Pierwszy triumf Jakuba Wolnego

Inauguracyjne zawody Letniej Grand Prix w Wiśle zakończyły się pierwszym w karierze zwycięstwem Jakuba Wolnego. Z rywalizacji wypadli Kamil Stoch i Klemensa Murańkę. Pierwszy z powodu kontuzji, a drugi za nieregulaminowy kombinezon. Trener
biało-czerwonych Michal Doleżal mógł być jednak zadowolony, bo w niedzielę także zwycię
żył jego podopieczny, tym razem był to Dawid Kubacki.

Piątkowe zwycięstwo Kamila Stocha w kwalifikacjach rozbudziło nadzieje polskich kibiców na sukces w Wiśle. I choć zmagania w letnich konkursach nie cieszą się taką popularnością jak w zimowych, to emocji na skoczni w Wiśle nie zabrakło. Wszyscy uczestnicy zawodów najbardziej jednak cieszyli się z tego, że na trybunach znów pojawili się kibice.
Na skoczni im. Adama Małysza (HS 134) fani skoków urządzili show już podczas piątkowych kwalifikacji. Przystąpiło do nich dwunastu Polaków i wszyscy zapewnili sobie start w konkursie. Nadzieje na dobry wynik rozbudził zwłaszcza Stoch, który w kwalifikacjach zdołował rywali dalekim i pięknym skokiem, po czym zakomunikował na antenie TVP Sport, że w Wiśle miał nie wystąpić. I ostatecznie nie wystąpił, bo w sobotę rano obudził się ze spuchniętą stopą i zamiast brylować na skoczni, publikował na portalach społecznościowych fotki swojej stopy i wyrażał żal, że nie ma go tam, gdzie są kibice i jest walka o punkty. Gwoli przypomnienia – w maju nasz trzykrotny mistrz olimpijski przeszedł zabieg polegający na usunięciu narośli chrzęstno-kostnej w prawej nodze i przez to trenował w innym rytmie niż jego koledzy z kadry.
Po rezygnacji lidera do sobotniej do rywalizacji w sobotnich zawodach przystąpiło 11 polskich skoczków: Jakub Wolny, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Stefan Hula, Andrzej Stękała, Maciej Kot, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch i Jarosław Krzak. W pierwszej serii wszyscy za naszych skoczków skakali dobrze i na spółkę z Austriakami zdominowali rywalizację. Po 32 skokach aż piętnaście czołowych miejsc zajmowali właśnie skoczkowi z tych dwóch krajów. Z biało-czerwonych najlepiej spisał się Jakub Wolny, który zaliczył 123,5 metra, co zapewniło mu trzecią lokatę. Dwie pozycje niżej został sklasyfikowany czterokrotny zwycięstwa tego konkursu Dawid Kubacki (122,5 m), a tuż za pierwszą dziesiątką znaleźli się Piotr Żyła (12. miejsce, 122 m) i Aleksander Zniszczoł (14., 123,5 m). Pewny udziału w serii finałowej był też Klemens Murańka, ale został zdyskwalifikowany za niewłaściwy kombinezon. Najdalej jednak w pierwszej próbie skoczył Austriak Jan Hoerl (130,5 m), który uzyskał 2,2 punktu przewagi nad drugim w stawce Niemcem Markusem Eisenbichlerem (128 m).
W drugiej serii przypomniał o sobie Kubacki, który poszybował na odległość 127 metrów i objął prowadzenie w konkursie, a zostało jeszcze czterech skoczków w stawce. Chwilę później wyprzedził go Jakub Wolny, który skoczył 126,5 m. Jako ostatni skakał Hoerl, ale Austriak nie wytrzymały presji i wylądował na 125 metrze, przegrywając przez to zaledwie o 0,4 punktu z Wolnym, który tym samym odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w letnim konkursie Grand Prix. To jego największy sukces od 2014 roku, kiedy to w Val di Fiemme wywalczył indywidualnie i drużynowo mistrzostwo świata juniorów.
„Wielkie gratulacje dla Kuby. Zrobił to, co miał zrobić, bo już na treningach skakał dobrze. Cieszymy się z tego. Na podium znalazł się także Kubacki, zaś ośmiu naszych zawodników zdobyło punkty, a mogliśmy mieć jeszcze więcej zawodników w finałowej trzydziestce, gdyby nie kontuzja Kamila Stocha i dyskwalifikacja Klimka Murańki. Można więc uznać, że to pozytywny początek sezonu” – ocenił występ swoich podopiecznych czeski trener biało-czerwonych Michal Doleżal. Szkoleniowiec wyjaśnił co było przyczyną dyskwalifikacji Murańki. „Chodziło o obwód kombinezonu w pasie, który był za szeroki o półtora centymetra. To zawsze jest trudna sytuacja do oceny, ale musimy respektować werdykt sędziego” – stwierdził trener Doleżal. Murańka na kolejny występ będzie musiał poczekać, bo w niedzielnych zawodach Polska mogła wystawić tylko siedmiu zawodników, a trener Doleżal postawił na Jakuba Wolnego, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Stefana Hulę, Pawła Wąska, Aleksandra Zniszczoła i Macieja Kota.
W niedzielnym konkursie wystartowało 49 zawodników. Najlepszy w tym gronie okazał się Dawid Kubacki . Kolejne miejsca na podium zajęli Jan Hoerl i Anże Laniszek. Jakub Wolny, który świetnie zaprezentował się w sobotę, w niedzielę zajął 6. lokatę. Pozostali polscy zawodnicy nie znaleźli się w czołowej dziesiątce. Stefan Hula był 11., Maciej Kot 15., Paweł Wąsek 20., Piotr Żyła 24., natomiast Aleksander Zniszczoł 26.

Klasyfikacja LGP po 2. konkursach:

Klasyfikacje generalna LGP po 2 turniejach:

  1. Dawid Kubacki (Polska) – 160 pkt
  • Jan Hoerl (Austria) – 160
  1. Jakub Wolny (Polska) – 140
  2. Markus Schiffner Austria 100
  3. Anze Lanisek Słowenia 96
  4. Markus Eisenbichler Niemcy 81
  5. Constantin Schmid Niemcy 68
  6. Karl Geiger Niemcy 48
  7. Gregor Deschwanden Szwajcaria 47
  8. Tilen Bartol Słowenia 45
  9. Stefan Hula – 40
  10. Piotr Żyła – 27
  11. Maciej Kot – 26
  12. Paweł Wąsek – 25
  13. Aleksander Zniszczoł – 16
  14. Andrzej Stękała – 9

Fatalne występy Stocha

Polscy skoczkowie byli tłem dla rywali w kończącej sezon serii konkursów na mamuciej skoczni w Planicy. Największy spadek formy zaliczył lider naszej kadry Kamil Stoch, którego trener Michal Doleżal nie wystawił nawet w ekipie na konkurs drużynowym.

Rywalizacja drużynowa w Planicy od początku nastręczała sporo trudności organizatorom. Zawody co rusz trzeba było przerywać, ściągać skoczka z belki i przykrywać część skoczni. Warunki też były mocno loteryjne. W trakcie trzeciej kolejki doszło do najdłuższej przerwy. Przerwany konkurs na początku miał być wznowiony o 11:10, a potem o 11:25. Pierwsi z rywalizacji wycofali się Niemcy. „Nie wyślemy do walki naszych skoczków w takich warunkach. To zbyt niebezpieczne. Nie spodziewamy się, że warunki się zmienią i nie chcemy ryzykować” – stwierdził trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher. Przyznano mu racje, bo wszyscy mieli świeżo w pamięci straszny w skutkach upadek Norwega Daniela Andre Tandego. Ostatecznie zawody drużynowe przeniesiono na niedzielę i zdecydowano, że zostanie rozegrana tylko jedna seria skoków.
Dla biało-czerwonych był to jubileuszowy setny występ w konkursie drużynowym. Po raz pierwszy od lat w kadrze zabrakło Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski przyjechał do Planicy kompletnie bez formy i w dwóch poprzedzających „drużynówkę” konkursach indywidualnych skakał słabiutko, dużo gorzej od Piotra Żyły, Andrzeja Stękały i Jakuba Wolnego, a nawet od również znajdującego się bez formy Dawida Kubackiego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal nie miał więc wyboru i do konkursu drużynowego wystawił Żyłę, Wolnego, Stękałę i Kubackiego, a Stoch i zdecydowanie najsłabszy w szóstce naszych skoczków Klemens Murańka w niedzielny poranek wystąpili w niezbyt chlubnej dla nich roli… przedskoczków. Chodziło o to, żeby mogli oddać treningowe skoki przed czekających ich tuż po konkursie drużynowym występie w ostatnim w tym sezonie konkursie indywidualnym. Wedle nieoficjalnych danych Stoch uzyskał jako przedskoczek odległość 212 metrów, a Murańka tylko 190.
W „drużynówce” Polakom poszło kiepsko. W konkursie przeprowadzono tylko jedną serię skoków, a w niej z naszych zawodników najlepiej wypadł Stękała, który uzyskał 222 metry, potem Wolny (214 m) i Żyła (213), ale skaczący jako ostatni Kubacki zaliczył tylko 204 m i biało-czerwoni zajęli ostatecznie dopiero szóstą lokatę na dziewięć startujących ekip. Tak słabego wyniku w zespołowej rywalizacji już dawno nie mieli. Zwyciężyła drużyna Niemiec, przed Japonią i Austrią, a Polaków wyprzedzili jeszcze Słoweńcy i Norwegowie. Gorzej od naszej drużyny spisali się tylko Rosjanie, Finowie i Szwajcarzy.
Po konkursie drużynowym do walki w kończącym sezon konkursie indywidualnym przystąpiło tylko 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników. Kamil Stoch po dwóch nieudanych dla siebie konkursach w Planicy (w czwartek i piątek zajął 32. lokaty i nie zdobył punktów do klasyfikacji generalnej cyklu) w ostatnim starcie w tym sezonie już nie myślał o walce o drugą lokatę w klasyfikacji generalnej z Markusem Eisenbichlerem, tylko o utrzymaniu trzeciego miejsca, bo miał tylko 89 pkt przewagi nad czwartym w stawce Norwegiem Robertem Johanssonem. Na szczęście tyle wystarczyło do zajęcia najniższego stopnia podium w klasyfikacji generalnej PŚ. Nasi skoczkowie mogli tylko z zazdrością przyglądać się popisom rywali, bo w niedzielę sami stanowili tło dla najlepszych. Po raz kolejny najdalej z biało-czerwonych szybował Piotr Żyła, który uzyskał 226,5 oraz 230,5 m i ostatecznie zajął w konkursie 13. lokatę. Dwa miejsca dalej uplasował się Andrzej Stękała, 18. miejsce zajął Dawid Kubacki, 20. Kamil Stoch. Jakub Wolny był 26., a Klemens Murańka 29.
Finałowy konkurs wygrał zatem Karl Geiger przed Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem, który zdobył również małą „Kryształową kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w lotach oraz wygranie miniturnieju Planica 7. Dużą „Kryształową Kulę” za triumf w Pucharze Świata już wcześniej zapewnił sobie Norweg Halvor Egner Granerud. W Pucharze Narodów triumfowali natomiast Norwegowie przed Polakami i Niemcami.

Skoki narciarskie: Tylko Żyła wraca z tarczą z Oberstdorfu

W Oberstdorfie w polskiej ekipie skoczków królem polowania na medale mistrzostw świata był Piotr Żyła. Zdobył złoto na normalnej skoczni, najlepiej też wypadł z biało-czerwonych w piątkowym konkursie indywidualnym na dużej skoczni oraz w sobotnim konkursie drużynowym. Trzeba też oddać honor pozostałym kadrowiczom, zwłaszcza Kamilowi Stochowi, który w „drużynówce” przełamał kryzys formy. Nasi skoczkowie byli bliscy złotego medalu, ale brązowy to też sukces.

Po środowych treningach, w których nie brali udziału pewniacy Stoch, Żyła i Kubacki, trener naszej kadry Michal Doleżal z trójki Klemens Murańka, Jakub Wolny i Andrzej Stękała, jako czwartego w naszej ekipie wyznaczonej do startu w zawodach na dużej skoczni wybrał Stękałę. Kwartet biało-czerwonych bez większych problemów przebrną przez czwartkowe kwalifikacje. Najlepiej spisał się Żyła, a w czołowej dziesiątce zameldował się jeszcze Kubacki. Stoch i Stękała zajęli miejsca w drugiej dwudziestce. Podczas obu prób konkursowych panowały fatalne warunki atmosferyczne (padał gęsty śnieg i wiał zmienny wiatr) dawały się skoczkom mocno we znaki także podczas konkursu. Jedni sobie z nimi radzili lepiej, jak Kraft, który z wynikiem 132,5 m objął prowadzenie, inni gorzej, jak Japończyk Ryoyu Kobayashi, który przy lądowaniu wjechał nartami w sypki śnieg i zaliczył upadek. Na szczęście wstał i o własnych siłach opuścił zeskok. Z Polaków po pierwszej serii najwyżej w klasyfikacji był Żyła, któremu odległość 130,5 m dała piątą lokatę. Taką samą odległość uzyskał Kubacki, ale jemu odjęto jeszcze więcej punktów niż Żyle i dlatego znalazł się na ósmej pozycji. Stoch z wynikiem 120 m zajmował 22. lokatę, a 121,5 m uzyskane przez Stękałę dało mu 24. miejsce.
W drugiej serii wszyscy nasi skoczkowie poprawili swoje wyniki. Stękała zaliczył 122,5 m i ostatecznie zakończył występ na 21. pozycji. Stoch poszybował na odległość 129,5 m i awansował na 19. miejsce, ale rzecz jasna trzykrotny mistrz olimpijski nie mógł być z tego osiągnięcia zadowolony. To nie były dla niego udane mistrzostwa i nie był w stanie ukryć głębokiej frustracji z powodu słabej formy. „Coś się ewidentnie zacięło i nie potrafię znaleźć recepty, chociaż walczę z każdym skokiem. Nic jednak nie rusza do przodu. Z mojej strony zrobiłem, co się dało, ale to nic, bo dalej jestem tam, gdzie jestem. Jeśli trener zdecyduje się mnie wystawić w drużynówce, zrobię, co będę mógł. Umiem tyle, co mogą państwo zobaczyć” – przyznał zgnębiony niepowodzeniem Stoch.
Szansy na dobry wynik w drugim skoku zniweczył natomiast Kubacki. Inna sprawa, że nie wszystko było jego winą. Nasz skoczek został cofnięty z belki startowej, a gdy ponownie się na niej pojawił, dostał sygnał do startu zanim służby techniczne zdążyły odśnieżyć należycie tory. No i Kubacki pojechał zbyt wolno jak na jego potrzeby, przez co zaliczył tylko 119 m i ostatecznie spadł na 15. miejsce. Na placu boju pozostał więc tylko Żyła, który uzyskał znakomity rezultat 137 m, lecz sędziowie tak zamieszali z bonifikatami za wiatr, że Polaka wyprzedził trzeci w klasyfikacji końcowej Niemiec Karl Geiger, chociaż skoczył tylko 132 metry, potem drugi na podium Norweg Robert Johannson (135,5 m), a na końcu zwycięzca konkursu Austriak Stefan Kraft (134 m). „Piotrek miał dobre warunki, dlatego odjęto mu dużo za wiatr w drugiej serii. Przeliczniki też nigdy nie są w stu procentach sprawiedliwe. One często działają z opóźnieniem. Raz się ma to szczęście, raz nie – mówił nasz były skoczek. Dwa lata temu w Seefeld na skoczni normalnej w podobnych warunkach to Kubacki cieszył się ze złota, a drugi był Stoch. Pogoda teraz była podobna jak wtedy, lecz tym razem nie my mieliśmy szczęście” – podsumował sobotni konkurs szef polskiej misji w Oberstdorfie Adam Małysz.
Łączny wynik całego naszego kwartetu w konkursie indywidualnym nie rokował najlepiej przed sobotnią „drużynówką”, ale w konkursie nasi skoczkowie spisali się nadspodziewanie dobrze, zwłaszcza Stoch i Stękała. Trener Doleżal trochę zaskoczył wystawiając w pierwszej grupie skoczków Żyłę, po nim Stękałę i Stocha, a na końcu Kubackiego. Niewykluczone, że po cichu potem tego żałował, bo Żyła w obu skokach konkursowych szybował najdalej z całej stawki, a w drugiej serii przed skokami ostatniej grupy zawodników biało-czerwoni po świetnych próbach Żyły, Stękały i Stocha wyszli na prowadzenie. Niestety, Kubacki nie miał tego dnia takiej mocy jak Żyła, który w obu próbach zaliczył po 139 metrów. Skoczył tylko 127 metrów i nasza zespół z pierwszego miejsca spadł na trzecie. Złoto zdobyli Niemcy, srebro Austriacy.
Trudno jednak wybrzydzać, bo oba medale dla Polski w tegorocznych mistrzostwach świata (złoto Piotra Żyły na skoczni normalnej i brąz w konkursie drużynowym) to wyłącznie zasługa skoczków. Nasza ekipa w klasyfikacji medalowej zajęła dzięki temu siódmą lokatę.

Żyła pławi się w złocie

Rozegrany w sobotę na skoczni w Oberstdorfie konkurs skoków narciarskich na normalnej skoczni wygrał nieoczekiwanie Piotr Żyła, zdobywając indywidualne mistrzostwo świata – pierwsze dla siebie i ósme dla Polski. Przed nim cztery złote medale w światowym czempionacie wywalczył Adam Małysz, a po jednym Wojciech Fortuna, Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie forma naszych skoczków była wielką niewiadomą, bo w ostatnich tygodniach wyniki osiągane przez nich w turniejach Pucharu Świata były, delikatnie mówiąc, dalekie od oczekiwań i od tego, do czego nas przyzwyczaili w pierwszej części sezonu. Ale w ostatnich zawodach przed światowym czempionatem, rozegranych na normalnej skoczni w rumuńskim Rasnovie, Kamil Stoch był drugi, a czołowej piątce znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był czwarty) i Piotr Żyła. Punkty do klasyfikacji generalnej zdobyli też Klemens Murańka i Andrzej Stękała. Wydawało się więc, że tuż przed najważniejszą imprezą sezonu nasi kadrowicze wrócili, jak zwykli sami mawiać” do „dobrego skakania”. Sensacją zawodów w Rasnovie była dyskwalifikacja zwycięzcy konkursu Norwega Helvora Graneruda, którego ukarano za nieprzepisowy kombinezon. Z tego samego powodu zdyskwalifikowano też Niemca Markusa Eisenbichlera. Obaj skoczkowie nie kryli rzecz jasna oburzenia, ale najbardziej z powodu decyzji sędziów pieklił się Norweg. Nikt w stawce skoczków nie stanął w jego obronie, co każe przypuszczać, że inni zawodnicy nie do końca są przekonani, że dominacja Graneruda w tym sezonie to efekt jedynie jego nagłego wzrostu sportowej formy.
Tydzień po wpadce przy kontroli sprzętu w Rasnovie lider Pucharu Świata zaliczył jeszcze bardziej spektakularną wpadkę, zawalając skok w pierwszej serii konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Oberstdorfie. Granerud skoczył tylko 99 metrów i zajmował miejsce dopiero w drugiej dziesiątce. Ale nie tylko on „poległ” na pierwszej próbie. Wśród tych, którzy zaliczyli słabe skoki, znalazł się też nieoczekiwanie Kamil Stoch. Ale o ile lider norweskiej kadry w drugiej serii poszedł na całość i szybując na odległość 103 m zdołał przesunąć się w końcowej klasyfikacji aż na czwartą lokatę, to z lidera biało-czerwonych po pierwszej nieudanej próbie uszło całkowicie powietrze. Dwa słabe skoki po 96 metrów dały mu dopiero 22. lokatę. Mistrzowskiego tytułu na normalnej skoczni wywalczonego na poprzednich mistrzostwach świata nie obronił Dawid Kubacki, ale on przynajmniej znalazł się w ścisłej czołówce i do końca walczył o miejsce na podium. Ostatecznie zakończył rywalizację na piątej pozycji.
Polscy kibice niepowodzenia obu mistrzów świata znieśli jednak łatwo, bo w sobotę na pierwszy plan z „żelaznego tercetu” wysunął się najmniej utytułowany z nich – Piotr Żyła. W pierwszej próbie uzyskał rewelacyjną odległość 105 metrów i objął prowadzenie w konkursie. W drugiej serii warunki pogodowe od kapitalnego skoku Graneruda zaczęły się pogarszać, dzięki czemu Norweg zdołał wyprzedzić aż dwunastu skoczków. Przed ostatnim w konkursie skokiem Żyły Granerud zajmował trzecią lokatę i pewnie modlił się w duchu, żeby Polak nie wytrzymał presji i popsuł swój skok, bo wtedy on zdobyłby co prawda brązowy, ale pierwszy medal mistrzostw świata. Nic z tego. Żyła w drugiej próbie skoczył 102,5 m i pewnie zdobył tytuł, zostając w wieku 34 lat najstarszym mistrzem świata w historii. Zdobyty przez niego złoty medal jest osiemnastym wywalczonym przez polskich skoczków w światowym czempionacie.
Top 5 konkursu MŚ na skoczni H-95

Top 10 konkursu MŚ na skoczni H-95:

1. Piotr Żyła (Polska) 105/102,5 m – 268,8 pkt

2. Karl Geiger (Niemcy) 103,5/102 m – 265,2 pkt

3. Anze Lanisek (Słowenia) 102,5/101 m – 261,5 pkt

4. Halvor Egner Granerud (Norwegia) 99/103 m – 259,7 pkt

5. Dawid Kubacki (Polska) 102/99 m – 257,1 pkt

6. Robert Johansson (Norwegia) 100/101 m – 256,5 pkt

7. Michael Hayboeck (Austria) 101/97,5 m – 253,9 pkt

8. Bor Pavlovcic (Słowenia) 101,5/98 m – 253,4 pkt

9. Daniel Andre Tande (Norwegia) 101/98 m – 251,6 pkt

10. Stefan Kraft (Austria) – 100,5/97,5 – 251,2 pkt

22. Kamil Stoch (Polska) 96/96 m – 236 pkt

30. Andrzej Stękała (Polska) 95/87,5 m – 211,6 pkt

36. Klemens Murańka (Polska) 93 m – 108 pkt

MŚ 2021 w narciarstwie klasycznym: Pogoda i wirus szaleją w Oberstdorfie

W środę 24 lutego rozpoczynają się w Oberstdorfie mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym i potrwają do 7 marca. Polacy w rywalizacji skoczków, biegaczy narciarscy w kombinacji norweskiej na medale mogą liczyć jedynie na tych pierwszych. Impreza z powodu panującej w Niemczech wiosennej pogody oraz wprowadzonych w tym kraju ostrych obostrzeń epidemicznych zapowiada się na trudne organizacyjne wyzwanie.

Mistrzowskiego tytułu na skoczni normalnej będzie bronił Dawid Kubacki. Kamil Stoch w poprzednim światowym czempionacie w Seefeld wywalczył srebrny medal, ale lider naszej kadry zawsze celuje w najcenniejsze trofea. Rywale są jednak w tym sezonie bardzo mocni, zwłaszcza Norweg Helvor Granerud i Niemiec Markus EisenBichler, więc zdobyć w Oberstdorfie medale z najcenniejszych kruszców będzie bardzo trudno. Największe szanse na to nasi skoczkowie mają chyba w konkursie drużynowym, chociaż realna ocena sił wskazuje, że na wyprzedzenie Norwegów i Niemców raczej w tej chwili ich nie stać, ale o miejsce na najniższym stopniu podium są w stanie powalczyć z ekipami Austrii, Japonii i Słowenii. Trudno jednak w tej chwili cokolwiek prorokować, bo prognozy pogody pokazują, że do Oberstdorfu zawitała przedwczesna wiosna, a od poniedziałku temperatury przekraczają 10 stopni Celsjusza, a w czwartek ma być nawet 17 stopni na plusie. Pogoda okaże się łaskawsza dla organizatorów i uczestników mistrzostw dopiero dwa dni później, akurat gdy do rywalizacji na skoczni normalnej przystąpią mężczyźni. Temperatura ma spaść do pięciu stopni na plusie, a siła wiatru ma nie przekraczać 1 m/s.
Z powodu wprowadzonych przez niemieckie władze obostrzeń epidemicznych związanych z nową fala pandemii koronawirusa, po raz pierwszy od lat na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym nie wybrali się działacze Polskiego Związku Narciarskiego. Cały ciężar zarządzania reprezentacją Polski na tej imprezie spadł więc na barki Adama Małysza, który został obarczony rola szefa polskiej misji. „Nie będzie to dla mnie nowość, bo już taką funkcję pełniłem w czasie mistrzostwa świata juniorów” – zapewnia Małysz. Nasz legendarny skoczek narciarski ma wiele zastrzeżeń do organizatorów mistrzostw. Wcześniej testy PCR na obecność koronawirusa miano robić uczestnikom mistrzostw co 4-6 dni, ale w związku z tym, że zaczynają się pojawiać mutacje tego wirusa, niemieckie służby epidemiczne wydały zarządzenie, że wszyscy bez wyjątku uczestnicy światowego czempionatu w Oberstdorfie muszą dodatkowo wykonywać co dwa dni szybkie testy antygenowe. „To masakra, co oni wymyślili. Wszyscy już mają dosyć tego ciągłego testowania, a tu dokładają jeszcze kolejne. Nie wiem, co chcą udowodnić, bo przecież te testy są robione na bieżąco. To wszystko kosztuje niemałe pieniądze. W tym momencie moim zdaniem to już zaczyna robić się z tego jakiś biznes” – uważa Adam Małysz. I dodaje: „Przecież skoro mamy robić testy co dwa dni i do tego płacić za nie horrendalne kwoty, może lepiej było odwołać te mistrzostwa skoro mają obawy”.
Małysz obawia się też tego, że wprowadzenie dodatkowych testów doprowadzi do pomyłek, które mogą nawet wypaczyć przebieg rywalizacji. Mogą przecież pojawić wyniki niejednoznaczne, jak miało to miejsce w przypadku Klemensa Murańki przed Turniejem Czterech Skoczni. Ciekawe kogo taki pech dopadnie podczas czempionatu w Oberstdorfie…

Odrodzenie Stocha w Rasnovie

W ostatnim przed rozpoczynającymi się w najbliższy weekend światowym czempionacie konkursie Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie nasi zawodnicy znów liczyli się w rywalizacji. Najlepiej z biało-czerwonych wypadł Kamil Stoch, który zajął drugą lokatę i po raz 79. w karierze stanął na podium.

Tydzień wcześniej Stoch zdobył w Zakopanem ledwie 19 punktów do klasyfikacji generalnej PŚ. Tak słabego weekendu z dwoma indywidualnymi konkursami nie miał od listopada 2016 roku, gdy w konkursach w Kuusamo wywalczył tylko 14 pkt. Nic dziwnego, że trzykrotny mistrz olimpijski wpadł w lekką panikę i zamiast jechać ponad tysiąc kilometrów na zawody do Rasnova, rozważał pozostanie w kraju i spokojny trening przed wyjazdem do Oberstdorfu na mistrzostwa świata. Trener kadry Michal Doleżal przekonał go jednak, że lepiej będzie podtrzymać rytm startowy i jak się okazało, czeski szkoleniowiec miał pod tym względem rację. I nie tylko w tym, nie pomylił się także zmieniając Stochowi odrobinę pozycję najazdową. Nie od razu przyniosło to efekt, bo w pierwszym skoku treningowym lider naszej kadry zajął dopiero 29. miejsce na 49 startujących skoczków. Nie rozwiało to więc jego niepokoju, ale potem było już coraz lepiej i 34-letni mistrz z każdym skokiem odzyskiwał moc.
W rozegranym w piątek konkursie indywidualnym dość nieoczekiwanie zajął trzecią lokatę, ale po dyskwalifikacji Helvora Graneruda za nieprzepisowy kombinezon awansował na drugą pozycję. W skokach znów jednak zdecydowanie najlepszy był Norweg (97 m i 96,5 m), także drugi na skoczni Japończyk Ryoyu Kobayashi (94 m i 96 m), lecz dwa skoki Stocha (94 m i 95 m) znów wywindowały go do czołówki. Z Kobayashim przegrał zaledwie o 0,3 pkt. Halvor Egner Granerud i Markus Eisenbichler zostali zdyskwalifikowani po swoich skokach w drugiej serii konkursu Pucharu Świata w Rasnovie i przesunięci na koniec stawki. Przyczyną ich dyskwalifikacji były za duże kombinezony – zarówno u Graneruda, jak i Eisenbichlera. Granerud stracił więc pierwszą lokatę i dwunasty triumf w zawodach Pucharu Świata w tym sezonie, a z jego wpadki skorzystali Kobayashi i Stoch, a także Karl Geiger, który z czwartego awansował na trzecie miejsce.
Stoch kolejny raz w tym sezonie pokazał, że mimo często niewytłumaczalnych problemów z pozycją najazdową zawsze wraca na bardzo wysoki poziom. Przecież tak było po nieudanych dla niego mistrzostwach świata w lotach, gdy nagle i niespodziewanie stał się dominatorem Turnieju Czterech Skoczni. Tak było też po nieudanych i frustrujących treningach w Willingen i Klingenthal, gdzie potem sensacyjnie wskakiwał na podium Pucharu Świata. I tak było teraz w Rasnovie po bardzo niepokojącym Zakopanem. „Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, zęby ulepszać te skoki. Tutaj ruszyło coś do przodu, zrobiłem krok do przodu. Nie będę sobie jednak robił żadnych nadziei” – przyznał przed kamerami TVP Sport nasz najlepszy skoczek. Na razie może się jednak cieszyć z tego, że już po raz 79. w karierze stanął na podium zawodów PŚ. Pod tym względem zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Lepsi od niego są już tylko Fin Janne Ahonen (108 razy na podium), Adam Małysz (92), Austriak Gregor Schlierenzauer (88) i Szwajcar Simon Ammann (80).
Po Rasnovie w sercach polskich kibiców odżyły nadzieje, że może Stoch zdoła poskromić w Oberstdorfie coraz bardziej aroganckiego Graneruda, ale na rumuńskiej skoczni do dobrego skakania wrócił też Dawid Kubacki, który zajął tak nielubianą przez niego czwartą lokatę tracąc do trzeciego Geigera tylko 0,1 pkt. Tuż za nim na 5. miejscu konkurs ukończył Piotr Żyła, natomiast na 16. pozycji uplasował się Klemens Murańka, na 19. Jakub Wolny, a na 22. Andrzej Stękała. I ta szóstka zawodników w najbliższy weekend pojedzie do Oberstdorfu powalczyć o medale mistrzostw świata.

Klasyfikacja Pucharu Świata:

  1. Halvor Granerud (Norwegia) – 1544 pkt;
  2. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 1018;
  3. Kamil Stoch – 944 pkt;
  4. Robert Johansson (Norwegia) – 774 pkt;
  5. Dawid Kubacki – 758 pkt;
  6. Anże Lanisek (Słowenia) – 749 pkt;
  7. Piotr Żyła – 743 pkt;
  8. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 659 pkt;
  9. Marius Lindvik (Norwegia) – 612 pkt;
  10. Karl Geiger (Niemcy) – 566 pkt;
  11. Andrzej Stękała – 444 pkt;
  12. Jakub Wolny – 146 pkt;
  13. Klemens Murańka – 139 pkt;
  14. Aleksander Zniszczoł – 81 pkt;
  15. Paweł Wąsek – 62 pkt;
  16. Maciej Kot – 17 pkt;
  17. Stefan Hula – 2 pkt;
  18. Tomasz Pilch – 1 pkt.

Klasyfikacja Pucharu Narodów:

  1. Norwegia – 5015 pkt; 2. Polska – 4387 pkt;3. Niemcy – 3441 pkt; 4. Austria – 2957 pkt; 5. Słowenia – 2535 pkt; 6. Japonia – 2342 pkt; 7. Szwajcaria – 501 pkt; 8. Rosja – 434 pkt; 9. Finlandia – 287 pkt; 10. Kanada – 116 pkt; 11. Estonia – 45 pkt; 12. Francja – 25 pkt; 13. Bułgaria – 19 pkt; 14. Włochy – 9 pkt; 15. Czechy – 6 pkt.

Granerud pierwszy też przy kasie

Halvor Egner Granerud po zawodach Pucharu Świata w Klingenthal powiększył swoją przewagę nad konkurentami nie tylko w klasyfikacji generalnej, ale też na liście płac. Norweski skoczek zarobił już w tym sezonie 183 tys. franków szwajcarskich. Drugi pod tym względem lider polskiej kadry Kamil Stoch zarobił natomiast blisko 128 tys. franków.

W miniony weekend Granerud ponownie zgarnął całą pulę inkasując za zwycięstwo w obu konkursach indywidualnych 23 tys. franków szwajcarskich. W sumie po 22 rozegranych do tej pory zawodach lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobił 183 tys. CHF (ok. 773 tys. złotych). Stoch, który w sobotę był drugi, a w niedzielę szósty, jest wiceliderem na liście płac z kwotą 127 950 CHF (ok. 540 tys. złotych), wliczając w to 20 tys. franków za triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Na trzecim miejscu pod względem oficjalnych zarobków plasuje się Niemiec Markus Eisenbichler (115 850 CHF, ok. 489 tys. złotych), a za nim dwie kolejne lokat zajmują polscy zawodnicy – Piotr Żyła z dorobkiem 86 050 franków (ok. 359 tys. złotych) i Dawid Kubacki z dorobkiem 82 900 franków (ok. 350 tys. złotych). Żyła w sobotę był czwarty, a w niedzielę dopiero 17., natomiast Kubacki w sobotę był szósty, a w niedzielę siódmy. Pozostali skoczkowie polskiej kadry zarobili dużo mniej. Andrzej Stękała 49 500 CHF (ok. 209 tys. zł), Klemens Murańka 15 550 CHF (ok. 65,6 tys. zł), Jakub Wolny 13 400 CHF (ok. 56,5 tys. zł), Aleksander Zniszczoł 8 100 CHF (ok. 34 tys. zł), Paweł Wąsek 6 150 CHF (ok 26 tys. zł), a Maciej Kot 1 650 CHF (ok. 7 tys. zł).
W kolejny weekend skoczkowie ponownie zawitają do Zakopanego, gdzie FIS ulokował zastępczo zawody w miejsce odwołanych z powodu obostrzeń epidemicznych przedolimpijskich imprez w Pekinie, więc reprezentanci Polski w swoim mateczniku będą mieli szansę nie tylko na podreperowanie punktowego konta w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale także solidny zarobek. FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy franków szwajcarskich. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej premiuje już jednak symboliczną kwotą 100 franków. Triumf w konkursie drużynowym jest nagradzany premią w wysokości 7500 franków, ale do podziału na całą drużynę.

Kamil Stoch lubi skakać w Willingen

Norweg Halvor Egner Granerud wygrał sobotni konkurs indywidualny w Willingen. Drugie miejsce zajął jego rodak, Daniel Andre Tande, a trzecie Kamil Stoch, dla którego było to siódme miejsce podium wywalczone w zawodach na skoczni Muehlenkopfschanze oraz 77. w karierze w zawodach Pucharu Świata.

Dobry występ Stocha trudno rzecz jasna uważać za sensację, bo trzykrotny mistrz olimpijski od lat niezmiennie jest liderem naszej kadry i na ogół jej najmocniejszym ogniwem, ale pewna niespodzianką jednak był, bo przecież dzień wcześniej w kwalifikacjach do sobotniego konkursu po słabym skoku na odległość 129 m zajął dopiero 29. miejsce. Swoje pięć minut mieli jego młodsi koledzy – kwalifikacje wygrał Andrzej Stękała wynikiem 152 metry, ale nie mniejszą sensację sprawił Klemens Murańka, który trafił na sprzyjające warunki wietrzne i skoczył aż 153 metry, ustanawiając nowy rekord skoczni w Willingen, który wcześniej współdzieliło dwóch skoczków – legendarny Fin Janne Ahonen (2005) oraz Słoweniec Jurij Tepes (2014). Murańka miał jednak problemy przy lądowaniu i otrzymał słabe noty, więc w efekcie zajął dopiero piąte miejsce. Dalej od Stocha skoczyli też szósty Piotr Żyła (148 m) i siódmy Dawid Kubacki (136,5 m), a słabiej wypadli jedynie Jakub wolny i Aleksander Zniszczoł.
Polacy w ostatnich występach nieco zatracili swoją wysoką dyspozycję i nie potrafili włączyć się do walki o czołowe lokaty. W poprzedni weekend w Lahti, w konkursie indywidualnym, najlepszy z biało-czerwonych, Piotr Żyła, zajął dopiero 11. lokatę. Po raz pierwszy od ponad roku w czołowej dziesiątce zawodów nie było więc żadnego Polaka. Trener naszej kadry Michal Doleżal znalazł w końcu przyczynę tego lekkiego załamania formy, ale najdłużej musiał diagnozować przypadek Stocha. Efekty przyszły w odpowiednim momencie, bo już w sobotnim konkursie lider naszej kadry znów w ścisłej czołówce. Ostatnie konkursy indywidualne nie były dla niego udane, bo trzy razy z rzędu plasował się poza Top 10, ale obiekt w Willingen to jedna z jego ulubionych skoczni. Wygrywał na niej trzykrotnie i aż sześć razy stał na podium. W sobotnim konkursie zajął trzecią lokatę, co oznaczało, że właśnie został pierwszym skoczkiem w historii, który na Muehlenkopfschanze stawał na podium siedem razy w indywidualnych konkursach Pucharu Świata.
Klemens Murańka nie powtórzył rezultatu z kwalifikacji. Skoczył zaledwie 125 m i nie awansował nawet do drugiej serii. Taki sam los spotkał Aleksandra Zniszczoła, który wylądował na 124,5 m. Nieco lepiej powiodło się Jakubowi Wolnemu – po skoku na 127 m był 27. po pierwszej serii. Taką samą odległość uzyskał też Andrzej Stękała, zajmując 21. lokatę po pierwszym skoku. Z tylnym wiatrem nie poradził też sobie Piotr Żyła, który plasował się w drugiej dziesiątce. W zmieniających się warunkach Dawid Kubacki skoczył 138,5 m i był ósmy, a Kamil Stoch z wynikiem 142,5 m zajmował czwartą lokatę. Obaj mieli dobrą sytuację by powalczyć w drugiej serii o czołowe miejsca. Po pierwszej serii prowadził niesamowity w tym sezonie Norwego Halvor Egner Granerud, drugi był jego rodak Daniel Andre Tande, a trzeci niespodziewanie Słoweniec Bor Pavlović.
Drugą serię znakomicie rozpoczął Jakub Wolny, który wylądował na 138 metrze, swoją pozycję poprawił też Andrzej Stękała, który zajął 20. lokatę, poprawił się też Piotr Żyła awansując po skoku na odległość 141 metrów na dziewiąte miejsce. Niestety, Dawid Kubacki trafił na gorsze warunki i wylądował na 140 metrze, co pozwoliło mu na zajęcie piątego miejsca. Z naszych skoczków w rywalizacji o czołowe lokaty na placu boju pozostał więc tylko Kamil Stoch, któremu wiatr wybitnie nie sprzyjał, więc zaliczył tylko 135,5 m. Mimo to objął prowadzenie, ale bez większych nadziei czekał na występ czołowej trójki skoczków. Bor Pavlovcić nie udźwignął jednak presji i mimo dłuższego o metr skoku spadł za Stocha na czwartą pozycję. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski mógł zatem już świętować 77. podium w karierze, ale dwaj norwescy skoczkowie nie oddali mu miejsc na wyższych stopniach. Triumfował Halvor Egner Granerud (1245,5 m), drugą lokatę wywalczył Daniel Andre Tande (140,5 m).
W klasyfikacji generalnej cyklu Willingen Six, do którego w tym roku organizatorzy zaliczają sześć skoków – cztery konkursowe i dwa kwalifikacyjne, przed niedzielnymi kwalifikacjami i konkursem (zakończyły się po zamknięciu wydania) prowadził Halvor Egner Granerud z dorobkiem 419,7 pkt, drugi był Daniel Andre Tande (407,1 pkt), a trzeci Dawid Kubacki (384,8 pkt). Kolejne lokaty w Top 10 zajmowali: 4. Niemiec Markus Eisenbichler (384,5 pkt), 5. Piotr Żyła (377,6 pkt), 6. Norweg Marius Lindvik (374,6 pkt), 7. Kamil Stoch (374,5 pkt), 8. Słoweniec Bor Pavlovcic (371,8 pkt), 9. Japończyk Ryoyu Kobayashi (365,9 pkt), a 10. Andrzej Stękała (360,5 pkt).

Znów zaważył jeden słaby skok

W konkursie drużynowym w Lahti znów jeden słabszy skok, tym razem w wykonaniu Dawida Kubackiego, odebrał Polakom zwycięstwo. Tym razem skorzystali Norwegowie. Dla biało-czerwonych było to 30. podium w rywalizacji zespołowej – na ten dorobek składa się siedem zwycięstw, dwanaście drugich oraz jedenaście trzecich miejsc.

W piątek w Lahti wiał silny wiatr i padał gęsty śnieg, z tego powodu organizatorzy musieli odwołać treningi oraz kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal decyzję o składzie zespołu na sobotni konkurs drużynowy podjął po sobotnich skokach treningowych. Sensacji nie było i w ekipie biało-czerwonych wystartowali w kolejności Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Po pierwszych skokach Żyły, Stękały i Stocha Polacy prowadzili, ale po słabym skoku Kubackiego spadli na trzecie miejsca, ze stratą 16,2 pkt do prowadzących Norwegów i 6,7 pkt do drugich w klasyfikacji Niemców. W drugiej serii już nikt w polskiej drużynie nie nawalił, ale to pozwoliło jej tylko na wyprzedzenie reprezentacji Niemiec. Norwegowie wytrzymali presję i utrzymali prowadzenie, także w klasyfikacji Pucharu Narodów. Norwegia ma 3274 pkt, druga jest Polska (3190 pkt),a trzecie miejsce zajmuje ekipa Niemiec (2573 pkt). Kolejne lokaty w czołowej szóstce zajmują: Austria (2195 pkt), Słowenia (1638 pkt) i Japonia (1563 pkt).
Z naszych skoczków w konkursie drużynowym najlepiej wypadł Kamil Stoch, który był trzeci za Niemcem Karlem Geigerem i Austriakiem Stefanem Kraftem. Andrzej Stękała zajął dziewiątą lokatę, Piotr Żyła 11., a Dawid Kubacki 17. Nic dziwnego, że żaden z Polaków nie znalazł się w gronie faworytów do niedzielnego konkursu indywidualnego . Przewidywania bukmacherów okazały się trafne, bo w niedzielę na skoczni w Lahti polscy skoczkowie byli tylko tłem dla rywali i żaden nie znalazł się nawet w czołowej dziesiątce konkursu, co jest najgorszym występem biało-czerwonych w tym sezonie . Najlepszy z naszych, Piotr Żyła, zajął 11. lokatę, Andrzej Stękała był 15., Kamil Stoch 16., Jakub Wolny 22., Dawid Kubacki 23. , Aleksander Zniszczoł 29., a Paweł Wąsek 32. Konkurs wygrał Norweg Robert Johansson, przed Niemcami Markusem Eisenbichlerem i Karlem Geigerem. W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadząca Norwegia powiększyła przewagę nad naszą drużyną z 84 do 232 punktów.

Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.