Drużyna za miliard euro

Manchester City jest pierwszym klubem w historii, który skompletował kadrę piłkarzy o łącznej wartości przekraczającej jeden miliard euro. Blisko tej kwoty są Paris Saint-Germain i Real Madryt.

Instytut badawczy CIES Football Observatory policzył wartość graczy, jakich mają obecnie w swoich kadrach czołowe europejskie kluby. I wyszło mu, że Manchester City na swoich piłkarzy wydał dokładnie 1,014 miliarda euro. Mistrzowie Anglii są pierwszą drużyną, która przebiła barierę miliarda euro. Co ciekawe, „The Citizens” nie mają graczy pozyskanych po rekordowych transferach. Najwięcej, 76 mln euro, zapłacili za Belga Kevina De Bruyne, ale mają za to aż 15 zawodników na których ściągnięcie wydali co najmniej 40 milionów euro.

CIES badał wartość zespołów jedynie z pięciu najsilniejszych lig europejskich. Po ostatnim letnim okienku transferowym na drugie miejsce w zestawieniu awansował Paris Saint-Germain (913 mln euro), a trzecie miejsce zajmuje Real Madryt (902 mln euro). Czołową dziesiątkę uzupełniają drużyny Manchester United (751 mln euro), Juventusu Turyn (719 mln euro), FC Barcelona (697 mln euro), FC Liverpool (639 mln euro), Chelsea Londyn (561 mln euro), Atletico Madryt (550 mln euro) i Arsenal Londyn (498 mln euro).

W Top 10 zestawienia nie ma niemieckiego zespołu. Z ekip występujących w Bundeslidze najwyżej plasuje się Bayern Monachium, ale z kadrą wycenioną na kwotę 352 mln euro jest dopiero na 15. miejscu. Co ciekawe, ostatnie miejsce na liście sporządzonej przez CIES, obejmującej 98 klubów w pięciu najsilniejszych ligach, ostatnią lokatę zajął beniaminek Bundesligi SC Paderborn, który na wszystkich zawodników z aktualnej kadry wydał 4 mln euro.

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Liga Mistrzów w komplecie

W minionym tygodniu zakończyły się kwalifikacje do Ligii Mistrzów i stawka 32 zespołów została skompletowana. Wśród ekip z 16 krajów znów zabrakło mistrza Polski, bo Piast Gliwice odpadł już w pierwszej rundzie. Szanse na udział w fazie grupowej ma natomiast dziesięciu polskich piłkarzy.

W ostatnich potyczkach kwalifikacji Ligi Mistrzów wygrali faworyci. Półfinalista poprzedniej edycji tych rozgrywek, Ajax Amsterdam, wyeliminował cypryjski APOEL Nikozja (0:0, 2:0), belgijski Club Brugge okazał się lepszy od austriackiego LASK Linz (1:0, 2:1), Slavia Praga wygrała z rumuńskim CFR Cluj (1:0, 1:0), chorwackie Dinamo Zagrzeb z norweskim Rosenborgiem Trondheim (2:0, 1:1), grecki Olympiakos Pireus z rosyjskim FK Krasnodar (4:0, 2:1), a serbska Crvena Zvezda Belgrad szwajcarski Young Boys Berno (2:2, 1:1) – te sześć zespołów uzupełniły stawkę 32 drużyn, które będą w tym sezonie rywalizować w fazie grupowej Ligi Mistrzów UEFA.

32 zespoły z 16 krajów

Obrońca trofeum Liverpool FC, triumfator Ligi Europy Chelsea FC, a także sześciu mistrzów najsilniejszych lig według rankingu UEFA, FC Barcelona, Manchester City, Bayern Monachium, Juventus Turyn, Paris Saint-Germain i Zenit Petersburg, miały przywilej rozstawienia w losowaniu, które odbyło się w miniony czwartek w Monako (zakończyła się po zamknięciu wydania). Po czterech przedstawicieli w fazie grupowej mają Anglia, Hiszpania, Niemcy i Włochy. W Champions League wystąpią ponadto trzy zespoły z Francji, dwa z Rosji i Belgii oraz po jednym z Portugalii, Ukrainy, Turcji, Austrii, Serbii, Chorwacji, Grecji, Czech i Holandii. W sumie w tegorocznej edycji zagrają zespoły z 16 krajów: Anglii (Chelsea, Liverpool, Manchester City, Tottenham), Hiszpanii (Atletico, Real Madryt, FC Barcelona, Valencia), Niemiec (Bayer Leverkusen, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, RB Lipsk), Włoch (Atalanta, Inter, Juventus, SSC Napoli), Francji (Lille, Olympique Lyon, Paris Saint-Germain), Rosji (Lokomotiw Moskwa, Zenit Petersburg), Belgii (KRC Genk, Club Brugge), Portugalii (Benfica), Ukrainy (Szachtar), Turcji (Galatasaray), Austrii (Red Bull Salzburg), Serbii (Crvena Zvezda), Chorwacji (Dinamo Zagrzeb), Grecji (Olympiakos), Czech (Slavia Praga) i Holandii (Ajax Amsterdam).

Dzieląc kluby na tzw. koszyki, UEFA musiała podczas czwartkowego losowania respektować zasadę, żeby w fazie grupowej nie trafiły do jednej grupy zespoły z tego samego kraju.

Skromna reprezentacja Polaków
Podział na koszyki wyglądał następująco: 1. koszyk: FC Liverpool (zwycięzca Ligi Mistrzów), Chelsea Londyn (zwycięzca Ligi Europy), FC Barcelona, Manchester City, Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Zenit Petersburg; 2. koszyk: Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Szachtar Donieck, Tottenham Hotspur, Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona; 3. koszyk: Olympique Lyon, Bayer Leverkusen, RB Salzburg, Olympiakos Pireus, Club Brugge, CF Valencia, Inter Mediolan, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior); 4. koszyk: Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus), KRC Genk (Jakub Piotrowski), Galatasaray Stambuł, RB Lipsk, Slavia Praga, Crvena Zvezda Belgrad, Atalanta Bergamo, OSC Lille.

Którzy z polskich piłkarzy znajdujący się w kadrach zespołów zakwalifikowanych do Ligi Mistrzów może liczyć na sukces? Największe szanse mają na to Lewandowski z Bayernem, Szczęsny z Juventusem i Piszczek z Borussia Dortmund, a także, chociaż w mniejszym stopniu, jeszcze Krychowiak i Rybus z Lokomotiwem i Milik (jeśli zostanie) z Zielińskim w Napoli.
Faza grupowa rozpocznie się 17-18 września, a ostatnia, szósta kolejka zostanie rozegrana 10-11 grudnia. Spotkania 1/8 finału odbędą się 18-26 lutego oraz 10-18 marca 2020 roku. Ćwierćfinały zaplanowano na 7-8 kwietnia i 14-15 kwietnia, półfinały zaś na 28-29 kwietnia i 5-6 maja. Finał odbędzie się 30 maja W Stambule na stadionie Galatasaray.

 

 

Rosjanie kuszą Ribery’ego

Franck Ribery wciąż nie zdecydował, gdzie będzie kontynuował karierę. Mimo 36 lat Francuz na brak ofert nie narzeka. Ostatnio chęć jego zatrudnienia zgłosił też Lokomotiw Moskwa.

Znakomity francuski skrzydłowy dostał oferty z klubów z Kataru i Arabii Saudyjskiej, ale też z klubów niemiecki i holenderskich. Dziennik „L’Equipe” podał niedawno, że pozyskaniem Ribery’ego poważnie zainteresowany jest też Lokomotiw Moskwa. Przedstawiciele rosyjskiego klubu omawiali już nawet warunki ewentualnego transferu. Ribery nie śpieszy się z decyzją, ale chce ją podjąć do końca sierpnia, bo wtedy większości lig europejskich zamyka okna transferowe. Niemiecki „Bild” jakiś czas temu podał, że francuski gwiazdor może trafić do PSV Eindhoven, bo trenerem tego zespołu jest Mark van Bommel, z którym Ribery przez cztery lata grał w Bayernie Monachium. Ale oferta Lokomotiwu też może być dla Francuza interesująca, bo moskiewski zespół będzie grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów i wsparcie ze strony tak znanego i doświadczonego gracza byłoby cenne zarówno pod względem sportowym, jak i wizerunkowym.

Z pewnością z przyjścia Ribery’ego ucieszyłby się Grzegorz Krychowiak, któremu zależy na osiągnięciu dobrego wyniku w europejskich pucharach. Niewykluczone, że jako znający język francuski byłby przewodnikiem słynnego kolegi w rosyjskim klubie, zwłaszcza że obaj mają wspólnego kolegę – Roberta Lewandowskiego.

Ribery był zawodnikiem Bayernu Monachium w latach 2007-2019. W tym czasie zdobył bawarskim zespołem dziewięć tytułów mistrza Niemiec, sześć razy zwyciężał w Pucharze, a pięciokrotnie w Superpucharze Niemiec. No i w 2013 roku wygrał z Bayernem Ligę Mistrzów.

 

Lewy lubi liczbę „40”

W finale Pucharu Niemiec Robert Lewandowski strzelił dwa gole i czwarty z rzędu sezon w barwach Bayernu Monachium zakończył z dorobkiem co najmniej 40 bramek zdobytych we wszystkich rozgrywkach.

Tylko w pierwszym sezonie rozegranym w barwach bawarskiego potentata Lewandowski nie osiągnął granicy 40 trafień w sezonie. W czterech kolejnych strzelał co najmniej 40 goli. W sobotę, w finale Pucharu Niemiec przeciwko RB Lipsk (3:0), trafił dwukrotnie i podtrzymał znakomitą strzelecka passę.

W zakończonym sezonie w 47 meczach ”Lewy” zdobył właśnie 40 bramek. W dwóch poprzednich miał odrobinę lepsze osiągnięcia – w rozgrywkach 2016/2017 strzelił 43 gole (najwięcej jak do tej pory w jednym sezonie dla Bayernu), ale pod względem średniej minut lepszy był dla niego poprzedni sezon, bo trafiał w nim co 92 minuty).

W Borussii Dortmund Lewandowski najwięcej goli, 36, strzelił w sezonie 2012/2013. W sumie w obu niemieckich klubach zdobył już 294 bramki.

 

Trzynaście drużyn z awansem do Ligi Mistrzów UEFA

Ligowe rozgrywki w Europie powoli dobiegają końca i jest w nich coraz mniej niewiadomych. Ale daleko jeszcze do skompletowania całej grupy zespołów, które dzięki zajęciu czołowych pozycji w rodzimych rozgrywkach uzyskują od razu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. UEFA przeznaczyła dla nich aż 24 miejsca.

W nowej edycji tych najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych zachowany zostanie format rozgrywek znany nam z obecnego sezonu. Miejsca dla federacji zostaną rozdzielane na podstawie współczynnika ligowego UEFA z sezonu 2017/18. W edycji 2019/2020 Ligi Mistrzów będzie mogło wystartować 81 zespołów z 54 federacji piłkarskich należących do UEFA (poza Liechtensteinem, gdzie nie były przeprowadzane krajowe rozgrywki ligowe. Drużyny piłkarskie z tego kraju należą do szwajcarskiego systemu ligowego).

Wiadomo, że dwa miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów otrzymają obrońca trofeum oraz zwycięzca obecnej edycji Ligi Europy. Z kwalifikacji awans uzyska tylko sześć zespołów – cztery w tzw. ścieżce mistrzowskiej i dwa w niemistrzowskiej. Pozostał 24 miejsca UEFA przeznacza dla drużyn wyłonionych w rozgrywkach krajowych. Cztery najsilniejsze ligi, czyli hiszpańska, angielska, włoska i niemiecka, będą mieć po czterech przedstawicieli. Liga francuska i rosyjska mają po dwa zespoły, a ligi portugalska, ukraińska, belgijska oraz turecka po jednym. W przypadku gdyby tegoroczni zwycięzcy finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy zajęły w rodzimych rozgrywkach miejsca gwarantujące im miejsce w fazie grupowej, ich miejsce w gronie 26 ekip zwolnionych z udziału w kwalifikacjach zajmą mistrz Austrii Red Bull Salzburg (za triumfatora Champions League) oraz trzecia drużyna ligi francuskiej (za triumfatora Ligi Europy).

Do tej pory udział w fazie grupowej zapewniło sobie 13 zespołów, a w zasadzie 14, bo Tottenham Hotspur na kolejkę przed końcem sezonu Premier League ma trzy punkty przewagi nad Arsenalem i zdecydowanie lepszą różnicę bramek (osiem), więc tylko jakiś kataklizm pozbawi „Koguty” miejsca w elicie 26 drużyn. Poza tym Tottenham wciąż pozostaje w grze w obecnej edycji Ligi Mistrzów, bo w środę gra w Amsterdamie rewanż z Ajaksem i mimo porażki u siebie w pierwszym meczu 0:1, wciąż ma przecież szanse na awans do finału, a w nim na zwycięstwo.

Pewne gry w nowej edycji Champions League są już natomiast te oto zespoły: FC Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt, FC Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Juventus Turyn Wojciech Szczęsny), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), RB Lipsk, Paris Saint-Germain oraz Zenit Petersburg.

Premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsca zajmują aktualnie: w Hiszpanii Getafe, we Włoszech Inter Mediolan i Atalanta Bergamo, w Niemczech Eintracht Frankfurt, we Francji OSC Lille OSC, w Rosji Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus)), w Portugalii Benfica Lizbona, na Ukrainie Szachtar Donieck, w Belgii KRC Genk (Jakub Piotrowski) oraz w Turcji Galatasaray Stambuł.

W 28. sezonie Ligi Mistrzów UEFA mistrz Polski rozpocznie zmagania od I rundy eliminacyjnej i by wystąpić w fazie grupowej, będzie musiał pokonać aż czterech przeciwników. Ale za kilka lat, jeśli UEFA ugnie się przed żądaniami najsilniejszych klubów, straci nawet taką szansę na wejście do elity, bo jej rozgrywki mają zostać gruntownie zmienione. Na razie będzie jednak wszystko po staremu, czyli zwycięzca rozgrywek zakwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów w następnym sezonie oraz rozegra mecz o Superpuchar Europy ze zwycięzcą Ligi Europy UEFA, a także wystąpi jako przedstawiciel UEFA w Klubowych Mistrzostwach Świata. Mecz finałowy zostanie rozegrany 30 maja 2020 roku na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

 

Bayern szykuje umowę dla Lewego

Robert Lewandowski w tym sezonie zmienił swoje podejście do gry w Bayernie Monachium i coraz więcej wskazuje, że nie zamierza już odchodzić z tego klubu. W Niemczech tę zmianę zauważono, docenili ją także szefowie bawarskiego klubu, bo zapowiedzieli publicznie, że polski piłkarz dostanie ofertę przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu, a co za tym idzie – solidna podwyżkę.

Potwierdził to w wypowiedziach dla mediów agent Lewandowskiego Phini Zahavi, a także szefowie bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoennes. „Lewy” w poprzedniej kolejce w meczu z Borussią Dortmund (5:0) zdobył dwie bramki i przekroczył barierę dwustu goli w Bundeslidze jako piąty zawodnik w historii niemieckiej ekstraklasy, a pierwszy obcokrajowiec. W tym sezonie zaliczył już 19 trafień i pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców, nic zatem dziwnego, że większość futbolowych ekspertów uważa, że kapitan reprezentacji Polski definitywnie zrezygnował z planów zmiany barw klubowych i postanowił budować swoją już mocna przecież pozycję w Bayernie i Bundeslidze.

Nowy kontrakt prawdopodobnie wywinduje Lewandowskiego na szczyt listy płac w bawarskim klubie. Nie wszyscy jego koledzy z zespołu ten fakt akceptują, stąd wybuchające co rusz konflikty. Ostatni, wedle dziennika „Bild”,wywołał Kingsley Coman, z którym ponoć „Lewy” musiał nawet stoczyć walkę na pięści. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, ale widać w Bayernie walczyć o pozycje w zespole trzeba nie tylko na boisku.

 

Najskuteczniejszy z cudzoziemców

W 25. kolejce Bundesligi Robert Lewandowski strzelił dwa gole dla Bayernu Monachium w wygranym 6:0 meczu z VfL Wolfsburg. Reprezentant Polski powiększył tymi trafieniami swój ligowy dorobek w tym sezonie do 17 bramek, a łącznie do 197. „Lewy” jest teraz najskuteczniejszym cudzoziemcem w historii niemieckiej ekstraklasy.

Gdy Claudio Pizarro strzelał pierwszego gola w Bundeslidze, Robert Lewandowski miał 11 lat i dopiero zaczynał kopać piłkę w klubie Varsovia. Dzisiaj 40-letni Peruwiańczyk nadal występuje w Bundeslidze, w Werderze Brema, ale gole strzela już rzadko. Do soboty ze 195 trafieniami na koncie na spółkę z Lewandowskim Pizarro dzierżył tytuł najskuteczniejszego cudzoziemca w historii Bundesligi. Młodszy o 10 lat polski napastnik Bayernu Monachium znajduje się jednak w szczytowej formie i wiadomo było, że prędzej czy później „odjedzie” w tej klasyfikacji peruwiańskiemu weteranowi. W spotkaniu z VfL Wolfsburg „Lewy” zdobył dwie bramki i teraz jest już samodzielnym liderem wśród obcokrajowców. Pizarro raczej go już nie dogoni, a następnych w klasyfikacji graczy dzieli od kapitana reprezentacji Polski przepaść, która zapewne będzie się jeszcze powiększać, bo Lewandowski także w tym sezonie walczy o swój kolejny tytuł króla strzelców Bundesligi i na pewno nie poprzestanie na dotychczasowych 17 trafieniach.

Prawdę mówiąc to nie bardzo może, bo jego najgroźniejszym rywalem w wyścigu po strzelecką koronę jest 21-letni Serb Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, którego transferową wartość branżowe portale wyceniają obecnie na 80 mln euro, o 10 mln euro więcej niż Lewandowskiego. To nowość, bo jeszcze niedawno to „Lewy” był najdroższym graczem Bundesligi i prawdę mówiąc nie bardzo wiadomo, dlaczego został przez Niemców „przeceniony”. Nadal przecież strzela gole jak na zawołanie, nie tylko w Bundeslidze, bo przypomnijmy, że jest z ośmioma trafieniami najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów. Ten dorobek może jeszcze powiększyć, bo Bayern wciąż pozostaje w grze w tych rozgrywkach. W pierwszym starciu z FC Liverpool w 1/8 finału padł bezbramkowy remis i w najbliższą środę w rewanżu na Allianz Arena bawarska jedenastka ma co najmniej takie same szanse na zwycięstwo jak rywale.

Bayern przełamał lekki kryzys jaki dopadł go w lutym i bezlitośnie wykorzystał okres słabszej gry Borussii Dortmund, odrabiając do niej stratę punktową, a aplikując sześć goli Wolfsburgowi poprawił bilans bramkowy na tyle, by wrócić na pozycję lidera Bundesligi. Poza tym Bawarczycy nadal mają szanse na zdobycie Pucharu Niemiec, czyli pozostają w grze o potrójną koronę.

Wygląda też na to, że Lewandowski porzucił myśli o zmianie klubu. W jego zachowaniu względem kolegów z zespołu widać kolosalne zmiany, czego najlepszym dowodem jest choćby sympatyczny gest uznania jaki wykonał pod adresem Francka Ribery’ego, gdy po jego podaniu strzelił drugiego gola Wolfsburgowi. Kiedyś tak się na boisku nie zachowywał. I dlatego jego pozycja w Bayernie staje się coraz mocniejsza.

 

Mueller w cieniu Lewandowskiego

Niemieckie media w minionym tygodniu żyły plotką, że Bayern Monachium chce przedłużyć o dwa lata wygasający w 2021 roku kontrakt z Robertem Lewandowskim. Ten temat został wyparty przez wieści, że trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew skreślił definitywnie trzech graczy bawarskiego klubu – Thomasa Muellera, Jerome’a Boatenga i Matsa Hummelsa.

Działacze Bayernu przygotowują się do gruntownej przebudowy zespołu. Po zakończeniu obecnego sezonu z klubu mają odejść m.in. Franck Ribery i Arjen Robben, ale wśród nowych nabytków wymienia się napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera. Ten 21-letni piłkarz nie jest jednak szykowany na następcę Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że szefowie bawarskiego potentata chcą zbudować nowy zespół wokół polskiego piłkarza. Stąd wzięła się oferta przedłużenia kontraktu, co jak wiadomo zawsze wiąże się z solidna podwyżką. „Lewy” już teraz należy do najlepiej opłacanych graczy Bayernu, bo jeśli wierzyć medialnym plotkom zarabia rocznie ponad 15 mln euro, mniej więcej tyle samo co Thomas Mueller, bramkarz Manuel Neuer i środkowi obrońcy Mats Hummels i Jerome Boateng.

Według dziennika „Sport Bild” Bayern chce przedłużyć umowę z kapitanem reprezentacji Polski w nagrodę za jego rezygnację z planów zmiany barwa klubowych. Poza tym szefowie klubu zauważyli radykalna zmianę z zachowaniu „Lewego” względem klubu i docenili jego deklaracje, że jest gotów zakończyć w monachijskim zespole karierę.

Lewandowski obecny kontrakt z mistrzem Niemiec podpisał jesienią 2016 roku. Podobnie jak w poprzednich, także i w tym sezonie jest najlepszym strzelcem zespołu i dla nikogo nie ulega wątpliwości, że bez jego goli drużyna Nico Kovaca nie byłaby w stanie walczyć o najwyższe trofea w Niemczech i w europejskich pucharach. We wszystkich rozgrywkach „Lewy” zdobył już 27 bramek i na spółkę z Luką Joviciem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (15 goli) i najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów (8).

Na tle osiągnięć polskiego piłkarza dokonania jego niemieckich kolegów wypadają blado, ale działacze Bayernu mają świadomość, że dokładając Lewandowskiemu wywołają płacowe żądania rodzimych gwiazd. Nieoczekiwanie w sukurs przyszedł im selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew, który definitywnie skreślił z niej Muellera, Boatenga i Hummelsa. Oficjalnie władze bawarskiego klubu wyraziły oburzenie z tego powodu, ale raczej kruszyć kopii z tego powodu długo nie będą. Mają powód, żeby odmówić im, gdy zażądają podwyżki.

 

Lewandowski zbierał siły na Liverpool?

Bayern Monachium w 22. kolejce Bundesligi z trudem pokonał Augsburg 3:2. Robert Lewandowski gola nie strzelił, może zbierał siły na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów z Liverpoolem.

Przed meczem z Liverpoolem Bayernu Monachium opublikował w mediach społecznościowych pozowane zdjęcie z udziałem czterech największych gwiazd zespołu – Manuela Neuera, Thomasa Muellera, Matsa Hummelsa i Roberta Lewandowskiego. Fotografia nawiązuje do jednej z najsłynniejszych okładek w historii rocka, do płyty zespołu The Beatles z 1969 roku „Abbey Road”. Na oryginale słynna czwórka muzyków z Liverpoolu, John Lennon, Paul McCartney, Ringo Starr i George Harrison, w przerwie między nagraniami pozowali do okładkowego zdjęcia przechodząc gęsiego przez pasy na London Street. Piłkarze Bayernu w lekko stylizowanych na lata 60. ub. wieku fryzurach też maszerują jeden za drugim po pasach, tyle że namalowanych na murawie boiska.

To czytelne nawiązanie do czekającego monachijska jedenastkę wtorkowej potyczki w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem. W opinii futbolowych ekspertów faworytem jest angielski zespół, którego obrońcy są co najmniej o klasę lepsi od defensorów FC Augsburg, którzy w miniony piątek nie pozwolili Lewandowskiemu na zdobycie choćby jednej bramki. A wypada przypomnieć, że polski napastnik w potyczkach z tą drużyną zaliczył wcześniej aż 18 trafień.
Kapitan reprezentacji Polski stracił zatem okazję na poprawienie bramkowego dorobku w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi, w której ze 193 golami na koncie jest drugi za grającym w Werderze Brema 40-letnim Claudio Pizzaro na liście najskuteczniejszych obcokrajowców. Peruwiańczyk w miniony weekend zdobył swoją 194. bramkę i znów jest samodzielnym liderem.