Pożegnanie Kubicy

Robert Kubica w swoim ostatnim występie w barwach Williamsa zakończył wyścig o Grand Prix Abu Zabi na 19. miejscu. Kończącą sezon imprezę na torze Yas Marina wygrał tegoroczny mistrz Lewis Hamilton (Mercedes).

Kubica jak zwykle w tym sezonie był najsłabszy w kwalifikacjach, ale po raz kolejny zaczął wyścig znakomicie i w jego pierwszej fazie przesunął się do przodu o kilka pozycji. Po 20 okrążeniach Polak zajmował nawet 15. miejsce i miał za plecami m. in. swojego partnera z zespołu George’a Russella oraz kierowcę Alfa Romeo Antonio Giovinazziego. Włoch na 24. okrążeniu próbował wyprzedzić Kubicę i podczas ataku doprowadził do lekkiej kolizji z jego bolidem. W efekcie w aucie Alfa Romeo uszkodzeniu uległo przednie skrzydło, natomiast z maszyny Polaka odpadł spory fragment podłogi. W tym momencie było już jasne, że polski kierowca z takim ubytkiem nie będzie w stanie utrzymać dotychczasowego tempa jazdy. Przebieg wydarzeń na kolejnych okrążeniach potwierdziły te przypuszczenia i Kubica minął metę na 19. pozycji. Ostatnie miejsce zajął Lance Stroll z ekipy Racing Point, ale on nie ukończył wyścigu.

Rywalizację na torze Yas Marina wygrał świeżo upieczony mistrz świata Lewis Hamilton. Brytyjski kierowca ekipy Mercedesa wyprzedził na podium Maxa Verstappena (Red Bull Racing) i Charlesa Leclerca (Ferrari). W klasyfikacji generalnej dwa kolejne miejsca za Hamiltonem zajęli jego kolega z zespołu Valtteri Bottas oraz oraz holenderski kierowca Red Bulla Max Verstappen.

 

Cyrk Williamsa na torze Interlagos

Przedostatni w tym sezonie wyścig Formuły 1, Grand Prix Brazylii na torze Interlagos w Sao Paulo, wygrał kierowca ekipy Red Bulla Max Verstappen. Niewiele brakowało, a Holendrowi szanse na triumf zniweczyłby Robert Kubica, którego techniczy Williamsa wypuścili z pit-stopu niemal pod koła bolidu Verstappena. To nie był jedyny paskudny numer jaki brytyjski zespół wyciął Polakowi w Brazylii.

Kubica ukończył wyścig o Grand Prix na 16. pozycji, ale był ostatnim z kierowców, którzy ukończyli zmagania. Do mety tym razem nie dojechali Lance Stroll z Racing Point, Valtteri Bottas z Mercedesa i obaj jeźdźcy Ferrari – Sebastian Vettel oraz Charles Leclerc, którzy w bratobójczym pojedynku na torze rozbili swoje bolidy. Na Interlagos rządził tym razem Verstappen, który prowadził od startu do mety, a jego zwycięstwo stanęło pod znakiem zapytania tylko raz, gdy Holender wyjeżdżał na tor po pierwszej zmianie opon. Niemal w tym samym momencie do pit-stopu zjechał Kubica, ale z jakiegoś powodu, notująca we wcześniejszych wyścigach najlepsze czasy przy zmianach ogumienia obsługa techniczna Williamsa, tym razem przytrzymała auto Polaka przez kilka sekund dłużej i wypuściła go w najmniej odpowiednim momencie, nie informując przy tym o nadjeżdżającym właśnie aucie Red Bulla. Nieświadomy tej sytuacji Kubica w alei serwisowej wpakował się holenderskiemu kierowcy niemal pod koła i zmusił go do gwałtownego zjazdu w bok, co groziło uderzeniem w bandę i rozbiciem auta.

Wściekły Verstappen klął jak szewc, bo na chwilę utknął za Polakiem i gdy obaj w końcu wrócili na tor, na prowadzenie wyszedł Lewis Hamilton. Holender był jednak tego dnia znakomicie dysponowany i świetnym manewrem wyprzedził świeżo upieczonego mistrza świata, odzyskując utraconą pozycję lidera wyścigu. Williams za ten incydent został ukarany pięcioma sekundami przymusowego postoju w kolejnym pit-stopie, zaś Kubicy wlepiono dwa punkty karne do licencji.

Kubica po wyścigu przeprosił holenderskiego kierowcę. „Nie widziałem go, a gdy usłyszałem, że nadjeżdża, było już za późno na reakcję. Jest mi przykro, bo sam wiem jak denerwujące są takie incydenty, gdy walczy się na czele stawki. Przepraszam” – powiedział Kubica. Co ciekawe, sędziowie ostatecznie uznali, że to Polak z własnej winy pozostał dłużej w boksie i przez to wyjechał z opóźnieniem prowokując niebezpieczną sytuację.

Ta sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak złe relacje ma obecnie polski kierowca z brytyjska ekipą. Podczas piątkowego trening samochód Kubicy przy wyjściu z zakrętu przestał reagować na ruchy kierownicy i wyleciał z toru rozbijając się o bandę. Mechanicy poskładali bolid, ale użyli do tego części zapasowych w starszej specyfikacji, co oznaczało, że polski kierowca znów będzie się ścigał niekonkurencyjnym bolidem. Mimo to Kubica w niedzielę jak zawsze wystartował wybornie i wyprzedził drugiego z kierowców Williamsa, George Russella i dosyć długo jechał przed Brytyjczykiem, ale oba auta brytyjskiej ekipy zamykały stawkę. Sytuacja zmieniła się po pierwszej wizycie w alei serwisowej. Młody Brytyjczyk wyprzedził naszego kierowcę w najmniej spodziewanym momencie.

Niebieska flaga w wyścigach Formuły 1 oznacza, że zawodnik lub zawodnicy zaraz zostaną zdublowani. Dobrym obyczajem jest, że przepuszcza się kierowców walczących o czołowe lokaty. Tymczasem niebieską flagę postanowił wykorzystać Russell, żeby wskoczyć przed Kubicę. Polak nawet się nie bronił przez atakiem kolegi z zespołu, ale był zdziwiony jego zachowaniem. „Z reguły jak się jedzie na dwóch ostatnich miejscach i ma się niebieskie flagi, to puszcza się gości, którzy o coś się ścigają, a nie walczy z kolegą z zespołu” – cierpko skomentował zachowanie Russella polski kierowca.

Na swoim złomie Kubica i tak nie miał szans na wyprzedzenie żadnego z rywali, natomiast dysponujący lepszą wersją bolidu FW42 Russell awansował na 12. pozycję tylko dlatego, że w końcówce dwukrotnie na torze pojawiał się samochód bezpieczeństwa. Punktów do klasyfikacji konstruktorów jednak nie zdobył, a zatem na koncie brytyjskiego zespołu nadal pozostaje jeden punkt wywalczony przez Kubicę. I pewnie tak już pozostanie do końca sezonu. Nie zmienia to jednak wrażenia, że ekipa Williamsa u schyłku współpracy pogrywa sobie z polskim kierowcą już na całego, lekceważąc przy tym także interesy sponsorującego brytyjski team PKN Orlen. Dobrze, że ta farsa wkrótce się skończy.

 

Wojna Williamsa z Kubicą

Ekipa Williamsa podczas Grand Prix Meksyku po raz kolejny zniweczyła wysiłek Roberta Kubicy. Brytyjczycy robią wszystko, żeby Polak nie okazał się lepszy od drugiego z kierowców zespołu George’a Russella.

W Meksyku Williams zaczął nieczyste zagrywki już podczas treningów, ale skandaliczny numer wyciął Kubicy w kwalifikacjach, dając mu do dyspozycji bolid z podwoziem w starszej specyfikacji, na dodatek fatalnie spasowanym z nadwoziem, przez co auto straciło na sterowności i tylko rutyna uchroniła polskiego kierowcę przed kraksą. Kwalifikacje zakończył rzecz jasna na ostatnim miejscu. Ale do niedzielnego wyścigu auto Kubicy jednak zmodyfikowano i zainstalowano w nim skrzydła oraz podwozie w najnowszej specyfikacji, przez co być może po raz pierwszy w tym sezonie brytyjski zespół posłał na tor oba swoje auta w takiej samej konfiguracji.

Polak wykorzystał okazję do maksimum i szybko zostawił swojego partnera z zespołu za plecami. Ekipa techniczna Williamsa skorygowała jednak tę sytuację na pierwszym pit-stopie, w którym przytrzymała Kubicę o kilka sekund dłużej niż zwykle i dzięki temu Russell wrócił na tor jako pierwszy. Polski kierowca nie dał mu jednak długo cieszyć się z tej przewagi, bo przy najbliższej okazji go zaatakował i wyprzedził, a następnie sukcesywnie powiększał przewagę. Nie dane mu było jednak ukończyć wyścigu przez młodym Brytyjczykiem, bo jego rodacy na kilka okrążeń przed końcem zmagań wezwali Kubicę dona dodatkowy pit-stop pod pretekstem rzekomego spadku ciśnienia w jednej z opon. Kubica przyjął polecenie z niedowierzaniem i zapewniał, że nie czuje żadnych zmian w zachowaniu auta, ostatecznie jednak podporządkował się decyzji zespołu i w efekcie ukończył Grand Prix Meksyku na ostatnim miejscu.

 

Williams znów się ośmieszył

Brytyjczyk Lewis Hamilton z ekipy Mercedesa wygrał w miniona niedzielę na torze w Soczi wyścig o Grand Prix Rosji. To jego 82. zwycięstwo w karierze. Tym razem żaden z kierowców Williamsa nie ukończył wyścigu. George Russell rozbił bolid, a wkrótce potem Robertowi Kubicy szefowie zespołu kazali przerwać wyścig i zjechać do boksu.

Faworytem wyścigu był Charles Leclerc z Ferrari, który w cuglach wygrał sobotnie kwalifikacje. Kierowca z Monako wykręcił w sobotę czas 1.31,628, a drugi Lewis Hamilton z Mercedesa był o 0,402 s gorszy, zaś trzeci Sebastian Vettel z Ferrari miał 0,425 s straty. Kubica jak zwykle w tym sezonie odpadł w pierwszej części kwalifikacji zajmując 18. miejsce, a wraz z nim odpadli też Fin Kimi Raikkonen (Alfa Romeo), Brytyjczyk George Russell (Willams), Tajlandczyk Alexander Albon (Red Bull) oraz Rosjanin Daniił Kwiat (Toro Rosso). Dla Kubicy tym razem porażka w kwalifikacjach nie miała żadnego znaczenia, bo i tak po wymianie jednostki napędowej za karę musiał startować z ostatniego rzędu.

Niedzielny wyścig Polak zaczął nieźle, bo jadąc na miękkich oponach awansował na 15. miejsce. Wtedy jednak dostał polecenie zjechania do boksu i wymieniono mu ogumienie na twardsze, przez co błyskawicznie zaczął tracić do rywali i spadł na ostatnie miejsce, na którym pewnie dojechałby do mety. Nie dane mu było jednak ukończyć zawodów, bo jego partner z zespołu George Russell wpadł na bandę i rozbił swój bolid doszczętnie. Tak na marginesie, to już drugi wyścig z rzędu, w którym Brytyjczyk rozwalił auto. Chwilę po jego kraksie Kubica dostał polecenie przerwania wyścigu i zjechał do boksu. Dlaczego? Bo Williams chciał oszczędzić części z jego auta, które zabierze do rekonstrukcji bolidu Russella. I tak chcąc nie chcą zespół z Grove potwierdził, że Kubica ściga się maszyną rezerwową.

 

Williams wojuje z Kubicą

Wyścig o Grand Prix Singapuru wygrał Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari). Robert Kubica finiszował na 16. pozycji i był przedostatni z kierowców, którzy ukończyli wyścig. Do mety nie dojechał natomiast George Russell.

Z pole position na torze Marina Bay w Singapurze wystartował Leclerc. Monakijczyk z pierwszego pola ruszał w trzecim wyścigu z rzędu. Dwa poprzednie, Grand Prix Belgii i Grand Prix Włoch, wygrał, tym razem musiał uznać wyższoć koelgi z zespoły Vettela, który w kwalifikacjach był trzeci. Przed startem doszło do dwóch roszad na miejscach startowych. Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) został przesunięty na ostatnie miejsce ze względu na przekroczenie dozwolonej mocy dostarczanej przez system MGU-K, a Meksykanin Sergio Perez (Racing Point) został przesunięty z 10. na 15. miejsce za zmianę skrzyni biegów. Tak więc Robert Kubica, który w kwalifikacjach na złomie jaki daje mu do dyspozycji ekipa Williamsa, tradycyjnie był ostatni, lecz ostatecznie wystartował z 19. miejsca.

Przed wyścigiem w Singapurze Kubica nieoczekiwanie ogłosił, że po tym sezonie odchodzi z zespołu Williamsa. „Dlaczego to zrobiłem? I tak większość rzeczy nie mogę powiedzieć. Podjąłem taką decyzję, bo była słuszna i naprawdę nie była trudna” – wyjaśnił polski kierowca na antenie stacji Eleven Sports.

Na razie nie wiadomo, czy Polak zostanie w Formule 1. W Singapurze wypadł lepiej od swojego wyraźnie faworyzowanego przez brytyjska ekipę kolegi z zespołu Geore’a Russella, bo chociaż znowu jechał bolidem z zużytym i słabszym silnikiem, to zdołał ukończy wyścig i zająć 16. lokatę. A Russell rozbił auto o bandę i przez to ekipa Williamsa po raz pierwszy w tym sezonie nie dojechała do mety w komplecie, co było zwykle jej jedynym sukcesem.

 

Przymusowe wakacje

Po dwóch tygodniach narzuconych przez regulamin Formuły 1 przymusowych wakacji, fabryka Williamsa wznowiła pracę. Brytyjski zespół miał kilka dni, by przygotować się do Grand Prix Belgii.

Przepisy Formuły 1 stanowią, że każda z ekip musi wziąć trwający nieprzerwanie przez 14 dni wakacyjny urlop. W tym czasie nie można prowadzić jakichkolwiek prac związanych z rozwojem samochodów. Tuż po Grand Prix Węgier pracownicy ekipy z Grove wrócili jeszcze do fabryki, by przeanalizować dane zebrane na torze Hungaroring, by ocenić skuteczność poprawek wprowadzonych w modelu FW42 podczas tego wyścigu. Dopiero potem kilkusetosobowa załoga udała się na wakacje, ale na początku tego tygodnia wróciła w komplecie do pracy, by jak najlepiej przygotować bolidy do zaplanowanego na niedzielę 1 września wyścigu o Grand Prix Belgii. Pierwsze treningi na torze Spa-Francorchamps rozpoczną się w piątek 30 sierpnia. W Belgii zespół z Grove ma przedstawić kolejne aktualizacje swoich samochodów.

Inżynierowie Williamsa zapowiadali ostatnio, że świetne tempo George’a Russella w kwalifikacjach do Grand Prix Węgier jest dowodem, że prace rozwojowe zmierzają we właściwym kierunku. Ekipa liczy, że w GP Belgii obaj kierowcy, czyli Russell i Robert Kubica, podejmą skuteczną walkę z zawodnikami ze środka stawki.

Kubica podczas niedawnej wizyty w Polsce był mniej optymistyczny w ocenie swoich szans na poprawę wyników. A jemu akurat radykalna poprawa parametrów bolidu FW42 bardzo by się przydała, bo ważą się bowiem jego dalsze losy jako kierowcy Formuły 1 w przyszłym sezonie. Ten, wbrew rozsiewanym plotkom, na pewno dokończy w stajni Williamsa, o czym w poprzednim tygodniu solennie zapewniała szefowa teamu, Claire Williams.

 

 

Kubica znów jechał atrapą

Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Węgier i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej kierowców. W klasyfikacji konstruktorów ekipa Mercedesa znów powiększyła przewagę nad rywalami. Nic nie zmieniło się w zespole Williamsa. Brytyjska stajnia wszystkie siły i środki lokuje w aucie George’a Russella, a Robertowi Kubicy każe ścigać się atrapą wyścigowego bolidu.

Zwycięstwo Maxa Verstappena przy słabym występie Valtteriego Bottasa w Grand Prix Węgier dawało holenderskiemu kierowcy drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Jednak na trzy okrążenia przed metą zawodnik Red Bull Racing stracił prowadzenie na rzecz Lewisa Hamiltona. W efekcie Hamilton sięgnął po siódmą wygraną w obecnym sezonie i powiększył przewagę nad rywalami. Słabo wypadła na torze Hungaroring ekipa Ferrari, która nawet nie podjęła walki z kierowcami Mercedesa i Red Bull Racing. Wygląda na to, że Sebastian Vettel może mieć problem ze zdobyciem miejsca w czołowej trójce.

A co u Williamsa? Po staremu, Kubica znowu tylko statystował na torze (był 19., czyli ostatni z tych, którzy dojechali do mety), a wyposażony we wszystko co brytyjski zespół ma w tej chwili najlepszego Russell, był w stanie jedynie trochę postraszyć rywali w kwalifikacjach, ale już w wyścigu zdołał wyprzedzić tylko jednego konkurenta i zakończył rywalizację na 17. pozycji. Mimo to szefowie brytyjskiego zespołu byli bardzo zadowoleni z osiągnięć Russella. Przed wyścigiem zakładali, że nowe elementy zamontowane w bolidzie FW42 brytyjskiego kierowcy poprawią jego tempo o 0,8 s, a on pojechał szybciej.

Niestety, dla Kubicy nowych części już nie zrobiono, lekceważąc tym samym nie tylko jego sportowe ambicje, ale też rzesze polskich kibiców przybyłych na Hungaroring głownie żeby dopingować rodaka. Zauważyła ich nawet szefowa ekipy Clarie Williams, chociaż zwykle nie zauważa niczego poza czubkiem własnego nosa. I nawet przyznała, że nie miała świadomości jest Kubica jest popularny.

Cóż jednak z tego, skoro swoich dyskryminujących polskiego kierowcę decyzji nie zmieniła. Zwrócił na to uwagę brytyjski dziennikarz „Motorsport Magazine” Mark Hughes. „Williamsowi wciąż brakuje nowych części i dlatego Kubica w Grand Prix Węgier korzystał ze starszej specyfikacji samochodu niż Russell” – napisał w komentarzu. Według podanych przez niego informacji, w samochodzie Rusella znajdowało się znacznie więcej poprawek, co przełożyło się na lepsze tempo jego jazdy, natomiast Kubica nie miał pełnego pakietu aktualizacji, ponieważ zespołowi nadal brakuje nowych części, dlatego w kwalifikacjach Polak był o ponad 1,2 s wolniejszy od Russella. „Williams dokonał przełomu w ustawieniach, ale przed Grand Prix Węgier szefostwo Williamsa zdecydowało, że jako pierwszy nowe części na Hungaroringu sprawdzi Russell, który otrzymał je już przed piątkowymi treningami. Kubica miał je otrzymać później i taki komunikat podano do mediów, ale ostatecznie ich nie otrzymał, ale już tego faktu Williams nie raczył upublicznić” – pisze Hughes.

Dla polskiego kierowcy do niekomfortowa sytuacja, bo jego porażki są dyskretnie przedstawiane jako efekt jego ograniczeń lub gorszych umiejętności, co ma przykryć faktyczną przyczynę, jaką jest inwestowania tylko w jeden z dwóch bolidów.

 

W Williamsie nadal bez zmian

Nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi szefów ekipy Williamsa o skuteczności wprowadzonych poprawek. Oba bolidy brytyjskiego teamu znowu były najwolniejsze w stawce, a ich jedynym atutem było to, że Robert Kubica i George Russell dojechali nimi do mety, co nie udało się pięciu kierowcom z innych ekip.

Podczas treningów Kubica dwukrotnie wyprzedził Russella, lecz w kwalifikacjach to Brytyjczyk znów okazał się lepszy. Ale podczas niedzielnego wyścigu nasz kierowca w zmieniających si jak w kalejdoskopie warunkach pogodowych zdołał nawiązać z nim walkę. Z innymi rywalami obaj jeźdźcy Williamsa nadal jednak nie byli w stanie nawiązać choćby wyrównanej walki, a w klasyfikacji przesuwali się w górę jedynie wtedy, gdy z rywalizacji wypadali kolejni z nich. A wyścigu nie ukończyło w sumie aż siedmiu zawodników. I tylko dzięki ich pechowi oba wolne, ale wytrzymałe auta Williamsa osiągnęły najlepszy wynik w tym sezonie – Kubica minął metę na 12., a Russell na 13. pozycji. Wygrał Max Verstappen (Red Bull), przed Max Verstappenm (Ferrari) i Daniiłem Kwiatem (Toro Rosso). To pierwszy wyścig od dawna, po którym na podium nie stanął kierowca Mercedesa.

Wyniki Grand Prix Niemiec:

1. Max Verstappen                    Red Bull Racing
2. Sebastian Vettel                    Ferrari              +7.333
3. Daniił Kwiat                           Toro Rosso      +8.305
4. Lance Stroll                           Racing Point    +8.956
5. Carlos Sainz                         McLaren           +9.583
6. Alexander Albon                  Toro Rosso       +10.052
7. Kimi Raikkonen                    Alfa Romeo      +12.214
8. Antonio Giovinazzi               Alfa Romeo      +13.849
9. Romain Grosjean                  Haas                 +16.838
10. Kevin Magnussen               Haas                 +18.765
11. Lewis Hamilton                  Mercedes          +19.667
12. Robert Kubica                    Williams            +24.987
13. George Russell                   Williams            +26.404
14. Pierre Gasly                        Red Bull Racing nie ukończył
15. Valtteri Bottas                    Mercedes nie ukończył
16. Nico Hulkenberg               Renault nie ukończył
17. Charles Leclerc                   Ferrari nie ukończył
18. Lando Norris                      McLaren nie ukończył
19. Daniel Ricciardo                 Renault nie ukończył
20. Sergio Perez                       Racing Point nie ukończył

 

Weekend na torze Silverstone

W niedzielę na torze Silverstone zostanie rozegrany wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, 10. runda mistrzostw świata. Walkę o zwycięstwo zapowiada Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP), triumfator pięciu poprzednich wyścigów na tym obiekcie.

Hamilton ostatni raz wygrał „u siebie” w 2017 r. W kolejnej edycji w 2018 był drugi, najszybszy okazał się Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, który w obecnym sezonie także zapowiada walkę o zywićestwo. Brytyjczyk jest aktualnie rekordzistą pod względem liczby zwycięstw w Wielkiej Brytanii, ex aequo z rodakiem Jimem Clarkiem oraz Francuzem Alainem Prostem. Wszyscy mają w dorobku po pięć wygranych wyścigów, Hamilton triumfował na Silverstone w latach 2008 i 2014-17.
O bardziej udanym niż dotychczasowe występie marzą także obaj kierowcy teamu Williams. Tym razem na torze Silverstone ma ich wspierać jako szef teamu sam Frank Williams, który 50 lat temu założył ten wyścigowy zespół. „Start na Silverstone to zawsze wielkie wydarzenie dla zespołu. Tor jest bardzo trudny, ale mam nadzieję, że zapowiadane zmiany w bolidzie przyniosą efekt” – powiedział Robert Kubica. Polak i jego partner z zespołu Brytyjczyk George Russell są po dziewięciu wyścigach jedynymi kierowcami w stawce, którzy nie zdobyli dotychczas punktu. Poi dziewięciu wyścigach w klasyfikacji tegorocznego sezonu mistrzostw świata Formuły 1 zdecydowanie prowadzą kierowcy ekipy Mercedesa – Hamilton ma 197 pkt, drugi Fin Valtteri Bottas 166. Trzeci jest Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda) z dorobkiem 126 pkt.

W niedzielę kierowcy pokonają 52 okrążenia toru o długości 5,891 km, co oznacza, że przejadą dystans 306 km. Silverstone powstał po II wojnie światowej na bazie lotniska królewskich sił lotniczych RAF usytuowanego na pograniczu dwóch hrabstw – Buckinghamshire i Northamptonshire. 13 maja 1950 roku na obiekcie Royal Automobile Club (RAC) rozegrano pierwszy wyścig zaliczany do Formuły 1. Zwyciężył wówczas Włoch Nino Farina, a na trybunie zasiadł król Jerzy VI oraz jego córka, która trzy lata później objęła tron jako Elżbieta II. W miniona środę ogłoszono, że wygasająca po tym sezonie umowa Silverstone z organizatorami mistrzostw królowej sportów motorowych została przedłużona do 2024 roku.

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.