Pokazowe nabieranie wiecznie żywe

Wciąż wykrywane są kolejne przypadki oszukańczych pokazów handlowych dla seniorów. I wciąż organizowane są następne. To zjawisko nie do zwalczenia.
Tym razem spółka Topmed Plus wprowadzała ludzi w błąd sugerując, że kupują na pokazach zestawy produktów z dużym rabatem. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nakazał natychmiast zaniechać nieuczciwej praktyki. Nałożył też na spółkę karę w wysokości 614 tys. zł.
Topmed Plus sprzedaje na pokazach handlowych zestawy produktów, w skład których wchodzą maty masujące, materace, wyciskarki do soków czy garnki. Jej klientami są głównie seniorzy. Zarzut dotyczył sugerowania konsumentom, że kupują po promocyjnych cenach, podczas gdy była to standardowa oferta Topmed Plus wynikająca ze stosowanego cennika. Przykładowo w umowie jako cenę wyjściową zestawu firma podawała 7990 zł, a jako cenę po uzyskaniu upustu – 2790 zł. Dokładnie tyle samo widniało w cenniku, ale klient wierzył, że „zaoszczędził” 5200 zł. -Sugerowanie konsumentom fikcyjnej korzyści cenowej to nieuczciwa praktyka rynkowa. Z ankiet, które przeprowadziliśmy wśród klientów Topmed Plus wynika, że ponad 90 proc. z nich zdecydowało się na zakup właśnie ze względu na oferowany upust. Ponad 80 proc. klientów potwierdziło, że sprzedawca przekonywał ich, że rabat obowiązuje tylko w dniu pokazu. W ten sposób spółka oszukiwała konsumentów – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.
Potwierdzają to opinie indywidualnych klientów. 63-letnia konsumentka: Pokaz to gra psychologiczna Ceny, o których mówił pracownik w czasie pokazu, były mocno zawyżone – wielokrotnie. 82-latek powiedział zaś: Obserwując ceny rynkowe tych produktów, które kupiłem, widzę, że na pokazie nie zastosowano upustów.
Prezes UOKiK nakazał spółce, aby zaprzestała stosowania zakwestionowanej praktyki. Ze względu na ważny interes konsumentów nałożył rygor natychmiastowej wykonalności. Topmed Plus musi się zastosować do nakazu bez względu na to, czy odwoła się od decyzji UOKiK do sądu.
Oprócz tego spółce wymierzono karę finansową – dokładnie 614 548 zł. Ma także zawiadomić listem poleconym o decyzji UOKiK wszystkich, z którymi zawarł na pokazach umowy sprzedaży po 1 lipca 2017 r. Dzięki temu dowiedzą się oni o naruszeniu prawa przez spółkę i mogą zdecydować się na dochodzenie swoich roszczeń.
Wszystkim zaś warto przypomnieć, że trzeba ostrożnie podchodzić do zaproszeń na bezpłatne wykłady czy badania. Z reguły są one połączone ze sprzedażą, a oferta bardzo rzadko bywa atrakcyjna. Dlatego zawsze należy porównać ją z propozycjami innych firm, oferujących podobne wyroby.

Mniej pesymizmu w małych firmach

Choć nastroje się nieco poprawiły, pandemia ciągle dławi polską gospodarkę. W naszym kraju potrzebny jest wreszcie jakiś przełom w walce z koronawirusem.
Polski sektor mikro, małych i średnich firm powoli wraca do normalności. Na koniec maja bieżącego roku główny wskaźnik koniunktury wyniósł 47,1 pkt. i znacząco odbił w porównaniu do poziomu z marca (32,5 pkt.) i kwietnia (40,8 pkt.). Co więcej, jest tylko o 2,8 pkt. niższy niż w pomiarze sprzed pandemii zrealizowanym w styczniu br. Takie wyniki przyniosło badanie Barometr COVID-19 realizowane przez Europejski Fundusz Leasingowy.
Jest to badanie zapoczątkowane w marcu 2020 roku, w celu oceny wpływu pandemii koronawirusa na przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Informuje ono o skłonności małych i średnich przedsiębiorstw do wzrostu – czyli rozwoju rozumianego, jako wzrost sprzedaży i produkcji, ekspansja na nowe rynki oraz maksymalizacja zysków. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm.
Bardziej optymistycznie niż parę miesięcy temu wyglądają zwłaszcza prognozy dotyczące płynności finansowej. O ponad połowę zmniejszyła się liczba zarządzających MŚP, którzy obawiają się niższej płynności (z 76 proc. w kwietniu do 37 proc. na koniec maja br.), a z 1,5 proc. do 17 proc. wzrosła grupa firm liczących na lepszą sytuację finansową.
Nastroje poprawiają się także – choć już znacznie wolniej – w przewidywaniach dotyczących sprzedaży. Pod koniec maja zwiększenia zamówień oczekiwało prawie 17 proc. małych i średnich firm, w kwietniu tego zdania było niecałe 2 proc.
Natomiast niezmienionego poziomu sprzedaży spodziewało się w maju 46 proc. zapytanych, podczas gdy w kwietniu odsetek ten wyniósł tylko 19 proc. Spadku sprzedaży w maju obawiało się już tylko 36 proc. badanych, podczas gdy w kwietniu było to 78 proc.
Analiza branżowa pokazuje, że najszybciej do normalności sprzed pandemii mogą powrócić przedsiębiorstwa usługowe i transportowe oraz hotele i restauracje.
Tym niemniej, wartość głównego indeksu Barometru COVID-19 wciąż pozostaje poniżej progu 50 pkt., co oznacza, że warunki do rozwoju sektora MŚP są oceniane nadal jako niekorzystne – choć zdecydowanie lepsze, niż w dwóch pierwszych miesiącach po wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce.
Prawie wszyscy uczestnicy majowego Barometru COVID-19 (92,8 proc.) planują zachować dotychczasowy poziom inwestycji, zaś większość z nich (65,2 proc.) spodziewa się utrzymać podobne, jak w ostatnich miesiącach, zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W tych obszarach polscy przedsiębiorcy zachowują cały czas ostrożność – a i banki komercyjne nie palą się do udzielania kredytów na rozwój gospodarki, czekając na wsparcie finansowe, jakie obiecał im rząd PiS i Narodowy Bank Polski.
Generalnie, wygląda na to, że jednak idzie ku lepszemu, niezależnie od wielkości biznesu. Biorąc pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, mniejszy pesymizm w porównaniu z marcem i kwietniem tego roku można było zaobserwować we wszystkich rodzajach firm. W przypadku tych najmniejszych, zatrudniających do 9 pracowników, w maju została odnotowana poprawa nastrojów o 5 pkt., do 45 pkt. W firmach małych poziom optymizmu zwiększył się o 6,8 pkt., osiągając 48 pkt. Podobnie było w średnich przedsiębiorstwach (wzrost o 7 pkt. do 48 pkt.).
Analiza wyników Barometru COVID-19 w podziale na branże pokazuje, że w trzech branżach po początkowym spadku na koniec marca br. nastroje wróciły do poziomu sprzed pandemii. Dotyczy to branży usługowej, transportowej i hotelarstwa, cateringu oraz restauracji (HoReCa). Indeks dla usług w maju 2020 r. był nawet nieco wyższy niż w pierwszym kwartale tego roku (pomiar realizowany w styczniu pokazał 46,5 pkt.) i wyniósł 47, 3 pkt. Podobnie jest z firmami transportowymi – w maju indeks dla nich wyniósł 47,7 pkt., podczas gdy na początku tego roku 46,1 pkt.
Jako nadzwyczaj optymistyczny można ocenić wynik dla sektora HoReCa – na koniec maja wyniósł 51,9 pkt. i był tylko o 1,6 pkt. niższy niż w styczniu tego roku. Co więcej, jest to najwyższy wynik wśród wszystkich sześciu badanych branż, z największym odbiciem w górę w stosunku do kwietnia (wówczas wskaźnik koniunktury wyniósł niecałe 41 pkt.). Jako jedyny uplasował się powyżej granicy pokazującej skłonność do ograniczonego rozwoju, która wynosi 50 pkt.
Ten bardzo dobry wynik jest jednak dość zrozumiały, bo zaczyna się lato, a to tradycyjnie okres najwyższych obrotów dla restauracji, hotelarstwa i gastronomii. Także i w tym roku, mimo epidemii koronawirusa, te przedsiębiorstwa liczą na jakieś sezonowe odbicie
W pozostałych trzech branżach (budownictwo, handel i produkcja) również odnotowano coraz mniejszą dynamikę spadku poziomu koniunktury, jednak wskaźnik jest nadal niższy w porównaniu ze stanem jaki był na początku roku.
Indeks dla przedsiębiorstw budowlanych wyniósł na koniec maja br. 46 pkt. (w styczniu – 57 pkt.), dla handlowych – 45 pkt. (w styczniu – 52 pkt.), a dla firm produkcyjnych – także 46 pkt. (w styczniu br. – 53 pkt.). -Po niemal trzech miesiącach epidemii widzimy uspokojenie nastrojów wśród mikro, małych i średnich firm. Właściwie można je porównać do czasu z początku tego roku, kiedy jeszcze nikt nie myślał o takich zawirowaniach zdrowotnych i gospodarczych, z jakimi mieliśmy do czynienia. Słabnąca pandemia, odblokowywanie kolejnych gałęzi gospodarki, wsparcie rządowe spowodowały, że coraz więcej przedsiębiorców lepiej ocenia płynność finansową swoich firm i prognozuje zwiększenie sprzedaży w najbliższych tygodniach – mówi Radosław Woźniak, prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego organizującego to badanie koniunktury.
Czy zatem można powiedzieć, że polska gospodarka wróciła do normalności? Z pewnością jeszcze nie, bo to będzie długofalowy proces. Można jednak mieć nadzieję, że już nastąpił jego początek. Zdaniem ekspertów, proces odrodzenia i powrotu do dawnej aktywności małych i średnich przedsiębiorstw w naszym kraju może potrwać jeszcze dwa – trzy lata – o ile oczywiście poradzimy sobie z pandemią koronawirusa, mającą niszczący wpływ na funkcjonowanie gospodarki.

Leasing potrzebuje czasu na odbudowę

Pandemia koronawirusa jest bardzo destrukcyjna na tak elementarnym poziomie jak nastroje społeczne i zaufanie do przyszłości. Mocno uderza w ufność konsumencką, a przez to w konsumpcję prywatną i plany inwestycyjne przedsiębiorców.
Polska branża leasingowa na uzyskanie poziomu finansowania sprzed kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa będzie wymagała więcej czasu niż miało to miejsce po upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. Wówczas na powrót do wyniku przedkryzysowego potrzebowaliśmy 4 lat. Tym razem wartość inwestycji sfinansowanych przez firmy leasingowe może przekroczyć poziom z 2019 roku dopiero w 2025 roku.
Zakładamy, że w 2020 roku nasza branża udzieli finansowania w wysokości ponad 51 mld zł, czyli o 34 proc. mniej niż rok wcześniej. Dodatnią dynamikę rynku leasingu powinniśmy zobaczyć już na początku 2021 roku, jednak w przyszłym roku wartość sfinansowanych środków trwałych przez firmy leasingowe będzie znacznie niższa niż w 2019 roku. Sytuacja będzie rozwijać się podobnie do tej podczas kryzysu finansowego po upadku banku Lehman Brothers w 2008 roku. Wówczas rynek leasingu w Polsce potrzebował 4 lat, aby odrobić straty – wartość inwestycji sfinansowanych przez firmy leasingowe dopiero w 2013 roku przekroczyła poziom z 2008 roku.
Dzisiaj widzimy, jak uderzenie COVID-19 jest niszczące dla naszej gospodarki. Przede wszystkim pokazują to wyniki sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej za kwiecień, gdzie w obu przypadkach spadki znacznie przekroczyły 20 proc. w ujęciu rocznym.
Pandemia koronawirusa jest bardzo destrukcyjna na tak elementarnym poziomie jak nastroje społeczne i zaufanie do przyszłości. Mocno uderza to w ufność konsumencką, a przez to w konsumpcję prywatną i plany inwestycyjne przedsiębiorców.
Jakby tego było mało, w najbliższych latach mamy splot kilku, niesprzyjających dla branży leasingowej czynników. Przede wszystkim zaakceptowany przez Parlament Europejski tzw. Pakiet Mobilności będzie długotrwałym czynnikiem ograniczającym rozwój polskich firm transportowych. A finansowanie branży transportowej jest istotnym obszarem działalności firm leasingowych.
Po drugie, powoli będziemy kończyć perspektywę unijną 2014-2020. Wydatkowanie będzie trwało co prawda do 2023 roku, ale już przy coraz niższych rozmiarach inwestycji współfinansowanych z Unii Europejskiej.
I na koniec, widzimy jak ogromna jest skala środków pomocowych uruchamianych przez rządy państw europejskich. To w perspektywie dwóch – trzech lat doprowadzi do dużych napięć budżetowych, a w rezultacie do istotnego spowolnienia, a być może nawet do niewielkiej recesji w strefie euro.
W związku z tym zakładamy, że w kolejnych latach tempo rozwoju rynku leasingu pozostanie umiarkowane, a poziom finansowania z 2019 roku (77,8 mld zł) może zostać osiągnięty nawet dopiero w 2025 r.

Szansa dla polskich firm?

Eksporterzy z naszego kraju powinni szykować się na zmiany w globalnym łańcuchu dostaw.
Sytuacja, spowodowana izolacją chińskiej gospodarki, a następnie masową izolacją innych krajów, obnażyła globalne zależności od towarów z Państwa Środka. A to nie spodobało się wielu krajom wysoko rozwiniętym, a szczególnie Stanom Zjednoczonym.
Świat zrozumiał, że Chiny stały się nie tylko teoretycznie fabryką świata, ale w rzeczywistości kontrolują ogromne przepływy surowców i komponentów, potrzebnych w produkcji praktycznie we wszystkich znaczących gospodarkach.
Prezydent Trump wszczynając wojny celne z Chinami daje sygnał amerykańskim korporacjom do zmiany swoich dostawców i powrotu do produkcji na rynek amerykański. Rząd Japonii oferuje miliardy pomocy firmom, które wycofają się z Chin ze swoją produkcją. Obserwujemy wycofywanie się światowych koncernów z rynku chińskiego i próby przekierunkowania produkcji w inne miejsca.
Jest to szansa dla polskich przedsiębiorstw, aby właśnie w te zrywające się łańcuchy dostaw się wpisać i walczyć o nowe zamówienia, ale też o najnowsze technologie.
Gdzie strona polska powinna zacząć szukać nowych szans biznesowych? Z pomocą mogą przyjść dane statystyczne o obrocie w handlu międzynarodowym, który jest bardzo dobrze monitorowany poprzez dokumenty przewozowe i dokumenty celne. Mając dostęp do takich danych, można sprawdzić kierunki eksportu chińskich przedsiębiorstw lub wielkość importu danego kraju produktów z Chin, jakie wytwarzamy (sklasyfikowanych kodami celnym HS) .
Analizując takie dane widzimy, jakie kraje są znacznymi odbiorcami chińskich produktów. Analizując ich postawę wobec zaistniałej sytuacji, przedsiębiorcy mogą wyciągać wnioski o możliwych zmianach w łańcuchu dostaw – i właśnie na takie rynki kierować swoją ofertę. Przykładem może być artykuł, który ukazał się w chińskiej prasie, sugerujący możliwość narzucenia przemysłowi farmaceutycznemu utrudnień na sprzedaż komponentów do produkcji leków dla firm z USA (które w 70 proc. te komponenty sprowadzają z Chin).
Fabryki samochodowe niektórych koncernów, musiały wstrzymać produkcje, ponieważ większość części była produkowana w prowincji Hubei, której stolicą jest miasto Wuhan. Z powodu kwarantanny, która objęła całą prowincję, została również wstrzymana produkcja i dostawy komponentów wykorzystywanych w fabrykach produkujących samochody.
Mam nadzieję, że pomoc udzielona przez rząd polskim firmom pozwoli im na utrzymanie płynności i mocy produkcyjnych, aby wykorzystały moment zachwiania globalnej gospodarki i wykorzystały szanse, jakie niesie ze sobą obecny kryzys.
Tak jak stosunkowo łatwo jest wybudować nową fabrykę, tak znacznie trudniej jest do niej znaleźć wykwalifikowanych pracowników. Dlatego to właśnie polska gospodarka ma szansę na przejęcie części kontraktów, ponieważ jest ona, podobnie jak chińska oparta na produkcji, a nie na usługach jak wiele gospodarek zachodnich, które mają ograniczone zasoby ludzkie zdolne do wykonywania pracy fizycznej. Pokazuje to ostatnia sytuacja w Niemczech, związana z brakiem pracowników sezonowych na przykład do zbioru szparagów.

Gorzej w każdej dziedzinie

Towarzystwo Ekonomistów Polskich ostrzega: w naszej gospodarce szaleje wirus niepewności.

Koronawirus (SARS-CoV-2) uderzył w polską gospodarkę. Na początku drugiego kwartału odnotowano pogorszenie się koniunktury we wszystkich działach gospodarki, objętych badaniami przez Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej.
Wartości zarówno barometru koniunktury (BAR-IRG), który w sposób syntetyczny przedstawia koniunkturę ogólnogospodarczą, jak i jego składowych (wskaźników koniunktury w poszczególnych działach), dramatycznie spadły. Większość z nich osiągnęła historyczne minima.
Wartość barometru wynosi obecnie minus 39,9 pkt. i jest to najniższy poziom w historii badania. W porównaniu z pierwszym kwartałem obniżyła się aż o 30,6 pkt., a spadek w skali roku wyniósł 39,9 pkt. Równie głębokich kwartalnych i rocznych spadków wartości barometru dotychczas nie zanotowano.
Kryzys jest rozległy i głęboki. Najbardziej pogorszyły się nastroje konsumentów. W porównaniu z pierwszym kwartałem wartość wskaźnika kondycji gospodarstw domowych zmniejszyła się o 40,5 pkt. Gospodarstwa domowe najbardziej obawiają się wzrostu bezrobocia. Wartość salda odpowiedzi na to pytanie zwiększyła się kwartalnie aż o 62,8 pkt., do poziomu 78,6 pkt., najwyższego w historii badania.
Rosną także obawy dotyczące sytuacji finansowej gospodarstw domowych i ogólnej sytuacji w gospodarce polskiej. Wartość salda odpowiedzi na to drugie pytanie wynosi minus 57,9 pkt. i jest o 43,2 pkt. niższa niż w pierwszym kwartale oraz o 53,8 pkt. niższa niż rok temu.
W przemyśle przetwórczym wartość wskaźnika obniżyła się w ciągu marca i kwietnia o 28 pkt. Obecnie wynosi minus 38,8 pkt. i jest niższa od wartości sprzed roku o 39,1 pkt.
Przedsiębiorstwa przemysłowe informują o spadku produkcji, inwestycji, zamówień, zapasów, cen oraz pogorszeniu się ich sytuacji finansowej. Dramatycznie pogarszają się też ich nastroje. Wartość salda odpowiedzi na pytanie o ocenę ogólnej kondycji gospodarki polskiej wynosi minus 88,3 pkt. Tak niska wartość salda świadczy o ogromnym pesymizmie, który ogarnął przedsiębiorców na niespotykaną dotychczas skalę. Tempo pogarszania się nastrojów w przemyśle przetwórczym jest ogromne.
Stosunkowo najmniejsze zmiany zachodzą w zatrudnieniu. Wartość salda obniżyła się w ciągu miesiąca o 5,1 pkt., a spadek w skali roku wyniósł 4,8 pkt. Ten wynik wskazuje, iż obawy gospodarstw domowych dotyczące bezrobocia są być może przesadzone. Nie wiadomo jednak, jak długo potrwa kryzys. Przewidywania przedsiębiorstw dotyczące zarówno ich wyników gospodarczych, jak i rozwoju sytuacji w całej gospodarce w najbliższych miesiącach, są bardzo pesymistyczne.
W budownictwie spadek wartości wskaźnika wyniósł 25,3 pkt., do poziomu minus 36,3 pkt. Zakłady budowlane, podobnie jak przemysłowe, odnotowały spadek wielkości produkcji i zamówień. Szczególnie głęboki był spadek zamówień eksportowych.
Najniższą wartość, tak jak w przemyśle przetwórczym, przyjęło saldo odpowiedzi na pytanie o ogólną kondycję gospodarki. Wynosi ona minus 82,1 pkt. i jest niższa od wartości z pierwszego kwartału o 56,7 pkt. Przewidywania firm budowlanych dotyczące rozwoju sytuacji w kolejnym kwartale są bardzo pesymistyczne. Narastają zwłaszcza ich obawy przed zatorami płatniczymi.
W handlu i sektorze bankowym spadki wartości wskaźników koniunktury były nieco mniejsze, wyniosły odpowiednio: 28,8 i 31,8 pkt. Także w tych sektorach spadki odnotowano dla wszystkich sald testu koniunktury. Tak jak w przemyśle przetwórczym i budownictwie na pogorszenie się koniunktury najsilniej zareagowały nastroje, a silny pesymizm ujawnia się w ocenach perspektyw rozwoju sytuacji w najbliższym okresie.
Wyniki badań koniunktury przeprowadzonych w kwietniu są porażające. Podobnego obrazu gospodarki nie oglądaliśmy w żadnym z kryzysów, jakie przeżyliśmy od czasów transformacji ustrojowej. Zaledwie 9 proc. ankietowanych przedsiębiorstw nie odczuło negatywnych skutków obostrzeń w życiu gospodarczym, wprowadzonych w następstwie wybuchu epidemii COVID-19, a co czwarte uznało je za dotkliwe.
Nie tylko nie notowano dotąd tak niskich wartości wskaźników koniunktury, ale także głębokość ich spadków i tempo, w jakim następują, są wyjątkowe. Podobnie jak przyczyny, które doprowadziły do obecnej sytuacji. W gospodarce szaleje wirus niepewności, który zaraża pesymizmem wszystkich uczestników działalności gospodarczej.
Nie wiadomo, jak będzie przebiegał dalszy rozwój sytuacji w gospodarce. Mamy niewiele informacji o kolejnych działaniach osłonowych rządu. Trudno więc ocenić dziś, kiedy nastąpi odbicie w gospodarce i jaki będzie jego przebieg.

Już prawie nie ma optymistów

Epidemia nie ominęła firm budowlanych. Najbardziej ze wszystkich branż obawiają się one skutków uderzenia koronawirusa. Ale fatalne nastroje panują także w hotelarstwie, gastronomii i cateringu.

Budownictwo oraz usługi hotelowe i gastronomiczne – te dziedziny naszej gospodarki zostały szczególnie boleśnie dotknięte przez kryzys. Barometr koniunktury Europejskiego Funduszu Leasingowego dla branży budowlanej na II kwartał 2020 wyniósł 30,9 pkt (korzystna koniunktura zaczyna się powyżej 50 pkt). Oznacza to spadek o 26,2 pkt. w stosunku do pierwszego kwartału bieżącego roku – najwyższy wśród wszystkich badanych sektorów gospodarki. Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do wzrostu, rozwoju i maksymalizacji zysków. W przypadku każdego z badanych obszarów widać przewagę pesymistów nad optymistami. Najgorzej jest ze sprzedażą. Aż 64 proc. przedsiębiorstw budowlanych obawia się mniejszych zamówień, a tylko 6 proc. liczy na ich wzrost. 43,5 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie inwestycji, 13 proc. przewiduje ich wzrost. Fatalne są oczekiwania co do sprzedaży: 63,8 proc. przedsiębiorców budowlanych prognozuje zmniejszenie sprzedaży, a tylko 6,3 proc. jej wzrost. To oczywiście oznaczać musi pogorszenie płynności finansowej, czego spodziewa się 52,5 proc. przedsiębiorców. Jedynie 3 proc. prognozuje lepszą płynność. 27,5 proc. przedsiębiorców przewiduje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 16,3 proc. – wzrost zapotrzebowania. Branża budowlana, jako jedna z nielicznych od pojawienia się koronawirusa w Polsce, mogła realizować swoje zlecenia, nie była objęta rządowymi zakazami. Jak widać, nie pomogło to jej.

– Wydawać się mogło, że spowolnienie jej nie dotknie albo w mniejszym stopniu niż pozostałe sektory. Tymczasem większość danych już pokazuje, że to nieprawda. Opublikowany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w kwietniu 2020 roku wyniósł minus 47,1 dla budownictwa i nie odbiegał od pozostałych branż. Dla porównania, jeszcze w marcu wyniósł minus 1,9. Również wyniki firm leasingowych za pierwszy kwartał sugerują, że przedsiębiorstwa budowlane czuły, że najgorsze przed nimi i wstrzymywały się z inwestycjami. Barometr EFL, który wybiega w przyszłość, pokazuje, że II kwartał może być zdecydowanie słabszy, zarówno pod kątem sprzedaży, jak i inwestycji. Liczymy jednak, że powolne odmrażanie gospodarki i osłabienie epidemii odbiją się pozytywnie na działalności budowlanej w drugiej części roku – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL. Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe w I kwartale bieżącego roku sfinansowały sprzęt budowlany o wartości 694,2 mln zł, co oznacza 18,14 proc. spadek, rok do roku. Choć roboty budowlane idą w naszym kraju pełną parą i są wydawane pozwolenia na budowę, to jednak branża wstrzymuje się z inwestycjami. Pogarszającą się kondycję budownictwa widać już w wynikach firm leasingowych za I kwartał 2020 r. Leasingodawcy sfinansowali sprzęt budowlany o wartości o ponad 18 proc. niższej niż w analogicznym okresie rok temu. Budownictwo nie jest tu niestety wyjątkiem. Barometr EFL na II kwartał 2020 r. wskazuje, że 8 na 10 restauracji i hoteli boryka się z coraz większymi problemami finansowymi. W bieżącym roku wiele z nich może upaść. Wskazania barometru koniunktury na II kwartał br. dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) pokazały 28,6 pkt., czyli o 24,9 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. Tu spadek jest nieco mniejszy, niż w przypadku budownictwa, ale za to do niemal najniższego (tylko usługi wypadają jeszcze gorzej) poziomu w całej polskiej gospodarce. 81,3 proc. restauratorów i hotelarzy obawia się mniejszej liczby klientów. 3 proc. (jacyś niepoprawni optymiści?) prognozuje wzrost sprzedaży. A w związku z tym, że płynność finansowa jest uzależniona od codziennego napływu gości, aż 82,5 proc. przedstawicieli HoReCa spodziewa się większych trudności w regulowaniu codziennych zobowiązań i prognozuje pogorszenie płynności finansowej. A to już krótka droga do ogłoszenia upadłości firmy. W związku z tym 44 proc. przedsiębiorców hotelarskich, cateringowych i gastronomicznych prognozuje zmniejszenie inwestycji; 12 proc. przewiduje zaś ich wzrost. 23,8 proc. spodziewa się mniejszego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne; 33,8 proc. prognozuje tu wzrost. Wpływ koronawirusa na sytuację branży może okazać się dramatyczny. 82,5 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy (to najwyższy wynik wśród wszystkich branż naszej gospodarki). W rezultacie, pieniędzy może zabraknąć na codzienne rachunki.

– HoReCa to sektor dla którego skutki epidemii COVID-19 mogą okazać się najbardziej dotkliwe. Zdecydowana większość restauracji, kawiarni, barów, hoteli czy pensjonatów nie może normalnie funkcjonować już niemal dwa miesiące. I choć powolne odmrażanie gospodarki 4 maja objęło część tych podmiotów, to jednak tylko w ograniczonym zakresie. Jeśli właściciel lokalu nie wypracował we wcześniejszych miesiącach i latach odpowiednich zapasów finansowych, a w dodatku ma zaległości w fakturach i bieżących opłatach na rzecz dostawców, to gdy zdolności do regulowania zobowiązań nie będzie, bardzo często nie pozostaje nic innego, jak zwolnienie pracowników i zamknięcie biznesu – zwraca uwagę Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL. Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe w I kwartale br. sfinansowały sprzęt gastronomiczny o wartości 63,3 mln zł, co oznacza niemal taki sam wynik jak rok wcześniej (I kwartał 2019 – 63,2 mln zł). Wtedy jeszcze nie było widać spadku finansowania, ale jest on nieunikniony. – Styczeń i luty były miesiącami, w których nie znaliśmy jeszcze koronawirusa i nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co czeka nas za kilka tygodni. Dopiero od marca przedsiębiorcy wstrzymywali się z inwestycjami, które wcześniej planowali. To dotyczy większości sektorów całej polskiej gospodarki. Wyniki po upływie II kwartału pokażą skalę spowolnienia gospodarczego, jakie przysporzył nam COVID-19 – dodaje Radosław Woźniak.

Co będzie z gospodarką w przyszłości? Jeśli chodzi o budownictwo, to eksperci EFL oraz leasingodawcy specjalizujący się w finansowaniu maszyn i urządzeń budowlanych, spodziewają się, że pod względem inwestycji II kwartał może być jeszcze słabszy , a na wyhamowanie spadków i lekką poprawę nastrojów musimy poczekać najwcześniej do okresu powakacyjnego.

Nie wiadomo jednak, czy i kiedy ta oczekiwana poprawa nastąpi, bo nastroje w polskiej gospodarce są fatalne. Wartość głównego indeksu barometru EFL dla całej naszej gospodarki wyniosła w drugim kwartale 2020 roku tylko 32,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,4 pkt. niższy niż w pierwszym kwartale tego roku i jednocześnie najniższy w historii.

Hekatomba wśród najdrobniejszych

Koronawirus w połączeniu z decyzjami rządu spowodował, że od początku tego roku już 100 tysięcy polskich mikroprzedsiębiorstw zawiesiło działalność gospodarczą.
W marcu wraz z rozwojem pandemii COVID-19 na zawieszenie działalności zdecydowało się prawie 36 tys. przedsiębiorców indywidualnych posiadających najmniejsze firmy, zatrudniające do 9 osób. W pierwszych siedmiu dniach kwietnia taką decyzję podjęło już 22 tys. właścicieli z tej grupy firm. Tym samym, w ciągu kilku tygodni osiągnięty został już poziom 60 proc. wszystkich zawieszeń najmniejszych firm, odnotowany w roku 2019.
Na wprowadzonych przez rząd ograniczeniach najbardziej ucierpieli fryzjerzy i kosmetyczki, właściciele obiektów noclegowych, a także organizatorzy szkoleń i zajęć sportowych – wynika z analizy rynkowej przygotowanej przez serwis BNF.pl na podstawie informacji dostępnych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.
Statystycznie właściciele firm najczęściej decydują się na rozpoczęcie, zakończenie bądź wstrzymanie działalności w pierwszym dniu kolejnego miesiąca. Najświeższe dane pochodzące z pierwszych siedmiu dni kwietnia już teraz pokazały wyraźnie, że pod względem liczby zawieszeń działalności, obecny miesiąc będzie najgorszym od początku roku. O ile w pierwszym dniu lutego i marca, a więc jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa w Polsce, zawieszono 8-10 tys. firm, to tylko 1 kwietnia liczba ta wzrosła do niemal 20 tys.
Z danych CEIDG wynika również, że na decyzje podjęte przez przedsiębiorców bezpośredni wpływ miały środki zapobiegawcze podjęte przez polski rząd. Po konferencji premiera z piątku 13 marca br., na której ogłoszono wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemiologicznego, liczba zawieszanych działalności wzrosła lawinowo. W poniedziałek 16 marca na wstrzymanie swojej działalności zdecydowało się ponad 2,5 tys. firm, a przez całą drugą połowę miesiąca liczba ta kilkukrotnie dochodziła do tysiąca dziennie.
Wzrost liczby zawieszeń widać praktycznie we wszystkich grupach branżowych. Patrząc na wyniki kwartalne w ujęciu bezwzględnym, najwięcej „zamrożonych” firm zaobserwować można kolejno w branży handlowej, budowlanej i transportowej, jednak tylko w tej ostatniej liczba wstrzymanych działalności była w marcu wyraźnie wyższa niż w pierwszym miesiącu roku. Z kolei porównując dane za poszczególne miesiące pierwszego kwartału, widać, że epidemia wyraźny wpływ wywarła na firmach sklasyfikowanych jako placówki edukacyjne i firmy szkoleniowe, obiekty noclegowe, restauracje i bary, różnego rodzaju drobne usługi oraz obiekty kulturalne i sportowe. To właśnie te firmy zdecydowanie najczęściej zamykano w marcu.
Za grupę najbardziej poszkodowanych polskich przedsiębiorców w związku z wybuchem pandemii koronawirusa uznać należy właścicieli salonów fryzjerskich i kosmetycznych. W marcu na zawieszenie swoich działalności gospodarczych zdecydowało się aż 1612 osób z tej grupy, czyli ponad trzy razy więcej niż w styczniu. Paraliż gospodarki szybko odbił się również na kondycji finansowej właścicieli hoteli, pensjonatów i apartamentów przeznaczonych do wynajmu krótkoterminowego. W dwóch pierwszych miesiącach roku liczba zawieszonych działalności w tej grupie przedsiębiorców wyniosła odpowiednio 201 i 255, w marcu natomiast urosła już do 1043.
Według danych, trzecią grupą przedsiębiorstw w największym stopniu dotkniętą obecnym kryzysem jest branża szkoleniowa. Wyraźne problemy widać wśród podmiotów organizujących zajęcia sportowe i rekreacyjne, czyli m.in. szkół tańca, jazdy konnej czy sztuk walki oraz indywidualnych instruktorów i trenerów sportowych. Taki sam trend widać też wśród szkół i lektorów języków obcych. W styczniu i lutym liczba zawieszeń w tej grupie przedsiębiorstw nie przekroczyła 100, ale w ubiegłym miesiącu zbliżyła się już do 500.
W CEIDG figuruje około 500 tysięcy przedsiębiorstw z zawieszoną działalnością gospodarczą, a około 160 tysięcy stanowią firmy zawieszone w całym 2019 roku. Na tym tle ponad 100 tysięcy wniosków o zawieszenie działalności, które wpłynęły już do CEIDG od początku roku, to prawdziwa lawina. Pomimo kontrowersji, jakie budzi wśród przedsiębiorców tarcza antykryzysowa, możliwość uzyskania zwolnienia ze składek ZUS w najbliższych trzech miesiącach może osłabić ten trend. Dla wielu mikroprzedsiębiorców to właśnie konieczność opłacania składek bez względu na osiągane przychody, stanowi główną motywację do wstrzymywania działalności w trudniejszym okresie.

Mali stracą najwięcej

Czy powinni porzucić wszelką nadzieję?. Na razie światełko w tunelu jest małe i dalekie, a ewentualna pomoc ograniczona.
Właściciele małych firm czarno widzą swoją przyszłość i jakoś nie wierzą w skuteczność „tarczy antykryzysowej”. Aż 93 proc. mikrofirm uważa bowiem, że koronawirus sparaliżuje ich działalność. Najmocniej infekcja dotknie oczywiście hotele i restauracje, usługi oraz handel.
Koronawirus będzie generalnie najbardziej dotkliwy dla najmniejszych firm zatrudniających do 9 pracowników. Wystarczył miesiąc epidemii w Polsce, aby 71 proc. z właścicieli tych firm uznało, że COVID-19 będzie miał zdecydowanie niekorzystny wpływ na prowadzony biznes – podczas gdy wśród średnich firm ten odsetek wynosi 54 proc. Takie są wyniki najnowszego Barometru Europejskiego Funduszu Leasingowego na drugi kwartał 2020 roku, badania przeprowadzonego w ostatnich dniach marca.
EFL w tym Barometrze zapytał przedsiębiorców o nastroje w obliczu pandemii koronawirusa. Z badania wynika, że aż 9 na 10 przedstawicieli polskich firm uważa, że COVID-19 będzie miał negatywny wpływ na prowadzony przez nich biznes. Z czego według 60,2 proc. – zdecydowanie niekorzystny, a prawie 29,2 proc. – raczej niekorzystny. Tylko 9 proc. firm jest zdania, że koronawirus pozostanie bez wpływu na ich biznes. Reszta nie ma zdania.
Najmniejszy biznes przeżyje największe powikłania – o ile w ogóle je przeżyje. Biorąc pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, epidemia może okazać się najgorsza w skutkach dla mikrofirm. Czyli tych podmiotów, które zgodnie z zapisami ustaw składających się na tzw. tarczę antykryzysową, mogą liczyć teoretycznie na największe wsparcie ze strony państwa. Prawie 71 proc. z nich uważa COVID-19 za zdecydowanie wysokie zagrożenie dla prowadzonego biznesu. Odpowiedzi „raczej niekorzystny wpływ” udzieliło tylko 22 proc. zapytanych.
Mniej negatywnie na przyszłość patrzą małe i średnie firmy. Wśród nich odpowiednio 56 proc. i 54 proc. zapytanych uważa panującą epidemię za zdecydowanie niekorzystną dla prowadzonego biznesu. Biorąc jednak pod uwagę łącznie odpowiedzi „zdecydowanie niekorzystny wpływ” i „raczej niekorzystny wpływ”, to zarówno mikro, jak i małe i średnie podmioty w olbrzymiej większości obawiają się skutków pandemii (odpowiednio 93 proc., 90 proc., 82 proc.). Wypada dodać: i słusznie.
Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do wzrostu sprzedaży i produkcji, ekspansji na nowe rynki, maksymalizacji zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego.

-Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa ma już bardzo negatywny wpływ na światową i polską gospodarkę. Nie mamy złudzeń, sytuacja będzie się jeszcze pogarszać. A w przypadku dekoniunktury, najszybciej negatywne skutki odczuwają najmniejsi przedsiębiorcy, co potwierdza również nasz najnowszy odczyt Barometru. Już dziś wiemy, że aktywność gospodarcza mocno osłabnie, zarówno w Polsce, w Niemczech, czyli u naszego głównego partnera handlowego, czy Unii Europejskiej. Od kilku tygodni docierają do nas wnioski od firm, które w obliczu zaistniałej sytuacji, przewidują czasowy problem z terminowym regulowaniem należności. W szczególności dotyczy to gastronomii, turystyki, transportu i usług – wskazuje Radosław Woźniak, prezes EFL.
Hotele i restauracje zostały już najbardziej sparaliżowane, co stało się głównie za sprawą decyzji rządu, zamykających ich działalność. Oczywiste wiec, że z Barometru EFL wynika, że spadek obrotów może najdotkliwiej dotknąć tzw. sektor HoReCa.
Ponad 82 proc. hotelarzy, restauratorów i właścicieli firm cateringowych obawia się zdecydowanie negatywnego wpływu rozprzestrzeniania się koronawirusa na swój biznes. Odpowiedzi „raczej niekorzystnego” udzieliło tylko 13,5 proc. przedstawicieli tych branż.
Drugim sektorem z największymi obawami o przyszłość są usługi. 3 na 4 przedstawicieli firm usługowych uważa, że panująca epidemia będzie miała zdecydowanie negatywny wpływ na prowadzoną przez nich działalność (odpowiedzi „raczej negatywny” udzieliło 21 proc. zapytanych).
Wreszcie, trzecim sektorem „drżącym” o kolejne dni i miesiące jest handel – 56 proc. przedsiębiorstw obawia się zdecydowanie negatywnego przełożenia koronawirusa na ich biznes (33 proc. – raczej niekorzystny).
Prawie takie same wyniki przyniosło badanie wśród właścicieli firm transportowych – odsetek firm, które zdecydowanie boją się spadku obrotów w efekcie rozprzestrzeniania się COVID-19, wynosi 54 proc. Nieco lepsze są nastroje w budownictwie, gdzie tak uważa 46 proc. przedsiębiorców, oraz w szeroko pojętym przemyśle – aż 43 proc. Ten ostatni wynik wskazuje wręcz na optymizm przedsiębiorców z branż produkcyjnych w obliczu epidemii.
Mikro, mali i średni przedsiębiorcy zostali również zapytani o to, co może najbardziej przyczynić się do spadku obrotów w ich firmach. W pierwszej kolejności wskazali na spadek zainteresowania ich usługami lub produktami (44 proc. odpowiedzi). Po drugie, 36 proc. zapytanych obawia się pogorszenia ogólnej sytuacji gospodarczej.
No ale najgorsze, ogólne zagrożenie to oczywiście działania rządu, administracyjnie wyłączające z funkcjonowania część branż polskiej gospodarki.

Zanim się spotkają

Branża spotkań i imprez biznesowych w naszym kraju musiała wstrzymać działalność – a przyszłość jest niewiadoma.

W marcu i kwietniu zostało odwołanych ponad 97 proc. wszystkich planowanych spotkań biznesowych i wyjazdów. Te, co się w ogóle odbyły, miały miejsce w pierwszych dniach marca. Takie dane przynosi analiza wyników badania przeprowadzonego wśród członków Stowarzyszenia Branży Eventowej.
Stowarzyszenie, w związku z kryzysem wywołanym przez COVID-2019, zaprosiło swoich członków do udziału w badaniu, mającym pokazać sytuację firm z branży eventowej (organizatorów spotkań biznesowych, konferencji i wyjazdów) w dobie koronawirusa. W badaniu zainteresowano się kwestiami dotyczącymi ilości i wartości straconych zleceń w marcu i kwietniu oraz kroków, jakie firmy zdecydowały się podjąć w związku z utratą lub zagrożeniem utraty płynności finansowej.
Wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Respondenci zapytani o ilość odwołanych zleceń w marcu jednogłośnie zaznaczyli ogromną skalę tego zjawiska. Wśród odpowiedzi procentowych, było to między 90 a 100 proc. wydarzeń. Wymieniono łącznie aż 423 odwołane realizacje. Analiza kwietnia przyniosła podobne prognozy, choć jeszcze bardziej negatywne, gdyż w widełkach 95 – 100 proc. odwołanych wydarzeń, a także wykazała wiele realizacji niepewnych lub przenoszonych na inny termin.
Wielkość strat na razie trudno policzyć. 30 lokalnych firm z branży eventowej swoje prognozowane straty w przychodach określiło wstępnie na łącznym poziomie ponad 19 mln zł, co pokazuje skalę zapaści. Dziś już wiadomo, że wyniki te były niedoszacowane, gdyż od momentu udziału w badaniu, sytuacja polskich firm z branży eventowej drastycznie się pogorszyła – i nadal pogarsza się z dnia na dzień.

Zapytani o to, do kiedy mają odwoływane zamówienia, respondenci w zdecydowanej większości zaznaczali, że do czerwca. Było jednak i wiele odpowiedzi, że do września 2020 r. Wskazuje to zatem, że ilość wykonywanych projektów i zlecanych realizacji będzie się normalizować najwcześniej w drugiej połowie roku – jak dobrze pójdzie.

Wśród środków, jakie podjęte zostały w firmach w związku z kryzysem przeważają trzy rozwiązania: 38 proc. badanych wskazało na obniżenie pensji pracowników, 35 proc. na zwolnienia, zaś 27 proc. na zawieszenie działalności. Tak więc, jak zwykle w trudnych sytuacjach, najbardziej i najszybciej cierpią pracownicy. Te drastyczne kroki są też jednak dobitnym dowodem na skalę kryzysu, jaki dotknął branżę eventową niemal z dnia na dzień.

– Zaledwie po niespełna trzech tygodniach walki z koronawirusem, wiele firm z naszego sektora jest w skrajnej sytuacji. Nie przez swoją nieudolność lub złe zarządzanie, ale przez czynnik, którego nie dało się przewidzieć i zawrzeć w swoim business planie. W tej chwili najważniejszą rzeczą jest przetrwanie, utrzymanie pracowników i przygotowanie do nowej rzeczywistości. Nie ma czasu na dywagacje. Potrzebujemy szybkich i zdecydowanych działań, konkretów wdrożonych w życie od teraz. Pomocy realnej, a nie odroczonej agonii. – podsumowuje Renata Razmuk z zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej.
I chyba niewielką pociechą jest, że w wyniku opóźnionej reakcji rządzących, bardzo wiele firm z bardzo wielu branż znajduje się w podobnie ciężkiej sytuacji.

Europa pomaga swojej gospodarce

Polska tarcza antykryzysowa nie dorównuje planom potentatów, ale zrozumiałe, że mamy mniejsze możliwości.
Państwa unijne zapowiedziały rozliczne działania dla złagodzenia kryzysu gospodarczego, jaki sprowadza pandemia. Są to środki z zakresu polityki fiskalnej i pieniężnej, mające zapobiegać gwałtownemu wzrostowi upadłości firm oraz bezrobocia.
Komisja Europejska poinformowała o utworzeniu funduszu inwestycyjnego dla członków Unii Europejskiej w wysokości 25 mld euro, którego celem będzie wspieranie utrzymania płynności przez sektor prywatny oraz zwiększenie zdolności operacyjnych krajowych systemów ochrony zdrowia. Poluzowane zostaną również unijne i krajowe przepisy podatkowe, aby poszczególne kraje mogły zwiększyć wydatki na systemy opieki zdrowotnej i zastosować ulgi podatkowe dla sektora prywatnego.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde oświadczyła, że bank poluzuje politykę finansową. Światowa grupa ubezpieczeniowo-finansowa Euler Hermes przewiduje, że EBC obniży stopę depozytową z minus 0,5 proc do poziomu minus 0,6 proc.
Środki z zakresu kompleksowej polityki pieniężnej, takie jak właśnie obniżki stóp, raczej nie pomogą jednak w rozwiązaniu problemów wynikających z zakłóceń produkcji i łańcuchów dostaw, ani też nie przekonają ludzi do zwiększania wydatków, skoro ci nie wychodzą z domów. Dlatego większość działań EBC powinna koncentrować się na zapewnieniu wystarczającej płynności w rzeczywistej gospodarce.
Chodzi na przykład o TLTRO czyli o udzielanie bankom komercyjnym długoterminowych pożyczek, skonstruowanych w taki sposób, by stanowiły zachętę do nasilenia akcji kredytowej na rzecz firm i konsumentów w strefie euro – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. EBC prawdopodobnie zwiększy też zakupy aktywów finansowych do poziomu 40 mld euro miesięcznie.
Obniżenie kosztów kredytu powinno być czynnikiem skłaniającym banki do zwiększania i wydłużania obowiązywania linii kredytowych. Bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie przez rządy roli „pożyczkodawcy ostatniego ratunku” – poprzez oferowanie gwarancji publicznych, do których mogłyby uciekać się banki dla ograniczenia własnego ryzyka kredytowego.
Najbardziej dotknięte koronawirusem Włochy wprowadzają pakiet fiskalny o wartości 25 mld euro. Połowa pakietu została uruchomiona 13 marca, zaś reszta stanowi rezerwę. Pakiet obejmuje rekompensaty dla pracowników zmuszonych do czasowego powstrzymania się od pracy; fundusz gwarancyjny dla małych i średnich przedsiębiorstw; moratorium podatkowe i odroczenie spłat kredytów (we współpracy z bankami prywatnymi); rekompensaty dla firm dotkniętych spadkiem obrotów o ponad 25 proc.
Wielka Brytania zapowiada, że zrobi wszystko, co konieczne w celu ochrony firm. Bank Anglii obniżył stopy procentowe do 0,25 proc. oraz wprowadził program finansowania teminowego dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego wartość szacowana jest na 100 mld funtów. Ma on stanowić wsparcie dla udzielania kredytów.
Poinformowano też o wdrożeniu pakietu fiskalnego o wartości 30 mld funtów oraz o przeznaczeniu 7 mld funtów na wsparcie firm i osób fizycznych, poprzez obniżki podatków, odroczenia spłaty kredytów oraz dotacje dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Rząd brytyjski zobowiązał się: zrekompensować małym i średnim firmom koszty ustawowych zasiłków chorobowych do 14 dni (przeznacza na to 2 mld funtów); udzielić wsparcia w postaci dalszych kredytów w wysokości 1 mld funtów [program kredytów z tytułu zakłóceń spowodowanych przez koronawirus]; zagwarantować kredyty udzielane małym i średnim przedsiębiorstwom (w kwotach do 1,2 mln funtów); pokryć do 80 proc. strat banków z powodu epidemii.
Stawki podatków od przedsiębiorstw zostaną obniżone dla małych firm w sektorach handlu detalicznego, rozrywki oraz hotelowym (obniżka podatków do 1 mld funtów). Ulgi podatkowe udzielone przedsiębiorcom wyniosą zaś 3 mld funtów. Ulgę podatkową z tytułu działalności badawczo-rozwojowej podwyższono z 12 do 15 proc. Małe firmy otrzymają też dotację gotówkową w całkowitej wysokości 2 mld funtów.
Przyspieszone zostaną również wydatki związane z infrastrukturą: 27 mld funtów przeznaczone zostanie na budowę nowych dróg, zaś 5 mld na internet szerokopasmowy w odległych obszarach kraju. Zwiększone będą inwestycje w publiczny system ochrony zdrowia (do wysokości 5 mld funtów). W sumie wydatki na rekompensowanie skutków wybuchu epidemii Covid-19 przekroczą oczekiwania o około 10 mld funtów.
Kanclerz Angela Merkel także zadeklarowała wolę zrobienia „wszystkiego, co będzie konieczne” w celu stawienia czoła kryzysowi. Rząd Niemiec zapowiedział, że udzieli wszelkiej pomocy firmom, które najmocniej ucierpią z powodu epidemii koronawirusa. Można ją szacować na 550 mld euro. Nie ma jednak górnej granicy kredytu oferowanego przez państwowy bank rozwoju.
Rząd poluzował również ograniczenia dotyczące rekompensat pracowniczych z tytułu skrócenia czasu pracy. Rekompensaty te są obecnie wypłacane przez państwo, jeżeli już 10 proc. pracowników ma istotnie skrócony czas pracy (wcześniejszy wymóg to 1/3 pracowników). Władze zadeklarowały znaczące zwiększenie inwestycji w latach 2021-24.
Francja zagwarantuje państwowe pożyczki o wartości do 300 miliardów euro. Na bezpośrednie wsparcie zostanie przeznaczona pula 45 mld euro dla firm krajowych, aby ograniczyć wpływ koronawirusa na gospodarkę.
Rząd Hiszpanii zapowiada program pomocy dla obywateli i firm, szacowany łącznie na 200 mld euro.
Jak widać, skala europejskich działań antykryzysowych jest rekordowa. Na tym tle polska „tarcza antykryzysowa”, wynosząca około 66 miliardów złotych (14,5 miliarda euro) prezentuje się znacznie skromniej.