Lewandowski nie przestaje strzelać

Robert Lewandowski nie zwalnia tempa. Kapitan reprezentacji Polski w piątej kolejce Bundesligi strzelił siódmego gola, dokładając jedno trafienie do wysokiej wygranej Bayernu Monachium z beniaminkiem VfL Bochum 7:0. Ale było to już 13. ligowe trafienie „Lewego” z rzędu, co jest nowym rekordem niemieckiej ekstraklasy.

Lewandowski przed meczem z VfL Bochum miał dwa cele do zrealizowania. Pierwszy, to zdobyć bramkę w starciu z ekipą beniaminka Bundesligi, albowiem tej drużynie nie miał jeszcze okazji strzelić gola, bo wcześniej nie występowała w niemieckiej ekstraklasie. Dokonał tego po godzinie gry, dokładnie w 61. minucie, dobijając piłkę w podbramkowym zamieszaniu. Tym samym nasz piłkarz dołączył VfL Bochum do listy swoich ofiar i od soboty jest jedynym graczem, który strzelał gole wszystkim zespołom grających obecnie w Bundeslidze. Drugim celem było wyjście na samodzielne prowadzenie w liczbie meczów z rzędu ze strzelonym golem w meczach u siebie. „Lewy” do soboty miał na koncie dwanaście taki występów i dzielił pierwszą lokatę wśród wszystkich graczy Bayernu na spółkę z legendami bawarskiego klubu – Gerdem Muellerem i Juppem Heynckesem. Teraz polski snajper jest pierwszy w tym zestawieniu, bo na Allianz Arenie w Monachium strzelał gole w 13. meczach ligowych z rzędu. Ostatni raz nie trafił do bramki 5 grudnia 2020 roku, gdy Bayern Monachium zremisował z RB Lipsk 3:3. Te strzeleckie rekordziki, w sumie niezbyt istotne, nie mają istotnego znaczenia. Ważne jest to, że Lewandowski nie traci strzeleckiej formy i w każdym kolejnym meczu dokłada co najmniej jedno trafienie. Jak wyliczyli futbolowi statystycy, w ostatnich 19 meczach Bayernu Polak zdobył 30 bramek.
W spotkaniu z VfL Bochum „Lewy” nie był jednak postacią pierwszoplanową. Po wybitnym występie we wtorkowej potyczce z Barceloną w 1. kolejce Ligi Mistrzów (3:0), w której zdobył dwie bramki, tym razem nie był to wielki mecz w jego wykonaniu. Ale jego koledzy z Bayernu tylko przez pierwszy kwadrans gry pozwolili rywalom żywić nadzieję, że mogą coś zwojować na Allianz Arenie. Pierwszego gola dla bawarskiej ekipy w 17. minucie strzelił w trochę kontrowersyjnych okolicznościach z rzutu wolnego Leroy Sane, 10 minut później trafił Joshua Kimmich, a do przerwy było już 4:0 dla Bayernu po trafieniach Serge’a Gnabry’ego i samobójczym Wasiliosa Lampropoulosa. Lewandowski w pierwszej połowie miał tylko jedną strzelecką sytuację, ale jego strzał był zbyt słaby i bramkarz Bochum bez problemu obronił. Po zmianie stron na swoje siódme w tych rozgrywkach Bundesligi trafienie czekał kwadrans. W 61. minucie w polu karnym wypatrzył go Gnabry, a po jego podaniu „Lewy” dołożył tylko nogę i z kilku metrów wpakował piłkę do bramki rywali. Cztery minuty później na 6:0 podwyższył Kimmich i piłkarze Bochum zaczęli spoglądać na zegar, bo w oczy zajrzało im widmo dwucyfrowej porażki.
W 68. minucie trener Julian Nagelsmann zdjął Lewandowskiego z boiska, a w jego miejsce wprowadził Erica Choupo-Motinga. Zmiennik „Lewego” nie chciał być gorszy i jedenaście minut po wejściu także wpisał się na listę strzelców. I na tym zespół Bayernu zakończył kanonadę. W 5 meczach obecnego sezonu bawarska jedenastka zdobyła aż 20 bramek, tracąc tylko cztery. Jeśli „Lewy” i spółka utrzymają taką strzelecką dyspozycję do końca rozgrywek, mogą poprawić swój rekord 100 zdobytych bramek z sezonu 2019-2020.
Gerd Mueller skończył swoje występy w Bundeslidze mając na koncie 365 bramek. To był rekord, którego nikt nigdy miał nie pobić, nawet tak genialny napastnik, jakim stał się Robert Lewandowski. Ale Polak trafia z tak nieprawdopodobną wręcz regularnością, że dzisiaj traci do Gerda Muellera już tylko 81 bramek. Ma 33 lata, ale uważa, że na takim poziomie jak teraz może grać jeszcze co najmniej przez cztery sezony. Teoretycznie może więc odebrać legendzie niemieckiego futbolu także i ten rekord, ale Bayern musiałby przedłużyć z nim kontrakt co najmniej do 2025 roku. Na razie „Lewy” ma umowę do końca czerwca 2023 roku.

Lewy ostro zaszalał w Barcelonie

W pierwszej kolejce Ligi Mistrzów 2021/22 padły 44 gole, czyli średnio 2,9 bramki na jedno spotkanie. Robert Lewandowski zaczął rywalizację od dwóch trafień w wyjazdowym meczu z Barceloną, ale liderem klasyfikacji strzelców z czterema golami na koncie został napastnik Ajaksu Amsterdam Sebastien Haller.

Czterech polskich piłkarzy wystąpiło w pierwszej odsłonie zmagań w obecnej edycji Ligi Mistrzów: Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Tomasz Kędziora i Kamil Piątkowski. Najgłośniej było oczywiście o Lewandowskim, który w wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z FC Barcelona 3:0 strzelił dwa gole i został uznany przez UEFA za najlepszego zawodnika na boisku. Także niemieckie media wysoko oceniły występ kapitana reprezentacji Polski. Serwis sportbuzzer.de dał mu „jedynkę” w skali 1-6, która oznacza „klasę światową”. „Chociaż w pierwszej połowie był prawie niewidoczny, to po przerwie był pierwszoplanową postacią i zdobył dwie bramki. Od sezonu 2018/2019 Polak strzelił już 30 goli w Lidze Mistrzów” – napisano w uzasadnieniu. Z kolei niemiecki oddział Eurosportu dał „Lewemu” notę 1,5. „Po rekordowym sezonie nadal jest skuteczny. Po raz kolejny udowodnił, że ma nosa do strzelania goli. Został słusznie wybrany na najlepszego gracza meczu” – stwierdzono w komentarzu. Taką samą notę dał naszemu piłkarzowi serwis sport.de. „Wykorzystał swoje dwie szanse na gola i po raz kolejny potwierdził klasę” – oceniono.
W Niemczech komentowano też deklarację Lewandowskiego złożoną z wywiadzie dla tabloidu „Sport Bild”, że zamierza grać w piłkę na wysokim poziomie jeszcze co najmniej przez cztery lata. „Moje wyniki są lepsze niż kiedykolwiek. Nie tylko kondycja, ale inne parametry nigdy nie były tak dobre. 33 to tylko liczba. Dla mnie nie pokazuje to, ile mam lat. Fizycznie jestem sprawny, a mentalnie może może nawet uda mi się podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej. Jestem pewien, że mogę grać na najwyższym poziomie najmniej przez cztery lata. Potem zobaczę, jak się będę czuł i ocenię, jak długo będzie mogła trwać moja kariera” – zapewniał „Lewy”, którego obecny kontrakt z Bayernem wygasa z końcem czerwca 2023 roku. Na razie jednak jest kluczowym graczem bawarskiej jedenastki i wraz z kolegami dał sygnał rywalom, że w tym sezonie Bayern zamierza się liczyć w walce o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. W drugim meczu grupy E Dynamo Kijów z Tomaszem Kędziorą w podstawowym składzie zremisowało u siebie z Benficą Lizbona 0:0.
Trzeci z naszych reprezentantów w obecnej edycji Champions League, Wojciech Szczęsny, wreszcie rozegrał mecz bez straconego gola. Czekał na to przez 193 dni, bowiem wcześniej czyste konto zachował pół roku temu, dokładnie 2 marca w meczu Serie A ze Spezią Calcio (3:0). Potem stawał w bramce Juventusu 15 razy i za każdym razem musiał wyciągać piłkę z siatki, w sumie skapitulował w tych spotkaniach aż dwudziestokrotnie. To była zła seria nie tylko Szczęsnego, ale całej drużyny Juventusu. Od meczu ze Spezią nasz reprezentacyjny bramkarz opuścił tylko cztery spotkania „Bianconerich”, ale zastępujący go w tych meczach legendarny Gianluigi Buffon także nie potrafił uchronić zespołu przed stratą goli. Fatalną serię linia defensywna Juventusu przerwała dopiero we wtorkowym wyjazdowym spotkaniu z Malmoe FF, wygranym pewnie 3:0. Może ten występ trochę uciszy krytykę włoskich mediów pod adresem Szczęsnego, który w tym sezonie zanotował kilka wpadek. Jego kontrakt wygasa dopiero z końcem czerwca 2024 roku. Wypada też odnotować debiut w Lidze Mistrzów w barwach RB Salzburg 20-letniego reprezentanta Polski Kamila Piątkowskiego, który wszedł na boisko w 51. minucie zremisowanego przez austriacki zespół 1:1 spotkania z FC Sevilla.
W innych meczach w pierwszej kolejce też wiele się działo. Na uwagę zasłużyły wysokie wygrane Manchesteru City z RB Lipsk (6:3) i Ajaksu Amsterdam ze Sportingiem Lizbona 5:1. W tym drugim z wymienionych meczów wykreował się lider klasyfikacji strzelców. Został nim autor czterech goli dla Ajaksu 27-letni Iworyjczyk Sebastien Haller. Trzy trafienia zaliczył natomiast 23-letni Christopher Nkunku, francuski pomocnik kongijskiego pochodzenia, który strzelił ekipie „The Citizens” trzy gole. Trzeci w klasyfikacji z dwoma trafieniami jest Lewandowski, a na liście strzelców z jednym golem pojawili sie m.in. Cristiano Ronaldo (Manchester United), Erling Haaland (Borussia Dortmund), Romelu Lukaku (Chelsea Londyn), Alvaro Morata (Juventus), Mahomed Salah (FC Liverpool), natomiast nie pojawili się Leo Messi, Neymar i Kylian Mbappe, a cała trójka asów Paris Saint-Germain wreszcie zagrała razem w spotkaniu Club Brugge. Naszpikowany gwiazdami paryski zespół zdołał tylko zremisować 1:1 z mistrzami Belgii, a jeszcze kontuzji doznał Mbappe. Za dwa tygodnie PSG gra u siebie z Manchesterem City.
Wyniki 1. kolejki LM:
Grupa A
Club Brugge – Paris Saint-Germain 1:1
Manchester City – RB Lipsk 6:3

  1. Manchester City 1 3 6:3
  2. Club Brugge 1 1 1:1
  • Paris Saint-Germain 1 1 1:1
  1. RB Lipsk 1 0 3:6
    Grupa B
    Atletico Madryt – FC Porto 0:0
    FC Liverpool – AC Milan 3:2
  2. FC Liverpool 1 3 3:2
  3. Atletico 1 1 0:0
  • FC Porto 1 1 0:0
  1. AC Milan 1 0 2:3
    Grupa C
    Besiktas Stambuł – Borussia Dortmund 1:2
    Sporting Lizbona – Ajax Amsterdam 1:5
  2. Ajax 1 3 5:1
  3. Borussia 1 3 2:1
  4. Besiktas 1 0 1:2
  5. Sporting 1 0 1:5
    Grupa D
    Sheriff Tiraspol – Szachtar Donieck 2:0
    Inter Mediolan – Real Madryt 0:1
  6. Sheriff 1 3 2:0
  7. Real Madryt 1 3 1:0
  8. Inter Mediolan 1 0 0:1
  9. Szachtar 1 0 0:2

Grupa E
FC Barcelona – Bayern Monachium 0:3
Dynamo Kijów – Benfica Lizbona 0:0

  1. Bayern 1 3 3:0
  2. Benfica 1 1 0:0
  • Dynamo 1 1 0:0
  1. FC Barcelona 1 0 0:3
    Grupa F
    Young Boys Berno – Manchester United 2:1
    Villarreal – Atalanta Bergamo 2:2
  2. Young Boys 1 3 2:1
  3. Atalanta 1 1 2:2
  • Villarreal 1 1 2:2
  1. Manchester United 1 0 1:2
    Grupa G
    FC Sevilla – RB Salzburg 1:1
    OSC Lille – VfL Wolfsburg 0:0
  2. RB Salzburg 1 1 1:1
  • FC Sevilla 1 1 1:1
  1. OSC Lille 1 1 0:0
  • VfL Wolfsburg 1 1 0:0
    Grupa H
    Chelsea Londyn – Zenit Petersburg 1:0
    Malmoe FF – Juventus Turyn 0:3
  1. Juventus 1 3 3:0
  2. Chelsea 1 3 1:0
  3. Zenit 1 0 0:1
  4. Malmoe FF 1 0 0:3.

Lewandowski uszkodzony w Lipsku

Robert Lewandowski w meczu 4. kolejki Bundesligi z RB Lipsk grał tylko przez godzinę, ale zdążył strzelić gola, już szóstego w obecnych rozgrywkach. Było to też jego trafienie w 17. kolejnym meczu Bayernu, więc tym samym „Lewy” odebrał kolejny rekord Gerdowi Muellerowi, który w sezonie 1969/70 zdobywał gole w 16. meczach Bayernu z rzędu.

Na rekordowe osiągnięcie Lewandowskiego złożyły się gole strzelone w czterech meczach obecnego sezonu Bundesligi oraz 10 trafień uzyskanych w poprzednich rozgrywkach, a ponadto dołożył do tego dwa gole w Lidze Mistrzów oraz jedno trafienie w Klubowych Mistrzostwach Świata. W Polsce rekord 19 kolejnych spotkań ze strzelonym golem dzierży piłkarz Ruchu Chorzów Teodor Peterka, który wyczynu tego dokonał jeszcze przez II Wojną Światową. Najlepszy wynik na świecie należy natomiast do Leo Messiego, który w barwach FC Barcelona trafiał w 24 meczach z rzędu. „Lewy” rzecz jasna może pobić oba te rekordy, jeśli utrzyma swoją nieprawdopodobną skuteczność.
W meczu z RB Lipsk bramkę zdobył z rzutu karnego w 12. minucie, a 59. minucie przy prowadzeniu Bayernu 3:1 został zmieniony przez Erica Maxima Choupo-Motinga. Po meczu okazało się, że Lewandowski doznał urazu i jego występ we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Barceloną stanął pod znakiem zapytania. „Lewy” ma teraz sześć goli na koncie i utrzymał prowadzenie w klasyfikacji strzelców Bundesligi odparł atak Erlinga Haalanda, który w wygranym przez Borussię Dortmund 4:3 meczu z Bayerem Leverkusen zdobył dwie bramki i powiększył swój dorobek w tym sezonie do pięciu trafień. Liderem Bundesligi z 12. punktami na koncie jest niepokonany jeszcze VfL Wolfsburg, drugą lokatę zajmuje z 10 pkt Bayern, trzecia z dorobkiem 9 pkt jest Borussia Dortmund.

Haaland jest za drogi dla Bayernu

Niemiecki tabloid „Sport Bild” uznał za nieaktualne wcześniejsze spekulacje, że Erling Haaland po tym sezonie zostanie następcą Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium. Norweskiego napastnika w przyszłorocznym letnim oknie transferowym będzie można wykupić za 75 mln euro, ale szefów bawarskiego klubu zniechęciły jego żądania finansowe.

Nikt w Niemczech nie żywi złudzeń, że 20-letniego norweskiego snajpera uda się Borussii Dortmund zatrzymać na na dłużej, chociaż ma z nim kontrakt ważny do końca czerwca 2024 roku. Ale szefowie tego klubu nie chcą powtórzyć błędu jaki popełnili w przypadku Roberta Lewandowskiego, którego nie chcieli puścić do Bayernu rok przed zakończeniem jego kontraktu i w efekcie polski piłkarz, którego rynkową wartość szacowano wtedy na ponad 100 mln euro, przeszedł do bawarskiego klubu za darmo. „Sport Bild” przekonuje, iż Haaland opuści Borussię Dortmund najpóźniej latem 2022 roku, bo wtedy zostanie uruchomiona tzw. klauzula wykupu. Wedle nieoficjalnych danych wynosi ona 75 mln euro plus 10 mln euro tzw. bonusów, co zważywszy na skalę talentu tego piłkarza jest bez wątpienia ceną bardzo promocyjną. Problem w tym, że agent Haalanda Mino Raiola żąda dla swojego klienta pensji na poziomie 50 mln euro rocznie, a do tego dla siebie dodatkowe 40 mln euro prowizji oraz kolejne 20 mln euro dla rodziny piłkarza. Tani zatem ten transfer wcale nie będzie, ale dla szefów Bayernu największą przeszkodą w staraniach o pozyskanie norweskiego piłkarza są jego wygórowane oczekiwania co do zarobków. Dlatego mimo iż uważają, że jest on idealnym kandydatem do zastąpienia Lewandowskiego, to po wstępnych negocjacjach z Raiolą wycofali się , że norweski napastnik mógłby zostać naturalnym następcą Roberta Lewandowskiego, ale nigdy do tego nie dojdzie z powodu wielkich żądań finansowych Raioli. „Pensja 50 mln euro rocznie zniszczyłaby strukturę płac Bayernu” – twierdzi „Sport Bild”.
Tak też by było, bowiem w tej chwili najlepiej opłacani w tym klubie piłkarze – Robert Lewandowski, Thomas Mueller i Manuel Neuer, zarabiają rocznie w granicach 22 mln euro. A Haaland póki co nie jest graczem dwukrotnie lepszym od „Lewego” czy Muellera i na pewno nie jest zawodnikiem klasy Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo, żeby tworzyć dla niego niebotyczny komin płacowy kosztem reszty zespołu, jak zrobiono to w Barcelonie dla Argentyńczyka i w Juventusie dla Portugalczyka. A już na pewno nie w dobie pandemii. Dlatego nie przedłużono kontraktu z Davidem Alabą, bo uznano żądania jego agenta za wygórowane. A tym agentem jest Izraelczyk Phini Zahavi, ten sam, który reprezentuje też interesy Lewandowskiego. To też tłumaczy dlaczego Bayern jeszcze nie przedłużył z „Lewym” wygasającej z końcem czerwca 2023 roku umowy. Bayern nie ma bezdennego worka katarskich petrodolarów jak Paris Saint-Germain czy nie mniej hojnego wsparcia szejków z ZEA jak Manchester City. Ale per saldo bardziej mu się opłaca przytrzymać „Lewego” u siebie do końca kariery, niż zamieniać go w ciemno na zmanierowanego już przez pieniądze norweskiego młodzika.

Liga Mistrzów UEFA 2021/22: Polskich piłkarzy jak na lekarstwo

W miniony czwartek dokonano losowania grup nowej edycji piłkarskiej Ligi Mistrzów. Los (ślepy?) tym razem nie oszczędził europejskich potentatów i wielu z nich skazał na walkę między sobą już w fazie grupowej, np. Manchester City z Paris Saint-Germain w grupie A czy Bayern Monachium z FC Barcelona w grupie E.

Z tego też powodu rozgrywki w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2021/22 zapowiadają się na nadzwyczaj ekscytujące. Potyczki Manchesteru City z Paris Saint-Germain czy Bayernu Monachium z „Dumą Katalonii” nie będą jedynymi starciami futbolowych potęg w pierwszej części najbardziej prestiżowego z europejskich pucharów. Emocji z pewnością nie zabraknie też w starciach broniącej trofeum Chelsea Londyn z Juventusem w grupie H, zaś w grupie F dojdzie do powtórki finału Ligi Europy z poprzedniej edycji, czyli potyczek Villarrealu z Manchesterem United. Ale istną „grupę śmierci” UEFA stworzyła w wrzucając do grupy B zespoły Atletico Madryt, Liverpoolu, AC Milan i FC Porto.
Przywilej rozstawienia w losowaniu mieli triumfatorzy Ligi Mistrzów (Chelsea Londyn) i Ligi Europy (Villarreal CF), a ponadto mistrzowie sześciu najlepszych lig: Bayern Monachium (mistrz Niemiec), Manchester City (mistrz Anglii), Atletico Madryt (mistrz Hiszpanii), Inter Mediolan (mistrz Włoch), Sporting Lizbona (mistrz Portugalii) oraz Lille OSC (mistrz Francji). Do jednej grupy nie mogły trafić drużyny z tej samej federacji, ze względów politycznych wykluczono również pary rosyjsko-ukraińskie.
W tej edycji Champions League znów niestety nie wystąpi zespół mistrza Polski, bowiem Legia Warszawa odpadła w III rundzie kwalifikacji z Dinamem Zagrzeb (1:1 na wyjeździe i 0:1 u siebie). Po raz ostatni w fazie grupowej tych elitarnych rozgrywek polski zespół, a była to Legia, zagrał w sezonie 2016/2017. Legioniści rywalizowali wówczas w grupie z Realem Madryt, Borussią Dortmund i Sportingiem Lizbona, zajmując trzecie miejsce.
W sezonie 2021/22 w Lidze Mistrzów polski futbol reprezentować będzie więc garstka graczy: Robert Lewandowski w barwach Bayernu Monachium w grupie E stanie oko w oko z kolegą z reprezentacji Tomaszem Kędziorą, który jest jednym z filarów linii defensywnej mistrza Ukrainy Dynama Kijów. Pewny występów może też być w bramce Juventusu Turyn Wojciech Szczęsny. Niewielkie szanse na regularne występy w zespole RB Salzburg w meczach grupy G będzie miał 20-letni Kamil Piątkowski, który dopiero latem dołączył do ekipy mistrza Austrii i na razie dopiero walczy o miejsce w podstawowym składzie. Szans na występy w barwach VfL Wolfsburg nie ma leczący zerwane więzadła napastnik Bartosz Białek. Znów zatem przyjdzie nam trzymać kciuki za Lewandowskiego, żeby swoimi strzeleckimi dokonaniami reklamował polskie piłkarstwo. Niewykluczone, że może to być też wielki sezon w wykonaniu Szczęsnego, bo obecna drużyna Juventusu już nie onieśmiela rywali, zatem polski bramkarz może mieć dużo pracy nie tylko w meczach z Chelsea, ale także dwoma pozostałymi przeciwnikami w grupie H – Zenitem Petersburg i Malmoe FF.
Rozgrywki fazy grupowej obecnej edycji Ligi Mistrzów rozpoczną się 14 września, a zakończą 8 grudnia. Z każdej grupy do 1/8 finału awansują po dwie najlepsze drużyny. Ekipy z trzecich miejsc przejdą do Ligi Europy i wezmą udział w spotkaniach 1/16 finału. Mecze 1/8 finału zostaną rozegrane w okresie od 15 lutego do 16 marca. Spotkania ćwierćfinałowe odbędą się 5 i 6 kwietnia oraz 12-i 13 kwietnia, a półfinałowe 26 o 27 kwietnia oraz 3 i 4 maja. Wielki finał Champions League 2021/22 UEFA zaplanowała na 28 maja przyszłego roku na Stadionie Krestowskim w Petesburgu. Zwycięzca rozgrywek automatycznie zakwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów w kolejnej edycji, a także zdobędzie prawo do gry ze zwycięzcą Ligi Europy UEFA o Superpuchar Europy w 2022 roku, a także będzie reprezentował Europę w Klubowych Mistrzostwach Świata.

Liga Mistrzów 2021/22:
Grupa A: Manchester City, Paris Saint-Germain, RB Lipsk;Club Brugge
Grupa B: Atletico Madryt, FC Liverpool, FC Porto, AC Milan;
Grupa C: Sporting Lizbona, Borussia Dortmund, Ajax Amsterdam, Besiktas Stambuł;
Grupa D: Inter Mediolan, Real Madryt, Szachtar Donieck, Sheriff Tyraspol;
Grupa E: Bayern Monachium, FC Barcelona,
Benfica Lizbona, Dynamo Kijów;
Grupa F: Villarreal CF, Manchester United, Atalanta Bergamo, Young Boys Berno;
Grupa G: OSC Lille, FC Sevilla, RB Salzburg,
VfL Wolfsburg;)
Grupa H: Chelsea Londyn, Juventus Turyn, Zenit Petersburg, Malmoe FF.

Smutek po śmierci Gerda Muellera

W Niemczech piłkarskie środowisko żegna zmarłego w minioną niedzielę legendarnego napastnika Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec Gerda Muellera. „Jego osiągnięcia do dziś nie mają sobie równych i na zawsze będą częścią wielkiej historii Bayernu oraz całego niemieckiego futbolu” – stwierdził Oliver Kahn, prezes zarządu bawarskiego klubu.

Gerd Mueller był symbolem Bayernu Monachium, w barwach którego rozegrał 607 spotkań. Napastnik, nazywany przez fanów „Der Bomber”, strzelił w nich 566 bramek, w tym 365 w meczach Bundesligi. To do dzisiaj rekord w najwyższej klasie rozgrywkowej u naszych zachodnich sąsiadów. Mueller pomógł drużynie w wywalczeniu trzech Pucharów Europy oraz Pucharu Zdobywców Pucharów. Do tego czterokrotnie triumfował w Bundeslidze, a do sukcesów na ligowym podwórku dołączył triumf z reprezentacją RFN w mistrzostwach Europy (1972) i mistrzostwach świata (1974). W sumie w 68 występach w narodowych barwach zdobył 62 bramki.
Po przejściu na emeryturę podjął pracę w Bayernie jako trener drużyn młodzieżowych. W 2005 roku rozpoznano u niego pierwsze symptomy choroby Alzhaimera. Ostatnie lata życia spędził w domu opieki, gdzie zmarł w niedzielę 15 sierpnia nad ranem. Miał 75 lat. Legendarnego piłkarza pożegnały wszystkie kluby Bundesligi, ale Bayern zrobił to z największym rozmachem. W niedzielę wieczorem na elewacji stadionu Allianz Arena w Monachium pojawił się gigantyczny napis: „Danke Gerd” (Dziękujemy Gerd).
Wśród żegnających nie mogło zabraknąć Roberta Lewandowskiego, który wytrwale dąży do wyrównania lub pobicia wszystkich strzeleckich rekordów „Der Bombera”. W wypowiedzi dla tabloidu „Bild” kapitan reprezentacji Polski przyznał, iż Gerd Mueller „zawsze był niego wielką inspiracją”.

Lewandowski wrócił do Bayernu Monachium

Robert Lewandowski wrócił z wakacji wraz z ósemką innych graczy bawarskiego potentata, uczestników Euro 2021. Na dzień dobry wygrał w plebiscycie magazynu „Kicker” na najlepszego piłkarza Bundesligi za sezon 2020/21. To drugie takie wyróżnienie „Lewego” z rzędu. Ostatni raz tak uhonorowano Michaela Ballacka w 2002 i 2003 roku.

Lewandowski mógł się cieszyć tego lata wyjątkowo długim urlopem. Nowy trener Bayernu Julian Nagelsmann dał mu aż 32 dni wolnego. Piłkarz odpoczywał z rodziną w Hiszpanii i we Włoszech, ale zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami stawił się w klubie w poniedziałek 26 lipca. Standardowo przeszedł badania wydolnościowe, a we wtorek zjawił się na pierwszym treningu. Oprócz „Lewego” w poniedziałek wróciło też z urlopów ośmiu innych inni uczestników tegorocznych mistrzostw Europy – Niklas Suele, Leon Goretzka, Leroy Sane, Jamal Musiala, Corentin Tolisso, Kingsley Coman, Benjamin Pavard oraz Thomas Mueller, którego obecność była sporą niespodzianką, bowiem on miał wrócić dopiero w najbliższy piątek, wraz z Manuelem Neuerem i Joshuą Kimmichem. „Na pewno nie poprzestaniemy na tym, co do tej pory osiągnęliśmy. Cały czas jesteśmy głodni sukcesów” – zapewniał w wypowiedziach dla mediów Lewandowski, a inni gracze wtórowali mu w tych deklaracjach. Zespół Bayernu rozegranych w trakcie letnich przygotowań sparingach przegrał z FC Koeln 2:3 i zremisował 2:2 z Ajaksem Amsterdam, a w środę ma zaplanowany kolejny mecz kontrolny, z Borussią Moenchengladbach. Na pewno nie wystąpią w nim gracze, którzy dołączyli do ekipy w poniedziałek, w tym także „Lewy”, lecz Nagelsmann wreszcie będzie mógł na treningach popracować z zawodnikami z podstawowego składu.
W najbliższą sobotę w sparingu z SSC Napoli też raczej Lewandowski nie zagra, ale być może znajdzie się już w meczowej kadrze na mecz Pucharu Niemiec z V-ligowym Bremer SV, który Bayern ma rozegrać 6 sierpnia. Rozgrywki w Bundeslidze rozpoczną się tydzień później, a obrońcy tytułu rozpoczną zmagania 13 sierpnia od wyjazdowej potyczki z Borussią Moenchengladbach, a cztery dni później z mierzą się w meczu o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund.
Ostatnim akordem minionego sezonu było ogłoszenie w niedzielę wyników plebiscytu magazynu „Kicker” na najlepszego piłkarza poprzednich rozgrywek. Po raz drugi z rzędu laureatem został Robert Lewandowski, stając się pierwszym obcokrajowcem, który wygrał w plebiscycie magazynu „Kicker” dwukrotnie z rzędu. Ale to rzadki wyczyn także wśród niemieckich zawodników, bo do tej pory może się nim pochwalić tylko pięciu z nich – Guenter Netzer (1972 i 1973), Sepp Maier (1977 i 1978), Matthias Sammer (1995 i 1996), Oliver Kahn (2000 i 2001) oraz wspomniany już Michael Ballack (2002 i 2003). Z zagranicznych piłkarzy po jednym razie wygrywali Brazylijczyk Ailton, Francuz Frank Ribery, Brazylijczyk Edinaldo Batista Libano „Grafite”, Holender Arjen Robben i Belg Kevin de Bruyne.
W obu wygranych przez siebie plebiscytach „Lewy” triumfował z przygniatającą przewagą nad konkurentami – w poprzednim roku, gdy miał na koncie sześć trofeów zespołowych i trzy tytuły króla strzelców (Ligi Mistrzów, Bundesligi i w Pucharze Niemiec), głosowało na niego 276 elektorów. W tym roku dostał aż 356 głosów, a drugi w zestawieniu Thomas Mueller tylko 41, a trzeci Norweg Erling Haaland 38. Znamienne jest jednak to, że około 200 elektorów zdecydowało się jednak oddać swoje głosy na innych piłkarzy, chociaż szósty tytuł króla strzelców Bundesligi i pobicie blisko półwiecznego rekordu Gerda Muellera w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie (dla przypomnienia – rekord Muellera wynosił 40 goli, Lewandowski zakończył rozgrywki z dorobkiem 41 trafień, a w całym sezonie we wszystkich meczach zdobył 48 bramek i był pod tym względem najlepszy w Europie) zepchnęło w cień osiągnięcia innych graczy Bundesligi. Bayern co prawda nie obronił tytułu w Lidze Mistrzów, odpadł też z Pucharu Niemiec, lecz zdobył mistrzostwo kraju. Żadna inna niemiecka drużyna klubowa nie przebiła tych osiągnięć, ale nie od dzisiaj wiadomo, że w Niemczech media są już trochę znudzone dominacją „Lewego” i czasem dla urozmaicenia przekazu na wyrost hołubią dużo gorszych od Polaka zawodników. Redakcja „Kickera” oceniła go jednak uczciwie. „Tak jak w 2020 roku nie można było wybrać innego piłkarza niż Roberta Lewandowskiego w wyborach na piłkarza roku. Tym razem Polak nie błysnął trypletem, ale ustanowił nowy rekord w Bundeslidze i zdobył jeszcze więcej głosów” – napisano w redakcyjnym komentarzu. „Wiem, jak wielki to zaszczyt. Dla mnie to powód do dumy i radości, bo rzadko wygrywa się tę nagrodę dwa razy z rzędu” – z kolei skomentował swoje zwycięstwo „Lewy”.
Jego pojawienie się w poniedziałek w ośrodku treningowym Bayernu jakąś wielką sensacją nie było, chociaż przez ostatnie tygodnie media nieustannie produkowały spekulacje o rzekomych transferowych planach polskiego napastnika. Podawały na przykład, że jego izraelski agent, Pini Zahavi, prowadzi już negocjacje, a to z Realem Madryt, a to z Manchesterem United, a ostatnio ponoć z Chelsea Londyn. Tymczasem szefowie Bayernu ze stoickim spokojem odpowiadali, że polskiego piłkarza wiąże jeszcze dwuletni kontrakt, który bynajmniej nie musi być jego ostatnim z Bayernem, bo klub właśnie szykuje dla niego nową umowę. Nie można więc wykluczyć, że „Lewy” będzie graczem bawarskiego potentata przez jeszcze co najmniej trzy sezony, bo prawdę mówiąc to w tej chwili już nie za bardzo mu się opłaca z tego klubu ruszać.
Nowością w życiu kapitana reprezentacji Polski i jego rodziny będzie udział w filmie dokumentalny opowiadającego o jego życiu i drodze na szczyty światowego futbolu. Premiera dokumentu planowana jest w 2022 roku w serwisie Amazon. Pierwsze filmowe zajawki z tego projektu piłkarz zamieścił na portalu społecznościowym – to nagranie jak gra w piłkę z dzieciakami na szkolnym boisku. „Pozwólcie mi opowiedzieć Wam moją historię. To będzie historia wzlotów i upadków, momentów siły, ale i chwil słabości. Bez upiększania, tak jak było naprawdę” – napisał „Lewy” w komentarzu do zdjęć. Przez pierwsze trzy godziny od opublikowania post obejrzało ponad ćwierć miliona internautów.

Nowe wiatry w Bayernie

Robert Lewandowski przebywa jeszcze na urlopie, podobnie jak inni piłkarze Bayernu Monachium uczestniczący w Euro 2020/21. Ale reszta kadry pod wodzą nowego trenera Juliana Nagelsmanna szykuje się do sezonu.

Lewandowski do treningów z zespołem wróci dopiero 26 lipca, z końcem miesiąca dołączą do kadry odpoczywający po mistrzostwach Europy reprezentanci Niemiec. Bayern pierwszy mecz w nowym sezonie rozegra dopiero 7 sierpnia, z V-ligowyhm Bremer SV w Pucharze Niemiec, ale już tydzień później swoje rozgrywki rozpocznie Bundesliga. Na inaugurację bawarska jedenastka zmierzy się z Borussią Moenchengladbach.
Niemieckie media spekulują dużo o tym, jak będzie wyglądał kadrowo zespół pod wodzą Nagelsmanna oraz na jakie ustawienie taktyczne zdecyduje się ten 33-letni szkoleniowiec. W zespołach Hoffenheim i RB Lipsk, które do tej pory prowadził, preferował grę trójką środkowych obrońców, dwójką szybkich graczy wahadłowych oraz dwójka piłkarzy operujących za plecami środkowego napastnika. W Bayernie ponoć nie będzie jednak dążył do gry w takim ustawieniu, na dodatek nie będzie mógł liczyć na transfery nowych graczy o głośnych nazwiskach. Ponoć chciał ściągnąć z RB Lipsk świetnie grającego w turnieju Euro 2020/21 Hiszpana Daniego Olmo, lecz szefowie bawarskiego potentata wybili mu ten pomysł z głowy, bo RB Lipsk żąda za Olmo ponad 80 mln euro.
Nagelsmann musi zatem wycisnąć ile się da z graczy, których ma już w kadrze, szczególnie z Leroya Sane. Skrzydłowy ma pod jego ręką odzyskać skuteczność, ale ma nie tylko sam strzelać gole, ale też zbierać asysty po podaniach do Lewandowskiego. Polski napastnik pozostanie żądłem Bayernu i na jego gole ma pracować cała drużyna. Pobicie legendarnego rekordu Gerda Muellera nie zaspokoiło strzeleckich aspiracji „Lewego” i nowy trener chce to wykorzystać. Dlatego nie planuje przesunięcia Joshuy Kimmicha ponownie na prawą flankę linii defensywnej, jak zrobił to Joachim Loew w reprezentacji Niemiec podczas Euro 2020/21. W Bayernie Kimmich nadal będzie grał jako środkowy pomocnik.

Lewy ustanowił nowy rekord Bundesligi

Piłkarzom Augsburga z Rafałem Gikiewiczem i Robertem Gumnym w składzie zabrakło dosłownie sekund, aby obronić legendarny rekord Gerda Muellera. Ale w ostatniej akcji meczu fortuna w końcu uśmiechnęła się do Roberta Lewandowskiego, który w swoim 29. ligowym występie w tym sezonie strzelił 41. gola i ustanowił nowy rekord niemieckiej Bundesligi.

Gerd Mueller swoje rekordowe osiągnięcie uzyskał w rozgrywkach 1971/1972. W historii Bundesligi, która zaczęła się w 1963 roku (wcześniej mistrzów Niemiec wyłaniano w rozgrywkach międzyregionalnych), tylko Gerd Mueller zdołał w jednym sezonie strzelić 40 goli. Przez prawie 50 lat żaden inny napastnik nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia. „Od zawsze byłem przekonany, że rekordowy wynik Gerda Muellera nigdy nie zostanie pobity. Kolejne lata tylko umocniły mnie w tym przekonaniu. Ale w Bundeslidze pojawił się Robert. Gdy w poprzednim sezonie zdobył 34 bramki, pojawiła się pierwsza wątpliwość. Przed jego kontuzją w meczu reprezentacji byłem niemal pewny, że rekord pobije, lecz potem zwątpiłem, że da radę. Ale jak widać niepotrzebnie” – przyznał w wypowiedziach dla polskich mediów prezydent Bayernu
Karl-Heinz Rummenigge.
Już wyrównanie przez Lewandowskiego „niepobijalnego” rekordu wszech czasów Gerda Muellera uznano za wyczyn nieprawdopodobny, o którym setki jego poprzedników na niemieckich boiskach nawet nie marzyło. A on potrzebował do tego tylko 29 występów, w których strzelał gola co 60 minut, zdobywając średnio 1,41 bramki na mecz. A trzeba podkreślić, że nie zdobywał bramek we wszystkich rozegranych meczach, leczy tylko w 26. Wykręcił jednak dzięki temu wręcz obłędne statystyki. Trochę żal, że przez kontuzje stracił pięć meczów, bo pewnie jego końcowy dorobek bramkowy byłby jeszcze okazalszy.
Lewandowski dokonał wielkiego wyczynu nie tylko w skali Bundesligi. Naprawdę wąskie grono zawodników, szczególnie grających w XXI wieku w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, może pochwalić się przekroczeniem bariery 40 goli w jednym sezonie. Takiego zawodnika nie ma we francuskiej Ligue 1, piątej siły w Europie. Najbliżej tej granicy w XXI w. był Zlatan Ibrahimović w barwach Paris Saint-Germain w sezonie 2015/2016. Wówczas strzelił 38 goli. To najlepszy wynik w historii rozgrywek – pobił rekord legendy FC Nantes Philippe’a Gondeta z sezonu 1965/1966 (36 bramek). Podobnie ma się sytuacja w Serie A, gdzie rekord należy do Ciro Immobile. Włoch w zeszłym sezonie trafiał do siatki rywali 36 razy. Wtedy pobił osiągnięcie Szweda Nilsa Gunnara Nordahla, który w sezonie 1949/1950 zdobył 35 ligowych goli dla Milanu. Na boiskach Premier League, czyli od 1992 r., nie biegał jeszcze tak bramkostrzelny piłkarz. W XXI w. Mohamed Salah był najskuteczniejszym w jednym sezonie. W porównaniu do pozostałych lig ten dorobek jest mniej okazały, ale również godny podziwu. Egipcjanin w sezonie 2017/2018 strzelił 32 gole. Rekord rozgrywek współdzielą jednak Andy Cole (1993/1994) i Alan Shearer (1994/1995) – obaj wbili w swoich rekordowych sezonach po 34 gole. Hiszpańska La Liga ma to szczęście, że przez ostatnią dekadę grało tam dwóch najlepszych zawodników na świecie – Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Obaj dwukrotnie przekraczali barierę 40 goli. Argentyńczyk robił to w sezonach 2011/2012 (50 bramek, rekord rozgrywek) i 2012/2013 (46). Z kolei Portugalczyk kosmiczną skutecznością popisywał się w sezonach 2010/2011 (41) i 2014/2015 (48). Do magicznej „40” doskoczył jeszcze Luis Suarez w sezonie 2015/2016. I nikt więcej. Osiągnięcie Lewandowskiego wyróżnia jednak to, że swój rekord ustanowił w lidze 18-zespołowej, podczas gdy w pozostałych czterech z Top-5 gra po 20 drużyn.
Rekordowy strzelecki dorobek „Lewego” zapewnił mu w tym sezonie już czwarty z rzędu, a szósty w ogóle tytuł króla strzelców Bundesligi. Wypada zauważyć, że pod tym względem polski piłkarz także pobił rekord Gerda Muellera, który tytuł króla strzelców zdobył wprawdzie siedem razy, ale z rzędu tylko trzykrotnie. Legendarny „Bomber” ma jednak jeszcze jeden rekord – łącznej liczby goli strzelonych w Bundeslidze. Ma ich na koncie 365, a Lewanowski po tym sezonie 278, zatem do odrobienia pozostało mu jeszcze 88 bramek. Nie jest to dla niego różnica niemożliwa do zniwelowania, ale musiałby pograć w Bundeslidze na wysokim poziomie jeszcze co najmniej trzy, a nawet cztery sezony.
W pogoni za legendarnym rekordem Lewandowski zostawił w tyle konkurentów do zdobycia słynnej „armatki” – tradycyjnej nagrody na króla strzelców Bundesligi. Wiceliderem zestawienia z dorobkiem 28 trafień został portugalski napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva, a dopiero trzecią lokatę z 27 bramkami na koncie zajął typowany na następcę „Lewego” w Bayernie norweski snajper Borussii Dortmund Erling Haaland, który w ostatniej kolejce strzelił dwa gole w zwycięskim meczu z Bayerem Leverkusen (3:1). Kolejne miejsca na liście strzelców niemieckiej ekstraklasy z dorobkiem 20 trafień zajęli Holender Wout Weghorst w VfL Wolfsburg i Chorwat Andrej Kramarić z Hoffenheim. Dopiero na ósmej pozycji z 11. bramkami na koncie w zestawieniu znalazł się kolejny gracz Bayernu Monachium, Thomas Mueller, a na 12. z 10 golami Serge Gnabry.
Co ciekawe, Lewandowski mimo rekordu bramek w Bundeslidze nie pobił swojego rekordu strzeleckiego z zeszłego sezonu. Tym razem zdobył we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji 53 gole, co jest osiągnięciem imponującym ale o osiem trafień gorszym od wyniku z poprzedniego sezonu. „Lewy” zagrał jednak w ośmiu spotkaniach mniej niż w zeszłym sezonie, ponieważ Bayern szybko odpadł z Ligi Mistrzów i Pucharu Niemiec, a w dodatku miał przerwy z powodu kontuzji.
Ale te jego 53 gole to i tak najlepszy wynik wśród czołowych graczy. Lewandowski ma więcej trafień niż niedoścignieni dotychczas Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk zakończył sezon z dorobkiem 39 bramek we wszystkich rozgrywkach w klubie i reprezentacji, a Portugalczyk przed ostatnim w w tym sezonie meczu w Serie A z Bologną miał na koncie 40. trafień. Aspirującego do „Złotej Piłki” Francuz Kyliana Mbappe strzelił 44 gole, a Haaland 47.
Zaraz po fecie z okazji kolejnego mistrzostwa dla Bayernu Lewandowski wybrał się wraz z Karlem-Heinz Rummenigge do muzeum Bayernu, gdzie obaj spotkali się tam z żoną Gerda Muellera. „Lewy” przekazał jej koszulkę ze słynnym już nadrukiem „4ever Gerd”, który zaprezentował tydzień wcześniej po strzeleniu 40. gola, na której dopisał odręczną dedykację dla legendarnego niemieckiego piłkarza („Dla legendy Gerda, wielkiej inspiracji”). Zdjęcie napastnika Bayernu Monachium i Uschi Mueller zrobione przy ekspozycji upamiętniającej wyczyn jej męża w sezonie 1971/1972 obiegło internet. To był ładny gest i dobrze w Niemczech odebrany.

Lewandowski dogonił legendę Bayernu i wyrównał rekord 40 goli w sezonie

Robert Lewandowski w meczu 33. kolejki Bundesligi z Freiburgiem (2:2) strzelił 40. gola dla Bayernu Monachium w obecnych rozgrywkach i wyrównał rekord 40. trafień w jednym sezonie ustanowiony blisko pół wieku temu przez Gerda Muellera.

Legendarny niemiecki napastnik swoje rekordowe osiągnięcie uzyskał w rozgrywkach 1971/1972. W historii Bundesligi, która zaczęła się dopiero w 1963 roku (wcześniej mistrzów Niemiec wyłaniano w rozgrywkach międzyregionalnych), tylko Gerd Mueller zdołał w jednym sezonie strzelić 40 goli. Przez prawie 50 lat żaden inny napastnik nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia, a Mueller w swoim dorobku miał jeszcze sezony, w których strzelił 38 goli (1969/1970) i 36 (1972/1973). W sezonie 1976/1977 na sześć trafień do rekordu zbliżył się napastnik FC Koeln Dieter Mueller i trzeba było aż 43 laty, żeby w niemieckiej ekstraklasie pojawił się piłkarz zdolny powtórzyć jego osiągnięcie. Dokonał tego dopiero w poprzednim sezonie Lewandowski, także zdobywając 34 bramki. Ale nikt, nie tylko w Niemczech, na serio nie zakładał, że legendarny już rekord Gerda Muellera kiedykolwiek będzie zagrożony.
Tymczasem Lewandowski nie tylko go wyrównał, ale zrobił to jeszcze w kapitalnym stylu. Wystarczy spojrzeć na statystyki: Mueller 40. gola strzelił w 32. występie, strzelał średnio 1,18 gola na mecz i trafiał do siatki rywala co 77 minut. A „Lewy” pół wieku później swoja 40. bramkę zdobył w 28. występie, średnio strzelał 1,43 gola na mecz, a bramkarzy rywali pokonywał średnio co 59 minut. I może nawet zostać samodzielnym rekordzistą, bo ma jeszcze przed sobą mecz w ostatniej kolejce z Augsburgiem. Nie wiadomo tylko, czy będzie chciał całkowicie wyjść w tabelach rekordów przed Gerda Muellera. Nikt nie będzie miał o to do niego jawnych pretensji, ale już tu i ówdzie po drugiej stronie Odry pojawiły się w komentarzach nutki żalu i z trudem skrywanych pretensji, że Lewandowski dokonał skutecznego zamachu na obrosły już legendą wyczyn legendarnego „Bombera”, który przez blisko pół wieku stał się czymś w rodzaju symbolu Bundesligi.
„Lewy” w tej sytuacji znalazł się między młotem i kowadłem. Swoimi dokonaniami, zwłaszcza w poprzednim sezonie, zyskał jako piłkarz światowy rozgłos i dzisiaj miliony ludzi na całym świecie nie tylko zna jego nazwisko, ale też regularnie śledzi jego boiskowe wyczyny. Gdy przekroczył barierę 30 trafień i zaczął coraz bardziej zbliżać się do rekordu Gerda Muellera, nie mógł już odpuścić tego wyścigu, bo trwało globalne odliczanie. Nawet kontuzje i przerwy w grze nie były w stanie zapewnić mu odpowiedniego alibi. Chcąc potwierdzić, że jest graczem światowej klasy, „Lewy” nie mógł już tego odpuścić. I w końcu stało się – w 25. minucie sobotniego meczu z Freiburgiem doszło do tego historycznego momentu, gdy Lewandowski egzekwując rzut karny pokonał bramkarz rywali Marka Flekkena i zaliczył 40. trafienie w sezonie. Był na to przygotowany, bo ekipie Freiburga w przeszłości strzelił mnóstwo goli i miał prawo zakładać, że tym razem też to zrobi. Ciesząc się z rekordowego trafienie „Lewy” nie zapomniał o oddaniu hołdu Gerdowi Muellerowi i podciągając meczowy trykot zaprezentował założony pod nią T-Shirt z napisem „4ever Gerd” i podobizną legendarnego snajpera. „Lewandowski był świadomy, że ten rekord, który teraz współdzieli, jest wielki tylko dlatego, że kiedyś ktoś wielki go ustanowił. Przez długi czas Polak nie był zawodnikiem grającym szczególnie zespołowo, jego egoizm był oczywisty. Były też czasy, kiedy wolałby bronić barw Realu Madryt. To się zmieniło dopiero w ostatnich latach. I nagle został najlepszym piłkarzem roku, a teraz pobił rekord” – napisano w komentarzu w „Sueddeutsche Zeitung”. A szacowny magazyn piłkarski „Kicker” napisał: „Rekordy fascynują ludzkość od dawna i są po to, żeby kiedyś ktoś je poprawił. Nikt nie miał do tego większych predyspozycji niż Lewandowski, najbardziej kompletny napastnik tego pokolenia. Bramkostrzelny gracz Bayernu trafia prawą i lewą nogą, głową, z pola karnego i z dystansu, z rzutu karnego i rzutu wolnego. To czyni go trudnym do przewidzenia i często niezrównanym. Wzorowy sportowiec wie, jak ustawiać sylwetkę, utrzymać się przy piłce i zwykle nie potrzebuje dużo czasu ani miejsca, żeby, jak to się często mówi, trafić tym okrągłym w to prostokątne”.
Największy splendor spadł na Lewandowskiego jeszcze w trakcie meczu z Freiburgiem. Chyba nawet lekko osłupiał widząc, jak jego koledzy z zespołu oraz członkowie sztabu szkoleniowego Bayernu, na czele z trenerem Hansim Flickiem i dyrektorem sportowym Hasanem Salihamidziciem, formują szpaler honorowy i zapraszają go do środka. Lepszego sposobu na wyrażenie uznania dla piłkarza przez innych piłkarzy jeszcze nie wymyślono. Nic dziwnego, że „Lewy” był taki onieśmielony i wyraźnie speszony. Ale z pewnością honor oddany mu przez kolegów z drużyny zaliczy do najcenniejszych wyróżnień w karierze, a może nawet za najcenniejsze.