Kara dla dyrektora

Były dyrektor finansowy FIFA Niemiec Markus Kattner został przez Komisję Etyczną światowej federacji zawieszony na 10 lat za popełnione nadużycia. Musi też zapłacić grzywnę w wysokości miliona franków szwajcarskich.

Kattner został oskarżany o nadużywanie stanowiska oraz konflikt interesów. Dochodzenie przeciwko niemu wszczęto we wrześniu 2016 roku. „Izba arbitrażowa niezależnej Komisji Etyki uznała Markusa Kattnera, byłego zastępcę sekretarza generalnego FIFA oraz pełniącego obowiązki sekretarza generalnego, winnym nadużycia swojego stanowiska. Dochodzenie obejmowało różne zarzuty dotyczące wypłat premii w związku z zawodami FIFA, które zostały wypłacone najwyższym urzędnikom zarządzającym FIFA (w tym panu Kattnerowi), różne poprawki i przedłużenia umów o pracę, zwrot prywatnych kosztów prawnych oraz obowiązki pana Kattnera jako urzędnika” – podała w miniony wtorek FIFA.
49-letni obecnie Kattner podczas prezydentury Josepha Blattera przez 13 lat nadzorował finanse FIFA (2003-2016). Został zwolniony z posady w maju 2016 roku i podzielił los swoich bezpośrednich przełożonych – Josepha Blattera oraz Jerome’a Valcke’a.

Nowelizacja przepisów

Od minionego poniedziałku obowiązują zmiany w przepisach gry w piłkę nożną, dokonane przez jedyną upoważnioną do tego agendę FIFA – International Football Association Board (IFAB). Nie są to rewolucyjne modyfikacje.

Jedna ze zmian dotyczy sytuacji, w której potrzebna jest wymiana wadliwej piłki. Dotychczas piłka po wymianie trafiała w to samo miejsce, w którym zgłoszona została jej wada. Teraz po zgłoszeniu uszkodzenia piłki arbiter będzie wznawiał grę rzutem sędziowskim. Kolejna zmiana dotyczy sprzętu, głównie chodzi tu o urządzenia pomiarowe, dzięki którym trenerzy mają więcej danych o zawodnikach. Urządzenia pomiarowe muszą od dziś spełniać normy IMS lub FIFA Quality.
Bardziej istotne zmiany dotyczą zagrania ręką. Jeśli piłkarz dotknie przypadkowo piłkę ręką w akcji ofensywnej, to akcja nie będzie przez sędziego przerywana. Wyjątkami są sytuacje, w których przypadkowe dotknięcie ręką piłki następuje tuż przed golem lub obiecująco rozwijającą się akcją ofensywną. Na przykład – jeśli piłkarz dotknie przypadkowo piłki ręką i potem zagra ją do kolegi z zespołu, a on niezwłocznie strzeli gola, to trafienie nie zostanie uznane, a gra zostanie wznowiona od rzutu wolnego. Lecz jeśli w takie samej sytuacji kolega wymieni z kim podania lub wykona drybling, to wówczas arbiter nie przerwie gry.
Warto wspomnieć o też o karaniu podwójnych dotknięć piłki przy stałych fragmentach gry. Regulamin mówi o obowiązku ukarania bramkarza, który wznowi grę i po raz drugi dotknie piłki (przed tym, jak zrobi to jego kolega z drużyny, lub rywal). Na przykład – bramkarz rozpoczynają akcję ze swojego pola karnego może wykopnąć piłkę za słabo, albo popełnić jakiś błąd i nieumyślnie zagrać ją w kierunku gracza drużyny przeciwnej, wtedy by się ratować może pobiec do piłki i ponownie ją kopnąć. Ale jeśli takie zagranie przeszkodzi rywalom w strzeleniu gola lub choćby tylko przerwie obiecujący atak, wówczas sędzia powinien pokazać bramkarzowi żółtą lub czerwoną kartkę.

Boniek stawia się FIFA

Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) zaakceptowała propozycję FIFA tymczasowej zmiany przepisów gry w piłkę nożną umożliwiającej dokonywanie pięciu zmian w oficjalnych meczach. Modyfikacja ma obowiązywać tylko do końca tego roku i, niestety, jest dobrowolna. U nas nie spodobała się prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi, więc nie zostanie wprowadzona.

W związku z kryzysem wywołanym koronawirusem oraz spowodowanymi przez obostrzenia wprowadzone przez rządy w celu opanowania pandemii, uległy zburzeniu terminarze tegorocznych rozgrywek. Niektóre ligi, jak francuska, belgijska i holenderska, postanowiły zakończyć przerwany w marcu sezon, ale w Niemczech zamierzają wznowić rozgrywki od 16 maja. Także w Polsce trwają już przygotowania do restartu rozgrywek. Do rozegrania pozostało mnóstwo spotkań, a czasu jest niewiele. Piłkarze nie zakosztują w tym roku wakacji między sezonami i będą musieli zasuwać niemal bez przerwy aż do grudnia. I właśnie obawy o skutki tej eksploatacji skłoniły działaczy FIFA, z jej szefem Giannim Infantino na czele, do wprowadzenia większej liczby zmian w meczach. Zgodę na tymczasową, bo tylko do końca 2020 roku, modyfikację przepisu wydała Międzynarodowa Rada Futbolu (IFAB), która ustala i nadzoruje przepisy gry w piłkę nożną. Na dodatek zastosowano tu zasadę dobrowolności, czyli nowy przepis mogą wykorzystać tylko ci, którzy chcą, a decydować mają o tym organizatorzy rozgrywek w każdym kraju.
Nie jest to złe rozwiązanie i warto zastanowić się nie tylko nad pozostawieniem tego przepisu na stałe, ale może nawet nad zwiększeniem limitu zmian. Pandemia zrujnowała przecież nie tylko terminarz piłkarski, lecz także finanse klubów i federacji. A nikt na dobrą sprawę jeszcze nie wie, jak długo ten kryzys potrwa i czy w ogóle uda się wrócić do realiów panujących przed atakiem koronawirusa. Dlatego warto rozważyć bardziej ekonomiczne warianty wykorzystywania piłkarzy znajdujących się w kadrach zespołów ligowych i reprezentacyjnych. Bo czy naprawdę dla widzów piłkarskich widowisk liczba zmian ma jakieś znaczenie? Jak się tak nad tym głębiej zastanowić, to chyba jedyną przeszkodą w ich zaakceptowaniu jest nasze przyzwyczajenie. Wiadomo, to niby druga natura człowieka, ale jeśli przełamiemy ten wewnętrzny opór, zaczniemy dostrzegać w większej liczbie zmian nowe możliwości uatrakcyjnienia gry w piłkę nożną. Jeśli w kadrze meczowej trenerzy mają do dyspozycji 23 zawodników, a w meczu mogą wykorzystać maksymalnie 14, to dziewięciu pozostałych zalicza co tydzień „pusty przebieg”. Wśród rzeszy rezerwowych są przecież gracze, którzy czasem przez cały sezon ani razu nie pojawiają się na boisku. To nic innego jak marnotrawstwo pieniędzy, bo przecież ci piłkarze pobierają wynagrodzenie, bywa, że nawet całkiem spore, bo wśród grzejących ławy zawodników trafiają się nawet kupieni za dziesiątki milionów euro. A zatem zamiast krytykować FIFA i IFAB za „łamanie tradycji”, lepiej skorzystać z okazji i sprawdzić jakie możliwości w zarządzaniu zespołem daje trenerowi zwiększenie limitu zmian.
Niestety, wygląda na to, że w Polsce szkoleniowcy z tej możliwości nie skorzystają, bo inicjatywa FIFA nie spodobała się prezesowi PZPN. Zbigniew Boniek mógł ją oprotestować w bezpośredniej rozmowie z przewodniczącym światowej federacji Giannim Infantino, z którym się przecież od lat dobrze zna, ale z jakiegoś powodu wolał to zrobić publicznie – najpierw za pośrednictwem Twittera, a potem w wypowiedziach dla polskich i włoskich mediów. „Nie wprowadzimy tego do polskiego futbolu. Osoby, które podjęły decyzję o takiej zmianie, nie wiedzą chyba jak wygląda mecz piłkarski. To presja z zewnątrz spowodowała takie populistyczne ruchy” – stwierdził Boniek na łamach gazety „Tutto Mercato”. I tak wyjaśnił, dlaczego jest przeciwny: „W 1982 roku w mistrzostwach świata w ciągu miesiąca zagraliśmy siedem spotkań. To były mecze w pełnym słońcu, na najwyższym poziomie, co trzy dni. Wtedy mieliśmy do dyspozycji tylko dwie zmiany, a teraz się wiele zmieniło. Treningi są bardziej zaawansowane, są inne możliwości. Musimy pamiętać o tym, że w futbolu wygrywają zawsze ci, co są lepiej przygotowani, sprawniejsi i biegają więcej. A ta decyzja sprawia, że to będzie miało mniejsze znaczenie”. No cóż, byłby to może i miażdżący argument, ale wystarczy obejrzeć powtórki meczów z tamtego mundialu, żeby jednak przyznać rację FIFA i IFAB.

Bank uwikłany w korupcję FIFA

Izraelski Bank Hapoalim B.M. ma zapłacić ponad 30 milionów dolarów amerykańskich kary za pranie „brudnych pieniędzy” w ujawnionej w 2015 roku tzw. aferze korupcyjnej FIFA.

Wedle informacji ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości USA, Bank Hapoalim B.M. oraz jego szwajcarska filia przyznały się do „wyprania” ponad 20 mln USD. Pieniądze te pochodziły z łapówek przyjętych przez działaczy z najwyższych kręgów światowej federacji piłkarskiej w zamian za ich przychylność przy wyborze nabywców praw marketingowych i telewizyjnych do wielkich imprez. Kierownictwo izraelskiego banku przyznało, że jego pracownicy zgodzili się przyjęcie i obracali tymi kwotami między grudniem 2010 a lutym 2015 roku. Kontynuowali ten proceder nawet wówczas, gdy został już ujawniony. „Przez prawie pięć lat pracownicy Banku Hapoalim B.M. wykorzystywali finansową strukturę w Stanach Zjednoczonych, aby „wyprać” przy jej pomocy dziesiątki milionów dolarów z łapówek dla skorumpowanych piłkarskich urzędników w różnych krajach” – potwierdził ustalenia cytowany w oświadczeniu Departamentu Sprawiedliwości asystent prokuratora generalnego Brian A. Benczkowski.
Przeciwko bankowi wytoczono też osobne postępowanie. Jak podał szwajcarski serwis cash.ch, powodem było zatajenie przed fiskusem łącznie ok. 7,6 miliarda dolarów zdeponowanych przez amerykańskich obywateli, dzięki czemu nie musieli oni płacić podatków. Za tę działalność Hapoalim B.M. będzie musiał zapłacić aż 875 milionów dolarów kary.
Afera FIFA ciągnie się od maja 2015 roku, kiedy to w hotelu w Zurychu zatrzymano grupę prominentnych działaczy FIFA z Ameryki Południowej, którym zarzucono działania korupcyjne. Udowodniono im przyjmowanie korzyści finansowych w zamian za głosowanie m.in. na gospodarzy turniejów czy podpisywanie umów z nabywcami praw telewizyjnych i marketingowych. W rezultacie skandalu ze stanowiska przewodniczącego FIFA musiał ustąpić Joseph Blatter, a po nim wielu innych prominentnych działaczy piłkarskiej centrali.

FIFA chce więcej zmian

Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) rozważ wprowadzenie tymczasowo w oficjalnych meczach pięciu zmian w regulaminowym czasie gry, zamiast trzech możliwych obecnie.

Większa liczba zmian to reakcja na ostrzeżenia lekarzy sportowych, którzy obawiają się gwałtownego wzrostu liczby kontuzji po wznowieniu przerwanych przez pandemię Covid-19 rozgrywek. Piłkarze od wielu tygodni trenują jedynie indywidualnie w domach, a jeśli rozgrywki zostaną wznowione, będą mieli bardzo mało czasu na wypracowanie odpowiedniej formy, co może zwiększyć ich podatność na urazy.
Propozycję FIFA musi zaakceptować nadzorująca przepisy piłki nożnej IFAB. Nowy przepis ma obowiązywać we wszystkich rozgrywkach, zarówno w tym sezonie, jak i w turniejach, które zakończą w połowie przyszłego roku, a być może zostanie przedłużony nawet do końca 2021. To oznacza, że jeśli zostanie wprowadzony, to na przełożonych z powodu pandemii przyszłorocznych mistrzostwach Europy oraz w Copa America trenerzy będą mogli dokonywać w meczu pięciu zmian.

Wielka awantura w Eredivisie

Holenderska federacja piłkarska (KNVB) radykalnie zareagowała na decyzję rządu, który dekretem premiera Marka Rutte zakazał do 1 września organizacji imprez masowych, w tym wszelkich rozgrywek sportowych. KNVB już następnego dnia ogłosił, w światowym futbolu od wybuchu pandemii koronawirusa.

W historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Holandii to pierwszy przypadek niewyłonienia mistrza kraju od zakończenia II Wojny Światowej. Rywalizację w Eredivisie przerwano na początku marca po rozegraniu części spotkań 26. kolejki. W tym momencie liderem był Ajax Amsterdam, który lepszym bilansem bramkowym wyprzedzał AZ Alkmaar, zaś oba zespoły miały w dorobku po 56 punktów. Trzecią lokatę zajmował Feyenoord Rotterdam z 50 punktami na koncie. Dwa czołowe zespoły holenderskiej ekstraklasy uzyskują prawo gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a trzy kolejne w kwalifikacjach Ligi Europy.
Po anulowaniu wyników sezonu działacze KNVB przy zielonym stoliku postanowili, że przy rozdziale miejsc w europejskich pucharach przesądzą lokaty zespołów zajmowane po 26. kolejce. Ajax i AZ Alkmaar będą więc w nowym sezonie bić się o awans do fazy grupowej Champions League, zaś w mniej prestiżowej Lidze Europy o to samo powalczą Feyenoord, PSV Eindhoven i Willem II Tilburg. Ale największymu wygranymi po anulowaniu wyników sezonu są jednak zespoły Waalwijk i Den Haag, które w chwili przerwania rozgrywek zajmowały miejsca spadkowe, lecz ostatecznie nie zostaną zdegradowane, bowiem władze KNVB zadecydowały, że skoro sezon został anulowany, to także nie obowiązuje zasada spadków i awansów.To wybitnie niekorzystna decyzja dla zespołów z niższej ligi, które miały szansę wywalczyć promocję do Eredivisie.
Decyzja KNVB o podziale miejsc w europejskich pucharach także wzbudziła ogromne emocje. Decyzję pochwalili szefowie Ajaksu, co nie dziwi, bo chociaż drużyna z Amsterdamu formalnie nie zdobyła swojego 35. mistrzowskiego tytułu, to jednak dostała miejsce w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. „Jako piłkarz zawsze grasz o wygranie mistrzostwa, ale chcesz to zrobić na boisku. Niemal cały sezon byliśmy na pierwszym miejscu, więc szkoda, że nie udało się przypieczętować tego mistrzostwem. W obliczu obecnych wydarzeń, w pełni akceptujemy jednak tę decyzję. W życiu są o wiele ważniejsze sprawy niż piłka nożna, choć jako piłkarz zawsze masz ambicję, aby zostać mistrzem” – stwierdził dyrektor generalny Ajaksu Edwin van der Sar, znakomity przed laty holenderski bramkarz.
Nie wszystkie kluby w Holandii pochwalają decyzje rządu i KNVB. Swój sprzeciw już zapowiedział FC Utrecht, którego drużyna nie została uwzględniona w podziale miejsc w Lidze Europy, ale miała na to realne szanse, bowiem czekał ją jeszcze występ w finale Pucharu Holandii z Feyenoordem, a ewentualna wygrana w tym meczu dawała jej prawo gry w kwalifikacjach Ligi Europy. Co więcej, FC Utrecht tracił w tabeli jedynie trzy punkty do Willem II Tilburg, a miał jeszcze zaległy mecz do rozegrania. „FC Utrecht nie akceptuje decyzji władz ligi o rozdziale miejsc w europejskich pucharach. Klub nie będzie wahał się podważyć tej decyzji przed odpowiednimi organami, w tym trybunałem sportowym i organami UEFA. Niedopuszczalne jest to, by rozgrywki Pucharu Holandii zostały pominięte, gdy do rozegrania pozostał jeden mecz. Mając na uwadze również tabelę ligową, mamy do rozegrania zaległy mecz, a ewentualna wygrana pozwoliłaby nam przeskoczyć Willem. Decyzja o przyznaniu miejsc nie jest potwierdzona żadnymi względami sportowymi. FC Utrecht jest przekonany, że ma prawo do miejsca w Lidze Europy, zważając na nierozegrany finał i sytuację w tabeli” – napisano w oficjalnym komunikacie zamieszczony na oficjalnej stronie internetowej klubu.
Nie mniej zbulwersowani decyzją KNVB są działacze klubu Cambuur, lidera holenderskiej II ligi (Eerste Divisie), któremu przepadł niemal pewny awans. „Budujemy nowy stadion i pieniądze z tytułu awansu i gry w Eredivisie byłyby dla nas bardzo pomocne. Byliśmy liderami od połowy października i zasłużyliśmy na awans. Odebranie nam tej nagrody za dobrą grę uważamy za wielką hańbę dla holenderskiego futbolu” – powiedział trener drużyny Cambuur Henk de Jong.
Te pierwsze kłótnie, które już trwają w Holandii, to ostrzeżenie dla innych federacji. Mimo nacisków UEFA i FIFA, żeby kończyć rozgrywki na boisku, nie we wszystkich krajach jest na to powszechne przyzwolenie. W Hiszpanii coraz większą niechęć do powrotu na boiska manifestują piłkarze Primera Division, podobne głosy zaczynają pojawiać się też we Włoszech i Anglii.

48 godzin sport

MKOl nieprzesadnie hojny
Międzynarodowy Komitet Olimpijski poinformował, że wypłaci krajowym komitetom dodatkowo 10,3 miliona dolarów w związku z przełożeniem igrzysk w Tokio. Zezwolił im także na wydłużenie kadencji i przeprowadzenie wyborów po imprezie w stolicy Japonii. Dodatkowe pieniądze mają zrekompensować krajowym komitetom straty poniesione przez nie w związku z przełożeniem zmagań w Tokio. Cała suma przekazana przez MKOl krajowym komitetom biorącym udział w igrzyskach wzrosła tym samym do 57 mln USD. Już wcześniej MKOl ogłosił, że przekaże 15 mln dol. na stypendia, które umożliwią 1600 sportowcom ze 185 krajów przygotowanie się do igrzysk. Jak zaznaczono, wypłata tych świadczeń została przedłużona do 2021 roku.

FIFA rozdaje drobne
Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) poinformowała, że już teraz wypłaci łącznie 150 milionów dolarów 211 krajowym federacjom. To pierwszy etap planu, który ma pomóc zneutralizować skutki ekonomiczne pandemii koronawirusa. Jak podano, każda z krajowych federacji otrzyma w najbliższych dniach po 500 tysięcy dolarów, a także wszelkie pozostałe należności za 2019 i 2020 rok.

Rasmussen wraca do Polski
Duńczyk Kim Rasmussen, były selekcjoner kobiecej reprezentacji Polski w piłce ręcznej, od nowego sezonu będzie prowadził drużynę mistrzyń Polski MKS PerłA Lublin. Zastąpi na posadzie trenera Roberta Lisa, który był szkoleniowcem lubelskiej drużyny od lipca 2017 roku. W latach 2010-2016 Rasmussen był trenerem reprezentacji Polski piłkarek ręcznych. Z naszymi szczypiornistkami dwukrotnie wywalczył czwarte miejsce na mistrzostwach świata. Po wyjeździe z Polski Duńczyk pracował w CSM Bukareszt, z którym triumfował w Lidze Mistrzyń, a następnie prowadził kobiecą reprezentację Węgier. W zakończonym przedwcześnie z powodu pandemii koronawirusa sezonie lubelska ekipa zdobyła swoje 22. mistrzostwo kraju, ale na arenie międzynarodowej nie osiągnęła satysfakcjonujących wyników. W Lidze Mistrzyń przegrała w fazie grupowej wszystkie spotkania, a w Pucharze EHF zdobyła zaledwie jeden punkt.

Kalendarz FIS na nowy sezon
Zawody w Wiśle i Zakopanem znalazły się w kalendarzu imprez w skokach narciarskich na nowy sezon opracowanym przez Międzynarodową Federację Narciarską (FIS). Mimo pandemii koronawirusa Letnia Grand Prix nie została odwołana, jak spekulowano. Wisła zorganizuje zawody w tym cyklu 22 i 23 sierpnia, a ponadto 12 i 13 września konkursy Pucharu Kontynentalnego. Natomiast w sezonie zimowym już po raz czwarty z rzędu w Wiśle zainaugurowane zostaną zmagania w Pucharze Świata. Zawody odbędą się 21 i 22 listopada, natomiast 16 i 17 stycznia przyszłego roku skoczkowie rywalizować będą w konkursach PŚ w Zakopanem. Odwołane z powodu koronawirusa mistrzostwa świata w lotach w Planicy odbędą się w dniach 11-13 grudnia tego roku.

Mike Tyson wraca do ringu
Mike Tyson zakończył karierę w 2005 roku po przegranym pojedynku z Kevinem McBride’m. W miniony weekend 53-letni obecnie „Żelazny Mike” ogłosił, że po 15 latach przerwy zamierza wrócić do boksowania. Swoje plany zdradził w rozmowie z raperem T.I., opublikowanej na Instagramie. Były mistrz świata wagi ciężkiej wznowił treningi, a gdy osiągnie już odpowiednią formę fizyczną, chce stoczyć kilka walk pokazowych na cele charytatywne, z których dochody mają zostać przeznaczone na pomoc dla ludzi bezdomnych lub uzależnionych od narkotyków.

Piłkarz Ligue 1 z wirusem
Zawodnik Montpellier Junior Sambia trafił do szpitala z objawami podobnymi do COVID-19 w poniedziałek. Trzy dni później trafił na odział intensywnej terapii. Francuski klub nie potwierdził informacji o zakażeniu. Podał jedynie lakoniczny komunikat, w którym poinformował, że jeden z piłkarzy drużyny znajduje się w szpitalu. Media we Francji twierdzą jednak, że jest to pierwszy potwierdzony przypadek zakażenia koronawirusem w Ligue 1. Wcześniej o zakażeniu jednego z graczy informował drugoligowy Troyes.

Białorusini jednak bastują
Liga białoruska od blisko miesiąca była jedyną, która kontynuowała rywalizację mimo pandemii koronawirusa. Na niewiele zdawały się głosy z zagranicy i opinie lokalnych autorytetów (m.in. Siergieja Rutenki), władze ani myślały o zawieszeniu rozgrywek. Dopiero gdy liczba chorych zbliżyła się do 10 tys., Białorusini odpuścili. Mistrzostwo po raz kolejny z rzędu zdobył Mieszkow Brześć, który i tak zdobyłby tytuł, bo miał gigantyczną przewagę nad drugim w tabeli SKA Mińsk. Wciąż trwają natomiast rozgrywki w lidze piłkarskiej.

Zmiana trenera fińskiej kadry
W miniony piątek fińska federacja narciarska poinformowała, że nowym trenerem kadry tego kraju w skokach narciarskich został Janne Vaatainen. 45-letni szkoleniowiec piastował już tę posadę w latach 2008-2010, a następnie przeniósł się do Japonii, gdzie do marca ubiegłego roku pracował w klubie Suchiya Home Ski, a jego podopiecznymi byli m.in. Noriaki Kasai i Ryoyu Kobayashi. Vaatainen w fińskiej kadrze zastąpił Lauriego Hakolę, który teraz będzie jego asystentem.

Sa Pinto podejrzany o korupcję
Znany w Polsce z pracy w Legii Warszawa (2018-2019) Ricardo Sa Pinto wpadł w poważne tarapaty. 47-letni Portugalski trener znalazł się w gronie 15 osób, którym postawiono zarzut ustawienia wyniku meczu w celu uzyskania korzyści w zakładach bukmacherskich. Chodzi o spotkanie rozegrane 4 lutego 2015 roku pomiędzy Olympiakosem Pireus a Atromitosem Ateny, którego trenerem był wówczas Sa Pinto. Gospodarze wygrali 2:1. Obu zespołom grożą karna degradacja o jedną klasę rozgrywkową i sankcje finansowe do 3 mln euro. Natomiast wspomnianej grupie 15 oskarżonych osób grozi wieloletnie wykluczenie z wszelkiej działalności w piłkarskich strukturach.

Jeszcze za mało dostali po kieszeni

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła w futbol, ale widocznie jeszcze nie na tyle, żeby zmienić fatalne przyzwyczajenia. Jeszcze nie wznowiono zawieszonych rozgrywek, w klubach zwalniają masowo pracowników, ale zarazem już podejmowane są pierwsze przymiarki do letniego okna transferowego.

Chyba musimy przywyknąć do przygnębiających wiadomości związanych z pandemią koronawirusa. I raczej ich nie ignorować, zwłaszcza gdy jako źródło podawana jest Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). A właśnie z tej organizacji zaczynają przenikać do opinii publicznej opinie, że skutki pandemii świat będzie odczuwał przez półtora roku, co oznacza, że prawdopodobnie przyszłoroczne mistrzostwa Europy w piłce nożnej oraz letnie igrzyska olimpijskie w Tokio będą musiały zostać przeprowadzone bez udziału publiczności. A skoro taką decyzję zakłada się w przypadku imprez planowanych w czerwcu i lipcu 2021 roku, to znaczy, że do tego czasu wszystkie imprezy sportowe także będą musiały obywać się bez kibiców. To nieciekawa perspektywa, zwłaszcza dla najpopularniejszych sportów zespołowych, jak piłka nożna, koszykówka czy siatkówka
W ostatnich dniach pojawiały się w wypowiedziach wielu ekspertów sugestie, że nawet jeśli sportowcy wrócą do rywalizacji latem tego roku, to kibice nie wrócą z nimi na trybuny nie tylko w tym półroczu, lecz także na jesieni. Prognoza, iż zakaz wstępu na stadiony może zostać wydłużony na cały przyszły rok, to opinia z ostatnich dni. Wirusolodzy z WHO twierdzą, że imprezy masowe to „ostatnia rzecz, którą będzie można poluzować, i to wcale nie za pół roku, lecz najwcześniej jesienią 2021 roku”.
Ludzi zarządzających futbolem taka perspektywa na razie najwyraźniej nie przeraża. Wszyscy w tej chwili skupiają się na możliwie jak najszybszym wznowieniu rozgrywek, żeby dostać pieniądze od nadawców telewizyjnych i sponsorów. Hasłem przewodnim jest uniknięcie bankructwa klubów i krajowych federacji.
Nie przeszkadza to jednak animatorom futbolowego biznesu snuć planów transferowych, w których padają zawrotne wręcz kwoty. Jakby nie był to czas zarazy i nadciągającego krachu gospodarczego. Szczytem bezczelności jest zachowanie choćby prezydenta Tottenhamu Hotspur Daniela Levy’ego, który w tych dniach łaskawie wyraził zgodę przejście Harry’ego Kane’a do Manchesteru United już w letnim okienku transferowym. Problem w tym, że szef londyńskiego klubu żąda za swojego najskuteczniejszego napastnika rekordowe 225 milionów euro. Co prawda nie wydaje się możliwe, żeby właściciele „Czerwonych Diabłów” przystali na taką kwotę, lecz gdyby jednak zgłupieli ko0mpletnie i takie gigantyczne pieniądze zapłacili za reprezentanta Anglii, uczyniliby go najdroższym piłkarzem nie tylko na Wyspach Brytyjskich, ale także na świecie. W tej chwili ten tytuł dzierży Brazylijczyk Neymar, za którego Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro. Kane to bez wątpienia świetny napastnik, chociaż dość podatny na kontuzje. W tym sezonie z powodu urazu stracił kilka tygodni gry, przez co zdołał zaliczyć w barwach „Spurs” tylko 25 występów we wszystkich rozgrywkach, w których strzelił 17 goli i dorzucił dwie asysty. Fachowe portale szacują jego aktualną rynkową wartość na kwotę 150 mln euro, która i tak wydaje się mocno zawyżona.
FIFA nie zamierza blokować tego typu chorych inicjatyw. Wręcz przeciwnie – planuje wprowadzenie trzeciego w roku okna transferowego – jesiennego. Piłkarscy działacze tłumaczą, że będzie ono potrzebne tym piłkarzom, którym kończyły się kontrakty z końcem czerwca tego roku, a zgodzą się zostać w dotychczasowych zespołach żeby dokończyć z nimi przesunięte na lipiec i sierpień rozgrywki.
Tak naprawdę to jednak tylko kolejny ukłon pod adresem piłkarskich agentów, którzy będą chcieli na tym bałaganie podwójnie zarobić, bo najpierw wycisną pieniądze za przedłużenie umów, a kilka tygodni później w majestacie prawa będą mogli swoich podopiecznych oferować innym pracodawcom.
Ruch w interesie będzie więc duży, ale wedle przewidywań ekspertów spadną ceny za piłkarzy oraz oferowane im wynagrodzenia. Latem w ofercie pojawi się wielu znanych graczy, a wyceniając ich wedle aktualnych cen, najdroższa „11” wygląda tak: W. Benitez (Nice) – T. Meunier (PSG), T. Kouassi (PSG), J. Vertonghen (Tottenham), L. Kurzawa (PSG) – Willian (Chelsea), D. Silva (Man City), C. Aranguiz (Bayer Leverkusen), F. Fraser (Bournemouth) – E. Cavani (PSG), D. Mertens (Napoli).

IFAB proponuje nowe przywileje dla bramkarzy

Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) przygotowała nowy pakiet zmian w przepisach gry w piłkę nożną. Po zatwierdzeniu ich przez FIFA mają zacząć obowiązywać już od nowego sezonu. Najwięcej na tych zmianach skorzystają bramkarze, którym futbolowi mędrcy z International Football Association Board dodali kilka dodatkowych argumentów w ich nierównej rywalizacji z wykonawcami rzutów karnych.

Działająca od 1882 roku International Football Association Board (IFAB) zajmuje się tworzeniem i nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną. W jej skład wchodzi czterech przedstawicieli FIFA oraz po jednym piłkarskich federacji Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii. Rada zbiera się dwa razy w roku. Po ostatniej naradzie wprowadziła kilka istotnych zmian, które zaczną obowiązywać już od nowego sezonu.
Pierwsza z modyfikacji dotyczy zasad korzystania przez sędziów z systemu wideoweryfikacji VAR. Wedle nowych zasad arbitrzy w przypadku konieczności podjęcia subiektywnej decyzji będą musieli każdą sporną sytuację boiskową obejrzeć na monitorze, ale telewidzowie nie będą już mieli podglądu jak konsultują się z sędziami obsługującymi VAR.
Inna z wprowadzonych zmian dotyczy kontrowersyjnych zagrań piłki ręką w polu karnym. Zdecydowano, że rzuty karne będą dyktowane tylko w przypadku, gdy zawodnik, odbijając piłkę ręką, odbierze rywalom zdobytą już przez nich znaczącą korzyść w ofensywie. Ale od nowego sezonu „jedenastki” nie będą dyktowane za uderzenie piłki w ramię. Piłka musi uderzyć w rękę okolice bliżej łokcia.
Kolejna zmiana dotyczy oceny przez sędziów zachowania bramkarzy na linii pola karnego podczas obrony rzutów karnych. Jeśli golkiper złamie przepisy, a strzał rywala okaże się niecelny, to nie będzie powtórki „jedenastki”. Sędzia może nakazać jej powtórzenie tylko w przypadkach ewidentnego przeszkodzenia przeciwnikowi. Ponadto gdy strzelec i bramkarz równolegle nagną przepisy, to sędzia skutki będzie oceniał na korzyść bramkarza. Kolejny z wprowadzonych przywilejów będzie wręcz prorokował golkiperów do naginania reguł, bowiem w przypadku ich złamania arbitrzy najpierw muszą im udzielić reprymendy słownej, a dopiero w przypadku recydywy sięgnąć po żółtą kartkę. I co istotne, owe żółte kartki w przypadku rozstrzygania wyniku spotkań w konkursie rzutów karnych niczym nie grożą, bo ewentualna druga żółta kartka nie będzie już automatycznie równoznaczna z czerwoną i karą wyrzucenia z boiska. Bramkarz będzie mógł bronić dalej nawet z dwoma „żółtkami” na koncie.
Czy te nowe regulacje okażą się korzystne dla przebiegu piłkarskich widowisk, przekonamy się dopiero jak zaczną obowiązywać.

FIFA uczciła 70. urodziny Laty

W środę 8 kwietnia Grzegorz Lato obchodził 70. urodziny. Z tej okazji znakomitego piłkarza, jedynego polskiego króla strzelców mistrzostw świata, uczciła też FIFA, która zamieściła na Twitterze stosowne życzenia okraszone zapisem wideo wszystkich jego goli z MŚ 1974.

Nie ulega wątpliwości, że Grzegorz Lato jest jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego futbolu. W biało-czerwonych barwach zaliczył 100 występów i strzelił 45 goli. Lepszym bramkowym dorobkiem od niego mogą pochwalić się jedynie Włodzimierz Lubański (48) i Robert Lewandowski (61). Debiut w narodowej drużynie zaliczył za trenerskiej kadencji Kazimierza Górskiego 10 października 1971, w przegranym 1:3 meczu z RFN, po raz ostatni zagrał w niej 17 kwietnia 1984 w towarzyskim spotkaniu z Belgią (0:1). W 1972 jako 22-letni zawodnik znalazł się w kadrze Górskiego na turniej olimpijski w Monachium, w którym Polacy zdobyli złoty medal, ale zagrał w tej imprezie tylko jeden mecz, z Danią. Dwa lata później na mistrzostwach świata w Niemczech był już jednak filarem ekipy biało-czerwonych. Wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach i strzelił siedem goli, co dało mu tytuł króla strzelców turnieju. Nadal jest jedynym polskim piłkarzem, który dokonał tej sztuki.
I właśnie ten jego wyczyn przypomniała FIFA składając mu urodzinowe życzenia. Przypomnijmy, że na niemieckich stadionach Lato strzelił po dwie bramki w meczach z Argentyną (3:2) i Haiti (7:0) oraz po jednej ze Szwecją (1:0), Jugosławią (2:1) i w meczu o 3. miejsce z Brazylią (1:0). „Na tym turnieju był nie do powstrzymania. Maszyna. Dołącz do nas i złóż życzenia urodzinowe polskiej legendzie, przeżywając raz jeszcze gole, które uczyniły go królem strzelców MŚ 1974” – napisano na oficjalnym koncie FIFA na Twitterze.
Lato był też kluczowym graczem kadry Górskiego podczas igrzysk 1976 roku w Montrealu (Polska zdobyła tam srebro), pierwszoplanowe role w naszej drużynie odegrał też w mistrzostwach świata w 1978 roku w Argentynie (Polska zajęła tam miejsca 5-6) oraz cztery lata później w Hiszpanii, gdzie biało-czerwoni po raz drugi w historii wywalczyli trzecią lokatę. W sumie w trzech występach na mistrzostwach świata rozegrał 20 meczów i zdobył w nich 10 bramek, a jeśli dodamy do tego dwa brązowe medale światowego czempionatu oraz złoto i srebro olimpijskie, to jako piłkarz Lato jest najbardziej utytułowanym polskim graczem w historii. I prawdę mówiąc w pełni zasłużył na miano „Piłkarza 100-lecia PZPN”, lecz jak wiadomo takiego tytułu podczas ubiegłorocznych obchodów jubileuszowych nie przyznano, zastępując nagrodę dla jednego gracza wyróżnieniami dla „Jedenastki stulecia”.
Dokonania Laty w klubowych zespołach też były nietuzinkowe. W Polsce grał w Stali Mielec, w barwach której zaliczył 295 występów, strzelił 112 goli, zdobył dwa tytuły mistrza Polski dwukrotnie został królem strzelców ekstraklasy. Latem 1980 roku dostał zgodę ówczesnych władz na wyjazd za granicę i podpisał kontrakt z belgijskim Lokeren, następnie przez kolejne dwa sezony występował w Meksyku, w zespole Atlanta FC, z którym w 1983 roku wywalczył Puchar Mistrzów CONCACAF. Od 1984 do 1991 roku przebywał w Kanadzie, gdzie amatorsko kopał w piłkę w polonijnej drużynie w Toronto.
Po powrocie do kraju pracował jako trener w Stali Mielec, Amice Wronki, Olimpii Poznań, Widzewie Łódź, zaliczył też krótki epizod w greckiej Kavali. W latach 2001-2005 z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej był senatorem., 2005 był członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich, w 2004 bez powodzenia kandydował w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a w 2005 i 2007 w wyborach do Sejmu.
W 2008 wystartował w wyborach na prezesa PZPN. W tajnym głosowaniu otrzymał 57 głosów i pokonał rywalizujących z nim Zdzisława Kręcinę (36 głosów) oraz Zbigniewa Bońka (19 głosów). Jego zwycięstwo nie zostało jednak przyjęte życzliwie przez znaczną część mediów i przez cała kadencję Lato musiał zmagać się z ich bezkompromisowymi atakami. Chociaż za jego kadencji w Polsce i na Ukrainie z powodzeniem zorganizowano mistrzostwa Europy, w czym duży dział miał też PZPN, to największą winą za słaby występ reprezentacji Polski na tym turnieju media także obarczyły Latę. Nic dziwnego, że w kolejnych wyborach, 26 października 2012, nawet nie ubiegał się o reelekcję. Od ośmiu lat trzymany jest przez obecne władze PZPN na marginesie polskiego futbolu, dlatego dobrze, że FIFA odświeżyła jego piłkarskie dokonania.