48 godzin sport

Polacy w Diamentowej Lidze
W pierwszym mityngu Diamentowej Ligi w 2021 roku rozegranym w Gateshead (Wielka Brytania) wzięło udział dwoje naszych lekkoatletów – Kamila Lićwinko w skoku wzwyż i Marcin Krukowski w rzucie oszczepem. Lićwinko wygrała swoja konkurencję wynikiem 1,91 m, pokonując mniejszą liczbą skoków Brytyjkę Emily Borthwick (1,91 m) oraz Rosjankę Marię Łasitskiene i Ukrainkę Julię Lewczenko (1,88 m). Z kolei Krukowski wygrał rzut oszczepem wynikiem 82,61 m i jako jedyny w stawce przekroczył granicę 80. metrów. Drugie miejsce zajął oszczepnik z Trynidadu i Tobago Keshorn Walcott uzyskując odległość 77,88 m.

Flick zastąpi Loewa
Niemiecka federacja piłkarska (DFB) oficjalnie potwierdziła, że po tegorocznych finałach mistrzostw Europy Hansi Flick zastąpi Joachima Loewa na stanowisku selekcjonera reprezentacji Niemiec. Jego umowa będzie obowiązywała do zakończenia mistrzostw Europy w 2024 roku, które odbędą się w Niemczech.

Kontuzja polskiej siatkarki
W przededniu rozpoczętych 25 maja zmagań w tegorocznej edycji Ligi Narodów siatkarek kontuzji doznała rozgrywająca reprezentacji Polski Marta Krajewska. Uraz jest na tyle poważny, że wyklucza jej uczestnictwo w treningach, a także turnieju w Rimini, który potrwa do 25 czerwca. W najbliższych dniach zawodniczka wróci do Polski, gdzie będzie kontynuować leczenie. Trener biało-czerwonych Jacek Nawrocki ma jeszcze w odwodzie dwie rozgrywające – Martynę Łazowską oraz Julię Nowicką. Nasz zespół zaczął rywalizację we wtorek od spotkania z Włoszkami (mecz zakończył sie po zamknięciu wydania), w środę zagra z Serbią, a w czwartek z Turcją.

Krzewina uniknął kary
Czterystumetrowiec Jakub Krzewina nie został ostatecznie zdyskwalifikowany przez Polską Agencję Antydopingową. Biegaczowi groziło dwuletnie zawieszenie za nieprawidłowości przy podawania danych pobytowych do kontrolnego systemu ADAMS. Teraz będzie mógł bez przeszkód ubiegać się o start w igrzyskach w Tokio w biegu na 400 m i w sztafecie 4×400 m. Krzewina ma w dorobku cztery medale imprez mistrzowskich, w tym złoto halowych mistrzostw świata z Birmingham.

Milik skończył na dziewięciu
Arkadiusz Milik strzelił gola dla Olympique Marsylia w zremisowanym 1:1 meczu ostatniej, 38. kolejki francuskiej Ligue 1 z FC Metz. Polak, który rozegrał całe spotkanie, zakończył sezon z dziewięcioma ligowymi bramkami na koncie i dwoma asystami, ale w zespole Olympique występował dopiero od 23 stycznia tego roku i rozegrał tylko 15 spotkań. Ekipa z Marsylii zakończyła zmagania na piątym miejscu z dorobkiem 60 punktów i w nowym sezonie zagra w Lidze Europy. Mistrzem Francji została drużyna OSC Lille (83 pkt), drugą lokatę wywalczył Paris Saint-Germain (82 pkt), trzecią AS Monaco (78 pkt), a na czwartej pozycji znalazła się drużyna Olympique Lyon.

Hamilton stracił prowadzenie
Rozegrany w niedzielę na ulicznym torze wyścig Formuły 1 o Grand Prix Monako wygrał Holender Max Verstappen (Red Bull) przed Carlosem Sainzem (Ferrari) i Lando Norrisem (McLaren). Dotychczasowy lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) zajął dopiero siódmą lokatę, przez co stracił prowadzenie i spadł na druga pozycję za Verstappena, do którego traci obecnie cztery punkty. Drugi z kierowców ekipy Mercedesa, Fin Valtteri Bottas, nie ukończył wyścigu, przez co niemiecki zespół stracił też na rzecz Red Bull Racing pozycję lidera klasyfikacji konstruktorów.

Odzyskały tytuł po 21 latach
Piłkarki nożne Czarnych Sosnowiec wygrywając z GKS Katowice 1:0 zapewniły sobie na kolejkę przed końcem rozgrywek tytuł mistrzyń Polski. To już 13. mistrzostwo kraju w dorobku sosnowieckiego klubu, ale zdobyte po 21-letniej przerwie. W tegorocznych zmaganiach ekipa Czarnych w 21 meczach zdobyły 56 punktów, doznając tylko jednej porażki i dwa spotkania remisując. Strzeliły 73 gole, a same straciły zaledwie osiem. Z ekstraklasy spadły już zespoły ROW Rybnik i Rolnika Biedrzychowice Głogówek, a ich miejsca zajmą Tarnovia Tarnów oraz Rekord Bielsko-Biała.

Stuttgart już bez Kamińskiego
Marcin Kamiński z końcem czerwca odejdzie VfB Stuttgart. 29-letni obrońca była zawodnikiem tego klubu od lipca 2016 roku, ale jeden sezon (2018/19) spędził na wypożyczeniu w Fortunie Duesseldorf. W minionych rozgrywkach Bundesligi borykał się z kontuzjami oraz skutkami zakażenia koronawirusem i rozegrał tylko cztery spotkania. Kamiński do VfB Stuttgart przeszedł z Lecha Poznań, w barwach którego występował w latach 2009-2016, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo Polski i raz Superpuchar Polski. Piłkarz ma też w dorobku siedem występów w reprezentacji Polski.

Polski napastnik do wzięcia
Artur Sobiech w ostatniej kolejce tureckiej ekstraklasy piłkarskiej strzelił dwa gole dla swojego zespołu, Fatih Karagumruk, w wygranym u siebie 5:1 meczu z Denizlispor. 30-letni polski napastnik rozegrał w tym sezonie 34 spotkania ligowe, w których zdobył dziewięć bramek i zaliczył dwie asysty. Jego drużyna była beniaminkiem w najwyższej klasie rozgrywkowej w Turcji, ale utrzymała się bez problemu w lidze zajmując ósmą lokatę. Sobiech nie przedłużył kontraktu z tym klubem i z końcem czerwca będzie wolnym zawodnikiem.

Modrić jeszcze rok w Realu
Chorwacki pomocnik Realu Madryt Luka Modrić przedłużył o rok kontrakt z Realem Madryt. Najlepszy piłkarz na świecie w plebiscycie FIFA oraz zdobywca „Złotej Piłki” w 2018 roku jest graczem ekipy „Królewskich” od 2012 roku, rozegrał w barwach madryckiego klubu 235 meczów i strzelił 15 goli. Wygrał z Realem m.in. czterokrotnie Ligę Mistrzów i Klubowe Mistrzostwo Świata oraz dwukrotnie zdobył mistrzostwo Hiszpanii.

Lewy dogania Gerda Muellera

Piłkarze Bayernu Monachium w 32. kolejce Bundesligi po raz dziewiąty z rzędu i 31. w historii zostali mistrzami Niemiec. Tytuł zdobyli zanim wyszli z szatni na mecz z Borussią Moenchengladbach, bo godzinę wcześniej drugi w tabeli RB Lipsk przegrał 2:3 z Borussią Dortmund i stracił matematyczne szanse na wyprzedzenie bawarskiej drużyny.

Ekipa trenera Hansiego Flicka sama jednak przyklepała tytułu gromiąc zespół z M’gladbach aż 6:0. Połowę z tych goli strzelił Robert Lewandowski, któremu brakuje już tylko jednego trafienia do wyrównania legendarnego rekordu 40 bramek w jednym sezonie należącego od blisko pół wieku do Gerda Muellera. „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie Bundesligi do 39 goli i przy okazji ustanowił nowy polski rekord w liczbie ligowych bramek. Do tej pory od 1927 roku rekordzistą był piłkarz Wisły Kraków Henryk Reyman, który w pierwszym ligowym sezonie rozegranym w Polsce zdobył 37 bramek i wyniku tego od 94 lat nie był w stanie nikt pobić. Cztery lata później trzy trafienia mniej w barwach Ruchu Chorzów uzyskał Ernest Wilimowski, w 1948 roku 31 goli dla Wisły Kraków strzelił Józef Kohut, a 12 lat Janusz Kowalik w barwach Chicago Mustangs zaliczył 30 ligowych trafień. Barierę 30 trafień w latach 90. ub. wieku dwukrotnie przekroczył jeszcze tylko Krzysztof „Gucio” Warzycha, który w sezonach 1992/1993 i 1997/1998 strzelił po 32 gole dla Panathinaikosu Ateny. Przebił ich osiągnięcia dopiero Robert Lewandowski. W sezonach 2015/2016 i 2016/2017 osiągnął barierę 30 trafień, w poprzednim sezonie strzelił 34 gole, a w tym już teraz z 39. trafieniami stał się polskim rekordzistą, a ma przecież jeszcze do rozegrania dwa mecze. Jeszcze nigdy legendarny rekord Gerda Muellera nie był tak zagrożony pobiciem, jak w tym sezonie. Na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek jest już de facto przesądzone, że „Lewy” sięgnie w tym sezonie po szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi i przy okazji po raz pierwszy zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Ścigający go Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Erling Haaland i Andre Silva mają zbyt wielką stratę, żeby byli w stanie dogonić Polaka w klasyfikacji. Drugi w zestawieniu argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 28 goli i trzy mecze do zakończenia rozgrywek.
Piłkarze Bayernu Monachium o tym, że właśnie zdobyli dziewiąte z rzędu mistrzostwo Niemiec dowiedzieli się w szatni Allianz Areny w Monachium, w której przygotowywali się do zaplanowanego w sobotę o 18:30 meczu z Borussią M’gladbach. Zwycięstwo Borussii Dortmund nad RB Lipsk 3:2 zakończył wyścig o prymat w Bundeslidze w obecnym sezonie i bawarska jedenastka mogła sobie pozwolić nawet na trzy porażki w ostatnich trzech ligowych kolejkach. Lecz najwyraźniej ekipa Hansiego Flicka srodze się wynudziła nieróbstwem w poprzedni weekend (miała wolne, bo nie grała już ani w Pucharze Niemiec, ani w Lidze Mistrzów), a że miała dość czasu nie tylko na relaks i wypoczynek, ale także na solidny trening, nie dziwi zatem iż do meczu z Borussią M’gladbach przystąpiła z niesamowitym animuszem.
Gracze ekipy „Źrebaków” do soboty szczycili się, że mają skuteczny sposób na powstrzymanie Lewandowskiego. Polski snajper Bayernu faktycznie miał z nimi problem. W sumie przeciwko Borussii w Bundeslidze rozegrał 17 meczów – zaliczył w nich 5 goli i asystę. To zdecydowanie nie są osiągnięcia, jakie notował w starciach z innymi zespołami Bundesligi. Pierwszego gola tej drużynie zdobył co prawda w 2011 roku, kiedy był jeszcze zawodnikiem Borussii Dortmund, ale na kolejne trafienie czekał aż do marca 2019 roku – Bayern wygrał wtedy z ekipa BMG na wyjeździe 5:1, a nasz piłkarz zdobył dwie bramki. Warto podkreślić, że cztery ze swoich pięciu goli strzelonych ekipie z M’gladbach „Lewy” strzelił w ostatnich pięciu występach przeciwko tej drużynie. Ale chcąc choćby tylko wyrównać rekord Gerda Muellera, kapitan reprezentacji Polski musiał w sobotę zaliczyć przynajmniej „dwupak”.
Lewandowski zaczął sobotni mecz z impetem, strzelając pierwszego gola już w 2. minucie. Ale chociaż było widać, że bardzo mu zależy na kolejnych bramkach i pobiciu rekordu Muellera, to jednak ponad swoje osobiste ambicje stawiał interes drużyny. Gdy Kingsley Coman znalazł się na lepszą pozycję, zagrał mu piłkę i Francuz zdobył bramkę. Mając już hat-tricka przy stanie 5:0 mógł pokusić się o czwartą bramkę, ale na lepszej pozycji był Serge Gnabry i to jemu „Lewy” tak dograł piłkę, że z akcji wyszła bramkowa sytuacja zamieniona na szóstego gola przez Leroy’a Sane’a. Za swój występ Polak dostał w niemieckich mediach notę „1” (klasa światowa), ale on sam bardziej podkreślał fakt, że Bayern zdobył dziewiąty mistrzowski tytuł. Dłużej trwa tylko zwycięska seria zespołu Łudogorca Razgrad, który w tym sezonie sięgnie po dziesiąte z rzędu mistrzostwo Bułgarii. Inni „seryjni mistrzowie”, jak Juventus Turyn we Włoszech i Celtic Glasgow w Szkocji, po dziewięciu triumfach z rzędu w tym sezonie zostali zrzuceni z tronów.

Lewy będzie miał trenera w swoim wieku

Potwierdziły się medialne spekulacje w sprawie zmiany trenera Bayernu Monachium. Władze bawarskiego klubu przystały na prośbę Hansiego Flicka i zgodziły się skrócić jego kontrakt o rok. Jego miejsce na ławce trenerskiej od nowego sezonu zajmie 33-letni Julian Nagelsmann, obecnie szkoleniowiec RB Lipsk.

Kontrakt Nagelsmanna ma obowiązywać do 30 czerwca 2026 roku, a ekipie z Lipska za zgodę na wcześniejsze rozwiązanie umowy bawarski potentat zapłaci 25 mln euro odstępnego. To nowy rekord transferowy na trenerskim rynku pracy. Dotychczas najdroższym trenerem w historii futbolu był Portugalczyk Andre Villas-Boas, wykupiony latem 2011 roku przez Chelsea Londyn z FC Porto za 15 mln euro.
Urodzony w 1987 roku Nagelsmann jest tylko o rok starszy od Roberta Lewandowskiego, ale jego trenerska kariera to ewenementem na skalę światową. W wieku 33 lat ma już za sobą pięcioletnia karierę w zespołach Bundesligi – w latach 2016-2019 prowadził TSG Hoffenheim, a w dwóch ostatnich sezonach RB Lipsk. Nagelsmann zapisał się w historii futbolu jako najmłodszym trener w Bundeslidze (debiutował w wieku 28 lat) oraz w Lidze Mistrzów (zadebiutował w wieku 31 lat).

Lewandowski wrócił i strzelił, ale Bayern przegrał

Po blisko miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją Robert Lewandowski wrócił do gry. Z powrotu mógł być jednak zadowolony połowicznie. Bo chociaż w meczu z FC Mainz strzelił swojego 36. ligowego gola, to Bayern przegrał w fatalnym stylu 1:2.

Przypomnijmy, że Lewandowski doznał urazu 28 marca w meczu reprezentacji Polski z Andorą (3:0). Naciągnięcie więzadła w kolanie wyłączyło go z gry w najważniejszych momentach tej części sezonu. Nasz piłkarz nie zagrał z biało-czerwonymi przeciwko Anglii na Wembley (1:2), zabrakło go w obu ćwierćfinałowych meczach Bayernu w Lidze Mistrzów z Paris Saint-Germain (2:3 i 1:0), a w Bundeslidze opuścił spotkania z RB Lipsk (1:0), Unionem Berlin (1:1), VfL Wolfsburg (3:2) i Bayerem Leverkusen (2:0).
Gdyby Bayern wygrał w sobotę z FC Mainz, mógłby już świętować kolejny mistrzowski tytuł bez czekania na wynik niedzielnego meczu wicelidera Bundesligi RB Lipsk. Podopieczni trener Hansiego Flicka, chociaż wreszcie mogli zagrać niemal w najsilniejszym składzie, nieoczekiwanie zagrali bardzo słabo. Ekipie Mainz na dodatek sprzyjała tego dnia fortuna, bo już w 3. minucie objęła prowadzenie po zdumiewającym błędzie Manuela Neuera, który przepuścił piłkę po przypadkowo oddanym strzale przez Jonathana Burkardta. Poirytowani takim obrotem sprawy gracze Bayernu zaczęli się coraz bardziej gubić, bijąc bezskutecznie w mur skonstruowany przez duńskiego trenera Mainz Bo Svenssona.
Nie ulega jednak wątpliwości, że największym winowajcą porażki Bayernu był trener Flick. Zajęty swoja prywatną wojenką z dyrektorem sportowym bawarskiego klubu Hasanem Salihamidziciem chyba nie znalazł dość czasu, żeby odpowiednio przygotować swój zespół do spotkania z ekipą z Moguncji. A powinien, bo chociaż FC Mainz wciąż broni się przed spadkiem, to Flick nie mógł nie wiedzieć, jaką dobrą robotę z tym zespołem wykonał w tym roku trener Svensson. Duńczyk przejął zespół po 14. kolejce na przedostatnim miejscu w tabeli, ale pod jego wodzą w 15 meczach drużyna zdobyła aż 25 punktów. Wygrana z Bayernem to nie był więc żaden fuks, tylko efekt solidnie wykonanej trenerskiej pracy. Svensson zadbał nawet o takie „drobiazgi”, jak odcięcie Lewandowskiego od podań, które jego piłkarze wzbogacili jeszcze o regularne rąbanie polskiego napastnika po nogach przy każdej nadarzającej się okazji.
Przeczulony na tym tle po świeżo zaleczonej kontuzji „Lewy” tym razem nie czekał aż sędzia poskromi nadgorliwych rywali, tylko sam zaczął ich prać po twarzach. Najbrutalniej potraktował najbardziej zawziętego w kopaniu Luksemburczyka Leandro Barreiro, za co obejrzał żółtą kartkę. Ale warto było oddać nieregulaminowo ciosy, bo jakich szkód może narobić taki nadgorliwy grajek, Lewandowski przekonał się w meczu z Andorą.
Inna sprawa, że nasz piłkarz był wyraźnie sfrustrowany przebiegiem spotkania z Mainz i bezradnością drużyny Bayernu. Do samego końca nie doczekał się żadnego dobrego podania od kolegów, a gola gola na 2:1 strzelił już w doliczonym czasie gry wykorzystując błąd defensywy Mainz. Nieładnie wobec niego zachował się Flick, który na pomeczowej konferencji wyraził rozczarowanie faktem, że Lewandowski niczym się nie wyróżnił. Może nie zauważył strzelonego przez polskiego napastnika gola? Ale skoro Flick zrzuca winę za swoje błędy na najlepszego gracza w zespole, to rzeczywiście nie ma już dla niego przyszłości w Bayernie.
Ale póki co wciąż jest jeszcze trenerem bawarskiej jedenastki. Ekipa Bayernu musi trochę poczekać ze świętowaniem mistrzostwa Niemiec, ale ma tak wielką przewagę nad wiceliderem tabeli RB Lipsk, że w trzech ostatnich spotkaniach potrzebują zdobyć tylko dwa punkty, aby móc otwierać szampany. A Lewandowski będzie miał jeszcze trzy okazje do poprawienia swojego bramkowego dorobku i całkiem możliwe, że wbrew okolicznościom i złemu losowi jednak zdoła przynajmniej wyrównać blisko półwieczny już rekord 40 goli w jednym sezonie Bundesligi ustanowiony przez Gerda Muellera. Bayern czekają mecze z Borussią M’Gladbach (8 maja), SC Freiburg (15 maja) oraz FC Augsburg (22 maja). Z tych trzech drużyn najmniej goli wbił ekipie z Moenchengladbach, bo w 15 występach przeciwko niej trafił tylko pięć razy. Ale Freiburgowi w 16 meczach strzelił dotąd 18 goli, zaś Augsburgowi w 15 spotkaniach aż 20.
Za plecami Lewandowskiego walkę o tytuł wicekróla strzelców Bundesligi toczą Erling Haaland z Borussii Dortmund i Andre Silva z Eintrachtu Frankfurt. Po 27. kolejkach obaj mają na koncie po 25 trafień. Tyle samo goli strzelili też Leo Messi dla Barcelony i Cristiano Ronaldo dla Juventusu, a za tą czwórką z 23. golami plasuje się najskuteczniejszy we Francji Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain. Żaden z nich nie ma realnych szans na dogonienie polskiego snajpera.

Lewandowski wraca do gry

Bayern Monachium w minioną środę oficjalnie potwierdził, że Robert Lewandowski po raz pierwszy od końca marca trenował z zespołem. Trener Hansi Flick zapowiedział powrót Polaka do gry w sobotnim meczu z FC Mainz.

Lewandowski nie trenował z kadrą Bayernu Monachium od końca marca, gdy wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski z kontuzją doznaną w meczu z Andorą. Z tego powodu nie zagrał w obu ćwierćfinałowych spotkaniach Ligi Mistrzów, z Paris Saint-Germain(2:3 i 1:0) oraz opuścił cztery mecze w Bundeslidze. „Po miesiącu od ostatniego meczu i zwycięstwa 4:0 ze Stuttgartem, Bayern w końcu może powitać swojego najlepszego napastnika!” – napisano na stronie internetowej bawarskiego klubu.
„Lewy” ma wrócić do gry w najbliższą sobotę w meczu 31. kolejki Bundesligi z FC Mainz. „Trenuję na pełnych obrotach od kilku dni i plan jest taki, żebym zagrał już w ten weekend” – wyjawił Lewandowski. Najlepszy snajper bawarskiej jedenastki ma na koncie 35 goli, więc żeby pobić legendarny rekord 40 trafień w jednym sezonie należący do Gerda Muellera, musi w czterech ostatnich spotkaniach zdobyć co najmniej sześć bramek. „Nie wiem, czy uda mi się tego dokonać. Mam nadzieję, że gdy wrócę na boisko, to od razu zacznę strzelać gole z taką regularnością, jak robiłem to przed kontuzją, ale na razie to wielka niewiadoma. Mam cztery mecze i sześć goli do strzelenia. Zobaczymy czy sprostam takiemu wyzwaniu” – stwierdził Lewandowski.
Polak wraca do zespołu w najlepszym momencie, bo Bayern już w sobotę może sobie zapewnić kolejny tytuł mistrza Niemiec, jeśli wygra z FC Mainz. Na cztery kolejki przed końcem sezonu bawarska jedenastka ma 71 punktów i nad drugim RB Lipsk ma już 10 punktów przewagi. Do końca sezonu Bayern zmierzy się jeszcze z Borussią M’gladbach (8 maja), Freiburgiem (15 maja) i Augsburgiem (22 maja).
Wyniki 30. kolejki Bundesligi:
Borussia Dortmund – Union Berlin 2:0, Hoffenheim – Borussia M’gladbach 3:2, VfB Stuttgart – VfL Wolfsburg 1:3, Werder Bremen – FC Mainz 0:1; FC Koeln – RB Lipsk 2:1, Arminia Bielefeld – Schalke 1:0, Bayern – Bayer 2:0, Eintracht Frankfurt – Augsburg 2:0. Mecz Herthy Berlin z Freiburgiem został przełożony.

Flick chce odejść latem z Bayernu

W ekipie mistrza Niemiec od jakiegoś czasu wrze jak w kotle. W miniony weekend ciśnienie podniosło oświadczenie trenera Hansiego Flicka, który na konferencji prasowej po wygranym 3:2 meczu z VfL Wolfsburg ogłosił, że po zakończeniu tego sezonu zamierza poprosić władze bawarskiego klubu o wcześniejsze rozwiązanie kontraktu.

Deklaracja szkoleniowca, chociaż spodziewana od jakiegoś czasu z powodu nasilającego się konfliktu między nim a dyrektorem sportowym Bayernu Hasanem Salihamidziciem, wywołała jednak w bawarskim klubie ogromne poruszenie, a w niemieckich mediach falę spekulacji. Flick przejął zespół w listopadzie 2019 roku, zastępując zwolnionego za słabe wyniki Niko Kovaca. Początkowo miał być tylko trenerem tymczasowym, ale gdy zespół pod jego wodzą zaczął gromić kolejnych rywali, w kwietniu 2020 roku szefowie Bayernu podpisali z nim kontrakt do końca czerwca 2023 roku. Była to znakomita decyzja, bo bawarska jedenastka pod ręką Flicka zdobyła sześć trofeów, czyli wygrała wszystko, co było do wygrania – Ligę Mistrzów UEFA. Klubowe Mistrzostwo Świata FIFA, Superpuchar Europy oraz mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec. Skorzystał na pracy z nimi także Robert Lewandowski.
W tak dobrze funkcjonującym pod okiem Flicka piłkarskim mechanizmie w tym sezonie coś jednak zaczęło szwankować. Narastający od dawna konflikt między trenerem a dyrektorem sportowym eksplodował w najmniej korzystnym momencie, gdy Lewandowski wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski z poważną kontuzją i powiększył już i tak liczną grupę graczy niezdolnych do gry. Pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain wypadł właśnie w momencie największego osłabienia zespołu i francuski zespół bezwzględnie to wykorzystał wygrywając 3:2. Tydzień później sytuacja kadrowa Bayernu była już zdecydowanie lepsza i wygrali rewanż w Paryżu 1:0, ale odpadli gorszym bilansem bramek zdobytych na wyjeździe. Wyszło więc na to, że w sporze Salihamidzicia z Flickiem rację miał szkoleniowiec, gdy po zakończeniu poprzedniego sezonu domagał się nie tylko utrzymania w kadrze wszystkich graczy, ale jeszcze jej wzmocnienia kilkoma klasowymi zawodnikami. Salihamidzić sprowadzał do Bayernu graczy tak zwanych przyszłościowych. Do furii doprowadził jednak Flicka nieeleganckim potraktowaniem zasłużonego dla Bayernu Jerome’a Boatenga, którego odejście po sezonie zapowiedział wbrew sugestiom szkoleniowca.
Po odpadnięciu z Pucharu Niemiec i Ligi Mistrzów Bayern w tej chwili walczy już tylko na jednym froncie – w obronie tytułu mistrza Bundesligi. W poprzednim tygodniu z 28. kolejce monachijczycy niespodziewanie zremisowali u siebie 1:1 z Unionem Berlin, zaś najgroźniejszy konkurent do tytułu, RB Lipsk, pokonał na wyjeździe 4:1 Werder Brema i zmniejszył różnicę punktową do pięciu „oczek”. Ale w miniony weekend sytuacja się odwróciła, bo Bayern na wyjeździe zwyciężył 3:2 VfL Wolfsburg, natomiast RB Lipsk tylko zremisował u siebie z Hoffenheim 0:0. I znowu bawarska jedenastka ma siedem punktów przewagi, a do zakończenia rywalizacji pozostało już tylko pięć kolejek. Na dodatek lada moment do gry ma wrócić Lewandowski, zatem można w ciemno założyć, że Bayern w tym sezonie po raz dziewiąty z rzędu wywalczy mistrzostwo Niemiec, natomiast polski napastnik po raz szósty w karierze sięgnie po koronę króla strzelców Bundesligi. Jedyną niewiadomą w jego przypadku jest tylko liczba goli. Do końca rozgrywek kibice po obu stronach Odry będą pewnie z zapartym tchem czekać na pobicie przez kapitana reprezentacji Polski legendarnego rekordu 40 goli ustanowionego pół wieku temu przez Gerda Muellera.
Na razie jednak w Niemczech większe emocje budzi zapowiedź Flicka, że po tym sezonie odejdzie z Bayernu. Z medialnych spekulacji i wieści docierających z różnych mniej i bardziej wiarygodnych źródeł wynika, że Flick po Euro 2021 przejmie reprezentację Niemiec zastępując na posadzie selekcjonera swojego dawnego szefa, Joachima Loewa, którego był asystentem w latach 2006-2014. Problem w tym, że jego kontrakt z Bayernem wygasa dopiero w czerwcu 2023 roku, zatem bez zgody władz bawarskiego klubu nie będzie mógł przejść do pracy w niemieckiej federacji. „Moja przyszłość wcale nie jest taka jasna i oczywista. Nie było żadnych rozmów na ten temat. Oczywiście, prowadzenie reprezentacji to opcja, którą każdy trener na pewno rozważy, jeśli taką ofertę otrzyma i ja nie będę wyjątkiem. Ale teraz muszę przemyśleć kilka rzeczy, bo ostatnie tygodnie nie były dla mnie łatwe” – przyznał Flick. A wedle niemieckich mediów najpoważniejszym kandydatem do zajęcia jego miejsca w Bayernie jest Julian Nagelsmann, aktualnie trener RB Lipsk.

Utytułowany jak Mueller

Thomas Mueller w minioną środę został najbardziej utytułowanym niemieckim piłkarzem w historii. Zdobyty z Bayernem Monachium Superpuchar Niemiec jest jego 27. trofeum w sportowej karierze.

W wygranym po dogrywce 2:1 meczu z FC Sevilla o Superpuchar Europy Mueller przebywał na boisku od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra, czyli ponad 120 minut. Mimo zmęczenia 31-letni gwiazdor bawarskiej jedenastki nie tryskał zadowoleniem, bo zdobyty właśnie Superpuchar Europy był 26. trofeum w jego karierze. Zrównał się tym samym w ich liczbie z starszym kolegą z Bayernu i reprezentacji Niemiec Bastianem Schweinsteigerem, który już jednak zakończył piłkarską karierę. A Mueller wręcz przeciwnie, w tym roku dorzucił do swojego dorobku aż pięć kolejnych sukcesów: mistrzostwo Bundesligi, Puchar Niemiec, Superpuchar Niemiec, zwycięstwo w Lidze Mistrzów i Superpucharze Europy. Wraz z poprzednimi dokonaniami ma teraz na koncie 27 trofeów: dwa triumfy w Lidze Mistrzów, dwa w meczach o Superpuchar Europy, 9 tytułów mistrza Niemiec, sześć zdobytych Pucharów Niemiec, sześć Superpucharów Niemiec, jedno Klubowe Mistrzostwo Świata i mistrzostwo świata z reprezentacją Niemiec. Jakby nie liczyć, wychodzi 27 „skalpów”, które już teraz zapewniają Muellerowi pozycję najbardziej utytułowanego niemieckiego piłkarza w historii. A przecież na tych osiągnięciach zapewne nie poprzestanie. Bayern w tym sezonie także będzie walczył o kolejne trofea, zaś Mueller pod wodzą trenera Hansiego Flicka ponownie stał się jednym z kluczowych graczy bawarskiej jedenastki.
W tym kontekście dziwi upór selekcjonera reprezentacji Niemiec Joachima Loewa, który dwa lata temu po nieudanym występie na mundialu w Rosji zrezygnował powoływania Muellera do kadry. A to przecież czołowy gracz mistrzowskiej drużyny z MŚ 2014 w Brazylii, a wcześniej brązowy medalista mundialu w RPA i król strzelców tego turnieju. Przez fanaberię Loewa stracił możliwość występów w narodowej drużynie w wieku 29 lat, mając na koncie sto rozegranych w niej meczów i 38 strzelonych goli.

Lewy zaczyna nowy sezon

W piątek 18 września niemiecka Bundesliga zainaguruje nowy sezon. Zgodnie z tradycją w meczu otwarcia wystąpi aktualny mistrz kraju. Przeciwnikiem Bayernu będzie drużyna Schalke Gelsenkirchen, a spotkanie na Allianz Arenie w Monachium odbędzie się z udziałem publiczności, chociaż będzie to obecność symboliczna – na trybunach mogących pomieścić 75 tysięcy widzów zasiądzie zaledwie 7,5 tysiąca fanów.

Przerwany w marcu z powodu wybuchu pandemii koronawirusa poprzedni sezon Bundesliga dokończyła przy pustych trybunach. Przed startem nowych rozgrywek niemal do ostatniej chwili trwały w tej sprawie negocjacje z władzami federalnymi i krajów związkowych. Politycy nie chcieli wyrazić zgody na otwarcie stadionów dla publiczności, bo w Europie pandemia Covid-19 znów zaczęła przybierać na sile. Wypracowano jednak kompromis i Bundesliga uzyskała warunkową zgodę na otwarcie trybun, ale tylko do 20 procent ich pojemności. W meczu otwarcia na Allianz Arenie Bayern nie mógł jednak wykorzystać dopuszczalnego limitu, bowiem w związku z dużą ostatnio liczbą wykrywanych w Monachium zakażeń premier Bawarii Markus Soeder i burmistrz Monachium Dieter Reiter wyrazili zgodę na wypełnienie trybun jedynie w 10 procentach. Piłkarzom Bayernu nie będzie więc dane zacząć nowego sezonu przy pełnej widowni.
Mecz z Schalke będzie pierwszą potyczką o stawkę zespołu trenera Hansiego Flicka od czasu sierpniowego triumfu w Lidze Mistrzów, nic zatem dziwnego, że spotkanie budzi ogromne zaciekawienie także dlatego, że ma dać odpowiedź na pytanie w jakiej formie i z jaką motywacją do nowego sezonu przystąpią Robert Lewandowski i jego koledzy, którzy w poprzednim sezonie wygrali przecież wszystko, co mieli do wygrania. Po takim sukcesie nawet topowe zespoły zaliczają czasem regres, a bawarska jedenastka na dodatek w przerwie między sezonami straciła Ivana Perisicia, Philippe Coutinho i Alvaro Odriozolę, a jeszcze może z niej odejść Thiago Alcantara. Nic dziwnego, że trener Flick w jednym z niedawnych wywiadów stwierdził, że po takich ubytkach przydałoby się dokonać kilku wzmocnień. Stanowisko władz Bayernu w tej kwestii jest jednak odmienne, co dobitnie wyraził emerytowany już wprawdzie, lecz wciąż wpływowy działacz bawarskiego potentata Uli Hoeness. „Nie potrzebujemy nowych piłkarzy. Spójrzcie na inne drużyny, ja nie widzę żeby dokonywały wielkich wzmocnień. FC Barcelona nie ma pieniędzy, Real Madryt nie ma pieniędzy, także Manchester City jest nieaktywny na transferowym rynku. My wygraliśmy Ligę Mistrzów i utrzymaliśmy kluczowych graczy. A nawet gdyby odszedł Thiago Alcantara, to przecież na jego miejsce mamy Kimmicha, Goretzkę i Muellera. Nie zapominajmy, że dla Bayernu gra również Corentin Tolisso” – stwierdził Hoeness.
Szefowie monachijskiego klubu nie kryją, że powodem powściągliwości w zatrudnianiu nowych graczy jest niepewna sytuacja powodowana przeciągającą się pandemią. Jeśli wierzyć doniesieniom niemieckich mediów, tylko z powodu gry przy pustych trybunach Bayern w poprzednim sezonie stracił 60 mln euro. Dlatego jedynym graczem z zewnątrz, który dołączył we wrześniu do zespołu, był pozyskany wcześniej z Manchesteru City Leroy Sane, który według medialnych doniesień kosztował Bawarczyków około 50 milionów euro. A Flick dostał polecenie, by sięgał po młodych graczy z zaplecza kadry, jak Joshua Zirkzee, Sarpreet Singh i Oliver Meier.
Takie stanowisko oznacza, że szefowie Bayernu są przekonani, iż w nowym sezonie Lewandowski będzie równie skuteczny jak w poprzednim. A przypomnijmy, że Polak w 47 występach strzelił 55 goli i zaliczył 10 asyst oraz zdobył trzy korony króla strzelców – w Lidze Mistrzów, Bundeslidze i Pucharze Niemiec. Za te osiągnięcia został uznany za piłkarza roku w Niemczech, a ostatnio w plebiscycie przeprowadzonym wśród fanów Bayernu został wybrany na najlepszego gracza tego klubu w minionym sezonie. „Lewy” otrzymał 51 procent głosów, a drugi w plebiscycie Alphonso Davies ledwie 16 procent. Dopiero trzecią lokatę fani przyznali ikonie bawarskiego klubu Thomasowi Muellerowi (dostał 14 procent głosów). Warto też wspomnieć, że w minionym sezonie Bayern przeprowadzał na swojej stronie internetowej głosowania na piłkarza miesiąca. Lewandowski triumfował w tych plebiscytach aż pięciokrotnie w dziesięciu edycjach.
Przebić te osiągnięcia w nowym sezonie będzie kapitanowi reprezentacji Polski piekielnie trudno. Ma tego świadomość, bo sam często podkreśla, że łatwiej jest wejść na futbolowy szczyt, niż się na nim utrzymać. Ale jednego chyba w jego przypadku możemy być pewni – na pewno będzie do tego dążył ze wszystkich sił.

Lewy piłkarzem roku w Niemczech

Robert Lewandowski po raz pierwszy w karierze został laureatem prestiżowego w Niemczech wyróżnienia, przyznawanego przez branżowy tygodnik „Kicker” tytułu „Piłkarza Roku”. W głosowaniu polski napastnik Bayernu Monachium zwyciężył z dużą przewagą nad drugim w zestawieniu kolegą z zespołu Thomasem Muellerem.

Lewandowski wygrał plebiscyt „Kickera” uzyskując 276 głosów elektorów, podczas gdy drugi Thomas Mueller otrzymał tylko 54 głosy, a trzeci Joshua Kimmich 49. Tuż za podium zajętym w całości przez graczy Bayernu Monachium uplasował się Kai Havertz z Bayeru Leverkusen oraz Timo Werner z RB Lipsk.
Za najlepszego trenera w Niemczech uznano, co nie jest niespodzianką, szkoleniowca Bayernu Hansiego Flicka, za nim znalazł się m.in. coach zespołu mistrza Anglii FC Liverpool Juergen Kloppa. Nas „Piłkarkę Roku” wybrano natomiast gwiazdę zespołu VfL Wolfsburg Dunkę Pernillę Harder.
Jeśli coś w wygranej „Lewego” może nas zaskakiwać, to chyba tylko to, że po 10 pełnych sukcesów sezonach spędzonych w Bundeslidze został dopiero teraz nagrodzony tytułem „Piłkarza Roku”. Ale jego wyczynów w minionym sezonie już nawet „Kicker” nie mógł nie docenić.

Bayern zdetronizował Real Madryt

Triumf Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów zaowocował awansem niemieckiego klubu na pozycję lidera klubowego rankingu UEFA. Bawarczycy wyprzedzili w zestawieniu dwa hiszpańskie zespoły – Real Madryt i FC Barcelona. Z polskich zespołów w czołowej setce znalazła się tylko Legia Warszawa, która została sklasyfikowana jednak na odległym 90. miejscu.

Odniesione w minioną niedzielę w Lizbonie zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów w potyczce z Paris Saint-Germain (1:0) zapewniło Bayernowi nie tylko solidny przypływ gotówki (w sumie na udział w tej edycji mistrzowie Niemiec zarobili ponad 82 mln euro), ale też awans w klasyfikacji europejskich klubów. Ranking UEFA tworzony jest na podstawie wyników z ostatnich pięciu sezonów w europejskich pucharach. Każda drużyna otrzymuje dwa punkty za zwycięstwo oraz jeden punkt za remis. Z powodu pandemii koronawirusa zmieniono zasadę liczenia punktów za wyniki w Lidze Mistrzów. Zmiany w regulaminie regulowały zasady liczenia punktów za spotkaniach rozgrywanych bez rewanżów. zespoły, które odniosły w nich zwycięstwa w regulaminowym czasie gry lub dogrywce otrzymywały trzy punkty, dwa przyznawano za remis w dogrywce, a jeden punkt za porażkę w regulaminowym czasie gry lub w dogrywce. Przyznawano także dodatkowe punkty za awans do ćwierćfinału, półfinału oraz finału. Za kwalifikację do fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA nagradza czterema punktami bonusowymi, zaś za awans do rundy pucharowej daje pięć punktów bonusowych.
W poprzednim notowaniu po sezonie 2018/2019 Bayern zajmował trzecią lokatę, teraz z dorobkiem 136 punktów awansował na pierwsze miejsce przed Real Madryt (134 pkt) i Barcelonę (128 pkt). Kolejne lokaty w czołowej dziesiątce zestawienia zajęły: 4. Atletico Madryt (127 pkt), 5. Juventus Turyn (117 pkt), 6. Manchester City (116 pkt), 7. Paris Saint-Germain (113 pkt), 8. FC Sevilla (102 pkt), 9. Manchester United (100 pkt) i 10. FC Liverpool (99 pkt).
Daleko w tyle znalazło się także miejsce dla jednego z klubów PKO Ekstraklasy. W przeciągu ostatnich pięciu sezonów Legia Warszawa w ostatnich pięciu sezonach zdobyła w europejskich rozgrywkach zaledwie 17 punktów, co dało jej 90. pozycję w rankingu. To najwyżej z polskich klubów, bo kolejne ex aequo z dorobkiem 3,225 pkt sklasyfikowano na 299. miejscu. Są to: Piast Gliwice, Lechię Gdańsk, Cracovię, Jagiellonię Białystok, Górnik Zabrze, Arkę Gdynia, Zagłębie Lubin i Śląsk Wrocław.
Niemcy walczą o Lewego
Robert Lewandowski spełnił wreszcie swoje wielkie sportowe marzenie i do kolekcji swoich piłkarskich trofeów dołączył triumf w Lidze Mistrzów. Ma jednak jeszcze wielką szansę zgarnąć w tym roku drugi z wymarzonych laurów, czyli nagrodę dla piłkarza roku. Wiadomo już, że tytułu przyznawanego od 1956 roku przez „France Football” w tym roku nie dostanie, bo redakcja tego francuskiego tygodnika zrezygnowała z przyznawania „Złotej Piłki” w 2020 roku. I ostatnio potwierdziła, że zdania nie zmieni, chociaż jest z tego powodu powszechnie na całym świecie krytykowana. Ale plebiscyt „FF” to nie jedyne przecież wyróżnienie indywidualne w światowym futbolu. Nie mniejszą wartość i ciężar gatunkowy ma nagroda dla piłkarza roku przyznawana przez FIFA i wszystko wskazuje, że w tym roku dostanie ja właśnie Lewandowski. Takie przekonanie wyraził ostatnio m.in. prezydent Bayernu Monachium Herbert Hainer. „ Robert w pełni zasłużył na to, by zgarnąć nagrodę dla najlepszego piłkarza na świecie. Rozegrał znakomity sezon. Wygrał wszystko, a został najlepszym strzelcem w trzech rozgrywkach, w tym w Lidze Mistrzów, strzelił najwięcej goli w całym sezonie, a ponadto wykonał świetną robotę w finale z Paris Saint-Germain. Nie widzę nikogo, kto mógłby w tym roku odebrać Lewandowskiemu tytuł najlepszego piłkarza na świecie” – powiedział Hainer na łamach sportbild.bild.de.
Kapitan reprezentacji Polski został królem strzelców Bundesligi (34 gole), Pucharu Niemiec (sześć goli) i Ligi Mistrzów (15 goli), zatem w barwach Bayernu w minionym sezonie zdobył 55 bramek. Trudno zaprzeczyć, że są to mocne argumenty za przyznaniem mu nagrody „Piłkarza Roku FIFA”.
Utrzymać się na szczycie
Jeśli rzeczywiście „Lewy” ją dostanie, byłby to dopiero drugi wyłom w trwającej ponad dekadę dominacji Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo, którzy w ostatnich latach zgarniali niemal wszystkie indywidualne wyróżnienia. W 2018 roku wszedł im w paradę Chorwat Luka Modrić, któremu trochę na wyrost przyznano tytuł Piłkarza Roku FIFA” i „Złotą Piłkę” po zdobyciu przez zespół Chorwacji wicemistrzostwa świata w Rosji. Teraz przed szansą przełamania hegemonii Argentyńczyka i Portugalczyka stoi Lewandowski, mocno wspierany tym razem przez Bayern Monachium i całą niemiecka Bundesligę, której dla celów marketingowych taka indywidualna nagroda dla występującego w niej piłkarza jest bardzo potrzebna.
Wymuszona przez pandemię nietypowa forma dokończenia rozgrywek w Lidze Mistrzów przyniosła sukces zespołom z niżej dotąd cenionych Bundesligi oraz Lique 1. W półfinale doszło przecież do dwóch potyczek niemiecko-francuskich, a wcześniej z rywalizacji odpadły zespoły hiszpańskie, włoskie i angielskie, wśród których byli też finaliści Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu, czyli Tottenham i FC Liverpool).
W tej chwili trudno przewidzieć, czy w obecnej edycji Champions League Bayern Monachium zdoła powtórzyć sukces. Cytowany już wyżej prezes klubu uważa, że tak. „To może być początek nowej ery Bayernu. W ostatnich latach odmłodziliśmy zespół w ściśle ukierunkowany sposób. Dokonaliśmy zmian po czasach Arjena Robbena i Francka Ribery’ego. Mamy młody, utalentowany zespół, w którym nie brakuje też doświadczonych i klasowych zawodników, jak Manuel Neuer, Thomas Mueller i Robert Lewandowski. To naprawdę dobra mieszkanka i co najważniejsze, jeszcze nie wypalona. Dlatego jestem dobrej myśli także jeśli chodzi o wyniki w nowym sezonie” – zapewnia Herbert Hainer.
Piłkarze Bayernu dostali wolne do 7 września, a do gry wrócą już 11 września, w meczu 1. rundy Pucharu Niemiec z FC Dueren. Potem podopieczni Hansiego Flicka zagrają z Schalke w meczu inaugurującym 1. kolejkę Bundesligi, zaś później czeka ich mecz z FC Sevilla o Superpuchar Europy.