Cyrk Williamsa na torze Interlagos

Przedostatni w tym sezonie wyścig Formuły 1, Grand Prix Brazylii na torze Interlagos w Sao Paulo, wygrał kierowca ekipy Red Bulla Max Verstappen. Niewiele brakowało, a Holendrowi szanse na triumf zniweczyłby Robert Kubica, którego techniczy Williamsa wypuścili z pit-stopu niemal pod koła bolidu Verstappena. To nie był jedyny paskudny numer jaki brytyjski zespół wyciął Polakowi w Brazylii.

Kubica ukończył wyścig o Grand Prix na 16. pozycji, ale był ostatnim z kierowców, którzy ukończyli zmagania. Do mety tym razem nie dojechali Lance Stroll z Racing Point, Valtteri Bottas z Mercedesa i obaj jeźdźcy Ferrari – Sebastian Vettel oraz Charles Leclerc, którzy w bratobójczym pojedynku na torze rozbili swoje bolidy. Na Interlagos rządził tym razem Verstappen, który prowadził od startu do mety, a jego zwycięstwo stanęło pod znakiem zapytania tylko raz, gdy Holender wyjeżdżał na tor po pierwszej zmianie opon. Niemal w tym samym momencie do pit-stopu zjechał Kubica, ale z jakiegoś powodu, notująca we wcześniejszych wyścigach najlepsze czasy przy zmianach ogumienia obsługa techniczna Williamsa, tym razem przytrzymała auto Polaka przez kilka sekund dłużej i wypuściła go w najmniej odpowiednim momencie, nie informując przy tym o nadjeżdżającym właśnie aucie Red Bulla. Nieświadomy tej sytuacji Kubica w alei serwisowej wpakował się holenderskiemu kierowcy niemal pod koła i zmusił go do gwałtownego zjazdu w bok, co groziło uderzeniem w bandę i rozbiciem auta.

Wściekły Verstappen klął jak szewc, bo na chwilę utknął za Polakiem i gdy obaj w końcu wrócili na tor, na prowadzenie wyszedł Lewis Hamilton. Holender był jednak tego dnia znakomicie dysponowany i świetnym manewrem wyprzedził świeżo upieczonego mistrza świata, odzyskując utraconą pozycję lidera wyścigu. Williams za ten incydent został ukarany pięcioma sekundami przymusowego postoju w kolejnym pit-stopie, zaś Kubicy wlepiono dwa punkty karne do licencji.

Kubica po wyścigu przeprosił holenderskiego kierowcę. „Nie widziałem go, a gdy usłyszałem, że nadjeżdża, było już za późno na reakcję. Jest mi przykro, bo sam wiem jak denerwujące są takie incydenty, gdy walczy się na czele stawki. Przepraszam” – powiedział Kubica. Co ciekawe, sędziowie ostatecznie uznali, że to Polak z własnej winy pozostał dłużej w boksie i przez to wyjechał z opóźnieniem prowokując niebezpieczną sytuację.

Ta sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak złe relacje ma obecnie polski kierowca z brytyjska ekipą. Podczas piątkowego trening samochód Kubicy przy wyjściu z zakrętu przestał reagować na ruchy kierownicy i wyleciał z toru rozbijając się o bandę. Mechanicy poskładali bolid, ale użyli do tego części zapasowych w starszej specyfikacji, co oznaczało, że polski kierowca znów będzie się ścigał niekonkurencyjnym bolidem. Mimo to Kubica w niedzielę jak zawsze wystartował wybornie i wyprzedził drugiego z kierowców Williamsa, George Russella i dosyć długo jechał przed Brytyjczykiem, ale oba auta brytyjskiej ekipy zamykały stawkę. Sytuacja zmieniła się po pierwszej wizycie w alei serwisowej. Młody Brytyjczyk wyprzedził naszego kierowcę w najmniej spodziewanym momencie.

Niebieska flaga w wyścigach Formuły 1 oznacza, że zawodnik lub zawodnicy zaraz zostaną zdublowani. Dobrym obyczajem jest, że przepuszcza się kierowców walczących o czołowe lokaty. Tymczasem niebieską flagę postanowił wykorzystać Russell, żeby wskoczyć przed Kubicę. Polak nawet się nie bronił przez atakiem kolegi z zespołu, ale był zdziwiony jego zachowaniem. „Z reguły jak się jedzie na dwóch ostatnich miejscach i ma się niebieskie flagi, to puszcza się gości, którzy o coś się ścigają, a nie walczy z kolegą z zespołu” – cierpko skomentował zachowanie Russella polski kierowca.

Na swoim złomie Kubica i tak nie miał szans na wyprzedzenie żadnego z rywali, natomiast dysponujący lepszą wersją bolidu FW42 Russell awansował na 12. pozycję tylko dlatego, że w końcówce dwukrotnie na torze pojawiał się samochód bezpieczeństwa. Punktów do klasyfikacji konstruktorów jednak nie zdobył, a zatem na koncie brytyjskiego zespołu nadal pozostaje jeden punkt wywalczony przez Kubicę. I pewnie tak już pozostanie do końca sezonu. Nie zmienia to jednak wrażenia, że ekipa Williamsa u schyłku współpracy pogrywa sobie z polskim kierowcą już na całego, lekceważąc przy tym także interesy sponsorującego brytyjski team PKN Orlen. Dobrze, że ta farsa wkrótce się skończy.

 

Wojna Williamsa z Kubicą

Ekipa Williamsa podczas Grand Prix Meksyku po raz kolejny zniweczyła wysiłek Roberta Kubicy. Brytyjczycy robią wszystko, żeby Polak nie okazał się lepszy od drugiego z kierowców zespołu George’a Russella.

W Meksyku Williams zaczął nieczyste zagrywki już podczas treningów, ale skandaliczny numer wyciął Kubicy w kwalifikacjach, dając mu do dyspozycji bolid z podwoziem w starszej specyfikacji, na dodatek fatalnie spasowanym z nadwoziem, przez co auto straciło na sterowności i tylko rutyna uchroniła polskiego kierowcę przed kraksą. Kwalifikacje zakończył rzecz jasna na ostatnim miejscu. Ale do niedzielnego wyścigu auto Kubicy jednak zmodyfikowano i zainstalowano w nim skrzydła oraz podwozie w najnowszej specyfikacji, przez co być może po raz pierwszy w tym sezonie brytyjski zespół posłał na tor oba swoje auta w takiej samej konfiguracji.

Polak wykorzystał okazję do maksimum i szybko zostawił swojego partnera z zespołu za plecami. Ekipa techniczna Williamsa skorygowała jednak tę sytuację na pierwszym pit-stopie, w którym przytrzymała Kubicę o kilka sekund dłużej niż zwykle i dzięki temu Russell wrócił na tor jako pierwszy. Polski kierowca nie dał mu jednak długo cieszyć się z tej przewagi, bo przy najbliższej okazji go zaatakował i wyprzedził, a następnie sukcesywnie powiększał przewagę. Nie dane mu było jednak ukończyć wyścigu przez młodym Brytyjczykiem, bo jego rodacy na kilka okrążeń przed końcem zmagań wezwali Kubicę dona dodatkowy pit-stop pod pretekstem rzekomego spadku ciśnienia w jednej z opon. Kubica przyjął polecenie z niedowierzaniem i zapewniał, że nie czuje żadnych zmian w zachowaniu auta, ostatecznie jednak podporządkował się decyzji zespołu i w efekcie ukończył Grand Prix Meksyku na ostatnim miejscu.

 

Mercedes na tronie, Kubica w ogonie

Wyścig Formuły 1 o Grand Prix Japonii na torze Suzuka zakończył się triumfem ekipy Mercedesa (wygrał Fin Valtteri Bottas, a Brytyjczyk Lewis Hamilton był trzeci), która zapewniła sobie tytuł mistrzowski w rywalizacji konstruktorów. Robert Kubica ukończył wyścig na ostatnim miejscu.

W kwalifikacjach najlepsze były bolidy Ferrari – wygrał Sebastian Vettel, a drugi był Charles Leclerc. Oni więc zajęli miejsca w pierwszej linii na starcie wyścigu, ale już na początku ograł ich Bottas i nie oddał prowadzenia do mety. Za jego plecami aż do końca trwała walka o drugą pozycję pomiędzy Vettelem a Hamiltonem. Szanse na dobry wynik tuż po starcie pogrzebał Leclerc, który po kolizji z Maksem Verstappenem z Red Bulla musiał zjechać na wymianę rozbitego przedniego skrzydła. Holender po kilku okrążeniach wycofał się z wyścigu, dzięki czemu Kubica ukończył zawody na 19. pozycji.

Polakowi po raz pierwszy puściły jednak nerwy. Podczas piątkowych treningów był wyraźnie lepszy od kolegi z zespołu George’a Russella, ale przed niedzielnymi kwalifikacjami ekipa Williamsa dokonała zmian w jego bolidzie wymieniając nowe skrzydło na stare, bez konfiguracji ustawienia auta, przez co polski kierowca popełnił błąd i zaliczył kraksę. Po wyścigu Kubica ostro za to skrytykował Williamsa. „W kwalifikacjach popełniłem błąd. Warunki były bardzo trudne. Dodatkowo w piątek miałem też złe wspomaganie i wyczucie kierownicy było zupełnie inne. Mechanicy wykonali fantastyczną robotę, niestety, niektóre rzeczy nie zależą od nich, a szkoda, bo jesteśmy razem, pracujemy razem, ale czasami… Dzisiejszy ranek dał mi wiele do myślenia. O pewnych rzeczach wiedziałem od dawna, lecz dzisiaj rano pewne granice zostały przekroczone” – stwierdził Kubica.

Wyniki wyścigu:

1. Valtteri Botas (Mercedes), 2. Sebastian Vettel (Ferrari) +11.376, 3. Lewis Hamilton (Mercedes) +11.786, 4. Alexander Albon (Red Bull Racing) +1:01.152, 5. Carlos Sainz (McLaren) +1:19.081, 6. Charles Leclerc (Ferrari) +1 okrążenie, 7. Daniel Ricciardo (Renault) +1 okr., 8. Pierre Gasly (Toro Rosso) +1 okr., 9. Sergio Perez (Racing Point) +1 okr., 10. Nico Hulkenberg (Renault) +1 okr., 11. Lance Stroll (Racing Point) +1 okr., 12. Danił Kwiat (Toro Rosso) +1 okr., 13. Lando Norris (McLaren) +1 okr., 14. Kimi Raikkonen (Alfa Romeo) +1 okr., 15. Romain Grosjean (Haas) +1 okr., 16. Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo) +1 okr., 17. Kevin Magnussen (Haas) +1 okr., 18. George Russell (Williams) +2 okr., 19. Robert Kubica (Williams) +2 okrążenia. Nie ukończył wyścigu Max Verstappen (Red Bull Racing).

Klasyfikacja generalna:

1. Lewis Hamilton (W. Brytania/Mercedes) – 338 pkt, 2. Valtteri Bottas (Finlandia/Mercedes) – 274, 3. Charles Leclerc (Monako/Ferrari) – 223, 4. Max Verstappen (Holandia/Red Bull) – 212, 5. Sebastian Vettel (Niemcy/Ferrari) – 212, 6. Carlos Sainz jr (Hiszpania/McLaren) – 76, 7. Pierre Gasly (Francja/Toro Rosso) – 73, 8. Alexander Albon (Tajlandia/Red Bull) – 64, 9. Daniel Ricciardo (Australia/Renault) – 40, 10. Nico Huelkenberg (Niemcy/Renault) – 35, 11. Sergio Perez (Meksyk/Racing Point) – 35, 12. Lando Norris (W. Brytania/McLaren) – 35, 13. Daniił Kwiat (Rosja/Toro Rosso) – 33, 14. Kimi Raikkonen (Finlandia/Alfa Romeo) – 31, 15. Kevin Magnussen (Dania/Haas) – 20, 16. Lance Stroll (Kanada/Racing Point) – 19, 17. Romain Grosjean (Francja/Haas) – 8, 18. Antonio Giovinazzi (Włochy/Alfa Romeo) – 4, 19. Robert Kubica (Polska/Williams) – 1.

 

Mercedes dogoni Ferrari?

Mercedes może już w niedzielę w Grand Prix Japonii zdobyć szósty z rzędu tytuł mistrza świata konstruktorów. Jeśli niemiecki zespół zdobędzie potrzebną liczbę punktów i osiągnie cel, wyrówna rekord Ferrari z lat 1999-2004.

Grand Prix Japonii będzie siedemnastym z 21 wyścigów tego sezonu. Ekipa Mercedesa zgromadziła dotąd 571 punktów, a drugi w klasyfikacji konstruktorów zespół Ferrari 409. Jeśli Brytyjczyk Lewis Hamilton i Fin Valtteri Bottas wywalczą w niedzielę łącznie o 14 pkt więcej niż reprezentant Monako Charles Leclerc i Niemiec Sebastian Vettel, Mercedes przypieczętuje sukces w tej kategorii. Nie jest to cel niemożliwy do realizacji, zwłaszcza gdy uwzględni się fakt, że niemiecki team wygrywał na torze Suzuka przez ostatnie pięć sezonów z rzędu. Jego szef, Toto Wolff, podkreślił jednak, że konkurenci są coraz silniejsi i dlatego jego ekipa musi być zmobilizowana w najwyższym stopniu. Nie trzeba o tym przypominać liderowi klasyfikacji generalnej kierowców Lewisowi Hamiltonowi.

Brytyjczyk jest przecież o krok od wywalczenia szóstego w karierze tytułu mistrza świata Formuły 1. W klasyfikacji generalnej ma 322 punkty, o 73 więcej od drugiego w zestawieniu kolegi z zespołu Fina Valtteriego Bottasa. Trzeci Leclerc traci do Brytyjczyka już 107 „oczek”, a do końca sezonu do zdobycia pozostało maksymalnie 130 punktów. To oznacza, że po rundzie w Japonii rywalizacja w tym sezonie o najważniejsze tytuły w Formule 1 może zostać rozstrzygnięta.

Te przewidywania może jednak przekreślić tajfun Hagibis, który w weekend ma dotrzeć w okolice Tokio, około 400 km od toru Suzuki. Istnieje nawet obawa, że wyścig trzeba będzie przełożyć lub odwołać. Niedzielne zmagania mają rozpocząć się o 7:10 polskiego czasu.

 

W Williamsie bez zmian

Kierowca Ferrari Charles Leclerc wygrał niedzielny wyścig o Grand Prix Włoch na torze Monza. Na drugiej pozycji finiszował Fin Valtteri Bottas (Mercedes). Robert Kubica zajął 17. lokatę, ale przyjechał jako ostatni.

Emocje na torze Monza zaczęły się na długo przed startem. Sędziowie z różnych powodów ukarali aż czterech kierowców (najpierw Lando Norrisa i Pierre’a Gasly’ego, a już w niedzielę Kimiego Raikkonena i Sergio Pereza), dzięki czemu Robert Kubica wystartował z 15. miejsca. Na szóstym okrążeniu błąd popełnił jadący na 5. miejscu Sebastian Vettel (Ferrari), który po najechaniu na krawężnik wylądował na poboczu. Niemiec przed powrotem na tor przepuścił nadjeżdżających rywali, ale nieoczekiwanie wyjechał w momencie, gdy zbliżał się do niego Lance Stroll (Racing Point). Vettel uszkodził zarówno swój bolid, jak i auto Kanadyjczyka. Wściekły Stroll niedługo potem popełnił ten sam błąd, a jego ofiarą był Pierre Gasly (Toro Rosso), w tym samym momencie wypadł z toru w innym miejscu Romain Grosjean (Haas).

W klasyfikacji doszło do sporej rewolucji i gdyby Robert Kubica dysponował lepszym samochodem, być może skorzystałby z prezentu od losu i zajął lepsze miejsce. Niestety, Polak jechał najgorszym bolidem w stawce, a jeszcze na dodatek miał w nim mocno wyeksploatowany silnik. Nic dziwnego, że minął metę jako ostatni z kończących wyścig, na 17. pozycji. Zawodów nie ukończyli Kevin Magnussen (Haas), Daniił Kwiat (Toro Rosso) i Carlos Sainz (McLaren). Partner Polaka z Williamsa, George Russell, zajął 14. miejsce.

W klasyfikacji generalnej liderem nadal jest Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes, 221 pkt), przed Bottasem (Mercedes, 221 pkt) i Holendrem Maxem Verstappenem (Red Bull Racing, 185 pkt).

 

Kubica na torze Monza

W Formule 1 nie ostygły jeszcze emocje po Grand Prix Belgii, a w najbliższy weekend odbędzie się kolejny wyścig, o Grand Prix Włoch na torze w Monza. Tu Robert Kubica po raz pierwszy wywalczył miejsce na podium.

Tym razem polski kierowca nawet nie ma żadnych szans na nie tylko na walkę o czołowe miejsc, lecz nawet na zdobycie punktu. Po wakacyjnej przerwie auta Williamsa podczas Grand Prix Belgii znowu wlokły się w ogonie stawki, a bolid Kubicy na jej szarym końcu. Podczas kwalifikacji zapalił się w nim silnik i Kubica w trakcie niedzielnego wyścigu nawet od swojego kolegi z zespołu George’a Russella był wolniejszy o kilkanaście sekund.

Przez tydzień niewiele da się zrobić i dlatego nikt nie zakłada nawet, że na Monzy kierowcy Williamsa włączą się do rywalizacji o punkty. Kubica w swoich wypowiedziach przed GP Italii ograniczał się zatem głównie do wspomnień z lepszych czasów. „To jeden z moich ulubionych torów. Jeździ się na nim ze sporymi prędkościami, do tego są strefy mocnego hamowania. Zwłaszcza do szykany w pierwszym sektorze. Na nim debiutowałem za kierownicą samochodu wyścigowego, tu po raz pierwszy wywalczyłem miejsce na podium w Formule 1. Na Monzie zawsze panuje dobra atmosfera i spodziewam się wsparcia ze strony wielu fanów” – powiedział Kubica w jednej wypowiedzi dla włoskich mediów.

Starszy inżynier wyścigowy Williamsa Dave Robson szczerze przyznał, że jego ekipa podczas Grand Prix Włoch znów będzie testować części gównie pod kątem sezonu 2020, ale przy okazji starając się je jak najlepiej dopasować do ustawień modelu FW42 w warunkach panujących na torze. Co z tego wyjdzie pokażą dwie sesje treningowe w piątek i sobotnie kwalifikacje. Niedzielny wyścig rozpocznie się o 15:10.

 

Przymusowe wakacje

Po dwóch tygodniach narzuconych przez regulamin Formuły 1 przymusowych wakacji, fabryka Williamsa wznowiła pracę. Brytyjski zespół miał kilka dni, by przygotować się do Grand Prix Belgii.

Przepisy Formuły 1 stanowią, że każda z ekip musi wziąć trwający nieprzerwanie przez 14 dni wakacyjny urlop. W tym czasie nie można prowadzić jakichkolwiek prac związanych z rozwojem samochodów. Tuż po Grand Prix Węgier pracownicy ekipy z Grove wrócili jeszcze do fabryki, by przeanalizować dane zebrane na torze Hungaroring, by ocenić skuteczność poprawek wprowadzonych w modelu FW42 podczas tego wyścigu. Dopiero potem kilkusetosobowa załoga udała się na wakacje, ale na początku tego tygodnia wróciła w komplecie do pracy, by jak najlepiej przygotować bolidy do zaplanowanego na niedzielę 1 września wyścigu o Grand Prix Belgii. Pierwsze treningi na torze Spa-Francorchamps rozpoczną się w piątek 30 sierpnia. W Belgii zespół z Grove ma przedstawić kolejne aktualizacje swoich samochodów.

Inżynierowie Williamsa zapowiadali ostatnio, że świetne tempo George’a Russella w kwalifikacjach do Grand Prix Węgier jest dowodem, że prace rozwojowe zmierzają we właściwym kierunku. Ekipa liczy, że w GP Belgii obaj kierowcy, czyli Russell i Robert Kubica, podejmą skuteczną walkę z zawodnikami ze środka stawki.

Kubica podczas niedawnej wizyty w Polsce był mniej optymistyczny w ocenie swoich szans na poprawę wyników. A jemu akurat radykalna poprawa parametrów bolidu FW42 bardzo by się przydała, bo ważą się bowiem jego dalsze losy jako kierowcy Formuły 1 w przyszłym sezonie. Ten, wbrew rozsiewanym plotkom, na pewno dokończy w stajni Williamsa, o czym w poprzednim tygodniu solennie zapewniała szefowa teamu, Claire Williams.

 

 

Kubica znów jechał atrapą

Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Węgier i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej kierowców. W klasyfikacji konstruktorów ekipa Mercedesa znów powiększyła przewagę nad rywalami. Nic nie zmieniło się w zespole Williamsa. Brytyjska stajnia wszystkie siły i środki lokuje w aucie George’a Russella, a Robertowi Kubicy każe ścigać się atrapą wyścigowego bolidu.

Zwycięstwo Maxa Verstappena przy słabym występie Valtteriego Bottasa w Grand Prix Węgier dawało holenderskiemu kierowcy drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Jednak na trzy okrążenia przed metą zawodnik Red Bull Racing stracił prowadzenie na rzecz Lewisa Hamiltona. W efekcie Hamilton sięgnął po siódmą wygraną w obecnym sezonie i powiększył przewagę nad rywalami. Słabo wypadła na torze Hungaroring ekipa Ferrari, która nawet nie podjęła walki z kierowcami Mercedesa i Red Bull Racing. Wygląda na to, że Sebastian Vettel może mieć problem ze zdobyciem miejsca w czołowej trójce.

A co u Williamsa? Po staremu, Kubica znowu tylko statystował na torze (był 19., czyli ostatni z tych, którzy dojechali do mety), a wyposażony we wszystko co brytyjski zespół ma w tej chwili najlepszego Russell, był w stanie jedynie trochę postraszyć rywali w kwalifikacjach, ale już w wyścigu zdołał wyprzedzić tylko jednego konkurenta i zakończył rywalizację na 17. pozycji. Mimo to szefowie brytyjskiego zespołu byli bardzo zadowoleni z osiągnięć Russella. Przed wyścigiem zakładali, że nowe elementy zamontowane w bolidzie FW42 brytyjskiego kierowcy poprawią jego tempo o 0,8 s, a on pojechał szybciej.

Niestety, dla Kubicy nowych części już nie zrobiono, lekceważąc tym samym nie tylko jego sportowe ambicje, ale też rzesze polskich kibiców przybyłych na Hungaroring głownie żeby dopingować rodaka. Zauważyła ich nawet szefowa ekipy Clarie Williams, chociaż zwykle nie zauważa niczego poza czubkiem własnego nosa. I nawet przyznała, że nie miała świadomości jest Kubica jest popularny.

Cóż jednak z tego, skoro swoich dyskryminujących polskiego kierowcę decyzji nie zmieniła. Zwrócił na to uwagę brytyjski dziennikarz „Motorsport Magazine” Mark Hughes. „Williamsowi wciąż brakuje nowych części i dlatego Kubica w Grand Prix Węgier korzystał ze starszej specyfikacji samochodu niż Russell” – napisał w komentarzu. Według podanych przez niego informacji, w samochodzie Rusella znajdowało się znacznie więcej poprawek, co przełożyło się na lepsze tempo jego jazdy, natomiast Kubica nie miał pełnego pakietu aktualizacji, ponieważ zespołowi nadal brakuje nowych części, dlatego w kwalifikacjach Polak był o ponad 1,2 s wolniejszy od Russella. „Williams dokonał przełomu w ustawieniach, ale przed Grand Prix Węgier szefostwo Williamsa zdecydowało, że jako pierwszy nowe części na Hungaroringu sprawdzi Russell, który otrzymał je już przed piątkowymi treningami. Kubica miał je otrzymać później i taki komunikat podano do mediów, ale ostatecznie ich nie otrzymał, ale już tego faktu Williams nie raczył upublicznić” – pisze Hughes.

Dla polskiego kierowcy do niekomfortowa sytuacja, bo jego porażki są dyskretnie przedstawiane jako efekt jego ograniczeń lub gorszych umiejętności, co ma przykryć faktyczną przyczynę, jaką jest inwestowania tylko w jeden z dwóch bolidów.

 

Szczęście Kubicy i Williamsa

Rozegrany w deszczu niedzielny wyścig o GP Niemiec okazał się najlepszy w tym sezonie dla ekipy Williamsa. Robert Kubica i George Russell wprawdzie znowu przyjechali na ostatnich pozycjach, ale kraksy siedmiu kierowców i kary dla Kimiego Raikkonena i Antonio Giovinazziego z Alfa Romeo sprawiły, że Kubica awansował na 10. miejsce i zdobył pierwszy punkt dla brytyjskiego zespołu.

Aż 11 wyścigów musieli czekać fani Kubicy i zespołu Williamsa na pierwsze punkty. Bolid stajni z Grove, mimo wprowadzonych poprawek, nadal odstaje od reszty stawki, ale szczęśliwy splot okoliczności spowodował, że wreszcie przy nazwie zespołu w klasyfikacji konstruktorów nie ma zawstydzającego zera. Wyścig na torze Hockenheim toczył się w bardzo trudnych warunkach i miało to duży wpływ na końcowe wyniki. Siedmiu kierowców nie ukończyło rywalizacji. Kubica minął linię mety na 12. miejscu, ale już po zawodach dwóch kierowców Alfa Romeo, Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi, zostało ukaranych dodaniem 30 sekund za nieprawidłowe użycie sprzęgła. Dzięki temu Kubica awansował na 10., a jego kolega z zespołu George Russell na 11. miejsce. „Padający deszcz spowodował, że to był gwałtowny i nieprzewidywalny wyścig. Po raz pierwszy nasi kierowcy mieli szansę wypróbowania opon Pirelli m.in. na mokrą nawierzchnię. Czasami warunki na torze były trudne do oceny, jednak obaj kierowcy podjęli rozsądne decyzje i dobrze sobie poradzili” – chwalił swoją ekipę starszy inżynier wyścigowy Williamsa Dave Robson na stronie internetowej zespołu.

Na odpoczynek nie będzie zbyt dużo czasu, bo już w najbliższy weekend odbędzie się Grand Prix Węgier na Hungaroring. „Wracamy do Wielkiej Brytanii na kilka dni, żeby przeanalizować dane z Hockenheim i przygotować plan na GP Węgier” – dodał Dave Robson.

Kubica zdobywając punkt ustanowił swoisty rekord Formuły 1. Nasz kierowca po raz ostatni dokonał tej sztuki osiem lat, osiem miesięcy i 14 dni temu. Przez ten czas rozegrano aż 168 wyścigów. Żaden kierowca w historii tego sportu nie miał tak długiej przerwy w zdobywaniu punktów. „Warunki na torze były trudne, ale udało mi się dojechać do mety bez błędów, co jest najważniejsze. Wyścigi w takiej aurze nie są dla mnie nowością, minęło jednak dziewięć lat odkąd ostatni raz doświadczyłem tego w samochodzie F1” – stwierdził na mecie Kubica.

Jego partner z zespołu, Russell, był trochę zawiedziony. „Przyjęliśmy konserwatywne podejście, ale utrzymywaliśmy się na torze, kiedy wielu kierowcom się to nie udawało. Gratuluje Robertowi zdobytego punktu i cieszę się, że osiągnęliśmy najlepszy wynik w tym roku, czuję jednak niedosyt, bo była szansa na więcej” – stwierdził Brytyjczyk. GP Niemiec wygrał Max Verstappen z Red Bulla. Na podium stanęli jeszcze Sebastian Vettel (Ferrari) i Daniił Kwiat (Toro Rosso).

Klasyfikacja generalna po 11 wyścigach:
1. Lewis Hamilton (Wlk. Brytania, Mercedes) – 225 pkt; 2. Valtteri Bottas (Finlandia, Mercedes) – 184; 3. Max Verstappen (Holandia, Red Bul) – 162; 4. Sebastian Vettel (Niemcy, Ferrari) – 141; 5. Charles Leclerc (Monako, Ferrari) – 120; 6. Pierre Gasly (Francja, Red Bull) – 55; 7. Carlos Sainz (Hiszpania, McLaren) – 48; 8. Daniił Kwiat (Rosja, Toro Rosso) – 27; 9. Kimi Raikkonen (Finlandia, Alfa Romeo) – 25; 10. Lando Norris (W. Brytania, McLaren) – 22; 11. Daniel Ricciardo (Australia, Renault) – 22; 12. Lance Stroll (Kanada, Racing Point) – 18; 13. Kevin Magnussen (Dania, Haas) – 18; 14. Nico Hulkenberg (Niemcy, Renault) – 17; 15. Alexander Albon (Tajlandia, Toro Rosso) – 15; 16. Sergio Perez (Meksyk, Racing Point) – 13; 17. Romain Grosjean (Francja, Haas) – 8; 18. Antonio Giovinazzi (Włochy, Alfa Romeo) – 1; 19. Robert Kubica (Polska, Williams) – 1; 20. George Russell (W. Brytania, Williams) – 0.

 

W Williamsie nadal bez zmian

Nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi szefów ekipy Williamsa o skuteczności wprowadzonych poprawek. Oba bolidy brytyjskiego teamu znowu były najwolniejsze w stawce, a ich jedynym atutem było to, że Robert Kubica i George Russell dojechali nimi do mety, co nie udało się pięciu kierowcom z innych ekip.

Podczas treningów Kubica dwukrotnie wyprzedził Russella, lecz w kwalifikacjach to Brytyjczyk znów okazał się lepszy. Ale podczas niedzielnego wyścigu nasz kierowca w zmieniających si jak w kalejdoskopie warunkach pogodowych zdołał nawiązać z nim walkę. Z innymi rywalami obaj jeźdźcy Williamsa nadal jednak nie byli w stanie nawiązać choćby wyrównanej walki, a w klasyfikacji przesuwali się w górę jedynie wtedy, gdy z rywalizacji wypadali kolejni z nich. A wyścigu nie ukończyło w sumie aż siedmiu zawodników. I tylko dzięki ich pechowi oba wolne, ale wytrzymałe auta Williamsa osiągnęły najlepszy wynik w tym sezonie – Kubica minął metę na 12., a Russell na 13. pozycji. Wygrał Max Verstappen (Red Bull), przed Max Verstappenm (Ferrari) i Daniiłem Kwiatem (Toro Rosso). To pierwszy wyścig od dawna, po którym na podium nie stanął kierowca Mercedesa.

Wyniki Grand Prix Niemiec:

1. Max Verstappen                    Red Bull Racing
2. Sebastian Vettel                    Ferrari              +7.333
3. Daniił Kwiat                           Toro Rosso      +8.305
4. Lance Stroll                           Racing Point    +8.956
5. Carlos Sainz                         McLaren           +9.583
6. Alexander Albon                  Toro Rosso       +10.052
7. Kimi Raikkonen                    Alfa Romeo      +12.214
8. Antonio Giovinazzi               Alfa Romeo      +13.849
9. Romain Grosjean                  Haas                 +16.838
10. Kevin Magnussen               Haas                 +18.765
11. Lewis Hamilton                  Mercedes          +19.667
12. Robert Kubica                    Williams            +24.987
13. George Russell                   Williams            +26.404
14. Pierre Gasly                        Red Bull Racing nie ukończył
15. Valtteri Bottas                    Mercedes nie ukończył
16. Nico Hulkenberg               Renault nie ukończył
17. Charles Leclerc                   Ferrari nie ukończył
18. Lando Norris                      McLaren nie ukończył
19. Daniel Ricciardo                 Renault nie ukończył
20. Sergio Perez                       Racing Point nie ukończył