Flaczki tygodnia

Motto:
„Kurwa, tacy sami ludzie jesteśmy i tacy sami jak ci z Platformy czy w SLD. Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś i tylko różnimy się szefami./…/ Kaczyński dla mnie to jest wzór”. Tako rzekł Janusz Czyż, ideowy „kaczysta”, dolnośląski działacz PiS podczas partyjnej debaty programowej.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią nam życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Trwa Narodowego Planu Szczepień. Narodowy pan minister Dworczyk zapewnił, że wszystkie osoby, które otrzymały pierwszą dawkę, dostaną też drugą, nawet ci krytobiorczy celbryci, a harmonogram NPS zostanie utrzymany, choć będzie zmieniony. Tym razem winny jest koncern Pfizer, który zmniejsza dostawy aby je zwiększyć. Znowu wiemy, że wiedzieć wszystkiego nie będziemy.

Starsza generacja znów zachwyciła młodzieńczym wigorem. Już w chwilę po ogłoszeniu godziny „R”, kupą ruszyła rejestrować się na rządowej Infolinii i w pobliskich placówkach medycznych. Czym szybko zablokowała Infolinię i placówki. Dowiodła też skuteczności kampanii promocji szczepionek firmowanej w TVP info przez celebrycki duet Janda- Miller.

Jeszcze nie zaszczepionych i niezarejestrowanych gapiszonów „Flaczki” pocieszają. Cały ten rumor i kolejki, to robota jedynie 2/3 mieszkańców Polski, którzy chcą się szybko zaszczepić. Kiedy oni dawki przyjmą, to tłok szybko się skończy. Błogosławieni cierpliwi. Byle do wiosny, do jesieni pewnie.

Pierwszą „Konfederację Barską” zawiązała konserwatywna i patriotyczna szlachta w 1768 roku na Podolu. Drugą „Konfederację barską” zawiązano teraz na Podhalu.
Zawiązali ją ubożejący właściciele barów, restauracji, hoteli oraz inni przedsiębiorcy z branży gastronomiczno- turystycznej. Ogłosili swe przedsiębiorstwa strefami wolnymi od władzy warszawskich salonów PiS. Zaczęli otwierać swe bary i restauracje nawet za cenę interwencji policji, kar finansowych i gróźb wykluczenia ich z puli obiecanej przez rząd pomocy finansowej.

Zwłaszcza, że oni w skuteczną pomoc rządową oni już nie wierzą. A zarzuty łamania prawa odpierają licznymi przykładami łamania prawa przez elity PiS. Skoro pani minister Emilewicz i jej rodzina mogą bezczelnie kłamać i łamać prawo, to czemu nowi konfederaci barscy muszą dalej prawa przestrzegać?

Jest fundamentalna różnica między łamiącymi prawo konfederatami barskimi a Kaczyńskim, Szumowskim, Sasinem, Emilewicz, Czarnkiem i innymi prominentami Zjednoczonej Prawicy?
Konfederaci łamią prawo by przeżyć, a elity PiS aby sobie dostatnio i wesoło żyć.

Krajowa Rada Sadownictwa odwołała pana sędziego Leszka Mazura z funkcji jej przewodniczącego, a z prezydium KRS i funkcji rzecznika prasowego Rady odwołano pana sędziego Macieja Miterę. Głosowania odbyły się w trybie tak tajnym, że obaj odwołani w głosowaniu nie uczestniczyli.
Jako oficjalny powód ich odwołania podano „utratę zaufania”.

Tak naprawdę tajni radcy z KRS przestali „ufać” panu Mazurowi, bo udostępnił on mediom protokoły z obrad komisji KRS. Wynikało z nich, że niektórzy członkowie Rady zarabiali na podwójnych dietach. Zamiast pracować w dniach, gdy Rada zbierała się na posiedzeniach, to spotykali się w innych dniach, zwykle krótko i zdalnie. Dzięki temu zamiast jednej diety za posiedznie, około tysiąca złotych, były im wypłacane dwie diety. Bo oni zapewne też wyznają podstawowy dogmat kaczyzmu – „
Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Krajowa Rada Sądownictwa, zobowiązana strzeżenia niezależności sądów i niezawisłości sędziów, istnieje od 1989 roku. Obecna KRS, wybrana w kwietniu 2018, postrzegana jest przez większość środowisk prawniczych w Polsce i na świecie jako gremium nielegalne. Wybrane aby umożliwić elitom PiS przejęcie kontroli na władzą sądowniczą.
Takim oskarżeniom zaprzeczają prominenci PiS. Wedle ich deklaracji nowa KRS ma zreformować polskie sądownictwo i ograniczyć finansowe nadużycia „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”.

Trzy lata działalności nowej KRS minęły. Sądownictwa nadal nie zreformowano. Przeciwnie z rok na rok jest coraz gorzej. A teraz okazuje się, że wybrani przez salony PiS „tajni radcy” okradają nas jak tylko mogą.

Pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński obwinił zagraniczne firmy oraz unijne regulacje klimatyczne za to, że inflacja w Polsce stała się „nieprzewidywalna”. I w minionym roku utrzymywała się powyżej przewidywanej przez NBP.
Pomimo „nieprzewidywalności” pan prezes zapewnił, że obawy o nadmierny wzrost inflacji w Polsce są nieuzasadnione. Przeciwnie, grozi nam inflacja zbyt niska.

Pan prezes Glapiński ogłosił też, że NBP posiada już dużą część zapasu gotówkowego w banknotach 500-złotowych. Bo w czasie pandemii takie banknoty były „bardzo akceptowane” i dlatego od marca 2020 liczba ich w obiegu wzrosła o 20 milionów. Zapowiedział zwiększenie ich emisji w celu tworzenia wielkiego „Narodowego Zapasu Gotówki”.

Pan prezes NBP zapowiedział też wprowadzenie do obiegu nowego banknotu o nominale 1000 złotych. Będzie on podręczny nie tylko dla budowaniu Narodowego Zapasu. To też zapewne milowy krok usprawniający realizację fundamentalnej wartości elit PiS – „Każdy jest pazerny, każdy by chciał coś”.

Pamiętacie zapewne zeznania austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera. W 2018 roku pan prezes Kaczyński kazał mu dać łapówkę dla księdza Rafała Sawicza z rady Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego. Sto tysięcy złotych. Austriak tyle nie dał, bo nie posiadał odpowiedniej torby mieszczącej ówczesne banknoty. Po wprowadzeniu nowych banknotów na taką łapówkę wystarczy już większa koperta.
Ludziom będzie lżej.

„Zło atakuje nasz kraj, nasz naród i instytucję, która jest centrum naszej tożsamości, czyli Kościół katolicki”, przemówił z ambony starachowickiego kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych, jaśnie pan prezes Kaczyński.
Guru sekty kaczystów propagował tam jeszcze kult Jadwigi Kaczyńskiej, matki chyba już boskiej. Oraz reklamował film Latkowskiego o aferze Amber Gold.
Ile pan prezes dostał za to z zebranej podczas mszy tacy, tego jeszcze nie wiemy. Ale na jego miejscu „każdy by chciał coś”.

Bigos tygodniowy

Stan państwa polskiego po czterech latach rządów PiS – czyli „dobrej zmiany” – przedstawia się następująco. W ciągu minionych 12 miesięcy, licząc od listopada zeszłego roku, ujawnione zostały następujące afery: afera KNF czyli Chrzanowskiego Marka z prezesem NBP w tle, afera spółki „Srebrna”, afera z wynagrodzeniami asystentek prezesa NBP Glapińskiego Adama, afera lotów marszałka Sejmu Kuchcińskiego Marka, afera Piebiaka Łukasza czyli afera hejterska z Ministerstwem Sprawiedliwości z Ziobrą Zbigniewem w tle i – „przed chwilą” – afera Banasia Mariana, wieloletniego szefa Krajowej Administracji Skarbowej w randze wiceministra, następnie ministra finansów i – obecnie – prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Banaś wszedł w deal (wynajął kamienicę) z szemranym „biznesmenem” z odsiadką więzienną w tle, specem od wynajmu pokoi na godziny, czyli „burdeltatą”. Ponadto Banaś legitymuje się bardzo podejrzanymi oświadczeniami majątkowymi. Dodajmy, że ma on opinię „człowieka Kamińskiego”, aktualnego szefa służb specjalnych i policji. O takich drobnych aferkach, jak zniszczenie zapisu z przebiegu wypadku z udziałem Szydło Beaty pod Oświęcimiem, czy afera z fałszowaniem podpisów na listach wyborczych, w którą zamieszany jest Andruszkiewicz Adam, obecny wiceminister cyfryzacji, nie warto wobec tego nawet wspominać. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której jeden z kilku najważniejszych (nie de iure, ale de facto) urzędników państwa, odpowiadający za nadzór i kontrolę nad publicznymi finansami, jeśli nawet tylko otarł się o świat przestępczy, jest totalnie zdyskwalifikowany w tej roli. Dlatego obrona Banasia przez PiS i jego rząd, połączona z propagandową retoryką opartą na przyjęciu lekceważącego tonu wobec tego, co się stało, jest krańcowym wyrazem bezczelności i kłamstwa uprawianego przez tę formację. O tym, że obrona Banasia jest robieniem dobrej miny do złej gry świadczy fakt, że „zawiesił się” on w swojej funkcji. Sam czy na polecenie przewodniczącego Ma(ł)o – to już mało istotne.

Wracam do stanu państwa polskiego za „dobrej zmiany” PiS. Przedstawia się on następująco: 1. na czele rządu stoi pajac-marionetka upajający się niemal każdego dnia wygłaszaniem w tonie lirycznej euforii szumnych, kłamliwych frazesów o rzekomo wspaniałych owocach rządów PiS, w tym odlotowe brednie-majaczenia o „polskiej dolinie krzemowej”. 2. w jego cieniu buszują i kręcą podejrzane lody osobnicy w rodzaju Chrzanowskiego, Kuchcińskiego, Piebiaka czy Banasia. 3. zza tego ponurego obrazu wyłania się skrzywiony pysk obłąkanego karła, kłapiącego ponuro dolną szczęką. 4. z boku funkcjonuje nicość, figurant rezydujący pod żyrandolem w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Wszystko to podlane jest sosem politycznego katolicyzmu, z emblematem w postaci wyjątkowo ohydnych figur Rydzyka i Jędraszewskiego, wygłaszających obłąkane i podżegające frazy o „tęczowej zarazie”. Na jakie to wszystko zasługuje określenie? Rządów mafijnych, polskiego „salazaryzmu” a może po prostu rządów „kik”, czyli kryminalistów i klechów? Do tego dochodzi ćwierćinteligent z tytułem profesorskim, minister kultury w randze wicepremiera, który z rozumieniem tej dziedziny innym niż pojmowanie jej jako partyjną propagandę w stylu bogoojczyźnianym ma tyle wspólnego, co ja z szacunkiem dla kleru i który broni przed dociekliwością dziennikarzy podejrzaną w sferze dysponowania finansami tzw. Fundację Narodową.

Funkcjonariusz poczciwej niegdyś, a przez Kuchcińskiego zamienionej w uzbrojoną siłę paramilitarną Straży Marszałkowskiej zagroził śmiercią posłance Katarzynie Lubnauer dołączając do tego wulgarne obelgi. To ewidentny efekt prania mózgów dokonywanego na funkcjonariuszach SM i przerabiania ich w bezwzględną gwardię pisowską. Przerażone skutkami własnego szczucia PiS nie zlekceważyło tego radykalnego hejtu (wizja, że ów osobnik podejdzie do posłanki na sejmowym korytarzu i wypali jej w głowę okazała się nader realistyczna), więc policja namierzyła go i aresztowała w Sejmie wśród nocnej ciszy. Oto do czego nas prowadzi reżym PiS, bo tej atmosferze krew prędzej czy później się poleje. To nieuchronne.

A tymczasem po dziesięcioleciach przerwy pojawiło się zjawisko tzw. „półkownika”, czyli filmu z powodów politycznych zatrzymanego, wycofanego z konkursu festiwalowego. Spotkało to w Gdyni „Solid Gold” Jacka Bromskiego, zrealizowany na kanwie afery „Amber Gold”. Wycofania dokonała TVPiS Kurskiego Jacka, współproducent filmu. Ponieważ jednak, jak uczy Karol Marks, historia powtarza się tylko jako farsa, „półkownikowski” status filmu trwał krótko jak życie jętki jednodniówki. Nie te – technologicznie – czasy, żeby można film zamknąć na kłódkę albo w sejfie. Film został więc jednak pokazany w Gdyni, choć nagrody nie zdobył. Tak wypromowany przez Kurskiego Jacka pójdzie na ekrany kin.

Niestety, podobnej determinacji jak filmowcy nie okazał rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który po kilku bodaj dniach odwiesił z zawieszenia pedagoga Nalaskowskiego Aleksandra, który został ukarany za epatowanie w tygodniku Karnowskich mową dyskryminacji i nienawiści. Takie pobłażanie nie jest wychowawcze. Nie twierdzę, że rektor powinien kazać Nalaskowskiego powiesić, ale co najmniej przez pół czasu orzeczonej kary powinien go przetrzymać, dla ochłonięcia.

„Bób, Hummus i Włoszczyzna” – taka niewinna kpinka grona młodych ludzi z nadętego hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” spotkała się z obłąkańczą furią pisowskiej propagandy. Tu również w tle jest pisowskie nieuctwo historyczne. Gdyby wiedzieli jakim brutalnym językiem posługiwali się wzajemnie politycy i publicyści w tej idealizowanej przez PiS II Rzeczypospolitej, przekonaliby się, że „warzywny” żarcik jest bezkrwisty i delikatny w smaku jak zupa jarzynowa.

By pozostać w pokrewnym klimacie: w sobotę uczestniczyłem, na katolickiej Warmii, w ślubie młodej (także metrykalnie) pary. Ślub odbył się na modłę pogańską, w zielonym gaju, z jeziorem w tle, pod barwnie ukwieconym łukiem ogrodowym („chwalcie łąki umajone”), a ślubu udzieliła pani urzędnik stanu cywilnego. Wszystko odbyło się w uroczej swobodnej atmosferze, bez czyichkolwiek kwasów i szeptanki. I co najważniejsze – swoją obecnością nie zasmrodził atmosfery swoją obecnością żaden katolicki klecha.

Wobec dramatycznej wagi większości powyżej przywołanych zdarzeń, pomysł z certyfikatami na dziennikarzy może sobie PiS włożyć w buty, między słomę. Podobnie nieważne jest wysługiwanie się przez ex-ulubienicę Leszka Millera, Jakubowską Aleksandrę, Rachoniowi Michałowi w jego porannym programie „Jedziemy” w TVPiS, w towarzystwie lubelskiego nazika Kowalskiego Mariana i tym podobnych osobników.