Williams nie odrodzi się w Monte Carlo

W najbliższy weekend odbędzie się kolejny wyścig w tegorocznym kalendarzu Formuły 1 – Grand Prix Monako. Do rywalizacji na ulicznym torze szykują się też ostatni w stawce kierowcy teamu Williamsa, Robert Kubice i George Russell.

Ciasny i kręty tor w Monako zawsze był wielkim wyzwaniem dla samochodów oraz kierowców. „Teraz bolidy są szersze i znacznie większe, więc będzie jeszcze trudniej niż w moich poprzednich tu startach. To specjalny wyścig, bardzo różniący się od wszystkich innych. Już w tym roku mieliśmy w Baku przedsmak wyścigu na torze ulicznym z zamkniętymi ścianami i barierkami. Tor w Monako ma jednak wiele innych cech i sam jestem ciekaw tej konfrontacji” – powiedział Kubica w wypowiedzi udzielonej oficjalnej stronie internetowej Williamsa. Russell też nie krył podniecenia startem w Grand Prix Monaco. „To kultowy tor. W ubiegłym roku w Formule 2 nie wypadłem najlepiej, bo był to mój najgorszy występ w roku, ale mam nadzieję, że teraz spiszę się lepiej” – zapewniał angielski kierowca.

Choć z brytyjskiego zespołu dochodziły głosy, że ciężko pracowano nad poprawą osiągów obu bolidów, nikt nie wierzy w radykalna poprawę wyników Williamsa. Umiejętności kierowców niewiele znaczą gdy nie mają do dyspozycji maszyn konkurencyjnych wobec maszyn rywali. Brytyjczycy próbują uporać się z największymi bolączkami ich samochodów, a tych jest długa lista. Jednak w zapowiadającym niedzielny wyścig o Grand Prix Monaco komunikacie Williamsa zabrzmiały pierwsze optymistyczne nutki. „Nasz zespół zaliczył udanie dwudniowe testy w Barcelonie i zamierzamy zaprezentować dokonane postępy już w ten weekend” – napisano. Inżynier Dave Robson wylał jednak trochę oliwy na te wzburzone fale emocji. „Na pewno pogłębiliśmy naszą wiedzę na temat samochodu oraz opon, ale czy będziemy to w stanie pokazać w Monako, nie jest takie oczywiste ze względu na wyjątkowy charakter toru i nieprzewidywalne warunki”– stwierdził Robson.

Czwartkowe treningi zdawały się potwierdzać jego obawy. Obaj kierowcy Williamsa, Kubica i Russell, pierwszej sesji tradycyjnie już plasowali się w ogonie stawki, tracąc do czołowych kierowców ponad trzy sekundy. Polak na domiar złego lekko uszkodził swój bolid i stracił przez to kilkanaście okrążeń. Podczas popołudniowego treningu było jeszcze gorzej, a dystans do czołówki przekroczył cztery sekundy. Kubica znów był ostatni.

 

Zmarł Niki Lauda, legenda Formuły 1

Wybitny przed laty austriacki kierowca, trzykrotny mistrz świata Formuły 1, zmarł w poniedziałek w prywatnej klinice w Szwajcarii. Niki Lauda od lat borykał się z problemami zdrowotnymi – miał dwukrotnie przeszczepiane nerki, w ubiegłym roku przeszedł transplantację płuca.

Niki Lauda był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci królowej sportów motorowych. W wyścigach Formuły 1 zadebiutował w 1971 roku. Trzy lata później jako kierowca zespołu Ferrari wygrał swój pierwszy wyścig, a w sezonie 1975 świętował zdobycie pierwszego tytułu mistrza świata. W 1976 roku miał na torze poważny wypadek na torze Nurburgring, z którego cudem ocalał. Jego bolid stanął w ogniu, a Laudzie po tym zdarzeniu zostały na całe życie trwałe blizny. Pomimo bólu Austriak nie zrezygnował z walki o kolejny mistrzowski tytuł. Opuścił tylko dwa wyścigi, ale przegrał rywalizację z Jamesem Huntem z McLarena różnicą zaledwie jednego punktu.

Rok później znów jednak był najlepszy, tym razem w barwach zespołu Brabhama, ale ściganie stawało się dla niego coraz większą męką. Podczas treningu przed Grand Prix Kanady w 1979 roku Lauda ogłosił zakończenie kariery i wrócił do rodzinnej Austrii, gdzie zajął się tworzeniem własnej linii lotniczej. W 1982 roku jednak wrócił na tor, tym razem w barwach McLarena i dwa lata później zdobył swój trzeci mistrzowski tytuł. Austriak wyprzedził w klasyfikacji generalnej swego ówczesnego partnera z zespołu Alaina Prosta różnicą niespełna jednego punktu. W 1985 roku ponownie ogłosił zakończenie kariery, tym razem już definitywne. W sumie w F1 zaliczył 170 wyścigów, z których 25 wygrał.

Ale nie odszedł z Formuły 1. Przez kolejne lata pełnił różne funkcje w zespołach Ferrari, Jaguara, a w 2012 został dyrektorem sportowym w zespole Mercedesa, przyczyniając się do budowy obecnej potęgi tego teamu. Zmarł w szwajcarskiej klinice w wieku 70 lat.

 

Lewis Hamilton zdublował Kubicę

W piątym wyścigu tegorocznej edycji Formuły 1 ponownie bezkonkurencyjny był zespół Mercedesa, który na torze w Barcelonie zajął dwie pierwsze lokaty. Wyścig o Grand Prix Hiszpanii wygrał Lewis Hamilton, który został nowym liderem klasyfikacji generalnej kierowców. Williams tradycyjnie był najgorszy, a Robert Kubica minął linię mety jako ostatni.

Robert Kubica zyskał pozycję na starcie przed GP Hiszpanii na torze Catalunya. Chociaż polski kierowca Williamsa znów był ostatni w kwalifikacjach, ostatecznie do niedzielnego wyścigu wystartował z 17. pola startowego. Awansował dzięki karom nałożonym na innych kierowców, między innymi jego partnera z zespoły George’a Russella, od którego w kwalifikacjach był wolniejszy o 1,2 s. Brytyjczyk został jednak cofnięty o pięć pozycji startowych za wymianę skrzyni biegów po wypadku, który przydarzył mu się podczas trzeciego treningu.

Z kolei kierowca Renault Nico Hulkenberga został ukarany startem z alei serwisowej za złamanie przez jego ekipę zasady parku zamkniętego zmieniając specyfikację bolidu. Razem z nim za podobne przewinienie z alei serwisowej wystartuje też Antonio Giovinazzi z Alfa Romeo Racing-Ferrari. Niemiec podczas pierwszego treningu uszkodził przednie skrzydło po kontakcie z barierą. Element w Renault prowadzonym przez Hulkenberga był w najnowszej specyfikacji i zespół z racji ograniczonej liczby części, zmuszony był powrócić do starszego skrzydła. FIA poinformowała, że zespół wymieniając nos wraz ze skrzydłem na starszą specyfikację złamał zasady parku zamkniętego. Ponadto Renault miało o tym nie informować sędziów. Hulkenberg uzyskał podczas kwalifikacji szesnasty wynik.

Było jednak więcej niż pewne, że Kubica zbyt długo tej 17. pozycji nie utrzyma. I faktycznie, chociaż Polak bronił się jak mógł żeby nie spaść na ostatnie miejsce, niewiele mógł na swoim niesterownym i nieprzewidywalnym bolidzie zwojować. Trochę sytuację ułatwił mu Antonio Giovinazzi z Alfa Romeo, który dość szybko zjechał do alei serwisowej na zmianę opon, a potem to on jechał na końcu. Wiadomo było jednak, że taki stan nie będzie trwał zbyt długo. Najpierw Kubicę wyprzedził Russell, a potem z dwójką kierowców Williamsa uporał się Giovinazzi. Sytuacja wróciła więc do normy, czyli oba auta brytyjskiego zespołu zamykały stawkę. I taki stan utrzymał się już do końca wyścigu. Na 19. okrążeniu Kubica został nawet zdublowany przez najlepszego w Grand Prix Hiszpanii Lewisa Hamiltona. Chwilę później taki sam los spotkał również Russella.

Fatalnie Grand Prix Hiszpanii pod względem taktycznym rozegrało Ferrari. Włosi najpierw zwlekali z tym, by Sebastian Vettel przepuścił szybszego Charlesa Leclerca. Z kolei po pit-stopach to Niemiec miał opony z bardziej miękkiej mieszanki i kręcił lepsze czasy, ale ekipa z Maranello nie pozwoliła aby Leclerc przepuścił starszego kolegę. W tej sytuacji Ferrari podarowało podium na tacy Maxowi Verstappenowi. Wygrana Hamiltona na żadnym etapie wyścigu nie była zagrożona.

 

Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.

 

Williams traci na wartości

Kiepski początek sezonu w wykonaniu ekipy Williamsa spowodował spadek wartości akcji notowanego na giełdach w Wielkiej Brytanii i Niemczech brytyjskiego zespołu.

W znaczeniu biznesowym Williams Grand Prix Holdings PLC składa się z dwóch spółek – zespołu Formuły 1 oraz firmy zajmującej się inżynierią. Opublikowane niedawno dane finansowe grupy za rok 2018 wyglądają obiecująco. Brytyjski zespół zwiększył przychody i wypracował większy zysk niż rok wcześniej. Raport finansowy Williamsa zrobił wrażenie, bo wypracowanie zysku w momencie, gdy zespół zanotował najgorszy sezon w Formule 1 w całej swojej bogatej w sukcesy historii wyglądało na wyczyn godny uznania. Ale giełdowi inwestorzy przyjęli wyniki finansowe grupy Williamsa za rok 2018 dość chłodno. Dowodzą tego spadające ceny akcji notowanej na giełdach w Wielkiej Brytanii i Niemczech zespołu z Grove.

Ostatnie notowania wykazały spadek wartości akcji do poziomu poniżej 15 euro. To jasno pokazuje, że choć finanse Williamsa mają się dobrze, to zespół traci na wartości wskutek problemów w Formule 1. Świadczą o tym liczby – rok temu o tej porze za jedną akcję brytyjskiego zespołu płacono 17,80 euro. W poniedziałek wszystkie giełdowe akcje Williamsa warte były niespełna 150 mln euro, co oznacza, że zjechały w dół o ponad 30 mln euro. A biorąc pod uwagę kolejne słabe występy Roberta Kubicy i George’a Russella, ten zjazd ogólnej wartości spółki może okazać się trudny do powstrzymania.

W najbliższy weekend zostanie rozegrany trzeci w tym sezonie wyścig Formuły 1, tym razem o Grand Prix Chin. Będzie to impreza wyjątkowa, bowiem na torze w Szanghaju odbędą się jubileuszowe tysięczne zawody królowej sportów motorowych. Zespół Williamsa przystąpi do rywalizacji jako najsłabsza ekipa w stawce i jest to w tym uroczystym momencie chyba najbardziej upokarzające dla brytyjskiej ekipy.

Cud się raczej na pewno nie zdarzy, co wykluczają wypowiedzi obu kierowców Williamsa. Robert Kubica nie ukrywał, że odpowiednie ustawienie modelu FW42 także w Szanghaju nie będzie należało do łatwych zadań. „Warunki panujące na torze i jego charakterystyka sprawiają, że znalezienie odpowiednich ustawień będzie dla nas dużym wyzwaniem. Dużo zależeć będzie też od pogody” – przyznał polski kierowca. Kubica nie liczy zatem na zajęcie lepszego miejsca niż zajmował wcześniej w Australii i Bahrajnie, cieszy się zatem z faktu, że będzie mógł uczestniczy w historycznym, tysięcznym wyścigu F1. „Dla mnie to wielki zaszczyt i wyróżnienie, że będzie mi dane jechać w jubileuszowym Grand Prix. To wielki dzień dla dla całego świata Formuły 1. Jestem dumny, że będę mógł w niedzielę wyjechać na tor” – powiedział Kubica.

Podczas piątkowych treningów wszystkie zespoły będą mocno testować opony, bo ich dostawca, koncern Pirelli, przywiózł do Chin tylko opony klasy C2, C3 i C4, czyli z rodzaju miękkich, a tor w Szanghaju ma 5,5 km długością, a guma zużywa się szybko.

 

Atak na Kubicę przed GP Bahrajnu

W najbliższy weekend w Bahrajnie zostanie rozegrana druga odsłona obecnego sezonu Formuły 1. Robert Kubica nie miał przez imprezą spokoju, bo znów zaatakował go jego dawny rywal z toru Kanadyjczyk Jacques Villeneuve.

Villeneuve nie odpuszcza Kubicy i krytykuje jego powrót do Formuły 1. Przed Grand Prix Bahrajnu ponownie zaatakował polskiego kierowcę stwierdzeniem, że „osoba z niepełnosprawnością nie powinna ścigać się w Formule 1”. Wypowiedź Kanadyjczyka wywołała burzę, ale w środowisku wyścigowym nie wszyscy uznali za stosowne reagować na jego kolejną chamską zaczepkę. W końcu dla nikogo w F1 nie jest tajemnicą, z jakiego powodu Villeneuve tak zaciekle atakuje Kubicę. Kanadyjczyk w 2006 roku stracił miejsce w ekipie BMW Sauber właśnie na rzecz Polaka i do dzisiaj nie potrafi się z tamtą porażką pogodzić.
Nie zdzierżył jednak były kierowca Formuły 1 Brazylijczyk Lucas di Grassi. „To kompletnie absurdalny komentarz. Nie można definiować kogoś przez niepełnosprawność tylko przez jego dyspozycję. Historia Kubicy jest niesamowita i jest przykładem powrotu do sportu. Na koniec roku to rezultaty przemówią same za siebie” – napisał di Grassi na Twitterze.

Jego reakcja na ostrą ocenę Villeneuve’a, który stwierdził, że skoro Formuła 1 jest najbardziej elitarną serią wyścigową, więc nie powinna się w niej ścigać osoba z niepełnosprawnością, czyli z takimi ograniczeniami, jakie ma Kubica, nie była jedyną.
Zdecydowanie bardziej skutecznie zareagował jednak na atak Kanadyjczyka przyjaciel Kubicy Dario Katta. W mediach okolicznościowych opublikował oświadczenie, w którym wręcz ośmieszył Villeneuve’a. Katta przypomniał, że wprawdzie kanadyjski kierowca w 1997 roku został mistrzem świata Formuły 1, ale dziesięć lat później, nie był już taki szybki.

”Wyjaśniam wszystkim zainteresowanym dlaczego Jacques Villeneuve nadal atakuje Roberta Kubicę. Był rok 2006, gdy młody Kubica był trzecim kierowcą zespołu BMW Sauber F1 Team. Podczas Grand Prix Węgier musiał zastąpić Villeneuve’a i został pierwszym Polakiem, który wystartował w Formule 1. Wtedy wyścig nie był dla niego szczęśliwy, bo choć przyjechał na metę jako siódmy, to został zdyskwalifikowany z powodu zbyt lekkiego bolidu, co nie było jego winą” – pisze Katta. I wyjawia, że zachwyceni szybka jazdą Kubicy szefowie Saubera Po czym zorganizowali obu kierowcom prywatny wyścig, w którym zdecydowanie lepszy okazał się Polak. I jemu powierzono role drugiego kierowcy w miejsce Villeneuve’a, którego odesłano do rezerwy. „Jacques, wtedy przegrałeś w uczciwej walce, bo byłeś po prostu wolniejszy. Odpuść Robertowi i zajmij się swoim życiem” – podsumował swój wywód Dario Katta.

Kubica nie skomentował tej medialnej awantury. Polak skupiał się na jak najlepszym przygotowaniu do startu w GP Bahrajnu. „Dobrze znam ten obiekt, ale jest kilka rzeczy do odkrycia. Często trzeba hamować i przyspieszać, dlatego bolid musi być bardzo stabilny podczas hamowania i mieć dobrą przyczepność” – mówił w oficjalnych wypowiedziach. W żadnej nie dał jednak do zrozumienia, że w Bahrajnie liczy na lepszy wynik niż osiągnął dwa tygodnie temu w Melbourne, gdzie zajął 17. miejsce, ostatnie w stawce tych, którzy dojechali do mety.

W Bahrajnie nie należy się spodziewać lepszych wyników w wykonaniu kierowców Williamsa. Dwa tygodnie to za mało czasu, żeby poprawić osiągi FW42, który wyraźnie odstaje od reszty stawki. „Mam dobre wspomnienia z Bahrajnu. W 2008 roku zdobyłem tam pierwsze i jedyne pole position, więc nie mogę się już doczekać. Może być bardzo gorąco, co powoduje, że ważną kwestią będą opony. Zobaczymy, jak nam pójdzie – powiedział Kubica cytowany na oficjalnej stronie zespołu Williamsa.
Tor w Sakhir jest trudnym połączeniem czterech równomiernie rozmieszczonych prostych i wymagających sekwencji zakrętów, w tym szybkich szykan na piątym, szóstym i siódmym. Kwalifikacje i wyścig odbywają się w chłodniejszych warunkach. Wymagający tor zwłaszcza dla tylnych opon, z ciągłym zagrożeniem przegrzania. Dlatego jest wyzwaniem nie tylko dla kierowców, ale przede wszystkim dla inżynierów.

 

Kubica ostatni w GP Australii

Inaugurujący nowy sezon królowej sportów motorowych wyścig o Grand Prix Australii wygrali kierowcy Mercedesa. Pierwszy był Fin Valtteri Bottas, który został liderem klasyfikacji generalnej, a drugi jego partner z zespołu Brytyjczyk Lewis Hamilton.

Wyścigu nie ukończyło trzech kierowców – Francuz Romain Grosjean (Haas), Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) oraz Hiszpan Carlos Sainz (McLaren) i tylko dlatego Robert Kubica ostatecznie zajął 17. miejsce. De facto polski kierowca Williamsa minął jednak metę jako ostatni w stawce zawodników, którzy ukończyli wyścig. Był z nich najwolniejszy i zdublował go nawet partner z zespołu Brytyjczyk George Russell, który zajął… 16. lokatę. Szansę na lepszy rezultat Polak stracił już na pierwszym zakręcie, gdy został potrącony przez auto Red Bulla kierowane przez Pierre’a Gasly’ego. Musiał wymienić uszkodzone części nadwozia, ale już do końca nie był w stanie nawiązać walki z rywalami. Rzecz jasna team Williamsa znalazł się na ostatnim miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Mimo tych słabiutkich wyników szefowie Williamsa byli z nich zadowoleni, chociaż tak naprawdę jedynym sukcesem ekipy było to, że oba jej bolidy ukończyły wyścig. Kubica tak skomentował swój pierwszy po ośmiu latach start w Formule 1: „Pozytywne jest to, że ukończyliśmy wyścig. W pewnym momencie usłyszałem od inżyniera, że mam dobre tempo. I zacząłem się śmiać”.

 

Paddy Lowe uciekł z Williamsa

Jako pierwszy wieść podał serwis „Autosport”, a potem potwierdził to rzecznik prasowy Williamsa, że dyrektor techniczny tego zespołu Paddy Lowe wziął urlop z „powodów osobistych”.

Wiadomość jest sensacyjna, bo przecież za już za kilka dni odbędzie się wyścig o Grand Prix Australii, będący pierwszą odsłoną sezonu Formuły 1. Lowe jako dyrektor techniczny był obwiniany za słabe osiągi przygotowanego na ten sezon bolidu FW42. Przypomnijmy, że brytyjski zespół z powodów opóźnień w montażu auta stracił dwa dni przedsezonowych testów na torze Catalunya w Barcelonie, a gdy już wreszcie pojawił się na torze, zdecydowanie odstawał w osiągach od reszty stawki.

Na domiar złego okazało się, że Williams złamał przepisy techniczne i jest zmuszony przeprojektować swój bolid. Obaj kierowcy ekipy, czyli Robert Kubica i George Russell, nie ukrywali rozczarowania tegoroczną konstrukcją i dawali do zrozumienia, że GP Australii spodziewają się wielu problemów. Lowe jeszcze w Barcelonie zapewniał, że nie obawia się utraty posady, ale jego nagłe odejście każe domniemywać, że to koniec jego rządów w padoku Williamsa.

Do ekipy z Growe 56-letni Brytyjczyk dołączył w 2017 roku, przechodząc z zespołu Mercedesa. Nie był to dla Williamsa udany transfer, bo przygotowany pod okiem Lowe’a ubiegłoroczny bolid okazał się fatalny. Lance Stroll i Sergiej Sirotkin zdobyli na tych autach w trakcie całego sezonu zaledwie siedem punktów.

Tegoroczny model też ma mnóstwo wad i niedoróbek, a największym problemem jest to, że odpowiednich norm nie spełnia przednie zawieszenie auta. Nie jest to dobra wiadomość na licznych fanów Kubicy.

 

Kubica szybszy od Russela

Ubiegłotygodniowe przedsezonowe testy Formuły 1 w Barcelonie zakończyły się organizacyjną kompromitacją zespołu Williamsa. Ale Robert Kubica wyszedł z tej wpadki tarczą.

Dowodzą tego przedstawione przez firmę Pirelli, dostawcę opon dla wszystkich zespołów F1, wyniki analizy czasów osiąganych przez kierowców podczas testów F1. Z danych zebranych przez włoski koncern wynika na przykład, że Ferrari miało pół sekundy przewagi nad rywalami, a Kubica może się pochwalić lepszym wynikiem niż jego partner z Williamsa George Russell. Brytyjski kierowca kończył czwartkowe testy z lepszym wynikiem niż Polak, ale obaj kierowcy Williamsa wykręcili swoje rekordowe czasy na oponach z innej mieszanki. Dlatego to nieco zakłóca obraz sytuacji. Kubica osiągnął swój najlepszy rezultat (1:21.542) na oponach typu C2, podczas gdy Russell na ogumieniu C3 (bardziej miękkim) pokonał okrążenie toru w Barcelonie w czasie 1:20.997. Pirelli twierdzi, że gdyby obaj kierowcy korzystali z opon C5 (najbardziej miękkich), to Kubica kończyłby testy z wynikiem 1:19.642, a Russell 1:19.797. Różnica w twardości ogumienia powoduje, że czasy osiągane przez kierowców mogą się różnić nawet o dwie sekundy.

Z analizy przygotowanej przez Pirelli najbardziej ucieszyli się jednak szefowie Ferrari. Wynika z nich bowiem, że gdyby Charles Leclerc i Sebastian Vettel korzystali z opon C5 podczas pierwszej tury testów, to mieliby pół sekundy przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Najlepszy czas miał Nico Hulkenberg (1:17.393). Niemiec osiągnął go właśnie na oponach C5, podczas gdy reprezentanci Ferrari w trakcie próbnych jazd stawiali na twardszą mieszankę C3. Dane przedstawione przez Pirelli to tylko jeden ze sposobów analizy testów.

 

Williams już gotów do walki

W miniony poniedziałek zespół Williamsa zaprezentował nowy wzór malowania samochodu na ten sezon. Na bolidzie, którym w tym roku ścigał się będzie Robert Kubica, znalazło się logo PKN Orlen oraz nowego sponsora tytularnego Williamsa – firmy ROKiT.

Po nieudanym poprzednim sezonie Williams wymienił obu kierowców. Miejsca Kanadyjczyka Lance’a Strolla i Rosjanina Siergieja Sirotkina zajęli Brytyjczyk George Russell i wracający po ośmioletniej przerwie do Formuły 1 Robert Kubica. Istotną zmianę w wyglądzie auta szykowanego na 2019 rok spowodowało też wycofanie się z dalszej współpracy sponsorskiej z Williamsem przez koncern Martini.

Poszukiwania nowego sponsora tytularnego trwało długi i z tego powody brytyjski zespół zwlekał z prezentacją malowania bolidu. Ostatecznie pochwalił się wyglądem nowego auta dopiero 11 lutego podczas skromnej ceremonii zorganizowanej w bazie w Grove, podając przy tej okazji do publicznej wiadomości nazwę nowego sponsora, którym została firma telekomunikacyjna ROKiT oferującą telefony komórkowe oraz innowacyjną sieć Wi-Fi. Ponadto ROKiT pracuje także na całym świecie nad rozwojem inteligentnych miast, m. in. wdraża publiczne Wi-Fi w największych miastach Indii. ROKiT od marca tego roku ma rozpocząć swoją działalność także na rynkach w USA i Wielkiej Brytanii, stąd jej zainteresowanie promocją poprzez Formułę 1. Firmę stworzyli John Paul DeJori i Jonathan Kendrick.

Dla polskich kibiców ważniejsze jest jednak to, że na bolidzie Williamsa pojawiło się logo PKN Orlen – na lusterkach, wlocie powietrza oraz na nosie samochodu. Na poniedziałkowej ceremonii obecni byli rzecz jasna obaj kierowcy zespołu Williamsa, który do nowego sezonu przystąpi pod nazwą ROKiT Williams Racing. „Tak naprawdę to mój kolejny debiut w Formule 1. Ten drugi będzie miał miejsce na inaugurację sezonu w Australii. Teraz przed nami ostatnie spokojne dni, gdyż już podczas testów w Barcelonie czas będzie biegł bardzo szybko. Po przylocie do Australii pojawi się mnóstwo emocji, oby pozytywnych i radosnych” – powiedział podczas prezentacji bolidu Robert Kubica.

Krakowianin w swoim wystąpieniu podziękował też za wsparcie kibicom, szczególnie tym, którzy wierzyli w jego powrót na tory Formuły 1 po długiej przerwie. W światowych mediach przy okazji przypomniano, że polski kierowca w Formule 1 jeździł już w latach 2006-2010. Przez pierwszy trzy sezony reprezentował barwy BMW Sauber. W 2008 roku wygrał jedyny jak dotąd wyścig w Formule1, triumfując w Grand Prix Kanady w Montrealu. Na tym torze rok wcześniej zaliczył groźny wypadek.
W 2010 roku krakowianin przeniósł się do ekipy Renault. Niestety, jego obiecująco rozwijającą się wtedy karierę przerwał tragiczny w skutkach wypadek podczas lokalnego rajdu samochodowego Ronde di Andora w 2011, w wyniku którego omal nie stracił prawej ręki i wypadł z kręgu kierowców F1 na wiele lat. Dopiero w ubiegłym roku pojawiła się dla niego szansa powrotu na wyścigowe tory królowej sportów motorowych, lecz w ostatniej chwili Williams postawił wtedy na dysponującego większym finansowym zapleczem rosyjskiego kierowcę Sergieja Sirotkina.

Na otarcie łez Polak otrzymał ofertę pracy w charakterze kierowcy testowego, z której skorzystał. Cierpliwość mu się opłaciła, bo pod koniec ubiegłego roku Williams zaproponował mu kontrakt etatowego kierowcy zespołu wart 570 tys. dolarów rocznie.
Pierwszy wyścig nowego sezonu, GP Australii, odbędzie się 17 marca. Wcześniej, bo już 18 lutego, w Barcelonie rozpoczną się testy, w których wezmą udział przedstawiciele wszystkich zespołów.