EURO 2020 – Będzie dużo podróżowania

Po wygranej 3:0 z Łotwą i 2:0 z Macedonią Północną reprezentacji Polski na dwie kolejki przed końcem eliminacji zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Oprócz ekipy Jerzego Brzęczka pewne występu europejskim czempionacie są już także zespoły Belgii, Rosji, Włoch i Hiszpanii. Ale eliminacje to najłatwiejsza część Euro 2020.

Euro 2020 będzie wyjątkowe, bo Michael Platini, gdy stał jeszcze na czele UEFA, przeforsował zmianę formuły europejskiego czempionatu i zamiast ulokować go w jednym czy dwóch krajach, rozrzucił go po 12 miastach w 12 europejskich kraja. 24 finalistów zostanie podzielonych na sześć grup. Awans do 1/8 finału uzyskają wszyscy mistrzowie i wicemistrzowie grup oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Losowanie odbędzie się jednak zanim będą znani wszyscy finaliści Euro 2020. Eliminacje wyłonią 20 uczestników, a czterech ostatnich poznamy po barażach, które odbędą się w marcu przyszłego roku. A ceremonia losowania Euro 2020 odbędzie się 30 listopada w Romexpo w Bukareszcie. Wtedy nasza reprezentacja pozna nie tylko trzech rywali grupowych, ale też gdzie i kiedy będzie rozgrywać swoje mecze. Spotkania fazy grupowej odbędą się w dniach 12-24 czerwca 2020 roku, spotkania 1/8 finału 27-30 czerwca, ćwierćfinały zaplanowano na 03-04 lipca, półfinały na 07-08 lipca, a wielki finał zostanie rozegrany 12 lipca.
Po zwycięstwie z Macedonią Północną 2:0 reprezentacja Polski jako czwarta ekipa Starego Kontynentu wywalczyła awans na Euro 2020. Wcześniej występ w finałowym turnieju zagwarantowały sobie reprezentacje Belgii (lider grupy I), Włoch (lider grupy J) oraz Rosji (drugi zespół w tabeli grupy I).
Polscy kibice z pewnością zastanawiają się, do którego koszyka trafią biało-czerwoni przed losowaniem grup finałowych. Gdyby eliminacje zakończyły się dziś, znaleźlibyśmy się w koszyku nr 2. Podział na koszyki dokonany zostanie na podstawie wyników zespołów w eliminacjach Euro 2020. Co ważne, brany pod uwagę będzie dorobek punktowy z meczów z zespołami z miejsc 1-5. W grupach sześciozespołowych wyniki ze spotkań z szóstą drużyną, w naszym przypadku z Łotwą (2:0 w Warszawie i 3:0 w Rydze), nie będą zaliczane.
Polacy zachowują szanse na rozstawienie, czyli koszyk nr 1. Warunkiem są zwycięstwa w listopadowych spotkaniach z Izraelem (16.11. w Jerozolimie) oraz Słowenią (19.11. w Warszawie). Wówczas Polska miałaby w rankingu 19 pkt. Musiałaby jednak także liczyć na to, że inni liderzy grup w końcówce eliminacji zgubią punkty.
Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę także czarny scenariusz. Jeśli reprezentacja Jerzego Brzęczka w listopadzie nie wygra meczu i zostanie wyprzedzona w grupie G przez Austrię, wówczas może wylądować w koszyku nr 3, a nawet nr 4.
Na przyszłorocznej imprezie kibiców z pewnością czeka wiele podróży. Turniej odbędzie się bowiem w 12 miastach w całej Europie – Amsterdamie (Holandia), Baku (Azerbejdżan), Bilbao (Hiszpania), Budapeszcie (Węgry), Bukareszcie (Rumunia), Dublinie (Irlandia), Glasgow (Szkocja), Kopenhadze (Dania), Londynie (Anglia), Monachium (Niemcy), Rzymie (Włochy) i Sankt Petersburgu (Rosja). Otwarta sprzedaż biletów na Euro 2020 zostanie zapoczątkowana w grudniu tego roku – po losowaniu grup. Kibice po zarejestrowaniu się na oficjalnej stronie UEFA, będą mogli ubiegać się o wejściówki na wszystkie mecze danej reprezentacji. „Kibice mogą ubiegać się o bilety, jeśli spełniają kryteria określone przez ich krajowe federacje piłkarskie” – czytamy na stronie internetowej UEFA.
Cena biletów jest zależna od miejsca rozgrywania meczu, a także fazy turnieju. Na każde spotkanie obowiązują 3 kategorie cenowe. Na mecze grupowe i 1/16 finału wejściówki, w zależności od stadionu, kosztują 30 albo 50 euro w trzeciej kategorii, 75 albo 125 euro w drugiej kategorii i 125 albo 185 euro w pierwszej kategorii. Tańsze bilety obowiązują jedynie na mecze w Baku, Bukareszcie i Budapeszcie.
Droższe bilety obowiązują na mecz otwarcia w Rzymie i ćwierćfinały w Rzymie, Monachium i St. Petersburgu – w zależności od kategorii, 75, 145 lub 225 euro. Za bilety na ćwierćfinałowe spotkanie w Baku zapłacimy 30, 75 lub 125 euro. Za obejrzenie półfinałowych meczów, które odbędą się w Londynie, trzeba już zapłacić 195, 345 lub 595 euro. Z kolei na finał, również w stolicy Anglii, bilety kosztują aż 295, 595 lub 945 euro.
Jak widać, tanio nie będzie i na rekordy frekwencji chyba UEFA nie ma co liczyć. Ale ta firma jest z każdej strony faszerowana milionami euro, od organizatorów, sponsorów, stacji telewizyjnych, a zatem nie odczuje strat wynikających z małej frekwencji. Dla porównania – nasi siatkarze w tym sezonie zarobili w sumie 700 tys. dolarów – 300 za 3. miejsce w Lidze Narodów, tyle samo za drugie miejsce w Pucharze Świata i 100 tysięcy dolarów za brązowy medal mistrzostw Europy. PZPN z tytułu awansu kadry Brzęczka do Euro 2020 zainkasował od UEFA 9,25 mln euro, czyli kilkadziesiąt razy więcej. Kadrowicze dostaną z tej kwoty 35 procent, co w przeliczeniu na złotówki daje kwotę prawie 14 mln zł. Tylko że siatkarze gwarantują dobre wyniki, a piłkarze niekoniecznie.

Decydujące starcia

Kadra powołana przez Jerzego Brzeczka od poniedziałku trenuje na zgrupowaniu w Warszawie. Biało-czerwoni w dwóch październikowych meczach zagrają z najsłabszymi zespołami w grupie – w czwartek na wyjeździe z ostatnią Łotwą, a w niedzielę na Stadionie Narodowym z przedostatnią w tabeli ekipą Macedonii Północnej.

Nasza reprezentacja może już w październikowej serii gier zapewnić sobie awans do turnieju finałowego Euro 2020. Warunkiem jest wygranie obu spotkań – z Łotwą i Macedonią Północną. Przypominamy, że bezpośrednią kwalifikację daje zajęcie jednego z dwóch czołowych miejsc w każdej grupie. Polacy są aktualnie liderem w grupie G z dorobkiem 13 punktów. Do zakończenia zmagań zostały jeszcze cztery spotkania, ale przy korzystnym wariancie boiskowych zdarzeń może się okazać, że już w niedzielę ekipa Jerzego Brzęczka będzie świętować awans. Biało-czerwoni muszą wywalczyć jednak w dwóch najbliższych meczach siedem punktów przewagi nad trzecią drużyną w stawce i mieć lepszy bilans bezpośrednich meczów z tym rywalem. Nasz zespół zapewni sobie awans do Euro 2020 jeśli wygra spotkania z Łotwą i Macedonią Północną, a jednocześnie w obu najbliższych kolejkach Austria zdobędzie nie więcej niż trzy punkty, a Izrael nie więcej niż cztery, zaś Słowenia utrzyma pozycję wicelidera grupy. Na razie jednak w grze o awans w grupie G wciąż pozostaje aż pięć drużyn. W rywalizacji nie liczy się jedynie Łotwa, z którą w czwartek biało-czerwoni zmierzą się w Rydze.

W podobnej sytuacji znajduje się jeszcze kilka innych reprezentacji. W tym gronie są na przykład Anglicy, którym do awansu wystarczy wyjazdowe zwycięstwo nad Czechami, bo ekipę naszych południowych sąsiadów czeka jeszcze spotkanie z Kosowem, które także liczyć się jeszcze w rywalizacji o jedną z dwóch czołowych lokat w grupie A. Spore szanse ma też niepokonana w grupie B Ukraina. Piłkarze trenera Andrija Szewczenki zagrają u siebie z Litwą i Portugalią. Aktualni mistrzowie Europy Portugalczycy jeszcze nie przegrali w tych eliminacjach, ale w czterech spotkaniach przydarzyły im się remisy. Do awansu potrzebują jeszcze czterech punktów.

Świetne pozycje wyjściowe mają też Hiszpanie (grupa F), których czekają dwa spotkanie w Skandynawii – z Norwegią i Szwecją, Włosi (gr. J) oraz Belgowie i Rosjanie, którzy zdominowali rywalizację w grupie I. W ich przypadku wygrane w pierwszych z dwóch październikowych potyczek mogą już przesądzić o awansie, pod warunkiem jednak korzystnych rezultatów w innych spotkaniach.

W pozostałych grupach walka o dwa czołowe miejsca jest bardziej zacięta. W grupie C ważna dla układu czołówki tabeli będzie czwartkowa konfrontacja w Rotterdamie, gdzie zajmujący obecnie trzecie miejsce Holendrzy podejmą mających trzy punkty więcej piłkarzy Irlandii Północnej. Wygrana gospodarzy sprawi, że te zespoły plus Niemcy będą mieć po 12 punktów, ale Wyspiarze po rozegraniu jednego spotkania więcej niż obaj rywale.

Kilka scenariuszy jest też możliwych w grupie D, gdzie o awans rywalizują Irlandia, Dania i Szwajcaria, które jeszcze nie doznały porażki. Liderem jest ekipa z Zielonej Wyspy, ale w sobotę i we wtorek czekają ją wyjazdy do najgroźniejszych przeciwników. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w grupie E, gdzie nawet czwarta w tabeli Walia ma realne szanse skończyć zmagania w czołowej dwójce. Zadanie przed półfinalistą Euro 2016 jednak niełatwe, gdyż punktów muszą szukać na Słowacji i przed własną publicznością w Cardiff z wicemistrzem globu – Chorwacją. W grupie H walka o premiowane prawem udziału w ME dwie pozycje powinna się rozegrać między Francją, Turcją (mają po 15 pkt), a Islandią (12).

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (SPAL 2013, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Dominik Furman, Wisła Płock).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

Wyniki grupy G:
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia Płn 1:1
3. kolejka: Macedonia Płn – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia Płn – Austria 1:4
5. kolejka: Macedonia Płn – Izrael 1:1; Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka: Polska – Austria 0:0; Słowenia – Izrael 3:2; Łotwa – Macedonia Płn 0:2
7. kolejka (10.10.)
Łotwa – Polska, Macedonia Północna – Słowenia, Austria – Izrael

Najbliższe mecze (10 października):
Łotwa – Polska,
Austria – Izrael
Macedonia Północna -Słowenia

Tabela grupy G:
1. Polska           6   13    8:2
2. Słowenia       6   11  12:5
3. Austria          6   10  13:6
4. Izrael             6     8  11:11
5. Macedonia    6    8    8:8
6. Łotwa            6    0    1:21

 

Tylko Lewy nie zawodzi

W ostatnim ligowym weekendzie przed przerwą dla reprezentacji, z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka nikt nie błysnął w meczach swoich klubowych drużyn. Jeszcze bardziej powinno zmartwić selekcjonera słaba skuteczność biało-czerwonych, oczywiście poza Robertem Lewandowskim, który gola strzelił.

Bayern Monachium zapłacił cenę za miażdżące wyjazdowe zwycięstwo z Lidze Mistrzów z Tottenhamem (7:2) i w minioną sobotę w 7. kolejce Bundesligi przegrał na swoim stadionie sensacyjnie z Hoffenheim 1:2. Autorem honorowego gola dla bawarskiej jedenastki był niezawodny Robert Lewandowski, dla którego było to już 11. trafienie w tym sezonie. Kapitan reprezentacji Polski tydzień wcześniej został pierwszym graczem w historii niemieckiej ekstraklasy, któremu udało się zdobyć w pierwszych sześciu kolejkach 10 goli. Teraz będzie pierwszym, który w siedmiu pierwszych kolejkach zdobył 11 bramek i kolejne pokolenia piłkarzy będą musiały mierzyć się z tym jego osiągnięciem. Tymczasem „Lewy” golem strzelonym ekipie Hoffenheim poprawił swój łączny dorobek w Bundeslidze do 213 trafień, co dało mu awans na czwarte miejsce w klasyfikacji wszech czasów, które dzieli teraz ze zmarłym nie tak dawno legendarnym niemieckim piłkarzem Manfredem Burgsmuellerem. Trzy czołowe miejsca w tym zestawieniu zajmują Gerd Mueller (365 goli), Klaus Fisher (268) i Jupp Heynckes (220).

Bilans Lewandowskiego we wszystkich klubowych rozgrywkach jest w tym sezonie imponujący – w 10 spotkaniach zdobył już 14 bramek, strzelając gola średnio co 62 minuty! Trafiał w każdym meczu tego sezonu oprócz pierwszego, o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund (0:2). Kapitan reprezentacji Polski przybliżył się do osiągnięcia Pierre’a-Emericka Aubameyanga, który w barwach Borussii Dortmund strzelał gole w pierwszych ośmiu kolejkach sezonu i jest pod tym względem rekordzistą Bundesligi, ale „Lewy” zdobył bramki już w siedmiu kolejkach, więc niewykluczone, że Gabończykowi dorówna, a nawet jego wynik poprawi.

Wypada jedynie żałować, że Lewandowski nie jest taki zabójczo skuteczny w meczach reprezentacji. Oba wrześniowe występy, przeciwko Słowenii i Austrii, zakończył bez trafienia, ale też nikt go nie wyręczył. Miejmy nadzieję, że w czekających biało-czerwonych październikowych spotkaniach z Łotwą i Macedonią Północną nasza drużyna narodowa wyciągnie z tego wnioski i tym razem wszyscy gracze bez wyjątku będą ofiarnie pracować nad stworzeniem „Lewemu” dogodnych okazji strzeleckich. Nie ma co stawiać na nagłe przebudzenie przeżywającego głęboki kryzys formy Krzysztofa Piątka czy irytującego podobną nieskutecznością Arkadiusza Milika. Z Łotwą i Macedonią nasz zespół musi wygrać, a bez goli tego celu nie osiągnie, zaś sam Lewandowski bez wsparcia kolegów tych goli nie zapewni.

 

Kadra na Austrię i Słowenię

Trener naszej piłkarskiej reprezentacji Jerzy Brzęczek powołał kadrę na mecze eliminacji Euro 2020 ze Słowenią (6 września) i Austrią (9 września). Wśród 27 zaproszonych na zgrupowanie zawodników znalazł się tylko jeden nowy zawodnik – Krystian Bielik, grający obecnie w drugoligowym angielskim Derby County.

Brzęczek w ostatni weekend przed ogłoszeniem powołań zrobił wypad do Włoch, gdzie oglądał mecze Fiorentiny z Napoli (3:4) i Sampdorii Genua z Lazio Rzym (0:3). W pierwszym interesował go tylko występ Piotra Zielińskiego (Arkadiusz Milik z powodów zdrowotnych znalazł się poza kadrą Napoli), natomiast w drugim Karola Linettego i Bartosza Bereszyńskiego. Cała trójka wypadła przeciętnie, ale zaproszenia na zgrupowanie reprezentacji dostała, podobnie jak rekonwalescent Milik, a także znajdujący się w słabiutkiej formie Krzysztof Piątek z AC Milan oraz wciąż grzejący ławę w Atlancie Bergamo Arkadiusz Reca.

Słaba jak na razie dyspozycja wymienionych wyżej graczy nie jest wielkim problemem. Bereszyński na prawej obronie ostatnio i tak przegrywał rywalizacje z regularnie i dobrze grającym w Dynamie Kijów Tomaszem Kędziorą, a na lewej flance był wystawiany jedynie z konieczności, gdy nie mógł grać Maciej Rybus. Kłopotem Brzęczka może być kiepska forma Kamila Glika, który jest ostro krytykowany za swoje występy w AS Monaco w tym sezonie. Na zastąpienie Glika innym z powołanych stoperów, Michałem Pazdanem czy debiutantem Krystianem Bielikiem, selekcjoner pewnie się nie odważy, bo Glik jest jednym z filarów zespołu i jego kluczowych postaci. Żeby stracić miejsce w podstawowej jedenastce biało-czerwonych, musiałby zaliczyć jakiś wyjątkowo kompromitujący występ. Miejmy nadzieję, że z Austrią i Słowenią do tego nie dojdzie.

Na przeciwnym biegunie jeśli chodzi o aktualną formę, na pewno są natomiast Robert Lewandowski, który zaczął nowy sezon Bundesligi od strzelenia pięciu goli w dwóch pierwszych kolejkach, a także błyszczący w rosyjskiej lidze Grzegorz Krychowiak. Dobre noty zbierają też Kamil Grosicki i Mateusz Klich. Większość kadrowiczów ma pewne miejsca w składach swoich klubowych zespołów. W miniony weekend nie grali tylko Artur Jędrzejczyk, który odpoczywał przed rewanżowym meczem z Glasgow Rangers w Lidze Europy, Maciej Rybus, wspomniani już wcześniej Milik i Reca oraz Damian Kądzior, którego Dinamo Zagrzeb przełożyło ligowe spotkanie.
Wypada odnotować, że po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił do kadry Jakub Błaszczykowski, natomiast tym razem powołania nie dostał rywalizujący z nim o miejsce na prawej pomocy grający na co dzień w Chicago Fire 23-letni Przemysław Frankowski. Młode pokolenie graczy ma jednak mocną reprezentację, bo powołania dostali niedawni młodzieżowcy – Dawid Kownacki, Sebastian Szymański, Robert Gumny oraz wymieniony już wcześniej Krystian Bielik.

Kadra Polski na wrześniowe mecze e. ME 2020
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja);
Pomocnicy:
Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Eliminacje Euro 2020: Jedni się boją, inni cieszą

Różnie przyjęto w Polsce wyniki losowania grupy eliminacyjnych do Euro 2020. Przypomnijmy, że nasza reprezentacja trafiła do grupy G z Austrią, Izraelem, Słowenią, Macedonią i Łotwą. Według jednych rywale biało-czerwonych będą dla nich łatwi do pokonania, wedle innych wręcz odwrotnie – okażą się przeszkodą nie do przejścia.

 

Kto ma rację przekonamy się już 21 marca przyszłego roku, bo tego dnia zespół Jerzego Brzęczka zmierzy się na wyjeździe z Austrią, zdecydowanie najsilniejszym rywalem w grupie. Przyznał to kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski już w swoim pierwszym komentarzu po losowaniu. „Początek eliminacji będzie kluczowy, zwłaszcza spotkanie z Austrią. Myślę, że to będzie dla nas najtrudniejsze spotkanie w tych kwalifikacjach – przyznał „Lewy”.

Z umiarkowanym optymizmem wyniki losowania ocenił też selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek. „Jestem z niego zadowolony umiarkowanie, bo trafiliśmy do wyrównanej grupy. Austria, Izrael, Macedonia i Słowenia to są drużyny, które na własnym boisku będą bardzo niebezpieczne. Dlatego trzeba się dobrze przygotować, od początku być w formie i punktować od pierwszego meczu. Bo naszym celem jest oczywiście awans do mistrzostw Europy” – mówił selekcjoner.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek także nie był zachwycony wynikami losowania. „Każdy mecz w tej grupie na wyjeździe będzie ciężki. Żadna z tych drużyn nie należy do tzw. elity europejskiej, ale wszystkie są u siebie niebezpieczne. Nie będzie więc łatwo w żadnym spotkaniu, aczkolwiek trzeba przyznać, że można było wylosować dużo gorzej. Ja nie jestem z tych, którzy uważają, że mecze wygrywa się na losowaniu. Mecze wygrywa się na boisku” – powiedział Boniek przed kamerami TVP Sport.
Najbardziej brutalny w ocenie okazał się były sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina, który wręcz stwierdził, że nasza reprezentacja nie ma żadnych szans na awans.

 

Terminarz grupy G:

1. kolejka (21 marca 2019)
Austria – Polska; Macedonia – Łotwa; Izrael – Słowenia

2. kolejka (24 marca 2019)
Izrael – Austria; Polska – Łotwa; Słowenia – Macedonia

3. kolejka (7 czerwca 2019)
Austria – Słowenia; Macedonia – Polska; Łotwa – Izrael

4. kolejka (10 czerwca 2019)
Macedonia – Austria; Łotwa – Słowenia; Polska – Izrael

5. kolejka (5-6 września 2019)
Izrael – Macedonia (5 września); Austria – Łotwa i Słowenia – Polska (6 września)

6. kolejka (9 września 2019)
Łotwa – Macedonia; Polska – Austria; Słowenia – Izrael

7. kolejka (10 października 2019)
Austria – Izrael; Macedonia – Słowenia; Łotwa – Polska

8. kolejka (13-15 października 2019)
Polska – Macedonia (13 października); Słowenia – Austria (13 października); Izrael – Łotwa (15 października)

9. kolejka (16 listopada 2019)
Słowenia – Łotwa; Austria – Macedonia; Izrael – Polska

10. kolejka (19 listopada 2019)
Macedonia – Izrael; Łotwa – Austria; Polska – Słowenia.

 

Rywale pod Brzęczka

Fot. Reprezentacja Polski była losowana z pierwszego koszyka

 

 

W niedzielę w Dublinie rozlosowano grupy eliminacyjne mistrzostw Europy w 2020 roku.
Biało-czerwoni trafili do grupy G z zespołami Austrii, Izraela, Łotwy, Słowenii i Macedonii. Awans wywalczą dwie najlepsze ekipy. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w marcu 2019 roku.

 

Mistrzostwa Europy 2020 zostaną po raz pierwszy rozegrane w aż 12 państwach. Miastami-gospodarzami będą Kopenhaga (Dania), Amsterdam (Holandia), Bukareszt (Rumunia), Dublin (Irlandia), Bilbao (Hiszpania), Budapeszt (Węgry), Glasgow (Szkocja), Monachium (Niemcy), Baku (Azerbejdżan), Sankt Petersburg (Rosja), Rzym (Włochy) i Londyn (Anglia). Turniej zostanie rozegrany od 12 czerwca do 12 lipca. Finał odbędzie się na Wembley w Londynie.
Kibice w Polsce się cieszą, bo losujący drużyny Robbie Keane oszczędził naszą reprezentację i nie wpakował jej do towarzystwa najmocniejszego zespołu z drugiego koszyka, Niemców, którzy wylądowali w grupie C, gdzie znów przyjdzie im mierzyć się z Holandią, z którą przegrali rywalizacje w Lidze Narodów.

Zamiast ekipy Joachima Loewa biało-czerwoni z drugiego koszyka Polacy wylosowali Austriaków. To z kolei wymarzony rywal dla obecnego selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka, który w Austrii spędził większość swojej piłkarskiej kariery (grał tam w latach 1995-2007, z roczną przerwą na występy w izraelskim Maccabi Haifa).

Na mistrzostwa awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Pozostałe cztery miejsca na mistrzostwach przysługują zwycięzcom barażów. Na turnieju zagrają 24 zespoły. I po raz pierwszy bezpośredni awans nie przysługuje państwom-gospodarzom, one także muszą walczyć w eliminacjach.

 

Podział na grupy el. Euro 2020:

Grupa A: Anglia, Czechy, Bułgaria, Czarnogóra, Kosowo.
Grupa B: Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg.
Grupa C: Holandia, Niemcy, Irlandia Północna, Estonia, Białoruś.
Grupa D: Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar.
Grupa E: Chorwacja, Walia, Słowacja, Węgry, Azerbejdżan.
Grupa F: Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta.
Grupa G: Polska, Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa.
Grupa H: Francja, Islandia, Turcja, Albania, Mołdawia, Andorra.
Grupa I: Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino.
Grupa J: Włochy, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Lichtenstein.

 

Ramowy terminarz eliminacyjny:

21-23 marca 2019: kolejka 1
24-26 marca 2019: kolejka 2
7-8 czerwca 2019: kolejka 3
10-11 czerwca 2019: kolejka 4
5-7 września 2019: kolejka 5
8-10 września 2019: kolejka 6
10-12 października 2019: kolejka 7
13-15 października 2019: kolejka 8
14-16 listopada 2019: kolejka 9
17-19 listopada 2019: kolejka 10

Losowanie grup finałów turnieju odbędzie się 1 grudnia 2019 roku.

 

Era Brzęczka: Powodów do radości nie ma

Fot. Arkadiusz Milik w meczu z Portugalią zdobył wyrównującą bramkę z rzutu karnego

 

 

Trener Jerzy Brzęczek uznał remis w meczu z Portugalią za sukces i początek lepszych czasów dla reprezentacji Polski. Czy będą lepsze, to się dopiero okaże, na razie biało-czerwoni zakończyli najgorszy pod względem wyników sezon od 18 lat.

 

Tegoroczny bilans naszej reprezentacji nie zachwyca. Biało-czerwoni pod wodzą najpierw Adama Nawałki, a potem Jerzego Brzęczka rozegrali w sumie 13 meczów. Wygrali trzy, zremisowali cztery, a w sześciu doznali porażek. Bilans bramkowy też mają niekorzystny – 15:17. Brzęczek z obecną reprezentacją jeszcze nie święcił triumfu. Wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Adam Nawałka. Przed mistrzostwami świata pokonał Koreę Południową (3:2) oraz Litwę (4:0). Dołożył jeszcze remis z Chile (2:2) oraz porażkę z Nigerią (0:1). Polska ostatni raz wygrała na mistrzostwach świata, gdy na zakończenie fazy grupowej pokonaliśmy Japonię (1:0).

 

Engel musiał czekać 18 lat

Jerzy Brzęczek miał kilka okazji, żeby wygrać mecz. Choćby z Irlandią we Wrocławiu czy Czechami w Gdańsku. Rywale nie byli z najwyższej półki, ale gra naszej reprezentacyjnej drużyny pozostawiała sporo do życzenia. W efekcie Brzęczek w swoich pierwszych sześciu meczach w roli selekcjonera nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Gorzej pod tym względem selekcjonerska kadencję w ostatnich dwóch dekadach zaczął tylko Jerzy Engel, który przejął kadrę na początku 2000 roku i nie wygrał w siedmiu pierwszych spotkaniach. Zadebiutował w meczu z reprezentacją Hiszpanii i przegrał z nią gładko 0:3. Miesiąc później zespół pod jego wodzą uległ 0:1 Francji, tracąc gola w 87. minucie po uderzeniu Zinedine’a Zidane’a, którego nie zdołał obronić Jerzy Dudek. Następnie były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) i wyjazdowy remis z Rumunią (1:1) tuż przed początkiem eliminacji do mistrzostw świata. Jeśli ktoś tego z Czytelników nie pamięta, to przypominamy, że w trakcie tej niechlubnej serii kibice i dziennikarze domagali się dymisji Engela znacznie natarczywiej niż teraz domagają się dymisji Brzęczka.

Gwoli historycznej prawdy wypada jednak przyznać, że po tej wybitnie nieudanej serii reprezentacja pod wodza Engela nagle na otwarcie eliminacji MŚ 2020 wygrała w Kijowie z Ukrainą 3:1 i rozpoczęła zwycięski marsz po pierwszy od 1986 roku awans do finałów mistrzostw świata. Kilka dni później biało-czerwoni pokonali w Łodzi Białoruś 3:0 (hat-trick Radosława Kałużnego), a bilans występów w 2000 roku poprawili jeszcze remisem z Walią i zwycięstwem w spotkaniu z Islandią. W sumie z 10 meczów w 2000 roku nasz zespół wygrał trzy, cztery zremisował i trzy przegrał (bilans bramkowy 9:10). Na przebicie tego słabego wyniku Engel musiał czekać aż 18 lat.

 

Gol Milika dał awans do 1 koszyka

Mimo tych słabiutkich statystyk reprezentacja Polski wciąż zalicza się do europejskiej czołówki, przynajmniej pod względem formalnym, czego najlepszym dowodem jest miejsce w pierwszym koszyku losowania grup eliminacyjnych Euro 2020. Biało-czerwoni zapewnili sobie miejsce wśród 10 najwyżej rozstawionych drużyn dzięki remisowi 1:1 z Portugalią w ostatnim meczu Ligi Narodów (gola na wagę cennego remisu strzelił z rzutu karnego Arkadiusz Milik). Losowanie eliminacji Euro 2020 rozpocznie się 2 grudnia 2018 roku o 12:00 w Dublinie. Po raz pierwszy od 1976 roku gospodarz nie ma zapewnionego awansu do turnieju, bo tym razem wyjątkowo mistrzostwa Europy odbędą się w 12 krajach. Eliminacje Euro 2020 zostaną rozegrane od marca 2019 do listopada 2019 roku. 55 zespołów – wraz debiutującym w tych rozgrywkach Kosowem, zostanie podzielonych na 10 grup. Pięć grup będzie miało po pięć zespołów, a pięć będzie sześciozespołowych.

 

Bałagan, że aż głowa pęka

Trochę bałaganu ta formuła mistrzostw już wprowadziła, Aby wszystkie 12 państw, które będą gospodarzami Euro 2020, czyli Azerbejdżan, Dania, Anglia, Niemcy, Węgry, Włochy, Holandia, Irlandia, Rumunia, Rosja, Szkocja i Hiszpania, mogło bezpośrednio awansować do turnieju, to w jednej grupie mogą się znaleźć tylko po dwa zespoły z grona gospodarzy. A ze względów politycznych do jednej grupy nie mogą trafić Armenia i Azerbejdżan, Gibraltar i Hiszpania, Kosowo z Bośnią i Hercegowiną, Kosowo z Serbią oraz Ukraina i Rosja. Ze względów pogodowych zaś w jednej grupie z grupy drużyn: Białoruś, Estonia, Wyspy Owcze, Finlandia, Islandia, Łotwa, Litwa, Norwegia, Rosja i Ukraina, mogą znaleźć się tylko po dwie ekipy z wymienionych.

Kolejne kryterium to odległość. By reprezentacje nie latały zbyt daleko na mecze wyjazdowe, Azerbejdżan może zagrać tylko z jedną z następujących drużyn: Gibraltar, Islandia i Portugalia, Islandia może zagrać z jedną ekipą z grona Armenia, Cypr, Gruzja i Izrael, za to Kazachstan nie może trafić na więcej niż jedną z następujących reprezentacji: Andory, Anglii, Francji, Wysp Owczych, Gibraltaru, Islandii, Malty, Irlandii Północnej, Portugalii, Irlandii, Szkocji, Hiszpanii i Walii.
Te wymogi sprawią, że losowanie grup będzie cyrkiem jakiego dawno nie było i mało kto wyjdzie z tej zabawy zadowolony. A już na pewno nie nasza reprezentacja, z którą dzisiaj chcą grać wszyscy, bo taką ma teraz słabiutka markę. Trener Brzęczek co prawda twierdzi, że najgorsze ma już za sobą, ale może z takimi stwierdzeniami niech poczeka do losowania grup.

 

Liga Narodów bez większych emocji

Fot. Serb Aleksandar Mitrović z sześcioma bramkami na koncie został królem strzelców Ligi Narodów

 

 

W miniony wtorek zakończyła się faza grupowa pierwszej edycji Ligi Narodów UEFA. Nasza reprezentacja znalazła się w grupie zespołów, które zakończył rywalizację na tarczy i zostały zdegradowane. Biało-czerwoni w najwyższej Dywizji A podzielili los zespołów Niemiec, Chorwacji i Islandii.

 

Biało-czerwoni spadli do Dywizji B i w kolejnej edycji tych rozgrywek, oczywiście o ile nie dojdzie do zmiany regulaminu, zagrają w towarzystwie reprezentacji Niemiec, Chorwacji, Islandii (spadkowicze z Dywizji A), Finlandii, Norwegii, Szkocji, Serbii (zespoły te awansowały z Dywizji C) oraz Austrii, Czech, Rosji i Walii. Na razie UEFA nie podała zasad na jakich zostaną rozstawione drużyny w każdej z dywizji w kolejnej edycji Ligi Narodów. Decydować o tym mogą wyniki pierwszej edycji Ligi Narodów lub rankingu UEFA. Rozgrywki Ligi Narodów w latach 2020-2021 mają być premiowane awansem na mistrzostwa świata 2022 w taki sam sposób, jak w obecnej edycji są powiązane z eliminacjami do turnieju Euro 2020. Decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły.

 

Nowy podział na dywizje

Na razie pewne jest tylko to, że następna edycja Ligi Narodów zostanie rozegrana w okresie od 31 sierpnia do 17 listopada 2020 roku (faza grupowa), a faza finałowa odbędzie się w dniach 31 maja – 8 czerwca 2021 roku. Podział na dywizje wygląda w tej chwili następująco: Dywizja A – Belgia, Anglia, Francja, Włochy, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria i drużyny, które awansowały z dywizji B: Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja, Ukraina; Dywizja B – Chorwacja, Niemcy, Islandia, Polska (spadły z dywizji A), Finlandia, Norwegia, Szkocja, Serbia (awansowały z dywizji C) i Austria, Czechy, Rosja, Walia; Dywizja C – Irlandia Północna, Irlandia, Słowacja, Turcja (spadły z dywizji B), Białoruś, Gruzja, Kosowo, Macedonia (awansowały z dywizji D) oraz Albania, Bułgaria, Grecja, Węgry, Izrael, Czarnogóra, Rumunia; Dywizja D – Cypr, Estonia, Litwa, Słowenia (spadły z dywizji C) i Andora, Armenia, Azerbejdżan, Wyspy Owcze, Gibraltar, Kazachstan, Łotwa, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, Mołdawia, San Marino.

Każda z czterech dywizji Ligi Narodów będzie miała swoje baraże, których zwycięzca awansuje na Euro. Cztery najlepsze ekipy z każdej dywizji, które nie awansowały na Euro 2020, zagrają w barażach. Odbędą się one w marcu 2020 roku. To oznacza, że jeżeli Polska – która zajęła 10. miejsce w Lidze Narodów – nie awansuje do finałów Euro 2020 w normalnych eliminacjach, przy szczęśliwym zbiegu okoliczności może dostać szansę gry w barażach Ligi Narodów. Stanie się tak, jeśli sześć lepszych drużyn z miejsc 1-9 zapewni sobie awans do finałów mistrzostw Europy w zwykłych eliminacjach. Ale jeśli tych drużyn będzie mniej, to biało-czerwoni nie dostaną miejsca w barażach.

 

Stawką awans do Euro 2020

Losowanie baraży odbędzie się 22 listopada 2019 roku. Odbędą się one w formie czterech turniejów, po jednym dla każdej dywizji. Gospodarz każdego turnieju zostanie wybrany w drodze losowania. Następnie zostaną rozegrane półfinały i finał. Najwyżej notowany zespół w Lidze Narodów zagra z czwartą ekipą, a drugi z trzecią. Gospodarzem finału będzie jeden ze zwycięzców półfinału. W ten sposób cztery drużyny uzupełnią stawkę finalistów Euro 2020, których będzie w sumie 24. Przypomnijmy, że turniej odbędzie się wyjątkowo w 12 krajach, dlatego tym razem gospodarze nie mają zagwarantowanego udziału. Eliminacje zostaną rozegrane w okresie od marca do listopada 2019 roku, a z nich bezpośredni awans uzyska 20 reprezentacji, po dwie najlepsze z każdej z 10 grup.

Z dywizji A pewny udział w barażach mają już Anglia, Holandia, Portugalia i Szwajcaria. Z dywizji B będą to Bośnia i Hercegowina, Dania, Szwecja i Ukraina. Z C to Finlandia, Norwegia, Szkocja i Serbia. Z D to Białoruś, Gruzja, Macedonia oraz Kosowo. Jedna drużyna z każdej z tych czwórek na pewno zagra na Euro 2020, co oznacza, że na mistrzostwach kontynentu na pewno zadebiutuje jeden z zespołów najsłabszej w stawce Dywizji D – Białoruś, Kosowo, Gruzja lub Macedonia. Żaden z nich nie miał jeszcze okazji zagrać w finałach europejskiego czempionatu.
Możliwa jest te sytuacja, że w której z dywizji zabraknie drużyn do baraży. Na przykład jeśli z dywizji A na Euro 2020 od razu awansuje 10 drużyn, to w barażach wystąpią dwie pozostałe ekipy z tej dywizji wraz z dwoma najwyżej sklasyfikowanymi drużynami z niższej dywizji. W takim przypadku UEFA wyklucza jednak sytuacje, że zwycięzcy grup z niższych dywizji mieliby grać z z zespołami z wyższych dywizji.

 

Serb najskuteczniejszym strzelcem

Królem strzelców pierwszej edycji Ligi Narodów został Serb Aleksandar Mitrović, występujący na co dzień w angielskim Fulham. 24-letni napastnik zdobył w sześciu meczach sześć bramek i walnie przyczynił się do awansu reprezentacji Serbii do Dywizji B. Za jego plecami z pięcioma golami na kontach uplasowało się czterech zawodników: Białorusin Stanislaw Dragun, Szkot James Forrest, Ormianin Jura Mowsisjan oraz Szwajcar Haris Seferović. Polacy nie odegrali w rywalizacji snajperów żadnej roli, bo strzelili w sumie tylko cztery gole, na dodatek ich autorami było czterech graczy – Jakub Błaszczykowski, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek i Piotr Zieliński. Po raz pierwszy od 10 lat żadnego trafienia w eliminacjach nie zaliczył Robert Lewandowski, ale jak nietrudno zauważyć, w czołówce klasyfikacji strzelców nie ma też żadnego z czołowych napastników europejskich klubów.

 

 

Holendrzy zagrali dla Polski

Fot. Holendrzy do 85. minuty przegrywali z Niemcami 0:2, ale zdążyli przed ostatnim gwizdkiem doprowadzić do remisu

 

 

Remis Niemców z Holandią (2:2) na zakończenie zmagań w grupie A1 Ligi Narodów był korzystny dla reprezentacji Polski, bo dawał jej szansę na rozmieszczenie w pierwszym koszyku w losowani grup eliminacji Euro 2020. Ale żeby ten cel osiągnąć, biało-czerwoni musieli jeszcze przynajmniej zremisować z Portugalią, a najlepiej wygrać.

 

Niemcy zaczęli mecz z Holendrami kapitalnie, bo po 20 minutach gry prowadzili już 2:0 po golach Timo Wernera i Leroya Sane. Później mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia, ale bramki w tym meczu zdobywali już tylko Holendrzy. W 85. minucie kontaktowego gola strzelił Quincy Promes, a w doliczonym czasie gry trafienie na wagę remisu zaliczył Virgil van Dijk. Tym samym ekipa „Oranje” potwierdziła, że pod wodzą trenera Ronalda Koemana czas kompromitujących niepowodzeń ma już za sobą. Przypomnijmy, że Holendrzy nie zakwalifikowali się do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018 w Rosji. Teraz w pokonanym polu pozostawili aktualnych mistrzów globu Francuzów oraz czempionów z 2014 roku Niemców.
Dla nas jednak najważniejsze było to, że w meczu z Niemcami podopieczni trenera Koemana zagrali w interesie polskiej reprezentacji. Fatalna postawa w końcówce meczu miała bowiem dla reprezentacji Niemiec swoją wymierną cenę. Nie miała ona już szans na poprawę miejsca w grupie, bo już wcześniej było jasne, że zajmie ostatnią lokatę za Holandią i Francją, przez co zostanie zdegradowana do niższej dywizji.
Dla Niemców rzeczywistą stawką potyczki z pomarańczowymi było miejsce w pierwszym koszyku losowania eliminacji Euro 2020. Żeby się w nim znaleźć mistrzowie świata z 2014 roku musieli wygrać z Holendrami, ale ponieważ tylko z nimi zremisowali, pozostało im liczyć, że Polacy przegrają we wtorkowym meczu z Portugalią. Zwycięstwo lub remis biało-czerwonych (spotkanie w Guimares zakończyło się po zamknięciu wydania) zapewniało biało-czerwonym miejsce w pierwszym koszyku.
Przy ustaleniu koszyków przed losowaniem eliminacji mistrzostw Europy 2020 w pierwszym z nich znajdzie się 10 z 12 drużyn rywalizujących w elicie Ligi Narodów. Po remisie Niemców z Holendrami Polacy zajmują w nim przedostatnią, 11. pozycję. Co prawda zespół Jerzego Brzęczka niżej spaść już nie może (Islandia rozegrała już wszystkie mecze), ale żeby uniknąć losowania z drugiego koszyka musiał w swoim ostatnim występie w Lidze Narodów zdobyć przynajmniej jeden punkt. To pozwoliłoby biało-czerwonym wyprzedzić ekipę Joachima Loewa, która miała od Polaków gorszy bilans bramkowy (3-6).
Tylko czy miejsce w koszyku ma dla naszych piłkarzy jakieś istotne znaczenie? Na mundialu w Rosji kuglowanie z miejscem w światowym rankingu nic biało-czerwonym nie dało, a teraz na domiar złego nasza reprezentacja popadła w głęboki kryzys. Nie zatem większego znaczenia czy w losowaniu grup eliminacyjnych Euro 2020 trafi np. na Niemców z pierwszego, czy drugiego koszyka. O awansie i tak przecież przesądzą bezpośrednie starcia na boisku. Także z rywalami z niższych koszyków.

 

Koniec miodowych lat PZPN

Działacze PZPN przez ostatnie lata sprawnie kontrolowali sportowe media, ale po nieudanym mundialu w Rosji gros żurnalistów porzuciło kompromitującą w tym zawodzie spolegliwość i zaczęła korzystać z konstytucyjnej wolności słowa. To oczywiście doprowadza ekipę prezesa Bońka do furii.

 

Pezetpeenowcy zastosowali więc sprawdzoną metodę retorsji, wprowadzając ograniczenia w kontaktach dziennikarzy z zawodnikami podczas zgrupowań reprezentacji Polski. „Nie będziecie zadowoleni, ale chcemy unormować zasady współpracy z mediami podczas zgrupowań. Gdy jest was pełno w hotelowym lobby, robi się zamieszanie” – tłumaczył decyzję przełożonych Jakub Kwiatkowski, pełniący w sztabie Brzęczka dwie funkcje – dyrektora technicznego kadry i jej rzecznika. Ma więc chłop mnóstwo roboty, a teraz dodatkowo będzie musiał odbierać i akceptować prośby dziennikarzy o indywidualne rozmowy z piłkarzami. Będzie tych próśb mnóstwo, bo PZPN zamiast codziennych wywiadów przeprowadzanych w hotelu kadry, wprowadził tzw. dzień medialny, z dwiema godzinami na wcześniej umówione za pośrednictwem Kwiatkowskiego wywiady. Nie ma się co łudzić, reglamentacja dla krytykantów będzie wprowadzona, ale nie ostentacyjnie, nie na chama, tylko „punktowo”, z celowaniem w konkretne redakcje czy dziennikarzy, zawsze z wytłumaczeniem odmowy „zabieganiem w natłoku obowiązków”.

Nie pierwsze to i nie ostatnia wojna PZPN z mediami, tym razem jednak niekoniecznie musi zakończyć się sukcesem futbolowej centrali. Z oczywistego powodu – w ostatnich miesiącach radykalnie zmieniło się nastawienie opinii publicznej do reprezentacji Polski. Jeszcze nie jest wrogie, ale era kwitowania przez kibiców nawet kompromitujących porażek przyśpiewką „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało” chyba się skończyła, o czym świadczyły słaba frekwencja we Wrocławiu na meczu z Irlandią i gwizdy po porażce z Włochami na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim. Wobec takiej zmiany nastawienia nawet najbardziej zblatowani z pezetpeenowską wierchuszką szefowie dziennikarzy nie mogli już dalej brnąć w kłamstwie, że jesteśmy futbolową potęgą, a PZPN jest organizacją bez skazy. Popuszczono więc na redakcyjnych planowaniach cugle i znów o polskiej piłce nożnej tu i ówdzie można było pisać czy mówić prawdę. A że jest to prawda daleko odbiegająca od lukrowanej wizji forsowanej przez stworzony przez ludzi Bońka portal „Łączy nas piłka”, powstał dysonans poznawczy, który po meczach z Portugalią i Włochami stał się wręcz brutalnie niekorzystny dla PZPN-u. Stąd zapewne „akcja dyscyplinująca”, której zadaniem jest rozbicie dziennikarskiej solidarności metodą ułatwiania lub utrudniania dostępu do „informacyjnego koryta”.

„W poważnych federacjach nie ma takiego zwyczaju, że dziennikarze na zgrupowaniu kadry robią, co chcą” – przekonuje prezes Boniek na łamach zawsze mu życzliwego portalu „Interia”. I pewnie z tej wrodzonej życzliwości jego wypowiedź nie została w żaden sposób skontrowana, a powinna, bowiem od kilku lat media w Polsce miały tylko ściśle reglamentowany i kontrolowany przez pezetpeenowskich cenzorów dostęp do reprezentacji, bo o tym co dzieje się w środku kadry podczas zgrupować i turniejów dziennikarze dowiadywali się głównie z ociekających słodyczą filmików emitowanych w portalu „Łączy nas piłka”, który na udzielonej mu przez PZPN wyłączności w dostępie do piłkarzy, trenerów i działaczy zbudował całkiem mocną pozycję na rynku mediów internetowych, nawiasem mówiąc stając się konkurentem dla nie tylko dla branżowych portali jak „SportoweFakty”, ale w jakimś stopniu także dla potęg jak „Interia” czy „Onet”, chociaż dla nich był konkurencją bardziej w relacjach z reklamodawcami. W realiach kapitalistycznej walki rynkowej jest to, trzeba przyznać, sytuacja kuriozalna. Od 2014 roku aż do mundialu w Rosji z jakiegoś powodu media przemilczały wieści o aferach w kadrze, chociaż było ich trochę i na pewno ten czy ów z żurnalistów musiał coś o nich słyszeć. Dopiero „gruby numer” wycięty przez grupę imprezową pod wodzą Artura Boruca został w mediach z pewną nieśmiałością odnotowany.

Dzisiaj tej spolegliwości jest znacznie mniej, a nawet pojawiają się publikacje zauważające ze zgrozą, że ludzie zarządzający polskich futbolem są nastawieni wyłącznie na „robienie kasy”. PZPN ma na kontach setki milinów złotych, ale te pieniądze wydaje wyłącznie na zaspokajanie potrzeb aparatu władzy, zaś skalę tych potrzeb i sposobu ich zaspokojenia określa arbitralnie prezes związku przy milczącej akceptacji członków zarządu. Organizowane co jakiś czas propagandowe akcje mające przekonać opinię publiczną, że władze PZPN coś robią dla poprawy piłkarskiej jakość naszych drużyn klubowych i reprezentacyjnych, co jest ich statutowym przecież obowiązkiem, pozostają zwykle na papierze. Dla działaczy ważne jest tylko to, żeby na meczach reprezentacji był komplet publiczności, żeby na banerach reklamowych nie było pustych miejsc, a reprezentacja miała tuzin hojnych sponsorów.

Przez cztery lata komfort „miodowych lat” ekipie Bońka zapewniał swoimi golami Robert Lewandowski, ale chłop się już trochę zestarzał, wyeksploatował, a na dodatek zaczął fikać. Odstrzelić go z kadry na razie nie można, przynajmniej dopóki Krzysztof Piątek nie potwierdzi, że jest w stanie „Lewego” zastąpić i równie mocno pociągnąć reprezentacyjny wózek. Dla PZPN najważniejszym teraz celem jest awans do Euro 2020, bo awans zapewni dopływ świeżej gotówki i spokój w mediach.