątek, który zepchnął na druga pozycję dotychczasowego lidera, Arkadiusza Milika, za którego SSC Napoli zapłaciło Ajaksowi Amsterdam 32 mln euro.

Przejście Piątka do Milanu to najważniejsze wydarzenie w lidze włoskiej w zimowym oknie transferowym. Polak znalazł się w czołówce najdroższych piłkarzy w historii „Rossonerich”, z czego zapewne ucieszył się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo do czterech milionów jakie krakowski klub zarobił latem ubiegłego roku na jego transferze do Genoi, dostanie za niego kolejne dwa miliony euro, bo w umowie transferowej miał zagwarantowane pięć procent od kolejnej transakcji. Wątpliwe by sternik „Pasów” spodziewał się tak szybkiego zastrzyku dodatkowej gotówki, za to trener tego zespołu Michał Probierz ma teraz powody do chwały, bo żegnając odchodzącego Piątka publicznie stwierdził, że następny transfer tego gracza będzie kosztował kupujących 35-40 mln euro. Jak widać przewidział trafnie, chociaż zapewne i on nie sądził, że do kolejnego transferu Piątka dojdzie tak szybko.

Nie chciał numeru 9

W zespole Geniu Piątek występował z numerem 9, jak Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Podpisując 4,5-letni kontrakt z AC Milan mógł zażyczyć sobie „9” na koszulkach. Ale ktoś mu to odradził i nie była to chyba zła rada. „Dziewiątkę” w mediolańskiej drużynie nosił kiedyś legendarny snajper Filippo Inzaghi. Po nim każdemu napastnikowi, który wybierał ten numer, szło jak po grudzie. Sparzyli się na nim tak wybitni przecie gracze, jak Brazylijczyk Alexandre Pato, Hiszpan Fernando Torres czy ostatnio Argentyńczyk Gonzalo Higuain. Piłkarze, którzy po Inzaghim grali z „9”, a było ich do tej pory ośmiu, strzelili łącznie w Serie A zaledwie 25 goli.
Niewykluczone, że Piątek przełamałby klątwę ciążącą na tym numerze, ale widać polski napastnik jest przesądny, bo na wszelki wypadek poprosił o przydzielenie mu numeru „19”. I z takim będzie teraz hasał po boiskach Serie A. Czy nadal tak skutecznie jak robił to w barwach Genoi?

Gotowy do wyzwań

W czwartek odbyła sie oficjalna prezentacja Piątka w nowym klubie. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej towarzyszyli mu Paolo Maldini i Leonardo, dwaj legendarni gracze „Rossonerich”, a dzisiaj dyrektorzy klubu. Piątek trzymał fason. „Od dziecka byłem fanem AC Milan, marzyłem żeby tu trafić, ale nigdy nie myślałem, że będę mógł w nim zagrać. To niesamowite uczucie, zwłaszcza gdy uświadamiam sobie, że obok mnie siedzi Paolo Maldini, legenda klubu. Wierzę, że stanę się ważną częścią zespołu, codziennie na to ciężko pracuję i jestem gotowy na to wyzwanie. W moim życiu pod jednym względem nic się nie zmieniło, nadal chcę strzelać gole” – powiedział Piątek. Miejmy nadzieję, że będzie to robił.

 

Kadrowicze już są w formie

Z kadrowiczów Jerzego Brzęczka znakomitą formą już na początku roku błyszczą niemal wszyscy, którzy wznowili już rozgrywki ze swoimi klubowymi drużynami. Znakomite recenzje zbiera zwłaszcza Arkadiusz Milik.

Milik przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej karierze, a na pewno najlepszy w barwach SSC Napoli. Reprezentant Polski w miniony weekend popisał się fantastycznym strzałem z rzutu wolnego w wygranym przez ekipę z Neapolu 2:1 meczu z Lazio Rzym w 20. kolejce Serie A. Milik ma już na koncie 11 ligowych trafień. Więcej goli od niego (po 14) mają Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn, Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, David Zapata z Atalanty Bergamo oraz rodak Krzysztof Piątek z Genoi, który zdobył dotąd 13 bramek, ale w tej kolejce pauzował. We Włoszech w tej chwili najgłośniej jest o tych dwóch polskich piłkarzach, lecz o Miliku mówi się w kontekście jego strzeleckiej dyspozycji, natomiast w przypadku Piątka medialny zgiełk związany jest głównie z jego transferem do AC Milan.

Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti nie szczędzi pochwał swojemu podopiecznemu. „Milik prawie dwa lata zmagał się z poważnymi kontuzjami, dlatego musieliśmy na niego czekać, ale zawsze wiedzieliśmy, że warto. I on tera to potwierdza. Potrzebował czasu na osiągnięcie optymalnej formy. To doskonały napastnik, zawsze nim był, ale teraz popracował nad siłą i kondycją, wzmocnił nogi i teraz widzimy tego efekty” – chwali Polaka utytułowany włoski szkoleniowiec.

W spotkaniu z Lazio Milik strzelił pięknego gola z rzutu wolnego i w trzecim kolejnym meczu wpisał się na listę strzelców. Jego bramkowy dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w zabrakło mu szczęścia – raz trafił w słupek, a raz w poprzeczkę. Po meczu z Lazio Polak z 11 bramkami w lidze jest najskuteczniejszym zawodnikiem neapolitańskiej jedenastki, a przecież w 20 dotychczasowych kolejkach Serie A tylko dwanaście razy zaczynał spotkania w podstawowym składzie. Jeszcze nie tak dano sądzono, że będzie jedynie zmiennikiem Driesa Mertensa i Lorenzo Insigne, tymczasem teraz to on jest pierwszym wyborem Ancelottiego w linii ataku, zaś Belg i Włoch muszą szukać dla siebie miejsca na boisku lub zaczynać mecze na ławce. Napoli po zwycięstwie nad Lazio powiększyło przewagę nad trzecim w tabeli Serie A Interem Mediolan do siedmiu punktów. Ekipa Ancelottiego traci jednak do prowadzącego Juventusu dziewięć punktów. Ekipa „Starej Damy”, tym razem z Wojciechem Szczęsnym w roli rezerwowego, rozbiła na zakończenie 20. kolejki outsidera Chievo Werona 3:0. Wśród strzelców goli dla Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo, chociaż Portugalczyk miał na to doskonałą okazję. Zmarnował jednak rzut karny.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek może tylko zacierać ręce z zadowolenia, bo forma kadrowiczów przed marcowymi meczami eliminacyjnymi do Euro 2020 idzie w górę. Cała trójka bramkarzy (Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Wojciech Szczęsny) gra regularnie w swoich klubowych zespołach i zbiera doskonałe recenzje. Nieźle wygląda też sytuacja w formacji obronnej, bowiem Jan Bednarek znów regularnie występuje w barwach Southampton i należy do najlepszych w zespole, podobnie jak Marcin Kamiński w ekipie Fortuny Duesseldorf. Pewne miejsce w AS Monaco ma też Kamil Glik, ale jego forma na razie nie jest rewelacyjna, jak zresztą wszystkich graczy zagrożonej degradacją drużyny z Księstwa Monako.

W środku pola z kadrowiczów już uczestniczących w rozgrywkach obiecująco prezentuje się w Hull City Kamil Grosicki, który chyba postanowił zostać w tym klubie do końca sezonu, bo stara się jak nigdy wcześniej. Regularnie w ekipie Leeds United występuje też Mateusz Klich. Poniżej oczekiwań spisuje się natomiast pomocnik SSC Napoli Piotr Zieliński, ale w jego przypadku powodem są zawirowania związane z przedłużeniem kontraktu.

Błyszczy też oczywiście kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski, który rundę rewanżową zaczął golem w meczu z Hoffenheim. Miejmy nadzieje, że pozostali kadrowicze po przerwie zimowej będą w równie wysokiej formie jak wymieni.