Heynen wolał Zakopane

Drużyna Rosji okazała się najlepsza w drugiej edycji Ligi Narodów. W finale turnieju w Chicago pokonała zespół USA 3:1 i powtórzyła ubiegłoroczny sukces. Reprezentacja Polski po wygranej z Brazylią 3:0 zajęła 3. miejsce. W naszym kraju więcej jednak niż o wyczynie siatkarzy mówiono o opuszczeniu zespołu przez trenera Vitala Heynena tuż przed potyczką o brązowy medal.

Ekipa „Sbornej” w fazie grupowej przegrała gładko 0:3 z Amerykanami, ale w tamtym spotkaniu jej fiński trener Tuomas Sammelvuo nie posłał do boju wszystkich swoich najlepszych zawodników. Musiał ostrożnie szafować ich siłami, bo rosyjska drużyna zaczynała najpóźniej swoje występy w Final Six i miała w perspektywie do rozegrania cztery mecze dzień po dniu. Ta kalkulacja jak się okazało przyniosła im sukces, bo w meczu o finał pokonali biało-czerwonych 3:1. Oczywiście trener Sammelvuo do gry z Polakami wystawił podstawowy skład, a nie ma w nim praktycznie słabych punktów – Dmitrj Wołkow, Jegor Kliuka, Iwan Jakowlew czy Wiktor Połetajew to już teraz gracze światowego formatu. Rosjanom w starciu z młodym polskim zespołem dopisało jednak też trochę szczęście, bo po pierwsze – trafili na jego słabszy dzień, a po drugie, zwykłej żądzy zwycięstwa nie przejawiał tym razem trener biało-czerwonych Vital Heynen.

Belgijski szkoleniowiec, aczkolwiek cieszyły go wcześniejsze wygrane jego podopiecznych z Brazylią i Iranem, to jednak myślami był przy trenujących w tym czasie w Zakopanem zawodnikach głównej kadry, bo w jego, a także szefów PZPS hierarchii celów, najważniejsze są w tym roku sierpniowe kwalifikacje olimpijskie oraz wrześniowe mistrzostwa Europy. I do tych imprez wykuwają formę w polskich górach nasi najlepsi obecnie gracze, z Michałem Kubiakiem, Jakubem Kochanowskim i Wilfredo Leonem na czele.

Zwycięstwa nie na rękę

Dlatego znakomita postawa kadry, która została wysłana do Chicago, była Heynenowi trochę nie na rękę, chociaż nie krył podziwu nad jej grą. Tak na marginesie, trenerzy pozostałych pięciu zespołów rywalizujących w Final Six szczerze Belgowi zazdrościli, bo żadna z ekip, nawet Amerykanie, Rosjanie i Brazylijczycy, nie miała w swojej kadrze nawet dwóch równorzędnych szóstek, więc trochę z przerażeniem patrzyli na popisy rezerwowej kadry biało-czerwonych. Zszokowani byli zwłaszcza Brazylijczycy, którzy w fazie grupowej zagrali przeciwko Polakom w najmocniejszym składzie i przegrali 2:3, a gdy w spotkaniu o brązowy medal posłali do boju drugą szóstkę, dostali tęgie lanie 0:3. Fiński trener „Sbornej” w półfinałowej potyczce z Polakami rzucił na szalę wszystkie siły swojego zespołu, ale chociaż ostatecznie wygrał 3:1, to kilka razy w trakcie meczu musiało mu się robić nieswojo, gdy grający w optymalnym ustawieniu rywale chwytali swój rytm gry i zaczynali seryjnie zdobywać punkty. Gdyby Heynen chciał ten mecz rzeczywiście wygrać, pewnie znalazłby sposób na powstrzymanie rosyjskich ataków. Potraktował jednak mecz wybitnie szkoleniowo i chyba dlatego Polacy go przegrali. Nawiasem mówiąc, w finale Amerykanie wystawili przeciwko „Sbornej” najmocniejszą szóstkę i też przegrali 1:3.

Potępiać za to belgijskiego trenera nie ma powodu, podobnie jak za jego rejteradę z Chicago przed meczem o brązowy medal z Brazylią. Na zdrowy rozum jego decyzja była niezbyt zrozumiała, bo tak naprawdę przyspieszył swój powrót do trenującej w Zakopanem kadry A ledwie o kilkanaście godzin. Opuszczając zespół w tak ważnym momencie Belg podpadł natomiast trochę kibicom, którzy już zdążyli polubić ten dzielnie walczący zespół, a także samym siatkarzom, bo nikt nie chce być lekceważony.

Hierarchia pozostała bez zmian

Nie okazywali jednak niezadowolenia, bo chociaż osiągnęli w Chicago niewątpliwy sukces, to przy całym szacunku dla ich osiągnięć (w poprzednim sezonie Polacy zakończyli występ w Final Six na fazie grupowej, zaś na podium stanęli po raz trzeci, licząc też poprzedzające Ligę Narodów rozgrywki Ligi Światowej), nic to w hierarchii polskiej kadry nie zmienia. Dowodzi tego choćby decyzja trenera Heynena, który z tej ekipy na zgrupowanie do Zakopanego zaprosił tylko pięciu zawodników – Karola Kłosa, Bartosza Bednorza, Macieja Muzaja, Łukasza Kaczmarka i Bartosza Kwolka.

Z naszych graczy indywidualne wyróżnienie za występy w Final Six przyznano jedynie Bednarzowi, który z dorobkiem 78 punktów został najlepiej punktujących zawodnikiem. W opinii ekspertów FIVB najlepszym zawodnikiem turnieju (MVP) został właśnie Matthew Anderson. Wśród środkowych za najlepszych uznano Amerykanina Maxa Holta i Rosjanina Iwan Jakowlewa, chociaż zapewne żaden z nich nie był lepszy od Karola Kłosa. Amerykanin Micah Christensen dostał nagrodę dla najlepszego rozgrywającego, a jego rodak Erik Shoji dla najlepszego libero. Te wybory Kłos skomentował krótko: „Największą nagrodą dla mnie jest to, że mogłem być kapitanem tej drużyny, a nie jakieś śmieszne wyróżnienia” – napisał na Twitterze kapitan naszej drużyny.

Ta jego rola zapewne nie skończy się po powrocie z Chicago, bo parę spraw w imieniu młodszych kolegów przyjdzie mu przypilnować. Liga Narodów to rozgrywki komercyjne, a nasza reprezentacja zarobiła w nich w sumie, za 3. miejsce, awans do Final Six i premie za wygrane mecze w fazie interkontynentalnej 1 848 000 złotych, a że nie wszyscy siatkarze z szerokiej kadry do tego zarobku jednakowo się przyczynili, przyjdzie starszyźnie drużyny trochę z kalkulatorem popracować, żeby nikt naprawdę nie poczuł się pokrzywdzony.

 

Koniec pięknej bajki siatkarzy

Grająca bez największych gwiazd reprezentacja Polski siatkarzy przegrała z Rosją 1:3 w półfinale Final Six Ligi Narodów i straciła szansę na wygranie tych rozgrywek. Z występu zespołu złożonego z graczy aspirujących do gry w podstawowej kadrze biało-czerwonych możemy być jednak zadowoleni. W Chicago grali siatkówkę na światowym poziomie.

Po fazie grupowej rozegranego w Chicago turnieju finałowego tegorocznej edycji Ligi Narodów z dalszej rywalizacji odpadły zespoły Iranu i Francji. W półfinałowych meczach reprezentacja Stanów Zjednoczonych pokonała Brazylię 3:2 (25:21, 17:25, 21:25, 25:20, 15:9), zaś w drugiej parze Polska przegrała z Rosją 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25). Znakomicie grająca ekipa „Sbornej” przerwała zatem wspaniałą serię zwycięstw biało-czerwonych, którzy w Lidze Narodów wygrali osiem meczów z rzędu. Trener naszej reprezentacji Vital Heynen był jednak zadowolony z występu swoich podopiecznych. „Rosjanie byli dzisiaj od nas zdecydowanie lepsi. Żeby mieć z nimi szanse wygrać, trzeba grać perfekcyjnie w odbiorze, a u nas ten element gry szwankował. Nie mam żadnych zastrzeżeń do waleczności zawodników, bo jak wszystkim wiadomo, w Chicago wystawiliśmy do gry bardzo młody i niedoświadczony jeszcze zespół. W takim wypadku nie jest czymś nienormalnym, że przytrafiają się gorsze występy, takie jak nasz dzisiejszy. Rosjanie zasłużyli na zwycięstwo, ale ja wcale nie jestem przygnieciony tą porażką. Wręcz przeciwnie, to był dla nas świetny turniej i tej opinii nie mieni nawet nasza możliwa przecież przegrana w spotkaniu o trzecie miejsce z Brazylią” – stwierdził po meczu z Rosjanami belgijski szkoleniowiec.

„Polska bajka zakończona. Podczas Final Six w Chicago Polacy sprawili dwie sensacje, pokonując Brazylię (3:2) i Iran (3:1) swoimi rezerwami. Rosjanie nie pozwolili im na kontynuowanie tej serii, miażdżąc ich siłą zagrywki i bloków. Polacy nie radzili sobie z z przyjęciem zagrywki i atakami ze skrzydeł. Bartosz Kwolek więcej szkodził, niż pomagał, a Maciej Muzaj uderzał piłkę zbyt jednostajnie. Wygrana nie jest jednak żadną sensacją, bo w półfinale faworytem była Rosja. Dlatego, że Polacy nie przywieźli wszystkich swoich gwiazd do Chicago, ale przede wszystkim dlatego, że obecny rosyjski zespół stworzony przez fińskiego trenera Tuomasa Sammelvuo jest tak silny, że można go uznać za faworyta każdego meczu. Potencjał naszych chłopaków jest ogromny” – można było przeczytać w relacjach zamieszczanych w rosyjskich mediach.

Niedzielne mecze o złoto (Rosja – USA) i o brąz (Polska – Brazylia) zakończyły się po zamknięciu wydania, jednak bez względu na wynik potyczki biało-czerwonych z ekipą canarinhos możemy być zadowoleni z występu naszych siatkarzy. Pamiętajmy, że w tym roku mamy jeszcze kwalifikacje olimpijskie, mistrzostwa Europy oraz Puchar Świata.

 

Siatkarze grają o milion dolarów

Trener siatkarskiej reprezentacji Polski Vital Heynen w Final Six Ligi Narodów nie wystawił najmocniejszego składu. Do Chicago poleciała kadra złożona z zawodników, którzy walczyli w dwóch ostatnich turniejach fazy interkontynentalnej w Mediolanie i Lipsku.

Takie rozwiązanie belgijski szkoleniowiec awizował już wcześniej, lecz z ogłoszeniem decyzji wstrzymywał się aż do wtorku, chociaż powód rozdziału kadry na dwie grupy jest znany od dawna. Dla biało-czerwonych ważniejsze są w tej chwili przygotowania do olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego, który w dniach 9-11 sierpnia zostanie rozegrany w Gdańsku, a oprócz naszej drużyny zagrają w nim jeszcze Francuzi, Słoweńcy i Tunezyjczycy. Do tej imprezy na zgrupowaniu w Zakopanem przygotowuje się grupa kilkunastu zawodników, wśród których jest też Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon.

Dlatego trener Heynen do Stanów Zjednoczonych nie poleciał z zawodnikami wyznaczonymi do gry w Final Six. Ma się tam pojawić dopiero w środę, dosłownie tuż przed pierwszym grupowym meczem biało-czerwonych z Brazylią. O ile rzecz jasna nie staną mu na przeszkodzie jakieś kłopoty komunikacyjne, typu opóźnienie czy wręcz odwołanie lotu. W takim przypadku polski zespół ma poprowadzić powołany w trybie pilnym na asystenta Heynena Jakub Bednaruk, na co dzień szkoleniowiec klubowej drużyny MKS Będzin.

Tak na marginesie – on też, podobnie jak inni asystenci Belga, Mieszko Gogol i Sebastian Pawlik, byli swego czasu konkurentami Heynena w konkursie na posadę trenera reprezentacji Polski. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych wpadnie do Chicago jak po ogień, bo na jego obecność w Final Six, nawet symboliczną, naciskały władze PZPS. Chodziło o to, żeby FIVB nie odniosło wrażenie, że Polacy całkowicie lekceważą Ligę Narodów, a przy okazji zrobiono ukłon pod adresem chicagowskiej Polonii. Belgijski szkoleniowiec jednak jak wieść niesie nie zamierza siedzieć tam do końca imprezy, tylko planuje wrócić do Polski już po fazie grupowej. Gdyby nasz zespół jednak przebił się do półfinału, to być może zmieni zdanie i zostanie do końca, ale całkiem możliwym scenariuszem jest przekazanie obowiązków Bednarukowi.

Nasi siatkarze w środę zmierzą się Brazylijczykami, a w piątek z Irańczykami. W drugiej grupie rywalizować będą Amerykanie, Francuzi oraz Rosjanie. Do półfinału awansują po dwie najlepsze ekipy z każdej grupy. Faworytami są gospodarze turnieju Amerykanie, bo inne ekipy postąpiły podobnie jak Polacy i nie przysłały do Chicago wszystkich swoich najlepszych graczy. Niespodzianek wykluczyć jednak nie można, bo na stole leży całkiem spora walizka pieniędzy do wygrania. Łączna pula nagród wynosi 2,1 mln dolarów amerykańskich, z czego zwycięzca zgarnie okrągły milion. Dla zdobywcy drugiego miejsca FIVB przeznaczyła pół miliona dolarów, za dla trzeciej drużyny 300 tysięcy dolarów. Dla trzech pozostałych zespołów w stawce pozostanie do podziału 300 tysięcy, czyli średnio po sto. Opłaca się zatem powalczyć o jak najlepsze miejsce w turnieju.

Kadra Polski na Final Six w Chicago
Rozgrywający: Marcin Janusz, Marcin Komenda. Atakujący: Bartłomiej Bołądź, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj. Środkowi: Norbert Huber, Karol Kłos, Andrzej Wrona. Przyjmujący: Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Tomasz Fornal. Libero: Jędrzej Gruszczyński, Jakub Popiwczak.

Terminarz Final Six Ligi Narodów siatkarzy 2019: (godziny wg czasu polskiego)

10 lipca, środa, 23:30 Polska – Brazylia. 11 lipca, czwartek 2:30 USA – Francja. 12 lipca, piątek, 0:00 Polska – Iran; 3:00 Rosja – Francja. 13 lipca, sobota, 0:00 Brazylia – Iran; 3:00 USA – Rosja. 14 lipca, niedziela, 0:00 1. półfinał (1A vs 2B); 3:00 2. półfinał (1B vs 2A). 22:00 mecz o 3. miejsce. 15 lipca, poniedziałek, 1:00 mecz o 1. miejsce

 

Kogo Heynen pośle do Chicago?

Polscy siatkarze w ostatniej kolejce Ligi Narodów zapewnili sobie awans do Final Six. Wygląda jednak na to, że w turnieju finałowym w Chicago biało-czerwoni zagrają bez swoich najlepszych zawodników. W tym sezonie dla reprezentacji Polski ważniejszy jest turniej eliminacyjny do igrzysk w Tokio.

Nic nie jest jeszcze przesądzone, bo selekcjoner naszej siatkarskiej kadry Vital Heynen wciąż się nad tym zastanawia, lecz wiele wskazuje, iż w turnieju finałowym Ligi Narodów, który w dniach 10–14 lipca odbędzie się w Chicago, reprezentacja Polski zagra prawdopodobnie bez swoich największych gwiazd – Michała Kubiaka, Fabiana Drzyzgi, Mateusza Bieńka, Jakuba Kochanowskiego, Artura Szalpuka czy Pawła Zatorskiego. Belgijski szkoleniowiec biało-czerwonych prawdopodobnie nie zabierze za ocean tych zawodników, bo chce żeby w tym czasie spokojnie w Spale i Zakopanem budowali formę na sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio. A do meczów w Chicago wystawi zespół z niewielkimi korektami złożony z graczy, którzy zagrali z powodzeniem w ostatnim turnieju w Lipsku.

Na oficjalne ogłoszenie składu na Final Six trzeba poczekać. „Muszę przemyśleć kilka spraw, a potem poinformować o swoich wyborach zawodników i Polski Związek Piłki Siatkowej” – zapowiedział Heynen po ostatnim spotkaniu w Lipsku. Ze sztabu szkoleniowego biało-czerwonych dobiegają jednak wieści, że Belg zamierza trzymać się zasad, które wprowadził w fazie interkontynentalnej Ligi Narodów, gdy na każdy turniej wysyłał inny skład kadry. Tylko w pierwszej imprezie, w katowickim Spodku, wystawił reprezentację z dwunastoma mistrzami świata w składzie. Potem dawał szansę wszystkim zawodnikom z szerokiej kadry. Sprawdził dzięki temu formę i przydatność aż 26 graczy, ustanawiając tym swoisty rekord świata.

To, co wyprawia w tych rozgrywkach Heynen, wykracza poza znaną w tym sporcie praktykę. Najważniejsze jest jednak to, że belgijski szkoleniowiec testując z tak dobrym skutkiem tak wielu graczy pokazał, że reprezentacja Polski ma najlepsze rezerwy na świecie. Podobną politykę kadrową zastosowali też Włosi i Serbowie, ale ich zespoły do Final Six jednak nie zdołały się zakwalifikować. Nie wygląd więc na to, że nasza reprezentacja pojedzie na turniej Final Six w najmocniejszym zestawieniu, co jednak nie oznacza, że nie powalczy w Chicago o trzeci medal w historii tych rozgrywek, nie mówiąc o sporej premii. Triumfator imprezy zgarnie milion euro, finalista pół miliona, jest zatem o co grać. Ale eksperymentalnym składzie, nawet ze zwycięskich turniejów w Mediolanie i Lipsku, biało-czerwonym może być trudno o nawiązanie walki z zespołami Brazylii i Iranu, bo z nimi trafili w pierwszej fazie turnieju do grupy B.

Wypada przypomnieć, że rywalami Polaków będą dwa najlepsze ekipy w fazie interkontynentalnej. Z Brazylijczykami nasi siatkarze przegrali 1:3, zaś z Irańczykami 2:3. W grupie A zagrają natomiast gospodarze finałowej imprezy Amerykanie oraz Francuzi i Rosjanie. Do półfinałów rozgrywek awansują po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy.

Inna sprawa, że Heynen może nie mieć wyboru, bo nasi najlepsi siatkarze ostatnio nie trenowali zbyt intensywnie, a zatem wątpliwe by byli w lepszej formie od tych, którzy ostatnio walczyli w Mediolanie i Lipsku. Wybranie składu na turniej finałowy to spore wyzwanie także ze względu na napięty terminarz. W poniedziałek w podróż do Mediolanu wyruszył zespół, który będzie reprezentował Polskę na Uniwersjadzie. W jego składzie jest trzech zawodników zgłoszonych do Ligi Narodów –Piotr Łukasik, Michał Filipiak i Jędrzej Gruszczyński.

Terminarz Final Six Ligi Narodów 2019:
Grupa A
10 lipca: USA – Francja
11 lipca: Francja – Rosja
12 lipca: USA – Rosja
Grupa B
10 lipca: Polska – Brazylia
11 lipca: Polska – Iran
12 lipca: Brazylia – Iran

 

Nasi siatkarze jednak zagrają w Chicago

Reprezentacja Polski siatkarzy zakwalifikowała się zagrają do turnieju finałowego Ligi Narodów, który w dniach 10-14 lipca zostanie rozegrany w Chicago. Biało-czerwoni w ostatniej serii gier wyprzedzili w tabeli ekipę Włoch i awansowali do Final Six na piątym miejscu, za zespołami Iranu, Rosji, Brazylii i Francji. Drużyna gospodarzy miała miejsce wcześniej zagwarantowane.

Liga Narodów nie jest w tym sezonie najważniejszym celem w kalendarzu gier naszej reprezentacji. Priorytet ma sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio. Biało-czerwoni będą gospodarzami zaplanowanych w dniach 9-11 sierpnia zmagań w Gdańsku z udziałem ekip Francji, Tunezji i Słowenii. Awans uzyska jedynie zwycięzca. Drugą pod względem ważności imprezą dla naszych siatkarzy będą wrześniowe mistrzostwa Europy, których gospodarzami będą aż cztery kraje: Francja, która została przypisana do grupy A, Belgia (grupa B), Słowenia (grupa C) i Holandia (grupa D). Ich zespoły zostały rozstawione, a następnie do nich dolosowano kolejne kraje. Biało-czerwoni trafili do grupy D z Holandią, Czechami, Estonią, Ukrainą i Czarnogórą.

Poprzednie mistrzostwa Europy, rozegrane w Polsce w 2017 roku, nasz zespół zakończył w barażach po fazie grupowej, odpadając nieoczekiwanie po porażce ze Słowenią, ale rok później już pod wodzą trenera Vitala Heynena zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata. Podrażniona ambicja mobilizuje biało-czerwonych do sukcesu także w europejskim czempionacie.
W tym kontekście wywalczenie miejsca w Final Six jest dla sztabu szkoleniowego naszej reprezentacji pewnym kłopotem, bowiem konieczność wyprawy za ocean na zaplanowany w dniach 10-14 lipca turniej w Chicago komplikuje plan przygotowań do wspomnianych wyżej dwóch najważniejszych imprez. Pewnie dlatego trener Vital Heynen był do końca fazy zasadniczej Ligi Narodów konsekwentny w rotowaniu składem na poszczególne turnieje. Na ostatni, w Lipsku, chociaż ważyły się na nim losy awansu naszej reprezentacji do finału rozgrywek, nie wystawił najmocniejszej ekipy. Dwunastu najlepszych i sprawdzonych już we wcześniejszych bojach siatkarzy w tym czasie trenowało w Spale.

Mimo to w Lipsku nasza ekipa nie zawiodła oczekiwań. Najpierw w piątek pokonała 3:1 Japonię, a dzień później, również 3:1, zespół Niemiec. W tym samym czasie rywalizujący po drugiej stronie oceanu drużyna Italii zaliczyła w stolicy Brazylii dwie porażki – w piątek uległa 1:3 Kanadzie, a w sobotę przegrała 1:3 z Francją. I ta druga porażka rozstrzygnęła definitywnie kwestię obsady miejsc w Final Six, bo swoim zwycięstwem Francuzi za jednym zamachem zapewnili sobie czwartą lokatę, a Polakom piątą. Rozegrane w niedzielę ostatnie spotkania w fazie zasadniczej (Polski z najsłabszą w stawce Portugalią oraz Włochów z Brazylią) nie miały już żadnego znaczenia. W Chicago do gospodarzy Final Six Amerykanów dołączą zespoły Brazylii, Iranu i Rosji oraz Francja i Polska.

Dla organizatorów turnieju obecność reprezentacji Polski ma dużą wartość, bo liczą, że przynajmniej na jej meczach trybuny mogącej pomieścić 9,5 tysiąca widzów hali Credit Union 1 Arena wypełnią się po brzegi. Ciekawe czy trener Heynen też pójdzie im na rękę i pośle do Chicago najmocniejsza ekipę…

 

Polacy wciąż walczą o Final Six

Przed ostatnią serią turniejów w Lidze Narodów reprezentacja Polski siatkarzy zajmuje w tabeli szóste miejsce. Nie jest to jednak lokata dająca miejsce w kończącym zmagania Final Six, bo w gronie sześciu finalistów musi się znaleźć miejsce dla gospodarzy – ekipy USA. Ale biało-czerwoni wciąż mają szansę zagrać w Chicago.

W najbliższy weekend nasi siatkarze zagrają w turnieju w Lipsku, a ich rywalami będą zespoły Niemiec, Japonii i Portugalii. Przy ustalaniu kolejności w turniejach FIVB głównym kryterium jest liczba zwycięstw, a dopiero potem zdobyte punkty. Dlatego wyszarpane przez biało-czerwonych w tie-breakach trzy zwycięstwa w Mediolanie są takie cenne, zwłaszcza z ekipą Włoch, bo to z tym zespołem podopieczni Vitala Heyena w najbliższy weekend stoczą korespondencyjny bój o miejsce w Final Six.

Po 12 meczach rozegranych w czterech turniejach reprezentacja Polski jest w tabeli na szóstym miejscu z dorobkiem ośmiu zwycięstw i czterech porażek, 21 punktów i bilansem setów 29:23. Prowadząca w zestawieniu Brazylia 11 zwycięstw i jedną porażkę, 30 pkt i w setach 35:13. Drugi Iran też ma na koncie 11 wygranych i jedna porażkę, 30 punktów, ale gorszy bilans setów – 32:11. Trzecia w tabeli ekipa Francji ma bilans meczów 9-3, setów 31:14, a punktów 28. Czwarta Rosja także ma 9 zwycięstw i trzy porażki, ale punktów ma 26, a bilans setów 28:15. Te cztery zespoły są raczej poza zasięgiem biało-czerwonych, ale zajmujący piąta lokatę Włosi już nie.

„Squadra Azzurra” ma tyle samo zwycięstw i porażek co Polska (8-4), ale lepszy bilans setów (28:16 do 29:23) i więcej punktów (25 do 21). Ale ponieważ przy ustaleniu miejsca pierwszeństwo ma liczba zwycięstw, to wszystko jeszcze jest w tej rozgrywce możliwe. To tłumaczy zaciekłość, z jaką nasi siatkarze, ale także włoscy, walczyli w niedzielę w Mediolanie w bezpośrednim starciu. Jej najlepszą miarą jest przebieg piątego seta, wygranego przez biało-czerwonych w tie-breaku 25-23. Gdyby Polacy przegrali z zespołem trenera Gianlorenzo Blenginiego, prawie na pewno zamknęliby sobie drogę do Final Six. A tak mimo straty trzech punktów do Włochów wciąż mogą ich jeszcze wyprzedzić.

Ale żeby tak się stało, kadra pod wodzą Vitala Heynena musi spełnić jeden podstawowy warunek: wygranie większej liczby spotkań niż Włosi w ostatnim tygodniu Ligi Narodów. Przypomnijmy, że nasi siatkarze polecą do Lipska, gdzie zmierzą z gospodarzami turnieju (14. miejsce w tabeli Ligi, bilans 2-10), Japonią (10. miejsce, 5-7) i Portugalią (15. miejsce, 2-10). Natomiast Włosi rozegrają turniej w Brasilii, gdzie poza gospodarzami, prowadzącymi w klasyfikacji LN z 30 punktami na koncie, czekają na nich Francuzi (3. miejsce, 9-3) i Kanadyjczycy (8. miejsce, 7-5). Nie trzeba chyba wyjaśniać, która z drużyn ma łatwiejszy terminarz spotkań.

Wyprzedzenie Rosjan, którzy grają za tydzień (28-30 czerwca) w Brisbane z Argentyną, Chinami i Australią, jest właściwie niemożliwe, ale w przypadku Włochów nawet cztery punkty straty nie są większa przeszkodą. Teoretycznie nawet dwa wygrane mecze dają Polakom prawo gry o zwycięstwo w całej Lidze Światowej, ale do tego potrzebne są porażki Włochów w Brasilii.