Szansa Ważny Tunajt

Rozmawiałem dziś z kolegą, który od wielu lat mieszka i pracuje w Hiszpanii, na Teneryfie. Pytał mnie, co słychać w starym kraju. Opowiedziałem mu o powyborczej gorączce i o tym, jak jedni się cieszą i wieszczą rychły koniec drugich, a drudzy bagatelizują porażkę, którą próbują sprzedać jako mały wypadek przy pracy.

Znajomy z Hiszpanii nie głosował. Nawet nie wie, gdzie był najbliższy punkt wyborczy. Pewnie w konsulacie w Sewilli, ale kto by tam jechał na jeden raz. Lud pracujący na Wyspie zajmuje się meczami a po seansach-kolacjami w tawernach, żeby następnego dnia pójść do roboty. O polityce, zwłaszcza tej wielkiej, mało kto mówi. Bo i po co? Trzeba orać, żeby przeżyć, a politycy niech lepiej nie przeszkadzają, zwykł mawiać nigeryjski kolega mojego znajomego z Teneryfy, który razem z nim kładzie gładzie i podwiesza sufity w apartamentach.
Mój inny kolega, muzyk, zapytał mnie dziś, czemu nie załamuję rąk i nie krzyczę, że wygrał kto wygrał-przecież, my, ludzie kultury i artystycznego rzemiosła, powinniśmy najgłośniej protestować, że kraj nam idzie na zmarnowanie, bo jeszcze rok, dwa i urządzi nam PiS drugą Berezę Kartuską, i wszystkich na prawo od ściany powsadza na lata. Próbowałem go jakoś uspokoić, że na razie jeszcze nie wsadzają i nie zamykają. Mało tego, mówią dość otwartym tekstem, że nie zamierzają wyprowadzać Polski z UE, a cała reszta to kwestia umiejętności uprawiania miękkiej polityki dialogu i odpowiednio mocnych kadr, z czym rzeczywiście może być kłopot. A tak zupełnie po prawdzie, to my, ludzie sceny, lub szerzej, kultury i sztuki, najbardziej dostaliśmy po kieszeni od rządów Platformy i PSL-u. PiS jak dotąd głównie daje. Uwalone 50 proc. uzysku. Podwyżka VAT-u na bilety na imprezy masowe. Zgadnijcie Państwo, kto to tym pięknoduchom zafundował prawie dekadę temu?
W zwycięstwie PiS-u jest jednak cień szansy dla Polski. A przynajmniej być może. Wystarczy przyjrzeć się, nie nazbyt uważnie nawet, kto wygrał europejskie rozdanie w innych państwach. Zaznaczam od razu, to nie jest kompletnie moja polityczna bajka, ale ludzie wybrali tak a nie inaczej, i trzeba spróbować nauczyć się z tym żyć. Skoro już mamy w wielu europejskich państwach progres myśli prawicowo-konserwatywnej, której PiS jest również wyznawcą, istnieje szansa, że na poziomie europejskim, Kaczyński szybciej dogada się z sobie podobnymi w innych państwach niż z Timmermansem i Tuskiem. A z tego dogadania dla Polski mogą, choć nie muszą, wyniknąć konkretne, wymierne skutki. Najlepiej finansowe. Innymi słowy, ma dziś PiS szansę jak nigdy dotąd pokazać, jak potrafi skutecznie walczyć o pieniądze dla Polek i Polaków. I bardzo bym chciał ten wyczyn zobaczyć, a nawet więcej napiszę, bardzo towarzystwu kibicuję, żeby się im udało, choć na wódkę bym z nimi nie poszedł. Bo jak im się uda, to i mi też coś skapnie. Nowy chodnik, most, autostrada, po której będę jeździł i słuchał sobie na słuchawkach lewackich kapel i czytał Prousta.
Zawiść i żółć na wątrobie tak strasznie toczą ten kraj, że w dwugłosie polaryzacyjnym wszystkie podobne do moich opinie są kwitowane jako bajdurzenie symetrysty A mi idzie jedynie o swój własny komfort i dobrobyt, który egoistycznie łączę z dobrodziejstwem mojego kraju, urządzanego chwilowo przez PiS. I czy to się komuś podoba czy nie, tak właśnie jest, i mam wrażenie, jeszcze trochę będzie, więc oczywiście, można zżymać się dalej psując sobie nerwy, ale można też zacząć w końcu spokojnie żyć.
Wychodzę zaraz z domu i idę na rower. Bo mogę. Wam też radzę. Wy też nadal możecie.

Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Po wyborach

I po wyborach samorządowych. Zostawmy jednak na następne dni, do późniejszych, pełnych wyników wyborczych, dokładne analizy motywacji głosujących, perspektyw i kierunków polityki wewnętrznej z tego wynikających. Dzisiejszego postwyborczego wieczora mam dwie tylko refleksje.

 

Pierwsza

to odpowiedź na pytanie: w jakiej Polsce obudzimy się jutro rano, kiedy już oficjalnie będzie wiadomo, kto cieszyć się będzie ze zwycięstwa, a kto opłakiwał klęskę?
Odpowiedź: w takiej samej jak dziś. Głęboko podzielonej, nie potrafiącej się porozumieć i operującej językiem nienawiści w stosunku do przeciwników politycznych. Przez to nienowoczesnej, śmieszno-groźnej, bo nieprzewidywalnej w swoich wyborach politycznych na europejskim kontynencie. Jeszcze długo ten podział będzie kształtował polityczne życie w Polsce. Ale kształtować też będzie życie społeczne: na lepszych, bo naszych i gorszych, którym nie należą się żadne prawa. Najzabawniejsze, że to narracja obu stron. Obie też strony potrząsać będą do najbliższych wyborów szablami, którymi obiecają rozsiekać ostatecznie przeciwnika, by Polska rosła w siłę, a ludzie jak tam sobie chcą. Obudzimy się w Polsce, w której obie główne siły zaklinają się, że chcą tworzyć inną rzeczywistość, choć w istocie są gałęziami tego samego, kapitalistycznego, neoliberalnego drzewa i niczego zmienić nie tylko nie są w stanie, ale po prostu nie chcą. Najważniejsze jest zachowanie status quo. Z pogarszającym się statusem człowieka pracy najemnej, rozwarstwieniem społecznym i pogardą dla wykluczonych.

 

Druga

refleksja jest zaś taka, że to dla lewicy naprawdę ostatni moment. Rację ma Piotr Gadzinowski, który wskazuje w swoim artykule dla Strajku, że albo lewica zacznie pracować nad wspólnym (dla mających problem ze słuchem powtórzę: wspólnym) projektem V Rzeczypospolitej, albo zdechnie pod kolejnym plakatem wyborczym, którego nikt nie będzie czytał.

 

Kolejny raz

oczekiwania lewicowych, tradycyjnie rozproszonych kandydatów, nie potwierdziły się. Nie zdarzył się cud, że wyborcy lewicy tknięci duchem niekoniecznie świętym nagle zagłosują na jednego z nich, a o reszcie zapomną. Rozproszeni kandydaci rozproszyli głosy. Jeżeli nie powstanie trzecia, lewicowa i alternatywna dla neoliberałów siła, to nie podniesie się z niebytu przez pokolenie.
Polskie wybory samorządowe tknięte odbiciem wielkiej polityki i jej wojen straciły gdzieś to, co lokalne wybory w normalnych krajach powinny zapewniać; rozmowę o najbliższej wspólnocie, gdzie nie są ważne polityczne podziały, a jakość życia na co dzień. Ale cóż, nikt nie obiecywał, że Polska jest normalnym krajem.

Wskazówki na Piątą

Polska politycznie pękła.

 

Najlepiej widać to w dziennikach telewizyjnych. Narodowo – katolickie „Wiadomości” są kroniką wielkich zwycięstw i sukcesów prominentnych polityków PiS. „Fakty” w TVN to litania klęsk i porażek kaczystów z IV Rzeczpospolitej. „Wydarzenia” Polsatu próbują mieszać uczciwe prezentowanie rzeczywistości z sygnałami lojalności wobec władzy.
Polska politycznie pękła. Jak widać – na państwo dwóch prędkości politycznych.

Drużyna prezesa Kaczyńskiego forsownie buduje IV Rzeczpospolitą. Posybilistyczną, czyli skuteczną, choć autorytarną. Uważają, że skuteczność ich ekipy rządzącej wymaga zerwania krępujących ją hamulców. Czyli tradycyjnej, liberalnej demokracji parlamentarnej i państwa prawa tworzonego wedle zachodnioeuropejskich wartości.

Wiedzą, że wygrywanie kolejnych wyborów, czyli utrzymanie już raz zdobytej władzy, wymaga zdobycia przynajmniej trzydziestu procent głosujących. Stawiających na partię antyelitarną, odwołującą się do narodowej wspólnoty. Do konserwatywnych, przepojonych patriotyzmem narodowo-katolickich wartości. Wymaga tworzenia wspólnoty cementowanej dumą z niepokornej Polski oraz strachem i wrogością wobec „antypolonizmu”. Czyli zagranicy, która ponoć zawsze była przeciwko Polsce. Wiecznie intrygowała przeciwko niej, zdradzała Polskę w każdej chwili próby.

A nawet narzuciła Polsce „zbrodniczy komunizm”, który zrujnował Polskę i Polaków.

Na szczęście dumni i przywiązani do polskości Polacy nie poddali się i teraz budują nową, wielką Polskę. Polskę dla Polaków. Tych lepszego sorta.

Druga Polska skupiona jest wokół obrońców III Rzeczpospolitej. Demokracji parlamentarnej, państwa prawa i liberalnej gospodarki. O rząd dusz obrońców III RP walczą liderzy Platformy Obywatelskiej wspierani przez inteligencję popierającą kiedyś Unię Wolności. Obrońcy demokracji i niezawisłych sądów mają wsparcie licznych prywatnych mediów, środowisk naukowych, artystycznych, dziennikarskich.

Obrońcy III Rzeczpospolitej trafnie diagnozują autorytarne zapędy elit PiS, tworzenie wodzowskiego systemu władzy. Ograniczanie niezależności władzy sądowniczej, podporządkowywanie jej rządzącemu PiS. Trafnie krytykują szkodliwą politykę zagraniczną Jarosława Kaczyńskiego marginalizującą Polskę w Unii Europejskiej i czyniącą z naszego kraju bezwolnego wasala USA.

Ale działalność elit PO często sprowadza się jedynie do obrony starego porządku. Restytucji III RP, żeby „było tak jak było”. Chociaż wyniki ostatnich wyborów prezydenckich i parlamentarnych świadczą, że III Rzeczpospolita dostała czerwoną kartkę. Bo pomimo demokratycznego porządku prawnego III Rzeczpospolita była państwem niesprawiedliwym społecznie.

Donald Tusk obiecywał stabilną, przysłowiową politykę „ciepłej wody w kranie”. W rzeczywistości mieliśmy – i nadal mamy – wiele gospodarstw domowych ciągle pozbawionych dostępu do ciepłej wody i kanalizacji.

 

Klincz duopolu

Nic dziwnego, że większość obywateli naszego kraju uważa, że III Rzeczpospolita to państwo przyjazne jedynie dla elit, ludzi z układów, bogatych aferałow. Politycy PiS najlepiej i najszybciej rozpoznali te nastroje społeczne i na nich zbudowali skuteczne kampanie wyborcze w 2015 roku. I szybko stworzyli oczekiwany przez Polaków system pomocy społecznej. Najprostszy, polegający głównie na rozdawaniu pieniędzy budżetowych, ale spełniający pilne oczekiwania społeczne.

Rządy elit PO i elit PiS nie są takim samym złem, jak twierdzą niektórzy „symetryści” polityczni.

Rządy PO były niesprawiedliwe społecznie, ale nie tworzyły autorytarnego państwa. Systemu władzy jednego wodza, jednej partii i jednego narodowo-katolickiego narodu. PO swoją pasywną polityką społeczna hamowała rozwój Polski. Zapędzało ją w „pułapkę średniego rozwoju”.

PiS rujnuje teraz demokratyczne państwo polskie. Izoluje Polskę na arenie międzynarodowej w imię tworzenia narodowo – katolickiej wspólnoty. Co gorsza, trzyletnie rządy prezesa Jarosława Kaczyńskiego pokazują, że pomimo korzystnej międzynarodowej koniunktury gospodarczej, pomimo sukcesów w ulepszeniu ściągania podatków, ambitne cele wyrwania się z tej „pułapki syreniego rozwoju” nie są realizowane. Zamiast sukcesów w reindustrializacji Polski, mamy erupcję obietnic i propagandy kolejnych, ambitnych zamierzeń.

I obarczanie za wszystkie obecne błędy i niekompetencje elit PiS winami Polski Ludowej i mitycznego już „komunizmu”.

 

Wskazówki na V

Polska politycznie pękła, ale nie tylko na Polskę PO i Polskę PiS, jak można oglądać w polskich dziennikach telewizyjnych.

Poza tym duopolem pozostają inne Polski, wśród nich Polska lewicowa. Zmarginalizowana na własne życzenie. Skłócona ambicyjkami liderek i liderów licznych partii, partyjek, kanap politycznych.

Łasząca się o łaskę obecności w komercyjnych, zwykle antylewicowych mediach. Bo własnych jej liderzy nie chcieli budować, nawet kiedy rządzili.

Lewica żyjąca w mniemaniu, że zbawić ją może jedynie jej Mesjasz. Charyzmatyczny Lider, lub Liderka, która, spadnie nam z nieba i porwie skłócona lewicę do zwycięskiego boju. Dziwne, że ludzie deklarujący materialistyczny światopogląd oczekują politycznego cudu. Lewicowego Jarosława, lub Jarosławy Kaczyńskiej.

Nie chcą pamiętać, że PiS, zanim doszedł do władzy, stworzył silną, zwartą, kolektywną formację polityczną. Drużynę politycznych liderów uznających kierownictwo Jarosława Kaczyńskiego.

Wtedy nie charyzmatycznego, często wyśmiewanego, ale konsekwentnego w tworzeniu alternatywnej wspólnoty. PiS zbudował własne, opozycyjne wobec komercyjnych – czyli sprzyjających PO – media. Zbudował sieć Klubów „Gazety Polskiej” – czyli wspólnotę ideową swych zwolenników. Stworzył alternatywne wobec PO środowiska naukowe. Własne zaplecze intelektualne. Wydawnictwa i kolportaż promujący ich autorów. System stypendiów i nagród. Zanim elity PiS zdobyły władzę w państwie polskim, wcześniej stworzyły enklawy IV RP.

Tęskniąca za sukcesami wyborczymi polska lewica nadal zajęta jest dyskredytowaniem swoich konkurentów politycznych na lewicy. W wolnych chwilach dyskutuje: czy warto popierać socjalne programy PiS, czy chodzić z PO na demonstracje w obronie demokracji?

Tymczasem lewicowi wyborcy oczekują od niej nie tylko utrzymania socjalnych programów IV RP i demokratycznych instytucji III RP, ale też alternatywy ustrojowej. Innej od liberalnej gospodarczo III RP i autorytarnej, narodowo-katolickiej IV RP. Chcą Polski sprawiedliwej społecznie i demokratycznej. Nowej, Piątej Rzeczpospolitej.

Polska popękała politycznie. Na liczne polityczne dzielnice. Podzieliła się trwale, na długie lata. Dlatego polska lewica zamiast czekać na cud, na jednoczącego ją Mesjasza, powinna już teraz budować swą V Rzeczpospolitą na posiadanych przez siebie terytoriach. Tworzyć tam od podstaw lewicowe, obywatelskie społeczeństwo.