Żyła pokonał Stocha

Piotr Żyła wygrał Letnie Mistrzostwa Polski na skoczni w Szczyrku (HS 104). Drugie miejsce zajął Kamil Stoch, a trzecie Stefan Hula. W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się Kinga Rajda.

Żyła objął prowadzenie w konkursie w pierwszej serii, ale w drugiej musiał postawić wszystko na jedną kartę, żeby odeprzeć atak drugiego w klasyfikacji Stocha. I wytrzymał presję oddając rekordowy skok na odległość 111 m. To wystarczyło do zwycięstwa mimo problemów przy lądowaniu. Żyła zgromadził 266,4 pkt i pokonał bardziej utytułowanego kolegę z kadry o 2,5 pkt (263,9). Brązowy medal wywalczył Stefan Hula (262,7), który także oddał rewelacyjny skok w drugiej serii i uzyskał 107 m i jako jedyny oprócz Żyły przekroczył rozmiar skoczni (104 m). Czwarte miejsce przypadło niedawnemu triumfatorowi Letniej Grand Prix Dawidowi Kubackiemu (251,4), piąte wywalczył Maciej Kot (250), szóste Andrzej Stękała (245,7), siódme Paweł Wąsek (237,5), ósme Klemens Murańka (237), dziewiąte Aleksander Zniszczoł (233,7), a Top 10 zamknął Kacper Juroszek (226,5).
W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się Kinga Rajda z SSR LZS Sokół Szczyrk. Wicemistrzostwo zdobyła Joanna Szwab, a trzecie miejsce zajęła Nicole Konderla.

Wcześniej odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski. W nich najlepsza okazała się ekipa AZS Zakopane w składzie Mateusz Gruszka, Krzysztof Leja, Andrzej Stękała i Maciej Kot. Dwa kolejne miejsca na podium zajęły zespoły Wiślańskiego Stowarzyszenia Sportowego II (Artur Kukuła, Bartosz Czyż, Szymon Jojko, Tomasz Pilch) oraz TS Wisła Zakopane I (Klemens Murańka, Dawid Jarząbek, Adam Niżnik, Dawid Kubacki). Czwartą lokatę zajęła klubowa ekipa Kamila Stocha, KS Eve-nement Zakopane.

 

Kubacki znów najlepszy w Letniej Grand Prix

Dawid Kubacki co prawda zajął piąte miejsce w rozegranym w ekstremalnych warunkach sobotnim konkursie Letniej Grand Prix w Klingenthal, ale ten wynik wystarczył mu to zajęcia pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej cyklu.

Turniej zakończono po rozegraniu tylko jednej serii, a niespodziewanie najlepszy okazał się Słoweniec Anze Lanisek, przed Norwegiem Mariusem Lindvikiem i naszym Piotrem Żyłą. Przed ostatnim konkursem Letniej Grand Prix Dawid Kubacki zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej ze stratą zaledwie 10 punktów do prowadzącego Japończyka Yukiyi Sato. Ostatecznie organizatorom udało się przeprowadzić tylko jedną serię. Odbyła się ona w bardzo trudnych warunkach, przy mocnym wietrze i padającym deszczu. Skoczkowie po konkursie przyznawali szczerze, że bali się jak nigdy.

Kubacki, który w cuglach wygrał piątkowe kwalifikacje, w sobotę skoczył 131,5 metra i ta odległość wystarczyła mu na zajęcie dopiero piątej lokaty. Ale Sato skoczył słabiej od niego, bo zaliczył tylko 127 metrów i zajął 11. miejsce. Ponieważ drugiej serii już nie rozgrywano, Kubacki awansował na pierwsze miejsce w „generalce” i po raz drugi w karierze wygrał Letnią Grand Prix, chociaż startował tylko w połowie z ośmiu konkursów, a Japończyk we wszystkich. W ostatnich zawodach punkty zdobywali cała siódemka polskich skoczków (Piotr Żyła był 3., Jakub Wolny 7., Klemens Murańka 13., Maciej Kot 14., Kamil Stoch 25., a Stefan Hula 27.).

W klasyfikacji generalnej Kubacki wygrał z wynikiem 305 pkt, Sato miał na koncie 294, a trzeci Słoweniec Timo Zajac 268 punktów. W Top 30 zestawienia najlepszych zawodników w tegorocznej edycji Letniej Grand Prix znalazło się jeszcze pięciu polskich skoczków: ósme miejsca zajął Żyła (205 pkt), piętnaste Stoch (138), siedemnaste Kot (126), osiemnaste Wolny (120), a Aleksander Zniszczoł był na 28. miejscu z dorobkiem 82 pkt. Dalsze lokaty zajęli: 31. Paweł Wąsek (74 pkt), 32. Klemens Murańka (68), 33. Andrzej Stękała (62), a najsłabszy z Polaków, Stefan Hula (20 pkt) był 53.

Ostatni konkurs LGP nie przyniósł natomiast zmian w klasyfikacji Pucharu Narodów. Już wcześniej wygraną zapewnili sobie Japończycy (2185 pkt), a drugą lokatę zajęli Polacy (1950 pkt). Trzecie miejsce na podium zajęli Słoweńcy (1427 pkt).

 

Japończycy odskoczyli Polakom

Japończycy znakomicie wykorzystali rolę gospodarzy zawodów Letniej Grand Prix. Oba konkursy wygrał startujący po raz pierwszy w tegorocznej edycji Ryoyu Kobayashi, ale nowym liderem klasyfikacji generalnej został jego kolega z reprezentacji Yukiya Sato. Japończycy powiększyli też swoja przewagę nad rywalami w Pucharze Narodów.

Ryoyu Kobayashi na skoczni w Hakubie nie miał sobie równych. 24-letni japoński skoczek pewnie wygrał oba konkursy indywidualne. Jego rodak Yukiya Sato w piątkowych zawodach zajął drugie miejsce, natomiast w sobotnich uplasował się o jedno miejsce niżej. Ale powiększył swój dorobek do 244 punktów, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej Letnij Grand Prix. Tuż za jego plecami znajduje się nieobecny w Japonii Słoweniec Timi Zajc (236 pkt). Trzy kolejne lokaty w zestawieniu także zajmują Japończycy – trzeci jest Naoki Nakamura (225 pkt), czwarty Keiichi Sato (210 pkt), a piąty Ryoyu Kobayashi (200 pkt). Najlepszy z Polaków Dawid Kubacki spadł na ósma pozycję (160 pkt), a wyprzedzają go jeszcze Niemiec Karl Geiger (192 pokt) i Rosjanin Jewgienij Klimow (175 pkt).

Pozostali nasi skoczkowie zajmują lokaty poza czołową dziesiątką. Kamil Stoch jest 12. (112 pkt), Piotr Żyła 18. (85 pkt), Aleksander Zniszczoł 20. (82 pkt), Jakub Wolny 22. (77 pkt), Paweł Wąsek 24. (74 pkt), Maciej Kot 27. (63 pkt), Andrzej Stękała 28. (62 pkt), Klemens Murańka 33. (48 pkt), a najsłabszych z naszych zawodników Stefan Hula jest 49. z dorobkiem 15 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadza z dorobkiem 2032 pkt Japończycy, przed Polską (1528 pkt), Słowenią (1211 pkt), Norwegią (1180 pkt), Niemcami (1151 pkt), Austrią (593 pkt), Rosją (474 pkt), Szwajcarią (276 pkt), Czechami (240 pkt), a czołową dziesiątkę zamyka ekipa USA (37 pkt).

 

Polskie podium w Zakopanem

To był udany występ polskich skoczków w Letniej Grand Prix w Zakopanem. W sobotę biało-czerwoni zajeli drugie miejsce w konkursie drużynowym, przegrywając jedynie z Japończykami, ale w niedzielę zdominowali rywalizacje w konkursie indywidualnym. Wygrał Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim, a w czołowej ósemce znalazło się aż czterech naszych zawodników.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni w pierwszej serii mocno rozczarowali licznie przybyłych pod Wielką Krokiew kibiców, bo zajmowali dopiero piątą lokatę. Drugie próby w wykonaniu Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego były już jednak zdecydowanie lepsze i nasza reprezentacja wywindowała się ostatecznie na drugie miejsce. Znakomicie spisał się zwłaszcza Kubacki, który oddał dwa znakomite skoki. Rywalizację wygrali Japończycy, którzy byli liderami po pierwszej serii i pokonali biało-czerwonych różnicą 10,8 pkt. Na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie.
W niedzielnym konkursie indywidualnym, oprócz Stocha, Kubackiego, Wolnego i Żyły, w naszych barwach wystartowali jeszcze Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Stefan Hula. Już po serii próbnej nastroje kibiców były wyborne, bo nasi skoczkowie uzyskiwali świetne rezultaty, zwłaszcza zaś Stoch, który był zdecydowanie najlepszy w całej stawce. Znakomicie skakał też bohater „drużynówki” Kubacki, zajmując trzecie miejsce w zestawieniu próbnych skoków.

Konkurs odbył się jednak w trudnych i zmiennych warunkach. Z siódemki Polaków pierwszy na belce stanął Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na odległość 137,5 metra i objął prowadzenie. Słabo spisał się Stefan Hula, który osiągnął tylko 112 metrów i było jasne, że w drugiej serii nie wystartuje. Zdecydowanie lepiej wypadł Aleksander Zniszczoł lądując na 128 metrze. Sprzyjające warunki wykorzystał Japończyk Yukiya Sato, który wynikiem 145 m poprawił o jeden metr letni rekord skoczni w Zakopanem. Skaczący po nim Jakub Wolny wylądował pięć metrów bliżej. Niewiele gorzej wypadł Piotr Żyła, który uzyskał 138 m. Taką sama odległość wpisał na swoje kontro Dawid Kubacki. Tylko Maciej Kot z wynikiem 125 m musiał obawiać się o awans do drugiej rundy. Ale na trybunach trwała fiesta, bo po pierwszej serii prowadził wprawdzie Sato, lecz za nim byli Wolny, Stoch, Żyła i Kubacki.

Rywalizację w serii finałowej mocno psuła zmienna aura, ale ostatecznie udało się ją dokończyć. Zmagania najlepszej dziesiątki zawodników zapoczątkował Japończyk Yuken Iwasa, skacząc 133,5 metra. Pojawienie się na rozbiegu Kubackiego oznaczało początek decydujących rozstrzygnięć. Nasz skoczek nie zawiódł oczekiwań i skoczył 134,5 m, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w konkursie. Żyła skoczył 3,5 metra i nie wyprzedził kolegi z reprezentacji. Sztuki tej dokonał jedynie Stoch. Lider naszej kadry w drugiej próbie zaliczył odległość 132,5 m i wyprzedził Kubackiego zaledwie o 0,7 pkt. Jakub Wolny nie wytrzymał presji i wylądował na 125 metrze, co zapewniło mu siódmą lokatę. Jako ostatni na belce usiadł świeżo upieczony rekordzista zakopiańskiej Sato. Japończyk w drugiej próbie skoczył jednak znacznie gorzej, bo tylko 131 m i ostatecznie zajął w konkursie trzecie miejsce, za Stochem i Kubackim. Żyła zakończył rywalizację na szóstej pozycji, a Zniszczoł na dwudziestej pierwszej. Maciej Kot ukończył zawody na 31. miejscu, a najsłabszy z naszych zawodników Stefan Hula na 48.

Znakomity występ polskich skoczków zapewnił im awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Biało-czerwoni poprawili swój dorobek do 1355 pkt. Drugą lokatę zajmują Japończycy (1259 pkt), trzecią Słowenia (1143 pkt), czwartą Niemcy (1123 pkt), piątą Norwegia (1075 pkt), szóstą Austria (592 pkt), siódmą Rosja (402 pkt), a ósmą Szwajcaria (197 pkt).
Nasza ekipa może jednak, mimo sporej przewagi, stracić pozycje lidera, bo na kolejne zawody w ramach Letniej Grand Prix w Hakubie nie pojada nasi najlepsi skoczkowie. Trener Michal Doleżal do Japonii wysyła zawodników z kadry B. Będzie im trudno nawiązać walkę z gospodarzami zawodów.

 

Mocna kadra na skoki w Zakopanem

Polski Związek Narciarski ogłosił składy kadry na zawody Letniej Grand Prix w Zakopanem. Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula oraz Aleksander Zniszczoł. W piątek 16 sierpnia odbędą się kwalifikacje, w sobotę konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny.

Zakopane po raz ostatni gościło zawody Letniej Grand Prix w 2011 roku. W tamtej imprezie z Polaków najlepiej spisał się Stoch, który był trzeci. W tegorocznych zmaganiach najwyżej z naszych skoczków sklasyfikowany jest Dawid Kubacki, który zajmuje siódme miejsce z dorobkiem 70 punktów. Ale Kubacki, Stoch i Żyła w Zakopanem wystartują dopiero po raz drugi w tym sezonie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Słoweniec Timi Zajc (200 pkt), przed Niemcem Karlem Geigerem (172) i Rosjaninem Jewgienijem Klimowem (105). W najbliższy weekend odbędą się też zawody Letniego Pucvharu Kontynentalnego we Frensztacie z udziałem Klemensa Murańki, Tomasza Pilcha, Andrzeja Stękały, Pawła Wąska i Kacpra Juroszka. Na tej czeskiej skoczni wystartują tez panie. W naszych barwach o punkty LGP kobiet powalczą Kinga Rajda, Joanna Szwab, Anna Twardosz i Nicole Konderla.

 

Drużyna na medal

W rozegranym w sobotę konkursie drużynowym Letniej Grand Prix w Wiśle nowy trener polskiej reprezentacji Michal Doleżal miał powody do zadowolenia, bo jego podopieczni pokonali wyraźnie zespół Niemiec prowadzony od tego sezonu przez byłego selekcjonera biało-czerwonych, Austriaka Stefana Horngachera.

Pierwsze starty w nowym sezonie zawsze są wielką niewiadomą, ale na tegoroczną inaugurację Letniej Grand Prix kibice skoków narciarskich w Polsce czekali chyba z większym zainteresowaniem niż w kilku poprzednich latach. Ciekawiło ich jak wypadną nasi zawodnicy prowadzeni już przez nowego szkoleniowca, Czecha Michala Doleżala, który w marcu zastąpił na tym stanowisku Stefana Horngachera. Austriak jak powszechnie wiadomo po długich rozterkach ostatecznie wybrał pracę z reprezentacją Niemiec i właśnie konfrontacja jego zawodników z polskimi miała być hitem zmagań na skoczni imienia Adama Małysza w Wiśle.

Przed konkursem atmosferę podgrzał trochę prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, pozwalając sobie na kilka krytycznych uwag pod adresem austriackiego szkoleniowca. A że przy okazji nie szczędził pochwał Doleżalowi, było jasne, że po zawodach nie obejdzie się bez porównań efektów pracy tych trenerów, do niedawna przecież pracujących wspólnie z polską kadrą.

Najbardziej miarodajnym sprawdzianem miał być sobotni konkurs drużynowy. Po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego turnieju indywidualnego trener Doleżal postanowił, że do żelaznego kwartetu naszych zawodników, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły, dołączy skoczek z kadry B Aleksander Zniszczoł, który zaimponował dalekimi skokami.
Czeski szkoleniowiec nie popełnił kadrowej pomyłki, bo w polskim kwartecie nie zawiódł nikt. Najlepszy wynik uzyskał wyrastający na lidera naszej reprezentacji Kubacki, który skokami na odległość 131,5 oraz 128,5 m osiągnął najwyższą indywidualną notę w naszym zespole. Lepszy od niego był tylko rewelacyjny Rosjanin Jewgienij Klimow. W sobotę zdecydowanie dalej niż w piątkowych kwalifikacjach skakał Kamil Stoch. Szczególnie imponująca była druga próba trzykrotnego mistrza olimpijskiego, w której uzyskał aż 134,5 metra. W sumie obie próby zapewniły mu w „drużynówce” czwarty indywidualny wynik. Na Stochu większe wrażenie zrobiły jednak polski hymn odśpiewany przez polskich kibiców podczas dekoracji. „Śpiewać Mazurka Dąbrowskiego z tysiącami kibiców to niesamowite przeżycie, które nigdy się nie znudzi” – podkreślał lider naszej kadry.

Solidnie skakał też Piotr Żyła, który zaliczył 128 i 130 metrów i indywidualnie był szósty. Do swoich utytułowanych kolegów poziomem dostosował się też Zniszczoł. Jego skoki na odległość 125i 124,5 m też przyczynił się do triumfu biało-czerwonych, którzy wygrali konkurs drużynowy” z ogromna przewagą punktową nad drugą Słowenią i trzecią Norwegi. Dopiero na czwartej pozycji zawody ukończyli Niemcy, a za nimi uplasowali się Japończycy, Austriacy, Rosjanie i Czesi. Biało-czerwoni rzecz jasna objęli prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów LGP.

Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Koniec miłości do Stefana

Szef związku narciarskiego Apoloniusz Tajner w końcu szczerze przyznał, co sądzi o byłym trenerze kadry skoczków Stefanie Horngacherze. Prezes PZN stwierdził, że nie żałuje odejścia Austriaka.

W najbliższy weekend na skoczni w Wiśle odbędą się pierwsze zawody Letniej Grand Prix. W niedzielnym konkursie indywidualnym weźmie udział 12 naszych skoczków: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Paweł Wąsek, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł i debiutujący w zawodach tej rangi Kacper Juroszek. Prezes Tajner jest optymistą w ocenie formy biało-czerwonych i zapewnia, że jest bardzo zadowolony z pracy wykonywanej przez obecnego szkoleniowca kadry, Czecha Michala Doleżala. Do tego stopnia, że pozwolił sobie nawet na publiczne wyrażenie kilku cierpkich uwag pod adresem poprzednika Doleżala, Stefana Horngachera, który wybrał pracę selekcjonera reprezentacji Niemiec. „W ogóle mi nie żal, że odszedł. Po zakończeniu zimowego sezonu nasi zawodnicy mieli trochę więcej wolnego. Po dwóch i pół roku pracy z Horngacherem troszeczkę zatem odpoczęli, bo przy nim nie było o tym mowy” – powiedział Tajner.

Sternik polskiego narciarstwa ujawnił przy okazji, że trener Doleżal od samego początku zamieszania z przedłużeniem kontraktu Horngachera z PZN był przygotowany i Zdecydowany na zajęcie miejsca austriackiego szkoleniowca. „Sytuacja ze Stefanem za bardzo się przeciągała. Wszyscy wiedzieliśmy, jak to się skończy, dlatego pozostał nam po tej sprawie niesmak” – podsumował prezes PZN.

Tajner chwali Doleżala za zmiany wprowadzone w pracy sztabów szkoleniowych wszystkich reprezentacji, ale dopiero wyniki konkursów w Wiśle zweryfikują jego opinie.

 

Pożegnalne loty w Planicy

Stefan Horngacher w czwartek przed kwalifikacjami do piątkowego konkursu na mamuciej skoczni w Planicy oświadczył, że w niedzielę w końcu poinformuje, czy pozostanie na stanowisku trenera polskiej kadry.

Horngacher wyjaśnił, że nie chce swoimi sprawami rozpraszać kadrowiczów i dlatego ogłoszenie decyzji odłożył do niedzieli. W Planicy do żelaznej w tym sezonie piątki reprezentantów, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego i Stefana Huli, dołączył niespodziewanie „odstrzelony” z kadry przed mistrzostwami świata w Seefeld Maciej Kot. Biało-czerwoni na słoweńskiej skoczni nie mają wiele do zdobycia. Rywalizacja w Pucharze Świata została już rozstrzygnięta i wygrał już w cuglach Japończyk Ryoyu Kobayashi, a Kamil Stoch co najwyżej może się jeszcze pościgać z Austriakiem Stefanem Kraftem o drugie miejsce, które stracił na jego rzecz po nieudanym starcie w norweskim cyklu Raw Air.

Wprawdzie na mamuciej skoczni w Planicy zawodnicy też rywalizować będą w miniturnieju „Planica Seven”, w którym rok temu triumfował Stoch, lecz nasz trzykrotny mistrz olimpijski na koniec sezonu nie jest w formie dającej nadzieję na obronę tytułu. Nawiasem mówiąc w żadnej jego części w takiej formie nie był, bo przecież nie obronił tytułu w Turnieju Czterech Skoczni i Raw Air.

Faworytem do wygrania serialu siedmiu skoków ma mamuciej skoczni jest Ryoyu Kobayashi, który skokiem na odległość 248 m w cuglach wygrał czwartkowe kwalifikacje do piątkowego konkursu i został pierwszym liderem cyklu „Planica 7”. Z naszych skoczków najdalej poszybował Piotr Żyła, który uzyskał 247,5 m i ustanowił swój nowy życiowy rekord. Niestety, przy lądowaniu miał podpórkę i dostał słabe noty, przez co zajął dopiero 10. lokatę.

Drugie miejsce w kwalifikacjach zajął Niemiec Markus Eisenbichler, któremu, podobnie jak Kobayashiemu, udało się ustać lot na 248 m. Trzeci był Słoweniec Timi Zajc (239 m), czwarty Austriak Stefan Kraft (232 m), a piąty Słoweniec Domen Prevc (228 m). Dwie kolejne lokaty zajęli Stoch (224 m) i Kubacki (229 m). Z biało-czerwonych do piątkowego konkursu awansowali też Jakub Wolny (18. miejsce, 209 m) i przywrócony do kadry A Maciej Kot (31. miejsce, 215 m). Nie zakwalifikował się jedynie Stefan Hula, który zaliczył tylko 178,5 m i zajął 64. miejsce.

Stoch ma jeszcze szansę na zdobycie małej „Kryształowej Kuli” w klasyfikacji lotów narciarskich, zaś nasza reprezentacja jest o krok od triumfu w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni mają zatem o co walczyć w Planicy.

 

Ryoyu Kobayashi pierwszy przy kasie

Najwięcej w tym sezonie zarobił triumfator Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi – 228 733 franków szwajcarskich. Kamil Stoch na liście płac FIS z kwotą 144 600 franków jest trzeci.

Za turniej w Norwegii, który odbywał się na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i mamucie w Vikersund (cztery konkursy indywidualne i dwa drużynowe), Japończyk otrzymał nagrodę dodatkową w postaci 60 tysięcy euro. Wcześniej dodatkowym bonusem został nagrodzony za triumf w Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich). W rywalizacji PŚ zarobił ponadto 228 733 franków (około 869 tys. złotych). Drugie miejsce na liście płac zajmuje Austriak Stefan Kraft (177 800 franków). Kamil Stoch w 34 konkursach zarobił 144 600 franków (ok. 549 500 zł). Za nim na liście płac plasują się dwaj Polacy – Piotr Żyła (124 350 franków) i Dawid Kubacki (116 300 franków). Czołowa czwórka najlepiej zarabiających zawodników to także najlepsi skoczkowie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Pozostali skoczkowie kadry Stefana Horngachera zarobili już znacznie mniej – Jakub Wolny zainkasował 43 400 franków premii (ok. 165 000 zł), Maciej Kot 6950 franków (ok. 26 500 zł), Stefan Hula 6900 franków (ok. 26 000), a Paweł Wąsek zaledwie 400 franków (ok. 1500 zł).

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym wypłaca premię w wysokości 10 tys. franków szwajcarskich, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej FIS wycenia na 100 franków. Triumf w drużynie to 7500 franków. Nie są to wygórowane stawki w porównaniu choćby z narciarstwem alpejskim. Za każde zwycięstwo na stoku FIS płaci 45 tys. franków szwajcarskich.

 

Raw Air nie dla Polaków

Rozegrany w minioną sobotę w ramach Raw Air konkurs drużynowy z powodu silnego wiatru został zakończony po pierwszej serii. Polski zespół stracił prowadzenie w ostatnim skoku, gdy Kamil Stoch awaryjnie wylądował na 112. metrze i ostatecznie zajął czwarte miejsce. Wygrała Norwegia, przed Japonią i Austrią. W niedzielnym konkursie indywidualnym Polacy wypadli jeszcze gorzej.

W zgodnej opinii ekspertów konkurs drużynowy nie powinien się odbyć. I na podparcie swojej opinii wskazują kolosalne różnice w odległości między rekordowym skokiem Roberta Johanssona na odległość 144 metrów i uzyskanie chwilę później przez Kamila Stocha ledwie 112 metrów. Warunki zmieniły się błyskawicznie i odebrały zwycięstwo polskiej drużynie dając je nieoczekiwane Norwegii. Ale ponieważ tydzień wcześniej Dawid Kubacki i Stoch w mistrzostwach świata w Seefeld zdobyli medale na normalnej skoczni, w naszej ekipie nikt nie kruszył z tego powodu kopii. Stoch winę za fatalny skok wziął na siebie i nie szukał usprawiedliwienia w podmuchach wiatru, chociaż dla niego była to podwójna „wtopa”, bo zawalił nie tylko konkurs drużynowy, ale też spadł na dalsze miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu Raw Air, a w tej rywalizacji broni tytułu wywalczonego przed rokiem.

Wiatr, który pomógł Norwegom

Konkurs drużynowy zaczął się zgodnie z planem, ale od początku zapowiadało się, że zakończy się po pierwszej serii. Wiatr dyktował warunki. Jako pierwszy jego skutki odczuł skaczący w pierwszej grupie Karl Geiger. Reprezentant Niemiec jakimś cudem uniknął upadku i zdołał bezpiecznie wylądować, ale wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Drugą lokatę zajęli Polacy po dobrym skoku Piotra Żyła na odległość 122,5 m. Dużego pecha miał skaczący w drugiej grupie Jakub Wolny. Przed jego skokiem podmuchy wiatru ponownie się wzmogły i nasz zawodnik aż czterokrotnie był ściągany z belki startowej. W międzyczasie, ze względu na przedłużającą się przerwę, postanowiono, że tory najazdowe zostaną przetarte przez przedskoczka. Wolny ostatecznie otrzymał szansę dopiero za piątym razem. Skoczył 125 metrów, ale odjęto mu ponad 16 punktów za wiatr pod narty, przez co biało-czerwoni spadli na czwartą pozycję.

Upadkiem zakończyła się próba Mariusa Lindvika. Norweg dostał mocny podmuch pod narty i poszybował na odległość 135,5 metra, ale nie zdołał dobrze wylądować. Na szczęście wyszedł z upadku bez szwanku i szybko wstał o własnych siłach. Znacznie groźniej wyglądał upadek skaczącego zaledwie kilka minut później Stephana Leyhe. Niemiec spadł ze sporej wysokości i z dużą siłą uderzył o zeskok, wskutek czego rozbił sobie nos. Ta sytuacja nie wytrąciły z równowagi Dawida Kubackiego. Świeżo upieczony mistrz świata ze skoczni normalnej skoczył 133 metry, otrzymał wysokie noty za styl i wyprowadził polski zespół na prowadzenie z przewagą wynoszącą 15 punktów.

Przed startem ostatniej, czwartej grupy zawodników wiatr ponownie się wzmógł. Dobre warunki wykorzystał Robert Johansson, któremu podwiało pod narty i poniosło go na niebotyczną odległość 144 metrów. Norweg o trzy metry poprawił dotychczasowy rekord skoczni należący do Andreasa Koflera. Daleko skoczyli także Ryoyu Kobayashi (138,5 m) oraz Markus Eisenbichler (135 m). Kiedy na górze pozostał już tylko Kamil Stoch podmuchy ponownie zelżały i reprezentant Polski wylądował na 112. metrze, przez co biało-czerwoni ponownie spadli na czwarte miejsce. Na półmetku rywalizacji prowadzili Norwegowie, przed Japończykami oraz Austriakami i taka kolejność już nie uległa zmianie, bowiem jury podjęło decyzję o odwołaniu drugiej serii. Tak więc nasi skoczkowie w setnym konkursie drużynowym w historii Pucharu Świata zajęli ostatecznie czwartą lokatę, a za nimi uplasowali się Niemcy.

Na potknięciu polskiego trzykrotnego mistrza olimpijskiego skorzystał Johansson. Norweg po fenomenalnym skoku w drużynówce umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Raw Air (w cyklu sumuje się wyniki wszystkich skoków, także kwalifikacji). Z naszych zawodników daleki skok na 133 m zapewnił awans Dawidowi Kubackiemu na piąte miejsce. Stoch natomiast spadł na 11. miejsce, „oczko” niżej od niego był Jakub Wolny, a Piotr Żyła po drużynówce zajmował 18. lokatę. Ta czwórka wystąpiła w biało-czerwonych barwach w sobotnich zawodach drużynowych z udziałem 10 zespołów.

Indywidualnie też im nie wyszło

Polscy kibice mieli nadzieje, że nasi skoczkowie odkują się w niedzielnym konkursie indywidualnym. W niedzielę na Holmenkollbakken panowały lepsze warunki do skakania niż dzień wcześniej, ale nie idealne. W pierwszej serii najlepiej z Polaków poradził sobie Kamil Stoch, który uzyskał 125,5 m i na półmetku konkursu zajmował szóste miejsce. Kubacki zaliczył 123 m i zajmował 14. lokatę, a Żyła po skoku na odległość 124 m był 16., a Jakub Wolny tuz za nim (124 m). Liderem na półmetku zawodów był Stefan Kraft, który skoczył 134 m i przed finałową kolejką o 6,9 punktu wyprzedzał Roberta Johanssona (127 m). Trzeci był Austriak Daniel Huber (132 m), a czwarty Japończyk Ryoyu Kobayashi (strata 0,1 pkt do Hubera). Stocha i Kobayashiego przedzielał Słoweniec Domen Prevc. W drugiej serii tylko Wolny skoczył przyzwoicie (124 m), ale dało mu to tylko 19. miejsce. Pozostali nasi zawodnicy zawiedli – Stoch zaliczył 117 m (13. miejsce), Kubacki 115 m (24. lokata), a Żyła ledwie 113,5 m (26. pozycja).

Ryoyu Kobayashi zajął piąte miejsce, ale zdobył wystarczająco dużo punktów, żeby przyklepać swój triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W klasyfikacji Raw Air na czele jest Johansson, a najlepszy z Polaków, Kamil Stoch, zajmuje 11. lokatę.