Wojny Kucharza z Lewym ciąg dalszy

We worek rano na polecenie Prokuratury Regionalnej w Warszawie doszło do zatrzymania Cezarego Kucharskiego, byłego menedżera Roberta Lewandowskiego. W środę Kucharski usłyszał zarzuty, ale został zwolniony z aresztu za poręczeniem majątkowym w wysokości 4,6 mln złotych.

Dla przypomnienia – do zatrzymania Kucharskiego (w wysłanym do mediów oświadczeniu wyraził zgodę na podawanie pełnego nazwiska) doszło we wtorek wczesnym rankiem, w jego domu w Konstancinie-Jeziornej, w którym funkcjonariusze dokonali też przeszukania. Przeszukano także inne miejsca, w których prowadzi on swoje interesy. W środę Prokuratura Regionalna w Warszawie opublikowała komunikat o postawieniu Kucharskiemu zarzutów dotyczących popełnienia przestępstwa określonego w art. 191 §1 Kodeksu Karnego – „bezprawnej groźbie w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania zaniechania lub znoszenia”, za co grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.
Oto treść komunikatu Prokuratury Regionalnej w Warszawie: „W dniu 27 października 2020r. w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie ogłoszono menedżerowi piłkarskiemu – Cezaremu K. zarzut popełnienia przestępstwa określonego w art. 191 §1 Kodeksu karnego. Czynność przeprowadzono w związku z prowadzonym od kilku tygodni śledztwem zainicjowanym zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonym przez pełnomocnika pokrzywdzonego piłkarza. Prokurator zarzucił podejrzanemu, że od września 2019r. do września 2020r. kilkukrotnie stosował wobec swojego byłego klienta i współpracownika groźbę bezprawną polegającą na zapowiedzi rozpowszechniania informacji dotyczących rzekomych nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych należącej do pokrzywdzonego spółki prawa handlowego. Kierując groźbę podejrzany zapowiadał spowodowanie postępowania karnego i rozgłoszenie wiadomości uwłaczającej czci pokrzywdzonego oraz jego żony, sugerując jednocześnie że zachowa w tajemnicy opisane powyższej okoliczności w przypadku zapłaty przez pokrzywdzonego piłkarza kwoty 20 milionów euro, co stanowi równowartość 84,6 miliona złotych.
Podstawą dowodową do przedstawienia powyższego zarzutu były zeznania pokrzywdzonego piłkarza, wzmocnione zeznaniami świadków, którzy uzyskali wiedzę o działaniach Cezarego K., ale przede wszystkim – zapis bezpośrednich rozmów jakie przeprowadzili podejrzany i pokrzywdzony w restauracjach znajdujących się w Warszawie oraz w Monachium, a także treść korespondencji sms kierowana do pokrzywdzonego od osób mających wiedzę o zamiarach Cezarego K. Jak wynika z zarejestrowanych treści Cezary K. żądając od pokrzywdzonego kwoty 20 milionów euro wyraźniej wskazał, że „czuje, że tyle jest warty spokój pokrzywdzonego”, zaś na pytanie dodatkowe piłkarza „za co naprawdę chce te pieniądze?” podejrzany oświadczył, że „za to, że będzie krył do końca życia, że jest on i jego żona oszustami podatkowymi”. Między innymi powyższe wypowiedzi podejrzanego świadczą o tym, że żądania stanowią szantaż o charakterze kryminalnym. (…). Przesłuchany w charakterze podejrzanego Cezary K. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, odmówił odpowiedzi na jakiekolwiek pytania prokuratora, w tym dotyczące ustosunkowania się do zapisu powyższej rozmowy. (…) W trakcie przesłuchania podejrzany korzystał z pomocy dwóch obrońców. Po wykonaniu czynności prokurator zdecydował o zastosowaniu wobec Cezarego K. środków zapobiegawczych o charakterze wolnościowym, tj. poręczeniu majątkowym w kwocie 4,6 miliona złotych, co stanowi równowartość 1 miliona euro, zakazie zbliżania się do pokrzywdzonego oraz jego żony, a także kontaktowania się z nimi, zakazie opuszczania kraju połączonym z zatrzymaniem paszportu, a także dozoru Policji”. (…)
To nie jest rzecz jasna jeszcze koniec ani tej sprawy, ani też prywatnej wojny wypowiedzianej ponad dwa lata temu Lewandowskiemu przez Kucharskiego. Teraz dopiero na światło dzienne zaczynają wychodzić bulwersujące szczegóły tego konfliktu. Wynika z nich, że relacje piłkarza z jego agentem zaczęły się psuć już w 2014 roku, gdy Kucharskiemu i jego niemieckiemu wspólnikowi Maikowi Barthelowi nie udało się wynegocjować kontraktu z Bayernem na warunkach, jakie z nimi uzgodnił Lewandowskim. Utrzymywali to przed nim w tajemnicy do ostatniej chwili i de facto zmusili do zawarcie niekorzystnej umowy. Zawiedli też jego oczekiwania w sprawie transferu do Realu Madryt, co spowodowało, że piłkarz po mistrzostwach świata w Rosji zerwał współpracę z Kucharskim. Jak podaje „Rzeczpospolita”, Lewandowski twierdzi, że już wtedy Kucharski miał mu dać do zrozumienia, by „przygotował się na problemy”.
Najwyraźniej jednak „Lewy” ostrzeżenie swojego byłego już agenta potraktował serio, bo wszystkie kolejne spotkania z nim nagrywał i udostępnił śledczym. Kucharski miał powiedzieć Lewandowskiemu, że jest w posiadaniu informacji, które mogą zaszkodzić rodzinie piłkarza. „Bardzo byś ucierpiał wizerunkowo” – ostrzegał. A podczas ich ostatniego spotkania, do którego doszło na początku tego roku w jednej z warszawskich restauracji, poszedł już „na całość”.
Według „Rzeczpospolitej” Lewandowski miał na nim zapytać Kucharskiego, co ten proponuje. Menedżer wówczas odpowiedział, że 20 mln euro. „Czuję, że tyle wart jest twój spokój” – powiedział. Gdy Lewandowski zapytał, za co ma zapłacić taką kwotę, w odpowiedzi usłyszał: „Za to, że do końca życia będę ukrywał, że ty i twoja żona jesteście oszustami podatkowymi”. Piłkarz skwitował te żądanie krótko: „Zero złotych, zero euro”.
Wygląda więc na to, że próba przestraszenie Lewandowskiego i wyduszenia z niego haraczu będącego równowartością jego obecnych rocznych zarobków w Bayernie, zakończyła się klęską. Ale Kucharski jako piłkarz słynął z tego, że powalony na murawę nawet leżąc potrafił kopać przeciwników do krwi. „Lewy” jeszcze tej wojny nie wygrał.

Lewandowski atakuje nie tylko na boisku

Robert Lewandowski po hat-tricku w meczu 5. kolejki Bundesligi z Eintrachtem został przez tygodnik „Kicker” wybrany na piłkarza tygodnia. To jego już trzecie w tym sezonie takie wyróżnienie. Ale nie mniejszy medialny zgiełk wywołało zatrzymanie we wtorek byłego agenta „Lewego”, Cezarego Kucharskiego.

Najpierw jednak o Lewandowskim pisano wyłącznie w kontekście jego boiskowych wyczynów. Polak po zaledwie pięciu kolejkach ma już na koncie dziesięć bramek i oczywiście jest liderem klasyfikacji strzelców. To jego najlepszy początek sezonu w karierze i nic dziwnego, że w Niemczech na nowo ożyła dyskusja, czy Polak zdoła w tym sezonie pobić legendarny już rekord 40 trafień w jednym sezonie należący od sezonu 1971/72 do Gerda Muellera. „Lewy” nie wdaje się w dyskusje na ten temat, a pytany o to zwykł odpowiadać, że dla niego bardziej liczą się teraz sukcesy Bayernu. Nie ukrywa jednak, że zamierza powalczyć o szósty tytuł króla strzelców Bundesligi. Na razie po raz trzeci z rzędu został uhonorowany przez magazyn „Kicker” tytułem piłkarza kolejki W historii niemieckiej ekstraklasy tylko Toni Kroos ma na koncie trzy takie wyróżnienia z rzędu – zdarzyło się to w sezonie 2009/2010 w kolejkach 17., 18. i 19. Lewandowski za swój występ przeciwko Eintrachtowi otrzymał notę „1”, oznaczającą w Niemczech „klasę światową”.
W polskich mediach tu i ówdzie komentowano jednak też wypowiedzi prawnika Lewandowskiego, mecenasa Tomasza Siemiątkowskiego, w których ujawnił, że „w imieniu swojego klienta złożył skargę karną na byłego menedżera piłkarza Cezarego Kucharskiego, zarzucając mu próbę szantażu Lewandowskiego opartą na groźbie publikacji przez tygodnik „Der Spiegel” artykułu o domniemanym nieprawidłowościach dotyczących m.in. wpływów reklamowych zawodnika”. Pismo w tej sprawie adwokat wysłał też do redaktora naczelnego „Der Spiegel”. Wedle niemieckich mediów prawnik Lewandowskiego utrzymuje, że Kucharski przez wiele miesięcy pozostawał w kontakcie z dziennikarzem „Spiegla” Rafaelem Buschmannem i przekazywał mu materiały mające obciążać piłkarza. Równocześnie domagał się od Lewandowskiego zapłaty kilku mln euro w zamian za nienagłaśnianie tej sprawy w mediach. Piłkarz żądanej kwoty nie zapłacił, a ponieważ po ujawnieniu sprawy tygodnik „Der Spiegel” kontynuował temat w kolejnym numerze, można traktować to jako realizację szantażu sformułowanego wobec zawodnika przez Kucharskiego.
Zanim jednak redakcja niemieckiego tygodnika zdążyła zareagować na pismo mecenasa Siemiątkowskiego, w miniony wtorek gruchnęła wieść, że stołeczni policjanci na wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie zatrzymali we wczesnych godzinach porannych byłego agenta Lewandowskiego, już podawanego w mediach jako Cezary K. „Zatrzymanie ma związek z prowadzonym od kilku tygodni w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie śledztwem dotyczącym kierowania gróźb karalnych wobec wybitnego polskiego piłkarza, byłego klienta i współpracownika zatrzymanego, celem zmuszenia pokrzywdzonego do zapłaty kwoty 20 milionów euro na rzecz Cezarego K.” – poinformowała Prokuratura Regionalna w Warszawie.
Przy okazji wyszło na jaw, że Lewandowski, który w tej sprawie ma status pokrzywdzonego, został już wcześniej przesłuchany przez prokuraturę. „Na ten moment wstrzymujemy się z komentowaniem tej sprawy” – przekazała mediom rzeczniczka Roberta Lewandowskiego Monika Bondarowicz.
Kucharski przez 10 lat był agentem Lewandowskiego. Podpisał z nim umowę gdy grał on w II-ligowym Zniczu Pruszków, przeprowadził następnie transfer do Lecha Poznań, a z Lecha do Borussii Dortmund. Do Bayernu Monachium „Lewy” przeszedł latem 2014 roku już jednak jako wolny zawodnik, po wygaśnięciu kontraktu z Borussią. I właśnie od tego momentu relacje między nim a jego agentem zaczęły się psuć. Od 2017 roku piłkarskie interesy Lewandowskiego reprezentuje Izraelczyk Pini Zahavi.

Skubanie Lewandowskiego

Robert Lewandowski, Manuel Neuer i Kevin De Bruyne zostali nominowani do nagrody „Piłkarza Roku UEFA”. Zwycięzca plebiscytu zostanie ogłoszony 1 października podczas ceremonii losowania fazy grupowej Ligi Mistrzów. Raczej na pewno wygra zawodnik Bayernu Monachium, ale nie jest pewne, że będzie nim „Lewy”, bo wokół niego w Niemczech nagle zgęstniała atmosfera.

Gdyby do tych najbardziej spektakularnych osiągnięć dopisać wszystkie mniejsze wyróżnienia czy pobite rekordy, lista sukcesów „Lewego” w miniony sezonie robi się tak imponująca, że nieprzyznanie mu nagrody „Piłkarza Roku UEFA” byłoby wręcz niegodziwością. Chyba nawet większą niż odwołanie przez redakcję „France Football” tegorocznego plebiscytu „Złotej Piłki”. Zwłaszcza, że „Lewy” zaczął nowy sezon udanym występem w spotkaniu inauguracyjnym Bundesligi z Schalke Gelsenkirchen, strzelając gola i zaliczając dwie asysty w wygranym 8:0 spotkaniu (czwartkowy mecz Bayernu o Superpuchar Europy z FC Sevilla zakończył się po zamknięciu wydania). Wyboru laureata plebiscytu UEFA dokonają trenerzy 80 klubów uczestniczących w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy oraz 55 dziennikarzy – po jednym z każdego kraju zrzeszonego w UEFA. Wiadomo już, że w kategorii „Trener Roku UEFA” na pewno wygra niemiecki szkoleniowiec, bo na placu boju została już tylko trójka nominowanych: Hansi Flick (Bayern), Juergen Klopp (FC Liverpool) i Julian Nagelsmann (RB Lipsk).
Lewy wszedł na sportowy szczyt
Nie ulega wątpliwości, że Lewandowski, nawet jeśli z powodu działania „złej strony mocy” nie zostanie jednak, jako pierwszy polski piłkarz w historii, zwycięzcą tego prestiżowego plebiscytu, to i tak sama jego obecność w finałowej trójce jest dowodem, iż w wieku 32 lat w końcu wspiął się na sam szczyt futbolowej hierarchii. Na razie w Europie, ale być może wkrótce także na świecie, bo przecież swój własny plebiscyt jesienią jak co roku przeprowadzi także FIFA i Polak raczej na sto procent znajdzie się w jego czołówce.
Wielu piłkarskich ekspertów zastanawia się teraz, czy miniony sezon był szczytowy w karierze kapitana reprezentacji Polski. On sam przekonuje, że jest w stanie grać na takim wysokim poziomie jeszcze przez kilka lat, bo pod względem fizycznym i mentalnym wciąż robi postępy. Niedawno zwrócił na to uwagę trener RB Lipsk Julian Nagelsmann, który stwierdził, że Lewandowski nie musi już niczego trenować, bo wszystko potrafi robić na najwyższym światowym poziomie, a jego jedynym zadaniem jest utrzymanie fizycznej formy i właściwej motywacji do gry.
Nic dziwnego, że nawet przesadnie wymagające wobec „Lewego” branżowe media w Niemczech chcąc nie chcąc musiały zweryfikować jego rynkową wartość. Najbardziej opiniotwórczy pod tym względem portal internetowy Transfermarkt.de w zamiast po raz kolejny obniżyć wycenę transferową polskiego napastnika, nieoczekiwanie podniósł ją o cztery miliony do kwoty 60 mln euro.
Przy ustalaniu wycen zawodników eksperci Transfermarkt.de jako główne kryterium uznają wiek piłkarzy. Dlatego też Lewandowski pod względem transferowej wartości jest w kadrze Bayernu dopiero szósty, a w całej Bundeslidze na ósmym miejscu. A tak wygląda czołowa dziesiątka tego zestawienia: 1. Jadon Sancho (Borussia Dortmund) – 117 mln euro; 2. Serge Gnabry (Bayern Monachium) – 90 mln euro; 3. Joshua Kimmich (Bayern) – 85 mln euro; 4. Erling Haaland (Borussia Dortmund) i Alphonso Davies (Bayern) – po 80 mln euro; 6. Leroy Sane (Bayern) – 70 mln euro; 7. David Alaba (Bayern) – 65 mln euro; 8. Robert Lewandowski (Bayern), Leon Goretzka (Bayern) i Dayout Upamecano (RB Lipsk) – po 60 mln euro.
Warto zauważyć, że wartość 20-letniego Jadona Sancho od ostatniego notowania zmniejszono o 13 mln euro, zaś wartość 25-letniego Serge’a Gnabry’ego podniesiono o 18 mln euro, a również 25-letniego Joshuy Kimmich o 10 mln euro. Najbardziej na wartości zyskał jednak 19-letni boczny obrońca Alphonso Davies, którego wycena poszybował w górę o 20 mln euro, do kwoty na jaką wyceniono aktualną wartość 19-letniego norweskiego snajpera Borussii Dortmund Erlinga Haalanda. Ale w grupie zawodników po „30” Lewandowski jest jedynym, którego wartość mimo wieku wzrosła.
W zarobkach też w czołówce
Transferowe wyceny nie zawsze przekładają się na zarobki futbolowych gwiazd. Magazyn „Forbes”, który regularnie monitoruje najlepiej zarabiających przedstawicieli różnych profesji, w najnowszym rankingu najlepiej zarabiających piłkarzy na szczycie zestawienia umieścił Leo Messiego. Argentyński as FC Barcelona mimo próby odejścia z tego klubu zarobił w ostatnich 12 miesiącach 126 milionów dolarów, z czego 92 miliony to jego wynagrodzenie za grę w piłkę, a 34 miliony z umów reklamowych i sponsorskich. Barierę stu milionów dolarów przekroczył jeszcze tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo, któremu kontrakt z Juventusem gwarantuje gażę w wysokości 70 mln dolarów, natomiast ze sprzedaży swojego wizerunku reklamodawcom i sponsorom zarobił dodatkowo 47 milionów, co w sumie dało mu 117 mln dolarów. Blisko za tą dwójką futbolowych krezusów jest jeszcze tylko Brazylijczyk Neymar, wciąż najdroższy piłkarz w historii (PSG zapłacił za niego Barcelonie 222 mln euro), który zarobił 96 mln dolarów (na boisku 78 mln, ze sprzedaży wizerunku 18 mln). Ale kolejny z graczy z Top 10 zestawienia, Francuz Kylian Mbappe (PSG), wzbogacił się już „tylko” o 42 miliony dolarów (28 z kontraktu, 14 z reklam). Dalej na liście są Egipcjanin Mohammed Salah (FC Liverpool) – 37 mln dolarów (24+13); Francuz Paul Pogba (Manchester United) – 34 mln dolarów (28+6); Francuz Antoine Griezmann (FC Barcelona) – 33 mln (28+5); Walijczyk Gareth Bale (Real Madryt) – 29 mln (23+6), a na 9. miejscu uplasował się Lewandowski, którego zarobki „Forbes” oszacował na 24 mln dolarów z kontraktu z Bayernem oraz cztery miliony dolarów z umów reklamowych i sponsorskich), czyli łącznie na 28 mln dolarów. Zestawienie zamyka hiszpański bramkarz David De Gea (Manchester United) – 27 mln dolarów (24+3).
Na tegorocznej liście stu najbogatszych Polaków wg. „Wprost” Lewandowski z majątkiem szacowanym na ponad pół miliarda złotych znalazł się na 80. miejscu zestawienia. Jeśli przez najbliższe pięć lat jedynie utrzyma obecny poziom zarobków, zostanie pierwszym polskim sportowcem, który w trakcie kariery zawodniczej zarobi ponad miliard złotych. Dla zwykłego śmiertelnika są to kwoty astronomiczne.
W kręgach biznesowych popularne jest powiedzonko, że „wielkie pieniądze lubią ciszę”. Lewandowski do tej pory dość skutecznie przestrzegał tej zasady, lecz to się może wkrótce zmienić za sprawą desperackich działań jakie przeciwko „Lewemu” podjęli jego byli agenci – Cezary Kucharski oraz współpracujący z nim Niemiec Maik Barthel. Jako pierwszy napisał o tym tygodnik „Der Spiegel”, a za nim tropem podążyły media po obu stronach Odry. Niemiecki periodyk doniósł że Kucharski i Barthel domagają się od Lewandowskiego 9 mln euro, lecz piłkarz uznaje te żądanie za nieuprawnione i nie zamierza im zapłacić. Byli agenci dostarczyli więc redakcji „Der Spiegela” ksero potwierdzeń przelewów z należącej do Lewandowskiego firmy RL Management z niemieckich na polskie konta, bez informowania niemieckiego urzędu skarbowego. Kucharski wręcz donosi, że najlepszy piłkarz Bundesligi oszukał fiskusa. W Polsce natomiast Kucharski złożył w Wydziale Gospodarczym Sądu Okręgowego w Warszawie pozew przeciwko Lewandowskiemu i jego firmie RL Management, informując w nim m.in., że piłkarz Bayernu używał firmowych pieniędzy do celów prywatnych.
Nie chce dać się oskubać?
Po publikacji niemieckiego tygodnika Kucharski nabrał wody w usta i jak na razie odmawia jakichkolwiek komentarzy. To samo zresztą robi Lewandowski, bo w jego imieniu odpowiedziała tylko rzeczniczka prasowa Monika Bodnarowicz: „Wszelkie rozliczenia podatkowe zarówno osobiste jak i spółek Roberta Lewandowskiego prowadzone są zawsze zgodnie z prawem. Prawidłowością rozliczeń w Niemczech zajmuje się licencjonowany, niemiecki doradca podatkowy, który dba o to, aby wszelkie wymagane dokumenty były zawsze przedstawione organom podatkowym w Niemczech, a podatek prawidłowo rozliczony i zapłacony w terminie” – napisała w oświadczeniu dla mediów.
Na razie trudno przewidzieć jak zakończy się ta bulwersująca sprawa. Kucharski już zanotował w tym starciu straty, bo przypięto mu już łatką donosiciela, a jeszcze na światło dzienne zaczęły wychodzić fakty, które burzą sielankowy obraz jego trwającej przez blisko dekadę współpracy z Lewandowskim. Okazuje się, że wcale nie był dla niego dobrotliwym przewodnikiem w świecie profesjonalnego futbolu, tylko bezwzględnym wyzyskiwaczem, który brał za swoje najdrobniejsze menedżerskie usługi sowite prowizje. Kucharski jako agent „Lewego” zarobił wielokrotnie więcej pieniędzy niż sam zarobił jako piłkarz przez całą długą karierę. A pewnie zarobiłyby jeszcze więcej, gdyby Lewandowski w końcu nie połapał się z kim ma do czynienia i nie zaczął wycofywać się ze współpracy, którą ostatecznie zerwał w 2018 roku.
Ile może „Lewy” stracić przez ten konflikt, zależy od tego, co na niego doniósł i co jeszcze może donieść Kucharski. Ale jeśli faktycznie wszystko ma w papierach w porządku i żadna kontrola niczego nieprawidłowego się w nich nie doszuka, to pewnie nie zostawi tak tej sprawy bez rewanżu. A ma dość środków i możliwości, żeby zafundować swoim byłym agentom długą i zapewne kosztowną dla nich sądową batalię.

Kucharz grilluje Lewego

Bayern Monachium w meczu otwarcia nowego sezonu Bundesligi zdeklasował zespół Schalke 8:0. Jedną z bramek zdobył z karnego Robert Lewandowski, który zaliczył też dwie efektowne asysty. Kapitan reprezentacji Polski nie mógł jednak w pełni cieszyć się z udanego początku rozgrywek, bo jego były agent Cezary Kucharski tego dnia złożył na niego doniesienie do niemieckiego urzędu skarbowego oraz wystąpił z roszczeniem o zapłatę rzekomo należnych mu od „Lewego” 9 mln euro.

Broniący mistrzowskiego tytułu Bayern pokazał moc już w pierwszej ligowej kolejce. Hat-trickiem popisał się Serge Gnabry, a po jednym golu dorzucili Robert Lewandowski, Leon Goretzka, Thomas Mueller, Leroy Sane i Jamal Musial. W ekipie trenera Hansiego Flicka nie było słabych punktów, ale niemieckie media podkreślały znakomity występ „Lewego”, który zdobył bramkę z wywalczonego przez siebie rzutu karnego, a ponadto zaliczył dwie asysty, z których jedna była szczególnej urody, gdy zagrał piłkę do Muellera tzw. raboną (przekładając prawą nogę za lewą).
Zachwycone wygraną Bayernu są niemieckie media, które doceniły kapitalny występ drużyny Flicka. Z graczy wyjściowej jedenastki jedynie Manuel Neuer, Lucas Hernandez i Benjamin Pavard nie otrzymali od „Bilda” oceny „1”, oznaczającej grę na poziomie światowym. Pozostali zawodnicy dostali najwyższe możliwe noty, wśród nich także Lewandowski. Równie wysoko kapitana reprezentacji Polski ocenili dziennikarze portalu sport.sky.de. Od nich Polak także otrzymał „1”. W komentarzach podkreślano, że Lewandowski w szóstym sezonie z rzędu strzelił gola w meczu otwarcia, że było to już jego 163. trafienie w Bundeslidze, co oznacza, że w klasyfikacji strzelców Bayernu wszech czasów wyprzedził właśnie szefa Bayernu, Karla-Heinza Rummenigge. Teraz przed nim w tym zestawieniu jest już tylko legendarny Gerd Mueller.
Ale w dniu startu rozgrywek Bundesligi nad głową „Lewego” pojawiły się ciemne chmury. Jego były agent, a jak się teraz okazuje także wspólnik w interesach, Cezary Kucharski, wedle doniesień niemieckich mediów miał złożyć zawiadomienie do urzędu skarbowego, że Lewandowski jako piłkarz Bayernu Monachium nieprawidłowo rozliczał się z przelewów na konto swojej polskiej firmy RL Management, wykorzystując pieniądze firmowe do celów prywatnych. Zdaniem niemieckiego magazynu „Der Spiegel” Kucharski domaga się od firmy Roberta Lewandowskiego odszkodowania w wysokości 9 milionów euro (ponad 39 mln złotych). Zdaniem reporterów „Spiegla”, są dokumenty wskazujące na to, że z niemieckich kont Roberta Lewandowskiego wychodziły przelewy na jego polskie konta, a nie o wszystkich wiedziała niemiecka skarbówka. Do tego dochodzi również sprawa pożyczki, jaką Anna Lewandowska miała otrzymać od firmy RL Management. Mowa o kwocie 2,5 mln euro, czyli ponad 10 milionów złotych! Ponoć nie musiała potem już zwracać tych pieniędzy, dzięki czemu ta kwota zniknęła z bilansów firmy Roberta Lewandowskiego, a pieniądze miały wylądować na tajemniczym koncie. Firma RL Management przelewała podobno również pieniądze na prywatne konta naszego napastnika.
Ani Lewandowski, ani też jego żona na razie nie zabrali osobiście głosu w tej sprawie. W ich imieniu wstępne wyjaśnienie opublikowała ich rzeczniczka prasowa Monika Bondarowicz. (…)„Wszelkie rozliczenia podatkowe zarówno osobiste jak i spółek Roberta Lewandowskiego prowadzone są zawsze zgodnie z prawem. Prawidłowością rozliczeń w Niemczech zajmuje się licencjonowany, niemiecki doradca podatkowy, który dba o to, aby wszelkie wymagane dokumenty były zawsze przedstawione organom podatkowym w Niemczech, a podatek prawidłowo rozliczony i zapłacony w terminie. Ponieważ pan Cezary Kucharski poinformował Państwa, że skierował sprawę do sądu, uprzejmie informujemy, że wszelką dokumentację księgową i podatkową przedstawimy sądowi. Pan Cezary Kucharski próbuje wymusić na Robercie Lewandowskim zapłatę nienależnych mu środków. Ustosunkowywanie się do ewentualnych zarzutów na łamach mediów traktujemy jako próbę wywierania nacisku na nas poprzez szkalowanie reputacji Roberta Lewandowskiego i tworzenie fikcyjnego wyobrażenia o sprawie co miałoby w przyszłości wpływać na postrzeganie tejże sprawy przez sąd. W tym miejscu warto ponownie przypomnieć, że der Spiegel w ramach opisu sprawy przesłał nam informację, że pozew został złożony, co według naszej wiedzy nie jest prawdą. Jeśli jednak jest założona sprawa sądowa, to wszelką dokumentację przekażemy do sądu. Prawdziwą ocenę i wnioski można wyciągnąć tylko i wyłącznie na podstawie pełnej dokumentacji i wszystkich informacji związanych z rozliczeniem. Pojedyncze wątki zaburzają prawdziwy obraz sprawy i całej sytuacji”.
Lewandowski do tej pory nie był uwikłany w żadne afery. Kucharski ewidentnie chce go zniszczyć, ale chyba zapomniał o zasadzie, że kto mieczem wojuje, od miecza też ginie…

Atak na Lewego

Timo Werner nie skorzystał z okazji, że Robert Lewandowski w 31. kolejce musiał pauzować za żółte kartki i nie zmniejszył pięciobramkowej straty jaką ma do niego w klasyfikacji strzelców Bundesligi. Kapitana reprezentacji Polski zaatakował natomiast niespodziewanie jego były agent, Cezary Kucharski.

Bayern Monachium mógł już w miniony weekend po 31. kolejce świętować mistrzostwo Niemiec, musiał tylko wygrać u siebie z Borussią Moenchengladbach, zaś druga w tabeli Borussia Dortmund przegrać na wyjeździe z Furtuną Duesseldorf. Koronację trzeba było jednak odłożyć, bo chociaż Bayern bez pauzujących za żółte kartki Roberta Lewandowskiego i Thomasa Muellera wygrała 2:1, to ekipa Łukasza Piszczka także zwyciężyła (1:0 po golu Erlinga Haalanda). Najgroźniejszy konkurent „Lewego” w wyścigu po koronę króla strzelców, Timo Werner z RB Lipsk, nie wykorzystał przymusowej absencji napastnika Bayernu i w wygranym przez jego zespół 2:0 wyjazdowym spotkaniu z Hoffenheim nie powiększył swojego bramkowego dorobku. Tym samym na trzy kolejki przed końcem rozgrywek Bundesligi Lewandowski z 30 golami na koncie ma nadal pięć trafień przewagi nad Wernerem i chyba nikt już nie wątpi, że to Polak w tym sezonie po raz piąty w karierze zdobędzie statuetkę zabytkowej armaty, będącej nagrodą dla króla strzelców Bundesligi.
Kapitan reprezentacji Polski w środku poprzedniego tygodnia potwierdził niebywałą formę, strzelając zwycięskiego gola dla Bayernu w wygranym 2:1 meczu półfinałowym Pucharu Niemiec z Eintrachtem Frankfurt. Była to jego piąta bramka w tych rozgrywkach. W finale zaplanowanym na 4 lipca bawarska jedenastka zmierzy się z Bayerem Leverkusen. „Lewy” również w Pucharze Niemiec jest liderem strzelców, a ponadto przewodzi też na liście snajperów Ligi Mistrzów, ma też na koncie najwięcej bramek zdobytych łącznie we wszystkich rozgrywkach klubowych w Europie – trafienie w spotkaniu z Eintrachtem było jego 45. w obecnym sezonie.
Nic dziwnego, że o Lewandowski dużo się ostatnio dobrego mówi i pisze nie tylko w Niemczech. W Polsce jednak w ostatnich dniach w mediach i na portalach społecznościowych wałkowano na okrągło zarzuty, jakie pod jego adresem w jakimś niszowym programie wygłosił Cezary Kucharski. Były menedżer i wspólnik „Lewego” najwyraźniej nie może przeboleć, że dwa lata temu piłkarz zerwał z nim trwającą przez niemal dekadę współpracę.
Kucharski w programie „Futbolownia” po raz kolejny przekonywał, że to jemu Lewandowski najwięcej zawdzięcza. Został jego agentem gdy był jeszcze anonimowym graczem drugoligowego Znicza Pruszków, następnie pilotował jego transfery do Lecha Poznań, Borussii Dortmund i Bayernu Monachium. „Zajmowałem się całością interesów Roberta – sportowymi, reklamowymi i wszystkimi pobocznymi, tak, by mógł się skupić tylko na piłce nożnej. Ale tam gdzie jest sukces, pojawia się grono życzliwych osób, trzeba było to filtrować, dla jego dobra. Stałem się więc niejako wrogiem dla tych wszystkich, którzy chcieli się ogrzać przy Lewandowskim” – powtarzał znane ze swoich wcześniejszych wypowiedzi tezy. Dorzucił jednak zupełnie nowy wątek – ten z pretensjami. „Mówię o tym pierwszy raz publicznie. To dziś może brzmieć absurdalnie, ale decydującym momentem był ten, kiedy Robert podpisał nową umowę z Bayernem, największą w historii polskiego sportu, wartą 100 milionów euro za pięć lat gry. Wtedy zażądał ode mnie dodatkowych pieniędzy z mojej prowizji. Gdy się nie zgodziłem, postanowił zrezygnować ze współpracy. Wiem, że to nieporozumienie było kluczowe, może przelało czarę goryczy między nami. Wiedziałem już, że jeśli mamy w stresie i pretensjach funkcjonować, to raczej nie ma to sensu. Starałem się zdobyć jego zaufanie, to się chyba jednak ostatecznie nie udało” – wyżalił się Kucharski. I ten fragment jego wypowiedzi zrobił właśnie taki rozgłos w polskich mediach, w których przez kilka dni bezkarnie i z nieskrywaną złośliwością go powtarzano.
Lewandowski na razie nie odpowiedział Kucharskiemu, chociaż pewnie nie było mu przyjemnie czytać, jakim to okazał się niewdzięcznikiem. Może poszuka innych sposobów na odegranie się na swoim byłym agencie, ale to już ich wewnętrzna sprawa. Jesli coś w tej historii może zdumiewać, to przekonanie Kucharskiego, że bez niego „Lewy” nie zrobiłby takiej kariery, jaką zrobił. Otóż, zrobiłby, może nawet większą, bo po latach widzimy, jaka jest skala jego talentu i jakim jest on człowiekiem i sportowcem. A co do pieniędzy, no cóż, jako agent Lewandowskiego Kucharski zarobił wielokrotnie więcej niż sam zarobił w trakcie swojej własnej piłkarskiej kariery, zatem to on powinien być wdzięczny „Lewemu”, a nie tej wdzięczności od niego oczekiwać.

Czeczeńcy chcą polskich piłkarzy

Achmat Grozny, ósmy zespół rosyjskiej ekstraklasy, złożył oferty transferów Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

 

Działacze obu klubów analizują te propozycje i przygotowują argumenty do negocjacji. Frankowski był bliski odejścia z drużyny wicemistrzów Polski był już latem. Starały się wtedy o niego m.in. Lokeren i Caen. Oba kluby oferowały jednak kwoty, które nie satysfakcjonowały właścicieli Jagiellonii. Oni są zainteresowani wynegocjowaniem jak najwyższej kwoty odstępnego za 23-letniego skrzydłowego, bowiem połowę pieniędzy z jego transferu muszą oddać byłemu właścicielowi Lechii Gdańsk Andrzejowi Kucharowi oraz byłemu agentowi piłkarza Cezaremu Kucharskiemu. W przypadku Szymańskiego takich problemów nie ma, ale „Nafciarze” nie muszą sprzedawać tego piłkarza już teraz.

Szymański i Frankowski są aktualnymi reprezentantami Polski (obaj zaliczyli w ubiegłym roku po cztery występy w kadrze). O transfer do Achmata Groznego (dawniej Terek Grozny) zabiega agencja menedżerska Unidos, której jednym z szefów jest Mariusz Piekarski, a on w przeszłości w czeczeńskim klubie umieścił Macieja Rybusa, Marcina Komorowskiego i Macieja Makuszewskiego. Szymański ma kontrakt z Wisłą Płock do 30 czerwca 2020 roku. Serwis transfermarkt.de wycenia jego rynkową wartość na jeden milion euro. W tym sezonie rozegrał w barwach „Nafciarzy” 23 mecze (20 w lidze i 3 w Pucharze Polski) w których strzelił cztery gole i zaliczył sześć asyst.

Wartość Frankowskiego szacowana jest na półtora miliona euro. Skrzydłowy Jagiellonii w 22 występach (15 w ekstraklasie, cztery w kwalifikacjach Ligi Europy i trzy w Pucharze Polski) zdobył trzy bramki i zaliczył trzy asysty. Jego umowa także wygasa 30 czerwca 2020 roku.

 

Lewandowski zmienił plany

Niemiecki tabloid „Bild”, atakujący od miesięcy w niewybredny sposób Roberta Lewandowskiego, nagle złagodził ton donosząc, że polski napastnik zrezygnował z planów odejścia z Bayernu Monachium.

 

Lewandowski jeszcze w żadnej publicznej wypowiedzi otwarcie nie powiedział, że chce odejść z Bayernu Monachium. Mimo to od wielu miesięcy w mediach w Hiszpanii, Anglii i Niemczech, a także w Polsce, pojawiały się wieści na temat transferu Roberta Lewandowskiego. Spekulacje nasiliły się zwłaszcza po zmianie przez polskiego napastnika agenta. Sugerowano, że zatrudniając w miejsce Cezarego Kucharskiego znanego w futbolowym świecie specjalistę od trudnych transferów Phiniego Zahaviego, tego samego, który pomógł Neymarowi przenieść się z Barcelony do Paris Saint-Germain, kapitan reprezentacji Polski chciał zrealizować swoje rzekomo największe sportowe marzenie jakim jest gra w Realu Madryt.

Zahavi nie okazał się jednak lepszym negocjatorem od Kucharskiego. „Bild” twierdzi, że zainteresowanie „Królewskich” zatrudnieniem Lewandowskiego słabło po każdej wykluczającej transfer wypowiedzi szefów Bayernu, a wygasło całkowicie po nieudanym występie Polaka w mistrzostwach świata. Zahavi próbował go jeszcze skusić ofertami z angielskich klubów, ale te nie przekonywały samego piłkarza, który jeśli już, to chciał przejść do zespołu silniejszego od Bayernu, a takim był tylko Real Madryt. Ponieważ jednak hiszpański klub właśnie traci swojego najlepszego gracza jakim od lat był Cristiano Ronaldo i czeka go w związku z tym głęboka przebudowa składu, „Lewy” mógł dojść do wniosku, że w najbliższym sezonie „Królewscy” mogą mieć problemy z utrzymaniem hegemonii w Europie, a zatem przechodzenie do tego zespołu w takim momencie nic mu od strony sportowej nie da.

A że na rynku nie pojawiły się dla niego inne ciekawe sportowo oferty, po rozważeniu wszystkich za i przeciw podjął chyba jedyną słuszną w takiej sytuacji decyzję – po prostu poinformował szefów klubu, że rezygnuje z planów transferowych i zamierza wypełnić kontrakt do końca, czyli do czerwca 2021 roku.

Niewykluczone, że na zmianę nastawienia „Lewego” go Bayernu wpłynął nowy trener bawarskiej jedenastki Niko Kovac, który od pierwszego dnia pracy zapewniał, że w swojej wizji zespołu ma dla polskiego napastnika zarezerwowaną wiodącą rolę. Lewandowskiemu mogły też spodobać się zasady, jakie Kovac wprowadził w życie bawarskiej drużyny i które rozesłał do wszystkich graczy. Jeśli się do nich zastosują, Bayern w nowym sezonie może nie tylko ponownie zdominować rozgrywki w Bundeslidze, ale też pokusić się o wygranie Ligi Mistrzów. I to jest być może powód, dla którego „Lewy” postanowił ostatecznie zostać w Monachium.

 

Lewandowski nie tracił czasu

Robert Lewandowski wziął sobie wolne od kadry i nie przyjechał do Juraty. Nie byczył się jednak w tym czasie, bo jak informuje serwis businessinsider.com.pl, w tym czasie negocjował kontrakt z Lagardere Sports.

 

Agencja Lagardere Sports jest światowym liderem w sportowym marketingu. „Od początku mojej piłkarskiej kariery moim głównym celem był ciągły rozwój a nadrzędną wartością profesjonalizm. Dlatego cieszę się, że będę mógł wspólnie z Lagardere rozwijać się w tak istotnym obszarze mojej kariery jakim jest wizerunek” – wyjaśnił Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski dokończył zatem proces zmian w swoim najbliższym otoczeniu. Zakończył współpracę z Cezarym Kucharskim i zatrudnił Phiniego Zahaviego, a teraz w biznesowych sprawach zamiast Mariusza Siewierskiego będzie go reprezentować agencja Lagardere, z którą w imieniu „Lewego” na co dzień współpracować będą Tomasz Zawiślak i Kamil Gorzelnik.