Lewy lubi liczbę „40”

W finale Pucharu Niemiec Robert Lewandowski strzelił dwa gole i czwarty z rzędu sezon w barwach Bayernu Monachium zakończył z dorobkiem co najmniej 40 bramek zdobytych we wszystkich rozgrywkach.

Tylko w pierwszym sezonie rozegranym w barwach bawarskiego potentata Lewandowski nie osiągnął granicy 40 trafień w sezonie. W czterech kolejnych strzelał co najmniej 40 goli. W sobotę, w finale Pucharu Niemiec przeciwko RB Lipsk (3:0), trafił dwukrotnie i podtrzymał znakomitą strzelecka passę.

W zakończonym sezonie w 47 meczach ”Lewy” zdobył właśnie 40 bramek. W dwóch poprzednich miał odrobinę lepsze osiągnięcia – w rozgrywkach 2016/2017 strzelił 43 gole (najwięcej jak do tej pory w jednym sezonie dla Bayernu), ale pod względem średniej minut lepszy był dla niego poprzedni sezon, bo trafiał w nim co 92 minuty).

W Borussii Dortmund Lewandowski najwięcej goli, 36, strzelił w sezonie 2012/2013. W sumie w obu niemieckich klubach zdobył już 294 bramki.

 

Trzynaście drużyn z awansem do Ligi Mistrzów UEFA

Ligowe rozgrywki w Europie powoli dobiegają końca i jest w nich coraz mniej niewiadomych. Ale daleko jeszcze do skompletowania całej grupy zespołów, które dzięki zajęciu czołowych pozycji w rodzimych rozgrywkach uzyskują od razu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. UEFA przeznaczyła dla nich aż 24 miejsca.

W nowej edycji tych najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych zachowany zostanie format rozgrywek znany nam z obecnego sezonu. Miejsca dla federacji zostaną rozdzielane na podstawie współczynnika ligowego UEFA z sezonu 2017/18. W edycji 2019/2020 Ligi Mistrzów będzie mogło wystartować 81 zespołów z 54 federacji piłkarskich należących do UEFA (poza Liechtensteinem, gdzie nie były przeprowadzane krajowe rozgrywki ligowe. Drużyny piłkarskie z tego kraju należą do szwajcarskiego systemu ligowego).

Wiadomo, że dwa miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów otrzymają obrońca trofeum oraz zwycięzca obecnej edycji Ligi Europy. Z kwalifikacji awans uzyska tylko sześć zespołów – cztery w tzw. ścieżce mistrzowskiej i dwa w niemistrzowskiej. Pozostał 24 miejsca UEFA przeznacza dla drużyn wyłonionych w rozgrywkach krajowych. Cztery najsilniejsze ligi, czyli hiszpańska, angielska, włoska i niemiecka, będą mieć po czterech przedstawicieli. Liga francuska i rosyjska mają po dwa zespoły, a ligi portugalska, ukraińska, belgijska oraz turecka po jednym. W przypadku gdyby tegoroczni zwycięzcy finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy zajęły w rodzimych rozgrywkach miejsca gwarantujące im miejsce w fazie grupowej, ich miejsce w gronie 26 ekip zwolnionych z udziału w kwalifikacjach zajmą mistrz Austrii Red Bull Salzburg (za triumfatora Champions League) oraz trzecia drużyna ligi francuskiej (za triumfatora Ligi Europy).

Do tej pory udział w fazie grupowej zapewniło sobie 13 zespołów, a w zasadzie 14, bo Tottenham Hotspur na kolejkę przed końcem sezonu Premier League ma trzy punkty przewagi nad Arsenalem i zdecydowanie lepszą różnicę bramek (osiem), więc tylko jakiś kataklizm pozbawi „Koguty” miejsca w elicie 26 drużyn. Poza tym Tottenham wciąż pozostaje w grze w obecnej edycji Ligi Mistrzów, bo w środę gra w Amsterdamie rewanż z Ajaksem i mimo porażki u siebie w pierwszym meczu 0:1, wciąż ma przecież szanse na awans do finału, a w nim na zwycięstwo.

Pewne gry w nowej edycji Champions League są już natomiast te oto zespoły: FC Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt, FC Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Juventus Turyn Wojciech Szczęsny), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), RB Lipsk, Paris Saint-Germain oraz Zenit Petersburg.

Premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsca zajmują aktualnie: w Hiszpanii Getafe, we Włoszech Inter Mediolan i Atalanta Bergamo, w Niemczech Eintracht Frankfurt, we Francji OSC Lille OSC, w Rosji Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus)), w Portugalii Benfica Lizbona, na Ukrainie Szachtar Donieck, w Belgii KRC Genk (Jakub Piotrowski) oraz w Turcji Galatasaray Stambuł.

W 28. sezonie Ligi Mistrzów UEFA mistrz Polski rozpocznie zmagania od I rundy eliminacyjnej i by wystąpić w fazie grupowej, będzie musiał pokonać aż czterech przeciwników. Ale za kilka lat, jeśli UEFA ugnie się przed żądaniami najsilniejszych klubów, straci nawet taką szansę na wejście do elity, bo jej rozgrywki mają zostać gruntownie zmienione. Na razie będzie jednak wszystko po staremu, czyli zwycięzca rozgrywek zakwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów w następnym sezonie oraz rozegra mecz o Superpuchar Europy ze zwycięzcą Ligi Europy UEFA, a także wystąpi jako przedstawiciel UEFA w Klubowych Mistrzostwach Świata. Mecz finałowy zostanie rozegrany 30 maja 2020 roku na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

 

Bayern szykuje umowę dla Lewego

Robert Lewandowski w tym sezonie zmienił swoje podejście do gry w Bayernie Monachium i coraz więcej wskazuje, że nie zamierza już odchodzić z tego klubu. W Niemczech tę zmianę zauważono, docenili ją także szefowie bawarskiego klubu, bo zapowiedzieli publicznie, że polski piłkarz dostanie ofertę przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu, a co za tym idzie – solidna podwyżkę.

Potwierdził to w wypowiedziach dla mediów agent Lewandowskiego Phini Zahavi, a także szefowie bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoennes. „Lewy” w poprzedniej kolejce w meczu z Borussią Dortmund (5:0) zdobył dwie bramki i przekroczył barierę dwustu goli w Bundeslidze jako piąty zawodnik w historii niemieckiej ekstraklasy, a pierwszy obcokrajowiec. W tym sezonie zaliczył już 19 trafień i pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców, nic zatem dziwnego, że większość futbolowych ekspertów uważa, że kapitan reprezentacji Polski definitywnie zrezygnował z planów zmiany barw klubowych i postanowił budować swoją już mocna przecież pozycję w Bayernie i Bundeslidze.

Nowy kontrakt prawdopodobnie wywinduje Lewandowskiego na szczyt listy płac w bawarskim klubie. Nie wszyscy jego koledzy z zespołu ten fakt akceptują, stąd wybuchające co rusz konflikty. Ostatni, wedle dziennika „Bild”,wywołał Kingsley Coman, z którym ponoć „Lewy” musiał nawet stoczyć walkę na pięści. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, ale widać w Bayernie walczyć o pozycje w zespole trzeba nie tylko na boisku.

 

Najskuteczniejszy z cudzoziemców

W 25. kolejce Bundesligi Robert Lewandowski strzelił dwa gole dla Bayernu Monachium w wygranym 6:0 meczu z VfL Wolfsburg. Reprezentant Polski powiększył tymi trafieniami swój ligowy dorobek w tym sezonie do 17 bramek, a łącznie do 197. „Lewy” jest teraz najskuteczniejszym cudzoziemcem w historii niemieckiej ekstraklasy.

Gdy Claudio Pizarro strzelał pierwszego gola w Bundeslidze, Robert Lewandowski miał 11 lat i dopiero zaczynał kopać piłkę w klubie Varsovia. Dzisiaj 40-letni Peruwiańczyk nadal występuje w Bundeslidze, w Werderze Brema, ale gole strzela już rzadko. Do soboty ze 195 trafieniami na koncie na spółkę z Lewandowskim Pizarro dzierżył tytuł najskuteczniejszego cudzoziemca w historii Bundesligi. Młodszy o 10 lat polski napastnik Bayernu Monachium znajduje się jednak w szczytowej formie i wiadomo było, że prędzej czy później „odjedzie” w tej klasyfikacji peruwiańskiemu weteranowi. W spotkaniu z VfL Wolfsburg „Lewy” zdobył dwie bramki i teraz jest już samodzielnym liderem wśród obcokrajowców. Pizarro raczej go już nie dogoni, a następnych w klasyfikacji graczy dzieli od kapitana reprezentacji Polski przepaść, która zapewne będzie się jeszcze powiększać, bo Lewandowski także w tym sezonie walczy o swój kolejny tytuł króla strzelców Bundesligi i na pewno nie poprzestanie na dotychczasowych 17 trafieniach.

Prawdę mówiąc to nie bardzo może, bo jego najgroźniejszym rywalem w wyścigu po strzelecką koronę jest 21-letni Serb Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, którego transferową wartość branżowe portale wyceniają obecnie na 80 mln euro, o 10 mln euro więcej niż Lewandowskiego. To nowość, bo jeszcze niedawno to „Lewy” był najdroższym graczem Bundesligi i prawdę mówiąc nie bardzo wiadomo, dlaczego został przez Niemców „przeceniony”. Nadal przecież strzela gole jak na zawołanie, nie tylko w Bundeslidze, bo przypomnijmy, że jest z ośmioma trafieniami najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów. Ten dorobek może jeszcze powiększyć, bo Bayern wciąż pozostaje w grze w tych rozgrywkach. W pierwszym starciu z FC Liverpool w 1/8 finału padł bezbramkowy remis i w najbliższą środę w rewanżu na Allianz Arena bawarska jedenastka ma co najmniej takie same szanse na zwycięstwo jak rywale.

Bayern przełamał lekki kryzys jaki dopadł go w lutym i bezlitośnie wykorzystał okres słabszej gry Borussii Dortmund, odrabiając do niej stratę punktową, a aplikując sześć goli Wolfsburgowi poprawił bilans bramkowy na tyle, by wrócić na pozycję lidera Bundesligi. Poza tym Bawarczycy nadal mają szanse na zdobycie Pucharu Niemiec, czyli pozostają w grze o potrójną koronę.

Wygląda też na to, że Lewandowski porzucił myśli o zmianie klubu. W jego zachowaniu względem kolegów z zespołu widać kolosalne zmiany, czego najlepszym dowodem jest choćby sympatyczny gest uznania jaki wykonał pod adresem Francka Ribery’ego, gdy po jego podaniu strzelił drugiego gola Wolfsburgowi. Kiedyś tak się na boisku nie zachowywał. I dlatego jego pozycja w Bayernie staje się coraz mocniejsza.

 

Mueller w cieniu Lewandowskiego

Niemieckie media w minionym tygodniu żyły plotką, że Bayern Monachium chce przedłużyć o dwa lata wygasający w 2021 roku kontrakt z Robertem Lewandowskim. Ten temat został wyparty przez wieści, że trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew skreślił definitywnie trzech graczy bawarskiego klubu – Thomasa Muellera, Jerome’a Boatenga i Matsa Hummelsa.

Działacze Bayernu przygotowują się do gruntownej przebudowy zespołu. Po zakończeniu obecnego sezonu z klubu mają odejść m.in. Franck Ribery i Arjen Robben, ale wśród nowych nabytków wymienia się napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera. Ten 21-letni piłkarz nie jest jednak szykowany na następcę Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że szefowie bawarskiego potentata chcą zbudować nowy zespół wokół polskiego piłkarza. Stąd wzięła się oferta przedłużenia kontraktu, co jak wiadomo zawsze wiąże się z solidna podwyżką. „Lewy” już teraz należy do najlepiej opłacanych graczy Bayernu, bo jeśli wierzyć medialnym plotkom zarabia rocznie ponad 15 mln euro, mniej więcej tyle samo co Thomas Mueller, bramkarz Manuel Neuer i środkowi obrońcy Mats Hummels i Jerome Boateng.

Według dziennika „Sport Bild” Bayern chce przedłużyć umowę z kapitanem reprezentacji Polski w nagrodę za jego rezygnację z planów zmiany barwa klubowych. Poza tym szefowie klubu zauważyli radykalna zmianę z zachowaniu „Lewego” względem klubu i docenili jego deklaracje, że jest gotów zakończyć w monachijskim zespole karierę.

Lewandowski obecny kontrakt z mistrzem Niemiec podpisał jesienią 2016 roku. Podobnie jak w poprzednich, także i w tym sezonie jest najlepszym strzelcem zespołu i dla nikogo nie ulega wątpliwości, że bez jego goli drużyna Nico Kovaca nie byłaby w stanie walczyć o najwyższe trofea w Niemczech i w europejskich pucharach. We wszystkich rozgrywkach „Lewy” zdobył już 27 bramek i na spółkę z Luką Joviciem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (15 goli) i najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów (8).

Na tle osiągnięć polskiego piłkarza dokonania jego niemieckich kolegów wypadają blado, ale działacze Bayernu mają świadomość, że dokładając Lewandowskiemu wywołają płacowe żądania rodzimych gwiazd. Nieoczekiwanie w sukurs przyszedł im selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew, który definitywnie skreślił z niej Muellera, Boatenga i Hummelsa. Oficjalnie władze bawarskiego klubu wyraziły oburzenie z tego powodu, ale raczej kruszyć kopii z tego powodu długo nie będą. Mają powód, żeby odmówić im, gdy zażądają podwyżki.

 

Lewandowski zbierał siły na Liverpool?

Bayern Monachium w 22. kolejce Bundesligi z trudem pokonał Augsburg 3:2. Robert Lewandowski gola nie strzelił, może zbierał siły na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów z Liverpoolem.

Przed meczem z Liverpoolem Bayernu Monachium opublikował w mediach społecznościowych pozowane zdjęcie z udziałem czterech największych gwiazd zespołu – Manuela Neuera, Thomasa Muellera, Matsa Hummelsa i Roberta Lewandowskiego. Fotografia nawiązuje do jednej z najsłynniejszych okładek w historii rocka, do płyty zespołu The Beatles z 1969 roku „Abbey Road”. Na oryginale słynna czwórka muzyków z Liverpoolu, John Lennon, Paul McCartney, Ringo Starr i George Harrison, w przerwie między nagraniami pozowali do okładkowego zdjęcia przechodząc gęsiego przez pasy na London Street. Piłkarze Bayernu w lekko stylizowanych na lata 60. ub. wieku fryzurach też maszerują jeden za drugim po pasach, tyle że namalowanych na murawie boiska.

To czytelne nawiązanie do czekającego monachijska jedenastkę wtorkowej potyczki w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem. W opinii futbolowych ekspertów faworytem jest angielski zespół, którego obrońcy są co najmniej o klasę lepsi od defensorów FC Augsburg, którzy w miniony piątek nie pozwolili Lewandowskiemu na zdobycie choćby jednej bramki. A wypada przypomnieć, że polski napastnik w potyczkach z tą drużyną zaliczył wcześniej aż 18 trafień.
Kapitan reprezentacji Polski stracił zatem okazję na poprawienie bramkowego dorobku w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi, w której ze 193 golami na koncie jest drugi za grającym w Werderze Brema 40-letnim Claudio Pizzaro na liście najskuteczniejszych obcokrajowców. Peruwiańczyk w miniony weekend zdobył swoją 194. bramkę i znów jest samodzielnym liderem.

 

Bayern dobrze trafił w Pucharze Niemiec

Zespół Bayernu Monachium w tym sezonie może zdobyć potrójną koronę, bo nadal jest walczy o trzy trofea – w Lidze Mistrzów walczy w 1/8 finału, w Bundeslidze jest wiceliderem, a w pucharze Niemiec gra w ćwierćfinale.

W tych ostatnich rozgrywkach Bawarczycy w przeprowadzonym w minioną niedzielę losowaniu par 1/4 finału trafili na drugoligowy FC Heidenheim. Zespół ten jest rewelacją rozgrywek o Puchar Niemiec, w poprzedniej rundzie sprawił nie lada sensację, eliminując z pucharowej rywalizacji pokonując 2:1 dobrze spisujący się w ostatnich tygodniach Bayer Leverkusen. W 2.Bundeslidze FC Heidenheim zajmuje aktualnie czwarte miejsce z dorobkiem 37 punktów i wciąż liczy się w walce o miejsce gwarantujące awans do 1. Bundesligi. Lekceważyć zatem tego zespołu nie można i trener Bayernu Niko Kovac raczej na pewno nie wystawi przeciwko niemu rezerwowej ekipy, więc Robert Lewandowski zapewne też będzie musiał powalczyć z drugoligowcami.

A w Pucharze Niemiec nie jest łatwo, o czym przekonał się broniący tytułu Eintracht Frankfurt odpadając już w pierwszej rundzie. W 1/8 finału z rozgrywkami pożegnał się natomiast lider Bundesligi Borussia Dortmund, przegrywając w rzutach karnych z Werderem Brema (po dogrywce było 3:3). Bayern też awansował z trudem wygrywając po dogrywce z Herthą Berlin 3:2.

W ćwierćfinale oprócz starcia FC Heidenheim z Bayernem kibice zobaczą dwie potyczki między zespołami 1. Bundesligi – Schalke z Werderem i Augsburga z RB Lipsk oraz spotkanie dwóch drużyn z 2. Bundesligi – SC Paderborn (7. miejsce) z Hamburgerem SV (lider rozgrywek). Mecze zostaną rozegrane 2 i 3 kwietnia, półfinały zaplanowano na 23 i 24 kwietnia, zaś finał odbędzie się 25 maja w Berlinie.

 

Szok! Lewandowski zmarnował karnego

W meczu 19. kolejki Bundesligi z VfB Stuttgart Robert Lewandowski znów należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Strzelił gola i zaliczył asystę, ale w Niemczech większe emocje wzbudził fakt, że zmarnował rzut karny. Nic dziwnego, Polak jest niekwestionowanym mistrzem strzelania „jedenastek”, jednym z najlepszych na świecie.

Lewandowskiemu spudłować z jedenastu metrów zdarza się niezwykle rzadko. W meczu z VfB Stuttgart sam wywalczył rzut karny, a ponieważ jest wyznaczony do egzekwowania „jedenastek”, podszedł do zadania jak dziesiątki razy wcześniej. Wszystko zrobił jak zwykle, włącznie ze swoim „szarpany” podbiegiem do piłki, ale tym razem chyba trochę za bardzo chciał umieścić piłkę w prawym roku bramki, bo trafił nią w słupek. Zaklął po tym szpetnie po polsku, chociaż pod nosem, ale nawet gdyby zrobił to głośno, zostałby zagłuszony przez jęk zawodu dobiegający z trybun Allianz Areny.

Ten zmarnowany karny był dopiero piątą niewykorzystaną „jedenastką” przez Lewandowskiego w jego karierze. Kapitan reprezentacji Polski ma na koncie 36 wykorzystanych rzutów karnych. To oznacza, że stosunek spudłowanych „jedenastek” do wykorzystanych wynosi zaledwie 10,9 procent. Taką skutecznością nie mogą pochwalić się nawet tacy piłkarscy wirtuozi, jak Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Procent niewykorzystanych karnych Portugalczyka wynosi 16,9 procent (22 zmarnowane na 108 wykonywanych), a Argentyńczyka 23,1 procent (24 zmarnowane na 80 wykonywanych).

Zresztą „Lewy” pod tym względem wypada znakomicie na tle większości czołowych graczy występujących w najsilniejszych ligach europejskich. Włoch Mario Balotelli ma na koncie pięć niewykorzystanych karnych na 37 wykonywanych, czyli 11,9 procent zmarnował. Słynny Szwed Zlatan Ibrahimović ma stosunek 10 do 83, czyli 12,05 procent, Belg Eden Hazard 7 do 45 (13,5 procent), Anglik Harry Kane 6 do 28 (17,6 procent), Urugwajczyk Edinson Cavani 12 do 52 (18,8 procent), Brazylijczyk Neymar 12 do 45 (21,1 procent).
Oczywiście w topowych ligach europejskich są piłkarze, którzy w rzutach karnych mają lepszy procent skuteczności, ale są to zawodnicy rzadko egzekwujący „jedenastki”. Jednym z takich zawodników jest choćby Brazylijczyk Fabinho, który w całej karierze z 11 metrów pomylił się tylko raz, ale wykonywał rzuty karne tylko 19 razy. Lewandowskiego nikt więc w Bayernie nie odsunie od wykonywania „jedenastek”. Żeby tak się stało, Polak musiałby chyba spudłować kilka razy z rzędu, jak zdarzyło się to Thomasowi Muellerowi, który w chwili przyjścia Lewandowskiego do Bayernu był w bawarskim zespole etatowym wykonawcą rzutów karnych.
Lewandowski jest najbardziej rozpoznawalnym polskim piłkarzem, ale wizytówkami naszej reprezentacji coraz bardziej stają się dwaj snajperzy występujący w Serie A – Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Obaj należą do czołówki strzelców włoskiej ekstraklasy. Piątek ma na koncie 13 ligowych trafień, A Milik 11. „Lewy” w Bundeslidze zdobył jak na razie 12 bramek, ale we wszystkich rozgrywkach ma już na koncie 24 gole. Czy w reprezentacji można z tych trzech znakomitych napastników stworzyć zabójczą linię ataku? Wątpliwe.

Trener biało-czerwonych Jerzy Brzęczek chyba nie ma dobrego pomysłu na wykorzystanie tego bogactwa. Raz spróbował zagrać z dwójką napastników i w spotkaniu Ligi Narodów z Portugalią wystawił Lewandowskiego z Piątkiem. Nie był to jednak udany eksperyment, bo obaj nie stwarzali żadnego zagrożenia. Głównie dlatego, że reszta zespołu nie potrafiła ich obsłużyć dobrymi podaniami, ale i oni sami nie rozumieli swoich intencji na boisku. Polska przegrała 2:3, a Brzęczek chyba stracił wiarę w skuteczność takiego taktycznego ustawienia. Wątpliwe więc aby w marcu wrócił do tego pomysłu i jeszcze znalazł na boisku miejsce dla Arkadiusza Milika.

Kłopot bogactwa chyba zaczyna być problemem polskiej kadry. Selekcjoner nie potrafi zdecydować się na którego z bramkarzy postawić, teraz zaczyna mu się robić tłok w linii obrony i w środku pola, a na domiar złego zewsząd słyszy sugestie, że skoro Lewandowski w kadrze przestał strzelać gole, to może pora dać szansę Piątkowi czy Milikowi. Za kilka lat takie pomysły może nie będą razić, teraz niosą kadrze zgubę.

 

Nie doceniają Lewego

Robert Lewandowski w minionym roku strzelił 46 goli w 47 meczach. Te statystyki nie robią już widać większego wrażenie, bo różnych plebiscytach „Lewy” przegrywa z konkurentami mającymi znacznie gorsze osiągnięcia.

Branżowy niemiecki tygodnik „Kicker” zwrócił się do piłkarzy Bundesligi z prośbą o wskazanie najlepszego piłkarza w rundzie jesiennej. Swoje typy przesłało 214 zawodników, czyli mniej niż połowa zgłoszonych do rozgrywek graczy 18 klubów występujących w niemieckiej ekstraklasie. Rok temu w tym plebiscycie najlepszy był Lewandowski, na którego zagłosowało 27 procent biorących udział w ankiecie graczy Bundesligi. Tym razem zwyciężył Marco Reus z Borussii Dortmund, który otrzymał od swoich kolegów i rywali z boiska 44 procent głosów. Dwaj kolejni w zestawieniu, jego klubowy kolega Axel Witsel i Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, otrzymali po 9 procent. Co ciekawe, na dalszych miejscach Lewandowskiego także zabrakło – czwartą lokatę zajął kolejny gracz Borussii Dortmund Jadon Sancho (8 procent), piątą Sebastien Haller z Eintrachtu Frankfurt (6 procent), a szóstą Thorgan Hazard z Borussii Moenchengladbach (5 procent głosów).

29-letni Reus w tym sezonie jest liderem zespołu z Dortmundu. Jesienią we wszystkich rozgrywkach strzelił czternaście goli i zaliczył dziewięć asyst. To niewątpliwie znakomite osiągnięcia, ale dla porównania – „Lewy” w rundzie jesiennej zdobył we wszystkich rozgrywkach 22 bramki i zaliczył pięć asyst. W Bundeslidze zdobył co prawda tylko 10 bramek, ale w Lidze Mistrzów aż osiem i jest w tym sezonie najskuteczniejszym strzelcem tych rozgrywek,. Polski napastnik ma więc prawo czuć się niedoceniany. Lewandowski jest już jednak wystarczająco długo w piłkarskim biznesie żeby nie wiedzieć, że w plebiscytach o wynikach nie decydują głosujący, lecz ci, którzy głosy liczą.

 

Bundesliga wznawia rozgrywki

Piątkowy mecz Hoffenheim – Bayern Monachium zainauguruje rundę rewanżową niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Po 17 kolejkach liderem rozgrywek jest Borussia Dortmund, która wyprzedza drugi w tabeli Bayern o sześć punktów.

Rozpoczynająca się w najbliższy weekend runda rewanżowa niemieckiej Bundesligi zapowiada się na jedną z najbardziej pasjonujących w ostatnich latach. Sprawił to kryzys formy jaki dopadł w połowie rundy jesiennej bawarskiego potentata, z którego skorzystała znakomicie grająca Borussia Dortmund, która w pewnym momencie miała już nad Bayernem nawet dziewięć punktów przewagi. Ostatecznie Robertowi Lewandowskiemu i spółce udało sie nieco zniwelować straty, lecz wielu futbolowych ekspertów uważa, że monachijska drużyna może w tym sezonie nie wywalczyć mistrzowskiego tytułu. Po raz pierwszy od sezonu 2010-2011 zespół Bayernu przystępuje do rundy rewanżowej nie jako lider Bundesligi.

Wygląda jednak na to, że trener bawarskiej jedenastki Niko Kovac w trakcie zimowego zgrupowania w Katarze doszedł do porozumienia z piłkarzami, a to było najważniejszą przyczyną ich słabszej gry w rundzie jesiennej. „Jesteśmy gotowi na pościg za liderem i nie odpuścimy Borussii nawet jednego meczu. Naszym celem jest siedemnaście zwycięstw” – zapowiedział Thomas Mueller. Oczywiście w Monachium nikt nie odważy się powiedzieć publicznie, że stracił wiarę w obronę tytułu. Ale w trakcie zgrupowania w Katarze i po powrocie do Niemiec każdy zawodnik mistrza Niemiec otwarcie mówi o dogonieniu Borusii.

Skąd taki optymizm w zespole? Do zespołu wrócili kontuzjowani gracze, m. in. James Rodrigueza, którego Bayern zamierza jednak wykupić z Realu Madryt. Ale ważniejszym powodem jest zmiana w postępowaniu trenera Kovaca. Szkoleniowiec przyznał rację starszyźnie drużyny, że ustawieniu 1-4-2-3-1 jest najlepszym rozwiązaniem i obiecał już nie kombinować. Zapowiedział też koniec z rotacją i obiecał, że będzie wystawiał tylko graczy w aktualnie najwyższej formie. Kovac dopieścił też Lewandowskiego, mianując go trzecim kapitanem drużyny, po Manuelu Neuerze i Thomasie Muellerze. Już w piątek w meczu z Hoffenheim się przekonamy, co te wszystkie zmiany dały.