Eliminacje Euro 2020: Jedni się boją, inni cieszą

Różnie przyjęto w Polsce wyniki losowania grupy eliminacyjnych do Euro 2020. Przypomnijmy, że nasza reprezentacja trafiła do grupy G z Austrią, Izraelem, Słowenią, Macedonią i Łotwą. Według jednych rywale biało-czerwonych będą dla nich łatwi do pokonania, wedle innych wręcz odwrotnie – okażą się przeszkodą nie do przejścia.

 

Kto ma rację przekonamy się już 21 marca przyszłego roku, bo tego dnia zespół Jerzego Brzęczka zmierzy się na wyjeździe z Austrią, zdecydowanie najsilniejszym rywalem w grupie. Przyznał to kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski już w swoim pierwszym komentarzu po losowaniu. „Początek eliminacji będzie kluczowy, zwłaszcza spotkanie z Austrią. Myślę, że to będzie dla nas najtrudniejsze spotkanie w tych kwalifikacjach – przyznał „Lewy”.

Z umiarkowanym optymizmem wyniki losowania ocenił też selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek. „Jestem z niego zadowolony umiarkowanie, bo trafiliśmy do wyrównanej grupy. Austria, Izrael, Macedonia i Słowenia to są drużyny, które na własnym boisku będą bardzo niebezpieczne. Dlatego trzeba się dobrze przygotować, od początku być w formie i punktować od pierwszego meczu. Bo naszym celem jest oczywiście awans do mistrzostw Europy” – mówił selekcjoner.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek także nie był zachwycony wynikami losowania. „Każdy mecz w tej grupie na wyjeździe będzie ciężki. Żadna z tych drużyn nie należy do tzw. elity europejskiej, ale wszystkie są u siebie niebezpieczne. Nie będzie więc łatwo w żadnym spotkaniu, aczkolwiek trzeba przyznać, że można było wylosować dużo gorzej. Ja nie jestem z tych, którzy uważają, że mecze wygrywa się na losowaniu. Mecze wygrywa się na boisku” – powiedział Boniek przed kamerami TVP Sport.
Najbardziej brutalny w ocenie okazał się były sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina, który wręcz stwierdził, że nasza reprezentacja nie ma żadnych szans na awans.

 

Terminarz grupy G:

1. kolejka (21 marca 2019)
Austria – Polska; Macedonia – Łotwa; Izrael – Słowenia

2. kolejka (24 marca 2019)
Izrael – Austria; Polska – Łotwa; Słowenia – Macedonia

3. kolejka (7 czerwca 2019)
Austria – Słowenia; Macedonia – Polska; Łotwa – Izrael

4. kolejka (10 czerwca 2019)
Macedonia – Austria; Łotwa – Słowenia; Polska – Izrael

5. kolejka (5-6 września 2019)
Izrael – Macedonia (5 września); Austria – Łotwa i Słowenia – Polska (6 września)

6. kolejka (9 września 2019)
Łotwa – Macedonia; Polska – Austria; Słowenia – Izrael

7. kolejka (10 października 2019)
Austria – Izrael; Macedonia – Słowenia; Łotwa – Polska

8. kolejka (13-15 października 2019)
Polska – Macedonia (13 października); Słowenia – Austria (13 października); Izrael – Łotwa (15 października)

9. kolejka (16 listopada 2019)
Słowenia – Łotwa; Austria – Macedonia; Izrael – Polska

10. kolejka (19 listopada 2019)
Macedonia – Izrael; Łotwa – Austria; Polska – Słowenia.

 

Rywale pod Brzęczka

Fot. Reprezentacja Polski była losowana z pierwszego koszyka

 

 

W niedzielę w Dublinie rozlosowano grupy eliminacyjne mistrzostw Europy w 2020 roku.
Biało-czerwoni trafili do grupy G z zespołami Austrii, Izraela, Łotwy, Słowenii i Macedonii. Awans wywalczą dwie najlepsze ekipy. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w marcu 2019 roku.

 

Mistrzostwa Europy 2020 zostaną po raz pierwszy rozegrane w aż 12 państwach. Miastami-gospodarzami będą Kopenhaga (Dania), Amsterdam (Holandia), Bukareszt (Rumunia), Dublin (Irlandia), Bilbao (Hiszpania), Budapeszt (Węgry), Glasgow (Szkocja), Monachium (Niemcy), Baku (Azerbejdżan), Sankt Petersburg (Rosja), Rzym (Włochy) i Londyn (Anglia). Turniej zostanie rozegrany od 12 czerwca do 12 lipca. Finał odbędzie się na Wembley w Londynie.
Kibice w Polsce się cieszą, bo losujący drużyny Robbie Keane oszczędził naszą reprezentację i nie wpakował jej do towarzystwa najmocniejszego zespołu z drugiego koszyka, Niemców, którzy wylądowali w grupie C, gdzie znów przyjdzie im mierzyć się z Holandią, z którą przegrali rywalizacje w Lidze Narodów.

Zamiast ekipy Joachima Loewa biało-czerwoni z drugiego koszyka Polacy wylosowali Austriaków. To z kolei wymarzony rywal dla obecnego selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka, który w Austrii spędził większość swojej piłkarskiej kariery (grał tam w latach 1995-2007, z roczną przerwą na występy w izraelskim Maccabi Haifa).

Na mistrzostwa awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Pozostałe cztery miejsca na mistrzostwach przysługują zwycięzcom barażów. Na turnieju zagrają 24 zespoły. I po raz pierwszy bezpośredni awans nie przysługuje państwom-gospodarzom, one także muszą walczyć w eliminacjach.

 

Podział na grupy el. Euro 2020:

Grupa A: Anglia, Czechy, Bułgaria, Czarnogóra, Kosowo.
Grupa B: Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg.
Grupa C: Holandia, Niemcy, Irlandia Północna, Estonia, Białoruś.
Grupa D: Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar.
Grupa E: Chorwacja, Walia, Słowacja, Węgry, Azerbejdżan.
Grupa F: Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta.
Grupa G: Polska, Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa.
Grupa H: Francja, Islandia, Turcja, Albania, Mołdawia, Andorra.
Grupa I: Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino.
Grupa J: Włochy, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Lichtenstein.

 

Ramowy terminarz eliminacyjny:

21-23 marca 2019: kolejka 1
24-26 marca 2019: kolejka 2
7-8 czerwca 2019: kolejka 3
10-11 czerwca 2019: kolejka 4
5-7 września 2019: kolejka 5
8-10 września 2019: kolejka 6
10-12 października 2019: kolejka 7
13-15 października 2019: kolejka 8
14-16 listopada 2019: kolejka 9
17-19 listopada 2019: kolejka 10

Losowanie grup finałów turnieju odbędzie się 1 grudnia 2019 roku.

 

Era Brzęczka: Powodów do radości nie ma

Fot. Arkadiusz Milik w meczu z Portugalią zdobył wyrównującą bramkę z rzutu karnego

 

 

Trener Jerzy Brzęczek uznał remis w meczu z Portugalią za sukces i początek lepszych czasów dla reprezentacji Polski. Czy będą lepsze, to się dopiero okaże, na razie biało-czerwoni zakończyli najgorszy pod względem wyników sezon od 18 lat.

 

Tegoroczny bilans naszej reprezentacji nie zachwyca. Biało-czerwoni pod wodzą najpierw Adama Nawałki, a potem Jerzego Brzęczka rozegrali w sumie 13 meczów. Wygrali trzy, zremisowali cztery, a w sześciu doznali porażek. Bilans bramkowy też mają niekorzystny – 15:17. Brzęczek z obecną reprezentacją jeszcze nie święcił triumfu. Wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Adam Nawałka. Przed mistrzostwami świata pokonał Koreę Południową (3:2) oraz Litwę (4:0). Dołożył jeszcze remis z Chile (2:2) oraz porażkę z Nigerią (0:1). Polska ostatni raz wygrała na mistrzostwach świata, gdy na zakończenie fazy grupowej pokonaliśmy Japonię (1:0).

 

Engel musiał czekać 18 lat

Jerzy Brzęczek miał kilka okazji, żeby wygrać mecz. Choćby z Irlandią we Wrocławiu czy Czechami w Gdańsku. Rywale nie byli z najwyższej półki, ale gra naszej reprezentacyjnej drużyny pozostawiała sporo do życzenia. W efekcie Brzęczek w swoich pierwszych sześciu meczach w roli selekcjonera nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Gorzej pod tym względem selekcjonerska kadencję w ostatnich dwóch dekadach zaczął tylko Jerzy Engel, który przejął kadrę na początku 2000 roku i nie wygrał w siedmiu pierwszych spotkaniach. Zadebiutował w meczu z reprezentacją Hiszpanii i przegrał z nią gładko 0:3. Miesiąc później zespół pod jego wodzą uległ 0:1 Francji, tracąc gola w 87. minucie po uderzeniu Zinedine’a Zidane’a, którego nie zdołał obronić Jerzy Dudek. Następnie były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) i wyjazdowy remis z Rumunią (1:1) tuż przed początkiem eliminacji do mistrzostw świata. Jeśli ktoś tego z Czytelników nie pamięta, to przypominamy, że w trakcie tej niechlubnej serii kibice i dziennikarze domagali się dymisji Engela znacznie natarczywiej niż teraz domagają się dymisji Brzęczka.

Gwoli historycznej prawdy wypada jednak przyznać, że po tej wybitnie nieudanej serii reprezentacja pod wodza Engela nagle na otwarcie eliminacji MŚ 2020 wygrała w Kijowie z Ukrainą 3:1 i rozpoczęła zwycięski marsz po pierwszy od 1986 roku awans do finałów mistrzostw świata. Kilka dni później biało-czerwoni pokonali w Łodzi Białoruś 3:0 (hat-trick Radosława Kałużnego), a bilans występów w 2000 roku poprawili jeszcze remisem z Walią i zwycięstwem w spotkaniu z Islandią. W sumie z 10 meczów w 2000 roku nasz zespół wygrał trzy, cztery zremisował i trzy przegrał (bilans bramkowy 9:10). Na przebicie tego słabego wyniku Engel musiał czekać aż 18 lat.

 

Gol Milika dał awans do 1 koszyka

Mimo tych słabiutkich statystyk reprezentacja Polski wciąż zalicza się do europejskiej czołówki, przynajmniej pod względem formalnym, czego najlepszym dowodem jest miejsce w pierwszym koszyku losowania grup eliminacyjnych Euro 2020. Biało-czerwoni zapewnili sobie miejsce wśród 10 najwyżej rozstawionych drużyn dzięki remisowi 1:1 z Portugalią w ostatnim meczu Ligi Narodów (gola na wagę cennego remisu strzelił z rzutu karnego Arkadiusz Milik). Losowanie eliminacji Euro 2020 rozpocznie się 2 grudnia 2018 roku o 12:00 w Dublinie. Po raz pierwszy od 1976 roku gospodarz nie ma zapewnionego awansu do turnieju, bo tym razem wyjątkowo mistrzostwa Europy odbędą się w 12 krajach. Eliminacje Euro 2020 zostaną rozegrane od marca 2019 do listopada 2019 roku. 55 zespołów – wraz debiutującym w tych rozgrywkach Kosowem, zostanie podzielonych na 10 grup. Pięć grup będzie miało po pięć zespołów, a pięć będzie sześciozespołowych.

 

Bałagan, że aż głowa pęka

Trochę bałaganu ta formuła mistrzostw już wprowadziła, Aby wszystkie 12 państw, które będą gospodarzami Euro 2020, czyli Azerbejdżan, Dania, Anglia, Niemcy, Węgry, Włochy, Holandia, Irlandia, Rumunia, Rosja, Szkocja i Hiszpania, mogło bezpośrednio awansować do turnieju, to w jednej grupie mogą się znaleźć tylko po dwa zespoły z grona gospodarzy. A ze względów politycznych do jednej grupy nie mogą trafić Armenia i Azerbejdżan, Gibraltar i Hiszpania, Kosowo z Bośnią i Hercegowiną, Kosowo z Serbią oraz Ukraina i Rosja. Ze względów pogodowych zaś w jednej grupie z grupy drużyn: Białoruś, Estonia, Wyspy Owcze, Finlandia, Islandia, Łotwa, Litwa, Norwegia, Rosja i Ukraina, mogą znaleźć się tylko po dwie ekipy z wymienionych.

Kolejne kryterium to odległość. By reprezentacje nie latały zbyt daleko na mecze wyjazdowe, Azerbejdżan może zagrać tylko z jedną z następujących drużyn: Gibraltar, Islandia i Portugalia, Islandia może zagrać z jedną ekipą z grona Armenia, Cypr, Gruzja i Izrael, za to Kazachstan nie może trafić na więcej niż jedną z następujących reprezentacji: Andory, Anglii, Francji, Wysp Owczych, Gibraltaru, Islandii, Malty, Irlandii Północnej, Portugalii, Irlandii, Szkocji, Hiszpanii i Walii.
Te wymogi sprawią, że losowanie grup będzie cyrkiem jakiego dawno nie było i mało kto wyjdzie z tej zabawy zadowolony. A już na pewno nie nasza reprezentacja, z którą dzisiaj chcą grać wszyscy, bo taką ma teraz słabiutka markę. Trener Brzęczek co prawda twierdzi, że najgorsze ma już za sobą, ale może z takimi stwierdzeniami niech poczeka do losowania grup.

 

Liga Narodów bez większych emocji

Fot. Serb Aleksandar Mitrović z sześcioma bramkami na koncie został królem strzelców Ligi Narodów

 

 

W miniony wtorek zakończyła się faza grupowa pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA. Nasza reprezentacja znalazła się w grupie zespołów, które zakończył rywalizację na tarczy i zostały zdegradowane. Biało-czerwoni w najwyższej Dywizji A podzielili los zespołów Niemiec, Chorwacji i Islandii.

 

Biało-czerwoni spadli do Dywizji B i w kolejnej edycji tych rozgrywek, oczywiście o ile nie dojdzie do zmiany regulaminu, zagrają w towarzystwie reprezentacji Niemiec, Chorwacji, Islandii (spadkowicze z Dywizji A), Finlandii, Norwegii, Szkocji, Serbii (zespoły te awansowały z Dywizji C) oraz Austrii, Czech, Rosji i Walii. Na razie UEFA nie podała zasad na jakich zostaną rozstawione drużyny w każdej z dywizji w kolejnej edycji Ligi Narodów. Decydować o tym mogą wyniki pierwszej edycji Ligi Narodów lub rankingu UEFA. Rozgrywki Ligi Narodów w latach 2020-2021 mają być premiowane awansem na mistrzostwa świata 2022 w taki sam sposób, jak w obecnej edycji są powiązane z eliminacjami do turnieju Euro 2020. Decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły.

 

Nowy podział na dywizje

Na razie pewne jest tylko to, że następna edycja Ligi Narodów zostanie rozegrana w okresie od 31 sierpnia do 17 listopada 2020 roku (faza grupowa), a faza finałowa odbędzie się w dniach 31 maja – 8 czerwca 2021 roku. Podział na dywizje wygląda w tej chwili następująco: Dywizja A – Belgia, Anglia, Francja, Włochy, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria i drużyny, które awansowały z dywizji B: Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja, Ukraina; Dywizja B – Chorwacja, Niemcy, Islandia, Polska (spadły z dywizji A), Finlandia, Norwegia, Szkocja, Serbia (awansowały z dywizji C) i Austria, Czechy, Rosja, Walia; Dywizja C – Irlandia Północna, Irlandia, Słowacja, Turcja (spadły z dywizji B), Białoruś, Gruzja, Kosowo, Macedonia (awansowały z dywizji D) oraz Albania, Bułgaria, Grecja, Węgry, Izrael, Czarnogóra, Rumunia; Dywizja D – Cypr, Estonia, Litwa, Słowenia (spadły z dywizji C) i Andora, Armenia, Azerbejdżan, Wyspy Owcze, Gibraltar, Kazachstan, Łotwa, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, Mołdawia, San Marino.

Każda z czterech dywizji Ligi Narodów będzie miała swoje baraże, których zwycięzca awansuje na Euro. Cztery najlepsze ekipy z każdej dywizji, które nie awansowały na Euro 2020, zagrają w barażach. Odbędą się one w marcu 2020 roku. To oznacza, że jeżeli Polska – która zajęła 10. miejsce w Lidze Narodów – nie awansuje do finałów Euro 2020 w normalnych eliminacjach, przy szczęśliwym zbiegu okoliczności może dostać szansę gry w barażach Ligi Narodów. Stanie się tak, jeśli sześć lepszych drużyn z miejsc 1-9 zapewni sobie awans do finałów mistrzostw Europy w zwykłych eliminacjach. Ale jeśli tych drużyn będzie mniej, to biało-czerwoni nie dostaną miejsca w barażach.

 

Stawką awans do Euro 2020

Losowanie baraży odbędzie się 22 listopada 2019 roku. Odbędą się one w formie czterech turniejów, po jednym dla każdej dywizji. Gospodarz każdego turnieju zostanie wybrany w drodze losowania. Następnie zostaną rozegrane półfinały i finał. Najwyżej notowany zespół w Lidze Narodów zagra z czwartą ekipą, a drugi z trzecią. Gospodarzem finału będzie jeden ze zwycięzców półfinału. W ten sposób cztery drużyny uzupełnią stawkę finalistów Euro 2020, których będzie w sumie 24. Przypomnijmy, że turniej odbędzie się wyjątkowo w 12 krajach, dlatego tym razem gospodarze nie mają zagwarantowanego udziału. Eliminacje zostaną rozegrane w okresie od marca do listopada 2019 roku, a z nich bezpośredni awans uzyska 20 reprezentacji, po dwie najlepsze z każdej z 10 grup.

Z dywizji A pewny udział w barażach mają już Anglia, Holandia, Portugalia i Szwajcaria. Z dywizji B będą to Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja i Ukraina. Z C to Finlandia, Norwegia, Szkocja i Serbia. Z D to Białoruś, Gruzja, Macedonia oraz Kosowo. Jedna drużyna z każdej z tych czwórek na pewno zagra na Euro 2020, co oznacza, że na mistrzostwach kontynentu na pewno zadebiutuje jeden z zespołów najsłabszej w stawce Dywizji D – Białoruś, Kosowo, Gruzja lub Macedonia. Żaden z nich nie miał jeszcze okazji zagrać w finałach europejskiego czempionatu.
Możliwa jest te sytuacja, że w której z dywizji zabraknie drużyn do baraży. Na przykład jeśli z dywizji A na Euro 2020 od razu awansuje 10 drużyn, to w barażach wystąpią dwie pozostałe ekipy z tej dywizji wraz z dwoma najwyżej sklasyfikowanymi drużynami z niższej dywizji. W takim przypadku UEFA wyklucza jednak sytuacje, że zwycięzcy grup z niższych dywizji mieliby grać z z zespołami z wyższych dywizji.

 

Serb najskuteczniejszym strzelcem

Królem strzelców pierwszej edycji Ligi Narodów został Serb Aleksandar Mitrović, występujący na co dzień w angielskim Fulham. 24-letni napastnik zdobył w sześciu meczach sześć bramek i walnie przyczynił się do awansu reprezentacji Serbii do Dywizji B. Za jego plecami z pięcioma golami na kontach uplasowało się czterech zawodników: Białorusin Stanislaw Dragun, Szkot James Forrest, Ormianin Jura Mowsisjan oraz Szwajcar Haris Seferović. Polacy nie odegrali w rywalizacji snajperów żadnej roli, bo strzelili w sumie tylko cztery gole, na dodatek ich autorami było czterech graczy – Jakub Błaszczykowski, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek i Piotr Zieliński. Po raz pierwszy od 10 lat żadnego trafienia w eliminacjach nie zaliczył Robert Lewandowski, ale jak nietrudno zauważyć, w czołówce klasyfikacji strzelców nie ma też żadnego z czołowych napastników europejskich klubów.

 

 

Holendrzy zagrali dla Polski

Fot. Holendrzy do 85. minuty przegrywali z Niemcami 0:2, ale zdążyli przed ostatnim gwizdkiem doprowadzić do remisu

 

 

Remis Niemców z Holandią (2:2) na zakończenie zmagań w grupie A1 Ligi Narodów był korzystny dla reprezentacji Polski, bo dawał jej szansę na rozmieszczenie w pierwszym koszyku w losowani grup eliminacji Euro 2020. Ale żeby ten cel osiągnąć, biało-czerwoni musieli jeszcze przynajmniej zremisować z Portugalią, a najlepiej wygrać.

 

Niemcy zaczęli mecz z Holendrami kapitalnie, bo po 20 minutach gry prowadzili już 2:0 po golach Timo Wernera i Leroya Sane. Później mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia, ale bramki w tym meczu zdobywali już tylko Holendrzy. W 85. minucie kontaktowego gola strzelił Quincy Promes, a w doliczonym czasie gry trafienie na wagę remisu zaliczył Virgil van Dijk. Tym samym ekipa „Oranje” potwierdziła, że pod wodzą trenera Ronalda Koemana czas kompromitujących niepowodzeń ma już za sobą. Przypomnijmy, że Holendrzy nie zakwalifikowali się do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018 w Rosji. Teraz w pokonanym polu pozostawili aktualnych mistrzów globu Francuzów oraz czempionów z 2014 roku Niemców.
Dla nas jednak najważniejsze było to, że w meczu z Niemcami podopieczni trenera Koemana zagrali w interesie polskiej reprezentacji. Fatalna postawa w końcówce meczu miała bowiem dla reprezentacji Niemiec swoją wymierną cenę. Nie miała ona już szans na poprawę miejsca w grupie, bo już wcześniej było jasne, że zajmie ostatnią lokatę za Holandią i Francją, przez co zostanie zdegradowana do niższej dywizji.
Dla Niemców rzeczywistą stawką potyczki z pomarańczowymi było miejsce w pierwszym koszyku losowania eliminacji Euro 2020. Żeby się w nim znaleźć mistrzowie świata z 2014 roku musieli wygrać z Holendrami, ale ponieważ tylko z nimi zremisowali, pozostało im liczyć, że Polacy przegrają we wtorkowym meczu z Portugalią. Zwycięstwo lub remis biało-czerwonych (spotkanie w Guimares zakończyło się po zamknięciu wydania) zapewniało biało-czerwonym miejsce w pierwszym koszyku.
Przy ustaleniu koszyków przed losowaniem eliminacji mistrzostw Europy 2020 w pierwszym z nich znajdzie się 10 z 12 drużyn rywalizujących w elicie Ligi Narodów. Po remisie Niemców z Holendrami Polacy zajmują w nim przedostatnią, 11. pozycję. Co prawda zespół Jerzego Brzęczka niżej spaść już nie może (Islandia rozegrała już wszystkie mecze), ale żeby uniknąć losowania z drugiego koszyka musiał w swoim ostatnim występie w Lidze Narodów zdobyć przynajmniej jeden punkt. To pozwoliłoby biało-czerwonym wyprzedzić ekipę Joachima Loewa, która miała od Polaków gorszy bilans bramkowy (3-6).
Tylko czy miejsce w koszyku ma dla naszych piłkarzy jakieś istotne znaczenie? Na mundialu w Rosji kuglowanie z miejscem w światowym rankingu nic biało-czerwonym nie dało, a teraz na domiar złego nasza reprezentacja popadła w głęboki kryzys. Nie zatem większego znaczenia czy w losowaniu grup eliminacyjnych Euro 2020 trafi np. na Niemców z pierwszego, czy drugiego koszyka. O awansie i tak przecież przesądzą bezpośrednie starcia na boisku. Także z rywalami z niższych koszyków.

 

Koniec miodowych lat PZPN

Działacze PZPN przez ostatnie lata sprawnie kontrolowali sportowe media, ale po nieudanym mundialu w Rosji gros żurnalistów porzuciło kompromitującą w tym zawodzie spolegliwość i zaczęła korzystać z konstytucyjnej wolności słowa. To oczywiście doprowadza ekipę prezesa Bońka do furii.

 

Pezetpeenowcy zastosowali więc sprawdzoną metodę retorsji, wprowadzając ograniczenia w kontaktach dziennikarzy z zawodnikami podczas zgrupowań reprezentacji Polski. „Nie będziecie zadowoleni, ale chcemy unormować zasady współpracy z mediami podczas zgrupowań. Gdy jest was pełno w hotelowym lobby, robi się zamieszanie” – tłumaczył decyzję przełożonych Jakub Kwiatkowski, pełniący w sztabie Brzęczka dwie funkcje – dyrektora technicznego kadry i jej rzecznika. Ma więc chłop mnóstwo roboty, a teraz dodatkowo będzie musiał odbierać i akceptować prośby dziennikarzy o indywidualne rozmowy z piłkarzami. Będzie tych próśb mnóstwo, bo PZPN zamiast codziennych wywiadów przeprowadzanych w hotelu kadry, wprowadził tzw. dzień medialny, z dwiema godzinami na wcześniej umówione za pośrednictwem Kwiatkowskiego wywiady. Nie ma się co łudzić, reglamentacja dla krytykantów będzie wprowadzona, ale nie ostentacyjnie, nie na chama, tylko „punktowo”, z celowaniem w konkretne redakcje czy dziennikarzy, zawsze z wytłumaczeniem odmowy „zabieganiem w natłoku obowiązków”.

Nie pierwsze to i nie ostatnia wojna PZPN z mediami, tym razem jednak niekoniecznie musi zakończyć się sukcesem futbolowej centrali. Z oczywistego powodu – w ostatnich miesiącach radykalnie zmieniło się nastawienie opinii publicznej do reprezentacji Polski. Jeszcze nie jest wrogie, ale era kwitowania przez kibiców nawet kompromitujących porażek przyśpiewką „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało” chyba się skończyła, o czym świadczyły słaba frekwencja we Wrocławiu na meczu z Irlandią i gwizdy po porażce z Włochami na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim. Wobec takiej zmiany nastawienia nawet najbardziej zblatowani z pezetpeenowską wierchuszką szefowie dziennikarzy nie mogli już dalej brnąć w kłamstwie, że jesteśmy futbolową potęgą, a PZPN jest organizacją bez skazy. Popuszczono więc na redakcyjnych planowaniach cugle i znów o polskiej piłce nożnej tu i ówdzie można było pisać czy mówić prawdę. A że jest to prawda daleko odbiegająca od lukrowanej wizji forsowanej przez stworzony przez ludzi Bońka portal „Łączy nas piłka”, powstał dysonans poznawczy, który po meczach z Portugalią i Włochami stał się wręcz brutalnie niekorzystny dla PZPN-u. Stąd zapewne „akcja dyscyplinująca”, której zadaniem jest rozbicie dziennikarskiej solidarności metodą ułatwiania lub utrudniania dostępu do „informacyjnego koryta”.

„W poważnych federacjach nie ma takiego zwyczaju, że dziennikarze na zgrupowaniu kadry robią, co chcą” – przekonuje prezes Boniek na łamach zawsze mu życzliwego portalu „Interia”. I pewnie z tej wrodzonej życzliwości jego wypowiedź nie została w żaden sposób skontrowana, a powinna, bowiem od kilku lat media w Polsce miały tylko ściśle reglamentowany i kontrolowany przez pezetpeenowskich cenzorów dostęp do reprezentacji, bo o tym co dzieje się w środku kadry podczas zgrupować i turniejów dziennikarze dowiadywali się głównie z ociekających słodyczą filmików emitowanych w portalu „Łączy nas piłka”, który na udzielonej mu przez PZPN wyłączności w dostępie do piłkarzy, trenerów i działaczy zbudował całkiem mocną pozycję na rynku mediów internetowych, nawiasem mówiąc stając się konkurentem dla nie tylko dla branżowych portali jak „SportoweFakty”, ale w jakimś stopniu także dla potęg jak „Interia” czy „Onet”, chociaż dla nich był konkurencją bardziej w relacjach z reklamodawcami. W realiach kapitalistycznej walki rynkowej jest to, trzeba przyznać, sytuacja kuriozalna. Od 2014 roku aż do mundialu w Rosji z jakiegoś powodu media przemilczały wieści o aferach w kadrze, chociaż było ich trochę i na pewno ten czy ów z żurnalistów musiał coś o nich słyszeć. Dopiero „gruby numer” wycięty przez grupę imprezową pod wodzą Artura Boruca został w mediach z pewną nieśmiałością odnotowany.

Dzisiaj tej spolegliwości jest znacznie mniej, a nawet pojawiają się publikacje zauważające ze zgrozą, że ludzie zarządzający polskich futbolem są nastawieni wyłącznie na „robienie kasy”. PZPN ma na kontach setki milinów złotych, ale te pieniądze wydaje wyłącznie na zaspokajanie potrzeb aparatu władzy, zaś skalę tych potrzeb i sposobu ich zaspokojenia określa arbitralnie prezes związku przy milczącej akceptacji członków zarządu. Organizowane co jakiś czas propagandowe akcje mające przekonać opinię publiczną, że władze PZPN coś robią dla poprawy piłkarskiej jakość naszych drużyn klubowych i reprezentacyjnych, co jest ich statutowym przecież obowiązkiem, pozostają zwykle na papierze. Dla działaczy ważne jest tylko to, żeby na meczach reprezentacji był komplet publiczności, żeby na banerach reklamowych nie było pustych miejsc, a reprezentacja miała tuzin hojnych sponsorów.

Przez cztery lata komfort „miodowych lat” ekipie Bońka zapewniał swoimi golami Robert Lewandowski, ale chłop się już trochę zestarzał, wyeksploatował, a na dodatek zaczął fikać. Odstrzelić go z kadry na razie nie można, przynajmniej dopóki Krzysztof Piątek nie potwierdzi, że jest w stanie „Lewego” zastąpić i równie mocno pociągnąć reprezentacyjny wózek. Dla PZPN najważniejszym teraz celem jest awans do Euro 2020, bo awans zapewni dopływ świeżej gotówki i spokój w mediach.