Sensacje na pożegnanie

Po 20 kolejkach piłkarska ekstraklasa udała się na zimową przerwę. W roli lidera do wiosennej części rozgrywek przystąpi Legia Warszawa, dwa kolejne miejsca premiowane grą w kwalifikacjach Ligi Europy zajmują Cracovia i Pogoń Szczecin, natomiast trzy ostatnie „spadkowe” miejsca okupują ŁKS Łódź, Wisła Kraków i Korona Kielce.

W ostatniej w tym roku ligowej kolejce doszło do wręcz podejrzanej sytuacji, bo żadnego meczu nie wygrał zespół, który przed spotkaniem był wyżej w tabeli, a w kilku potyczkach doszło do wręcz sensacyjnych rozstrzygnięć. Porażki Legii 1:2 w Lubinie do takich raczej zaliczyć nie można, bo Zagłębie to zespół z potencjałem sportowym i zapleczem finansowym na pierwszą ósemkę ligowej tabeli, z pewnością jest jednak pewna niespodzianka. Natomiast przegrana Pogoni u siebie 0:1 z Koroną z całą pewnością trzeba uznać za sensację kolejki. „Portowcy” to przecież w tym sezonie zespół ze ścisłej czołówki, niedawno zajmował nawet pierwsze miejsce, zaś Korona dopiero od niedawna nie człapie w ogonie tabeli z „czerwoną latarnią”.

Sensacją podobnego kalibru była też druga z rzędu porażka Lechii Gdańsk. Przed tygodniem ekipa trenera Piotra Stokowca przerżnęła w Białymstoku z Jagiellonią 0:3, co byłoby od biedy nawet łatwe do usprawiedliwienia, bo rywale jeszcze niedawno aspirowali do mistrzowskiego tytułu, a chwilę wcześniej dokonali zmiany szkoleniowca. Ale klęskę lechistów 0:3 poniesioną w 20. kolejce na własnym stadionie w spotkaniu z beniaminkiem ekstraklasy Rakowem Częstochowa wytłumaczyć nie jest już tak łatwo. A to dlatego, że przyczyną obu tych porażek nie było bynajmniej jakieś niespodziewane załamanie formy, tylko zaległości płacowe klubu wobec zawodników. Jak wyszło natychmiast na jaw, gdański klub, którego prezesem od niedawna ponownie jest Adam Mandziara, zalega swoim graczom z wypłatami od września. Jakim cudem przez te trzy miesiące nikt nie podniósł w tej kwestii rabanu, wiadomo z poprzednich tego typu historii. Działacze i właściciele klubów oszukują zawodników obietnicami, że lada dzień przeleją im na konta wszystkie zaległe pensje, natomiast zawodnicy pozwalają im na takie oszustwo, bo po trzech miesiącach bez wypłaty mogą wystąpić do PZPN o rozwiązanie kontraktu z winy klubu i zmienić pracodawcę za darmo. A tu akurat lada dzień otworzy się zimowe okienko transferowe.

Takie sytuacje powinny dziwić, bo przecież Ekstraklasa chwali się wzrostem przychodów o 10,5 procenta – do kwoty 230 mln złotych. 68,4 procent tych wpływów przynosi klubom sprzedaż praw mediowych (głównie nadawcom telewizyjnym), 15,1 procent produkcja transmisji przez spółkę zależną Ekstraklasa Live, a 8,5 procent środki przekazywane przez sponsorów. A jeśli wierzyć w zapewnienia, w najbliższych latach Ekstraklasa SA będzie zarabiać jeszcze więcej dzięki nowemu kontraktowi telewizyjnemu z Canal+ i Telewizją Polską.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że Lechia Gdańsk jest w rękach niemieckiej grupy kapitałowej, która nie brzydzi się żądać dotacji z budżetu miasta. Podobnie jak niemiecka grupa kapitałowa mająca większość udziałów w Koronie Kielce. Co dzieje się z tą górą pieniędzy, że nie starcza na pensje dla piłkarzy?

 

Legia odzyskała tron

W 19. kolejce prowadząca Pogoń Szczecin nieoczekiwanie przegrała z ostatnią w tabeli Wisłą Kraków 0:1, z czego skorzystała Legia Warszawa, która u siebie pokonała Wisłę Płock 3:1 i odzyskała pierwsze miejsce. Dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Jarosław Niezgoda, który z 13 golami przewodzi w klasyfikacji strzelców.

W tym sezonie Legia objęła prowadzenie w ekstraklasie po raz drugi. Poprzednim razem legioniści wyskoczyli na czoło na początku listopada, ale pozycję lidera utrzymali tylko przez jedną kolejkę, a stracili ją po porażce w Szczecinie z Pogonią. W tym sezonie Legia jest już szóstym liderem rozgrywek. Oprócz niej i Pogoni, na szczycie ligowej tabeli plasowały się jeszcze zespoły Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Wisły Płock.

Na finiszu jesiennej części ligowego sezonu wyniki stołecznego zespołu mogą budzić uznanie. W ostatnich 10rozegranych meczach, wliczając w to spotkania w Pucharze Polski, legioniści odnieśli dziewięć zwycięstw, strzelając 31 goli i tracąc zaledwie sześć. A już w swoim mateczniku na Łazienkowskiej podopieczni trenera Aleksandra Vukovicia stali się postrachem dla rywali. W minioną sobotę przekonali się o tym także płocczanie, którzy tylko swojej nadzwyczajnej waleczności w defensywie zawdzięczają, że przegrali tylko 1:3.

Silni w ofensywie

Legia obecnie wyraźnie przewyższa inne zespoły skutecznością. Mając w składzie tak skutecznych w ofensywie graczy, jak lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda, Gwinejczyk Jose Kante, Paweł Wszołek i Brazylijczyk Luquinhas, wspomaganych przez Portugalczyków Andre Martinsa i Cafu oraz Chorwata Domagoja Antolicia, legioniści w 19 kolejkach strzelili już 39 goli, a dla porównania drugi pod względem skuteczności zespół Lecha Poznań jedynie 32, a trzecie Zagłębie Lubin tylko 29.
Niezgoda opuszczał w sobotę boisko na Łazienkowskiej przy owacjach na stojąco. Niewykluczone, że było to jego pożegnanie ze stołeczna publicznością, bo w ostatniej tegorocznej kolejce stołeczny zespół zagra w Lubinie z Zagłębie, a wiele wskazuje, że w przerwie zimowej Niezgoda odejdzie z Legii. Co prawda ten 24-letni napastnik w publicznych wypowiedziach zapewniał, że „nie ma parcia na transfer”, ale takie deklaracje nie mają większego znaczenia, jeśli do klubu wpłynie atrakcyjna finansowo oferta. Jak kwota mogłaby skusić właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do wydania zgody na transfer najskuteczniejszego gracza zespołu? Na pewno nie niższa niż pięć milionów euro.

A skoro już o transferach mowa, Legia ma w kadrze jeszcze dwóch graczy budzących zainteresowanie zagranicznych klubów. Mowa o 20-letnim bramkarzu Radosławie Majeckim oraz 18-letnim lewym obrońcy Michale Karbowniku. Za całą trójkę, licząc z Niezgodą, warszawski klub życzy sobie łącznie nie mniej niż 20 milionów euro.

Kwota robi wrażenia, ale na tle europejskiej średniej już taka wygórowana się nie wydaje. Wiadomo, że Legia, chociaż z polskich klubów dysponuje najwyższym budżetem, także musi w swoim budżecie uwzględniać przychody z transferów. Zwłaszcza jeśli nie zarabia odpowiednio dużych pieniędzy w europejskich pucharach. A z tym, jak wiadomo, wszystkie polskie zespoły klubowe od kilku sezonów mają poważny kłopot.

Bogata liga, ale słaba

Efekty tej pucharowej mizerii widać w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich, w którym PKO Ekstraklasa spadła już na 32. miejsce. Nic dziwnego, że polska liga jest tak nisko, skoro w tym sezonie po raz trzeci z rzędu żadna nasza drużyna nie zakwalifikował się fazy grupowej europejskich pucharów. Cracovia odpadła w kwalifikacjach Ligi Europy już w lipcu, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk pożegnały się z rozgrywkami 1 sierpnia. Najdłużej walczyła Legia, lecz w IV rundzie nie sprostała Glasgow Rangers (0:0 i 0:1).

Nasza rodzima ekstraklasa wyprzedza już tylko ligi takich krajów, jak Liechtenstein, Luksemburg, Litwa, Armenia, Estonia czy Łotwa, a zdołały ją wyprzedzić z pewnością nie bardziej od niej zamożne ligi m. in. Bułgarii, Białorusi, Azerbejdżanu, Słowacji czy Słowenii.

Słabnąca pozycja PKO Ekstraklasy w Europie może dziwić, bo przecież z roku na rok nasza najwyższa liga rozgrywkowa ma coraz więcej pieniędzy. W 2919 roku zarobiła o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Jej przychody sięgają 300 milionów złotych rocznie, co daje jej ósme miejsce w Europie.

Finansową pomyślność zapewnia klubom ekstraklasy podpisana rok temu umowa na sprzedaż praw telewizyjnych, za które Canal+ i TVP zapłaciły rekordową kwotę 250 mln złotych rocznie. Dodatkowym efektem komercyjnym, ważnym dla sponsorów i reklamodawców, jest wzrost oglądalności o 30 procent dzięki transmisjom spotkań w ogólnodostępnej TVP 2. To główny powód obecności na liście sponsorów spółek z udziałem Skarbu Państwa, jak Lotto, Bank PKO BP czy PKN Orlen. Na współpracy z nimi ekstraklasa zyskuje 30 milionów złotych rocznie i dochody z tego tytułu będą rosły.

Problemem są niesforni kibice

Oprócz słabości sportowej ekstraklasa ma jeszcze poważny problem z kibicami. Komisja Ligi po 18. kolejce ukarała z powodu niezgodnego z regulaminem rozgrywek i porządkiem prawnym zachowania fanów Legię, Śląsk i Lecha. Na warszawski klub za wybryki jego kibiców we Wrocławiu nałożono najmniejszą karę, bo tylko 5 tys. złotych grzywny oraz zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na jeden mecz ekstraklasy. Zdecydowanie surowiej ukarano gospodarza spotkania, czyli Śląsk, który musi zapłacić za pirotechniczne wygłupy swoich fanów grzywnę w wysokości 40 tys. złotych, a dodatkowo na klub nałożono zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na trzy mecze ekstraklasy (24. kolejka z Zagłębiem Lubin, 26. kolejka z Jagiellonią Białystok oraz 28. kolejka z Arką Gdynia). Dodatkowo nałożono karę zakazu wejścia na dwa mecze we Wrocławiu dla wszystkich osób, które w trakcie meczu z Legią znajdowały się na trybunie B. Kara ta jest zawieszona na pół roku.

Nie przeszkodziło to jednak wojewodzie dolnośląskiemu zamknąć stadion na jeden mecz, akurat w 19. kolejce, gdy do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. A może właśnie dlatego, że Śląsk grał z Lechem, którego Komisja Ligi także z powodu zachowaniem kibiców w meczu z ŁKS Łódź ukarała grzywną w wysokości 40 tys. złotych.

 

Lotto Ekstraklasa: Porozumienie w sprawie podziału pieniędzy

W środę w siedzibie spółki Ekstraklasa SA doszło do spotkania przedstawicieli wszystkich klubów. Rozmawiano o podziale pieniędzy i zmianie systemu rozgrywek.

Po burzliwej naradzie niejednogłośnie ustalono sposób podziału pieniędzy z rekordowych kontraktów mediowych i marketingowych. Od przyszłego sezonu w puli znajdzie się 225 milionów złotych, więc było się o co kłócić. „Dyskusja o podziale pieniędzy nigdy nie jest prosta. Ostateczne decyzje z jednej strony uwzględniają potrzebę wzmocnienia polskich klubów rywalizujących w europejskich pucharach, a z drugiej strony uwzględniono opinie klubów zajmujących niższe miejsca w tabeli. Istotnym elementem nowego podziału środków jest zwiększenie puli przeznaczanej na szkolenie młodzieży” – poinformował przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA Karol Klimczak.

Do tej pory do czterech klubów reprezentujących ekstraklasę w europejskich pucharach trafiało łącznie 8,5 procent z puli. Dziś zwiększono tę kwotę do 14 procent, co oznacza 31 mln zł do podziału plus pieniądze z ogólnej puli przeznaczone dla wszystkich klubów w zależności od zajętych miejsc w ekstraklasie. Do tego dochodzi kwota stała, na którą składa się niemal połowa całej sumy, dzielona po równo między kluby oraz dola za tzw. ranking historyczny. „W ramach podziału uwzględniono także zwiększone środki na szkolenie młodzieży w wysokości ponad 17 milionów złotych. Składa się na to 12 milionów dzielonych po równo na wszystkie kluby oraz dodatkowo ok 5,6 mln złotych dofinansowania do systemu Pro-Junior System” – podano w oficjalnym komunikacie. Ustalono też wsparcie w wysokości 2,25 mln złotych dla drużyn, które spadną z ekstraklasy i utrzymano tzw. opłatę solidarnościową dla pozostałych klubów z dolnej ósemki tabeli. Przeznaczono na ten cel ponad milion złotych.

Znacznie większe rozbieżności wywołała dyskusja o zmianach w systemie rozgrywek. Obecny system, zwany ESA 37, jest mocno krytykowany, m. in. przez prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który optuje za ligą złożoną z 18 zespołów i rozgrywki w dwóch rundach bez podziału na grupy spadkową i mistrzowską. Za obecnym rozwiązaniem głosują jednak stacje telewizyjne, którym odpowiada i liczba meczów, a najbardziej wyrównany przebieg rywalizacji. Decyzję odłożono do jesiennych obrad.

 

Lotto Ekstraklasa: Kontrakt mocno przepłacony

Fot. Nasza piłkarska ekstraklasa oprawą dorównuje najlepszym ligom w Europie, ale poziomem sportowym od nich odstaje

 

 

Zarządzająca rozgrywkami piłkarskimi w najwyższej klasie rozgrywkowej spółka Ekstraklasa SA odniosła sukces – podpisała dwuletni kontrakt z nC+ i Telewizją Polską o wartości pół miliarda złotych. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2019-2020.

 

Obecny kontrakt na prawa telewizyjne do pokazywania meczów naszej piłkarskiej ekstraklasy wygasa z końcem obecnego sezonu. Umowa obowiązuje od edycji rozgrywek 2015-2016 i na jej podstawie sześć meczów w każdej kolejce ligowej pokazywane jest na żywo w kanałach nC+, natomiast dwa (pierwszy piątkowy oraz poniedziałkowy) – w Eurosporcie. Prawo do transmisji dwóch wybranych spotkań w sezonie ma również TVP. Łączna wartość tego czteroletniego kontraktu wynosi około 600 mln złotych, co oznacza, że za każdy sezon na konto spółki Ekstraklasa SA nadawcy przekazują około 150 mln złotych. Zważywszy na żenujące wyniki polskich zespołów uzyskiwane w europejskich pucharach w tym okresie oraz na ogólny regres jaki panuje ostatnio na rynku praw telewizyjnych w Europie, nowy dwuletni kontrakt został przez nabywców przepłacony. Platforma nC+ na spółkę z TVP zgodziły się płacić Ekstraklasie SA około 250 mln złotych za sezon, co potwierdził prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki. „Wartość dwuletniego kontraktu opiewa na pół miliarda złotych, co oznacza, że jest to najwyższy kontrakt medialny w historii polskiej ligi”.

Z przekazanych do publicznej wiadomości informacji wynika, że wszystkie mecze w sezonie (296) będą transmitowane przez nC+. TVP pokaże 37 meczów, po jednym spotkaniu z każdej kolejki rozgrywanym w sobotę lub niedzielę o godz. 17.30. Prezes TVP Jacek Kurski rzecz jasna uznał to za sukces. „Po zakupie praw do reprezentacji Polski, mistrzostw świata i Europy, po tym jak TVP Sport jest kanałem ogólnodostępnym, przyszedł czas na ostatni element. Jeden mecz w każdej kolejce ekstraklasy przez dwa sezony to spełnienie marzeń, a także oczekiwań naszych wiernych widzów, którzy na to czekali. Spełniamy obietnice, nie rzucamy słów na wiatr. Nigdy wcześniej ekstraklasa nie była obecna w takim wymiarze w Telewizji Polskiej. Widzowie TVP będą mogli oglądać mecze na żywo, nie tylko w TVP Sport, lecz także w TVP1 czy w TVP2” – chwalił się Kurski. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że TVP zamierza wybierać z tego tortu tylko mecze z udziałem najbardziej medialnych zespołów – Legii Warszawa, Lecha Poznań i ze względu na kibicowską sympatię prezesa Lechii Gdańsk.

Głównym nadawcą telewizyjnym z meczów piłkarskiej ekstraklasy jest platforma nC+, która przejęła prawa po fuzji z Canal+, który był ich właścicielem od 1995 roku. W 2008 roku Canal+ na spółkę z Orange Sport zapłaciły za trzyletnią umowę z Ekstraklasą SA 360 mln złotych (120 mln zł za sezon), ale wysokość kolejnego czteroletniego kontraktu zmniejszono do 90 mln zł za sezon. To dowodzi, że przy słabych wynikach w Europie można się z ekstraklasą skutecznie targować.

 

Lotto Ekstraklasa: Kasa jest, wyników nie ma

Zarządzająca rozgrywkami spółka Ekstraklasa SA pochwaliła się, że w tym sezonie spodziewa się wpływów na poziomie 190 mln złotych. Z tej kwoty 167 mln zł trafi bezpośrednio do klubów oraz PZPN.

 

Przychód prognozowany przez zarządzająca najwyższą klasą rozgrywkową w piłce nożnej w Polsce spółkę zakłada wzrost o 8 procent i jeśli zostanie osiągnięty, będzie najwyższym wynikiem w historii Ekstraklasy SA. Największy udział w przychodach będą miały wpływy z tytułu praw medialnych. Mają stanowić 84 procent, a pozostałe 16 procent będzie pochodzić z praw marketingowych, licencji i barterów. Wśród sponsorów rozgrywek są m.in. Totalizator Sportowy (właściciel marki Lotto), PKO BP, Oshee, Henryk Kania, Aztorin. Według założeń budżetowych Ekstraklasa przekaże klubom-akcjonariuszom 160 mln zł w sezonie 2018/19. Z tej kwoty 155 mln zł będzie miało dla klubów charakter wpływów gotówkowych, zaś 5 mln zł trafi do nich w formie barterów. Ekstraklasa SA na konto PZPN przeleje z tytułu obowiązującej umowy siedem milionów złotych .

Spółka planuje zakup mat przeciwśniegowych dla wszystkich klubów o wartości 1,5 mln zł oraz kamer, które mają ułatwić sztabom szkoleniowym ocenę zawodników podczas meczów i treningów. Wypada pogratulować piłkarskim działaczom operatywności w robieniu pieniędzy i żałować, że nie są równie kreatywni w podnoszeniu sportowego poziomu rozgrywek.

 

Zestaw par 13. kolejki

Piątek: Miedź Legnica – Śląsk Wrocław, godz. 18:00; Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, godz. 20:30. Sobota: Wisła Płock – Piast Gliwice, godz. 15:30; Lechia Gdańsk – Arka Gdynia, godz. 18:00; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, godz. 20:30. Niedziela: Korona Kielce – Cracovia, godz. 15:30; Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin, godz. 18:00. Poniedziałek: Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec, godz. 18:00.

 

Błaszczykowski inwestuje w Wisłę

Katowicki „Sport” doniósł, że Jakub Błaszczykowski pożyczył przeżywającej kolejną finansową zapaść Wiśle Kraków ponad milion złotych.

 

Wisła Kraków nie po raz pierwszy zmaga się z problemami finansowymi, odkąd Bogusław Cupiał zrezygnował ze sponsorowania tego klubu i odsprzedał swoje akcje. Obecne długi sięgają kilku milionów złotych, a najpoważniejszym obciążeniem są zaległości za wynajem stadionu. Na początku lipca rada miasta Kraków wypowiedziała Wiśle umowę dzierżawy stadionu przy Reymonta 22. Zagrożonej wyprowadzką rozrzutnej wiślackiej rodzinie pomogła Ekstraklasa S.A., która zobowiązała się spłacić w ciągu dwóch lat długi 13-krotnych mistrzów Polski, ale z pieniędzy, które Wisła w tym czasie otrzyma z podziału środków przekazywanych przez sponsorów Lotto Ekstraklasy.

Z pomocą nieudolnemu zarządowi krakowskiego klubu pospieszyli nieoczekiwanie kibice „Białej Gwiazdy”, zrzucając się na opłacenie wynajęcia stadionu na kolejne ligowe mecze (a kosztuje ono ok. 100 tys. złotych jednorazowo). Wsparcia udzielili też byli piłkarze Wisły, z których wyjątkową hojnością wykazał się Jakub Błaszczykowski, chociaż zawodnikiem „Białej Gwiazdy” był tylko przez 2,5-roku. Mimo to nieustannie podkreśla wdzięczność dla krakowskiego klubu, że dał mu szansę wybicie się w piłkarskim świecie i pozwolił w 2007 roku na transfer do Borussii Dortmund.

Błaszczykowski nie kryje, że chciałby na zakończenie kariery wrócić na Reymonta, co zapewne wkrótce nastąpi. Miejmy nadzieję, że ten milion, który rzucił do wiślackiego worka bez dna, zabezpieczył akcjami klubu. To dobra i uczciwa droga do przejęcia nad nim kontroli i de facto pełnej władzy. Lepiej chyba żeby Wisła stała się własnością Błaszczykowskiego, niż jakiegoś kolejnego oszusta.

 

Peszko popsuł inaugurację ekstraklasy

Koniec wakacji w polskim futbolu klubowym. W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w trzech najwyższych klasach rozgrywkowych. Największe zainteresowanie rzecz jasna wzbudziła inauguracja zmagań w ekstraklasie.

 

W przededniu rozpoczęcia rozgrywek piłkarska ekstraklasa zyskała nowego sponsora. PKO BP przez trzy lata będzie partnerem głównym rozgrywek, które nadal jednak będą się odbywać pod szyldem należącej do Totalizatora Sportowego marki Lotto. Bank PKP BP zamierza w swoich długofalowych planach współpracy z ekstraklasą wspierać rozwój piłkarskich talentów. „Chcemy angażować się w proces budowy silnej ligi najpopularniejszej w Polsce dyscypliny sportu. Zależy nam na jej rozwoju a przede wszystkim wspieraniu młodych talentów. Będziemy współpracować na wielu płaszczyznach oferując dużą wiedzę ekspercką z zakresu finansów, która powinna przynieść korzyści zarówno klubom, jak i zawodnikom występującym w Ekstraklasie. Podobnie, jak w zachodnich rozgrywkach, Bank uruchomi system emerytalny dla graczy w Polsce. Wspierając Ekstraklasę chcemy być jeszcze bliżej naszych klientów” – zapowiedział w stosownym oświadczeniu prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło.

Totalizator Sportowy natomiast przedłużył umowę sponsorską na kolejne trzy lata. Logo rozgrywek z logotypem Lotto pozostanie m.in. na koszulkach piłkarzy oraz w przestrzeni reklamowej wszystkich szesnastu stadionów. Ponadto będzie eksponowany podczas transmisji telewizyjnych z meczów w trakcie całego sezonu, a także za pośrednictwem wszelkich kanałów komunikacji prowadzonych przez kluby i ligę. Lotto jest sponsorem tytularnym Ekstraklasy od dwóch sezonów. W pierwszym sezonie Totalizator Sportowy zapłacił za to ok. 10 mln zł, a w drugim ok. 7 mln zł. Wcześniej przez dwa lata sponsorem rozgrywek była należąca do Totalizatora Sportowego marka Keno. Oprócz umów z tymi dwoma potentatami spółka Ekstraklasa SA może też pochwalić się przedłużeniem umów sponsorskich z wszystkimi dotychczasowymi partnerami. Na stadionach Lotto Ekstraklasy nadal obecne więc będą dwie marki firmy Oshee (Oshee, Combu), Henryk Kania i Aztorin. Dzięki temu budżet sponsorski rozgrywek wzrósł dwukrotnie i wynosi teraz około 30 mln złotych. Pieniądze te zostaną rozdzielone między kluby.

Nie wiadomo jednak jak te środki zostaną spożytkowane. Poziom sportowy naszej ekstraklasy wciąż pozostawia wiele do życzenia, czego dowodem są męczarnie naszych drużyn w kwalifikacjach Ligi Mistrzów (Legii) i Ligi Europy (Lecha i Górnika oraz mierne widowiska zafundowane kibicom w pierwszej kolejce nowego sezonu. Największą sensacją była rzecz jasna porażka na własnym stadionie broniącej mistrzowskiego tytułu Legii z Zagłębiem Lubin (1:3), ale większym echem odbił się brutalny faul piłkarza Lechii Gdańsk Sławomira Peszki na zawodniku Jagiellonii Arvidasie Novikovasie. Bandycki wybryk Peszki popsuł i tak niezbyt udaną inaugurację.

 

Kłopoty Białej Gwiazdy ze stadionem

Wisła Kraków zalega Gminie Miejskiej Kraków kilka milionów złotych za wynajęcie stadionu i klubowi groziła eksmisja. W przededniu rozpoczęcia nowego sezonu władze miejskie ulitowały się jednak nad „Białą Gwiazda”.

 

Miasto podpisało z Wisłą umowę na udostępnienie stadionu przy ul. Reymonta 22 na razie na trzy mecze ligowe. Za wynajem obiektu przed każdym z tych spotkań klub będzie musiał płacić z góry, ale dzięki temu będzie miał gdzie podjąć w ligowych potyczkach zespoły Arki Gdynia (21 lipca), Miedzi Legnicą (27 lipca) i Wisły Płock (10 sierpnia). „Warunkiem udostępnienia Wiśle Kraków Stadionu Miejskiego na wymienione spotkania ekstraklasy jest wpłata na 48 godzin przed planowanym rozpoczęciem każdego z tych meczów kwoty 100 000 zł netto plus VAT” – poinformował magistrat.

To jest jednak rozwiązanie prowizoryczne, bo od 1 lipca Wisła była de facto bez stadionu, albowiem z końcem czerwca wygasła dotychczasowa umowa dzierżawy obiektu, a wobec wierzytelności przekraczających kwotę 7,5 mln złotych władze miasta odmówiły zawarcia nowej umowy. Warunkiem jej podpisania było uregulowanie zaległości, czego z kolei nie mogły lub nie chciały zrobić wiślackie władze. W kasie klubu na taki wydatek nikt nie potrafił znaleźć pieniędzy, a działacze zaczęli ostentacyjnie szukać innego stadionu.

Dopiero gdy dotarło do nich, że w przededniu wyborów samorządowych nie mają co liczyć na hojność władz miasta, przystali na propozycję rozwiązania problemu zaoferowaną przez Ekstraklasę SA. Zarządzająca rozgrywkami spółka zobowiązała się spłacić do 2020 roku zadłużenie Wisły wobec budżetu miasta z pieniędzy, które przypadną „Białej Gwieździe” za występy w Lotto Ekstraklasie. W minionym sezonie Wisła zarobiła na tym ponad 9,5 mln złotych.

 

W Europie grali słabo, ale w kasie im przybyło

Zakończony sezon był rekordowy pod względem wysokości wypłat dla klubów ekstraklasy. W sumie otrzymały 150,5 mln złotych. To kwota wyższa o 5,3 mln złotych od wypłaconej z tego tytułu rok temu.

 

Najwięcej zarobiły kluby z czołówki – Legia Warszawa otrzymała 16,7 mln złotych, druga w tabeli Jagiellonia Białystok 14,6 mln złotych, a trzeci Lech Poznań 13,6 mln złotych. Na drugim biegunie znalazła się najsłabsza w stawce Sandecja Nowy Sącz, która zarobiła 5,9 mln złotych. Kwota 150,5 mln złotych rozdzielona między 16 klubów Lotto Ekstraklasy jest wyższa o 5,3 mln złotych od wpływów uzyskanych w poprzednim sezonie, 13,5 mln złotych więcej niż dwa lata temu i aż o 45,5 mln złotych więcej niż w sezonie 2012-2013, ostatniego przed wejściem w życie reformy rozgrywek, określanych dzisiaj mianem ESA37.

„Tak wysoki poziom wypłat za miniony sezon to efekt zmniejszenia kosztów działalności spółki. Jednocześnie Ekstraklasa SA odnotowała wzrost wpływów komercyjnych. Oba te obszary zapewniły spółce dodatkowe środki w wysokości 6,5 mln zł netto, które decyzją zarządu zostaną wypłacone jako dodatkowa pula w sezonie 2017-2018” – podano w komunikacie spółki Ekstraklasa SA.

Podział pieniędzy dokonywany jest według modelu przyjętego w 2015 roku. Wysokość wynagrodzenia dla każdego z klubów to suma pięciu składowych. Pierwszą stanowi stała kwota dzielona po równo między wszystkie kluby rywalizujące w Ekstraklasie w danym sezonie. W tym roku wynosi ona około 82,8 mln złotych. Kolejne dwa elementy to miejsce zajęte w danym sezonie oraz pozycja w rankingu historycznym, który obejmuje trzy ostatnie sezony. Czwarta część sumy przypada klubom, które na koniec sezonu zajęły miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach. Ostatnią ze składowych jest tzw. opłata solidarnościowa dla klubów, które zajmą miejsca od 9 do 16.

W minionym sezonie kluby otrzymały również świadczenia barterowe o wartości ponad 5,5 mln złotych. Oznacza to, że ligowa spółka przekazała klubom w formie pieniężnej i niepieniężnej ponad 156 mln zł. Ponadto, na podstawie umowy o zarządzanie ligą zawodową Ekstraklasa SA przekaże na konto PZPN 6,8 mln złotych. W sumie zatem za sezon 2017-2018 wszyscy akcjonariusze Ekstraklasa SA otrzymają świadczenia o rekordowej wartości ponad 162,8 mln złotych.