Najdrożsi w Bayernie

Robert Lewandowski rozgrywa najlepszy sezon w karierze, został królem strzelców Bundesligi i wybrano go na najlepszego gracza sezonu, ale chociaż gra teraz nawet lepiej niż grał pięć lat temu, jego transferową wartość branżowy portal Transfermarkt.de szacuje na 56 mln euro. Gdyby Bayern Monachium zgodził się sprzedać „Lewego” za taką właśnie kwotę, kapitan reprezentacji Polski mógłby pewnie przebierać w ofertach jak w ulęgałkach.

Działacze bawarskiego potentata rzecz jasna nie mają zamiaru oddawać Lewandowskiego za 56 mln euro z prostego powodu – mają z nim kontrakt do końca czerwca 2023 roku, a chociaż polski napastnik ma już 32 lata, to przy jego na wskroś profesjonalnym traktowaniu piłkarskiej kariery może utrzymać wysoki sportowy poziom nie tylko do końca obecnej umowy z Bayernem, lecz nawet dwa-trzy sezony dłużej. Oddawanie go teraz mija się z celem, bo nie tylko za 56 mln euro, ale nawet za dwukrotnie wyższą kwotę szefowie monachijskiego klubu nie znajdą gracza zdolnego w pełni zastąpić Lewandowskiego. Grać na jego pozycji może każdy, ale który z obecnych piłkarzy zagwarantuje tyle goli strzelanych w każdym sezonie ile strzela w Bundeslidze od dekady kapitan reprezentacji Polski?
Wygląda jednak na to, że „Lewy” jest w pełni zadowolony z gry w Bayernie, swoich zarobków i pozycji jaką zdobył w tym zespole. Co ciekawe, wedle wyceny Transfermarkt.de w ekipie tegorocznych mistrzów Niemiec i zdobywców krajowego pucharu aż czterech zawodników ma wyższą wartość transferową od najskuteczniejszego strzelca zespołu. Ale tylko dlatego, że przy wycenie decydujące kryteria to wiek oraz długość kontraktu, a dopiero w dalszej kolejności prezentowana klasa sportowa i indywidualne osiągnięcia. Dlatego obecnie najwyżej wycenianym piłkarzem Bayernu jest 25-letni pomocnik Joshua Kimmich, który ma ważny jeszcze przez trzy lata kontrakt i należy do kluczowych graczy. Wedle oceny Transfermarkt.de jego aktualna rynkowa wartość wynosi 75 mln euro.
Wyżej od Lewandowskiego wyceniani są także 28-letni austriacki obrońca David Alaba, którego wartość oszacowano na 65 mln euro oraz także odkrycie tegorocznego sezonu 19-letni kanadyjski obrońca Alphonso Davies, którego wartość od ostatniego notowania podniesiono o 15 mln do kwoty 60 mln euro.
Lewandowski z wyceną na poziomie 56 mln euro jest najdroższym graczem w swojej kategorii wiekowej. Z jego rówieśników zbliżona wycenę dostał tylko argentyński as Manchesteru City Sergio Aguero (52 mln euro), ale już kolejni gracze z rocznika 1988 na liście, występujący w Paris Saint-Germain Argentyńczyk Angel Di Maria i hiszpański pomocnik FC Barcelona Sergio Busquets, są wyceniani na 28-30 mln euro. A z zawodników starszych od „Lewego” wyższą wartość mają niezmiennie tyko dwaj futbolowi giganci – argentyński gwiazdor Barcelony Leo Messi (117 mln euro) i portugalski as Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo (60 mln euro).
Wracając zaś do niemieckiej Bundesligi, jej najdroższym obecnie graczem wedle Transfermarkt.de wcale nie jest Joshua Kimmich, lecz 20-letni angielski skrzydłowy Borussii Dortmund Jadon Sancho, którego wartość chyba mocno na wyrost oszacowano na poziomie Leo Messiego, czyli 117 mln euro. Kimmicha w klasyfikacji najdroższych graczy niemieckiej ekstraklasy wyprzedza jeszcze rodak i kolega z reprezentacji Niemiec, a na co dzień zawodnik Bayeru Leverkusen 21-letni Kai Havertz, którego wyceniono na 81 mln euro. Warto w tym miejscu przypomnieć, że najgroźniejszy konkurent Lewandowskiego w walce o tytuł króla strzelców, reprezentant Niemiec Timo Werner, który w Bundeslidze strzelił dla RB Lipsk 28 goli, został tego lata wykupiony przez Chelsea Londyn za 53 mln euro, mimo to Transfermarkt.de jego aktualna rynkową wartość ocenia na 64 mln euro. To tylko potwierdza opinię, że piłkarz jest tyle wart, ile ktoś naprawdę za niego zapłaci, wiec często nieprecyzyjne i wręcz niesprawiedliwe wyceny niemieckiego portalu nie należy traktować przesadnie serio.
A jak wygląda aktualna wycena Transfermarkt.de pozostałych polskich piłkarzy występujących w Bundeslidze? Wartość 25-letniego Krzysztofa Piątka (Hertha Berlin) w porównaniu z poprzednim notowaniem nie uległa zmianie i utrzymała się na poziomie 21,5 mln euro. Mocno natomiast przeszacowano w dół rynkową wartość 24-letniego Dawida Kownackiego (Fortuna Duesseldorf), którą zmniejszono z 4,8 do 3,5 mln euro. Kończący już powoli karierę 35-letni Łukasz Piszczek, który niedawno przedłużył o rok kontrakt z Borussią Dortmund, został wyceniony na dwa miliony euro, co ma znaczenia jedynie symboliczne, bo przecież polski obrońca na żaden transfer się nie pisze. Zaskakująco nisko, bo zaledwie na 1,2 mln euro, wyceniano bramkarza 32-letniego Rafała Gikiewicza, który od sześciu lat gra z powodzeniem w Niemczech, a w lipcu przeszedł na zasadzie wolnego transferu z Unionu Berlin do FC Augsburg.

Puchar Niemiec też dla Lewego

Robert Lewandowski zakończył sezon na niemieckich boiskach z kolejnymi laurami. W wygranym w minioną sobotę przez Bayern Monachium 4:2 meczu z Bayerem Leverkusen w finale Pucharu Niemiec kapitan reprezentacji Polski strzeliła dwa gole i z dorobkiem sześciu trafień i po raz piąty w karierze został królem strzelców tych rozgrywek. Przy okazji przekroczył magiczną barierę 50 bramek zdobytych w jednym sezonie.

Dwa gole strzelone przez „Lewego” zapewniły mu pozycję najlepszego strzelca tej edycji rozgrywek. To jego rekordowe, bo już piąte zwycięstwo w tej klasyfikacji. Przed nim nikt w Pucharze Niemiec tyle razy nie zdobywał tytuł króla strzelców. Tak więc polski piłkarz do piątej „armaty” za zwycięstwo w klasyfikacji strzelców Bundesligi dorzucił kolejne cenne trofeum. W klasyfikacji strzelców wszech czasów Pucharu Niemiec „Lewy” z łącznym dorobkiem 39 goli zajmuje w tej chwili szóste miejsce, które dzieli z Klausem Allofsem. Z kolei dla zespołu Bayernu sobotnie zwycięstwo w rozegranym na Stadionie Olimpijskim w Berlinie finale DFB Cup było już 20. triumfem w tych rozgrywkach. Bawarczycy na krajowych boiskach zdobyli więc oba najważniejsze trofea i z podwójną koroną na koncie udali się na niespełna dwutygodniowe wakacje, po których wrócą aby przygotować się do sierpniowych zmagań w Lidze Mistrzów. Dla „Lewego” właśnie zdobycie najważniejszego europejskiego pucharu jest teraz celem numer 1. Jeśli utrzyma formę, a nikt chyba w to nie wątpi, w zaplanowanych w formie turnieju rozgrywkach Champions League powinien zgarnąć też trzeci strzelecki laur w tym sezonie, czyli zostać także najskuteczniejszym graczem obecnej edycji Ligi Mistrzów. W tej chwili prowadzi w klasyfikacji snajperów z dorobkiem 11 goli.
Zdobywając dwie bramki w finale Pucharu Niemiec Lewandowski powiększył swój łączny dorobek do 51 trafień, czyli po raz pierwszy w karierze przekroczył magiczną granicę 50 goli strzelonych w jednym sezonie. Przed nim z nadal czynnych zawodników takie wyczynu dokonali tylko Argentyńczyk Leo Messi, Portugalczyk Cristiano Ronaldo, Urugwajczyk Luis Suarez i Szwed Zlatan Ibrahimovic.
Mecz Bayernu z Bayerem był ostatnim aktem sezonu 2019/2020 w niemieckiej klubowej piłce nożnej. Zgodnie z przewidywaniami drużyna świeżo upieczonych mistrzów Bundesligi nie miała problemów z pokonaniem piątego w ligowych rozgrywkach zespołu „Aptekarzy”. Do przerwy podopieczni trenera Hansiego Flicka prowadzili 2:0 po golach Dawida Alaby i Serge Gnabry’ego. Lewandowski swojego pierwszego gola w tym meczu strzelił w 59. minucie. Polak dopadł do piłki wybitej przez bramkarza Bayernu Manuela Neuera i z odległości około 30 metrów kropnął z półwoleja na bramkę rywali, tak tym zaskakując golkipera Bayeru Lukasa Hradeckiego, że ten przepuścił piłkę jak jakiś początkujący junior.
Drugie trafienie „Lewy” uzyskał pół godziny później, dopadając w 89. minucie do zagranej przez Ivana Perisicia w pole karne piłki i sprytną „podcinką” umieścił ja w siatce bramki „Aptekarzy”. W tym momencie było 4:1 dla Bayernu i nawet rzut karny podyktowany przeciwko nim w ostatnich minutach doliczonego czasu gry, który wykorzystał Kai Havertz, nie mógł odebrać Bawarczykom zwycięstwa.
Futbolowi statystycy szybko policzyli, że „Lewy” jest jedynym piłkarzem w historii Pucharu Niemiec, który dwukrotnie zdobywał po dwie bramki w finałach tych rozgrywek. Wcześniej dwa gole wbił rok temu w finałowym starciu z RB Lipsk. W sumie zaś wystąpił do tej pory w sześciu finałach Pucharu Niemiec i łącznie zdobył w nich osiem bramek.
Po takim sezonie nikt chyba nie wątpi, że w lipcu Lewandowski zostanie uhonorowany jeszcze jedną prestiżową nagrodą, której dotąd w swojej kolekcji nie ma – to wyróżnienie dziennikarzy dla najlepszego piłkarza sezonu w Niemczech. W plebiscycie nie ma podziału na Niemców i obcokrajowców, ale od 1960 roku tylko pięciu cudzoziemców otrzymało to wyróżnienie. Ostatnim był Belg Kevin de Bruyne, którego nagrodzono za sezon 2014/2015. „To zakrawa na absurd, że Lewandowski jeszcze nigdy nie został wybrany piłkarzem roku w Niemczech. Strzelił 236 goli w 321 meczach, ale tytuł zawsze trafiał do kogoś innego. Ostatnio do Reusa, Kroosa, Lahma czy Boatenga. Oni na pewno zasłużyli na te nagrody, ale ten rok był tak wybitny w wykonaniu Lewandowskiego, że zasługuje na tę nagrodę jak nikt inny” – przyznał Henning Feindt, zastępca redaktora naczelnego „Sport Bildu”.

Lewy w Niemczech zdobył już wszystko

Robert Lewandowski w końcu wygrał prestiżową w Niemczech klasyfikację tygodnika „Kicker” na najlepszego piłkarza sezonu. To było ostatnie z najważniejszych trofeów w niemieckim futbolu jakiego nie miał jeszcze w kolekcji. Teraz jego ambicję mogą zaspokoić już tylko laury europejskie i światowe.

W Niemczech wyróżnienia przyznawane przez redakcję „Kickera”, chociaż mają mocną konkurencję, bo wszystkie media w tym kraju to robią, to jednak ten największy tygodnik piłkarski robi to nieprzerwanie od 57 lat, czyli od momentu powstania Bundesligi. „Kicker” ocenia piłkarzy w skali 1-6, gdzie „1” oznacza klasę światową i jest notą marzeń dla każdego gracza, natomiast „6” oznacza „występ poniżej krytyki”. Trudno uwierzyć, że dopiero w dziesiątym sezonie spędzonym w niemieckiej ekstraklasie Lewandowski doczekał się tego prestiżowego wyróżnienia.
Najwyżej cenią swoich graczy
Tylko raz był bliski zwycięstwa, w sezonie 2015/2016, ale niemal na samym finiszu rozgrywek został wyprzedzony przez ówczesnego pomocnika Borussii Dortmund Henricha Mchitarjana, który do Bundesligi przybył wprawdzie z Armenii, ale miał niemieckie pochodzenie. To trochę tłumaczy przyczynę, z powodu której „Lewy” tak długo musiał czekać na uznanie ze strony redaktorów „Kickera”, którzy nigdy nie ukrywali, że preferują swoją ligę, swój futbol i swoich rodaków.
Lewandowskiego przez te lata ostentacyjnie wręcz nie doceniali jednak nie dlatego, że był Polakiem. Traktowali go ozięble, bo „Kicker” nie darzy sympatią i uznaniem graczy, którzy traktują Bundesligę jako trampolinę do innych europejskich lig, a Lewandowski nie krył przecież swoich ambicji przejścia do Realu Madryt.
Dopiero gdy porzucił te plany i postanowił związać się na dobre i złe z Bayernem, jego występy zaczęły być relacjach „Kickera” premiowane wyższymi notami. A w tym sezonie zaniżanie mu ocen byłoby już wręcz kompromitacją, zwłaszcza w meczach rozegranych po restarcie zawieszonego w marcu z powodu pandemii sezonu. „Lewy” zagrał w ośmiu spotkaniach „koronarundy” i zdobył w nich 9 bramek.
Nikt w Bundeslidze nie strzelił więcej goli od niego, w „Kicker” wystawił mu za te występy oceny o średniej 2,5. To też był najlepszy wynik niemieckiej ekstraklasie. Noty z całego sezonu złożyły się na rewelacyjną średnią 2,42. Dwa kolejne miejsca w zestawieniu „Kickera” także zajęli zawodnicy Bayernu – drugi na liście Leon Goretzka miał średnią 2,71, a trzeci Thomas Mueller 2,74. Od pięciu sezonów lidera klasyfikacji „Kickera” nie dzieliła taka duża różnica w średniej not.
Inna sprawa, że wcześniej występów „Lewego” tak dobrze nie oceniano. Wcześniej najlepszą średnią (2,63) miał we wspomnianym sezonie 2015/2016, a w innych nie lokował się nawet na podium, chociaż był najlepszym strzelcem mistrza kraju – najpierw Borussii Dortmund (2011/2012), a potem Bayernu (2014/2015, 2015/2016, 2017/2018, 2018/2019).
Gablota już pełna trofeów
Po wygraniu klasyfikacji „Kickera” Lewandowski ma w dorobku już wszystkie możliwe do zdobycia na niemieckiej ziemi laury. Mistrzem Niemiec został już osiem razy, jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi (236 gole), pięciokrotnie zdobył tytuł króla strzelców (tylko Gerd Mueller ma ich więcej, bo siedem). A zdobywając w tym sezonie 34 bramki został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi. Więcej goli od niego w jednym sezonie strzelił już tylko wspomniany Gerd Mueller (40, 38 i 36). Pobić te jego dokonania będzie „Lewemu” piekielnie trudno.
Lewandowski nie może jednak czuć się piłkarzem w pełni spełnionym, bo nie zdobył jeszcze żadnego trofeum na arenie międzynarodowej. W finale Ligi Mistrzów zagrał dotąd tylko raz, w barwach Borussii Dortmund, ale jego zespół przegrał wtedy z Bayernem Monachium. Nigdy nie był też królem strzelców Ligi Mistrzów, choć ma już w dorobku 14 takich tytułów zdobytych w innych rozgrywkach.
W tym nietypowym sezonie może jednak zaspokoić swoją ambicję. Nie ulega wątpliwości, że „Lewy” znajduje się w życiowej formie, a zespół Bayernu odkąd prowadzi go trener Hansi Flick jest niepokonany – wygrał 19 z 20 spotkań we wszystkich rozgrywkach, a jedno zremisował. Po wygranej w pierwszym meczu 1/8 finału w Londynie z Chelsea 3:0 rewanż w Monachium wydaje się formalnością i Bayern raczej na pewno zagra w zaplanowanym w sierpniu w Lizbonie turnieju finałowym. Lewandowski prowadzi w klasyfikacji strzelców Champions League – w sześciu występach strzelił aż 11 goli, trafiając do siatki w każdym ze spotkań. To dorobek, jakim na tym etapie rozgrywek w przeszłości mogli się pochwalić się jedynie Lionel Messi (2011/12) i Cristiano Ronaldo (2013/14, 2015/16 i 2017/18).
Lewandowski zaczął robić rzeczy nieosiągalne dla piłkarskich śmiertelników, które dotąd były zarezerwowane tylko dla najlepszych piłkarzy naszych czasów. Jak zdobycie więcej niż 50 bramek w roku kalendarzowym (2019). Na tej liście jest też wygranie plebiscytu „France Football”, który Argentyńczyk i Portugalczyk zdominowali w ostatnich dwunastu latach.
Skok na półkę Messiego i CR7
Ale w tym sezonie to właśnie Lewandowski jest w tej chwili najpoważniejszym kandydatem do zdobycia „Złotej Piłki”. Z 49 bramkami na koncie zdobytymi we wszystkich rozgrywkach jest zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem obecnego sezonu. Messi strzelił dotąd 27 goli, a Cristiano Ronaldo 28. A „Lewy” w sobotę zagra w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen i może osiągnąć, a nawet przekroczyć magiczną barierę 50 trafień w jednym sezonie. Eksperci od marketingu sportowego nadal jednak uważają, że Lewandowski nie jest jeszcze „marką globalną”, jak Messi i Cristiano Ronaldo. To może się jednak zmienić tylko wtedy, gdy kapitan reprezentacji Polski do swojej kolekcji trofeów dołączy tytuły dla najlepszego piłkarza w Europie i na świecie.
Ale i bez tego już dzisiaj „Lewy” jest najbogatszym polskim sportowcem, zaś w kategorii „open” też nie wypada najgorzej, bo w najnowszym rankingu najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” znalazł się wraz z żoną Ann na 80. miejscu. W najbliższych latach jego pozycja raczej nie będzie słabła, bo obecny kontrakt z Bayernem wygasający z końcem czerwca 2023 roku gwarantuje mu roczne zarobki przekraczające 20 mln euro netto. Pod tym względem „Lewy” nie może narzekać na dyskryminację w niemieckiej lidze, należy bowiem elity najlepiej opłacanych graczy Bundesligi. W Bayernie nikt nie zarabia więcej od niego, a to oznacza, że nikt nie zarabia też więcej w całej lidze.
Poza tym Lewandowski z coraz większym rozmachem zaczyna inwestować swoje pieniądze w rozmaite biznesowe projekty (deweloperskie, aplikacje internetowe, startupy), ale jak na tym wychodzi, owiane jest mgłą tajemnicy. Więcej wiadomo o jego dochodach z reklam, a jest w tej chwili najlepszym „słupem ogłoszeniowym” z naszych sportowców. W 2017 roku założył z żoną agencję Stor9 oraz dom mediowy RL Media, którego zadaniem jest zarządzanie kampaniami reklamowymi, w których biorą udział. O wielu jego aktywnościach dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy przestanie grać w piłkę. Oby jak najpóźniej.

Złoty But dla Immobile?

W rozegranej w miniony weekend 28. kolejce Serie A Juventus rozgromił Lecce 4:0 i utrzymał czteropunktową przewagę nad drugim w tabeli Lazio Rzym. Rzymski zespół wygrał 2:1 z Fiorentiną, a jedną z bramek zdobył Ciro Immobile.

W opinii ekspertów Juventus jest murowanym faworytem do zdobycia mistrzostwa kraju, już dziewiątego z rzędu, a 35. w historii (dwa tytuły zostały mu odebrane za udział w aferze korupcyjnej). Jedną z bramek dla ekipy „Starej Damy” zdobył z rzutu karnego Cristiano Ronaldo i było to jego 23. ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. Portugalczyk w klasyfikacji strzelców Serie A jest jednak drugi, a na czele znajduje się napastnik Lazio Ciro Immpobile, który ma w tej chwili na koncie 28 goli. W dwóch rozegranych po restarcie kolejkach Serie A obaj snajperzy zdobyli po dwie bramki, obaj jednak trafiali wyłącznie z rzutów karnych. Ale nie ulega wątpliwości, że prowadzący obecnie w klasyfikacji „Złotego Buta” Robert Lewandowski (34 gole, 68 punktów) raczej nie zdobędzie w tym sezonie tego cennego trofeum. Pewniakiem w tym wyścigu wydaje się właśnie Immobile, którego zapewne będzie do końca ścigał Cristiano Ronaldo. Włoska ekstraklasa liczy 20 zespołów, ma więc do rozegrania w sumie 38 kolejek, a to oznacza, że obaj jej najskuteczniejsi snajperzy będą mieli jeszcze 10 meczów na poprawienie swojego strzeleckiego dorobku. I na dodatek grają w dwóch najlepszych zespołach, które strzelają najwięcej goli. Immobile ma do Lewandowskiego tylko sześć goli straty i jeśli nie przydarzy mu się jakaś kontuzja czy długa dyskwalifikacja, to jest więcej niż pewne, iż utrzymując dotychczasową regularność w 10 występach trafi tyle razy, żeby wyprzedzić kapitana reprezentacji Polski. Cristiano Ronaldo traci do „Lewego” 13 bramek, ale także on przy odrobinie snajperskiego szczęścia jest w stanie odrobić straty.
Lewandowski będzie mógł tylko bezradnie obserwować poczynania konkurentów do „Złotego Buta”. Argentyński gwiazdor FC Barcelona na razie zatrzymał się na 21 trafieniach, ale on będzie miał jeszcze tylko sześć okazji do poprawienia tego dorobku, bo tyle kolejek pozostało do zakończenia rozgrywek Primera Division.

Lewandowski rządzi w Bundeslidze

W minioną sobotę obyła się ostatnia, 34. kolejka niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Bayern Monachium wygrał na wyjeździe 4:0 z VfL Wolfsburg, a jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Było to jego 34. ligowe trafienie w tym sezonie. Z takim wynikiem Polak po raz piąty zdobył tytuł króla strzelców, został też uznany za najlepszego gracza sezonu.

W głosowaniu przeprowadzonym przez oficjalny serwis internetowy Bundesligi Lewandowski zwyciężył przeważającą liczbą głosów. W plebiscycie uczestniczyli kibice, ale też znaczący wpływ na wynik głosowania miały wskazania ekspertów. Polski napastnik Bayernu Monachium otrzymał 57 procent oddanych głosów. Daleko za jego plecami uplasował się angielski gwiazdor Borussii Dortmund Jadon Sancho (13 procent), a na najniższym stopniu podium stanął niemiecki pomocnik Bayeru Leverkusen Kai Havertz (12 procent). To pierwsze takie wyróżnienie w karierze Lewandowskiego. Oprócz wymienionej trójki nominacje do nagrody piłkarza sezonu dostali jeszcze Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Timo Werner (RB Lipsk) oraz Erling Haaland (Borussia Dortmund). Lewandowskiego doceniono za znakomity sezon, w którym zdobył 34 ligowe bramki, wyrównując osiągnięcie Dietera Muellera z sezonu 1976/1977. Więcej ligowych goli strzelonych w jednym sezonie od tych dwóch graczy ma tylko legendarny Gerd „Bomber” Mueller”, który częściej trafiał w sezonach 1971/1972 (40 razy), 1969/1970 (38 razy) oraz 1972/1973 (36 razy).
To nie jedyne indywidualne wyróżnienie Lewandowskiego w ostatnich dniach. Wcześniej został już wybrany piłkarzem sezonu Bundesligi. Jego pozycję na niemieckich boiskach potwierdza także ranking „Kickera”, stworzony na podstawie średniej ocen pomeczowych, wystawianych w każdej kolejce. Ostateczna nota „Lewego” wyniosła 2,43 (gdzie 1 to najwyższa ocena). Drugie miejsce w zestawieniu zajął bramkarz Bayeru Leverkusen Lukas Hradecky (2,74), a podium uzupełnił klubowy kolega Lewandowskiego – Joshua Kimmich (2,78).
Nic dziwnego, że niemieckie media poświęcają Lewandowskiemu w ostatnich tygodniach mnóstwo miejsca, przypominając jego dokonania, cytując statystyki i nie skąpiąc komplementów. Wygląda na to, że po 10 latach występów na boiskach niemieckiej Bundesligi „Lewy” wreszcie wspiął się na sam szczyt. Wydaje się wręcz niewiarygodne, że stało się to dopiero teraz, chociaż w 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium zdobył 338 bramek, a w samej Bundeslidze w 321 meczach strzelił 236 goli,co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer – 268 trafień i Gerd Mueller – 365.
Zdobyte w tym sezonie 34 ligowe gole to najlepszy wynik „Lewego” w historii występów na niemieckich boiskach. Drugiego w klasyfikacji strzelców, Timo Wernera z RB Lipsk, wyprzedził o sześć trafień i pewnie zdobył po raz trzeci z rzędu, a piąty w karierze słynna replikę armaty, nagrodę dla zdobywcy tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.
Z 10 sezonów spędzonych dotąd w Bundeslidze Lewandowski aż osiem kończył jako mistrz Niemiec – sześciokrotnie z rzędu z Bayernem Monachium, a wcześniej dwukrotnie z Borussią Dortmund. W dwóch pozostałych sezonach też nie było źle, bo jeszcze w barwach ekipy z Dortmundu kończył rozgrywki jako wicemistrz Bundesligi. „Lewy” znalazł się w elitarnym gronie piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. O jeden więcej od niego mają w tej chwili przebywający już na futbolowej emeryturze Francuz Franck Ribery oraz dwaj jego koledzy z obecnego zespołu Bayernu – Thomas Mueller i Austriak David Alaba.
Warto też odnotować, że Lewandowski 4 lipca stanie przed szansą na zdobycie kolejnego trofeum, bo tego dnia Bayern na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zmierzy się w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen. Nasz piłkarz ma w swojej kolekcji trzy triumfy w tych rozgrywkach i dużą szansę na czwarty. Jeśli w finale zdobędzie bramkę, obejmie też samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec, a w tej chwili pierwsze miejsce dzieli z Rouwenem Henningsem z Fortuny Duesseldorf (obaj strzelili po cztery gole).
W ostatnich pięciu sezonach Polak zdobył 215 bramek dla Bayernu oraz 35 w narodowych barwach, co daje razem 250 trafień. To więcej niż w tym samym czasie strzelili dwaj futbolowi giganci – Leo Messi (241 goli) i Cristiano Ronaldo (236). Te wszystkie liczby potwierdzają tylko klasę Lewandowskiego. W polskim futbolu więcej niż 34 ligowe gole w jednym sezonie ma tylko legendarny Henryk Reyman, a rekord ten ustanowił w pierwszym sezonie polskiej ligi w 1927 roku. Lewandowski jednak od soboty jest samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów króla strzelców wywalczonych przez Polaka w zagranicznych ligach. Do tej pory dzielił się miejscem z Łukaszem Sosinem, który cztery razy był najlepszym snajperem w ekstraklasie Cypru. Oprócz tej dwójki jeszcze tylko sześciu naszych piłkarzy sięgało po ten laur w ligach zagranicznych.
W statystykach wygląda to teraz tak: Robert Lewandowski (20 goli w sezonie 2013/2014, Borussia Dortmund, 30 w sezonie 2015/2016, 28 w sezonie 2017/2018, 22 w sezonie 2018/2019 i 34 w obecnym – cztery ostatnie w barwach Bayernu); Łukasz Sosin (21 w 2003/2004, 21 w 2004/2005, 28 w 2005/2006 jako gracz Apollonu FC) oraz 16 w 2007/2008 w barwach Anorthosis Famagusta); Krzysztof Warzycha (24 w 1993/1994, 29 w 1994/1995, 32 w 1997/1998 – wszystkie jako gracz Panathinaikosu Ateny); Janusz Kowalik (30 w 1968 w barwach Chicago Mustangs); Marek Czakon (16 w 1990 w barwach fińskiego FC Ilves); Andrzej Kubica ( 21 w 1998/1999 jako gracz Maccabi Tel Awiw); Radosław Gilewicz ( 22 w 2000/2001 w barwach Tirolu Innsbruck); Wojciech Kowalczyk ( 24 w 2001/2002 w barwach Anorthosis Famagusta oraz Łukasz Teodorczyk ( 22 w 2016/2017 jako zawodnik Anderlechtu Bruksela). Warto też odnotować, że Lewandowski ma też na koncie jeden tytuł króla strzelców polskiej ekstraklasy (18 goli dla Lecha Poznań w sezonie 2009/2010), w sumie zatem ma w dorobku sześć takich trofeów i pod tym względem także jest liderem wśród polskich piłkarzy, mając za plecami nie tylko wspomnianego Sosina, lecz także tak uznanych graczy, jak Włodzimierz Lubański, Kazimierz Kmiecik, Krzysztofa Warzycha i Tomasz Frankowski, którzy także mają w dorobku cztery tytuły najlepszego snajpera rozgrywek (Warzycha był raz królem także w polskiej ekstraklasie, w barwach Ruchu).
A to przecież jeszcze nie koniec kariery „Lewego”. Trudno będzie poprawić jego rekordy.

Problem z Grosickim

Restart piłkarskich rozgrywek w całej Europie sprawił, że niemal wszyscy piłkarze powoływani przez Jerzego Brzęczka do kadry albo wrócili do gry, albo rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. To daje nadzieję, że do wrześniowych meczów w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wszyscy kadrowicze zdążą osiągnąć wysoką formę. Na razie prezentują się różnie.

Poza wszelką konkurencją jest w tej chwili Robert Lewandowski, który po restarcie rozgrywek Bundesligi zachwyca skutecznością i mistrzowską formą, więc w jego przypadku możemy być chyba stuprocentowo pewni, że za dwa miesiące nie obniży lotów. Cieszy też coraz lepsza gra Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, a z kadrowiczów występujących w Bundeslidze jak na razie zawodzi jedynie Dawid Kownacki. Skrzydłowy Fortuny Duessledorf wyleczył już co prawda kontuzję i wrócił do meczowej kadry swojego zespołu, ale na razie grzeje ławę, a na domiar złego Fortunie grozi degradacja do niższej ligi, co może spowodować poważne perturbacje w karierze tego piłkarza. Kownacki jest najdroższym graczem ekipy z Duesseldorfu i po ewentualnym spadku klub pewnie będzie chciał się go szybko pozbyć, a jak wiadomo taka sytuacja raczej nie pomaga w uzyskaniu wysokiej formy.
Po restarcie rozgrywek przeciętnie jak na razie spisują się bramkarze. Wojciech Szczęsny w poniedziałkowym meczu Serie A Juventusu z Bologną (2:0) zachował co prawda czyste konto, ale grał niepewnie i było widać, że długa przerwa źle wpłynęła na jego dyspozycję. Za swój występ zebrał słabe noty. Niewiele lepiej wypadł też grający w Bolognie Łukasz Skorupski. Jeśli chodzi o innych kluczowych kadrowiczów występujących we włoskiej ekstraklasie, to do gry wrócili Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli oraz Karol Linetty i Bartosz Bereszyński w Sampdorii Genua. Ale cała czwórka, a także występujący obecnie w ekipie SPAL Arkadiusz Reca, szykują się do zmiany klubowych barw albo negocjują nowe kontrakty, zatem mogą wkrótce znaleźć się w podobnym położeniu, jak wspomniany wyżej Kownacki.
Także Łukasz Fabiański nie błyszczał w bramce West Hamu United w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu Premier League z Wolverhampton. Zdecydowanie lepiej oceniono grającego w Southampton na pozycji stopera Jana Bednarka w wygranym przez jego zespół 3:0 wyjazdowym meczu z Norwich. „Święci” mają 11 punktów przewagi nad strefą spadkową i Bednarek nie musi martwić się o swoją przyszłość.
Co innego Fabiański, bo jego drużynie zagraża widmo degradacji do Championship, z której do klubowej elity w Anglii próbują się dostać występujący w drużynie wicelidera tych rozgrywek, Leeds United, Mateusz Klich oraz pozyskany zimą z Hull City przez prowadzący w stawce West Bromwich Albion Kamil Grosicki. Niestety, o ile Klich po wznowieniu rozgrywek nie stracił pozycji podstawowego gracza, to lewoskrzydłowy naszej reprezentacji w nowym klubie nie tylko że nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce, to na dodatek w pierwszej kolejce po restarcie rozgrywek zabrakło dla niego miejsca nawet w szerokiej kadrze na mecz z Birmingham (0:0).
Trener West Bromwich Slaven Bilić w siedmiu ligowych kolejkach rozegranych przed zawieszeniem rozgrywek za każdym razem sadzał reprezentanta Polski na ławce rezerwowych i wpuszczał na boisko dopiero na ostatnie minuty meczów, w starciu z Birmingham nie zdecydował się nawet na takie rozwiązanie. „Chciałem mieć w odwodzie dwóch napastników, dlatego musiałem odesłać na trybuny dwóch pomocników i zdecydowałem, że będą to Conor Townsend i Kamil Grosicki. Wiem, że obaj są tym mocno rozczarowani, ale walczymy o awans i najważniejszy jest interes drużyny” – wyjaśnił chorwacki szkoleniowiec. Miejmy nadzieje, że po bezbramkowym remisie Bilić zmieni zdanie odnośnie przydatności polskiego piłkarza, bo jeśli nie, trener reprezentacji Polski będzie miał we wrześniu problem z obsadą lewego skrzydła, albo będzie musiał postawić na innego zawodnika.
Do gry wróciła też liga rosyjska, ale bez Sebastiana Szymańskiego, który wraz z dwoma innymi graczami Dynama Moskwa zaraził się koronawirusem i wylądował w szpitalu. W trakcie zawieszenia rozgrywek ulotniła się niestety wielka forma Grzegorza Krychowiaka, bo w pierwszym po restarcie meczu Lokomotiwu Moskwa, z FK Orenburg (1:0), nasz piłkarz dostał słabe noty za swój występ. W spotkaniu tym zagrał też Maciej Rybus, który wreszcie wyleczył kontuzję i jest w stanie grać na pełnych obrotach przez cały mecz.
Słabszy występ Krychowiaka nie wywołał w Rosji negatywnych reakcji. „To prawda, zagrał słabiej niż mogliśmy oczekiwać, ale bez wątpienia wkrótce wróci do swojej normalnej formy. Podczas niedzielnego spotkania był dobrze pilnowany i nie był w stanie uwolnić się od rywali. To wszystko dlatego, że jego szybkość nie była jeszcze wystarczająca” – napisano w ocenie występu kluczowego pomocnika reprezentacji Polski. Wypada mieć nadzieję, że „Krycha” szybko nadrobi te braki.

Piątek obok Lewego w 11 kolejki

Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek znaleźli się w jedenastce 33. kolejki Bundesligi wybranej przez redakcje branżowego magazynu „Kickera”. Dla „Lewego” to już dziewiąte takie wyróżnienie w obecnych rozgrywkach, ale dla jego młodszego kolegi z reprezentacji dopiero pierwsze.

Jedenastka 33. kolejki wg. „Kickera”: Mueller (Mainz) – Torunarigha (Hertha), Hummels (Borussia Dortmund), Boyata (Hertha) – Kimmich (Bayern), Kramaric (Hoffenheim), Stindl (Borussia M’gladbach), Herrmann (Borussia M’gladbach) – Piątek (Hertha, Lewandowski (Bayern), Weghorst (Vfl Wolfsburg). Obecność Lewandowskiego nie jest zaskoczeniem, bo napastnik Bayernu Monachium został w tym sezonie nagrodzony w ten sposób przez ten niemiecki magazyn piłkarski już po raz dziewiąty. Siedem takich wyróżnień ma na koncie Mats Hummels, sześć Joshua Kimmich, a pięć Lars Stindl. Debiutantami w tym gronie są natomiast Krzysztof Piątek i jego kolega z Herthy Berlin, niemiecki piłkarz nigeryjskiego pochodzenia Jordan Torunarigha.
Nasz reprezentacyjny napastnik trafił do berlińskiego zespołu w przerwie zimowej z AC Milan za 25 mln euro, ale po restarcie rozgrywek nowy trener Herthy, Bruno Labbadia, postawił na 35-letniego Bośniaka Vedada Ibisevicia. Ale już w miniony weekend w spotkaniu z Bayerem Leverkusen wystawił do gry polskiego napastnika, którego dopiero w 89. minucie zastąpił Ibisević. Powód tej zmiany był aż nadto oczywisty – Piątek w wygranym 2:0 meczu z „Aptekarzami” co prawda nie zdobył bramki, ale należał do najlepszych na boisku. Największy aplauz wzbudził kapitalną akcją w 54. minucie, w której ograł trzech obrońców i pewnie strzeliłby gola, gdyby nie ubiegł go partner z ataku Herthy Dodi Lukebakio.

Lewandowski jest królem Bundesligi

Ligowe emocje w Bayernie Monachium opadły, gdy w środku tygodnia zespół przyklepał ósmy z rzędu mistrzowski tytuł. W lidze ekipa trenera Hansiego Flicka ma już tylko jeden cel – wspieranie Roberta Lewandowskiego w jego walce o trzeci z rzędu, a piąty w karierze tytuł króla strzelców.

Niemcy nie mają już obaw, że Polak pobije pomnikowy rekord 40 goli w sezonie ustanowiony blisko pół wieku temu przez legendarnego napastnika bawarskiego klubu Gerda Muellera. „Lewy” na osłodę w sobotnim meczu z Freiburgiem ustanowił inny rekord Bundesligi – z 33. golami na koncie został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii niemieckiej ekstraklasy. Wcześniej rekordzistą z 31. trafieniami był Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang, którego osiągnięcie w miniony wtorek w 32. kolejce Lewandowski wyrównał, a w sobotę w przedostatniej serii ligowej dwoma kolejnymi bramkami pobił. I nie jest powiedziane, że na tym poprzestanie, bo w ostatniej ligowej kolejce Bayern zmierzy się z szóstym zespołem Bundesligi VfL Wolfsburg.
Kapitan reprezentacji Polski w normalnych okolicznościach pewnie by w tym spotkaniu dostał wolne, zwłaszcza że jego najgroźniejszy konkurent to tytułu króla strzelców, Timo Werner z RB Lipsk, zaliczył w sobotę „pusty przebieg” w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu z Borussią Dortmund, pozostał zatem z dorobkiem 26 goli. A to oznacza, że musiałby w ostatnim meczu tego sezonu zdobyć co najmniej siedem bramek żeby dogonić „Lewego”, a osiem żeby go przegonić. To zadanie niewykonalne.
Lewandowski ma zatem piątą „armatę” praktycznie w kieszeni, za występ przeciwko Freiburgowi otrzymał po raz kolejny w tym sezonie notę „1”, oznaczającą w Niemczech „klasę światową”. Wszystko wskazuje, że zostanie uhonorowany tytułem „piłkarza sezonu” w Bundeslidze. Ale „Lewy” chce być nie tylko najlepszy w Niemczech, lecza także w Europie. Na razie jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego gracza w ligowych rozgrywkach na naszym kontynencie, ale chociaż pewnie prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów, a jego najgroźniejszy konkurent Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym ma na koncie 27 trafień i 54 pkt, to należy pamiętać, że Serie A dopiero w minionym tygodniu wznowiła rozgrywki i ma jeszcze do rozegrania 12 ligowych kolejek. Zatem Immobile będzie miał dość okazji na przegonienie polskiego napastnika Bayernu. Nie wolno też zapominać o dwóch kolekcjonerach „Złotego Buta”, czyli Cristiano Ronaldo i Leo Messim. Oni mają w tej chwili po 21 goli na koncie, ale Portugalczyk, jak Immobile, będzie miał jeszcze 12 okazji do poprawienia tego wyniku, a Argentyńczyk osiem. Dlatego Lewandowski chce grać do końca, żeby zbudować jak największą przewagę, bo on w swojej bogatej kolekcji jeszcze „Złotego Buta” nie ma.
Kapitan reprezentacji Polski bije się w tym sezonie o najwyższe indywidualne laury, czyli „Złotą Piłkę” redakcji „France Football” i tytuły „Piłkarza Roku” przyznawane przez UEFA i FIFA, ale te trofea zgarnie raczej bohater zaplanowanych na sierpień w Lizbonie finałowych rozgrywek Ligi Mistrzów. Bayern nie jest faworytem, lecz będzie miał komfortowe warunki na przygotowanie się do imprezy w stolicy Portugalii. 4 lipca zespół trenera Flicka zagra w finale Pucharu Niemiec, a potem piłkarze dostaną 12 dni wolnego. Po powrocie będą mieli ponad dwa tygodnie na przygotowanie się do rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Chelsea (w Londynie wygrali 3:0) i prawie miesiąc na zbudowanie odpowiedniej formy na turniej w Lizbonie.
Wracając zaś do Bundesligi, to w 33. kolejce Łukasz Piszczek i jego koledzy z Borussii Dortmund pokonując na wyjeździe 2:0 RB Lipsk zapewnili sobie wicemistrzostwo Niemiec. Oba gole dla ekipy BVB strzelił 19-letni Norweg Erling Haaland. Były to jego 12 i 13 trafienia w Bundeslidze w tym sezonie, ale licząc z bramkami zdobytymi jesienią w lidze austriackiej, ma ich na koncie w sumie 29. Jeśli latem nie odejdzie z Borussii, to w przyszłym sezonie jego rywalizacja z Lewandowskim może być ekscytująca.

Ósmy mistrzowski tytuł dla Bayernu i Lewego

Zespół Bayernu Monachium na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zapewnił sobie mistrzostwo Niemiec – ósme z rzędu, a 30. w historii. Zwycięskiego gola w spotkaniu z Werderem Brema (1:0) strzelił Robert Lewandowski.

Dla Lewandowski to także ósmy w karierze tytuł mistrzowski w Bundeslidze. Sześć z nich wywalczył z Bayernem, a wcześniej dwa z Borussią Dortmund. Spotkanie Bayernu z Werderem odbyło się we wtorek, natomiast najgroźniejsi rywale bawarskiej jedenastki w walce o mistrzowski tytuł, Borussia Dortmund i RB Lipsk, swoje mecze w ramach 32. kolejki Bundesligi rozgrywały w środę. Znając wynik Bayernu najwyraźniej gracze tych zespołów stracili motywację, bo Borussia przegrała u siebie 0:2 z broniącym się przed spadkiem FC Mainz, zaś RB Lipsk zremisował z również zagrożoną degradacją ekipą Fortuny Duesseldorf 2:2. Najgorszym graczem w zespole BVB okazał się Łukasz Piszczek, który zawalił przy obu bramkach i został zmieniony w 54. minucie. Natomiast występujący w drużynie Fortuny Dawid Kownacki całe spotkanie w Lipsku spędził na ławce rezerwowych. Skoro o polskich piłkarzach mowa, to bramkarz beniaminka Bundesligi Unionu Berlin Rafał Gikiewicz zachował czyste konto w wygranym przez jego zespół 1:0 spotkaniu z już zdegradowanym z ligi Padeborn i zapewnił sobie utrzymanie w najwyższej lidze, natomiast Krzysztof Piątek, chociaż rozegrał cały mecz w barwach Herthy Berlin, niczym się nie wyróżnił w przegranej 1:2 wyjazdowej potyczce z Freiburgiem. Trener Herthy Bruno Labaddia odebrał mu nawet przywilej wykonywania karnych, więc honorowe trafienie dla berlińskiego zespołu z „jedenastki” zaliczył konkurent Piątka Vedad Ibisević.
Ta więc póki co nic się nie zmienia w hierarchii polskich piłkarzy grających obecnie w Bundeslidze i numerem 1 wśród nich niezmiennie jest Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski notuje kolejny znakomity sezon w karierze. Zapewniając Bayernowi wygraną z Werderem, zdobył 31. ligową bramkę w obecnym sezonie, ustanawiając tym samym swój nowy życiowy rekord w liczbie trafień (dotąd jego najlepszym wynikiem było 30 goli w sezonach 2015/2016 i 2016/2017). „Lewy” jest też coraz bliżej zdobycia trzeciego z rzędu, a piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Co prawda jego jedyny poważny konkurent do zdobycia tego trofeum, Timo Werner z RB Lipsk, także strzelił gola w 32. kolejce, lecz było to jego 26. gol i raczej w dwóch ostatnich kolejkach nie odrobi pięciobramkowej straty do Lewandowskiego.
Teraz piłkarze Bayernu Monachium mogą już skupić się na finale Pucharu Niemiec i szlifować formę na sierpniowe zmagania w Champions League. „To nie był łatwy sezon, długo walczyliśmy o tytuł. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy świętować z kibicami na stadionie. Pokazaliśmy, że jesteśmy najlepszą drużyną w Niemczech i chcemy grać jeszcze lepiej w Lidze Mistrzów” – powiedział Lewandowski w wywiadzie zamieszczonym na stronie internetowej Bayernu.

Bitwa o Złotą Piłkę

W środę 17 czerwca Komitet Wykonawczy UEFA ma ogłosić decyzję w sprawie dokończenia rozgrywek w europejskich pucharach. Włoski dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał, że prawdopodobnie zespoły, które zakwalifikują się do 1/4 finału, dokończą zmagania w formule turniejowej. Liga Mistrzów wedle tego planu miałaby dokończyć zmagania w Lizbonie. Jeśli do tego dojdzie, będzie to kluczowe piłkarskie wydarzenie także w kwestii wyboru piłkarza roku.

Rozgrywki Ligi Mistrzów zostały zawieszona w trakcie rozgrywania spotkań 1/8 finału. Do ćwierćfinałów zdążyły awansować zespoły Paris Saint-Germain, RB Lipsk, Atalanty Bergamo i Atletico Madryt, natomiast w czterech pozostałych parach pozostały do rozegrania spotkania rewanżowe, w których Manchester City podejmie Real Madryt (2:1 w pierwszym meczu), zaś Bayern Monachium zagra z Chelsea Londyn (3:0), Juventus Turyn z Olympique Lyon (0:1), a FC Barcelona z SSC Napoli (1:1). Te mecze muszą powinny zostać rozegrane do końca lipca.
Osiem zespołów, które zakwalifikują się do ćwierćfinałów, w dniach 12 – 23 sierpnia rozegra w Lizbonie turniej w formule trzyrundowej, lecz bez rewanżów, które nie będą potrzebne ponieważ wszyscy rywalizować będą na neutralnym terenie. „La Gazzetta dello Sport” spekuluje, że na podobnych zasadach zostanie dokończona także Liga Europy, a krajem, w którym zostaną dokończone te pucharowe rozgrywki, będą Niemcy. Zmagania mają się rozpocząć od 10 sierpnia na stadionach w Duisburgu, Gelsenkirichen, Duesseldorfie oraz Kolonii, gdzie zostanie też rozegrany wielki finał, który wedle pierwotnego planu w tym sezonie miał się odbyć na Ergo Arenie w Gdańsku. UEFA ponoć już postanowiła, że Gdańsk będzie gościł finalistów Ligi Europy w przyszłym sezonie, podobnie jak Stambuł, który miał być gospodarzem tegorocznego finału Ligi Mistrzów.
Decyzja ma zapaść podczas zaplanowanej na 17-18 czerwca wideokonferencji Komitetu Wykonawczego UEFA. Spekulacje włoskiego dziennika mogą się jednak nie potwierdzić, a to dlatego, że Portugalia, która jeszcze niedawno była uważana za kraj, który uporał się już z pandemią koronawirusa, znowu zaczął notować wzrost liczby zakażeń koronawirusem. Jeszcze na początku maja dziennie liczba nowych przypadków nie przekraczała stu, ale ostatnio wzrosła dziesięciokrotnie. Z tego względu portugalskie władze wycofały się z decyzji o powrocie kibiców na stadiony piłkarskie. Zwłaszcza wybór Lizbony na miejsce dokończenia Ligi Mistrzów jest w tym momencie kontrowersyjnym pomysłem, bo w stolicy Portugalii notuje się 90 procent dziennej liczby zarażonych. Raczej nie ma jednak zagrożenia, że UEFA w ogóle odwoła rozgrywki pucharowe i uzna je za nieodbyte.
Z czołowych lig europejskich tylko francuska zrezygnowała z wznowienia rywalizacji. Niemiecka Bundesliga podjęła wyzwanie jako pierwsza, w tym tygodniu zrobiła to też hiszpańska Primera Division, a wkrótce mają to zrobić także angielska Premier League i włoska Serie A (rozegrano już rewanżowe mecze półfinałowe w krajowym pucharze). Ta skomplikowana sytuacja staje się też problemem dla organizatorów prestiżowych plebiscytów na piłkarza roku (FIFA, UEFA, i „Złotej Piłki” przyznawanej przez redakcje „France Football”). Dokończenie zmagań, zwłaszcza w elitarnej Lidze Mistrzów, z pewnością pomogłoby im w dokonaniu względnie sprawiedliwego wyboru.
Dla polskich kibiców to też istotna sprawa, bo w tym sezonie Robert Lewandowski wymieniany jest w gronie najpoważniejszych pretendentów do tytułu „Piłkarza Roku”. Tym bardziej, że imponuje formą także po restarcie rozgrywek. Od momentu ich wznowienia strzelił sześć goli w sześciu meczach, a w całym sezonie trafił do siatki już 45 razy. W samej Bundeslidze zdobył 30 bramek i z 60 punktami prowadzi w klasyfikacji Złotego Buta, zmierzając po piątą koronę króla strzelców w Niemczech, a trzecią z rzędu. Liczby te nie uwzględniają wtorkowego meczu 32. kolejki Bundesligi, w którym Bayern zmierzył się na wyjeździe z Werderem Brema. Spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania, ale zanim się zaczęło było już jasne, że jeśli Bayern wygra, zdobędzie po raz ósmy z rzędu mistrzostwo Niemiec.
Indywidualne osiągnięcia kapitana reprezentacji Polski doceniła w końcu nawet obojętna dotąd na jego dokonania redakcja tygodnika „France Football”, zamieszczając jego zdjęcie na okładce i publikując obszerny z nim wywiad. To dobrze prorokuje „Lewemu” a tegorocznym plebiscycie „Złotej Piłki”, lecz z pewnością nie jest jeszcze zapowiedzią zwycięstwa w nim. Nawet jeśli Bayern do mistrzostwa Bundesligi dorzuci jeszcze triumf w Pucharze Niemiec, a Lewandowski zdobędzie tytuły króla strzelców obu tych rozgrywek, co ma już praktycznie w kieszeni, to i tak decydujące znaczenie będą miały wyniki Bayernu w Lidze Mistrzów. Im wyżej bawarska jedenastka w tych rozgrywkach zajdzie, tym większe będą szanse „Lewego” na zdobycie „Złotej Piłki” i tytułu „Piłkarza Roku UEFA”. Tak blisko tych trofeów nigdy wcześniej nie był, ale nie zapominajmy, że na placu boju w Lidze Mistrzów są jeszcze Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Neymar, Kylian Mbappe.
Dwaj ostatni z wymienionych gwiazdorów futbolu na razie nie mają gdzie grać, ale Messi już strzelił gola, a Barcelona jest liderem hiszpańskiej ekstraklasy. Cristiano Ronaldo wprawdzie nie zaliczył tak udanego powrotu do gry, ponieważ nie wykorzystał rzutu karnego w półfinałowym meczu Pucharu Włoch z AC Milan, lecz Juventus Turyn mimo to awansował do finału tych rozgrywek i wciąż może obronić mistrzostwo Serie A, a także wygrać Ligę Mistrzów. W dalszej kolejności jako kandydatów do zdobycia „Złotej Piłki” w tym roku wymienia się Belga Kevina de Bruyne’a z Manchesteru City, kolegów „Lewego” z Bayernu Thomasa Muellera i Serge’a Gnabry’ego, a nawet graczy Borussii Dortmund Erlinga Haalanda i Jadona Sancho, chociaż ekipa BVB odpadła w 1/8 finału Champions League. Wymienia się także Timo Wernera z RB Lipsk, który z 25 golami jest wiceliderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, trzeci w klasyfikacji „Złotego Buta” za Lewandowskim i Ciro Immobile z Lazio Rzym, a z RB Lipsk wciąż ma szansę na triumf w Lidze Mistrzów. W tym zwariowanym sezonie wszystko jest jeszcze możliwe.