Weekend na torze Silverstone

W niedzielę na torze Silverstone zostanie rozegrany wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, 10. runda mistrzostw świata. Walkę o zwycięstwo zapowiada Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP), triumfator pięciu poprzednich wyścigów na tym obiekcie.

Hamilton ostatni raz wygrał „u siebie” w 2017 r. W kolejnej edycji w 2018 był drugi, najszybszy okazał się Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, który w obecnym sezonie także zapowiada walkę o zywićestwo. Brytyjczyk jest aktualnie rekordzistą pod względem liczby zwycięstw w Wielkiej Brytanii, ex aequo z rodakiem Jimem Clarkiem oraz Francuzem Alainem Prostem. Wszyscy mają w dorobku po pięć wygranych wyścigów, Hamilton triumfował na Silverstone w latach 2008 i 2014-17.
O bardziej udanym niż dotychczasowe występie marzą także obaj kierowcy teamu Williams. Tym razem na torze Silverstone ma ich wspierać jako szef teamu sam Frank Williams, który 50 lat temu założył ten wyścigowy zespół. „Start na Silverstone to zawsze wielkie wydarzenie dla zespołu. Tor jest bardzo trudny, ale mam nadzieję, że zapowiadane zmiany w bolidzie przyniosą efekt” – powiedział Robert Kubica. Polak i jego partner z zespołu Brytyjczyk George Russell są po dziewięciu wyścigach jedynymi kierowcami w stawce, którzy nie zdobyli dotychczas punktu. Poi dziewięciu wyścigach w klasyfikacji tegorocznego sezonu mistrzostw świata Formuły 1 zdecydowanie prowadzą kierowcy ekipy Mercedesa – Hamilton ma 197 pkt, drugi Fin Valtteri Bottas 166. Trzeci jest Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda) z dorobkiem 126 pkt.

W niedzielę kierowcy pokonają 52 okrążenia toru o długości 5,891 km, co oznacza, że przejadą dystans 306 km. Silverstone powstał po II wojnie światowej na bazie lotniska królewskich sił lotniczych RAF usytuowanego na pograniczu dwóch hrabstw – Buckinghamshire i Northamptonshire. 13 maja 1950 roku na obiekcie Royal Automobile Club (RAC) rozegrano pierwszy wyścig zaliczany do Formuły 1. Zwyciężył wówczas Włoch Nino Farina, a na trybunie zasiadł król Jerzy VI oraz jego córka, która trzy lata później objęła tron jako Elżbieta II. W miniona środę ogłoszono, że wygasająca po tym sezonie umowa Silverstone z organizatorami mistrzostw królowej sportów motorowych została przedłużona do 2024 roku.

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.

 

Russell dostaje mocniejszy silnik?

Wielu ekspertów nurtuje pytanie, dlaczego Robert Kubica tak wyraźnie przegrywa rywalizację również z drugim z kierowców Williamsa, Brytyjczykiem George’m Russellem. Ostatnio we włoskich mediach pojawiło się w tej sprawie zaskakujące, ale dość wiarygodne wyjaśnienie.

Podczas Grand Prix Francji Kubica była jak zwykle najwolniejszy już na treningach, ale po sobotnich kwalifikacji do wyścigu wystartował z 18. miejsca. Stało się tak jednak tylko dlatego, że kary za dodatkowe naprawy bolidów otrzymali Daniił Kwiat (Toro Rosso) i drugi z kierowców Williamsa George Russell. Po znakomitym starcie Polak na pierwszych okrążeniach wyprzedził jeszcze Grosjeana i jego fani mieli nadzieje, że tym razem nie minie mety jako ostatni. Niestety, rzeczywistość znów okazała się dla Kubicy brutalna i im bliżej było końca wyścigu, tym bardziej było widoczne, jakim beznadziejnym autem musi się ścigać. Najpierw na prostej wyprzedzili go Grosjean i Kwiat, którym wystarczyło po prostu wcisnąć gaz do dechy, a później ten sam manewr zastosował Russell. Kubica odpierał jego ataki, ale było wyraźnie widać, że jego partner ma znacznie szybszy bolid i po 20. okrążeniu zdołał go wyprzedzić. To, co działo się później, tylko pokazało dysproporcje między samochodami Williamsa. Brytyjczyk zaczął budować nad Polakiem taką przewagę, że trudno uwierzyć, że to jedynie kwestia umiejętności. Po jednym okrążeniu były to dwie sekundy, po trzech kolejnych już dziesięć.

Ostatecznie Russell przegrał rywalizację z Kubicą, po raz pierwszy w tym sezonie, ale tylko dlatego, że uszkodził swój bolid i musiał zjechać na dodatkowy pit-stop żeby wymienić uszkodzone przednie skrzydło. Dzięki temu Kubica odzyskał 19. miejsce, które utrzymał już do końca wyścigu.

Po tym wyścigu redakcja „Motorsportu” podała informację, że słabsze osiągi Kubicy nie są wcale spowodowane gorszym zawieszeniem czy częściami zamiennymi w jego bolidzie, ani nawet złym doborem opon, lecz po prostu dlatego, że dysponuje silnikiem o mniejszej mocy. Russell może liczyć na uprzywilejowane traktowanie w Williamsie, bo jest kierowcą z programu juniorskiego Mercedesa, a to właśnie niemiecki producent zaopatruje ekipę z Grove w silniki. Brytyjczyk prawdopodobnie korzysta z silnika w specyfikacji Casa, takiego samego jak używają etatowi kierowcy ekipy Mercedesa Lewis Hamilton i Valtteri Bottas, natomiast Kubica dostaje jednostkę napędową produkowaną przez Mercedesa dla zespołów klienckich.

Przypuszczenia „Motorsportu” potwierdzają osiągi w ostatnich wyścigach. W Kanadzie Williams zamontował w samochodach Russella i Kubicy silniki Mercedesa w specyfikacji 2.0, poprawione względem tych stosowanych od początku roku. Brytyjczyk uzyskał w wyścigu prędkość maksymalną na poziomie 331,1 km/h, Polak – 326,6 km/h. We Francji różnica była jeszcze większa – wynik Russella to 334,6 km/h przy 315,9 km/h Kubicy. „Różnica jest oczywista. W jakim stopniu wynika ona z problemów Kubicy i umiejętności Russella, a na ile odpowiedzialne za nią są różnice techniczne między samochodami? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest trudne, bo szef Mercedesa Toto Wolff bardzo dyskretnie wspiera karierę Russella. Niestety, kosztem Kubicy, bo młody Brytyjczyk mimo lepszego silnika jest w stanie w tak niekonkurencyjnym samochodzie, jaki stworzył Williams, konkurować tylko ze swoim zespołowym kolegą.

Sprawca tej niekomfortowej sytuacji, dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe, oficjalnie zakończył pracę w tym zespole. Nie uczestniczył w życiu zespołu co prawda już od kilku miesięcy, bo odesłano go na urlop po przedsezonowych testach w Barcelonie, ale teraz przynajmniej zespół z Grove może na nowo poukładać hierarchię w ekipie konstruktorów. Pod jego wodzą Williams z zespołu środka stawki stał się najgorszy. Obowiązku Lowe’a przejmie teraz Doug McKiernan.

 

Kubica jeździ złomem

Robert Kubica zakończył wyścig o Grand Prix Kanady na 18. miejscu, ale tylko dlatego, że dwóch kierowców musiało się wycofać. „Byłem pasażerem w aucie” – skomentował swój występ Polak.

Kubica po raz kolejny został ośmieszony przez ekipę Williamsa, która najwyraźniej ma moce i środki na jako takie przygotowanie do jazdy tylko jednego auta, akurat tego, którym jeździ Brytyjczyk George Russell. Bolid dla polskiego kierowcy muszą chyba składać z gorzej wykonanych lub wręcz gorszej jakości części. „Trudno jest walczyć o czasy, jeśli auto się nie słucha. Parę razy nawet jadąc wolno byłem blisko ściany” – wypalił na mecie wyraźnie rozżalony kolejna klęską Kubica. Polak znakomicie wystartował i z ostatniego przebił się na 15. miejsce, lecz już po kilku okrążeniach wszystko wróciło do normy.

„Już na pierwszych zakrętach wiedziałem, że nie będzie to udane popołudnie. Czułem się, jakbym wchodził w zakręt z zaciągniętym ręcznym” – nie owijał w bawełnę Kubica. I dodał ostro: „Mam za sobą wiele wyścigów i wiem, jak prowadzić bolid. Ciężko mi oceniać nie moją pracę. Jak nie mam przyczepności, to nie jestem magikiem, aby ją wyczarować w trakcie wyścigu. Z każdym startem jestem coraz lepszy, niestety po wynikach tego nie widać, bo są one przytłumiane przez inne czynniki”.

W efekcie Kubica w siódmym kolejnym wyścigu zakończył rywalizację na ostatnim klasyfikowanym miejscu, przegrywając także o blisko minutę ze swoim kolegą z zespołu Russellem. Williams nadal nie ma na koncie jednego choćby punktu, bo nawet Brytyjczyk odstaje wyraźnie od reszty stawki. I marnym pocieszeniem jest to, że pit-stopach ekipa z Grove jest najlepsza w stawce. GP Kanady wygrał Lewis Hamilton (Mercedes) przed Sebastianem Vettelem (Ferrari).

 

Williams znowu za plecami rywali

Grand Prix Kanady to jedyny wyścig Formuły 1, w którym zwyciężył Robert Kubica. W tegorocznej edycji jako kierowca Williamsa nie miał na to żadnych szans.

Kubica zakończył sobotnie kwalifikacje na ostatniej pozycji, co obecnym sezonie jest już smutna dla jego fanów normą. Była to dla niego kolejna rozczarowujące sesja, w której okazał się znacząco gorszy nawet od drugiego z kierowców Williamsa, Brytyjczyka George’a Russella. „Kwalifikacje wypadły słabo. Brakowało nam przyczepności, strasznie się ślizgałem. Dotyczyło to przedniej i tylnej osi. Nie wiem z czego to się bierze, ale to się często zdarza. Bardziej walczę o utrzymanie się na torze niż jadę” – powiedział Kubica w Eleven Sports.

Wypowiedź Kubicy zbiegła się w czasie z wywiadem, jakiego lokalnej prasie w Montrealu udzielił Michael Latifi, ojciec Nicholasa, któremu brytyjski zespół dał pojeździć bolidem Kubicy podczas porannego piątkowego treningu. Latifi senior należy do najbogatszych Kanadyjczyków, jest gotów wesprzeć Williamsa solidną porcją gotówki, jeśli jego synalek dostanie posadę kierowcy w przyszłym roku. Z pewnością dla 34-letniego polskiego kierowcy nie jest to komfortowa sytuacja (wyścig GP Kanady zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Kompromitacja Williamsa w Baku

Zespół Williamsa w tym sezonie kompromituje się od przedsezonowych testów w Barcelonie, ale w miniony weekend podczas Grand Prix Azerbejdżanu na ulicznym torze w Baku brytyjska ekipa wręcz się ośmieszyła. Tym razem swoją cegiełkę dorzucił do tego także Robert Kubica.

Cierpiącą na niedostatek części zamiennych brytyjska ekipę w Baku dotknęły dwa nieszczęścia. Podczas piątkowego treningu George Russell najechał na źle zabezpieczoną studzienkę kanalizacyjną, której wyrwana pokrywa uderzyła w spód auta i dokonała w bolidzie licznych zniszczeń. Jakby tego było mało, następnego dnia Robert Kubica podczas treningowej jazdy popełnił błąd jadąc pod słońce i uderzył w barierę, także poważnie uszkadzając swój bolid. „Trąciłem lewym przodem i wyrzuciło mnie na ścianę. Najgorsze możliwe miejsce. Zapłaciłem wysoką cenę za mały błąd. Nic mi się nie stało, to nie było mocne uderzenie” – tłumaczył się Kubica, który tak był przejęty kraksą, że przeprosił ekipę techniczną Williamsa. Jego partner z zespołu George Russell skomentował pech starszego kolegi krótko: „Takie rzeczy zdarzają na torach ulicznych. W Baku w tym miejscu trudno zobaczyć szczyt zakrętu, bo słońce tam oślepia”. Wypada odnotować, że w tym samym miejscu w sobotę rozbił się też kierowca Ferrari Charles Leclerc, chociaż jechał znacznie lepszym autem.

Pojawiły się obawy, że nasz kierowca w Baku w ogóle nie wystartuje, bo ekipa Williamsa już wcześniej zapas części zużyła na odbudowę uszkodzonego auta Russella, lecz o dziwo w sobotę wieczorem brytyjski zespół poinformował, że auto Kubicy zostanie zrekonstruowane i w niedzielnym wyścigu pojadą obaj kierowcy.

Kubica musiał jednak wystartować z alei serwisowej, co już ustawiało go w pozycji outsidera. Na domiar złego zespół techniczny wypuścił go za szybko i Polak musiał za karę przymusowo przejechać przez aleję serwisową. Dla jego pozycji w wyścigu nie miało to rzecz jasna żadnego znaczenia, bo i tak był ostatni w stawce. Auta Williamsa tak dalece w tym sezonie odstają od reszty, że robi się to już żenujące. Dość powiedzieć, że na półmetku wyścigu w Baku przedostatni George Russell tracił do wyprzedzającego go kierowcy aż 40 sekund, zaś jadący już po karnym przejeździe na ostatnim miejscu Kubica tracił do Russella kolejne 25 sekund. Takie różnice czasowe na tym poziomie rywalizacji są kompromitujące.

Nie było zatem pozytywnych emocji jeśli chodzi o start polskiego kierowcy, który w tym sezonie po raz czwarty ukończył wyścig na ostatnim miejscu i we wszystkich klasyfikacjach też jest ostatni. Grand Prix Azerbejdżanu wygrali kierowcy Mercedesa – pierwszy był Fin Valtteri Bottas, drugi Brytyjczyk Lewis Hamilton. Bottas po zwycięstwie w Baku wyprzedził Hamiltona w klasyfikacji generalnej kierowców. W klasyfikacji konstruktorów prowadzi oczywiście Mercedes.

 

Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.

 

Williams Kubicy jest najwolniejszy

Robert Kubica w kwalifikacjach do wyścigu o Grand Prix Bahrajnu jeździł w tak kiepskim bolidzie, że nie był w stanie wyprzedzić nawet swojego partnera z zespołu Williamsa George’a Russella. Zajął ostatnie, 20. miejsce.

Francuz Charles Leclerc z Ferrari był najszybszy na treningach i w kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu o Grand Prix Bahrajnu. Na drugim biegunie był Robert Kubica, który zamykał stawkę w kolosalna stratą do czołówki. Leclerc po raz pierwszy w karierze wywalczył pole position uzyskując fenomenalny czas 1.27,866. To nowy rekord toru Sakhir. Kubica odpadł z walki o pole position już podczas pierwszej tury kwalifikacji. Polak pokonał okrążenie w czasie 1.31,799 i był wolniejszy od Russella o 0,04 s. Do 15. pozycji, premiowanej awansem do drugiego etapu kwalifikacji, zabrakło mu prawie dwóch sekund.

„Nie wyglądało to ciekawie, bo znowu straciłem część bolidu na ostatnim okrążeniu, na dwa zakręty przed końcem. Zdumiewa mnie, że jest taka duża różnica między dwoma naszymi bolidami. Ja kombinuję, jak mogę, ale mam do dyspozycji auto, które średnio się prowadzi. To stawia mnie w bardzo trudnej sytuacji przed wyścigiem” – powiedział Kubica (niedzielny GP Bahrajnu zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Kubica ostatni w GP Australii

Inaugurujący nowy sezon królowej sportów motorowych wyścig o Grand Prix Australii wygrali kierowcy Mercedesa. Pierwszy był Fin Valtteri Bottas, który został liderem klasyfikacji generalnej, a drugi jego partner z zespołu Brytyjczyk Lewis Hamilton.

Wyścigu nie ukończyło trzech kierowców – Francuz Romain Grosjean (Haas), Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) oraz Hiszpan Carlos Sainz (McLaren) i tylko dlatego Robert Kubica ostatecznie zajął 17. miejsce. De facto polski kierowca Williamsa minął jednak metę jako ostatni w stawce zawodników, którzy ukończyli wyścig. Był z nich najwolniejszy i zdublował go nawet partner z zespołu Brytyjczyk George Russell, który zajął… 16. lokatę. Szansę na lepszy rezultat Polak stracił już na pierwszym zakręcie, gdy został potrącony przez auto Red Bulla kierowane przez Pierre’a Gasly’ego. Musiał wymienić uszkodzone części nadwozia, ale już do końca nie był w stanie nawiązać walki z rywalami. Rzecz jasna team Williamsa znalazł się na ostatnim miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Mimo tych słabiutkich wyników szefowie Williamsa byli z nich zadowoleni, chociaż tak naprawdę jedynym sukcesem ekipy było to, że oba jej bolidy ukończyły wyścig. Kubica tak skomentował swój pierwszy po ośmiu latach start w Formule 1: „Pozytywne jest to, że ukończyliśmy wyścig. W pewnym momencie usłyszałem od inżyniera, że mam dobre tempo. I zacząłem się śmiać”.

 

Zaczynają nowy sezon na antypodach

Robert Kubica został wspaniale przyjęty przez rywali z innych ekip podczas oficjalnej prezentacji przed niedzielnym, inaugurującym nowy sezon Formuły 1 wyścigiem o Grand Prix Australii. Ale na torze nie ma co liczyć z ich strony na taryfę ulgową.

Od tego sezonu w Formule 1 ma obowiązywać nowy przepis, wedle którego kierowca, który najszybciej pokona w wyścigu jedno okrążenie, zostanie za to nagrodzony dodatkowym punktem. Po raz pierwszy ta nowa zasada premiowania zostanie przetestowana już w najbliższy weekend na torze w Melbourne podczas Grand Prix Australii. Nie wszystkim ten przepis się podoba, a wśród sceptyków znalazł się Robert Kubica. Obawy polskiego kierowcy są zrozumiałe, bo dodatkowy punkt może zarobić tylko kierowca z najlepszej „10” w danym wyścigu, a to oznacza, że nowa reguła będzie premiowała zawodników z czołowych ekip. Niedawne testy w Barcelonie pokazały, że w tym gronie nie będzie Williamsa.

„Obawiam się, że ta nowa zasada w ogóle nas nie będzie dotyczyła, przynajmniej na razie, ale ten dodatkowy punkt może odblokować kilka scenariuszów na koniec wyścigu. Wszystko będzie zależało od przebiegu rywalizacji, lecz moim zdaniem istnieje ryzyko, że potrzeba zdobycia dodatkowego punktu może uruchomić efekt domina i zaostrzyć walkę na torze” – stwierdził Kubica w jednej z licznych wypowiedzi udzielonych przed GP Australii.

Powrót polskiego kierowcy do Formuły 1 po ośmioletniej przerwie wzbudza w Melbourne ogromne zainteresowanie. Kubica podczas oficjalnej prezentacji oraz późniejszej konferencji prasowej został nagrodzony owacją także przez swoich rywali, ale w sensie sportowym jego występ raczej na pewno nie będzie wydarzeniem. Pozycja wyjściowa Polaka i drugiego kierowcy Williamsa, Brytyjczyka George Russella jest trudna, bo przez opóźnienia z montażem bolidów w Barcelonie obaj nie zdążyli dopracować należycie ustawień swoich samochodów, a okazji do kolejnych próby już nie mieli. Podczas piątkowych treningów na torze w Albert Park nie zdążą nadrobić straconego czasu i zapewne zajmą miejsca w ogonie stawki.

Program Grand Prix Australii:
15 marzec (piątek)
2.00 – 3.00 pierwszy trening
6.00 – 7.30 drugi trening
16 marzec (sobota)
4.00 – 5.00 trzeci trening
7.00 – 8.00 kwalifikacje
17 marzec (niedziela)
6.10 – 8.10 wyścig o GP Australii.