Hamilton wciąż wygrywa

Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał pierwsze w tym roku wyścig Formuły 1 – Grand Prix Bahrajnu na torze w Sakhir. Do samego końca walczył z nim o zwycięstwo Holender Maks Verstappen (Red Bull).

Verstappne na pięć okrążeń przed końcem zbliżył się do Hamiltona na niespełna sekundę, a na na następnym kółku Holender wyprzedził rywala atakiem po zewnętrznej. Zrobił to jednak poza torem i szefostwo zespołu kazało mu oddać pierwsze miejsce, żeby nie został ukaranym. Walka o zwycięstwo trwała do ostatniego okrążenia, ale siedmiokrotny mistrz świata nie dał się już wyprzedzić. Hamilton wygrał więc po raz 96. wyścig w Formule 1.
Trzecią lokatę zajął Fin Valtteri Bottas (Mercedes), a kolejne punktowane miejsca zajęli: 4. Lando Norris (McLaren), 5. Sergio Perez (Red Bull), 6. Charles Leclerc (Ferrari), 7. Daniel Ricciardo (McLaren), 8. Carlos Sainz (Ferrari), 9. Yuki Tsunoda (AlphaTauri), 10. Lance Stroll (Aston Martin). Kierowcy Alfa Romeo Racing Orlen, którego kierowcą rezerwowym jest Robert Kubica, zajęli lokaty na początku drugiej dziesiątki – Fin Kimi Raikkonen był 11., a Włoch Antonio Giovinazzi 12.

Formuła 1: Hamilton podpisał ostatni

Lewis Hamilton ostatecznie po długim wahaniu przedłużył umowę z Mercedesem na sezon 2021. 36-letni brytyjski kierowca ma już na koncie siedem mistrzowskich tytułów i pod tym względem jest na spółkę z Michaelem Schumacherem rekordzistą wszech czasów w Formule 1, podpisał kontrakt jako ostatni w stawce 20 zawodników.

Mający siedzibę w Brackley ekipa Mercedesa dominuje w Formule 1 odkąd zaczęła się w niej tzw. era hybrydowa, czyli od w 2014 roku. Przed tegorocznym sezonem niemiecki zespół także jest zdecydowanym faworytem do zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu zarówno w kategorii konstruktorów, jak i wśród kierowców. Liderem ekipy znów będzie Lewis Hamilton, któremu marzy się ósmy mistrzowski tytuł. Jego partnerem po raz piąty będzie Fin Valtteri Bottas. Obaj kierowcy podpisali jednak tylko roczne kontrakty.
W zespole Red Bull Racing – Honda liderem jest Max Verstappen, który ma umowę do końca 2023 roku. Holenderski kierowca jest wielką nadzieją tej ekipy na przerwanie hegemonii Hamiltona. Honda już zapowiedziała, że po tym sezonie przestanie dostarczać silniki do bolidów austriackiego zespołu, więc jego fani liczą iż Japończykom zależeć będzie na odpowiednim pożegnaniu się z Formułą 1. Nowym partnerem Verstappena będzie Meksykanin Sergio Perez, ale ma umowę tylko na ten sezon.
Ekipa McLaren – Mercedes w poprzednim sezonie w klasyfikacji konstruktorów zajęła trzecią lokatę. W tym sezonie kierowcami zespołu będą 21-letni Brytyjczyk Lando Norris oraz starszy od niego o dziesięć lat Australijczyk Daniel Ricciardo.
Kierowcy zespołu Aston Martin – Mercedes, Niemiec Sebastian Vettel i Kanadyjczyk Lance Stroll, są w tej samej sytuacji, przynajmniej od strony kontraktowej. Numerem jeden ma być Vettel, ale Stroll ma poparcie ojca milionera, który najpierw uratował zespół z Silverstone, wykupując upadające Force India i zmieniając jest w team pod nazwą Racing Point. Była to jednak forma przejściowa, a w tym sezonie kanadyjski milioner wprowadził markę Aston Martin jako konstruktora do Formuły 1. Liderem ekipy będzie więc ten, który na torze będzie szybszy.
W teamie Alpine – Renault E-Tech wydarzeniem był powrót Fernando Alonso, a właśnie z tym zespołem Hiszpan zdobywał mistrzowskie tytuły w latach 2005-2006. Alonso wraca głodny sukcesów, ale raczej nie ma szans na włączenie się do walki o czołowe miejsca. 40-letni Alonso zawarł dwuletnią umowę, do końca 2022 roku. Jego partnerem będzie francuski kierowca Esteban Ocon.
Szóste miejsce Ferrari w poprzednim sezonie to wynik wręcz żenujący dla ekipy z Maranello. Włoski zespół nadal jednak wierzy w talent Charlesa Leclerka i Monakijczyk w tym sezonie został awansowany do roli lidera ekipy. Ma najdłuższy kontrakt w stawce, obowiązujący do końca 2024 roku. Jego nowym partnerem będzie Hiszpan Carlos Sainz, który podpisał dwuletnią umowę, ale na jego miejsce powoli szykowany jest syn wielkiego Michaela Schumachera, Mick, na razie terminujący w ekipie Haasa.
W ekipie AlphaTauri – Honda liderem w tym sezonie nadal będzie Francuz Pierre Gasly, zwycięzca Grand Prix Włoch z poprzedniego roku. Nikt nie kwestionuje już jego sportowej wartości. Jego partnerem będzie podopieczny Hondy, Japończyk Yuki Tsunoda, którego umowa wygasa z końcem tego sezonu, podobnie jak umowa Hondy na dostarczanie silników do bolidów AlphaTauri.
W ekipie Alfa Romeo Racing ORLEN – Ferrari dla Roberta Kubicy w tym sezonie było miejsce tylko w roli kierowcy rezerwowego, bo tak samo jak w ubiegłym roku dwa etatowe miejsca zajęli Fin Kimi Raikkonen i Włoch Antonio Giovinazzi. Obaj mają jednak z Alfa Romeo roczne kontrakty, co być może jest sygnałem, że po tym sezonie team zdecyduje się na zmiany w o0bsadzie kierowców.
W zespole Haas – Ferrari zatrudniono dwóch nowych kierowców – Niemca Micka Schumachera oraz Rosjanina Nikitę Mazepina. Amerykańska ekipa nie ujawniała długości ich kontraktów, wiadomo tylko, że mają umowy wieloletnie. Ale Schumacher jest objęty programem rozwojowym Ferrari, natomiast za Mazepinem stoją pieniądze rosyjskiego sponsora, firmy Uralchem.
W najsłabszej w poprzednim sezonie ekipie Williams – Mercedes pierwszym kierowcą nadal będzie Brytyjczyk George Russell, który jednak nie kryje nadziei, że obecna umowa będzie jego ostatnią zawartą z Williamsem. Jego partner, Kanadyjczyk Nicholas Latifi, nie liczy na angaż w lepszym zespole, tylko zamierza cieszyć się z tego, że dzięki wsparciu bogatego ojca będzie mógł ścigać się bez stresu w Formule 1, bo od Williamsa nikt dzisiaj nie wymaga sukcesów.

Chcą przełożyć GP Chin

Tegoroczny wyścig Formuły 1 o Grand Prix Chin w Szanghaju nie odbędzie się w kwietniu. O przełożenie imprezy wnioskują organizatorzy powołując się przypadek przeniesienia marcowego wyścigu o GP Australii.

Zespoły Formuły 1 zostały już poinformowane, że z powodu pandemii Covid-19 zaplanowany już na 21 marca wyścig o GP Australii nie odbędzie się tym terminie. Teraz z wnioskiem o przeniesienie wyścigu o GP Chin na późniejszy termin wystąpili też organizatorzy imprezy w Szanghaju. Władze Formuły 1 jeszcze w tej kwestii nie zajęły oficjalnego stanowiska, ale ponoć to tylko kwestia czasu, bo to de facto tylko formalność.
Wątpliwości wokół kwietniowego terminu GP Chin narastały już od jakiegoś czasu, bo chińskie władze bardzo restrykcyjnie podchodzą do wprowadzanych przez siebie obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. „Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami F1. Nie ukrywamy naszych obaw i stawiamy sprawę jasno – mimo umieszczenia naszej imprezy w kalendarzu na sezon 2021 z tradycyjną datą, szanse na rozegranie GP Chin w kwietniu są niewielkie” – powiedział Yibin Yang, jeden z dyrektorów organizującej wyścig firmy Juss Event.
Przełożenie GP Chin spowoduje w kwietniu dwie luki w kalendarzu F1. Do skutku nie dojdzie bowiem też GP Wietnamu (25 kwietnia, ale w tym przypadku powodem odwołania imprezy nie jest koronawirus, tylko zawirowania polityczne w Wietnamie po aresztowaniu przewodniczącego Komitetu Ludowego Hanoi Nguyen Duc Chunga, który był największym orędownikiem goszczenia F1 w tym mieście. Klimat wokół Formuły 1 w Wietnamie uległ pogorszeniu i z organizacji wyścigu w tym kraju zrezygnowano.
Ze względu na odwołanie GP Chin i GP Wietnamu F1 miałaby się pojawić w kwietniu w Europie – na torach w portugalskim Portimao oraz włoskiej Imoli. Pojawiają się jednak wątpliwości, jak upchnąć w kalendarzu przełożone GP Australii i GP Chin w końcówce sezonu 2021. Według obecnych założeń, sezon F1 ma dobiec końca 5 grudnia 2021 roku w Abu Zabi.

Hamilton szlachcicem

Siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton 1 stycznia 2021 otrzymał tytuł szlachecki przyznany przez królową Elżbietę II – podały brytyjskie media. O jego przyznanie zabiegał premier Boris Johnson.

Wnioskodawcy przyznania Hamiltonowi szlacheckiego tytułu w uzasadnieniu podali, że położył ogromne zasługi w promowaniu Wielkiej Brytanii na arenie międzynarodowej. I przypominają, że w minionym roku wywalczył po raz czwarty z rzędu, a po raz siódmy w karierze tytuł mistrza świata Formuły 1, co czyni go obok Niemca Michaela Schumachera najbardziej utytułowanym kierowcą w historii tej kategorii wyścigów samochodowych.
Przeciwnicy wytykali mu, iż od kilku lat mieszka na stałe w Monako, przez co nie płaci podatków w ojczyźnie. Ich sprzeciw nie zdał się na nic i od 1 stycznia tego roku Hamilton znalazł się na liście New Year Honours, co oznacza, że będzie teraz oficjalnie tytułowany jako Sir Lewis Hamilton. Będzie czwartym brytyjskim kierowcą F1 z nadanym za zasługi tytułem szlacheckim – przed nim otrzymali je Jack Brabham (1978), Stirling Moss (2000) i Jackie Stewart (2001).

Alfa Romeo nadal z Orlenem i Kubicą

PKN Orlen doszedł do porozumienia z Alfa Romeo i także w przyszłym sezonie będzie partnera tytularnym szwajcarskiego zespołu Formuły 1. Jako pierwszy poinformował o tym szef Alfa Romeo Frederic Vasseur, a potem decyzję potwierdził prezes polskiego koncernu paliwowego Daniel Obajtek. Porozumienie dotyczy też Roberta Kubicy, który w 2021 roku nadal będzie kierowcą rezerwowym.

Zanim prezes PKN Orlen oficjalnie potwierdził, że koncern pozostanie partnerem tytularnym Alfy Romeo w Formule 1, a Robert Kubica będzie nadal zaangażowany w pracę zespołu z Hinwil, szef szwajcarskiego zespołu Frederic Vasseur na łamach dziennika „Blick” wyjawił, że największym sukcesem Alfa Romeo na koniec tego trudnego z powodu pandemii koronawirusem roku jest to, że z zespołem zostanie Robert Kubica, a wraz z nim Orlen i wszyscy pozostali sponsorzy.
Gdy sprawa przestałą być już tajemnicą, decyzję o przedłużeniu współpracy Orlenu ze szwajcarskim zespołem potwierdził prezes Daniel Obajtek. „Orlen mocno inwestuje w sport, a w Polsce jesteśmy firmą pod tym względem najbardziej aktywną. Sport to budowa silnej firmy i jedności w biznesie. Jesteśmy też firmą globalną, bo inwestujemy na innych rynkach. Zostajemy w Alfie Romeo na kolejny sezon, bo nadal inwestujemy w rozpoznawalność marki poprzez sponsorowanie tej ekipy. Nam to też się opłaca. Sam ekwiwalent reklamowy z Formuły 1 w tym roku wyniósł 400 mln złotych. To się dobrze spina z rozpoznawalnością marki, również w związku z innymi markami na zagranicznych rynkach, co z kolei przekłada się na sprzedaż detaliczną. Zysk operacyjny za trzy kwartały 2020 roku wyniósł 2,5 mld złotych, a to jest o 100 mln zł więcej niż w roku 2019 i ma trend wzrostowy” – zapewnia prezes Orlenu.
Dlaczego jednak Orlen upiera się przy sponsorowaniu 36-letniego Roberta Kubicy, skoro nie ma on szans na nawet na okazyjne starty w barwach Alfa Romeo, a jedyną rolę jaką przewidują dla niego Szwajcarzy, jest rola rezerwowego kierowcy oraz praca przy rozwoju symulatora wyścigowego w fabryce Alfa Romeo w Hinwil. Dla przypomnienia – płocki koncern związany jest z Kubicą od roku 2019, kiedy to wsparł jego powrót do Formuły 1 zostając jednym ze sponsorów brytyjskiego zespołu Williamsa. Jak wiadomo Polak musiał się ścigać w najgorszym aucie w stawce 20 bolidów. Nic dziwnego, że Kubica nie chciał tam zostać na kolejny sezon i wolał przyjąć rolę rezerwowego w Alfa Romeo w sezonie 2020. Niestety, jego rachuby, że po roku dostanie miejsce jednego z kierowców etatowych, okazały się nietrafione. Szwajcarzy pozostawili w ekipie obu dotychczasowych kierowców – Fina Kimiego Raikkonena i Włocha Antonio Giovinazziego. „Z Robertem nadal wiążemy nadzieje, bo spełnia on nasze oczekiwania. Z badań wynika, że jest dobrze odbierany przez Polaków, a także za granicą” – podkreśla prezes Obajtek.
Wiadomo już, na co będzie mógł liczyć Orlen w związku z nowym kontraktem. Logotypy polskiej firmy pojawią się na bolidzie – m.in. na przednim i tylnym skrzydle, systemie Halo, lusterkach oraz sekcjach bocznych samochodu. Charakterystyczny orzeł Orlenu pojawi się też na kombinezonach kierowców i pracowników Alfy Romeo – m.in. na klatce piersiowej i plecach. Do tego znak polskiej firmy będzie widoczny w trzech miejscach na kaskach Roberta Kubicy, Kimiego Raikkonena i Antonio Giovinazziego. Dodatkowo logo Orlenu znajdzie się także na odzieży personelu Alfy Romeo oraz na transporterach i w garażu.
Orlenowi poprzez współpracę z Kubicą i Alfą Romeo zależy na promocji marki na arenie międzynarodowej. Wynika to z podjętych decyzji biznesowych – lada moment zagraniczne marki Orlenu w Niemczech, Czechach i na Słowacji (Star, Benzina) mają przejść rebranding i występować pod nazwą spółki-matki. Dlatego Formuła 1 idealnie wpisuje się w tę rolę, bo jest pokazywana przez 51 krajowych telewizji, a według danych Nielsena, jej łączna widownia sięga 400 mln widzów. „Sponsoring tytularny zespołu Alfy Romeo wzmacnia rozpoznawalność marki Orlen na świecie i zwiększa jej prestiż. To z kolei ułatwia realizację ambitnych celów biznesowych i konkurowanie z globalnymi graczami” – zapewnia prezes Obajtek.
Nowa umowa trochę też wzmocniła pozycję Kubicy w Alfa Romeo. Polak pojawił się w pięciu posezonowych treningach w Abu Zabi, zapowiedziano też jego aktywny udział w zimowych testach w Barcelonie oraz zapowiedziano enigmatycznie, że w 2021 może liczyć na znacznie więcej niż w tym roku występów za kierownicą wyścigowego bolidu.

48 godzin sport

Zmiana medalistów IO 2012
Międzynarodowy Komitet Olimpijski poinformował w poniedziałek, że polski sztangista Bartłomiej Bonk został srebrnym medalistą igrzysk olimpijskich w Londynie (2012) w wadze 105 kg. To skutek dyskwalifikacji przyłapanego na stosowaniu niedozwolonego środka Ukraińca Oleksija Trochitija, który osiem lat temu wywalczył w stolicy Wielkiej Brytanii złoty medal,uzyskując w dwuboju 412 kg. Srebrny medal zdobył wtedy Irańczyk Navab Nasirshelal (411 kg), a brązowy Bonk (410 kg). Po modyfikacji wyników rywalizacji w tej kategorii wagowej złotym medalistą jest obecnie Nasirshelal, srebrnym Bonk, a brązowym reprezentant Uzbekistanu Iwan Jefremow, który osiem lat temu zajął piątą lokatę.

Krychowiak z koronawirusem
Rosyjskie media donoszą, że w zespole Lokomotiwu Moskwa wykryto nowe przypadki koronawirusa. Tym razem wśród zakażonych znalazło się trzech kluczowych graczy – Grzegorz Krychowiak, Anton Mirańczuk i Daniił Kulikow. Cała trójka została skierowana na kwarantannę i nie znalazła się w kadrze na mecz Ligi Mistrzów z RB Salzburg.

Odwołano mecz piłkarek nożnych
Wyznaczony na 1 grudnia mecz eliminacyjny do mistrzostw Europy piłkarek nożnych Hiszpania – Polska nie doszedł do skutku z powodu dużej liczby zakażeń w polskiej kadrze. Spotkanie zostało przełożone na luty przyszłego roku.

Afera po wypadku w Bahrajnie
Władze Formuły 1 wszczęły śledztwo w związku z wypadkiem kierowcy zespołu Haas Romaina Grosjeana, do którego doszło w minioną niedzielę podczas wyścigu o Grand Prix Bahrajnu. Kraksa wydarzyła się zaraz po starcie. Auto Francuza po kontakcie z bolidem Rosjanina Daniiła Kwiata wypadło z toru na zakręcie numer trzy i uderzyło w barierki, a w wyniku zderzenia rozpadło się i stanęło w płomieniach. Dochodzenie ma wyjaśnić co spowodowało pożar zbiornika paliwa, bo taka sytuacja dawno nie zdarzyła się na torach F1.

TCS bez udziału kibiców
Słynny Turniej Czterech Skoczni i jego 69. edycja tym razem będzie inna niż te, które znaliśmy do tej pory. Inauguracyjny konkurs w Oberstdorfie, zaplanowany na 29 grudnia, na pewno odbędzie się przy pustych trybunach, a organizatorzy już zaczęli zwracać kibicom pieniądze za wykupione wejściówki (wcześniej ustalono limitowaną liczbę 2,5 tys. widzów). Także trzy pozostałe konkursy TCS zostaną rozegrane bez udziału publiczności.

Sędzina w Lidze Mistrzów
Środowy mecz 5. kolejki Ligi Mistrzów Juventus – Dynamo Kijów zapisze się w historii futbolu, bo po raz pierwszy w tych rozgrywkach arbitrem głównym będzie kobieta – Francuzka Stephanie Frappart. Nie będzie to jej debiut w męskim futbolu, bo od kwietnia 2019 roku sędziuje regularnie mecze w Ligue 1, w sierpniu ub. roku prowadziła mecz o Superpuchar UEFA FC Liverpool – Chelsea, a w tym sezonie mecz Ligi Europy Leicester – Zoria Ługańsk.

Hamilton znowu mistrzem

Fatalne warunki pogodowe mocno wypaczyły przebieg kwalifikacji przed wyścigiem o Grand Prix Turcji, bo z pole position w niedzielę wystartował nieoczekiwanie kierowca zespołu Racing Point Kanadyjczyk Lance Stroll.

Trudno było mówić o sprawiedliwym ściganiu się w strugach deszczu. Już podczas pierwszej tury kwalifikacji z powodu ulewnych opadów przerwano wyścig i odesłano kierowców do boksów. Wznowiono rywalizację po ponad pół godzinie i mimo dalszych perypetii udało się je jakoś dokończyć. Z walki o najlepsze miejsca startowe odpadli Kevin Magnussen, Daniił Kwiat, George Russell, Romain Grosjean i Nicholas Latifi.
Bez większych problemów udało się rozegrać za to drugą rundę. Znów najszybszy był Max Verstappen, a do finałowej tury kwalifikacji nie awansowali Lando Norris, Sebastian Vettel, Carlos Sainz, Charles Leclerc i Pierre Gasly. Odpadli więc m.in. obaj kierowcy Ferrari, a do trzeciej rundy przeszli zawodnicy teamu Alfa Romeo.
W decydującej fazie doszło do sensacji, bo za taką powszechnie uznano wywalczenie pole position przez Lance’a Strolla. Drugie miejsce startowe przypadło Verstappenowi, a z trzeciego wystartował drugi z kierowców Racing Point, Sergio Perez. Lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton zajął dopiero szóste miejsce, a jego partner z zespołu Mercedesa, Valterri Bottas, dziewiąte. Przed niedzielnym wyścigiem nikt jednak nie wątpił, że Brytyjczyk i Fin powalczą o znacznie lepsze lokaty.
Te przewidywania okazały się słuszne. Chociaż pogoda nadal była fatalna, Lewis Hamilton zdołał w końcu przystosować się do warunków i bez większych problemów awansował z dziewiątej na pierwszą pozycję i wygrał wyścig, czym zapewnił sobie zdobycie siódmego w karierze tytułu mistrza świata Formuły 1. Tym samym Brytyjczyk wyrównał rekordowe dotąd osiągnięcie Michaela Schumachera. Drugie miejsca na podium wyścigu o Grand Prix Turcji wywalczył Sergio Perez z Racing Point, a trzecie Sebastian Vettel z Ferrari. Startujący z pole position Lance Stroll minął metę dopiero na 9. pozycji.

Schumacher już za Hamiltonem

Lewis Hamilton wygrał w niedzielę wyścig o Grand Prix Portugalii. Było to 92. zwycięstwo brytyjskiego kierowcy w Formule 1, co oznacza, że jest on teraz samodzielnym rekordzistą w liczbie triumfów. Wcześniej w klasyfikacji wszech czasów dzielił się pierwszą lokatą z Niemcem Michaelem Schumacherem, który wygrywał w F1 91 razy.

Po wyścigu o GP Portugalii zapytano Hamiltona, czy na początku kariery w Formule 1 wierzył, że pobije rekordowe osiągnięcia legendarnych kierowców tej elitarnej serii wyścigowej. „Gdyby mnie wtedy ktoś o to zapytał, zapewne tylko bym się z tego zaśmiał, bo wtedy na pewno nie uważałem tego za realne. Pamiętam mój pierwszy wygrany wyścig, a później to już dziennikarze mi przypominali, że biłem czyjejś rekordy. O dogonieniu Michaela Schumachera długo nawet nie myślałem, ale nie mówiąc o tym, że znajdę się na pierwszym miejscu i że być może będę mógł nawet jeszcze wyśrubować światowy rekord w liczbie wyścigowych triumfów” – mówił wyraźnie poruszony Hamilton.
Brytyjczyk w swojej drodze na szczyt po kolei wyprzedzał największych tuzów w historii Formuły 1: Juana Manuela Fangio (24), Jimiego Clarka (1960-1968) i Nikiego Laudę (1971-1985), którzy wygrywali po 25 razy, potem Jackiego Stewarta (27 zwycięstw w latach 1965-1973), Nigela Mansella (31 wygranych w latach 1980-1995), Fernanda Alonso (32 zwycięstwa w latach 2001-2018), Ayrtona Sennę (41 wygranych w latach 1984-1994), Alaina Prosta (51 triumfów w latach 1980-1993), Sebastiana Vettela (czterokrotny mistrz świata nadal jest w stawce F1, a od 2007 roku wygrał dotąd 53 wyścigi), aż w końcu pobił też niebotyczny rekord Michaela Schumachera, któy w latach 1991-2012 triumfował na torach F1 91 razy.
Pobicie kosmicznego rekordu Schumachera wywołało gorącą debatę, który z tych kierowców jest lepszy. Gdy obaj mieli jeszcze równo po 91 zwycięstw, to na korzyść Niemca przemawiało choćby to, że on te sukcesy osiągnął w 247 startach, a Hamilton potrzebował na to 261. Analizowano też który z nich dysponował lepszym samochodami, a który miał bardziej wymagających partnerów w zespole. „Staram się nie słuchać tych dyskusji, nie zaglądam też do statystyk, a o niektórych nawet nie wiem, że istnieją. Skupiam się na walce o kolejne wygrane na torze, na pracy z zespołem i robieniu postępów w sztuce ścigania się. Nie czuję, że jestem u szczytu możliwości. Cały czas nad sobą pracuję i wciąż dostrzegam rezerwy, których uruchomienie może przynieść korzyści całemu zespołowi” – zapewnia Hamilton.
Nie ulega jednak wątpliwości, że Brytyjczyk zdołał prześcignąć Schumachera dzięki wyraźnej dominacji ekipy Mercedesa, która od 2014 roku wystawia w Formule 1 najlepsze bolidy. Ale eksperci podkreślają też postawę fair play prezentowana na torze przez brytyjskiego kierowcę. Murray Walker, poważany komentator Formuły 1 w Wielkiej Brytanii, powiedział o tym wprost: „Hamilton nigdy nie zniżył się do tak brudnych chwytów, jakie stosował Schumacher, że wspomnę tylko celowe staranowanie Damona Hilla oraz Jaquesa Villenueva w walce o mistrzowski tytuł, zaparkowanie samochodu w zakręcie Rascasse w Monako, by Fernando Alonso nie mógł poprawić czasu w kwalifikacjach, czy próba wepchnięcia na ścianę Rubensa Barichello przy ponad 300 km/h na Hungarroringu. Fani Schumachera będą temu rzecz jasna zaprzeczać, ale fakty są niezaprzeczalne. Lewis nie ma w swojej karierze takich karczemnych zachowań, ale teraz nie ma już powodu, żeby go z kimkolwiek porównywać. Od niedzieli jest samodzielnym rekordzistą świata w liczbie triumfów w Formule 1 i trochę lat przyjdzie nam poczekać na kierowcę, który będzie w stanie jego osiągnięcia poprawić” – stwierdził Walker.
Karawana Formuły 1 przenosi się teraz z Portugalii do Włoch, na legendarny tor Imola. Ta arena wyścigowa jest wyjątkowa ze względu swoją historię, w tym zwłaszcza tragiczne w skutkach wypadki Ayrtona Senny i Rolanda Ratzenbergera. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że ekipa Mercedesa wygra także Grand Prix Italii i tym samym przypieczętuje swoje siódme mistrzostwo świata konstruktorów. Hamilton z pewnością spróbuje wygrać tam swój 93. wyścig w karierze, a sądząc po tym, z jaka łatwością odjechał rywalom, w tym także swojemu partnerowi z ekipy Mercedesa Valtteriemu Bottasowi, na portugalskim torze Portimao, nie powinien mieć z tym kłopotu także na Imoli. Tym bardziej, że po przeprowadzce na odległość 2,5 tys. kilometrów przygotowania przed wyścigiem o GP Italii skrócono o jeden dzień. Zrezygnowano z piątkowych treningów, sobotnia sesja zostanie przedłużona do 90 minut, a później kierowców czekają kwalifikacje w sobotę i wyścig w niedzielę 1 listopada.

Szczęście Kubicy na torze Zolder

W niedzielnym wyścigu serii DTM na belgijskim torze Zolder Robert Kubica wykorzystał nieoczekiwanie wywalczył trzecią lokatę. Nic dziwnego, że nie krył zadowolenia, bo stanął na podium ważnych zawodów w sporcie motorowym po 10 latach przerwy – ostatni raz przydarzyło mu się to w sierpniu 2010 roku w Grand Prix Belgii Formuły 1.

Sukces Kubicy wywołał małą sensację, bo we wcześniej rozegranych 15 wyścigach serii DTM jego najlepszy wynik to 10. miejsce wywalczone na torze w Assen, które dało mu jeden punkt w klasyfikacji generalnej do niedzieli zajmował w niej ostatnie miejsce). W pozostałych wyścigach debiutujący w tej serii wyścigowej polski kierowca zwykle mijał metę jeśli nie na ostatniej pozycji, to w ogonie stawki, albo wręcz nie kończył zawodów z powodu defektu auta. Tak właśnie zdarzyło mu się w sobotę, gdy w jego BMW M4 DTM zepsuł się silnik. Zespół techniczny Orlen Team ART pracował ofiarnie przez całą noc przy wymianie jednostki napędowej i dzięki temu w niedzielę Kubica mógł wystartować. Tym razem jednak szczęście mu sprzyjało. Samochód ekipy Orlen Team ART ruszał do niedzielnego wyścigu z dziesiątej pozycji. Kubica był w dobrej formie i bojowo nastawiony, a na dodatek wykazał się fenomenalnym refleksem niemal tuż po starcie, gdy doszło do karambolu z udziałem Jonathana Aberdeina, Fabio Scherera i Robina Frijnsa. Polak szczęśliwie ominął pokiereszowane auta konkurentów, a potem, po naturalizacji gdy wyścig rozpoczął się na nowo, doszło do kolejnej kraksy, która wyłączyła z walki Philippa Enga, Lucasa Auera i Benoit’a Treluyera. W tym momencie na torze zostało już tylko 10 aut, więc było jasne, że jeśli Kubica ukończy wyścig, to zdobędzie co najmniej punkt.
Kubica późno zjechał do pit-stopu i jak się później okazało, była to mądra strategia, bo w końcówce wyścigu jechał bardzo szybko dzięki świeższemu ogumieniu, a gdy tylko zwietrzył szansę na zajęcie miejsca w czołowej trójce, w kilku akcjach na torze pokazał, że nie bez powodu jeździł kiedyś w Formule 1.
Na pokonanie pierwszego na mecie Rene Rasta, dla którego był to czwarty z rzędu triumf w torze Zolder oraz drugiego Nico Muellera Polak miał za słabą maszynę, bo ta dwójka niemieckich kierowców, najlepsza w DTM w tym sezonie, ściga się autami Audi, znacznie przewyższającymi osiągami maszyny BMW, w tym należącą do Orlen Team ART „beemwicę” Kubicy. „Długo nie byłem na podium, więc to dla mnie miły moment. Taki rezultat należał się też mojemu zespołowi, któremu bardzo dziękuję. Cieszę się, bo choć nie jest to zwycięstwo, to zawsze przecież lepiej jest być na podium, nawet na jego najniższym stopniu, niż być poza nim” – powiedział Kubica na konferencji prasowej po wyścigu.
Do końca sezonu serii DTM pozostały dwa wyścigi na niemieckim torze Hockenheim, które mają się odbyć w dniach 6-8 listopada. „Tam też będziemy walczyć i kto wie, może ponownie uda się wykorzystać błędy rywali” – wyraził nadzieję kierowca ekipy Orlen Team ART.
Sukces Kubicy z uznaniem skomentował szef serii DTM, Austriak Gerhard Berger: „Robert to Kimi Raikkonen serii DTM. Polak tym wynikiem w końcu pokazał swoją klasę”. Sternik DTM liczy, że polski kierowca i jego ekipa przystąpią do rywalizacji także w przyszłym sezonie. Będzie on inny od obecnego, bo nie będą już w nim startowały fabryczne auta BMW i Audi, bo obie marki wycofały swoje zaangażowanie w tej odmianie wyścigów samochodowych. To sprawi, że w DTM zobaczymy głównie ekipy prywatne, a obecne samochody zostaną zastąpione znacznie tańszymi konstrukcjami GT3.
W przypadku Kubicy niczego nie można być w tej chwili pewnym. Jak zawsze swoje plany na przyszłość utrzymuje on w tajemnicy, a jedyną deklarację na jaką się ostatnio zdobył, było zapewnienie, że w przyszłym sezonie chciałby się ścigać „na najwyższym poziomie”. Konkretnie chodzi mu o powrót do Formuły 1, ale z tym może być problem. Opcji wiele nie ma, bo składów na sezon 2021 nie potwierdziły do tej pory jedynie Alfa Romeo i Haas. Niestety, wygląda na to, że Polak nie jest brany pod uwagę przez te ekipy w roli etatowego kierowcy, a w Alfa Romeo, chociaż jednym ze sponsorów zespołu jest PKN Orlen, może liczyć co najwyżej na rolę, którą pełni obecnie, czyli kierowcy rezerwowego. A to dlatego, że ponoć 41-letni Fin Kimi Raikkonen postanowił jeszcze nie kończyć kariery, a drugi bolid ma zająć syn wielkiego Michaela Schumachera, Mick, który zajmie miejsce Włocha Antonio Giovinazziego. Ale ostateczne decyzje mają zapaść do końca października, zatem jeśli Kubica jest jednak brany pod uwagę, to sukces w Zolder przydarzył mu się w jak najbardziej właściwym momencie.

Hamilton wyprzedził Schumachera

W niedzielnym wyścigu o Grand Prix Eifel na niemieckim torze Lewis Hamilton wyrównał rekord zwycięstw w Formule 1 należący do Michaela Schumachera. Brytyjczyk i Niemiec mają na koncie po 91 triumfów.

Zważywszy na formę Hamiltona i dominację ekipy Mercedesa, jest raczej przesądzone, że brytyjski kierowca jeszcze w tym sezonie zostanie samodzielnym liderem. Jak w każdym sporcie, także w Formule 1 nie da się porównać rekordów i kierowców z różnych epok. Taki pogląd niedawno wyraził trzykrotny mistrz świata, 81-letni dzisiaj Brytyjczyk Jackie Stewart. U zarania Formuły 1 rozgrywano w sezonie 6-8 wyścigów, dzisiaj w jednym roku odbywa się 20 rund. Było więc tylko kwestią czasu, kiedy kiedy Lewis Hamilton rozprawi się z rekordami Brazylijczyka Ayrtona Senny i Niemca Michaela Schumachera. Już w 2017 zapewnił sobie prymat w zestawieniu kierowców F1 z największą liczbą wywalczonych pole position, a w minioną niedzielę wyrównał rekordowe osiągnięcie Schumachera w liczbie wygranych wyścigów.
Za dwa tygodnie być może będzie miał już o jedno zwycięstwo więcej od legendarnego niemieckiego kierowcy. Do końca obecnego sezonu zostało jeszcze sześć wyścigów, uwzględniając zaś techniczną dominację bolidów Mercedesa oraz formę 35-letniego Brytyjczyka, wygląda na to, że mocno wyśrubuje ten rekord. W tym roku co prawda nie przebije magicznej graniczy 100 wygranych wyścigów, ale ponieważ zamierza ścigać się jeszcze co najmniej przez trzy sezony, jest więcej niż pewne, że będzie pierwszym kierowcą F1 w historii, którego licznik zwycięstw osiągnie setkę.
Schumacher na czele listy zwycięzców F1 znajdował się od 2001 roku. Przed nim rekordzistą z dorobkiem 51 triumfów był Francuz Alain Prost, ale niemiecki mistrz kierownicy do 2006 roku wyśrubował ten rekord do 91 zwycięstw, głównie dzięki dominacji zespołu Ferrari w latach 2000-2004. Ostatnie odniósł w GP Chin w 2006. Wprawdzie w sezonach 2010-2012 wrócił jeszcze na tory Formuły 1, jako kierowca Mercedesa, ale nie był już w stanie walczyć o prymat. Hamilton dominuje od sezonu 2014. Przez sześć lat tylko raz minimalnie przegrał walkę o mistrzowski tytuł, w 2016 roku z niemieckim kierowcą fińskiego pochodzenia Nico Rosbergiem.
Brytyjczyk może osiągnąć setkę zwycięstw już w kolejnym sezonie, w którym z powodu koronawirusa bolidy będą miały tegoroczne standardy, co gwarantuje dalszą dominację Mercedesa. Nie przedłużył wprawdzie jeszcze kontraktu w niemieckim zespołem, ale w jego relacjach z szefami teamu nie dzieje się nic takiego, co mogłoby sugerować zakończenie współpracy. Hamilton niedawno zapowiedział, że chce się ścigać w F1 jeszcze co najmniej trzy sezony, czyli do 2023 roku. Ale wtedy też nie musi przechodzić na emeryturę, bo będzie miał wprawdzie 38 lat, lecz najstarszy obecnie w stawce kierowców F1 Fin Kimi Raikkonen z Alfa Romeo w tym roku świętować będzie 41. urodziny.