Bigos tygodniowy

Władza PiS zamierza zawetować budżet unijny, bo ma być on powiązany z z przestrzeganiem praworządności. Jak się okazało, praworządność dla PiSpolski jest problemem, który póki co wywołuje sciekłość i jego grupy trzymającej władzę. Na razie rozmowy unijne w sprawie budżetu sprowadziły się do krótkiej telekonferencji, a faktyczne negocjacje zostały przesunięte na grudzień. Już wiadomo, że jedynym sojusznikiem pisowskiego rządu w wojnie z Unią Europejską o budżet jest Orban, który w razie czego zostawi „naszych” bez zmrużenia oka i wyrzutów sumienia na placu. W 2017 roku już tak się zdarzyło przy okazji wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, zatem powtórka na horyzoncie. To jest śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski.


Czarnek Przemysław, minister edukacji przeciwko któremu trwają protesty środowisk uniwersyteckich szaleje ideologicznie. Zapowiada uniemożliwienie stawiania przed komisjami dyscyplinarnymi pracowników naukowych, którzy zamiast przekazywaniem poglądów naukowych zajmują się krzewieniem poglądów religianckich. Ponadto podpisał dotację na przetłumaczenie na język angielski przygotowanej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim kilkutomowej „Powszechnej historii filozofii”. Jej idea przypomina stalinowski „Krótki słownik filozoficzny”, którego autorzy podzielili filozofów na postępowych i reakcyjnych. Tym razem podzielono filozofów na „dobrych” konserwatywnych i „złych lewackich”.


Według władzy pandemia wyhamowuje, a dowodem na to mają być coraz niższe liczby zachorowań. W miniony wtorek, w trakcie konferencji prasowej, minister zdrowia Niedzielski pokusił się nawet o wezwanie ludu do „lekkiego uśmiechu” i roił coś o „stabilizacji”. Nie ulega wątpliwości, że jego wezwania są w tych okolicznościach przyrody, w jakich się wskutek nieudolności rządu PiS znaleźliśmy, można o dupę potłuc Niestety, jak się rozejrzeć wokoło, to powodów do „lekkiego uśmiechu”, ba cienia uśmiechu brak, o stabilizacji nie wspominając. Bo o ile faktem jest, że w minionym tygodniu odnotowano stosunkowo niską liczbę zakażeń, to nie ulega wątpliwości, że jest to wynikiem niewielkiej liczby testów, jakie były wykonywane każdego dnia, zaś podawana liczba zgonów wręcz poraża. Docierające do opinii publicznej obrazy z tzw. oddziałów covidowych budzą strach potencjalnych chorych i chorych, brak leku remdisivir, ten strach jedynie potęgują. Obraz służby zdrowia, nieszczęsnych pacjentów, przemęczonych niejednokrotnie zobojętniałych na cierpienie bliźnich medyków, to krajobraz po przegranej przez państwo bitwie, z dużą bardzo dużą liczbą ofiar. I gdzie tu powody do lekkiego uśmiechu, no gdzie? Czyżby Niedzielski żył w innej rzeczywistości? I ciekawe co jeszcze musi się zdarzyć by rząd przyznał się do kompletnej porażki na polu walki z zarazą .…


Bigos tygodniowy od dłuższego czasu, z życzliwym zdumieniem obserwuje karierę licealisty z Torunia Michała Rogalskiego. Media opisują decydującą rolę, tego utalentowanego statystyka – amatora w walce, a jakże z COVID -19. Okazało się bowiem, że potężne struktury państwa, według niektórych piątej potęgi świata, nie są w stanie stworzyć porządnej bazy danych dotyczącej przebiegu pandemii, a taką właśnie bazę stworzył ten chłopak. Więcej, znajduje błędy w danych serwowanych opinii publicznej, zmuszając tym samym rządzących do ich korekty. Jak to się stało? Gdzie systemy komputerowe Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, departamenty i wydziały tych instytucji pełne statystyków, informatyków, naczelników, dyrektorów? Czyżby nikt nie panował nad funkcjonowaniem tych instytucji? No cóż, gdyby nie było to prawdą, to należałoby uznać ten fakt za niestosowny, ponury żart.


W kraju nie ustają protesty związane z tzw. wyrokiem Trybunału Przyłębskiej. Na ulice miast i miasteczek ciągle wylegają ludzie, kobiety i mężczyźni, w różnym wieku i o różnym statusie, w większości młodzi i bardzo młodzi. W minioną środę do szczególnie gwałtownych protestów doszło w Warszawie, policja eskalowała napięcie, dopuszczając się haniebnych ataków na młodzież oraz posłów właśnie. Demonstrujących gazowano, popychano, a nawet bito, posłankę Magdalenę Biejat z Lewicy pokazującą legitymację zaatakowano gazem, posłance Monice Wielichowskiej z Koalicji Obywatelskiej połamano legitymację, Włodzimierz Czarzasty wicemarszałek Sejmu został popchnięty i miał problem z wejściem do gmachu Sejmu. Bilans demonstracji to 467 osób wylegitymowanych, 320 wniosków o ukaranie skierowanych do sądu, 297 wniosków skierowanych do sanepidu o nałożenie kar za łamanie przepisów pandemicznych, około 20 osób zatrzymanych, w tym 13 z powodu popełnienia przestępstwa. Oto statystyka środowego popołudnia i wieczoru, budząca grozę i rodząca pytania dokąd zmierza państwo, uosobione przez policjantów uzbrojonych po zęby i wykonujących bez namysłu rozkazy kogoś wyżej. Wróble ćwierkają, że policjanci po cywilnemu, interweniujący w czasie pacyfikacji Strajku Kobiet, nie byli tacy zwykli, o nie, reprezentowali elitarne jednostki antyterrorystyczne, a i wyposażenie mieli ciekawe – pałki teleskopowe i gaz, których zresztą użyli. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, zażądał od policji wyjaśnień, które mają odpowiedzieć na pytania związane z przebiegiem interwencji, a miotający się na ekranie telewizorów rzecznik Komendanta Stołecznego Policji Marczak Sylwester usiłuje przykryć pustym wielosłowiem blamaż policji. Policja staje się coraz bardziej brutalna i to w sposób absurdalny. Media światowe obiegły obrazy osiłków w mundurach niosących filigranową kobietę czy zatrzymujących spokojnie idącą ulicą starszą panią z torbą w kolorach tęczowych zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do Białorusi.


Zebrała się też tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Obradowała z przerwami czas jakiś, aby ogłosić, że Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie stracił immunitet. Pewnie kolejnym krokiem będą przesłuchania Tuleyi w prokuraturze, a może i jego pobyt w miejscu odosobnienia czyli w areszcie. Dla przypomnienia, Tuleya to powszechnie znany przeciwnik pseudoreform sądowych i zwolennik praworządności.


Jest upokarzające, że hordy niejakiego Bąkiewicza, organizatora, pożal się Boże, „marszu niepodległości” coraz brutalniej zawłaszczają przestrzeń publiczną. Do tego odbywają szkolenia ze strzelania z broni palnej, co budzi grozę. Działają bezkarnie, a władza coraz częściej czepia się dzieci i nieletnich. W Polsce dzieją rzeczy, które nawet w ostatnich latach nie mogły się przyśnić w najgorszych koszmarach sennych.

Bigos tygodniowy

Wypada zacząć od epidemii, która narasta, przybierając zastraszające, apokaliptyczne wręcz rozmiary i której konsekwencje są rozległe, przerażające. I ta sprawa ze stanem epidemii się wiąże, choć pośrednio. Cztery lata temu, w październiku 2016, doszło do masowych i potężnych protestów, nazwanych „czarnymi”. Kobiety, bo one były główną siłą tego ruchu, sprowokowane zostały próbą wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji wysmażonego jako projekt Ordo Iuris. Sam Kaczyński, przerażony skalą i burzliwą atmosferą protestów oraz marszów wszedł wtedy na sejmową trybunę i nakazał rejteradę. Nie tylko dlatego, że z powodów politycznych nie należy do gorących zwolenników zakazu, ale także dlatego, że przeraziła go perspektywa, że jego „rząd obalą kobiety”. Po czterech latach śmiertelne niebezpieczeństwo dla resztki praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce powraca jak ponure fatum. Tzw. Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma zbadać w tym tygodniu, na wniosek grona posłów PiS, zgodność z konstytucją prawa do aborcji uszkodzonego płodu. Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna, bo warunki i obostrzenia epidemiczne radykalnie utrudniają, jeśli w ogóle nie uniemożliwiają organizacji protestów. Ponury paradoks może sprawić, że dla fundamentalistycznej katoprawicy i Kościoła kat. epidemia może okazać się „prezentem od losu”, „błogosławieństwem”, bo dzięki niej mogą osiągnąć to, do czego bezskutecznie dążyli przez lata, ale przegrywali z uwarunkowaniami politycznymi. To dla nich unikalna być może i ostatnia okazja wprowadzenia ultradrakońskiego, barbarzyńskiego zakazu aborcji. Czy to już przesądzone czy też jednak zdarzy się coś, co w ostatniej chwili odwróci to ponure fatum?


Wygląda na to, że to, co zrobiono z Romanem Giertychem, to pierwszy akt owej „jesiennej ofensywy”, którą władza zapowiadała od szeregu tygodni. W miniony czwartek, Roman Giertych, znany adwokat, został zatrzymany przed siedzibą jednego z sądów warszawskich, zakuty w kajdany, a następnie przewieziony do własnego domu, gdzie funkcjonariusze CBA podjęli, zgodnie z wypowiedzią Rzecznika Prasowego Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Stanisława Żaryna „tradycyjne”, w takich sytuacjach, czynności przeszukania. Kilkugodzinne przeszukanie zostało jednak na jakiś czas przerwane, ponieważ adwokat stracił przytomność i został przewieziony do szpitala. W piątek w warunkach szpitalnych, półprzytomnemu przedstawiono zarzut i przesłuchano. Okazuje się, że postępowanie dotyczące m.in. Romana Giertycha trwa już kilka lat, zatem zdziwienie budzą okoliczności jego zatrzymania, przeszukania domu i kancelarii, a następnie przesłuchania. Prawnik dopatrzy się licznych uchybień prawa, natomiast Bigos tygodniowy zastanawia się czy prawdą są krążące wśród ludu pogłoski, że chodziło o uniemożliwienie adwokatowi udziału w piątkowym posiedzeniu w sprawie aresztowania znanego bankiera Leszka C.? Niestety, nie można tego wykluczyć… Pikanterii sprawie dodaje fakt, że ostatecznie Prokurator Regionalny w Poznaniu nie złożył do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie Romana Giertycha, a zastosował jedynie wolnościowe środki zapobiegawcze, czyli poręczenie majątkowe w kwocie 5. milionów złotych polskich, dozór policji, zakaz opuszczania kraju i zawieszenie w wykonywaniu zawodu adwokata. Ciekawe co zrobi sąd, do którego ani chybi wpłynie zażalenie obrońców mecenasa ? W każdym razie, ten ostentacyjny pokaz siły służb, jest kolejnym dowodem na to, że pod rządami PiS i jego sojuszników, Polska naprawdę zmierza w strony dyktatury. O ile już nią nie jest.


W minionym tygodniu opinia publiczna odnotowała rekordowe liczby osób zakażonych, osób zmarłych, osób przebywających w szpitalach i osób pod respiratorami. Tymczasem Karczewski Stanisław, niegdyś Marszałek Senatu, lekarz z zawodu, w Porannej Rozmowie RMF FM dziennikarza Mazurka Roberta (to ten, który wraz z byłym ministrem zdrowia Szumowskim swego czasu obśmiewał noszenie maseczek w dobie koronawirusa) o pandemii poradził słuchaczom, aby jeść jabłka, jedno a najlepiej dwa, czego skutkiem będzie zdrowie, a lekarz będzie zbyteczny(„Jedno jabłko z wieczora i nie ma doktora”). Faktycznie, jedzenie jabłek zwłaszcza polskich jest nie tylko zdrowe, ale napędza popyt, w dobie recesji nader ważny. Czy jednak ta metoda pomoże pokonać koronawirusa, który właśnie rozszalał się na terytorium RP? Bigos tygodniowy śmie wątpić.


Prominentni przywódcy faszystowscy w Słowacji i Grecji zostali skazani za swoją działalność na kary wieloletniego więzienia. W Polsce faszyści, ochraniani przez policję i dowartościowani przez rządową propagandę bezkarnie przejdą za kilka tygodni ulicami polskich miast, w tym w tzw. „marszu niepodległości” w Warszawie. Oto miara potwornej czeluści, w jakiej znalazła się Polska pod rządami PiS


Na nic będą ostrzeżenia i apele epidemiologów i wirusologów. Nie ulega bowiem wątpliwości, że 1 listopada, jak każdego roku, rodacy hurmą rzucą się na cmentarze, bo tego dnia nie mogą żyć bez zapachu palonej stearyny i więdnących chryzantem, spotkań z rzadko widywanymi krewnymi, rozmów nad grobem drogiego zmarłego. Tradycji stanie się zadość, bez dystansu, bez maseczek, bez zachowania zasad higieny i wskaźnik pandemii znowu radykalnie skoczy w górę. To jednak czynnik jednorazowy. Natomiast niewielu zwraca uwagę na nawyk chodzenia do kościoła, który jest w dobie pandemii nieustającym źródłem zakażeń, wśród uczestników mszy, zwłaszcza seniorów, a także osób duchownych, niejednokrotnie będących w grupie ryzyka. A przecież zamknięcie w czasach zarazy kościołów i zakaz organizowania zbiorowych obrzędów religijnych byłoby tak korzystne dla zdrowia społecznego.


W poniedziałek Polacy mogli zobaczyć Dudę, był u siebie w pałacu, miał nawet na twarzy maseczkę, a na rękach rękawiczki. Przemówił, ale nie wspierał Narodu w okresie próby pandemicznej słowem lub uczynkiem, nie przeprosił za opowieści dziwnej treści jakie głosił na placach Rzymu o mikrym poziomie zakażeń, o wypłaszczeniu krzywej cowidowej w połowie października. Nie wspomniał o sznurach karetek czekających pod szpitalami z ciężko chorymi, braku miejsc dla tych chorych, medykach harujących ponad siły, nie nakreślił planów na przyszłość, co to to nie. Duda natomiast wręczył niejakiemu Czarnkowi Przemysławowi, synowi ziemi lubelskiej, spóźnioną nominację ministerialną. Czarnek wyzdrowiał z COVID-a i może przystąpić do znojnej pracy na niwie edukacji i nauki. Mając w pamięci jego wypowiedzi choćby o LGBT czy kobietach, bez wątpienia będzie miał dużo do roboty Nauczyciele trzymajcie się, idzie „nowe” czarnkowe.

Bigos tygodniowy

Niedaleko od Kraśnika, bo w Lublinie, wykluł się jako polityk niejaki Czarnek Przemysław, który ma zostać ministrem edukacji i nauki w rządzie wicepremiera Kaczyńskiego. Gdyby nie to, że jegomość ów może dokonać w tych dziedzinach trudno odwracalnych lub nieodwracalnych szkód, należałoby przyjąć tę wiadomość nie z oburzeniem, lecz jako humorystyczny wręcz przypadek niebywałej, perwersyjnej wyobraźni twórcy tego pomysłu. To tak, jakby koniokrada uczynić dyrektorem stadniny koni albo wilka kierownikiem szkolnej świetlicy, do której uczęszczają Jasie i Małgosie. Tego nawet nie daje się obśmiać, bo już samo sformułowanie: „Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki” brzmi jak surrealistyczny dowcip. A może Jaro architektowi polskiego życia politycznego, właśnie o to chodziło? Wszak od ponad tygodnia komentatorzy różnych mediów, część opinii publicznej, zajmują się nie nadciągającą katastrofą zdrowotną w związku z rozwijającą się pandemią, nadciągającym kryzysem gospodarczym, a nominacją Przemka „prostego, miłego człowieka…”, któremu powierzono kierowanie resortem związanym z kształceniem młodych Polaków.


Zawsze lubię poczytać wywody braci bliźniaków, poruczników PiS Karnowskich. Ich teksty tchną niezwykłą, nawet jak na standardy publicystyki prawicowej, troską o los Zjednoczonej Prawicy, bezgraniczną, niemal synowską miłością do Jarosława Kaczyńskiego oraz niepokojem o dobro Kościoła katolickiego. Ich teksty najzabawniejsze są wtedy, gdy przyjmują formę proroctw, kasandrycznych przestróg, gdy są kontynuatorami księdza Piotra Skargi w swojej trwożnej trosce o Polskę, Prawicę, Kościół, o Tradycję i Wartości. Oto dwie próbki ich ostatnich przestróg i proroctw, znalezione na jednym z portali:
Porucznik Jacek Karnowski: „zapisać można wszystko, ale najważniejsza jest wola współpracy i wzajemna elementarna lojalność. Jeśli nie wynikająca z serca, to choćby z przekonania, że nowej prawicy długo nie będzie, że to szansa zdarzająca się raz na pokolenia, że innej większości w parlamencie nie ma, że bez uznawania bezdyskusyjnego przywództwa Jarosława Kaczyńskiego wszyscy będą jak ślepe kocięta”.
Porucznik Michał Karnowski: „co ważne to fakt, że kwestia podejścia do agresji środowisk LGBT zaczęła dzielić obóz, który do tej pory zachowywał dużą spójność. A że chodzi o kwestie mocno przeżywane, dotykające tożsamości, nakładające się na przekonanie, że czas działa przeciw prawicy, to i emocje są duże. Dziś jeszcze nie da się powiedzieć, że to była przyczyna, ale nie jest też tak, że sprawa ta nie miała znaczenia w doprowadzeniu do skoku napięcia w ostatnich dniach”.


Mam nieodparte przeczucie, że jedną z przyczyn dla których Polacy masowo nie noszą masek, a ich używanie generalnie jest praktyką uprawianą w zdecydowanej mniejszości, jest medialny przekaz, popularny w początkowej fazie pandemii, zgodnie z którym noszenie maski „chroni nie nas, ale innych”. Pomijając już to, że na zdrowy rozum maska chroni w dwie strony, także tego, kto ją nosi, to psychologiczny błąd przekazu, że chroni nie noszącego, ale innych, polega na tym, że nie uwzględnia się cech natury ludzkiej. Ludzie w swojej masie nie są altruistami, nie chcą się poświęcać dla innych, często innych ludzi po prostu nie lubią i myślą sobie tak: a w dupie mam chronienie innych, jeśli nie chroni mnie, to nie będę nosić męczącej maseczki. Niestety, przekaz altruistyczny, przez pół roku nieustannie powtarzany zdominował zbiorową świadomość, prawie nikt go nie korygował. Przynosi to od dawna konkretne, negatywne skutki, a aktualny przebieg pandemii w Polsce, pozwala na stwierdzenie, że będzie źle, bardzo źle. Brak miejsc w szpitalach, brak respiratorów, brak personelu medycznego, przy rosnącej liczbie chorych, w tym bardzo ciężko, to scenariusz na jesień/zimę 2020/2021.


Właśnie minęła 4 rocznica Czarnego Protestu kobiet, który wybuchł w reakcji na próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji z inicjatywy Ordo Iuris. I oto za kilkanaście dni kobiety i ci, którzy sprzyjają ich prawom, staną wobec kolejnej ciężkiej próby powstrzymania fundamentalistycznego zamiaru odebrania im ich, i tak ograniczonych, praw. Bowiem w dniu 22 października 2020r. tzw. Trybunał Konstytucyjny ma się zajmować wnioskiem posłów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15, dotyczącym wprowadzenia zakazu aborcji w wypadku choroby lub uszkodzenia płodu. Składowi TK orzekającym w tak istotnej dla kobiet sprawie ma przewodniczyć odkrycie towarzyskie Jaro, niejaka Julka P. Bigos tygodniowy czeka zatem, co wysmaży owo gremium, zasiadające w budynku przy ulicy Szucha w Warszawie.


A propos. Ordo Iuris to istna szarańcza, która obsiada ważne pozycje w strukturze obozu władzy i zaostrza jej fundamentalistyczny rys. Wyjątkowo bezczelny i butny młody człowiek w randze wiceministra Spraw Zagranicznych, który ostatnio na posiedzeniu Senatu nawymyślał senatorom opozycji, niejaki Jabłoński Paweł też wywodzi się z tej szemranej organizacji.


W minionym tygodniu Komisja Europejska przedstawiła raport o stanie praworządności w 27 krajach Unii Europejskiej. Wśród krajów, w których nie dzieje się najlepiej, a właściwie dzieje się źle jest Polska. Autorzy raportu zwrócili uwagę m.in. na zmarginalizowanie Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienie Sądu Najwyższego, przejęcie kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa, zawłaszczenie mediów publicznych, wrogość wobec LGBT. Obraz Polski, jako państwa w którym są niszczone zasady praworządności, opisany w raporcie jest przygnębiający. I na razie tak naprawdę nie wiadomo, jakie skutki dla Polski, ów raport spowoduje. Bigos tygodniowy z przykrością odnotowuje, że dyskusje na ten temat w łonie Unii Europejskiej trwają, ale decyzji nadal brak.


Jeszcze o tzw. Trybunale Konstytucyjnym…W tym tygodniu planowana jest również rozprawa dotycząca tzw. ustawy dezubekizacyjnej, na podstawie której znacząco obniżono emerytury i renty, byłym funkcjonariuszom policji, którzy choć jeden dzień służyli „w organach państwa totalitarnego”. Ustawa leżakuje w tzw. TK od 2018r., pomimo że dotyczy losów kilkudziesięciu tysięcy osób, w tym około 8 tysięcy wdów i dzieci, pobierających renty rodzinne. Wyrok w tej sprawie miał początkowo zostać ogłoszony 11 września 2020r., następnie termin został odroczony na 6 października 2020r. Bigos tygodniowy podejrzewa, że i ten termin nie przyniesie rozstrzygnięcia, bo przewodnicząca składowi niejaka Julka P. po prostu go po raz kolejny zmieni. Wróble na mieście ćwierkają, że w tzw. TK może zapaść wyrok stwierdzający niekonstytucyjność ustawy, co oznacza możliwość odwoływania się od niekorzystnych dla funkcjonariuszy i ich bliskich decyzji o obniżeniu świadczeń. Bigos tygodniowy cierpliwie będzie zatem czekał na rozstrzygnięcie tzw. TK.

Atak Czarnka

Ustępujący wojewoda lubelski i nowy poseł PiS Przemysław Czarnek złożył zawiadomienie przeciwko wykładowcy Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej doktorowi hab. Tomaszowi Kitlińskiemu, w którym zarzuca mu znieważenie. Kitliński sprzeciwiał się przyznaniu Czarnkowi uniwersyteckiego medalu, zwracając uwagę na jego ksenofobiczne i homofobiczne wypowiedzi.

Oto treść listu otwartego dra T. Kitlińskiego.

Wielce Szanowni Państwo,
Od dekad wykładam o filozofii praw człowieka i walczę o nie. Uczę o najnowszym trendach w myśli światowej, a walczę bez przemocy i bez nienawiści. Jestem nauczycielem akademickim, ale należę do związku zawodowego pracownic obsługi, którym dokładnie 10 lat temu pomogłem zachować miejsca pracy na UMCS-ie. Jestem bezpartyjny. Zależy mi na demokracji i różnorodności. I na gość-inności, o której napisałem habilitację i kuratorowałem festiwal sztuki publicznej Open City w Lublinie.
Jako gejowi, zależy mi na normalnym życiu w społeczeństwie polskim. Nazywam nas mniejszościami uczuciowymi i tworzymy wkład w kulturę i obywatelskość. Od liceum, kiedy w 1981 roku brałem udział w strajku szkolnym, zdaję sobie sprawę, jak ważne są W Polsce mniejszości narodowe i etniczne. Dlatego uczestniczę w odbudowie życia żydowskiego i popieram inicjatywy ukraińskie. Wśród moich studentów jest wielu Ukraińców, z czego się bardzo cieszę. Interesuję się różnymi religiami, zwłaszcza monoteistycznymi i niezmiernie szanuję judaizm, islam i chrześcijaństwo. Również ateizm wnosi wielki wkład do kultury. Leży mi na sercu sprawa praw kobiet. Zostałem wychowany w feminizmie, gdyż 20 lat uczestniczyłem w seminariach prof. Marii Janion.
Nadanie medalu Amicis Universitatis Mariae Curie-Skłodowska wojewodzie lubelskiemu Przemysławowi Czarnkowi wstrząsa moją etyką. Nie mogę pozostać obojętny. Niech niezawisły wymiar sprawiedliwości oceni moje wypowiedzi w tej sprawie.

Bigos tygodniowy

Minęła 99 rocznica „Cudu nad Wisłą”. Z tej okazji czołgi rozjeżdżały tym razem jezdnie w Katowicach. Ja tam uważam, że czołgi powinny wyruszać wyłącznie do boju lub na ćwiczenia na poligonie. Nie wierzę natomiast, że ksiądz Ignacy Skorupka, gdy biegł z małym krzyżykiem pod kule czerwonoarmiejców, nie mógł być trzeźwy. Jak wiadomo w wojsku wydawano żołnierzom nadziały okowity, dla kurażu. Na pewno wydawano je w Armii Czerwonej, a podejrzewam że i w polskiej też. Nie mogę po prostu uwierzyć, żeby ktokolwiek o zdrowych zmysłach i o suchym pysku ruszył na nieprzyjaciela z krzyżykiem w dłoni. To jest sprzeczne z naturą człowieka. Niechybnie musiał wcześniej coś wprowadzić do organizmu. Bohater polskiej wolności.
Paweł Kukiz przystąpił oficjalnie do „zorganizowanej grupy przestępczej”, jak nazwał kiedyś PSL. Ludzie się zmieniają, a człowiek nie krowa i może zmienić poglądy, ale dobrze będzie, gdy artysta ten na przyszłość bardziej będzie uważał na pokusy czyhające na człowieka w „piątki, piąteczki, piątunie”.

Jeden z przybocznych Ziobry, wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak kierował, wykonywaną przez niejaką „Emilię”, internetową akcją zniesławiania sędziów sprzeciwiających się łamaniu niezawisłego sądownictwa. Ci, którzy oburzali się na stosowane przez niektórych w stosunku do rządów PiS określenia „zorganizowana grupa przestępcza”, powinni zastanowić się czy ich oburzenie i wołanie o „przesadzie” naprawdę było uzasadnione. W przyszłości (bo na dziś liczyć nie można) konieczne będzie zbadanie, czy Ziobro to akceptował, milcząco względnie czynnie, czy też Piebiak robił to na własną rękę.

Pisowski Narodowy Instytut Wolności (brzmi to jak orwellowskie Ministerstwo Miłości w odniesieniu do policji politycznej) bez żenady obdarzył dotacjami wyłącznie skrajnie prawicowe organizacje. Pieniądze otrzymał Maciej – nomen omen – Świrski, szemrany jegomość z Fundacji Reduty Obrony Dobrego Imienia Polski, kiedyś doradca Glińskiego Piotra, ministra – pożal się boże kultury. Zasilony też został Podlaski Instytut Rzeczypospolitej Suwerennej, którego prezes organizował blokadę Marszu Równości w Białymstoku. Sporo kasy otrzymało kilka organizacji dewocyjnych, jak Stowarzyszenie Rodzin Katolickich czy Diakonia Ruchu Światło-Życie, a także Fundacja Solidarności Dziennikarskiej, ekspozytura opanowanego przez prawolstwo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Prosto z rządu do rządu poszły pieniądze na Projekt Polska. Założył je bowiem z siostrą (sic!) obecny wiceminister spraw zagranicznych, niejaki Szynkowski vel Sęk. Żadna organizacja, która nie podoba się PiS nie może liczyć nawet na 50 groszy. Panie Gliński, co którzy prowadzą organizacje, stowarzyszenia, etc. nie lubiane przez PiS także są podatnikami. Podobnie jak ludzie LGBT!!! À propos – Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zamierza zaskarżyć osławione uchwały samorządów skierowane przeciw LGBT, jako jaskrawy wyraz zakazanej przez Konstytucję dyskryminacji.

Po sprawie ( i dymisji) Kuchcika pojawiły się zarzuty o nadużycia „publicznego grosza” w stosunku do szefa drugiej izby parlamentarnej, Senatu, Karczewskiego Stanisława. Tego samego, który zalecał lekarzom „pracę dla idei”.

A tymczasem ceny żywności, w tym warzyw i owoców na bazarach szybują w górę jak szalone, co oznacza oczywiście znaczący wzrost inflacji. Za analogiczny koszyk towarów płacę dziś około 50 procent więcej niż przed rokiem. Zjawiska cenowe o tym tempie i skali pamiętam z okresu nie późniejszego niż początek lat 90-tych. A w pisowskich mediach PiS nieustanna, rozbuchana do groteski propaganda sukcesu. „Gonimy Niemcy” – głosi Kaczor.

Na niektórych straganach cebula kosztuje nawet pięć złotych. Cebula – warzywo, które podobnie jak burak zawsze było emblematem „taniości”. Drożyzna i inflacja zaczyna coraz bardziej rozsadzać domowe budżety i roztapiać oszczędności bankowe. 500 plus okazuje się być pożyczką, którą trzeba będzie spłacić. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości, nie wiedziałem tylko, że okres prolongaty spłaty długu potrwa tak krótko.

Mieczyk Chrobrego wykryty na mundurze policjanta, który legitymował uczestników jednej z tęczowych manifestacji, to ostrzeżenie, że w szeregi policji mogą wnikać ludzie o skrajnie prawicowych poglądach. Daleki jestem od uogólnień, ale policja z natury jest instytucją autorytarną i jednak nastawioną na przemoc. Nic więc dziwnego, że może szczególnie przyciągać osoby o takich skłonnościach. To bardzo niebezpieczne.

56-letnia kobieta (jak określiła ją rzeczniczka krakowskiej policji) Beata S. spowodowała w Krakowie wypadek samochodowy, wymuszając pierwszeństwo w ruchu z drogi podporządkowanej, czyli mówiąc po ludzku, zajeżdżając drogę innemu kierowcy. Kobieta powinna sobie chyba odpuścić automobilizm. Nie umie jeździć ani jako pasażerka, ani jako szoferka. W ogólne niewiele „umi” ta Matka Boska Dobrej Zmiany.

Niejaki Czarnek, dość szemrana figura przynosząca Lubelszczyźnie wstyd w roli wojewody lubelskiego kandyduje z list PiS do Sejmu. Niewiarygodne, że to doktor prawa z KUL, bo ma fizjonomię i wysłowienie stadionowego, nacjonalistycznego „karka”. Wylansował się do tego kandydowania kleronacjonalistycznym ujadaniem w programie TVPiS „Studio Polska” prowadzonym przez funków PiS: Ogórkową i Łęskiego Jacka.

A podżegacza wojennego, siewcę nienawiści, patrona ludojadów Jędraszewskiego poparli już Kaczor, abepe Gądecki. Ciekawe jest milczenie prymasa Polaka i metropolity warszawskiego Nycza. Choć, prawdę mówiąc, nie wiązałbym z tym niczego szczególnego. Purpuraci to ludzie o radykalnie wybujałych ambicjach i skoncentrowani są na własnych akcjach, a nie na byciu cieniem czy podpieraniu kolegi.