Gospodarka 48 godzin

Restauratorzy, łączcie się!
Utworzona została Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej. Pierwszy raz w swej historii, w trakcie pandemii zagrażającej jej funkcjonowaniu, branża ta postanowiła połączyć siły. Siły, dodajmy, już nieco nadwątlone przez koronawirusa. Branża gastronomiczna skupia w naszym kraju prawie 76 tys. lokali gastronomicznych i do niedawna zatrudniała blisko milion osób oraz wnosiła około 37 mld zł do naszego produktu krajowego brutto. Do niedawna – bo czas pandemii wymusił ograniczenie obrotów. Lokale położone w miejscach, będących wakacyjnymi celami Polaków raczej nie mają powodów do narzekań, gdyż w tym roku generalnie spędzaliśmy urlopy w kraju. Mogły więc odrobić wiosenne załamanie. Poza głównymi kierunkami wypoczynkowymi gastronomia jednak dość cienko przędzie. I dlatego właśnie przedstawiciele branży uznali za potrzebne, by powstała ich izba gospodarcza, która w założeniu powinna aktywnie działać na rzecz przedsiębiorców gastronomicznych. Między innymi ma zostać uruchomione Biuro Rzecznika Interesów Gastronomów, chroniące ich przed skutkami kryzysu. Jakakolwiek ochrona antykryzysowa nie będzie jednak skuteczna bez rozwiązań leżących w kompetencjach administracji państwowej. To od jej decyzji zależy ewentualne obniżenie podatków – a branża gastronomiczna wskazuje na potrzebę obniżenia stawek VAT na swą działalność. „Jednolita niższa stawka VAT w gastronomii – 8 proc. na wszystko” – doprowadzenie do tego jest najważniejszym dziś zadaniem Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. Może to być zarazem jednym z pierwszych posunięć obecnej ekipy, które przyniosłoby pozytywne skutki dla przedsiębiorców z branży gastronomicznej oraz ich pracowników – ale również i dla konsumentów. Samo się jednak nie zrobi i trzeba intensywnie lobbować na rzecz takiego rozwiązania. „Biuro Rzecznika Interesów Gastronomów daje nadzieję, może nawet pewność, że na rynku gastronomicznym, możemy mówić jednym głosem, który będzie słyszalny, a pojedyncze postulaty każdego najmniejszego przedsiębiorcy będą reprezentowane” – głosi oświadczenie IGGP.

Widzą i nic nie robią
Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski krytycznie ocenił konsekwencje rozwoju dużych sieci handlowych i ich działalności dla producentów i dostawców rolnych w Polsce. „Ogólna zasada funkcjonowania sieci handlowych, to tak się zorganizować, żeby nie ponosić żadnych kosztów, przerzucić te wszystkie koszty na dostawców i jeszcze na tym bardzo dobrze zarobić. Trzeba powiedzieć, że to się sieciom udało” – stwierdził minister Ardanowski. „To, co się wydarzyło w ciągu parudziesięciu lat rozwoju sieci handlowych w Europie i na świecie, to jest majstersztyk. Te dochody, które mają sieci handlowe, powinny być u rolników, u przetwórców, u tych którzy ciężko pracują” – dodał też minister Ardanowski. W ten sposób szef resortu rolnictwa dostrzegł oczywistą oczywistość, którą wszyscy, choćby minimalnie interesujący się rynkiem spożywczym, dostrzegają od lat. Szkoda tylko, że ani Jan K. Ardanowski, ani jego poprzednicy na stołku ministra, nic z tym dotychczas nie zrobili.