Liga Mistrzów UEFA: Z Bayernem bez Lewego PSG dał radę

W rozegranych w środku tego tygodnia pierwszych spotkaniach 1/4 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów Bayer Monachium przegrał z Paris Saint-Germain 2:3, Real Madryt pokonał FC Liverpool 3:1, a Manchester City Borussię Dortmund 2:1, zaś FC Porto u siebie uległo Chelsea Londyn 0:2. Rewanże zostaną rozegrane 13 i 14 kwietnia.

Z potyczek ćwierćfinałowych największe zainteresowanie wzbudza rzecz jasna starcie finalistów poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, czyli broniącego trofeum Bayernu Monachium z Paris Saint-Germain. Pierwszy mecz rozegrano w minioną środę na Allianz Arena w Monachium. Wielkim nieobecnym był w nim Robert Lewandowski, najskuteczniejszy strzelec bawarskiej jedenastki, który leczy kontuzję kolana jakiej doznał w meczu reprezentacji Polski z Andorą. Ale nawet bez niego niemiecki zespół zdecydowanie dominował w starciu z paryżanami, nie potrafił jednak wykorzystać licznych okazji bramkowych. Snajperskie szczęście dopisywało natomiast zawodnikom Paris Saint-Germain, zwłaszcza Kylianowi Mbappe, który po szybkich kontratakach zdobył dwie bramki i powiększył swój dorobek w obecnej edycji Champions League do ośmiu trafień.
Swoim udanym występem 22-letni francuski piłkarz szczególnie ucieszył redaktorów tygodnika „France Football”, bo w ich opinii to najpoważniejszy kandydat do zdobycia „Złotej Piłki”. Chyba że Bayern w rewanżu jakimś cudem wyeliminuje ekipę PSG, co bez Lewandowskiego w składzie nie wydaje się możliwe, a polskiego snajpera na Parc des Princes niestety także zabraknie. „Robię wszystko, co w mojej mocy, by wrócić. Ale dopiero gdy poczuję się naprawdę dobrze, będę mógł znów zagrać. Mój powrót na rewanżowy mecz z PSG byłby przedwczesnym krokiem. Oczywiście, że wolałbym być na boisku, bo dla mnie nie jest to miłe uczucie nie móc wspomóc kolegów. Nic jednak nie mogę na to poradzić, jest jak jest, i zostaje mi tylko kibicowanie mojej drużynie” – przyznał „Lewy” w wypowiedzi dla „Sky”. W głębi ducha musi by jednak w podłym nastroju, bo ma świadomość, że Bayern w rewanżu może nie odrobić strat i odpadnie z dalszej rywalizacji, co definitywnie przekreśli też szanse „Lewego” na zdobycie upragnionej „Złotej Piłki”.
Pierwsza porażka Flicka w LM
Bayern przegrał w Lidze Mistrzów pierwszy raz od marca 2019 roku, ulegając ekipie Liverpoolu, która później zwyciężyła w całych rozgrywkach. Od tego czasu bawarska jedenastka odniosła 18 zwycięstw i zanotowała jeden remis. Porażka z Paris Saint-Germain może być nie tylko końcem pięknej serii, lecz niekoniecznie dominacji Bayernu w tych rozgrywkach. „Powinniśmy strzelić więcej goli. Oczywiście, zawsze można rozmawiać o straconych bramkach. Gdyby jednak ten mecz zakończył się wynikiem 6:3, to nikt nie powinien narzekać. Jest jednak, jak jest, daliśmy plamę i trzeba będzie gonić wynik w rewanżu. Tak naprawdę na wiele im nie pozwoliliśmy. Gdybyśmy pokazali ten instynkt zabójcy, który nas wyróżnia, to widzielibyśmy zupełnie inny mecz. Wiadomo, że nie można całkowicie wyeliminować ofensywy PSG. I nie wykonaliśmy dobrej roboty przy straconych golach. Jesteśmy nastawieni na ofensywę, dlatego strzelamy dużo goli, wygrywamy wiele meczów, ale dzisiaj zmarnowaliśmy zbyt wiele okazji” – ocenił mecz Thomas Mueller, który zdobył jedną z bramek (drugiego gola strzelił zastępujący Lewandowskiego Eric Maxim Choupo-Moting) i w sumie ma już na koncie w rozgrywkach Ligi Mistrzów 48 trafień. Pod tym względem jest najskuteczniejszym niemieckim piłkarzem w historii.
Dla Hansiego Flicka porażka z PSG to pierwszy przegrany mecz w Lidze Mistrzów w roli pierwszego trenera Bayernu. Niemiecki szkoleniowiec nie sprawiał jednak wrażenia załamanego, wręcz przeciwnie. „Biorąc pod uwagę sytuacje bramkowe, które mieliśmy, to wynik powinien być inny. Ale jestem zadowoleni ze stylu gry mojego zespołu, bo był na najwyższym poziomie. Ten zespół nigdy się nie poddaje i zapewniam, że w rewanżu zrobimy wszystko, żeby wywalczyć awans do półfinału” – zapewnił szkoleniowiec monachijczyków.
Manchester City zatrzymał Haalanda
W tym sezonie prowadzony przez trenera Pepa Guardiolę zespół Manchesteru City znów jest na fali wznoszacej. „The Citizens” mają już mistrzostwo Anglii praktycznie w kieszeni, awansowali też do finału Pucharu Ligi oraz półfinału Pucharu Anglii, zaś w Lidze Mistrzów nie zaznali jeszcze goryczy porażki – z ośmiu rozegranych meczów wygrali siedem tracąc w nich zaledwie jednego gola. W ćwierćfinałowej rywalizacji z Borussią Dortmund angielski zespół uważany jest więc za murowanego faworyta, zwłaszcza że ekipa z Dortmundu nie imponuje w tym roku formą – w Bundeslidze zajmuje dopiero piątą lokatę. Ale Borussia ma w swoim składzie lidera klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Erlinga Haalanda. 20-letni norweski napastnik ma na koncie 10 goli, lecz na stadionie Manchesteru City tego dorobku nie powiększył. Norwega wyręczył Marco Reus, który w 84. minucie doprowadził do wyrównania. Dzięki temu trafieniu reprezentant Niemiec wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców wszech czasów Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów, spychając na drugą pozycję… Lewandowskiego.
To nie był jednak koniec emocji na Etihad Stadium, bo Manchester City ruszył do ataku i w 90. minucie Phil Foden, jeden z najlepszych graczy w tym spotkaniu, płaskim strzałem ustalił wynik spotkania na 2:1. Rewanż w Dortmundzie zapowiada się ciekawie i w tej chwili trudno przewidzieć który z tych zespołów wywalczy awans do półfinału. Dla przypomnienia: zwycięzca dwumeczu Manchester City – Borussia Dortmund z 1/2 finału zmierzy się z lepszym z pary PSG – Bayern. A tak na marginesie, nawiązując jeszcze do plebiscytu „Złotej Piłki”, to dla redakcji „France Football” najlepszą opcją byłby awans do półfinału zespołów Paris Saint-Germain i Borussii Dortmund, bo w bezpośrednim starciu tych ekip może by wykreował się im laureat nagrody – a już przecież ogłosili, że Kylian Mbappe i Erling Haaland są lepsi od starych mistrzów, Leo Messiego, Cristiano Ronaldo i Lewandowskiego.
Real bije Liverpool, a Chelsea Porto
Real Madryt bezlitośnie wykorzystał błędy obrony Liverpoolu i wygrywając u siebie 3:1 wykonał olbrzymi krok w kierunku awansu do półfinału Ligi Mistrzów. To miał być wielki rewanż Liverpoolu za porażkę w finale Ligi Mistrzów w 2018 roku. Wówczas prowadzeni przez Juergena Kloppa „The Reds” przegrali z Realem Madryt Zinedine’a Zidane’a 1:3. Ale na stadionie Santiago Bernabeu „Królewscy” zwarli szyki i przypomnieli światu, że nie można ich przekreślać nawet jeśli znajdują się w kryzysie. Zidane nie mógł wystawić do gry kontuzjowanych Edena Hazarda, Sergio Ramosa, Daniela Carvajala oraz zakażonego koronawirusem Raphaela Varane’a. FC Liverpool też boryka się z kadrowymi problemami i dlatego w Premier League jest poza czołówką, a Klopp wszystkie siły rzucił na Ligę Mistrzów. Na Real okazały się jednak niewystarczające. Bohaterem w ekipie „Królewskich” był 20-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, strzelec dwóch goli, pierwszy piłkarz urodzonym w XXI wieku, który zapisał się na liście strzelców w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
W czwartym spotkaniu 1/4 finału Chelsea Londyn pokonała na wyjeździe FC Porto 2:0 i w rewanżu raczej nie roztrwoni tej przewagi. Londyński zespół już więc może szykować się mentalnie na półfinałową potyczkę z Realem Madryt lub Liverpoolem.

Bayern cierpi bez Lewego

Przed środowym meczem 1/4 finału Ligi Mistrzów w ekipie Paris Saint-Germain panowało zadowolenie z powodu nieobecności Roberta Lewandowskiego w składzie Bayernu Monachium. Ale paryżan prześladował koronawirus.

Najpierw z zespołu PSG wypadł z powodu zakażeniu Covid-19 Włoch Marco Verratti, a tuż przed meczem z Bayernem wirus dopadł jego rodaka, Alessandro Florenziego. Włoskie i francuskie media donoszą, że obaj piłkarze czują się dobrze i przechodzą zakażenie bezobjawowo, lecz z powodu obowiązkowej kwarantanny będą mogli wrócić do kadry Paris Saint-Germain dopiero na rewanżowe spotkanie z mistrzami Niemiec, które obędzie się 13 kwietnia. Niewykluczone, że do tego czasu do pełni sił wróci jednak także zmagający się z urazem Robert Lewandowski, który w meczu reprezentacji Polski w eliminacjach MŚ 2022 z Andorą doznał uszkodzenia więzadeł pobocznych w prawym kolanie. Lekarz polskiej kadry przewidywał góra 10-dniową przerwę w grze „Lewego”, natomiast sztab medyczny Bayernu po przeprowadzonym w Monachium ponownym badaniu uznał, że potrzebna będzie co najmniej miesięczna przerwa.
Lewandowski nie zagrał więc w rozegranym w minioną sobotę w ramach w 27. kolejki Bundesligi meczu na szczycie z RB Lipsk, wygranym przez bawarski zespół 1:0. To zwycięstwo pozwoliło powiększyć Bayernowi przewagę nad drugim w tabeli zespołem z Lipska do siedmiu punktów i znacznie przybliżyło ekipę trenera Hansiego Flicka do obrony mistrzowskiego tytułu. „Lewy” dostał wolne i kurował staw kolanowy. Do treningów wrócił dopiero po świętach i w zależności od tego, jak się będzie czuł i jakie będą wyniki kolejnych badań, zapadnie decyzja o jego powrocie do składu Bayernu. Ale na pewno nie wystąpi w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain. Paryżanie cieszą się z osłabienia rywali, lecz może to nic im nie dać, bo w miniony weekend przegrali w krajowej lidze na swoim boisku z OSC Lille 0:1, chociaż trener Mauricio Pochettino posłał do walki największe asy PSG – Neymara, Kyliana Mbappe, Angelo di Marię i Moisę Keana.

Liga Mistrzów UEFA: Powtórka finału w ćwierćfinale

Nie mieli szczęścia w losowaniu par 1/4 finału Ligi Mistrzów finaliści poprzedniej edycji tych rozgrywek, czyli Bayern Monachium i Paris Saint-Germain. Zwycięzca tej potyczki w półfinale zmierzy się z lepszym z pary Manchester City – Borussia Dortmund. Na drugiej ścieżce do finału rywalizować będą FC Porto z Chelsea Londyn oraz Real Madryt z FC Liverpool.

Broniący trofeum piłkarze Bayernu Monachium mieli pecha trafiając w ćwierćfinale na żądny rewanżu za ubiegłoroczną porażkę (0:1) w finale Champions League Paris Saint-Germain. Równie dobrze można jednak powiedzieć, że być może większego pecha mieli paryżanie, trafiając na ekipę trenera Hansiego Flicka już na tak wczesnym etapie rywalizacji. Dla kibiców dodatkową atrakcją tej potyczki będzie snajperski pojedynek gwiazdora PSG Kyliana Mbappe z Robertem Lewandowskim. 22-letni francuski napastnik w 1/8 finału przyćmił Leo Messiego i w starciach z Bayernem zamierza też zepchnąćw cień najlepszego piłkarza ubiegłego roku i najskuteczniejszego strzelca europejskich lig w tym sezonie.
W Lidze Mistrzów „Lewy” w obecnej edycji nie błyszczy tak, jak w poprzedniej, bo przed meczami ćwierćfinałowymi z dorobkiem pięciu trafień ustępuje o jedno snajperowi PSG – Nemarowi i ma ich tyle samo, co właśnie Mbappe. Dla przypomnienia – liderem klasyfikacji strzelców obecnej edycji Champions League jest grający w Borussii Dortmund Erling Haaland. Mający na koncie 10 bramek norweski napastnik może mieć jednak problem z powiększeniem swojego dorobku, bo w ćwierćfinale drużyna z Dortmundu trafiła na ekipę Manchesteru City, z której w tym sezonie trener Pep Guardiola znów zrobił niezawodną maszynę do wygrywania (w 1/8 finału ograli dwukrotnie po 2:0 Borussię M’gladbach). „The Citizens” w drodze do ćwierćfinału stracili zaledwie jedną bramkę, ale czy teraz najlepsza defensywa w stawce zdoła zatrzymać najskuteczniejszego gracza rozgrywek Haalanda? Jak widać każdy z czterech zespołów rywalizujących w tej części drabinki turniejowej może mówić o pechu i musi szykować się na wielkie sportowe wyzwania.
Zadowolenia z wyników losowania nie kryją natomiast hiszpańskie media. Ostatni z zespołów Primera Division, który utrzymał się w stawce, trafił wprawdzie na mocnego przeciwnika, bo FC Liverpool to przecież finalista z sezonu 2017/2018 (w Kijowie przegrał właśnie z Realem Madryt, dla którego był to 13. triumf w historii, ale ostatni jak do tej pory) oraz zwycięzca z sezonu 2018/2019. Liverpool wygrał Ligę Mistrzów w 2019 roku, rok później został mistrzem Anglii. Przez 30 miesięcy grał najlepszy, najbardziej dynamiczny futbol na świecie. W tym sezonie „The Reds” przeżywają jednak wyraźny regres formy, co jest charakterystycznym objawem w zespołach prowadzonych przez Juergena Kloppa. Niemiecki trener w okresach prosperity wyciska swoich piłkarzy do maksimum i potem ma problem jak zmotywować ich do jeszcze większego wysiłku. W obecnych rozgrywkach ekipa Liverpoolu odstaje wyraźnie od czołówki w Premier League i widać, że odpuściła już walkę o mistrzostwo Anglii i wszystkie siły rzuciła na rywalizację w Lidze Mistrzów. W 1/8 finału jego drużyna bez większego problemu ograła dwukrotnie po 2:0 RB Lipsk, ale w starciu z Realem Madryt już tak łatwo pewnie nie będzie.
Najmniejsze emocje wzbudza ćwierćfinał FC Porto – –Chelsea Londyn. Mistrz Portugalii to jedyny zespół, który potrafił pokonać bramkarza City Edersona. Znacznie większe wrażenie zrobił w 1/8 finału eliminując z rozgrywek Juventus z Cristiano Ronaldo. Gwiazdą Porto jest 38-letni stoper Pepe, który Ligę Mistrzów wygrywał trzykrotnie z Realem Madryt. Ale Chelsea odkąd jej trenerem jest Thomas Tuchel nie przegrała żadnego z 12 meczu rozegranych pod wodzą niemieckiego szkoleniowca. W 1/8 finału „The Blues” wyeliminowali Atletico Madryt, co każe uważniej przyglądać się tej ekipie. Tuchel najwyraźniej znalazł wspólny język z piłkarzami, na których rosyjski właściciel Chelsea Roman Abramowicz wydała latem ub. roku 247 mln euro.

Liga Mistrzów:

Zestaw par 1/4 finału:
Manchester City – Borussia Dortmund
(6 kwietnia, pocz. godz. 21:00);
Real Madryt – FC Liverpool
(6 kwietnia, godz. 21:00);
Bayern Monachium – Paris Saint-Germain
(7 kwietnia, godz. 21:00);
FC Porto – Chelsea Londyn
(7 kwietnia, godz. 21:00);
Rewanże odbędą się 13 marca (Chelsea – FC Porto i PSG – Bayern)
oraz 14 marca (Borussia Dortmund – Manchester City i FC Liverpool – Real Madryt).

Zestaw par 1/2 finału:
Bayern Monachium/Paris Saint-Germain – Manchester City/Borussia Dortmund;
Real Madryt/FC Liverpool – FC Porto/Chelsea Londyn.

Pierwsze mecze zostaną rozegrane 27 i 28 kwietnia, rewanże 4 i 5 maja.
Finał odbędzie się 29 maja w Stambule.

Liga Mistrzów UEFA: Dominacja klubów z Anglii i Niemiec

Broniący trofeum Bayern Monachium w rewanżowym meczu pokonał u siebie Lazio Rzym 2:1 i z bilansem bramkowym w obu spotkaniach 6:2 pewnie awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Oprócz bawarskiej jedenastki do tej fazy zmagań przebiły się jeszcze Paris Saint-Germain, Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool,
Chelsea Londyn, Borussia Dortmund i FC Porto.

Losy awansu do ćwierćfinału rozstrzygnęły się w zasadzie w pierwszym spotkaniu. W Rzymie mistrzowie Niemiec wygrali 4:1 i na rewanż na własnym obiekcie mogli oczekiwać ze spokojem. Tylko kataklizm mógł ich pozbawić awansu. Do sensacji nie doszło. Gościom starczyło animuszu i determinacji tylko na pół godziny. W 32. minucie we własnym polu karnym Vedat Muriqi sfaulował Leona Goretzkę i arbiter podyktował „jedenastkę”, którą na bramkę zamienił zwykle niezawodny w tym elemencie gry Robert Lewandowski.
Od tego momentu Bayern już nie forsował tempa, a trener Hansi Flick po godzinie dał odpocząć kluczowym graczom – Boatengowi, Muellerowi, Kimmichowi, Goretzce i Lewandowskiemu (został uznany za najlepszego gracza meczu), którego w 71. minucie zmienił Eric Maxim Choupo-Moting. I to właśnie Kameruńczyk dwie minuty po wejściu na boisko strzelił drugiego gola dla Bayernu, Zespół Lazio odpowiedział w końcówce trafieniem Marco Parolo, ale rezultat dwumeczu 6:2 na korzyść obrońców trofeum nie pozostawia żadnej wątpliwości, która drużyna zasłużyła na awans do grona ośmiu najlepszych w tym sezonie klubowych drużyn Europy. Bayern do tej fazy Ligi Mistrzów doszedł już po raz 19., co jest najlepszym wynikiem w historii tych rozgrywek.
W ćwierćfinale rozgrywek nie zobaczymy zatem ani jednego włoskiego zespołu, bo los Lazio podzieliły też Juventus Turyn i Atalanta Bergamo. Mocną reprezentację w tej fazie rywalizacji ma angielska Premier League, którą reprezentują aż trzy zespoły – Manchester City, FC Liverpool i Chelsea Londyn. Dwie ekipy wprowadziła niemiecka Bundesliga (Bayern i Borussia Dortmund), a po jednej francuska Ligue 1 (Paris Saint-Germain), hiszpańska La Liga (Real Madryt) i portugalska Primera Liga (FC Porto). Losowanie par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów odbędzie się już w piątek, 19 marca. Cała ceremonia rozpocznie się o godz. 12:00. Co ważne, w piątek wylosowana zostanie także cala drabinka rozgrywek, aż do finału Ligi Mistrzów. Od tej fazy rozgrywek nie obowiązuje także zasady losowania, znane z 1/8 finału. Nie ma drużyn rozstawionych, nie ma znaczenia także kraj, z którego pochodzą poszczególne zespoły.
W klasyfikacji strzelców prowadzi z dorobkiem 10 goli napastnik Borussii Dortmund Erling Haaland. Za nim z sześcioma trafieniami plasują się dwaj gracze Paris Saint-Germain: Francuz Kylian Mbappe i Brazylijczyk Neymar oraz francuski napastnik Chelsea Londyn Olivier Giroud. Ta trójka snajperów ma jeszcze szansę powiększyć swój bramkowy dorobek, natomiast Hiszpan Alvaro Morata (Juventus), Marokańczyk Youssef En-Nesyri (FC Sevilla) i Anglik
Marcus Rashford (Manchester United) pozostaną już w statystykach obecnej edycji Champions League z sześcioma bramkami. Wysokiej pozycji w zestawieniu raczej jednak nie utrzymają, bo za ich plecami jest spora grupa zawodników z zespołów nadal pozostających w grze o zwycięstwo w obecnych rozgrywkach. Po pięć goli na koncie mają Robert Lewandowski (Bayern), Egipcjanin Mahomed Salah (FC Liverpool), Portugalczyk Sergio Oliveira (FC Porto) i Francuz Karim Benzema (Real Madryt), a po cztery Portugalczyk Diogo Jota (FC Liverpool) i Hiszpan Ferran Torres (Manchester City).
W klasyfikacji strzelców wszech czasów prowadzi niezmiennie Cristiano Ronaldo (134 gole) przed Leo Messim (120), a trzecią lokatę zajmuje Robert Lewandowski (73 gole). Czwarty w zestawieniu jest przebywający już na piłkarskiej emeryturze Hiszpan Raul Gonzalez Blanco (71 bramek), lecz pewnie już niedługo, bo ścigający zawzięcie Lewandowskiego Karim Benzema w rewanżowym meczu z Atalantą Bergamo strzelił 70. gola.

Wyniki 1/8 finału:
Bayern Monachium – Lazio Rzym 4:1 i 2:1;
Manchester City – Borussia M’gladbach 2:0 i 2:0; Atletico Madryt – Chelsea Londyn 0:1 i 2:0; FC Liverpool – RB Lipsk 2:0 i 2:0; Juventus Turyn – FC Porto 3:2 i 1:2; Paris Saint-Germain – FC Barcelona 4:1 i 1:1; Borussia Dortmund – FC Sevilla 3:2 i 2:2; Atalanta Bergamo – Real Madryt 0:1 i 1:3;
Awans do 1/4 finału wywalczyły:
Bayern Monachium, Paris Saint-Germain, Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool, Chelsea Londyn, Borussia Dortmund, FC Porto.

Lewy zgasił Haalanda

Robert Lewandowski był bohaterem meczu, którym ekscytował się piłkarski świat. „Der Klassiker”, jak zwie się w Niemczech potyczki Bayernu Monachium z Borussią Dortmund, był kapitalnym pojedynkiem dwóch wielkich snajperów – Roberta Lewandowskiego i Erlinga Haalanda. Zwycięsko z tej próby sił wyszedł Polak.

W sobotnim „Der Klassiker”, już 129. w historii, Bayern podejmował Borussią Dortmund w swoim mateczniku na Allianz Arenie. Mecze tych drużyn ekscytują fanów futbolu od 1965 roku. W pierwszym starciu górą była drużyna z Dortmundu, która wygrała 2:0. W 129 spotkaniach 63 razy wygrywał Bayern, 33 razy był remis, a 33 razy zwyciężała Borussia. Od ponad dekady potyczkami tych dwóch niemieckich zespołów emocjonują się też kibice w Polsce, głównie ze względu na nietuzinkowy w nich udział Roberta Lewandowskiego, najpierw jako zawodnika Borussii przeciwko Bayernowi, a od 2014 roku jako gracza Bayernu.
Sobotnie spotkanie lepiej zaczął młodszy od „Lewego” o 12 lat norweski snajper Borussii. Haaland pierwszą bramkę zdobył już w 2. minucie, a siedem minut później dołożył drugie trafienie. Bawarska jedenastka po tych dwóch szybkich ciosach potrzebowała całego kwadransa na otrząśnięcie się z szoku, ale w 26. minucie zdobyła kontaktową bramkę. Bramkarza Borussii pokonał nie kto inny jak Lewandowski, wyraźnie podrażniony na ambicji przez Haalanda. W 44. minucie kapitan reprezentacji Polski mógł jednak odetchnąć z ulgą, bo sędzia odgwizdał rzut karny dla Bayernu, a „jedenastki” w tym zespole egzekwuje „Lewy”. Zrobił to skutecznie i obie drużyny schodziły do szatni przy wyniku 2:2, a Lewandowski miał w tym momencie w dorobku równo 30 goli w obecnych rozgrywkach.
Po zmianie stron Haaland już gola nie strzelił, a w 60. minucie został zmieniony, bo zaczął odczuwać dolegliwości w okolicach ścięgna Achillesa. Tak na marginesie – norweski napastnik ma dopiero 20 lat, a w tym sezonie opuścił już wiele meczów z powodu różnych urazów. Pod tym względem nie wytrzymuje żadnych porównać z Lewandowskim, słynącym z żelaznej wytrzymałości i odporności na kontuzje. Ale polski piłkarz chciał koniecznie pokazać, że kreowany już na jego następcę Norweg odstaje też od niego pod względem skuteczności. I tuż przed końcem meczu zdobył swoją trzecią bramkę w tym meczu, ustalając wynik na 4:2. Było to jego 31. trafienie w tym ligowym sezonie, a taka liczba zdobytych bramek, jak szybko wyliczyli futbolowi statystycy, dałaby mu koronę króla strzelców niemieckiej Bundesligi w 52 jej sezonach.
Oczywiście Lewandowski został uznany piłkarzem meczu i dostał noty za swój występ najwyższe z możliwych, ale po drugiej stronie Odry zdecydowanie większe emocje wzbudza topniejący z każdą kolejką dystans jaki dzieli polskiego napastnika do rekordu strzeleckiego legendarnego Gerda Muellera, który w sezonie 1971/72 zdobył 40 bramek. Po hat-tricku w meczu z Borussią „Lewemu” brakuje jeszcze dziewięciu trafień, a do końca sezonu niemieckiej ekstraklasy pozostało jeszcze 10 kolejek. Wyrównanie, a nawet poprawienie rekordu słynnego „Bombera” przez Lewandowskiego stało się więc w tej chwili jak najbardziej realne, ale ta perspektywa wzbudza w Niemczech mieszane odczucia. Pewnie u nas byłoby podobnie, gdyby np. czeski napastnik Legii Tomas Pekhart też miał na 10 kolejek przez końcem rozgrywek w ekstraklasie 31 goli na koncie. A dla przypomnienia – historyczny rekord strzelecki w naszej lidze, ustanowiony przez Henryka Reymana w 1927 roku, wynosi 37 goli. Przez tyle lat tylko dwóch graczy się do niego zbliżyło – Ernest Wilimowski w 1934 (33 gole) i Józef Kohut w 1948 (31).
Na razie jednak „Lewy” ma szansę awansować na drugie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców wszech czasów Bundesligi. W 343 spotkaniach zdobył już 267 bramek i do wyprzedzającego go w zestawieniu Klausa Fischera ma już tylko jedną bramkę straty. Warto pokreślić, że ten dawny gwiazdor Schalke rozegrał w Bundeslidze 535 meczów. Na czele klasyfikacji strzelców znajduje się oczywiście Gerd Mueller, który strzelił 365 goli. Lewandowski najbliższą okazję do przeskoczenia Fischera będzie miał 13 marca, gdy w ramach 25. kolejki Bayern zagra na wyjeździe z Werderem Brema.

Dwa trafienia Lewandowskiego w Bundeslidze

Bayern Monachium w 23. kolejce Bundesligi pokonał 1. FC Koeln 5:1 i umocnił się na prowadzeniu. Kolejne dwa gole w tym sezonie strzelił Robert Lewandowski, który ma ich już na koncie 28. i zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy oraz w klasyfikacji „Złotego Buta”.

Po zdobyciu przez Bayern Klubowego Mistrzostwa Świata w Katarze w szeregi bawarskiej jedenastki wkradło się lekkie rozprężenie, czego efektem były dwa słabsze występy w Bundeslidze – remis 3:3 z Arminią Bielefeld i porażka 1:2 z Eintrachtem Frankfurt. Przypuszczenia, że to być może jest początkiem jakiegoś głębszego kryzysu formy, okazały się jednak mocno przesadzone. Zespół trenera Hansiego Flicka we wtorkowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów rozbił na wyjeździe Lazio Rzym 4:1, a w miniona sobotę zafundował sobie jeszcze większą kanonadę w ligowym spotkaniu z 1. FC Koeln.
Robert Lewandowski w trzech pierwszych z wymienionych meczów zdobywał po jednej bramce, ale w spotkaniu z drużyną z Kolonii na listę strzelców wpisał się dwukrotnie, dzięki czemu powiększył swój strzelecki dorobek w Bundeslidze w tym sezonie do 28 trafień. Do wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera „Lewemu” zostało zatem jeszcze 12 bramek, a do końca rozgrywek Bundesligi zostało jeszcze 11 kolejek. Kapitan reprezentacji Polski większą wagę przywiązuje jednak do zwycięstwa w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich nie ma jeszcze w swojej bogatej kolekcji trofeów. Jego najgroźniejsi konkurenci w tej rywalizacji, Andre Silvaz Eintrachtu Frankfurt, Cristiano Ronaldo z Juventusu i Leo Messi z FC Barcelona mają po 19 trafień, a zajmujący miejsce tuż za nimi Kylian Mabppe z PSG18.

Liga Mistrzów UEFA: Bayern i PSG praktycznie już w ćwierćfinale

Obrońca trofeum Bayern Monachium, finalista poprzedniej edycji Paris Saint-Germain oraz mające aspiracje do zdobycia trofeum w tym sezonie FC Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Real Madryt i Borussia Dortmund – te zespoły wygrały na wyjazdach pierwsze mecze w 1/8 finału LM i są jedną nogą w ćwierćfinale. Takiego komfortu nie ma Juventus Turyn, który przegrał na wyjeździe z FC Porto 1:2, ale też pewny awansu nie może być też portugalski zespół.

Zespół Bayernu do meczu z Lazio Rzym przystępował po dwóch słabszych występach w Bundeslidze – remisie 3:3 z Arminią Bielefeld oraz porażce w miniony weekend 1:2 z Eintrachtem Frankfurt. Do spadku formy triumfatorów Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie przyczyniły się w głównej mierze kłopoty kadrowe spowodowane kontuzjami oraz zakażeniami koronawirusem. Z tego ostatniego powodu nie mógł w Rzymie zagrać jeden z kluczowych graczy, Thomas Mueller, który przechodził kwarantannę po pozytywnych wynikach testów na Covid-19 wykonanych podczas Klubowych Mistrzostw Świata w Katarze. W ocenach futbolowych ekspertów Bayern nie był więc murowanym faworytem w starciu z Lazio.
Przed meczem fani bawarskiego zespołu liczyli jednak na kolejny bramkowy występ Roberta Lewandowskiego, a media w Niemczech chętnie przypominały, że snajper Lazio Ciro Immobile w poprzednim sezonie sprzątnął „Lewemu” sprzed nosa „Złotego Buta”, nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Trudno powiedzieć jaki miało to wpływ na motywację kapitana reprezentacji Polski, ale już w 9. minucie spotkania to właśnie on strzelił gola dającego Bayernowi prowadzenie. Do przerwy bramkarza rzymskiej ekipy pokonali jeszcze Jamal Musiala i Leroy Sane, a dwie minuty po przerwie samobójczego gola dorzucił obrońca Lazio Francesco Acerbi. Gospodarze odpowiedzieli tylko raz, w 49. minucie, gdy Manuela Neuera pokonał Joaquin Correa.
Wygrana 4:1 na wyjeździe de facto przesądza o awansie Bayernu, bo nawet najzagorzalsi fani rzymskiej drużyny nie mają złudzeń, że ich ulubieńcy odrobią takie straty na Allianz Arena w Monachium. Wypada odnotować, że Lewandowskiego wyróżniono tytułem „piłkarza meczu”, ale o naszym piłkarzu było głośno z zupełnie innego powodu. Otóż gol strzelony Lazio był już 72. trafieniem „Lewego” w rozgrywkach Ligi Mistrzów UEFA, a to oznacza, że w klasyfikacji wszech czasów awansował na trzecie miejsce, zostawiając za plecami zdobywcę 71 bramek Hiszpana Raula Gonzaleza. Przed Lewandowskim w tym zestawieniu są już tylko dwaj giganci futbolu – Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Portugalczyk ma na koncie aż 134 bramki, a Argentyńczyk 119. Na dogonienie ich „Lewy” nie ma praktycznie szans, bo przecież obaj wciąż są aktywnymi graczami i nadal mogą powiększyć swój dorobek.
Niewykluczone, że w obecnych rozgrywkach obaj będą mieli jednak na to tylko jedną szansę. FC Barcelona przegrała na swoim stadionie z Paris Saint-Germain 1:4 i w rewanżu nikt nie daje jej szans na odrobienie strat. Messi w tym spotkaniu znalazł się w cieniu francuskiego snajpera PSG Kyliana Mbappe, który zaliczył hat-tricka, ale w minioną środę argentyński gwiazdor strzelił dwa gole w zaległym meczu hiszpańskiej ekstraklasy z Elche (3:0), więc może w rewanżowym starciu z PSG na Parc des Princes w Paryżu przynajmniej podejmie walkę.
Cristiano Ronaldo w przegranym 1:2 meczu z FC Porto gola dla Juventusu nie strzelił, lecz w rewanżu może swój strzelecki dorobek powiększyć, bo w Serie A zdobywa bramki regularnie, zatem o jakimś kryzysie formy w jego przypadku nie może być mowy. Ale Juventus jako zespół pod wodzą trenera Pirlo nie gra jednak rewelacyjnie i całkiem możliwe, że zostanie przez FC Porto wyeliminowany.
W pierwszych meczach 1/8 finału nie popisały się hiszpańskie zespoły. Wygrał tylko Real Madryt, pokonując w Bergamo Atalantę tylko 1:0, a oprócz Barcelony przegrały także Sevilla (2:3 z Borussią Dortmund) i Atletico Madryt (0:1 z Chelsea Londyn). Coraz bardziej wygląda na to, że obecną edycję Ligi Mistrzów znów mogą zdominować kluby angielskie, bo Chelsea, Manchester City (2:0 z Borussią Moenchengladbach) i FC Liverpool (2:0 z RB Lipsk) wygrały na wyjazdach i wątpliwe by w rewanżowych spotkaniach u siebie roztrwoniły ten kapitał. Bundesliga poniesie straty właśnie w starciach z ekipami z Premier League. Borussia Dortmund, która wygrała w gościach z FC Sevilla 3:2 oraz Bayern są pewniakami do awansu. Na dzisiaj prognozy są takie, że w ćwierćfinale zagrają trzy angielskie zespoły, dwa niemieckie oraz po jednym z Francji, Hiszpanii i Włoch lub Portugalii.

Lewandowski nie zwalnia tempa

Zdobyte w miniony czwartek przez piłkarzy Bayernu Monachium klubowe mistrzostwo świata było już ostatnim akordem udanego dla nich poprzedniego sezonu. Z powodu pandemii o ostatnie z sześciu trofeów musieli walczyć dopiero teraz, zamiast w grudniu, ostatnim miesiącu tak udanego dla nich 2020 roku. A nie jest to dla ekipy Bayernu najlepszy czas – kontuzje i zakażenia koronawirusem mocno przetrzebiły kadrę, a zaraz zaczyna się rywalizacja w Lidze Mistrzów. O powtórkę wyczynów z poprzedniego sezonu będzie bawarskiej jedenastce piekielnie trudno.

W poniedziałek Bayern rozegrał u siebie kończące zmagania w 21. kolejce Bundesligi spotkanie z beniaminkiem Arminią Bielefeld, jednym z najsłabszych w tej chwili zespołów niemieckiej ekstraklasie. Miało być łatwo, miło i przyjemnie, tymczasem do przerwy grająca w mocno eksperymentalnym składzie ekipa trenera Hansiego Flicka sensacyjnie przegrywała 0:2. Po zmianie stron trzy minuty po wznowieniu gry kontaktowego gola strzelił Robert Lewandowski. Było to jego 25. ligowe trafienie w tym sezonie w 20 występie, na dodatek przecudnej urody.
„Lewy” wbiegł w pole karne rywali i przyjął podana przez Davida Alabę piłkę na klatkę piersiową i nie dając jej upaść na murawę z woleja wpakował ją do bramki pod rękami rozpaczliwie interweniującego bramkarza Arminii Stefana Ortegi. Niestety, dziurawa jak szwajcarski ser linia obrony Bayernu raz jeszcze w tym spotkaniu zaspała i minutę po trafieniu Lewandowskiego skrzydłowy zespołu gości Christian Gebauer podwyższył ich prowadzenie na 3:1.
Bawarczycy nie rezygnowali jednak z walki i w 57. minucie Corentin Tolisso doprowadził do wyniku 2:3, a w 70. minucie Alphonso Davies doprowadził do wyrównania na 3:3. I takim też rezultatem zakończyło się spotkanie obrończy mistrzowskiego tytułu i lidera Bundesligi z zespołem, który nie może się wygrzebać ze strefy spadkowej. Bayern stracił więc dwa cenne punkty, lecz pozostał na prowadzeniu, ale jego przewaga nad drugim RB Lipsk (wygrał z Augsburgiem 2:1) zmalała do
pięciu punktów.
Media w Niemczech, zwykle surowe w ocenach po słabszych meczach bawarskiej jedenastki, tym razem nie zrobiły sensacji remisu z outsiderem. „Twarde zderzenie z ligową rzeczywistością. Cztery dni po zwycięskim turnieju w Katarze Bayern z trudem uniknął porażki z beniaminkiem” – podsumował wpadkę klubowego mistrza świata dziennik „Die Welt”.
Doceniono natomiast w niemieckich mediach strzelecki kunszt Lewandowskiego jaki zaprezentował strzelając 25. bramkę w obecnym sezonie. Kapitan reprezentacji Polski nie tylko pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców Bundesligi, ale jest też na czele klasyfikacji „Złotego Buta”. W niemieckiej lidze jego najgroźniejszym w tej chwili konkurentem jest 25-letni portugalski napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, który w 21. kolejce w meczu z FC Koeln (2:0) zaliczył 18. trafienie w obecnych rozgrywkach. Trzeci w zestawieniu 20-letni Norweg Erling Haaland z Borussii Dortmund, którego niedawno uznano za najdroższego gracza Bundesligi (jego transferową wartość wzrosła do 110 mln euro), uratował swojej drużynie remis w spotkaniu z Hoffenheim, ale jego gol na 2:2 był dopiero 15. ligowym trafieniem w tym sezonie. Czwarty w klasyfikacji jest 28-letni Holender Wout Weghorst z VfL Wolfsburg (14 goli), a piąte miejsce zajmuje 29-letni Chorwat Andrej Kramarić z Hoffenheim (13 goli).
Lewandowski jak na razie pewnie też prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta”, mając na koncie 50 punktów za 25 goli (dla przypomnienia – gole w pięciu najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA ligach europejskich liczone są podwójnie; aktualnie współczynnik „2” mają Bundesliga, Premier League, Primera Division, Ligue 1 i Serie A). Drugi w zestawieniu jest Andre Silva (36 pkt za 18 goli), a na trzecie miejsce z dorobkiem 17 bramek i 34 punktów awansował ostatnio egipski napastnik Liverpoolu Mohamed Salah. Tuż za nim plasuje się grający w holenderskim VVV-Venlo 26-letni grecki napastnik Georgios Giakoumakis, który strzelił 22 gole, ale ponieważ liga holenderska ma współczynnik trudności „1,5”, daje mu to 33 punkty. Dokładnie taki sam dorobek ma zajmujący piątą lokatę 26-letni Nigeryjczyk Paul Onuachu, który dla belgijskiego KRC Genk także strzelił 22 gole, które przy współczynniku „1,5” także dają tylko 33 punkty.
Szóste miejsce na liście ex aequo z dorobkiem 16 goli i 32 punktów zajmuje czterech słynnych graczy: 34-letni urugwajski snajper Atletico Madryt Luis Suarez, 35-letni portugalski gwiazdor Juventusu Cristiano Ronaldo, 27-letni belgijski napastnik Interu Mediolan Romelu Lukaku i 22-letni napastnik Paris Saint-Germain Kylian Mbappe. A za ich plecami z dorobkiem 15 goli i 30 punktów czają się do ataku na wyższe lokaty 20-letni Haaland i 33-letni Leo Messi, który ostatnio znów zaczął regularnie trafiać niemal w każdym meczu Barcelony. Za plecami tej dwójki z 14 golami i 28 punktami plasują się 39-letni Szwed Zlatan Ibrahimović (AC Milan) i zdobywca „Złotego Buta” w poprzednim sezonie 30-letni włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile.I właśnie z nim Lewandowski w następnym tygodniu zmierzy się w bezpośrednim snajperskim pojedynku w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Wcześniej jednak swoje spotkania w tej fazie rozgrywek rozegrały we wtorek RB Lipsk z Liverpoolem i FC Barcelona z Paris Saint-Germain, a w środę 17 lutego zagrają jeszcze FC Sevilla z Borussią Dortmund oraz FC Porto z Juventusem Turyn. Natomiast 23 lutego oprócz wspomnianego wyżej spotkania Lazio z Bayernem odbędzie się też spotkanie Atletico Madryt z Chelsea Londyn, zaś dzień później zagrają Atalanta Bergamo z Realem Madryt i Borussia Moenchengladbach z Manchesterem City.
Dla przypomnienia – na czele klasyfikacji strzelców Champions League z dorobkiem 6 goli znajduje się czterech graczy: Neymar (Paris Saint-Germain), Alvaro Morata (Juventus), Ering Haaland (Borussia Dortmund) i Marcus Rashford (Manchester United). Lewandowski z dorobkiem trzech trafień znajduje się jak na razie głęboko w peletonie.

Lewandowski powiększył kolekcję trofeów

Bayern Monachium dopiął celu. W rozegranych w minionym tygodniu w Katarze Klubowych Mistrzostwach Świata niemiecki zespół pokonał w finale meksykański Tigres UANL 1:0 i w ostatnich 12 miesiącach wywalczył szóste trofeum. Robert Lewandowski został uznany za najlepszego gracza mistrzostw. Trzecie miejsce zajął egipski Al-Ahly.

Bawarczycy powtórzyli zatem swój wyczyn z sezonu 2012/2013, kiedy to po wygraniu Ligi Mistrzów triumfowali także w KMŚ. Wcześniej dwukrotnie, w 1976 i 2001 roku wywalczyli Puchar Interkontynentalny, którego Klubowe Mistrzostwa Świata są kontynuacją. Dla przypomnienia – Bayern wcześniej w poprzednim sezonie zdobył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec, wygrał Ligę Mistrzów i Superpuchar Europy, zaś Lewandowski za swoje strzeleckie wyczyny w tych rozgrywkach został wyróżniony tytułem Piłkarza Roku w plebiscytach FIFA i UEFA.
Kapitan reprezentacji Polski w Katarze zdobył 23 drużynowe trofeum, więc jeśli chodzi o karierę w zespołach klubowych może śmiało uznać się już za piłkarza spełnionego, bo z Bayernem zdobył już wszystkie najważniejsze „skalpy”. Dołożyć do tego może jeszcze co najwyżej jakieś indywidualne trofea, jak choćby „Złoty But” – nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, bo tej nagrody jeszcze w swojej bogatej kolekcji nie ma. No i rzecz jasna przydałby się jakiś znaczący sukces osiągnięty w barwach reprezentacji Polski. „Lewy” będzie miał na to dwie okazje w Euro 2021 oraz w 2022 roku na mundialu w Katarze. Jeśli rzecz jasna biało-czerwoni zdołają wywalczyć awans do tego turnieju. W czerwcu 2023 roku wygaśnie jego kontrakt z Bayernem – będzie miał wtedy 35 lat i prawdopodobnie pożegna się z bawarskim klubem. Gdzie i kiedy zakończy jednak piłkarską karierę, wie chyba tylko on.

Dwa gole Lewego w Katarze

Znużeni długą podróżą do Kataru piłkarze Bayernu Monachium wywalczyli awans do finału Klubowych Mistrzostw świata, wygrywając 2:0 z egipskim zespołem Al-Ahly Kair. Obie bramki dla niemieckiej drużyny zdobył Robert Lewandowski, który poniedziałkowym występem na stadionie w Al Rayyan przypomniał światu, dlaczego został uznany za piłkarza roku.

Bayern był zdecydowanym faworytem półfinałowego spotkania Klubowych Mistrzostw Świata z egipskim zespołem. Drużyny z Europy zdominowały w ostatnich latach rywalizację w tej imprezie i dlatego uważa się, że mistrzowie Niemiec i triumfatorzy Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu podtrzymają zwycięską serię drużyn ze Starego Kontynentu. Bawarski klub ma już na koncie jeden triumf w tych rozgrywkach, odniesiony w 2013 roku po wygranym w finale meczu z marokańskim zespołem Raja Casablanca 2:0. W kolejnych latach trofeum to zdobywały FC Barcelona, Real Madryt, a w poprzednim turnieju dokonał tego FC Liverpool. W sumie w 16 dotychczasowych edycjach Klubowych Mistrzostw Świata aż 12 razy zwyciężały europejskie drużyny.
Ekipa Bayernu ma jednak lepszą motywację, bo jeśli zdobędzie klubowe mistrzostwo świata, zdobędzie tym samym szóste trofeum w jednym roku i powtórzy rekordowe osiągnięcie Barcelony z 2009 roku, która wtedy także wywalczyła w ciągu 12 miesięcy sześć tytułów. Dla przypomnienia – Bayern kolekcjonowanie trofeów zaczął 16 czerwca 2020 roku, bo tego dnia zapewnił sobie mistrzostwo Niemiec, następnie 4 lipca zdobył Puchar Niemiec, 23 sierpnia pokonując w finale Paris Saint-Germain wygrał Ligę Mistrzów, 24 września zdobył Superpuchar UEFA, a 30 września Superpuchar Niemiec. I gdyby nie pandemia, w grudniu zakończyłby rok 2020 sukcesem w KMŚ, lecz przez koronawirusa FIFA była zmuszona przesunąć turniej o półtora miesiąca.
Bayern co prawda ostatnio nie zachwycał wykwintną grą, ale od kompromitującej porażki w Pucharze Niemiec z drugoligowym Holsteinem Kiel zanotował w Bundeslidze pięć zwycięstw z rzędu i zbudował solidną przewagę nad konkurentami. Przed wylotem do Kataru ekipa trenera Hansiego Flicka wygrała w Berlinie z Herthą 1:0, ale wydarzeniem tego meczu był słaby występ Roberta Lewandowskiego, który po raz pierwszy w tegorocznych występach nie zdobył bramki, a jeszcze na domiar złego po raz pierwszy od lat nie wykorzystał rzutu karnego. Zaraz po tym meczu bawarska ekipa miała odlecieć z berlińskiego lotniska bezpośrednio do Kataru, lecz w wyniku biurokratycznych zagrywek jej samolot został przytrzymany do rana, następnie musiał polecieć do Monachium i dopiero stamtąd, po wymianie załogi, Bayern wyruszył na Bliski Wschód. Trwająca kilkanaście godzin eskapada mocno nadszarpnęła siły piłkarzy, co było widoczne zwłaszcza w drugiej połowie meczu z Al-Ahly. Na szczęście monachijczycy mieli w swoich szeregach podwójnie zmotywowanego do gry Lewandowskiego. Dla wciąż nienasyconego triumfami kapitana reprezentacji Polski zwycięstwo w KMŚ jest ważne, bo tego trofeum nie ma jeszcze w swojej bogatej już kolekcji. Jeśli sięgnie z Bayernem po Klubowe Mistrzostwo Świata, będzie to już 23. trofeum w jego karierze. Trzy zdobył jako zawodnik Lecha Poznań, cztery w barwach Borussii Dortmund, a pozostałe już po transferze do Bayernu. A z bawarską jedenastką sześć razy wywalczył mistrzostwo Niemiec, trzy razy Puchar i cztery razy Superpuchar Niemiec, zaś w 2020 roku po raz pierwszy wygrał Ligę Mistrzów i Superpucharu UEFA
Poza tym „Lewy” po nieudanym występie przeciwko Herthcie chciał jak najszybciej poprawić nadszarpnięty lekko wizerunek, a nic temu nie sprzyja lepiej, jak udany występ w kolejnym meczu. Gracze Al-Ahly pewnie mieli świadomość, że bojowo nastawiony najlepszy piłkarz na świecie w ubiegłym roku może im mocno zaszkodzić, toteż pilnowali go przez cały mecz jak oka w głowie.
Ale chociaż egipski klub Al-Ahly Kair jest bardziej chyba utytułowany od Bayernu, bo w swojej 114-letniej historii zdobył aż 139 trofeów, w tym dziewięciokrotnie afrykańską Ligę Mistrzów, to sportowym potencjałem jednak wyraźnie odstaje. Gdyby nie wyczerpująca podróż, która negatywnie wpłynęła na jakość gry ekipy Hansego Flicka, pewnie zwycięstwo Bayernu byłoby zdecydowanie bardziej okazałe. Lewandowski wykorzystał dwie najlepsze okazje jakie miał do strzelenia gola, nie przesadzał jednak z walecznością w grze i nie biegał tyle co zwykle. On też oszczędzał siły na finał. Wydawało się, że przeciwnikiem bawarskiej drużyny będzie zdobywca Copa Libertadores i mistrz Brazylii Palmeiras Sao Paulo, lecz niespodziewanie lepszy w półfinale okazał się zwycięzca Ligi Mistrzów strefy CONCACAF meksykańskim Tigres UANL. Gola dającego awans strzelił 35-letni francuski napastnik Andre-Pierre Gignac, który wcześniej w wygranym 2:1 ćwierćfinałowym boju z koreańskim Ulsan Hyundai zdobył dla swojej drużyny obie bramki. Tak więc Gignac z trzema trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców KMŚ, a drugą lokatę w zestawieniu zajmuje z dwoma golami Lewandowski. W czwartek powalczą o koronę w bezpośrednim starciu.