Popis Lewandowskiego w finale Pucharu Niemiec

Robert Lewandowski efektownie zakończył sezon na niemieckich boiskach. W finale rozegranego w minioną sobotę w Berlinie finale Pucharu Niemiec Bayern Monachium pokonał RB Lipsk 3:0. Kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem siedmiu goli w pięciu meczach został po raz trzeci z rzędu królem strzelców tych rozgrywek. „Lewy” jest pierwszym graczem, który dokonał tej sztuki.

Bayern w tym sezonie wygrał po raz siódmy z rzędu mistrzostwo Niemiec, ale w krajowym pucharze wiodło mu się w ostatnich latach nieco gorzej. Po raz ostatni zdobył to trofeum w sezonie 2015/2016. Rok temu w finale monachijczycy przegrali z Eintrachtem Frankfurt, którego trenerem był ich obecny szkoleniowiec Niko Kovac. W tegorocznej edycji Pucharu Niemiec finałowym przeciwnikiem bawarskiego potentata była trzecia ekipa zakończonego niedawno sezonu Bundesligi, RB Lipsk. Dwa tygodnie wcześniej obie drużyny zmierzyły się w ligowym spotkaniu i padł wtedy bezbramkowy remis, dlatego Bayern nie był uważany za murowanego faworyta sobotniego finału na Stadionie Olimpijskim w Berlinie.

Na mecz z RB Lipsk do bramki mistrzów Niemiec wrócił Manuel Neuer, który pauzował przez kilka tygodni z powodu kontuzji. Na ławce usiedli Arjen Robben i Franck Ribery, dla których był to ostatni występ w bawarskim klubie. Ale show wszystkim graczom na boisku skradł Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski w 29. minucie wykorzystał dośrodkowanie Davida Alaby i efektownym uderzeniem głową pokonał bramkarza RB Lipsk. Ponad 70 tys. widzów zgromadzonych na trybunach berlińskiego stadionu nie mogło narzekać na brak emocji. Obie drużyny zawzięcie atakowały, lecz do 78. minuty kolejne gole nie padały. Wtedy to jednak Kingsley Coman ograł w polu karnym obrońcę rywali i podwyższył prowadzenie Bayernu na 2:0. W końcówce ekipę RB Lipsk „dobił” Lewandowski, który w 85. minucie po indywidualnej akcji ustalił wynik spotkania na 3:0. Polski napastnik dał upust emocjom – zdjął koszulkę i przeskoczył nad bandami reklamowymi podbiegając do szalejących z radości fanów Bayernu. Zarobił za to żółta kartkę, ale była to kara bez żadnych konsekwencji.

„Lewy” miał powody do zadowolenia, bo dzięki bramkom zdobytym w finale z siedmioma trafieniami w pięciu występach po raz trzecie z rzędu został królem strzelców rozgrywek o Puchar Niemiec, co jest wyczynem jakiego nikt przed nim jeszcze nie dokonał. Ale nie tylko tym przeszedł do historii. Jak podliczyli szybko futbolowi statystycy, Lewandowski zagrał w pięciu finałach Pucharu Niemiec i zdobył w nich pięć bramek (raz zdobył to trofeum z Borussią Dortmund, a dwukrotnie z Bayernem), co czyni go najskuteczniejszym piłkarzem w finałowych potyczkach. A w klasyfikacji wszech czasów Pucharu Niemiec Polak z dorobkiem 33 trafień awansował na ósme miejsce, ale wyprzedził o jedną bramkę Peruwiańczyka Claudio Pizarro i jest teraz pierwszy wśród zawodników zagranicznych. Przypomnijmy, że wcześniej „Lewy” po raz drugi z rzędu, a czwarty w ogóle wygrał też rywalizację o koronę króla strzelców Bundesligi.

Za swój sobotni występ Lewandowski otrzymał maksymalną notę „1” (w skali od 1 do 6, w której jedynka oznacza klasę światową), a niemieckie media nie szczędziły mu pochwał. Dla polskich kibiców nie mniejsze znaczenie ma też inny rekord ustanowiony przez Lewandowskiego. Otóż zdobyte w tym sezonie mistrzostwo Niemiec oraz Puchar Niemiec jest jego 16. i 17. drużynowe trofea w karierze, co czyni go najbardziej utytułowanym polskim piłkarzem w historii. „Lewy” wyprzedza Huberta Kostkę, Erwina Wilczka i Macieja Żurawskiego, którzy mogą pochwalić się piętnastoma zdobytymi tytułami.

 

Lewandowski walczy o drugą koronę

Robert Lewandowski w sobotę 25 maja może po raz trzeci raz z rzędu zostać najlepszym strzelcem w Pucharze Niemiec. Jeszcze nikt w Niemczech czegoś takiego nie dokonał.

W obecnej edycji rozgrywek o Puchar Niemiec Lewandowski rozegrał dotąd cztery mecze, w których strzelił pięć goli i zaliczył trzy asysty. Nie on jednak jest liderem klasyfikacji strzelców, tylko Pierre-Michel Lasogga z Hamburgera SV, który ma na koncie sześć trafień. „Lewy” ma więc mocną motywację, żeby w sobotę 25 maja w finałowym meczu z RB Lipsk chociaż raz pokonać bramkarza rywali, bo wtedy dogoniłby gracza HSV i na spółkę z nim zostałby królem strzelców. Tylko że w przypadku Polaka byłby to jego trzeci taki tytuł z rzędu, a do tej pory żadnemu piłkarzowi w historii Pucharu Niemiec nie udało się dokonać takiego wyczynu. Ciekawe czy jego klubowi koledzy pomogą mu w ustanowieniu tego rekordu, bo gracze RB Lipsk znani są z twardej gry i będą go pilnować jak oka w głowie.

Zdobywając w finale choćby tylko jedną bramkę Lewandowski dogoni w klasyfikacji wszech czasów Claudio Pizarro. Peruwiańczyk ma w dorobku 32 gole w Pucharze Niemiec i zajmuje ósmą lokatę, a „Lewy” 31 i jest dziewiąty. Najwięcej goli w jednej edycji nasz piłkarz strzelił w sezonie 2011/2012, jeszcze w barwach Borussii Dortmund – trafił wtedy siedem razy.
Jeśli zatem w sobotę wbije RB Lipsk dwie bramki, wyrówna swoje najlepsze osiągnięcie, w przypadku hat-tricka ustanowi swój nowy osobisty rekord. Lewandowski miał szansę w tym sezonie zdobyć jeszcze koronę króla strzelców Ligi Mistrzów, ale na finiszu przegonił go Leo Messi i „Lewy” z ośmioma trafieniami musiał zadowolić się tytułem wicekróla.

 

Barcelona goni Real w Lidze Mistrzów

W pierwszych półfinałowych meczach Ligi Mistrzów Tottenham przegrał 0:1 z Ajaksem Amsterdam, a Barcelona pokonała FC Liverpool 3:0. W Lidze Mistrzów były to dla Barcelony gole numer 500, 501 i 502.

Gole dla „Dumy Katalonii” strzelili Luis Suarez oraz dwa Leo Messi. Argentyńczyk w tym spotkaniu swoimi trafieniami nie tylko otworzył szóstą setkę bramek „Dumy Katalonii” w tych elitarnych rozgrywkach, lecz także ustanowił swój prywatny rekord. Jego drugi gol uzyskany po genialnym uderzenie z rzutu wolnego był 600. wbitym przez niego w barwach Barcelony. Pierwszego strzelił w maja 2005 roku, czyli 14 lat temu.

W liczbie bramek zdobytych w Lidze Mistrzów Barcelonę przewyższa jedynie drugi z hiszpańskich potentatów – Real Madryt, który ma na koncie aktualnie 551 goli. Na strzelenie pół tysiąca goli piłkarze Barcelony potrzebowali 247 meczów. Ich średnia goli na jedno spotkanie jest imponująca, bo zdobywali ponad dwie bramki w meczu. Z graczy FC Barcelona najskuteczniejszych w Lidze Mistrzów jest oczywiście Messi, który zaliczył 112 i na liście wszech czasów zajmuje drugie miejsce, za Cristiano Ronaldo, zdobywcą 126 bramek.

W tym sezonie Champions League Portugalczyk już swojego bramkowego dorobku nie powiększy, natomiast Messi będzie miał ku temu okazję jeszcze co najmniej w rewanżu z Liverpoolem, a także najprawdopodobniej także w finale. Ale już teraz można mu gratulować tytułu króla strzelców tych rozgrywek, bo prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 12 bramek. Drugi na liście jest Robert Lewandowski z ośmioma trafieniami, ale Polak już wypadł z gry, zaś najlepszy z zawodników mogących jeszcze powiększyć swój strzelecki dorobek Dusan Tadić z Ajaksu Amsterdam ma sześć trafień.

 

Lewy znów będzie królem strzelców

Po dwóch meczach bez gola Robert Lewandowski znów trafił w rozgrywkach Bundesligi. Kapitan reprezentacji Polski w 32. kolejce strzelił gola dla Bayernu Monachium w wygranym 3:1 meczu z Hannoverem. Było to jego 22. ligowe trafienie w tym sezonie.

Bayern w poprzedniej serii spotkań stracił dwa cenne punkty remisując 1:1 z przedostatnim w tabeli FC Nuernberg, ale ścigająca monachijczyków w tabeli Borussia Dortmund przegrała u siebie z Schalke 2:4, dzięki czemu Lewandowski i spółka utrzymali prowadzenie. W miniony weekend Bayern podejmował na Allianz Arena outsidera Bundesligi Hannover 96, zespół podobnie jak Nuernberg już dawno zdegradowany do niższej ligi. Tym razem gracze bawarskiego potentata nie pokpili sprawy i wygrali 3:1, a jako pierwszy gola w 27. minucie uzyskał Lewandowski.

Kapitan reprezentacji Polski jest coraz bliżej zdobycia czwartego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Lewandowski na dwie kolejki przed końcem rozgrywek ma na koncie 22. ligowe trafienia i wyprzedza drugiego w zestawieniu Hiszpana Paco Alcacera (Borussia Dortmund) o cztery gole, a trzeciego Serba Lukę Jovicia (Eintracht Frankfurt) o pięć. Kolejne miejsca na liście zajmują Andrej Kramarić (Hoffenheim), Marco Reus (Borussia Dortmund) i Timo Werner (RB Lipsk) z 16 golami na koncie oraz Ishak Belfodil (Hoffenheim) i Yussuf Poulsen (RB Lipsk) z 15 bramkami.

 

Lewy przepchnął Bayern do finału

Dwa gole Roberta Lewandowskiego w półfinałowym meczu z Werderem Brema pomogły Bayernowi Monachium w awansie do finału Pucharu Niemiec. Reprezentant Polski ma szansę na wygranie klasyfikacji strzelców także w tych rozgrywkach.

Bayern Monachium w Lidze Mistrzów odpadł w 1/8 finału ulegając ekipie FC Liverpool, ale może jeszcze uratować sezon, bo wciąż ma szansę na zdobycie podwójnej korony w Niemczech. W Bundeslidze prowadzi z jednym punktem przewagi nad Borussią Dortmund, a w Pucharze Niemiec awansował do finału.

Zespół z Bremy ma szansę dostać się do europejskich pucharów z Bundesligi, ale nie chciał rezygnować z okazji zakwalifikowania się do Ligi Europy jako zdobywca Pucharu Niemiec. Co prawda półfinałowy przeciwnik, Bayern Monachium, to przeszkoda przez którą trudno przeskoczyć, lecz Werder ma na koncie sześć triumfów w tych rozgrywkach, a Bayern w poprzednim sezonie odpadł w starciu z Eintrachtem Frankfurt. Poza tym zespół z Bremy podejmował bawarskiego potentata na własnym stadionie, na którym w rozgrywkach Pucharu Niemiec nie przegrał od 31 lat, a kilka dni wcześniej w Bundeslidze przegrał z nim tylko 0:1, utrzymując remis przez 75 minut. To wszystko nastawiło graczy Werderu bardzo bojowo i mecz z Bayernem zaczęli z ogromnym animuszem. W 8. minucie kapitan bremeńczyków Max Kruse mógł dać swojej drużynie prowadzenie, ale przestrzelił nad poprzeczką.

Odwagę gospodarzy zgasił jednak już w 36. minucie Robert Lewandowski, który z kilku metrów po zgraniu Thomasa Muellera wpakował piłkę do bramki rywali. Był to już 30. gol kapitana reprezentacji Polski w jego 42. występie w Pucharze Niemiec. Po chwili trafił ponownie, lecz tego gola sędzia nie uznał.
W 63. minucie wreszcie szczęście dopisało Muellerowi i Bayern prowadził już 2:0. Trener gospodarzy Florian Kohfeldt wprowadził na boisko peruwiańskiego weterana Claudio Pizarro, ale 40-letni napastnik nie wniósł nic do gry. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 74. minucie, gdy Yuya Osako zdobył kontaktową bramkę, a trzy minuty później Milot Rashica doprowadził do wyrównania.
Do oczekiwanej przez kibiców dogrywki jednak nie doszło, bo Kingsley Coman został sfaulowany podczas szarży na bramkę Werderu i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł niezawodny w tym elemencie gry Lewandowski i pewnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy Jiriego Pavlenkę. Pod koniec spotkania „Lewy” mógł zaliczyć hat-tricka, ale piłka po jego kąśliwym strzale odbiła się od słupka. W finale Bayern zagra 25 maja z zespołem RB Lipsk, który w drugim półfinale pokonał Hamburgera SV 3:1.
Lewandowski w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec zdobył pięć goli. W Niemczech zauważono jednak, że Bayernowi znów zwycięstwo zapewnili na spółkę Coman i Lewandowski, czyli dwaj zawodnicy, którzy niedawno pobili się na treningu, wywołując małą burzę w szatni Bayernu. Dziennikarze tygodnika „Kicker” z większym uznaniem ocenili występ polskiego napastnika. „Zagrał tradycyjnie na swoim wysokim poziomie, co charakteryzuje go w najważniejszych momentach gry, gdy emocje są największe. Zachowuje wtedy spokój i pod tym względem jest prawdziwym fenomenem” – napisał „Kicker”.

Na takie pozytywne recenzje nie mógł liczyć nowy konkurent „Lewego” w reprezentacji Polski, czyli Krzysztof Piątek. W środę jego zespół, AC Milan, odpadł w półfinale Pucharu Włoch po porażce 0:1 z Lazio Rzym. Polski napastnik otrzymał za swój występ słabe nety, a ponadto chyba po raz pierwszy w tym sezonie włoskie media obarczyły go też winą za porażkę Milanu.
„Polak przez cały mecz był bardzo dobrze pilnowany przez stoperów Lazio, przez co nie zdołał strzelić gola. Jego nieobecność na boisku dla wielu fanów mediolańskiej drużyny była szokiem, ale Piątek po prostu nie był wstanie znaleźć drzwi i wyjść z oblężenia, jakie zafundowali mu na boisku rzymscy gracze” – napisała w meczowej relacji gazeta „Corriere Dello Sport”. Może słusznie, może nie, faktem jest, że Piątek przeżywa teraz to, co dla „Lewego” od lat jest chlebem powszednim.

 

Wyścig po Złotego Buta

W miniony weekend w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca w ligach europejskich, nie doszło do większych zmian. Chociaż nie grał, to z dużą przewagą nadal liderem jest Leo Messi. Dwaj Polacy, Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, nie poprawili swojego dorobku i spadli na czwartą pozycję.

Obu polskich napastników z najniższego stopnia podium zepchnął włoski weteran Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, który zaliczył trafienie w wygranym przez jego zespół 2:0 w derbowym meczu z Genoą. 36-letni napastnik zdobył w tym spotkaniu z karnego swoją 22. bramkę w tym sezonie i objął samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Serie A. Wiceliderem tego zestawienia jest Krzysztof Piątek, który w miniony weekend nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku w meczu Lazio Rzym, wygranym przez AC Milan po rzucie karnym 1:0. Przy tej okazji polski napastnik przekonał się, że w mediolańskim klubie nikomu nie zależy na tym, żeby zdobył tytuł króla strzelców, bo trener i koledzy nie dali mu egzekwować „jedenastki”.

Na szczęście Quagliarella daleko nie odskoczył, a zajmujący miejsca za plecami Piątka snajperzy też nie powiększyli bramkowych kont – Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo nic nie ustrzelił w spotkaniu z Empoli, bo wszystkie jego strzały zatrzymał genialnie spisujący się w bramce rywali Polak Bartłomiej Drągowski. Natomiast czwarty w klasyfikacji włoskich snajperów, a szósty w zestawieniu „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo (19 goli) odpoczywał przed wtorkową potyczką z Ajaksem Amsterdam w Lidze Mistrzów.

Z zawodników znajdujących się w czołówce wyścigu po „Złotego Buta” trafienia w miniony weekend zaliczyło jedynie trzech. Oprócz wspomnianego już Quagliarellai jeszcze dwaj gracze Liverpoolu – Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane, których bramki dały „The Reds” wygraną 2:0 w starciu z Chelsea Londyn.

Poturbowany mocno w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United Leo Messi nie pojawił się w kadrze meczowej Barcelony w ligowym spotkaniu z Huesca, sensacyjnie zremisowanym przez „Dumę Katalonii” 0:0. Argentyński gwiazdor mógł sobie jednak pozwolić na absencję, bo prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów. Drugi w klasyfikacji „Złotego Buta” Francuz Kylian Mbappe nie wykorzystał okazji na zmniejszenie dystansu do lidera, bo nic nie ustrzelił w przegranym przez Paris Saint-Germain aż 1:5 meczu z OSC Lille i pozostał przy dorobku 27 trafień i 54 punktów. Lewandowski i Piątek mają po 21 goli i 42 pkt na koncie, co daje im aktualnie czwartą lokatę w wyścigu o „Złotego Buta”, a od Messiego i Mbappe oddziela ich Quagliarella z dorobkiem 22 goli i 44 pkt.

 

Polski mecz w Bundeslidze

Bayern Monachium po zwycięstwie nad Fortuną Duesseldorf 4:1 odzyskał prowadzenie w Bundeslidze. W meczu zagrało trzech reprezentantów Polski – Robert Lewandowski, Marcin Kamiński i Dawid Kownacki, ale żaden z nich nie wpisał się na listę strzelców.

Bawarski zespół w poprzedniej kolejce rozgromił u siebie Borussię Dortmund 5:0, ale ich najgroźniejsi konkurenci w sobotę pokonali FC Mainz 2:1 i Bayern nie mógł pozwolić sobie na stratę punktów w niedzielnej potyczce z dobrze się w tym sezonie spisującą Fortuną Duesseldorf. W wyjściowym składzie Bayernu wyszli obaj uczestnicy nagłośnionej przez niemieckie media bójki na treningu – Robert Lewandowski i Francuz Kingsley Coman, w zespole gospodarzy znaleźli się natomiast stoper Marcin Kamińskiego i napastnik Dawid Kownacki. W Bundeslidze już dawno nie było meczu z udziałem takiej liczby polskich piłkarzy. Show reprezentantom Polski skradł jednak wyraźnie pobudzony i skory do gry Coman, jakby chciał swoja grą zatrzeć niedawne spięcie z Lewandowskim. Francuz mógł strzelić gola już w 5. minucie, ale trafił w słupek. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 15. minucie Coman zdobył bramkę na 1:0. A na boisku iskrzyło coraz mocniej,bo Javi Martinez przywalił z łokcia Kownackiemu, po czym Polak musiał szukać pomocy u klubowego lekarza. Gdy tylko się pozbierał, postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość piłkarzom Bayernu, za co w 20. minucie zobaczył żółta kartkę. Godzinę później trener zdjął go z boiska.

Lewandowski w tym meczu gola nie strzelił, choć kilka razy był bliski szczęścia. W 23. minucie minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego, a w 66. minucie z bliska wpakował piłkę wprost w ręce bramkarza. Tym samym tradycji stała się zadość, bo Fortuna to jedyny zespół w Bundeslidze, któremu „Lewy” jeszcze nie strzelił gola. Będzie z tym musiał poczekać do następnego sezonu. A w niedzielę w rolę snajperów, oprócz Comana, który zaliczył dwa trafienia, wcielili się ponadto Serge Gnabry i Leon Goretzka. Bayern znów jest liderem z przewagą jednego punktu nad Borusssią Dortmund.

 

Bayern szykuje umowę dla Lewego

Robert Lewandowski w tym sezonie zmienił swoje podejście do gry w Bayernie Monachium i coraz więcej wskazuje, że nie zamierza już odchodzić z tego klubu. W Niemczech tę zmianę zauważono, docenili ją także szefowie bawarskiego klubu, bo zapowiedzieli publicznie, że polski piłkarz dostanie ofertę przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu, a co za tym idzie – solidna podwyżkę.

Potwierdził to w wypowiedziach dla mediów agent Lewandowskiego Phini Zahavi, a także szefowie bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoennes. „Lewy” w poprzedniej kolejce w meczu z Borussią Dortmund (5:0) zdobył dwie bramki i przekroczył barierę dwustu goli w Bundeslidze jako piąty zawodnik w historii niemieckiej ekstraklasy, a pierwszy obcokrajowiec. W tym sezonie zaliczył już 19 trafień i pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców, nic zatem dziwnego, że większość futbolowych ekspertów uważa, że kapitan reprezentacji Polski definitywnie zrezygnował z planów zmiany barw klubowych i postanowił budować swoją już mocna przecież pozycję w Bayernie i Bundeslidze.

Nowy kontrakt prawdopodobnie wywinduje Lewandowskiego na szczyt listy płac w bawarskim klubie. Nie wszyscy jego koledzy z zespołu ten fakt akceptują, stąd wybuchające co rusz konflikty. Ostatni, wedle dziennika „Bild”,wywołał Kingsley Coman, z którym ponoć „Lewy” musiał nawet stoczyć walkę na pięści. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, ale widać w Bayernie walczyć o pozycje w zespole trzeba nie tylko na boisku.

 

Lewy skompletował drugą setkę

Robert Lewandowski w meczu na szczycie Bundesligi wykorzystał błąd obrońcy Borussii Dortmund i po efektownej indywidualnej akcji zdobył bramkę. Było to jego jubileuszowe dwusetne trafienie w Bundeslidze. Przed nim tylko czterech graczy dokonało tej sztuki. Potem dorzucił jeszcze jednego gola, a Bayern wygrał z Borussia 5:0 i odzyskał pozycję lidera.

Na tego gola fani Lewandowskiego czekali już od kilku tygodni. W poprzedniej kolejce kapitan reprezentacji Polski w spotkaniu z Freiburgiem (1:1) zdobył swoją 199. bramkę w Bundeslidze i przygotował sobie grunt pod jubileuszowe dwusetne trafienie, które tak się szczęśliwie złożyło, mógł zaliczyć w kolejnym ligowym starciu akurat, które wypadło w meczu na szczycie z jego poprzednim klubem, Borussią Dortmund. W Niemczech ten mecz był oczywiście hitem 28. kolejki, bo po kilku sezonach totalnej dominacji Bayernu w Bundeslidze, w obecnych rozgrywkach Borussia Dortmund w końcu nawiązała wyrównaną walkę i przed sobotnim starciem na Allianz Arena w Monachium prowadziła w tabeli z przewagą dwóch punktów. W przypadku zwycięstwa szanse zespołu z Dortmundu na mistrzostwo wzrosłyby znacznie.

Statystyki przemawiały jednak na korzyść bawarskiego potentata. Sobotni mecz był setnym starciem tych dwóch klubów – 46 z nich wygrał Bayern, 29 zakończyło się remisem, a 25 razy zwyciężała Borussia. Bilans bramkowy 190:122 na korzyść Bayernu. Co ciekawe, w czterech ostatnich potyczkach na Allianz Arena Borussia nie zdobyła bramki, tracąc ich aż 22, z czego 10 było autorstwa Lewandowskiego. Polak w sumie w meczach ze swoim poprzednim klubem strzelił już 15 goli i jest pod tym względem rekordzistą bawarskiego klubu.

Swoją dwusetną bramkę w Bundeslidze „Lewy” strzelił w 17. minucie spotkania, przechwytując piłkę zagraną niestarannie przez przez stopera Borussii Dana-Axela Zagado. Polak błyskawicznie ruszył na bramkę rywali, sprytnie przelobował nadbiegającego bramkarza gości Romana Buerki i efektownymi „nożycami” z półobrotu wpakował piłkę do pustej bramki Borussii Dortmund.
Lepszej oprawy kapitan reprezentacji Polski dla swojego wyczynu nie mógł wymarzyć. Został piątym graczem w historii Bundesligi, który przekroczył granicę 200 strzelonych goli. Przypomnijmy, że przed nim tej sztuki dokonało tylko czterech legendarnych niemieckich graczy – Manfred Burgsmueller (212 goli), Jupp Heynckes (220), Klaus Fischer (268) i Gerd Mueller (365). „To wiele dla mnie znaczy. Nigdy nie pomyślałbym, że mogę strzelić tyle goli w Bundeslidze. A teraz jestem dumny, że znalazłem sie obok czterech takich wspaniałych piłkarzy” – powiedział Polak po meczu z Borussią.

W końcówce spotkania „Lewy” zaliczył jeszcze drugie trafienie i w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy prowadzi teraz z dorobkiem 21 goli i przewagą czterech bramek nad drugim w zestawieniu Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt.

Klęska Borussii Dortmund w meczu na szczycie mimo wszystko jest jednak niespodzianką. Co prawda nikt nie miał złudzeń, że Bayern odpuści walkę o mistrzowski tytuł, ale ostatnio nawet szefowie bawarskiego potentata dawali do zrozumienia, że uważają ten sezon za „przejściowy”. Nie na tyle jednak, żeby po odpadnięciu zespołu z Ligi Mistrzów nie domagać się od zespołu zdobycia dubletu na krajowym podwórku, bo mają świadomość, że tylko mistrzostwo i puchar Niemiec zrekompensują kibicom rozczarowanie brakiem sukcesu na europejskiej arenie.

Lewandowski znów zebrał za swój występ wysokie noty i niemal we wszystkich mediach dostał „1”, co w Niemczech oznacza „klasę światową” (w skali 1-6 szóstka jest najgorszą oceną). „Lewy” dostał pochwały nie tylko za dwa gole i asystę, lecz także za to, że nie oszczędzał sił także w defensywie.

Po drugiej stronie Odry w opiniach większości piłkarskich ekspertów losy mistrzowskiego tytułu w Bundeslidze nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Bayern pokonał Borussię wprawdzie 5:0, lecz w ligowej tabeli ma nad nią tylko jeden punkt przewagi. Na ten istotny fakt zwrócił uwagę też Lewandowski w pomeczowych wypowiedziach. „Zdobędziemy mistrzostwo, jeśli wygramy wszystkie mecze jakie zostały do końca rozgrywek” – ocenił trafnie sytuacje najskuteczniejszy zawodnik Bayernu Monachium.

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.