Polskie ślady w Premier League

W miniony weekend wznowiła rozgrywki Premier League, uważana za najsilniejszą ligę piłkarską w Europie. Potwierdzają to choćby sukcesy angielskich zespołów w poprzedniej edycji europejskich pucharów – Ligę Mistrzów wygrała Chelsea Londyn po wygranej w finale 1:0 z Manchesterem City, a Manchester United wystąpił w finale Ligi Europy.

W rozpoczynającym się właśnie nowym sezonie Premier League uczestniczyć będzie sześciu polskich piłkarzy: 25-letni obrońca Jan Bednarek (FC Southampton), 31-letni pomocnik Mateusz Klich (Leeds United), 36-letni bramkarz Łukasz Fabiański (West Ham United), 22-letni pomocnik Jakub Moder (Brighton&Hove Albion), 20-letni obrońca Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion) i 23-letni napastnik Przemysław Płacheta (Norwich City). Poza Fabiańskim, który niedawno ogłosił zakończenie kariery w reprezentacji Polski oraz dopiero wchodzącym do kadry pierwszego zespołu Brighton&Hove Karbownikiem, pozostali zapewne otrzymają powołania na wrześniowe mecze biało-czerwonych w eliminacjach mistrzostw świata z Albanią, San Marino i Anglią. Klich rozegrał 90 minut w przegranym przez jego drużynę 1:5 wyjazdowym meczu z Manchesterem United, co może oznaczać, że znów cieszy się pełnym zaufaniem argentyńskiego trenera Marcelo Bielsy. Moder i Karbownik zaczęli wyjazdowe spotkanie z Burnley na ławce rezerwowych. W końcu trener przyjezdnych Graham Potter przypomniał sobie, że ma na ławce dwóch reprezentantów Polski. Zdecydował się jednak posłać na boisko tylko Modera, co okazało się nadzwyczaj trafnym wyborem. Już minutę po wejściu do gry polski piłkarz zaliczył asystę przy wyrównującym trafieniu, brał też udział w bramkowej akcji pięć minut później na 2:1.Miejmy nadzieję, że po półrocznym terminowaniu w zespole rezerw w Premier League zacznie też grać Karbownik, bo to piłkarz z ogromnym talentem i mający już przecież na koncie trzy występy w reprezentacji Polski. Nie wiadomo też jak potoczą sie losy Płachety, bo on już w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, gdy zespół Norwich City walczył w Championship o awans, grał sporadycznie, a w pierwszej kolejce Premier League nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej w przegranym 0:3 spotkaniu z Liverpoolem.
Polskich śladów w angielskiej ekstraklasie nie ma za wiele, ale są. Pod koniec lat 70. ub. wieku w Manchesterze City próbował szczęścia Kazimierz Deyna, ale źle wybrał i klub, i ligę. Przez dwa sezony zaliczył w ekipie „The Citizens” 38 występów, w których strzelił 12 goli. W tym samym czasie na angielskich boiskach pojawił się inny piłkarz z Legii Warszawa, Tadeusz Nowak, ale furory w Boltonie nie zrobił. Potem nastąpiła przerwa w obecności polskich zawodników w najwyższej lidze rozgrywkowej w Anglii. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku w zespole Wimbledonu pojawił się Zbigniew Kruszyński, młodzieżowy reprezentant Polski i zawodnik Lechii Gdańsk, który nielegalnie uciekł do RFN i kontynuował karierę z niemieckim obywatelstwem. Na początku lat 90. graczem Aston Villi, a potem Sunderlandu został obrońca Legii i reprezentacji Polski Dariusz Kubicki, a w latach 1991-1994 w Evertonie szczęścia próbował inny z naszych reprezentantów, Robert Warzycha. Strzelony przez niego gol aż do 2015 roku był ostatnim trafieniem polskiego piłkarza w angielskiej ekstraklasie.
Wtedy to kolejny epizod strzelecki dopisał obrońca Leicester City Marcin Wasilewski. Potem nastąpiła „era bramkarska”. Na dobrą markę polskich golkiperów pracowali: Jerzy Dudek (127 ligowych meczów w Liverpoolu w latach 2001-2007); Artur Boruc (165 spotkań w Southampton i Bournemouth w latach 2012-2019); Wojciech Szczęsny (132 występy w barwach Arsenalu w latach 2010-2015), Tomasz Kuszczak (63 występy w West Bromwich Albion i Manchesterze United w latach 2004-2011); Łukasz Fabiański (266 mecze w Arsenalu, Swansea City i West Ham United w latach 2007-2021).
Mniej spektakularne były natomiast kariery w Premier League graczy z pola. Piotr Świerczewski zaliczył w barwach Birmingham City tylko jeden mecz w sezonie 2002/03, podobnie jak Jarosław Fojut w Boltonie w sezonie 2005/06. Niewiele lepiej wygląda dorobek Emmanuela Olisadebe, który w Portsmouth zaliczył dwa występy w sezonie 2005/06). Zdecydowanie lepiej wypadają na ich tle: napastnik Grzegorz Rasiak (15 występów w barwach Tottenhamu i Boltonu w sezonach 2005/06 i 2007/08); napastnik Euzebiusz Smolarek (Bolton, 12 występów w sezonie 2008/09); obrońca Marcin Wasilewski (Leicester City, 30 występów i 1 bramka w latach 2014-2017); pomocnik Grzegorz Krychowiak (West Bromwich Albion, 27 meczów w sezonie 2017/18); napastnik Kamil Grosicki (18 występów w Hull City i West Bromwich, w latach 2017-20).

Trener Lecha popadł w poważne tarapaty

Porażka Lecha Poznań z Wisłą Płock w 17. kolejce ekstraklasy rozgrzała do czerwoności nastroje w poznańskim klubie. W mediach zaroiło się od spekulacji na temat rychłej dymisji trenera Dariusza Żurawia. Temat nie przestał być aktualny nawet po zapewnieniu ze strony władz klubu, że posada szkoleniowca jest niezagrożona.

Kolportowane uporczywie plotki głoszą, że prezesi Lecha Poznań (klub formalnie ma ich dwóch, Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka) na razie jedynie wstrzymali się z decyzją o dymisji Dariusza Żurawia, a naprawdę wiążącą decyzję w jego sprawie podejmą dopiero po niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław w 18. kolejce ekstraklasy. Brak wiary w prawdziwość zapewnień działaczy, że trener ma ich pełne poparcie, ma swoje mocne uzasadnienie. Ekipa „Kolejorza” ma za sobą serię sześciu ligowych meczów z rzędu bez zwycięstwa i tylko dwa zdobyte punkty w trzech tegorocznych spotkaniach ekstraklasy, a na dodatek tylko cudem wygraną potyczkę w 1/8 finału Pucharu Polski z Radomiakiem Radom (1:1 po 120 minutach, 4:3 w rzutach karnych).
Efektem jest zaledwie 19 punktów na koncie i dopiero 12. miejsce w tabeli – ze stratą 16 punktów do prowadzącej w rozgrywkach Pogoni Szczecin i tylko pięciu „oczek” przewagi nad zajmującą ostatnią, spadkową lokatę Stalą Mielec. To najgorszy wynik na tym etapie rozgrywek od sezonu 2015/2016. Wtedy utratą posady zapłacił za to Maciej Skorża, którego zastąpił Jan Urban, ale strat nie udało się odrobić i lechici zakończyli zmagania na siódmym miejscu.
Oceniając trudną sytuację „Kolejorza” trudno nie winić za ten stan rzeczy trenera Żurawia, bo w jego obronie nie przemawiają nie tylko słabe wyniki, ale też marna jakość gry zespołu. Lechici w tej chwili mocno odbiegają poziomem od prezentowanego wczesną jesienią biegłego roku, gdy walczyli w fazie grupowej Ligi Europy.
Prawdą jest, że Żuraw stracił w tym sezonie z powodu transferów kilku kluczowych graczy – przede wszystkim reprezentantów Polski Kamila Jóźwiaka, Jakuba Modera i Roberta Gumnego, ale też poznański klub był jednym z najaktywniejszych w zimowym oknie transferowym. Sprowadził z Djurgardens 25-letniego Szweda Jespera Karlstroma, ze SPAL 2013 29-letniego stopera Bartosza Salamona, z Anderlechtu 26-letniego chorwackiego obrońcę Antonio Milicia, z kazachskiego Toboła Kustanaj 28-letniego gruzińskiego pomocnika Nikę Kwekweskiriego, a ostatnio jeszcze z Hammarby Amerykanina islandzkiego pochodzenia Arona Johannssona, 30-letniego napastnika z doświadczeniem także w Bundeslidze oraz w ligach duńskiej i holenderskiej.
Wielkim problemem Lecha są także liczne kontuzje. Z ich powodu w kadrze zabrakło Bartosza Salamona, Lubomira Satki, Thomasa Rogne, Mikaela Ishaka i Niko Kaczarawy. Ale na najbliższy mecz ze Śląskiem do kadry wrócą Salomon i Rogne, być może także Ishak, który ma w czwartek przejść badania kontrolne. Bliski powrotu do gry jest też Satka, a pod uwagę będzie też mógł być brany pozyskany niedawno Johannsson. Żuraw nie będzie więc mógł się juz tłumaczyć kłopotami kadrowymi, bo okazało się też, że urazy odniesione przez Marchwińskiego i Szymczaka w spotkaniu z Wisłą Płock nie okazały się poważne i w niedzielę będą gotowi do gry.
Jeśli „Kolejorz” wygra ze Śląskiem, do zmiany trenera na pewno nie dojdzie i Dariusz Żuraw dostanie czas na wyprowadzenie zespołu z kryzysu. Na zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Polski Lech nie ma już żadnych szans, ale jest w ćwierćfinale Pucharu Polski i na wygraniu tych rozgrywek zależy teraz władzom klubu, bo to najpewniejsza szansa na występ w europejskich pucharach w następnym sezonie. Do Górnika Zabrze, który zajmuje aktualnie czwartą lokatę w tabeli, lechici mają już osiem punktów straty, do trzeciego Rakowa dziewięć, a drugiej Legii czternaście.
Niewiadomą jest dalszy rozwój wydarzeń w przypadku porażki z wrocławskim zespołem, bo ona może wywołać trudną do opanowania falę niezadowolenia wśród fanów „Kolejorza”. Tym bardziej, że kolejne ligowe spotkanie Lecha to będą derby Poznania, a Warta już teraz, po raz pierwszy od 27 lat, jest w tabeli ekstraklasy wyżej od lechitów, co dla kibiców tej drużyny jest nie do zaakceptowania.
Innym problemem ekipy „Kolejorza”, najbardziej też dotyczącym trenera Żurawia, jest uporczywe trzymanie się stosowanych już w poprzednim roku schematów taktycznych, które rywale, także z polskiej ligi, dawno już rozszyfrowali i wymyślili sposoby na ich zneutralizowanie. Siła zespołu Lecha w kwalifikacjach Ligi Europy opierała się na tercecie pomocników – Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez. Jak już zostało wcześniej wspomniane, po nagłym skróceniu przez Brighton & Hove Albion okresu wypożyczenia Modera, kreatywne jądro zespołu przestało istnieć, zwłaszcza że Tiba i Ramnirez mocno obniżyli loty. A bez tego zaczęły się też problemy z grą przy wykorzystaniu skrzydłowych, do których doszła wymuszona kontuzjami rotacja w linii obronnej. Grę Lecha można dzisiaj łatwo przewidzieć i zdezorganizować, co pokazała w minionej kolejce nawet grająca toporny futbol ekipa „Nafciarzy” z Płocka.
Nie można oczywiście wykluczyć, że trener Żuraw doskonale widzi te wszystkie problemy i nawet ma już gotowe recepty na ich rozwiązanie. Ma tylko jeden kłopot – nie ma zbyt wiele czasu. Uratować go przed niechybną dymisją mogą tylko wygrane ze Śląskiem i Wartą. Prawdopodobne porażki czy nawet remisy pozbawią jego szefów resztek skrupułów.

48 godzin sport

Nowy trener w Wiśle Kraków
Nowym szkoleniowcem Wisły Kraków został 44-letni Niemiec Peter Hyballa , który na trenerskim stołku zastąpił Artura Skowronka, zdymisjonowanego w minioną sobotę po ligowej porażce z Zagłębiem Lubin (1:2). Krakowski klub podpisał z nim umowę do 30 czerwca 2022 roku. Hyballa w swojej trenerskiej karierze prowadził zespoły Alemannii Aachen, Sturm Graz, NEC Nijmegen, Dunajskiej Stredy i NAC Breda. Od lutego tego roku pozostawał bez pracy. Polska będzie szóstym krajem w jego trenerskiej karierze. W roli trenera Wisły Niemiec zadebiutuje już w piątkowych derbach z Cracovią. Ponoć bardzo mu zależało, żeby poprowadzić zespół w tym meczu, bo ma na pieńku z trenerem „Pasów” Michałem Probierzem, z którym ostro się pokłócił w 2019 roku po meczu w I rundzie eliminacji Ligi Europy, gdy był trenerem Dunajskiej Stredy. Słowacki zespół wyeliminował wtedy Cracovię po dwóch remisach 1:1 i 2:2 dzięki zasadzie, że bramki na wyjeździe liczą się podwójnie.

Odwołano zimowe imprezy w Chinach
Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) potwierdziła, że z powodu narastającego zagrożenia Covid-19 Chiński Związek Narciarski oficjalnie poinformował, że w lutym i marcu 2021 nie będzie można przeprowadzić żadnych z zaplanowanych zawodów zimowego Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, skokach i biegach narciarskich. Zawody te miały być też próbami przedolimpijskimi. Odwołane zawody to PŚ w skokach narciarskich (13-14 lutego) i kombinacji norweskiej oraz alpejski PŚ kobiet – zjazd i supergigant (27-28 lutego). Odwołano także PŚ w biegach (19-21 marca) w Zhangjiakou oraz zaplanowane w dniach 18-28 lutego mistrzostwa świata w snowboardzie w Yanqinq.

Mecz szczypiornistów Łomży Vive z PSG odwołany przez wirusa
Aż siedem przypadków zakażenia koronawirusem w Łomży Vive Kielce. W tej sytuacji nie ma mowy o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów z PSG. Kielczanie przeszli testy 1 grudnia po kilku dniach samoizolacji. Oprócz siedmiu przypadków, jeden z zawodników otrzymał wynik niejednoznaczny i musi przebywać na izolacji. Reszta zespołu bez potwierdzonego zakażenia ze względów bezpieczeństwa pozostaje na kwarantannie. W najbliższy weekend mistrzowie Polski mieli zagrać w Superlidze ze Stalą Mielec.

Szwed zastąpi Jakuba Modera w Lechu Poznań
Występujący na pozycji defensywnego pomocnika Szwed Jesper Karlstroem od 1 stycznia będzie piłkarzem Lecha Poznań – poinformował w środę klub. 25-letni piłkarz grający ostatnio Djurgardens IF związał się trzyipółletnią umową z wicemistrzem Polski. Karlstroem w Lechu ma zastąpić Jakuba Modera, który najprawdopodobniej już zimą przeniesie się do Brighton Hove&Albion. Nowy piłkarz Lecha ma za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji swojego kraju, w styczniu 2018 roku zagrał w towarzyskim meczu z Danią (1:0). Karltstroem będzie drugim obok Mikaela Ishaka szwedzkim piłkarze w kadrze wicemistrza Polski.

WTA wprowadziła system turniejowy na wzór ATP
Zarządzająca kobiecymi rozgrywkami tenisowymi WTA postanowiła skorzystać z doświadczeń swojego męskiego odpowiednika, ATP. Od sezonu 2021 turnieje pod egidą obu organizacji będą dzielić się na cztery kategorie: 1000, 500, 250 i 125. Do tej pierwszej kategorii będą zaliczane dawne turnieje WTA Premier Mandatory i WTA Premier 5, do drugiej WTA Premier, do trzeciej WTA International, a do czwartej WTA 125K Series (WTA Challenger). System liczbowy pozwoli na natychmiastowe zidentyfikowanie poziomu imprezy, dzięki czemu kibice będą mogli w łatwiejszy sposób śledzić tour. Ponadto dzięki temu nazwy upodobnią się do nomenklatury turniejów ATP. Profesjonalny tenis będzie miał ten sam system i stanie się bardziej jednolity – zapewniają władze WTA i ATP.

Polacy gorzej grają, ale lepiej strzelają

Stadion Śląski w meczu z Ukraina okazał się szczęśliwy dla reprezentacji Polski, bo chociaż przez całe spotkanie lepiej w piłkę grali rywale, to w strzelaniu goli lepsi byli biało-czerwoni. W niedzielę ekipę Jerzego Brzęczka czeka jednak znacznie trudniejsza potyczka w Lidze Narodów z Włochami, a w środę ponownie w Chorzowie z Holandią.

Już wcześniej było wiadomo, że trener Brzęczek w spotkaniu z Ukraińcami nie będzie mógł wystawić Michała Karbownika, Damiana Kądziora, Bartłomieja Drągowskiego i Jakuba Kamińskiego, ale i selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, Andrij Szewczenko, miał swoje problemy. Z powodu zakażenia koronawirusem z jego kadry wypadli Jewhen Szachow (AEK Ateny), Władysław Supriaha, Heorhij Buszczan, Witalij Mykołenko, Ołeksandr Karawajew i Mykoła Szaparenko (wszyscy Dynamo Kijów), a byli wśród nich gracze ze zwycięskiego składu, który w październiku w meczu Ligi Narodów pokonał Hiszpanię 1:0. Brzęczek z kolei tradycyjnie już dał odpocząć weteranom – Robertowi Lewandowskiemu, Kamilowi Glikowi i Grzegorzowi Krychowiakowi, a jeszcze dzień przed meczem urazu nabawił się Kamil Grosicki. Chcąc nie chcąc obaj selekcjonerzy musieli więc wystawić do gry mocno eksperymentalne jedenastki.
Obaj potraktowali więc środowe spotkanie jako okazję do dokonania przeglądu kadrowiczów z drugiego szeregu. W naszym zespole w bramce zagrał 32-letni Łukasz Skorupski, dla którego był to pierwszy mecz w reprezentacji od dwóch lat (wcześniej zagrał w niej 15 listopada 2018 roku w przegranym w Gdańsku 0:1 spotkaniu z Czechami). Tym razem grający na co dzień we włoskim klubie Bologna bramkarz zachował czyste konto i nawet Andrij Jarmołenko nie potrafił wbić mu gola z rzutu karnego, bo trafił w słupek. Tym udanym występem Skorupski przypomniał się polskim kibicom, a selekcjonerowi zabił ćwieka, bo dał sygnał, że zasługuje na miejsce w kadrze na Euro 2021 i nie da się łatwo wygryźć młodszemu o dekadę Bartłomiejowi Drągowskiemu.
Linia defensywna sklecona przez Brzęczka prawdopodobnie już nigdy nie zagra ponownie w tym ustawieniu. W wyjściowym składzie w środku obrony wystąpiło dwóch żółtodziobów: 24-letni Paweł Bochniewicz, dla którego był to drugi występ w kadrze oraz 20-letni Sebastian Walukiewicz zaliczający trzeci występ, a drugi w pełnym wymiarze czasowym. Obaj popełnili trochę błędów, ale rywale z żadnego nie wykorzystali, nawet karnego po faulu Bochniewicza na Jarmołence. Na prawej flance zaczął spotkanie wyjęty z kadry młodzieżowej Robert Gumny i nawet nieźle wypadł, na swoje nieszczęście nabawił się urazu mięśniowego, co z pewnością nie spodoba się w trenerowi jego obecnego zespołu, niemieckiego FC Augsburg. Na ostatnie 12 minut zmienił go Bartosz Bereszyński, który w końcu mógł zagrać w reprezentacji na swojej nominalnej pozycji. A to dlatego, że Brzęczek wreszcie na lewej flance miał do dyspozycji dwóch zdrowych i gotowych go gry bocznych obrońców – Macieja Rybusa i Arkadiusza Recę. Mecz z Ukrainą zaczął pierwszy z nich, a w 79. minucie wszedł za niego Reca. Obaj trzymali poziom i pewnie obaj podzielą się też czasem gry w spotkaniach z Włochami i Holandią.
W środkowej linii pojawił się absolutny debiutant, 22-letni Przemysław Płacheta, który latem tego roku przeszedł za trzy miliony euro ze Śląska Wrocław do drugoligowego angielskiego Norwich City. Brzęczek wystawił go na prawym skrzydle i z pewnością nie żałował tej decyzji. Płacheta walczył i biegał za dwóch, w 25. minucie groźnie strzelił na bramkę rywali, a w drugiej połowie miał wydatny udział przy bramce zdobytej przez Jakuba Modera. To zawodnik z dużymi możliwościami i bez żadnych kompleksów, więc jeśli w Norwich go nie zgnoją jak Bartosza Kapustkę w Leicester City, w przyszłym roku może powalczyć o miejsca w kadrze. Na lewej flance tym razem wystąpił Piotr Zieliński, którego w przerwie zmienił Kamil Jóźwiak. Obaj pokazali, dlaczego Kamil Grosicki stracił w kadrze etat lewoskrzydłowego. Grający w środku Mateusz Klich i Jacek Góralski odwalili jak zawsze mnóstwo pożytecznej roboty, lecz grający w ataku Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek we dwóch nie stanowią tyle, co sam Robert Lewandowski. Piątek skorzystał z błędu bramkarza zespołu Ukrainy i trafił do pustej bramki z ponad 30 metrów. Ten gol powinien wzmocnić jego pewność siebie także w czekających go jeszcze w tym roku meczach w Herthcie Berlin, co będzie mu potrzebne, bo z powodu kontuzji najgroźniejszego konkurenta do miejsca w podstawowej jedenastce ma teraz ponownie grać w wyjściowej jedenastce berlińskiej drużyny. Po Miliku natomiast widać było brak meczowego rytmu i chociaż 61 zaliczonych minut, na dodatek z kapitańską opaska na ręku, nie były w jego wykonaniu oszałamiające, nie były też jednak złe. W sumie jednak Piątek na spółkę z Milikiem nie wzbudzali w ukraińskich obrońcach przesadnego lęku, przykuwali jednak ich uwagę, dzięki czemu drugiego gola dla biało-czerwonych mógł strzelić pomocnik. Sztuki tej dokonał wprowadzony do gry w 63. minucie Jakub Moder. Piłkarz Lecha Poznań trafił do siatki rywali 29 sekund po tym, jak wszedł na boisko, co jest nowym rekordem kadry Polski. Wcześniej najszybciej strzelony gol przez zmiennika był autorstwa Przemysław Frankowski, który 13 października 2019 roku w meczu z Macedonią Północną zdobył bramkę 48 sekund po wejściu na boisko. Warto podkreślić, że dla Modera występ przeciwko Ukrainie był dopiero czwartym w narodowych barwach.
W sumie możemy być z występu naszej reprezentacji zadowoleni, bo w tym roku to jej piąty z rzędu mecz bez porażki. Przegrali tylko raz, 4 września z Holandią, a potem odnieśli cztery zwycięstwa (dwa razy z Bośnią i Hercegowiną, 2:1 i 3:0 oraz z 5:1 z Finlandią i teraz 2:0 z Ukrainą), a jeden mecz, z Włochami, zremisowali m 0:0. Ta seria wyraźnie poprawiła atmosferę wokół reprezentacji, bo trudno krytykować zespół, który nie przegrywa, podobnie trenera. Zwłaszcza gdy jego dokonania są wzmacniane przez pokonanych rywali, jak miało to miejsce w środę w przypadku zespołu Finlandii, który sensacyjnie pokonał na wyjeździe w towarzyskim meczu aktualnych mistrzów świata Francuzów 2:0, a to była przecież ta sama fińska drużyna, którą biało-czerwoni rozgromili w październiku 5:1. Brzęczek ma więc teraz raczej dobrą prasę, co oczywiście szybko może się zmienić, jeśli nasza reprezentacja jakoś dramatycznie zawali dwa najbliższe mecze w Lidze Narodów – w niedzielę z Włochami w Reggio nell’Emilia, a w środę z Holandią na Stadionie Śląskim.

Polska – Ukraina 2:0
Gole: Krzysztof Piątek (40), Jakub Moder (62).
Polska: Łukasz Skorupski – Robert Gumny (78. Bartosz Bereszyński), Sebastian Walukiewicz, Paweł Bochniewicz, Maciej Rybus (79. Arkadiusz Reca) – Przemysław Płacheta (84. Sebastian Szymański), Mateusz Klich, Jacek Góralski (62. Karol Linetty), Arkadiusz Milik (62. Jakub Moder), Piotr Zieliński (46. Kamil Jóźwiak) – Krzysztof Piątek.
Sędziował: Manuel Schüttengruber (Austria).
Mecz bez publiczności.

Biało-czerwoni znów na czele

Trzy październikowe mecze reprezentacji Polski, najpierw wysoka wygrana w towarzyskim spotkaniu z Finlandią (5:1), a potem cztery punkty wywalczone w Lidze Narodów w potyczkach z Włochami (0:0) oraz Bośnią i Hercegowiną (3:0), wyraźnie poprawiły atmosferę wokół reprezentacji Polski i jej trenera, Jerzego Brzęczka.

Te spotkania pozwolą biało-czerwonym awansować o jedną pozycję w najnowszym rankingu FIFA (na 18. miejsce), co może mieć znaczenie w kontekście losowania grup eliminacji mistrzostw świata, ale chyba większym zyskiem jest praktycznie już przesądzone utrzymanie się naszej reprezentacji w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Na wygranie rywalizacji w grupie i awans do zaplanowanego na przyszły rok finału tych rozgrywek z udziałem zwycięzców czterech grup Dywizji A, raczej nikt nie stawia ani też specjalnie tego nie oczekuje.
pliwy bohater środowego meczu z Bośnią i Hercegowiną, w którym strzelił dwie bramki, a przy trafieniu Karola Linettego zaliczył asystę, w wypowiedzi przed kamerami TVP nie szczędził pochwał sobie i kolegom, ale na pytanie czy wysforowanie się polskiej drużyna na pierwsze miejsce w grupie 1 oznacza, że są najlepsi, ironicznie się uśmiechnął i stwierdził krótko: „Nie jesteśmy najlepsi w naszej grupie”. Jego pogląd podzielił też prezes PZPN Zbigniew Boniek, a Jerzy Brzęczek tym razem przed kamerami nie palnął niczego, co mogłoby na nowo rozniecić przygasły po tych trzech udanych występach kadry internetowy hejt przeciwko niemu.
Kibice nie mieli zresztą tym razem powodów do krytykowania selekcjonera. Nasz zespół zagrał o niebo lepiej niż we wrześniu przeciwko Holandii i grał wreszcie porządnie w piłkę, także w spotkaniu z Włochami. Obiecująco wypadli wprowadzani do kadry Jakub Moder, Michał Karbownik i Sebastian Walukiewicz, swoje szanse do wykazania się z powodzeniem wykorzystali też Karol Linetty, Jacek Góralski, Mateusz Klich, Kamil Jóźwiak i Arkadiusz Reca, Kamil Grosicki, zaś niezachwianie mocną pozycję w kadrze potwierdzili Kamil Glik, Jan Bednarek, Tomasz Kędziora, Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i rzecz jasna kapitan i lider naszej reprezentacji Robert Lewandowski, którego w ataku próbowali ambitnie, ale też z powodzeniem zastępować Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek.
„Lewy” w meczu z Bośnią zanotował swoje 62. i 63. trafienie w narodowych barwach w 113. występie. Z aktywnych piłkarzy lepszy dorobek bramkowy na szczeblu reprezentacyjnym ma tylko czterech graczy: Brazylijczyk Neymar (64), Argentyńczyk Lionel Messi (71), Hindus Sunil Chhetri (72) oraz Portugalczyk Cristiano Ronaldo (101). Natomiast w klasyfikacji wszech czasów Lewandowski jest na 24. miejscu. Największym pechowcem w naszej kadrze okazał się Maciej Rybus, który z powody wykrycia u niego koronawirusa całe zgrupowanie musiał spędzić na kwarantannie, ale największym przegranym był jego kolega z Lokomotiwu Moskwa Grzegorz Krychowiak, którego słabą formę można było zauważyć już w spotkaniu z Finlandią, chociaż zagrał w nim tylko w końcówce, ale dopiero mecz z Włochami obnażył jego słabość i pokazał, jak mocno odstaje od reszty zespołu.
W rosyjskich mediach już od jakiegoś czasu pojawiają się opinie, że Krychowiak jest w tej chwili cieniem zawodnika, który na początku poprzedniego sezonu zachwycał swoją grą. To nie jest jeszcze powód, żeby skreślać tego piłkarza z kadry, ale w takiej dyspozycji, w jakie się aktualnie znajduje, raczej na pewno przegra rywalizację o miejsce w składzie z Klichem, Moderem, Góralskim i Linettym, a przecież jest jeszcze w pamięci Krystian Bielik, na którego powrót wszyscy chyba czekamy. A skoro już o kadrowiczach z ligi rosyjskiej mowa, to zaskakująco słabo wypadł także grający na co dzień w Dynamo Moskwa Sebastian Szymański.
W meczu z Bośniakami znakomite zawody rozegrał Karol Linetty, czym miejmy nadzieje raz na zawsze rozwiał wątpliwości Brzęczka co do przydatności w kadrze. Po jego podaniu piętą Jacek Góralski wyłożył piłkę Robertowi Lewandowskiemu, który jednak fatalnie przestrzelił, następnie to Linetty dośrodkował w pole karne, gdzie po błędzie Bośniaków „Lewy” trafił w słupek, aż w końcu wziął udział w bramkowej akcji Lewandowskiego, a potem wykończył jego znakomite podanie i sam strzelił gola – dopiero drugiego reprezentacji, chociaż debiutował w niej sześć lat temu. Brzęczek potrzebował dwóch lat żeby zauważyć, jakiego dobrego grajka ma w kadrze. Szkoda, że tak późno, dobrze, że wreszcie dał mu zagrać cały mecz.

Z Włochami zagrali przyzwoicie

W zremisowanym 0:0 meczu z Włochami nasz zespół zagrał dużo lepiej, niż miesiąc wcześniej w przegranym 0:1 spotkaniu z Holandią. Jeśli utrzyma ten poziom także w środowej potyczce z Bośnią i Hercegowiną, powinno to wystarczyć do odniesienia zwycięstwa.

Wynik potyczki z Bośniakami we Wrocławiu może okazać się kluczowy do wyłonienia najsłabszej ekipy w grupie A1, która zostanie zdegradowana z Dywizji A. A utrzymanie w najwyższej grupie rozgrywkowej Ligi Narodów to cel, jaki władze PZPN wyznaczyły do realizacji w tym roku Jerzemu Brzęczkowi. Trener biało-czerwonych ma jednak w perspektywie zadania znacznie poważniejsze, przede wszystkim przygotowanie zespołu do przełożonych z powodu pandemii na przyszły rok finałów mistrzostw Europy oraz rozpoczynających się także w 2021 roku eliminacji do mistrzostw świata w 2022 roku w Katarze. Po meczu z Holandią spadła na niego lawina krytyki, której nie osłabiła nawet wyjazdowa wiktoria nad reprezentacją Bośni i Hercegowiny, bynajmniej nie taka oczywista, zważywszy na remisowe wyniki potyczek tej drużyny z Włochami i Holendrami. Wypada przy tym przypomnieć, że w obu wrześniowych potyczkach zabrakło w kadrze Roberta Lewandowskiego, odpoczywającego po triumfie z Bayernem Monachium w finale Ligi Mistrzów. Jego kluczowa pozycja w polskiej reprezentacji nie podlega dyskusji i tej opinii z pewnością nie zmieniły wygrane bez jego udziału mecze z Bośniakami (2:1) oraz w towarzyskim spotkaniu z Finlandią (5:1). Ale mecz z Włochami pokazał, że czas „Lewego” jako wyłącznie egzekutora także w drużynie narodowej się kończy, także dlatego, że on już nie chce spełniać na boisku tylko takiej roli. W potyczkach z zespołami z najwyższej europejskiej i światowej półki, a takim jest dzisiaj zespół stworzony przez trenera Roberto Manciniego, nie ma co liczyć na sukces bez pressingu, gdy na jeden kontakt, wymienności pozycji oraz umiejętności płynnego zmieniania w trakcie meczu wariantów ustawienia taktycznego. W Gdańsku jeszcze w żadnym z tych elementów piłkarskiego rzemiosła nasza reprezentacja nie przewyższała rywali, ale ważne jest to, że każdego próbowała. To wyraźny postęp w porównaniu z wrześniowym meczem w Amsterdamie z Holendrami, w którym nasi piłkarze przez dziewięćdziesiąt minut właściwie tylko przeszkadzali przeciwnikom w rozgrywaniu piłki.
Trzeba się z tego postępu cieszyć, bo w obu tych porównawczych występach, z Holandią i Włochami, trzon naszego zespołu był podobny – zmienili się bramkarze, bo Wojciecha Szczęsnego w ramach zarządzonej na tej pozycji przez selekcjonera rotacji zastąpił Łukasz Fabiański, za pauzującego za kartki Bednarka u boku Kamila Glika na środku obrony zagrał Sebastian Walukiewicz, a nieobecnego z powodu zakażenia koronawirusem Piotra Zielińskiego zastąpił z powodzeniem 21-letni Jakub Moder, jeszcze gracz Lecha Poznań, ale już de facto angielskiego Brighton & Hove Albion, a w ataku zamiast Krzysztofa Piątka pojawił się Lewandowski. Na bokach obrony Brzęczek konsekwentnie stawiał w tych spotkaniach na Tomasza Kędziorę na prawej i Bartosza Bereszyńskiego na lewej flance, na skrzydłach wystawiał Sebastiana Szymańskiego z prawej i Kamila Jóźwiaka z Lewej strony, zaś w środku w roli defensywnych pomocników stawiał na Grzegorza Krychowiaka i Mateusza Klicha.
Roszady w bramce mogą dziwić, bo Szczęsny choćby z racji tego, że jest pierwszym bramkarzem Juventusu powinien mieć niekwestionowana pozycję także w reprezentacji, lecz trzeba pamiętać, że ten świetny bramkarz miał jednak nieudane występy w Euro 2012, Euro 2016 i w MŚ 2018, więc trzymanie w odwodzie doświadczonego i nie schodzącego poniżej solidnego poziomu Fabiańskiego ma uzasadnienie. W meczu z Włochami golkiper West Hamu United został zresztą rekordzistą naszej reprezentacji pod względem liczby meczów z czysty kontem, bo w Gdańsku w swoim 52 występie w narodowej drużynie po raz 26 nie wpuścił gola. Wcześniej dzielił się rekordem z Józefem Wandzikiem, który ma na koncie 25 meczów bez straty bramki. Trzecią lokatę w tym zestawieniu zajmuje Artur Boruc (24 czyste konta), czwarte Jerzy Dudek na spółkę z Janem Tomaszewskim (po 23), a piąte miejsce okupuje Szczęsny (21).
W obronie warto odnotować udany debiut 20-letniego Walukiewicza, który w Cagliarii wyrasta na stopera wysokiej klasy, który teraz z powodzeniem zapełnił lukę po pauzującym Janie Bednarku, ale w niedalekiej perspektywie może stać się dla niego poważnym konkurentem. Ale też alternatywą na wypadek kontuzji Glika. Wypada mieć nadzieję, że do pełni zdrowia, sił i formy wróci też po kontuzji Krystian Bielik, a w lidze holenderskiej nie przepadnie Paweł Bochniewicz, bo ci gracze mogą już w niedalekiej przyszłości zostać filarami naszej reprezentacji. Podobnie jak 19-letni Michał Karbownik, który już za chwilę może stać się pierwszym wyborem selekcjonera na lewej obronie.
Największym odkryciem kadry jest jednak tej jesieni bez wątpienia Jakub Moder, bohater największego transferu w historii naszej rodzimej ligi (Brighton & Hove Albion zapłacił za niego 11 mln euro). Zdecydowanie większe znaczenie mają jednak jego obiecujące występy, zwłaszcza w meczu z Włochami. W konfrontacji z ekipą Manciniego Moder należał do najlepszych graczy nie tylko w polskiej drużynie, ale w ogóle na boisku. Jego gra wzbudziła uznanie futbolowych ekspertów tak dalece, że branżowy portal piłkarski whoscored.com umieścił go w swojej najlepszej jedenastce 3. kolejki Ligi Narodów. A wygląda ona tak: Ibrahim Sehic (Bośnia i Hercegovina) – Benjamin Pavard (Francja), Sergio Ramos (Hiszpania), Andreas Christensen (Dania), Robert Skov (Dania) – Nikola Vlasic (Chorwacja), Jakub Moder (Polska), Marco Verratti (Włochy), Christian Eriksen (Dania) – Romelu Lukaku (Belgia), Mikel Oyarzabal (Hiszpania).

  1. kolejka Ligi Narodów, grupa A1
    Polska – Włochy 0:0
    Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Sebastian Walukiewicz, Bartosz Bereszyński – Sebastian Szymański (60. Kamil Grosicki), Grzegorz Krychowiak, Jakub Moder, Mateusz Klich (71. Arkadiusz Milik), Kamil Jóźwiak (83. Michał Karbownik) – Robert Lewandowski (82. Karol Linetty).
    Włochy: Gianluigi Donnarumma – Alessandro Florenzi, Leonardo Bonucci, Francesco Acerbi, Emerson Palmieri – Nicolo Barella (79. Manuel Locatelli), Jorginho, Marco Verratti – Federico Chiesa (70. Moise Kean), Andrea Belotti (83. Francesco Caputo), Lorenzo Pellegrini (83. Domenico Berardi).
    Żółte kartki: Bereszyński, Kędziora – Belotti, Acerbi. Sędziował: Jose Maria Sanchez Martinez (Hiszpania). Widzów: 10 000.
    Bośnia i Hercegowina – Holandia 0:0
    Mecze 4. kolejki (14 października):
    Polska – Bośnia i Hercegowina, Wrocław, godz. 20:45
    Włochy – Holandia, Bergamo, godz. 20:45.
    Tabela grupy A1:
  2. Włochy 3 5 2:1
  3. Holandia 3 4 1:1
  4. Polska 3 4 2:2
  5. BiH 3 2 2:3

Brzęczek zarządza kadrą zdalnie

Jerzy Brzęczek zmaga się z koronawirusem, którego wykryto u niego pod koniec ubiegłego tygodnia, ale nie zaniedbuje obowiązków. W poniedziałek ogłosił ostateczny skład kadry na październikowe mecze z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Do powołanych już wcześniej graczy z klubów zagranicznych dokooptował trzech piłkarzy z ekstraklasy – Artura Jędrzejczyk i Michała Karbownika z Legii oraz Jakuba Modera z Lecha.

Brzęczek w poprzednim tygodniu, we wtorek i środę, był w siedzibie PZPN w Warszawie. W piątek poczuł się źle, bolała go głowa i miał gorączkę. Wykonany test potwierdził podejrzenie, że został zakażony koronawirusem. Rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski, pełniący zarazem obowiązki menedżera reprezentacji, w poniedziałek poinformował, że stan zdrowia selekcjonera uległ poprawie, co jednak nie zmienia faktu, że jego udział w rozpoczynającym się 5 październiku zgrupowaniu kadry stoi po znakiem zapytania. PZPN już zapowiedział przeprowadzenie w środę 30 września i piątek 2 października obowiązkowych testów na obecność Covid-19 u wszystkich członków sztabu szkoleniowego reprezentacji. Jeżeli okaże się, że Brzęczek uzyska w tych testach wyniki negatywne, będzie mógł poprowadzić kadrę od początku zgrupowania. Jeśli wyniki będą pozytywne, obowiązki selekcjonera przejmie jego asystent, Tomasz Mazurkiewicz, którego wspierać ma drugi z asystentów Brzęczka, Radosław Gilewicz. Co prawda żaden z nich nie ma licencji UEFA Pro, ale w tej nadzwyczajnej sytuacji władze PZPN pewnie przymkną na to oko. Ostatecznie i tak najważniejsze decyzje personalne i taktyczne będzie podejmował Brzęczek.
Dla przypomnienia: powołani do kadry piłkarze mają stawić się na zgrupowaniu kadry 5 października, a już dwa dni później, w środę, na stadionie Ergo Arena w Gdańsku rozegrają towarzyski mecz z Finlandią. Cztery dni później, również w Gdańsku, zmierzą się z Włochami w Lidze Narodów, a 14 października we Wrocławiu z zespołem Bośni i Hercegowiny.
Z zawodników do których wysłano powołania, na zgrupowaniu nie stawi się występujący na co dzień w amerykańskiej Major Soccer League Przemysław Frankowski. Na wrześniowe mecze w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną ten piłkarz też się nie stawił, ale wtedy zatrzymał go jego klub, Chicago Fire. Tym razem na przeszkodzie stanęła mu kontuzja.
W miejsce Frankowskiego selekcjoner nie powołał innego piłkarza z klubów zagranicznych, a z graczy ekstraklasy zaproszenie na zgrupowanie dostali dwaj piłkarze Legii Warszawa – Artur Jędrzejczyk i Michał Karbownik oraz zawodnik Lecha Poznań Jakub Moder. Tym razem nie ma więc w 27-osobowej kadrze żadnego nowicjusza.
Trochę na kredyt powołanie dostali Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik, bo obaj od początku sezonu nie grają w swoich klubowych zespołach. Warto odnotować powrót nieobecnego we wrześniu w kadrze Arkadiusza Recy, który w przerwie letniej został przez Atalantę wypożyczony do beniaminka Serie A FC Crotone i zdążył już zadebiutować w nowej drużynie. W przerwie letniej klubowe barwy zmienili też Kamil Glik (z AS Monaco do Benevento), Paweł Bochniewicz (z Górnika Zabrze do Heerenveen), Damian Kądzior (z Dinama Zagrzeb do Eibar), Karol Linetty (z Sampdorii do Torino) i Kamil Jóźwiak (z Lecha do Derby County).
Kadra Polski:
Bramkarze: Bartłomiej Drągowski (AC Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).
Obrońcy: Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Bochniewicz (sc Heerenveen, Holandia), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Michał Karbownik (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (FC Crotone, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).
Pomocnicy: Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Damian Kądzior (SD Eibar, Hiszpania), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Jakub Moder (Lech Poznań), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy).