Zdobyli brąz na śniegu

Polscy siatkarze Michał Matyja, Karol Szczepanik, Piotr Groszek i Kamil Warzocha wywalczyli brązowy medal w turnieju Snow Volleyball World Tour organizowanego przez FIVB i CEV.

Rywalizacja w siatkówce na śniegu jest prowadzona pod egidą FIVB i CEV. Odkąd światowa federacja objęła nad nimi pieczę, zespoły są czteroosobowe, ale w grze uczestniczy trzech zawodników, a czwarty jest zmiennikiem. Wcześniej zasady gry były takie same w siatkówce plażowej. W Snow Volleyball World Tour najpierw grano w austriackim Wagrein, czyli miejscu, gdzie przed rokiem rozgrywane były pierwsze w historii mistrzostwa Europy w siatkówce na śniegu. Biało-czerwoni w kładzie Michał Matyja, Piotr Groszek, Karol Szczepanik i Kamil Warzocha wyszli z grupy po wygranej z Kamerunem i porażce z USA.

W meczu o ćwierćfinał przegrali z ekipą z Rosji. Co ciekawe, z tego kraju udział wzięły aż trzy zespoły, najwięcej w całej stawce. W kolejny weekend siatkarze rywalizowali w Kronplatz. Polacy przystąpili do walki w tym samym składzie. W fazie grupowej przegrali z jedną z rosyjskich ekip, ale potem pokonali Włochów, zaś w ćwierćfinale rozprawili się z drugim zespołem z Rosji. Niestety, w półfinale trafili ponownie na rosyjski zespół, z którym przegrali w grupie i musieli zadowolić się walka o trzecie miejsce. W meczu o brązowe medale biało-czerwoni okazali się lepsi od Austriaków i stanęli na najniższym stopniu podium.

Największą gwiazdą imprezy był znany z „prawdziwej” siatkówki Brazylijczyka Giba, który razem z Mario Araujo, Gabrielem i Pedro Henrique zdołał wywalczyć tylko piąte miejsce. W Kronplatz w turnieju kobiecym startowała też polska drużyna (Tylutki, Zdon, Błasiak, Kirszenstein), która zajęła piątą lokatę.

 

Zmiany w siatkarskim Pucharze Świata

W porównaniu z poprzednią edycją siatkarskiego Pucharu Świata w składzie uczestników tegorocznej edycji dojdzie do czterech zmian – jednej w rywalizacji mężczyzn i trzech w rywalizacji pań.

W 2019 roku gospodarzem zmagań w Pucharze Świata kobiet i mężczyzn nadal będzie Japonia. W turnieju oprócz reprezentacji gospodarzy wystąpi aktualny mistrz świata (czyli Polska) oraz po dwie najlepsze drużyny z każdej federacji kontynentalnej, zgodnie z rankingiem obowiązującym w 2019 roku. W rywalizacji Pucharu Świata siatkarzy, który zaplanowano w dniach 1-15 października, oprócz zespołów Polski i Japonii, wystąpią jeszcze ekipy Argentyny, Brazylii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Włoch, Rosji, Iranu, Australii, Egiptu i Tunezji. W 2015 roku zamiast Brazylii grała Wenezuela.

Natomiast w zmaganiach Pucharu Świata kobiet (od 14 do 29 września) wezmą udział: Japonia (gospodarz), Serbia (mistrz świata) oraz Argentyna, Brazylia, Stany Zjednoczone, Dominikana, Chiny, Korea Południowa, Kamerun, Kenia, Rosja i Holandia. W 2015 roku w rywalizacji uczestniczyły zespoły Algierii, Kuby i Peru, a tej edycji zastąpią je ekipy Kamerun, Holandii i Brazylii. Format rywalizacji nie ulegnie zmianie i zespoły będą grały w formule „każdy z każdym”. Nagrodą za zwycięstwo w tegorocznej edycji Pucharu Świata nie będzie już, jak poprzednim razem, awans do turnieju olimpijskiego. Imprezy nie można było jednak odwołać z uwagi na podjęte wcześniej przez FIVB zobowiązania wobec sponsorów i organizatorów Pucharu Świata. W zamian za brak możliwości wywalczenia miejsca igrzyskach w Tokio FIVB poważnie zwiększyła kwotę przeznaczoną na premie dla zwycięzców zmagań w tej rywalizacji.

 

O igrzyska zagrają w Polsce

W minioną środę Międzynarodowa Federacja Siatkarska (FIVB) podała gospodarzy turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk 2020 roku w Tokio. Obie nasze siatkarskie reprezentacje, kobieca i męska, powalczą o olimpijskie paszporty na swoim terenie.

Zasady wyłaniania uczestników turnieju olimpijskiego są takie same dla drużyn kobiecych i męskich. W Tokio rywalizować będzie po 12 drużyn. Udział zapewniony mają gospodarze, czyli reprezentacja Japonii. Reszta drużyn musi walczyć o pozostałe jedenaście miejsc. Pierwszą możliwością wywalczenia olimpijskich paszportów będą turnieje interkontynentalne. Składy grup ustalono już na początku stycznia, teraz Międzynarodowa Federacja Siatkarska wygrała gospodarzy poszczególnych turniejów, z których tylko zwycięzcy uzyskają kwalifikację olimpijską.

Polski Związek Piłki Siatkowej już w grudniu ubiegłego roku zgłosił chęć organizacji turnieju siatkarzy. Konkurentami byli Francuzi, ale ostatecznie FIVB uznała, że aktualnym mistrzom świata należy się ten drobny przywilej. Na otrzymanie roli gospodarza turnieju kobiet nasza siatkarska federacja specjalnie nie liczyła, choć oczywiście o nią zabiegała, ale problemem były pieniądze, bowiem światowa federacja zażyczyła sobie od każdego z organizatorów po pół miliona euro. Po negocjacjach kwota ta została znacznie zmniejszona i to PZPS będzie gościł w Polsce zespoły grupy A – Serbię, Portoryko i Tajlandię.

Gospodarzami pozostałych turniejów męskich będą Bułgaria, Holandia, Włochy, Rosja i Chiny, a kobiecych Chiny, USA, Brazylia, Rosja i Włochy. Siatkarki będą walczyć o awans do igrzysk w dniach 2-4 sierpnia, a panowie w dniach 9-11 sierpnia. Bezpośredni awans na igrzyska w Tokio uzyskają zwycięzcy grup. Nie będzie to jedyna szansa na na zdobycie olimpijskich przepustek. W styczniu 2020 roku odbędą się dodatkowe, kontynentalne turnieje kwalifikacyjne, których lista uczestników zostanie ustalona na podstawie pozycji w rankingu CEV po mistrzostwach Europy.

 

Liga Narodów w Spodku

Na przełomie maja i czerwca do Katowic i Opola przyjadą czołowe siatkarskie reprezentacje, aby walczyć o punkty w Lidze Narodów. Szczególnie ciekawie zapowiada się turniej mężczyzn, w którym zagrają wszyscy medaliści MŚ 2018.

Liga Narodów to nowe rozgrywki w siatkarskim kalendarzu. Pierwsza edycja odbyła się w ubiegłym roku, zastępując Ligę Światową mężczyzn i World Grand Prix kobiet. Rywalizację siatkarzy wygrali Rosjanie, a biało-czerwoni zajęli piąte miejsce. Zmagania siatkarek wygrały Amerykanki, zaś Polki wywalczyły dziewiątą lokatę. Tegoroczna edycja nie będzie różniła się od ubiegłorocznej. Szesnaście zespołów zostanie podzielonych na dwie grupy – uczestników stałych i pretendentów, zagrożonych spadkiem do rozgrywek FIVB Challenger Cup. Zespoły będą rywalizować w pięciu turniejach systemem każdy z każdym, a pięć najlepszych ekip w klasyfikacji generalnej oraz gospodarz turnieju zagrają w Final Six.

W tym roku nasze reprezentacyjne zespoły zainaugurują rozgrywki na własnym terenie. Panie w dniach 21-23 maja rywalizować będą w Opolu, gdzie zmierzą się kolejno z wicemistrzyniami świata Włoszkami, Niemkami i reprezentacją Tajlandii. Dla Polek będzie to okazja, żeby sprawdzić siłę rywalek. Z Włoszkami zmierzą się podczas wrześniowych mistrzostw Europy, zaś z Tajlandią w sierpniowych kwalifikacjach olimpijskich.

Ciekawie zapowiada się też turniej siatkarzy. Zespół Vitala Heynena w katowickim Spodku zagra z Brazylią, Stanami Zjednoczonymi i Australią, dojdzie zatem do powtórki finałów ubiegłorocznych mistrzostw świata, bo Polska, USA i Brazylia to medaliści ostatniego światowego czempionatu. Amerykanie spróbują zrewanżować się Polakom za porażkę 2:3 w półfinale, a Brazylijczycy za 0:3 w finale. Turniej w spodu odbędzie się od 31 maja do 2 czerwca.

 

Heynen już powołał Leona

Selekcjoner naszej kadry siatkarzy Vital Heynen ogłosił, że Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon dołączy do biało-czerwonych jak tylko skończy się jego karencja, czyli od 24 lipca tego roku.

Heynen wyjawił swój zamiar w programie „Wilkowicz Sam na Sam”. Trener naszej kadry nie ukrywał, że decyzja w tej sprawie już zapadła. „Zacząłem wprowadzać Wilfredo do drużyny. Rozmawiałem z zawodnikami, oni wiedzą, że go potrzebujemy. Nie ma w zespole nikogo, kto by się w tej kwestii wahał. Oni wiedzą, że Leon im pomoże. On nie zachowuje się jak gwiazda. Był z nami kilka dni i nie tylko ja, ale i cały zespół byliśmy zaskoczeni tym, jak łatwo się dostosował, jak skromnie się zachowywał i ciężko pracował. To były tylko trzy dni, ale one pokazały, jakim jest człowiekiem” – chwalił kubańskiego siatkarza belgijski szkoleniowiec.

W naszym siatkarskim środowisku nie wszystkim jednak podoba się pomysł wcielania do reprezentacji naturalizowanego Kubańczyka. Nie brakuje opinii, że Leon nie jest w drużynie mistrzów świata niezbędny, a jego powołanie może wpłynąć negatywnie na rozwój młodych zawodników.

Heynen przekonuje jednak, że jego decyzja jest dobrze przemyślana i w dłuższej perspektywie przyniesie polskiej siatkówce korzyści. „Być może na początku ktoś przez niego będzie grał mniej, ale już w 2021 roku, gdy nastąpi naturalna po igrzyskach w Tokio zmiana pokoleniowa, może znaleźć się na boisku obok Leona. Moi gracze są bystrzy i wiedzą, że czasami trzeba się poświęcić, żeby później wygrać” – twierdzi Heynen. Termin karencji nałożonej przez FIVB na Leona wygasa 24 lipca, będzie zatem mógł zagrać dla Polski już w sierpniowych kwalifikacjach olimpijskich. Polacy o przepustkę do Tokio powalczą z Francją, Słowenią i Tunezją.

 

FIVB zmienia piłkę

Po 10 latach Światowa Konfederacja Piłki Siatkowej (FIVB) zdecydowała się na zmianę piłki używanej w imprezach pod szyldem tej organizacji. Nowy model podobnie jak poprzedni, przygotowała japońska firma Mikasa.

 

Używane od 2008 roku piłki Mikasy modelu MVA200 w przyszłym roku zostaną zastąpiony przez piłki modelu V200W. Po raz pierwszy nowymi piłkami siatkarki i siatkarze zagrają podczas rozgrywek Pucharu Świata. Prezydent FIVB Ary Graca zapowiedział, że model V200W będzie także oficjalną piłką turnieju olimpijskiego w Tokio. Wypada w tym miejscu przypomnieć, że współpraca FIVB z istniejąca od 1917 roku firmą Mikasa zaczęła się od igrzysk olimpijskich w Japonii w 1964 roku. Nowy model nie różni się od starego kolorystycznie, ale nowością jest konstrukcja złożona z 18 paneli (w modelu MVA200 było ich osiem), która ma zapewniać graczom większą kontrolę nad piłką oraz podwójna warstwa mikrowłókien zapobiegająca poślizgowi w mokrej dłoni.

 

Poświęcą pół miliona dolarów

Polski Związek Piłki Siatkowej zabiega o organizację turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio, chociaż za ten przywilej FIVB winszuje sobie pół miliona dolarów. Ale dla siatkarskich działaczy olimpijski awans to w tej chwili priorytet.

 

Siatkarze zagrają o awans do turnieju olimpijskiego w dniach 9-11 sierpnia przyszłego roku. W pierwszej fazie kwalifikacji w turnieju interkontynentalnym trafią do grupy czterozespołowej, z której olimpijskie przepustki otrzyma wyłącznie zwycięzca. Stąd starania PZPS żeby nasz zespół był gospodarzem takiego turnieju, bo przy wsparciu swoich kibiców biało-czerwoni będą mieli większe szanse na zwycięstwo w grupie. Na razie jeszcze nie wiadomo z kim Polacy zagrają o prawo gry w Tokio. Rywali poznają dopiero po ogłoszeniu nowego rankingu FIVB. Z całą pewnością jednak jeden z rywali to będzie zespół z górnej półki. Jeśli nasi siatkarze nie uzyskają awansu za pierwszym podejściem, wówczas w styczniu 2020 roku będą musieli powalczyć o awans na igrzyska w turnieju ostatniej szansy. Miejmy jednak nadzieję, że wzmocnieni genialnym kubańskim siatkarzem Wilfredo Leonem załatwią sprawę już w sierpniu przyszłego roku.

Znacznie gorzej wyglądają perspektywy zakwalifikowania się na igrzyska reprezentacji kobiecej. Słabe wyniki w ostatnich latach doprowadziły do dużego spadku biało-czerwonych w światowym rankingu, przez co może się okazać, że po ogłoszeniu najnowszego notowania rankingu FIVB nasz zespół nie zostanie dopuszczony do pierwszej fazy kwalifikacji olimpijskich. Być może dostaną szansę występu w turnieju ostatniej szansy w styczniu 2020 roku, ale warunkiem jest zajęcie wysokiego miejsca w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. Jeśli jednak Polki uzyskają prawo gry w kwalifikacjach, PZPS także wystąpi o organizację takiego turnieju w Polsce.

 

Wilfredo Leon zagra w kwalifikacjach olimpijskich

Wilfredo Leon będzie mógł wziąć udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio. Wyznaczono już jego termin – odbędzie się w dniach 9 – 11 sierpnia 2019 roku.

 

Panie o prawo gry na igrzyskach olimpijskich w Tokio powalczą od 2 do 4 sierpnia, natomiast panowie tydzień później, w dniach 9-11 sierpnia. A to oznacza, że w naszej reprezentacji będzie mógł już zagrać Kubańczyk Wilfredo Leon, któremu z końcem lipca skończy się okres karencji po zmianie barwa narodowych. To świetna wiadomość, bo ten znakomity siatkarz imponuje fantastyczną formą i jego obecność w polskiej kadrze będzie ogromnym wzmocnieniem. Leon po czterech latach obfitujących w sukcesy występów w rosyjskim Zenicie Kazań latem tego roku zmienił klubowe barwy i przeniósł się do włoskiej Serie A. Jego nowy zespół, Sir Safety Perugia, w którym jest kluczowym graczem, na razie jest niepokonany. W hitowym meczu 7. kolejki Serie A pokonał Azimut Modenę z Bartoszem Bednorzem w składzie 3:1 i umocnił się na prowadzeniu. Leon zdobył 25 punktów, kończąc 69 procent swoich akcji w ofensywie.

Biało-czerwoni na pewno zagrają w sierpniu o kwalifikację, a PZPS na dodatek stara się o rolę gospodarza jednego z sześciu turniejów. Bardziej skomplikowana jest natomiast sytuacja naszej kobiecej reprezentacji, bo podopieczne Jacka Nawrockiego muszą poczekać na ogłoszenie nowego rankingu FIVB. W 2019 roku zostanie rozegranych sześć turniejów interkontynentalnych, w których udział wezmą 24 najlepsze ekipy według rankingu FIVB, którego najnowsze notowanie ukaże się w styczniu 2019 roku. Zostaną one przydzielone do sześciu grup, z których do turnieju olimpijskiego awansują zwycięzcy.
Drugą i ostatnią szansą na wywalczenie przepustki do turnieju w Tokio będą turnieje kontynentalne, które odbędą się w 2020 roku.

 

 

FIVB nie poważa mistrzów świata

Międzynarodowa federacja siatkówki (FIVB) opublikowała zasady kwalifikacji do turnieju igrzysk 2020 roku w Tokio. Po raz kolejny olimpijskiego paszportu nie przyznano aktualnym mistrzom świata, czyli po raz drugi Polsce.

 

Władze międzynarodowej federacji siatkówki najwyraźniej uznają, że zwycięstwa w najważniejszych światowych imprezach nie powinny dawać żadnych przywilejów, a już zwłaszcza zapewniać udziału w igrzyskach olimpijskich. Skreśliły więc nie tylko aktualnych mistrzów świata, ale zmieniły też zasadę, że do turnieju olimpijskiego kwalifikują się dwa najlepsze zespoły z Pucharu Świata. Jedyną drogą do Tokio ma być udział w turniejach kontynentalnych i interkontynentalnych.

Nasi siatkarze będą mieli dwie szanse na wywalczenia awansu do IO 2020. Najpierw wezmą udział w turnieju interkontynentalnym, w którym o olimpijskie paszporty powalczą 24 najlepsze zespoły w aktualnym notowaniu światowego rankingu, który zostanie opublikowany w styczniu przyszłego roku. Polska na pewno będzie w jego czołówce, ale choć nasi siatkarze obronili mistrzowski tytuł, niekoniecznie znajdą się na pierwszym miejscu. Światowa federacja nie aktualizowała rankingu od połowy 2017 roku. Biało-czerwoni są w nim sklasyfikowani na trzecim miejscu, ale całkiem możliwe, że mimo obrony tytułu nie tylko że nie awansują, ale jeszcze spadną w zestawieniu. Stanie się tak, jeśli FIVB zdecyduje się usunąć z punktacji wyniki nieistniejących już rozgrywek Ligi Światowej i zastąpić je wynikami tegorocznej, pierwszej edycji Ligi Narodów. Byłoby to jednak ewidentnym nadużyciem władzy, albowiem rozgrywki LN nie były dostępne dla wszystkich, tylko dla drużyn wybranych arbitralnie przez federację. Innym pomysłem na zamieszanie w światowym rankingu jest redukcja punktów zdobytych w najstarszych rozgrywkach, między innymi w Pucharze Świata 2015.

Tak czy owak taki turniej kwalifikacyjny będzie równie trudną przeprawą jak mistrzostwa globu. W końcu rywalizować w nim będzie cała światowa czołówka. Nie można zatem wykluczyć, że ekipa Vitala Heynena w zmaganiach interkontynentalnych nie wywalczy przepustki do Tokio. W takiej sytuacji otrzyma drugą szansę w turnieju kontynentalnym. FIVB nie podała jeszcze dokładnych dat rozegrania wspomnianych turniejów.

Nasi siatkarze na razie nie przejmują się tymi kombinacjami, bo głowy mają zaprzątnięte rozgrywkami ligowymi. A także nasłuchiwaniem wieści ze sfer rządowych, bo w czwartek gazeta.pl rozpuściła plotkę, iż premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o dofinansowaniu mistrzowskiej drużyny siatkarzy kwotą 15 mln złotych. Jedne źródła podają, że pieniądze trafia do PZPS z rezerwy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, inne, że kwotę tę wyłoży Orlen, który tyle miał łożyć na polską siatkówkę jako sponsor, ale kilka miesięcy przed mistrzostwami świata wypowiedział umowę. Szefowie koncernu paliwowego po sukcesie siatkarzy uznali to za błąd i są ponoć gotowi tak właśnie go naprawić.

 

I znów są najlepsi na świecie

Nasi siatkarze wrócili z mistrzostw świata w glorii zwycięzców. Mało kto wierzył, że w Bułgarii i Włoszech zdołają obronić tytuł wywalczony cztery lata temu. Oni jednak tego dokonali pokonując w decydujących meczach faworyzowane zespoły Brazylii i USA.

 

Sukces polskiej drużyny zaskoczył przede wszystkim jej rywali. Najpierw kręcili nosami Francuzi, którzy pokonali biało-czerwonych w trzeciej fazie turnieju, ale odpadli po miażdżącym zwycięstwie Polaków w potyczce z Serbami. Potem swoje niezadowolenie manifestowali gospodarze turnieju Włosi, bo oni w bezpośrednim starciu też okazali się lepsi od biało-czerwonych, ale żeby awansować do do półfinału musieli wygrać do zera, tymczasem Bartosz Kurek, Michał Kubiak i spółka już w pierwszym secie pozbawili ich szans i potem mogli sobie pozwolić na odpuszczenie meczu.

W półfinałowym starciu z reprezentacja Stanów Zjednoczonych, uważana powszechnie za najlepszą ekipę tegorocznego czempionatu, podopieczni trenera Vitala Heynena już niczego nie odpuszczali. Po kapitalnym meczu pokonali Amerykanów 3:2 i w niedzielę ponownie, jak cztery lata wcześniej w katowickim Spodu, do walki o mistrzostwo świata stanęli naprzeciwko drużynie Brazylii. Oczywiście znów mało kto dawał im szanse na pokonanie złotych medalistów olimpijskich z Rio de Janeiro. Dopiero ciężkie lanie 3:0 jakie sprawili canarionhos polscy siatkarze zmieniło wystawiane im wcześniej cierpkie oceny w pełne zachwytu recenzje.

 

Brazylijczycy byli pod wrażeniem

Trener canarinhos Renan Dal Zotto po meczu przyznał otwarcie, że o porażce jego zespołu w pierwszym rzędzie przesądzili fenomenalnie grający Bartosz Kurek i Michał Kubiak. Oni byli genialni i nie mogliśmy ich zneutralizować. Kubiak grał bardzo technicznie, znajdował dziury w bloku, czym strasznie nas denerwował. Ale uczciwie trzeba powiedzieć, że to świetny zawodniki i doskonały przywódcą. Natomiast Kurek, przecież od lat jeden z najlepszych graczy na świecie, swoimi atakami wręcz demolował naszą obronę”. Brazylijski szkoleniowiec nie ukrywał, że znakomita gra Polaków była dla niego zaskoczeniem, ale nie winił swoich zawodników za porażkę. „Kończymy turniej z podniesionymi głowami, bo wykonaliśmy tu świetną robotę. W finale przez kontuzje nie mogli u nas zagrać Luicarelli i Mauricio Borges, uważani za najlepszych przyjmujących na świecie, pewnie z nimi w składzie stawilibyśmy Polakom większy opór. Ale ich zwycięstwo było w pełni zasłużone” – zakończył Dal Zotto.

Zdecydowanie mniej zadowolony z trzeciego miejsca w turnieju był trener amerykańskich siatkarzy John Speraw, który przyznał, że brązowy medal zdobyty po wygranej z Serbią nie ma dla jego drużyny większej wartości. „Bardziej będę pamiętał o półfinałowej porażce z Polakami” – stwierdził amerykański szkoleniowiec, narzekając przy okazji na bezsens rozgrywania spotkań o trzecie miejsce. „Gdy się przegrywa półfinał i traci szansę gry o złoto, to trudno potem walczyć o trofeum niższej rangi.

Speraw skrytykował też terminarz gier. „Żaden sportowiec nie powinien grać cztery dni z rzędu. Z tego powodu musiałem w jednym ze spotkań grać rezerwowymi, bo gdybym wystawił do każdego z tych meczów podstawowych graczy, to ktoś prędzej czy później doznałby kontuzji, a ja wyszedłbym na idiotę. Zwłaszcza w fazie finałowej powinno grać się maksymalnie dwa spotkania z rzędu. Dlaczego jakoś w turnieju olimpijskim można się tego trzymać, a w mistrzostwach świata już nie?” – grzmiał pod adresem działaczy FIVB.
Włodarze światowej federacji siatkarskiej takie opinie mają jednak w głębokim poważaniu. Nie przejmują się też krytycznymi opiniami o bałaganie organizacyjnym, niedopracowanym scenariuszu ceremonii nagradzania, w której zapomniano choćby o odegraniu hymnu dla zwycięskiej drużyny. Dobrze, że wśród wyróżnionych indywidualnymi nagrodami nasi siatkarze stanowili znaczącą siłę, zaś na najlepszego gracza turnieju (MVP) wybrano Bartosza Kurka. Dla tego siatkarza to trofeum miało przecież szczególne znaczenie. Cztery lata temu decyzją trenera Stephane’a Antigi wypadł z kadry tuż przed mistrzostwami, potem miał okres głębokiego kryzysu i dopiero pod wodzą Heynena zdołał si pozbiera i teraz wspiąć się na sam szczyt siatkarskiej hierarchii.

 

Konsumowanie sukcesu

Zdobycie po raz drugi z rzędu mistrzostwa świata obudziło w Polsce przygasłe nieco ostatnio zainteresowanie siatkówką. Oczywiście w pierwszym rzędzie pod sukces biało-czerwonych podpięli się politycy rządzącej partii. Prezes publicznej telewizji Jacek Kurski nie omieszkał pochwalić się wynikami oglądalności (finał z Brazylią według niego obejrzało ponad siedem milionów widzów) oraz zakupem praw telewizyjnych do siatkarskich imprez na najbliższe trzy lata. Do medialnego zgiełku dołączył rzecz jasna prezydent Andrzej Duda, przyznając siatkarzom państwowe odznaczenia, a premier Mateusz Morawiecki poszedł jeszcze dalej, bo na wieść o tym, że za swój sukces siatkarze dostaną pięć razy mniej pieniędzy niż dostali piłkarze tylko za awans do finałów mistrzostw świata, obiecał im coś tam dorzucić z rządowej szkatuły.

Dobrze, że spokój w tym zamieszaniu zachował sprawca tego sukcesu Vital Heynen, któremu za miesiąc kończy się kontrakt. Chyba nie chce odchodzić, bo publicznie zapowiedział, że teraz chce dla Polski zdobyć w Tokio złoty medal olimpijski.