Lewy się rozkręca

Fot. Robert Lewandowski w tym sezonie zdobył już 19 bramek, z tego 6 w Lidze Mistrzów i 9 w Bundeslidze

 

 

Robert Lewandowski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w wygranym 3:0 ligowym meczu z FC Nuernberg. Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie strzelił już we wszystkich rozgrywkach 19 goli i jest skuteczniejszy od Neymara i Messiego.

 

W obecnym sezonie Lewandowski we wszystkich rozgrywkach rozegrał 20 meczów, w których strzelił 19 goli, co czyni go najskuteczniejszym strzelcem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej). Kapitan reprezentacji Polski o jedno trafienie wyprzedza brazylijskiego asa Paris Saint-Germain Neymara i o dwa trafienia argentyńskiego gwiazdora Barcelony Leo Messiego (w miniony weekend też strzeli dwa gole i ma ich na koncie 17). W Lidze Mistrzów „Lewy” prowadzi na spółkę z Messim w klasyfikacji strzelców – obaj mają po sześć bramek na koncie. W Bundeslidze Polak z dorobkiem dziewięciu bramek jest trzeci w wśród najskuteczniejszych – o jedno trafienie lepsi od niego są Paco Alcacer z Borussii Dortmund i Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, a tyle samo goli na koncie co „Lewy” mają też Marco Reus z Borussii Dortmund i Sebastien Haller z Eintrachtu Frankfurt.

Niemieckie media znów wychwalają polskiego napastnika i przytaczają jego niebywałe strzeleckie statystyki. Okazało się, że dwa gole wbite drużynie z Norymbergi to był 47. „dwupak” uzyskany przez naszego piłkarza w Bundeslidze. Lepszy pod tym wzgledem jest od niego tylko legendarny Gerg Mueller, który meczów z podwójnymi trafieniami ma na koncie 55. Statystycy wyliczyli te, że mecz z FC Nuernberg był dla Lewandowskiego jubileuszowymj, 50. występem w Bundeslidze, w którym zdobywa więcej niż jednego gola. Pod tym względem znów lepszy od niego jest Gerd Mueller (87), ale w klasyfikacji wszech czasów „Lewego” wyprzedza jeszcze jego niedawny trener Jup Heynckes, który takich spotkań zaliczył 51. W 270 występach w Bundeslidze Lewandowski strzelił już 189 goli.

Drużyna z Monachium podniosła się po serii rozczarowujących wyników. Mistrz Niemiec zawodził zwłaszcza w Bundeslidze, remisując z Freiburgiem (1:1), Fortuną Duesseldorf (3:3) i przegrywając mecz na szczycie z Borussią Dortmund (2:3), wygrał jednak dwa ostatnie spotkania ligowe i dzięki temu nie pozwolił Borussii Dortmund na powiększenie punktowej przewagi. Ekipa z Dortmundu wyprzedza jednak monachijczyków o dziewięć „oczek” i na razie nie widać po niej żadnych symptomów kryzysu. W miniony weekend pokonała na wyjeździe Schalke 2:1. Łukasz Piszczek rozegrał cały mecz i zaliczył udany występ. Jakuba Błaszczykowskiego nie było nawet w kadrze meczowej VfL Wolfsburg (2:2 z Hoffenheim), a Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) zagrał słabo w przegranym 1:3 spotkaniu z Werderem.

 

Boniek wszędzie chce być pierwszy

Fot. Nie wszystkim kalendarz PZPN w takiej wersji się podoba

 

 

PZPN przygotował specjalny kalendarz na swoje stulecie. Wydawnictwo nie wszystkim się jednak podoba, bo na okładce centralne miejsce zajmuje prezes Zbigniew Boniek.

 

Limitowany kalendarz dopiero od 10 grudnia ma znaleźć się w sprzedaży, ale sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki nie wytrzymał i wrzucił na Twittera zdjęcie pierwszej strony. No i z miejsca wywołał medialną burzę. Na okładce zamieszczono zdjęcia siedmiu wybitnych postaci polskiego futbolu: Włodzimierza Lubańskiego, Kazimierza Deyny, Gerarda Cieślika, Zbigniewa Bońka, Grzegorza Laty, Kazimierza Górskiego i Roberta Lewandowskiego.

Dlaczego tylko tych siedmiu – wie zapewne tylko artysta, który okładkę skomponował i być może zleceniodawca tego projektu. Skoro to jednak kalendarz nawiązujący do stulecia istnienia Polskiego Związku Piłki Nożnej, to zgrzytem jest pominięcie na jego najważniejszej stronie takich kolumnowych przed wojną postaci, jak Józef Kałuża, Wacław Kuchar i Ernest Wilimowski, czy bardziej współczesnych futbolowych gwiazd, jak Jan Tomaszewski, Józef Młynarczyk czy Jerzy Dudek. A skoro wśród piłkarzy znalazło się miejsce dla trenera Kazimierza Górskiego, nietaktem jest pominięcie Antoniego Piechniczka, który także doprowadził biało-czerwonych do trzeciego miejsca na mistrzostwach świata.

Kibiców i część dziennikarzy nie to jednak zbulwersowała najbardziej, tylko sposób ustawienia siedmiu wybranych postaci na okładce kalendarza, a szczególnie umieszczenie w centralnym punkcie prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Dlaczego nie Kazimierz Górski? – pytają jedni. Dlaczego nie Kazimierz Deyna” – oburzają się inni. Odpowiedź jest prosta – bo ktoś wybrał Bońka i jego wybór jest tak samo zasadny, jak byłby w przypadku Górskiego czy Deyny. a może nawet bardziej, bo obecny prezes PZPN swoimi dokonaniami w profesjonalnym futbolu gasi każdego konkurenta do tytułu najważniejszej postaci stulecia naszej piłkarskiej federacji. Ten fakt nie jest jednak dla wszystkich taki bezsporny, a Boniek aż taki wielkoduszny nie jest, żeby usuwać się na bok komukolwiek, jeśli nie musi. Nie musi, a poza tym lubi być wszędzie pierwszy.

 

Eliminacje Euro 2020: Jedni się boją, inni cieszą

Różnie przyjęto w Polsce wyniki losowania grupy eliminacyjnych do Euro 2020. Przypomnijmy, że nasza reprezentacja trafiła do grupy G z Austrią, Izraelem, Słowenią, Macedonią i Łotwą. Według jednych rywale biało-czerwonych będą dla nich łatwi do pokonania, wedle innych wręcz odwrotnie – okażą się przeszkodą nie do przejścia.

 

Kto ma rację przekonamy się już 21 marca przyszłego roku, bo tego dnia zespół Jerzego Brzęczka zmierzy się na wyjeździe z Austrią, zdecydowanie najsilniejszym rywalem w grupie. Przyznał to kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski już w swoim pierwszym komentarzu po losowaniu. „Początek eliminacji będzie kluczowy, zwłaszcza spotkanie z Austrią. Myślę, że to będzie dla nas najtrudniejsze spotkanie w tych kwalifikacjach – przyznał „Lewy”.

Z umiarkowanym optymizmem wyniki losowania ocenił też selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek. „Jestem z niego zadowolony umiarkowanie, bo trafiliśmy do wyrównanej grupy. Austria, Izrael, Macedonia i Słowenia to są drużyny, które na własnym boisku będą bardzo niebezpieczne. Dlatego trzeba się dobrze przygotować, od początku być w formie i punktować od pierwszego meczu. Bo naszym celem jest oczywiście awans do mistrzostw Europy” – mówił selekcjoner.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek także nie był zachwycony wynikami losowania. „Każdy mecz w tej grupie na wyjeździe będzie ciężki. Żadna z tych drużyn nie należy do tzw. elity europejskiej, ale wszystkie są u siebie niebezpieczne. Nie będzie więc łatwo w żadnym spotkaniu, aczkolwiek trzeba przyznać, że można było wylosować dużo gorzej. Ja nie jestem z tych, którzy uważają, że mecze wygrywa się na losowaniu. Mecze wygrywa się na boisku” – powiedział Boniek przed kamerami TVP Sport.
Najbardziej brutalny w ocenie okazał się były sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina, który wręcz stwierdził, że nasza reprezentacja nie ma żadnych szans na awans.

 

Terminarz grupy G:

1. kolejka (21 marca 2019)
Austria – Polska; Macedonia – Łotwa; Izrael – Słowenia

2. kolejka (24 marca 2019)
Izrael – Austria; Polska – Łotwa; Słowenia – Macedonia

3. kolejka (7 czerwca 2019)
Austria – Słowenia; Macedonia – Polska; Łotwa – Izrael

4. kolejka (10 czerwca 2019)
Macedonia – Austria; Łotwa – Słowenia; Polska – Izrael

5. kolejka (5-6 września 2019)
Izrael – Macedonia (5 września); Austria – Łotwa i Słowenia – Polska (6 września)

6. kolejka (9 września 2019)
Łotwa – Macedonia; Polska – Austria; Słowenia – Izrael

7. kolejka (10 października 2019)
Austria – Izrael; Macedonia – Słowenia; Łotwa – Polska

8. kolejka (13-15 października 2019)
Polska – Macedonia (13 października); Słowenia – Austria (13 października); Izrael – Łotwa (15 października)

9. kolejka (16 listopada 2019)
Słowenia – Łotwa; Austria – Macedonia; Izrael – Polska

10. kolejka (19 listopada 2019)
Macedonia – Izrael; Łotwa – Austria; Polska – Słowenia.

 

Lewy dogonił Messiego

Fot. Robert Lewandowski w Lidze Mistrzów pisze swoja własną legendę

 

 

Po 5. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 12 zespołów ma już zapewniony awans do 1/8 finału. O pozostałe cztery miejsca rywalizacja będzie się toczyć w ostatniej serii spotkań, która odbędzie się w dniach 11 i 12 grudnia.

 

Wśród niepewny jeszcze awansu jest m.in. finalista poprzedniej edycji FC Liverpool. W grupie B o awans bić się będą do końca Tottenham i Inter Mediolan, zaś w grupie C cała czwórka zespołów wciąż ma jeszcze o co grać. Szanse na awans do 1/8 finału LM mają już co prawda tylko Paris Saint-Germain, SSC Napoli i FC Liverpool, ale Crvena Zvezda Belgrad walczy o prawo gry w Lidze Europy. Natomiast w grupie F biją się jeszcze o awans Olympique Lyon i Szachtar Donieck.

Piąta kolejka była udana dla polskich piłkarzy. Robert Lewandowski strzelił dwa gole w wygranym przez Bayern Monachium 5:1 meczu z Benficą Lizbona i poprawił swój dorobek w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów do 51 trafień, wyprzedzając kolejną futbolową legendę – Francuza Thierry’ego Henry. „Lewy” jest obecnie na szóstej pozycji w tym prestiżowym zestawieniu. Przed nim są tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo (121 goli), Argentyńczyk Leo Messi (106), Hiszpan Raul Gonzalez (71), Francuz Karim Benzema (59) i Holender Ruud van Nistelrooy. Kapitan reprezentacji Polski w obecnej edycji Ligi Mistrzów zdobył już sześć bramek i na spółkę z Leo Messim przewodzi w klasyfikacji strzelców. Za nimi z pięcioma trafieniami jest Bośniak Edin Dzeko z AS Roma, a w gronie graczy z czterema golami znajduj się m.in. Argentyńczyk Paulo Dybala z Juventusu, Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain, Francuz Antoine Griezmann z Atletico Madryt i Anglik Harry Kane z Tottenhamu. Wśród tych graczy należy upatrywać zwycięzcę wyścigu po koronę króla strzelców obecnej edycji tych rozgrywek.

Łukasz Piszczek po meczu z Club Brugge jest samodzielnym rekordzistą w Borussii Dortmund w liczbie występów w Lidze Mistrzów. Środowe starcie było jego 45. w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie. Wcześniej Piszczek pierwsze miejsce dzielił ze Stefanem Reuterem, który reprezentował barwy BVB w latach 1992-2004. Trzeci w zestawieniu jest Lars Ricken (43 występy), czwarty Marcel Schmelzer (41), a piąty Roman Weidenfeller (38) Piszczek zadebiutował w Lidze Mistrzów 13 września 2011 roku (Borussia zremisowała z Arsenalem 1:1). W dotychczasowych występach nie strzelił gola, ale zanotował sześć asyst. W tej edycji wszystkie spotkania rozpoczynał w wyjściowym składzie.

Z innych naszych graczy w Lidze Mistrzów znakomity występ w barwach Juventusu w wygranym 1:0 meczu z Valencia zaliczył Wojciech Szczęsny, natomiast w Lokomotiwie Moskwa duży udział w zwycięstwie nad Galatasaray (2:0) mieli Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W Napoli po przerwie zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik grał do końca ławę. Kamil Glik w AS Monaco nie grał, bo leczy kontuzję.

 

 

Liga Narodów bez większych emocji

Fot. Serb Aleksandar Mitrović z sześcioma bramkami na koncie został królem strzelców Ligi Narodów

 

 

W miniony wtorek zakończyła się faza grupowa pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA. Nasza reprezentacja znalazła się w grupie zespołów, które zakończył rywalizację na tarczy i zostały zdegradowane. Biało-czerwoni w najwyższej Dywizji A podzielili los zespołów Niemiec, Chorwacji i Islandii.

 

Biało-czerwoni spadli do Dywizji B i w kolejnej edycji tych rozgrywek, oczywiście o ile nie dojdzie do zmiany regulaminu, zagrają w towarzystwie reprezentacji Niemiec, Chorwacji, Islandii (spadkowicze z Dywizji A), Finlandii, Norwegii, Szkocji, Serbii (zespoły te awansowały z Dywizji C) oraz Austrii, Czech, Rosji i Walii. Na razie UEFA nie podała zasad na jakich zostaną rozstawione drużyny w każdej z dywizji w kolejnej edycji Ligi Narodów. Decydować o tym mogą wyniki pierwszej edycji Ligi Narodów lub rankingu UEFA. Rozgrywki Ligi Narodów w latach 2020-2021 mają być premiowane awansem na mistrzostwa świata 2022 w taki sam sposób, jak w obecnej edycji są powiązane z eliminacjami do turnieju Euro 2020. Decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły.

 

Nowy podział na dywizje

Na razie pewne jest tylko to, że następna edycja Ligi Narodów zostanie rozegrana w okresie od 31 sierpnia do 17 listopada 2020 roku (faza grupowa), a faza finałowa odbędzie się w dniach 31 maja – 8 czerwca 2021 roku. Podział na dywizje wygląda w tej chwili następująco: Dywizja A – Belgia, Anglia, Francja, Włochy, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria i drużyny, które awansowały z dywizji B: Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja, Ukraina; Dywizja B – Chorwacja, Niemcy, Islandia, Polska (spadły z dywizji A), Finlandia, Norwegia, Szkocja, Serbia (awansowały z dywizji C) i Austria, Czechy, Rosja, Walia; Dywizja C – Irlandia Północna, Irlandia, Słowacja, Turcja (spadły z dywizji B), Białoruś, Gruzja, Kosowo, Macedonia (awansowały z dywizji D) oraz Albania, Bułgaria, Grecja, Węgry, Izrael, Czarnogóra, Rumunia; Dywizja D – Cypr, Estonia, Litwa, Słowenia (spadły z dywizji C) i Andora, Armenia, Azerbejdżan, Wyspy Owcze, Gibraltar, Kazachstan, Łotwa, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, Mołdawia, San Marino.

Każda z czterech dywizji Ligi Narodów będzie miała swoje baraże, których zwycięzca awansuje na Euro. Cztery najlepsze ekipy z każdej dywizji, które nie awansowały na Euro 2020, zagrają w barażach. Odbędą się one w marcu 2020 roku. To oznacza, że jeżeli Polska – która zajęła 10. miejsce w Lidze Narodów – nie awansuje do finałów Euro 2020 w normalnych eliminacjach, przy szczęśliwym zbiegu okoliczności może dostać szansę gry w barażach Ligi Narodów. Stanie się tak, jeśli sześć lepszych drużyn z miejsc 1-9 zapewni sobie awans do finałów mistrzostw Europy w zwykłych eliminacjach. Ale jeśli tych drużyn będzie mniej, to biało-czerwoni nie dostaną miejsca w barażach.

 

Stawką awans do Euro 2020

Losowanie baraży odbędzie się 22 listopada 2019 roku. Odbędą się one w formie czterech turniejów, po jednym dla każdej dywizji. Gospodarz każdego turnieju zostanie wybrany w drodze losowania. Następnie zostaną rozegrane półfinały i finał. Najwyżej notowany zespół w Lidze Narodów zagra z czwartą ekipą, a drugi z trzecią. Gospodarzem finału będzie jeden ze zwycięzców półfinału. W ten sposób cztery drużyny uzupełnią stawkę finalistów Euro 2020, których będzie w sumie 24. Przypomnijmy, że turniej odbędzie się wyjątkowo w 12 krajach, dlatego tym razem gospodarze nie mają zagwarantowanego udziału. Eliminacje zostaną rozegrane w okresie od marca do listopada 2019 roku, a z nich bezpośredni awans uzyska 20 reprezentacji, po dwie najlepsze z każdej z 10 grup.

Z dywizji A pewny udział w barażach mają już Anglia, Holandia, Portugalia i Szwajcaria. Z dywizji B będą to Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja i Ukraina. Z C to Finlandia, Norwegia, Szkocja i Serbia. Z D to Białoruś, Gruzja, Macedonia oraz Kosowo. Jedna drużyna z każdej z tych czwórek na pewno zagra na Euro 2020, co oznacza, że na mistrzostwach kontynentu na pewno zadebiutuje jeden z zespołów najsłabszej w stawce Dywizji D – Białoruś, Kosowo, Gruzja lub Macedonia. Żaden z nich nie miał jeszcze okazji zagrać w finałach europejskiego czempionatu.
Możliwa jest te sytuacja, że w której z dywizji zabraknie drużyn do baraży. Na przykład jeśli z dywizji A na Euro 2020 od razu awansuje 10 drużyn, to w barażach wystąpią dwie pozostałe ekipy z tej dywizji wraz z dwoma najwyżej sklasyfikowanymi drużynami z niższej dywizji. W takim przypadku UEFA wyklucza jednak sytuacje, że zwycięzcy grup z niższych dywizji mieliby grać z z zespołami z wyższych dywizji.

 

Serb najskuteczniejszym strzelcem

Królem strzelców pierwszej edycji Ligi Narodów został Serb Aleksandar Mitrović, występujący na co dzień w angielskim Fulham. 24-letni napastnik zdobył w sześciu meczach sześć bramek i walnie przyczynił się do awansu reprezentacji Serbii do Dywizji B. Za jego plecami z pięcioma golami na kontach uplasowało się czterech zawodników: Białorusin Stanislaw Dragun, Szkot James Forrest, Ormianin Jura Mowsisjan oraz Szwajcar Haris Seferović. Polacy nie odegrali w rywalizacji snajperów żadnej roli, bo strzelili w sumie tylko cztery gole, na dodatek ich autorami było czterech graczy – Jakub Błaszczykowski, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek i Piotr Zieliński. Po raz pierwszy od 10 lat żadnego trafienia w eliminacjach nie zaliczył Robert Lewandowski, ale jak nietrudno zauważyć, w czołówce klasyfikacji strzelców nie ma też żadnego z czołowych napastników europejskich klubów.

 

 

Lewy opuścił reprezentację

Fot. Robert Lewandowski przestał strzelać gole w reprezentacji i reprezentacja przestała wygrywać

 

 

Jerzy Brzęczek jeszcze nie wygrał meczu w roli selekcjonera – zanotował dwa remisy i trzy porażki, a we wtorek 20 listopada ten bilans zapewne jeszcze się pogorszy, bo na zwycięstwo z Portugalią nikt nie stawia. Zwłaszcza że nie zagra Robert Lewandowski.

 

Biało-czerwoni po raz kolejny rozczarowali kibiców przegrywając w czwartek w Gdańsku w fatalnym stylu z Czechami 0:1. Po tym meczu po raz pierwszy tu i ówdzie pojawiły się w mediach otwarte żądania dymisji Jerzego Brzęczka, na które prezes PZPN Zbigniew Boniek odpowiedział gromkim „nie!”. Nie zmienia to jednak faktu, że atmosfera wokół kadry robi się coraz duszniejsza, a i chyba w jej środku też nie dzieje się lepiej, skoro na zewnątrz wyciekają plotki o konfliktach między zawodnikami. Jedną z nich Grzegorz Krychowiak nawet uznał za stosowne sprostować, co nie dziwi, bo głosiła, że po meczu z Czechami pobił się z Robertem Lewandowskim. „To jakaś bzdura” – zapewniał pomocnik Lokomotiwu Moskwa. Plotek o konflikcie chyba tym jednak nie uciszył, zwłaszcza że w niedzielę sztab kadry oficjalnie potwierdził, że „Lewy” na pewno nie zagra przeciwko Portugalii w ostatnim spotkaniu Ligi Narodów, bo z powodu lekkiego urazu kolana opuścił zgrupowanie kadry.

Brzęczek czekał z decyzją na wynik sobotniego meczu Portugalczyków z Włochami. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, co oznacza, że grupę A3 wygrali aktualni mistrzowie Europy i to oni zagrają w czerwcu przyszłego roku w finale tych rozgrywek, którego na dodatek będą gospodarzami. Ponieważ już wcześniej było wiadomo, że do niższej dywizji zostanie zdegradowany nasz zespół, więc rezultat kończącego zmagania w grupie A3 spotkania Portugalia – Polska miałby znaczenie jedynie w przypadku zwycięstwa Włochów w sobotniej potyczce z podopiecznymi trenera Fernando Santosa. Teraz już wiadomo, że będzie to mecz o „pietruszkę”, w którym Portugalczycy zapewne wystawią drugi garnitur swojej reprezentacji, co w jakim stopniu zmniejsza ryzyko kompromitująco wysokiej porażki polskiego zespołu. Patrząc na sprawę z tego punktu widzenia odesłanie Lewandowskiego miało sens, ale biorąc pod uwagę fakt, że ewentualne pokonanie Portugalii mogłoby zapewnić biało-czerwonym rozstawienie w losowaniu grup eliminacyjnych do Euro 2020, już niekoniecznie.

Zbigniew Boniek w jednej ze swoich licznych ostatnio publicznych wypowiedzi w sprawie reprezentacji stwierdził, że jej problem tkwi wewnątrz zespołu. Nie sprecyzował co prawda w czym rzecz, ale chyba bez ryzyka większej pomyłki możemy dopowiedzieć, że reprezentacja Polski już pod koniec ery Adama Nawałki miała kryzys przywództwa, który po zmianie selekcjonera jeszcze bardziej się pogłębił. Brzęczek wie co to znaczy, bo sam przeżył to jako piłkarz i kapitan reprezentacji, ale nie ma w tej kwestii właściwie żadnego wyboru. Chyba że reprezentacja bez „Lewego” wygra we wtorek z Portugalią.

 

Agent Lewego pod lupą prokuratury

Belgijska prokuratura bada interesy znanego piłkarskiego menedżera Piniego Zahaviego. Izraelczyk jest podejrzany o niejasną działalność w klubie Royal Excel Mouscron.

 

W minioną środę przeprowadzono siedem rewizji w związku ze śledztwem dotyczącym domniemanych oszustw i prania pieniędzy niewiadomego pochodzenia w klubie Royal Excel. Zatrzymano trzy osoby, ale wśród nich nie było Zahaviego. Według belgijskich mediów Zahavi przejął Royal Excel Mouscron w 2015 roku za pośrednictwem maltańskiego funduszu, a rok później przekazał go firmie prowadzonej przez swojego siostrzeńca. Od kilku miesięcy właścicielem tego belgijskiego klubu oficjalnie jest tajlandzki biznesmen Pairoj Piempongsant, lecz według informacji serwisu „Football Leaks” to Zahavi nadal ma najwięcej do powiedzenia w tym klubie.

Zahavi jest agentem wielu gwiazd światowego futbolu, między innymi Roberta Lewandowskiego. 75-letni Izraelczyk światowy rozgłos zdobył jednak wcześniej przeprowadzając transfer Brazylijczyka Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain za rekordową kwotę 222 milionów euro. W futbolowej branży Zahavi działa od 1979 roku. Markę wyrobił sobie w Anglii, przykładając rękę do wielu głośnych transferów w tamtejszej lidze, choćby Rio Ferdinanda z West Hamu do Leeds United (za 30 mln euro), a następnie do Manchesteru United (47 mln euro). Pomagał również w przejęciu przez rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza Chelsea Londyn.

To właśnie Zahavi był jednym z pomysłodawców wprowadzenia systemu Third-Party-Ownership. TPO polegał na tym, że prawa do kart zawodników mogli nabywać inwestorzy zewnętrzni, którzy później odpowiadali za kolejne transfery swoich piłkarzy. System zyskał największą popularność we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. W 2015 roku został zakazany przez FIFA.

 

Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.

 

Liga Mistrzów UEFA: Trzy zespoły z kompletem punktów

Rozgrywki Chapions League osiągnęły półmetek. Po trzech kolejkach spotkań tylko Borussia Dortmund, Juventus Turyn i FC Barcelona nie straciły punktów, a dwa pierwsze z wymienionych nie straciły nawet gola. Z polskich piłkarzy udane występy zanotowali Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny i Łukasz Piszczek.

 

Bayern Monachium po rewelacyjnym początku sezonu popadł w kryzys, za który niemieckie media obwiniły głównie trenera Niko Kovaca. Bawarczycy zaliczyli serię wpadek – ledwie zremisowali z Augsburgiem 1:1, potem przegrali z Herthą Berlin 0:2, zremisowali w Lidze Mistrzów z Ajaksem Amsterdam 1:1 i na koniec dostali ciężkie lanie od Borussii M’ngladbach 0:3. Kryzys mistrzów Niemiec stał się głównym tematem w sportowych mediach po drugiej stronie Odry, a że krytyka była potężna, to w końcu szefowie Bayernu zwołali specjalną konferencję i zrugali na niej dziennikarzy za łamanie wszelkich zasad. Ten wstrząs podziałał chyba jednak także na piłkarzy, bo po przerwie na mecze reprezentacji monachijczycy wrócili na zwycięską ścieżkę. Najpierw pokonali w Bundeslidze VfL Wolfsburg 3:1, a w miniony wtorek odnieśli cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, wygrywając na wyjeździe z AEK w Atenach 2:0.

 

Lewy w ”10” najskuteczniejszych

Znaczący udział w tych zwycięstwach miał Lewandowski, który w meczu z Wolfsburgiem strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a w Atenach zdobył swoją kolejną bramkę w Champions League. Niemieckie media zgodnie podkreślają, że Bayern jest teraz zależny od polskiego piłkarza jak nigdy wcześniej, bo inni ofensywni gracze tej drużyny, zwłaszcza Thomas Mueller, Franck Ribery i Arjen Robben, są w ewidentnie słabszej formie.

Zmianę w hierarchii najlepiej ilustruje finał scysji, do jakiej na boisku w Atenach doszło między Lewandowskim a Robbenem. Holender miał do naszego piłkarza pretensje, że mu nie podał piłki, ale nagabywany na tę okoliczność przez dziennikarzy, skwitował sprawę krótko i w zgoła nie gwiazdorskim stylu: „Nie róbcie sensacji tam, gdzie ich nie ma. Takie rzeczy w meczu się zdarzają. Owszem, powinien podać piłkę w tamtej sytuacji, ale przecież ja te nie jestem bez grzechu. Wiadomo, że czasami też powinienem więcej się rozglądać na boisku”.

Dla Lewandowskiego gol strzelony ekipie AEK Ateny był szczególny, bo było to jego 47. trafienie w Lidze Mistrzów. Kapitan polskiej reprezentacji z tym dorobkiem zajmuje obecnie dziesiąta lokatę klasyfikacji wszech czasów. Za jego plecami zostali legendarni snajperzy Eusebio i Filippo Inzaghim, a przed nim szansa na wyprzedzenie kolejnych sław – Szweda Zlatana Ibrahimovicia i Ukraińca Andrija Szewczenkę (obaj mają po 48 trafień), legendarnego asa Realu Madryd Alfredo di Stefano (49 goli), Francuza Thierrego Henry (50 goli). W tym sezonie „Lewy nie ma raczej szans na dogonienie piątego w klasyfikacji Holendra Ruuda van Nistelroya (56 goli), a tym bardziej Francuza Karima Benzemy, bo on mimo słabej formy Realu Madryt do swoich obecnych 57 trafień na pewno w obecnych rozgrywkach coś dorzuci. Na czele klasyfikacji znajduje się Cristiano Ronaldo (120 bramek), drugi jest Leo Messi (103), a trzeci Raul (71). Żadnemu z nich Benzema, ani tym bardziej Lewandowski zagrozić w najbliższym czasie nie są w stanie, w Portugalczykowi i Argentyńczykowi raczej w ogóle.

 

Piszczek bliski klubowego rekordu

Z innych naszych piłkarzy powody do zadowolenia po trzeciej kolejce Ligi Mistrzów mieli też Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Pierwszy zaliczył bardzo udany występ, a jego Borussia Dortmund rozgromiła aż 4:0 słynące przecież z żelaznej defensywy Atletico Madryt. Piszczek zebrał za swój występ wysokie noty. Niemieckie media doceniły nie tylko jego skuteczną postawę w defensywie, co poskutkowało powstrzymaniem kilku niebezpiecznych szarż „Los Rojiblancos”. „Był pewny i dynamiczny jak za najlepszych lat” – pisano w recenzjach. Mecz z Atletico był 43. występem Piszczka w Lidze Mistrzów, a że wszystkie zaliczył w barwach Borussii, niemal dogonił w liczbie gier klubowego rekordzistę Stefana Reutera. Niemiec ma jednak na koncie 44 spotkania i tego wyniku już nie poprawi, co oznacza, że Polak jeszcze w tej edycji zostanie nowym rekordzistą w ekipie BVB, która na półmetku prowadzi w swojej grupie z kompletem punktów i bilansem ośmiu strzelonych goli przy zerowych stratach.

Z kompletem zwycięstw i zerowym kontem po stronie strat bramkowych jest też Juventus Turyn, w czym sporą zasługę ma nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny. Ekipa „Starej Damy” w trzeciej kolejce pokonała na wyjeździe Manchester United 1:0. Media oczywiście najwięcej uwagi poświęciły powrotowi Cristiano Ronaldo na Old Trafford, ale zauważyły też bezbłędny występ Szczęsnego.

 

Ekipa PSG poskromiona przez Napoli

Niepokonany w krajowej lidze paryski potentat w Champions League już tak dobrze sobie nie radzi. W trzech meczach wygrał tylko ze słabiutką Crveną Zvezdą Belgrad, ale przegrał starcie z Liverpoolem, a teraz na własnym boisku nie poradził sobie też z SSC Napoli. Bramkę na 2:2 paryżanie zdobyli niemal w ostatnich sekundach spotkania. Dwaj nasi piłkarze grający we włoskim zespole tym razem wystąpili w roli rezerwowych. Piotr Zieliński pojawił się na boisku w 53. minucie, natomiast Arkadiusz Milik wszedł dopiero w samej końcówce, zmieniając w 84. minucie strzelca jednego z goli Driesa Mertensa.
Grzegorz Krychowiak dostał dobre noty, ale jego Lokomotiw Moskwa przegrał z FC Porto 1:3 i na półmetek dojechał z zerowym kontem. Tak samo jak AS Monaco Kamila Glika, które w tym sezonie fatalnie. Ale mecz z Club Brugge zawalił nasz reprezentant.

 

Jović zmotywował Lewandowskiego

Po czterech meczach bez wygranej z rzędu Bayern Monachium wrócił na zwycięską ścieżkę. Mistrzowie Niemiec pokonali na wyjeździe VfL Wolfsburg 3:1, a pierwsze skrzypce w zespole znów grał Robert Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Przyćmił go jednak Luka Jović z Eintrachtu, który zdobył pięć bramek.

 

Koncert „Lewego” wysoko oceniły zwykle krytyczne w ocenie jego gry niemieckie media, bo w pomeczowych recenzjach Polak najczęściej otrzymywał najwyższą notę „1” (w skali 1-6), co w Niemczech oznacza klasę światową. Lewandowski zaczynał mecz z Wolfsburgiem w takiej samej sytuacji jak grający z nim w Bayernie reprezentanci Niemiec – licząc łącznie występy w klubie i drużynie narodowej miał już za sobą sześć spotkań bez zwycięstwa, a jeszcze nie strzelił gola od 22 września. Monachijczycy pokazali jednak w tym meczu mistrzowski charakter – grając w osłabieniu po czerwonej kartce dla Arjena Robbena szybko odpowiedzieli na strzelonego przez gospodarzy kontaktowego gola, a na 3:1 podwyższył po podaniu „Lewego” James Rodriquez.

Dla Lewandowskiego to był pierwszy od marca tego roku występ w Bundeslidze, w którym strzelił więcej niż jednego gola (ostatni raz dokonał tego w wygranym 6:0 spotkaniu z Borussią Dortmund). W obecnym sezonie tylko raz miał lepsze osiągnięcie, gdy strzelił trzy gole Eintrachtowi Frankfurt w Superpucharze Niemiec, ale w spotkaniu z VfL Wolfsburg na dodatek zagrał na rewelacyjnym poziomie. Stwarzał sobie i kolegom sytuacje strzeleckie, rozgrywał akcje, uczestniczył w grze obronnej, słowem – znów był ważnym ogniwem zespołu. To dobry znak przed czekającą bawarskiego potentata morderczą serią – mecz z Wolfsburgiem był pierwszym z siedmiu, które mistrzowie Niemiec rozegrają w Bundeslidze, Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec w najbliższych trzech tygodniach.

Popis polskiego napastnika przyjęto w Niemczech z uznaniem, ale w miniony weekend w Niemczech większy zachwyt wzbudził 20-letni piłkarz Eintrachtu Frankfurt Luka Jović. Serb w wygranym 7:1 spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (z reprezentantem Polski Marcinem Kamińskim w składzie) strzelił aż pięć goli i pod tym względem powtórzył wyczyn Lewandowskiego z 22 września 2015 roku, z pamiętnego meczu z VfL Wolfsburg w Monachium. „Lewy” był 13. piłkarzem w historii Bundesligi, któremu udało się dokonać takiego spektakularnego wyczyny, ale pierwszym w XXI wieku.

Jović jest czternastym zdobywcą „pięciopaka”, ale nasz piłkarz swoje pięć bramek zdobył w niespełna dziewięć minut, zaś Serb pierwsze trafienie zaliczył w 26. minucie, a ostatnie w 72. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jović zaliczył swój najlepszy jak dotąd mecz w karierze i zwrócił swoim wyczynem uwagę na siebie możnych europejskiego futbolu. Niewykluczone, że znalazł się także na liście życzeń Bayernu, który powoli zaczyna rozglądać się za napastnikiem rokującym choćby zbliżoną skuteczność jaką prezentuje Lewandowski. Dwudziestolatek z Serbii musi jednak na ewentualny transfer zapracować kolejnymi golami, ale już okrzyknięto go najpoważniejszym konkurentem Polaka do korony króla strzelców.

Droga do zdobycia tego splendoru jednak daleka, bo Jović, choć ma siedem bramek na koncie, dzieli fotel lidera klasyfikacji snajperów z legitymującym się takim samym dorobkiem bombardierem z Borussii Dortmund Paco Alcacerem. A za tą dwójką czai się jeszcze grupa aż pięciu zawodników z dorobkiem pięciu trafień, w której oprócz Lewandowskiego są jeszcze Marco Reus (Borussia Dortmund), Sebastien Haller (Eintracht Frankfurt), Alassane Plea (Borussia M’gladbach) i Ondrej Duda (Hertha Berlin).