Przed Kubicą bardzo długi sezon

Fot. Robert Kubica znów jest pełnoprawnym kierowcą F1

 

 

Władze FIA oficjalnie zatwierdziły kalendarz na sezon 2019. Nie różni się on niczym od wstępnej wersji, opublikowanej w październiku. Tym samym rywalizacja rozpocznie się 17 marca w Australii, a zakończy 1 grudnia w Abu Zabi.

 

Sezon 2019 w Formuły 1 składać się będzie z 21 wyścigów. Rywalizacja rozpocznie się 17 marca na Albert Park w Australii, a zakończy 1 grudnia na torze Yas Marina w Abu Zabi. Trzecia runda sezonu, czyli Grand Prix Chin, będzie dokładnie 1000 wyścigiem w historii Formuły 1. FIA zrezygnowała z rozgrywania trzech rund z rzędu. Zespoły bardzo narzekały na to, że wyścigi we Francji, Austrii i Wielkiej Brytanii są tydzień po tygodniu. Było to wyjątkowo męczące i trudne logistycznie. Ostatecznie rywalizację na Silverstone oddalono od Red Bull Ringu o dwa tygodnie. Jedyną zmianą, jeśli chodzi o kolejność rund, jest zamiana Grand Prix Meksyku z Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Wcześniej zawodnicy rywalizowali najpierw w USA. Tym razem wcześniej zmierzą się na obiekcie Autodromo Hermanos Rodríguez.

 

Terminarz Formuły 1 na 2019:

1. GP Australii (17 marca)
2. GP Bahrajnu (31 marca)
3. GP Chin (14 kwietnia)
4. GP Azerbejdżanu (28 kwietnia)
5. GP Hiszpanii (12 maja)
6. GP Monako (26 maja)
7. GP Kanady (9 czerwca)
8. GP Francji (23 czerwca)
9. GP Austrii (30 czerwca)
10. GP W. Brytanii (14 lipca)
11. GP Niemiec (28 lipca)
12. GP Węgier (4 sierpnia)
13. GP Belgii (1 września)
14. GP Włoch (8 września)
15. GP Singapuru (22 września)
16. GP Rosji (29 września)
17. GP Japonii (13 października)
18. GP Meksyku (27 października)
19. GP USA (3 listopada)
20. GP Brazylii (17 listopada)
21. GP Abu Zabi (1 grudnia)

 

Składy zespołów F1 na sezon 2019:

Williams:
Robert Kubica, George Russell

Racing Point:
Sergio Perez, Lance Stroll

Haas:
Romain Grosjean, Kevin Magnussen

Sauber:
Antonio Giovinazzi, Kimi Raikkonen

Toro Rosso:
Daniił Kwiat, Alexander Albon

McLaren:
Lando Norris, Carlos Sainz

Mercedes:
Lewis Hamilton, Valtteri Bottas

Ferrari:
Sebastian Vettel, Charles Leclerc

Red Bull Racing:
Max Verstappen, Pierre Gasly

Renault:
Nico Hulkenberg, Daniel Ricciardo

 

Orlen sponsorem Williamsa

Robert Kubica jest zadowolony z programu zrealizowanego podczas testów opon Pirelli na torze Yas Marina w Abu Zabi. Polski kierowca uważa, że informacje zebrane podczas jazd pomogą w przygotowaniu nowego bolidu.

 

Przez dwa dni Kubica dzielił się obowiązkami przy realizacji programu Williamsa ze swoim nowym zespołowym partnerem – George’em Russellem. Sesja na torze Yas Marina pozwoliła zespołom poznać ogumienie, jakie będzie wykorzystywane w trakcie przyszłorocznych wyścigów Grand Prix. Pytany o oczekiwania przed nowym sezonem Kubica odparł: „Mamy do wykonania pracę, która zaczyna się tu, na testach, gdzie poznajemy nowe opony Pirelli. To dla nas kluczowe testy”. Osiągane przez kierowców czasy nie miały większego znaczenia ani wartości porównawczej. Kibice polskiego kierowcy na pewno byli zadowoleni z wieści, że Kubica we wtorek wykręcił dziewiąty czas dnia, a w środę był dziesiąty.

Tymczasem w czwartek Orlen i Williams oficjalnie ogłosili nawiązanie współpracy. Williams poinformował, że Orlen od sezonu 2019 będzie mógł liczyć na ekspozycję loga na tylnym skrzydle, nosie, lusterkach i układzie dolotowym. Do tego znaczek Orlenu będzie widoczny na kaskach i kombinezonów kierowców oraz strojach pracowników Williamsa. To jasno wskazuje, że polska firma będzie jednym z głównych sponsorów brytyjskiego zespołu. Według ostatnich doniesień, polski gigant paliwowy za dwuletnią współpracę z Brytyjczykami jest ponoć gotów zapłacić nawet 100 mln złotych. Daniel Obajtek, prezes Orlenu, zapewnia, że to dla firmy dobra inwestycja. „Orlen posiada aktywa w pięciu krajach Europy oraz w Ameryce Północnej. Nasze produkty są dostępne w ponad 90 krajach. Zaangażowanie w F1 to jeden z bardziej skutecznych sposobów promowania naszej marki”.

 

W Abu Zabi testują opony

Robert Kubica już zaczął przygotowania do nowego sezonu Formuły 1. Polski kierowca we wtorek i środę na torze w Abu Zabi wykonuje dla Williamsa testy nowych mieszanek w oponach Pirelli, które będą używane w 2019 roku.

 

Testy F1 na torze Yas Marina w Abu Zabi są ostatnim akcentem tegorocznego sezonu Formuły1 i zarazem pierwszym sprawdzianem przed kolejnym. W związku z dużymi zmianami wśród kierowców, bo tylko ekipy Haasa i Mercedesa nie zmieniły składu, dla reszty zespołów jest to też okazja do zapoznania się z nowymi zawodnikami. Podstawowym celem testów w Abu Zabi jest jednak konieczność sprawdzenia w praktyce nowych mieszanek opon, które na 2019 rok przygotowała firma Pirelli. To ważne zadanie, bo jest to jedyna szansa na dobranie odpowiednich opon na lutowe testy w Barcelonie i pierwsze cztery wyścigi nowego sezonu.

Na Yas Marina kierowcy nie będą używać bolidów przygotowanych na przyszłoroczny sezon, tylko aut uczestniczących w zakończonym w niedzielę ostatnim wyścigu tego sezonu. Zespoły maja też zakaz montowanie dodatkowych czujników do zbierania danych aerodynamicznych. Testy służą głównie firmie Pirelli.

Dla Roberta Kubicy testy w Abu Zabi to początek prac współpracy z Williamsem w nowej roli – pełnoprawnego kierowcy wyścigowego. Polski kierowca autem brytyjskiej stajni musiał dzielić się ze swoim partnerem, Georgem Russellem. 20-letni Brytyjczyk miał jeździć we wtorek rano i w środę po południu, a Kubica we wtorkowe popołudnie i w środowy poranek.
Podczas testów w Abu Zabi są oczywiście prowadzone pomiary czasów przejazdu, ale na ich podstawie nie można wyciągać żadnych wniosków. Każdy zespół dobiera rodzaj opon i tankuje ilości paliwa oraz konfiguruje ustawienia silników według założonego przez siebie programu testowego.

 

Formuła 1: Ekipa Mercedesa w podwójnej koronie

Lewis Hamilton wygrał wyścig o Grand Prix Brazylii i potwierdził, że zasłużenie zdobył piąty już tytuł mistrza świata kierowców. Ale na torze Interlagos Brytyjczyk swoim zwycięstwem przypieczętował też tytuł mistrza świata konstruktorów dla ekipy Mercedesa.

 

Przed rozpoczęciem wyścigu o Grand Prix Brazylii Hamilton miał już tytuł mistrza świata, piąty w karierze, w kieszeni. Pewny wicemistrzostwa był też jego najgroźniejszy konkurent Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, więc w Brazylii walka toczyła się już tylko o miejsce na najniższym stopniu podium. Po zakończeniu rywalizacji na Interlagos najbliższy zajęcia trzeciej lokaty jest drugi z kierowców Ferrari Kimi Raikkonen. Fin ma 14 punktów przewagi nad rodakiem Valtterim Bottasem (Mercedes), a szanse na wyprzedzenie fińskiego duetu ma jeszcze Holender Max Verstappen (Red Bull). Jego strata do kierowcy Mercedesa wynosi zaledwie trzy punkty. Gdyby nie kolizja w Grand Prix Brazylii, to kierowca Red Bull Racing zapewne już wyprzedziłby Bottasa.

Nic dziwnego, że Verstappen, któremu szanse na wygranie wyścigu na torze Interlagos odebrał Francuz Esteban Ocon z ekipy Force India, po wyścigu brutalnie go zaatakował. Do pierwszego incydentu między nimi doszło na 44. okrążeniu. Podczas dublowania Francuza przez Verstappen doszło do lekkiego zderzenia ich bolidów. Holender wypadł z toru i wykręcił bączka, ale jego auto nie uległo uszkodzeniu i po kilku sekundach zdołał wrócić na tor. Ale te kilka sekund wykorzystał Hamilton, który wyszedł na prowadzenie i nie oddał go już do mety. „Co za idiota” – wrzeszczał przez radio wściekły Verstappen, a Oconowi pokazał wyprostowany palec. Podczas rutynowej kontroli wagi po wyścigu Verstappen zwymyślal Ocona i kilka razy go popchnął. Za to naganne zachowanie FIA ukarała 21-letniego Holendra dwoma dniami prac społecznych, które musi odpracować w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

Po sukcesie Hamiltona w GP Brazylii jest już pewne, że mistrzostwo wiata konstruktorów w tym sezonie przypadnie ekipie Mercedesa, która prowadzi z dorobkiem 620 punktów. Drugie miejsce zajmuje Ferrari (553), a trzecie Red Bull Racing (392). Do zakończenia sezonu pozostał jeszcze jeden wyścig – o Grand Prix Abu Zabi, który odbędzie się 25 listopada. Może tego dnia wyjaśni się przyszłość Roberta Kubicy w Formule 1. Rosyjski rosyjski portal specjalistyczny Motorsport.com informuje, że Polak jest faworytem do angażu w ekipie Williamsa na nowym sezon, u boku George’a Russella. Kubica zdaniem rosyjskich dziennikarzy zebrał większy budżet niż przed rokiem, a na dodatek jego starania wspiera Liberty Media, właściciel Formuły 1, który po odejściu Fernando Alonso chce mieć w jego miejsce innego cieszącego się popularnością kierowcę. Coś musi być na rzeczy, bo Kubica odrzucił ofertę przejścia do Ferrari w roli kierowcy rozwojowego. Decyzja w sprawie kontraktu Williamsa z Kubicą ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach.

 

 

Formułą 1: Piąty laur Hamiltona

Lewis Hamilton w wyścigu o Grand Prix Meksyku przypieczętował swój piąty tytuł mistrza świata F1. W klasyfikacji wszech czasów kierowców Brytyjczyk wyrównał osiągnięcie Argentyńczyka Juana Manuela Fangio. Lepszy jest tylko Niemiec Michael Schumacher, który ma siedem tytułów.

 

Grand Prix Meksyku zdobył Max Verstappen, a za kierowcą zespołu Red Bulla finiszował duet Ferrari Sebastian Vettel i Kimi Raikkonen. Ale największym zwycięzcą był finiszujący na czwartej pozycji Lewis Hamilton, bo zdobyte punkty zapewniły mu na dwa wyścigi przed końcem sezon piąty w karierze tytuł mistrza świata kierowców Formuły 1. Taki wynik sprawił bowiem, że Brytyjczyk wywalczył mistrzostwo świata. Kierowca Mercedesa wyrównał osiągnięcie Juan Manuela Fangio, który w latach 50. XX wieku zgarnął pięć tytułów. Przed nimi znajduje się już tylko Michael Schumacher z siedmioma mistrzostwami na koncie.

Schumacher i ekipa Ferrari zdominowali Formułę 1 na początku XXI wieku, w drugiej dekadzie rządzi i dzieli w niej 33-letni obecnie Hamilton. Z pięciu mistrzowskich tytułów cztery wywalczył za kierownicą Mercedesa, w bolidzie tej marki wygrał też większość z 71 zwycięskich dla siebie wyścigów. Brytyjczyk wciąż jednak ustępuje Schumacherowi. Na razie prześcignął go jedynie w liczbie zdobytych pole position, zaś nadal jest gorszy pod względem zwycięstw w Grand Prix i tytułów mistrzowskich. Niemiecki kierowca w swojej karierze triumfował w 91 wyścigach Formuły 1 i ma na koncie siedem tytułów. Czy w najbliższych latach będzie w stanie przegonić legendarnego „Schumiego” i w tych osiągnięciach?

„Brakuje mu dwóch tytułów i 20 wygranych wyścigów, ale w przypadku Lewisa nie są to cele niemożliwe do zrealizowania. On może zostać najlepszym kierowcą wszech czasów. Dla niego to jest potężna motywacja” – zapewnia Nico Rosberg, były kierowca Mercedesa, który pokonał Hamiltona w walce o tytuł w sezonie 2016.

Hamilton świętował piąty tytuł po Grand Prix Meksyku, ale z czwartej pozycji nie mógł być zadowolony, bo ten wyścig nie ułożył się po jego myśli. W ekipie Mercedesa zapanowała jednak euforia, bo na początku sezonu to zespół Ferrari miał lepsze samochody, ale w drugiej części sezonu technicy Mercedesa udoskonalili swój model i dostarczyli Hamiltonowi lepsze narzędzie do ścigania. Nie można też zapominać, że brytyjskiemu kierowcy i niemieckiemu zespołowi w zwycięstwie wydatnie pomogły błędy popełniane przez Sebastiana Vettela i Ferrari.

Hamilton wcześniej wywalczył tytuł mistrza świata w latach 2008, 2014, 2015 i 2017. „W tym momencie jeszcze do mnie nie dociera, że zdobyłem tytuł po raz piąty. Czuję się tak, jakby był to normalny dzień. Trochę potrwa zanim się z tym uporam, ale szczerze mówiąc, w tym momencie odczuwam wielką pokorę” – skromnie skomentował swój sukces Hamilton.

 

Dwie dyskwalifikacje w Formule 1

Nieprawidłowości wykryte w bolidach Francuza Estebana Ocona (Force India-Mercedes) oraz Duńczyka Kevina Magnussena (Haas-Ferrari) były powodem dyskwalifikacji tych kierowców po wyścigu o Grand Prix USA.

 

Ocon zajął w Austin ósme, a Magnussen dziewiąte miejsce. Wywalczone przez nich punkty zostały im jednak odebrane. Sędziowie ponadto ukarali Francuza Romaina Grosjeana (Haas-Ferrari) przesunięciem o trzy miejsca na starcie następnego wyścigu, GP Meksyku, który odbędzie się 28 października. Francuski kierowca nazbierał już w sumie 10 punktów karnych i jest bliski karnego wykluczenia z jednego wyścigu.

Rozegrany 21 października wyścig o Grand Prix USA był 18. z 21 rund mistrzostw świata. Rywalizację wygrał Fin Kimi Raikkonen (Ferrari), dla którego była to pierwsza wygrana w Formule 1 od 2013 roku, ale 21. w karierze. Druga lokatę wywalczył Holender Max Verstappen (Red Bull), a na najniższym stopniu podium stanął lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP). Czwarty linię mety minął jego najgroźniejszy konkurent w walce o mistrzostwo świata kierowców, Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari). W klasyfikacji generalnej po 18. wyścigach Hamilton ma na koncie 346 punktów, natomiast Vettel 276. Nie jest to wystarczająca przewaga, żeby brytyjski kierowca już teraz mógł świętować zdobycie kolejnego, piątego już w karierze mistrzowskiego tytułu. Wątpliwe jednak by Vettel zdołał w trzech ostatnich imprezach w tym roku odrobić 70 punktów straty do lidera.

W klasyfikacji mistrzostw świata konstruktorów rywalizacja w zasadzie też już jest rozstrzygnięta. Prowadzący w stawce ekipa Mercedesa GP ma na koncie 563 pkt i 66 „oczek” przewagi nad zajmującym druga lokatę Ferrari (497 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Red Bull (337 pkt), a czwarte Renault (106 pkt).

Kubica nie żywi urazy do premiera

W Polsce od kilku dni huczy po ujawnieniu kolejnych „taśm prawdy”. Tym razem bohaterem nagranych rozmów Mateusza Morawieckiego stał się Robert Kubica.

 

W poniedziałek portal „Onet” ujawnił treść kolejnych nagrań rozmów premiera Morawieckiego sprzed sześciu lat, gdy był szefem banku BZ WBK należącego do grupy kapitałowej Santander. Podczas spotkania w szerszym gronie w lekceważącym tonie wypowiada się o Kubicy, wtedy zmagającym się jeszcze ze skutkami straszliwego wypadku podczas rajdu. Morawiecki opowiadał, jak bronił się przed naciskami menedżerów z Santandera w sprawie sponsorowania polskiego kierowcy. „Ja nie chcę, k…, co roku pięć dych płacić(…). Na szczęście złamał rękę, raz, drugi” – opowiadał współbiesiadnikom Morawiecki, tłumacząc dlaczego nie chciał jako szef banku dorzucać się w 2010 roku do szykowanego wtedy kontraktu Kubicy z Ferrari sponsorowanego wówczas przez Santandera.

Choć te sprawy działy się dawno temu, to ich dzisiejszy wydźwięk jest dla wizerunku premiera Morawieckiego szkodliwy. Skorzystał zatem z okazji, że Kubica wpadł do Warszawy na Acronis Partner Day i zaprosił go na spotkanie. Kubica zrelacjonował wizytę na swoim profilu na Instagramie: „Wizyta u Premiera. Polska zawsze wspiera swoich. I nam jeszcze doszedł jeden temacik do dzisiejszej agendy. No hard feelings (Bez urazy – przyp. red) i jedziemy dalej!”.

Kubica, który walczy o powrót do Formuły 1, szuka teraz finansowego wsparcia. Niewykluczone, że premier Morawiecki, tak kiedyś niechętny wydawaniu pieniędzy prywatnego banku na sponsoring Kubicy, teraz jako szef rządu zrekompensuje mu dawną wstrzemięźliwość. Na przykład polecając prezesowi Orlenu udzielenie finansowego wsparcia. A w tej sytuacji grzeczne „No hard feeligs” chyba nikogo nie dziwi.

 

Hamilton górą w Japonii

Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał Grand Prix Japonii i jest o krok od zdobycia piątego tytułu mistrza świata. Jego najgroźniejszy rywal, Sebastian Vettel (Ferrari), był dopiero szósty i już tylko cud może sprawić, by wyprzedził Brytyjczyka.

 

Do zakończenia sezonu pozostały cztery wyścigi. Lewis Hamilton ma 67 punktów więcej od Sebastiana Vettela i jeśli za dwa tygodnie w wyścigu o Grand Prix USA Brytyjczyk zdobędzie o osiem punktów więcej od Niemca, po raz piąty w karierze wywalczy mistrzostwo świata. I to wywalczy absolutnie zasłużenie, bowiem po letniej przerwie Hamilton jeździ wyśmienicie.W Japonii ruszał z pierwszego pola startowego i jechał tak szybko i pewnie, że żaden z konkurentów nawet nie podjął próby odebrania mu prowadzenia, dzięki czemu brytyjski kierowca w dość komfortowy sposób odniósł swoje dziewiąte zwycięstwo w tym sezonie. Nic dziwnego, że tryskał humorem i chwalił tor.

W zgoła odmiennym nastroju, co zrozumiałe, był Sebastian Vettel. W sobotnich kwalifikacjach ekipa Ferrari popełniła błąd w doborze opon, co skończyło się zajęciem dopiero ósmego miejsca startowego. Wyścig Vettel zaczął dobrze, szybko przeskoczył na piątą pozycję, ale przeszarżował próbując wcisnąć się od wewnętrznej w zakręcie Spoon i zaliczył piruetem, przez który spadł na ostanie miejsce. Do końca wyścigu Niemiec ambitnie walczył o zdobycie jak największej liczby punktów, ale przebił się tylko na szóstą lokatę. A Mercedes w japońskim wyścigu zajął dwa najwyższe miejsca na podium i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji konstruktorów. Trzecią i czwartą lokatę zajęli kierowcy Red Bull Racing (Max Verstappen i Daniel Ricciardo0, a Vetela wyprzedził jeszcze kolega z Ferrari Kimi Raikkonen. Kolejny wyścig, o Grand Prix USA, odbędzie się 21 października na torze w Austin w stanie Teksas.

 

 

 

Williams zdobył punkty

Kierowca zespołu Haas Romain Grosjean, który GP Włoch ukończył na szóstym miejscu, został zdyskwalifikowany za niewłaściwą podłogę w swoim bolidzie. Dzięki temu pierwszy punkt w F1 zdobył kierowca Williamsa Siergiej Sirotkin.

 

Tuż po wyścigu o Grand Prix zespół Renault zgłosił wątpliwość w stosunku do samochodu Haasa. Sędziowie sprawdzili to dokładnie i wieczorem podali, że podłoga w aucie Romaina Grosjeana odbiega od regulaminowych wytycznych. Francuz został pozbawiony szóstej lokaty, a to pociągnęło dalsze zmiany w stawce i klasyfikacjach generalnych. Na decyzji sędziów skorzystał zespół Renault, który utrzymał czwartą lokatę w klasyfikacji konstruktorów (przed Haasem właśnie). Na szóste miejsce w klasyfikacji wyścigu o GP Włoch awansował Esteban Ocon, a siódme miejsce przypadło Sergio Perezowi.

Tym samym zespół Force India zdobył we Włoszech nie 10, a 14 punktów i awansował na ósme miejsce w klasyfikacji konstruktorów po ledwie dwóch wyścigach od zmianie właścicieli i wykasowaniu dotychczas zdobytych punktów. Na ósme miejsce awansował Carlos Sainz (Renault), zaś dwie ostatnie punktowane lokaty przypadły kierowcom Williamsa. Lance Stroll otrzymał dwa punkty za dziewiątą lokatę, a Siergiej Sirotkin po awansie na 10. miejsce dostał jeden punkt i była to jego pierwsza zdobycz w Formule 1. Rosjanin był ostatnim zawodnikiem w stawce, który w tym sezonie nie wywalczył jeszcze punktu. Ekipa Haasa może się jeszcze odwołać od tej decyzji.

Decyzja sędziów nie miała żadnego wpływu na układ czołówki. Grand Prix Włoch wygrał Lewis Hamilton (Mercedes) przed Kimim Raikkonenem (Ferrari) oraz Valtterim Bottasem (Mercedes). Sebastian Vettel był czwarty i w klasyfikacji generalnej kierowców traci już do prowadzącego w zestawieniu Hamiltona 30 punktów.

 

Formuła 1: Ekipa Mercedesa odpiera ataki Ferrari

Po wyścigu o Grand Prix Belgii Lewisa Hamiltona i Sebastiana Vettela dzieli 17 punktów, ale Brytyjczyk jest sfrustrowany, bo zdaje sobie sprawę, że Ferrari dysponuje w tej części sezonu lepszym samochodem.

 

W tym sezonie Lewis Hamilton oraz Sebastian Vettel odnieśli po pięć zwycięstw. Równiejsza jazda Brytyjczyka sprawiła, że to on przewodzi klasyfikacji kierowców i ma 17 punktów przewagi nad najgroźniejszym rywalem. 33-letni kierowca jest jednak na tyle doświadczony, że zdaje sobie sprawę iż jest lepszy wyłącznie przez gapiostwo Vettela, który w wyścigach rozegranych tuż przed przerwą wakacyjną popełnił kilka kosztownych błędów.

„Ferrari od pewnego czasu ma nad nami przewagę. Wahadło przechyliło się ich w stronę. Ale w ostatnich dwóch wyścigach przed wakacjami to my wykonaliśmy lepszą robotę i lepiej wykorzystaliśmy karty, które dostaliśmy, co zniwelowało ich atut, że mają lepszy samochód. Nazwałbym nasze działania blefem, jednak tak jak w kartach, w grze nie możemy ciągle blefować. Raz to się uda, następnym razem już nie, bo przeciwnik się zorientuje i nas skontruje” – powiedział niedawno Hamilton w wywiadzie dla jednego z branżowych portali internetowych.

Błędy Vettela popełnione w Grand Prix Niemiec i Grand Prix Węgier sprawiły, że Hamilton po przerwie wakacyjnej stawał do rywalizacji z bezpieczną przewagą nad najgroźniejszym konkurentem i porażka poniesiona w Grand Prix Belgii nie zabolała go aż tak bardzo, jakby mogła przy mniejszej punktowej nadwyżce. „Kolejne wyścigi będę kluczowe. Po dwóch, trzech zobaczymy jak ułoży się kolejność w stawce i czy Ferrari utrzyma swoją wysoką wydajność” – twierdzi Brytyjczyk.

Hamilton jest przekonany, że podczas najbliższego Grand Prix Włoch zespół z Maranello już nie będzie miał tak dużej przewagi nad Mercedesem jak w poprzednich wyścigach. Uczciwie jednak przyznaje, że bierze jednak pod rozwagę możliwość kolejnej porażki z Vettelem. „Nie zawsze jestem w stanie czynić na torze cuda. Będą takie momenty jak w Belgii, kiedy wszystkie moje sztuczki po prostu nie zadziały. Uważam jednak, że wciąż możemy pokonać Ferrari w kilku wyścigach, więc powinienem być w walce o mistrzostwo świata do końca” – uważa Hamilton.

Za plecami tej dwójki kierowców też wiele się dzieje. Polscy kibice z rosnącą niecierpliwością czekają na odejście Lance’a Strolla z Williamsa do ekipy Force India, którą rządzi teraz jego ojciec, Lawrence. Polak powinien zająć jego miejsce.