Zapraszamy do debaty

Bez programu V Rzeczpospolitej polska lewica nie stanie się pierwszorzędną siłą polityczną.
Wielokrotnie pisałem przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku, że podstawowym obowiązkiem polskiej lewicy jest powrócić do parlamentu.
Za wszelką cenę. Zgody na przejściowy, autorytarny styl kierowania SLD. Zgody na wspólną listę z centrową, liberalną Platformą Obywatelską i konserwatywnym PSL. Powrót do parlamentu wart był dla lewicy każdej politycznej „mszy”. Bo jedynie powrót do parlamentu gwarantował rewitalizację gasnącego SLD i innych, marginalizowanych partii.
Powrót do Sejmu i Senatu dawał szansę stworzenie tam politycznego przyczółka. Takiego „lewicowego Piemontu”, aby potem konsekwentnie powiększać wpływy lewicy w Polsce. Analogicznie do znanego z historii procesu jednoczenia Włoch w drugiej połowie XIX wieku.
Nasz lewicowy „Piemont” już mamy. Zyskaliśmy go po wyjątkowo korzystnej cenie. Lewica nie musiała celebrować politycznej mszy z demokratycznymi liberałami. Dostała głosy lewicowych wyborców w 2019 roku jedynie za „cud zjednoczenia”. Za to, że trójka liderów lewicowych partii stanęła w jednym szeregu przed telewizyjnymi kamerami. Zaczęli przemawiać razem, choć nie mówili tak samo. Dostała lewica te głosy na kredyt. Wyborcy lewicy w Polsce lubią spory, nawet personalne, polemiki i debaty. Ale jedność organizacyjną lewicy uważają za podstawową wartość.
„Tyleśmy warci ileśmy zwarci”, powtarzano nam podczas spotkań z wyborcami, kiedy tworzyliśmy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Pod koniec zeszłego wieku. Dzięki tej zwartości lewica dwukrotnie rządziła w III RP, miała też swojego prezydenta. Potem nastąpiła seria rozłamów,kłótni personalnych w Sojuszu. I wtedy SLD zaczął przypominać ówczesne telefony komórkowe Nokii.
Z każdym nowym sezonem politycznym stawał się coraz mniejszy.
Zjednoczmy się wreszcie
Konsekwencją „cudu zjednoczenia” sprzed 3 lat powinno być zunifikowana, powstała z SLD i Wiosny, nowa partia. Nowa Lewica. Były zaręczyny, terminy wesela, do skonsumowania związku nie doszło.
Ostatnio wielokrotnie słyszałem głosy przeróżnych patriotów SLD, że to małżeństwo polityczne pachnie im jednak mezaliansem. Bo oto bogate w kadry, programy i struktury organizacyjne SLD żeni się ze znacznie uboższą Wiosną. Ot bogaty panicz bierze dziadówkę za żonę i jeszcze ma ślubować jej partnerskie małżeństwo!
Wedle lewicowych standardów.
W SLD jestem od początku. Byłem posłem klubu SLD, kiedy Sojusz nie był jedną partią, tylko federacją partii politycznych, związków zawodowych, organizacji społecznych. Mariażem politycznych paniczów z politycznymi dziadówkami. Jedną z nich, Ruch NIE, w tamtym Sojuszu reprezentowałem. I nasze największe wspólne sukcesy osiągaliśmy kiedy lewicowi zasobni panicze traktowali po partnersku te lewicowe dziadówki.
Dlatego apeluję do lewicowych koleżanek i kolegów z SLD i Wiosny. Zjednoczmy się wreszcie! Na ustalonych wcześniej zasadach. A aktualnym krytykom tego mariażu mogę jedynie przypomnieć, że także oni głosowali za przyjętymi wtedy zasadami zjednoczenia i statutami. Słowo się rzekło, kobyłka u płota.
Na pocieszenie krytycznym wobec zjednoczenia patriotom z SLD mogę przypomnieć też, że nasi parlamentarzyści nieraz głosowali ustawy niekorzystne wizerunkowo dla naszej partii, za to korzystne dla reformowanego państwa polskiego. Tracił na tym Sojusz, ale per saldo zyskiwała Polska.
Niebawem minie trzeci rok działalności koalicyjnego klubu parlamentarnego lewicy. Od przynajmniej dwóch lat słyszymy o konsumowaniu politycznego małżeństwa SLD i Wiosny. I mam nadzieję, że na październikowym Kongresie wreszcie się to stanie.
Zakończy się ten stan organizacyjnego chaosu, gorszącego wielce lewicowych wyborców.
Wskazówki na Piątą
Mamy już „lewicowy Piemont”, dojdzie pewnie do zjednoczenia SLD z Wiosną. Ale Kongres zjednoczeniowy powinien być jednocześnie Kongresem programowym. Polska lewica, zwłaszcza ta związana z SLD, ma liczne, historyczne zasługi. Doprowadziła Polskę do Unii Europejskiej, wcześniej współtworzyła obecną demokratyczną Konstytucję. Jednak po naszej akcesji do Unii Europejskiej kreatywność programowa, intelektualna polskiej lewicy wyschła.
Być może lewicowe elity uznały, sama implementacja euro norm rozwiąże podstawowe problemy polskiego społeczeństwa i państwa. A skopiowanie dorobku europejskiej lewicy stworzy z polskiej lewicy nowoczesny i sprawny ruch polityczny. I tak po naszej akcesji do UE, zakorzenieniu się w rodzinie europejskich socjalistów, socjaldemokratów, zielonych,komunistów polskie lewicowe elity polityczne zwolniły się z wysiłku umysłowego.
Oczywiście nie siedziały czas cały z założonymi rękami. Przez całe lata trwała produkcja projektów programów, ustaw. Zmieniano logo partii aby zwabić nim miej świadomych wyborców. Pomimo tych wysiłków lewicowi wyborcy nie wiedzieli i nie wiedzą jakiej, tej już „europejskiej” Polski, nasza lewica chce. Znają poszczególne propozycje, słyszeli o jakiś receptach.
PiS w 2015 roku celnie zdiagnozował obecną w społeczeństwie potrzebę zmiany. Zaproponował alternatywną IV Rzeczpospolitą. Nie łaty, plastry na poszczególne bolączki, tylko nową jakość. I tym uwiódł wyborców. Także tych, głosujących kiedyś na lewicę.
Dlatego teraz podstawowym obowiązkiem polskiej lewicy jest stworzenie spójnego programu demokratycznej i socjalnej V Rzeczpospolitej. Alternatywnej wobec kaczystowskiej IV Rzeczpospolitej i niedawnej III Rzeczpospolitej. Bez takiego horyzontu programowego polska lewica dalej będzie dusić się intelektualnie w kajdanach IV RP i utopijnych nostalgiach za III RP. Nie pomogą jej atrakcyjne, szczątkowe programy, ustawy pisane w odpowiedzi na działania PiS, ani medialne pląsy.
Dlatego zapraszamy wszystkich polskich lewicowców do dyskusji o lewicowej, demokratycznej V Rzeczpospolitej.
O tym co polska lewica powinna zrobić po szkodliwych dla Polski rządach PiS. O wieloletnim lewicowym planie budowy społeczeństwa polskiego w XXI wieku.
Zapraszamy wszystkich pragnących debaty o przyszłej lewicowej Polsce. Chcemy być trybuną szeroko rozumianych lewicowych idei i programów.
Bez stworzenia programu V Rzeczpospolitej polska lewica będzie skazana na rolę przystawki politycznej. Drugorzędnej, niesamodzielnej siły politycznej.

Wskazówki na Piątą

Po politycznym, gorącym „trójskoku wyborczym” w latach 2019-2020, miały przyjść trzy lata politycznej stabilizacji. Rządów stabilnej prawicowej koalicji aż do 2023 roku. Kolejnych wyborów parlamentarnych.

Ale raz jeszcze okazało się, że spokój w czasach rządów PiS to oksymoron. Zapowiadana, szybka „rekonstrukcja” rządu przeciągała się tygodniami i nadal nie zakończyła się.
Podobnie wprowadzenie pana prezesa Kaczyńskiego do rządu nie daje gwarancji wyeliminowania stłumionych sporów między koalicjantami. Stan napięcia między nimi łagodził dodatkowo pan prezydent Duda. Swą nieobecnością w życiu politycznym.
Pod Jego obronę
Po zwycięskich wyborach pan prezydent ostentacyjnie okazywał swe przemęczenie intensywną kampanią i zniechęcenie do zajmowania się czymkolwiek. Zwlekał nawet ze znalezieniem czasu na zaprzysiężenie nowych ministrów. Opierał się przed naporem niespodziewanych hołdów i propozycji składanych mu przez skonfliktowanych z panem prezesem prawicowych polityków. Nieskutecznie, jak zwykle.
Po jesiennych przetasowaniach kadrowych jego Kancelaria zaczyna przypominać polityczny Salon Odrzuconych. Kieruje nią nadal pan minister Krzysztof Szczerski, który od trzech lat zapowiada wszem i wobec swe odejście stamtąd. Ale nadal nie może znaleźć godnej sobie posady.
Pozostał w Kancelarii na stanowisku jej wiceszefa pan minister Paweł Mucha. Choć wielu obserwatorów polskiej sceny politycznej przewidywało jego wylot.
Do pracy w Kancelarii przyszli były wojewoda Piotr Ćwik, były poseł PiS Łukasz Rzepecki, były doradca Marcin Mastalerek.
Wszyscy jeszcze niedawno byli uważani za młodość i przyszłość polskiej prawicy. Wszyscy jednak skonfliktowali się z panem prezesem Kaczyńskim i jego ekipą. Taki skład Kancelarii sprawić może, że powracający z wakacji pan prezydent szybko popadnie w niespodziewany konflikt z Nowogrodzką. Zwłaszcza, że wokół Dużego Pałacu krąży już były minister rolnictwa Jan Ardanowski. Wyrastający na lidera „oszukanych przez PiS” hodowców bydła, drobiu i futerkowców. Zresztą pan prezydent już niedwuznacznie zasugerował, że nie da skrzywdzić „polskiej wsi”. Bo nie podpisze bezkrytycznie tym razem podsuniętej mu w tym kształcie ustawy o ochronie zwierząt.
Zawetuje ją, albo, co bardziej prawdopodobne jest, odeśle niepopularną wśród hodowców ustawę do Trybunału konstytucyjnego. Tam nawet pro Kaczyńska większość będzie miała kłopoty z uzasadnieniem jej zapisów. Bo oprócz dyskusyjnych zapisów jest ona kolejnym przykładem PiS-owskiego bubla prawnego. I tak niewiele robiąc stał się pan prezydent „ostatnią nadzieją uboju rytualnego” w Polsce.
Lewica w pułapce
Uroczyste zakończenie okresu narzeczeństwa ogłosili liderzy SLD i Wiosny. Zaślubiny wyznaczono na dwudziestego pierwszego listopada. Czy uda się je wtedy uroczyście, czyli kongresowo skonsumować? Los lewicowego wesela jest w rękach koronowirusa. Uaktywniającego się właśnie.
Nowy związek partnerski ma zwać się Nową Lewicą. Co już wzbudziło wiele krytyk ze strony środowisk zwanych „patriotami SLD”. Mniej głośni są za to „patrioci Wiosny”. Ich widać mariaż z SLD bardziej rajcuje.
Rok temu polska lewica powróciła do parlamentu. Bo dostała od Wyborców premię za zjednoczenie. Poparcie i kredyt na cztery lata. Rok mija i kończy się okres ochronny dla zjednoczonej lewicy. Pojawiają się już pierwsze podsumowania jej dotychczasowej pracy parlamentarnej. Pierwsze krytyczne opinie.
Michał Syska, znany lewicowy publicysta i szef Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a, uważa, że odnowiona „Lewica nie ma własnej narracji, a nawet gdyby ją skonstruowała, nie ma narzędzi do jej upowszechniania”.
Bo choć „Jej przedstawiciele na niezliczonych konferencjach prasowych, briefingacg czy konwencjach przedstawiają konkretne (i słuszne najczęściej) postulaty bądź pomysły na rozwiązywanie ważnych problemów” to jednak one „nie wywołują emocji społecznych”. Bo „nie wpisują się one w żadną spójną narrację o świecie, w której wyborcy mogliby ujrzeć swoją historię, swoje lęki, aspiracje i potrzeby. I emocje”.
I w zamieszczonej w tygodniku „Przegląd” analizie zauważa, że „Po lewej stronie brakuje zrozumienia, że klub parlamentarny to tylko jedno z narzędzi politycznych, a formacja, która nie jest opleciona siecią think tanków i mediów, skazana jest na pośledniość i tymczasowość”. W efekcie parlamentarzyści Lewicy postrzegani są jak radykalni aktywistki i aktywiści, a nie poważni politycy decydujący o losach kraju.
Takiemu postrzeganiu sprzyja reaktywna działalność parlamentarzystek i parlamentarzystów Kluby Lewicy. Reagowanie na podsuwane i wrzucane im przez polityków prawicy niespodziewanych tematów do publicznych debat. Zauważa to inny, znany lewicowy publicysta Jakub Dymek w zamieszczonym, również w „Przeglądzie”, artykule „Lewica w pułapce wojen kulturowych”. Rzeczywiście raz po raz „lewica podąża za słusznym etycznie instynktem i działa w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami”. I dziarsko staje do kolejnych wojen kulturowych z PiS. Niestety dzieje się to na polu walki wyznaczonym przez PiS i na narzuconych przez prawice warunkach. Czyli na z góry słabszej pozycji.
To wcale nie znaczy, że Lewica zaniedbuje inną problematykę. Jakub Dymek rzetelnie pokazuje całą paletę lewicowych aktywności i poruszanych tematów. Ale skoro Lewica nie ma swoich mediów ani popularnych ośrodków myśli społecznej i nie ma wizji swojej Polski, lewicowej, sprawiedliwej społecznie i demokratycznej, to łatwo jej przyprawiać propagandowe gęby przez prawicowe media. Redukować ją do karykaturalnych wielkomiejskich kulturowo lewicowych paniczyków i wegańskich kocich mamek.
Od kilku lat publicyści związani z „Trybuną” publikują na naszych łamach kolejne artykuły projektujące „V Rzeczpospolitą”. O jej potrzebie pisałem siedem lat temu na łamach portalu „Lewica24.pl”. Wtedy słyszałem pouczenia lewicowych polityków, że lewicowi wyborcy nie potrzebują nowej Polski. Bo do wygrania wyborów wystarczy pięć lub siedem chwytnych punktów programu wyborczego.
Dzisiaj wszyscy inteligenci lewicowcy już wiedzą, że bez kulturowej hegemonii lewica skazana jest na rolę marginesowej opozycji.
Czas zatem poważnie pomyśleć o Piątej.
Zapraszamy do dyskusji na łamach „Trybuny”.

Konwencja Lewicy

Socjaldemokraci szykują się do ofensywy programowo-organizacyjnej. Przed kongresem, zaplanowanym na 22 listopada, zaprezentowali swoje główne postulaty podczas konwencji w Warszawie. Włodzimierz Czarzasty zadeklarował, że postulaty te nie będą jak do tej pory jedynie wysłuchane, ale że klub parlamentarny będzie je realizował.

Jesienna ramówka Lewicy, jak nazwano pakiet propozycji, koncentruje się wokół zagadnień gospodarki i zielonego ładu, zdrowia i polityki społecznej, edukacji oraz szkolnictwa wyższego, a także nowych technologii, które mogą i powinny służyć całemu społeczeństwu. Zaakcentowano również potrzebę zmiany filozofii organizacyjnej rządu: potrzeba nam mniej ministerstw, a więcej decyzyjności.

Krzysztof Gawkowski zadeklarował podczas konwencji, że Lewica będzie opozycją, która nie tylko krytykuje rząd, ale jest gotowa współpracować, bo odpowiedzialni politycy to tacy, którzy mając świadomość tego, o co walczą, działają konstruktywnie. On i przemawiająca po nim Marcelina Zawisza akcentowali, że projekty ustaw, które złoży wkrótce Lewica, mogą zostać wykorzystane przez PiS z pożytkiem dla wszystkich,.Gospodarczy ekspert Dariusz Standerski stwierdził, że Polska dziś to państwo ludzi, którzy się boją – utraty pracy czy bankructwa małego biznesu. Wezwał, by nie zamieniać Polski w państwo służące wyłącznie wielkim międzynarodowym korporacjom.

W najbliższych numerach „Trybuny” ukażą się kolejne teksty wpisujące się w dyskusję programową na lewicy.

Opr. MKF

Appendix do „Zimnej wojny”

w tym przypadku dopełnienia nie do znanego filmu, a do ważnych rozważań

Temat II wojny światowej i polskiego września, z różnymi akcentami i konotacjami politycznymi będzie dominował w najbliższym czasie w mediach. Natomiast godną lektury i poważnego przemyślenia była niedawna, obszerna wypowiedź prof. Włodzimierza Borodzieja o zimnej wojnie (trzy kolejne wydania „GW” – „Ale historia” – 20 i 27. 07. oraz 1.08. 2020). Również z uwagi na przedstawione mało znane fakty, jak też z konieczności kilku ważnych uzupełnień

Prapoczątki zimnej wojny

to ustalenia z Jałty, a po zakończeniu wojny dzielenie łupów. „Stalin już chciał zagarnąć – pisze Borodziej – Polskę (i nie tylko) oraz przesunąć ją geograficznie na zachód. Ale też jak najszybciej zainstalować w Warszawie władze komunistyczne. Amerykanie i Brytyjczycy byli sceptyczni wobec aż takiej zmiany granic, lecz nie szło im wyłącznie o politykę, bali się milionów migrantów i przesiedleńców do zachodnich stref okupacyjnych, wędrujących po Europie, których akurat oni, a nie Niemcy lub Sowieci, musieliby wyżywić, dać im pracę i dach nad głową. Tymczasem ludność nie chciała ich przyjmować, bo oznaczało to kolejne gęby do i tak pustego garnka.” To interesująca opinia gdyż dotąd, w powszechnym przekonaniu, ważyły o naszej zachodniej granicy przede wszystkim względy polityczno-militarne ZSRR, a w tym, kosztem przegranych Niemiec, niejako „rekompensata” dla Polski za utratę Kresów Wschodnich.

Dzielenie łupów i wpływ na zainstalowanie zimnowojennego porządku miała także wojna domowa w Grecji w latach 1946-1949, tym razem nie z winy Stalina a Zachodu, co oględnie przyznaje Profesor. Nie wchodząc w szczegóły tamtych wydarzeń przypomnieć jednak należy, że Królewskie Siły Zbrojne Grecji wspierane były od początku przez Wielką Brytanię, a później Stany Zjednoczone. Wg. Richarda Clogga „Kierujący się żądzą zemsty prawicowy rząd jeszcze zaostrzył istniejące podziały polityczne. Już przed wyborami represje prawicy zmusiły byłych partyzantów ELAS [ lewicowej formacji partyzanckiej w czasie II wojny światowej współpracującej także z Brytyjczykami, podobnie zresztą jak partyzantka Tity w Jugosławii – Z.T.] do powrotu w góry. Po wyborach proces gwałtownie przyspieszył, chociaż w kierownictwie partii komunistycznej nadal spierano się, czy zmierzać do władzy drogą konstytucyjną, czy też zbrojną.” Nota bene spośród ewakuowanych 30 tys. dzieci bojowników Demokratycznej Armii Grecji część znalazła się w Polsce.

Bardzo poważny wzrost nastrojów lewicowych w Europie Zachodniej po zakończeniu wojny był także przyczyną interwencji USA w wybory włoskie w 1948 r. „Amerykanie robią wszystko, by komunistom uniemożliwić zdobycie statusu najbardziej popularnej i wspieranej partii w tym kraju…CIA wspierała wszystkie siły, by zminimalizować ryzyko zwycięstwa komunistów. Dzięki pomocy różnych fundacji amerykańskie rządowe pieniądze trafiają legalnie i nielegalnie do włoskich anty-comunistów. Komuniści odnoszą nieznany w historii Włoch sukces, ale w sumie przegrywają – da się stworzyć rząd bez nich.” Takie to, upowszechniane na całym świecie i nie raz powtarzane, amerykańskie rozumienie demokracji.

Jak to się zaczęło

„Truman jest postrzegany – mówił prof. Borodziej – jako prezydent bez złudzeń i bardzo szybko po objęciu władzy powiedział, że ma dość dopieszczania Sowietów, dość ustępstw wobec nich. Uważał, że Zachód musi się powojennie zredefiniować…W tym sensie Truman jest ojcem chrzestnym zimnej wojny. A jej konkrety prezentuje sekretarz stanu USA, gen. George Marshall, który w 1947 r. przedstawia na Uniwersytecie Harvarda plan gospodarczej pomocy dla Europy.”

Ale dużo wcześniej Panie Profesorze miało miejsce kilka istotnych wydarzeń.

Józef Stalin w Moskwie w lutym 1946 roku oświadczył, że istnieje blok państw kapitalistycznych i imperialistycznych, w dzieje których integralnie jest wpisana wojna.

Wilson Churchill 5 marca 1946 w amerykańskim Westminster College w Fulton, w stanie Missouri, w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych, Harry’ego Trumana, mówił: „Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem opuściła się żelazna kurtyna w poprzek kontynentu…” Po wschodniej stronie kurtyny znalazły się „wszystkie stolice dawnych państw Środkowej i Wschodniej Europy – Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt, Sofia”. Wszystkie te miasta poddane zostały „w wysokiej i rosnącej mierze kontroli ze strony Moskwy”. Uważa się powszechnie, że ten dzień zapoczątkował zimną wojnę.

Do tych słów nawiązał 6 września 1946 w Stuttgarcie amerykański sekretarz stanu James Byrnes oświadczając, że Amerykanie nie opuszczą Niemiec i militarna obecność Stanów Zjednoczonych w Europie będzie zjawiskiem trwałym.

Plan Marshalla

nie przedstawiał, jak twierdzi Profesor, żadnych konkretów zimnej wojny z wielu powodów. Już zresztą wtedy trwała, nie do przewidzenia był jej dalszy przebieg, nie ograniczała się jedynie do tzw. rozmiękczania, ekonomicznych nacisków czy ideologicznych haseł i propagandowych działań obu stron, gdyż jej trwałym elementem były również liczne zbrojne, gorące konflikty na całym świecie. Nadto nikt nie był w stanie w tamtym czasie wyobrazić sobie ani jej dalszego ciągu, ani zakończenia.
„Plan przedstawił deklarację pomocy gospodarczej dla krajów Europy, określając jej charakter i warunki otrzymania…Został uchwalony przez Kongres Stanów Zjednoczonych 3 kwietnia 1948…Program pomocy był realizowany przez 4 lata…do czerwca 1952…przekazano około 13 mld dolarów (ok. 123 mld dolarów po inflacji) w postaci pomocy technicznej i ekonomicznej, aby wesprzeć odbudowę gospodarek krajów europejskich…wpływ planu na tempo wzrostu gospodarczego gospodarek Europy Zachodniej, m.in. poprzez odbudowę zasobów kapitałowych czy projekty inwestycyjne, oceniany jest jako niewielki, natomiast podkreśla się efekty pośrednie…Plan Marshalla był jednym z pierwszych impulsów do integracji europejskiej.” (Wikipedia)

Dodać jeszcze należy – jako bardzo szczególną informację – że w ramach powyższego planu odbudowy dostarczono także do niektórych państw europejskich broń i sprzęt wojskowy, zapewne z amerykańskiego demobilu.
„Dla początku zimnej wojny większe znaczenie miał plan Marshalla niż zdobycie przez Moskwę broni nuklearnej. Finansowa pomoc Stanów Zjednoczonych dla podnoszącej się z wojennych gruzów Europy Zachodniej określiła na lata ramy jej funkcjonowania” – mówił prof. Borodziej. Jest w tym stwierdzeniu bardzo wiele racji dodając, że plan niewątpliwie miał wpływ na poziom życia, a więc i ograniczenie lewicowych tendencji w powojennej, zrujnowanej Europie. A w przeciwieństwie do czasu po I wojnie światowej, m. in. poprzez ten projekt, Amerykanie pozostali na stałe na starym kontynencie wraz ze swoimi licznymi interesami.

Doktryna powstrzymywania

„Została opracowana w sztabie planowania Departamentu Stanu USA, a komuniści ją zmitologizowali. W gruncie rzeczy to pomysł bardzo prosty. Stany Zjednoczone ponoszą odpowiedzialność za świat, ale mają ograniczone możliwości. Muszą interweniować tam, gdzie mogą i gdzie ich interesy są zagrożone.” Należy przyznać, że Pan Profesor w krótkich żołnierskich słowach obnażył trwającą od lat całą amerykańską obłudę, w której zaanektowana, jednostronna odpowiedzialność za świat sprowadza się do interesów USA.

Ograniczone możliwości

dwóch supermocarstw polegały podczas zimnej wojny na niepisanej acz przestrzeganej umowie o nienaruszaniu swoich sfer wpływów i nie wchodzeniu w konflikt, który mógłby przerodzić się w światową pożogę. Wzajemnie rozumiany interes pozwalał w krytycznych sytuacjach „zaprowadzać porządek” na podległych obszarach bez obaw o militarną aktywność ze strony politycznego przeciwnika. Tak było podczas interwencji radzieckiej na Węgrzech w 1956 roku i w czasie „Praskiej Wiosny” z wkroczeniem wojsk Układu Warszawskiego. Prowadzący rozmowę Paweł Smoleński dodaje: „Amerykanie wtrącili się jeszcze do wyborów serbskich 2000 r., na Środkowym Wschodzie w Iranie w 1953 r„ gdy w wyniku zamachu stanu przywrócili do władzy szacha Mohammada Rezę Pahlawiego, oraz w Iraku w 2004 r., o karaibskiej Granadzie nie wspominając.” Profesor uzupełnia: w Iraku, gdzie „USA po prostu wchodzą z wojskiem, obalają nieprzyjazny sobie reżim i instalują własny, jednak bez większego powodzenia.” W tym samym stopniu podobne są także do siebie amerykańska interwencja w Wietnamie oraz radziecka i amerykańska interwencje w Afganistanie bowiem wszystkie identycznie się zakończyły. Z tych samych ograniczeń w 1980-81 roku, w sytuacji interwencji radzieckiej nie poszli by się bić o Polskę Amerykanie – „Zdecydowanie nie, Zresztą o tym głośno mówili”.

Przykład Kuby

jako klasycznego powstrzymania się USA i ZSRR od globalnego konfliktu nie wyczerpuje opisu sytuacji, w której miejscowe ruchy i siły antyrządowe obalają samodzielnie, bez zewnętrznego wsparcia, kolonizatorów bądź miejscowy reżim. Tak było wcześniej w Indochinach i w Algierii gdzie przegrywają Francuzi, tak też się stało na Kubie, co dosadnie opisał Filip Ratkowski w swojej internetowej wypowiedzi: „Kubę w orbitę ZSRR wepchnęła amerykańska mafia, która była właścicielem niemal całej infrastruktury hotelowo-rozrywkowej z burdelami na czele! Fidel Castro nie był żadnym „komunistą” tylko zwykłym nacjonalistą (czy patriotą) kubańskim, a Komunistyczna Partia Kuby w początkach wcale mu się nie chciała podporządkować! Dopiero gdy Castro rozpędził kasyna i burdele…Amerykanie zaczęli swoje hocki-klocki, naciski i zakaz importu cukru [także słynną inwazję w Zatoce Świń – Z.T.] to Fidel nie miał innego wyjścia jak zaprzyjaźnić się z Chruszczowem i dopiero wtedy komuniści kubańscy mu się podporządkowali.”

Ceną za usuniecie radzieckich rakiet z wyspy były gwarancje nieagresji USA na Kubę, a także wycofania rakiet amerykańskich z Turcji.

Początki przemian i końca

Redakcja „GW” zamieszczając w III części tej rozmowy zdjęcie muru berlińskiego podpisała go: „Zburzenie muru berlińskiego w listopadzie 1989 r. stało się symbolem końca zimnej wojny, ale tak naprawdę proces upadku bloku komunistycznego został zapoczątkowany w Polsce bezkrwawą rewolucją „Solidarności”. Ten wyjątkowo bombastyczny punkt widzenia, stanowiący wtręt do przedstawionych rozważań, nie uwzględnia ani rzeczywistych przyczyn zakończenia „eksperymentu” jakim był „realny socjalizm czy też komunizm”, ani też późniejszych słów Borodzieja: „militarnie jest oczywiste, że Związek Sowiecki mógł znieść wszystkie ruchy separatystyczne [u siebie – Z.T.] w ciągu tygodnia, gdyby tylko chciał. Jak również powstrzymać zmiany w całej Europie Wschodniej. Ale już nie było woli politycznej, coś się wyczerpało. Również po ludzku zabrakło determinacji i pewności siebie.”

I jeszcze: „Ostatni przywódca sowieckiego imperium Michaił Gorbaczow, decydując się na głasnost i pierestrojkę, był jak Kolumb, który wyruszył na wyprawę w nieznane przekonany, iż odkryje drogę do Indii, a odkrył coś zupełnie innego.” Te nowe przekonania Gorbaczowa charakteryzują jego słowa: „Z przywódcami i innymi osobistościami wielu państw, z przedstawicielami ich opinii publicznej miałem okazję się spotkać…Pisałem tę książkę, wierząc w ich zdrowy rozsądek. Jestem przeświadczony, że są, tak jak i ja, jak my wszyscy — i to jest najważniejsze — zaniepokojeni o losy naszej planety. Powinniśmy obcować ze sobą, powinniśmy rozwiązywać problemy w duchu współpracy, a nie wrogości” (M. Gorbaczow, Przebudowa i nowe myślenie…, PiW,1988).

Koniec zimnej wojny

Profesor uważa: „Jak każdy proces historyczny kończyła się [zimna wojna – Z.T.] wieloetapowo, w różnych miejscach w innym czasie i formach. W Europie jej kres przypada mniej więcej na okres od 1989 r. …dla Związku Sowieckiego ten proces obejmował tendencje niepodległościowe Gruzji oraz państw bałtyckich i przede wszystkim spotkanie w Białowieży przedstawicieli Rosji, Ukrainy i Białorusi zakończone rozwiązaniem imperium”.

Koniecznie jednak przypomnieć należy, także wspomnianym rozmówcom z „Ale Historia”, że 15 października 1990 roku Michaił Gorbaczow otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za skuteczne działania mające na celu zakończenie zimnej wojny.

Nieodzowne uzupełnienia

Myli się Paweł Smoleński twierdząc, że układ białowieski z 8 grudnia 1991 rok podpisał m. in. Gorbaczow, gdyż w imieniu Rosji dokonał tego Borys Jelcyn, będący w tym czasie wielkim antagonistą Gorbaczowa w walce o władzę. Nie ma też powodu, jak czyni to Profesor, nazywać legendą sytuację opisaną przez Mieczysława Rakowskiego, gdy stojąc wraz z Gorbaczowem „na trybunie honorowej [uroczystości z okazji 40-lecia NRD jesienią 1989 roku – Z.T.] i patrzyli z politowaniem na elitę NRD-owskich komunistów koło osiemdziesiątki odbierającą pochód, a tłumy skandowały: „Gorbi, Gorbi!”. Bo to on był symbolem reform i innego myślenia.” Rok wcześniej miałem okazję wysłuchiwać wyjaśnień sekretarza Komitetu Centralnego NRD-owskiej partii na temat niedopuszczenia na ich teren niemieckiej edycji radzieckiego „Sputnika”, który kolportował, wg mego rozmówcy, nieprawomyślne myśli Gorbaczowa.

Po zimnej wojnie

pozostają politologiczno-historyczne rozważania i różne ludzkie, nie tylko filmowe, losy. Na szczęście w tamtym wydaniu zakończyła się, ale nowe jej edycje powracają, jak zabójcze epidemie.

Klub Miłośników Prasy Lewicowej zaprasza

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku działa Łódzki Klub Miłośników prasy lewicowej. Celem tej inicjatywy jest :

1/ Odkłamywanie historii

2/ Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej

3/ Próba wspólnej dyskusji członków SLD z innymi na tematy historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,

4/ Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące, inne próby interpretacyjne

16 lipca 2020 r. (czwartek) o godz. 16.30 na terenie siedziby zarządu miejskiego SLD w Łodzi (Aleje Kościuszki 48) z zachowaniem wszelkich środków ostrożności dot. pandemii koronawirusa odbędzie się wznowienie spotkań klubu.

Tematem wprowadzenia do dyskusji będzie problematyka gospodarczych przemian związanych z transformacją ustrojową .

Wprowadzenia do dyskusji dokona Paweł Zieliński – aktywny uczestnik tamtych wydarzeń.

Serdecznie zapraszamy!

Telefon kontaktowy 42 636 60 44

Klub Miłośników Prasy Lewicowej zaprasza

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku działa Łódzki Klub Miłośników prasy lewicowej. Celem tej inicjatywy jest :

1/ Odkłamywanie historii

2/ Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej

3/ Próba wspólnej dyskusji członków SLD z innymi na tematy historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,

4/ Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące, inne próby interpretacyjne

16 lipca 2020 r. (czwartek) o godz. 16.30 na terenie siedziby zarządu miejskiego SLD w Łodzi (Aleje Kościuszki 48) z zachowaniem wszelkich środków ostrożności dot. pandemii koronawirusa odbędzie się wznowienie spotkań klubu.

Tematem wprowadzenia do dyskusji będzie problematyka gospodarczych przemian związanych z transformacją ustrojową .

Wprowadzenia do dyskusji dokona Paweł Zieliński – aktywny uczestnik tamtych wydarzeń.

Serdecznie zapraszamy!

Telefon kontaktowy 42 636 60 44

Zaproszenie

Centrum im. Ignacego Daszyńskiego we współpracy z Fundacją im. Friedricha Eberta zapraszają czytelniczki i czytelników „Trybuny” do udziału w dyskusji online poświęconej Unii Europejskiej w dobie koronakryzusu, która odbędzie się w czwartek 16 kwietnia br., o godz. 18:00.

Transmisja na żywo naszego wydarzenia będzie się odbywać pod adresem: www.facebook.com/centrum.daszynskiego/

W dyskusji udział wezmą:

·
prof. dr hab. Marek Belka | Poseł do Parlamentu Europejskiego, b. Premier RP i Prezes Narodowego Banku Polskiego
·
dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene | Uniwersytet Warszawski
·
dr Ireneusz Bil | Fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”

Moderacja:
·
dr Karolina Zioło-Pużuk | Centrum im. Ignacego Daszyńskiego

Świat pracy w czasach zarazy

Od niemal miesiąca światowa, europejska i polska gospodarka ma zaciągnięty ręczny hamulec związany z pandemią koronawirusa.

Jest to wydarzenie bez precedensu. Tylko w USA w ciągu dwóch tygodni mogliśmy zaobserwować lawinowy wzrost bezrobocia osiągając niespotykany wcześniej poziom 6 milionów osób, które oficjalnie pozostają bez pracy. W Polsce blisko 3 mln pracowników na umowach śmieciowych oraz wielu drobnych przedsiębiorców mierzy się obecnie ze skutkami zarazy. Część sektorów gospodarki zamarło, co wiąże się ze zwolnieniami, oszczędnościami, zmniejszeniem pensji czy też bankructwami. W nadchodzących miesiącach będziemy mierzyć się z poważną globalną recesją, co także wpłynie na fundamentalną dyskusję poświęconą pracy oraz jej nowym formom w przyszłości.

Centrum im. Ignacego Daszyńskiego we współpracy z Fundacją im. Friedricha Eberta zaprasza czytelników „Trybuny” do udziału w pierwszej dyskusji online poświęconej wyzwaniom świata pracy w tym niespotykanym wcześniej kryzysie, w środę 8 kwietnia br., o godz. 18:00.

Transmisja na żywo będzie się odbywać pod adresem: www.facebook.com/centrum.daszynskiego/

W dyskusji udział wezmą:
prof. UWr dr hab. Adam Mrozowicki | Uniwersytet Wrocławski
dr Piotr Ostrowski | Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych
pos. Anna-Maria Żukowska | Koalicyjny Klub Parlamentarny Lewicy
Moderacja: dr Sebastian Gajewski | Centrum im. Ignacego Daszyńskiego

Pierwsza setka marszałka

W siedzibie Akademii Vistula odbyła się promocja kolejnej książki byłego marszałka Senatu RP, profesora Longina Pastusiaka zatytułowanej „Świat i Polska”. Setnej książki napisanej przez niego.

Zebrani w auli liczni i zacni czytelnicy przypominali zasługi profesora, czasem też i swoje, żarliwie też dyskutowali o relacjach Polski z USA, USA-Chiny, a także mozolnych trudach autorów książek. Całość sprawnie moderował Wojciech Kostecki, też profesor.

Patrząc z podziwem na wspaniały dorobek marszałka, profesora Longina Pastusiaka apelujemy do obecnych naukowców i polityków. Mniej sporów,mniej brylowania w mediach, do piór!
Niedokończone książki czekają.

 

Dokąd nas zaprowadzą kręte ścieżki lewicy? Głos w dyskusji

Wybory za nami. Lewa strona naszej polityki ma znów swoją reprezentację w obu izbach parlamentu. Najwyższa więc pora zadać sobie pytanie, co dalej? Rozpoczynamy zatem publikowanie tekstów, które będą stanowić swoistą dyskusję na temat tego czym jest i czym ma być Lewica w dzisiejszej Polsce.

W wielu publikacji prasowych jak i dyskusjach, w których prezentowane były poglądy o braku możliwości budowy w Polsce silnego ugrupowania lewicowego wśród wielu powodów jak m.in.: negatywne konotacje historyczne, przeważająca niechęć znacznej części społeczeństwa do wszelkich kolektywnych form organizacyjnych czy konserwatyzm obyczajowy, wskazywano również na zmiany pokoleniowe utrudniające budowę poparcia dla takiej formacji z powodu naturalnego kurczenia się szeregów byłych zwolenników partii post-komunistycznej jak i nikłego zainteresowania polityką budowania wspólnoty wśród młodzieży pomiędzy 18, a 29 rokiem życia. Widać to było wyraźnie w ostatnich latach odznaczających się silnym wzrostem aktywności społecznej obywateli skierowanym przeciwko antydemokratycznym zmianom instalowanym przez partię rządzącą przy bardzo skromnym, a nawet incydentalnym jedynie udziale młodzieży mającym miejsce w protestach przeciwko zmianom w Sądzie Najwyższym oraz w protestach Strajku Kobiet przeciwko godzeniu w prawa seksualne i reprodukcyjne. Nie mniej jednak w istniejących ugrupowaniach politycznych lewicy jak i powstałej w ostatnim roku przed wyborami partii Wiosna Roberta Biedronia jak i wielu postępowych organizacjach społecznych narastało przekonanie o konieczności podjęcia próby wspólnego wystąpienia politycznego, jednakże bez ostatecznego zdefiniowania jego struktury organizacyjnej .

Długi marsz

Bezpośrednim powodem dla którego zdecydowano sie przystąpić do tworzenia wspólnego przedsięwzięcia mającego łączyć różne elektoraty w długim marszu na rzecz postępu i rozwoju społecznego była oczywiście dramatyczna klęska wyborcza w 2015 roku skutkująca brakiem lewicy w Sejmie RP, ale i coraz bardziej odczuwalna przez część społeczeństwa bezradność w kształtowaniu swojej sytuacji życiowej, brak możliwości wywierania jakiegokolwiek wpływu na decyzje podejmowane przez rządzących, arogancja władzy, pogarszanie się standardów przestrzegania praw człowieka poprzez wszczynanie w sojuszu z Kościołem katolickim nagonki na potencjalnych bo przecież nie rzeczywistych imigrantów, na demonstracje osób LGBT, w końcu na wszystkich przeciwników narodowo-wyznaniowej partii rządzącej. Powszechna klerykalizacja systemu oświaty, eskalacja nienawiści do wymyślonej ideologii Gender czy LGBT i związane z tymi zjawiskami zmiany prawne suflowane przez ultrakonserwatywne organizacje wyznaniowe jak Ordo Iuris, Instytut im. Piotra Skargi, Fundację PRO-Prawo do Życia i wiele innych dysponujących środkami i poparciem środowisk katolickich stwarzają już nie tylko dyskomfort dla nie fideistycznej części społeczeństwa, ale stanowią rzeczywistość odbieraną jako opresja, ograniczenie wolności i budzącą sprzeciw coraz większych grup społecznych, w tym przede wszystkim młodzieży i kobiet tworzących dzisiaj największe ruchy obywatelskiego sprzeciwu tj. Strajk Kobiet i Parady Równości .

Trzydziestolatkowie

Nie bez znaczenia dla tworzenia reprezentacji lewicowej pozostaje część młodzieży starszej (29-40 lat) często borykającej się w dalszym ciągu z trudnościami na rynku pracy dla osób wykwalifikowanych, posiadających wyższe wykształcenie, a pracujących na podstawie tzw. umów śmieciowych. Nawet ci którzy cieszą się przywilejem posiadania pracy etatowej odczuwają silnie zależności, a nawet pewne zniewolenie przejawiające się w silnej presji posiadanych kredytów, bezwzględnej władzy banków i pracodawców wykorzystujących przymusowe położenie młodych pracowników dla narzucania im coraz wyższych wymagań. Pozostaje również niemała rzesza emerytów i rencistów dotkniętych represjami władzy w postaci pozbawienia części należnych im dochodów jak i tych którzy wspierają lewicę ze względów ideowych. Duże poparcie w ostatnich wyborach parlamentarnych zanotowało wspólne przedsięwzięcie lewicowe w klasie średniej. Wśród głosujących na lewicę znaleźli się liczni przedstawiciele dyrektorów, managerów i kadry kierowniczej przedsiębiorstw stanowiąc według danych udostępnionych na debacie powyborczej forum idei Fundacji Batorego największą procentowo grupę w przeważającym elektoracie miejskim.

Aktywiści

Warto również zwrócić uwagę na potencjał istniejący jeszcze w formalnych i nie formalnych organizacjach obywatelskich tzw. opozycji ulicznej, które nie są związane z konserwatywno-liberalnym PO i pozostają sceptyczne wobec partii politycznych oskarżanych o tzw. partyjniactwo przejawiające się m.in. w lekceważeniu działaczy tych organizacji poprzez pomijanie na listach wyborczych lub oferowanie dalekich, nie biorących mandatów poselskich miejsc. Według zasad racjonalnego postępowania w polityce postępowanie liderów lewicy wobec ruchów opozycyjnych było błędem, który skutkował mniejszym niż było możliwe do osiągnięcia poparciem wyborczym, a może też być przyczyną powstania nowego ugrupowania o profilu jeżeli nie lewicowym to bardzo zbliżonym do Wiosny Roberta Biedronia. Wszystkie wyżej wskazane grupy społeczne stanowią bazę lewicy, jednakże różne są ich priorytety, oczekiwania i aspiracje.

Scalanie?

Sytuacja taka nie może pozostać bez próby odpowiedzi ze strony partii lewicy, jeżeli maja one rzeczywisty potencjał do rozwoju i określą swoje priorytety, albo też podejmą ryzyko stworzenia jednolitej formy organizacyjnej kończąc projekty SLD. RAZEM i Wiosny Roberta Biedronia. Rozwiązanie takie może wydawać się najbardziej właściwe lecz i najtrudniejszym do wykonania. Nie może ono nie uwzględniać rozdrobnionych dotychczas partii lewicowych pozostających poza wspólnym porozumieniem wyborczym, grup i organizacji społeczne skupionych na osiągnięciu konkretnych celów jak uzdrowienie systemu edukacyjnego, obrona systemu sądownictwa czy świeckości państwa. Bezwzględnie natychmiast potrzebna jest zamiast samo zachwytu liderów lewicy dyskusja nad określeniem wspólnych celów, metod i form organizacyjnych pozwalających wyrazić aspiracje różnych środowisk poprzez ich udział w wyborach jednolitej formacji politycznej jeżeli taka miałaby zaistnieć albo uczciwe opowiedzenie się za utrzymaniem dotychczasowego podziału tak aby każda z dotychczasowych formacji sama wypracowała stanowisko wobec interesów jakie zamierza reprezentować i do kogo adresuje swoja ofertę.

Państwo

Możliwość budowy państwa, o którym mowa w art. 2 Konstytucji RP tj. demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej w duchu „przyrodzonej godności człowieka” wspomnianej zarówno w preambule jak i w art.30 Konstytucji zakłada jednakże konieczność szerokiego współdziałania i powołania współpracujących ze sobą struktur wszystkich sił społecznych podzielających poglądy o wyczerpaniu się dotychczasowego modelu rozwoju kraju oraz metod, sposobów i narracji kształtujących politykę kolejnych rządów niesprawiedliwie dzielących dochód narodowy w sposób uniemożliwiający zaspokojenie podstawowych potrzeb wszystkich obywateli .Takie zadanie w sposób oczywisty wykonać może jednolita struktura lewicy obejmującej jak najszersze spektrum różnych podmiotów, ale jednocześnie skłonna do daleko idących kompromisów taktycznych. Będą one szczególnie trudne w odniesieniu do prawicowych partii jak PO czy PSL stojących wprawdzie na gruncie pluralistycznego, liberalnego ładu, ale mocno optujących za konserwatyzmem społeczno-obyczajowym.

Co z konserwą?

Cechujący tą część społeczeństwa konserwatyzm, tradycjonalizm, obawa przed nihilizmem zachodniego liberalizmu, niechęć do antycypacji postępu, partycypacji w zdobyczach techniki i telekomunikacji, wrogość do ciężaru świeckiego ładu, w sposób oczywisty utrudniać będzie uzyskanie poparcia dla propozycji lewicowych i wymaga redefinicji lub sprecyzowania wielu pojęć kojarzących się szczególnie z postępowo-liberalnym nurtem lewicy mieszczańskiej jak np. :państwo świeckie, solidarność społeczna czy autonomia jednostki. Wyniki wyborów wskazują, że socjalliberalny elektorat klasy średniej był najsilniej reprezentowany wśród wyborców lewicy, a więc powinien on tym samym cieszyć się prymatem programowym przyszłego ugrupowania.

Punktem wyjścia do konsolidacji lewicowej propozycji współdziałania w kształtowaniu alternatywy wobec władzy państwowej realizującej koncepcję państwa silnego, bezwzględnego, okrutnego i ogólnie nieprzyjaznego nie tylko dla niezamożnej większości, ale i dla wszystkich nie podzielających narodowo-wyznaniowej koncepcji państwowej oraz jako sprzeciw wobec egoizmu elit finansowych i gospodarczych kształtujących niezwykle wysoką skalę nierówności ekonomicznych powinna być właśnie diagnoza społecznego poparcia.

Strumienie

Oznaczałoby to, że przyszła formacja lewicy definiować się powinna jako ruch wielonurtowy, którego spoiwem jest sprzeciw wobec kształtu państwa i demokracji rodzących niesprawiedliwość społeczną.
Zmiana systemu sprawowania władzy musi uwzględniać konstytucyjne zasady demokratycznego państwa prawnego w tym trójpodziału i równoważności władz, wzbogacone o ustawowy nakaz świeckości państwa podkreślający neutralność państwa w sprawach światopoglądowych, rozdział instytucjonalny instytucji państwowych od kościelnych i zdystansowanie wobec religii i religijnych światopoglądów stosownie do art. 10 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z dn. 17 maja 1989 r.
Powinna także określać sposób by gospodarka, demokracja, państwo służyły ogółowi, a nie pasożytniczej elicie, a wolność i równość, w której nadmierne nierówności wykluczają wolność, a przymus ekonomiczny ogranicza ją nie mniej niż rządy wojskowej dyktatury został zniwelowany.

Byle nie partia władzy

W tak sformułowanych oczekiwaniach jednolita organizacja lewicy musiałaby przyjąć demokratyczny system organizacyjny wykluczający zasadniczy trzon aparatu partyjnego z możliwości kształtowania procesów wyborczych, a nawet kandydowania z list partyjnych w wyborach powszechnych przewidując dla niego jedynie rolę usługową – koncepcyjną, organizacyjną i doradczą wobec przedstawicieli partii w organach władzy czy administracji państwowej. Co więcej najtrudniejszym chyba zadaniem takiej organizacji byłoby utrzymanie jedności i lojalności członków wobec tego nurtu politycznego, który cieszyłby się największym poparciem członków zyskując prawo do wskazania czołowych kandydatów w procedurach wyborczych.
Połączenie partyjnej dyscypliny z demokratycznymi procesami wewnętrznymi byłoby nie lada wyzwaniem mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia Partii Razem w tym względzie. Drugim problemem do rozwiązania byłyby relacje ze współpracującymi organizacjami obywatelskimi, które nie wchodziłyby w struktury partyjne, lecz pozostawały w sojuszu co do zagadnień które pozostają w spektrum ich zainteresowania.
Mając na uwadze już dzisiaj faktycznie egzystującą wielo-nurtowość lewicy, która w sposób naturalny sprzyjałaby obudowaniu partii organizacjami obywatelskimi szczególna rola przypadałaby zjazdom decydującym o celach programowych aktualnie większościowego nurtu politycznego.
Zarówno dotychczasowe perypetie poszczególnych partii idących własnymi ścieżkami działania jak i skala otrzymanego poparcia w wyborach nie mogą napawać zbytnim optymizmem jeżeli uwzględni się jakim poparciem cieszyła się np. Wiosna Roberta Biedronia przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, jak i wyniki sondażowe SLD przed tymi wyborami. Z pomijalnym wynikiem Partii Razem było to przecież ok.20 proc..
Fakt, że lewica jest w Sejmie to jedynie powrót do normalności, a pytanie czy ścieżki poszczególnych ugrupowań zejdą się w jakąś przyzwoitą drogę, pozostaje otwarte?

Mirosław Woroniecki jest adwokatem i prezesem zarządu stowarzyszenia Kongres Świeckości.