Hancock zrezygnował

Amerykański żużlowiec Greg Hancock, czterokrotny indywidualny mistrz świata, który w tym sezonie miał jeździć w Polsce barwach ROW Rybnik, nieoczekiwanie ogłosił zakończenie sportowej kariery.

Hancock nie startował od maja zeszłego roku, kiedy to zawiesił karierę żeby móc całkowicie poświęcić się opiece nad zmagającą się chorobą nowotworową żoną. Mimo pięćdziesiątki na karku rozważał jedna powrót na czarny tor i tej zimy w okresie transferowym w polskiej ekstraklasie żużlowej podpisał nawet wstępny kontrakt z ROW Rybnik, ale stawiał jednak sprawę jasno – ostateczną decyzję o powrocie na tor uzależnia od stanu zdrowia żony. „Szanujemy jego decyzję, a małżonce życzymy zdrowia” – skomentował sprawę prezes rybnickiego klubu Krzysztof Mrozek.
Amerykański gwiazdor speedway’a tak wyjaśnił powody, dla których zdecydował się wycofać z rywalizacji. „Przez te miesiące mojej nieobecności w żużlu miałem wiele czasu na refleksje. Ścigałem się na najwyższym poziomie, zdobyłem cztery tytuły indywidualnego mistrza świata, odniosłem sukcesy w rywalizacji parami i w drużynie, mogę zatem powiedzieć bez fałszywej skromności, że był to owocny okres w moim życiu. Ale ostatni rok, gdy opiekowałem się moją chora żoną i zajmowałem dziećmi, gruntownie zmienił moje życie i nadał mu nową perspektywę. Podjęcie decyzji było trudne, ale wiem, że dokonałem słusznego wyboru” – powiedział Hancock na łamach oficjalnej strony internetowej Międzynarodowej Federacji motocyklowej (FIM).
Mieszkający obecnie w Kalifornii żużlowiec chce pozostać przy żużlu. Nie powinien mieć z tym problemów, bo jest ikoną „czarnego sportu”. W cyklu Grand Prix startował od pierwszej edycji w 1995 roku. W sumie ścigał się w 218 turniejach tego prestiżowego cyklu, gromadząc w nich 2655 punktów w 1248 wyścigach. W zawodach Grand Prix wygrał 455 biegów i 92 razy jeździł w finałach. Po raz pierwszy mistrzem świata został w 1997 roku, a drugi tytuł wywalczył… 14 lat później. Dwa kolejne zdobył w 2014 i 2016 roku.

Będą zmiany w SGP

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) postanowiła zmienić promotora Speedway Grand Prix. Od 2022 roku brytyjską firmę BSI zastąpi amerykański koncern medialny Discovery.

Amerykański potentat na rynku medialnym, który w swoim portfolio wśród blisko setki stacji telewizyjnych ma także Eurosport, od kilku już sezonów inwestuje w żużel. Wspomniany Eurosport transmituje już zawody z cyklu mistrzostw Europy (SEC), indywidualne mistrzostwa świata juniorów, a ostatnio kupiła prawa do brytyjskiej żużlowej Premiership. Dla kibiców cykl SGP w ogólnodostępnym kanale to dobra wiadomość. Praktycznie od początku organizacji Grand Prix, zawody były pokazywane w kodowanych stacjach telewizyjnych. To również ogromna szans dla samego żużla, by zaistniał na nowych rynkach i zdobył kolejnych kibiców. Discovery kupił prawa do SGP na 10 lat (od 2022 do 2031 roku). Żużlowcy liczą, że po zmianie promotora do SGP popłynie większy strumień pieniędzy. Mają podstawy do takich oczekiwań, bo już BSI zabiegając o przedłużenie umowy obiecywała znacznie większe kwoty, niż płaciła dotąd. Skoro FIM mimo to odrzucił nową ofertę Brytyjczyków, musiała być gorsza finansowo od oferty Amerykanów.

Po raz pierwszy rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata pod szyldem Speedway Grand Prix przeprowadzono w 1995 roku. Wówczas cykl składał się z sześciu turniejów. Stawki dla zawodników przez te ćwierć wieku wzrosły nieznacznie. Obecnie pula nagród w turnieju wynosi 84 500 dolarów amerykańskich. Zwycięzca zawodów otrzymuje 12 tys. dolarów.

Zważywszy na koszty sprzętu nie są to krociowe stawki i krezusów wśród żużlowców uczestniczących w tej rywalizacji nie ma. Tylko dwóch przez wszystkie lata swoich startów w SGP zarobiło ponad milion dolarów – Amerykanin Greg Hancock (1,25 mln) i Polak Tomasz Gollob (1,03 mln), a Duńczyk Nicki Pedersen (996 tys.) i Australijczyk Jason Crump (946 tys. dolarów) otarli się o tę granicę. Każdy z nich ma na koncie mnóstwo wygranych turniejów oraz tytuły mistrza świata. W obecnym sezonie o dziwo najwięcej nie zarobił aktualny mistrz Bartosz Zmarzlik (78 tys.), lecz drugi w klasyfikacji Duńczyk Leon Madsen (81 tys. dolarów).