Anglicy odwołali Wimbledon

Komitet organizacyjny wielkoszlemowego Wimbledonu w minioną środę ogłosił decyzję, której od jakiegoś czasu sympatycy tenisa na całym świecie się spodziewali, ale która chyba nikogo nie ucieszyła. Po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej ten najbardziej prestiżowy turniej tenisowy został odwołany. Jego kolejna edycja odbędzie się dopiero za rok, w dniach 28 czerwca – 11 lipca. Tym samym All England Lawn Tennis Club nie poszedł śladem Francuzów, którzy swój wielkoszlemowy French Open przenieśli na koniec września.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała kompletnie tenisowe życie. Z jej powodu odwołano w marcu wielkie turnieje w Indian Wells i Miami, a od 18 marca ITF, WTA i ATP zawiesiły rozgrywki tenisowe na wszystkich szczeblach. Pierwotnie przerwa miała potrwać do 7 czerwca, czyli do końca cyklu turniejów na kortach ziemnych, który zwyczajowo kończy wielkoszlemowy French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W tym roku miał się odbyć w dniach 24 maja – 7 czerwca, ale jego organizatorzy już dwa tygodnie temu ogłosili, że przenoszą turniej na jesień i wyznaczyli nawet nową datę: 20 września – 4 października.
Pierwszy padł French Open
Ich decyzja wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku, bo nie został uprzednio uzgodniona z władzami ITF, WTA i ATP, zawodnikami oraz organizatorami innych zaplanowanych wcześniej w tym okresie turniejów. „Wiedzieliśmy, że będziemy za to krytykowani, bo jako pierwsi zdecydowaliśmy się na taki krok. Byliśmy jednak pewni, że musimy coś zrobić, bo nie było wspólnej dyskusji na ten temat. Nawet ludzie z ATP mówią nam dziś, że mieli podobny pomysł. A my działamy też w interesie Francji” – przekonuje w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe” Lionel Maltese, dyrektor do spraw finansów Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT).
Przeniesienie imprezy na wrzesień nie daje jednak stuprocentowej pewności, że się w tym terminie odbędzie. Wszystko zależy od rozwoju pandemii koronawirusa. Ale Francuzi są zdeterminowani, żeby impreza na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jednak się odbyła. „Straty z powodu odwołania turnieju wyniosłyby 260 mln euro, a to by oznaczało, że ucierpi także tenis amatorski, na który z tych zysków przeznaczamy co roku sto milionów euro” – tłumaczy dyrektor Maltese.
Protesty zawodników szybko jednak ucichły, gdy pojawiły si pierwsze pogłoski, że Wimbledon także jest zagrożony i może nawet w ogóle się nie odbyć. A to już jest cios bolesny, bo cztery turnieje Wielkiego Szlema łącznie wnoszą do zawodowego tenisa w puli nagród prawie dwieście milionów dolarów. A przypomnijmy, że w tym roku odbył się jak na razie jedynie Australian Open.
W środę organizatorzy zawodów na trawnikach All England Lawn Tennis Clubu (AELTC) spotkali się, aby podjąć decyzję w sprawie tegorocznego Wimbledonu. Pod uwagę wzięto bezpieczeństwo i zdrowie graczy, sędziów, kibiców oraz wszystkich osób pracujących przy turnieju. Ostatecznie podjęto decyzję, że 134. edycja The Championships odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 28 czerwca – 11 lipca 2021 roku.
Anglikom żal było trawy
„To jest decyzja, której nie podjęliśmy pochopnie, a zrobiliśmy to z najwyższym szacunkiem dla zdrowia publicznego oraz dobrobytu wszystkich tych, którzy sprawiają, że Wimbledon się odbywa” – stwierdził przewodniczący AELTC, Ian Hewitt. Organizatorzy w oficjalnym komunikacie poszerzyli listę powodów: „Naszym zdaniem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich, którzy sprawiają, że Wimbledon to wydarzenie angażujące społeczeństwo, graczy, gości, pracowników, wolontariuszy, partnerów, kontrahentów i lokalnych mieszkańców. Dlatego uważamy, że odwołanie Wimbledonu jest najlepszą decyzją w interesie zdrowia publicznego. Podejmujemy tę decyzję teraz, a nie za kilka tygodni, co jest w interesie osób, które miały rozpocząć przygotowania do tego wydarzenia. Ci, którzy kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy i możliwość zakupu wejściówek na ten sam dzień w 2021 roku” – poinformował All England Lawn Tennis Club.
Wimbledon to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie. Rozgrywany jest od 1877 roku. W tym czasie nie został rozegrany jedynie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Od 1946 roku odbywał się regularnie. Organizatorzy nie zdecydowali się, wzorem French Open, przenieść imprezy na jesienny termin, bo rywalizacja na trawiastych kortach w Wielkiej Brytanii możliwa jest tylko latem.
Międzynarodowa Federacja Tenisowa zareagowała natychmiast i także w minioną środę zaakceptowała wniosek ATP i WTA, aby przerwę w rozgrywkach przedłużyć do 13 lipca. Potwierdziły to obie organizacje w oficjalnych komunikatach, co oznacza, że wszystkie zaplanowane turnieje na kortach trawiastych zostaną odwołane. W czerwcu tenisistki i tenisiści mieli w kalendarzu po sześć imprez. ATP nie skreśliła jedynie mający rozpocząć się 13 lipca turniej w Newport.
ITF wydłuża przerwę do lipca
Poprzedni komunikat ITF, WTA i ATP z 18 marca wstrzymał rywalizację na kortach do 7 czerwca, teraz już wiadomo, że przerwa potrwa co najmniej o miesiąc dłużej. Na tyle też utrzymano tzw. zamrożenie rankingów, czyli utrzymano jako wiążące wyniki ostatniego notowania. Dla czołówki profesjonalnych graczy utrata możliwości występu na wimbledońskiej trawie będzie jednak kolejną dotkliwą stratą finansową, bo to impreza z najwyższą pulą nagród (ponad 40 mln funtów).
W tym roku odbył się tylko jeden turniej wielkoszlemowy – Australian Open w Melbourne. Wśród pań triumfowała w nim Amerykanka Sofia Kenin, natomiast wśród mężczyzn najlepszy był Serb Novak Djoković.
ATP i WTA rozważają teraz różne scenariusze. Nie można wykluczyć, że z powodu pandemii w tym roku nie odbędzie się już żaden turniej tenisowy. Wariant optymistyczny zakłada wydłużenie sezonu do grudnia i limitowanie liczby imprez. Jeśli zajdzie taka konieczność, pierwszeństwo będą miały turnieje Wielkiego Szlema i Masters 1000, bo one oferują największe pule nagród dla uczestników.

Gruzińska tenisistka zawstydza ITF, WTA i ATP

Tenisowe życie zamarło całkowicie i stan ten ma potrwać co najmniej do 7 czerwca, a może jeszcze dłużej, bo coraz realniejsza decyzja o odwołaniu także cyklu czerwcowych i lipcowych turniejów na trawie, z wielkoszlemowym Wimbledonem włącznie. Taka długa przerwa staje się coraz poważniejszym problemem dla zawodniczek i zawodników spoza czołówki rankingów WTA i ATP. Zwróciła na to uwagę 31-letnia gruzińska tenisistka Sofia Shapatava.

Sklasyfikowana obecnie na 371. miejscu światowej listy tenisistek Shapatava jest inicjatorką petycji skierowanej pod adresem władz ITF, WTA i ATP, postulującej udzielenie wsparcia finansowego dla zawodniczek i zawodników spoza Top 100 światowych rankingów. Podpisało się pod nią juz ponad tysiąc osób. „Zawodowi tenisiści na całym świecie przestali rywalizować. Najlepsi z nich mają środki na utrzymanie przez kilka miesięcy. Ci gorsi cierpią. Niewielu z nich będzie w stanie utrzymać się w codziennym życiu, a po trzech miesiącach bez rywalizacji wrócić jeszcze do gry. Organizacje odpowiedzialne za prowadzenie tenisa powinny pomóc zabezpieczyć zawodników, a przynajmniej pomóc im w tych trudnych czasach” – tłumaczy Shapatava. ITF, ATP i WTA zawiesiły wszelkie rozgrywki do 7 czerwca. Organizatorzy French Open przełożyli paryski turniej na wrzesień, a zważywszy na rozszerzającą się wciąż w Wielkiej Brytanii epidemie koronawirusa, coraz bardziej prawdopodobne jest także odwołanie Wimbledonu. Nie odbywają się żadne turnieje – ani te najwyższej rangi, ani najniższej. To odbiera niżej klasyfikowanym tenisistkom i tenisistom możliwość zarobkowania.

„Wiele firm organizuje dziś swoim pracownikom płatne urlopy, a przecież tenisiści w pewnym sensie także są pracownikami światowych organizacji tenisowych. Uważam, że powinniśmy uzyskać jakieś wsparcie, bo płacimy podatki, opłacamy licencje i pracujemy dla nich. Całkowite zawieszenie rozgrywek było nieoczekiwane i odbiło się mocno na finansach większości z nas” – przekonuje 31-letnia reprezentantka Gruzji.

Czołowi gracze zarabiają wystarczająco, żeby przetrwać kilka miesięcy bez dochodów, dla pozostałych, których jest zdecydowanie więcej, będzie to trudny okres, bo nie mają oszczędności i żadnych możliwości zarobkowania, a mimo to każe im się respektować umowy z trenerami i płacić za wszystko jak zwykle. WTA, ATP i ITF powinny nam pomóc, bo te organizacje mają na to odpowiednie środki” – twierdzi Shapatava. Doczeka się odpowiedzi?

Odwołają Wimbledon?

Z powodu pandemii koronawirusa do 7 czerwca odwołano wszystkie imprezy tenisowe, w tym wielkoszlemowy French Open. To samo grozi też turniejowi na trawnikach Wimbledonu.

Tenisiści mieli wrócić do rywalizacji na trzy tygodnie przed startem Wimbledonu, ale w Wielkiej Brytanii epidemia koronawirusa dopiero zaczęła nabierać rozpędu. Dlatego pojawia się coraz więcej sygnałów, że najsłynniejszy turniej tenisowy nie odbędzie się jednak w zaplanowanym terminie 29 czerwca – 12 lipca. W minioną środę organizator turnieju, All England Lawn Tennis Club (AELTC), poinformował, że w przyszłym tygodniu odbędzie się w tej sprawie specjalna narada, na której ma zapaść decyzja odnośnie tegorocznej edycji zmagań na trawiastych kortach Wimbledonu.
AELTC już od stycznia tego roku analizował projekty różnych rozwiązań awaryjnych, a teraz weryfikuje je zgodnie z poleceniami brytyjskich władz oraz organizacji zdrowia publicznego. W sytuacji rosnącego zagrożenia życia dla coraz większej liczby obywateli, nawet tak pomnikowe imprezy, jaką bez wątpienia jest Wimbledon, muszą podporządkować się zakazom.
„AELTC znajduje się w ciągłym kontakcie z ATP, WTA, ITF i organizatorami pozostałych turniejów wielkoszlemowych. W tej chwili, w oparciu o opinie, jakie dostaliśmy od władz, na przeprowadzenie The Championships w ustalonym pierwotnie terminie otrzymamy ściśle limitowane okienko czasowe, co w przypadku możliwych kaprysów pogodowych może uniemożliwić przeprowadzenie rywalizacji na sprawiedliwych dla wszystkich uczestników zasadach. Ze względu na charakter nawierzchni naszych kortów przełożenie imprezy na późniejszy termin niesie ryzyko ich poważnej dewastacji. Z kolei rozgrywanie turnieju bez udziału publiczności nie jest przez nas w ogóle rozpatrywane” – informuje All England Lawn Tennis Club.
Od pierwszego turnieju na kortach Wimbledonu w 1877 roku, imprezę odwoływano dziesięciokrotnie, wyłącznie w okresie trwania obu wojen światowych w XX wieku, czyli w latach 1915-1918 i 1940-1945.

Zamrożone rankingi WTA i ATP

Wszystkie imprezy tenisowe w powodu pandemii koronawirusa zostały odwołane aż do czerwca. W tej sytuacji Stowarzyszenie Tenisistów Profesjonalnych (ATP) oraz Women’s Tennis Association (WTA) podjęły decyzje o zamrożeniu na ten czas rankingów. Wśród pań liderką pozostanie zatem Australijka Ashleigh Barty, a wśród panów Serb Novak Djoković.

Z powodu koronawirusa odwołano m.in. prestiżowe marcowe turnieje w Indian Wells i Miami oraz imprezy planowane w kwietniu i maju w Europie na kortach ziemnych – w Stuttgarcie, Monte Carlo, Barcelonie, Madrycie, Rzymie, a kończący tę część sezonu wielkoszlemowy turniej French Open w Paryżu przeniesiono na koniec września. ATP i WTA postąpiły w jedyny możliwy w takiej sytuacji sposób, czyli zamroziły rankingi do czasu wznowienia rozgrywek. Na razie jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi. W tej chwili przyjęto, że tenisiści wrócą do rywalizacji 10 czerwca w Mercedes Cup w Stuttgarcie i Libema Open w holenderskim ‚s-Hertogenbosch, natomiast tenisistki 12 czerwca w turniejach na nawierzchni trawiastej w Nottingham i ‚s-Hertogenbosch. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że te terminy zostaną dotrzymane, bo już pierwszy turniej na trawie, Surbiton Trophy, został odwołany. Turniej w Surbiton ma 17-letnią tradycję i nieoficjalnie uważano go za inaugurujący część sezonu na kortach trawiastych w Wielkiej Brytanii. Impreza nie jest zaliczana do głównego cyklu. Męska edycja ma rangę ATP Challenger Tour, a kobieca ITF Women’s World Tour. Odbywa się zwykle w drugim tygodniu wielkoszlemowego French Open. W tym roku miała zostać rozegrana w dniach 31 maja – 7 czerwca, lecz z powodu epidemii koronawirusa została już odwołana. Organizatorzy innych zaplanowanych w maju turniejów na tej nawierzchni (niemieckim Halle, tureckiej Antalyi oraz w Londynie i Eastbourne) na razie tych imprez nie odwołali, także kończący tę część sezonu wielkoszlemowy Wimbledon nadal planowany jest w ustalonym terminie 1-14 lipca.
Dla układu siła na światowych listach nie będzie to jednak miało żadnego znaczenia, bo WTA i ATP postanowiły zamrozić rankingi. Kobieca organizacja jako podstawę przyjęła notowanie z dnia 9 marca i do rankingu nie wliczała już punktów zdobytych przez zawodniczki w niedokończonych turniejach, a także nie odejmował punktów za imprezy odwołane. Natomiast w rankingu ATP zostały uwzględnione wyniki z challengerów oraz turniejów ranggi ITF, które nie zostały dokończone w ubiegłym tygodniu, ale nie odpisano zawodnikom punktów jakich mieli bronić w odwołanych imprezach. Skorzystał na tym m.in. nasza najwyżej sklasyfikowany obecnie na światowej liście tenisista, Hubert Hurkacz, który miał do obrony m.in. 180 punktów za ćwierćfinał turnieju w Indian Wells. Wrocławianin z dorobkiem 1353 punktów pozostał na 29. miejscu i to się nie zmieni aż do wznowienia rozgrywek. Na 108. miejscu przeczeka natomiast ten okres Kamil Majchrzak (523 pkt). Trzecią rakietą w naszym męskim tenisie jest aktualnie Kacper Żuk (305. lokata), a czwartą Daniel Michalski (434. miejsce).
Na czele rankingu ATP pozostał Serb Novak Djoković (10 220 pkt), drugi jest Hiszpan Rafael Nadal (9850), a trzeci Austriak Dominic Thiem (7045). Kolejne miejsca w Top 10 światowej listy zajmują: Szwajcar Roger Federer (6630), Rosjanin Daniił Miedwiedew (5890), Grek Stefanos Tsitsipas (4745), Niemiec Alexander Zverev (3630), Włoch Matteo Berrettini (2860), Francuz Gael Monfils (2860) i Belg David Goffin (2555).
W rywalizacji pań wśród Polek rakietą numer 1 pozostanie do czerwca Magda Linette, aktualnie sklasyfikowana na 36. pozycji, a rakietą numer 2 Iga Świątek (WTA 49). Zamrożenie rankingu jest bardziej korzystne dla Świątek, która miałaby do obrony punkty za zeszłoroczne występy w Lugano oraz na kortach Rolanda Garrosa.
Liderką rankingu WTA pozostała Australijka Ashleigh Barty (8717 pkt), druga lokatę zajmuje Rumunka Simona Halep (6076), a najniższe miejsce na podium przypadło Czeszce Karolinie Pliskovej (5205). Czwarta w rankingu jest triumfatorka tegorocznego wielkoszlemowego Australian Open Amerykanka Sofia Kenin (45900, a piąte miejsce okupuje Ukrainka Elina Switolina (4580). Dzięki zachowaniu punktów za ubiegłoroczny triumf w Indian Wells szóstą pozycję w Top 10 utrzymała lecząca od wielu tygodni kontuzje Kanadyjka Bianca Andreescu (4555). Cztery pozostałe miejsca zajęły: Holenderka Kiki Bertens (4335), Szwajcarka Belinda Bencic (4010), Amerykanka Serena Williams (3915) i Japonka Naomi Osaka (36250.

Francuzi wielkoszlemowy French Open przełożyli na wrzesień

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) oraz organizacje zarządzające rozgrywkami kobiet (WTA)i mężczyzn (ATP) odwołały wszystkie turnieje zaplanowane w kwietniu i maju. Nie podjęto jednak decyzji w sprawie kończącego cykl imprez na ziemnej nawierzchni wielkoszlemowego French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Gospodarze tego turnieju nie konsultując się z nikim sami przełożyli turniej na wrzesień. I zrobiła się z tego afera.

We wtorek w tenisowym światku zawrzało na wieść, że tegoroczny French Open ma się odbyć nie jak zawsze na przełomie maja i czerwca, lecz na przełomie września i października. Wzburzenie powiększyła informacja, iż decyzję organizatorzy paryskiego turnieju podjęli samowolnie bez uzgodnienia jej z władzami kobiecego i męskiego tenisa (WTA i ATP). Wedle terminarza tegoroczna wielkoszlemowa impreza na kortach im. Rolanda Garrosa miał się odbyć w dniach 25 maja – 7 czerwca, jednak ze względu na pandemię koronawirusa, na którą francuskie władze zareagowały z opóźnieniem, już dzisiaj wydaje sie przesądzone, iż French Open podzieli los wszystkich wcześniejszych turniejów na kortach ziemnych w Europie (m.in. w Monte Carlo, Barcelonie, Monachium, Madrycie i Rzymie), które ITF, WTA i ATP zdążyły już wcześniej odwołać.
W tej sytuacji decyzja organizatorów French Open jest nawet zrozumiała. Jeśli coś w niej może bulwersować, to mało elegancki sposób w jaki Francuzi usiłują upchnąć swój prestiżowy turniej w jesiennej części tenisowego sezonu. I to z tego powodu podniósł się wrzask, jak tylko prezes Francuskiej Federacji Tenisowej Bernard Giudicelli w miniony wtorek ogłosił przeniesienie zmagań we francuskiej stolicy na nowy termin: 20 września – 4 października. Ta decyzja zaskoczyła wszystkich, ale nie wywołała jeszcze wojny. Organizatorzy dwóch pozostały turniejów Wielkiego Szlema, czyli Wimbledonu (termin to 29 czerwca – 12 lipca) i US Open (31 sierpnia – 13 września) po cichu solidaryzują się jednak z Francuzami, bo mają świadomość, iż w przypadku dłuższego niż się obecnie zakłada trwania pandemii mogą znaleźć się w podobnej sytuacji i też będą szukać dla siebie nowych terminów. A już przeniesienie French Open na przełom września i października spowoduje chaos w rozgrywkach ATP i WTA. Paryski turniej miałby się bowiem odbyć zaledwie tydzień po zakończeniu US Open, a to oznacza, że gracze w krótkim czasie będą musieli przestawić się z gry na twardych nawierzchniach na ceglaną mączkę. Nic dziwnego, że tenisiści i tenisistki trochę kręcą nosem na samowolkę organizatorów French Open, ale w puli nagród paryskiej imprezy jest prawie 50 milionów euro, więc bojkot na pewno jej nie grozi.

48 godzin sport

Kanonada piłkarek nożnych
Reprezentacja Polski w piłce nożnej kobiet w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw Europy pokonała na wyjeździe ekipę Azerbejdżanu 5:0. To drugie z rzędu zwycięstwo biało-czerwonych w takim rozmiarze – wcześniej pokonały Mołdawię także 5:0. Połowę z tych 10 trafień zaliczyła grająca na co dzień w kobiecym zespole VfL Wolfsburg Ewa Pajor (na zdjęciu). Polki mają na koncie jeszcze bezbramkowy remis z Hiszpanią, ale po trzech spotkaniach zespół prowadzony przez trenera Miłosza Stępińskiego objął prowadzenie z dorobkiem siedmiu punktów i bramkowym bilansem 10:0, wyprzedzając Hiszpanię, Czechy, Mołdawię i Azerbejdżan. Do mistrzostw awansują zwycięzcy każdej z dziewięciu grup, trzy najlepsze drużyny spośród tych, które zajęły drugie miejsce w grupie (wg bilansu meczów z drużynami z miejsc 1-5), oraz trzej zwycięzcy baraży, w których zagra pozostałe sześć drużyn z drugich miejsc w grupach.

Przełożono tenisowe mecze w Pucharze Federacji
Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) podjęła decyzję o przełożeniu turnieju finałowego Pucharu Federacji, który w dniach 14-19 kwietnia miał się odbyć w Budapeszcie z udziałem 12 drużyn. ITF przełożyła też kwietniowe spotkania barażowe, m. in. reprezentacji Polski, która 17-18 kwietnia miała zmierzyć się z ekipą Brazylii o prawo gry w kwalifikacjach do grupy światowej Pucharu Federacji. W lutym br. nasze tenisistki wygrały w Luksemburgu turniej kontynentalny strefy europejskiej.

Cracovia i Lechia Gdańsk w półfinale Pucharu Polski
W rozegranych we wtorek i środę meczach 1/4 finału piłkarskiego Puvharu Polski Cracovia pokonała na wyjeździe po dogrywce I-ligową drużynę GKS Tychy 2:1, a broniąca trofeum Lechia Gdańsk u siebie wygrała z Piastem Gliwice 2:1. Dwa pozostałe spotkania odbędą się w przyszłym tygodniu: Stal Mielec zagra z Lechem Poznań 17 marca, a Miedź Legnica z Legią Warszawa dzień później.

Szczypiorniści w Lidze Mistrzów także zagrają bez kibiców
Węgierskie władze odwołały wszelkie imprezy z udziałem więcej niż stu osób, a zarządzenie dotyczy także wydarzeń sportowych. Wobec tego zaplanowane na 28 marca rewanżowe spotkania fazy TOP 16 Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych między Telekomem Veszprem a Orlenem Wisłą Płock odbędzie się przy pustych trybunach. Także bez publiczności zostanie rozegrany pierwszy mecz, 22 marca w Płocku Bez kibiców swoje spotkania w 1/8 finału ze słoweńskim Celje rozegra także ekipa PGE Vive Kielce – 21 marca na wyjeździe i 28 marca u siebie.

Norwescy biegacze zrezygnowali ze startów w Kanadzie i USA
Z powodu epidemii koronawirusa reprezentanci Norwegii w biegach narciarskich nie wezmą udziału w kończących sezon zawodach Pucharu Świata w Kanadzie i USA. Za ocean nie polecą m.in. Therese Johaug i Johannes Hoesflot Klaebo. Dla Johaug absencja nie ma znaczenia, bo ma na koncie 2508 punktów i już zapewniła sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jej najgroźniejsze konkurentki – rodaczka Heidi Weng i trzecia w zestawieniu Rosjanka Natalia Niepriajewa zgromadziły odpowiednio 1697 i 1356 punktów. Dla Klaebo nieobecność w zawodach w Quebecu (Kanada) 14-15 marca, Minneapolis (USA) 17 marca oraz Canmore (Kanada) 20-22 marca także nie ma znaczenia, bo nie ma już szans na zdobycie”Kryształowej Kuli”. Norweski biegacz ma na koncie 1726 pkt, a lider klasyfikacji generalnej Rosjanin Aleksander Bolszunowem 2221.

Polska Hokej Liga zakończyła rozgrywki w półfinale
PZHL poinformował, że rozgrywki Polskiej Hokej Ligi zostały zakończone na etapie półfinału play-off. Decyzję podjęto w związku z epidemią koronawirusa oraz w porozumieniu z wszystkimi klubami uczestniczącym w półfinałach fazy play-off. Mistrzem Polski został zespół GKS Tychy, drugie miejsce przypadło ekipie Re-Plast Unia Oświęcim, a trzecie ex aequo JKH GKS Jastrzębie i GKS Katowice. W lidze kobiet triumfowała Polonia Bytom przed drużyną GKS Stoczniowca Gdańsk, a trzecią lokatę ex aequo zajęły UKHK Unia Oświęcim i SKKH Atomówki GKS Tychy.

Kolumbijczyka uniewinniono, Brazylijkę już nie

Znakomity kolumbijski deblista Robert Farah ostatecznie nie będzie zdyskwalifikowany za wykrycie w jego organizmie środka dopingującego. Za podobne przewinienie ukarano natomiast brazylijską tenisistkę Beatriz Haddad Maię, którą zawieszona na 10 miesięcy.

W styczniu 2020 roku Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała o tymczasowej dyskwalifikacji Roberta Faraha. Triumfator Wimbledonu i US Open 2019 nie wystąpił z tego powodu ze swoim partnerem Juanem Sebastianem Cabalem w tegorocznym Australian Open, bo jego w organizmie wykryto zakazany boldenon. Farah zapewniał, że specyfik ten w jego kraju jest stosowany w hodowli bydła, dlatego w jego teście dopingowym został znaleziony w próbce pobranej 17 października w Cali, chociaż dwa tygodnie wcześniej tenisista był kontrolowany w Szanghaju i wynik był negatywny. „Przez cały rok byłem badany co najmniej 15 razy i zawsze wyniki były negatywne” – twierdził Farah. ITF po analizie sprawy uznała argumentację Kolumbijczyka i oczyściła go z zarzutu celowego stosowanie dopingu. Farah może już wrócić do rywalizacji i wspólnie z Cabalem zgłosił się do turnieju ATP Tour 500 w Rio de Janeiro.
Kary za doping nie uniknie natomiast Brazylijka Beatriz Haddad Maia, klasyfikowana na 58. miejscu w światowym rankingu. Została przyłapana na stosowaniu enobosarmu i ligandrolu. ITF nie dał wiary jej tłumaczeniom i nałożył na nią 10-miesięczną dyskwalifikację z uwzględnieniem już trwającego zawieszenia. Haddad Maia będzie mogła wrócić do rywalizacji po 21 maja 2020 roku.

Strach przed koronawirusem

Epidemia koronawirusa wybuchła przed Nowym Rokiem w Wuhan, stolicy prowincji Hubei w środkowych Chinach. Mimo ogromnych starań chińskich władz żeby ją zwalczyć, liczba ofiar i zakażonych rośnie, co powoduje rosnącą panikę na świecie. Także w środowisku sportowym. IAAF odwołał już zaplanowane w lutym w Nankinie halowe mistrzostwa świata.

Nowy koronawirus wywołuje zapalenie płuc, które może być śmiertelne. W Chinach kontynentalnych zakażenie potwierdzono już u ponad 17 tys. osób, a blisko czterysta osób już zmarło. Przypadki zakażeń wykryto także w innych krajach, w tym w Niemczech, Rosji, Francji i Włoszech. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nowy wirus stanowi zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
Organizatorzy sportowych zawodów w Chinach mogli tylko ze zgrozą obserwować, jak narasta lawina odwołań. Zaczął FIS rezygnując z przeprowadzenia w lutym zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Potem taką samą decyzję podjęli działacze IAAF, którzy postanowili przenieść zaplanowane na marzec lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata w Nankinie na 2021 rok, a przy majowych mityngach Diamentowej Ligi w Shenzen i Szanghaju postawiono znaki zapytania. Jeszcze w styczniu dołączyła do nich Światowa Federacja Tenisowa (ITF) odwołując na razie tylko do końca kwietnia wszystkie turnieje organizowane w Chinach pod jej szyldem.
Rozwojowi sytuacji w Chinach przyglądają się też szefowie Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). „W związku z epidemią koronawirusa, która wybuchła w Chinach na początku roku, FIA ściśle monitoruje sytuację z odpowiednimi władzami i federacjami krajowymi. Jeśli będzie to konieczne, to FIA podejmie wszelkie działania w celu ochrony globalnej społeczności sportów motorowych i publiczności” – napisano w oświadczeniu przesłanym przez FIA do mediów. To oznacza, że federacja bierze pod uwagę odwołanie wyścigu o Grand Prix Chin w Szanghaju zaplanowanego w dniach 17-19 kwietnia.
A co z letnimi igrzyskami olimpijskimi w Tokio, których otwarcie ma się odbyć przecież 24 lipca? Niemiecka agencja DPA poinformowała, że działacze MKOl zwrócili się do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z prośbą o opinię, czy rozwój epidemii wirusa może zagrozić igrzyskom. „To prawda, skontaktowaliśmy się z WHO w sprawie koronawirusa. Będziemy też współpracować z wszystkimi organizacjami, które monitorują występowanie chorób zakaźnych i próbują się im przeciwstawić. Bezpieczeństwo wszystkich olimpijczyków jest dla nas priorytetem” – potwierdzili przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Reakcja japońskich władz była natychmiastowa. „Nasze przygotowania do igrzysk przyspieszyły. Musimy zmierzyć się z koronawirusem, aby go zatrzymać. Zrobimy wszystko, aby rozwiązać ten problem” – zapewnił gubernator Tokio Yuriko Koike na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”.
Niepewność jednak rośnie, bo dzisiaj nikt nie jest jeszcze w stanie powiedzieć, kiedy wirus wyhamuje. To stanowi problem m.in. dla piłkarskich działaczy w Chinach. Liga w tym kraju miała rozpocząć rozgrywki 22 lutego, ale inaugurację odwołano bez podania nowego terminu. „Decyzja o odroczeniu krajowych zawodów piłkarskich w sezonie 2020 ma pomóc w zapobieganiu i kontroli epidemii zapalenia płuc wywołanego przez zakażenie koronawirusem. Naszym celem jest ochronić zdrowie kibiców, dziennikarzy, zawodników, trenerów i wszystkich pracowników klubu” – poinformowali w oświadczeniu działacze Chińskiego Związku Piłki Nożnej.
W chińskiej ekstraklasie występuje tylko jeden polski piłkarz – były reprezentant naszego kraju Adrian Mierzejewski, który w tej chwili jest związany rocznym kontraktem z klubem Chongqing Lifan. Należy do licznego grona cudzoziemskich graczy, także przybyłych tu z mocnych europejskich lig i markowych klubów, jak Brazylijczyk Paulinho (FC Barcelona), Hulk (Zenit Petersburg, FC Porto) czy Mousa Dembele (kiedyś Tottenham). Mierzejewski na razie czeka na rozwój wydarzeń i nie ulega panice, ale nie wszyscy obcokrajowcy wykazują się taką postawą.
Brazylijska piłkarka nożna Millene Fernandes, która podpisała kontrakt z piłkarskim klubem Wuhan Xinjiyuan, zamknęła się w swoim domu i zaczęła słać apele o pomoc. „Jestem bardzo zaniepokojona. Nie wychodzę ze swojego mieszkania. Chcę opuścić Chiny i mam nadzieję, że brazylijski rząd mi pomoże bo linie lotnicze zrezygnowały z lotów do Wuhan do odwołania” – skarży się Fernandes w przekazie wideo, który wysłała do agencji AFP.

Dopingowa wpadka kolumbijskiego mistrza

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała o przyłapaniu na dopingu Kolumbijczyka Roberta Faraha, obecnie najlepszego deblisty na świecie. On i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open.

Farah i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open. W organizmie Faraha wykryto boldenon, steryd używany zwykle w kulturystyce w celu zwiększenia siły fizycznej. Kolumbijski tenisista pozytywny wynik testu antydopingowego miał w listopadzie zeszłego roku. „Dwa tygodnie wcześniej miałem test antydopingowy w Szanghaju, a jego wynik był negatywny. Przez cały rok byłem badany co najmniej 15 razy i zawsze wyniki były negatywne” – przekonuje Farah i zapewnia, że zakazany substancja musiał najprawdopodobniej wina mięsa, które spożywał.
Kolumbijski Komitet Olimpijski potwierdził wersję tenisisty, dostarczając dowody, że boldenon używany jest w tym kraju w hodowli zwierząt i przez to często znajduje się w sprzedawanym na jego terytorium mięsie, co może tłumaczyć dlaczego ten specyfik wykryto u Faraha akurat w czasie, gdy po sezonie przebywał w Kolumbii. „Przeżywam obecnie jedną z najsmutniejszych chwil w moim życiu i na pewno najsmutniejszą w mojej karierze” – żali się w mediach tenisista.
Farah nie jest jedynym graczem ze światowej czołówki, którego w ostatnim czasie przyłapano na dopingu. Jego los podzielił tez Chilijczyk Nicolas Jarry (ATP 78), który wpadł podczas zeszłorocznego turnieju finałowego Pucharu Davisa w Madrycie. W jego próbce wykryto ligandrol i stanozolol. Obaj zawodnicy zostali rzecz jasna zawieszeni przez ITF i teraz czekają na sankcje. Z tego powodu nie mogli wystartować w rozpoczynającym się w poniedziałek w Melbourne wielkoszlemowym Australian Open.
Surowe kary raczej na nich nie spadną, bo przykłady z ostatnich lat, choćby Chorwata Marina Cilicia, Serba Viktora Troickiego, Rosjanki Marii Szarapowej czy Włoszki Sary Errani dowodzą, iż ITF jest w sprawach karania za doping bardziej tolerancyjny niż inne sportowe federacje.
Krytycy światowej federacji uważają, że kary za przyłapanie na dopingu są w tenisie zbyt niskie. I przypominają, że Szarapowej groziła czteroletnia dyskwalifikacja, a skończyło się na 15 miesiącach. Mało tego, chociaż po powrocie nie zdołał wrócić do czołówki, a teraz zajmuje w rankingu dopiero 145. miejsce, nadal może liczyć na tzw. dzikie karty od organizatorów wielkich turniejów. W tegorocznym Australian Open Rosjanka również zagra dzięki „dzikiej karcie”, a powinna startować w kwalifikacjach. Co ciekawe, ITF nie odbiera przyłapanym dopingowiczom wywalczonych w turniejach premii finansowych. Należy zatem przypuszczać, że podobnie będzie w przypadku Faraha. Kolumbijczyk straci jednak nie startując w Australian Open. Organizatorzy australijskiego turnieju przed tegoroczną edycją zwiększyli pulę nagród do kwoty 49 mln dolarów amerykańskich.

Kant przy zielonym stoliku

Nic nie dały naszym tenisistom trzy zwycięstwa odniesione w ubiegłym roku. Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) odebrała biało-czerwonym awans do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej przy zielonym stoliku.

Reprezentacja Polski prowadzona przez Radosława Szymanika dzielnie walczyła w 2018 roku. Biało-czerwoni pokonali kolejno Słowenię, Zimbabwe i Rumunię i dzięki tym zwycięstwom powinni awansować do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.

Tak się jednak nie stanie, bo ITF we współpracy z należącą do piłkarza FC Barcelona agencją Kosmos dokonała zmiany formatu zmagań w Pucharze Davisa. Zamiast tradycyjnych weekendowych meczów między dwiema drużynami w nowej formule triumfatora wyłaniać się będzie w turnieju z udziałem 18 zespołów, które zostały do niego zakwalifikowane na podstawie aktualnego miejsca w rankingu narodów ITF. A w nim reprezentacja Polski jest na odległej, 69. pozycji. Ta niska lokata to efekt kary nałożonej na Polski Związek Tenisowy za nieprzepisowo szybką nawierzchnię kortu przygotowanego na mecz w Grupie Światowej z Argentyną, rozegrany w Gdańsku w 2016 roku. Wówczas ITF odebrała naszej drużynie 2000 punktów rankingowych.

Obecne władze PZT próbowały naprawić błędy poprzedników i wystosowały wniosek do ITF o uchylenie kary, argumentując, że gdy ITF ją nakładała, nie było jeszcze wiadomo, jak wielkie będzie znaczenie rankingu w 2019 roku. Apelacja została jednak odrzucona.

Nasi tenisiści nie zagrają więc nie tylko w Grupie I Stefy Euroafrykańskiej, ale nawet w Grupie II, tylko będą musieli rywalizować na zupełnych peryferiach rozgrywek o Puchar Davisa, w Grupie III Strefy Euroafrykańskiej, w której grają tylko bardzo słabe zespoły. W najlepszym przypadku o awans do turnieju finałowego Pucharu Davisa polscy tenisiści będą mogli zagrać dopiero za trzy lata.

Reprezentacja Polski prowadzona przez Radosława Szymanika dzielnie walczyła w 2018 roku. Biało-czerwoni pokonali kolejno Słowenię, Zimbabwe i Rumunię i dzięki tym zwycięstwom powinni awansować do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.
Tak się jednak nie stanie, bo ITF we współpracy z należącą do piłkarza FC Barcelona agencją Kosmos dokonała zmiany formatu zmagań w Pucharze Davisa. Zamiast tradycyjnych weekendowych meczów między dwiema drużynami w nowej formule triumfatora wyłaniać się będzie w turnieju z udziałem 18 zespołów, które zostały do niego zakwalifikowane na podstawie aktualnego miejsca w rankingu narodów ITF. A w nim reprezentacja Polski jest na odległej, 69. pozycji. Ta niska lokata to efekt kary nałożonej na Polski Związek Tenisowy za nieprzepisowo szybką nawierzchnię kortu przygotowanego na mecz w Grupie Światowej z Argentyną, rozegrany w Gdańsku w 2016 roku. Wówczas ITF odebrała naszej drużynie 2000 punktów rankingowych.
Obecne władze PZT próbowały naprawić błędy poprzedników i wystosowały wniosek do ITF o uchylenie kary, argumentując, że gdy ITF ją nakładała, nie było jeszcze wiadomo, jak wielkie będzie znaczenie rankingu w 2019 roku. Apelacja została jednak odrzucona.