Futbol traci na wartości

Powołana przez FIFA specjalna komisja, na czele której stoi Fin Olli Rehn, w opublikowanym raporcie podała, że do końca obecnego roku światowy futbol straci z powodu pandemii w sumie ponad 14 mld dolarów.

FIFA przed wybuchem pandemii koronawirusa szacowała globalną wartość rynku piłkarskiego na około 40-45 miliardów dolarów. Po trzech miesiącach niemal całkowitego zamrożenia komercyjnej działalności w tym sporcie światowa federacja postanowiła zbadać, jakie światowy futbol mógł ponieść straty z tego tytułu. Na czele powołanej komisji postawiono Ollego Rehna, fińskiego ekonomistę i bankowca, byłego komisarza Unii Europejskiej, a obecnie prezesa Banku Finlandii, który w strukturach FIFA od 2017 roku jest wiceprzewodniczącym Komitetu Zarządzającego.
Rehn w raporcie przedstawionym w miniony weekend na kongresie FIFA podał, że szacunkowo wyliczona 14-miliardowa strata jest „optymistyczna”, bowiem chociaż piłka nożna na świecie od czerwca wraca do życia po trzech miesiącach całkowitego zamrożenia , to do całkowitego ustąpienia pandemii będzie to „całkiem inna gra niż wcześniej”. Rehn ocenił, że najmocniej ucierpiała piłka nożna w Ameryce Południowej, ale niewiele mniej też w Afryce i Azji. „Pojawiło się niebezpieczeństwo, że dobra praca, nakłady, wszelkie wysiłki, jakie poniesiono dla rozwoju futbolu w Azji i Afryce, mogą zostać zrujnowane. Musimy zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić”. FIFA przeznaczyła już półtora miliarda dolarów na pomoc w walce ze skutkami pandemii, ale Rehn wyjawił, że o dotacje z tej puli ubiegało się do tej pory 150 z 211 federacji członkowskich.
Podsumowując raport fiński ekspert podkreślił, że powrót do potencjału finansowego jaki światowy futbol miał przed wybuchem pandemii będzie możliwy dopiero po opracowaniu skutecznej szczepionki na Covid-19. „Dopóki to nie nastąpi, nie możemy wykluczyć pogłębiania się negatywnego trendu w finansach krajowych i regionalnych federacji oraz dalszej obniżki globalnej wartości rynku piłkarskiego” – przyznał Olli Rehn.

Proces w Bellinzonie

W Bellinzonie w południowej Szwajcarii rozpoczął się proces przeciwko Nasserowi Al-Khelaifiemu, prezesowi Paris Saint-Germain oraz Jerome Valcke’owi, byłemu sekretarzowi generalnemu FIFA.

Obaj są oskarżeni o korupcję w przyznawaniu praw telewizyjnych do piłkarskich mistrzostw świata oraz Pucharu Konfederacji. 59-letni Valcke, który został wykluczony przez Komisję Etyki FIFA na 10 lat z tej organizacji za udział w skandalu łapówkarskim Jacka Warnera (chodziło o przelew 10 mln dolarów na konta Warnera, w zamian za głosy poparcia dla kandydatury RPA jako organizatora mistrzostw świata w 2010 roku), jest tym w procesie oskarżony o przyjmowanie łapówek, oszustwo i fałszowanie dokumentów. Natomiast Al-Khelaifi, który zasiada w Komitecie Wykonawczym UEFA, ale jest też m.in. szefem beIN Media, sportowej odnogi katarskiego konsorcjum medialnego Al Jazeera Media Network, odpiera zarzutu o nakłanianie Valcke’a do popełnienia niegospodarności.
Proces przed sądem w Bellinzonie ma potrwać do 25 września, a wyrok, który wyda trzech sędziów federalnych, zostanie ogłoszony do końca października tego roku.

Iran kontra FIFA w CAS

W światowym futbolu wybuchł konflikt, który może jeśli nie obalić, to przynajmniej ośmieszyć wszechwładzę FIFA. Dotyczy sporu o wynagrodzenie dla byłego selekcjonera reprezentacji Iranu Marka Wilmotsa.

Belgijski trener w maju 2019 roku podpisał w piłkarską federacją Iranu (FFI) kontrakt na poprowadzenie reprezentacji tego kraju do mistrzostw świata 2022 w Katarze. Zespół pod jego wodzą zaczął nieźle, bo od zwycięstw 2:0 z Hongkongiem i aż 14:0 z Kambodżą, ale potem zaliczył dwie prestiżowe porażki – 0:1 z Bahrajnem oraz 1:2 z Irakiem. W efekcie zespół Iranu zajmuje w grupie eliminacyjnej do mistrzostw świata 2022 dopiero trzecią lokatę i jego awans do katarskiego mundialu stanął pod wielkim znakiem zapytania. Rozczarowani tym szefowie irańskiej federacji podziękowali belgijskiemu szkoleniowcowi za pracę i przestali mu wypłacać pieniądze. Wilmots nie zamierzał jednak rezygnować z wynagrodzenia i postąpił jak każdy z członków „wielkiej piłkarskiej rodziny” w takich niemiłych sytuacjach – zwrócił się o pomoc do FIFA.
Młyny sprawiedliwości w Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej mielą powoli, ale nieubłaganie i w końcu belgijski trener doczekał się korzystnego dla siebie werdyktu. W miniony poniedziałek Komitet ds. Statusu Zawodników (PSC) FIFA orzekł, że federacja irańska powinna wypłacić Wilmotsowi zaległe wynagrodzenie wraz z odszkodowaniem za zerwanie umowy w łącznej kwocie 6,2 miliona euro. Na dokonanie przelewu dano FFI 30 dni. Wyrok wywołał w Iranie powszechne oburzenie, podsycane jeszcze przez tamtejsze media, które niemal jednym głosem wyśmiały decyzję FIFA przypominając, że Belg pracował z ich reprezentacją ledwie pięć miesięcy. „I za to on chce sześć milionów euro?” – pisano z oburzeniem w komentarzach.
Władze irańskiej federacji nie zamierzają ulegać dyktatowi FIFA. Mohammad-Mehdi Nabi, sekretarz generalny FFI zapowiedział, że wynajęci prawnicy już szykują wniosek o unieważnienia werdyktu FIFA do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS).

FIFA twardo broni swojego szefa

FIFA wkroczyła na wojenną ścieżkę ze szwajcarskim wymiarem sprawiedliwości w obronie swojego szefa, Gianniego Infantino, przeciwko któremu prokuratura w tym kraju w ubiegłym tygodniu wszczęła postępowania karne. Władze światowej federacji piłkarskiej uznały stawiane mu zarzutu za „absurdalne”.

W miniony czwartek szwajcarski prokurator specjalny Stefan Keller wszczął postępowanie przeciwko prezydentowi FIFA, Gianniemu Infantino. Przedmiotem dochodzenia są „podejrzane kontakty” Infantino z prokuratorem generalnym Szwajcarii, Michaelem Lauberem w latach 2016-2017. Lauber w tym okresie nadzorował śledztwo w sprawie afery korupcyjnej, która wybuchła w maju 2015 roku i zmiotła ze stanowiska m.in. ówczesnego przewodniczącego FIFA Josepha Blattera. „Nie ma najmniejszych podstaw formalnych dla tego śledztwa. Jest w nim coś groteskowego i absurdalnego. Jesteśmy w stu procentach przekonani, że prezydentowi FIFA nigdy nie zostanie postawiony zarzut karny” – zapewnił w miniony poniedziałek zastępca sekretarza generalnego FIFA, Alasdair Bell. Ale Lauber podał się do dymisji.

FIFA będzie rozdawać pieniądze

Światowa federacja piłkarska poinformowała na swojej stronie internetowej, że uruchomiła plan pomocowy dla zrzeszonych w niej stowarzyszeń krajowych poszkodowanych w wyniku pandemii koronawirusa. Światowa federacja przeznaczy na ten cel około 1,5 miliarda dolarów.

Wszystkie zrzeszone w FIFA krajowe federacje otrzymają jednorazowy tzw. grant solidarnościowy w wysokości miliona dolarów na piłkę męską oraz pół miliona na piłkę kobiecą. W późniejszym etapie (do 2021 roku) stowarzyszenia otrzymają dotacje w granicach dwóch milionów dolarów. Piłkarskie organizacje krajowe będą się mogły ubiegać również o pożyczki do wysokości 35 procent ich rocznego obrotu, ale maksymalna kwota nie będzie mogła być wyższa niż pięć milionów dolarów. Na czele komitetu powołanego do zarządzania tymi funduszami stanie Fin Olli Rehn, pełniący w FIFA funkcję zastępcy przewodniczącego Komitetu ds. Zarządzania, na co dzień prezes Banku Finlandii. Środki mają zostać przeznaczone na pomoc we wznowieniu rozgrywek, wdrożeniu odpowiednich protokołów bezpieczeństwa, finansowanie udziału drużyn narodowych w zawodach, utrzymanie zatrudnienia oraz infrastruktury piłkarskiej, a nawet na pokrycie ogólnych kosztów administracyjnych i operacyjnych.
Półtora miliarda dolarów to ładna kwota, ale nie robi ona większego wrażenia w porównaniu z wycenami wartości największych klubów piłkarskich podanymi przez firmę konsultingową „Brand Finance”. Lidera tego zestawienia, Real Madryt, wyceniono na 1,419 mld euro, drugą Barcelonę na 1,413 mld euro, a trzeci Manchester United na 1,314 mld euro. Wartość powyżej jednego miliarda euro mają jeszcze FC Liverpool (1,262), Manchester City (1,124) i Bayern Monachium (1,056).

FIFA już planuje mundial w Katarze

FIFA opublikowała pierwsze szczegółowe informacje dotyczące przebiegu mistrzostw świata w 2022 w Katarze. Jak wiadomo będą to pierwsze w historii światowego czempionatu turniej, który nie odbędzie się latem, tylko na przełomie listopada i grudnia. Powodem zmiany terminu są zbyt wysokie temperatury panujące w Katarze w czerwcu i lipcu.

FIFA oficjalnie poinformowała, że finały piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku zostaną rozegrane w dniach 21 listopada (poniedziałek) do 18 grudnia (niedziela). W turnieju wezmą udział 32 drużyny. Cała faza grupowa zostanie rozegrana w ciągu 12 dni, a kibice będą mogli oglądać cztery spotkania dziennie – o 11:00, 14:00, 17:00 i 20:00 czasu polskiego. Mecz otwarcia odbędzie się na stadionie Al Bayt, który może pomieścić 60 tys. widzów. Mecze 1/8 finału i ćwierćfinały będą rozgrywane o 16:00 i 20:00, półfinały o 20:00, zaś mecz o trzecie miejsce i finał na stadionie Lusail (obiekt jest jeszcze w budowie, ale jego pojemność zapowiedziano na 80 tysięcy miejsc) rozpoczną się o 16:00.
Ten podwójnie wyjątkowy turniej – pierwszy rozegrany późną jesienią i pierwszy zorganizowany przez islamski kraj z Bliskiego Wschodu – od początku budzi wiele kontrowersji, ale mimo sugestii, żeby odebrać Katarowi jego organizację, FIFA konsekwentnie łamie opór przeciwników tej lokalizacji. Gwoli przypomnienia – chętni do zorganizowania mundialu w 2022 roku musieli złożyć oferty intencyjne do 2 lutego 2009. Katar został wybrany na gospodarza turnieju 2 grudnia 2010, pozostawiając w pokonanym polu kandydatury Australii, Japonii, Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Najpoważniejszym rywalem Katarczyków Byli Amerykanie, lecz w decydującym głosowaniu 14 członków władz FIFA zagłosowała za Katarem, zaś ofertę USA poparło ośmiu działaczy.
Chociaż do początku zmagań pozostały jeszcze dwa lata, światowa federacja już opracowała dokładny terminarz imprezy. Pierwszy mecz zostanie rozegrany na stadionie El Bayt 21 listopada, a wezmą w nim udział dwie drużyny z grupy A. Faza grupowa potrwa 12 dni, do 2 grudnia. Od 3 grudnia rozpoczną się zmagania w 1/8 finału. Sześć dni później obejrzymy pierwsza starcia ćwierćfinałowe, a półfinały odbędą się w dniach 13-14 grudnia. Wszystkie spotkania odbędą się łącznie na ośmiu stadionach. Atutem imprezy w Katarze będą stosunkowo nieduże odległości między stadionami, dzięki czemu kibice będą mogli szybko przemieszczać między obiektami i zdążą obejrzeć wiele meczów na żywo.
FIFA potwierdziła też oficjalnie, że eliminacje MŚ 2022 w strefie europejskiej rozpoczną się w marcu 2021 roku i potrwają do listopada tego roku. Baraże zaplanowano w pierwszym kwartale 2022 roku, a losowanie grup odbędzie się w marcu. Komitet Wykonawczy UEFA także podjął ostateczną decyzję dotyczącą kształtu eliminacji do mistrzostw świata w 2022 roku. Kluczowa zmiana zakłada, że w ustalaniu poszczególnych koszyków przed losowaniem pod uwagę będzie brany ranking FIFA po zakończeniu rozgrywek w Lidze Narodów.
55 zespołów, rozstawionych w sześciu koszykach (5 koszyków po 10 zespołów plus ostatni koszyk z 5 zespołami) zostanie rozlosowanych do dziesięciu grup (5 grup po 6 zespołów i 5 grup po 5 zespołów). Zwycięzcy grup awansują bezpośrednio na mistrzostwa świata, a zespoły z drugich miejsc, do których dołączą dwie najwyżej sklasyfikowane drużyny w Lidze Narodów, które odpadły z eliminacji, stworzą trzy ścieżki w fazie play-off. Zwycięzca każdej z nich wystąpi na mundialu w Katarze w 2022 roku.
Reprezentacja Polski aktualnie zajmuje 13. miejsce wśród europejskich reprezentacji. Decyzja Komitetu Wykonawczego UEFA oznacza, że zespół Jerzego Brzęczka potrzebuje sukcesu w Lidze Narodów, aby móc myśleć o rozstawieniu w pierwszym koszyku, gdzie znajdzie się najlepszych dziesięć drużyn. Do 10. w tym zestawieniu Niemców, traci aktualnie 43 punkty. Biało-czerwoni żeby awansować do Top 10, muszą wygrać w swojej grupie Ligi Narodów, czyli pokonać Włochy i Holandię oraz Bośnię i Hercegowinę.
Europejskie eliminacje do mistrzostw świata w Katarze w 2022 roku mają odbywać się od marca do listopada 2021 roku. Z kolei faza play-off odbędzie się w marcu 2022 roku i dopiero po niej poznamy komplet 13 europejskich reprezentacji, które wystąpią na mundialu.

Kara dla dyrektora

Były dyrektor finansowy FIFA Niemiec Markus Kattner został przez Komisję Etyczną światowej federacji zawieszony na 10 lat za popełnione nadużycia. Musi też zapłacić grzywnę w wysokości miliona franków szwajcarskich.

Kattner został oskarżany o nadużywanie stanowiska oraz konflikt interesów. Dochodzenie przeciwko niemu wszczęto we wrześniu 2016 roku. „Izba arbitrażowa niezależnej Komisji Etyki uznała Markusa Kattnera, byłego zastępcę sekretarza generalnego FIFA oraz pełniącego obowiązki sekretarza generalnego, winnym nadużycia swojego stanowiska. Dochodzenie obejmowało różne zarzuty dotyczące wypłat premii w związku z zawodami FIFA, które zostały wypłacone najwyższym urzędnikom zarządzającym FIFA (w tym panu Kattnerowi), różne poprawki i przedłużenia umów o pracę, zwrot prywatnych kosztów prawnych oraz obowiązki pana Kattnera jako urzędnika” – podała w miniony wtorek FIFA.
49-letni obecnie Kattner podczas prezydentury Josepha Blattera przez 13 lat nadzorował finanse FIFA (2003-2016). Został zwolniony z posady w maju 2016 roku i podzielił los swoich bezpośrednich przełożonych – Josepha Blattera oraz Jerome’a Valcke’a.

Nowelizacja przepisów

Od minionego poniedziałku obowiązują zmiany w przepisach gry w piłkę nożną, dokonane przez jedyną upoważnioną do tego agendę FIFA – International Football Association Board (IFAB). Nie są to rewolucyjne modyfikacje.

Jedna ze zmian dotyczy sytuacji, w której potrzebna jest wymiana wadliwej piłki. Dotychczas piłka po wymianie trafiała w to samo miejsce, w którym zgłoszona została jej wada. Teraz po zgłoszeniu uszkodzenia piłki arbiter będzie wznawiał grę rzutem sędziowskim. Kolejna zmiana dotyczy sprzętu, głównie chodzi tu o urządzenia pomiarowe, dzięki którym trenerzy mają więcej danych o zawodnikach. Urządzenia pomiarowe muszą od dziś spełniać normy IMS lub FIFA Quality.
Bardziej istotne zmiany dotyczą zagrania ręką. Jeśli piłkarz dotknie przypadkowo piłkę ręką w akcji ofensywnej, to akcja nie będzie przez sędziego przerywana. Wyjątkami są sytuacje, w których przypadkowe dotknięcie ręką piłki następuje tuż przed golem lub obiecująco rozwijającą się akcją ofensywną. Na przykład – jeśli piłkarz dotknie przypadkowo piłki ręką i potem zagra ją do kolegi z zespołu, a on niezwłocznie strzeli gola, to trafienie nie zostanie uznane, a gra zostanie wznowiona od rzutu wolnego. Lecz jeśli w takie samej sytuacji kolega wymieni z kim podania lub wykona drybling, to wówczas arbiter nie przerwie gry.
Warto wspomnieć o też o karaniu podwójnych dotknięć piłki przy stałych fragmentach gry. Regulamin mówi o obowiązku ukarania bramkarza, który wznowi grę i po raz drugi dotknie piłki (przed tym, jak zrobi to jego kolega z drużyny, lub rywal). Na przykład – bramkarz rozpoczynają akcję ze swojego pola karnego może wykopnąć piłkę za słabo, albo popełnić jakiś błąd i nieumyślnie zagrać ją w kierunku gracza drużyny przeciwnej, wtedy by się ratować może pobiec do piłki i ponownie ją kopnąć. Ale jeśli takie zagranie przeszkodzi rywalom w strzeleniu gola lub choćby tylko przerwie obiecujący atak, wówczas sędzia powinien pokazać bramkarzowi żółtą lub czerwoną kartkę.

Boniek stawia się FIFA

Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) zaakceptowała propozycję FIFA tymczasowej zmiany przepisów gry w piłkę nożną umożliwiającej dokonywanie pięciu zmian w oficjalnych meczach. Modyfikacja ma obowiązywać tylko do końca tego roku i, niestety, jest dobrowolna. U nas nie spodobała się prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi, więc nie zostanie wprowadzona.

W związku z kryzysem wywołanym koronawirusem oraz spowodowanymi przez obostrzenia wprowadzone przez rządy w celu opanowania pandemii, uległy zburzeniu terminarze tegorocznych rozgrywek. Niektóre ligi, jak francuska, belgijska i holenderska, postanowiły zakończyć przerwany w marcu sezon, ale w Niemczech zamierzają wznowić rozgrywki od 16 maja. Także w Polsce trwają już przygotowania do restartu rozgrywek. Do rozegrania pozostało mnóstwo spotkań, a czasu jest niewiele. Piłkarze nie zakosztują w tym roku wakacji między sezonami i będą musieli zasuwać niemal bez przerwy aż do grudnia. I właśnie obawy o skutki tej eksploatacji skłoniły działaczy FIFA, z jej szefem Giannim Infantino na czele, do wprowadzenia większej liczby zmian w meczach. Zgodę na tymczasową, bo tylko do końca 2020 roku, modyfikację przepisu wydała Międzynarodowa Rada Futbolu (IFAB), która ustala i nadzoruje przepisy gry w piłkę nożną. Na dodatek zastosowano tu zasadę dobrowolności, czyli nowy przepis mogą wykorzystać tylko ci, którzy chcą, a decydować mają o tym organizatorzy rozgrywek w każdym kraju.
Nie jest to złe rozwiązanie i warto zastanowić się nie tylko nad pozostawieniem tego przepisu na stałe, ale może nawet nad zwiększeniem limitu zmian. Pandemia zrujnowała przecież nie tylko terminarz piłkarski, lecz także finanse klubów i federacji. A nikt na dobrą sprawę jeszcze nie wie, jak długo ten kryzys potrwa i czy w ogóle uda się wrócić do realiów panujących przed atakiem koronawirusa. Dlatego warto rozważyć bardziej ekonomiczne warianty wykorzystywania piłkarzy znajdujących się w kadrach zespołów ligowych i reprezentacyjnych. Bo czy naprawdę dla widzów piłkarskich widowisk liczba zmian ma jakieś znaczenie? Jak się tak nad tym głębiej zastanowić, to chyba jedyną przeszkodą w ich zaakceptowaniu jest nasze przyzwyczajenie. Wiadomo, to niby druga natura człowieka, ale jeśli przełamiemy ten wewnętrzny opór, zaczniemy dostrzegać w większej liczbie zmian nowe możliwości uatrakcyjnienia gry w piłkę nożną. Jeśli w kadrze meczowej trenerzy mają do dyspozycji 23 zawodników, a w meczu mogą wykorzystać maksymalnie 14, to dziewięciu pozostałych zalicza co tydzień „pusty przebieg”. Wśród rzeszy rezerwowych są przecież gracze, którzy czasem przez cały sezon ani razu nie pojawiają się na boisku. To nic innego jak marnotrawstwo pieniędzy, bo przecież ci piłkarze pobierają wynagrodzenie, bywa, że nawet całkiem spore, bo wśród grzejących ławy zawodników trafiają się nawet kupieni za dziesiątki milionów euro. A zatem zamiast krytykować FIFA i IFAB za „łamanie tradycji”, lepiej skorzystać z okazji i sprawdzić jakie możliwości w zarządzaniu zespołem daje trenerowi zwiększenie limitu zmian.
Niestety, wygląda na to, że w Polsce szkoleniowcy z tej możliwości nie skorzystają, bo inicjatywa FIFA nie spodobała się prezesowi PZPN. Zbigniew Boniek mógł ją oprotestować w bezpośredniej rozmowie z przewodniczącym światowej federacji Giannim Infantino, z którym się przecież od lat dobrze zna, ale z jakiegoś powodu wolał to zrobić publicznie – najpierw za pośrednictwem Twittera, a potem w wypowiedziach dla polskich i włoskich mediów. „Nie wprowadzimy tego do polskiego futbolu. Osoby, które podjęły decyzję o takiej zmianie, nie wiedzą chyba jak wygląda mecz piłkarski. To presja z zewnątrz spowodowała takie populistyczne ruchy” – stwierdził Boniek na łamach gazety „Tutto Mercato”. I tak wyjaśnił, dlaczego jest przeciwny: „W 1982 roku w mistrzostwach świata w ciągu miesiąca zagraliśmy siedem spotkań. To były mecze w pełnym słońcu, na najwyższym poziomie, co trzy dni. Wtedy mieliśmy do dyspozycji tylko dwie zmiany, a teraz się wiele zmieniło. Treningi są bardziej zaawansowane, są inne możliwości. Musimy pamiętać o tym, że w futbolu wygrywają zawsze ci, co są lepiej przygotowani, sprawniejsi i biegają więcej. A ta decyzja sprawia, że to będzie miało mniejsze znaczenie”. No cóż, byłby to może i miażdżący argument, ale wystarczy obejrzeć powtórki meczów z tamtego mundialu, żeby jednak przyznać rację FIFA i IFAB.

Bank uwikłany w korupcję FIFA

Izraelski Bank Hapoalim B.M. ma zapłacić ponad 30 milionów dolarów amerykańskich kary za pranie „brudnych pieniędzy” w ujawnionej w 2015 roku tzw. aferze korupcyjnej FIFA.

Wedle informacji ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości USA, Bank Hapoalim B.M. oraz jego szwajcarska filia przyznały się do „wyprania” ponad 20 mln USD. Pieniądze te pochodziły z łapówek przyjętych przez działaczy z najwyższych kręgów światowej federacji piłkarskiej w zamian za ich przychylność przy wyborze nabywców praw marketingowych i telewizyjnych do wielkich imprez. Kierownictwo izraelskiego banku przyznało, że jego pracownicy zgodzili się przyjęcie i obracali tymi kwotami między grudniem 2010 a lutym 2015 roku. Kontynuowali ten proceder nawet wówczas, gdy został już ujawniony. „Przez prawie pięć lat pracownicy Banku Hapoalim B.M. wykorzystywali finansową strukturę w Stanach Zjednoczonych, aby „wyprać” przy jej pomocy dziesiątki milionów dolarów z łapówek dla skorumpowanych piłkarskich urzędników w różnych krajach” – potwierdził ustalenia cytowany w oświadczeniu Departamentu Sprawiedliwości asystent prokuratora generalnego Brian A. Benczkowski.
Przeciwko bankowi wytoczono też osobne postępowanie. Jak podał szwajcarski serwis cash.ch, powodem było zatajenie przed fiskusem łącznie ok. 7,6 miliarda dolarów zdeponowanych przez amerykańskich obywateli, dzięki czemu nie musieli oni płacić podatków. Za tę działalność Hapoalim B.M. będzie musiał zapłacić aż 875 milionów dolarów kary.
Afera FIFA ciągnie się od maja 2015 roku, kiedy to w hotelu w Zurychu zatrzymano grupę prominentnych działaczy FIFA z Ameryki Południowej, którym zarzucono działania korupcyjne. Udowodniono im przyjmowanie korzyści finansowych w zamian za głosowanie m.in. na gospodarzy turniejów czy podpisywanie umów z nabywcami praw telewizyjnych i marketingowych. W rezultacie skandalu ze stanowiska przewodniczącego FIFA musiał ustąpić Joseph Blatter, a po nim wielu innych prominentnych działaczy piłkarskiej centrali.