Bigos tygodniowy

„Uważam, że dojdzie za naszego życia, może nawet w tym pokoleniu, do tego, kiedy katolicy staną się realną mniejszością. Nie będą większością i muszą się z tym nauczyć żyć. (…) Dobrze żeby to się stało, mówiąc uczciwie, w sposób nie gwałtowny, racjonalny, a nie na zasadzie pewnej zemsty, ale na zasadzie to jest uczciwa kara za to co się stało, musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę” – Bigos w pełni podpisuje się pod tymi słowami Sławomira Nitrasa z jednym tylko zastrzeżeniem. Popełnił błąd mówiąc o „katolikach” zamiast o hierarchii, biskupach, bo ich miałoby dotyczyć „opiłowywanie” a nie szarych wiernych. Dał tym sposobem paliwo szczujniom PiS.


Szymon Hołownia zapowiedział na swoim kongresie m.in. likwidację funduszu kościelnego, dobrowolny podatek kościelny, wyprowadzenie religii ze szkół i tak dalej. I bardzo dobrze, tylko czy zrobi to przed rokiem 2050?


Profesor Marek Belka ostrzegł, że blisko sześcioprocentowa już (oficjalnie) inflacja jest groźna, może szybko sięgnąć dziesięciu procent, a następnie wymknąć spod kontroli. Profesor zwrócił uwagę, że problem jest nie tylko w samej wysokości inflacji, ale także w tym, że rząd nie tylko ją toleruje, ale nawet stymuluje i tego nie ukrywa.


Trudno oprzeć się wrażeniu, że stan wyjątkowy przy granicy polsko-białoruskiej, wprowadzony w związku z kryzysem imigranckim może być potraktowany jako próba generalna z myślą o przyszłości, n.p. po przegranych przez PiS wyborach. Może się powtórzyć wariant białoruski z lata poprzedniego roku, gdy Łukaszenko miał wybory przegrać i dlatego zrobił to, co zrobił.


Tegoroczne „narodowe czytanie” małżeństwa Dudów objęło „Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej. Nieco mętne jest wyjaśnienie wyboru tekstu. Niby podkreślono, że to sztuka przeciw hipokryzji, ale oczywiście tę „dulszczyznę” widzą inicjatorzy nie w sobie, lecz w przeciwnikach. A może chodziło o coś innego? O słynną dewizę Dulskiej o „praniu brudów we własnym domu”? O przytyk pod adresem opozycji, która polskie brudy wynosi do Brukseli (zagranica)? Jeśli (co jest wielce prawdopodobne) wybór „Moralności” był pomysłem Agaty z domu Kornhauser, to można się zastanawiać, czy odwzorowania dulszczyzny nie zobaczyła ona w domu rodzinnym małżonka. Podobieństw sytuacyjnych Bigos nie będzie przypominał, można je znaleźć w internecie i nawet Kopiec Kościuszki ten sam. Może, jak niejedna żona, w skrytości nie lubi rodziny męża i postanowiła w sprytny sposób rozliczyć się z dulszczyzną, która uformowała jej mężusia?


A błazen Jędraszewski wymyślił nowy witz: „plagę związków nieformalnych”.


Wojna Secesyjna polsko-amerykańska rozwija się w najlepsze. Joe Biden jest traktowany niemal jak wróg i niczym kiedyś Breżniew z lubością pokazywany w pozach znamionujących słabość czy zmęczenie. Jednak w tej wojnie PiS jest Południem, a nie Północą, a to znaczy że przegra.


Kurszczyzna ostatecznie rozprawiła się z pospieszalszczyzną i „Warto rozmawiać”, które przetrwało rządy SLD i PO, przeszło do historii telewizji. Przy okazji Pospieszalski odgryzł się Kurskiemu, zarzucając mu „deficyt moralny”. I nie chodziło tylko o program, lecz także o sprawy małżeńskie Jacusia-gitarzysty. Pospieszalski sympatyzuje raczej z katolickimi fundamentalistami bliskimi „Frondzie” czy Ordo Iuris i tym podobnym kręgom niż takimi cynikami i pieczeniarzami jak Jacuś od tuskowego dziadka z Wehrmachtu. Po stronie Jacusia stanęła Kania Dorota, która rządzi prasą obajtkową lokalną. Zaczynają się więc już podgryzać jak kraby w koszu.


Dwulicowy lord Go-win nawiązał w niedawnym wywiadzie do znanej, majowej wypowiedzi ZKR (Zaplutego Karła Reakcji) po aborcyjnym „wyroku” „trybunału pani Julii”, że „każdy średnio rozgarnięty człowiek rozumie i może sobie taką aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej”, przez co przyznał, że nie o żadną „ochronę życia od poczęcia” mu chodzi, lecz o politykę wewnętrzną i relacje z Kościołem kat. Był to sygnał o takiej treści: jak chcecie robić sobie aborcje, to róbcie je za granicą. Na świętej ziemi polskiej legalnej aborcji nie będzie.


Tzw. kryzys migracyjny na białorusko-polskiej granicy może przyczynić się do ponownej wygranej wyborczej PiS, bo bardzo wielu Polaków boi się masowej imigracji spoza Europy, niezależnie od tego czy jest to lęk uzasadniony czy nie. PiS może wygrać jako ta siła władzy, która stoi na straży u polskich granic, a ich propaganda będzie sączyła taki oto przekaz: jeśli wygra opozycja, odstąpi od granicy i imigracja wleje się do Polski, niezależnie od tego, że jej głównym celem będą n.p. Niemcy. PiS już zaczął znów zwyżkować w sondażach, więc w jego interesie jest doniesienie tego nastroju zagrożenia do wyborów.


Pisowcy cały czas przemawiają i przemawiają i przemawiają, do znudzenia, do urzygu. A mówiono kiedyś, że tzw. „komuniści” ciągle przemawiali „z okazji”. A gdzie tam! W ciągu całego swojego dzieciństwa i młodości Bigos kilkanaście razy – góra – widział w telewizji przemawiających „z okazji i na okoliczność” Gomułkę i Gierka. A pisowcy przemawiają, przemawiają i przemawiają. Premier Pinokio przemawia średnio raz dziennie.


Eros coraz śmielej wkracza do polityki i to po stronie katolicko-pisowskiej. Po pani Schreiberowej rozebranej publicznie do – powiedzmy – … rosołu, teraz z kolei Magda Marczułajtis napisała na twitterze o pani Orłowskiej, którą Czarnek Przemysław zrobił pełnomocniczką resortu do spraw Transformacji Cyfrowej: „On lekko zakłopotany, ona wpatrzona w niego jak w obraz … kompetencje zbyteczne, wzrok mówi wszystko”.

Bigos tygodniowy

Odejście posłów Girzyńskiego, Janowskiej i Czartoryskiego z klubu i partii PiS, to wyjęcie kolejnej cegiełki z muru władzy, niezależnie od tego, jakie motywacje stoją za decyzjami tej trójki. Bigos nie zamierza w związku z tym traktować ich jako „Naszych”, nie mniej to wydarzenie pozytywne, kontynuacja procesu korodowania czy obozu rządzącego. PiS formalną większość tym samym straciło, a co będzie dalej, nie sposób dziś przewidzieć. Na pewno turbulencje w szeregach kadrowych reżimu nasilą się. Ciekawe czy – i w jakim stopniu – proroczy okaże się w tym przypadku tytuł filmu Antoniego Bohdziewicza z 1949 roku, który brzmiał „Za wami pójdą inni”.


Póki co, być może pierwszym testem szczerości „frondystów” będzie głosowanie wniosku o odwołanie Czarnka, za jego czarnosecinne wypowiedzi o ludziach LGBT.


Kilka dni później odbyła się konwencja partyjki Jarosława Dostojnego Gowina. Znamienne, że sam Najwyższy Prezes, który był się przy ledwie poczęciu Republikanów Bielana, nie pojawił się na ważnym zgromadzeniu starego koalicjanta. To tak jakby poszedł na chrzciny dziecka kolegi, lekceważąc jednocześnie urodziny własnego, podrastającego dziecka w ramach kary za wybryki okresu dojrzewania. I pewnie dobrze zrobił, bo musiałby się nałykać gorzkich żali pod adresem PiS, a tego mógłby nie zdzierżyć, mógłby wyjść z nerwów, demonstracyjnie opuścić salę i skandal byłby gotowy. Dlatego wysłał umyślnego w osobie przybocznego Sobolewskiego, męża kolekcjonerki posad w spółkach Skarbu Państwa i to on wziął na klatę gorzkie żale oraz pogróżki Gowina i gowinowców. A to przecież jednak nie to samo.


PiS chce wprowadzić pojęcie „przestępstwa edukacyjnego”, które umożliwi karanie więzieniem dyrektorów szkół n.p. za zapraszanie do szkół osób i organizacji innych niż te o profilu nacjonalistyczno-klerykalnym. Powtarzam, za tego rodzaju „zbrodnie”, a nie za malwersacje finansowe, które w szkołach zdarzają się, jak wszędzie. To kolejna próba wzmocnienia terroru klerykalno-nacjonalistycznego, który od pewnego czasu rozpędza się w Polsce, m.in. jako nasilająca się fala sądowego nękania mediów.


Z niezrozumiałych powodów uwadze większości mediów umknęło zdarzenie, które miało miejsce w Łodzi, zupełnie niedawno, w czerwcu. Policja wtargnęła na wystawę fotograficzną w tamtejszej „Galerii Off Piotrowska” i zarekwirowała fotografie przedstawiające m.in. JPII i Kaczyńskiego Jarosława w otoczeniu wagin i tym podobne bezeceństwa. Zawiadomienie o „obrazie uczuć religijnych” złożyła niejaka Wojciechowska-Heukelom, miejscowa prawicowo-klerykalna, wyjątkowo agresywna fanatyczka, która dała się poznać jako uczestniczka byłego już programu publicystycznego szczujni TVPiS, „Studio Polska”, prowadzonego przez oddanych PiS funków tej stacji, Ogórek i Łęskiego. Fotografiom nie pomogło nawet to, że były to „Waginy polskie”, a nie waginy w ogóle. To kolejny akt terroru religijnego, jaki w Polsce się nasila od dłuższego czasu. Wróćmy do punktu wyjścia: informacja na ten temat nie znalazła się z paśmie publicystyczno-informacyjnym żadnej z wiodących stacji telewizyjnych. Bigos od dawna obserwuje dziwne zjawisko pomijania przez telewizje informacyjne ważnych faktów. Na przykład takich jak aresztowanie Bartosza Kramka z Fundacji Otwarty Dialog. Bigos chciałby wiedzieć, czy zapudłowano go za prawdziwe przestępstwa finansowe, jak głoszą oficjalne komunikaty, czy za to, że jest wrogiem PiS? Przypadek to, dziennikarska niestaranność, a może coś innego? W każdym razie od pewnego czasu telewizje informacyjne są z informacyjnego punktu widzenia coraz mniej miarodajne, coraz bardziej wybiórcze. Ten, kto ogląda tylko telewizje, a pomija internet i prasę, ten gówno się dowie o tym, co się wokół dzieje.


Parlament Europejski ogłosił rezolucję odnośnie prawa do aborcji, jako jednego z praw człowieka. Niemal w tym samym czasie prawo do aborcji wprowadzono zostało na Gibraltarze. Tym samym Polska z jej obecnym, barbarzyńskim i terrorystycznym prawem dotyczącym aborcji, jawi się jako jaskrawy anachronizm coraz bardziej odstający od reszty Europy.


Prokuratura PiS w Toruniu zabezpieczyła część majątku męża posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus na okoliczność postępowania w sprawie o „zakłócenie mszy w jednym z kościołów”. Zabezpieczanie majątkowe stosuje się w sprawach poważnych bądź takich, w których w grę wchodzą ewentualne przestępstwa gospodarcze i finansowe dużego kalibru. W tym przypadku o niczym takim nie może być mowy, więc to ordynarna, bezczelna szykana ze strony prokuratury Ziobra i Godzilli.


Czego by nie myśleć o głośnej nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego, to władza PiS ma wyjątkowy niefart w sprawach związanych z relacjami polsko-żydowskimi, z Izraelem.


Niemiłych wrażeń doznawał Bigos słuchając długiej poniedziałkowego raportu Episkopatu i konferencji prasowej grupy katolickich księży z udziałem prymasa Polaka w sprawie klerykalnej pedofilii. Cała ta ich narracja i formie i w treści zrobiła bardzo złe wrażenie. To nie były wypowiedzi ludzi przyjmujących postawę otwartą i szczerą. Wyglądali tak, jakby byli oblężoną twierdzą, siedzieli za stołem sztywni jak kije od szczotki, z minami pełnymi czujności, cedząc słowa, serwując ostrożne ogólniki. Skoro tak zachowują się nawet ci przedstawiciele kleru, którym jak Polakowi czy kilku innym, przypisuje się względnie dobre i szczere intencje w kwestii przestępstw seksualnych swoich braci w kapłaństwie, to co dopiero mówić o innych….


A poza tym – osiem gwiazdek

Bigos tygodniowy

Czarnek Przemysław szykuje takie zmiany w systemie edukacji, które oznaczać będą w szkolnictwie dyktaturę PiS. Chcą mieć decydujący wpływ na wybór dyrektorów oraz na treści przekazywane w szkole uczniom. W tym celu zamierzają znacząco poszerzyć władzę kuratorów nad szkołami. To prosta droga do odebrania autonomii szkołom i głosu rodziców nie wyznających ideologii klerykalno-nacjonalistycznej. Atak na Akademię Pedagogiczną w Krakowie i wyrzucenie kilku niewygodnych profesorów to przykład z innego odcinka tego samego frontu.


Na szczęście przez Warszawę znów przeszła Parada Równości. I, jakżeby inaczej, przypijawczyło się do niej swoim zwyczajem Mordo Iuris, któremu nie spodobało się jakieś zdjęcie z Parady. Zniesmaczyło to między innymi jezuitę Krzysztofa Mądela, który poradził mordowcom, żeby się nie ośmieszali.


W politycznym Betlejem narodziła się z hałasem nowa partia, Republikanie, którą założył cyngiel Kaczora, Bielan, jedna z najbrzydszych figur z tamtej strony sceny politycznej. W betlejemskim porodzie asystował jako gość Kaczor, bo efektem połogu ma być dopływ nowych kadr do jego politycznego państewka. I zneutralizowanie Gowina.


Sprawa ochrony Kaczyńskiego, w tym pilnowania jego domu przez tabuny policjantów budzi u pisiorskich funków wyjątkowe emocje. Na krytykę ze strony posła Lewicy Tomasza Treli wyrażoną podczas posiedzenia komisji sejmowej, bardzo agresywnie zareagował Wąsik Kamińskiego. Również ponadprzeciętnie denerwował się niejaki Szynkowski vel Sęk (czyż tego typu łączone nazwiska z „vel” po środku nie kojarzą się z historiami ze świata przestępczego?) w telewizyjnej rozmowie z innym posłem Lewicy Andrzejem Szejną. Vel Sęk tak był zdenerwowany, że aż piał falsetem, choć zwykle mówi grubo.


Strasznie denerwują się też pisowcy na obecność uczniów na spotkaniu z cyklu „Tour de Konstytucja” w małopolskich Dobczycach. Zapluwali się, że do „ideologizacja” młodzieży szkolnej. No tak, jasne – pisowcom wszelka ideologia jest obca. Skoro chcą tak bardzo szkoły wolnej od ideologii, to niech przede wszystkim wyprowadzą z niej religię.


A jego bardzo reprezentatywny funk Jędraszewski pochwalił Zakopane za konsekwentne praktykowanie zasady, że „jeśli się baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Górale są zadowoleni, góralki mniej. Ten sam Jędraszewski oświadczył też, że Kaczyńscy to dla Polaków dar od boga. Cokolwiek Jędraszewski powie, to jest to w pytę fajne. „Ten pan postradał rozum już dawno” – skomentował te słowa Włodzimierz Czarzasty. O ile kiedykolwiek posiadał rozum.


Wolfgang, mąż Przyłębskiej, kucharki Kaczora, niezmiennie toczy błazeńską walkę z Niemcami, krajem, w którym PiS usadowił go na stanowisku ambasadora. Ostatnio publicznie wściekał się na niemieckich korespondentów w Polsce, którzy psują jego krajowi wizerunek, tak jakby to nie władza PiS była winna, ale dziennikarze. Mówił też, że to „najlepszy polski rząd od 30 lat”. Skoro tak nie lubi Niemiec, to niech poprosi Ga…, pardon, Dumonia, żeby mu zmienił placówkę z Berlina na Ułan Bator. Tam nie będzie się denerwował i błaźnił, bo tam nie dochodzi do aktów antypolskich.


Angela Merkel odmówiła spotkania z Matouszem M. Trudno się dziwić, że pragmatyczna i merytoryczna kanclerz Niemiec nie ma już ochoty na kolejne spotkania z nałogowym kłamczuchem i fantastą. W psychologii klinicznej i psychiatrii, którą Bigos przed laty studiował, istnieje określenie „pseudologia fantastica”. Odnosi się ono do osobników popychanych popędem do fantazjowania i zmyślania.


W Opolu Lubelskim wzniesiono pomnik Kaczyńskiego Lecha. Słowo wzniesiono jest to może nie najtrafniejsze, bo to pomnik posadowiony bezpośrednio na chodniku, a nie na cokole, jak ten warszawski. Natomiast zaprojektowano go w stylu realizmu narodowo-socjalistycznego. Podobny pomnik ma też powstać w Lublinie, ale szczęśliwie podobno nie w centrum miasta, lecz na jakimś zadupnym skwerze za dworcem, na peryferiach. Oczywiście Lublin jest tu tylko przykładem, bo cała powierzchnia kraju (312 tys km.kwadratowych) pokrywana jest pomnikami Brata Lecha jak niektóre dupy krostami.


„Ataki prawicy na LGBT szkodzą wizerunkowi Polski. My, ludzie prawicy, musimy używać precyzyjnego języka, żeby w naszych wypowiedziach obrona wartości nie mieszała się z atakiem na ludzi o odmiennych poglądach czy orientacji” – powiedział Jarosław Gowin przy okazji sobotniej Parady Równości. Ta wypowiedź, to kolejny akt przyszłościowego politycznego pozycjonowania się szefa Porozumienia. Prawie wszyscy podkpiwają sobie z Jarosława Dostojnego, ale, jakby nie było, gra on na przyszłe nowe rozdanie. Przygotowuje grunt.


Nowak Barbara, kurator małopolska nazwała Uniwersytet Jagielloński „agencją towarzyską” (chodziło o wykroczenie w ankiecie uniwersyteckiej poza dwie tradycyjne płcie). Ale! Kudy im tam do agencji towarzyskiej w Kamienicy Banasia na – też krakowskim – Podgórzu.


Różne są hipotezy co do źródeł tzw. „cyberataku” na Dworczyka et consortes. Bigos skłonny jest obstawić hipotezę, ale tylko hipotezę, „wewnętrzną” czyli zamiar przytarcia nosa temu ambitnemu harcerzykowi, który ostatnio za bardzo urósł, jak na wytrzymałość niektórych środowisk w PiS. W każdym razie, jak na nos Bigosu, raczej chodzi o polityczne rozgrywki wewnętrzne aniżeli czynniki „zagraniczne”.


Powiadają, że skłócona z wszystkimi sąsiadami Polska PiS nie jest skłócona tylko z Bałtykiem. Ale i to się może zmienić. Pawłowicz, pseudo „Sałatka”, zażądała od Szwedów, aby oddali, co zagrabili podczas „Potopu”, tak barwnie opisanego przez Henryka Sienkiewicza, pradziada Bartłomieja. A ze Szwedami mamy przecież granicę na Bałtyku.

Bigos tygodniowy

Konrad Fijołek wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Rzeszowa. Nie, ten fakt należy odnotować w inny sposób. Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył nie tylko kandydatkę PiS, ale uzyskał lepszy wynik niż cała trójka prawicowych rywali razem wziętych. PiS przegrało wręcz sromotnie. Jeśli siły opozycji nie wyciągną z tego faktu należytych wniosków w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych, to będzie dla kraju dramatyczne w skutkach. Bigos jest „od zawsze” konsekwentnym patriotą Lewicy, ale będzie od niej oczekiwał, by los kraju przedłożyła ponad interes partyjny. Kandydatka PiS Leniart pogratulowała zwycięzcy i wyraziła mu współczucie. Nic dziwnego, nietrudno sobie wyobrazić z jaką zaciekłością będzie się teraz PiS mścić na Rzeszowie za to upokorzenie.


Widzę wielką przyszłość przed katolicką misją Czarnka Przemysława. Umieszczenie na listach lektur szkolnych dzieł Jana Pawła II zdecydowanie wpłynie na moralność młodzieży. Pod wpływem lektury „Pamięci i tożsamości” uczniowie przestaną używać wulgaryzmów, palić papierosy, pić alkohol i wciągać to i owo do nosa. A także pieprzyć się przed ślubem. Zamiast pleść byle co, młodzież będzie się duchowo ubogacać analizując w grupach i podgrupach myśli Wielkiego JP II. Był kiedyś, w czasach Królestwa Polskiego minister Oświecenia Publicznego, niejaki Stanisław Grabowski, którego głos ulicy obwołał ministrem „ociemnienia publicznego”. Czarnek ze swoimi poglądami jest drugim w historii Polski godnym tego miana. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda tzw. czarna reakcja, patrzcie na Czarnka, który jest jej uosobieniem.


„Większość Episkopatu oraz polityków rzekomej prawicy – bo nie jest to żadna prawica o konserwatywnym zakroju, tylko bezczelni arywiści – mówi tą samą ideologiczną i represyjną grypserą” – powiedział religioznawca, profesor Zbigniew Mikołejko. Nic dodać, nić ująć, a najtrafniejsze i najistotniejsze jest tu słowo „grypsera” .


„To pojęcie – arogancja władzy – zostało wymyślone za Gierka, ale ówcześni decydenci byli w porównaniu z obecnymi niebywale powściągliwi i skromni. Nie patrzyli nam prosto w oczy, mówiąc: „A co nam zrobicie” – powiedział inny komentator sytuacji politycznej w Polsce.


„5 byłych polskich lewackich premierów razem z Niemcami, klęczy w UE na gardle Polski symbolicznie pomagając im znieść szlaban na naszej granicy. Żebrzą o zabicie Polski, Polaków, polskości” – oświadczyła na twitterze Pawłowicz Krystyna. Brak informacji czy uczyniła to w trakcie konsumpcji sałatki z plastikowego pojemnika.


Jeden z katolickich fanatyków z portalu PCh 24.pl nazwał księży przestrzegających reżimu sanitarnego w kościołach księżmi „sanitaryjnymi”, wysługującymi się ideologii „sanitaryzmu”. I pomyśleć, że takie jak on bałwany wierzą w boga, którego nigdy nie widziały na oczy, ale nie wierzy w wirusa zidentyfikowanego przez naukę, który zabija ludzi.


Biskupi zawierzyli Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Ale kasa oczywiście jest najważniejsza.


Pastor z Lublina został nieprawomocnie skazany za obrazę Dumonia. Nazwał go m.in. „jełopem skończonym” i „agentem śpiochem”. Pastor został też skazany za „obrazę uczuć religijnej” za użycie sformułowania „katolicka zidiociała Polska” i za nazwanie Kościoła katolickiego w Polsce „wielką prostytutką” i za stwierdzenie, że „katolik odmawia różaniec jak małpa”. A czyż to nie święta prawda? Katolski terror religijny trwa. Wydaje się, że w tej sprawie skazany pastor najlepiej zrobi gdy będzie apelował, a później – jeśli wyrok zostanie podtrzymany przez sąd wyższej instancji – odwoła się do Strasburga. Bigos się nie zdziwi jak pastor uzyska sute odszkodowanie, od Polski czyli od nas wszystkich.


Duda, który utracił Wujaszka Donalda, mógł się tylko oblizać, widząc jak następca Wujaszka, Mr Joe, spotyka się z ważnymi przywódcami, w tym szefami krajów Pribałtyki. Jak doniósł niejaki Szczerski, Biden miał się jednak spotkać z Dudą w kuluarach obrad NATO. Bigos czeka zatem na oficjalny komunikat strony amerykańskiej odnośnie tego krótkiego i nieplanowanego wcześniej spotkania.


W Unii Europejskiej narasta nacisk by wreszcie poważnie potraktować regułę wiążącą prawo do otrzymywania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Także list Ridiera Reyndersa do rządu PiS, aby wycofano wniosek Matousza do Trybunału Przyłębskiej z pytaniem o stwierdzenie, co jest nadrzędne, polskie prawo wewnętrzne czy prawo unijne, może świadczyć o tym, że władze UE coraz bardziej tracą cierpliwość.


Po odrzuceniu wniosku o uchylenie immunitetu sędzi Beacie Morowiec, tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tym samym przywróciła ją do orzekania. Spotkało się to z gwałtowną i wysoce niestosowną reakcją Ziobra, który nazwał ów wyrok „zawstydzającym” i wezwał do zapamiętania nazwisk dwóch sędziów, którzy w sprawie decydowali na korzyść Morawiec. Hipoteza Bigosu co do przyczyn tej decyzji jest taka, że członkowie rzeczonej Izby boją się tego, co może stać się z nimi, jeśli obecni ich mocodawcy utracą władzę. Natomiast sami mocodawcy nic im obecnie nie mogą zrobić, więc kalkulacja jest oczywista. W obronie rzeczonych członków ID przed Ziobrem wystąpiła prezes SN Manowska. Adam Bodnar nazwał to co prawda „kłótnią w rodzinie”, ale faktem jest że tego rodzaju spięcia „rozhermetyzowują” rządzący układ. Tak czy inaczej, stworzyło to kolejną rysę na sztandarowym pisowskim planie „reformy sądownictwa”.


Porucznik Karnowski (mniejsza o to który) zapluwając się (jak to on) z propisowskiej, służalczej, propagandowej gorliwości opowiadał w TVPiS jak to dotrzymująca słowa jest władza PiS. Mówił to w nawiązaniu do „porozumienia programowego” między Kaczyńskim a Kukizem. Przywołajmy więc tylko trzy pierwsze z brzegu dowody wiarygodności i prawdomówności PiS-iorstwa. Nałogowy łgarz Matousz obiecywał już m.in. milion aut elektrycznych, sto tysięcy mieszkań i mnóstwo dronów. Aut nie ma, mieszkań też, a po drony Dumoń wybrał się do tyrana Erdogana. Bigos już widzi oczyma wyobraźni jak Kukiz za rok-dwa ogłasza na konferencji wyborczej, że zrywa porozumienie z wiarołomcami.

Bigos tygodniowy

Nie minęły trzy miesiące od haniebnego domknięcia piekła kobiet w Polsce, a płody znów stały się amunicją w wojnie politycznej. Płodami uderzono w gowinowego posła Maksymowicza Wojciecha, tak aż się obraził i odszedł z klubu PiS. Płody jako amunicję, tym razem przeciw szczepieniom na COVID 19, zastosowali też chłopcy-episkopcy. Głosem niejakiego Wróbla Józefa biskupa pomocniczego z Lublina, stwierdzili, że katolicy nie powinni się godzić na wkłucia szczepionkami AstraZeneca i Johnson&Johnson, jako że zostały wytworzone z wykorzystaniem abortowanych płodów. Naukowcy coś tam próbują ludowi tłumaczyć, że to nie tak, ale mleko już się rozlało. Niestety, niektórzy pacjenci z grupy senioralnej obecnie szczepieni, odmawiają udziału w narodowym programie szczepień przy użyciu obu preparatów. Ciekawe, czy niejaki Wróbel będzie miał jakiekolwiek wyrzuty sumienia, jak taki senior w oczekiwaniu na inną szczepionkę zakazi się koronawirusem i nie daj Boże odejdzie do domu Pana?


Treść wielu pytań w ramach trwającego spisu powszechnego, narodowego oczywiście, nie tylko jest bezsensowna, ale jest bezczelną ingerencją w prywatność. Niektóre z nich są wręcz świdrująco inwigilacyjne, a poza tym człowiek o normalnej pamięci nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. To dowód, że pisiorska władza wszystko jest w stanie doprowadzić do absurdu.


Popularna kiedyś seria dowcipów o szczycie bezczelności śmiało może mieć zastosowanie do Wróblewskiego Bartłomieja, haniebnego inicjatora nowej fazy piekła kobiet, z którego twarzy nie znika świętojebliwy, słodkawy uśmieszek hipokryty. Ten to osobnik ma czelność startować na Rzecznika Praw Obywatelskich. Bezczelnością ze strony tego osobnika była zapowiedź zaproponowania funkcji swojego zastępcy Piotrowi Ikonowiczowi, który oczywiście propozycję tę odrzucił. A to, że większość pisowska w Sejmie Wróblewskiego wskazała i wybrała, to drugi poziom bezczelności. A prawdziwy RPO, Adam Bodnar został już wyproszony. A czy zablokował Obajtkowi, drogą sądową, spisowanie prasy lokalnej, to się dopiero okaże.


Po co Szydło w radzie muzeum obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu? Gdy padły pytania o tę nominację i posypały się rezygnacje dotychczasowych członków Rady, Gliński zastępca Mateo specjalizujący się m.in. w sporcie, z obrażoną miną stwierdził, że to się jej po prostu należy, bo Beata to i wybitny polityk, i córa ziemi oświęcimskiej, i muzealnik (tak, tak). Wszystkie te argumenty mało przekonywujące są i nie ulega wątpliwości, że chodzi o to, żeby ważna pisiorka miała kolejną funkcję i szarańcza pisowska osiadała na kolejnych gałęziach.


Niezmiennie nie wychodzi mi z głowy lęk, by Lewica, popierając na pisowskich warunkach Europejski Fundusz Odbudowy, nie wyszła na pożytecznych idiotów i nie zafundowała – nomen omen – PiS-owi funduszu wyborczego na trzecią kadencję. Profesor Kazimierz Kik przewiduje taki bieg zdarzeń: „Jeżeli uda się przegłosować Fundusz Odbudowy, to ta sprawa da rządowi PiS ogromny ładunek potencjału wyborczego w postaci wykorzystania tych pieniędzy z UE. Pamiętając cały czas o pandemii i idącej – z problemami, ale do przodu – akcji szczepień, to na jesieni możemy mieć zupełnie nową sytuację: mniejszościowy rząd PiS i ogromne pieniądze w jego rękach, które kupią wyborców w 2023 roku, choć sądzę, że w takim scenariuszu wybory mogą być rok wcześniej. PiS je wygra, ale nie utworzy samodzielnego rządu. Wówczas wkroczy prezydent, który wskaże na premiera przewodniczącego najsilniejszej partii. A wtedy jakąś reprezentację posłów będzie można kupić perspektywą czterech lat na dobrym stanowisku, bo jak już powiedziałem, do polityki idzie się dla pieniędzy”.


„Kobiety stały się motorem bardzo poważnych zmian, a do jakiego stopnia zaskoczyło to i wprowadziło w stan lęku władze, niech świadczy brutalność reakcji policji na te wydarzenia. Stara prawda mówi, że o sile takich ruchów pośrednio świadczy lękliwa reakcja władzy. Władza, która bije kobiety, daje dowód lęku i słabości – to często przywoływana diagnoza. A u nas tak właśnie się stało po zaostrzeniu prawa aborcyjnego” – to tylko niewielki fragment bardzo interesującej analizy autorstwa profesora Jacka Wodza w najnowszym numerze „Przeglądu”. Pamięć tamtej brutalności ciągle mnie nurtuje, a profesor najtrafniej zdefiniował przyczynę tych haniebnych zdarzeń.


Program kopernikański Czarnka z Lublina rozwija się już na potęgę i w nowoczesnym kierunku. Właśnie powołał nowy kierunek studiów – biblistykę. Nowinę tę ogłosił reakcjonista na Jasnej Górze, gdzie zapowiedział też, że najważniejszym przedmiotem od przyszłego roku szkolnego będzie katolickie wychowanie do życia w rodzinie. Ważniejszym od katechezy? Na rany Chrytusa! Skoro jednak na lekcjach PDŻ uczy się o „zapieczętowanym źródle życia”, to może na jedno wyjdzie?


Przywrócony do orzekania przez sąd w Bydgoszczy sędzia Paweł Juszczyszyn z sądu w Olsztynie pojawił się w pracy, ale prezes Nawacki Maciej zlekceważył ten wyrok. Może płatnikiem uposażenia Nawackiego powinien być nie sąd, lecz biuro PiS?


 Indie, Chorwacja, Kolumbia, Peru i Malezja należą do światowej czołówki krajów wdrażających bankowość elektroniczną. Fakt, że to nie najbardziej rozwinięte ekonomicznie i cywilizacyjnie kraje, lecz akurat te wymienione są czempionami w tej dziedzinie powinien zapalić czerwoną lampkę w głowach wszystkich rozsądnych ludzi. Cała ta wielka operacja wirtualizacji bankowości i eliminacji pieniądza papierowego, to przy wszystkich perspektywicznych zaletach tego procesu może być obecnie jednym wielkim szwindlem, nakierowanym na oszukiwanie ludzi nieprzygotowanych na cyfrową rewolucję w bankowości.


A tymczasem pod Grunwaldem… A tymczasem pod Grunwaldem tym razem poległ rozum. Tamtejszy wójt napisał do premiera list, w którym poinformował go, że dwie radne gminy mają córki lesbijki, co ma podważać ich kompetencje do sprawowania funkcji. Warunkiem przywrócenia życia rozumowi poległemu pod Grunwaldem byłoby wywalenie tego wójta na zbity pysk w trybie natychmiastowym. Ciężki deficyt rozumu panuje też w pisowskiej KRS, która podpisami panów, m.in. Drajewicza, Mularczyka, Smolińskiego opowiedziała się przeciwko obronie osób LGBT przed dyskryminacją.


Bezczelna dyskryminacja samorządów przez PiS jak w soczewce na przykładzie Lublina. Wojewoda lubelski odmówił dofinansowania budowy Dworca Metropolitalnego, autobusowego, który jest tam niezbędny, bo obecny dworzec w sporym w końcu mieście wojewódzkim, jakim jest Lublin, to kostropaty plac manewrowy. Ta odmowa, to bezczelność zatykająca dech.

Bigos tygodniowy

Takiej ofensywy najczarniejszej reakcji na wszystko, co kojarzy się z demokracją, z prawami i wolnościami obywatelskimi, w historii Polski chyba jeszcze nie odnotowano. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zostały skumulowane wszystkie siły i środki, te współczesne i te czerpane z – pożal się boże – historycznej tradycji. Ohydne to dziedzictwo odnosi dziś największe triumfy w swoich dziejach. Na te dzieje składa się m.in. tradycja kaźni zadanej u schyłku XVI wieku Kazimierzowi Łyszczyńskiemu za jego deklarację ateizmu, tradycja XVIII-wiecznej „Gazety Warszawskiej” księdza Stefana Łuskiny, tradycja konfederacji targowickiej, tradycja antysemityzmu, tradycje wojującego klerykalizmu XIX-wiecznego spod znaku Ministerstwa Ociemnienia Publicznego i cenzora Józefa Kalasantego Szaniawskiego czy – w okresie późniejszym – takich pism jak n.p. „Rola”, tradycje polskiego faszyzmu spod znaku ONR, tradycja „piekła kobiet” w II RP – to tylko czubek góry lodowej tradycji polskiej najczarniejszej reakcji, bo tworzą ją setki, jeśli nie tysiące wątków, zjawisk, personaliów. To wszystko pod rządami PiS jakby się skumulowało, osiągnęło efekt ponurej synergii, wydając zatrute owoce, wzmacniane współczesnymi środkami przekazu. Historia czarnej reakcji polskiej, która osiąga dziś szczyty swoich triumfów, to temat na kilkutomowe dzieło naukowe zakrojone na kilka tysięcy stron. Tylko skąd wziąć „benedyktyna”, który podjąłby się takiego katorżniczego dzieła?


Atak PiS na wolność mediów poprzez zamiar nałożenia haraczu na dochody z reklam. Sprawa jest tak bardzo głośna, że nie ma potrzeby jej tu szczegółowo omawiać. Już od dawna wyobraźnia nie limituje mi tego, czego jeszcze można spodziewać się ze strony PiS. Niebawem możemy się spodziewać skierowania do Trybunału Przyłębskiej wniosku, który spowoduje w konsekwencji delegalizację przerywania ciąży będącej wynikiem przestępstwa, czyli n.p. gwałtu czy pedofilii. Już zadba o to Ordo Iuris, które stało się kuźnią inicjatyw zmierzających do likwidacji kolejnych praw i wolności obywatelskich i z którego „dobrych usług” PiS skwapliwie, coraz skwapliwiej korzysta. Już wiadomo, że Ordo Iuris mówi o potrzebie ograniczenia prawa do rozwodów. Zatem, rozwódźcie się, póki jeszcze można. Śpieszcie się kochać rozwody, bo mogą szybko odejść w siną dal. Nie zdziwiłbym się też, gdyby w jakimś momencie wychynął projekt ustawy ograniczającej dostęp do środków antykoncepcyjnych.


Coraz częściej dochodzą informacje, że prokuraturę interesują szpitale ginekologiczne, karty szpitalne ciężarnych pacjentek, że następuje wzmożenie aktywności w tej dziedzinie. Coraz intensywniej węszą za aborcjami i wyraźnie zależy im na rozpętaniu fali represji w tej sferze. Wskazuje to na próbę stworzenia nieformalnej policji ginekologicznej.


Pisarz Zygmunt Miłoszewski powiedział w jednym z publicystycznych programów telewizyjnych, że – referuję niedokładnie z pamięci, ale oddaję sens jego słów – wraz z orzeczeniem pseudo-Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej klęskę poniósł oświeceniowy projekt dla Polski i domknął się system państwa nacjonalistycznego i wyznaniowego.


Ciekawą interpretację reakcji obozu pisowskiego na zamieszki na Kapitolu przedstawił publicysta Stanisław Skarżyński. Otóż brak potępienia z jego strony szturmu z dnia 6 stycznia i zachowania Trumpa, interpretuje on jako psychologiczne przygotowanie PiS do pójścia w ślady waszyngtońskich rebeliantów i do nieuznania ewentualnej wyborczej porażki.


Poza atakiem na wolność mediów, odnotować należy pierwsze przymiarki do represyjnej akcji w stosunku do Marty Lempart, której Ziobrowi prokuratorzy postawili zarzuty od Sasa do Lasa, „wszystkie zbrodnie świata”, od organizacji protestów związanych z zakazem aborcji w pandemicznym czasie po pochwalanie niszczenia kościołów. Jeśli Marta Lempart zasiądzie na ławie oskarżonych, to na przyszłość trzeba sobie życzyć, by na ławie oskarżonych zasiedli jej prześladowcy. Zesłana karnie na prowincję prokurator Katarzyna Kwiatkowska taki los wieszczy w przyszłości Święczkowskiemu Bogdanowi, ksywa „Godzilla”.


Ziobro złożył kasację do Sądu Najwyższego odnośnie wyroku w sprawie zdjęcia krzyża w pokoju nauczycielskim, w szkole w Krapkowicach. Nauczycielka, Grażyna Juszczyk, która krzyż zdjęła, wygrała sprawę przeciw niej we wszystkich instancjach sądowych. Działanie Ziobry to kolejny dowód reakcyjnej ofensywy, która nie odpuści nikomu.


Tomasz Greniuch z ONR jako szef IPN we Wrocławiu to kolejny dowód na to, że PiS w szybkim tempie zbacza z pola – relatywnie – umiarkowanej prawicy, na którym niektórzy ją sytuowali i idzie w kierunku najgorszym z możliwych. Flirt z neonazizmem jest już zupełnie bezwstydny i niczym nieskrywany. Wiele mówiąca jest także zapowiedź powrotu czarnosecinnego programu Cejrowskiego do TVP.


Z głowy nie wychodzi mi obowiązujący od 27 stycznia 2021 nakaz rodzenia trupów lub półtrupów. Głowa puchnie mi od interpretacji. Jedna z nich sprowadza się do tego, że to uprzywilejowanie trupów jeszcze zanim przyszły na świat wynika stąd, że to trupy polskie. Trupa polskiego nie można zabijać także przed narodzeniem.


Biały Dom już nie jest przyjacielem PiS. Z Białego Domu dochodzą takie krytyczne głosy jak głos rzecznika departamentu stanu USA Neda Price, piętnujący próby kneblowania mediów przez władzę i występujący w obronie Marty Lempart, przeciw której władza PiS szykuje rozmaite szykany i zarzuty karne, mając wielką ochotę na uwięzienie jej. No cóż, był sojusznik, nie ma sojusznika.


Czarnek Przemysław dokonał myku dowartościowując piśmiennictwo klerykalno-nacjonalistyczne. Podwyższył punktowanie za tandetne piśmiennictwo tej proweniencji, czym ułatwi kariery naukowe towarzyszom ideologicznym. Tak się tworzy „nową elitę nauki”.


W Zakopanem hordy pijanych rozpasańców robiły burdy i rozsiewały pandemię. Policja nikomu jednak nie złamała ręki ani nie biła pałką teleskopową.

Flaczki tygodnia

Kto jest Szajerem w PiS? Kto spośród polskich, sztandarowych homofobów jest też ukrytym homoseksualistą? Nie tylko wśród PiS, także w Konfederacji i w innych formacjach walczących z „ideologią LGBT”.
No i przede wszystkim w polskim kościele kat.

Takie pytania krążą teraz pośród komentatorów politycznych. Bo jeśli wierzyć polskim katolickim księżom; Dariuszowi Olko, autorowi właśnie opublikowanej książki „Lawendowa Mafia”, oraz Tadeuszowi Isakowiczowi – Zalewskiemu, wieloletniemu krytykowi homoseksualnych grup „trzymających władzę” w polskim kościele, to w tymże kościele ponad 60 procent księży i zakonnic to ludzie o orientacji homoseksualnej. Dlatego tak wielu z nich ma problemy ze swą tożsamością seksualną.
Dodatkowo wielu homoseksualnych hierarchów stosuje lub wspiera regułę „Seks za karierę”. Wykorzystuje seksualnie młodych kleryków w zamian za obietnice atrakcyjnych probostw, studiów zagranicznych, karier w watykańskiej biurokracji.

Praktyki „seks za pracę, za karierę” to nic nowego. Są powszechne od lat wśród osób heteroseksualnych. Ale w ostatnich latach piętnowane są tam powszechnie.
Za to problem „Lawendowej Mafii” oraz praktyki „Seks za pracę, za karierę” wśród kościelnych homoseksualistów nadal są w Polsce tematem tabu.
Prawicowi politycy publicyści nie wspominają o nich głośno. Boją się, że publiczna debata dodatkowo zdruzgocze, już wielce zbrukany, autorytet moralny polskiego kościoła kat.
Instytucji, która w narodowo- katolickiej narracji, jest fundamentem i ostoją polskości. Glebą niezbędną dla egzystencji i rozwoju narodu polskiego.

Milczą też o skrywanej homoseksualnej orientacji polityków polskiej prawicy, szczególnie tych z koalicji rządzącej. Chociaż prywatnie, w wąskich gronach, dowcipkują o podobnej „lawendzie”. Zwłaszcza kiedy na prawicy pojawiają efektowne, niespodziewane kariery młodych parlamentarzystów i polityków.

Dzięki odwadze Roberta Biedronia i Krzysztofa Śmiszka, publicznie deklarujących swą homoseksualną orientację, politycy lewicowi nie muszą już ukrywać swej tożsamości seksualnej. Ani obawiać się szantażu ze strony krajowych i zagranicznych służb specjalnych.
Ale panująca wśród lewicowych publicystów „poprawność polityczna” często blokuje publiczną krytykę praktyk „Seks za karierę” obecną w środowiskach homoseksualnych. Bo każda krytyka tych środowisk, zwłaszcza kiedy są teraz brutalnie dyskryminowane, może być okrzyknięta „homofobią”. Praktyką niegodną lewicy.
Podobnie jest w przypadku skrywanych orientacji homoseksualnych przez polityków prawicy. Na lewicy „nie wypada” mówić o nich. Nawet kiedy ci politycy budują swój polityczny kapitał na rozniecaniu wrogości wobec środowisk LGBTI.
Podobnie jest w przypadku księży katolickich. Na lewicy dopuszczalna jest krytyka księży za pedofilię i ukrywanie tych przestępstw. Ale krytykowanie homoseksualnych, molestujących księży bywa odbierane jako jednoczesną homofobię.

Zdecydowanymi, zwłaszcza werbalnie, przeciwnikami środowisk LGBTI, są polscy narodowcy. Piewcy narodowej, wyłącznie heteroseksualnej rodziny. Rycerze – obrońcy polskiego kościoła kat.
Ciekawe jak teraz czują się, kiedy słyszą o geju Józefie Szajerze, niedawnym polityku- bratanku pana prezesa Kaczyńskiego ? Albo o kolejny katolickim biskupie przyłapany na zakazanym seksie ?
O dominującej w polskim kościele „Lawendowej Mafii” ?

„Flaczki” nie dziwią się, że narodowcy tak słabo odpowiedzieli na apel pana wicepremiera Kaczyńskiego aby przybyli bronić polskich kościołów przed demonstrującymi Polkami. I ciekawe są ilu podobnych szlajających Szajerów jest wśród polskich narodowców?

Skoro narodowcom nie starczyło sił aby zostać ochraniarzami polskich kościołów, to musiała się tym zająć policja państwowa. Przez kilka dni otaczała kordonem kościoły i przybyłe tam grupki narodowców. Chowające się za policjantami, drżące przed rzekomą grożącą im damską Antifą.
Potem policja używana była przez rząd do prowokowania przemocy podczas demonstracji Polek. Pomimo wielkiego włożonego wysiłku owe prowokacje nie udały się. Tak to policjanci zarobili sobie na święta trochę kasy, ale honor utracili. Czy warto było?

Miliardy złotych w ciągu swych sześciu lat wydała PiS władza na akcje tworzące dobry wizerunek Polski oraz rozsławiające Polaków i ich honor na świecie.
Miliardy zmarnowane w efekcie nieskuteczności tych akcji i rozkradzione przez cwanych pseudo patriotów.
Ale teraz, dzięki iście filmowej akcji węgierskiego bratanka Szajera, Polak znowu stał się gwiazdą brukselskich i szybko potem światowych mediów.

Tym narodowym bohaterem jest podający się za Davida Manzheleya, ale urodziny i wychowany w Wadowicach, pan Przemek. Sprawny organizator orgii prawicowych elit, w której uczestniczył m.in. najbliższy współpracownik premiera Orbana.
Pan Przemek, wnuk wadowickiego cukiernika, którego kremówkami zajadał się papież- Polak, pomimo młodego wieku, potrafił wejść do wielce elitarnego europejskiego grona. Skupiającego ponoć też wybitnych polskich homoseksualistów.
To drugi chłopak z Wadowic, po papieżu Janie Pawle II, powszechnie już znany na całym świecie, tak huczy o nim w globalnych mediach internetowych.
Czy homoseksualna orientacja pomogła panu Przemkowi z Wadowic zaistnieć w stolicy Unii Europejskiej?
Czy orientacja i zainteresowanie problematyką seksualną pierwszego wadowiczanina miały też jakiś wpływ na jego światową karierę?

Ciężkie czasy nadchodzą dla ideowców polskiej kontrrewolucji konserwatywnej. Ich własny rząd, rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego, ustami pana premiera Morawieckiego, ogłosił wielką akcję szczepienia.
Narodową akcję, bo w PiSlandzie wszystko: Szpital, kwarantanna, ferie, toaleta nawet, muszą być „narodowe”. I co gorsza ten rząd nie tylko ogłosił, on też jednoznacznie wezwał do zaszczepienia się.
To wielka tragedia dla ideowych PiS-owców. Wierzących, że szczepienia to jedynie lewacki wymysł, szkodliwy efekt zbrodniczego Oświecenia.
Dlatego mają teraz dylemat. Posłuchać swojego rządu i dać się zaszczepić, czy wzorem przedwojennego oficera wybrać rozwiązanie honorowe? Palnąć sobie z pistoletu w łeb!

Czym się różni pan prezydent Duda od brytyjskiej królowej Elżbiety ?
Królowa jako pierwsza zgłosiła się do szczepienia aby dać dobry przykład obywatelom Wielkiej Brytanii.
Pan prezydent Duda uczestniczy w narodowym szczepieniu bezobiawowo.

Bigos tygodniowy

Władza PiS zamierza zawetować budżet unijny, bo ma być on powiązany z z przestrzeganiem praworządności. Jak się okazało, praworządność dla PiSpolski jest problemem, który póki co wywołuje sciekłość i jego grupy trzymającej władzę. Na razie rozmowy unijne w sprawie budżetu sprowadziły się do krótkiej telekonferencji, a faktyczne negocjacje zostały przesunięte na grudzień. Już wiadomo, że jedynym sojusznikiem pisowskiego rządu w wojnie z Unią Europejską o budżet jest Orban, który w razie czego zostawi „naszych” bez zmrużenia oka i wyrzutów sumienia na placu. W 2017 roku już tak się zdarzyło przy okazji wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, zatem powtórka na horyzoncie. To jest śmiertelne niebezpieczeństwo dla Polski.


Czarnek Przemysław, minister edukacji przeciwko któremu trwają protesty środowisk uniwersyteckich szaleje ideologicznie. Zapowiada uniemożliwienie stawiania przed komisjami dyscyplinarnymi pracowników naukowych, którzy zamiast przekazywaniem poglądów naukowych zajmują się krzewieniem poglądów religianckich. Ponadto podpisał dotację na przetłumaczenie na język angielski przygotowanej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim kilkutomowej „Powszechnej historii filozofii”. Jej idea przypomina stalinowski „Krótki słownik filozoficzny”, którego autorzy podzielili filozofów na postępowych i reakcyjnych. Tym razem podzielono filozofów na „dobrych” konserwatywnych i „złych lewackich”.


Według władzy pandemia wyhamowuje, a dowodem na to mają być coraz niższe liczby zachorowań. W miniony wtorek, w trakcie konferencji prasowej, minister zdrowia Niedzielski pokusił się nawet o wezwanie ludu do „lekkiego uśmiechu” i roił coś o „stabilizacji”. Nie ulega wątpliwości, że jego wezwania są w tych okolicznościach przyrody, w jakich się wskutek nieudolności rządu PiS znaleźliśmy, można o dupę potłuc Niestety, jak się rozejrzeć wokoło, to powodów do „lekkiego uśmiechu”, ba cienia uśmiechu brak, o stabilizacji nie wspominając. Bo o ile faktem jest, że w minionym tygodniu odnotowano stosunkowo niską liczbę zakażeń, to nie ulega wątpliwości, że jest to wynikiem niewielkiej liczby testów, jakie były wykonywane każdego dnia, zaś podawana liczba zgonów wręcz poraża. Docierające do opinii publicznej obrazy z tzw. oddziałów covidowych budzą strach potencjalnych chorych i chorych, brak leku remdisivir, ten strach jedynie potęgują. Obraz służby zdrowia, nieszczęsnych pacjentów, przemęczonych niejednokrotnie zobojętniałych na cierpienie bliźnich medyków, to krajobraz po przegranej przez państwo bitwie, z dużą bardzo dużą liczbą ofiar. I gdzie tu powody do lekkiego uśmiechu, no gdzie? Czyżby Niedzielski żył w innej rzeczywistości? I ciekawe co jeszcze musi się zdarzyć by rząd przyznał się do kompletnej porażki na polu walki z zarazą .…


Bigos tygodniowy od dłuższego czasu, z życzliwym zdumieniem obserwuje karierę licealisty z Torunia Michała Rogalskiego. Media opisują decydującą rolę, tego utalentowanego statystyka – amatora w walce, a jakże z COVID -19. Okazało się bowiem, że potężne struktury państwa, według niektórych piątej potęgi świata, nie są w stanie stworzyć porządnej bazy danych dotyczącej przebiegu pandemii, a taką właśnie bazę stworzył ten chłopak. Więcej, znajduje błędy w danych serwowanych opinii publicznej, zmuszając tym samym rządzących do ich korekty. Jak to się stało? Gdzie systemy komputerowe Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, departamenty i wydziały tych instytucji pełne statystyków, informatyków, naczelników, dyrektorów? Czyżby nikt nie panował nad funkcjonowaniem tych instytucji? No cóż, gdyby nie było to prawdą, to należałoby uznać ten fakt za niestosowny, ponury żart.


W kraju nie ustają protesty związane z tzw. wyrokiem Trybunału Przyłębskiej. Na ulice miast i miasteczek ciągle wylegają ludzie, kobiety i mężczyźni, w różnym wieku i o różnym statusie, w większości młodzi i bardzo młodzi. W minioną środę do szczególnie gwałtownych protestów doszło w Warszawie, policja eskalowała napięcie, dopuszczając się haniebnych ataków na młodzież oraz posłów właśnie. Demonstrujących gazowano, popychano, a nawet bito, posłankę Magdalenę Biejat z Lewicy pokazującą legitymację zaatakowano gazem, posłance Monice Wielichowskiej z Koalicji Obywatelskiej połamano legitymację, Włodzimierz Czarzasty wicemarszałek Sejmu został popchnięty i miał problem z wejściem do gmachu Sejmu. Bilans demonstracji to 467 osób wylegitymowanych, 320 wniosków o ukaranie skierowanych do sądu, 297 wniosków skierowanych do sanepidu o nałożenie kar za łamanie przepisów pandemicznych, około 20 osób zatrzymanych, w tym 13 z powodu popełnienia przestępstwa. Oto statystyka środowego popołudnia i wieczoru, budząca grozę i rodząca pytania dokąd zmierza państwo, uosobione przez policjantów uzbrojonych po zęby i wykonujących bez namysłu rozkazy kogoś wyżej. Wróble ćwierkają, że policjanci po cywilnemu, interweniujący w czasie pacyfikacji Strajku Kobiet, nie byli tacy zwykli, o nie, reprezentowali elitarne jednostki antyterrorystyczne, a i wyposażenie mieli ciekawe – pałki teleskopowe i gaz, których zresztą użyli. Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, zażądał od policji wyjaśnień, które mają odpowiedzieć na pytania związane z przebiegiem interwencji, a miotający się na ekranie telewizorów rzecznik Komendanta Stołecznego Policji Marczak Sylwester usiłuje przykryć pustym wielosłowiem blamaż policji. Policja staje się coraz bardziej brutalna i to w sposób absurdalny. Media światowe obiegły obrazy osiłków w mundurach niosących filigranową kobietę czy zatrzymujących spokojnie idącą ulicą starszą panią z torbą w kolorach tęczowych zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do Białorusi.


Zebrała się też tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Obradowała z przerwami czas jakiś, aby ogłosić, że Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie stracił immunitet. Pewnie kolejnym krokiem będą przesłuchania Tuleyi w prokuraturze, a może i jego pobyt w miejscu odosobnienia czyli w areszcie. Dla przypomnienia, Tuleya to powszechnie znany przeciwnik pseudoreform sądowych i zwolennik praworządności.


Jest upokarzające, że hordy niejakiego Bąkiewicza, organizatora, pożal się Boże, „marszu niepodległości” coraz brutalniej zawłaszczają przestrzeń publiczną. Do tego odbywają szkolenia ze strzelania z broni palnej, co budzi grozę. Działają bezkarnie, a władza coraz częściej czepia się dzieci i nieletnich. W Polsce dzieją rzeczy, które nawet w ostatnich latach nie mogły się przyśnić w najgorszych koszmarach sennych.

Bigos tygodniowy

Wypada zacząć od epidemii, która narasta, przybierając zastraszające, apokaliptyczne wręcz rozmiary i której konsekwencje są rozległe, przerażające. I ta sprawa ze stanem epidemii się wiąże, choć pośrednio. Cztery lata temu, w październiku 2016, doszło do masowych i potężnych protestów, nazwanych „czarnymi”. Kobiety, bo one były główną siłą tego ruchu, sprowokowane zostały próbą wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji wysmażonego jako projekt Ordo Iuris. Sam Kaczyński, przerażony skalą i burzliwą atmosferą protestów oraz marszów wszedł wtedy na sejmową trybunę i nakazał rejteradę. Nie tylko dlatego, że z powodów politycznych nie należy do gorących zwolenników zakazu, ale także dlatego, że przeraziła go perspektywa, że jego „rząd obalą kobiety”. Po czterech latach śmiertelne niebezpieczeństwo dla resztki praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce powraca jak ponure fatum. Tzw. Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma zbadać w tym tygodniu, na wniosek grona posłów PiS, zgodność z konstytucją prawa do aborcji uszkodzonego płodu. Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna, bo warunki i obostrzenia epidemiczne radykalnie utrudniają, jeśli w ogóle nie uniemożliwiają organizacji protestów. Ponury paradoks może sprawić, że dla fundamentalistycznej katoprawicy i Kościoła kat. epidemia może okazać się „prezentem od losu”, „błogosławieństwem”, bo dzięki niej mogą osiągnąć to, do czego bezskutecznie dążyli przez lata, ale przegrywali z uwarunkowaniami politycznymi. To dla nich unikalna być może i ostatnia okazja wprowadzenia ultradrakońskiego, barbarzyńskiego zakazu aborcji. Czy to już przesądzone czy też jednak zdarzy się coś, co w ostatniej chwili odwróci to ponure fatum?


Wygląda na to, że to, co zrobiono z Romanem Giertychem, to pierwszy akt owej „jesiennej ofensywy”, którą władza zapowiadała od szeregu tygodni. W miniony czwartek, Roman Giertych, znany adwokat, został zatrzymany przed siedzibą jednego z sądów warszawskich, zakuty w kajdany, a następnie przewieziony do własnego domu, gdzie funkcjonariusze CBA podjęli, zgodnie z wypowiedzią Rzecznika Prasowego Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Stanisława Żaryna „tradycyjne”, w takich sytuacjach, czynności przeszukania. Kilkugodzinne przeszukanie zostało jednak na jakiś czas przerwane, ponieważ adwokat stracił przytomność i został przewieziony do szpitala. W piątek w warunkach szpitalnych, półprzytomnemu przedstawiono zarzut i przesłuchano. Okazuje się, że postępowanie dotyczące m.in. Romana Giertycha trwa już kilka lat, zatem zdziwienie budzą okoliczności jego zatrzymania, przeszukania domu i kancelarii, a następnie przesłuchania. Prawnik dopatrzy się licznych uchybień prawa, natomiast Bigos tygodniowy zastanawia się czy prawdą są krążące wśród ludu pogłoski, że chodziło o uniemożliwienie adwokatowi udziału w piątkowym posiedzeniu w sprawie aresztowania znanego bankiera Leszka C.? Niestety, nie można tego wykluczyć… Pikanterii sprawie dodaje fakt, że ostatecznie Prokurator Regionalny w Poznaniu nie złożył do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie Romana Giertycha, a zastosował jedynie wolnościowe środki zapobiegawcze, czyli poręczenie majątkowe w kwocie 5. milionów złotych polskich, dozór policji, zakaz opuszczania kraju i zawieszenie w wykonywaniu zawodu adwokata. Ciekawe co zrobi sąd, do którego ani chybi wpłynie zażalenie obrońców mecenasa ? W każdym razie, ten ostentacyjny pokaz siły służb, jest kolejnym dowodem na to, że pod rządami PiS i jego sojuszników, Polska naprawdę zmierza w strony dyktatury. O ile już nią nie jest.


W minionym tygodniu opinia publiczna odnotowała rekordowe liczby osób zakażonych, osób zmarłych, osób przebywających w szpitalach i osób pod respiratorami. Tymczasem Karczewski Stanisław, niegdyś Marszałek Senatu, lekarz z zawodu, w Porannej Rozmowie RMF FM dziennikarza Mazurka Roberta (to ten, który wraz z byłym ministrem zdrowia Szumowskim swego czasu obśmiewał noszenie maseczek w dobie koronawirusa) o pandemii poradził słuchaczom, aby jeść jabłka, jedno a najlepiej dwa, czego skutkiem będzie zdrowie, a lekarz będzie zbyteczny(„Jedno jabłko z wieczora i nie ma doktora”). Faktycznie, jedzenie jabłek zwłaszcza polskich jest nie tylko zdrowe, ale napędza popyt, w dobie recesji nader ważny. Czy jednak ta metoda pomoże pokonać koronawirusa, który właśnie rozszalał się na terytorium RP? Bigos tygodniowy śmie wątpić.


Prominentni przywódcy faszystowscy w Słowacji i Grecji zostali skazani za swoją działalność na kary wieloletniego więzienia. W Polsce faszyści, ochraniani przez policję i dowartościowani przez rządową propagandę bezkarnie przejdą za kilka tygodni ulicami polskich miast, w tym w tzw. „marszu niepodległości” w Warszawie. Oto miara potwornej czeluści, w jakiej znalazła się Polska pod rządami PiS


Na nic będą ostrzeżenia i apele epidemiologów i wirusologów. Nie ulega bowiem wątpliwości, że 1 listopada, jak każdego roku, rodacy hurmą rzucą się na cmentarze, bo tego dnia nie mogą żyć bez zapachu palonej stearyny i więdnących chryzantem, spotkań z rzadko widywanymi krewnymi, rozmów nad grobem drogiego zmarłego. Tradycji stanie się zadość, bez dystansu, bez maseczek, bez zachowania zasad higieny i wskaźnik pandemii znowu radykalnie skoczy w górę. To jednak czynnik jednorazowy. Natomiast niewielu zwraca uwagę na nawyk chodzenia do kościoła, który jest w dobie pandemii nieustającym źródłem zakażeń, wśród uczestników mszy, zwłaszcza seniorów, a także osób duchownych, niejednokrotnie będących w grupie ryzyka. A przecież zamknięcie w czasach zarazy kościołów i zakaz organizowania zbiorowych obrzędów religijnych byłoby tak korzystne dla zdrowia społecznego.


W poniedziałek Polacy mogli zobaczyć Dudę, był u siebie w pałacu, miał nawet na twarzy maseczkę, a na rękach rękawiczki. Przemówił, ale nie wspierał Narodu w okresie próby pandemicznej słowem lub uczynkiem, nie przeprosił za opowieści dziwnej treści jakie głosił na placach Rzymu o mikrym poziomie zakażeń, o wypłaszczeniu krzywej cowidowej w połowie października. Nie wspomniał o sznurach karetek czekających pod szpitalami z ciężko chorymi, braku miejsc dla tych chorych, medykach harujących ponad siły, nie nakreślił planów na przyszłość, co to to nie. Duda natomiast wręczył niejakiemu Czarnkowi Przemysławowi, synowi ziemi lubelskiej, spóźnioną nominację ministerialną. Czarnek wyzdrowiał z COVID-a i może przystąpić do znojnej pracy na niwie edukacji i nauki. Mając w pamięci jego wypowiedzi choćby o LGBT czy kobietach, bez wątpienia będzie miał dużo do roboty Nauczyciele trzymajcie się, idzie „nowe” czarnkowe.

Bigos tygodniowy

Niedaleko od Kraśnika, bo w Lublinie, wykluł się jako polityk niejaki Czarnek Przemysław, który ma zostać ministrem edukacji i nauki w rządzie wicepremiera Kaczyńskiego. Gdyby nie to, że jegomość ów może dokonać w tych dziedzinach trudno odwracalnych lub nieodwracalnych szkód, należałoby przyjąć tę wiadomość nie z oburzeniem, lecz jako humorystyczny wręcz przypadek niebywałej, perwersyjnej wyobraźni twórcy tego pomysłu. To tak, jakby koniokrada uczynić dyrektorem stadniny koni albo wilka kierownikiem szkolnej świetlicy, do której uczęszczają Jasie i Małgosie. Tego nawet nie daje się obśmiać, bo już samo sformułowanie: „Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki” brzmi jak surrealistyczny dowcip. A może Jaro architektowi polskiego życia politycznego, właśnie o to chodziło? Wszak od ponad tygodnia komentatorzy różnych mediów, część opinii publicznej, zajmują się nie nadciągającą katastrofą zdrowotną w związku z rozwijającą się pandemią, nadciągającym kryzysem gospodarczym, a nominacją Przemka „prostego, miłego człowieka…”, któremu powierzono kierowanie resortem związanym z kształceniem młodych Polaków.


Zawsze lubię poczytać wywody braci bliźniaków, poruczników PiS Karnowskich. Ich teksty tchną niezwykłą, nawet jak na standardy publicystyki prawicowej, troską o los Zjednoczonej Prawicy, bezgraniczną, niemal synowską miłością do Jarosława Kaczyńskiego oraz niepokojem o dobro Kościoła katolickiego. Ich teksty najzabawniejsze są wtedy, gdy przyjmują formę proroctw, kasandrycznych przestróg, gdy są kontynuatorami księdza Piotra Skargi w swojej trwożnej trosce o Polskę, Prawicę, Kościół, o Tradycję i Wartości. Oto dwie próbki ich ostatnich przestróg i proroctw, znalezione na jednym z portali:
Porucznik Jacek Karnowski: „zapisać można wszystko, ale najważniejsza jest wola współpracy i wzajemna elementarna lojalność. Jeśli nie wynikająca z serca, to choćby z przekonania, że nowej prawicy długo nie będzie, że to szansa zdarzająca się raz na pokolenia, że innej większości w parlamencie nie ma, że bez uznawania bezdyskusyjnego przywództwa Jarosława Kaczyńskiego wszyscy będą jak ślepe kocięta”.
Porucznik Michał Karnowski: „co ważne to fakt, że kwestia podejścia do agresji środowisk LGBT zaczęła dzielić obóz, który do tej pory zachowywał dużą spójność. A że chodzi o kwestie mocno przeżywane, dotykające tożsamości, nakładające się na przekonanie, że czas działa przeciw prawicy, to i emocje są duże. Dziś jeszcze nie da się powiedzieć, że to była przyczyna, ale nie jest też tak, że sprawa ta nie miała znaczenia w doprowadzeniu do skoku napięcia w ostatnich dniach”.


Mam nieodparte przeczucie, że jedną z przyczyn dla których Polacy masowo nie noszą masek, a ich używanie generalnie jest praktyką uprawianą w zdecydowanej mniejszości, jest medialny przekaz, popularny w początkowej fazie pandemii, zgodnie z którym noszenie maski „chroni nie nas, ale innych”. Pomijając już to, że na zdrowy rozum maska chroni w dwie strony, także tego, kto ją nosi, to psychologiczny błąd przekazu, że chroni nie noszącego, ale innych, polega na tym, że nie uwzględnia się cech natury ludzkiej. Ludzie w swojej masie nie są altruistami, nie chcą się poświęcać dla innych, często innych ludzi po prostu nie lubią i myślą sobie tak: a w dupie mam chronienie innych, jeśli nie chroni mnie, to nie będę nosić męczącej maseczki. Niestety, przekaz altruistyczny, przez pół roku nieustannie powtarzany zdominował zbiorową świadomość, prawie nikt go nie korygował. Przynosi to od dawna konkretne, negatywne skutki, a aktualny przebieg pandemii w Polsce, pozwala na stwierdzenie, że będzie źle, bardzo źle. Brak miejsc w szpitalach, brak respiratorów, brak personelu medycznego, przy rosnącej liczbie chorych, w tym bardzo ciężko, to scenariusz na jesień/zimę 2020/2021.


Właśnie minęła 4 rocznica Czarnego Protestu kobiet, który wybuchł w reakcji na próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji z inicjatywy Ordo Iuris. I oto za kilkanaście dni kobiety i ci, którzy sprzyjają ich prawom, staną wobec kolejnej ciężkiej próby powstrzymania fundamentalistycznego zamiaru odebrania im ich, i tak ograniczonych, praw. Bowiem w dniu 22 października 2020r. tzw. Trybunał Konstytucyjny ma się zajmować wnioskiem posłów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15, dotyczącym wprowadzenia zakazu aborcji w wypadku choroby lub uszkodzenia płodu. Składowi TK orzekającym w tak istotnej dla kobiet sprawie ma przewodniczyć odkrycie towarzyskie Jaro, niejaka Julka P. Bigos tygodniowy czeka zatem, co wysmaży owo gremium, zasiadające w budynku przy ulicy Szucha w Warszawie.


A propos. Ordo Iuris to istna szarańcza, która obsiada ważne pozycje w strukturze obozu władzy i zaostrza jej fundamentalistyczny rys. Wyjątkowo bezczelny i butny młody człowiek w randze wiceministra Spraw Zagranicznych, który ostatnio na posiedzeniu Senatu nawymyślał senatorom opozycji, niejaki Jabłoński Paweł też wywodzi się z tej szemranej organizacji.


W minionym tygodniu Komisja Europejska przedstawiła raport o stanie praworządności w 27 krajach Unii Europejskiej. Wśród krajów, w których nie dzieje się najlepiej, a właściwie dzieje się źle jest Polska. Autorzy raportu zwrócili uwagę m.in. na zmarginalizowanie Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienie Sądu Najwyższego, przejęcie kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa, zawłaszczenie mediów publicznych, wrogość wobec LGBT. Obraz Polski, jako państwa w którym są niszczone zasady praworządności, opisany w raporcie jest przygnębiający. I na razie tak naprawdę nie wiadomo, jakie skutki dla Polski, ów raport spowoduje. Bigos tygodniowy z przykrością odnotowuje, że dyskusje na ten temat w łonie Unii Europejskiej trwają, ale decyzji nadal brak.


Jeszcze o tzw. Trybunale Konstytucyjnym…W tym tygodniu planowana jest również rozprawa dotycząca tzw. ustawy dezubekizacyjnej, na podstawie której znacząco obniżono emerytury i renty, byłym funkcjonariuszom policji, którzy choć jeden dzień służyli „w organach państwa totalitarnego”. Ustawa leżakuje w tzw. TK od 2018r., pomimo że dotyczy losów kilkudziesięciu tysięcy osób, w tym około 8 tysięcy wdów i dzieci, pobierających renty rodzinne. Wyrok w tej sprawie miał początkowo zostać ogłoszony 11 września 2020r., następnie termin został odroczony na 6 października 2020r. Bigos tygodniowy podejrzewa, że i ten termin nie przyniesie rozstrzygnięcia, bo przewodnicząca składowi niejaka Julka P. po prostu go po raz kolejny zmieni. Wróble na mieście ćwierkają, że w tzw. TK może zapaść wyrok stwierdzający niekonstytucyjność ustawy, co oznacza możliwość odwoływania się od niekorzystnych dla funkcjonariuszy i ich bliskich decyzji o obniżeniu świadczeń. Bigos tygodniowy cierpliwie będzie zatem czekał na rozstrzygnięcie tzw. TK.