Wojna Williamsa z Kubicą

Ekipa Williamsa podczas Grand Prix Meksyku po raz kolejny zniweczyła wysiłek Roberta Kubicy. Brytyjczycy robią wszystko, żeby Polak nie okazał się lepszy od drugiego z kierowców zespołu George’a Russella.

W Meksyku Williams zaczął nieczyste zagrywki już podczas treningów, ale skandaliczny numer wyciął Kubicy w kwalifikacjach, dając mu do dyspozycji bolid z podwoziem w starszej specyfikacji, na dodatek fatalnie spasowanym z nadwoziem, przez co auto straciło na sterowności i tylko rutyna uchroniła polskiego kierowcę przed kraksą. Kwalifikacje zakończył rzecz jasna na ostatnim miejscu. Ale do niedzielnego wyścigu auto Kubicy jednak zmodyfikowano i zainstalowano w nim skrzydła oraz podwozie w najnowszej specyfikacji, przez co być może po raz pierwszy w tym sezonie brytyjski zespół posłał na tor oba swoje auta w takiej samej konfiguracji.

Polak wykorzystał okazję do maksimum i szybko zostawił swojego partnera z zespołu za plecami. Ekipa techniczna Williamsa skorygowała jednak tę sytuację na pierwszym pit-stopie, w którym przytrzymała Kubicę o kilka sekund dłużej niż zwykle i dzięki temu Russell wrócił na tor jako pierwszy. Polski kierowca nie dał mu jednak długo cieszyć się z tej przewagi, bo przy najbliższej okazji go zaatakował i wyprzedził, a następnie sukcesywnie powiększał przewagę. Nie dane mu było jednak ukończyć wyścigu przez młodym Brytyjczykiem, bo jego rodacy na kilka okrążeń przed końcem zmagań wezwali Kubicę dona dodatkowy pit-stop pod pretekstem rzekomego spadku ciśnienia w jednej z opon. Kubica przyjął polecenie z niedowierzaniem i zapewniał, że nie czuje żadnych zmian w zachowaniu auta, ostatecznie jednak podporządkował się decyzji zespołu i w efekcie ukończył Grand Prix Meksyku na ostatnim miejscu.

 

Williams znów się ośmieszył

Brytyjczyk Lewis Hamilton z ekipy Mercedesa wygrał w miniona niedzielę na torze w Soczi wyścig o Grand Prix Rosji. To jego 82. zwycięstwo w karierze. Tym razem żaden z kierowców Williamsa nie ukończył wyścigu. George Russell rozbił bolid, a wkrótce potem Robertowi Kubicy szefowie zespołu kazali przerwać wyścig i zjechać do boksu.

Faworytem wyścigu był Charles Leclerc z Ferrari, który w cuglach wygrał sobotnie kwalifikacje. Kierowca z Monako wykręcił w sobotę czas 1.31,628, a drugi Lewis Hamilton z Mercedesa był o 0,402 s gorszy, zaś trzeci Sebastian Vettel z Ferrari miał 0,425 s straty. Kubica jak zwykle w tym sezonie odpadł w pierwszej części kwalifikacji zajmując 18. miejsce, a wraz z nim odpadli też Fin Kimi Raikkonen (Alfa Romeo), Brytyjczyk George Russell (Willams), Tajlandczyk Alexander Albon (Red Bull) oraz Rosjanin Daniił Kwiat (Toro Rosso). Dla Kubicy tym razem porażka w kwalifikacjach nie miała żadnego znaczenia, bo i tak po wymianie jednostki napędowej za karę musiał startować z ostatniego rzędu.

Niedzielny wyścig Polak zaczął nieźle, bo jadąc na miękkich oponach awansował na 15. miejsce. Wtedy jednak dostał polecenie zjechania do boksu i wymieniono mu ogumienie na twardsze, przez co błyskawicznie zaczął tracić do rywali i spadł na ostatnie miejsce, na którym pewnie dojechałby do mety. Nie dane mu było jednak ukończyć zawodów, bo jego partner z zespołu George Russell wpadł na bandę i rozbił swój bolid doszczętnie. Tak na marginesie, to już drugi wyścig z rzędu, w którym Brytyjczyk rozwalił auto. Chwilę po jego kraksie Kubica dostał polecenie przerwania wyścigu i zjechał do boksu. Dlaczego? Bo Williams chciał oszczędzić części z jego auta, które zabierze do rekonstrukcji bolidu Russella. I tak chcąc nie chcą zespół z Grove potwierdził, że Kubica ściga się maszyną rezerwową.

 

Williams wojuje z Kubicą

Wyścig o Grand Prix Singapuru wygrał Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari). Robert Kubica finiszował na 16. pozycji i był przedostatni z kierowców, którzy ukończyli wyścig. Do mety nie dojechał natomiast George Russell.

Z pole position na torze Marina Bay w Singapurze wystartował Leclerc. Monakijczyk z pierwszego pola ruszał w trzecim wyścigu z rzędu. Dwa poprzednie, Grand Prix Belgii i Grand Prix Włoch, wygrał, tym razem musiał uznać wyższoć koelgi z zespoły Vettela, który w kwalifikacjach był trzeci. Przed startem doszło do dwóch roszad na miejscach startowych. Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) został przesunięty na ostatnie miejsce ze względu na przekroczenie dozwolonej mocy dostarczanej przez system MGU-K, a Meksykanin Sergio Perez (Racing Point) został przesunięty z 10. na 15. miejsce za zmianę skrzyni biegów. Tak więc Robert Kubica, który w kwalifikacjach na złomie jaki daje mu do dyspozycji ekipa Williamsa, tradycyjnie był ostatni, lecz ostatecznie wystartował z 19. miejsca.

Przed wyścigiem w Singapurze Kubica nieoczekiwanie ogłosił, że po tym sezonie odchodzi z zespołu Williamsa. „Dlaczego to zrobiłem? I tak większość rzeczy nie mogę powiedzieć. Podjąłem taką decyzję, bo była słuszna i naprawdę nie była trudna” – wyjaśnił polski kierowca na antenie stacji Eleven Sports.

Na razie nie wiadomo, czy Polak zostanie w Formule 1. W Singapurze wypadł lepiej od swojego wyraźnie faworyzowanego przez brytyjska ekipę kolegi z zespołu Geore’a Russella, bo chociaż znowu jechał bolidem z zużytym i słabszym silnikiem, to zdołał ukończy wyścig i zająć 16. lokatę. A Russell rozbił auto o bandę i przez to ekipa Williamsa po raz pierwszy w tym sezonie nie dojechała do mety w komplecie, co było zwykle jej jedynym sukcesem.

 

Przymusowe wakacje

Po dwóch tygodniach narzuconych przez regulamin Formuły 1 przymusowych wakacji, fabryka Williamsa wznowiła pracę. Brytyjski zespół miał kilka dni, by przygotować się do Grand Prix Belgii.

Przepisy Formuły 1 stanowią, że każda z ekip musi wziąć trwający nieprzerwanie przez 14 dni wakacyjny urlop. W tym czasie nie można prowadzić jakichkolwiek prac związanych z rozwojem samochodów. Tuż po Grand Prix Węgier pracownicy ekipy z Grove wrócili jeszcze do fabryki, by przeanalizować dane zebrane na torze Hungaroring, by ocenić skuteczność poprawek wprowadzonych w modelu FW42 podczas tego wyścigu. Dopiero potem kilkusetosobowa załoga udała się na wakacje, ale na początku tego tygodnia wróciła w komplecie do pracy, by jak najlepiej przygotować bolidy do zaplanowanego na niedzielę 1 września wyścigu o Grand Prix Belgii. Pierwsze treningi na torze Spa-Francorchamps rozpoczną się w piątek 30 sierpnia. W Belgii zespół z Grove ma przedstawić kolejne aktualizacje swoich samochodów.

Inżynierowie Williamsa zapowiadali ostatnio, że świetne tempo George’a Russella w kwalifikacjach do Grand Prix Węgier jest dowodem, że prace rozwojowe zmierzają we właściwym kierunku. Ekipa liczy, że w GP Belgii obaj kierowcy, czyli Russell i Robert Kubica, podejmą skuteczną walkę z zawodnikami ze środka stawki.

Kubica podczas niedawnej wizyty w Polsce był mniej optymistyczny w ocenie swoich szans na poprawę wyników. A jemu akurat radykalna poprawa parametrów bolidu FW42 bardzo by się przydała, bo ważą się bowiem jego dalsze losy jako kierowcy Formuły 1 w przyszłym sezonie. Ten, wbrew rozsiewanym plotkom, na pewno dokończy w stajni Williamsa, o czym w poprzednim tygodniu solennie zapewniała szefowa teamu, Claire Williams.

 

 

Kubica znów jechał atrapą

Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Węgier i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej kierowców. W klasyfikacji konstruktorów ekipa Mercedesa znów powiększyła przewagę nad rywalami. Nic nie zmieniło się w zespole Williamsa. Brytyjska stajnia wszystkie siły i środki lokuje w aucie George’a Russella, a Robertowi Kubicy każe ścigać się atrapą wyścigowego bolidu.

Zwycięstwo Maxa Verstappena przy słabym występie Valtteriego Bottasa w Grand Prix Węgier dawało holenderskiemu kierowcy drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Jednak na trzy okrążenia przed metą zawodnik Red Bull Racing stracił prowadzenie na rzecz Lewisa Hamiltona. W efekcie Hamilton sięgnął po siódmą wygraną w obecnym sezonie i powiększył przewagę nad rywalami. Słabo wypadła na torze Hungaroring ekipa Ferrari, która nawet nie podjęła walki z kierowcami Mercedesa i Red Bull Racing. Wygląda na to, że Sebastian Vettel może mieć problem ze zdobyciem miejsca w czołowej trójce.

A co u Williamsa? Po staremu, Kubica znowu tylko statystował na torze (był 19., czyli ostatni z tych, którzy dojechali do mety), a wyposażony we wszystko co brytyjski zespół ma w tej chwili najlepszego Russell, był w stanie jedynie trochę postraszyć rywali w kwalifikacjach, ale już w wyścigu zdołał wyprzedzić tylko jednego konkurenta i zakończył rywalizację na 17. pozycji. Mimo to szefowie brytyjskiego zespołu byli bardzo zadowoleni z osiągnięć Russella. Przed wyścigiem zakładali, że nowe elementy zamontowane w bolidzie FW42 brytyjskiego kierowcy poprawią jego tempo o 0,8 s, a on pojechał szybciej.

Niestety, dla Kubicy nowych części już nie zrobiono, lekceważąc tym samym nie tylko jego sportowe ambicje, ale też rzesze polskich kibiców przybyłych na Hungaroring głownie żeby dopingować rodaka. Zauważyła ich nawet szefowa ekipy Clarie Williams, chociaż zwykle nie zauważa niczego poza czubkiem własnego nosa. I nawet przyznała, że nie miała świadomości jest Kubica jest popularny.

Cóż jednak z tego, skoro swoich dyskryminujących polskiego kierowcę decyzji nie zmieniła. Zwrócił na to uwagę brytyjski dziennikarz „Motorsport Magazine” Mark Hughes. „Williamsowi wciąż brakuje nowych części i dlatego Kubica w Grand Prix Węgier korzystał ze starszej specyfikacji samochodu niż Russell” – napisał w komentarzu. Według podanych przez niego informacji, w samochodzie Rusella znajdowało się znacznie więcej poprawek, co przełożyło się na lepsze tempo jego jazdy, natomiast Kubica nie miał pełnego pakietu aktualizacji, ponieważ zespołowi nadal brakuje nowych części, dlatego w kwalifikacjach Polak był o ponad 1,2 s wolniejszy od Russella. „Williams dokonał przełomu w ustawieniach, ale przed Grand Prix Węgier szefostwo Williamsa zdecydowało, że jako pierwszy nowe części na Hungaroringu sprawdzi Russell, który otrzymał je już przed piątkowymi treningami. Kubica miał je otrzymać później i taki komunikat podano do mediów, ale ostatecznie ich nie otrzymał, ale już tego faktu Williams nie raczył upublicznić” – pisze Hughes.

Dla polskiego kierowcy do niekomfortowa sytuacja, bo jego porażki są dyskretnie przedstawiane jako efekt jego ograniczeń lub gorszych umiejętności, co ma przykryć faktyczną przyczynę, jaką jest inwestowania tylko w jeden z dwóch bolidów.

 

W Williamsie nadal bez zmian

Nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi szefów ekipy Williamsa o skuteczności wprowadzonych poprawek. Oba bolidy brytyjskiego teamu znowu były najwolniejsze w stawce, a ich jedynym atutem było to, że Robert Kubica i George Russell dojechali nimi do mety, co nie udało się pięciu kierowcom z innych ekip.

Podczas treningów Kubica dwukrotnie wyprzedził Russella, lecz w kwalifikacjach to Brytyjczyk znów okazał się lepszy. Ale podczas niedzielnego wyścigu nasz kierowca w zmieniających si jak w kalejdoskopie warunkach pogodowych zdołał nawiązać z nim walkę. Z innymi rywalami obaj jeźdźcy Williamsa nadal jednak nie byli w stanie nawiązać choćby wyrównanej walki, a w klasyfikacji przesuwali się w górę jedynie wtedy, gdy z rywalizacji wypadali kolejni z nich. A wyścigu nie ukończyło w sumie aż siedmiu zawodników. I tylko dzięki ich pechowi oba wolne, ale wytrzymałe auta Williamsa osiągnęły najlepszy wynik w tym sezonie – Kubica minął metę na 12., a Russell na 13. pozycji. Wygrał Max Verstappen (Red Bull), przed Max Verstappenm (Ferrari) i Daniiłem Kwiatem (Toro Rosso). To pierwszy wyścig od dawna, po którym na podium nie stanął kierowca Mercedesa.

Wyniki Grand Prix Niemiec:

1. Max Verstappen                    Red Bull Racing
2. Sebastian Vettel                    Ferrari              +7.333
3. Daniił Kwiat                           Toro Rosso      +8.305
4. Lance Stroll                           Racing Point    +8.956
5. Carlos Sainz                         McLaren           +9.583
6. Alexander Albon                  Toro Rosso       +10.052
7. Kimi Raikkonen                    Alfa Romeo      +12.214
8. Antonio Giovinazzi               Alfa Romeo      +13.849
9. Romain Grosjean                  Haas                 +16.838
10. Kevin Magnussen               Haas                 +18.765
11. Lewis Hamilton                  Mercedes          +19.667
12. Robert Kubica                    Williams            +24.987
13. George Russell                   Williams            +26.404
14. Pierre Gasly                        Red Bull Racing nie ukończył
15. Valtteri Bottas                    Mercedes nie ukończył
16. Nico Hulkenberg               Renault nie ukończył
17. Charles Leclerc                   Ferrari nie ukończył
18. Lando Norris                      McLaren nie ukończył
19. Daniel Ricciardo                 Renault nie ukończył
20. Sergio Perez                       Racing Point nie ukończył

 

Weekend na torze Silverstone

W niedzielę na torze Silverstone zostanie rozegrany wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, 10. runda mistrzostw świata. Walkę o zwycięstwo zapowiada Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP), triumfator pięciu poprzednich wyścigów na tym obiekcie.

Hamilton ostatni raz wygrał „u siebie” w 2017 r. W kolejnej edycji w 2018 był drugi, najszybszy okazał się Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, który w obecnym sezonie także zapowiada walkę o zywićestwo. Brytyjczyk jest aktualnie rekordzistą pod względem liczby zwycięstw w Wielkiej Brytanii, ex aequo z rodakiem Jimem Clarkiem oraz Francuzem Alainem Prostem. Wszyscy mają w dorobku po pięć wygranych wyścigów, Hamilton triumfował na Silverstone w latach 2008 i 2014-17.
O bardziej udanym niż dotychczasowe występie marzą także obaj kierowcy teamu Williams. Tym razem na torze Silverstone ma ich wspierać jako szef teamu sam Frank Williams, który 50 lat temu założył ten wyścigowy zespół. „Start na Silverstone to zawsze wielkie wydarzenie dla zespołu. Tor jest bardzo trudny, ale mam nadzieję, że zapowiadane zmiany w bolidzie przyniosą efekt” – powiedział Robert Kubica. Polak i jego partner z zespołu Brytyjczyk George Russell są po dziewięciu wyścigach jedynymi kierowcami w stawce, którzy nie zdobyli dotychczas punktu. Poi dziewięciu wyścigach w klasyfikacji tegorocznego sezonu mistrzostw świata Formuły 1 zdecydowanie prowadzą kierowcy ekipy Mercedesa – Hamilton ma 197 pkt, drugi Fin Valtteri Bottas 166. Trzeci jest Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda) z dorobkiem 126 pkt.

W niedzielę kierowcy pokonają 52 okrążenia toru o długości 5,891 km, co oznacza, że przejadą dystans 306 km. Silverstone powstał po II wojnie światowej na bazie lotniska królewskich sił lotniczych RAF usytuowanego na pograniczu dwóch hrabstw – Buckinghamshire i Northamptonshire. 13 maja 1950 roku na obiekcie Royal Automobile Club (RAC) rozegrano pierwszy wyścig zaliczany do Formuły 1. Zwyciężył wówczas Włoch Nino Farina, a na trybunie zasiadł król Jerzy VI oraz jego córka, która trzy lata później objęła tron jako Elżbieta II. W miniona środę ogłoszono, że wygasająca po tym sezonie umowa Silverstone z organizatorami mistrzostw królowej sportów motorowych została przedłużona do 2024 roku.

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.

 

Russell dostaje mocniejszy silnik?

Wielu ekspertów nurtuje pytanie, dlaczego Robert Kubica tak wyraźnie przegrywa rywalizację również z drugim z kierowców Williamsa, Brytyjczykiem George’m Russellem. Ostatnio we włoskich mediach pojawiło się w tej sprawie zaskakujące, ale dość wiarygodne wyjaśnienie.

Podczas Grand Prix Francji Kubica była jak zwykle najwolniejszy już na treningach, ale po sobotnich kwalifikacji do wyścigu wystartował z 18. miejsca. Stało się tak jednak tylko dlatego, że kary za dodatkowe naprawy bolidów otrzymali Daniił Kwiat (Toro Rosso) i drugi z kierowców Williamsa George Russell. Po znakomitym starcie Polak na pierwszych okrążeniach wyprzedził jeszcze Grosjeana i jego fani mieli nadzieje, że tym razem nie minie mety jako ostatni. Niestety, rzeczywistość znów okazała się dla Kubicy brutalna i im bliżej było końca wyścigu, tym bardziej było widoczne, jakim beznadziejnym autem musi się ścigać. Najpierw na prostej wyprzedzili go Grosjean i Kwiat, którym wystarczyło po prostu wcisnąć gaz do dechy, a później ten sam manewr zastosował Russell. Kubica odpierał jego ataki, ale było wyraźnie widać, że jego partner ma znacznie szybszy bolid i po 20. okrążeniu zdołał go wyprzedzić. To, co działo się później, tylko pokazało dysproporcje między samochodami Williamsa. Brytyjczyk zaczął budować nad Polakiem taką przewagę, że trudno uwierzyć, że to jedynie kwestia umiejętności. Po jednym okrążeniu były to dwie sekundy, po trzech kolejnych już dziesięć.

Ostatecznie Russell przegrał rywalizację z Kubicą, po raz pierwszy w tym sezonie, ale tylko dlatego, że uszkodził swój bolid i musiał zjechać na dodatkowy pit-stop żeby wymienić uszkodzone przednie skrzydło. Dzięki temu Kubica odzyskał 19. miejsce, które utrzymał już do końca wyścigu.

Po tym wyścigu redakcja „Motorsportu” podała informację, że słabsze osiągi Kubicy nie są wcale spowodowane gorszym zawieszeniem czy częściami zamiennymi w jego bolidzie, ani nawet złym doborem opon, lecz po prostu dlatego, że dysponuje silnikiem o mniejszej mocy. Russell może liczyć na uprzywilejowane traktowanie w Williamsie, bo jest kierowcą z programu juniorskiego Mercedesa, a to właśnie niemiecki producent zaopatruje ekipę z Grove w silniki. Brytyjczyk prawdopodobnie korzysta z silnika w specyfikacji Casa, takiego samego jak używają etatowi kierowcy ekipy Mercedesa Lewis Hamilton i Valtteri Bottas, natomiast Kubica dostaje jednostkę napędową produkowaną przez Mercedesa dla zespołów klienckich.

Przypuszczenia „Motorsportu” potwierdzają osiągi w ostatnich wyścigach. W Kanadzie Williams zamontował w samochodach Russella i Kubicy silniki Mercedesa w specyfikacji 2.0, poprawione względem tych stosowanych od początku roku. Brytyjczyk uzyskał w wyścigu prędkość maksymalną na poziomie 331,1 km/h, Polak – 326,6 km/h. We Francji różnica była jeszcze większa – wynik Russella to 334,6 km/h przy 315,9 km/h Kubicy. „Różnica jest oczywista. W jakim stopniu wynika ona z problemów Kubicy i umiejętności Russella, a na ile odpowiedzialne za nią są różnice techniczne między samochodami? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest trudne, bo szef Mercedesa Toto Wolff bardzo dyskretnie wspiera karierę Russella. Niestety, kosztem Kubicy, bo młody Brytyjczyk mimo lepszego silnika jest w stanie w tak niekonkurencyjnym samochodzie, jaki stworzył Williams, konkurować tylko ze swoim zespołowym kolegą.

Sprawca tej niekomfortowej sytuacji, dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe, oficjalnie zakończył pracę w tym zespole. Nie uczestniczył w życiu zespołu co prawda już od kilku miesięcy, bo odesłano go na urlop po przedsezonowych testach w Barcelonie, ale teraz przynajmniej zespół z Grove może na nowo poukładać hierarchię w ekipie konstruktorów. Pod jego wodzą Williams z zespołu środka stawki stał się najgorszy. Obowiązku Lowe’a przejmie teraz Doug McKiernan.

 

Kubica jeździ złomem

Robert Kubica zakończył wyścig o Grand Prix Kanady na 18. miejscu, ale tylko dlatego, że dwóch kierowców musiało się wycofać. „Byłem pasażerem w aucie” – skomentował swój występ Polak.

Kubica po raz kolejny został ośmieszony przez ekipę Williamsa, która najwyraźniej ma moce i środki na jako takie przygotowanie do jazdy tylko jednego auta, akurat tego, którym jeździ Brytyjczyk George Russell. Bolid dla polskiego kierowcy muszą chyba składać z gorzej wykonanych lub wręcz gorszej jakości części. „Trudno jest walczyć o czasy, jeśli auto się nie słucha. Parę razy nawet jadąc wolno byłem blisko ściany” – wypalił na mecie wyraźnie rozżalony kolejna klęską Kubica. Polak znakomicie wystartował i z ostatniego przebił się na 15. miejsce, lecz już po kilku okrążeniach wszystko wróciło do normy.

„Już na pierwszych zakrętach wiedziałem, że nie będzie to udane popołudnie. Czułem się, jakbym wchodził w zakręt z zaciągniętym ręcznym” – nie owijał w bawełnę Kubica. I dodał ostro: „Mam za sobą wiele wyścigów i wiem, jak prowadzić bolid. Ciężko mi oceniać nie moją pracę. Jak nie mam przyczepności, to nie jestem magikiem, aby ją wyczarować w trakcie wyścigu. Z każdym startem jestem coraz lepszy, niestety po wynikach tego nie widać, bo są one przytłumiane przez inne czynniki”.

W efekcie Kubica w siódmym kolejnym wyścigu zakończył rywalizację na ostatnim klasyfikowanym miejscu, przegrywając także o blisko minutę ze swoim kolegą z zespołu Russellem. Williams nadal nie ma na koncie jednego choćby punktu, bo nawet Brytyjczyk odstaje wyraźnie od reszty stawki. I marnym pocieszeniem jest to, że pit-stopach ekipa z Grove jest najlepsza w stawce. GP Kanady wygrał Lewis Hamilton (Mercedes) przed Sebastianem Vettelem (Ferrari).