48 godzin sport

Bayern wstrzymuje transfery
Prezes Bayernu Monachium Karl-Heinz Rummenigge poinformował, że na czas pandemii koronawirusa klub wstrzymuje negocjacje w sprawie transferów. „Nikt nie wie, jak kryzys wywołany koronawirusem wpłynie na futbol w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Dlatego na razie wstrzymaliśmy wszelkie negocjacje w sprawach planowanych w letniej przerwie transferów” – wyjawił Rummenigge na w wypowiedzi dla „Muenchner Merkur”. Bawarski klub zamierza natomiast porozumieć się z zawodnikami, których ma obecnie w kadrze, a którym w 2021 roku skończą się kontrakty: Manuelem Neuerem, Thomasem Muellerem, Jeromem Boatengiem, Javim Martinezem, Davidem Alabą, Svenem Ullreichem oraz Ronem-Thorbenem Hoffmannem.

Chcą oddać kibicom za bilety
Władze Manchesteru United zapowiedziały, że jeśli mecze ligi angielskiej będą rozgrywane przy pustych trybunach albo sezon w ogóle nie zostanie dokończony, są gotowe zwrócić pieniądze wszystkim posiadaczom karnetów. Wedle wyliczeń podawanych w brytyjskich mediach, w grę wchodzi kwota nawet sześciu milionów funtów. Zespół „Czerwonych Diabłów” ma do rozegrania w tym sezonie na swoim stadionie jeszcze cztery mecze w Premier League. Inna opcja dopuszcza możliwość udzielenia adekwatnych zniżek na bilety lub karnety na kolejny sezon. W momencie przerwania rozgrywek w angielskiej Premier League prowadził FC Liverpool, przed Manchesterem City, Leicester City, Chelsea Londyn, a Manchester United zajmował piątą lokatę.

Gest piłkarzy Juventusu
Juventus wydał oświadczenie, w którym potwierdził, że doszedł do porozumienia z zawodnikami i sztabem szkoleniowym w sprawie redukcji zarobków. Piłkarze i trenerzy zrezygnowali z wypłat za marzec, kwiecień, maj i czerwiec. Włoski klub poinformował, że dzięki porozumieniu zaoszczędzi 90 mln euro w obecnym roku budżetowym, ale jeśli rozgrywki zostaną wznowione, to porozumienie będzie renegocjowane. Bramkarzem Juventusu jest Wojciech Szczęsny, dla którego cztery miesiące bez wynagrodzeń oznacza stratę dwóch milionów euro. Najmocniej po kieszeni z graczy „Starej Damy” dostanie najlepiej opłacany z nich Cristiano Ronaldo, któremu przepadnie około 10 mln euro.

Nawet Tabarez stracił pracę
Trudna sytuacja związana z pandemią koronawirusa spowodowała masowe zwolnienia w urugwajskiej federacji piłkarskiej (AUF). Pracę straciło ponad 400 osób, wśród nich selekcjoner kadry narodowej Oscar Tabarez. W Urugwaju rozgrywki piłkarskie wstrzymano 13 marca. Do tej pory w tym kraju zanotowano około 300 zakażeń koronawirusem. 73-letni Tabarez to najdłużej prowadzący jeden zespół narodowy szkoleniowiec na świecie (1988-1990 oraz ponownie od 2006 do teraz). Jego największym sukcesem było zajęcie czwartego miejsca na mundialu w 2010 roku w RPA oraz wygranie Copa America w 2011 roku.

Odwołali kongres FIS
Z powodu pandemii koro
nawirusa odwołano zaplanowany na 17-23 maja kongres Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. W tajlandzkim Royal Cliff miano m.in. wybrać gospodarzy mistrzostw świata w 2024 i 2025 roku, miały się też odbyć wybory przewodniczącego FIS. Od 1998 roku funkcję tę pełni 76-letni Szwajcar Gian-Franco Kasper. Planowano także zatwierdzić kalendarze Pucharu Świata na sezon 2020/2021. FIS planuje przeprowadzić kongres na jesieni tego roku, a do tego czasu bieżące decyzje będą uzgadniane za pośrednictwem telekonferencji.

Zmarł mistrz przełajów
Słynny przed laty hiszpański lekkoatleta Santiago Llorente, specjalizujący się w biegach przełajowych i długodystansowych, zmarł w w wieku 61 lat w wyniku zarażenie się wirusem Covid-19. O jego śmierci poinformował Hiszpański Związek Lekkiej Atletyki. Kilka dni temu z powodu koronawirusa zmarł inny legendarny hiszpański lekkoatleta – Llorenc Cassi. Hiszpania jest drugim po Włoszech najbardziej dotkniętym koronawirusem krajem w Europie. Liczba zarażonych przekroczyła już 70 tysięcy, a zmarłych dochodzi do 10 tysięcy.

Koniec sezonu w Rosji
Ze względu na pandemię koronawirusa władze rosyjskiej ekstraklasy siatkarzy postanowiły zakończyć ligowy sezon. Za takim rozwiązaniem zagłosowało 13 z 14 klubów. W tej sytuacji mistrzem kraju został Lokomotiw Nowosybirsk, dla którego jest to pierwszy tytuł w historii. Kapitanem tej drużyny jest reprezentanta Polski Fabian Drzyzga. Zespół z Nowosybirska wygrał 16 z 19 meczów w zasadniczym sezonie i w momencie przerwania rozgrywek prowadził z przewagą trzech punktów nad drugim Zenitem Kazań. Brązowy medal zdobył Kuzbass Kemerowo, który w ćwierćfinale Ligi Mistrzów EHF wyeliminował Grupę Azoty ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle.

Podejrzani o doping
Dwoje rosyjskich mistrzów olimpijskich – Andriej Silnow, który wygrał skok wzwyż w Pekinie i najszybsza na 400 m przez płotki w Londynie Natalia Antiuch – są oskarżeni o przyjmowanie niedozwolonych środków dopingujących – poinformowała Athletics Integrity Unit (AIU). Podano także nazwiska Jeleny Sobolewej, która w 2006 roku została halową wicemistrzynią świata w biegu na 1500 m i rzucającej kiedyś młotem Oksany Kondratiewej. Sprawa wyszła na jaw, gdy AIU – organ odpowiedzialny za zwalczanie dopingu w „królowej sportu” – prowadził dochodzenie dla Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) w 2016 roku. Nie podano jednak, jakie substancje przyjmowali wymienieni lekkoatleci. Silnow do czerwca ubiegłego roku był wiceprezesem rosyjskiej federacji, ale ustąpił ze stanowiska. gdy jasne się stało, że AIU podejrzewa go o przyjmowanie niedozwolonego sterydu i wszczęła przeciwko niemu dochodzenie. Nie chciał, aby jego sprawa obciążała wizerunek próbującej naprawić swój wizerunek rosyjskiej federacji lekkoatletycznej.

Futbol bankrutuje? A co nam do tego?

Szalejąca na świecie pandemia koronawirusa w niespełna dwa miesiące rozwaliła fundamenty, na jakich osadzał się światowy futbol. A jeden z filarów praktycznie leży już w gruzach – to wpajane nam od wielu dekad przekonanie, iż gra w piłę nożną jest dla ludzi „najważniejszą z nieważnych rzeczy na tym świecie”.

Jak bardzo była to oszukańcza teza, widzimy dzisiaj, gdy nikt nie słucha nawet skamlenia odciętych od łatwych pieniędzy piłkarskich krezusów. Puszczane do mediów straszaki w rodzaju: „Jeśli nie dostaniemy wsparcia ze strony rządu, kluby zaczną bankrutować”, albo „Brak wpływów ze sprzedaży biletów i od sponsorów zrujnuje klubowe finanse”, lub też „Kluby nie mają pieniędzy na wypłaty dla zawodników i pracowników”, dzisiaj nikogo już nie ruszają. Większość z nas jest w tarapatach znacznie poważniejszych niż piłkarze. Z powodu zakazu zgromadzeń i organizowania imprez masowych nie zarabiają choćby lokale gastronomiczne, biura turystyczne, instytucje kulturalne, edukacyjne, nawet parki narodowe są zamykane. Milionom ludzi grozi utrata pracy lub drastyczna obniżka zarobków. A między piłkarzem, któremu klub obciął lub zamroził zarobki na czas przerwy w rozgrywkach, a przeciętnie zarabiającym pracownikiem najemnym w dowolnej branży różnica jest tak wielka, że każdemu kto sobie ją uświadomi, a teraz jest na to dobry moment, musi zrodzić się myśl, że może należałoby w końcu to zmienić. A od takich myśli zaczynają się rewolucje.
Pożywkę do takich rewolucyjnych rozmyślań dają takie publikacje, jak coroczny ranking redakcji tygodnika „France Football” najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie. W zestawieniu „FF” podawane są łączne dochody futbolowych krezusów, czyli wynagrodzenie brutto wypłacane im przez ich kluby oraz wpływy ze sprzedaży wizerunku reklamodawcom i sponsorom. Pierwsze miejsce na liście piłkarskich milionerów zajmuje Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona), który w ubiegłym roku wzbogacił się o rekordowe 131 mln euro, drugi jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn, 118 mln euro), a trzeci Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain, 95 mln euro). W przeliczeniu na stawkę dzienną dochody Messiego wynoszą 358 tys. euro, czyli facet za kopanie piłki każdego dnia kasuje mniej więcej, niż cała masa ludzi niemal przez całe życie, i to przy założeniu, że średnio zarabiają 1000 euro miesięcznie. Ktoś powie, że wymieniona trójka piłkarzy to wyjątki, bo reszta już wcale tak dobrze nie ma. I to jest kolejne kłamstwo, które dopiero w czasach zarazy potrafimy sobie uzmysłowić.
FC Barcelona, której największą gwiazdą jest Messi, rocznie wydaje na płace swoich zawodników (oprócz sekcji piłkarskiej prowadzi też męskie i żeńskie sekcje koszykówki, piłki ręcznej i hokeja na trawie) ponad 600 mln euro – najwięcej w Europie. I taki potentat nagle ogłasza, że wszystkim swoim zawodnikom i trenerom obetnie pensje o 70 procent. W Hiszpanii nie podniósł się nawet jeden głos protestu przeciwko tej „niesprawiedliwości”. W równie bogatym Bayernie Monachium piłkarze, w tym Robert Lewandowski, bez szemrania zgodzili się na 20-procentowe cięcie płac. Z kolei w klubie Kamila Glika, AS Monaco, jego rosyjski właściciel skorzystał z regulacji prawnych we Francji i wysłał wszystkich piłkarzy na częściowe bezrobocie, co skutkuje utratą przez nich 16 procent zarobków. Państwo zapewnia w takich przypadkach rekompensatę w wysokości 5,4 tys. euro, która rzecz jasna dla piłkarzy nie jest adekwatna do utraconych zarobków. Wspomniany Glik zarabia 250 tys. euro miesięcznie, czyli straci po uwzględnieniu rekompensaty 34,6 tys. euro. Wciąż jednak na jego konto wpływać będzie grubo ponad 200 tys. euro, zatem nie dziwi, że we Francji też nikt nad piłkarzami się nie użala.
Nawet w znacznie słabiej płacącej piłkarzom polskiej ekstraklasie chwilowa zapaść finansowa nie jest aż taka straszna, jak próbuje się nam wmówić. Kluby pozbawione dochodów ze sprzedaży biletów i praw medialnych straszą nieuchronnym bankructwem, chociaż liga nie gra dopiero od 13 marca. Czy to kogoś rusza? Nie, bo nie ma powodu użalać się nad losem niespecjalnie przydatnych społeczeństwu w czasach zarazy osobników, którzy do tej pory zarabiali przeciętnie pół miliona złotych rocznie.
Piłkarze, ale nie tylko przecież oni, bo także siatkarze, piłkarze ręczni, koszykarze czy w ogóle sportowcy profesjonalni, są w sto razy lepszej sytuacji niż miliony innych ludzi. Dlatego skomlącym trzeba mówić „precz”, a hołdować tylko tym, którzy nie tylko o nic dla siebie nie proszą, ale jeszcze sięgają do swoich finansowych zasobów i wspierają innych.

Bundeslidze też grozi plaga bankructw

Niemiecka Bundesliga zawiesiła rozgrywki, a w poniedziałek przedstawiciele wszystkich klubów zaplanowali wspólną naradę we Frankfurcie. Najważniejszy punktem obrad będzie znalezienie sposobu na uniknięcie finansowej zapaści.

Z pobieżnych wyliczeń wynika bowiem, że jeśli nie uda się rozegrać pozostałych do końca sezonu ośmiu kolejek, straty niemieckich klubów rywalizujących w Bundeslidze wyniosą z tego tytułu ponad 700 milionów euro. Na tę gigantyczną kwotę składa się 330 milionów z kontraktów telewizyjnych, 240 milionów od sponsorów oraz 130 milionów euro z tzw. dni meczowych. To dlatego prezesi chcieli odwlec zawieszenie rozgrywek, bo każda kolejka więcej zmniejszała straty o około 90 milionów euro. „W profesjonalnym futbolu wszystko na końcu i tak sprowadza się do pieniędzy” – szczerze przyznał szef Bayernu Monachium Karl-Heinz Rummenigge. Dla bawarskiego potentata przerwa w rozgrywkach nie jest aż takim wielkim problemem, ale dla mniejszych klubów taka duża dziura w budżecie może okazać się trudna do załatania. „Niemiecki futbol zawodowy znalazł się w największym kryzysie w całej swojej historii. Wypada mieć tylko nadzieję, że kluby mają wystarczająco dużo pieniędzy na kontach, żeby przetrwać ten kryzys” – wtóruje mu dyrektor zarządzający Borussii Dortmund Hans-Joachim Watzke. Ale niemieckie media w swoich ocenach dalekie są od optymizmu i przekonują, że kluby 1. i 2. Bundesligi nie zadbały należycie o finansowe rezerwy i co czwarty z nich znajdzie się na krawędzi bankructwa. Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB) już zapowiedział, że nie będzie nadmiernie restrykcyjny przy rozpatrywaniu finansowych dokumentów podczas przyznawania licencji na przyszły sezon.
Dlatego podczas narady we Frankfurcie ma być dyskutowany pomysł stworzenia funduszu kompensacyjnego, na który w głównej mierze mają się złożyć bogatsze kluby. Nie będą to łatwe rozmowy, bo nie wszyscy prezesi tych zamożniejszych firm chcą wspierać biedniejszych. Z ich strony spodziewane są raczej naciski na jak najszybsze wznowienie rozgrywek, nawet bez udziału kibiców, byleby nie przepadły pieniądze od sponsorów i nadawców telewizyjnych. Jeśli Bundesliga wznowi rozgrywki 3 kwietnia, wtedy sezon uda się dokończyć i oddalić widmo finansowego krachu. Tylko czy piłkarze będą chcieli grać?

Skandal w Bundeslidze

Zespół Bayernu Monachium świetnie poradził sobie bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego i w 24. kolejce rozgromił na wyjeździe Hoffenheim 6:0. Spotkanie zakończyło się jednak skandalem.

Bawarczycy rozpoczęli mecz z Hoffenheim z impetem i po kwadransie prowadzili już 3:0, a na przerwę schodzili z prowadzeniem 4:0. Gole strzelili Serge Gnabry, Joschua Kimmich, grający w miejsce Lewandowskiego 18-letni Holender Joshua Zirkzee i Brazylijczyk Philippe Coutinho, który podwyższył na 5:0 po przerwie. Wynik ustalił Leon Goretzka w 62. minucie i właściwie niedługo potem mecz przestał być już zwykłym meczem. Doprowadzili do tego kibice Bayernu Monachium, którzy wywiesili banery z obraźliwymi hasłami pod adresem prezesa Hoffenheim Dietmara Hoppa.
Arbiter natychmiast przerwał spotkanie, a pod sektor zajmowany przez grupę fanów monachijskiej drużyny pobiegł trener Bayernu Hansi Flick. Perswazja poskutkowała jednak tylko na chwilę, bo kibole ponownie wywiesili schowane uprzednio banery. Tym razem arbiter zareagował ostrzej – przerwał mecz i odesłał piłkarzy obu drużyn do szatni. Po kwadransie wulgarne hasła zniknęły i zawodnicy wrócili na boisko, lecz nie wznowili już gry na serio. Przez prawie 10 minut jakie pozostały do zakończenia regulaminowego czasu gry gracze obu zespołów kopali piłkę już tylko rekreacyjnie. Większa część kibiców nagrodziła ich za to oklaskami.
Bayern z pewnością zostanie za te ekscesy swoich kibiców surowo ukarany, lecz przynajmniej uniknie walkowera. A każdy punkt jest na wagę złota, bo najgroźniejsi konkurenci do tytułu, RB Lipsk, Borussia Dortmund i Borussia M’gladbach, nie rezygnują z przerwania wieloletniej hegemonii Bayernu.
Lewandowski, co ujawnił na Twitterze, kanonadę kolegów oglądał w domu przez telewizorem. Ale chyba bardziej ucieszyło go to, że Norwego Erling Haaland w tej kolejce nie strzelił kolejnego gola dla Borussii Dortmund, a Ciro Immobile w spotkaniu Lazio z Bologną także nie powiększył konta bramkowego.

Lewy załatwił Chelsea, a Chelsea Lewego

We wtorek Bayern Monachium w pierwszym meczu 1/finału Ligi Mistrzów rozgromiła na Stamford Bridge Chelsea Londyn 3:0. Polski napastnik miał udział przy wszystkich golach – sam strzelił jednego, a przy dwóch asystował. Niestety, próbujący go powstrzymać za wszelką cenę obrońcy angielskiego zespołu uszkodzili mu krawędź goleni w lewym stawie kolanowym i tym samym „zafundowali” mu miesiąc przerwy.

To był wielki mecz w wykonaniu Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski swoim wybitnym występem przeciwko Chelsea Londyn zachwycił nawet angielskie media. Najpierw zaliczył dwie asysty przy golach Serge’a Gnabrego, chociaż sam mógł uderzać na bramkę.
Jego koleżeńską postawę zauważył świetny przed laty angielski napastnik Chris Sutton, który w komentarzu na łamach „Daily Mail’ napisał: „Bezinteresowny i wielce utalentowany Lewandowski dał lekcję Chelsea i pokazał, że nie tylko wykorzystuje sytuacje, ale również je tworzy. Zwłaszcza przy pierwszym golu, gdy miał przed sobą miał już tylko Willy’ego Caballero. Ilu napastników na jego miejscu zrezygnowałoby w takiej sytuacji z oddania strzału? A Polak spokojnie wycofał piłkę do Gnabry’ego, który strzelił łatwego gola do pustej bramki. Jego postawa jest godna najwyższego uznania, bo przecież przed meczem w mediach nachalnie mu przypominano, że od dwóch lat w fazie pucharowej Ligi Mistrzów nie potrafił zdobyć bramki, więc gdyby zachował się w tych sytuacjach egoistycznie, nikt nie miałby o to do niego pretensji” – podkreślił z uznaniem Sutton.
Wysoko występ polskiego napastnika oceniono też w relacjach BBC, a „The Guardian” przyznał mu notę „9” (w skali 1-10). Równie wysoko oceniono też Gnabry’ego oraz 19-letniego Kanadyjczyka Alphonso Daviesa, ale ojcem wysokiego zwycięstwa Bayernu uznano jednak zgodnie Lewandowskiego, który po dwóch asystach sam strzelił gola na 3:0, a na dodatek po faulu na nim z boiska wyleciał obrońca ekipy gospodarzy Marcos Alonso.
Wyścig z Haalandem i Benzemą
Tym samym „Lewy” 11. trafieniem w obecnej edycji Ligi Mistrzów załatwił za jednym zamachem trzy sprawy – przerwał trwającą od dwóch sezonów strzelecką niemoc w fazie pucharowej tych rozgrywek, odzyskał pozycję samodzielnego lidera klasyfikacji strzelców, którą przez ostatni tydzień musiał dzielić z 19-letnim napastnikiem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem, natomiast w klasyfikacji wszech czasów dogonił Karima Benzemę. Francuski napastnik Realu Madryt przed pierwszymi meczami 1/8 finału LM w tym zestawieniu zajmował z dorobkiem 64 goli czwartą lokatę, po Cristiano Ronaldo (128 bramek), Leo Messim (114) i Raulu (71), zaś Lewandowski był piąty z 63. trafieniami na koncie. Ponieważ Benzema w przegranym 1:2 spotkaniu z Manchesterem City nie powiększył swojego bramkowego dorobku, czwarte miejsce w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów musi teraz dzielić z Polakiem, który także ma 64 gole.
Niestety, w kolejnej serii gier Lewandowski nie będzie mógł już odpowiedzieć ani rewelacyjnie grającemu w tym sezonie Norwegowi, ani też Francuzowi, bo w rewanżowym meczu z Chelsea Londyn nie zagra z powodu kontuzji. Wiadomość o jego urazie wyszła na jaw w środę i została przyjęta z lekkim niedowierzaniem, bo przecież „Lewy” grał w Londynie do ostatniego gwizdka i nic w jego zachowaniu nie wskazywało, że coś mu dolega.
Ból w kolanie zaczął odczuwać dopiero następnego dnia, a po szczegółowych badaniach przeprowadzonych przez klubowego lekarza Bayernu Hansa-Wilhelma Muellera okazało się, że doznał pęknięcia krawędzi goleni w lewym stawie kolanowym.
Z komunikatu opublikowanego przez bawarski klub wynika, że kapitan reprezentacji Polski będzie musiał z tego powodu pauzować przez miesiąc. Przez 10 dni będzie miał nogę w gipsie, a po zdjęciu, jeśli uraz się zagoi należycie, będzie mógł zacząć rehabilitację i powoli przygotowywać się do powrotu na boisko.
Bayern będzie musiał radzić sobie bez swego najskuteczniejszego piłkarza nie tylko w rewanżowym spotkaniu z Chelsea, lecz także w czterech najbliższych kolejkach Bundesligi, czyli w meczach z Hoffenheim, Augsburgiem, Unionem Berlin i Eintrachtem Frankfurt oraz meczu Pucharu Niemiec z Schalke Gelsenkirchen. Lewandowski prawdopodobnie nie wystąpi również w marcowych meczach reprezentacji Polski z Finlandią (27 marca, Wrocław) i Ukrainą (31 marca, Chorzów).
Tak długiej przerwy od gry Lewandowski w karierze jeszcze nie miał. Ze względu na operację pachwiny w grudniu ubiegłego roku pauzował co prawda 26 dni, ale wówczas Bayern Monachium rozgrywał tylko jeden oficjalny mecz. Wcześniej najdłuższa przerwa reprezentanta Polski wynosiła 14 dni, a miał takie tylko dwukrotnie w dotychczasowej karierze.
Pech w najgorszym momencie
Wypada jedynie żałować, że „Lewemu” kontuzja przydarzyła się akurat teraz, gdy znajdował się w szczytowej formie i pewnie zmierzał po piąty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi oraz liczył się też w walce o „Złotego Buta” (nagroda dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich). Jego najgroźniejszy konkurent w niemieckiej lidze, napastnik RB Lipsk Timo Werner, ma tylko cztery gole mniej, zaś lider klasyfikacji „Złotego Buta” Ciro Immobile z Lazio Rzym jedynie jedno trafienie więcej. Z pewnością zrobią teraz wszystko, że przez te kilka tygodni odskoczyć polskiemu napastnikowi.
Może jednak nie będzie aż tak źle. Lewandowski w 23 meczach Bundesligi strzelił 25 goli, a po powrocie będzie miał jeszcze co najmniej sześć ligowych meczów, żeby wrócić do walki o oba strzeleckie tytuły. Co zresztą zapowiedział na Twitterze wpisem: „Dziękuję za wszystkie miłe słowa wsparcia. Trzymajcie za mnie kciuki. Wkrótce wrócę i będę gotowy do walki”.
A walczyć będzie o co, bo Bayern raczej ma już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, w Bundeslidze jest liderem, a reprezentacja Polski o stawkę zagra przecież dopiero w czerwcu w mistrzostwach Europy.
Z pozostałych Polskich piłkarzy rywalizujących jeszcze w Lidze Mistrzów powody do zadowolenia może mieć Łukasz Piszczek, bo jego Borussia Dortmund pokonała u siebie Paris Saint-Germain 2:1. Uczucie niedosytu trapi natomiast dwójkę naszych reprezentantów występujących w SSC Napoli, Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika, bo ich drużyna mogła pokonać wielką Barcelonę, a ostatecznie na swoim stadionie wywalczyła jedynie remis, który w rewanżu na Camp Nou nie będzie żadnym atutem. Jeszcze gorszy humor ma z pewnością Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus Turyn po fatalnym występie przegrał na wyjeździe z Olympique Lyon 0:1. Nie zmienia to jednak faktu, że faworytem do awansu w tej parze wciąż jest mistrz Italii.

Wyniki pierwszych meczów 1/8 finału:
Atletico Madryt – FC Liverpool 1:0
Borussia Dortmund – Paris St. Germain 2:1
Rewanże w środę 11 marca, godz. 21:00
Atalanta Bergamo – Valencia VF 4:1
Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1
Rewanże we wtorek 10 marca, godz. 21:00
SSC Napoli – FC Barcelona 1:1
Chelsea Londyn – Bayern Monachium 0:3
Rewanże w środę 18 marca, godz. 21:00.
Olympique Lyon – Juventus Turyn 1:0
Real Madryt – Manchester City 1:2
Rewanże we wtorek 17 marca, godz. 21:00

Lewy odzyskał pozycję lidera

W Bundeslidze w jej 57-letniej historii tylko dwóch piłkarzy w 19. kolejkach strzeliło 21 goli. Pierwszy tej sztuki dokonał w sezonie 1972/1973 słynny Gerd Mueller, a w minioną sobotę wyczyn legendarnego niemieckiego napastnika powtórzył Robert Lewandowski, który znów samodzielnie przewodzi w klasyfikacji strzelców tego sezonu.

W obecnych rozgrywkach Bundesligi rywalizacja o tytuł króla strzelców jest nie mniej interesująca niż walka o mistrzostwo Niemiec. W obu przypadkach biją się gracze dwóch klubów – Bayernu Monachium i RB Lipsk. Sponsorowana przez Red Bulla drużyna z Lipska rzuciła bawarskiemu potentatowi podwójne wyzwanie, bo chce mu odebrać mistrzowski tytuł, a przy okazji umożliwić Timo Wernerowi przerwanie strzeleckiej hegemonii Lewandowskiego.
Kapitan reprezentacji Polski był samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców przez całą rundę jesienną, a już po 9. kolejce, gdy miał na koncie 13. trafień i o siedem wyprzedzał drugiego w zestawieniu Wernera, w mediach pojawiły się opinie, że „Lewemu” właściwie już można gratulować zdobycia piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Przypominano, że w sezonie 2013/2014 wygrał rywalizację strzelając 20 goli, w sezonie 2015/2016 zwyciężył wynikiem 30 trafień, w sezonie 2017/2018 potrzebował do tego 29 bramek, ale już w poprzednim sezonie (2018/2019) wystarczyły mu tylko 22 gole.
Sytuacja zmieniła się po 10. kolejce, bo wtedy ekipa RB Lipsk rozbiła FC Mainz 8:0, a Werner skompletował w tym spotkaniu hat-tricka i zaliczył trzy asysty. A potem poszedł za ciosem i w ośmiu kolejnych ligowych meczach zdobył aż 11 bramek, co pozwoliło mu zbliżyć się do kroczącego wolniejszym tempem Lewandowskiego na jedno trafienie. Polak kończył rundę jesienną z 19. bramkami na koncie, a Werner z 18. Ale już w pierwszej kolejce wiosennej rundy napastnik RB Lipsk zaliczył dwa trafienia i zrównał się w ich liczbie z „Lewym”, który odpowiedział tylko jedną bramką. Przed 19. kolejką obaj mieli zatem po 20 trafień. A to już był strzelecki dorobek, który aż w 12 poprzednich sezonach niemieckiej ekstraklasy zapewniał koronę króla strzelców (choćby Lewandowskiemu w 2014 roku).
Zmagania „Lewego” i Wernera już budzą emocje nie tylko w Niemczech, bo wcześnie rywalizację na takim poziomie prowadzili jedynie w lidze hiszpańskiej Leo Messi z Cristiano Ronaldo, ale nawet ci dwaj genialni gracze w sezonach, gdy bili strzeleckie rekordy, w żadnym po 18 kolejkach nie mieli we dwójkę po 20 bramek na koncie.
W miniony weekend Werner nie dotrzymał jednak kroku Lewandowskiemu, po w przegranym przez RB Lipsk 0:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt zaliczył pusty przebieg, podczas gdy polski napastnik Bayernu w wygranym z Schalke 5:0 meczu strzelił gola i zaliczył asystę. tym samym po 19. kolejkach Lewandowski znów jest samodzielnym liderem z dorobkiem 21 bramkę, a takim osiągnięciem przed nim mógł się pochwalić jedynie legendarny Gerd Mueller w sezonie 1972/1973. Warto przypomnieć, że w sezonie 2016/2017 kibice w Niemczech ekscytowali się strzeleckim pojedynkiem Lewandowskiego z Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, w którym „Lewy” zdobył 30, a jego rywal 31 bramek. Był to najlepszy wynik w Bundeslidze od 40 lat, ale warto wiedzieć, że po 19. kolejce Polak i Gabończyk mieli odpowiednio 14 i 17 goli.
Tocząca się w tym sezonie rywalizacja 31-letniego Lewandowskiego z 23-letnim Wernerem jest rzecz jasna dla Niemców znacznie bardziej ekscytująca. Tym bardziej, że wcale nie jest przesądzone, że wygra ją Polak. A to dlatego, że trenerem zespołu RB Lipsk jest Julian Nagelsmann, uznawany obecnie za najlepszego szkoleniowca w Bundeslidze, który już pokazał, że potrafi świetnie pracować z napastnikami. Życiowe osiągnięcia pod jego reką uzyskali tacy gracze, jak Andrej Kramarić, Ishak Belfodil, Mark Utha, Joelinton, Adam Szalai czy Sandro Wagnera. Żaden z nich nie był tak skuteczny jak obecnie Werner, ale też żaden z nich nie miał takiego talentu. Poza tym Niemiec jest najważniejszym trybem w zbudowanej w Lipsku przez Nagelsmann świetnie pracującej piłkarskiej maszynerii i korzysta na pracy całego zespołu, podczas gdy „Lewy” często musi pracować na cały zespół Bayernu i wyciągać go za uszy z tarapatów.
Co nie zmienia faktu, że dzięki temu w tym sezonie rywalizacja o mistrzostwo Bundesligi póki co daleka jest do rozstrzygnięcia. Na razie liderem wciąż jest RB Lipsk (40 pkt), ale po wpadce z Eintrachtem ma już tylko jeden punkt przewagi nad Bayernem, dwa punty nad trzecią Borussią M’gladbach (3:1 z FC Mainz) i cztery „oczka” na czwartą Borussią Dortmund (5:1 z FC Koeln), w której właśnie rozkwita wielki talent 19-letniego Erlinga Halanda. Norweg w dwóch tegorocznych kolejkach zdobył już pięć bramek.

48 godzin sport

Polski skaczą coraz lepiej
Podopieczna Łukasza Kruczka, Kinga Rajda, zajęła 21. miejsce w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Sapporo. To najlepszy wynik w PŚ w historii polskich skoków kobiet. Triumfowała Austriaczka Marita Kramer. Druga była Norweżka Meren Lundby, a trzecie miejsce zajęła Austriaczka Eva Pinkelnig. Historyczny wynik dały naszej zawodniczce skoki na 109,5 i 113,5 m. Druga z Polek Anna Twardosz zajęła 32. miejsce, uzyskując w jedynej próbie 104,5 m. Do tej pory najlepszym wynikiem Polek, także uzyskanym przez Rajdę, było 25. miejsce w wywalczone w poprzednim sezonie w Słowenii. W klasyfikacji generalnej Rajda zajmuje 32. lokatę.

Kłopoty mistrza maratonu
Wilson Kipsang, były rekordzista świata w biegu maratońskim, został zawieszony przez IAU (Komitet ds. Integralności Lekkiej Atletyki) za złamanie przepisów antydopingowych. Kenijski biegacz w ostatnim czasie unikał kontroli i nie podawał swojego aktualnego miejsca pobytu albo wprowadzał kontrolerów w błąd. Grozi mu za to nawet dwuletnia dyskwalifikacja. 37-letni Kipsang jest brązowym medalistą olimpijskim w maratonie, w 2013 roku był także rekordzistą świata z czasem 2:03:23. Jeśli chce uniknąć kary, musi stawić się na przesłuchanie, a dopóki tego nie zrobi, nie może startować w żadnych zawodach.

Rezygnacja mistrzyni US Open
Mistrzyni ubiegłorocznego US Open Bianca Andreescu nie wyleczyła kontuzji kolana i z tego powodu zrezygnowała ze startu w rozpoczynającym się 20 stycznia Australian Open. Miejsce 19-letniej kanadyjskiej tenisistki w głównej drabince turnieju zajmie Rosjanka Margarita Gasparian. Wcześniej z gry w wielkoszlemowej imprezie w Melbourne zrezygnowały Białorusinka Wiktoria Azarenka, Portorykanka Monica Puig, Rosjanka Wiera Zwonariowa i Niemka Andrea Petković.

Piątek wylądował na ławie
W sobotnim spotkaniu 19. kolejki Serie A Cagliari przegrało z Milanem 0:2. Podopieczni Stefano Piolego wygrali pierwszy raz po trzech spotkaniach bez zwycięstwa. Premierowego gola po powrocie na Półwysep Apeniński zdobył Zlatan Ibrahimović. Krzysztof Piątek, któremu włoskie media wieszczą rychły transfer, całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych.

Nogal otarł się o medal
Artur Nogal był czwarty na dystansie 500 w mistrzostwach Europy w łyżwiarstwie szybkim, które odbywają się w Heerenveen. Polakowi, który ustanowił rekord życiowy, do podium zabrakło 0,09. Zwyciężył Rosjanin Paweł Kuliżnikow. Nogala wyprzedzili jeszcze Holender Dai Dai Ntab oraz Rosjanin Rusłan Muraszow.

Wywalczył miejsce na podium
Oskar Kwiatkowski zajął trzecie miejsce slalomie gigancie równoległym podczas snowboardowego Pucharu Świata w szwajcarskim Scuol. To drugie podium w karierze 23-letniego polskiego zawodnika. Zwyciężył Rosjanin Andriej Sobolew.

Kompromitacja Bayernu
Bez Roberta Lewandowskiego, który na razie trenuje indywidualnie po przerwie spowodowanej operacją przepukliny pachwinowej, zespół Bayernu Monachium po powrocie ze zgrupowania w Katarze rozegrał spotkanie sparingowego z drugoligowym FC Nuernberg. Mistrzowie Niemiec skompromitowali sie w oczach swoich kibiców przegrywając nieoczekiwanie aż 2:5.

Klęska lubelskiej Perły
Piłkarki ręczne MKS Perły Lublin w 2. kolejce grupy C Pucharu EHF przegrały wyjazdowe spotkanie z duńskim Odense Handbold 18:35. Klęskę mistrzyń Polski usprawiedliwia fakt, że zagrały w tym meczu bez siedmiu czołowych zawodniczek – reprezentantek Polski Kingi Achruk, Marty Gęgi, Aleksandry Rosiak, Małgorzaty Stasiak i Anety Łabudy, reprezentantki Chorwacji Valentiny Blazevic oraz Dunki Mii Moldrup. Trener Robert Lis miał do dyspozycji zaledwie 11 zawodniczek.

Nowa gwiazda sprintu
Francuz Lucas Chanavat i Szwedka Linn Svahn wygrali w Dreźnie sprinty techniką dowolną zaliczane do Pucharu Świata w biegach narciarskich. Oboje triumfowali w zawodach tego cyklu po raz drugi w karierze. Zaledwie 20-letnia Svahn wyrasta na nową gwiazdę sprintów. To był dopiero trzeci indywidualny pucharowy sprint w jej karierze i drugie zwycięstwo. Najlepsza była również w grudniu w Davos. W sobotę o 0,21 s wyprzedziła Anamariję Lampic. Słowenka nadal jednak prowadzi w klasyfikacji generalnej tej specjalności. Chanavat natomiast objął prowadzenie w walce o małą Kryształową Kulę. Reprezentanci Polski byli tłem dla rywali – Maciej Staręga został sklasyfikowany na 43., a Mateusz Haratyk na 73. pozycji. W rywalizacji kobiet najlepsza z Polek Weronika Kaleta zajęła 49. miejsce, Monika Skinder była 51., a Izabela Marcisz 54. Bez powodzenia reprezentanci Polski startowali też w niedzielnych biegach drużynowych. Panie zajęły ósme miejsce w półfinale, a panowie 11.

Cracovia pokpiła sprawę
Hokeiści Comarch Cracovii prowadzili z brytyjskim Nottingham Panthers już 3:0, a mimo tego przegrali 3:4 w swoim drugim meczu finałowego turnieju Pucharu Kontynentalnego rozegranego w duńskim Vojens. Wicemistrzowi Polski, którzy wczesniej przegrali 0:2 z białoruskim Niomanem Grodno 0:2, po dwóch porażkach stracili szanse na zwycięstwo w turnieju i ich niedzielny mecz z ekipą gospodarzy, SoenderjyskE, nie miał już znaczenia.

Śmierć w Rajdzie Dakar
Podczas rozgrywanego w Arabii Saudyjskiej Rajdu Dakar doszło do tragedii. 40-letni portugalski motocyklista Paulo Goncalves zaliczył upadek na trasie siódmego etapu z Rijadu i do Wadi ad-Davasir. Gdy dotarły do niego służby medyczne był nieprzytomny, a po przewiezieniu do szpitala w mieście Lajla stwierdzono zgon. Goncalves jest 65. ofiarą śmiertelną organizowanego od 1979 roku Rajdu Dakar.

Szczęściarze i pechowcy

W poniedziałek 16 grudnia w siedzibie UEFA w Lyonie odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów, a także 1/16 finału Ligi Europy. W najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów w stawce zostały wyłącznie zespoły z pięciu najsilniejszych lig na naszym kontynencie, co jest ewenementem, ale też potwierdzeniem tezy, że najbogatsze kluby mają coraz większą przewagę.

Coś takiego w Lidze Mistrzów zdarzyło się po raz pierwszy. Do tej pory dwukrotnie do 1/8 finału awans zdobywały zespoły z sześciu krajowych lig, ale sytuacja, że wszystkie szesnaście drużyn wywodzi się z pięciu legitymujących się najwyższym rankingiem UEFA (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), zdarzyła się po raz pierwszy. Było w tym trochę przypadku, bo na przykład Zenit Petersburg przed ostatnią kolejką fazy grupowej zajmował drugą lokatę i pokpił sprawę w ostatnim spotkaniu. Dla kibiców futbolu taka sytuacja to gratka, bo w gronie 16 zespołów nie ma już słabeuszy, zatem w 1/8 finału czekają nas wyrównane i zacięte potyczki.

W Lidze Mistrzów gra toczy się jednak o wielkie pieniądze, a europejscy potentaci nie zamierzają dzielić się nimi z maluczkimi. Triumfator obecnej edycji tych rozgrywek może tylko z premii zarobić najmniej 65 milionów euro. W sumie 32 uczestniczące w rywalizacji zespoły podzielą między sobą około dwóch miliardów euro. Za awans do fazy grupowej UEFA płaciła 15 mln euro. Zwycięstwo w grupie było premiowane kwotą 2,7 mln euro. Za awans do wielkiego finału UEFA wyznaczyła kwotę 15 mln, a zwycięzca dostanie ponadto bonus w wysokości 4 mln euro. Do tego trzeba oczywiście doliczyć jeszcze blisko 300 mln euro z tytułu marketingowej wartości Champions League, a kwota ta zostanie rozdysponowana wedle wartości medialnej zespołów.

Przed losowaniem par 1/8 finału było wiadomo, że zwycięzcy grup zostaną rozstawieni i że zespoły rywalizujące ze sobą w grupach oraz pochodzące z jednego kraju nie trafią na siebie. Los nie uśmiechnął się do Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę i Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Angielski zespół wygrał swoją grupę, ale miał pecha, że z nierozstawionych drużyn trafił akurat na „Królewskich”. Szanse obu zespołów są jednak równe. Broniący tytułu FC Liverpool też nie miał szczęścia w losowaniu, bo wpadł na Atletico Madryt, przeciwnika od lat szalenie niewygodnego dla każdego rywala. Wątpliwe jest też aby zadowoleni z „przydziału” byli gracze Chelsea Londyn, którym los za przeciwnika wyznaczył Bayern Monachium. Czwarty z angielskich zespołów, Tottenham Hotspur, finalista poprzedniej edycji Champions League, wylosował aktualnego lidera Bundesligi RB Lipsk i raczej na pewno z tego powodu w szatni „Kogutów” nie strzelały korki od szampana.

W fazie play off Ligi Mistrzów zobaczymy wiosną cztery zespoły z polskimi piłkarzami w składzie: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) i SSC Napoli (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński). Z naszych graczy względnie zadowolony po losowaniu mógł być chyba tylko Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus uniknął największych potęg i zmierzy się z przeciętnie w tym sezonie spisującym się w rodzimej lidze Olympique Lyon. Łukasza Piszczka i zespół z Dortmundu czekają natomiast starcie z potentatem francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, którego trenerem jest były szkoleniowiec Borussii Thomas Tuchel, zaś Zielińskiego i Milika w barwach SSC Napoli z zawsze wielką Barceloną Leo Messiego.

Pierwsze spotkania 1/8 finału zaplanowano na 18-19 oraz 25-26 lutego. Rewanże odbędą się odpowiednio 10-11 oraz 17-18 marca. Losowanie ćwierćfinałów oraz półfinałów zaplanowano na 20 marca. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów wyznaczono na 30 maja na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

W poniedziałek rozlosowano też pary 1/16 ligi Europy. W tych rozgrywkach uczestniczy już tylko dwóch polskich piłkarzy – Jacek Góralski i Jakub Świerczok. Obaj grają w bułgarskim Łudogorcu Razgrad, który ma niewielkie szanse na awans do kolejnej rundy, bo trafił na Inter Mediolan. Pierwsze mecze zaplanowano na 20 lutego, rewanże tydzień później.

Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain, Real Madryt – Manchester City, Atalanta Bergamo – Valencia CF, Atletico Madryt – FC Liverpool, Chelsea Londyn – Bayern Monachium, Olympique Lyon – Juventus Turyn, Tottenham Hotspur– RB Lipsk, SSC Napoli – FC Barcelona.

Pary 1/16 finału Ligi Europy:
Wolverhampton Wanderers – Espanyol Barcelona, Sporting Lizbona – Basaksehir Stambuł, Getafe CF – Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen – FC Porto, FC Kopenhaga – Celtic Glasgow, APOEL Nikozja – FC Basel, CFR Cluj – FC Sevilla, Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn, AZ Alkmaar – LASK Linz, Club Brugge – Manchester United, Łudogorec Razgrad – Inter Mediolan, Eintracht Frankfurt – Red Bull Salzburg, Szachtar Donieck – Benfica Lizbona, VfL Wolfsburg – Malmoe FF, AS Roma – KAA Gent, Glasgow Rangers – SC Braga.

 

Lewandowski dogonił Juppa Heynckesa

Robert Lewandowski przerwał serię trzech ligowych meczów bez gola. W 15. kolejce Bundesligi zdobył dwie bramki dla Bayernu w wygranym 6:1 spotkaniu z Werderem. Kapitan reprezentacji Polski ma teraz na koncie 220 goli w niemieckiej ekstraklasie, tyle samo co trzeci w klasyfikacji wszech czasów Jupp Heynckes. W Bayernie skuteczniejszy od niego jest już tylko Gerd Mueller.

Bohaterem był Philippe Coutinho, który popisał się hat-trickiem, ale polski napastnik również zebrał bardzo dobre noty w niemieckich mediach. Najwyższą notę przyznał mu „Die Tageszeitung” i „Bild”, gdzie Lewandowski otrzymał 1 (1w Niemczech oznacza ocenę najwyższą, 6 najniższą). Niemieckie media bardziej jednak ekscytuje to, że polski napastnik wyrównał osiągnięcie trzeciego w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Bundesligi Juppa Heynckesa. Już od dawna było oczywiste, że „Lewy” dogoni w tym prestiżowym zestawieniu swojego byłego trenera z Bayernie i w minioną sobotę w końcu tego dokonał, bo dzięki bramkom wbitym drużynie Werderu powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Bundeslidze do 220 trafień.

Tyle samo ma na koncie Heynckes, ale on na trzeciej pozycji na pewno długo się nie utrzyma i być może nawet w następnej kolejce wypadnie już na zawsze z podium. Przed Lewandowskim w klasyfikacji strzelców wszech czasów są już tylko Gerd Mueller z 365 golami na koncie oraz Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 trafień. Pierwszego z nich Polak raczej nie ma szans dogonić, ale Fischera z pewnością jest w stanie.

Dla Lewandowskiego awans do pierwszej trójki klasyfikacji wszech czasów Bundesligi to kolejny rekord. W tym sezonie zdołał pobić osiągnięcie Gerda Muellera, gdy w pierwszych 11 spotkaniach sezonu zdobył 16 bramek. Sam ustanowił nowy rekord Bundesligi, strzelając gole w każdym meczu w pierwszych 11 kolejkach sezonu. Został również z dorobkiem 10 goli najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, czym wyrównał swój życiowy rekord w tych rozgrywkach. W edycji 2012/2013 strzelił dla Borussii Dortmund także 10 goli, ale wtedy uzyskał ten wynik w 13 meczach – drużyna z Dortmundu dotarła wtedy aż do finału rozgrywek. Wiosną „Lewy” będzie miał co najmniej dwie okazje do poprawienia życiowego rekordu, bowiem jak wiadomo Bayern awansował do 1/8 finału (losowanie par odbędzie się 16 grudnia). Polski napastnik Bayernu jest na dobrej drodze do powiększenia swojej kolekcji indywidualnych trofeów o koronę króla strzelców Champions League, bo to jedyne, obok Pucharu Polski i polskiej IV ligi rozgrywki klubowe, w których uczestniczył, a w których nie został najlepszym strzelcem. Ma już w dorobku 13 tytułów króla snajperów – w trzech najwyższych liga w Polsce, Bundeslidze (4) i Pucharze Niemiec (4) oraz w eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018.

Jesienią Lewandowski powiększył swój strzelecki dorobek w Lidze Mistrzów do 63 goli i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych elitarnych rozgrywek. Więcej bramek od niego zdobyli jedynie Karim Benzema (64), Raul Gonzalez (72), Lionel Messi (114) i Cristiano Ronaldo (128). „Lewy” jest jednak najlepszym strzelcem niemieckich klubów w historii Champions League, a także najskuteczniejszym graczem zarówno Borussii, jak i Bayernu. Dla zespołu z Dortmundu zdobył w Lidze Mistrzów 17, a dla Bayernu 46 bramek.

W tym sezonie jest też na najlepszej drodze do wywalczenia po raz piąty w karierze i po raz trzeci z rzędu słynnej armatki, którą Bundesliga nagradza najskuteczniejszego gracza sezonu. „Lewy” po 15 kolejkach prowadzi z dorobkiem 18 trafień. Jak bardzo jest to imponujące osiągnięcie niech świadczy fakt, że w pięciu sezonach niemieckiej ekstraklasy tyle bramek wystarczyło do zdobycia tytułu króla strzelców (1988/89, 1989/90, 1993/94, 1995/96 i 2001/02). Nasz piłkarz ma jednak w tym sezonie godnego konkurenta w osobie napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera, który w sobotę zdobył bramkę w spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (3:0) i ma ich teraz na koncie 16. Kolejni gracze w zestawieniu mają już ogromną stratę, bo trzeci Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf ma w dorobku 10 trafień, czwarty Marco Reus z Borussii Dortmund dziewięć, a jego kolega z zespołu Jadon Sancho osiem. Kapitan reprezentacji Polski będzie zatem musiał pewnie do ostatniej kolejki ścigać się jedynie z Wernerem, co może przyczynić się do jakiegoś kolejnego rekordowego osiągnięcia, bo wygląda na to, że obaj ci gracze mogą znacznie przekroczyć magiczną w Bundeslidze barierę 30 goli. Jeśli to Lewandowski wygra ten wyścig i zdobędzie trzecią z rzędu nagrodę dla króla strzelców, dorówna tym Gerdowi Muellerowi, który jak na razie jest jedynym piłkarzem, który w niemieckiej ekstraklasie trzykrotnie z rzędu zdobywał ten tytuł (dokonał tego w latach 1971-1974).
W spotkaniu z Werderem Brema Lewandowski przerwał krótkotrwałą, trwającą 330 minut strzelecką niemoc, w wyniku której w trzech kolejnych meczach nie zdobył bramek. Nie szło też w Bundeslidze Bayernowi, bo przegrał u siebie z Bayerem Leverkusen 1:2 i na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach także 1:2, przez co przed 15. kolejką zajmował dopiero szóste miejsce. Po wygranej 6:1 z Werderem bawarska ekipa wróciła do czołówki, lecz wiadomo już, że na zimową przerwę na pewno nie uda się w roli lidera Bundesligi.

Ale Lewandowski ma się jeszcze o co bić, bo w całym 2019 strzelił już 53 gole w 54 meczach i może zostać najskuteczniejszym piłkarzem roku w Europie. Drugi w tej klasyfikacji Leo Messi ma aktualnie na koncie 49 bramek w 56 spotkaniach. Obaj mogą rozegrać jeszcze w 2019 po dwa mecze. W ostatnich latach najskuteczniejszym graczem roku zostawał albo Messi, albo Cristiano Ronaldo, z wyjątkiem 2017 roku, gdy obu prześcignął angielski snajper Tottenhamu Harry Kane, zdobywając aż 56 bramek.

W tym roku może tego dokonać Lewandowski. Przed nim jeszcze mecze z Freiburgiem (18 grudnia) i Wolfsburgiem (21 grudnia), a te zespoły należą do jego ulubionych, bo w 31 występach przeciwko nim zdobył aż 35 bramek.

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.