Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

Znów afera goni aferę

Fot. Kameruńczyk Issa Hayatou rządził afrykańskim futbolem przez 30 lat

 

 

Kameruńczyk Issa Hayatou, były prezydent Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF), musi zapłacić 24,5 mln euro grzywny za „nadużycie pozycji dominującej przy przyznawaniu praw do transmisji telewizyjnych” z rozgrywek w Afryce.

 

O karze finansowej nałożonej na Hayatou poinformował o tym egipski Urząd ds. Konkurencji, powołując się na wyrok sądu gospodarczego w Kairze. W stolicy Egiptu mieści się siedziba CAF. Hayatou oraz były sekretarz generalny Marokańczyk Hicham El Amrani zostali skazani na grzywny o łącznej wysokości miliarda funtów egipskich (49,5 mln euro) za „złamanie egipskiego prawa dotyczącego ochrony konkurencji” – podano w opublikowanym w środę komunikacie egipskiego urzędu. Sprawa dotyczy przedłużenia w czerwcu 2015 roku umowy między CAF a Lagardere Sports, na mocy której francuska grupa uzyskała wyłączne prawa do transmisji telewizyjnych z różnych rozgrywek na kontynencie, w tym Pucharu Narodów Afryki. Kontrakt ma obowiązywać do 2028 roku i jest obwarowany gwarancją w wysokości miliarda dolarów. Hayatou rzecz jasna nazwał te oskarżenie oszczerstwem i zapowiedział złożenie odwołania od decyzji sądu. „W okresie w którym pełniłem funkcję prezydenta CAF wszystkie podejmowane decyzje były zgodne ze statutem i zawsze w interesie afrykańskiego futbolu” – przekonywał kameruński działacz.

72-letni Hayatou stał na czele CAF przez blisko 30 lat (1988-2017). W 2016 roku, w okresie największego kryzysu wizerunkowego FIFA tymczasowo pełnił funkcję prezydenta tej organizacji, gdy do dymisji został zmuszony Joseph Blatter. W ubiegłym roku Kameruńczyk przegrał jednak z Ahmadem Ahmadem z Madagaskaru wybory na szefa CAF.

To nie jedyny skandal jaki w minionym tygodniu wstrząsnął FIFA. Wiceprzewodniczący Komisji Etycznej Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, Malezyjczyk Sundra Rajoo, podał się do dymisji w związku z ciążącymi na nim podejrzeniami o korupcję. Rajoo został zatrzymany w ubiegłym tygodniu w Malezji przez tamtejsze służby antykorupcyjne, które postawiły mu zarzut, że wykorzystywał swoją pozycję w FIFA do przeprowadzenia defraudacji finansowej dla osobistych korzyści. FIFA dodała, że Rajoo został tymczasowo zawieszony już 21 listopada, natychmiast po pierwszych informacjach o jego zatrzymaniu.
Międzynarodowa Federacja Piłkarska nie otrząsnęła się jeszcze od wielkiej afery, która wybuchła w maju 2015 roku wskutek śledztwa prowadzonego od 2014 przez amerykański wymiar sprawiedliwości. Przed kongresem FIFA w Zurychu aresztowano wtedy siedmiu oficjeli, którzy usłyszeli zarzuty korupcyjne,a w wyniku afery posadę stracili m.in. ówczesny prezydent FIFA Joseph Blatter i sekretarz generalny Jerome Valcke.

 

Skandal w finale Copa Libertadores

Do ogromnego skandalu doszło przed rewanżowym meczem Copa Libertadores między dwoma zespołami z Buenos Aires – River Plate i Boca Juniors.

 

Spotkanie miało być wielkim piłkarskim świętem w Argentynie, ale nie tylko, bo mecz transmitowano do wielu krajów na kilku kontynentach. W pierwszym spotkaniu padł remis 2:2, więc całe Buenos Aires żyło rewanżem. Zainteresowanie kibiców było ogromne. Ostatni przed meczem trening piłkarzy Boca Juniors obejrzało ponad 50 tysięcy fanów zespołu.

Niestety, wszystko popsuła grupa bandziorów podszywających się pod klubowe barwy River Plate, która zaatakowała na ulicach miasta zmierzający na stadion autokar z piłkarzami Boca. Pojazd obrzucono kamieniami i butelkami, wybijając w nim niemal wszystkie szyby. Rozbite raniło wielu piłkarzy, wśród nich byli m.in. Carlos Tevez, Pablo Perez, Gonzalo Lamardo, Nahitan Nandes, Dario Benedetto, Mauro Zarate, Ramon Abila i Agustin Almendra. Do wnętrza pojazdu wrzucono też pojemniki z gazem pieprzowym. Kilku zawodników trzeba było odesłać do szpitala, bo mieli drobne rany lub kłopoty z podrażnionymi gazem oczami.

Działacze południowoamerykańskiej konfederacja piłki nożnej (CONMEBOL) uznali jednak, że nic wielkiego się nie wydarzyło i nakazali rozegranie meczu. Naciskał na to również przewodniczący FIFA Gianni Infantino. Piłkarze Boca Juniors odmówili jednak wyjścia na boisko i nie złamały ich nawet groźby walkowera. Gracze River Plate na znak solidarności też odmówili jakiejkolwiek współpracy. Spotkanie zostało przesunięte na 19:15 lokalnego czasu (23:15 w Polsce), ostatecznie jednak w sobotę mecz na Estadio Monumental nie został rozegrany i przeniesiono go na dzień następny. Miał się rozpocząć późnym wieczorem polskiego czasu.

 

Infantino kręci lody w Arabii Saudyjskiej

Nasila się niezadowolenie z rządów przewodniczącemu FIFA Gianniego Infantino. Tym razem szwajcarskiego działacza wzięły pod ostrzał niemieckie media.

 

Gazeta donosi, że sternik FIFA zamierzał sprzedać za 25 miliardów dolarów prawa do dwóch nowych turniejów oraz do kolejnych mistrzostw świata. Dziennikarze „Sueddeutsche Zeitung” twierdzą, że to jest faktyczny powód dla którego Infantino tak uporczywie forsował pomysł zorganizowania Ligi Światowej dla reprezentacji narodowych (zastąpiłaby Puchar Konfederacji) oraz rozgrywanych w rozszerzonej formule Klubowych Mistrzostw Świata z udziałem 24 zespołów. Szwajcarski działacz chciał sprzedać prawa do tych imprez inwestorom z Arabii Saudyjskiej.

Z dokumentów do których dotarli dziennikarze, pojawiają się nazwy dwóch konsorcjów, które były gotowe nabyć prawa do nowych turniejów. To brytyjska firma doradztwa inwestycyjnego SB Investment Advisers Limited oraz firma inwestycyjna z siedzibą w Londynie Centricus Partners LP. Obie spółki są powiązane kapitałowo z inwestorami z Arabii Saudyjskiej. Infantino chciał im sprzedać w pakiecie także prawa do kolejnych mundiali, konkretnie dotyczące transmisji satelitarnych i sieciowych, archiwów, filmów i filmów wideo, gier wideo i merchandisingu. Niemieckie media zarzucają Infantino, że „wyprzedaje światowy futbol”.

Szwajcar nie robi tego bezinteresownie. Do przeprowadzenia operacji powołano firmę FIFA Digital Corporation, w której FIFA ma 51 procent udziałów, a Infantino miał zostać jej szefem z pensją dwa miliony dolarów rocznie. Na razie będzie się musiał jednak obejść smakiem, bowiem podczas październikowego kongresu FIFA w Kigali nie podjęto w tej sprawie żadnych wiążących decyzji. Głownie z powodu stanowczego sprzeciwu ze strony UEFA.

 

Właściciel AS Monaco za kratkami

Do kłopotów AS Monaco doszły nowe, poważniejsze. Właściciel klubu, rosyjski oligarcha Dimitrij Rybołowlew, został zatrzymany pod zarzutem korupcji.

 

Do zatrzymania doszło tuż przed meczem AS Monaco w Lidze Mistrzów z FC Brugge (0:4). To pokłosie afery nazwanej w mediach „Monacogate”, dotyczącej niejasnych powiązań rosyjskiego miliardera z przedstawicielami najwyższych władz Księstwa Monako. Minister sprawiedliwości Philippe Narmino musiał podać się do dymisji po tym jak wyszło na jaw, że wraz z żoną bywał w szwajcarskiej rezydencji oligarchy w Gstaad i brał od niego cenne prezenty. Holenderskie NRC, powołując się na Football Leaks, ujawniło z kolei wątek niejasnych interesów Rosjanina, wedle którego miliarder miał lokować ogromne pieniądze w klub bez oglądania się na ustanowione przez UEFA zasady finansowego fair play. Magnat z Permu przejął pakiet kontrolny AS Monaco 23 grudnia 2011 roku za symboliczne euro, gdy klub wegetował w drugiej lidze. Od tego czasu zainwestował w klub kilkaset milionów euro, ale z transferów piłkarzy wyciągnął ponad miliard euro.

Rybołowlew, z wykształcenia lekarz, od kilku lat starał się o obywatelstwo Monako, ale książę Albert konsekwentnie mu odmawiał, a nawet groził deportacją za „Monacogate”. Rosyjski oligarcha majątku dorobił się w Permie, na kopalniach potasu i fabrykach nawozów sztucznych. Żyje na szerokiej stopie – kolekcjonuje obrazy Modiglianiego i Picassa, posiada dwa odrzutowce i luksusowy jacht. Rozwód z pierwszą żoną kosztował blisko miliard euro.

We wrześniu ubiegłego roku „Le Monde” opisało kontakty Rosjanina z tamtejszymi politykami. Według informacji francuskiego dziennika w telefonie Rybołowlewa śledczy znaleźli wiadomości mające świadczyć o budowaniu przez niego rozległej sieci wpływów na najwyższych szczeblach władzy i próbach wykorzystania tych wpływów do nielegalnych interesów. 51-letni Rybołowlew według magazynu „Forbes” jest 10. najbogatszym obywatelem Rosji. Znany z ujawnienia wielu futbolowych skandali portal Football Leaks ustalił m.in. że rosyjski oligarcha omijał notorycznie nałożony przez FIFA zakaz kupowania praw transferowych piłkarzy przez osoby trzecie.

Przypomnijmy, że od dwóch sezonów zawodnikiem AS Monaco jest obrońca reprezentacji Polski Kamil Glik.

 

Atak na Gianniego Infantino

Prezydent FIFA Gianni Infantino musi się tłumaczyć po publikacji w dzienniku „Der Spiegel”. Niemiecka gazeta zarzuciła mu, że jeszcze jako działacz UEFA pomagał Manchesterowi City i PSG w obchodzeniu reguł Finansowego Fair Play.

 

Właścicielami Manchesteru City są szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, natomiast Paris Saint-Germain należy do równie bogatych szejków z Kataru. I jedni i drudzy wpompowali w te kluby setki milionów euro. Infantino jako szef FIFA wielokrotnie publicznie groził surowymi sankcjami dla klubów, Finansowego Fair Play nie przestrzegają. Tm bardziej zaskakują rewelacje „Der Spiegela”, za sam pomagał wspomnianym klubom w obchodzeniu zasad. Reakcja FIFA i samego Infantino na doniesienia niemieckich mediów była znamienna. W oświadczeniu stwierdzono, że publikacje maja za cel postawienie FIFA w złym świetle i podważenie wiarygodności nowego kierownictwa federacji, a w szczególności jej prezydenta.

 

Pogoń Szczecin ukarana za cudze winy

Pogoń Szczecin została ukarana przez FIFA rocznym zakazem transferowym. To skutek skargi bułgarskiego klubu Beroe Stara Zagora na nieprawidłowości przy rozwiązaniu kontraktu przez ich zawodnika Spasa Delewa.

 

Spas Delew i Pogoń Szczecin nie zgadzają się z decyzją FIFA i złożą apelację do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. „Decyzja FIFA jest w ocenie zawodnika oraz klubu bezprecedensowa, bowiem FIFA uznała, że jednostronne rozwiązanie przez piłkarza umowy z klubem Beroa Stara Zagora, w zgodzie z prawem bułgarskim, naruszyło przepisy FIFA o stabilności kontraktowej” – napisano w oficjalnym komunikacie szczecińskiego klubu. Delew przeszedł do Pogoni Szczecin na zasadzie wolnego transferu. Było to możliwe w wyniku stwierdzenia przez Bułgarski Związek Piłki Nożnej, iż piłkarz skutecznie rozwiązał umowę z poprzednim pracodawcą, którym był właśnie klubu Beroe Stara Zagora. Bułgarska federacja wystawiła dokument International Transfer Certificate (ITC), który umożliwił rejestrację Spasa Delewa w Pogoni Szczecin.

Mimo to FIFA uznała roszczenia bułgarskiego klubu za słuszne i nakazała zawodnikowi wypłatę odszkodowania na rzecz klubu Beroe Stara Zagora. Dodatkowo nałożyła na piłkarza zakaz udziału w meczach klubowych oraz reprezentacyjnych na okres czterech miesięcy. Dlaczego jednak działacze światowej federacji uznali za stosowne ukarać także polski klub? Na Pogoń został nałożony zakaz dokonywania transferów do klubu przez dwa najbliższe okienka transferowe, co w praktyce oznacza roczny zakaz sprowadzania zawodników do klubu.

Wygląda na to, że klub ze Starej Zagory ma we władzach FIFA jakiegoś mocnego sojusznika, bo inaczej tej dziwacznej decyzji nie da się wyjaśnić.

 

Platini chce wrócić do władzy

Były prezydent UEFA Michel Platini w trakcie czasowej banicji za korupcję siedział cicho, ale jego kara kończy się w 2019 roku i Francuz zamierza odzyskać władzę.

 

Platini miał dużo czasu żeby starannie obmyślić strategię walki o utraconą w 2015 pozycję we władzach europejskiego i światowego futbolu. Właśnie zaczął pierwszy etap operacji, którego celem jest oczyszczenie z korupcyjnych zarzutów. Były prezydent UEFA postawił urzędnikom FIFA zarzut, że zorganizowali przeciwko niemu spisek. „Istnieją na to bardzo mocne dowody. Spisek miał na celu osłabienie pozycji Michaela Platiniego w strukturach światowego futbolu” – przekonuje prawnik Platiniego William Bourdon. I potwierdził, że w imieniu swojego klienta złożył pozwy do sądu przeciwko byłym działaczom FIFA.

Przypomnijmy, że w 2015 roku Michel Platini miał wystartować w wyborach na prezydenta światowej federacji piłkarskiej. Nie mógł jednak tego uczynić, ponieważ wcześniej wybuchł skandal z jego udziałem. Ujawniono, wtedy, że w 2011 roku Francuz otrzymał dwa miliony franków szwajcarskich od Josepha Blattera jako zapłatę za poparcie, zaś Platini bronił się twierdząc, że nie była to żadna łapówką, tylko wynagrodzenie za pracę konsultanta. Dodał również, że nie ma zaufania do ludzi, którzy są odpowiedzialni za sprawy dyscyplinarne w FIFA, czym dał do zrozumienia, że w federacji mógł powstać spisek przeciwko niemu, który ostatecznie pozbawił go możliwości udziału w wyborach. To właśnie najprawdopodobniej przeciwko osobom, które mogły przyczynić się do oskarżenia go o przyjęcie łapówki, Francuz wytoczył proces.

Początkowo Platini został zawieszony na osiem lat, później karę skrócono o połowę, a to oznacza, że jesienią 2019 roku Francuz będzie mógł ubiegać się o stanowiska we władzach światowej i europejskiej federacji. I zamierza to zrobić.

 

Dla kogo Złota Piłka?

FIFA zdążyła już zamknąć 2018 rok wyróżniając Chorwata Lukę Modricia tytułem najlepszego piłkarza. Teraz swój czas ma redakcja tygodnika „France Football”, która przyznaje nagrodę „Złotej Piłki” dla piłkarza roku na świecie.

 

Redakcja tygodnika „France Football” ogłosiła właśnie nominacje 30 kandydatów do nagrody „Złotej Piłki”. Z tego grona elektorzy z całego świata wybiorą laureata, którego nazwisko poznamy 3 grudnia. Ta najbardziej prestiżowa nagroda indywidualna w futbolu jest przyznawana od 1956 roku. Otrzymuje ją ten zawodnik, który zbierze najwięcej punktów przyznawanych przez zaproszonych do głosowania przez „FF” dziennikarzy z całego świata. Elektorzy mają za zadania wskazać z 30 kandydatów pięciu ich zdaniem najlepszych. Za pierwsze miejsce przyznaje się 6 pkt, za drugie 4, za trzecie 3, za czwarte 2 i za piąte 1. Regulamin plebiscytu stanowi, że jurorzy mają w swoich wyborach kierować się trzema podstawowymi kryteriami: pierwsze uwzględnia osiągnięcia indywidualne i drużynowe, drugie klasę zawodnika i poszanowanie przez niego zasad fair-play, a trzecie przebieg kariery typowanego piłkarza.

Pomysłodawcą plebiscytu był szef „France Football” Gabriel Hanot, który w 1956 roku zorganizował głosowanie wśród dziennikarzy swojej redakcji. Pierwszym laureatem został Anglik Stanley Matthews występujący wówczas w barwach zespołu Blackpool. Aż do 1995 roku w plebiscycie głosowano wyłącznie na piłkarzy pochodzących z Europy, dlatego wśród zdobywców „Złotej Piłki” nie ma takich legendarnych graczy, jak Pele, Garrincha czy Diego Maradona. Ale w 1995 redakcja zmieniła regulamin i otworzyła plebiscyt także na zawodników urodzonych poza naszym kontynentem, ale występujących w europejskich klubach. I od razu „Złotą Piłkę” zdobył jeden z takich graczy, Liberyjczyk George Weah, wtedy występujący w barwach AC Milan.

W 2007 roku ponownie zmieniono reguły plebiscytu i dopuszczono do wyborów piłkarzy z wszystkich klubów na świecie. Zwiększono też liczbę elektorów, która jest płynna i co jakiś czas się zmienia. W 2010 roku doszło do połączenia plebiscytów „FF” i FIFA i 10 stycznia 2011 roku w Zurychu po raz pierwszy przyznano wspólne wyróżnienie pod nazwą „Złota Piłka FIFA”. Po sześciu latach FIFA poinformowała o powrocie do własnego plebiscytu, więc w tej sytuacji także „France Football” wrócił do poprzedniej formuły.

Tylko dwaj gracze, Argentyńczyk Lionel Messi i Portugalczyk Cristiano Ronaldo, zdobyli to trofeum pięciokrotnie. Messi jako jedyny piłkarz w historii zgarnął tę prestiżową nagrodę cztery razy z rzędu. Trzem piłkarzom udało się zdobyć trofeum trzykrotnie, byli to Holender Johan Cruyff, Francuz Michel Platini i Holender Marco van Basten.
W plebiscycie francuskiego tygodnika najczęściej zwyciężali piłkarze z Holandii i Niemiec, a najwięcej trofeów, aż jedenaście, zdobyli zawodnicy występujący w barwach FC Barcelona. W ubiegłym roku plebiscyt „France Football” wygrał Cristiano Ronaldo, który uzyskał aż 946 pkt, przed Leo Messim (670) i Neymarem (361). Jedynym Polakiem w gronie nominowanych był Robert Lewandowski, ale z 45. punktami zajął dopiero dziewiątą lokatę.

Przypomnijmy skład nominowana przed rokiem „30” graczy: Pierre-Emerick Aubameyang (Borussia Dortmund), Karim Benzema (Real Madryt), Leonardo Bonucci (AC Milan), Kevin De Bruyne (Manchester City), Gianluigi Buffon (Juventus Turyn), Edinson Cavani ( PSG), Philippe Coutinho (Liverpool), Cristiano Ronaldo (Real Madryt), Edin Dżeko (Roma), Paulo Dybala (Juventus Turyn), David De Gea (Manchester United), Radamel Falcao (Monaco), Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Eden Hazard (Chelsea), Matt Hummels (Bayern Monachium), Isco (Real Madryt), Harry Kane (Tottenham), N’Golo Kanté (Chelsea), Toni Kroos (Real Madryt), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Sadio Mané (Liverpool), Marcelo (Real Madryt), Kylian Mbappé (PSG), Dries Mertens (Napoli), Lionel Messi (Barcelona), Luka Modrić (Real Madryt), Neymar (PSG), Jan Oblak (Atletico Madryt), Sergio Ramos (Real Madryt), Luis Suarez (Barcelona).

W tegorocznych nominacjach z ubiegłorocznej listy wypadło 12 graczy. Wśród wykreślonych znalazł się m.in. Robert Lewandowski. U dziennikarzy „France Football” nasz najlepszy piłkarz nie cieszy się widać wielkim poważaniem, ale z drugiej strony wśród nominowanych nie znalazł się żaden inny gracz Bayernu.

 

Nominowani do „Złotej Piłki 2018”:

Sergio Aguero (Argentyna/Manchester City), Alisson (Brazylia/AS Roma/Liverpool), Gareth Bale (Walia/Real Madryt), Karim Benzema (Francja/Real Madryt), Edinson Cavani (Urugwaj/PSG), Thibaut Courtois (Belgia/Chelsea/Real Madryt), Cristiano Ronaldo (Portugalia/Real Madryt/Juventus Turyn), Kevin de Bruyne (Belgia/Manchester City), Roberto Firmino (Brazylia/Liverpool), Diego Godin (Urugwaj/Atletico Madryt), Antoine Griezmann (Francja/Atletico Madryt), Eden Hazard (Belgia/Chelsea), Isco (Hiszpania/Real Madryt), Harry Kane (Anglia/Tottenham), N’Golo Kante (Francja/Chelsea), Hugo Lloris (Francja, Tottenham), Kylian Mbappe (PSG), Mario Mandżukić (Chorwacja/Juventus Turyn), Sadio Mane (Senegal/Liverpool), Marcelo (Brazylia/Real Madryt), Lionel Messi (Argentyna/Barcelona), Luka Modrić (Chorwacja/Real Madryt), Neymar (Brazylia/PSG), Jan Oblak (Słowenia/ Atletico), Paul Pogba (Francja/Manchester United), Ivan Rakitić (Chorwacja/Barcelona), Mohamed Salah (Egipt/Liverpool), Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt), Luis Suarez (Urugwaj/Barcelona), Raphael Varane (Francja/Real Madryt).

 

Modrić już nie jest kolegą CR7

Cristiano Ronaldo mocno przeżył porażkę w plebiscycie FIFA na „Piłkarza Roku 2018”. Sam co prawda wstrzymał się od ataków pod adresem laureata nagrody, ale jego najbliższe otoczenie nie darowało Luce Modriciowi.

 

Portugalski gwiazdor znalazł się w finałowej trójce plebiscytu, ale podobnie jak Egipcjanin Mohamed Salah z Liverpoolu przegrał w głosowaniu ze swoim byłym klubowym kolegą z Realu Madryt Luką Modriciem. Wyboru najlepszego piłkarza FIFA dokonywali internauci oraz wybrani dziennikarze, a drugą połowę głosów stanowiły typy zgłaszane przez trenerów i kapitanów 211 reprezentacji narodowych. Modrić otrzymał 29 procent głosów, drugi w zestawieniu Cristiano Ronaldo 19 procent, a trzeci Salah 11 procent. Zwycięstwo chorwackiego piłkarza było zatem bezdyskusyjne, ale nie dla osób z najbliższego otoczenia portugalskiego wirtuoza oraz jego najwierniejszych fanów, którzy zwycięstwo Modricia uznali wręcz za kradzież należnego ich idolowi trofeum. Nawiasem mówiąc podobnie bezkompromisowe stanowisko zajęli zwolennicy piłkarskiego talentu Leo Messiego, chociaż Argentyńczyk nie został zakwalifikowany nawet do finałowej trójki.

Po dekadzie dominacji tych dwóch genialnych graczy we wszelkiego rodzaju plebiscytach rozczarowanie ich zwolenników jest jak najbardziej zrozumiałe, ale kiedyś ich hegemonia musiała zostać w końcu przerwana. Niewykluczone jednak, że Messiemu i Cristiano Ronaldo byłoby łatwiej przełknąć porażkę, gdyby pokonał ich któryś z graczy o mocnym medialnie nazwisku, jak choćby Neymar, Antoine Griezmann, Kylian Mbeppe czy Harry Kane. Nic nie ujmując Modriciovi, to pod tym względem wypada on na tle wyżej wymienionych dosyć blado.

Bronią go jednak sportowe osiągnięcia. Z Realem Madryt wygrał przecież Ligę Mistrzów i chociaż rzeczywiście nie zdobył tylu bramek co Cristiano Ronaldo, to przecież nawet Portugalczyk nie ośmielił się zakwestionować wkładu Chorwata w sukces „Królewskich”. Gdyby tylko to kryterium decydowało o wyborze, CR7 miałby jednak pełne prawo uważać się za okradzionego z nagrody. Ale obaj zagrali jeszcze w tym roku w mistrzostwach świata, a na rosyjskim mundialu zdecydowanie górą był Modrić, który wraz z reprezentacją Chorwacji dotarł do finału. W nim jak pamiętamy lepsza okazała się drużyna Francji, więc jeśli już ktoś miałby się poczuć okradziony przez Modricia z nagrody „Piłkarza Roku 2018”, to tylko czołowi francuscy gracze, zwłaszcza wspomniani już Griezmann i Mbeppe.

To jednak nie pierwsza i zapewne nie ostatnia kontrowersja towarzysząca wyborowi laureata przyznawanej od 1991 roku nagrody FIFA. Nie da się jednak ukryć, że Modrić nie znajdzie się w grupie graczy, których zwycięstwo uznawano za bezdyskusyjne. Raczej dołączy do grupy, którą tworzą Lothar Matthaeus, Roberto Baggio, George Weah, Fabio Cannavaro i Kaka.