Euro 2020/21: Polacy muszą w środę wygrać ze Szwedami

Reprezentacja Polski w swojej ostatniej potyczce w fazie grupowej mistrzostw Europy zagra w środę w Petersburgu z drużyną Szwecji, która ma już zagwarantowany awans do 1/8 finału. Stało się tak dzięki korzystnym dla niej wynikom w grupach B i C (wygrane Austrii z Ukrainą, Belgii z Finlandią i Danii z Rosją). Biało-czerwonym awans zapewni tylko zwycięstwo.

Ekipa trenera Paulo Sousy dzięki remisowi z Hiszpanią (1:1) prolongowała swoje szanse na awans do fazy pucharowej Euro 2020/21. Jeden z możliwych scenariuszy zakładał, że biało-czerwonym promocję z trzeciego miejsca do 1/8 finału może zapewnić nawet remis w ostatnim spotkaniu w fazie grupowej ze Szwecją. Ale po rozegranych w niedzielę meczach stało się jasne, że żaden zespół z dwoma punktami na koncie nie ma już szans na wyjście z grupy (Polska mogła zająć trzecie miejsce z dwoma punktami, gdyby zremisowała ze Szwecją, a Hiszpania przegrałaby ze Słowacją, bo wtedy decydowałby bilans bramkowy).
Szwedzi już nie muszą się szarpać
Rozstrzygnięcia w niedzielnych potyczkach w grupach B i C ten scenariusz wyeliminowały. Wyniki tak się ułożyły, że Szwedzi jeszcze przed środowym spotkaniem z Polską mogli być już pewni awansu do 1/8 finału. Sprawę na korzyść ekipy „Trzech Koron” przesądziły zwycięstwa Belgii nad Finlandią (2:0) i wygrana Danii z Rosją (4:1), bo to oznaczało, że Szwecja mając już cztery punkty po dwóch meczach nawet przegrywając z Polską i kończąc rywalizację w grupie E na trzeciej pozycji, na pewno wyprzedzi Ukrainę oraz Finlandię. A jak wiadomo z sześciu drużyn, które zajmą w grupach trzecie lokaty, do 1/8 finału awansują cztery z najlepszym dorobkiem.
Szwedzi nie zagrają zatem w środę przeciwko reprezentacji Polski z nożem na gardle. Na pewno jednak nie odpuszczą spotkania, bo wciąż mają o co walczyć – wygrana z Polską zapewni im pierwsze miejsce w grupie i perspektywę trafienia na łatwiejszego rywala w fazie pucharowej. W poniedziałek poznaliśmy już pierwsze pary 1/8 finału – Włosi o ćwierćfinał zagrają z Austrią, a Walijczycy z Duńczykami.
Jeśli nasza drużyna wygra ze Szwecją, wówczas na pewno awansuje do 1/8 finału bez względu na wynik starcia Hiszpanów ze Słowacją, które również rozpocznie się w środę o godzinie 18:00. Może nawet zając pierwsze miejsce, o ile wysoko pokona Szwedów, a Hiszpanie zremisują ze Słowacją. Wtedy Polska, Szwecja i Słowacy będą miały po cztery punkty i wówczas będzie decydowała tzw. mała tabela. Każdy inny wynik eliminuje biało-czerwonych z turnieju.
Łatwo jednak nie będzie, ale po remisie z Hiszpanią wiara polskich kibiców w biało-czerwonych odżyła. Trener ekipy „Trzech Koron” Janne Andersson w wypowiedzi udzielonej dla portalu meczyki.pl rozwiał jednak nadzieje, że jego zespół po uzyskaniu awansu potraktuje mecz z Polakami ulgowo. Szkoleniowiec zapewnił, że jego gracze najwięcej uwagi poświęcą najlepszemu polskiemu piłkarzowi, czyli Robertowi Lewandowskiemu. „Nie możemy zrobić inaczej, bo zlekceważenie go choćby na ułamek sekundy może oznaczać dla nas surową karę. W tym roku przekonało się o tym mnóstwo zespołów. Lewandowski to zawodnik światowej klasy” – nie kryje uznania dla kapitana biało-czerwonych selekcjoner reprezentacji Szwecji.
Polacy rzadko wygrywali ze Szwecją
W środowej potyczce faworytem będzie jednak ekipa „Trzech Koron”, nie tylko dlatego, że biało-czerwoni po raz ostatni pokonali ją w meczu o stawkę 47 lat temu, podczas pamiętnych dla nas mistrzostw świata 1974 w RFN. Mecz w Petersburgu będzie dla obu zespołów już 27. pojedynkiem w historii. Bilans dotychczasowych spotkań nie jest jednak korzystny dla Biało-czerwonych, którzy odnieśli tylko osiem zwycięstw. Reprezentacja Szwecji ma na swoim koncie 14 zwycięstw, a cztery spotkania zakończyły się wynikami remisowymi. Nasza drużyna ostatnie zwycięstwo odniosła w towarzyskim meczu w sierpniu 1991 roku, wygrywając na stadionie w Gdyni 2:0. Ale Polacy i Szwedzi dawno ze sobą nie grali, bo ostatni raz obie drużyny zmierzyły się 5 czerwca 2004 roku w towarzyskim starciu w Sztokholmie, zakończonym zwycięstwem gospodarzy 3:1.
Przed Euro 2020/21 Szwedzi rozegrali w tym roku cztery mecze. W eliminacjach MŚ 2022 pokonali Gruzję 1:0 i Kosowo 3:0, a w czerwcowych sparingach Finlandię 2:0 i Armenię 3:1. W dwóch rozegranych już w turnieju spotkaniach zagrali w takich składach. Z Hiszpanią (0:0): Robin Olsen – Mikael Lustig (75. Emil Krafth), Victor Lindeloef, Marcus Danielson, Ludwig Augustinsson – Sebastian Larsson, Kristoffer Olsson (84. Jens Cajuste), Albin Ekdal, Emil Forsberg (84. Pierre Bengtsson) – Marcus Berg (69. Robin Quaison), Alexander Isak (69. Viktor Claesson); a ze Słowacją (1:0): Olsen – Lustig, Lindelof, Danielson, Augustinsson (88’ Bengtsson) – Forsberg (93’ Krafth), Ekdal (88’ Svensson), Olsson (64’ Claesson) , Larsson – Isak, Berg (64’ Quaison).
Reprezentację Polski czeka trudne zadanie, chociaż w rankingu FIFA oba zespoły zajmują lokaty w okolicach 20. miejsca, co powinno sugerować zbliżony poziom sportowy. Ale jak jest z tym naprawdę, przekonamy się w środę.

Kadra Szwecji
Bramkarze: 1. Robin Olsen (Everton, Anglia), 12. Karl-Johan Johnsson (FC Kopenhaga, Dania), 23. Kristoffer Nordfeldt (Genclerbirligi, Turcja);
Obrońcy: 6. Ludwig Augustinsson (Werder Brema, Niemcy), 5. Pierre Bengtsson (Vejle, Dania), 24. Marcus Danielsson (Dalian Professional FC, Chiny), 4. Andreas Granqvist (Helsinborgs IF), 14. Filip Helander (Rangers FC, Szkocja), 18. Pontus Jansson (Brentford FC, Anglia), 16. Emil Krafth (Newcastle United, Anglia), 3. Victor Lindelof (Manchester United, Anglia), 2. Mikael Lustig (AIK Solna);
Pomocnicy: 26. Jens-Lys Cajuste (FC Midtjylland, Dania), 17. Viktor Claesson (FK Krasnodar, Rosja), 8. Albin Ekdal (Sampdoria Genua, Włochy), 10. Emil Forsberg (RB Lipsk, Niemcy), 21. Dejan Kulusevski (Juventus Turyn, Włochy), 7. Sebastian Larsson (AIK Solna), 20. Kristoffer Olsson (FK Krasnodar, Rosja), 15. Ken Sema (Watford, Anglia), 19. Mattias Svanberg (FC Bologna, Włochy), 13. Gustav Svensson (Guangzhou City, Chiny);
Napastnicy: 9. Marcus Berg (FK Krasnodar, Rosja), 11. Alexander Isak (Real Sociedad, Hiszpania), 25. Jordan Larsson (Spartak Moskwa, Rosja), 22. Robin Quaison (FSV Mainz, Niemcy).

Kadra Polski
Bramkarze: 1. Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), 12. Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), 22. Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia);
Obrońcy: 2. Kamil Piątkowski (Red Bull Salzburg, Austria), 3. Paweł Dawidowicz (Hellas Werona, Włochy), 4. Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), 5. Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), 13. Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 15. Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), 18. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), 25. Michał Helik (FC Barnsley, Anglia), 26. Tymoteusz Puchacz (Union Berlin, Niemcy);
Pomocnicy: 6. Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin), 8. Karol Linetty (AC Torino (Włochy), 10. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 14. Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), 16. Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), 17. Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), 19. Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), 20. Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), 21. Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia);
Napastnicy: 9. Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), 11. Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja), 23. Dawid Kownacki (Fortuna Dueseldorf, Niemcy), 24. Jakub Świerczok (Piast Gliwice).

Euro 2020/21: Szczęście sprzyja walecznym

Potężnie krytykowana po porażce ze Słowacją reprezentacja Polski nieoczekiwanie wywalczyła w Sewilli remis w meczu z faworyzowaną Hiszpanią i wciąż ma szanse na awans do 1/8 finału. Musi jednak koniecznie wygrać ze Szwecją w ostatniej serii spotkań w grupie E.

Cała ekipa biało-czerwonych walczyła w sobotę w Sewilli wspaniale. „Czujemy lekki niedosyt, ponieważ gdybyśmy wszystko idealnie zrobili, to moglibyśmy ten mecz wygrać” – stwierdził przed kamerami TVP Sport Robert Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji był bez wątpienia jeśli nie najlepszym, to jednym z najlepszych graczy na boisku. Miał w spotkaniu dwie dobre strzeleckie sytuacje – w 43. minucie z kilku metrów trafił jednak w bramkarza drużyny Hiszpanii, ale w 54. minucie popisał się znakomitym strzałem głową i doprowadził do wyrównania. „Na pewno zdobycie bramki było fantastycznym uczuciem, mnie jednak bardziej cieszył fakt, że zdołaliśmy rozegrać taki dobry mecz. Od pierwszej minuty widać było w każdym z nas ogromną determinację i wolę walki, czego nie zdołała stłumić nawet stracona bramka. Dalej graliśmy swoje z niezłomną wiarą w powodzenie. Nie pozwalaliśmy Hiszpanom na rozgrywać piłki w ich ulubionym stylu. Oni oczywiście posiadali przewagę w jej posiadaniu, ale dobrze prezentowaliśmy się w defensywie i na dodatek sprzyjało nam szczęście. Myślę, że remis to sprawiedliwy wynik. Dopóki mamy wolę walki to nawet gdy nieco zabraknie umiejętności, możemy to nadrobić determinacją. Teraz przed nami trzeci grupowy mecz ze Szwecją, w którym na pewno nie będziemy faworytami. Musimy twardo stąpać po ziemi, bo czeka nas wyzwanie, w którym znów na szali trzeba będzie położyć maksymalne zaangażowanie i wolę walki” – ocenił sytuację polskiego zespołu Lewandowski, który bezdyskusyjnie w swoim 121. występie w narodowych barwach znów był ojcem sukcesu biało-czerwonych. Zdobyta przez niego bramka była 67. trafieniem w reprezentacji. Pod tym względem „Lewy” jest rekordzistą – następny w klasyfikacji snajperów wszech czasów, Włodzimierz Lubański, ma 48 goli.
Remis z Hiszpanią niewątpliwie mocno zaskoczył spory chór krytyków, który zdążył się ujawnić po porażce ze Słowacją. Paulo Sousa na szczęście nie zna języka polskiego, a rzecznik reprezentacji Jakub Kwiatkowski pewnie oszczędził mu tłumaczenia zjadliwych recenzji, bo portugalski szkoleniowiec po meczu nie skomentował nieprzychylnych mu opinii. Nie szczędził za to pochwał swoim graczom, a szczególnie Lewandowskiemu. „Kluczem była mentalność. Próbowaliśmy sprawić, by piłkarze uwierzyli, że mogą grać z ambicją i odwagą. Z podziwem obserwowałem występ Roberta Lewandowskiego. Byłem pod wrażeniem widząc, jak walczy, chociaż był bezlitośnie kopany przez rywali z każdej strony. Mimo to wygrywał z nimi wszystkie pojedynki, strzelił gola i był na boisku przez cały mecz wszędzie, gdzie powinien być. Robert jest liderem tej drużyny, ale różnym od innych liderów. Nie zgadzam się z negatywną oceną jego występu ze Słowacją. Zrobił w tym spotkaniu wszystko, o co go prosiliśmy. Był jednym z najwięcej biegających piłkarzy, angażował się w każdą niemal akcję, a w meczu z Hiszpanią jego energia i determinacja były jeszcze większe. Dla trenera to wielka rzecz jeśli ma w zespole takiego piłkarza. Inni zawodnicy muszą iść w jego kierunku, a jeśli to zrobią, będziemy dużo silniejsi jako kolektyw” – stwierdził Paulo Sousa w pomeczowej wypowiedzi.
Selekcjoner biało-czerwonych wyróżnił też Kamila Glika, który faktycznie był opoką naszej defensywy, ale na wiele ciepłych słów zasłużył też Wojciech Szczęsny, któremu tym razem sprzyjało nadzwyczajnie szczęście, jakby los postanowił mu w meczu wynagrodzić wszystkie dotychczasowe pechowe wpadki na wielkich turniejach. Jego też po występie przeciwko Słowacji w polskich mediach przeczołgano niemiłosiernie. Przy rzucie karnym co prawda większe zasługi w niestrzeleniu gola położyli Gerard Moreno, który trafił w słupek oraz Alvaro Morata, wyśmiany po meczu za to, że niemiłosiernie spudłował przy dobitce, ale wręcz nieprawdopodobną obroną strzału w końcówce meczu zmazał wszelkie grzechy przeszłości. Wydarzeniem, chociaż trochę innego rodzaju, był też występ Kacpra Kozłowskiego, który w 55. minucie zastąpił Mateusza Klicha. Pomocnik Pogoni Szczecin tym samym w wieku 17 lat, 8 miesięcy i 3 dni został najmłodszym debiutantem w historii mistrzostw Europy. Po remisie z Hiszpanami sytuacja biało-czerwonych nadal jest trudna, bo zajmują ostatnie miejsce w grupie, ale mają los w swoich rękach. Muszą jednak wygrać ze Szwecją. Porażka lub remis oznacza koniec przygody z Euro 2020/21. Zwycięstwo natomiast ze względu na wygraną w bezpośrednim starciu pozwoli naszej drużynie na wyprzedzenie ekipy „Trzech Koron”, a także zespołu który przegra w potyczce Słowacji z Hiszpanią. Taki scenariusz gwarantowałby nam wtedy drugie miejsce w tabeli i pewny awans. Jeśli Słowacy zremisują z Hiszpanami, a my pokonamy Szwedów, wówczas na finiszu będziemy mieć tyle samo punktów co Słowacy i Szwedzi. Bilans meczów bezpośrednich układałby się po równo (Słowacja pokonała Polskę, Szwecja pokonała Słowację, a Polska w takim wariancie pokonałaby Szwecję). Na chwilę obecną najlepszy bilans bramkowy (również w takiej małej tabeli) mają Szwedzi. Ale Polska może jeszcze nawet wygrać grupę E, jeśli pokona Szwecją co najmniej dwoma bramkami, a Słowacja zremisuje z Hiszpanami. Wtedy biało-czerwoni mieliby w małej tabeli różnicę goli +1, Słowacy 0, a Szwedzi -1. Te trzy ekipy zebrałyby na finiszu po 4 punkty, a ostatnia lokatę zajęłaby Hiszpania z 3 „oczkami”. To byłaby jednak sensacja na kosmiczną skalę.
My musimy pamiętać też o tym, że istnieje też czarny scenariusz dla biało-czerwonych. Oprócz porażki gwarantuje go też wynik remisowy ze Szwedami. Tak więc w środę od 18:00 w Petersburgu polski zespół musi walczyć o zwycięstwo równie walecznie, jak robił to w sobotę w Sewilli.

Hiszpania – Polska 1:1
Gole: Alvaro Morata (25) – Robert Lewandowski (54).
Hiszpania: Unai Simon – Marcos Llorente, Aymeric Laporte, Pau Torres, Jordi Alba – Koke (68. Pablo Sarabia), Rodri Hernandez, Pedri Gonzalez – Gerard Moreno (68. Fabian Ruiz), Alvaro Morata (87. Mikel Oyarzabal), Dani Olmo (61. Ferran Torres).
Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek (85. Paweł Dawidowicz), – Kamil Jóźwiak, Mateusz Klich (55. Kacper Kozłowski), Piotr Zieliński, Jakub Moder (85. Karol Linetty), Tymoteusz Puchacz – Karol Świderski (68. Przemysław Frankowski), Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Torres, Rodri – Klich, Moder, Jóźwiak, Lewandowski.
Sędziował: Daniele Orsato (Włochy).
Widzów: 11 742.

Euro 2020/21: Polacy na wylocie z turnieju

Porażka ze Słowacją zniweczyła rachuby naszej reprezentacji czynione przed rozpoczęciem Euro 2020/21. Plan był taki – wygrana ze Słowakami, skromna porażka z Hiszpanią i co najmniej remis ze Szwedami. Takie rezultaty miały zapewnić jeśli nie drugie, to w najgorszym razie także premiowane awansem trzecie miejsce. Ten plan jest już nieaktualny i w sobotę Polacy nie mogą już z Hiszpanią przegrać. A szanse na to mają znikome, bo są od nich jako zespół gorsi o klasę.

Dla każdego, kto choć trochę rozumie futbol nie ulega wątpliwości, że po tym, co Robert Lewandowski i spółka pokazali w poniedziałek na Gazprom Arenie w Petersburgu oraz po tym co zaprezentowali Hiszpanie i Szwedzi w Sewilli, nie ma co robić sobie złudnych nadziei – szykuje się stały polski zestaw turniejowy: mecz otwarcia, o wszystko i o honor. Na dodatek w najgorszej wersji, bo biało-czerwoni mogą odpaść z turnieju już w sobotę, po drugiej rundzie, jeśli przegrają z Hiszpanią, a Szwedzi pokonają Słowację. W obu przypadkach jest to realny scenariusz, ale bardziej dla o naszej drużyny, która od pięciu lat i meczów fazy grupowej Euro 2016 z Irlandią Północną (1:0) i Ukrainą (1:0) nie wygrała meczu o stawkę z wyżej notowanym w rankingu FIFA rywalem. A Hiszpania to aktualnie szósty zespół w światowym rankingu, a Szwecja zajmuje w tej klasyfikacji 18. lokatę, o trzy miejsca lepszą od Polski, która jest w zestawieniu na 21. pozycji.
Statystyki są w tym względzie mocno dołujące. Po mistrzostwach Europy we Francji dla najmocniejszych drużyn Starego Kontynentu staliśmy się dostarczycielami punktów, by nie powiedzieć: chłopcami do bicia. Od października 2016 roku Polska rozegrała siedem spotkań o stawkę z teoretycznie silniejszymi rywalami, a bilans tych gier jest zawstydzający – zero zwycięstw, dwa remisy i pięć porażek. Biało-czerwoni w tym okresie w rankingu FIFA plasowali się w okolicach 20. miejsca, a grali z Portugalią (7. pozycja w rankingu FIFA), Holandią (14), Włochami (12) i Anglią (4).
Złudzeń pozbawia też statystyka gier z finalistami tegorocznych mistrzostw Europy. Po Euro 2016 reprezentacja Polski rozegrała z zespołami z tego grona 16 spotkań o stawkę i wygrała tylko cztery, trzy zremisowała i aż w dziewięciu doznała porażek. Biało-czerwoni pokonali jedynie Danię (2017), Austrię (2019) i dwukrotnie Macedonię Północną (2019), czyli najniżej notowanego w rankingu FIFA uczestnika mistrzostw. Już po wywalczeniu awansu do turnieju Polska rozegrała sześć meczów o punkty z finalistami Euro 2020 w ramach Ligi Narodów i el. MŚ 2022. Bilans – remis i cztery porażki. Jerzego Brzęczka krytykowano za nieumiejętność gry z faworytami. Tymczasem poprzedni selekcjoner gwarantował przynajmniej zwycięstwa w meczach z równorzędnymi zespołami jak Słowacja. Paulo Sousa na razie pokonał półamatorów z Andory (3:0). A w sobotę czeka go starcie z zespołem, który w meczu ze Szwecją przez 85 procent czasu gry był w posiadaniu piłki i stworzył 17 strzeleckich okazji. Strach pomyśleć co Hiszpanie będą wyczyniać w spotkaniu z Polakami, jeśli na dodatek zagrają oni tak jak ze Słowakami.
Od pół wieku żaden z selekcjonerów reprezentacji Polski nie zaczął tak fatalnie pracy. Nic dziwnego, że na Paulo Sousę spadła potężna fala krytyki, która powoli zmywa też z piedestału Zbigniewa Bońka, bo to on w styczniu tego roku dokonał samodzielnie roszady na stanowisku trenera kadry, zatrudniając portugalskiego szkoleniowca w miejsce Jerzego Brzęczka. Ale tak naprawdę odium nadciągającej nieuchronnie klęski na Euro 2020/21 spadnie na Lewandowskiego, czyli powtórzy się sytuacja z mundialu w Rosji. Media w Polsce i na świecie, co zrozumiałe, jemu poświęcają największą uwagę. Hiszpański dziennik „Marca” podkreślił w komentarzu, że najlepszy piłkarz ubiegłego roku na świecie w meczu ze Słowacją znalazł się w zaledwie trzech sytuacjach bramkowych.
Mimo to trener Luis Enrique, chociaż nigdy nie zmienia stylu gry hiszpańskiej drużyny pod kątem rywala, przygotował plan powstrzymania Lewandowskiego. Tak na wszelki wypadek, bo chociaż kapitan biało-czerwonych do tej pory zawodzi w wielkich turniejach, to pod wpływem presji i przypływu ambicji może pokusić się o przełamanie impasu i rozegrać wreszcie popisowy mecz w narodowych barwach. „To przecież najlepszy napastnik na świecie. Lepiej nie liczyć na to, że znów będzie miał słaby dzień, bo może to nasz zespół drogo kosztować” – ostrzega „Marca”.
Po meczu ze Słowacją nas, Polaków, te obawy trochę śmieszą, ale może jesteśmy słabej wiary? Przekonamy się w sobotę. Początek meczu Hiszpania – Polska o godz. 21:00.

Euro 2020/2021: Słowacy sprawdzą biało-czerwonych w Petersburgu

W poniedziałek reprezentacja Polski zainauguruje swój występ w finałach mistrzostw Europy. O godzinie 18:00 wybrańcy trenera Paulo Sousy rozpoczną na stadionie w Petersburgu mecz ze Słowacją. Będzie to dziewiąta potyczka biało-czerwonych z tym zespołem. Z ośmiu wcześniejszych trzy wygrali, w jednej zanotowali remis, a w czterech doznali porażek.

Ostatni trening przed spotkaniem ze Słowacja nasza reprezentacja odbędzie w Gdańsku na stadionie Lechii. To dlatego, że na wniosek rosyjskich organizatorów UEFA odmówiła zespołom rywalizującym na stadionie w Petersburgu zwyczajowego treningu w przeddzień meczu. Powodem jest duże obłożenie obiektu wynikłe z przeniesienia spotkań uprzednio wyznaczonych w Dublinie do Petersburga. Na stadionie Kriestowskij zostaną rozegrane wcześniej tu zaplanowane spotkania grupy B (Belgia – Rosja, Finlandia – Rosja i Finlandia – Belgia), a gdy UEFA przeniosła do Petersburga trzy mecze z grupy E (Polska – Słowacja, Polska – Szwecja i Szwecja – Słowacja), gospodarze obiektu zaczęli się obawiać o stan murawy. Łącznie na stadionie w Petersburgu odbędzie się sześć meczów fazy grupowej i ćwierćfinał. Jeśli dodatkowo każdy mecz zostałby poprzedzony treningiem każdej drużyny, boisko byłaby eksploatowana praktycznie codziennie. Stąd niecodzienna decyzja UEFA o przeniesieniu treningów na boisko treningowe. Ale kierownictwo polskiej ekipy uznało, że skoro nie będzie możliwości zapoznania się ze stadionem, to lepiej będzie przeprowadzić trening w Gdańsku, a do Petersburga polecieć dopiero w niedzielę po południu. Powrót do Sopotu zaplanowano zaraz po meczu ze Słowacją.
Wynik tego meczu wedle wszelkich rachub może mieć dla obu zespołów kluczowe znaczenie w walce o awans do 1/8 finału. Słowacy mają bardziej komfortową sytuację, bo od nich nikt tego awansu nie oczekuje, natomiast dla reprezentacji Polski jest to plan minimum w tym turnieju. Tymczasem po czerwcowych meczach towarzyskich z Rosją (1:1) i Islandią (2:2) wiara w możliwości polskiej drużyny mocno osłabła, a media przypomniały jeszcze niekorzystny bilans potyczek biało-czerwonych z ekipą naszych południowych sąsiadów (8 meczów, 3 zwycięstwa, 1 remis, 4 porażki). Na szczęście reprezentacja Polski po raz ostatni grała ze Słowacją w 2013 roku, we Wrocławiu, gdzie przegrała 0:2 (był to selekcjonerski debiut Adama Nawałki), więc w zespołach, które w poniedziałek o 18:00 rozpoczną w Petersburgu mecz o punkty w Euro 2020/21, nie zostało wielu graczy uczestniczących w tamtej potyczce. W polskiej kadrze tylko Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak, a w słowackiej Marek Hamsik, Tomas Hubocan, Juraj Kucka, Robert Mak i Peter Pekarik.
W turnieju Euro 2016 jak pamiętamy biało-czerwoni doszli do ćwierćfinału, w którym odpadli po porażce w rzutach karnych z późniejszym zwycięzcą imprezy Portugalią, natomiast Słowacy dotarli do 1/8 finału i po porażce 0:3 z Niemcami wrócili do domu. Na mundial w Rosji w 2018 roku słowacka drużyna się nie zakwalifikowała (nasza odpadła na tej imprezie w fazie grupowej), a do Euro 2020/21 awansowała po barażach Dywizji B Ligi Narodów. W rankingu FIFA reprezentacja Polski znajduje się na 19. pozycji, a reprezentacja Słowacji na 34. Zatem w statystycznym ujęciu biało-czerwoni wyglądają lepiej od rywali.
W tym roku Słowacy, podobnie jak reprezentacja Polski, rozegrali jak dotąd pięć meczów. W marcowych spotkaniach eliminacji mistrzostwa świata 2022 zremisowali z Cyprem 0:0, z Maltą 2:2 i niespodziewanie pokonali Rosję 2:1, natomiast w dwóch czerwcowych meczach towarzyskich przed Euro 2020/21 zanotowali remisy – 1:1 z Bułgarią i 0:0 z Austrią. Bilans oba zespoły mają zatem podobny i chyba to sprawia, że Słowacy nie pękają przed poniedziałkowym starciem z Polakami.
Trener Tarković ma w kadrze dwóch piłkarzy występujących aktualnie w klubach polskiej ekstraklasy – bramkarza Dusana Kuciaka z Lechii Gdańsk i obrońcę Lecha Poznań Lubomira Satkę, ale grę w polskiej lidze mają też na koncie Ondrej Duda (w Legii Warszawa) i Lukas Haraslin (w Lechii Gdańsk). A w szerokiej kadrze byli jeszcze Jan Holubek z Piasta Gliwice i Erik Jirka (były gracz Górnika Zabrze).
Mecz Polska – Słowacja poprowadzi rumuński arbiter Ovidiu Alin Hategan. Jego asystentami będą rodacy Radu Ghinguleac i Sebastian Gheorghe, a sędzią technicznym Istvan Kovacs. Spotkanie zostanie rozegrane 14 czerwca o godz. 18:00 w Petersburgu. 41-letni Ovidiu Hategan w gronie sędziów międzynarodowych jest od 2008 roku, ma na koncie 33 spotkania Ligi Mistrzów i 29 Ligi Europy. W Euro 2016 prowadził dwa spotkania fazy grupowej, a jednym z nich był mecz Polska – Irlandia Północna (1:0). W Sewilli mecz dwóch pozostałych grupowych rywali Polaków, czyli Hiszpanii i Szwecji, poprowadzi Słoweniec Slavko Vincić. Asystować mu będą rodacy Tomaż Kovacić i Andraż Kovacić, a sędzią technicznym będzie Włoch Davide Massa.
Kadra Słowacji:
Bramkarze: 1. Martin Dubravka (Newcastle United, Anglia), 12. Dusan Kuciak (Lechia Gdańsk, Polska), 23. Marek Rodak (Fulham FC, Anglia);
Obrońcy: 16. David Hancko (Sparta Praga), 2. Peter Pekarik (Hertha Berlin, Niemcy), 15. Tomas Hubocan (Omonia Nikozja, Cypr), 14. Milan Skriniar (Inter Mediolan, Włochy), 5. Lubomir Satka (Lech Poznań, Polska), 24. Martin Koscelnik (Slovan Liberec), 4. Martin Valjent (RCD Mallorca, Hiszpania), 3. Denis Vavro (Huesca, Hiszpania);
Pomocnicy: 6. Jan Gregus (Minnesota United, USA), 25. Jakub Hromada (Slavia Praga), 19. Juraj Kucka (AC Parma, Włochy), 20. Robert Mak (Ferencvaros Budapeszt, Węgry), 8. Ondrej Duda (1.FC Koeln, Niemcy), 13. Patrik Hrosovsky (KRC Genk, Belgia), 18. Lukas Haraslin (Sassuolo, Włochy), 10. Tomas Suslov (FC Groningen, Holandia), 11. Laszlo Benes (FC Augsburg, Niemcy), 17. Marek Hamsik (IFK Goeteborg, Szwecja), 22. Stanislav Lobotka (SSC Napoli, Włochy), 7. Vladimir Weiss (Slovan Bratysława);
Napastnicy: 21. Michal Duris (Omonia Nikozja, Cypr), 9. Robert Bożenik (Feyenoord Rotterdam, Holandia), 26. Ivan Schranz (FK Jablonec/Slavia Praga).
Kadra Polski
Bramkarze: 1. Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), 12. Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), 22. Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia);
Obrońcy: 2. Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa, Austria), 3. Paweł Dawidowicz (Hellas Werona, Włochy), 4. Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), 5. Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), 13. Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 15. Kamil Glik (Benevento, Włochy), 18. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), 25. Michał Helik (FC Barnsley, Anglia), 26. Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań;
Pomocnicy: 6. Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin), 8. Karol Linetty (AC Torino (Włochy), 10. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 14. Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), 16. Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), 17. Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), 19. Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), 20. Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), 21. Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia);
Napastnicy: 9. Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), 11. Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja), 23. Dawid Kownacki (Fortuna Dueseldorf, Niemcy), 24. Jakub Świerczok (Piast Gliwice).

Euro 2020/21: Nie ma wiary w biało-czerwonych

Jakość gry zaprezentowana przez reprezentację Polski w czerwcowych meczach z Rosją i Islandią nie daje wielu powodów do optymizmu. W przededniu pierwszego występu w mistrzostwach Europy biało-czerwoni znów stali się „boską drużyną”, bo chyba tylko Bóg wie, jak zagrają w poniedziałek w Petersburgu przeciwko Słowacji.

Zaczynając swoją pracę z kadrą Polski Paulo Sousa był dobrej myśli. „Polscy zawodnicy mają jakość, ale muszą ją przenieść z klubów do reprezentacji. Moim zadaniem jest im w tym pomóc” – twierdził. Na razie nic nie wskazuje, by wywiązał się z tego zadania. Pod jego wodzą biało-czerwoni rozegrali jak dotąd pięć meczów – w marcu trzy o punkty w eliminacjach mistrzostw świata z Węgrami (3:3), Andorą (3:0) i Anglią (1:2), a na początku czerwca towarzysko zmierzyli się z Rosją (1:1) i Islandią (2:2). Bilans nie oszałamia, chociaż nie jest też jakiś tragiczny – jedno zwycięstwo, trzy remisy i jedna porażka, a w bramkach 10:8. Problem w tym, że po żadnym z tych spotkań nie dało się z czystym sumieniem powiedzieć, że Polacy zagrali świetnie.
Osiem straconych goli w pięciu meczach to stanowczo zbyt wiele, chyba że było to wkalkulowane ryzyko w proces przestawiania naszej drużyny na grę trzema obrońcami. Próbowali to bez powodzenia robić już wcześniej Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek, a Sousa w takim ustawieniu zaczął spotkanie z Węgrami. Przejechał się na tym mocno, bo już w 6. minucie było 1:0 dla rywali, a w 52. już 2:0. Zastanawia też dlaczego portugalski selekcjoner za każdym razem grał innym składem. Można to jeszcze zrozumieć w przypadku trzech marcowych meczów, bo miał z kadrą ledwie kilka treningów i nie do końca orientował się w możliwościach poszczególnych zawodników. Ale w Opalenicy miał już dość czasu na poznanie aktualnych możliwości wszystkich kadrowiczów i dokonanie najlepszych wyborów.
W meczu z Rosją wystawił jednak skład jakby na odczepnego, zwłaszcza w linii defensywnej, bo posłał do gry tercet Kędziora, Helik, Piątkowski, natomiast w sparingu z Islandią, ostatnim przecież przed startem w turnieju Euro 2020, postawił na Kędziorę, Glika i Dawidowicza. Dla przypomnienia – w marcu z Węgrami zagrali Bereszyński, Helik (59. minuty zastąpił go Glik) i Bednarek: z Andorą Bereszyński (w 60. minucie wszedł za niego Dawidowicz), Glik i Piątkowski, a z Anglią Helik (w drugiej połowie zastąpił go na tej pozycji Bereszyński), Glik i Bednarek.
Selekcjoner w spotkaniu z Islandczykami zamieszał też w taktycznym ustawieniu zespołu, bo zaczął mecz systemem1-4-4-2 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz – Frankowski, Krychowiak, Moder, Zieliński – Lewandowski, Świerczok), by po zmianie stron i dokonaniu czterech pierwszych zmian przestawić drużynę na schemat 1-4-3-3 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz, od 80. Rybus – Kozłowski, Linetty, Moder – Płacheta, Lewandowski, od 81. Świderski, Jóźwiak). Niestety, w żadnym z tych ustawień nasza reprezentacja nie potrafiła zdominować przeciwników, nie potrafiła też ułatwić gry Robertowi Lewandowskiemu, co zapowiadał przed zgrupowaniem kadry Sousa. Inna sprawa, że gdy w 81. minucie „Lewy” zszedł z boiska na własną prośbę, to jego zmiennik Karol Świderski strzelił wyrównującego gola, odpowiadając tym najlepiej jak można na złośliwy żart jednej z angielskich firm bukmacherskich, która na Twitterze napisała: „Reprezentacja Polski w 10 słowach: znana z gry w wyjątkowym systemie taktycznym: cokolwiek – cokolwiek – Lewandowski”.
Przypomnijmy zatem w przededniu rozpoczęcia Euro 2020/21 jak wybrańcy Paulo Sousy radzili sobie w ligowych zespołach.
W bramce w meczu z Rosją zagrał Łukasz Fabiański, a z Islandią Wojciech Szczęsny, lecz wiadomo już, że w spotkaniu ze Słowacją wystąpi ten drugi. To subiektywny wybór selekcjonera, bo obaj dużo grali w swoich klubowych zespołach i mają zbliżone statystyki – Szczęsny zaliczył w Juventusie Turyn 38 występów, wpuścił 40 goli, a w 9 meczach zachował czyste konto. Na boisku spędził 3428 minut, natomiast Fabiański w West Ham United rozegrał 37 meczów, puścił 44 gole, a czyste konto zachował w 10 spotkaniach i w sumie zaliczył na boisku 3150 minut. Trzeci z golkiperów, Łukasz Skorupski, ma na koncie w FC Bologna 28 meczów, 46 puszczonych goli, 4 czyste konta i 2520 minut, więc gdyby zaszła taka konieczność, też sobie w turnieju poradzi.
Z obrońców po ligowym sezonie najwięcej w nogach ma Michał Helik, który w barwach Barnsley rozegrał 52 mecze, strzelił 6 goli, zaliczył 2 asysty i spędził na boisku 4591 minut. Drugi w kolejności pod tym względem jest Jan Bednarek (Southampton) – 42 mecze, 1 gol, 1 asysta, 3628 minut, a trzeci Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań – 41 meczów, 3 gole, 6 asyst, 3132 minuty. Kolejne miejsca zajmują: Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) – 40 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3550 minut; Kamil Glik (Benevento) – 37 meczów, 2 gole, 1 asysta, 3297 minut; Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) – 37 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3330 minut; Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa) – 33 mecze, 3 gole, 4 asysty, 2970 minut; Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua) – 32 mecze, 1 gol, 2696 minut i Paweł Dawidowicz (Hellas Werona) – 32 mecze, 1957 minut.
Wśród pomocników najbardziej zapracowany w klubowym zespole był Piotr Zieliński (SSC Napoli), który rozegrał 47 meczów, strzelił 10 goli, zaliczył 13 asyst i spędził na boisku 3155 minut. Drugi w kolejności jest Kamil Jóźwiak (Derby County) – 45 meczów, 1 gol, 5 asyst, 3022 minuty, a trzeci Jakub Moder (pół sezonu w Lechu, a pół w Brighton & Hove) – 38 meczów, 4 gole, 3 asysty, 2783 minuty. Dalsze miejsca w zestawieniu zajmują: Mateusz Klich (Leeds United) – 35 meczów, 4 gole, 5 asyst, 2397 minut; Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) – 35 meczów, 11 goli, 4 asysty, 3071 minut; Karol Linetty (AC Torino) – 30 meczów, 1 gol, 2029 minut; Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin) – 25 meczów, 3 gole, 4 asysty, 1496 minut; Przemysław Frankowski (Chicago Fire) – 6 meczów, 519 minut, ale MLS dopiero rozpoczęła sezon.
Wśród napastników prym wiedzie Robert Lewandowski, od którego co prawda więcej meczów ma na koncie Karol Świderski, ale w liczbie minut spędzonych na boisku i dokonaniach gwiazdor Bayernu Monachium bije innych graczy ofensywnych kadry na głowę. „Lewy” ma na koncie 40 meczów, 48 goli, 9 asyst i 3379 minut; wspomniany Świderski zagrał w 49 spotkaniach PAOK Saloniki, strzelił 11 goli, miał 8 asyst, ale na boisku przebywał przez 2442 minuty. Pozostali napastnicy zaliczyli taką samą liczbę spotkań: Jakub Świerczok (Piast Gliwice) – 28 meczów, 17 goli, 3 asysty, 2055 minut; Przemysław Płacheta (Norwich City) – 28 meczów, 1 gol, 2 asysty, 1117 minut; Dawid Kownacki (Fortuna Düsseldorf) – 28 meczów, 7 goli, 5 asyst, 1449 minut.
Jak widać trener Sousa ma pod swoją komendą całkiem niezłą grupę zawodników i trzeba wierzyć, że wie jak stworzyć z niej wysokiej klasy piłkarski zespół. My przestaliśmy wierzyć, że potrafi i że mu się uda, ale w innych krajach (może poza Anglią) aż tak źle biało-czerwonych się nie postrzega. Niedawno hiszpański dziennikarz Jose Alvarez Haya programie stacji telewizyjnej MEGA wyraził taki oto pogląd: „Jako rewelację Euro 2020 widzę Polskę i chociaż jest w jednej grupie z Hiszpanią, to uważam, że awansuje z pierwszego miejsca. I potem stać ja na dojście co najmniej do ćwierćfinału, co zważywszy na osiągnięcia tego zespołu w mistrzostwach Europy na pewno będzie rewelacją”.
Dla przypomnienia: nasza reprezentacja zacznie turniej w poniedziałek 14 czerwca w Petersburgu meczem ze Słowacją.

Milik wypadł z gry

W przeddzień towarzyskiego meczu z Islandią PZPN ogłosił, że Arkadiusz Milik z powodu urazu łąkotki jednak nie zagra w finałach mistrzostw Europy. Trener Paulo Sousa nie powołał w jego miejsce innego piłkarza.

Milik doznał urazu łąkotki w lewym kolanie pod koniec ostatniego meczu ligowego Olympique Marsylia z FC Metz. Po przyjeździe na zgrupowanie kadry zgłosił uraz i zrobiono mu rezonans, ale w ocenie sztabu medycznego naszej reprezentacji kontuzja nie wyglądała na poważną. Potwierdził to też hiszpański specjalista od tego typu urazów doktor Ramon Cugat, do którego Milik pojechał na konsultacje. On też odradzał zabieg, więc Milik przez cały ostatni tydzień trenował indywidualnie, głównie jednak pływając w basenie i na rowerze stacjonarnym. Dopiero od piątku zaczął ćwiczyć na boisku z piłką i wtedy uszkodzona łąkotka zastrajkowała. Ostateczna decyzja miała zapaść we wtorek po meczu z Islandią, ale już po poniedziałkowym treningu PZPN wydał komunikat, że Milik jednak w turnieju Euro 2021 nie wystąpi. To poważne osłabienie naszej reprezentacji, bo napastnik Olympique Marsylia w ostatnich tygodniach prezentował wysoka formę i w planach trenera Sousy miał być partnerem dla Roberta Lewandowskiego w linii ataku.
Portugalski szkoleniowiec był skłonny zostawić Milika w kadrze, gdyby była nadzieja, że wróci do pełni zdrowia w przyszłym tygodniu. Niestety, jeśli wierzyć w wieści dochodzące z Opalenicy, napastnika Olympique Marsylia czeka co najmniej miesięczny rozbrat z futbolem. „Wcześniej przez kontuzję straciliśmy Krzysztofa Piątka, a teraz Arka Milika, jednego z najlepszych obecnie napastników w Europie. W moim przekonaniu mógł wraz z Robertem Lewandowskim stworzyć być może nawet najlepszy duet napastników w tych mistrzostwach” – przekonywał portugalski selekcjoner biało-czerwonych, który teraz w formacji ataku ma do dyspozycji, oprócz „Lewego”, jedynie Karola Świderskiego i Jakuba Świerczoka oraz zmagającego się z rwą kulszową Dawida Kownackiego.
Sousa przed spotkaniem z Islandią tak ocenił dotychczasowe przygotowania kadry Polski do Euro 2021. „Zrobiliśmy wszystko, co planowaliśmy. W pierwszym tygodniu była odpowiednia intensywność. W meczu z Rosją zobaczyliśmy brak pewnej regularności, ale to część procesu. Nie jest łatwo zmienić grę drużyny, bo wracają wcześniejsze przyzwyczajenia. Dużo jednak rozumiemy. W drugim tygodniu ograniczyliśmy objętość pracy. Także jednak było ciężko pod względem kondycyjnym. Jutro chcemy utrzymać graczy w dobrej kondycji i zobaczyć to, co trenowaliśmy. Nie wprowadzaliśmy wielu nowych rzeczy. Organizacja była niesamowita. Muszę podziękować naszej federacji. Możemy zobaczyć interakcje między zawodnikami. Na boisku jest skupienie, ale poza murawą zawodnicy są nie jak koledzy, a jak przyjaciele. Chcemy, by ta energia utrzymała się przez cały nasz występ w turnieju. Wprowadzam pewne pomysły z federacją, która już wcześniej wybrała Opalenicę na miejsce zgrupowania. Gdy je zobaczyłem, byłem zachwycony. Potem musieliśmy ze sztabę wcielić plan w praktykę. Każdy jest częścią procesu. Ważne są zwłaszcza doświadczenia zawodników. Sposób, w jaki radzą sobie ze wszystkim, co było zorganizowane i jak wchodzili w interakcje z innymi. Presja jest naturalna w momencie rywalizacji. Razem jesteśmy silni” – zapewnia Paulo Sousa.
Efekty jego pracy wciąż są w Polsce niedoceniane, ale już nie przez ludzi z branży z zewnątrz. Dowodzi tego choćby ocena wydana polskiej reprezentacji przez selekcjonera kadry Islandii Arnara Vidassona. „Z przyjemnością patrzy się teraz na grę polskiej drużyny, bo jest nowoczesna, ofensywna, piłkarze wymieniają pozycje, często atakują wysokim pressingiem. Pamiętam polski zespół sprzed kilku lat i wtedy jego gra wyglądała inaczej. Ale swoją opinię opieram jednak tylko na ostatnim meczu Polaków z Rosją, który bardzo mi się podobał” – powiedział Vidasson.
Selekcjoner reprezentacji Islandii, która do Poznania przyjechała po rozegraniu dwóch spotkań – z Meksykiem (1:2) i Wyspami Owczymi (1:0), nie zamierzał w meczu z Polską walczyć o dobry wynik za wszelką cenę. „Nie zagramy przeciwko polskiej drużynie w najsilniejszym składzie, bo wystawię kilku młodych graczy z kadry U-21. Wynik ma dla nas znaczenie o tyle, że zawsze w każdym meczu międzypaństwowym chcemy zwyciężać. Ale jakiś fajerwerków ze strony rywali się nie spodziewam. W ostatnich meczach przed wielkimi turniejami piłkarze zazwyczaj nie pokazują pełnego spektrum swoich możliwości. Ale Polska ma w kadrze wielu znanych piłkarzy z najsilniejszych lig, z Robertem Lewandowskim na czele, co dla moich piłkarzy może być dodatkową motywacją” – ostrzegał trener Islandczyków Arnar Vidasson.
I słusznie ostrzegał, bo biało-czerwoni z trudem zremisowali z Islandią 2:2.

Polska – Islandia 2:2

Gole: Zieliński (34), Świderski (88) – Gudmundsson (26), Bjarnason (47).

Polska: Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz – Puchacz (80. Rybus), Krychowiak (64. Linetty), Moder, Frankowski (64. Płacheta) – Zieliński (46. Kozłowski), Lewandowski (80. Świaderski) – Świerczok (58. Jóźwiak)

Islandia: Runarsson (46. Kristinsson) – Sampsted, Hermannsson, Bjarnason, Thorarinsson – A. Gunnarsson (87. Thordarson) – Anderson (75. Eyjolfsson), Baldursson (78. Thordarson), B. Bjarnason, A. Gudmundsson (90. Thorsteinsson) – Bodvarsson (84. Gudjohnsen)

Żółte kartki: Krychowiak – Baldursson

Sędziował: Balazs Berke (Węgry).

Widzów: 19 614.

Liga Mistrzów UEFA: Lewandowski wśród najlepszych

Chelsea Londyn triumfowała w ostatniej edycji Ligi Mistrzów UEFA, pokonując w finale Manchester City 1:0. Obserwatorzy UEFA, wśród których było wielu znakomitych przed laty piłkarz, m.in. Patrick Vieira, Robbie Kean, Gareth Southgate i Cosmin Contra, wybrało 23 najlepszych w ich ocenie piłkarzy minionych rozgrywek.

Bayern Monachium nie obronił trofeum w Lidze Mistrzów, podobnie jak Robert Lewandowski tytułu króla strzelców tych rozgrywek, mimo to eksperci UEFA docenili klasę polskiego napastnika i umieścili go wśród najlepszych graczy edycji 2020/21: bramkarze – Thibaut Courtois (Real Madryt), Ederson (Manchester City), Edouard Mendy (Chelsea Londyn); obrońcy – Cesar Azpilicueta (Chelsea), Ruben Dias (Man City), Marquinhos (Paris Saint-Germain), Antonio Ruediger (Chelsea), Ben Chilwell (Chelsea), David Alaba (Bayern); pomocnicy – Jorginho, Mason Mount, Jose Kante (Chelsea), Kevin De Bruyne, Ilkay Gundogan (Manchester City), Luka Modrić (Real Madryt), Sergio Oliveira (FC Porto), Phil Foden (Man City); napastnicy – Erling Haaland (Borussia Dortmund.), Kylian Mbappe (PSG), Robert Lewandowski (Bayern), Karim Benzema (Real), Neymar (PSG), Leo Messi (FC Barcelona).

Mecz Polska – Rosja z kibicami na trybunach

Przygotowania do Euro 2020/2021 wkraczają w decydującą fazę. We wtorek reprezentacja Polski rozegrała mecz towarzyski z Rosją, remisując 1:1. Dla selekcjonera biało-czerwonych Paulo Sousy była to pierwsza okazja do sprawdzenia formy swoich wybrańców. Portugalczyk przed meczem zapowiedział, że Robert Lewandowski zacznie spotkanie na ławce rezerwowych, ale napastnik Bayernu Monachium na boisku się nie pojawił. Mecz z Rosją był też sprawdzianem sprawności dla PZPN, bo po raz pierwszy od wybuchu pandemii na trybuny mogli wejść kibice.

Za sprawą najnowszych złagodzeń epidemicznych przepisów Polski Związek Piłki Nożnej mógł w meczu z Rosją zapełnić stadion w połowie miejsc, co oznaczało, że na stadionie we Wrocławiu mogło pojawić się ponad 20 tysięcy kibiców. Nasz piłkarska federacja zapewniała, że bilety rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Oficjalnie potwierdził to rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski na przedmeczowej konferencji prasowej: „W obu czerwcowych spotkaniach towarzyskich kadry spodziewamy się około 20 tysięcy kibiców. Bilety, które trafiły do sprzedaży, zostały już wykupione, więc na meczach będzie głośno”. Ale obostrzenia epidemiczne wciąż obowiązują, chociaż nie są już jakoś przesadnie dolegliwe. „Trzeba będzie zachować odpowiedni dystans, na co stewardzi będą zwracać uwagę. Rodziny będą jednak mogły siedzieć obok siebie. Nie przewidujemy jako organizatorzy obowiązku noszenia maseczek, bo na powietrzu nie trzeba już tego robić” – wyjaśnił rzecznik Kwiatkowski.
Polscy piłkarze z powrotu kibiców cieszyli się bardzo, bo wszyscy mieli już serdecznie dosyć kopania piłki przy pustych trybunach. Może za wyjątkiem występujących na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa, bo w rosyjskiej lidze mecze w tym roku rozgrywane były z udziałem publiczności. Ale to oznaczało też, że dla rosyjskich piłkarzy, których do gry wystawił trener „Sbornej” Stanisław Czerczesow, doping fanów polskiej drużyny nie będzie czymś szczególnym. Ale dla reszty polskich zawodników był to powrót do normalności. „Występując w Serie A, od dawna nie widziałem fanów na trybunach. Dlatego przygotowałem się mentalnie na duże emocje” – przyznał Bartosz Bereszyński.
Mecz z Rosją był pierwszym występem reprezentacji Polski z udziałem publiczności od ośmiu miesięcy. Po raz ostatni spotkania reprezentacji były dostępne dla fanów w październiku ubiegłego roku. Listopadowe mecze Ligi Narodów i marcowe eliminacji MŚ 2022 odbyły się bez widzów. Przed spotkaniem z Rosją wielką niewiadomą było jednak to, jak zachowają się polscy kibice. Swój powrót na stadiony ekstraklasy w ostatniej ligowej kolejce zaakcentowali zakazanymi pirotechnicznymi popisami, ale organizatorzy zapewniali, że postarają się do tego na stadionie we Wrocławiu nie dopuścić.
Trener Paulo Sousa w przeddzień meczu z Rosjanami poinformował, że Robert Lewandowski nie zacznie meczu w wyjściowym składzie. Ostatecznie kapitan naszej reprezentacji nie zagrał w ogóle, podobnie jak dziewięciu innych kadrowiczów, wśród których byli m.in. Wojciech Szczęsny, Kamil Glik i Arkadiusz Milik. „Mając na uwadze jego długi sezon i kontuzję, której nabawił się w końcówce, na szczęście niezbyt poważną, uznaliśmy wspólnie, że zacznie spotkanie na ławce rezerwowych” – ogłosił portugalski szkoleniowiec. Nie ma w tym nic szokującego, bo „Lewy” nie musi udowadniać swojej przydatności do gry w podstawowej jedenastce, a ma przecież jeszcze w nogach wysiłek jaki włożył w maju w pobicie legendarnego rekordu strzeleckiego Gerda Muellera. Mecz, w którym kapitan naszej reprezentacji strzelił 41. ligowego gola w minionym sezonie i ustanowił nowy rekord Bundesligi, został rozegrany 22 maja, czyli ledwie dwa dni przed rozpoczęciem zgrupowania kadry biało-czerwonych w Opalenicy. W sumie w sezonie 2020/21 Lewandowski spędził na boisku 3389 minut w 40 spotkaniach licząc wszystkie rozgrywki. Zdobył łącznie 48 bramek i zaliczył ponadto dziewięć asyst.
Przed wtorkowym meczem trener reprezentacji Rosji przestrzegł naszych piłkarzy przed zespołem Słowacji, z którym biało-czerwoni 14 czerwca rozegrają pierwsze spotkanie w turnieju Euro 2020/21. „Musicie uważać przede wszystkim na stałe fragmenty gry. Widać, że mają je dobrze wyćwiczone. My tak straciliśmy gola w meczu z nimi” – powiedział Stanisław Czerczesow. I zapewnił, że jego zawodnicy podejdą do spotkania z Polakami bardzo poważnie. „Oczywiście zwycięstwo nie jest naszym głównym celem, bo mecz jest tylko elementem przygotowań do startu w mistrzostwach Europy, ale spodziewam się zobaczyć we Wrocławiu u moich piłkarzy maksymalne zaangażowanie w grę” – przekonywał selekcjoner „Sbornej”. Rosyjski zespół w Euro 2020/2021 w fazie grupowej będzie rywalizował z Belgią, Finlandią i Danią, a nasza drużyna zmierzy się ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją.
W przedostatnim sprawdzianie przed startem w Euro 2020/2021 trener Sousa dał pograć głównie piłkarzom drugiego rzutu kadry i w sumie był z ich występu zadowolony. Najlepszym dowodem jest to, że nie dokonał żadnej zmiany w 26-osobowej kadrze i ta grupa zawodników została zgłoszona do UEFA. „Graliśmy bardzo dobrze do momentu strzelenia gola. Potem cofnęliśmy się zdecydowanie za głęboko. Pozwalaliśmy rywalowi na wyprowadzanie piłki i stwarzanie korytarzy. Rosjanie wykorzystywali przestrzenie pomiędzy cofniętym Krychowiakiem i Klichem a atakiem, to był problem. W drugiej połowie wyglądało to lepiej, rywale już nie stwarzali tak dużego zagrożenia. W przerwie przeanalizowaliśmy błędy. Pokazaliśmy zawodnikom, co można zrobić lepiej i poprawić. Piłkarze mogli czuć w nogach trudy tego wymagającego tygodnia. W pewnych momentach po prostu brakowało nam sił. Nie zamierzam wprowadzać żadnych zmian. Odpowiada mi obecna kadra” – zapewniał portugalski szkoleniowiec. To dla zawodników z listy rezerwowej oznacza koniec marzeń o występie w mistrzostwach Europy. Dla przypomnienia – znaleźli się na niej bramkarz Radosław Majecki oraz pomocnicy Kamil Grosicki, Sebastian Szymański i Rafał Augustyniak.
Remis 1:1 w spotkaniu z Rosją trzeba uznać za wynik sprawiedliwy. Z naszych reprezentantów na wyróżnienie zasłużył strzelec gola Jakub Świerczok i Grzegorz Krychowiak, a najsłabiej wypadł ustawiony na lewym skrzydle Dawid Kownacki, któremu ta pozycja najwyraźniej nie pasowała.
Ostatnie spotkanie kontrolne przed Euro 2020/2021, z Islandią, biało-czerwoni rozegrają 8 czerwca w Poznaniu.

Polska – Rosja 1:1
Gole: Jakub Świerczok (4) – Wiaczesław Karawajew (21).

Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora (56. Bartosz Bereszyński), Michał Helik, Kamil Piątkowski (57. Jan Bednarek), Tymoteusz Puchacz – Przemysław Frankowski (80. Karol Linetty), Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich (70. Kacper Kozłowski), Karol Świderski (67. Jakub Moder), Dawid Kownacki (56. Kamil Jóźwiak) – Jakub Świerczok.
Rosja: Anton Szunin (63. Matwiej Safonow) – Wiaczesław Karawajew, Andriej Siemionow (46. Igor Diwiejew), Gieorgij Dżykija, Fiodor Kudriaszow, Daler Kuziajew (67. Jurij Żyrkow) – Aleksiej Miranczuk (63. Rifat Żemaletdinow), Roman Zobnin, Magomied Ozdojew (57. Maksim Muchin), Aleksandr Gołowin – Artiom Dziuba (67. Anton Zabołotnyj).
Żółte kartki: Siemionow, Kudriaszow.
Sędziował: Marco Guida (Włochy).
Widzów: 20 000.

Euro 2020/2021: Nikt nie daje naszym piłkarzom szans

Piłkarska reprezentacja Polski w Opalenicy szlifuje już formę do rozpoczynających się 11 czerwca mistrzostw Europy. Na razie piłkarze trenują jednak na pół gwizdka, a największym zmartwieniem selekcjonera Paulo Sousy zdaje się być kontuzja łąkotki z jaką przyjechał na zgrupowanie Arkadiusz Milik.

Według doktora kadry Jacka Jaroszewskiego uraz nie przekreśla szans Milika na grę w turnieju Euro 2020. Sztab medyczny naszej kadry przygotował szczegółowy plan doprowadzenia napastnika Olympique Marsylia do pełnego treningu i optymalnej dyspozycji. Ale piłkarz na własną prośbę udał się w czwartek do Barcelony na dodatkową konsultację z doktorem Ramonem Cugatem, u którego w przeszłości się leczył. Wypada mieć nadzieję, że wróci do Opalenicy z dobrymi wieściami. Milik po przeprowadzce do Marsylii szybko nadrobił zaległości wynikłe z przymusowego półrocznego nic nie robienia w SSC Napoli i w 15 ligowych występach zdołał strzelić dziewięć goli i zaliczyć dwie asysty. W majowych występach prezentował naprawdę wysoką formę i miał być wsparciem w linii ataku dla Roberta Lewandowskiego. Gdyby go zabrakło, na liście rezerwowej nie ma ani jednego napastnika (są na niej bramkarz Radosław Majewski, obrońca Robert Gumny i pomocnicy Kamil Grosicki, Sebastian Szymański i Rafał Augustyniak), a ci którzy są w kadrze, Karol Świderski, Dawid Kownacki i Jakub Świerczok, jako zmiennicy czy zastępcy Lewandowskiego raczej nowej jakości do zespołu nie wniosą. Nie ma się co łudzić, że Lewandowski sam wygra mecze ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją, chociaż po jego strzeleckich wyczynach w minionym sezonie takie myślenie zaczyna w Polsce kiełkować. Ale historia poprzednich startów biało-czerwonych w wielkich turniejach uczy, a trochę ich już było, że prowadzi to nieuchronnie do bogoojczyźnianej retoryki i pompowania balona oczekiwań ponad miarę. I kończy się zawsze tak samo – wybuchem powszechnego zawodu, który eksploduje złośliwością i niechęcią. „Lewy” coś takiego już raz przeżył, po mundialu w Rosji, ale teraz w razie niepowodzenia pewnie dostanie mu się od rodaków znacznie mocniej za zawiedzione nadzieje.
Dla nas wszystkich będzie lepiej nie nastawiać się na sukces, tylko przyjąć dla oczekiwań miarę wytyczaną już biało-czerwonym choćby przez bukmacherów. A oni szanse naszej reprezentacji na sukces w turnieju Euro 2021 oceniają raczej nisko. Za każdą postawioną złotówkę na triumf reprezentacji Polski można będzie zarobić 80. Dla porównania kursy na wygraną Anglii czy Francji to 1:6, na Belgię 1:7, na Niemcy 1:8, na Hiszpanię 1:9, a na broniącą tytułu Portugalię 1:10. Szanse Szwedów ocenia się tak samo jak szanse Polakó, na 1:80, a ostatniego z rywali grupowych biało-czerwonych, Słowację, 1:200. Ale nasi południowi sąsiedzi nie są pod tym względem na ostatnim miejscy wśród uczestników mistrzostw. Jeszcze niżej od nich oceniono szanse zespołów Finlandii i Macedonii Północnej – 1:500.
Za prognozowanie szans uczestników Euro 2021 biorą się też naukowcy. Ostatnio pokusili się o to analitycy z uniwersytetu w belgijskim Leuven, którzy przeprowadzili symulacje potencjałów każdej z 24 drużyn. Do swoich wyliczeń użyli algorytmu stworzonego na podstawie analizy wyników ostatnich meczów uczestników Euro 2021. Brali oni pod uwagę potencjał defensywny oraz ofensywny drużyn, wykorzystując liczbę straconych oraz zdobytych goli.
Wyliczenia nie są zbyt optymistyczne dla reprezentacji Polski. Według nich reprezentacja Polski ma 64 procent szans na wyjście z grupy, ale największe prawdopodobieństwo na awans do 1/8 finału dają naszej drużynie z trzeciej lokaty w grupie E (33 procent). Na zajęcie drugiego miejsca dają ekipie Paulo Sousy 29 procent szans, a na zajęcie pierwszego tylko 16 procent. Jeśli chodzi o wyniki meczów to Polsce największe szanse na zwycięstwo dają w spotkaniu ze Słowacją (51 procent). Remis wyliczono na 28 procent, a porażkę na 21. Na pokonanie Szwecji dają naszej drużynie 32 procent, na remis 31, a 37 procent na porażkę. Prognozy na mecz z Hiszpanią to już prawdziwy koszmar – szanse Polski na zwycięstwo oszacowano na 17 procent, na remis 28, a na porażkę aż 58 procent. Z symulacji wynika, że pierwsze miejsce w grupie E zajmie Hiszpania (61 procent), drugie Szwecja (33 procent), a Polska dopiero trzecie (31 procent). Fachowcy z Loeven kompletnie jak widać zlekceważyli Słowaków, co powinno im zostać zapamiętane.
Spójrzmy jednak, co dalej podpowiadają te wyliczenia. Wedle nich jeśli Polacy wyjdą z grupy, to w 1/8 finału trafią na Chorwację, a ponieważ ten zespół jest aktualnym wicemistrzem świata to biało-czerwoni już wygrać z nim nie mają prawa i na tym przeciwniku zakończą swój udział w mistrzostwach Europy. Nasze szanse na dojście do finału są przez analityków z uniwersytetu w Loeven ocenione na zaledwie trzy procent. A największe szanse na końcowy triumf wedle liczb mają Belgowie (29 procent), po nich Hiszpanie i Francuzi (po 14 procent) oraz Włosi i Portugalczycy (po 9 procent). Na szczęście te wszystkie wyliczenia to tylko czysta teoria, bo o wynikach w turnieju Euro 2021, jak w każdym innym, przesądzać będzie aktualna forma zespołów, a nie ich dokonania sprzed roku czy dwóch.
Niestety, pod tym względem obecny potencjał naszej reprezentacji jest wielką niewiadomą. Paulo Sousa przejął ją po Jerzym Brzęczku w styczniu i tak naprawdę dopiero podczas zgrupowania w Opalenicy będzie miał okazję z bliska przyjrzeć się kadrowiczom, zobaczyć jak prezentują się na treningach, jak przyjmują i realizują jego polecenia, wreszcie – jakimi są ludźmi. Wbrew pozorom to może być kluczowy czynnik, bo wśród 26 powołanych do kadry graczy są weterani, jak Glik, Fabiański, Rybus, Krychowiak, Szczęsny, Bereszyński, Bednarek, Zieliński, Skorupski i rzecz jasna Lewandowski, którzy występują w drużynie narodowej od lat i mieli okazję poznać metody pracy kilku selekcjonerów – Franciszka Smudy, Waldemara Fornalika, Adama Nawałki i Jerzego Brzęczka. Paulo Sousa z niejednego piłkarskiego pieca jadł chleb, więc doskonale wie, że kadra polskich piłkarzy nie jest kolektywem zespolonym wspólnym celem jakim jest odniesienie sukcesu w mistrzostwach Europy.
Zwycięstwa w turnieju Euro 2020/2021 nikt w Polsce nie oczekuje. W ocenie szans naszych piłkarzy jako nacja chyba zachowujemy rozsądek, bo przecież widzimy od lat, że wokół Lewandowskiego w biało-czerwonych kostiumach biegają jednak zawodnicy odbiegający klasą od graczy Bayernu Monachium. Nie wszyscy co prawda, ale jednak zdecydowana większość. Pozytywem jest jednak fakt, że w kadrze Sousy znaleźli się piłkarze mocno w swoich klubowych drużynach w minionym sezonie eksploatowani, czyli uważani przez trenerów tych drużyn za niezbędnych. Znamienne zaś jest też to, że w przededniu rozpoczęcia mistrzostw Europy w 26-osobowej kadrze jest de facto tylko dwóch graczy z naszej rodzimej ekstraklasy: 28-letni Jakub Świerczok z Piasta Gliwice i 17-letni Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin. Formalnie jest jeszcze dwóch – Kamil Piątkowski z Rakowa Częstochowa i Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań, ale pierwszy już od stycznia tego roku jest zawodnikiem RB Salzburg, zaś drugi kilka dni temu podpisał kontrakt z Unionem Berlin. Jeśli ta grupa młodych ludzi o zróżnicowanych dokonaniach, mentalności i umiejętnościach uzna Paulo Sousę za swojego lidera, uwierzy w jego wizję i zacznie na serio wierzyć w siebie i kolegów, to kto wie – może zrobią psikusa bukmacherom oraz ośmieszą matematyczne wyliczanki naukowców z uniwersytetu w Loeven.

Kadra Polski już ćwiczy w Opalenicy

W poniedziałek powołana przez Paulo Sousę kadra Polski na mistrzostwa Europy zebrała się w hotelu Remes Sport&Spa w Opalenicy. PZPN zajął na wyłączność cały ośrodek, w którym w komfortowych warunkach nasi piłkarze będą szlifować formę do 8 czerwca.

Portugalski selekcjoner biało-czerwonych nie chciał tracić czasu i nie dał swoim wybrańcom nawet kilku dni wolnego, więc większość z nich przyjechała do Opalenicy „z marszu”, po rozegraniu w miniony weekend ostatnich ligowych meczów w tym sezonie. Dla kadrowiczów z dłuższym stażem w reprezentacji, pamiętających jeszcze przygotowania pod wodzą trenera Adama Nawałki do turniejów Euro 2016 i MŚ 2018, była to pewnie niemiła niespodzianka, bo Nawałka dawał kilka dni wolnego i dopiero potem zaczynał treningowa pracę. Portugalczyk chce jednak odbyć z wybranymi przez siebie piłkarzami jak najwięcej treningów. W trakcie marcowego zgrupowania zdoła przeprowadzić ich tylko siedem, w tym zaledwie dwa przed pierwszym meczem eliminacji MŚ 2022 z Węgrami.
Ośrodek Remes Sport&Spa został przez PZPN wynajęty na wyłączność. Z powodu obostrzeń epidemicznych kibice i dziennikarze nie będą mieli tam tak łatwego dostępu do piłkarzy, jak mieli w Arłamowie podczas zgrupowań przed Euro 2016 i MŚ 2018. W bieszczadzkim ośrodku pod hotel przychodziły całe pielgrzymki kibiców, a polowanie na autografy piłkarzy trwało przez cały dzień. W Opalenicy czegoś takiego nie będzie. PZPN chcąc ograniczyć do minimum ryzyko zakażenia koronawirusem zorganizował zgrupowanie w stylu tzw. turniejowej bańki. Nie będzie spotkań z fanami ani otwartych treningów. Na terenie odizolowanego od świata zewnętrznego ośrodka porządku pilnują stewardzi i ochroniarze, a dziennikarze, aby obejrzeć trening czy wejść na konferencję prasową, muszą przejść szybkie antygenowe testy. Zaszczepieni, ozdrowieńcy, bez wyjątku wszyscy. Bezpieczeństwo zawodników jest najważniejsze – twierdzą działacze naszej piłkarskiej federacji.
Lokalizację zgrupowania przed Euro 2020 Sousa przejął niejako w spadku po zwolnionym w styczniu tego roku przez prezesa PZPN Zbigniewa Bońka Jerzym Brzęczku, ale nie domagał się zmiany ośrodka. Pewnie dlatego, że jako Portugalczyk wiedział, że hotel Remes był bazą pobytową portugalskiej reprezentacji podczas turnieju Euro 2012, a jej piłkarze i sztab szkoleniowy wystawili mu potem znakomite recenzje. Kadra Polski ma tu do dyspozycji kilka boisk treningowych usytuowanych wokół hotelu, a także korty tenisowe, pole golfowe, kręgielnię oraz spa z basenem.
Co do standardu hotelu to nawet kapryśny Cristiano Ronaldo nie miał żadnych zastrzeżeń. Gwiazdor czuł się w nim znakomicie. Właściciele hotelu zajmowany przez niego apartament numer 202 nazwali jego imieniem i do dzisiaj traktują jako specjalna ofertę dla gości. Pakiet dla Ronaldo obejmował nie tylko dwupoziomowy pokój, ale także udogodnienia, z których lubił korzystać zawodnik. Na przykład pobyt w spa, ulubiony masaż Ronaldo oraz jedzenie, które preferował Portugalczyk. Jego ulubionym daniem był między innymi tuńczyk, co dość mocno rzucało się w oczy w przygotowanym dla tego pakietu menu. Podobnej, specjalnej oferty ma się również doczekać Robert Lewandowski, który na czas zgrupowania kadry Polski wprowadził się do tego apartamentu.
Kapitan naszej reprezentacji przyjechał do Opalenicy już w poniedziałek. Najpierw wziął udział w konferencji prasowej, podczas której zebrał owacje od polskich dziennikarzy za pobicie blisko półwiecznego rekordu Gerda Muellera,a potem wraz z 20 innymi kadrowiczami wziął udział w lekkim popołudniowym treningu (zabrakło Arkadiusza Milika, Pawła Dawidowicza, Grzegorza Krychowiaka, Dawida Kownackiego, Łukasza Skorupskiego i Radosława Majeckiego, którzy nie zdążyli dojechać). Ze strony kolegów spotkała go miła niespodzianka, bo zdobyli się na ładny gest honorując jego rekord strzelonych goli w Bundeslidze szpalerem, a u piłkarzy taki dowód uznania to rzadkość. „Lewy” był tym dowodem uznania nawet trochę zawstydzony.
Adam Nawałka przed obozem w Arłamowie organizował zgrupowania regeneracyjne w Juracie. Sousa od razu zaprosił wszystkich do Opalenicy, ale w plany treningowe zgrabnie wmontował też czas na psychiczną regenerację oraz na integrację. W środę do piłkarzy dołączą rodziny i zostaną z nimi do końca tygodnia. W tym czasie zaplanowany jest m.in. grill i koncert zespołu Golec uOrkiestra. Pierwszy sprawdzian formy czeka biało-czerwonych już 1 czerwca we Wrocławiu, gdzie zagrają z drużyną Rosji. Kolejny test przejdą 8 czerwca w Poznaniu w spotkaniu z reprezentacją Islandii. A dzień później przeniosą się do bazy pobytowej w Sopocie.