Katalońskie wieże budowane z ludzi

Budowa liczących i dziesięć metrów wysokości wież z ludzi, zwanych castellas, ma w Katalonii już ponad dwuwiekową tradycję. Dzisiaj mieszkańcy tego rwącego się do niezależności regionu Hiszpanii uważają castellas za swoją wizytówkę, na równi ze słynnymi na cały świata klubem sportowym FC Barcelona.

Najbardziej znana grupa akrobatów-amatorów, Castellers de Vilafranca z Penedes, cieszy się w Katalonii większym poważaniem niż futbolowi gwiazdorzy ze stadionu Camp Nou. Hiszpania ma corridę, a my mamy castellers – lubią podkreślać Katalończycy. Tradycja budowania wież z ludzi wywodzi się ponoć z religijnych tańców balls dels Valencians, znanych już w XV wieku, a wykonywanych podczas religijnych procesji. Pierwszy udokumentowany castell, składający się z sześciu pięter, ustawiono w 1770 roku w niewielkiej miejscowości Arbos, leżącej w prowincji Tarragona. Do dzisiaj stamtąd wywodzą się najlepsze colles, czyli zespoły tworzące te niezwykłe konstrukcje z ludzkich ciał. Może do nich należeć kto zechce, bez względu na wiek, płeć, kondycję fizyczną, status zawodowy czy społeczny. Nie jest też wymagane doświadczenie i jakieś szczególne umiejętności. To absolutnie amatorski i demokratyczny sport, co nie tylko Katalończycy uznają za jego największą zaletę.
Sukces konstrukcji, która osiąga wysokość 10 metrów, w największym stopniu zależy od starannie zbudowanej bazy (pinyi), którą może tworzyć nawet pół tysiąca osób. I każda z nich ma równie ważne znaczenie, choć w centrum bazy stają na ogół tylko baixos, silni, muskularni, mężczyźni. Ustawia się tam takich nie bez powodu – to oni na swoich ramionach muszą utrzymać wszystkie kolejne piętra konstrukcji. Na przedostatnim lokują się tak zwani aixecador, a na ich plecy wskakuje enxaneta, którym jest najmłodszy castellers, zwykle dziecko. Gdy już znajdzie się na szczycie wieży, podnosi na chwile rękę w geście triumfu i ten gest kończy etap budowy, a rozpoczyna równie ważny etap rozbiórki wieży. Castellas uważa się za udany gdy zostaje sprawnie i bezpiecznie zbudowany i tak samo rozebrany.
Pierwsze zawody we wznoszeniu castellas odbyły się w 1902 roku w Barcelonie, obecnie organizowane są najczęściej w Tarragonie, zwykle w pierwszy weekend października roku przestępnego. Chociaż jest to sport na wskroś amatorski, to zespoły walczą o nagrody pieniężne. W 2016 roku zwycięzcy otrzymali 16 tys. euro. Te pieniądze są przeznaczane na zakup kostiumów czy opłaty za wynajem pomieszczeń do treningów. Popisy najlepszych castellers są transmitowane przez telewizję i relacjonowane także przez największe hiszpańskie gazety. Budowa wież z ludzi staje się popularna także poza Katalonia. Nowe colles powstają także w innych regionach Hiszpanii, w sąsiedniej Portugalii oraz w Chile i Brazylii.

Budują stadion większy od Camp Nou

Chińczycy nie przestają zadziwiać. Jakby na przekór szalejącej także u nich pandemii koronawirusa, podejmują nowe wyzwania w różnych dziedzinach życia. Właśnie rozpoczęli w Guangzhou (Kanton) budowę największego piłkarskiego stadionu na świecie, który będzie mógł pomieścić blisko 110 tysięcy widzów.

Nowy obiekt ma zostać oddany do użytku już 2022 roku. Na co dzień rozgrywać na nim mecze będą piłkarze Guangzhou Evergrande Taobao, aktualni mistrzowie kraju w piłce nożnej. To najbardziej znany i utytułowany z chińskich klubów – ma na koncie osiem triumfów w krajowych rozgrywkach i dwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Trenerem zespołu jest Fabio Cannavaro, znakomity przed laty włoski obrońca, mistrz świata z 2006 roku i laureat nagrody „Złotej Piłki” za sezon 2005/2006. W aktualnej kadrze Evergrande nie ma wielkich piłkarskich nazwisk, z obcokrajowców najbardziej znani są Brazylijczycy Paulinho (wykupiony z FC Barcelona za 40 mln dolarów) oraz Talisca (przeszedł z Benfiki Lizbona na 18 mln dolarów). Zespół obecnie rozgrywa swoje domowe mecze na „skromnym” stadionie Tianhe mogącym pomieścić 58 500 widzów, czyli więcej niż nasz Stadion Narodowy w Warszawie.

W Kantonie uznano jednak, że ten obiekt nie spełnia już potrzeb i podjęto decyzję o budowie nowego stadionu i przeznaczono na ten cel aż 12 mld juanów, co w przeliczeniu daje zawrotną kwotę 1,7 mld dolarów (ponad 7 mld złotych). Dla porównania, nasz Stadion Narodowy kosztował ok. 1,5 mld zł). Nowy stadion dla Guangzhou Evergrande Taobao na być nie tylko najnowocześniejszym i największym obiektem piłkarskim na świecie, to jeszcze będzie robił furorę wyszukaną formą architektoniczną. Chińskie media już z donoszą z dumą, że budowany stadion przebije pod każdym względem największa piłkarską arenę w Europie – Camp Nou w Barcelonie.

El Clasico pod presją politycznych sporów

Kibice po raz pierwszy od 2002 roku nie zobaczyli bramek w El Clasico. Rozegrany w minioną środę zaległy mecz ligowy Barcelony z Realem Madryt zakończył się wynikiem 0:0.

Potyczki dwóch najsilniejszych klubów hiszpańskiej Primera Division zawsze budzą wyjątkowe emocje, ale rozegrany w minioną środę mecz odbył w wyjątkowych okolicznościach. Pierwotnie FC Barcelona i Real Madryt miały grać w październiku, lecz z powodu trwających wtedy w Katalonii politycznych napięć spotkanie zostało przełożone. Sytuacja polityczna nie uległa przez ten czas większej zmianie, zatem katalońskie władze dla zapewnienia bezpieczeństwa na stadionie zmobilizowały ponad trzy tysiące funkcjonariuszy, chociaż największym problem byli tym razem nie zamaskowani stadionowi chuligani, tylko tajemnicza organizacja skrywająca się w Internecie pod nazwą „Demokratyczne Tsunami”, organizująca od połowy października protesty na rzecz prawa do samostanowienia Katalonii.

Z powodów bezpieczeństwa dwaj najwięksi rywale hiszpańskiej tabeli wyjątkowo zostali zakwaterowani w tym samym hotelu – Reina Sofia (Królowa Zofia), Barca spędziła w nim noc, Real dojechał w południe. Po nadzwyczajnych naradach, jakie odbywały się wczoraj, siły porządkowe zdecydowały, że tym razem, również wyjątkowo, zawodnicy obu drużyn razem pojadą na stadion. O 18.00 oba autokary wyruszą spod hotelu i bramą numer siedem wjadą na Camp Nou. Aby nie było niespodzianek, od rana Reina Sofia otoczona jest policją, a niespełna półkilometrowy odcinek, jaki dzieli ją od stadionu, został obstawiony metalowymi zaporami.
Te środki wystarczyły tylko do utrzymania porządku na stadionie i w jego najbliższej okolicy, bo jak donosiły hiszpańskie media, trochę dalej od Camp Nou dochodziło do poważnych starć z policją, w wyniku których rannych zostało kilkanaście osób. Ale i trybunach nastroje były gorące, zwłaszcza na początku drugiej połowy, gdy fani Barcelony zarzucili boisko żółtymi piłkami plażowymi z hasłem „Hiszpanio, musimy porozmawiać” i zaczęli skandować „Wolność!”. Gra na chwilę została wstrzymana, ale arbiter po konsultacji nakazał ją wznowić.

Tuz po tym zdarzeniu Messi znalazł się z doskonałej sytuacji strzeleckiej, ale w niewytłumaczalny sposób zmarnował okazję. Real odpowiedział groźną kontrą po której w znakomitej sytuacji znalazł się Gareth Bale. Walijczyk huknął potężnie z lewej nogi, lecz trafił tylko w boczną siatkę. Kwadrans przed końcem meczu Bale w końcu trafił do bramki, lecz sędzia po sprawdzeniu przez VAR gola nie uznał.

Po tym remisie obie drużyny mają tyle samo punktów (36), ale liderem dzięki lepszemu bilansowi bramek pozostała Barcelona. Trzecie w tabeli jest Atletico Madryt.

 

Problemy z El Clasico

W środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou FC Barcelona zmierzy się w zaległym meczu z Realem Madryt. Potyczka na szczycie Primera Division jest w Hiszpanii nie tylko sportowym wydarzeniem.

Władze Katalonii poinformowały, że podczas zaplanowanego na środę 18 grudnia na stadionie Camp Nou meczu hiszpańskiej ekstraklasy między zespołami FC Barcelona i Realu Madryt, porządku pilnować będzie około trzech tysięcy funkcjonariuszy. Potyczki tych dwóch klubów w Hiszpanii określa się mianem „El Clasico” lub „Gran Derbi”. W tym sezonie ich ligowe spotkanie miało się odbyć w październiku, ale zostało przełożone na 18 grudnia ze względu na napiętą sytuację polityczną w Katalonii.

Przed meczem na szczycie Primera Division (Barcelona i Real Madryt są na czele ligowej tabeli) obie drużyny rozegrały w miniony weekend wyjazdowe mecze w ramach 17. kolejki. „Duma Katalonii” zmierzyła się w sobotę z Realem Sociedad i niespodziewanie zremisowała tylko 2:2, natomiast „Królewscy” w niedzielę wieczorem zagrali z Valencią (mecz zakończył się po zamknięciu wydania).