Zmarł Alojzy Jarguz – legendarny sędzia piłkarski

W wielkanocny poniedziałek w szpitalu w Olsztynie w wieku 85 lat zmarł Alojzy Jarguz, jeden z najsłynniejszych polskich sędziów piłkarskich, uczestnik mistrzostw świata 1978 w Argentynie oraz 1982 w Hiszpanii.

Jarguz do 1969 roku był zawodowym wojskowym, a potem przez 30 lat pracował jako kierownik ośrodka wypoczynkowego w Mikołajkach. Jako sędzia piłkarski prowadził w swojej karierze ponad 1200 meczów, w tym 250 w polskiej ekstraklasie, 18 spotkań reprezentacji narodowych i 25 w europejskich rozgrywkach klubowych. Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku był uważany za najlepszego polskiego arbitra i jednego z najlepszych w Europie. Jego umiejętności zostały docenione przez FIFA i w 1978 roku Jarguz znalazł się w sędziowskiej obsadzie mistrzostw świata w Argentynie.

Podczas tego światowego czempionatu poprowadził jeden mecz jako arbiter główny, czym przeszedł do historii naszego futbolu, bo był pierwszym Polakiem który dostąpił takiego zaszczytu. Cztery lata później podczas mundialu w Hiszpanii także sędziował jedno spotkanie jako główny, a w dwóch jako liniowy, w tym w meczu otwarcia mistrzostw.

O jego śmierci jako pierwszy poinformował Warmińsko-Mazurski Związek Piłki Nożnej.

 

Kara banicji za udział w korupcji

Były szef Brazylijskiej Konfederacji Piłki Nożnej (CBF) Jose Maria Marin, skazany w ubiegłym roku na cztery lata więzienia za udział w korupcji, został dożywotnio wykluczony przez władze FIFA z wszelkiej działalności w futbolu.

Swoją decyzję w sprawie brazylijskiego działacza Komisji Etyki FIFA ogłosiła dopiero w miniony poniedziałek. Oprócz kary dożywotniego wykluczenia ze społeczności piłkarskiej 86-letni obecnie Jose Maria Marin ma jeszcze zapłacić grzywnę w wysokości jednego miliona franków szwajcarskich, ale wątpliwe by te pieniądze wpłacił na konto światowej federacji, skoro został z niej wyrzucony.

Marin w sierpniu ubiegłego roku został skazany przez sąd w Nowym Jorku za futbolową korupcję. Wraz z nim wyrok otrzymał też Argentyńczyk Juan Angel Napout. Obu udowodniono, że w czasach gdy pełnili ważne funkcje we władzach FIFA przyjmowali łapówki w zamian za podejmowanie korzystnych dla wręczających decyzje przy przyznawaniu praw marketingowych i telewizyjnych dotyczących meczów piłkarskich.

Amerykański sąd uznał Marina winnym przyjęcia łapówek w wysokości co najmniej 6,5 mln dolarów i skazał go na za to na cztery lata pozbawienia wolności. Komisja Etyki FIFA podjęła przeciwko niemu swoje własne dochodzenie i po zweryfikowaniu zarzutów wystąpiła do władz organizacji o akceptację dla wyroku bezwzględniej i dożywotniej dyskwalifikacji.

 

Ktoś podwędził puchar

Przebywająca w Oslo delegacja działaczy FIFA miała obejrzeć puchar, który kobieca reprezentacja Norwegii otrzymała za wygranie mistrzostwa świata w 1995 roku. Ale trofeum gdzieś się… zapodziało.

Kobiecy mundial w 1995 roku rozgrywany był w Szwecji. Norweżki pokonały w finale Niemki 2:0 i triumfalnie przywiozły puchar FIFA do Oslo. Jest to jedyne międzynarodowe osiągniecie Norwegii w powojennej historii futbolu. W miniony piątek działacze FIFA przywieźli do Oslo puchar tegorocznych mistrzostw świata kobiet, które rozegrane zostaną we Francji w dniach 7 czerwca – 7 lipca. Trofeum prezentowane jest kolejno w każdym z 24 krajów uczestniczących w mundialu. Norweska federacja piłkarskiej (NFF) chciała przy tej okazji pokazać także zdobyte przed 24 laty trofeum, lecz nic z tego nie wyszło, bo puchar gdzieś się zapodział. Przeszukano wszystkie magazyny NFF, lecz pucharu jak na razie nie znaleziono.

„To skandal, który pokazuje, jak futbol w naszym kraju jest traktowany” – grzmiała w mediach Lise Klaveness, była reprezentantka kraju, która po wakacjach przejmie obowiązki dyrektora sportowego w norweskiej federacji. „Mam nadzieję, że puchar się znajdzie, bo sytuacja jest nieco niepoważna. To w końcu bardzo ważna nagroda” – stwierdziła obecna w składzie delegacji dyrektor turniejów kobiecych w FIFA Sara Booth.

Norweska piłkarka Guru Reiten, znana z ciętych wypowiedzi o seksizmie piłkarskich działaczy, nie omieszkała skorzystać z okazji i stwierdziła z jadowitą ironią: „Zgubienie takiej cennej nagrody w męskiej piłce nożnej nie byłoby raczej możliwe. Panowie nawet mniej ważnych od naszego trofeów pilnują jak najcenniejszych skarbów. A nam nie pozostaje nic innego, jak zdobyć ten puchar po raz drugi”.

 

Niemieccy działacze też biorą w łapę

Kolejny skandal korupcyjny w niemieckim futbolu. Reinhard Grindel zrezygnował z posady prezydenta Niemieckiej Federacji Piłkarskiej (DFB) po tym, jak wyszło na jaw, że przyjął w prezencie od ukraińskiego milionera Hryhorija Surkisa bardzo drogi zegarek.

Niemiecki działacz zapewniał, że luksusowy zegarek otrzymany od ukraińskiego biznesmena jest wart około sześciu tysięcy euro, ale w mediach podawane są kwoty znacznie wyższe. Nie w wartości zegarka jednak rzecz, tylko w tym, że Grindel nie zgłosił go w oświadczeniu majątkowym, do czego był zobowiązany jako szef DFB. Co ciekawe, nawet nie próbował się z tego tłumaczyć. Stwierdził tylko krótko, że popełnił błąd i podał się do dymisji.

Grindel stał na czele niemieckiej federacji piłkarskiej od 2016 roku. Zastąpił na fotelu prezydenta DFB Wolfganga Niersbacha, który także zrezygnował ze stanowiska w atmosferze skandalu związanego z korupcją przy wyborze organizatora mundialu w 2006 roku. Warto wspomnieć, że UEFA przyznała Niemcom organizację Euro 2024.

Zdumiewa natomiast fakt, że żadnych konsekwencji nie poniósł Hrihorij Surkis, były prezydent ukraińskiej federacji, dzięki któremu Euro 2012 roku zostały zorganizowane w Polsce i na Ukrainie. Pewnie dlatego, że wciąż ma bardzo mocną pozycję w UEFA, a może zapas drogich zegarków.

 

Nawet Pele go podziwiał

W wieku 81 lat zmarł Gordon Banks, jedna z legend angielskiego i światowego futbolu, sześciokrotnie wybierany przez FIFA na najlepszego bramkarza na świecie. Mistrz świata z 1966 roku z reprezentacją Anglii, brązowy medalista mistrzostw Europy w 1968. Uważany za jednego z najwybitniejszych golkiperów w historii futbolu.

Banks rozegrał w reprezentacji Anglii 73 mecze, z których w 35 zachował czyste konto. Jego największym sukcesem, jak i całego pokolenia angielskich graczy z lat 50. i 60 XX wieku, było zdobycie w 1966 roku mistrzostwa świata, jedynego trofeum wywalczonego przez reprezentację kraju, w którym narodził się nowożytny futbol. W turnieju, którego Anglia była gospodarzem, Banks zagrał we wszystkich sześciu spotkaniach. Pierwszego gola wpuści dopiero w półfinałowym meczu z Portugalią, wygranym przez „Lwy Albionu” 2:1, ale pokonał go nie byle jaki graczy, tylko wielki Eusebio, król strzelców tego turnieju.

Potem był finałowy mecz z zespołem RFN wygrany przez Anglików po dogrywce 4:2, a po mistrzostwach sława dla bohaterów. Wśród szczególnie nagrodzonych członków zwycięskiej ekipy był i dzielny bramkarza, któremu królowa Elżbieta II nadała Order Imperium Brytyjskiego.

Cztery lata później na mundialu w Meksyku angielska drużyna nie była już taka mocna. W grupie zajęła drugie miejsce za Brazylią, z którą przegrała 0:1, ale po tym meczu „król futbolu” Pele nazwał Banksa najlepszym bramkarzem na świecie, takie na brazylijskim wirtuozie zrobiła wrażenie jedna z interwencji angielskiego golkipera po jego strzale głową. W dwóch pozostałych spotkaniach grupowych, z Rumunią (1:0) i Czechosłowacją (1:0), Banks gola nie wpuścił, ale w spotkaniu ćwierćfinałowym z RFN, w którym Niemcy zrewanżowali się za porażkę w finale MŚ 1966 i wygrali 3:2, już nie zagrał. Dwa lata później zakończył reprezentacyjna karierę w wieku 35 lat (urodził się 30 grudnia 1937 roku w Sheffield).

Wciąż jednak czuł się na siłach grać w zespole Stoke City, niestety – w tym samym 1972 roku wjechał swoim Fordem Mustangiem w ciężarówkę i w wyniku tego wypadku stracił wzrok w jednym oku. Taka wada uniemożliwiła mu kontynuowanie kariery i Banks w pod koniec 1972 roku musiał pożegnać się z wyczynowym futbolem. W angielskiej lidze zaliczył 293 występy w barwach Leicester City i 194 w barwach Stoke City, czyli w sumie 487 meczów.

Znakiem firmowym Banksa była bluza w żółtym kolorze. Takie same zakładali chętnie jego następcy w bramce ekipy „Synów Albionu”, z których klasą dorównał mu chyba tylko Peter Shilton, do dzisiaj rekordzista angielskiej reprezentacji w liczbie występów (125). Banksa podziwiano za oszczędny styl gry – świetnie się ustawiał, miał pewny chwyt i chociaż na sportowych fotografiach zapisano wiele jego efektownych powietrznych parad, w meczach zazwyczaj rzadko posuwał się do takich popisów. Skuteczność w obronie strzałów rywali – temu podporządkowywał wszystkie swoje działania na boisku.
W grudniu 2015 roku u Banksa zdiagnozowano raka jelita. Zmarł 12 lutego 2019 w Stoke-on-Trent.

 

UEFA bogata jak nigdy

Na kongresie UEFA w Rzymie wybrano obecnego przewodniczącego tej organizacji Aleksandra Cefferina na kolejną kadencję. Słoweniec był jedynym kandydatem. Dostał pełne poparcie, bo zapełnia kasę jak nikt przed nim.

Podczas kongresu przedstawiono nowy budżet europejskiej federacji na sezon 2019-2020. Jeśli zostanie w pełni zrealizowany, do kasy UEFA wpłynie rekordowa kwota 5,72 miliardów euro. Oznacza to wzrost w porównaniu z budżetem na sezon 2018-2019 o 48 procent. Wpływy w 57 procentach pochodzić będą z rozgrywek klubowych, a w 43 procentach z Euro 2020, które wyjątkowo zorganizowane zostaną w 12 krajach.

UEFA staje się coraz bogatsza głównie dzięki wpływom ze sprzedaży praw telewizyjnych. Stanowią one 73 procent zysków organizacji. Najwięcej pieniędzy zapewniają rozgrywki Ligi Mistrzów. Po obecnym sezonie UEFA otrzyma środki z nowego kontraktu telewizyjnego, który przysporzy jej 2,85 mld euro. Dla porównania, poprzednia umowa gwarantowała piłkarskiemu molochowi 2,13 mld euro. Wpływy ze sprzedaży praw medialnych do Ligi Europy wzrosną symbolicznie. W sezonie 2017-2018 było to 372 mln euro, a w prognozowanym sezonie 2018-2019 UEFA dostanie z tego tytułu 381 mln euro.

Dobre wyniki finansowe europejskiej federacji piłkarskiej to w głównej mierze zasługa sprawnie działającej maszyny urzędniczej, stworzonej i kierowanej przez Aleksandra Cefferina. Dlatego też 51-letni Słoweniec, z zawodu prawnik, w czwartkowych wyborach na prezesa UEFA nie miał żadnego przeciwnika i był jednym kandydatem na to stanowisko. Podobna sytuacja szykuje się też w FIFA, bo obecny przewodniczący Gianni Infantino jest jedynym kandydatem w wyborach.

 

W Katarze zdrożał alkohol

Od 1 stycznia tego roku ceny alkoholu w Katarze wzrosły o 100 procent. Angielskie media już wyliczają, ile piłkarscy kibice będą musieli zapłacić za zgrzewkę piwa czy butelkę wina podczas mistrzostw świata w 2022 roku.

 

Władze Kataru zdecydował się na drastyczną podwyżkę podatku na alkohol, spełniając tym złożoną obywatelom tego arabskiego kraju pod koniec ubiegłego roku obietnicę, że doprowadzą do wzrostu cen towarów „szkodliwych dla zdrowia”. Jeśli nie zmienią tej decyzji w najbliższych latach, jej skutki odczują też w 2022 roku piłkarscy kibice, którzy przyjadą do Kataru na finały mistrzostw świata. W angielskich mediach natychmiast pojawiły się szczegółowe wyliczenia dotyczące cen wyskokowych trunków. I tak wedle podawanych przez nie wyliczeń za zgrzewkę piwa (24 puszki o pojemności 0,33 l) trzeba będzie zapłacić 384 riale katarskie, czyli w przeliczeniu około 84 funty. W złotówkach daje to kwotę około 400 złotych, a to oznacza, że koszt jednej puszki piwa w naszej narodowej walucie wyniesie ponad 16 złotych.

Równie szokująco prezentują się ceny wina. Najtańsze gatunki wyceniono na 18 funtów za butelkę (około 85 złotych), ale zupełnie absurdalnie z punktu widzenia Europejczyka wyglądają ceny tzw. twardych alkoholi. Dla przykładu – za litrową butelkę ginu futbolowym fanom przyjdzie zapłacić podczas pobytu w Katarze 73 funty, czyli około 350 złotych.
Cena nie będzie jedynym ograniczeniem spożycia alkoholu. Organizatorzy MŚ 2022 już zapowiedzieli, że kibice będą mogli pić alkohol tylko w specjalnie wyznaczonych miejscach (obecnie jest to dozwolone w niektórych hotelach, klubach czy pubach). W Katarze publiczne spożywanie alkoholu jest bowiem prawnie zabronione. Mundial w tym kraju odbędzie się w dniach od 21 listopada do 18 grudnia 2022 roku.

 

Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

Znów afera goni aferę

Fot. Kameruńczyk Issa Hayatou rządził afrykańskim futbolem przez 30 lat

 

 

Kameruńczyk Issa Hayatou, były prezydent Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF), musi zapłacić 24,5 mln euro grzywny za „nadużycie pozycji dominującej przy przyznawaniu praw do transmisji telewizyjnych” z rozgrywek w Afryce.

 

O karze finansowej nałożonej na Hayatou poinformował o tym egipski Urząd ds. Konkurencji, powołując się na wyrok sądu gospodarczego w Kairze. W stolicy Egiptu mieści się siedziba CAF. Hayatou oraz były sekretarz generalny Marokańczyk Hicham El Amrani zostali skazani na grzywny o łącznej wysokości miliarda funtów egipskich (49,5 mln euro) za „złamanie egipskiego prawa dotyczącego ochrony konkurencji” – podano w opublikowanym w środę komunikacie egipskiego urzędu. Sprawa dotyczy przedłużenia w czerwcu 2015 roku umowy między CAF a Lagardere Sports, na mocy której francuska grupa uzyskała wyłączne prawa do transmisji telewizyjnych z różnych rozgrywek na kontynencie, w tym Pucharu Narodów Afryki. Kontrakt ma obowiązywać do 2028 roku i jest obwarowany gwarancją w wysokości miliarda dolarów. Hayatou rzecz jasna nazwał te oskarżenie oszczerstwem i zapowiedział złożenie odwołania od decyzji sądu. „W okresie w którym pełniłem funkcję prezydenta CAF wszystkie podejmowane decyzje były zgodne ze statutem i zawsze w interesie afrykańskiego futbolu” – przekonywał kameruński działacz.

72-letni Hayatou stał na czele CAF przez blisko 30 lat (1988-2017). W 2016 roku, w okresie największego kryzysu wizerunkowego FIFA tymczasowo pełnił funkcję prezydenta tej organizacji, gdy do dymisji został zmuszony Joseph Blatter. W ubiegłym roku Kameruńczyk przegrał jednak z Ahmadem Ahmadem z Madagaskaru wybory na szefa CAF.

To nie jedyny skandal jaki w minionym tygodniu wstrząsnął FIFA. Wiceprzewodniczący Komisji Etycznej Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, Malezyjczyk Sundra Rajoo, podał się do dymisji w związku z ciążącymi na nim podejrzeniami o korupcję. Rajoo został zatrzymany w ubiegłym tygodniu w Malezji przez tamtejsze służby antykorupcyjne, które postawiły mu zarzut, że wykorzystywał swoją pozycję w FIFA do przeprowadzenia defraudacji finansowej dla osobistych korzyści. FIFA dodała, że Rajoo został tymczasowo zawieszony już 21 listopada, natychmiast po pierwszych informacjach o jego zatrzymaniu.
Międzynarodowa Federacja Piłkarska nie otrząsnęła się jeszcze od wielkiej afery, która wybuchła w maju 2015 roku wskutek śledztwa prowadzonego od 2014 przez amerykański wymiar sprawiedliwości. Przed kongresem FIFA w Zurychu aresztowano wtedy siedmiu oficjeli, którzy usłyszeli zarzuty korupcyjne,a w wyniku afery posadę stracili m.in. ówczesny prezydent FIFA Joseph Blatter i sekretarz generalny Jerome Valcke.

 

Skandal w finale Copa Libertadores

Do ogromnego skandalu doszło przed rewanżowym meczem Copa Libertadores między dwoma zespołami z Buenos Aires – River Plate i Boca Juniors.

 

Spotkanie miało być wielkim piłkarskim świętem w Argentynie, ale nie tylko, bo mecz transmitowano do wielu krajów na kilku kontynentach. W pierwszym spotkaniu padł remis 2:2, więc całe Buenos Aires żyło rewanżem. Zainteresowanie kibiców było ogromne. Ostatni przed meczem trening piłkarzy Boca Juniors obejrzało ponad 50 tysięcy fanów zespołu.

Niestety, wszystko popsuła grupa bandziorów podszywających się pod klubowe barwy River Plate, która zaatakowała na ulicach miasta zmierzający na stadion autokar z piłkarzami Boca. Pojazd obrzucono kamieniami i butelkami, wybijając w nim niemal wszystkie szyby. Rozbite raniło wielu piłkarzy, wśród nich byli m.in. Carlos Tevez, Pablo Perez, Gonzalo Lamardo, Nahitan Nandes, Dario Benedetto, Mauro Zarate, Ramon Abila i Agustin Almendra. Do wnętrza pojazdu wrzucono też pojemniki z gazem pieprzowym. Kilku zawodników trzeba było odesłać do szpitala, bo mieli drobne rany lub kłopoty z podrażnionymi gazem oczami.

Działacze południowoamerykańskiej konfederacja piłki nożnej (CONMEBOL) uznali jednak, że nic wielkiego się nie wydarzyło i nakazali rozegranie meczu. Naciskał na to również przewodniczący FIFA Gianni Infantino. Piłkarze Boca Juniors odmówili jednak wyjścia na boisko i nie złamały ich nawet groźby walkowera. Gracze River Plate na znak solidarności też odmówili jakiejkolwiek współpracy. Spotkanie zostało przesunięte na 19:15 lokalnego czasu (23:15 w Polsce), ostatecznie jednak w sobotę mecz na Estadio Monumental nie został rozegrany i przeniesiono go na dzień następny. Miał się rozpocząć późnym wieczorem polskiego czasu.