Poszybują na mamucie

Karuzela Pucharu Świata w skokach narciarskich nie zwalnia tempa. W najbliższy weekend na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf odbędą się pierwsze w tym sezonie zawody lotach narciarskich.

Trener kadry Polski Michal Doleżal zabrał do Austrii siedmiu zawodników – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Klemensa Murańkę, Andrzeja Stękałę i Aleksandra Zniszczoła. Nasi skoczkowie nie są jednak zaliczani do grona faworytów konkursów na mamuciej skoczni w Bad Mitterndorf. Przed tygodniem w Willingen kontakt z czołówka z naszych zawodników utrzymał jedynie Stoch, a z pozostałych słabo spisał się nawet rewelacyjnie spisujący się wcześniej Kubacki.
Gospodarze zawodów liczą na zwycięstwo rodaka i wierzą, że dokona tego lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Stefan Kraft. Austriak prowadzi z przewagą 68 punktów nad Niemcem Karlem Geigerem i 173 punktów nad Dawidem Kubackim. Kraft 18 razy w karierze stawał na najwyższym stopniu podium w zawodach PŚ, po raz ostatni 2 lutego w Sapporo, ale chociaż wydaje się to niewiarygodne, jeszcze nigdy nie wygrał konkursu Pucharu Świata w rodzinnym kraju. Być może na skoczni Kulm, gdzie rekord obiektu Petera Prevca wynosi aż 244 m, wreszcie spełni swoje marzenie i wygra na oczach rodaków.
Nasi skoczkowie zwycięstwa nie obiecują, ale nie ukrywają zadowolenia, że będą mogli poszybować na tak wielkim obiekcie. Z zawodników światowej czołówki po przerwie spowodowanej chorobą w Bad Mitterndorf zobaczymy Norwega Daniela-Andre Tandego.
Program zawodów wygląda następująco: piątek, 13:00 – kwalifikacje; sobota, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego; niedziela, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego. Warto zapamiętać , że oba konkursy rozpoczną się o nietypowo wczesnej porze.
Telewizyjne transmisja z obu konkursów będzie można obejrzeć TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1, a z piątkowych kwalifikacji jedynie w Eurosporcie 1.

Wiatr rządził w Willingen Five

Z powodu nadciągającego na Niemcy huraganu odwołano niedzielny konkurs w Willingen. W sobotnich zawodach triumfował Niemiec Stephan Leyhe, drugą lokatę wywalczył Norweg Marius Lindvik, a trzecią najlepszy w ten weekend z polskich skoczków Kamil Stoch, który był nawet liderem po pierwszej serii skoków.

W drugiej serii rywale szybowali jednak znacznie dalej od Stocha – Lindvik zaliczył odległość 143 m, a Leyhe aż 144,5 m. Żeby utrzymać prowadzenie, reprezentant Polski musiał odpowiedzieć skokiem w granicach 145. metra. Niestety, chociaż z progu wyszedł dobrze i w locie nie miał problemów, to uzyskał jedynie 137,5 m. Na zwycięstwo, 36. w karierze, był to zbyt słaby skok, ale metrów starczyło na zajęcie trzeciej lokaty. To czwarte podium Stocha w tym sezonie i 70. w ogóle. Przed naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego wcisnęli się drugi w konkursie Lindvik oraz triumfujący po raz pierwszy w karierze w zawodach Pucharu Świata Leyhe, który został też liderem cyklu Willingen Five. W czołowej dziesiątce sobotnich zawodów po pierwszej serii z Polaków znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był 9. z wynikiem 135 m), a tuż za nim niespodziewanie Jakub Wolny (10. miejsce z wynikiem 135,5 m). Niestety, w drugiej próbie obaj trafili na lekki wiatr w plecy i nie popisali się dalekimi skokami. Kubacki (129,5 m) spadł na 15. pozycję, a wolny (126 m) aż na 23.
Pozostała czwórka naszych skoczków wypadła jeszcze gorzej, bo żaden nie zakwalifikował się nawet do finałowej serii. Największe rozczarowanie sprawił Piotr Żyła (rok temu był tutaj drugi), który skoczył tylko 124 m i zajął 35. miejsce. Oprócz niego odpadli też z dalszej rywalizacji Aleksander Zniszczoł (z wynikiem 123 m był 37.), Klemens Murańka (121 m i 41. lokata) oraz Andrzej Stękała (112 m i 44 miejsce).
Kubacki znów stracił sporo punktów do swoich najgroźniejszych rywali w Pucharze Świata. Z czwórki walczącej o Kryształową Kulę w sobotę najlepiej wypadł czwarty Stefan Kraft. Austriak w drugiej serii skoczył 141 metrów. Miał jednak silniejszy wiatr pod narty niż Stoch i dlatego przegrał z naszym reprezentantem o 1,1 punktu, mimo że wylądował w finale 3,5 metra dalej. Piąty był Niemiec Karl Geiger, a dziewiąty Japończyk Ryoyu Kobayashi. Po sobotnim konkursie liderem Pucharu Świata pozostał Kraft, a Kubacki utrzymał trzecie miejsce, lecz do Austriaka tracił już 173, a do drugiego Geigera 105 punktów.
Z powodu silnego wiatru, który uniemożliwił dokończenie piątkowych kwalifikacji i utrudnił przeprowadzenie sobotnich zawodów, niedzielny konkurs najpierw przesunięto na godziny poranne, a w sobotę wieczorem ostatecznie w ogóle odwołano. Silny wiatr mógł stanowić zagrożenie nie tylko dla zawodników, ale też dla kibiców. Organizatorzy twierdzą, że w wypadku konieczności ewakuacji ludzi przebywających na trybunach mogłoby zabraknąć im czasu na płynne przeprowadzenie całej operacji.
Tym sposobem triumfatorem Willingen Five został Stephan Leyhe. W zawodach zawodnik, który zgromadzi najwięcej punktów w czterech próbach konkursowych oraz kwalifikacjach. Impreza ta organizowana jest od 2018 roku, a jej pierwsza edycję wygrał Kamil Stoch. Dla zwycięzcy organizatorzy mają dodatkową premię finansową w wysokości 25 tys. euro. Tym razem te pieniądze zostały w Niemczech. Najwyżej z Polaków i jako jedyny z nich w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej cyklu był Stoch, który ostatecznie zakończył zmagania na piątym miejscu.
W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata liderem pozostał Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 1113 punktów. Na drugim miejscu znajduje się Niemiec Karl Geiger (1045 pkt), a na trzecim Dawid Kubacki (940). Kolejne lokaty w czołowej dziewiątce zajmują: Japończyk Ryoyu Kobayashi (936), Marius Lindvik (687), Kamil Stoch (673), Stephan Leyhe (610), Słoweniec Peter Prevc (539), Norwego Daniel Andre Tande (516) i Japończyk Yukiya Sato (487). Miejsca pozostałych polskich skoczków: 14. Piotr Żyła (396), 37. Maciej Kot (37), 41. Stefan Hula (31), 42. Jakub Wolny (30), 65. Klemens Murańka (4).
Polacy utrzymali czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Narodów. Po sobotnim konkursie w Willingen mają na koncie 3011 punktów i tracą 107 punktów do trzecich Norwegów (3118 pkt). Liderami są Austriacy (3475 pkt), a drugą lokatę zajmują Niemcy (3175 pkt).
W najbliższy weekend rywalizacja w Pucharze Świata przeniesie się do austriackiego Bad Mitterndorf, gdzie odbędą się zawody w lotach narciarskich. Trener polskiej kadry Michal Doleżal postanowił nie zmieniać składu i w Austrii wystartują Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny i Andrzej Stękała.

Koniec serii Kubackiego

Wiatr wiejący przez cały weekend na skoczki Okurayama w Sapporo nie sprzyjał naszym skoczkom. Z trudnymi warunkami w obu konkursach nie poradzili Kamil Stoch i Piotr Żyła, a niezawodny dotąd Dawid Kubacki dotrzymał kroku najlepszym jedynie w sobotę, zajmując trzecią lokatę, Były to dziesiąte z rzędu zawody Pucharu Świata, w których stanął na podium. W niedzielę Kubacki zajął jednak tylko szóste miejsce, ale i tak był najlepszy z biało-czerwonych.

W sobotnim konkursie Kubackiemu trochę dopisało szczęście. W pierwszej serii skoczył 136 m, ale w drugiej wiatr mu przeszkodził i wylądował na 126. metrze, ale z notą 229,5 pkt zajmował drugą lokatę, za zawodnikiem gospodarzy Yukiya Sato, który w drugiej próbie jako jeden z nielicznych skoczył dalej niż w pierwszej (137,5 i 138,5 m, nota 244,3 pkt). Po naszym reprezentancie skakało jednak jeszcze dwóch zawodników – Austriak Stefan Kraft i prowadzący po pierwszej serii Japończyk Ryoyu Kobayashi. Obaj nie wytrzymali presji i zawalili swoje skoki – Kraft uzyskał tylko 125 m, ale w pierwszej serii zaliczył 138 m i dlatego z łączną notą 234,1 pkt awansował na drugą pozycję. W tym momencie w polskiej ekipie upadła nadzieja na podtrzymanie dobrej passy Kubackiego i zajęcie przez niego po raz dziesiąty z rzędu miejsca w czołowej trójce, bo Kobayashi w pierwszej serii pokazał moc skacząc na odległość 141 metrów. W drugiej próbie wiatr nie był jednak dla niego łaskawy i Japończyk wylądował na 110. metrze i w klasyfikacji sobotniego konkursu spadł z pierwszego aż na 15. miejsce. Dzięki potknięciu Kobayashiego Kubacki utrzymał trzecią lokatę i po raz dziesiąty w tym sezonie stanął na podium.
Pozostały polskim skoczkom poszło znacznie gorzej. Na półmetku szanse na podium miał jeszcze Piotr Żyła, który uzyskał odległość 132,5 m przy niezbyt mocnym wietrze pod narty. W drugiej serii miał podobne warunki, lecz tym razem skoczył o dziewięć metrów bliżej i ostatecznie zajął ósme miejsce. Kompletnie nieudane zawody zaliczył natomiast Kamil Stoch. W pierwszej serii mimo kłopotów z wiatrem uzyskał 130 metrów, ale sędziowie odjęli mu aż 24 punkty i na półmetku zajmował dopiero 21. pozycję. W drugiej próbie zaliczył jednak tylko 115,5 metra i pozostał w klasyfikacji na 21. miejscu. Trójka pozostałych naszych skoczków nawet nie zakwalifikowali się do finałowej serii. Zawodnicy z kadry B znów nie wykorzystali szansy. Aleksander Zniszczoł miał świetne warunki atmosferyczne, ale skoczył zaledwie 109 metrów, co dało mu dopiero 41. miejsce. Jeszcze gorzej wypadli Andrzej Stękała – 98 m i dopiero 45 lokata oraz Klemens Murańka (98,5 m i 46. miejsce). Zwłaszcza słaby wynik Murańki rozczarowuje, bo ten skoczek przecież tydzień wcześniej w Sapporo w Pucharze Kontynentalnym wygra turniej skaczą ponad 138 metrów. Dlaczego w Pucharze Świata nie zdołał nawet przekroczyć bariery 100 metrów?
W niedzielnym konkursie nasi skoczkowie wypadli jeszcze gorzej. Po pierwszej serii nastroje w polskiej ekipie były jednak dobre, bo Kubacki po skoku na odległość 131,5 m przegrywał jedynie ze Stefanem Kraftem i miał sporą przewagę nad kolejnymi zawodnikami, zatem wywalczenie przez niego po raz jedenasty z rzędu miejsca na podium wydawało się zadaniem realnym do wykonania. A było o co się bić, bowiem w klasyfikacji wszech czasów dłuższe serie miało już tylko dwóch skoczków – drugi w zestawieniu Słoweniec Peter Prevc 12 razy z rzędu stawał na podium, a lider, Fin Janne Ahonen 13 razy. Niestety, Kubacki drugi niedzielny skok w Sapporo popsuł i doleciał tylko do 126. metra, przez co ostatecznie zajął w konkursie dopiero szóstą lokatę. Ale dziesięć razy na podium z rzędu to najlepszy wynik polskiego skoczka w historii. A z szóstą lokatą i tak była najlepszy z biało-czerwonych. W niedzielę natomiast miejscami zamienili się Stoch i Żyła. Po pierwszej próbie nasz trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał na 128 metrów i był siódmy. W drugiej poleciał nawet metr dalej,lecz znów odjęto mu sporo punktów za wiatr pod narty i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Żyła natomiast, który wcześniej w sześciu konkursach plasował się w czołowej dziesiątce, tym razem zawalił oba skoki (121 i 124 m) i zajął dopiero 21. lokatę. Ponownie zawiedli zawodnicy z kadry B. Zniszczoł skoczył 110 m i został sklasyfikowany na 40. miejscu, Murańkę w kwalifikacjach zdyskwalifikowano, a Stękała znów nie przekroczył bariery 100 metrów i nawet nie zakwalifikował się do konkursu.
W niedzielnych zawodach klasa dla siebie był Austriak Stefan Kraft, który wygrał w cuglach i z łącznym dorobkiem 1063 pkt umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Drugą lokatę ze stratą 63 pkt zajmuje Niemiec Karl Geiger (1000), a trzecią utrzymał Dawid Kubacki (924), ale traci już do Krafta 139 punktów. Na piąte miejsce awansował Kamil Stoch (613 pkt), ale Piotr Żyła (396 pkt) z kolei spadł z 13. na 14. miejsce. Reszta naszych skoczków zajmuje miejsca poza czołową „30” zawodników. W klasyfikacji Pucharu Narodów Polska zajmuje 4. miejsce z dorobkiem 2927 pkt. Prowadzą Austriacy (3365), przed Niemcami (3008) i Norwegami (2981).
Kolejne zawody odbędą się już w najbliższy weekend w Willingen.

Kubacki i Stoch zakpili z premiera

Po udanym występie w Zakopanem kadra naszych skoczków narciarskich wyruszyła na zagraniczne wojaże. Do Sapporo na kolejne zawody Pucharu Świata pod wodzą trenera Michala Doleżala jadą Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł i Andrzej Stękała. Natomiast Maciej Kot i Stefan Hula w tym czasie wystartują w konkursach Pucharu Kontynentalnego w Planicy, a Jakub Wolny będzie trenował w kraju.

Po nieudanym dla biało-czerwonych sobotnim konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi, w niedzielę trójka naszych najlepszych obecnie skoczków sprawiła kibicom wielka frajdę w konkursie indywidualny. Po pierwszej serii na czele stawki znajdował się Dawid Kubacki (140 m), a Kamil Stoch (137,5 m) był trzeci. W drugiej próbie trzykrotny mistrz olimpijski oddał jednak fantastyczny skok na odległość 140 metrów i awansował na pierwsze miejsce, natomiast Kubacki tym razem wylądował na 133. metrze i zjechał w klasyfikacji na trzecie miejsce. Naszych skoczków przedzielił Austriak Stefan Kraft, a w czołowej dziesiątce konkursu znalazł się jeszcze Piotr Żyła.
Po tym sukcesie na twarze reprezentantów Polski wrócił uśmiech, a w ich zachowaniu luz i swoboda. Przestali na chwilę bajdurzyć oklepane frazesy o „dwóch różnych skokach” i dali się ponieść fantazji. Zwłaszcza Stoch, który na kolejne zwycięstwo w Pucharze Świata czekał od zawodów w Engelbergu ponad miesiąc, w ostatnich ośmiu konkursach przed Zakopanem wyraźnie ustępował wynikami Kubackiemu (on zajmował miejsca 19., 19., 15., 13., 4., 4., 8., 24., natomiast Kubacki odpowiednio 3., 3., 2., 1., 3., 3., 1., 1.), ale swoje trzy grosze dołożył też Kubacki. Na konferencji obaj nasi skoczkowie świetnie się bawili przygadując sobie nawzajem (Kubacki: „Kamilowi się dzisiaj udało mnie pokonać, miała farta”, Stoch: „Przyznam szczerze, pokonałem Dawida dopiero jak już przestałem wierzyć, że uda mi się to zrobić). Ale prawdziwe show obaj dali po kolejnym pytaniu, jakie zadali Kubackiemu dziennikarze ciekawi na co zamierza wydać 100 tysięcy złotych przyznanych mu w formie nagrody specjalnej przez premiera Mateusza Morawieckiego za zwycięstwo w Turnieju Czterech skoczni. Tak przy okazji – premier wyskoczył z tym jak Filip z konopi i jeśli chciał osiągnąć tym nader hojnym gestem jakiś korzystny dla siebie efekt propagandowy, to się pomylił w rachubach. Dla porównania – sto tysiące złotych to niemal roczne stypendium olimpijczyka z grupy A, albo 2,5-krotność rocznego dofinansowania dla najzdolniejszych sportowców z puli ministerstwa sportu (jeszcze za kadencji ministra Witolda Bańki wynosiło ono 40 tys. złotych).
Kubacki, który i bez dosypanych mu przez premiera pieniędzy jest najlepiej zarabiającym polskim skoczkiem w tym sezonie (zarobił do tej pory tylko z oficjalnych premii około 400 tys. złotych), najwyraźniej był trochę zaskoczony tym niespodziewanym prezentem, a ponieważ sprawa była świeża, nikt z działaczy PZN nie zdążył go poinstruować, co ma mówić mediom w tej sprawie. Tak więc zapytany o to przez dziennikarzy, odpowiedział tak: „Węgla se kupię i będę palił cały rok. Będę miał 60 stopni w lato i nie będę musiał jechać na wakacje”. Chwilę później temat podchwycił Stoch, bo zapytany przez otępiałych już od ciągłego chwalenia skoczków żurnalistów, co by wziął od Kubackiego, wypalił zanim zdążyli wyłuszczyć do końca o co im chodzi: „To ja bym chciał te sto tysięcy od Dawida”. A potem, nie bardzo wiadomo czy na żarty, czy na serio, dorzucił jeszcze z lekką ironią: „Szkoda, że takich premii nie rozdawano za zwycięstwa w innych turniejach”. Prezes PZN Apoloniusz Tajner pewnie z tych trochę kpiących wypowiedzi obu gwiazdorów nie był zadowolony, bo z pewnością nie pomogą mu w kwerendzie po dodatkowe pieniądze z państwowego budżetu.
Zdyscyplinować jednak Kubackiego i Stocha nie bardzo jest w stanie, bo dzisiaj pomyślność polskich skoków narciarskich zależy od tych dwóch zawodników. No i jeszcze trochę od Piotra Żyły. Reszta naszych skoczków to obecnie druga liga, czego dowodem jest wymiana połowy składu kadry na najbliższe zawody Pucharu Świata w Sapporo. Trener Doleżal wziął z kadry B Klemensa Murańkę, Aleksandra Zniszczoła i Andrzeja Stękałę, zaś Macieja Kota i Stefana Hulę posłał na konkursy Pucharu Kontynentalnego do Planicy (ponadto pojadą tam Adam Niżnik, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch i Kacper Juroszek, a z nimi, co ciekawe, pojedzie też Adam Małysz), zaś Jakuba Wolnego zostawił w kraju, żeby porządnie potrenował i odzyskał formę z poprzedniego sezonu.
Zniszczoł i Stękała skakali w Zakopanem. Pierwszy zajął 35. miejsce, a drugi nie przeszedł kwalifikacji. Zachwycił za to Murańka, który w tym czasie startował w zawodach Pucharu Kontynentalnego właśnie w Sapporo i w niedzielę nawet na skoczni Okurayama pewnie zwyciężył. Ciekawe czy w Pucharze Świata potwierdzi zwyżkę formy…

Kubacki walczył do końca

Dobre skoki Dawida Kubackiego i Kamila Stocha nie wystarczyły. Reprezentacja Polski w drużynowym konkursie PŚ w Zakopanem zajęła dopiero piąta lokatę. Triumfowała prowadzona przez Stefana Horngachera ekipa Niemiec, a Dawid Kubacki na dodatek stracił rekord Wielkiej Krokwi, który Japończyk Yukiya Sato wyśrubował do poziomu 147 metrów.

Zawody Pucharu Świata w Zakopanem po raz kolejny były wielkim sportowym wydarzeniem. Komplet widzów na trybunach jak zawsze w ostatnich latach stworzył niepowtarzalna atmosferę, którą tak zachwycają się skoczkowie z innych krajów. W sobotę w konkursie drużynowym zabrakło jednak najważniejszego dla gospodarzy składnika, czyli zwycięstwa polskiej drużyny. Co prawda mało kto na nie liczył, bo ostatnie wyniki biało-czerwonych nie napawały optymizmem. W rywalizacji drużynowej do sukcesu potrzebne są dalekie skoki całej czwórki zawodników, a w polskiej ekipie wysoki poziom gwarantowali jedynie znajdujący się w tej części sezonu w znakomitej formie Dawid Kubacki oraz nie schodzący poniżej mistrzowskiego poziomu Kamil Stoch. Pewną niewiadomą był jak zawsze występ Piotra Żyły, natomiast z góry można było przewidzieć słaby wynik czwartego skoczka, albowiem w ostatnich tygodniach Maciej Kot, Stefan Hula, Jakub Wolny czy Aleksander Zniszczoł mocno odstawali od czołówki. Trener polskiej kadry Michal Doleżal wystawił w drużynie Wolnego, mimo iż ten skoczek przepadł w kwalifikacjach. „Mamy teraz problem, bo brakuje nam czwartego, stabilnie skaczącego skoczka w drużynie. Postawiłem na Wolnego, bo u niego najmniej jest do poprawy, a poza tym on zawsze lepiej radził sobie w drużynie. Zaryzykowaliśmy i wyszło jak wyszło” – tłumaczył się po zawodach czeski szkoleniowiec. Do rywalizacji drużynowej przystąpiło dziewięć reprezentacji. Po pierwszej serii ostatnie 9. miejsce zajęła ekipa Rosji. Wygrali Niemcy (1182,2 pkt), przed Norwegią (1142,2), Słowenią (1125), Japonią (1122,5), Polską (1118,6), Austrią (1114,9), Czechami (974,6) i Szwajcarią (965,1).
Zgodnie z przewidywaniami w naszej ekipie nie zawiedli jedynie Kubacki i Stoch, którzy w obu próbach skakali daleko i dotrzymywali kroku rywalom. W pierwszej serii najbardziej zawiódł jednak nie Wolny, który uzyskał odległość 122,5 m, lecz Żyła, bo w jego przypadku 123 metry to była przykra wpadka. Gdyby w pierwszej serii skoczył równie dobrze jak zrobił to w drugiej (136,5 m), to nawet mimo słabego wyniku Wolnego w drugiej próbie (118 m) biało-czerwoni znaleźliby się na najniższym stopniu podium, przed Słoweńcami i Japończykami. Na wyprzedzenie bezkonkurencyjnych w sobotę Niemców oraz drugich w klasyfikacji Norwegów już by to nie wystarczyło, ale miejsce na podium, nawet to najniższe, byłoby dla polskich kibiców piękną nagrodą za fantastyczną frekwencję i żywiołowy doping.
Wypada mieć nadzieję, że selekcjoner naszej kadry ma należyte rozeznanie w formie poszczególnych zawodników, ale trochę zastanawia decyzja o wysłaniu Klemensa Murańki akurat w ten weekend na zawody Pucharu Kontynentalnego do Sapporo. W sobotę zawodnik ten zajął tam drugą lokatę skacząc 135,5 i 130 m, zaś w niedzielę wygrał bezdyskusyjnie uzyskując 138 i 133 m. Kto wie, może na Wielkiej Krokwi w Zakopanem szybowałby równie daleko.
Ale przed niedzielnym konkursem indywidualnym (zakończył się po zamknięciu wydania) obiecujące było to, że w drużynówce liderzy kadry, Dawid Kubacki i Kamil Stoch, trzymali wysoki poziom i nie odstawali od najlepszych.

Dlaczego Kot już nie lata?

Przed czekającymi nas w najbliższy weekend konkursami w Zakopanem liderem w ekipie naszych skoczków jest Dawid Kubacki. Po efektownych zwycięstwach w Titisee-Neustadt zajmuje w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata czwarte miejsce, najwyższe z Polaków. Jego znakomite wyniki przełożyły się też na zarobki. Na liście krezusów tego sezonu jest obecnie trzeci.

Kubacki w tym roku zdominował rywalizację w Pucharze Świata. Licząc od noworocznych zawodów w Ga-Pa, Polak zdobył 560 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata, o 101 więcej niż lider Karl Geiger. Przypomnijmy, że nasz skoczek w styczniu zwyciężył w Bischofshofen i dwukrotnie w Titisee-Neustadt (łącznie 300 pkt.) oraz zajął drugą lokatę w Innsbrucku (80 pkt.), a także trzy trzecie miejsca – w Garmisch-Partenkirchen i dwa razy w Val di Fiemme (za każde otrzymał 60 pkt).
Trzeci w klasyfikacji najlepszych skoczków tego roku, za Kubackim i Geigerem, jest Stefan Kraft (w styczniu wywalczył 384 pkt). Z polskich skoczków w czołowej dziesiątce najlepszych zawodników w tym roku uplasowali się jeszcze Piotr Żyła (8. pozycja i 189 pkt), dziewiąty w tym zestawieniu Kamil Stoch (187 pkt).
Ale w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata liderem pozostaje Karl Geiger z dorobkiem 886 punktów, druga lokatę zajmuje Stefan Kraft (803 pkt), a trzecią Japończyka Ryoyu Kobayashi (795 pkt). Tuż za nim jest Kubacki, który ma na koncie 764 punkty.
Dobra passa zapewniła Kubackiemu trwałe miejsce w historii polskich skoków narciarskich, bowiem w Titisee-Neustadt po raz siódmy i ósmy z rzędu stanął na podium zawodów Pucharu Świata. Takiej serii nie mieli przed nim nawet Adam Małysz i Kamil Stoch, a bycie w czymś lepszym od takich tuzów jest już wartością sama w sobie.
Premie finansowe za sukcesy zapewniły też Kubackiemu awans na trzecie miejsce na liście płac Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Na jego konto tylko z tytułu oficjalnych premii za zajmowane miejsca w zawodach wpłynęło już 91 200 franków szwajcarskich (ok. 360 000). W tej kwocie nie uwzględniono dodatkowej premii jaką otrzymał za triumf w klasyfikacji końcowej Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich).
Przypomnijmy, że FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie – 8 tys., a za trzecie – 6 tys. Za zajęcie 30. miejsca, ostatniego punktowanego w zawodach, FIS płaci symboliczne 100 franków. W konkursach drużynowych premia do podziału dla zwycięzców wynosi 7500 franków. Rzecz jasna te oficjalne premie nie są jedynymi dochodami skoczków.
Na czele listy płac znajduje się Stefan Kraft, który w 15 konkursach zarobił łącznie 109 300 franków szwajcarskich (ok. 432 tys. złotych), a lider klasyfikacji generalnej Karl Geiger plasuje się w tym zestawieniu na drugim miejscu z dorobkiem 99 400 franków. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch zarobił w tym sezonie na razie 59 150 franków (ok. 233 500), co daje mu szósta lokatę w stawce krezusów, a Piotr Żyła jest dziesiąty z dorobkiem 43 950 franków (ok. 173 500). Pozostali nasi reprezentanci znacznie odstają od tego tercetu. Jakub Wolny zarobił dotąd 14 200 franków (ok. 55 000 złotych), Maciej Kot 3700 franków (ok. 14 500 zł), a Stefan Hula 3100 franków (ok. 12 000 zł).
W każdej klasyfikacji obecnego sezonu widać rażącą dysproporcję między należącymi do czołówki Kubackim, Stochem i Żyłą, a pozostałymi zawodnikami w kadrze biało-czerwonych. Nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego Kot, Wolny i Hula, nie mówiąc o Klemensie Murańce i Aleksandrze Zniszczole, tak bardzo odstają od czołowej trójki naszych skoczków. Dla trenera kadry Michala Doleżala to poważny problem, bo w tej chwili tak naprawdę nie ma on dobrego kandydata na czwartego zawodnika w drużynie, a w najbliższą sobotę na Wielkiej Krokwi w Zakopanem odbędzie się przecież kolejny w tym sezonie konkurs drużynowy.
Dlaczego Stefan Hula, a przede wszystkim Maciej Kot, tak słabo spisują się w bieżącym sezonie Pucharu Świata? Nawet taki autorytet jakim jest Adam Małysz ma problem z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie. Za trenerskiej kadencji Stefana Horngachera Hula potrafił odnosić życiowe sukcesy, zaś Kot pokazał, że drzemie w nim potencjał nie mniejszy, niż dostrzegano już wtedy w Kubackim. Ale kryzys formy Kota nie nastąpił po zmianie selekcjonera, bo już Horngacher w ostatnim roku swojej pracy z polska kadrą miał z nim problem i jak pamiętamy, nie zabrał go na mistrzostwa świata w Seefeld. Pod wodzą Michala Doleżala Maciej Kot nie stał się lepszym skoczkiem, wręcz przeciwnie – trwale wypadł z czołówki Pucharu Świata.
„Stefan Hula i Maciek Kot potrzebują spokojnego treningu. Oni naprawdę dobrze przepracowali całe lato i dlatego teraz nie wiemy, co się z nimi dzieje i dlaczego tak źle skaczą” – przyznał w rozmowie z TVP Sport Adam Małysz, dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim. Ale wielkiego wyboru nie ma, bo lepszych od nich zawodników na zapleczu kadry po prostu nie ma.
Pozostaje żywić nadzieje, że na dobrze im znanej skoczni w Zakopanem wszyscy zgłoszeni do zawodów nasi skoczkowie, nie tylko Kubacki, Stoch i Żyła, będą szybować daleko. Czeski selekcjoner biało-czerwonych po naradzie z całym sztabem szkoleniowym PZN zdecydował, że w konkursie indywidualny wystartuje tylko dziewięciu naszych reprezentantów (PZN mógł wystawić d wunastu). Na Wielkiej Krokwi zobaczymy zatem obok Dawida Kubackiego, Kamila Stocha i Piotra Żyły, także Stefana Hulę, Macieja Kota, Aleksandra Zniszczoła, Jakuba Wolnego, Andrzeja Stękałę i Adama Niżnika.

Kubacki najlepszy w Titisee-Neustad

Oba konkursy na skoczni w Titisee-Neustadt potwierdziły podział naszej kadry skoczków na dwie grupy. Do mocniejszej należą Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła, a do słabszej Stefan Hula, Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł, który w ten weekend zastąpił jeszcze słabszego Jakuba Wolnego.

Dawid Kubacki w fantastycznym stylu wygrał sobotni konkurs, wyprzedzając Austriaka Stefana Krafta i Japończyka Ryoyu Kobayashiego. Kamil Stoch był ósmy, a Piotr Żyła dziewiąty. Dzięki wygranej Kubacki zyskał dodatkowe 100 punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i z dorobkiem 664 pkt umocnił się na czwartej pozycji. Polak tracił do trzeciego Ryoyu Kobayashiego 51 „oczek”, do zajmującego drugą lokatę Stefana Krafta 115, a do prowadzącego Niemca Karla Geigera 177. W czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej znajdował się z Polaków jeszcze tylko Kamil Stoch, zajmujący szóste miejsce z dorobkiem 467 punktów. Pozostali nasi skoczkowie zajmowali dalsze lokaty: Piotr Żyła był 13. (290 pkt), Maciej Kot 36. (37 pkt), Stefan Hula 39. (31 pkt), Jakub Wolny 41. (22 pkt).
Drugi konkurs indywidualny na niemieckim obiekcie w Titisee-Neustadt był więc kolejną okazją podopiecznych Michała Doleżala na poprawienie swoich lokat, ale tylko Kubacki miał z nich szansę na końcowy triumf w cyklu zwanym Titisee-Neustadt Five. Najlepszy skoczek w łącznej punktacji obejmującej kwalifikacje i cztery skoki konkursowe miała zagwarantowaną dodatkową premię w wysokości 25 tys. euro.
W serii próbnej z rewelacyjnej strony pokazał się Dawid Kubacki, który popisał się skokiem na odległość 135 m i uplasował się na drugim miejscu za Stefanem Kraftem (142 m). Na czwartej pozycji uplasował się Kamil Stoch. Nasz reprezentant poszybował 132,5 m.
W niedzielę w stawce było sześciu Polaków, z czego do serii finałowej awansowała trójka z nich. Dobrą dyspozycję potwierdził Kubacki, który mimo zmian belek startowych i trudnych warunków wietrznych poszybował na odległość 143 m i znacznie wyprzedził rywali. Za jego plecami znaleźli się Ryoyu Kobayashi, który w lepszych warunkach uzyskał 147 m oraz inny z Japończyków, Yukiya Sato (143 m). Na 6. miejscu sklasyfikowany został Piotr Żyła (141 m), a na 15. pozycji Kamil Stoch (128 m). Trójka pozostały polskich skoczków, czyli Hula, Kot i Zniszczoł, nie zakwalifikowała się do drugiej serii. Hula zakończył zmagania na 39. pozycji z wynikiem 125 m, Zniszczoł skoczył tylko 117,5 m, a Maciej Kot został sklasyfikowany na ostatnim miejscu z wynikiem 102,5 m.
W drugiej serii na skoczni rządzili wiatr na spółkę z przypadkiem. Pech dopadł Kamila Stocha, który długo czekał na zielone światło, schodził nawet z belki, a gdy już dostał zgodę, tak mu powiało w plecy, że zaliczył ledwo 116, 5 m i o dobrym wyniku mógł zapomnieć. Co ciekawe, skaczący tuż po nim Niemiec Stephan Leyhe miał farta, bo jemu powiało pod narty i dzięki temu poszybował aż na odległość 140,5 m. Rzecz jasna wyszedł na prowadzenie, lecz przed nim na swoją kolej czekali jeszcze skoczkowie, a wśród nich dwóch Polaków Żyła i lider po pierwszej serii Kubacki.
Żyle też natura nie pomogła, bo w trudnych warunkach uzyskał tylko odległość 129,5 m, ale to oznaczało, że w niedzielnym konkursie zajmie miejsce w czołowej dziesiątce (ostatecznie był ósmy). Ryoyu Kobayashi, który w pierwszej próbie poszybował najdalej w stawce, bo na 147 metr, w drugiej serii zaliczył tylko 134 metry i zajął ostatecznie drugą lokatę, przegrywając z Kubackim tylko o 0,3 pkt. Nasz skoczek obronił pierwszą lokatę uzyskując odległość 133,5 m. Ale w cyklu Titisee-Neustadt Five to Japończyk triumfował, wyprzedzając Kubackiego o 2,1 pkt.
Kubacki może być jednak ze swojego występu w Titisee-Neustadt bardzo zadowolony, bo po raz pierwszy w karierze wygrał dwa konkursy z rzędu, zarobił 20 tys. franków szwajcarskich premii i dał nadzieję polskim kibicom, że w następny weekend w Zakopanem też da im powody do radości.

Kadra dwóch prędkości

Konkursy w Predazzo potwierdziły, że w tym sezonie kadra Polski podzieliła się na dwie grupy – mocną i słabą. W tej pierwszej są Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła, a w drugiej Maciej Kot, Stefan Hula oraz Jakub Wolny, którego trener Michal Doleżal na kolejne zawody, w Titisee-Neustadt, zastąpił Aleksandrem Zniszczołem.

Z naszych skoczków w Predazzo ponownie najlepiej spisał się Dawid Kubacki, który dwukrotnie stanął na najniższym stopniu podium. W sumie w tym sezonie zawodnik z Nowego Targu już sześć razy z rzędu uplasował się w czołowej trójce zawodów Pucharu Świata, co jest znaczącym wyczynem, bo przed nim wcześniej takiej sztuki dokonali tylko Adam Małysz w sezonie 2000/2001 oraz Kamil Stoch w sezonie 2017/2018. Na serię Kubackiego składają się: cztery konkursy Turnieju Czterech Skoczni (trzecie miejsce w Oberstdorfie, trzecie w Garmisch-Partenkirchen, drugie w Innsbrucku i pierwsze w Bischofshofen) oraz dwie trzecie lokaty wywalczone w miniony weekend w Predazzo na skoczni normalnej.
Co ciekawe, Kubacki na tym obiekcie zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, po pierwszej serii skoków zajmował miejsce poza pierwszą trójką i dopiero w drugiej serii poprawiał swoją pozycję. W najbliższy weekend w Titisee-Neustadt stanie przed szansą na przedłużenie dobrej passy i jeśli znów stanie na podium, w tej nieformalnej klasyfikacji zostanie samodzielnym liderem.
Trzech dobrych to trochę za mało
W bieżącej rywalizacji o triumf w Pucharze Świata takie statystyczne wyczyny nie mają jednak istotnego znaczenia. Aktualna sytuacja jest taka, że na czele klasyfikacja generalnej znajdują się Niemiec Karl Geiger, który w Predazzo wygrał oba konkursy i dzięki temu powiększył swoje konto do 819 punktów. Drugi w zestawieniu Austriak Stefan Kraft ma w dorobku 699 punktów, a zajmujący trzecią lokatę Japończyk Ryoyu Kobayashi (niedawny lider klasyfikacji w niedzielnym konkursie zajął dopiero 26. miejsce) 654 punkty. Dopiero za tą trójką plasuje się najlepszy w tym sezonie z polskich skoczków, czyli Dawid Kubacki, który zgromadził do tej pory 564 pkt. Piąte miejsce zajmuje Norweg Marius Lindvik (505 pkt), a szósty jest kolejny z Polaków, Kamil Stoch (435 pkt).
Top 10 klasyfikacji uzupełniają: Norweg Daniel Andre Tande (397 pkt), Austriak Phillipp Aschenwald (386 pkt) i Słoweniec Peter Prevc (373 pkt). Awans o trzy miejsca po włoskich zawodach zanotował Piotr Żyła, który zajmuje obecnie 13. lokatę z dorobkiem 261 punktów.
Niestety, pozostali nasi kadrowicze są w klasyfikacji na odległych pozycjach. Maciej Kot wywalczył dotąd 37 punktów i ten skromny dorobek daje mu dopiero 34. miejsce w klasyfikacji generalnej. Jeszcze słabiej wypadają w tym zestawieniu Stefan Hula, który z 31 pkt na koncie zajmuje 39. lokatę oraz najsłabszy z naszych skoczków w tym sezonie Jakub Wolny, który jest w zestawieniu 41. (22 pkt). Swoimi słabymi jak na możliwości wynikami Wolny w końcu zdenerwował Doleżala i selekcjoner kadry postanowił odesłać go do Polski, żeby pod okiem trenera Zbigniewa Klimowskiego popracował nad odbudową formy. A w jego miejsce powołał do reprezentacji Aleksandra Zniszczoła, który w dwóch ostatnich konkursach Pucharu Kontynentalnego w Bischofshofen spisał się najlepiej z zawodników kadry B, zajmując zajął 4. i 11. miejsce. Nie są to jednak rezultaty pozwalające na optymizm. Nie ma co liczyć, żeby Zniszczoł w Titisee-Neustadt zdołał wywalczyć jakieś punkty do klasyfikacji generalnej, ale w skokach zdarzają się czasem wielkie powroty.
Ostatni sprawdzian przed Zakopanem
W Titisee-Neustadt skoczkowie będę mieli o co walczyć. Do klasyfikacji Pucharu Świata wliczane będą bowiem punkty nie tylko za wyniki w dwóch konkursach, ale także w kwalifikacjach. Poza tym dla najlepszego skoczka w Titisee-Neustadt Five, czyli tego, który zdobędzie najwięcej punktów w obu seriach konkursowych oraz kwalifikacjach, organizatorzy przewidzieli premię finansową w wysokości 25 tys. euro. Dla porównania – Kubacki za zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni otrzymał tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.
Kolejne konkursy w Pucharze Świata odbędą się w Zakopanem, a te zawody dla polskich skoczków są pod względem prestiżowym najważniejsze w tej części sezonu. Miejmy nadzieję, że odstający wyraźnie od reszty kadry tercet Kubacki – Stoch – Żyła nie straci wysokiej formy na skoczni w Titisee-Neustadt, a ich słabsi koledzy lepiej się postarają, bo w klasyfikacji Pucharu Narodów Polska jest trzecia i wynik każdego zawodnika jest teraz na wagę złota.

Program Titisee-Neustadt Five
Piątek, 17 stycznia
Godz. 16:00 – trening
Godz. 18:00 – kwalifikacje
Sobota, 18 stycznia
Godz. 15:00 – seria próbna
Godz. 16:00 – początek konkursu
Niedziela, 19 stycznia
Godz. 14:15 – seria próbna
Godz. 15:15 – początek konkursu
Transmisję z piątkowych kwalifikacji przeprowadzi Eurosport. Natomiast sobotni oraz niedzielny konkurs pokażą TVP oraz Eurosport.

Tylko Kubacki i Stoch trzymają poziom

Sobotni konkurs na skoczni normalnej we włoskim Predazzo zmienił hierarchię w klasyfikacji Pucharu Świata. Japończyk Ryoyu Kobayashi wypadł słabo i musiał ustąpić z pozycji lidera na rzecz Niemca Karla Geigera. Trzecie miejsce zajął Dawid Kubacki, który przez błąd sędziów po pierwszej serii zajmował dopiero ósmą lokatę.

Po raz pierwszy od siedmiu lat światowa czołówka znowu miała okazję rywalizować na normalnej skoczni w Predazzo. W 2013 roku na tym obiekcie rozegrano mistrzostwa świata, z których Kamil Stoch i Dawid Kubacki nie maja najlepszych wspomnień. Stoch po pierwszej serii zajmował wtedy drugie miejsce, ale w drugiej zepsuł skok i spadł na ósmą lokatę. Ale kilka dni później został mistrzem świata na dużej skoczni, zaś wraz z kolegami zdobył też brąz w konkursie drużynowym. Kubacki wtedy nie był jeszcze zawodnikiem zaliczanym do światowej czołówki, ale wielu ekspertów uważało, że może być „czarnym koniem”. Niestety, zawalił skok w pierwszej próbie i zajął dopiero 31. miejsce. Obaj nasi najlepsi skoczkowie mieli zatem ze skocznią w Predazzo swoje prywatne rachunki do wyrównania.
W piątkowych kwalifikacjach po raz pierwszy w tym sezonie triumfował Kubacki. Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni był także najlepszy w sobotniej serii próbnej, ex aequo z Niemcem Stephanem Layhe. Stoch był trzeci z wynikiem 99 m, a Piotr Żyła mimo skoku na odległość 101,5 m zajął szóstą lokatę.
Pozostali nasi reprezentanci po raz kolejny w tym sezonie odstawali poziomem od Stocha, Kubackiego i Żyły. Stefan Hula skoczył 94,5 m, Maciej Kot 94 m, a Jakub Wolny 92 m. Po pierwszej serii konkursowej najwyżej z Polaków plasował się Stoch, który po skoku na 101 m był trzeci ze stratą 1,4 pkt do drugiego Stefana Krafta (102 m) i 5,7 pkt do prowadzącego Karla Geigera (104,5 m). Piąty był Żyła (102,5 m), a Kubacki niespodziewanie zajmował dopiero ósmą lokatę (98,5 m). Do drugiej serii z biało-czerwonych awansował jeszcze tylko Kot (29. pozycja, 96,5 m), odpadli natomiast Hula (95 m) i Wolny (92,5 m).
Ósme miejsce Kubackiego było niemiłą niespodzianką dla polskich kibiców, ale nie było w tym winy naszego skoczka. „Przysłużył” mu się, nie po raz pierwszy, czeski sędzia Borek Sedlak, który zbyt długo zwlekał z wydaniem zgody na skok. Miał na to 45 sekund i trzymał Kubackiego na belce niemal do ostatniej chwili, a zielone światło informujące o zezwoleniu na start uruchomił w chwili, gdy parametry wiatru na to zezwoliły. Niestety, warunki wietrzne były w tym momencie bardzo trudne i niestabilne, to cud że Polak mimo to skoczył 98,5 metra. Dostał 12,2 pkt za wiatr w plecy i niską 9. belkę. Ale gdy sędzia Sedlak tak się nie spieszył i zdjął Kubackiego z belki, to ta przerwa mogłaby sie okazać zbawienna, bo już skaczący zaraz po Kubackim Marius Lindvikmiał znacznie słabszy wiatr w plecy.
W drugiej próbie nasz skoczek poszybował na odległość 104 metrów i przesunął się na trzecią pozycję. Niestety, wystarczyło to tylko na zepchnięcie z najniższego stopnia podium na czwarte miejsce Kamila Stocha, ale nietrudno policzyć, że gdyby w pierwszej próbie Kubacki skakał w normalnych warunkach, to pewnie on byłby triumfatorem konkursu. Kraft w drugiej serii zaliczył 103 m, a Geiger 103,5 m.
Dla 26-letniego niemieckiego skoczka była to pierwsza wygrana w karierze w konkursie Pucharu Świata. Cenna podwójnie, bo dała mu też pozycję lidera Pucharu Świata. Ryoyu Kobayashi spadł na drugie miejsce, trzecia lokatę utrzymał Austriak Stefan Kraft. Na zwartą pozycję awansował Kubacki, który w sobotę wyprzedził Norwega Mariusa Lindvika, zdyskwalifikowanego za nieprzepisowy kombinezon. Awans o dwie lokaty zaliczył Kamil Stoch, przeskakując Daniela Andre Tandego i Philippa Aschenwalda. Piotr Żyła zajmował 16., Maciej Kot 34., Stefan Hula 37., a Jakub Wolny 40. lokatę.
Przed niedzielnym, konkursem (zakończył sie po zamknięciu wydania) Polacy zajmowali trzecie miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów, ale nad ścigającą ich ekipa Niemiec mieli już tylko 74 pkt przewagi.

Kubacki wygrał, ale reszta zawiodła

Lepszej inauguracji nowego roku Dawid Kubacki nie mógł sobie wymarzyć. Wygrał 68. edycję Turniej Czterech Skoczni i dołączył do Adama Małysza i Kamila Stocha, którzy wcześniej triumfowali w tych prestiżowych zawodach. Kubacki jest też najwyżej z polskich skoczków w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale zajmuje dopiero piąta lokatę. W Pucharze Narodów biało-czerwoni plasują się na trzecim miejscu, za Austrią i Norwegią.

Przed turniejem Kubacki nie był wymieniany w gronie faworytów, zwłaszcza że jego występy w grudniowych imprezach były dalekie od doskonałości. Pochodzący z Nowego Targu skoczek zmagania w Turnieju Czterech Skoczni zaczął jednak nadspodziewanie dobrze. Zajął trzecie lokaty w konkursach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, na nielubianej przez siebie skoczni w Innsbrucku zaskoczył wszystkich zajmując drugie miejsce, zaś na swoim ulubionym obiekcie w Bischofshofen nie dał już rywalom szans i pewnie zwyciężył, triumfując jednocześnie w 68. edycji TCS jako trzeci polski skoczek w historii. Jako pierwszy dokonał tej sztuki Adam Małysz w sezonie 2000/2001, a potem dwukrotnie Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018.

Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni z łączną notą 1131,6 pkt, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji generalnej Norwega Mariusa Lindvika o 20,6 pkt, a trzeciego Niemca Karla Geigera o 23,2 pkt. Na czwartej pozycji rywalizację zakończył ubiegłoroczny triumfator Japończyk Ryoyu Kobayashi (ze stratą do lidera 35,6 pkt), zaś Kamil Stoch na miejscu 13. (on stracił do Kubackiego aż 108 pkt).

TSC trzyma się już tylko na prestiżu

Ryoyu Kobayashi rok temu wygrał, mając 62,1 punktu przewagi. Stoch dwa lata temu miał 69,6, Słoweniec Peter Prevc przed czterema laty wygrywał z wynikiem o 26,5 pkt lepszym od następnego w kolejności rywala. Tegoroczna przewaga Kubackiego jest zatem najniższą od pięciu lat, gdy Austriak Stefan Kraft pokonał drugiego na podium przeciwnika różnicą sześciu punktów. Natomiast łączna nota Kubackiego jest drugą najlepszą w historii TCS. Lepszy od Polaka pod tym względem był jedynie Peter Prevc.

To tylko obrazuje jak wyrównana była rywalizacja w 68. edycji TCS. Kubacki jest teraz czwartym zawodnikiem w historii, który stawał na podium we wszystkich konkursach TCS, ale wygrał dopiero w ostatnim. Przed nim dokonali tego Fin Kari Ylianttila (1977-1978), Austriak Andreas Goldberger (1994-1995) i Niemiec Jens Weissflog (1995-1996).

Posiadająca prawa telewizyjne do pokazywania skoków narciarskich TVP nie omieszkała, jak ma to w zwyczaju pod rządami Jacka Kurskiego, rozdmuchać sukces Kubackiego do granic śmieszności, przedstawiając go na swojej antenie jakby było to jakieś epokowe wydarzenie. Tymczasem fakty są takie, że Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach mocno podupadł na znaczeniu i dzisiaj ma w hierarchii imprez w tym sporcie mniejsze znaczenie niż choćby norweski cykl Row Air. Jakby to nie zabrzmiało, powodem są pieniądze. Organizatorzy niemiecko-austriackiego turnieju dopiero od niedawna zaczęli dostrzegać, że sam prestiż w dzisiejszym skomercjalizowanym do szpiku kości sporcie już nie jest wystarczającym bodźcem. W 2001 roku triumfujący w TCS Adam Małysz otrzymał w nagrodę samochód oraz finansową premię w wysokości 90 tysięcy franków. Kubacki za ten sam wyczyn 19 lat później dostał de facto tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.

Owszem, w sumie zarobił znacznie większą kwotę, ale tylko dzięki premiom za miejsca zajmowane w poszczególnych konkursach, które są nagradzane tak samo, jak inne imprezy w Pucharze Świata, czyli zwycięzca otrzymuje 10 tys. franków, drugi zawodnik osiem tysięcy, a trzeci sześć tysięcy franków szwajcarskich. To oznacza, że Kubacki za dwa trzecie, drugie i pierwsze miejsca zgarnął łącznie 30 tys. franków, a z premią za końcowy triumf w sumie 50 tys. franków plus drobne kwoty za miejsca zajmowane w kwalifikacji. Tak na marginesie – dla zwycięzcy konkursów kwalifikacyjnych organizatorzy przewidzieli 5 tys. franków, co oznacza, że zawodnik wygrywający te pomocnicze zawody w czterech konkursach mógł zgarnąć w sumie tyle, ile triumfator całego turnieju. Dla porównania, zwycięzca cyklu Row Air dostanie ekstra 60 tysięcy euro.

Turniej Czterech Skoczni nie jest też wydarzeniem mającym znaczący wpływ na przebieg rywalizacji w Pucharze Świata. Pod względem punktacji to tylko cztery kolejne konkursy i nic ponadto. Dlatego Kubacki mimo zwycięstwa zdołał awansować jedynie na piąte miejsce, a jedyna korzyścią jest to, że w klasyfikacji generalnej odrobił sporo punktów do wyprzedzającej go czwórki zawodników. Pozycje lidera z dorobkiem 644 pkt utrzymał Ryoyu Kobayashi, drugi jest Niemiec Karl Geiger (619 pkt), trzeci Austriak Stefan Kraft (539 pkt), a czwarty Norweg Marius Lindvik (469 pkt). Kubacki z 444 pkt na koncie ma za plecami Daniela Andre Tandego (Norwegia) – 374 pkt, Phillippa Aschenwalda (Austria) – 364 pkt, Kamila Stocha – 335 pkt, Petera Prevca (Słowenia) – 323 pkt i zamykającego czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej Johanna Andre Forfanga (Norwegia) – 256 pkt.

Słabość polskiej kadry

Patrząc na punktowe osiągnięcia pozostałych polskich skoczków, raczej nie napawają one optymizmem. Pierwszy sezon naszych kadrowiczów pod rządami czeskiego trenera Michala Doleżala nie jest jakoś dramatycznie słaby, głównie dzięki wynikom Kubackiego i w mniejszym stopniu Stocha, ale dokonania Piotra Żyły (19. miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 175 pkt), Macieja Kota (34. lokata i 33 pkt), Stefana Huli (36. miejsce i 28 pkt), Jakuba Wolnego (39. miejsce, 22 pkt) i 57. lokata Klemensa Murańki (ledwie 4 pkt) nie nastrajają optymistycznie. Fakty są oczywiste – w tej części sezonu z naszych skoczków kroku czołówce dotrzymuje jedynie Kubacki, a pozostali zanotowali wyraźny regres formy w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy trenerem biało-czerwonych był Austriak Stefan Horngacher.

Potwierdza to pozycja polskiej reprezentacji w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni po TCS utrzymali trzecią lokatę, ale ich łączny punktowy dorobek, 1741 pkt, znacznie już odbiega od prowadzących w klasyfikacji Austriaków (2320 pkt) oraz od zajmujących drugie miejsce Norwegów (2064 pkt). A za plecami naszych skoczków czają się Japończycy (1667 pkt) oraz konsekwentnie odrabiający straty z początku sezonu Niemcy (1597 pkt). Jeśli Stoch, Żyła, Kot i Wolny szybko nie poprawią swoich rezultatów, trudno będzie utrzymać naszej ekipie nawet miejsce na najniższym stopniu podium, a co dopiero myśleć o walce o wyższe lokaty.

Kolejne zawody już w najbliższy weekend we włoskim Val di Fiemme. Z Polaków wystartują w nich Kubacki, Stoch, Żyła, Kot, Hula i Wolny.