Euro tylko w Londynie?

Na razie europejska federacja piłkarska zapewnia, że zamierza zorganizować Euro 2021 w 12 krajach, ale po cichu szykuje inne warianty. Jednym z dyskutowanych jest rozegranie całego turnieju w Londynie.

Coraz wyraźniej widać, że pandemii koronawirusa mimo pojawienia się szczepionek nie uda się zdławić do czerwca tego roku, zatem przeprowadzenie turnieju w 12 krajach może okazać się niemożliwe. Dlatego władze UEFA rozważają przeniesienie całego turnieju do jednego kraju. Chętnych na zorganizowanie imprezy nie brakuje – gotowość wyraziły już Rosja i Niemcy. Na to jednak nie chcą przystać Anglicy, którzy w starej formule mieli gościć u siebie półfinały i finał. Jak donosi hiszpański dziennik „Mundo Deportivo” angielska federacja zgłosiła UEFA gotowość zorganizowania całego turnieju tylko w Londynie.
Stolica Wielkiej Brytanii jako jedyne miasto w Europie ma do tego wystarczającą infrastrukturę piłkarską, bo dysponuje aż pięcioma stadionami najwyższej V kategorii UEFA (Wembley, Emirates Stadium, Olympic Stadium, Stamford Bridge i White Hart Lane) oraz kilkadziesiąt mniejszych obiektów, które mogą służyć jako obiekty treningowe.

Euro 2021 bez zmian

Szef UEFA Aleksander Ceferin ogłosił, że na 99,9 procent przełożone na ten rok mistrzostwa Europy odbędą zgodnie z planem w 12 miastach w 12 różnych krajach. Ale zapewnił też, że są gotowe też inne scenariusze.

Ceferin w swoim oświadczeniu stwierdził: „Możemy zorganizować turniej w 11, 10 czy 9 miastach, a nawet w… jednym kraju, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na razie jednak trzymamy się wersji z 12 miastami w 12 krajach. W zależności od sytuacji związanej z pandemią Covid-19 może być konieczne różnicowanie stopnia zapełnienia trybun w różnych państwach. Decyzja w tej sprawie zostanie jednak podjęta dopiero 5 marca, bo UEFA oczekuje, że do tego czasu będą już widoczne efekty zastosowania szczepionki. „Ten proces dopiero się rozpoczął, stąd nasza decyzja, by podejmować konkretne decyzje w marcu. Wtedy będziemy mieć większą wiedzę, czego możemy się spodziewać w lecie” – podkreślił sternik europejskiego futbolu.
W tej chwili władze UEFA pracują nad opracowaniem czterech różnych wariantów organizacji meczów Euro 2021: przy pełnych trybunach, z obecnością widzów w przedziale 50-100 procent, 20-30 procent oraz bez kibiców.

Teraz to Lewy może ustalać cele dla reprezentacji Polski

Reprezentacja Polski wynikami w kończącym się roku specjalnie nie zachwyciła, ale pod jego koniec mocno zyskała wizerunkowo, gdy Robert Lewandowski zaczął seryjnie kolekcjonować indywidualne nagrody. Przed Euro 2021 PZPN z pewnością przekuje ten sukces kapitana biało-czerwonych w marketingową żyłę złota i zarobi na nim kilka dodatkowych złotych. I na tym zapewne się skończy, bo w kadrze Jerzego Brzęczka nie ma wiary nawet w powtórkę wyniku z poprzednich mistrzostw Europy, a co dopiero w walkę o medale, nie wyłączając najcenniejszego.

Lewandowski w 2020 roku w wieku 32 lat osiągnął szczyt światowego futbolu. Został piłkarzem roku FIFA i UEFA, wygrał plebiscyt hiszpańskiego dziennika „AS”, włoskiego „Tuttosport”, organizacji World Football Summit, brytyjskiego dziennika „The Guardian”, brytyjskiego magazynu „FourFourTwo”, serwisu internetowego Goal.com, wybrano go na portowca w dorocznej Ankiecie PAP, a w minioną niedzielę uhonorowano tytułem piłkarza roku Golden Soccer Awards. W tym wyjątkowym z powodu pandemii koronawirusa roku dał Polakom to, czego nie da się przeliczyć na żadną walutę – gigantyczną porcję radości i dumy.
Odbierając w Dubaju nagrodę Golden Soccer Awards Lewandowski został grzecznościowo zapytany, czy liczy na sukces z polską reprezentacją w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. „Lewy” nie zwlekał z odpowiedzią i dyplomatycznie odpowiedział: „Będę dumny z wyniku drużyny w takim samym stopniu, jak dumni będą z niej nasi fani”. W Euro 2016 biało-czerwoni odpadli w ćwierćfinale po porażce w rzutach karnych z późniejszymi zwycięzcami turnieju, Portugalczykami. W przełożonych z powodu pandemii na 2021 rok mistrzostwach Europy w grupie E zmierzą się z zespołami Hiszpanii, Szwecji i Słowacji. Do 1/8 finału awansują wszyscy zwycięzcy grup, wszystkie drużyny z drugich miejsc i cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc i awans do tej fazy turnieju jest celem minimum, jaki przed zespołem postawiły władze PZPN. Jeśli jednak Polska nie wyjdzie z grupy, a na dodatek Lewandowski nie zdobędzie bramki, jak zdarzyło mu się to podczas mundialu w Rosji, na kolejny deszcz indywidualnych zaszczytów w przyszłym roku nie będzie miał praktycznie żadnych szans, nawet jeśli znów wygra z Bayernem Bundesligę i Ligę Mistrzów, zdobywając w tych rozgrywkach korony króla strzelców. Taki despekt spotkał przecież Cristiano Ronaldo w 2018 roku, gdy z reprezentacją Portugalii odpadł z mundialu w Rosji już w 1/8 finału i chociaż z Realem Madryt w tym roku po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, to najcenniejsze indywidualne nagrody, także „Złotą Piłkę”, zgarnął jego kolega z ekipy „Królewskich” Luka Modrić, który z drużyną Chorwacji wywalczył w Rosji wicemistrzostwo świata.
Najpoważniejsze wyzwania
Ten biznes tak działa i trzeba być naprawdę piłkarskim herosem na miarę Cristiano Ronaldo i Leo Messiego, żeby utrzymać się na topie przez ponad dekadę. Lewandowski na taką długą dominację nie ma szans, bo chociaż ze swoim ciałem potrafił zdziałać cuda, to praw biologii nie oszuka i teraz z każdym rokiem będzie mu trudniej utrzymać się na szczycie. Inna sprawa, że „Lewy” już wielokrotnie dowiódł, że wszelkie przepowiednie na jego temat trzeba zawsze formułować w trybie przypuszczającym.
Nie zmienia to jednak faktu, że za pół roku jego, jak i całą kadrę, czekają najpoważniejsze wyzwania odkąd selekcjonerem reprezentacji został Jerzy Brzęczek. Preludium do występu w turnieju Euro 2020(21) będą wyznaczone pod koniec marca trzy mecze eliminacyjne do mistrzostw świata w Katarze (2022). Jak juz powszechnie wiadomo, biało-czerwoni najpierw zmierzą się na wyjeździe z Węgrami, potem u siebie z Andorą, a na koniec serii ponownie na wyjeździe zagrają z faworytem grupy, Anglią. Awans do finałów mistrzostw świata to dla PZPN ważny cel, może nawet ważniejszy niż ewentualny sukces w Euro 2021. I tu pojawia sie pierwszy problem – jaki wynik w europejskim czempionacie można będzie bezdyskusyjnie uznać za sukces? Powtórkę z Euro 2016, czyli dojście do ćwierćfinału? Prezes PZPN Zbigniew Boniek i jego ludzie dzisiaj zapewne taki rezultat wzięliby „w ciemno”, podobnie zapewne też trener Brzęczek i lwia część jego kadrowiczów. Na „coś więcej” nikt na serio w naszym kraju chyba nie liczy, zwłaszcza po jesiennych występach biało-czerwonych w Lidze Narodów.
Ale to jest błąd, bo obiektywnie rzecz oceniając, mecze z zespołami Holandii i Włoch paradoksalnie pokazały ogromny potencjał drzemiący w naszej narodowej drużynie. Bo skoro do meczów z tymi wymagającymi przeciwnikami wyszła wewnętrznie skłócona, źle przygotowana taktycznie i niedostatecznie zmotywowana, a mimo to z Włochami zremisowała 0:0 i przegrała 0:2, a Holendrom uległa 0:1 i 1:2. Doceńmy to, że mimo ewidentnej słabości naszej reprezentacji nie przydarzyła się wstydliwa klęska, jakiej doświadczyła choćby ekipa Niemiec, która przegrała z Hiszpanią 0:6. Wystarczy więc, że Brzęczek wyeliminuje wspomniane mankamenty, a naszą drużynę stać będzie także na wygrywanie z rywalami z najwyższej półki. Muszą jednak w niej grać najlepsi w danym momencie polscy piłkarze, znajdujący się optymalnej formie i na dodatek zjednoczeni bez żadnych wątpliwości w dążeniu do wytyczonego celu.
Przyzwyczaić się do wygrywania
Dzisiaj nie wiemy, niestety, czy trener Brzęczek potrafi przekształcić naszą reprezentacyjną drużynę w zespół zdolny rzucić wyzwanie europejskim potęgom, nie tylko Anglikom, z którymi zagrają o awans do mundialu, ale też Hiszpanom, z którymi przyjdzie im rywalizować w grupie Euro 2021 oraz zespołom, które zapewne bić się będą o medale mistrzostw Europy – Francji, Niemiec, Belgii, Włoch, Portugalii i Holandii. Wątpliwości co do trenerskich kwalifikacji obecnego selekcjonera było wiele, w większości uzasadnionych, ale prezes PZPN Zbigniew Boniek uznał, że nie będzie zmieniał woźnicy w zaprzęgu przed najtrudniejszym odcinkiem drogi.
Podejmując decyzję o pozostawieniu Brzeczka na posadzie sternik PZPN postąpił jednak wbrew woli kibiców i większości mediów, ale być może nie kierowała nim pycha i chęć pokazania swojej władzy, lecz jakieś inne ukryte przez opinią publiczną motywy. Być może dostrzegł coś, czego my wszyscy jeszcze nie dostrzegamy?
Oby tak było, bo na razie to co my widzimy, nie napawa optymizmem. Poprzednik Brzęczka, Adam Nawałka, stosował w swojej pracy tzw. selekcję negatywną, czyli powoływał piłkarzy wedle sobie tylko wiadomych kryteriów, przez co do kadry trafiali piłkarze, którzy nie mili prawa do niej trafić. Niektórzy dawali jednak radę i w niej zostawali, jak Michał Pazdan czy Krzysztof Mączyński, ale po jakimś czasie Nawałka skończył z eksperymentami i stawiał głównie na sprawdzonych graczy. Po dwóch latach selekcjonerskich rządów Brzęczka jego polityka personalna budzi mnóstwo wątpliwości. W listopadowych meczach z Ukrainą, Włochami i Holandią wystawił do gry 25 piłkarzy, w we wszystkich spotkaniach rozegranych jesienią tego roku w reprezentacji wystąpiło w sumie 30 piłkarzy. Ale gdybyśmy chcieli wskazać graczy stanowiących wedle Brzęczka trzon naszej reprezentacji, to bez ryzyka błędu możemy wymienić Lewandowskiego, a oprócz niego może jeszcze Kamil Glika i Jana Bednarka na środku obrony. Chętnych do takiego wyróżnienia jest jednak więcej, sęk w tym, że nie wszyscy się do tego nadają, ale co gorsza – niektórzy chcieliby znaczyć w tej drużynie tyle samo, co Lewandowski.
I to jest być może największy problem naszej reprezentacji, bez usunięcia którego nie zacznie ona grać na miarę oczekiwań. A w przyszłym roku będą one jeszcze większe, bo biało-czerwoni będą mieć w swoich szeregach najlepszego aktualnie piłkarza na świecie. W historii polskiego futbolu jeszcze takiej sytuacji nie było, bo „Lewy” jest pierwszym Polakiem, którego nagrodzono takim wyróżnieniem. A Brzęczek pierwszym selekcjonerem kadry Polski, któremu z takim wywyższonym na świecie graczem przyjdzie pracować. To też będzie dla niego wyzwanie zważywszy na zgrzyty w ich dotychczasowych relacjach i obustronny brak sympatii.
Jak zareagują koledzy?
Nie wiemy też jeszcze, jak te wszystkie splendory spadające w tym roku na Lewandowskiego podziałają na innych kadrowiczów Brzęczka. Byłoby świetnie, gdyby wywołały w nich dumę, wykrzesały najgłębsze pokłady ambicji, a także skłoniły do ponownego bezdyskusyjnego uznania jego dominującej roli w zespole. Jeśli tak się stanie, to Lewandowski znów zacznie w szatni wyznaczać cele i możemy być spokojni, że będzie namawiał kolegów do walki o najwyższe laury, bo ma to we krwi, o czym zaświadcza cała jego dotychczasowa kariera.
Piłka nożna jest grą zespołową, więc nie ma co liczyć, że „Lewy” w pojedynkę zapewni naszej reprezentacji awans do mundialu w Katarze czy w Euro 2021 swoimi golami przepchnie ją choćby do ćwierćfinału. Ale on plus dziesięciu kolegów z zespołu, zasuwających na boisku na sto procent swoich możliwości, to w sumie da co najmniej 160 procent tego, co biało-czerwoni zademonstrowali w spotkaniach z Włochami i Holandią. A jeśli jeszcze dołoży się do tego Brzęczek i wyciągnie wnioski ze swoich błędów jeśli chodzi o taktykę i rozpracowanie przeciwników, to już w marcu nasza drużyna może zagrać o dwieście procent lepiej niż jesienią kończącego się 2020 roku.
Istnieje jednak i alternatywa dla tych wyliczeń – bez wkładu „Lewego”, czyli jego 60 procent. Teraz, gdy wszedł na szczyt i nic już nie musi nikomu udowadniać, może przecież uznać, że skoro w kadrze Polski nikt nie chce przyjąć jego warunków i wszyscy chcą, żeby było jak do tej pory, lepiej mu będzie zamiast gry na Euro wybrać długie wakacje z rodziną.

Loew utrzymał posadę

Po porażce reprezentacji Niemiec 0:6 w Lidze Narodów z Hiszpanią pozycja selekcjonera kadry Joachima Loewa zrobiła się niepewna. Wątpliwości w tej kwestii rozwiała jednak federacja piłkarska tego kraju (DFB).

W miniony poniedziałek władze DFB oficjalnie poinformowały, że Joachim Loew pozostanie selekcjonerem na czas nieokreślony i ma przygotowywać zespół do przyszłorocznych mistrzostw Europy. „Prezydium DFB uzgodniło w poniedziałek, że droga do odnowienia kadry będzie kontynuowana z Joachimem Loewem. Trener przedstawił aktualną sytuację w kadrze i swoje plany na przyszłość, wytłumaczył się też z wysokiej porażki z Hiszpanią. Prezydium uznało, że reprezentacja osiągnęła wytyczone cele – wywalczyła awans do Euro 2020 i utrzymała się w Dywizji A Ligi Narodów. W związku z tym trener Loew nadal cieszy się naszym zaufaniem” – przekazano w komunikacie DFB.
Przed Loewem postawiono jednak trzy główne cele – ma odnieść sukces w Euro 2021, wywalczyć awans do mistrzostw świata w Katarze oraz przygotować silną drużynę na Euro 2024, którego Niemcy będą gospodarzami.

AS Monaco zawita do Opalenicy

Gdyby nie odwołano Euro 2020 powodu pandemii koronawirusa, reprezentacja Polski zaczęłaby przygotowania do startu w turnieju w ośrodku Remes w Opalenicy. Nasza piłkarska kadra pojawi się tam dopiero w maju przyszłego roku, ale do tego czasu ten znany już dobrze w Europie kompleks treningowy nie będzie, mimo pandemii, stał pusty.

Hotel Remes w Opalenicy podczas turnieju Euro 2012 przez blisko miesiąc był bazą pobytową reprezentacji Portugalii. Kibice tłumnie zjeżdżali tu na otwarte treningi tej drużyny żeby podziwiać głównie popisy Cristiano Ronaldo. Zachwyceni życzliwością mieszkańców tego małego wielkopolskiego miasteczka gracze portugalskiej drużyny na jednym z pożegnalnych treningów założyli koszulki z napisem „Opalenia, dziękujemy”. O tym sympatycznym geście wdzięczności za gościnę rozpisywała się prasa w całej Europie, co dodatkowo rozreklamowało także ośrodek treningowy.
W kolejnych latach po mistrzostwach Europy renomę wzmacniały entuzjastyczne recenzje klubowych zespołów, które coraz chętniej zaczęły przyjeżdżać tu na letnie zgrupowania. W ośrodku w Opalenicy trenowali piłkarze m.in. AEK Ateny, Fulham, Broendby Kopenhaga, FC Midtjylland, Vitesse Arnhem oraz wiele zespołów z Cypru i Izraela.
W maju kadra Jerzego Brzęczka miała tu przygotowywać się do Euro 2020, ale pandemia koronawirusa wywróciła piłkarski kalendarz do góry nogami. Wpędziła też całą hotelarską branżę w finansowe tarapaty, ale szczególnie takie kompleksy hotelowe, jak Remes, obciążone dodatkowymi kosztami utrzymania bazy sportowej, zwłaszcza boisk trawiastych.
Wraz z ogłoszeniem decyzji o odmrożeniu sportu do ośrodka Remes wróciło jednak życie, a z pierwszymi ofertami nadzieja, że ten letni sezon może nie do końca będzie stracony. Ekipa menedżerska podjęła negocjacje z klubami, która wcześniej z powodu pandemii odwołały rezerwację, ale też zaczęła słać oferty do innych potencjalnych klientów.
Zwykle pierwsze zespoły pojawiały się w ośrodku w trzeciej dekadzie czerwca, w tym roku zjawią się dopiero pod koniec lipca, ale najwięcej przyjedzie ich w sierpniu i wrześniu. 27 lipca na 10-dniowe zgrupowanie pojawi się zespół AS Monaco, który ma w planach rozegranie w Opalenicy kilku sparingów z drużynami z Czech, Słowacji i naszej rodzimej ekstraklasy.
W kadrze ekipy z Księstwa Monako na pewno znajdzie się były bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki, ale prawdopodobnie nie będzie już w niej naszego reprezentacyjnego środkowego obrońcy Kamila Glika, który wedle doniesień włoskich i francuskich mediów ma się w letnim okienku transferowym przenieść do beniaminka Serie A Benevento Calcio.
W połowie lipca z do Opalenicy ma też zawitać drużyna piłkarek nożnych Olympique Lyon, aktualnych mistrzyń Francji i pięciokrotnych triumfatorek Ligi Mistrzyń. Najlepszy obecnie klubowy zespół w kobiecym futbolu w Europie ma w ośrodku Remes przygotować formę do zaplanowanego na sierpień dokończenia sezonu w kobiecej Chapions League.
Trwają też negocjacje z kilkoma zespołami z Niemiec, Anglii oraz polskiej ekstraklasy. W tej chwili jednak rezerwację złożyła Pogoń Szczecin, która tu zamierza przygotowywać się do nowego sezonu rozgrywkowego.
Hotel i kompleks sportowy w Opalenicy, miejscowości oddalonej o 40 km na południowy-zachód od Poznania, posiada osiem pełnowymiarowych boisk piłkarskich z nawierzchnią trawiastą, a w odległości zaledwie 15 minut jazdy autokarem jest stadion ze sztucznym oświetleniem i boiskiem spełniającym najwyższe standardy.
Zaplecze hotelowe oferuje 83 komfortowe pokoje typu Standard, 11 pokoi typu Superior, cztery apartamenty i 10 luksusowych domków. Dodatkowe atuty to strefa Spa&Wellness z siłownią, basenem, saunami oraz wannami z hydromasażem oraz sześciodołkowe pole golfowe.
Za niespełna rok z tych wszystkich boisk i atrakcji korzystać będą kadrowicze powołani przez Jerzego Brzęczka na mistrzostwa Europy. Przypomnijmy, że wedle tegorocznych planów biało-czerwoni z Opalenicy mieli przenieść się od razu do swojej głównej bazy pobytowej w Irlandii. W turnieju Euro 2021 nasz zespół zmierzy się w grupie E z Hiszpanią, Szwecją oraz zwycięzcą barażowej ścieżki B (Bośnia i Hercegowina, Słowacja, Irlandia lub Irlandia Północna). Polska z Hiszpanią zagra w Bilbao, dwa pozostałe spotkania rozegra w Dublinie, dlatego na bazę PZPN wybrał Portmarnock Hotel & Golf Links położony w pobliżu Dublina.

Nowe plany Brzęczka

Gdyby nie pandemia koronawirusa, przez którą przełożono na przyszły roki finały mistrzostw Europy, nasza piłkarska reprezentacja od minionego poniedziałku szykowałaby się na zgrupowaniu do turnieju Euro 2020.

Termin niedoszłego zgrupowania kadry wykorzystał jej selekcjoner Jerzy Brzęczek i przypomniał się kibicom udzielając wypowiedzi należącemu do PZPN serwisowi internetowemu „Łączy nas Piłka”. Skomentował w niej między innymi krytyczne opinie, jakie wzbudziła decyzja władz związku o przedłużeniu kontraktu z nim aż do końca 2021 roku, a w przypadku awansu do finałów mistrzostw świata w Katarze, nawet do 31 grudnia 2022 roku. „To normalne, że kontrakt selekcjonera rodzi dyskusje i ja nie mam z tym problemu. Przedłużenie świadczy, że wywiązaliśmy się ze swoich zadań. Awans jest, ale zachowujemy pokorę, bo trzeba rozwijać zespół. Styl i poziom gry nie zadowala wszystkich. Myślę jednak, że już w trakcie eliminacji widać było progres, zwłaszcza w meczach rozgrywanych jesienią ubiegłego roku” – przekonywał Brzęczek.
Selekcjoner biało-czerwonych ocenił też, czy przełożenie mistrzostw Europy wpłynie na formę zespołu. „Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najbliższe mecze rozegramy dopiero we wrześniu, więc będziemy mieć aż dziesięć miesięcy przerwy. Nigdy się z czymś takim nie zetknęliśmy. Do Euro pozostał rok, więc nie mogę powiedzieć, że już teraz mam w głowie skład kadry, którą na tę imprezę zabiorę. Pewne plany już były, teraz jednak czeka nas długi okres przygotowań. W tym czasie mogą eksplodować jakieś nowe piłkarskie talenty. Wtedy na mistrzostwa pojedzie zawodnik, który w tej chwili nie jest brany pod uwagę. Pamiętajmy, że jeszcze przed Euro rozpoczną się eliminacje mistrzostw świata, a to też stworzy zupełnie nową sytuację” zapewnia Brzęczek.
Jeśli pandemia zostanie opanowana, to kadra Polski zbierze się na początku września i zagra pierwsze mecze w tegorocznej edycji Ligi Narodów. W październiku i listopadzie też zaplanowano po dwa mecze, ale ponadto po jednym dodatkowym meczu towarzyskim.

Brzęczek ma nowy kontrakt

Prezes PZPN Zbigniew Boniek przerwał w końcu medialne spekulacje o przyszłości Jerzego Brzęczka i raczył ogłosić, że zostawia go na tej posadzie do końca 2021 roku. To oznacza, obecny selekcjoner biało-czerwonych poprowadzi ich w tegorocznej Lidze Narodów oraz w turnieju Euro 2021, a potem jeszcze w kwalifikacjach mistrzostw świata 2022. Jeśli Polska awansuje na mundial w Katarze, jego umowa zostanie automatycznie przedłużona do 31 grudnia 2022 roku.

W komunikacie zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej PZPN Zbigniew Boniek tak wyjaśnia swoją decyzję. „Postanowiliśmy przedłużyć kontrakt z Jerzym Brzęczkiem do końca 2021 roku. Mamy pełne zaufanie do selekcjonera i prowadzonej przez niego reprezentacji. W umowie jest jedna istotna klauzula, która w sierpniu 2021 roku daje PZPN możliwość rozwiązania kontraktu. W tym okresie zakończy się moja kadencja na stanowisku prezesa PZPN i chciałbym, aby nowe władze federacji miały możliwość podjęcia autonomicznej decyzji odnośnie dalszej pracy selekcjonera” – powiedział sternik polskiego futbolu.
Gwoli przypomnienia – Brzęczek, który latem 2018 roku zastąpił na stanowisku selekcjonera reprezentacji Adama Nawałkę, miał kontrakt tylko do końca lipca tego roku, ale ponieważ turniej Euro 2020 przeniesiono z powodu pandemii koronawirusa o rok, logiczne było jej przedłużenie także o 12 miesięcy. Trudno mieć jednak pretensje do Bońka, że dorzucił Brzęczkowi górką jeszcze pół roku, bo pamiętajmy, że półtora miesiąca po turnieju Euro 2021 nasza reprezentacja będzie musiała z marszu zagrać mecze w kwalifikacjach do mistrzostw świata, więc chyba lepiej będzie jak zagra w nich zespół przygotowany przez Brzęczka do zmagań w kontynentalnym czempionacie, choćby nawet nie osiągnęła tam dobrego wyniku, niż drużyna montowana w pośpiechu przez nowego selekcjonera. Przecież doskonale wiemy z przeszłości, że w przeszłości żadnemu nie udawało się zacząć kadencji od serii zwycięstw.
Brzęczek nie przesadzał z wyrażaniem wdzięczności. Na tej samej oficjalnej stronie internetowej PZPN zamieszczono taki oto jego krótki komentarz: „Chciałem podziękować prezesowi Zbigniewowi Bońkowi i PZPN za zaufanie. Od początku jako selekcjoner czułem pełne wsparcie ze strony prezesa i władz związku. Dziś skupiamy się na dalszej pracy i z niecierpliwością czekamy na powrót reprezentacyjnej piłki”.
Decyzja Bońka nie była chyba dla nikogo zaskoczeniem, zatem nie odbiła się w Polsce większym echem, a zbulwersowała chyba tylko konsekwentnie przeciwnego Brzęczkowi Jana Tomaszewskiego. Nasz legendarny bramkarz, „człowiek, który zatrzymał Anglię”, wyraził żal, że prezes PZPN nie wziął pod uwagę jego krytycznych opinii o selekcjonerze. „Kompletnie się nie zgadzam z tą decyzją. Obym się mylił i oby za rok wyszło, że to Zbyszek Boniek miał rację, ale teraz jakoś nie potrafię sobie nawet wyobrazić argumentów, które przemawiały za tym, że to Brzęczek powinien poprowadzić kadrę na turnieju Euro 2021. Awans do turnieju finałowego to żaden wyczyn, bo do turnieju awansowało pół Europy, więc dla biało-czerwonych to był obowiązek, zwłaszcza z takiej słabej grupy. Tylko niech ktoś mi powie, jakim systemem gra reprezentacja Polski? Te ciągłe kombinacje z ustawieniu, z bramkarzami, dwiema dziewiątkami w ataku, z trzema defensywnymi pomocnikami, powodowało, że zespół wciąż nie wypracowała jakichkolwiek automatyzmów w grze. Dlatego uważam, że występ naszej reprezentacji w finałach mistrzostw Europy pod wodzą Brzęczka będzie kolejnym rozczarowaniem dla kibiców. On jako selekcjoner nie jest poważnie traktowany, także dlatego, że wciąż swoimi decyzjami wznieca niepotrzebne emocje, które musi potem gasić. Przykładem są bramkarze. Powiem szczerze – gdybym był na miejscu Wojciecha Szczęsnego, to w pewnym momencie bym zrezygnowałbym z występów w kadrze. Takich rzeczy trener kadry w relacjach z zawodnikami robić nie powinien. Ale widać, że Brzęczek przez te blisko dwa lata wciąż nie pozbył się w swoim działaniu maniery trenera klubowego” – twierdzi z przekonaniem Jan Tomaszewski.
Nasz świetny przed laty bramkarz nie jest odosobniony w swojej krytyce, bo przez ostatnie kilka tygodni, gdy rzekomo ważyły się losy Brzeczka jako trenera kadry, zebrał on z różnych stron mnóstwo cięgów. Czy zasłużonych? Do tej pory prowadził reprezentację w 16 spotkaniach. Jego bilans to osiem zwycięstw, cztery remisy i cztery porażki, a bilans bramkowy 23:13. W eliminacjach do Euro 2020 biało-czerwoni w starciach z zespołami Słowenii, Austrii, Macedonii Północnej, Izraela i Łotwy zanotowali osiem zwycięstw, jeden remis i jedną porażkę (bramki 18:5). Z grupy awansowali z pierwszego miejsca z przewagą sześciu punktów nad drugą Austrią, zatem rzeczywiście oceniając dokonania selekcjonera tylko od strony czysto wynikowej, trudno się do niego przyczepić. Kto jednak pamięta jakość gry prezentowanej w tych spotkaniach przez nasz zespół, w duchu musi przyznać też trochę racji i Tomaszewskiemu.
Tak więc wszyscy chyba powinniśmy trzymać kciuki, żeby pandemia koronawirusa zaczęła ustępować i żeby udało się rozegrać zaplanowane w drugiej połowie roku mecze w Lidze Narodów. Jak wiadomo biało-czerwoni dzięki zmianom regulaminowym utrzymali miejsce w europejskiej elicie i w swojej grupie zmierzą się z mocnymi ekipami Holandii, Włoch oraz Bośni i Hercegowiny. To będzie doskonały sprawdzian nie tylko dla piłkarzy, którzy w tych meczach wystąpią, ale przede wszystkim dla Brzęczka.

FIFA chce więcej zmian

Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) rozważ wprowadzenie tymczasowo w oficjalnych meczach pięciu zmian w regulaminowym czasie gry, zamiast trzech możliwych obecnie.

Większa liczba zmian to reakcja na ostrzeżenia lekarzy sportowych, którzy obawiają się gwałtownego wzrostu liczby kontuzji po wznowieniu przerwanych przez pandemię Covid-19 rozgrywek. Piłkarze od wielu tygodni trenują jedynie indywidualnie w domach, a jeśli rozgrywki zostaną wznowione, będą mieli bardzo mało czasu na wypracowanie odpowiedniej formy, co może zwiększyć ich podatność na urazy.
Propozycję FIFA musi zaakceptować nadzorująca przepisy piłki nożnej IFAB. Nowy przepis ma obowiązywać we wszystkich rozgrywkach, zarówno w tym sezonie, jak i w turniejach, które zakończą w połowie przyszłego roku, a być może zostanie przedłużony nawet do końca 2021. To oznacza, że jeśli zostanie wprowadzony, to na przełożonych z powodu pandemii przyszłorocznych mistrzostwach Europy oraz w Copa America trenerzy będą mogli dokonywać w meczu pięciu zmian.

Brzęczek to nie Loew

Wybuch pandemii koronawirusa wywołał mnóstwo perturbacji w toczącym się w rytmie wielkich imprez sportowym światku. U nas pojawił się na przykład problem, jak potraktować kontrakt selekcjonera kadry piłkarzy nożnych Jerzego Brzęczka, którego kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku. Przełożenie przez UEFA piłkarskich mistrzostw Europy na przyszły rok w jego przypadku nie zostało uznane za automatyczne przedłużenie umowy, a w każdym razie potraktował tego w ten sposób prezes PZPN Zbigniew Boniek. I to starczyło, aby w mediach wybuchła na ten temat jałowa dyskusja.

Dyskusja wokół kontraktu i przyszłości Jerzego Brzęczka została wywołana przez Bońka, który w marcu, zaraz po ogłoszeniu decyzji UEFA o przełożeniu Euro 2020 na przyszły rok, publicznie stwierdził, że kontrakt selekcjonera wygasa z końcem lipca tego roku, a nie ma w nim punktu, który nakazywałby piłkarskiej federacji jego automatyczne przedłużenie o rok. Potem jeszcze pojawiły się medialne przecieki, że ponoć władze PZPN oferują Brzęczkowi umowę do końca tego roku, a jej ewentualne wydłużenie do mistrzostw Europy warunkują wynikami osiągniętymi w zaplanowanych na jesień meczach Ligi Narodów i spotkaniach towarzyskich.
Gdyby to była prawda, Bońka i wszystkich członków zarządu PZPN należałoby postawić przed Piłkarskim Trybunałem Stanu, gdyby takowy istniał, bo taka decyzja byłaby jawnym działaniem na korzyść futbolowej konkurencji. Nie ma jednak co odwoływać się aż do takich nadętych argumentów, bo coś takiego byłoby po prostu dowodem rażącej głupoty i niekompetencji, czego wcześniej w działaniach podejmowanych przez obecną ekipę rządzącą naszą piłkarską federacją nie dało się zauważyć. Bońkowi i jego ludziom można zarzucić wiele rzeczy, ale na pewno nie to. Wygląda raczej na to, że pan prezes chciał sobie i mediom tym tematem trochę urozmaicić nudny czas kwarantanny koronawirusowej, albowiem obiektywnie rzecz ujmując – w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, żeby Brzęczkowi kontraktu nie przedłużyć co najmniej o rok, czyli do zakończenia Euro 2020/2021.
Z drugiej jednak strony trudno nie przyznać racji nielicznym krytykom obecnego selekcjonera biało-czerwonych. Najbardziej konsekwentny w kwestionowaniu trenerskich kompetencji Brzęczka jest nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. Jego zdaniem pod wodzą Brzęczka reprezentacja Polski nie tylko że przestała się rozwijać, ale wręcz pod względem jakości gry nawet cofać do poziomu sprzed ery Adama Nawałki. „Uważam, że Brzęczka nie powinien dalej prowadzić kadry. Nie panuje nad nią, nie wypracował jej jakiegoś wyróżniającego ją stylu gry, nie potrafił dopasować nawet ustawienia taktycznego pasującego do umiejętności wystawianych przez niego zawodników” – grzmiał w wypowiedzi udzielonej portalowi SportoweFakty.pl Tomaszewski.
W Polsce chcą zmieniać selekcjonera
W innych swoich medialnych wypowiedziach szedł jeszcze dalej w formułowaniu zarzutów. „Całe szczęście, że przez pandemię Euro 2020 zostało przełożone, bo zyskaliśmy czas na dokonanie zmiany selekcjonera. Brzęczkowi w lipcu kończy się kontrakt, co ułatwia sprawę. A szczerze wątpię by Zbigniew Boniek uważał, że wywalczenie awansu to wielka zasługa Brzęczka i należy mu się za to nagroda. Bez przesady, nasza drużyna okazała się najlepsza w słabej grupie, a nie zapominajmy, że do finałów mistrzostw Europy awansowały 24 reprezentacje, czyli prawie połowa z naszego kontynentu. Ale na turnieju tak lekko już nie będzie, bo chociaż mamy teraz znakomitą grupę piłkarzy, grających na co dzień w markowych klubach, to nikt naszej drużyny jakoś przesadnie się nie obawia. Adam Nawałka kapitalnie prowadził zespół w Euro 2016 i do końca eliminacji mistrzostw świata, ale na mundialu w Rosji zaczął kombinować i wszystko zepsuł. A Brzęczek zamiast jego błędy naprawić, dalej te błędy pogłębia, dlatego domagam się jego odejścia, bo moim zdaniem po jego wodzą przyszłoroczny występ biało-czerwonych zakończy się blamażem” – przekonuje Tomaszewski.
Wypowiedzi legendarnego bramkarza nie podgrzewają jednak atmosfery sporu, bo ludzie mają teraz na głowie poważniejsze sprawy, a chyba nie tylko dlatego dalsze losy Brzęczka są nam wszystkim raczej obojętne. I to zapewne jest wielkim zaskoczeniem dla prezesa Bońka, który przecież na własnej skórze przeżył medialną jazdę podczas swojej krótkiej kadencjo selekcjonera reprezentacji, a był też we władzach PZPN przy zamianie Janusza Wójcika na Jerzego Engela, widział też z bliska co działo się wokół Pawła Janas, Leo Beenhakkera, Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika.
Jako prezes PZPN Boniek dotąd ma „na sumieniu” dwóch trenerów kadry – Adama Nawałkę i właśnie Brzęczka. Żaden z nich nie ma za sobą takiej wielkiej kariery piłkarskiej jaką może pochwalić się prezes PZPN, co pewnie nie ułatwiało pracy ani Nawałce i zapewne nie ułatwia teraz Brzęczkowi. Nie jest to jednak warunek niezbędny, żeby mieć posłuch w szatni reprezentacji Polski, także u graczy pokroju Roberta Lewandowskiego, Wojciecha Szczęsnego, Grzegorza Krychowiaka, Kamila Glika czy Piotra Zielińskiego.
W Niemczech trener kadry ma spokój
O tym, że jest to możliwe, widzimy po drugiej stronie Odry, bo Joachim Loew jest selekcjonerem reprezentacji Niemiec od lipca 2006 roku, a wcześniej przez dwa lata był asystentem Juergena Klinsmanna. Dzisiaj Loew zaliczany jest do gigantów futbolu, bo z niemieckim zespołem zdobył mistrzostwo świata w 2014 roku, wicemistrzostwo Europy w 2008 roku oraz brązowy medal mistrzostw świata w 2010 roku. Jego aktualny kontrakt wygasa w lipcu 2022 roku, zatem dopiero po mundialu w Katarze, więc nawet jeśli reprezentacja Niemiec dozna klęski na Euro 2021, Loew nie straci posady. Tak jak jej nie stracił po fatalnym występie niemieckiej drużyny na mundialu w Rosji, gdzie nie tylko nie obroniła mistrzowskiego tytułu wywalczonego w Brazylii, lecz nawet nie zdołała wyjść z grupy. Adam Nawałka za to samo został wywalony na bruk.
Niemcy dali trenerowi swojej kadry szansę na naprawienie błędów, z której Loew zresztą skorzystał i po nieudanym mundialu w Rosji gruntownie odmłodził i przebudował zespół. Nawałka też mógł to zrobić i całkiem niewykluczone, że gdyby Boniek dał mu ku temu sposobność, dzisiaj reprezentacja Polski grałaby znacznie lepiej niż robi to pod wodzą Brzęczka. Z drugiej jednak strony nie można też wykluczyć i takiej opcji, że za rok zacznie grać swój najlepszy futbol i w Euro 2021 dojdzie aż do finału. Wspomniany Loew piłkarzem był znacznie gorszym od Nawałki i Brzęczka, wielkiej kariery nie zrobił, a kończył już w szwajcarskiej drugiej lidze. Zanim Klinsmann zaproponował mu posadę swojego asystenta, Loew jako szkoleniowiec prowadził drugoligowe zespoły w Niemczech (VfB Stuttgart i Karlsruher) oraz pracował w Turcji (Fenerbahce i Adanaspor) i Austrii (Wacker Insbruck i Admira Wiedeń). Jak na standardy reprezentacji Niemiec nie była to z pewnością kariera uzasadniająca nominację na trenera kadry. Widocznie jednak Loew musiał mieć zalety, które skłoniły szefów federacji do powierzenia mu tej posady. Jakie zalety w Brzęczku zobaczył Boniek, których nie dostrzegają inni i dlaczego teraz zaczął się wahać? I to być może jest ten właściwy temat do rozważań w czasie wolnym od futbolu.