Dwa gole Lewego

Robert Lewandowski znakomicie rozpoczął nowy sezon Bundesligi, czego nie można powiedzieć o zespole Bayernu. Polak w meczu z Herthą Berlin strzelił dwa gole, ale obrońcy mistrzowskiego tytułu tylko zremisowali 2:2. Prowadzenie w tabeli objęła Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem w składzie, gromiąc u siebie FC Augsburg 5:1.

Piątkowa potyczka Bayernu z Herthą zainaugurowała rozgrywki niemieckiej 1. Bundesligi. Lewandowski pierwszego gola dla gospodarzy strzelił w 24. minucie, wykorzystując dośrodkowanie Serge’a Gnabry’ego. Tym samym kapitan reprezentacji Polski ustanowił nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, bo jak policzyli futbolowi statystycy, trafiał do siatki rywali już na starcie pięciu kolejnych sezonów.

Gol „Lewego” był ukoronowaniem dobrej gry bawarskiej jedenastki i nic nie zwiastowało jej późniejszych kłopotów. W 36. minucie piłka po strzale z daleka oddanym przez młodzieżowego reprezentanta Belgii Dodiego Lukebakio trafiła przypadkowo w plecy innego gracza Herthy Vedada Ibisevicia i myląc kompletnie Manuela Neuera wpadła do bramki. Zanim gracze Bayernu otrząsnęli się z szoku, dwie minuty później Marko Grujić podwyższył wynik na 2:1 dla berlińczyków.

Szczęśliwy zdobywca bramki dla Herthy nie popisał się jednak w 59. minucie i w swoim polu karnym powalił czekającego tam na podanie Lewandowskiego. Arbiter skorzystał z podpowiedzi VAR i podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na bramkę zamienił go sam poszkodowany i wyrównał stan meczu na 2:2. Na więcej ekipę Bayernu nie było już tego wieczoru stać i na starcie nowego sezonu straciła dwa punkty do najgroźniejszego konkurenta w wyścigu o mistrzowski tytuł, czyli Borussii Dortmund, która na swoim stadionie rozgromiła FC Augsburg aż 5:1. Łukasz Piszczek rozpoczął mecz w wyjściowej jedenastce, ale został zmieniony w 68. minucie. Dwa gole dla zespołu z Dortmundu strzelił Hiszpan Paco Alcacer i ten piłkarz może w tym sezonie być najgroźniejszym rywalem „Lewego” do korony króla strzelców.

Bramki zdobyte przez kapitana reprezentacji Polski w spotkaniu z Herthą były trafieniami numer 193 i 194 uzyskanymi przez niego w barwach bawarskiego klubu. Lewandowski w klasyfikacji strzelców wszech czasów Bayernu zajmuje trzecie miejsce, a od drugiego w tym zestawieniu Karla-Heinza Rummenigge dzielą go już tylko 23 gole. Swojego obecnego szefa ma zatem realne szanse wyprzedzić, może już nawet w tym sezonie. Tylko na prześcignięcie pierwszego na liście Gerda Muellera nie ma żadnych szans, bowiem legendarny napastnik strzelił w barwach Bayernu aż 508 goli.

Lewandowski potrzebuje jednak mocniejszego wsparcia ze strony kolegów z zespołu. Bez tego Bayern może mieć poważny problem z obroną mistrzowskiego tytułu, bo Borussia Dortmund już na starcie potwierdziła, że w tym sezonie będzie w stanie przełamać hegemonię bawarskiego potentata. Dlatego działacze Bayernu wciąż są aktywni na transferowym rynku. W ostatnich dniach wypożyczyli z Barcelony 27-letniego brazylijskiego skrzydłowego Philippe Coutinho. Zapłacili za to zaledwie 8,5 mln euro. Na podobnej zasadzie chcieli wypożyczyć z Juventusu Mario Mandzukicia, ale Chorwat w ostatniej chwili zrezygnował. Chyba uznał, że jednak nie wygryzie „Lewego” ze składu.

 

Lewy trzyma poziom

Po porażce z Borussią Dortmund w Superpucharze Niemiec (0:2) na piłkarzy Bayernu Monachium spadła lawina krytyki, a najwięcej krytykowano Roberta Lewandowskiego. W miniony poniedziałek bawarski zespół zainaugurował swój udział w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec. W wygranym z IV-ligowym Energie Cottbus 3:1 meczu „Lewy” strzelił dwa gole i zamknął usta krytykom. Ale czeka go trudny sezon.

Porażka z Borussią Dortmund podniosła znacznie temperaturę dyskusji o niewielkiej aktywności bawarskiego potentata na rynku transferowym. Swoje trzy gorsze wtrącił do niej także Lewandowski, który po raz kolejny zaapelował do szefów klubu o wzmocnienia. A tu jak na złość gruchnęła wiadomość, że poważnej kontuzji doznał pierwszy na transferowej liście Bayernu reprezentant Niemiec Leroy Sane. W tej sytuacji monachijczycy podjęli rozmowy z Interem Mediolan i wypożyczyli na rok chorwackiego skrzydłowego Ivana Perisicia, wicemistrza świata z mundialu w Rosji.

Poniedziałkowy mecz I rundy Pucharu Niemiec z Energie Cottbus miał poprawić mizerne nastroje wśród kibiców Bayernu, ale zespół z Cottbus, który dopiero co spadł na IV poziom rozgrywek, miał ochotę przypomnieć bawarskiemu potentatowi, że jeszcze dziesięć sezonów temu grał w 1. Bundeslidze. Teraz jego największą gwiazdą jest 36-letni napastnik Dimitar Rangelov, który w przeszłości grał m. in. w Borussii Dortmund. A kilkanaście lat temu w Chociebużu występowali reprezentanci Polski – Radosław Kałużny czy Andrzej Juskowiak.

Trener Bayernu Niko Kovac nie zamierzał lekceważyć przeciwnika i wystawił wszystkich zdolnych do gry graczy. Może przestraszył się na wieść, że w I rundzie ze słabszymi zespołami odpadły ekipy 1.FSV Mainz i FC Augsburg.
Lewandowski wyszedł więc w podstawowej jedenastce i jako pierwszy jeszcze przed przerwą strzelił gola. Drugie trafienie dołożył w drugiej połowie meczu i za swój występ zebrał entuzjastyczne recenzje. „Lewandowski strzelił dwa klasyczne w jego wykonaniu gole. Wypada zauważyć, że w ostatnich 16 występach trafił do siatki aż 20 razy, a pamiętajmy o wakacyjnej przerwie. Nie wpłynęła na jego formę, co oznacza, że Polak wciąż jest niezastąpiony w Bayernie” – napisano w relacji z meczu na łamach „Muenchen Abendzeitung”. Kapitan reprezentacji Polski otrzymał za swój występ notę „2” (w Niemczech ocdeny wystawia się w skali 1-6, przy czym 1 jest oceną najwyższą).
Co ciekawe równie dobrą notę przyznano tylko Kingsleyowi Comanowi. Francuz od czasu słynnej bójki z Lewandowski podczas treningu wyraźnie z nim rywalizuje na boisku, ale też nie unika współpracy. Najsłabsze noty otrzymali natomiast Thomas Mueller i inny z Francuzów, Corentin Tolisso. Bayern z spotkaniu z Energie zagrał w takim oto składzie: Manuel Neuer – Joshua Kimmich, Niklas Suele (89’ Lucas Hernandez), Benjamin Pavard, David Alaba – Corentin Tolisso, Thiago Alcantara, Renato Sanches (63’ Leon Goretzka) – Thomas Mueller, Robert Lewandowski, Kingsley Coman (70’ Serge Gnabry).

Dzięki strzelonym golom Lewandowski odzyskał prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec. Wcześniej pozycje lidera odebrał mu 40-letni Peruwiańczyk Claudio Pizarro, który po dwóch trafieniach dla Werderu Brema w sobotnim meczu Pucharu Niemiec z SV Atlas Delmenhorst (6:1) z dorobkiem 34 bramek o jedną wyprzedził w klasyfikacji strzelców Roberta Lewandowskiego. Odpowiedź „Lewego” była natychmiastowa i teraz z 35 golami na koncie ponownie jest najskuteczniejszym graczem w tych rozgrywkach.

Zespół Bayernu czeka jednak trudny sezon, bo jak na razie z ofensywnych graczy klub pozyskał jedynie 30-letniego Perisicia. Bundesliga nie będzie dla niego nowością. Wcześniej bowiem grał w niej w barwach m.in. Wolfsburga oraz największego rywala Bayernu, Borussii Dortmund. „Jestem szczęśliwy z powrotu do Niemiec. Bayern to jeden z największych klubów w Europie. Chcemy walczyć o zwycięstwo nie tylko w Bundeslidze, ale także w Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów” – skomentował swój transfer chorwacki skrzydłowy. Nie wiadomo jednak jak wkomponuje się w bawarski zespół i jak ułoży sie jego współpraca z Lewandowskim.

 

Nie doceniają Lewego

Magazyn piłkarski „Kicker” co roku w trakcie wakacji wybiera najlepszego piłkarza i trenera minionego sezonu. Elektorami w tym plebiscycie są zaproszeni przez redakcję dziennikarze rodzimych mediów, którzy mogą oddawać głosy zarówno na zawodników Bundesligi, jak też Niemców grających w klubach zagranicznych. W tym plebiscycie mniej jednak ważnej jest jak kto głosuje, tylko kto liczy głosy.

Liczącym głosy bez wątpienia byli Niemcy, na dodatek chyba przepełnieni ponad miarę patriotycznymi uczuciami, bo zwycięzcą plebiscytu nieoczekiwanie został pomocnik Borussii Dortmund Marco Reus. W raporcie podano, że oddano na niego aż 158 głosów. Na drugiego w zestawieniu gracza Bayeru Leverkusen Kaia Havertza zagłosowało ponoć 121 elektorów, a na trzeciego Joshuę Kimmicha z Bayern Monachium już tylko 35. Już sam skład najlepszej trójki tego plebiscytu mocno zastanawia, bo jak wiadomo mistrzostwo i puchar Niemiec w minionym sezonie zdobył Bayern Monachium, także dlatego, że w rundzie wiosennej zespół Borussii Dortmund, w tym także Marco Reus, grał po prostu słabo. Na zdrowy rozum zwycięzcą plebiscytu powinien więc, z czystego szacunku choćby, zawodnik mistrzowskiej drużyny, czyli Bayernu. Tylko czy na taki zaszczyt najbardziej zasłużył sobie akurat Kimmich?

Pytanie nie jest tak całkowicie bezzasadne, zważywszy na fakt, że Robert Lewandowski zakończył rozgrywki z tytułem króla strzelców Bundesligi, był także najskuteczniejszym strzelcem w zmaganiach o Puchar Niemiec oraz najskuteczniejszym graczem niemieckich zespołów rywalizujących w minionym sezonie w Lidze Mistrzów. Warto przypomnieć, że „Lewy” wygrał wyścig o koronę króla strzelców Bundesligi z dorobkiem 22 trafień, ale dołożył do tego jeszcze 10 asyst i wygrał bezdyskusyjnie tzw. punktację kanadyjską, czym tylko potwierdził, że jako piłkarz wciąż się rozwija i przez to staje się coraz bardziej wartościowym zawodnikiem bawarskiego potentata.
Tymczasem Lewandowski w plebiscycie „Kickera” zajął dopiero siódme miejsce z ledwie 21 głosami. Elektorzy wyżej od niego z graczy Bayernu ocenili nie tylko Kimmicha, ale też Serge’a Gnabry’ego. Co takiego przez ostatnie pół roku zdziałał Marco Reus, że niemieccy dziennikarze oddali na niego o 137 więcej głosów niż na „Lewego”. Piłkarz Borussii Dortmund nie zdobył żadnego trofeum. W 36 meczach strzelił 21 goli i dołożył 13 asyst. Do osiągnięć polskiego napastnika wiele mu brakuje. Zbyt wiele, by jego wybór uznać za sprawiedliwy.

Lewandowski, który jeszcze nigdy nie wygrał plebiscytu na najlepszego piłkarza w Niemczech (Reus był laureatem także w 2012 roku), nie skomentował wyników, ale zrobił to jego przyjaciel i doradca Maik Barthel w mediach społecznościowych. „Piłkarz Roku? Nie musisz niczego wygrywać i wtedy masz największe szanse na otrzymanie tego trofeum” – napisał ironicznie na Twitterze.

Rzecz jasna jego ironiczna uwaga przeszła w Niemczech bez większego echa i Lewandowski, chociaż ma na koncie siedem tytułów mistrza Niemiec, czterokrotnie był królem strzelców w Bundeslidze, wciąż nie ma w kolekcji nagrody dla najlepszego piłkarza w Niemczech. Najwyraźniej jego wyczyny na niemieckich boiskach w tym kraju już na nikim nie robią wrażenia, albo wręcz przeciwnie – dla „Lewego” stosuje się tam oddzielne kryteria. Musiałby chyba swoimi golami wprowadzić Bayern do finału Ligi Mistrzów, a w decydującym meczu najlepiej powtórzyć pamiętny wyczyn z Meczu z VfL Wolfsburg (pięć goli w dziewięć minut), żeby w Niemczech uznano go za godnego statuetki najlepszego piłkarza.

Nie było natomiast żadnych niespodzianek w plebiscycie na najlepszego trener. Wygrał go Juergen Klopp, który z Liverpoolem wygrał Ligę Mistrzów. Szkoleniowiec „The Reds” otrzymał 183 głosy, ale drugi w zestawieniu Friedhelm Funkel z Fortuny Duesseldorf aż 139 głosów), zaś trzecie Adi Huetter z Eintrachtu Frankfurt 56. Trener Bayernu Niko Kovac ma zatem pewnie podobny pogląd na solidność liczących głosy w plebiscycie „Kickera”, jak Lewandowski.

Wszystko to zresztą jest już mało ważne, bo w nowym sezonie się okaże, kto jest naprawdę w Niemczech najlepszy.

 

Piątek już droższy od Lewego

Działające w Szwajcarii Obserwatorium Futbolu CIES publikuje co jakiś czas wyliczane przez siebie rynkowe wyceny piłkarzy. W najnowszym zestawieniu wedle CIES najdroższym polskim piłkarzem nie jest już nie 30-letni Robert Lewandowski, tylko 23-letni Krzysztof Piątek.

Wedle wyliczeń Obserwatorium Futbolu CIES wartość Krzysztofa Piątka nie przestaje rosnąć i obecnie za występującego w AC Milan polskiego napastnika w przypadku transferu do innego klubu trzeba byłoby zapłacić nie mniej niż 79,2 mln euro. Wartość Roberta Lewandowskiego CIES obniżył natomiast do kwoty 75,5 mln euro.

Na ile są to wiarygodne rachuby trudno ocenić, bo wyżej wymienione kwoty zostały wyliczone na podstawie jakiegoś specjalnego algorytmu, biorącego pod uwagę wiele zmiennych jak wiek, długość kontraktu, pozycję na boisku, czas gry, strzelone gole, ale także status na arenie międzynarodowej oraz wyniki drużyny w której oceniany zawodnik aktualnie występuje. W poprzednim notowaniu rankingu, w kwietniu tego roku, wartość Piątka oceniano na 68,2 mln euro, a „Lewego” na 66 milionów. Obu polskim piłkarzom daleko do najdroższych graczy na liście CIES. Piątek zajmuje na niej dopiero 44. lokatę, a Lewandowski 52.

W czołowej setce znalazło się jeszcze dwóch innych polskich piłkarzy – Piotr Zieliński z wartością 68,9 mln euro jest 68., a Arkadiusz Milik z 61,5 mln euro zajmuje 96. miejsce. Najbardziej wartościowym zawodnikiem jest 20-letni Francuz Kylian Mbappe (252 mln euro), a granicę dwustu milionów przekraczają jeszcze Egipcjanin Mohamed Salah (219,6) oraz Anglik Raheem Sterling (207,8). Zdumiewa natomiast miejsce Leo Messiego, który z wyceną 167,4 mln euro jest według oceny CIES dopiero czwarty.

 

Izrael nie stawił oporu

Po czterech kolejkach sytuacja w Grupie G jest jasna – prowadząca w tabeli z kompletem punktów reprezentacja Polski ma nad drugą ekipą Izraela pięć „oczek” przewagi, a nad trzecią Austrią sześć. Ten dorobek nie daje jeszcze co prawda gwarancji awansu do Euro 2020, ale skoro nasza drużyna zdobyła go grając grubo poniżej możliwości, to wystarczy żeby jesienią utrzymała tylko poziom ze spotkania z Izraelem, a wygra grupę w cuglach.

Serię pięciu zwycięstw z rzędu nasza piłkarska reprezentacja zaliczyła 13 lat temu za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera, ale tylko dwa z nich odniosła w meczach towarzyskich. Trener Jerzy Brzęczek już po spotkaniu z Macedonią mógł się pochwalić lepszym bilansem potyczek o punkty, a po wygranej z Izraelem ma na koncie cztery wygrane z rzędu w meczach o stawkę. Dodatkowym walorem jest to, że biało-czerwoni nie stracili w tych czterech spotkaniach bramki. Te zdobycze zdały się jednak na nic, bo po zwycięskim wprawdzie, ale wygranym w żenującym stylu meczu z Macedonią Północną na Brzęczka i jego wybrańcy spadła potężna fala krytyki.

Największe pretensje jakie formułowano pod adresem selekcjonera dotyczyły wybranej taktyki gry z jednym napastnikiem, oczywiście Robertem Lewandowskim, ale z Krzysztofem Piątkiem i Arkadiuszem Milikiem na ławce. Nie osłabiło jej nawet wstawienie Piątka zaraz po przerwie w miejsce słabo spisującego się prawego skrzydłowego z Chicago Fire Przemysława Frankowskiego. Napastnik AC Milan jeszcze podgrzał atmosferę strzelając zwycięskiego gola, nic więc dziwnego, że Brzęczek, chociaż z niego kunktator i chwiejny w decyzjach gość, to pod naciskiem histeryzujących mediów zdecydował się na grę z Izraelem w ustawieniu 1-4-4-2, z Piątkiem na szpicy, Lewandowskim w roli rozgrywającego oraz z prawonożnym Grosickim na lewej, a lewonożnym Zielińskim na prawej flance.

W środku pola gardę trzymali Krychowiak z Klichem, a formację defensywną tworzyli Kędziora, Glik, Bednarek i Bereszyński na lewej stronie. To była niespodzianka, bo spodziewano się na tej pozycji Macieja Rybusa, ale do tego piłkarza Brzęczek ma jakiś osobisty uraz, bo nawet mimo nacisków Lewandowskiego lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. „Na absencję Rybusa nie wpłynęła ani jego forma sportowa ani zdrowie. Wpłynęła na to taktyka i to, że po czterech meczach mamy dwanaście punktów” – wyjaśnił po meczu jego nieobecność selekcjoner.

Brzęczek zaprzeczył też, że po meczu z Macedonią doszło w kadrze do kłótni. „Okres po meczu z Macedonią był najspokojniejszy jaki mieliśmy. Jasne jest dla wszystkich, że ta drużyna przez trzy dni nie nauczyła się grać w piłkę. Nie denerwuje mnie krytyka mediów. Kadra to nie jest koncert życzeń. Wiem, że trzeba robić swoje. Liczę, że zostanę doceniony po czasie” – podsumował Brzęczek. Najbardziej zirytowało go stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że można już kadrze Polski gratulować awansu do Euro 2020. „A zna pan zespół, który wywalczył awans z 12 punktami? Szanujmy naszych rywali, bo nie jesteśmy nawet na półmetku zmagań” – zganił żurnalistę selekcjoner.

Jakość gry naszej reprezentacji w spotkaniu z Izraelem była bez wątpienia znacznie lepsza od poziomu, jaki pokazała trzy dni wcześniej w Skopje w potyczce z Macedonią Północną. Nie należy jednak przesadzać w ocenach w drugą stronę, bo chociaż zespół Izraela jest wiceliderem grupy i przed przyjazdem do Warszawy rozbił 3:0 na wyjeździe Łotwę, to okazał się dla biało-czerwonych najłatwiejszym jak dotąd rywalem w tych eliminacjach.

Inna sprawa, że nasi piłkarze zagrali w poniedziałek nie tylko z większą ambicją, ale przede wszystkim bardziej zespołowo. Na pochwały zasłużyli wszyscy gracze, łącznie z rezerwowymi, może na dodatkowego cukierka zasłużyli Piątek, Zieliński, Grosicki Krychowiak, lecz po raz kolejny worek słodyczy powinien dostać Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem strzelił gola tylko z karnego, ale bez niego takie efektowne zwycięstwo byłoby niemożliwe. „Lewy” ma już teraz 106 meczów, tyle samo co Jakub Błaszczykowski, pewnie za chwilę zostanie samodzielnym rekordzistą. Nie musi już się ścigać, ani niczego nikomu udowadniać. Znalazł się w miejscu, z którego może z uśmiechem przygląda ć się narodzinom w kadrze młodych gwiazd, jak Piątek, Kądzior, Zieliński czy Kownacki. Może przez wakacje też do tego wniosku dojdzie, a wtedy w jesiennych meczach biało-czerwoni klepną awans do Euro bez problemu.

Polska – Izrael 4:0
Gole: Krzysztof Piątek (35), Robert Lewandowski (56 karny), Kamil Grosicki (58), Damian Kądzior (84).
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Zieliński, Klich (75. Góralski), Krychowiak, Grosicki (77. Kądzior) – Piątek (73. Milik), Lewandowski.
Izrael: Harush – Dasa, Taha, Yeini, Biton (82. Elhamed), Harush – Peretz, Solomon (72. Saba), Natcho, Kayal (57. Cohen) – Zahavi.
Żółte kartki: Krychowiak – Zahavi, Natcho.
Sędziował: Tobias Stieler (Niemcy).
Widzów: 57 229.

Grupa G
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna– Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia 1:1;
3. kolejka: Macedonia – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0: Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia – Austria 1:4

Tabela grupy G
1. Polska              4    12   8:0
2. Izrael               4      7    8:7
3. Austria            4      6    7:6
4. Słowenia        4       5    7:3
5. Macedonia     4      4    5:7
6. Łotwa             4      0    1:13

 

Szczęśliwa wygrana Polaków w Skopje

Reprezentacja Polski wygrała w Skopje z Macedonią Północną 1:0 po przypadkowym golu, którego zapisano na konto Krzysztofa Piątka. Zagrali jednak na żenującym poziomie, a w poniedziałek czeka ich starcie z bramkostrzelną drużyną Izraela.

Po meczu w Skopie więcej niż o wygranej zespołu Jerzego Brzęczka mówiło się o wybrykach polskich kibiców, których macedońska policja aresztowała za burdy ponad trzystu. O żenująco słabym poziomie gry naszej drużynie najlepiej świadczy to, że zaraz po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze naszej drużyny pod wodza kapitana Roberta Lewandowskiego przepraszali obecnych na stadionie w Skopje kibiców, że musieli ogląda takie marne widowisko. W naszym zespole nikt nie zagrał dobrze i nic dziwnego, że przed poniedziałkowym meczem z Izraelem na Stadionie Narodowym w obozie biało-czerwonych panuje nerwowa atmosfera. Ale grać trzeba i wygrać wręcz wypada.

Pięć zwycięstw odnieśli nasi piłkarze w jedenastu dotychczasowych spotkaniach z Izraelem. Poniedziałkowy mecz o punkty eliminacji Euro 2020 będzie pierwszą potyczką obu ekip od 2005 roku. Polska pod wodzą trenera Pawła Janasa zagrała wtedy z Izraelem w Kijowie i wygrała 3:2 po dwóch trafieniach Grzegorza Rasiaka i golu Mirosława Szymkowiaka.
Dotychczasowe mecze Polska – Izrael: 21.06.1959, Wrocław: Polska – Izrael 7:2; 29.11.1959, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:1; 03.12.1966, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 10.02.1988, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:3; 19.09.1992, Mielec: Polska – Izrael 1:1; 13.02.1993, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 14.09.1994, Tel Awiw, el. ME: Izrael – Polska 2:1; 25.04.1995, Zabrze, el. ME: : Polska – Izrael 4:3; 25.02.1098, Tel Awiw: Izrael – Polska 2:0; 18.08.1998, Kraków: Polska – Izrael 2:0; 17.08.2005, Kijów: Polska – Izrael 3:2. Bilans: 11 meczów, 5 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki, bramki 22:14.

Macedonia Północna – Polska 0:1
Gol: Krzysztof Piątek (47).
Macedonia: Dimitrievski – Bejtulai, Velkovski, Visar Musliu – Ristovski (76. Ademi), Bardi, Nikolov (62. Trajkovski), Elmas, Alioski – Pandev (85. Hasani), Nestorovski.
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Frankowski (46. Piątek), Klich (90. Góralski), Krychowiak, Zieliński, Grosicki (70. Rybus) – Lewandowski.
Żółte kartki: Musliu, Nestorovski – Glik, Bednarek. Czerwona kartka: Musliu (85., za drugą żółtą).
Sędziował: Gianluca Rocchi (Włochy).
Widzów: 22 000.

Grupa G
Macedonia Północna – Polska 0:1
Łotwa – Izrael 0:3
Austria – Słowenia 1:0
Tabela:
1. Polska           3   9   4:0
2. Izrael             3   7   8:3
3. Macedonia    3   4   4:3
4. Austria          3   3   3:5
5. Słowenia       3   2   2:3
6. Łotwa            3   0   1:8

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Kadra Brzęczka trochę się sypie

Z 28 piłkarzy powołanych przez Jerzego Brzęczka na mecze z Macedonią Północną i Izraelem, z kadry wypadli z powodu kontuzji Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Reca, zaś Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego i Roberta Gumnego selekcjoner odesłał na zgrupowanie szykującej się do mistrzostw Europy reprezentacji młodzieżowej.

Po marcowych meczach reprezentacja Polski prowadzi w grupie G z kompletem sześciu punktów i bilansem bramkowym 3:0 (z Austrią 1:0, z Łotwą 2:0). Najbliżsi przeciwnicy naszych piłkarzy zajmują dwa kolejne miejsca w tabeli. Drugi Izrael wygrał z Austrią 4:2 i zremisował ze Słowenią 1:1 (4 pkt, bramki 5:3), a trzecia Macedonia Północna pokonała 3:1 Łotwę i zremisowała 1:1 ze Słowenią (4 pkt, bramki 4:2). Oczywiście kibice w tych krajach nie dopuszczają nawet myśli, że ich drużyny przegrają z Polakami.

U nas też panuje powszechne przekonanie, że chociaż ostatnio reprezentacja nie zachwyca swoją grą, to w tej grupie Lewandowski i spółka „nie mają z kim przegrać”, dlatego oczekuje się od ekipy Brzęczka dwóch kolejnych zwycięstw. „Zdajemy sobie sprawę, że w marcowych spotkaniach z Austrią i Łotwą nie zagraliśmy tak, jak oczekiwaliśmy. Przeanalizowaliśmy te mecze i wiemy, co powinniśmy poprawić, żeby wejść na poziom, który ta drużyna jest w stanie zaprezentować. Ale mecze o punkty to nie jest czas na eksperymenty. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy, a sześć punktów jeszcze awansu nie daje, musimy w czekających nach meczach zagrać z maksymalnym zaangażowaniem. Macedonia i Izrael nie należą do światowej czołówki, ale to solidne drużyny. Trzeba będzie z nimi zagrać z maksymalnym zaangażowaniem, bo myślenie, że wystarczą tylko umiejętności, to wielki błąd” – mobilizuje swoich graczy Brzęczek.

W podobny ton uderzył też kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski, ale on ostatnio apele o maksymalna mobilizację powtarza przed każdym zgrupowaniem. Niestety, nie zawsze są to apele skuteczne. Tym razem „Lewy” przypomniał kolegom, że w przeszłości nasza drużyna miała problemy z utrzymaniem koncentracji zwłaszcza w drugich spotkaniach, granych w krótkim odstępie czasowym po pierwszym meczu. Tym razem biało-czerwoni będą w tym drugim starciu walczyć z zespołem Izraela.

Czy to wystarczy, przekonamy się już w najbliższy piątek. Do gry o punkty eliminacji Euro 2020 zostało Brzęczkowi 23 zawodników, z których drobne problemy zdrowotne mają Kamil Glik (przeciążenie ścięgna Achillesa) i Maciej Rybus (naciągnięcie mięśnia dwugłowego). Pozostali są ponoć w pełni sił, chociaż na różnym poziomie wytrenowania, bo rozgrywki ligowe w Europie skończyły się w maju. Kamil Grosicki na przykład ostatni mecz zagrał na początku maja, potem zdążył wyskoczyć na dwutygodniowy urlop, z którego przyjechał prosto do Polski i ponownie podjął treningi.

Selekcjoner biało-czerwonych zapewniał jednak na zwyczajowej konferencji prasowej, że jest zadowolony stanem fizycznym kadrowiczów. „Większość piłkarzy zakończyła sezon więcej niż dziesięć dni przed meczami z Macedonią i Izraelem, dlatego też zaczęliśmy zgrupowanie nieco wcześniej. Intensywność czwartkowych i piątkowych treningów była już bardzo wysoka” – zapewniał Brzęczek. Uciął też spekulacje na temat obsady reprezentacyjnej bramki pod nieobecność Szczęsnego. „W tej kwestii sprawa jest jasna. Numerem jeden jest Wojtek, ale mamy wspaniałych zawodników na tej pozycji. Teraz podstawowym bramkarzem będzie oczywiście Łukasz Fabiański, który jest zawodnikiem na podobnym poziomie” – zakończył trener Jerzy Brzęczek.

 

Lewy lubi liczbę „40”

W finale Pucharu Niemiec Robert Lewandowski strzelił dwa gole i czwarty z rzędu sezon w barwach Bayernu Monachium zakończył z dorobkiem co najmniej 40 bramek zdobytych we wszystkich rozgrywkach.

Tylko w pierwszym sezonie rozegranym w barwach bawarskiego potentata Lewandowski nie osiągnął granicy 40 trafień w sezonie. W czterech kolejnych strzelał co najmniej 40 goli. W sobotę, w finale Pucharu Niemiec przeciwko RB Lipsk (3:0), trafił dwukrotnie i podtrzymał znakomitą strzelecka passę.

W zakończonym sezonie w 47 meczach ”Lewy” zdobył właśnie 40 bramek. W dwóch poprzednich miał odrobinę lepsze osiągnięcia – w rozgrywkach 2016/2017 strzelił 43 gole (najwięcej jak do tej pory w jednym sezonie dla Bayernu), ale pod względem średniej minut lepszy był dla niego poprzedni sezon, bo trafiał w nim co 92 minuty).

W Borussii Dortmund Lewandowski najwięcej goli, 36, strzelił w sezonie 2012/2013. W sumie w obu niemieckich klubach zdobył już 294 bramki.

 

Leo Messi zdobył Złotego Buta

Gwiazdor FC Barcelona Lionel Messi po raz trzeci w karierze wygrał klasyfikację „Złotego Buta” – nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich. Argentyńczyk w rozgrywkach hiszpańskiej Primera Division strzelił w tym sezonie 36 goli i o trzy trafienia wyprzedził drugiego w klasyfikacji Francuza Kyliana Mbappe z Paris Saint-Germain.

Francuska ekstraklasa kończyła rozgrywki tydzień później po hiszpańskiej, a zatem Messi nie miał już możliwości odpowiedzenia na jakiś spektakularny strzelecki wyczyn 20-letniego napastnika Paris Saint-Germain. Ale w przegranym 1:3 spotkaniu ostatniej kolejki francuskiej Ligue 1 z Reims Mbappe zdobył jedynie honorową bramkę dla PSG. Było to jego 33. trafienie w obecnych rozgrywkach. Francuz był jedynym graczem, który mógł realnie zagrozić Messiemu. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua przed niedzielnym meczem z Juventusem w ostatniej kolejce Serie A miał na koncie 26 goli. Messi zdobył „Złotego Buta” po raz szósty i trzeci z rzędu (poprzednio w latach 2010, 2012, 2013, 2017 i 2018).

W klasyfikacji „Złotego Buta” więcej bramek od Quagliarelli zdobył Mbaye Diagne z Galatasaray Stambuł (30), ale współczynnik punktowy dla ligi tureckiej wynosi 1,5 pkt za gola (w pięciu najsilniejszych ligach, angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej, niemieckiej i francuskiej przelicznik wynosi 2), dlatego z 45.pkt zajął czwartą lokatę. Na piątym miejscu, z dorobkiem 22 goli i 44 pkt, uplasowało się aż siedmiu graczy, w tym dwóch Polaków – Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek. Ale Piątek miał jeszcze szansę poprawić swoją lokatę, bo w niedzielę jego AC Milan grał w ostatniej ligowej kolejce z zespołem SPAL (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania), podobnie jak Kolumbijczyk Duvan Zapata, którego Atalanta Bergamo grała wieczorem z Sassuolo.