MKOl chce igrzysk w Tokio

Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach poinformował oficjalnie, że zamierza ubiegać się o drugą kadencję. Podczas sesji MKOl ogłosił też, że wszystkie obiekty sportowe oraz wioska olimpijska w Tokio także będą w przyszłym roku do dyspozycji organizatorów przełożonych z powodu pandemii igrzysk.

Thomas Bach to mistrz olimpijski w szermierce z 1976 roku, a przewodniczącym MKOl jest od 2013 roku. Jego kadencja upływa w 2021. Wedle przepisów najważniejszej organizacji sportowej na świecie Bach może ubiegać się o reelekcję, ale już tylko na cztery lata. W swoim przemówieniu przewodniczący MKOl nie zajmował się rzecz jasna jedynie swoimi prywatnymi aspiracjami, lecz poruszył szereg ważnych dla ruchu olimpijskiego kwestii. W pierwszej kolejności przestrzegł przed zagrożeniem jakim jest bojkot igrzysk olimpijskich. „Obserwujemy coraz częstsze wykorzystywanie sportu w celach politycznych. To niebezpieczeństwo w obecnych czasach jest jeszcze większe. Niektóre kraje w dobie pandemii koronawirusa wykazują większy niż zwykle egoizm. Sportowe bojkoty nie dają żadnego korzystnego efektu politycznego. Olimpiada to dziś jedyne wydarzenie, które jednoczy cały świat w pokoju, solidarności i braku dyskryminacji” – powiedział Bach, przypominając, że właśnie mija 40 lat od igrzysk w 1980 roku w Moskwie, w których udziału odmówiły 42 kraje. „Bojkot jest jedynie karą dla zawodników i zawodniczek narodów, które się na niego zdecydują” – podkreślił stanowczo przewodniczący MKOl.
Innym tematem, który poruszono podczas piątkowej sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, były przełożone na przyszły rok igrzyska w Tokio. Wiadomo już, że impreza będzie miała mocno zredukowany budżet, co jednak w żaden sposób nie odbije się na sportowcach i na przebiegu rywalizacji. Przynajmniej tak zapewniają władze MKOl. Zmagania olimpijskie odbędą się między 23 lipca a 8 sierpnia 2021. „Te igrzyska zapamiętamy na długo. Ich myślą przewodnią będzie prostota. Jeszcze takiej imprezy nie było” – zapewnia szef japońskiego komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori, który w swoim wystąpieniu zapewnił też, że wszystkie 42 obiekty sportowe, które przygotowano na potrzeby igrzysk w tym roku, będą dostępne także w przyszłym roku. Dotyczy to także wioski olimpijskiej, gdzie zatrzymają się reprezentacje oraz centrum medycznego Tokio Big Sight. „Dzięki temu nie musimy zmieniać programu imprezy, który był przygotowany na ten rok. To oznacza, że wszystkie zakupione bilety zachowają ważność, ale jeśli ktoś chce z nich zrezygnować, będzie mógł to zrobić od jesieni” – poinformował z kolei członek zarządu MKOl Australijczyk John Coates.
Koszty związane z przełożeniem igrzysk o rok szacuje się na trzy do czterech miliardów euro, ale mogą jeszcze wzrosnąć jeśli nie uda się do połowy przyszłego roku zdusić pandemii koronawirusa na całym świecie. Wielu ekspertów uważa jednak, że nawet jeśli zostanie wynaleziona do tego czasu szczepionka, to skutki pandemii będą tak duże, że impreza i tak się nie odbędzie. Dlatego MKOl szuka już teraz rozwiązań umożliwiających przeprowadzenie igrzysk nawet w przypadku, gdyby pandemia się nie wyciszyła. Chodzi głównie o określenie możliwości podróży, zastosowania środków bezpieczeństwa chroniących wszystkich uczestników, a w szczególności zasad poruszania się oraz przebywania na obiektach olimpijskich.
Mimo wciąż istniejącego zagrożenia poszczególne federacje sportowe ogłaszają terminarze olimpijskich zmagań w swoich dyscyplinach. Zrobiła tak na przykład Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB). Reprezentacja Polski rywalizację o olimpijskie medale rozpocznie 24 lipca 2021 roku meczem z Iranem (początek o 12:40 polskiego czasu). Kolejne spotkania w grupie A biało-czerwoni rozgrywać będą co dwa dni, a ich rywalami będą kolejno Włochy (26 lipca, godz. 7:20), Wenezuela (28 lipca, godz. 9:25), Japonia (30 lipca, godz. 7:20) oraz Kanada (1 sierpnia, godz. 2:00). W grupie B zmierzą się natomiast zespoły Brazylii, USA, Rosji, Argentyny, Francji i Tunezji. Z fazy grupowej do ćwierćfinałów awansują po cztery najlepsze drużyny z każdej grupy. Spotkania te odbędą się 3 sierpnia, półfinały zaplanowano na 5 sierpnia, a mecze o mistrzostwo olimpijskie i brązowy medal zaplanowano na 7 sierpnia.
Także Międzynarodowa Federacja Tenisa (ITF) podała harmonogram rywalizacji w turnieju olimpijskim. Tenisistki i tenisiści rozpoczną rywalizację w pierwszym tygodniu imprezy – od 24 lipca do 1 sierpnia, a walczyć będą o pięć kompletów medali – w grze singlowej mężczyzn i kobiet, grze deblowej mężczyzn i kobiet oraz grze mieszanej. Miejscem rywalizacji będzie kompleks Ariake. Turnieje odbędą się na twardej nawierzchni. Mecze będą rozpoczynać się o godz. 11:00 czasu lokalnego (2:00 polskiego).

FIVB ustaliła terminarz

Rozgrywki Ligi Narodów w siatkówce rozpoczną się w drugim tygodniu maja 2021 roku, a zakończą 27 czerwca, na niespełna miesiąc przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio.

Taką informacje podała światowa federacja siatkarska. Gospodarzami turniejów finałowych (Final Six) Ligi Narodów 2021 będą kraje, które miały je zorganizować w tym roku – Chiny (kobiety) oraz Włochy (mężczyźni). FIVB poinformowała również, że mistrzostwa poszczególnych kontynentów odbędą się po zakończeniu igrzysk w Tokio. Na ich rozegranie wyznaczono ramy czasowe między 19 sierpnia a 19 września 2021 roku. Polska będzie współgospodarzem mistrzostw Europy siatkarzy, obok Czech, Estonii i Finlandii, natomiast turniej kobiet ma się odbyć w Serbii, Chorwacji, Bułgarii i Rumunii.
Ponadto FIVB potwierdziła, że wszystkie ligi krajowe będą mogły od 1 czerwca 2020 roku kontynuować sezon 2019/2020 lub rozpocząć nowy, ale przy zachowaniu wszystkich środków bezpieczeństwa, jakie zalecą władze państwowe lub lokalne. Ligi siatkarskie w Polsce zakończyły lub anulowały rozgrywki już w marcu.

Ligę Narodów także odwołano

W tym roku nie odbędzie się żadna siatkarska impreza z udziałem zespołów narodowych. Władze FIVB odwołały też tegoroczną edycję Ligi Narodów kobiet i mężczyzn. Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) natomiast dla poprawy nastrojów przeprowadziła w gronie ekspertów wybór najlepszych graczy ostatniej dekady. W wybranej szóstce znalazło się dwóch reprezentantów Polski.

Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) poinformowała krajowe federacje, które w tym roku miały uczestniczyć w rozgrywkach siatkarskiej Ligi Narodów, że impreza została odwołana z powodu pandemii koronawirusa. Pierwotnie rozpoczęcie zmagań planowano na 19 maja (kobiety) i 22 maja (mężczyźni), ale już marcu podjęto decyzję o przełożeniu imprezy na późniejszy termin, zaś teraz nawet z tego rozwiązania FIVB ostatecznie zrezygnowała. „Biorąc pod uwagę zmieniający się charakter pandemii, złożoność zorganizowania globalnego wydarzenia w wielu krajach oraz zaangażowanie w ochronę zdrowia uczestników, Rada Ligi Narodów, Rada Administracyjna FIVB i organizatorzy wydarzeń, zgodnie zgodzili się odwołać tegoroczną edycję” – napisano w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej FIVB. Decyzję trudno uznać za niespodziankę, bo już od jakiegoś czasu spekulowano, że tegoroczna edycja Volleyball Nations League zostanie anulowana.
Kiedy zatem odbędzie się kolejna? Wiadomo, że w 2021 roku, ale na razie nie wiadomo kiedy dokładnie. Trwają w tej kwestii jeszcze dyskusje, bo z powodu pandemii koronawirusa na przyszły rok przełożono przecież igrzyska olimpijskie oraz mistrzostwa Europy. Mimo to organizatorzy VNL są dobrej myśli i po cichu liczą, że impreza odbędzie się w maju jako przetarcie przez lipcowym turniejem olimpijskim. Przypomnijmy, że w rozegranej w ubiegłym roku pierwszej edycji tych rozgrywek nasza męska reprezentacja wywalczyła trzecią lokatę, a żeńska piątą. Odwołanie Ligi Narodów ma jednak i ten skutek, że w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się już żadna oficjalna impreza międzynarodowa.
Z braku sportowych emocji Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zafundowała więc fanom siatkówki wybory „zespołu dekady”. Najpierw podano listę 30 zgłoszonych do plebiscytu siatkarzy, a następnie podczas panelu dyskusyjnego CEV zaproszone do jury autorytety ze środowiska siatkówki, wśród których znaleźli się m.in. Vital Heynen, Philippe Blain i Andrea Zorzi, dokonali wyboru najlepszej szóstki z podziałem na pozycje na boisku. Wśród nominowanych 30 zawodników znalazło się sześciu reprezentantów Polski: Mariusz Wlazły, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski, Wilfredo Leon oraz Michał Kubiak. A oto lista nominowanych zawodników: rozgrywający – Fabian Drzyzga (Polska), Simone Giannelli (Włochy), Siergiej Grankin (Rosja), Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Osmany Juantorena (Włochy), Matej Kazijski (Bułgaria), Uros Kovacević (Serbia), Michał Kubiak (Polska), Wilfredo Leon (Polska), Earvin N’Gapeth (Francja), Nemanja Petrić (Serbia), Siergiej Tietiuchin (Rosja); atakujący – Aleksandar Atanasijević (Serbia), Georg Grozer (Niemcy), Maksim Michajłow (Rosja), Cwetan Sokołow (Bułgaria), Mariusz Wlazły (Polska), Ivan Zaytsev (Włochy); środkowi – Wiktor Josifow (Bułgaria), Kevin Le Roux (Francja), Srecko Lisinac (Serbia), Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska), Marko Podrascanin (Serbia), Aleksandr Wołkow (Rosja), Artiom Wolwicz (Rosja); libero – Massimo Colaci (Włochy), Jenia Grebennikov (Francja), Aleksiej Wierbow (Rosja), Paweł Zatorski (Polska).
Ostatecznie w najlepszej szóstce dekady wedle CEV znalazło się dwóch reprezentantów Polski – dwukrotny mistrz świata Piotr Nowakowski oraz Wilfredo Leon, którego doceniono głównie za sukcesy osiągane w rywalizacji klubowej z Zenitem Kazań.A cała ”drużyna dekady CEV” wygląda tak: rozgrywający – Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Wilfredo Leon (Polska), Osmany Juantorena (Włochy); atakujący – Maksim Michajłow (Rosja); środkowi: Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska); libero – Jenia Grebennikov (Francja).

Ligę Narodów też chcą odwołać

W tegorocznym terminarzu imprez z udziałem reprezentacji narodowych jedyną imprezą jeszcze nie odwołaną, jest przełożona na jesień Liga Narodów. Ale nawet jej los jest niepewny. Włoski dziennik „La Gazetta dello Sport” zapewnia, że FIVB także te rozgrywki zamierza odwołać, ale decyzję ogłosi dopiero pod koniec kwietnia.

Jeśli te spekulacje okażą się prawdziwe, reprezentacja Polski w tym roku nie rozegra ani jednego meczu o stawkę. W pierwotnej wersji rozgrywki w Lidze Narodów (VNL) miały się odbyć w maju i czerwcu, czyli przed igrzyskami w Tokio. Wybuch epidemii koronawirusa sparaliżował jednak rozgrywki ligowe i w europejskich pucharach, więc żeby zyskać dodatkowe terminy na dokończenie tych zmagań, władze światowej federacji siatkarskiej zadecydowały o przeniesieniu Ligi Narodów na jesień i wstępnie zaplanowały rozpoczęcie tych rozgrywek od połowy września.
„Decyzja o przełożeniu VNL zagwarantuje zawodnikom możliwość skupienia się na własnym zdrowiu i formie i pozwoli krajowym ligom, które musiały teraz zawiesić swoje mecze, rozegrać do końca sezony, gdy sytuacja ulegnie poprawie. FIVB patrzy oczywiście z optymizmem w przyszłość i czujemy się zobowiązani do rozegrania naszych zawodów po igrzyskach olimpijskich. Będziemy też starali się znaleźć dla nich odpowiedni termin w przyszłości” – napisano w oficjalnym komunikacie FIVB, opublikowanym m.in. na stronie internetowej Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Takie rozwiązanie początkowo nie zostało życzliwie przyjęte, co nie dziwi, bo decyzja zapadła zanim jeszcze MKOl przełożył igrzyska na przyszły rok. Dlatego niezadowoleni byli zwłaszcza trenerzy 12 zespołów, które miały uczestniczyć w olimpijskim turnieju. Ale potem sytuacja z powodu rozwoju epidemii koronawirusa coraz bardziej się komplikowała. Włosi jeszcze w marcu ogłosili, że rezygnują z udziału swojej reprezentacji w tegorocznej edycji Ligi Narodów, ale ich decyzja wydaje się oczywista zważywszy na straszliwe skutki pandemii, jakich obecnie doświadczają.
Przeniesienie igrzysk olimpijskich w Tokio na 2021 rok sprawiło, że w tym sezonie Liga Narodów, wcześniej uznawana za niepotrzebną, stała się nagle w wymiarze reprezentacyjnym główną imprezą sezonu. Mistrzostwa Europy mają się odbyć za rok, tuż po igrzyskach, a mistrzostwa świata dopiero za dwa lata. Nie ma zatem jakiegoś specjalnego powodu, żeby na siłę organizować kosztowne dla federacji i męczące dla zawodników z uwagi na wyczerpujące podróże rozgrywki. Tym bardziej, że nikt nie jest w stanie w tej chwili przewidzieć, czy we wrześniu i październiku świat upora się już całkowicie z koronawirusem. Wiadomo jednak, że nawet jeśli pandemia wygaśnie, to jest ekonomiczne skutki świat sportu zacznie odczuwać właśnie dopiero w drugiej połowie roku. I to z tego powodu FIVB rozważa odwołanie Ligi Narodów, bo zewsząd otrzymuje sygnały od sponsorów, że zamierzają się wycofać.
Dla PZPS odwołanie Ligi Narodów będzie oznaczało utratę zaplanowanych w Polsce trzech turniejów. Zgodnie z harmonogramem, reprezentacja siatkarzy miała grać w Krakowie z ekipami Serbii, Słowenii i Włoch, a w Łodzi z Bułgarią, Chinami i Brazylią. Z kolei reprezentacja siatkarek miała w czwartym tygodniu rozgrywek zmierzyć się u siebie z ekipami Niemiec, Tajlandii i Brazylii.
Wygląda jednak na to, że po raz pierwszy w historii, w światowej siatkówce w czasie pokoju nie będzie sezonu reprezentacyjnego. Teoretycznie jest możliwość wypełnienia tej luki spotkaniami towarzyskimi, ale zważywszy na fakt, że w tym czasie zaczną się rozgrywki klubowe, nie będzie łatwo zebrać kadry narodowe, bowiem raczej nie ma co liczyć na zwolnienia zawodników na imprezy nie uwzględnione w oficjalnym kalendarzu FIVB.
Właściciele klubów, które przetrwają finansową zapaść po pandemii Covid-19, będą zawzięcie walczyć o każdego centa. Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) chcąc wesprzeć ich coraz bardziej dziurawe budżety, planuje wypłacić 2,6 miliona euro przeznaczone na nagrody pieniężne za wszystkie mecze rozegrane do zawieszenia rozgrywek w europejskich pucharach. Skorzystają na tym też wszystkie polskie zespoły klubowe, które występowały w europejskich pucharach. Ale zważywszy na poniesione straty, taka kwota w skali Europy to kropla w morzu potrzeb. Siatkarze chcą więc grać i są gotowi to robić nawet niezbyt dotąd przez nich cenionej Ligi Narodów. A to jest argument, który FIVB także bierze pod uwagę.

Uczestnicy turnieju w Tokio w komplecie

Zakończyły się kwalifikacje do turnieju olimpijskiego siatkarzy. Reprezentacja Polski zapewniła sobie awans już w sierpniu ubiegłego roku, a w styczniu jako ostatnie awans wywalczyły reprezentacje Francji, Wenezueli i Kanady.

Wszystko wskazuje na to, że grupy turnieju olimpijskiego zostaną utworzone na podstawie rankingu Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB). O tym, gdzie trafią poszczególne zespoły, zadecyduje zasada tzw. serpentyny. Jeśli FIVB nie zmieni dotychczasowych postanowień w tej kwestii, to Polacy, którzy w rankingu zajmują obecnie trzecie miejsce, powinni trafić do teoretycznie łatwiejszej grupy A,z gospodarzem turnieju Japonią, Włochami (4. miejsce w rankingu FIVB ), Kanadą (7. miejsce), Iranem (8. miejsce) i Wenezuelą (36. miejsce). W grupie B natomiast powinny znaleźć się ekipy Brazylii (1. miejsce w rankingu FIVB), USA (2. miejsce), Rosja (5. miejsce), Argentyna (6. miejsce), Francja (9. miejsce) i Tunezja (22. miejsce). Do ćwierćfinału awansują po cztery najlepsze drużyny z każdej z grup. Pary 1/4 finału zostaną utworzone na zasadzie: 1A-4B, 2A-3B, 1B-4A, 2B-3A.
W turnieju siatkarek nie zobaczymy niestety Polek, które w półfinale europejskich kwalifikacji przegrały po dramatycznym meczu z wicemistrzyniami Europy Turczynkami, które ostatecznie wywalczyły bilet do Tokio, wygrywając w finale turnieju kwalifikacyjnego w Apeldoorn z Niemcami 3:0. Podział na grupy olimpijskiego turnieju pań ma być na identycznych zasadach, jak w przypadku mężczyzn. A to oznacza, że skład grup powinien wyglądać następująco: grupa A – Japonia (gospodarz), Serbia (3. miejsce w rankingu FIVB), Brazylia (4. miejsce), Korea Płd (9. miejsce), Dominikana (10. miejsce), Kenia (19. miejsce); grupa B – Chiny (1. miejsce w rankingu FIVB), USA (2.) miejsce, Rosja (5. miejsce), Włochy (8. miejsce), Argentyna (11. miejsce), Turcja (12. miejsce). Igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczną się 24 lipca i potrwają do 9 sierpnia. Tytułu wśród siatkarzy będą bronić Brazylijczycy, a wśród siatkarek Chinki.
Turniej olimpijski w siatkówce mężczyzn zostanie rozegrany w dniach 25 lipca – 8 sierpnia 2020 roku.
Pechowe olimpijskie ćwierćfinały
Nasi siatkarze od 2004 roku regularnie występują w olimpijskich turniejach, ale bez powodzenia. Trzykrotni mistrzowie świata mają w swoim dorobku tylko jeden złoty medal olimpijski, wywalczony przez legendarną ekipę Huberta Wagnera w 1976 roku na igrzyskach w Montrealu. A że szlachectwo zobowiązuje, dojście tylko do ćwierćfinału to żaden sukces, tylko sromotna porażka. A tak się składa, że reprezentacja Polski w czterech ostatnich turniejach olimpijskich odpadała z rywalizacji właśnie na tym etapie. W 2004 roku w Atenach biało-czerwoni odpadli po porażce 0:3 z Brazylią, w 2008 roku w Pekinie przegrywając z Włochami 2:3, w 2012 roku w Londynie po klęsce 0:3 z Rosją, a w 2016 roku w Rio de Janeiro po przegranej 0:3 ze Stanami Zjednoczonymi.
W Tokio nasi siatkarze chcą w końcu przerwać ten nieciekawy dla nich serial i powalczyć w końcu o medale. A właściwie o złoty medal, bo taki cel postawił sobie trener Vital Heynen i o krążek tego koloru chcą też walczyć wybrani przez niego do drużyny zawodnicy. Nie ulega też wątpliwości, że o złocie marzą także polscy kibice oraz rzecz jasna działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Nie będzie to jednak takie proste zadanie, jak mogłoby się wydawać po ostatnich mistrzostwach świata, w których nasi siatkarze w decydujących spotkaniach pokonali ekipy USA i Brazylii.
W stolicy Japonii biało-czerwoni rywalizować będą z zespołami, które do igrzysk awansowały w różny sposób. Japonia jako gospodarz dostała miejsce z przydziału, Polska, Włochy, Rosja, USA, Brazylia i Argentyna awansowały jako zwycięzcy interkontynentalnych turniejów kwalifikacyjnych, a Iran, Francja, Kanada, Wenezuela i Tunezja jako zwycięzcy rozegranych w styczniu turniejów kontynentalnych. W tej dwunastce drużyn za co najmniej równorzędnych rywali trzeba uznać ekipy Brazylii, USA, Rosji, Francji i Włoch, a za groźnych Argentynę, Kanadę i Iran. Na pewno nie można też lekceważyć szykujących się już od dłuższego czasu do tej imprezy Japończyków. W ubiegłorocznym Pucharze Świata już stawili rywalom mocny opór, a podczas igrzysk z pewnością będą grać tylko lepiej.
Rosjanie zaburzą serpentynę?
Dwunastu uczestników olimpijskiego turnieju zostanie podzielonych na dwie grupy po sześć zespołów. Władze FIVB zapowiadały już wcześniej, że przy podziale zastosują zasadę tzw. serpetyny i nie będą w niej przesuwać zajmującej piąte miejsce w rankingu reprezentacji Rosji. Dla przypomnienia – Międzynarodowy Komitet Olimpijski na wniosek Światowej Agencji Antydopingowej wyrzucił Rosję z igrzysk w Tokio, ale decyzja nie dotyczy reprezentacji siatkarzy. FIVB przyjął wprawdzie, że rosyjska reprezentacja zagra w stolicy Japonii pod szyldem „Olimpijczycy z Rosji”, nie zmienił jednak jej miejsca w światowym rankingu.
Inna sprawa, że jakiekolwiek zmiany w układzie grup i tak nie mają większego znaczenia. Po pierwszej fazie turnieju do ćwierćfinału awansują po cztery zespoły z każdej z dwóch grup, co oznacza, że Polacy, nawet jeśli w grupie A zajmą pierwsze miejsce, to w 1/4 finału trafią na którąś z potęg zgrupowanych w grupie B, czyli Brazylię, USA, Rosję lub Francję. Czyli znów pojawi się ryzyko powtórki „ćwierćfinałowej klątwy”.
Z drugiej jednak strony będzie też okazja do przełamania tej niefortunnej serii. Trener Heynen ma do dyspozycji liczną, wyrównaną i mocno nastawioną na sukces grupę utalentowanych siatkarzy. I to raczej nie oni muszą się bać rywali, tylko na odwrót.

Będą zmiany w rankingu

Władze FIVB zatwierdziły projekt nowego systemu ustalania rankingu reprezentacji narodowych. Zmiany wejdą w życie od 1 lutego 2020 i będą uwzględniać wyniki wszystkich meczów od początku tego roku.

W miniony piątek Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) ogłosiła szereg zmian. Odchudzeniu ulegnie kalendarz imprez międzynarodowych, inaczej wyglądać będą także kwalifikacje olimpijskie. Nowe zasady wzmacniają rolę światowego rankingu. Wedle nowych zasad od 1 lutego 2020 będzie on uwzględniał wyniki meczów ze wszystkich oficjalnych rozgrywkach – turniejach olimpijskich, mistrzostwach świata, Lidze Narodów, Challenger Cup, Pucharu Świata, mistrzostw kontynentalnych, uznawanych przez FIVB turniejów międzynarodowych oraz kwalifikacji do wszystkich turniejów mistrzowskich.

Bazując na wynikach drużyn biorących udział w meczu oraz historycznych danych, algorytm obliczy prawdopodobieństwo wszystkich możliwych wyników, a rzeczywiste rezultaty zostaną porównane z kalkulacjami. Jeżeli drużyna zagra poniżej przewidywań, straci punkty, jeśli powyżej – zyska. Im bliższy spodziewanym wynikom będzie osiągnięty rezultat, tym mniej będzie przyznanych i odebranych punktów. Zwycięzcy meczu nie zostaną jednak odjęte punkty.

W nowym systemie liczenia punktów rankingowych uwzględniać się będzie nie tylko wyniki meczów, lecz także poszczególnych setów. Ma to lepiej definiować prawdziwy potencjał sportowy zespołów i czynić rywalizacje między nimi sprawiedliwszą. „Naszym celem jest sprawić, by siatkówka w jeszcze większym stopniu stała się rodzinnym sportem, dlatego będziemy dążyć do uproszczenia zasad rywalizacji” – zapewnia prezydent FIVB Ary Graca.

Podstawą do ustalenia składu grup podczas przyszłorocznego turnieju olimpijskiego w Tokio będzie jednak jeszcze ranking tworzony na starych zasadach. Wedle jego aktualnego notowania reprezentacja Polski zajmuje trzecie miejsce na świecie. Nasi siatkarze już zapewnili sobie miejsce w turnieju olimpijskim.

 

PZPS chce ulżyć siatkarzom

Sześć meczów w Krakowie, później krótki wypad do Rosji i znosu trzy spotkania w kraju, tym razem w Łodzi. W przyszłorocznym olimpijskim sezonie reprezentacyjnym PZPS chce ograniczyć do minimum podróże naszej siatkarskiej kadry. Pomysł jest taki, żeby w kraju rozegrała ponad połowę swoich meczów.

W zakończonym dopiero co sezonie 2019 reprezentacja Polski rozegrała 48 meczów (wygrała 39), w tym 42 oficjalne (wygrała 34). Walczyła w Lidze Narodów (brązowy medal), Memoriale Wagnera (drugie miejsce), kwalifikacjach olimpijskich (zwycięstwo), mistrzostwach Europy (brązowy medal) i Pucharze Świata (srebrny medal).

Już wiadomo, że w przyszłym roku kadrę czeka maksymalnie 27 oficjalnych spotkań, czyli aż o 15 mniej niż w tym roku. Na pewno podopieczni Vitala Heynena wystąpią w 15 meczach Ligi Narodów i w pięciu spotkaniach fazy grupowej igrzysk olimpijskich. Jeśli awansują do Final Six Ligi Narodów, to zagrają jeszcze co najmniej dwa mecze w grupie, a może też dwa kolejne – półfinałowy i o medal. Natomiast jeśli na igrzyskach wyjdą ze swojej grupy, to mogą zagrać jeszcze: ćwierćfinał, półfinał i mecz o medal.

Na ten moment wiadomo, że poza oficjalnymi meczami polskich siatkarzy czekają trzy spotkania w ramach Memoriału Wagnera. To nimi zaczniemy olimpijski sezon, o ile sztab nie uzna, że warto wcześniej zagrać jeszcze jakiś sparing. Memoriał odbędzie się w Krakowie w dniach 15-17 maja. Również w Krakowie rozpoczniemy walkę w VNL 2020. Od 22 do 24 maja w Tauron Arenie podejmiemy reprezentacje Serbii, Włoch i Słowenii. Po sześciu meczach u siebie wyjedziemy do Rosji zagrać z miejscową kadrą, z USA oraz z Australią. I znów wrócimy na własny teren. W Łodzi od 5 do 7 czerwca zagramy z Chinami, Brazylią i Bułgarią.
PZPS zrobił dużo, by przed walką o olimpijskie medale kadra Heynena straciła jak najmniej energii na podróże. Sternicy polskiej siatkówki zabiegają też o organizację Final Six Ligi Narodów. Amerykanie, którzy mieli organizować turniej, wycofują się za tego, ponieważ w przyszłym roku jego termin pokrywa się z Dniem Niepodległości (4 lipca).

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk przyznaje, że wraz z innymi członkami zarządu związku poważnie zastanawia się nad przejęciem organizacji Final Six. „Czekamy jednak na informację z FIVB czy zgodzi się na niższą opłatę za przyznanie prawa do organizacji imprezy. Amerykanie zgodzili się zapłacić milion dolarów, my uważamy tę kwotę za wygórowaną. Zdajemy sobie jednak sprawę, że jakiś inny europejski kraj złoży FIVB ofertę. Jeśli nikt sie nie skusi, wtedy PZPS przystąpi do negocjacji. My jesteśmy gotowi wydać pieniądze i zorganizować Final Six w Polsce, by kadra nie musiała lecieć gdzieś daleko na trzy tygodnie przed igrzyskami. Przepłacać jednak nie mamy zamiaru” – stwierdził sternik PZPS.

Jeśli okaże się, że o medale Ligi Narodów najlepsi zagrają w którymś z naszych miast, to z 22 meczów zaplanowanych przed igrzyskami nasza kadra u siebie rozegra aż 13, jeśli Final Six awansuje do strefy medalowe. A jeśli nie awansuje, to wówczas przed igrzyskami rozegra u siebie 11 z 20 meczów.

Projekt kalendarza meczów polskich siatkarzy na rok 2020 prezentuje się w tej chwili następująco: 15-17 maja: Kraków – Memoriał Huberta Jerzego Wagnera; Liga Narodów: I weekend (22-24 maja), Kraków – grają Polska (gospodarz) Serbia, Włochy, Słowenia; II weekend (29-31 maja) – grają Rosja (gospodarz), Polska, USA, Australia; III weekend (5-7 czerwca), Łódź – grają Polska (gospodarz), Chiny, Brazylia, Bułgaria: IV weekend (12-14 czerwca) – grają Japonia (gospodarz), Niemcy, Polska, Kanada; V weekend (19-21 czerwca) – grają Francja (gospodarz), Argentyna, Iran, Polska. Ewentualnie: 1-5 lipca Final Six Ligi Narodów (być może w Polsce); 25 lipca – 8 sierpnia: igrzyska olimpijskie w Tokio. Kibiców czeka zatem mnóstwo atrakcyjnych meczów, ale siatkarze znów będą mieli pracy po łokcie.

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.

 

Leon już może grać

W środę 24 lipca upłynęła dwuletnia karencja nałożona przez FIVB na kubańskiego siatkarza Wilfredo Leona po zmianie przez niego barw narodowych. Jeden z najlepszych obecnie siatkarzy na świecie ma już teraz prawo występować w reprezentacji Polski. Zadebiutuje w niej w najbliższy weekend w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu.

Leon wystąpił o polskie obywatelstwo w połowie 2015 roku, trzy lata po tym jak zrezygnował z gry w reprezentacji Kuby i pozostał w Europie. Oficjalny wniosek o zmianę przez niego barw narodowych i zgodę na występy w reprezentacji Polski działacze PZPS złożyli w 2017 roku. Po wyrażeniu zgody przez kubańską federacje siatkarską, FIVB na podstawie swoich przepisów ustalił dwuletni okres karencji, który zakończył się 24 lipca tego roku.

„Oto dzień, od kiedy mogę oficjalnie reprezentować Polskę. Wielkie podziękowania dla wszystkich ludzi, którzy mi to umożliwili. Bardzo cieszą mnie wszelkie pozytywne reakcje, które do mnie dotarły od osób, które czekały na ten dzień tak samo, jak ja. Mogę wam obiecać, że zostawię całe swoje serce na boisku, grając dla kraju, w którym znalazłem swój nowy dom” – napisał na swoim profilu na Facebooku 25-letni przyjmujący.

Oficjalny debiut Leona w reprezentacji Polski zaplanowano w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu (w sobotę i w niedzielę, początek godz. 16:30).

„Oczywiście, że mam tremę, bo to będzie mój pierwszy występ w zespole narodowy po długiej przerwie. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań kibiców, ale przede wszystkim moich kolegów. Wciąż pracuję nad tym, żeby jak najlepiej dostosować moją grę do gry siatkarzy, którzy w kadrze Polski są od wielu lat i stanowią o jej sile” – zapewniał Leon w licznych wywiadach udzielanych podczas zgrupowania reprezentacji z Zakopanem.

Siatkarski talent czystej wody

Umiejętności urodzonego 31 lipca 1993 roku w Santiago de Cuba Wilfredo szybko został zauważony. W reprezentacji Kuby zadebiutował już w wieku 14 lat, a w 2010 roku został nawet jej kapitanem. Dziewięć lat temu wywalczył z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, dwa razy triumfował w mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (2009, 2011), a w 2012 roku zajął trzecie miejsce w Lidze Światowej. I właśnie występ w Lidze Światowej był, jak się później okazało, jego pożegnaniem z kubańską reprezentacją, gdyż nieco wcześniej wraz z kolegami zaliczył nieudany występ w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Londynie.

Mierzący 201 cm zawodnik dostawał wiele atrakcyjnych ofert z czołowych klubów w Europie. Skorzystania z którejś z nich zabraniały mu jednak obowiązujące na Kubie przepisy. Zrezygnował więc z dalszego reprezentowania ojczyzny. Do Polski przyjechał za ukochaną, Małgorzatą Gronkowską, która została potem jego żoną. Mają dwuletnią córkę Natalię i zbudowali dom w Rzeszowie.

Żadnego polskiego klubu nie było stać na jego zatrudnienie, bo Leon już pięć lat temu miał opinię jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Kubańczyka pozyskał ostatecznie rosyjski potentat, Zenit Kazań, który zaoferował mu ponoć zarobki na rzadko spotykanym w siatkówce poziomie półtora miliona euro rocznie. Występując w tej ekipie w latach 2014-2018 w każdym sezonie potwierdzał, że wart jest tych pieniędzy.

W barwach zespołu z Kazania cztery razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów i tyle samo razy zdobył mistrzostwo Rosji. Dwa lata temu jego zespół triumfował w klubowych mistrzostwach świata, a w latach 2015 i 2016 zajął w tej imprezie drugie miejsce. W okresie gry w kubańskiej kadrze i drużynie z Kazania zdobył wiele nagród indywidualnych. Między innymi uznano go dwukrotnie za najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Ligi Mistrzów i czterokrotnie za najlepszego przyjmującego tych rozgrywek.
Po wypełnieniu czteroletniego kontraktu w Zenicie latem ubiegłego roku Leon przeniósł się do włoskiego klubu Sir Sicoma Colussi Perugia. W pierwszym roku występów w tej ekipie wywalczył Puchar Włoch i wicemistrzostwo Italii. Od jesieni trenerem tego zespołu ma być belgijski selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen, o ile na przeszkodzie nie staną przeszkody natury formalnej (władze włoskiej ligi kwestionują uprawnienia Belga do prowadzenia zespołów w tym kraju) .

Kubańska wartość dodana

Z reprezentacją Polski Leon jest już de facto od roku, bo ubiegłego lata Heynen zaprosił go na zgrupowanie. Pojawił się wówczas na kilka dni w Zakopanem, a później mentalnie wspierał przyszłych kolegów z kadry podczas ich marszu po drugie z rzędu mistrzostwo świata.

„Jako drużyna mamy utworzoną grupę na WhatsAppie, do której należy także Wilfredo. Kilka godzin przed meczem z Serbami w drugiej rundzie grupowej napisał bardzo długą wiadomość skierowaną do całego zespołu. Nie zdradzę co w niej było, bo to nasza wewnętrzna tajemnica, ale to była bardzo długa, pełna wsparcia i mobilizująca wiadomość. Już wtedy pokazał, że czuje się częścią naszego zespołu” – wyjawił w jednym z wywiadów trener Heynen. A gdy biało-czerwoni odbierali złote medale, Leon w mediach społecznościowych napisał: „Jestem dumny, że mogę być częścią tej drużyny. Choć jeszcze nie na boisku, to przez cały turniej byłem sercem z chłopakami”.

Leon udziela już wywiadów po polsku, więc ostatnią niewiadomą jest to, co pokaże na parkiecie jako zawodnik mistrzowskiej drużyny biało-czerwonych.

 

 

Kuba wybacza zdrajcom

Kubańska federacja siatkarska złagodziła swoje nieprzejednane stanowisko wobec zawodników, którzy uciekli z kraju. Część z nich, m.in. Simon, Hierrezuelo i Sanchez, znów będą mogli grać w reprezentacji Kuby.

Robertlandy Simon, Raydel Hierrezuelo i Michael Sanchez dostali zgodę od Kubańskiej Federacji Siatkówki na powrót do reprezentacji kraju. Niewykluczone, że wymieniona trójka zawodników dołączy do kadrę już w sierpniowych kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich. Działacze złagodzili też zakazy dotyczące wyjazdów swoich najlepszych siatkarzy do zagranicznych klubów. Dzięki temu Jesus Herrera i Osniel Melgarejo legalnie od przyszłego sezonu będą występować w zespole aktualnego mistrza Argentyny i zwycięzcy Copa Libertadores – Personal Bolivar.

Co do powrotu Simona, Hierrezuelo i Sancheza, zanim ogłoszono decyzję, cała trójka siatkarzy najpierw spotkała się 28 maja w Hawanie z przedstawicielami federacji, a następnie musiała spełnić kilka postawionych im warunków. Teraz kubańscy oficjele muszą dopełnić formalności związanych z ponownym dopuszczeniem tych graczy do występów w międzynarodowych turniejach. Światowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) potrzebuje na to trochę czasu, więc ci zawodnicy nie będą mogli zagrać w zbliżających się Igrzyskach Panamerykańskich w Limie (26 lipca – 11 sierpnia), lecz powinni być już do dyspozycji trenera kadry na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich (9–11 sierpnia). Kuba zmierzy się w nim z Rosją (gospodarz), Iranem i Meksykiem.

Simon, Hierrezuelo i Sanche przed laty nielegalnie opuścili Kubę i podpisali zawodowe kontrakty z zagranicznymi klubami, podobnie jak Joandry Leal, który dzisiaj reprezentuje Brazylię czy Wilfredo Leon, który wkrótce zadebiutuje w reprezentacji Polski.