Euro 2021: UEFA narobiła bałaganu

UEFA w minionym tygodniu odebrała Bilbao i Dublinowi rolę gospodarzy turnieju Euro 2021. Akurat w tych dwóch miastach swoje mecze miała rozegrać reprezentacja Polski – w Bilbao biało-czerwoni mieli zmierzyć się z Hiszpanią, a w Dublinie ze Szwecją i Słowacją. Wiadomo już, że z Hiszpanami nasza drużyna zagra w Sewilli, a ze Szwedami i Słowakami w Petersburgu.

W piątek przed południem prezes PZPN Zbigniew Boniek puścił w świat informację, że władze UEFA już oficjalnie przeniosły mecze grupowe Polaków w mistrzostwach Europy. Zamiast w Dublinie i Bilbao nasza reprezentacja zagra w Sewillii i Petersburgu. Bilbao i Dublin straciły status gospodarzy Euro 2021 dlatego, że nie były w stanie zagwarantować wpuszczenia na trybuny ograniczonej liczby widzów – na co najmniej 25 procent miejsc. W związku z tą zmianą PZPN zrewidował też swoje wcześniejsze postanowienia związane z wyborem bazy dla reprezentacji Polski i odwołał rezerwację dokonaną w hotelu Portmarnock Hotel & Golf Links pod Dublinem. „Teraz, gdy już wiemy gdzie zagramy, na pewno zmienimy bazę i nie będzie to Irlandia. Na stole są różne scenariusze. Gdy już będą oficjalne decyzje, o wszystkim poinformujemy” – na gorąco informował media rzecznik związku i reprezentacji Jakub Kwiatkowski.
Ale spekulacji to nie ucięło. Wedle nieoficjalnych jak na razie informacji pracownicy PZPN dokonali już rezerwacji hotelu Radisson Blu w Sopocie, w którym drużyna mieszkała podczas zgrupowania w październiku ub. roku przed meczami z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Kadra ma mieszkać w Sopocie, ale trenować będzie na stadionie Lechii Gdańsk, na którym w maju zostanie położona nowa murawa, bo obiekt ten będzie jak wiadomo areną finałowego meczu Ligi Europy. Natomiast na mecze w mistrzostwach Europy w Petersburgu i Sewilli biało-czerwoni latać będą z lotniska w Gdańsku. Miejmy nadzieję, że gdański port lotniczy będą wykorzystywać do podróży także na spotkania w kolejnych fazach turnieju.
Wcześniej jednak kadra Polski ma spotkać się w Opalenicy. To tamtejszym ośrodku 24 maja rozpocznie się zgrupowanie biało-czerwonych, w trakcie którego rozegrają dwa spotkania towarzyskie – z Rosją we Wrocławiu (1 czerwca) oraz z Islandią w Poznaniu (8 czerwca). Pierwszy mecz grupowy w turnieju Euro 2021 nasza reprezentacja rozegra 14 czerwca w Petersburgu ze Słowacją, potem czeka ją wyprawa do Sewilli na mecz z Hiszpanią (19 czerwca), a na koniec grupowych zmagań zmierzy się ponownie w Petersburgu ze Szwecja (23 czerwca).
Na razie jednak nic na sto procent nie jest przesądzone, a będzie dopiero po oficjalnym komunikacie ogłoszonym przez Polski Związek Piłki Nożnej. Chociaż wybór Gdańska na założenie bazy wypadowej na Euro 2021 po zamianie gospodarzy meczów z udziałem naszej drużyny trudno zakwestionować. Rzut oka na mapę Europy wystarczy by dostrzec, że chociaż Sewillę i Petersburg dzieli ponad cztery tysiące kilometrów, to akurat Gdańsk leży mniej więcej pośrodku drogi między tymi miastami, zatem trudno wybrać sensowniejsze usytuowanie bazy dla zespołu, który będzie musiał najpierw zagrać w Petersburgu, potem w Sewilli, a następnie znów w Petersburgu.
Ale trzeba pamiętać, że na pewno swoje trzy grosze co do wyboru miejsca na bazę będzie chciał wtrącić portugalski selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa, a pewnie i prezes PZPN Zbigniew Boniek zechce mieć w tej kwestii ostatnie słowo. Decyzja musi jednak zapaść względnie szybko i pewnie zapadnie, bo w czym jak w czym, ale w takich organizacyjnych sprawach nasza federacja za rządów Bońka nie prowadziła żadnych społecznych konsultacji.
Dla przypomnienia: tegoroczne mistrzostwa Europy są imprezą przełożoną z powodu pandemii z poprzedniego roku. W turnieju organizowanym w 12 europejskich miastach rywalizować będą 24 drużyny podzielone na sześć czterozespołowych grup. Biało-czerwoni trafili do grupy z zespołami Hiszpanii, Szwecji i Słowacji. Najbardziej utytułowaną w mistrzostwach Europy ekipę w tym towarzystwie mają Hiszpanie, którzy triumfowali w kontynentalnym czempionacie trzykrotnie (1964, 2008, 2012), a raz zdobyli tytuł wicemistrzowski (1984). Szwedzi mają w dorobku półfinał osiągnięty w 1992 roku, a Słowacy w 2016 roku zakończyli rywalizację w 1/8 finału. Najlepszy wynik naszej reprezentacji to awans do ćwierćfinału w turnieju Euro 2016, w którym w rzutach karnych przegrała Portugalczykami, późniejszymi triumfatorami imprezy rozgrywanej na francuskich stadionach.
Warto też zauważyć, że występ biało-czerwonych w obecnych finałach mistrzostw Europy jest czwartym z rzędu w tej imprezie. Jak nie szło naszym piłkarzom, to nie szło do pierwszych 12 turniejów się nie zakwalifikowali. Ale potem awansowali na Euro 2008, gościli Euro 2012 i pięknie zagrali na Euro 2016. Pora teraz wywalczyć w końcu jakiś medal.

Giggs stanie przed sądem

Trener reprezentacji Walii Ryan Giggs został oskarżony przez dwie kobiety o napaść. Zarzuty są na tyle poważne, że legendarny skrzydłowy Manchesteru United nie poprowadzi walijskiej drużyny w turnieju Euro 2021.

Giggs został oskarżony o spowodowanie uszkodzenia ciała przez dwie kobiety. Obie zgłosiły zdarzenie 1 listopada ubiegłego roku w Salford. Policja z Manchesteru potwierdziła, że tego dnia o godz. 22:05 czasu miejscowego patrol został wezwany do posiadłości w Worsley. Były piłkarz Manchesteru United został w trakcie tej interwencji zatrzymany i przewieziony do aresztu, skąd został zwolniony po wpłaceniu kaucji. Giggs rzecz jasna do dzisiaj konsekwentnie zaprzecza, że był sprawcą zarzucanych mu czynów.
47-letni obecnie Giggs stanie przed sądem 28 kwietnia. Wybitny przed laty piłkarz znów jest bohaterem brytyjskich tabloidów. Po raz pierwszy brukowce wzięły go na cel ponad dekadę temu, gdy wyszło na jaw, że romansował z żoną brata, a także ze znaną ówcześnie celebrytką Imogen Thomas. Te skandale nie pomagały mu w karierze szkoleniowca, którą zaczął jeszcze jako czynny zawodnik Manchesteru United. Z zespołem „Czerwonych Diabłów” Giggs zdobył 13 razy mistrzostwo i dwukrotnie wygrał Ligę Mistrzów. Karierę piłkarską zakończył w 2014 roku, potem był krótko tymczasowym trenerem manchesteru United, a w latach 2014-2016 pracował jako asystent holenderskiego trenera Louisa van Gaala.
Od 15 stycznia 2018 roku jest selekcjonerem reprezentacji Walii, która pod jego wodzą wywalczyła awans do mistrzostw Europy w 2020 roku, które jak wiadomo z powodu wybuchu pandemii zostały przesunięte na czerwiec 2021 roku.
Ale działacze walijskiej federacji piłkarskiej uznali, że trenerem kadry nie może być człowiek posądzany o przemoc fizyczną i nie czekając nawet na werdykt sądu postanowili, iż w Euro 202w reprezentację Walii poprowadzi dotychczasowy asystent Giggsa – Robert Page. W rozpoczynającej się 11 czerwca imprezie Walijczycy zagra w grupie A ze Szwajcarią, Turcją i Włochami.

Włosi też mają Bielika

Nicolo Zaniolo, uważany we Włoszech za wielki piłkarski talent, nie zagra w Euro 2021. Przydarzył mu się taki sam pech, jak naszemu piłkarzowi Krystianowi Bielikowi. On też dwa razy zerwał więzadła krzyżowe.

Włoski piłkarz po raz pierwszy zerwał więzadło w kolanie na początku ubiegłego roku. Kiedy z powodu pandemii przełożono finały Euro 2020 o dwanaście miesięcy, podobnie jak Bielik dostał od losu drugą szansę. Ale 21-letniego piłkarza pech nie opuścił – we wrześniu ub. roku ponownie zerwał więzadła i znów musiał poddać się ich chirurgicznej rekonstrukcji. Wierzył jednak, że do rozpoczęcia mistrzostw Europy zdąży odzyskać pełną sprawność.
Jego nadzieje rozwali jednak niedawno lekarze podając, iż Nicolo Zaniolo w nie weźmie udziału w Euro 2021 z powodu występujących w kontuzjowanej nodze zaników mięśniowych. „Jestem zdruzgotany, ale stawiam już przed sobą nowy cel, jakim jest występ w przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze” – oznajmił zawodnik AS Roma. Taki sam cel stawia też sobie grający w barwach Derby County Krystian Bielik, który więzadło zerwał w styczniu tego roku.

48 godzin sport

Copa America bez kibiców
Tegoroczny turniej Copa America, którego gospodarzami będą Argentyna i Kolumbia, zostanie rozegrany bez udziału publiczności. Taką decyzje ogłosiły władze obu krajów uzasadniając ją obawą przed rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Podano też, że wszyscy uczestnicy Copa America będą mieć zapewniony dostęp do szczepionki przeciw Covid-19. 47. edycja Copa America rozpocznie się 13 czerwca w Buenos Aires meczem Argentyna – Chile, a zakończy 10 lipca. Tytułu wywalczonego w 2019 roku będzie bronić reprezentacja Brazylii. Rywalizacja toczyć się będzie na ośmiu stadionach w ośmiu różnych miastach, po czterech w Argentynie i Kolumbii. Arenami zmagań będą: Estadio Mario Alberto Kempes w Cordobie, Estadio Malvinas Argentinas w Mendozie, Estadio Monumental w Buenos Aires, Estadio Ciudad de La Plata w La Plata, Estadio Olimpico Pascual Guerrero w Cali, Atanasio Girardot Stadium w Medellin, Estadio Metropolitano Roberto Melendez w Barranquilla i Estadio El Campin w Bogocie.

VERVA Warszawa z brązowym medalem w PlusLidze
W trzecim, decydującym spotkaniu o brązowy medal mistrzostw Polski siatkarzy drużyna VERVY Warszawa nadspodziewanie łatwo pokonali PGE Skrę Bełchatów 3:0 (25:20, 25:20 i 25:22) i wygrali całą rywalizację „do dwóch zwycięstw” 2-1 (3:2, 1:3 i 3:1). Zdobywając trzecią lokatę w rozgrywkach warszawski zespół zapewnił sobie też start w nowym sezonie Ligi Mistrzów CEV, obok zespołów Jastrzębskiego Węgla i Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Krychowiak i Rybus zagrają w finale Pucharu Rosji
Lokomotiw Moskwa z Grzegorzem Krychowiakiem i Maciejem Rybusem w składzie wygrał 3:0 w meczu półfinałowym Pucharu Rosji z CSKA Moskwa. Obaj polscy piłkarze rozegrali całe spotkanie, a trzecią bramkę dla Lokomotiwu zdobył Krychowiak. Dla 31-letniego pomocnika było to drugie trafienie w obecnej edycji tych rozgrywek. Spotkanie finałowe odbędzie się 12 maja w Niżnim Nowogrodzie. Rywalem ekipy Lokomotiwu będzie Krylja Sowietow Samara.

Bez polskiego arbitra w finałach mistrzostw Europy
Komitet Sędziów UEFA ogłosił listę sędziów głównych, którzy poprowadzą mecze podczas tegorocznego turnieju Euro 2021. W tym gronie nie znalazł się arbiter z Polski, co jest sporym zaskoczeniem. Sędziowie główni: Felix Brych (Niemcy), Cüneyt Çakır (Turcja), Carlos del Cerro Grande (Hiszpania), Andreas Ekberg (Szwecja), Orel Grinfeeld (Izrael), Ovidiu Alin Hațegan (Rumunia), Siergiej Karasiow (Rosja), István Kovács (Rumunia), Björn Kuipers (Holandia), Danny Makkelie (Holandia), Antonio Miguel Mateu Lahoz (Hiszpania), Michael Oliver (Anglia), Daniele Orsato (Włochy), Artur Manuel Ribeiro Soares Dias (Portugalia), Daniel Siebert (Niemcy), Anthony Taylor (Anglia), Clément Turpin (Francja), Slavko Vinčić (Słowenia) oraz Fernando Rapallini (Argentyna). Sędziowie techniczni: Bartosz Frankowski (Polska), Stephanie Frappart (Francja), Srđan Jovanović (Serbia), Georgi Kabakow (Bułgaria), Davide Massa (Włochy), Sandro Schärer (Szwajcaria). Wśród sędziów VAR znalazł się Paweł Gil, a wśród rezerwowych asystentów Marcin Boniek..

Chemik Police lepszy w finale od Developresu Rzeszów
Zespół Grupy Azoty Chemik Police pokonał w ostatnim meczu finału play off ligi siatkarek ekipę Developresu SkyRes Rzeszów 3:1, wygrywając rywalizację „do trzech zwycięstw” 3-1. To dziewiąty mistrzowski tytuł dla zespołu Chemika. W klasyfikacji medalowej wszech czasów klub z Polic przesunął się już na trzecie miejsce, wyprzedzając BKS Bielsko-Biała (prowadzą AZS-AWF Warszawa i AZS Warszawa mające po 11 triumfów). Policzanki miały w tym sezonie sporo problemów z koronawirusem i przez to fazę zasadniczą sezonu skończyły dopiero na trzecim miejscu. Ale w decydującej części sezonu ekipa Chemika grała znakomicie – zdobyła też Puchar Polski oraz dotarła do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń CEV.

Kadra Polski według Paulo Sousy

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa w końcu ujawnił swoje personalne wybory ogłaszając szeroką, złożoną z 35 zawodników kadrę na marcowe mecze eliminacyjne do mistrzostw świata 2022 – z Węgrami, Andorą i Anglią. W poniedziałek 15 marca portugalski szkoleniowiec ma podać ostateczny skład reprezentacji.

Nie da się ukryć, że portugalski trener kilkoma powołaniami potężnie zaskoczył. Bez wątpienia największe niespodzianki to obecność w szerokiej kadrze 17-letniego pomocnika Pogoni Szczecin Kacpra Kozłowskiego oraz 33-letniego Kamila Grosickiego, który obecnie nie ma miejsca w zespole West Bromwich Albion i nic nie zapowiada, by coś się w tym względzie zmieniło do końca sezonu. Przyjrzyjmy się zatem na kogo zamierza stawiać Paulo Sousa w poszczególnych formacjach.
Bramkarze
Wśród powołanych do szerokiej kadry czterech bramkarzy nie ma nowicjuszy – Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Bartłomiej Drągowski cieszyli się też uznaniem Jerzego Brzęczka. Na razie Sousa jeszcze nie ujawnił, który z nich będzie w reprezentacji numerem 1. Wcześniej o to miano rywalizowali de facto jedynie Szczęsny i Fabiański, ale w tym sezonie znakomitą formę demonstrują też Skorupski i Drągowski. Nie ulega wątpliwości, że w naszej reprezentacji konkurencja na tej pozycji jest najsilniejsza i tak naprawdę każdy z tego kwartetu jest w stanie udźwignąć rolę pierwszego bramkarza. W kadrze na turniej Euro 2021 jest jednak miejsce tylko dla trzech. Najstarszy w tym gronie jest już blisko 36-letni Fabiański, a najmłodszy Drągowski (23 lata). Szczęsny ma 30 lat, a Skorupski jest o rok od niego młodszy. Selekcjoner w swoich pierwszych nominacjach pominął zbierającego znakomite recenzje w Bundeslidze golkipera Augsburga Rafała Gikiewicza, lecz można założyć, że w hierarchii bramkarzy lokuje się on na piątym miejscu. Na szóstym pewnie jest stabilizujący wielką formę znajdujący się na wypożyczeniu w duńskim Aarhus golkiper Liverpoolu 22-letni Kamil Grabara, ale w ekipie „The Reds” mocniej ostatnio pną się w górę akcje 18-letniego Jakuba Ojrzyńskiego, którego trener Juergen Klopp awansował do roli drugiego bramkarza. Sousa ma więc przy obsadzie bramki wielki wybór, więc nie musi się martwić jeśli z powodu choćby kontuzji z kadry wypadnie mu któryś z wybranych teraz przez niego czterech golkiperów.
Obrońcy
Wśród graczy linii defensywnej rewolucji kadrowej Sousa nie dokonał. Powołania dostali Kamil Glik, Jan Bednarek, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Maciej Rybus, Sebastian Walukiewicz i Arkadiusz Reca, czyli zawodnicy na których wcześniej regularnie stawiał Jerzy Brzęczek. Nowe twarze w kadrze to Michał Helik (Barsnley), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa, a od lata Red Bull Salzburg) i Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań oraz Paweł Dawidowicz z Hellas Werona, chociaż akurat ten piłkarz ma już na koncie kilkuminutowy epizod w reprezentacji Polski sześć lat temu jeszcze za kadencji Adama Nawałki. Uznania w oczach portugalskiego szkoleniowca nie zyskali natomiast znajdujący się w kręgu zainteresowania jego poprzednika Paweł Bochniewicz grający w holenderskim SC Heerenveen oraz prawy obrońca Augsburga Robert Gumny. Wygląda na to, że Sousa będzie chciał grę obronną naszej reprezentacji oprzeć na na trzech obrońcach, skoro powołał tak wielu graczy dobrze radzących sobie w tym wariancie taktycznym. Glik, Bednarek i Walukiewicz będą musieli mocno rywalizować o miejsce w składzie właśnie z Dawidowiczem, Helikiem i Piątkowskim. Z tego tercetu w polskiej ekstraklasie gra tylko 20-letni Piątkowski, ale austriacki RB Salzburg zapłacił za jego transfer z Rakowa Częstochowa aż 6 mln euro i jeszcze zostawił go na pół roku w częstochowskim klubie, nie dziwi zatem, że portugalski trener zwrócił na niego uwagę. Miał też okazję obejrzeć Piątkowskiego na żywo w akcji podczas wygranego przez Raków 2:0 meczu Pucharu Polski z Lechem Poznań.
Nie jest natomiast niespodzianką obecność wśród powołanych Helika, bo ten piłkarz znakomicie w tym sezonie spisuje się w angielskiej Championship – w barwach Barnsley zaliczył 30 występów i strzelił cztery gole. Z zawodników grających na flankach linii obrony nowicjuszem jest jedynie lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz. Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Maciej Rybus i Arkadiusz Reca byli też pewniakami w kadrze za rządów trenera Brzęczka.
Pomocnicy
Zawodnicy środka pola stanowią najliczniejsza grupę wśród powołanych (15). Nowy selekcjoner nie pominął żadnego z kluczowych graczy tej formacji za rządów swojego poprzednika, zatem w jego kadrze także znaleźli się: Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Kamil Jóźwiak, Kamil Grosicki, Karol Linetty, Jakub Moder i Sebastian Szymański, a także próbowani dopiero przez Brzęczka Michał Karbownik i Przemysław Płacheta. Od siebie dorzucił do tego grona Rafała Augustyniaka, Bartosza Kapustkę, Sebastiana Kowalczyka, Kacpra Kozłowskiego i Bartosza Slisza.
Obecność Augustyniaka i Slisza jest zrozumiała, bo w tym roku reprezentacja straciła dwóch defensywnych pomocników – Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego, selekcjoner musi więc poszukać dla nich alternatywy. Augustyniak od dawna zbiera bardzo dobre recenzje w lidze rosyjskiej. Niedawno ten były piłkarz m.in. Jagiellonii Białystok i Miedzi Legnica strzelił dwa gole w meczu z uczestnikiem Ligi Mistrzów Krasnodarem (2:2). Wypada więc przynajmniej rozważyć go jako kandydata do zastąpienia Góralskiego. Slisz natomiast jako młodzieżowiec gra regularnie w zespole lidera ekstraklasy Legii i był też ważną postacią w kadrze młodzieżowej za czasów Czesława Michniewicza.
Obecność wśród powołanych dwóch graczy Pogoni Szczecin to niespodzianka. 21-letni Kowalczyk w tym sezonie zaliczył 17 meczów w ekstraklasie i strzelił dwa gole, a 17-letni Kozłowskiego ma na koncie 11 występów i jedną asystę. Kowalczyk to uniwersalny zawodnik, który w drugiej linii może wystąpić na każdej pozycji. Znany jest z waleczności i sprytu w grze. Natomiast Kozłowski to piłkarska perełka, wielki talent, w stylu gry bardzo przypominający Piotra Zielińskiego, bo ma podobne atuty – łatwość dryblingu, dobry przegląd pola i umiejętność zagrywania prostopadłych podań do napastników. Kozłowski raczej nie dostanie powołania na marcowe mecze eliminacyjne, ale gdyby jakimś cudem Sousa dał mu szansę i wystawił do gry w spotkaniu z Andorą, to gracz Pogoni zostałby drugim najmłodszym piłkarzem w historii, który zagrał w reprezentacji Polski. Najmłodszy to oczywiście Włodzimierz Lubańskim, który w chwili debiutu miał 16 lat i 188 dni. Kozłowski w dniu spotkania z Węgrami będzie miał 17 lat, 5 miesięcy i 9 dni. Sousa tym powołaniem pokazał, że dla niego młody wiek zawodnika nie ma kluczowego znaczenia. Ani też klubowa przynależność, dlatego
przywrócił do kadry Polski Bartosza Kapustkę, który w tym sezonie zagrał w Legii 14 meczów, zdobył 3 gole i zaliczył 2 asysty). To już inny zawodnik niż w czasach występów na Euro 2016. Teraz gra na pozycji rozgrywającego, która zdecydowanie bardziej mu „leży” niż rola skrzydłowego.
Ogłaszając swoje powołania trener Sousa kilku potencjalnych kadrowiczów rozczarował pominięciem. Najwięksi nieobecni to Damian Kądzior, Przemysław Frankowski i Jakub Kamiński. Pierwsi dwaj dostawali nominacja przez większość kadencji Brzęczka. Kądzior po odejściu z Dinama Zagrzeb zagubił formę i dzisiaj błąka się na wypożyczeniu z hiszpańskiego Eibar do tureckiego Alanyasporu. Ale ma na koncie osiem ligowych występów i jedną asystę, może czuć się więc nieco pokrzywdzony, że został pominięty, a taki Kamil Grosicki, chociaż w West Bromwich nie gra, to jednak znalazł się wśród wybrańców portugalskiego selekcjonera. Frankowski (Chicago Fire), podobnie jak napastnik Adam Buksa (New England Revolution), to gracze klubów amerykańskiej MLS, a za oceanem rozgrywki skończyły w grudniu, a nowe jeszcze nie zaczęły. Poza tym trzeba pamiętać o różnicy czasowej i potrzebie aklimatyzacji.
Napastnicy
Sousa w linii ataku także postawił na żelazny tercet – Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek. Dorzucił im jednak do towarzystwa Karola Świderskiego z PAOK Saloniki i Dawida Kownackiego z drugoligowej Fortuny Duesseldorf. Ten pierwszy strzela w Grecji sporo goli – w tym sezonie ma na koncie 9 trafień i sześć asyst w 23 występach ligowych), natomiast Kownacki powoli wraca do wielkiej formy po licznych kontuzjach i zakażeniu koronawirusem. W tym sezonie w 2. Bundeslidze zdobył trzy bramki i miał tyle samo asyst w 17 występach. Być może jest to gest w wykonaniu portugalskiego szkoleniowca na zasadzie, że widzi postępy obu zawodników i są w jego notesie. W podobny sposób swojej powołania mogliby dostać Bartosz Białek (Wolfsburg, 13 meczów i 2 gole) czy Jakub Świerczok (Piast Gliwice, 13 spotkań, 8 bramek). Trudno jednak przypuszczać, żeby któryś z czwórki: Świderski, Kownacki, Białek czy Świerczok osłabiał pozycję Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika czy Krzysztofa Piątka.
Generalnie Paulo Sousa postawił na sprawdzoną gwardię, uzupełnioną grupą nowych twarzy. Trzeba też pamiętać, że ostateczna kadra będzie uszczuplona zapewne do maksymalnie 25 nazwisk (musi to nastąpić do 15 marca). Dzisiejsze powołania to sygnał dla nieobecnych na nich, że bilety na EURO 2020 są coraz dalej. Można też zaryzykować stwierdzenie, że spośród tych zawodników Sousa wybierze 23 piłkarzy na najbliższe mistrzostwa Europy.

Kadra Polski:
Bramkarze: Bartłomiej Drągowski (Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).
Obrońcy: Jan Bednarek (Southampton FC, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Michał Helik (Barnsley FC, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa), Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).
Pomocnicy: Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg, Rosja), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Bartosz Kapustka (Legia Warszawa), Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion , Anglia), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).
Napastnicy: Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).

Sousa znów w Polsce

Nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Paulo Sousa zastąpił Jerzego Brzęczka na tej posadzie 21 stycznia tego roku. Po pięciu tygodniach pracy zdalnej portugalski szkoleniowiec i jego sztab zjadą w końcu do Polski.

Paulo Sousa ma coraz mniej czasu na zestawienie kadry Polski. Pierwszy mecz w tym roku biało-czerwoni rozegrają już 25 marca na wyjeździe z Węgrami, trzy dni później u siebie zmierzą się z Andorą, a na koniec marcowej serii spotkań eliminacji MŚ 2022 zagrają ponownie na wyjeździe z faworytami grupy I Anglikami. W najbliższy piątek (5 marca) zgodnie portugalski szkoleniowiec ma ogłosić listę kadrowiczów. Być może tylko z klubów zagranicznych, ale niewykluczone, że ogłosi pełny skład kadry i zerwie z wcześniejszym zwyczajem dzielenia kadrowiczów na „krajowych” i „zagranicznych”. Tak czy owak dopiero wtedy poznamy jego pierwsze personalne wybory. Na razie wiemy jedynie tyle, że wybrał już pierwszego bramkarza kadry, chociaż nie podał jego nazwiska oraz że kapitanem zespołu i jego najważniejszym graczem pozostanie Robert Lewandowski, z którym Sousa zdążył się już spotkać osobiście.
Jeśli wierzyć pogłoskom, portugalski selekcjoner biało-czerwonych planuje w najbliższy wtorek osobiście obejrzeć mecz Pucharu Polski Lech Poznań z Rakowem Częstochowa. W zespole „Kolejorza” zapewne będzie uważnie przyglądał się piłkarzom, którymi interesował się już Jerzy Brzęczek, czyli Alanowi Czerwińskiemu, Tymoteuszowi Puchaczowi i Jakubowi Kamińskiemu, natomiast w ekipie z Częstochowy będzie przyglądał się uważnie Kamilowi Piątkowskiemu, który po transferze w zimowym oknie transferowym już jest graczem RB Salzburg, a w Rakowie występuje tylko do końca tego sezonu na zasadzie wypożyczenia. W środę Sousa ma z kolei gościć na pucharowym meczu Legii Warszawa z Piastem Gliwice. W warszawskiej drużynie na pewno będzie uważnie przyglądał się występowi Bartosza Kapustki, Mateusza Wieteski i być może Pawła Wszołka, zaś w ekipie gliwiczan Patryka Lipskiego i Jakuba Świerczoka.

Euro tylko w Londynie?

Na razie europejska federacja piłkarska zapewnia, że zamierza zorganizować Euro 2021 w 12 krajach, ale po cichu szykuje inne warianty. Jednym z dyskutowanych jest rozegranie całego turnieju w Londynie.

Coraz wyraźniej widać, że pandemii koronawirusa mimo pojawienia się szczepionek nie uda się zdławić do czerwca tego roku, zatem przeprowadzenie turnieju w 12 krajach może okazać się niemożliwe. Dlatego władze UEFA rozważają przeniesienie całego turnieju do jednego kraju. Chętnych na zorganizowanie imprezy nie brakuje – gotowość wyraziły już Rosja i Niemcy. Na to jednak nie chcą przystać Anglicy, którzy w starej formule mieli gościć u siebie półfinały i finał. Jak donosi hiszpański dziennik „Mundo Deportivo” angielska federacja zgłosiła UEFA gotowość zorganizowania całego turnieju tylko w Londynie.
Stolica Wielkiej Brytanii jako jedyne miasto w Europie ma do tego wystarczającą infrastrukturę piłkarską, bo dysponuje aż pięcioma stadionami najwyższej V kategorii UEFA (Wembley, Emirates Stadium, Olympic Stadium, Stamford Bridge i White Hart Lane) oraz kilkadziesiąt mniejszych obiektów, które mogą służyć jako obiekty treningowe.

Euro 2021 bez zmian

Szef UEFA Aleksander Ceferin ogłosił, że na 99,9 procent przełożone na ten rok mistrzostwa Europy odbędą zgodnie z planem w 12 miastach w 12 różnych krajach. Ale zapewnił też, że są gotowe też inne scenariusze.

Ceferin w swoim oświadczeniu stwierdził: „Możemy zorganizować turniej w 11, 10 czy 9 miastach, a nawet w… jednym kraju, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na razie jednak trzymamy się wersji z 12 miastami w 12 krajach. W zależności od sytuacji związanej z pandemią Covid-19 może być konieczne różnicowanie stopnia zapełnienia trybun w różnych państwach. Decyzja w tej sprawie zostanie jednak podjęta dopiero 5 marca, bo UEFA oczekuje, że do tego czasu będą już widoczne efekty zastosowania szczepionki. „Ten proces dopiero się rozpoczął, stąd nasza decyzja, by podejmować konkretne decyzje w marcu. Wtedy będziemy mieć większą wiedzę, czego możemy się spodziewać w lecie” – podkreślił sternik europejskiego futbolu.
W tej chwili władze UEFA pracują nad opracowaniem czterech różnych wariantów organizacji meczów Euro 2021: przy pełnych trybunach, z obecnością widzów w przedziale 50-100 procent, 20-30 procent oraz bez kibiców.

Teraz to Lewy może ustalać cele dla reprezentacji Polski

Reprezentacja Polski wynikami w kończącym się roku specjalnie nie zachwyciła, ale pod jego koniec mocno zyskała wizerunkowo, gdy Robert Lewandowski zaczął seryjnie kolekcjonować indywidualne nagrody. Przed Euro 2021 PZPN z pewnością przekuje ten sukces kapitana biało-czerwonych w marketingową żyłę złota i zarobi na nim kilka dodatkowych złotych. I na tym zapewne się skończy, bo w kadrze Jerzego Brzęczka nie ma wiary nawet w powtórkę wyniku z poprzednich mistrzostw Europy, a co dopiero w walkę o medale, nie wyłączając najcenniejszego.

Lewandowski w 2020 roku w wieku 32 lat osiągnął szczyt światowego futbolu. Został piłkarzem roku FIFA i UEFA, wygrał plebiscyt hiszpańskiego dziennika „AS”, włoskiego „Tuttosport”, organizacji World Football Summit, brytyjskiego dziennika „The Guardian”, brytyjskiego magazynu „FourFourTwo”, serwisu internetowego Goal.com, wybrano go na portowca w dorocznej Ankiecie PAP, a w minioną niedzielę uhonorowano tytułem piłkarza roku Golden Soccer Awards. W tym wyjątkowym z powodu pandemii koronawirusa roku dał Polakom to, czego nie da się przeliczyć na żadną walutę – gigantyczną porcję radości i dumy.
Odbierając w Dubaju nagrodę Golden Soccer Awards Lewandowski został grzecznościowo zapytany, czy liczy na sukces z polską reprezentacją w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. „Lewy” nie zwlekał z odpowiedzią i dyplomatycznie odpowiedział: „Będę dumny z wyniku drużyny w takim samym stopniu, jak dumni będą z niej nasi fani”. W Euro 2016 biało-czerwoni odpadli w ćwierćfinale po porażce w rzutach karnych z późniejszymi zwycięzcami turnieju, Portugalczykami. W przełożonych z powodu pandemii na 2021 rok mistrzostwach Europy w grupie E zmierzą się z zespołami Hiszpanii, Szwecji i Słowacji. Do 1/8 finału awansują wszyscy zwycięzcy grup, wszystkie drużyny z drugich miejsc i cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc i awans do tej fazy turnieju jest celem minimum, jaki przed zespołem postawiły władze PZPN. Jeśli jednak Polska nie wyjdzie z grupy, a na dodatek Lewandowski nie zdobędzie bramki, jak zdarzyło mu się to podczas mundialu w Rosji, na kolejny deszcz indywidualnych zaszczytów w przyszłym roku nie będzie miał praktycznie żadnych szans, nawet jeśli znów wygra z Bayernem Bundesligę i Ligę Mistrzów, zdobywając w tych rozgrywkach korony króla strzelców. Taki despekt spotkał przecież Cristiano Ronaldo w 2018 roku, gdy z reprezentacją Portugalii odpadł z mundialu w Rosji już w 1/8 finału i chociaż z Realem Madryt w tym roku po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, to najcenniejsze indywidualne nagrody, także „Złotą Piłkę”, zgarnął jego kolega z ekipy „Królewskich” Luka Modrić, który z drużyną Chorwacji wywalczył w Rosji wicemistrzostwo świata.
Najpoważniejsze wyzwania
Ten biznes tak działa i trzeba być naprawdę piłkarskim herosem na miarę Cristiano Ronaldo i Leo Messiego, żeby utrzymać się na topie przez ponad dekadę. Lewandowski na taką długą dominację nie ma szans, bo chociaż ze swoim ciałem potrafił zdziałać cuda, to praw biologii nie oszuka i teraz z każdym rokiem będzie mu trudniej utrzymać się na szczycie. Inna sprawa, że „Lewy” już wielokrotnie dowiódł, że wszelkie przepowiednie na jego temat trzeba zawsze formułować w trybie przypuszczającym.
Nie zmienia to jednak faktu, że za pół roku jego, jak i całą kadrę, czekają najpoważniejsze wyzwania odkąd selekcjonerem reprezentacji został Jerzy Brzęczek. Preludium do występu w turnieju Euro 2020(21) będą wyznaczone pod koniec marca trzy mecze eliminacyjne do mistrzostw świata w Katarze (2022). Jak juz powszechnie wiadomo, biało-czerwoni najpierw zmierzą się na wyjeździe z Węgrami, potem u siebie z Andorą, a na koniec serii ponownie na wyjeździe zagrają z faworytem grupy, Anglią. Awans do finałów mistrzostw świata to dla PZPN ważny cel, może nawet ważniejszy niż ewentualny sukces w Euro 2021. I tu pojawia sie pierwszy problem – jaki wynik w europejskim czempionacie można będzie bezdyskusyjnie uznać za sukces? Powtórkę z Euro 2016, czyli dojście do ćwierćfinału? Prezes PZPN Zbigniew Boniek i jego ludzie dzisiaj zapewne taki rezultat wzięliby „w ciemno”, podobnie zapewne też trener Brzęczek i lwia część jego kadrowiczów. Na „coś więcej” nikt na serio w naszym kraju chyba nie liczy, zwłaszcza po jesiennych występach biało-czerwonych w Lidze Narodów.
Ale to jest błąd, bo obiektywnie rzecz oceniając, mecze z zespołami Holandii i Włoch paradoksalnie pokazały ogromny potencjał drzemiący w naszej narodowej drużynie. Bo skoro do meczów z tymi wymagającymi przeciwnikami wyszła wewnętrznie skłócona, źle przygotowana taktycznie i niedostatecznie zmotywowana, a mimo to z Włochami zremisowała 0:0 i przegrała 0:2, a Holendrom uległa 0:1 i 1:2. Doceńmy to, że mimo ewidentnej słabości naszej reprezentacji nie przydarzyła się wstydliwa klęska, jakiej doświadczyła choćby ekipa Niemiec, która przegrała z Hiszpanią 0:6. Wystarczy więc, że Brzęczek wyeliminuje wspomniane mankamenty, a naszą drużynę stać będzie także na wygrywanie z rywalami z najwyższej półki. Muszą jednak w niej grać najlepsi w danym momencie polscy piłkarze, znajdujący się optymalnej formie i na dodatek zjednoczeni bez żadnych wątpliwości w dążeniu do wytyczonego celu.
Przyzwyczaić się do wygrywania
Dzisiaj nie wiemy, niestety, czy trener Brzęczek potrafi przekształcić naszą reprezentacyjną drużynę w zespół zdolny rzucić wyzwanie europejskim potęgom, nie tylko Anglikom, z którymi zagrają o awans do mundialu, ale też Hiszpanom, z którymi przyjdzie im rywalizować w grupie Euro 2021 oraz zespołom, które zapewne bić się będą o medale mistrzostw Europy – Francji, Niemiec, Belgii, Włoch, Portugalii i Holandii. Wątpliwości co do trenerskich kwalifikacji obecnego selekcjonera było wiele, w większości uzasadnionych, ale prezes PZPN Zbigniew Boniek uznał, że nie będzie zmieniał woźnicy w zaprzęgu przed najtrudniejszym odcinkiem drogi.
Podejmując decyzję o pozostawieniu Brzeczka na posadzie sternik PZPN postąpił jednak wbrew woli kibiców i większości mediów, ale być może nie kierowała nim pycha i chęć pokazania swojej władzy, lecz jakieś inne ukryte przez opinią publiczną motywy. Być może dostrzegł coś, czego my wszyscy jeszcze nie dostrzegamy?
Oby tak było, bo na razie to co my widzimy, nie napawa optymizmem. Poprzednik Brzęczka, Adam Nawałka, stosował w swojej pracy tzw. selekcję negatywną, czyli powoływał piłkarzy wedle sobie tylko wiadomych kryteriów, przez co do kadry trafiali piłkarze, którzy nie mili prawa do niej trafić. Niektórzy dawali jednak radę i w niej zostawali, jak Michał Pazdan czy Krzysztof Mączyński, ale po jakimś czasie Nawałka skończył z eksperymentami i stawiał głównie na sprawdzonych graczy. Po dwóch latach selekcjonerskich rządów Brzęczka jego polityka personalna budzi mnóstwo wątpliwości. W listopadowych meczach z Ukrainą, Włochami i Holandią wystawił do gry 25 piłkarzy, w we wszystkich spotkaniach rozegranych jesienią tego roku w reprezentacji wystąpiło w sumie 30 piłkarzy. Ale gdybyśmy chcieli wskazać graczy stanowiących wedle Brzęczka trzon naszej reprezentacji, to bez ryzyka błędu możemy wymienić Lewandowskiego, a oprócz niego może jeszcze Kamil Glika i Jana Bednarka na środku obrony. Chętnych do takiego wyróżnienia jest jednak więcej, sęk w tym, że nie wszyscy się do tego nadają, ale co gorsza – niektórzy chcieliby znaczyć w tej drużynie tyle samo, co Lewandowski.
I to jest być może największy problem naszej reprezentacji, bez usunięcia którego nie zacznie ona grać na miarę oczekiwań. A w przyszłym roku będą one jeszcze większe, bo biało-czerwoni będą mieć w swoich szeregach najlepszego aktualnie piłkarza na świecie. W historii polskiego futbolu jeszcze takiej sytuacji nie było, bo „Lewy” jest pierwszym Polakiem, którego nagrodzono takim wyróżnieniem. A Brzęczek pierwszym selekcjonerem kadry Polski, któremu z takim wywyższonym na świecie graczem przyjdzie pracować. To też będzie dla niego wyzwanie zważywszy na zgrzyty w ich dotychczasowych relacjach i obustronny brak sympatii.
Jak zareagują koledzy?
Nie wiemy też jeszcze, jak te wszystkie splendory spadające w tym roku na Lewandowskiego podziałają na innych kadrowiczów Brzęczka. Byłoby świetnie, gdyby wywołały w nich dumę, wykrzesały najgłębsze pokłady ambicji, a także skłoniły do ponownego bezdyskusyjnego uznania jego dominującej roli w zespole. Jeśli tak się stanie, to Lewandowski znów zacznie w szatni wyznaczać cele i możemy być spokojni, że będzie namawiał kolegów do walki o najwyższe laury, bo ma to we krwi, o czym zaświadcza cała jego dotychczasowa kariera.
Piłka nożna jest grą zespołową, więc nie ma co liczyć, że „Lewy” w pojedynkę zapewni naszej reprezentacji awans do mundialu w Katarze czy w Euro 2021 swoimi golami przepchnie ją choćby do ćwierćfinału. Ale on plus dziesięciu kolegów z zespołu, zasuwających na boisku na sto procent swoich możliwości, to w sumie da co najmniej 160 procent tego, co biało-czerwoni zademonstrowali w spotkaniach z Włochami i Holandią. A jeśli jeszcze dołoży się do tego Brzęczek i wyciągnie wnioski ze swoich błędów jeśli chodzi o taktykę i rozpracowanie przeciwników, to już w marcu nasza drużyna może zagrać o dwieście procent lepiej niż jesienią kończącego się 2020 roku.
Istnieje jednak i alternatywa dla tych wyliczeń – bez wkładu „Lewego”, czyli jego 60 procent. Teraz, gdy wszedł na szczyt i nic już nie musi nikomu udowadniać, może przecież uznać, że skoro w kadrze Polski nikt nie chce przyjąć jego warunków i wszyscy chcą, żeby było jak do tej pory, lepiej mu będzie zamiast gry na Euro wybrać długie wakacje z rodziną.

Loew utrzymał posadę

Po porażce reprezentacji Niemiec 0:6 w Lidze Narodów z Hiszpanią pozycja selekcjonera kadry Joachima Loewa zrobiła się niepewna. Wątpliwości w tej kwestii rozwiała jednak federacja piłkarska tego kraju (DFB).

W miniony poniedziałek władze DFB oficjalnie poinformowały, że Joachim Loew pozostanie selekcjonerem na czas nieokreślony i ma przygotowywać zespół do przyszłorocznych mistrzostw Europy. „Prezydium DFB uzgodniło w poniedziałek, że droga do odnowienia kadry będzie kontynuowana z Joachimem Loewem. Trener przedstawił aktualną sytuację w kadrze i swoje plany na przyszłość, wytłumaczył się też z wysokiej porażki z Hiszpanią. Prezydium uznało, że reprezentacja osiągnęła wytyczone cele – wywalczyła awans do Euro 2020 i utrzymała się w Dywizji A Ligi Narodów. W związku z tym trener Loew nadal cieszy się naszym zaufaniem” – przekazano w komunikacie DFB.
Przed Loewem postawiono jednak trzy główne cele – ma odnieść sukces w Euro 2021, wywalczyć awans do mistrzostw świata w Katarze oraz przygotować silną drużynę na Euro 2024, którego Niemcy będą gospodarzami.