Słowacki – jednak obecny

Niezupełnie zgodny z rzeczywistością jest komunikat zawarty w tytule zbioru szkiców o Juliuszu Słowackim autorstwa Ewy Nawrockiej, emerytowanej profesorki Uniwersytetu Gdańskiego, jednej z wychowanek Marii Janion. Literatura poświęcona twórczości i życiu Słowackiego jest bardzo bogata, przy czym nie tylko ta o starej metryce, z czasów Kleinera, Treugutta, Csato czy Bizana, ale także ta, która pojawiła się w dwudziestoleciu po 150 rocznicy (1999) urodzin i w dziesięcioleciu po 200 rocznicy (2009) śmierci poety jest całkiem spora. Warto wspomnieć choćby monografię „Słowacki” Aliny Witkowskiej, „Szatanioła” Jana Zielińskiego czy „Geografię Słowackiego” Doroty Siwickiej, o całkiem licznych tekstach w rozmaitych zbiorach czy w periodykach nawet nie wspominając. Jak na poetę tak „metrykalnie” odległego, przynależnego do zamierzchłej epoki kulturowej i literackiej, i jak na ogólne odwrócenie od tradycji i na panujący dziś kult nowości, jest on obecny w sposób prawdziwie imponujący. Owszem, na scenach teatralnych dramaty Słowackiego są obecne rzadko (poza kanonicznym „Kordianem” czy „Fantazym”), jednak klasyka, w tym romantyczna, w ogóle jest na współczesnych scenach polskich słabo obecna.
Ponieważ jednak znów weszliśmy w rok z dziewiątką w dacie, znów więc warto coś o Słowackim przeczytać i akurat „Słowacki-wielki nieobecny” Nawrockiej to lektura w sam raz. Ta autorka, trochę wbrew nowomodnej tendencji charakterystycznej dla ostatnich dekad, podchodzi do dzieła Słowackiego w sposób tradycyjny, rzekłbym – klasyczny. Zwraca co prawda uwagę na tę cechę jego twórczości, którą tworzą „estetyczne kontrasty i dysonanse”(„Zderzają się ze sobą drobiazgowy realizm kolorytu lokalnego i poetycka wizyjność, tragizm i farsa, barokowy teatr śmierci i romantyczna retoryka, frenezja i liryzm, szekspirowski historyzm i sentymentalny romans, okrucieństwo i wzniosłość wiary, ogień i światło, drastyczny naturalizm opisów męki ciała i perliste metafory pełne róż, zórz, tęcz, łabędzi, dosadny i rubaszny język potoczny i melodyjna fraza regularnego wiersza niezwykłej piękności”), ale idzie w poprzek tendencji do wykorzystywania tych jakości jako pretekstu dla „postmodernistycznego” sposobu recepcji twórczości Słowackiego („Słowacki współczesny jawi się jako poeta nie tylko wielu ról, lecz przede wszystkim ról niespójnych, nie do uzgodnienia: ironiczny, ekspresjonistyczny, orientalny, ukraiński, hiszpański, raptularzowy, towianistyczny, idylliczny, feministyczny, narkotyczny, intertekstualny”).
Świadoma tego, Ewa Nawrocka stara się dystansować od tego rodzaju odczytań. Próżno więc szukać u niej ekstrawaganckich, nowych odczytań jego utworów, przypisywania go do współczesnych nam nurtów artystycznych, myślowych, estetycznych, przypisywania mu prekursorstwa w stosunku do współczesnej nam popkultury, w tym nawet do komiksu (refleksem tego była bardzo nieudana ekranizacja „Balladyny” sprzed kilku lat), słowem – do robienia ze Słowackiego „naszego współczesnego” na siłę. Ewa Nawrocka zajmuje się zatem raczej Słowackim „korzennym”, „rudymentarnym”, Słowackim który żył jednak w pierwszej połowie XIX stulecia, a nie w wieku XXI. I tak podjęła problem wolności w polskim dramacie romantycznym, w tym w jego dramacie. Zajęła się oczywistymi filiacjami Słowackiego z antykiem i najstarszą tradycją literacką (Hellada, Homer, Szekspir). Podejmuje też motyw „Romantycznej Apokalipsy” i na nowo pochyla się nad jego mistycznymi dramatami.
Przy tej okazji zwraca uwagę na sprzeczność między „pozytywistycznym” wzorcem lektury, zmierzającym do jednoznacznego odczytania dzieła, wzorcem eliminującym inne odczytania, a wzorcem lektury uwzględniającej różnorodność odczytań i ich bezkolizyjne nawarstwianie się w jedną całość. Ta właśnie druga metoda pozwala czytać Słowackiego jako autora pełnego sprzeczności, już to jako ironistę i naturalistę, już to jako mistyka. W szkicu „Zabił się – młody…” autorka analizuje „Kordiana” jako dramat – nade wszystko – jaźni i egzystencji indywidualnej, w którą historia i „sprawa narodowa” są jedynie wpisane jako niektóre ze składników świadomości i przez nią „przepuszczone”. W tytułowym szkicu „Słowacki – wielki nieobecny” autorka „nieobecność” poety egzemplifikuje licznymi przykładami form jego obecności właśnie, wynikającej ze wzmożenia aktywności badawczej i edytorskiej poświęconej jego twórczości. Wraca też do mistycznego aspektu jego poezji („Juliusz Słowacki od Aniołów”), odnajduje nowe sensy w listach do matki, opisuje epizod jego pobytu we Wrocławiu, z uwzględnieniem aspektu osobowościowo-charakterologicznego (ciekawy, a nawet smakowity epizod związany z noclegiem, jakiego udzielił mu życzliwie nieznany podróżny), co pozostaje w pewnym kontrapunkcie z wymową tekstu „Ludzkie piękno Słowackiego”. Wyjaśnia też „Dlaczego Słowacki nie lubił muzyki Chopina” (odrzucenie nazbyt bliskiego, a przez to „rażącego” pokrewieństwa natury uczuciowej). Na deser dostajemy („Buchalteria i duchowość”) nowe ujęcie znanego z innych publikacji wątku trzeźwego stosunku Słowackiego do pieniędzy, a ściślej biorąc jego rachunkowych, buchalteryjnych i biznesowych (gra na giełdzie) predylekcji i kwalifikacji, który to fenomen pozostaje w radykalnej sprzeczności z tradycyjną, romantyczną wizją poetów, jako ludzi oderwanych od rzeczywistości i nieporadnych w zmaganiach z życiem, a przez to zazwyczaj skazanych na nędzę materialną. Na sam koniec zbioru otrzymujemy, wzięte niejako z innej półki, trzy szkice o Mickiewiczu. To raczej o tym poecie, a nie o Słowackim, można dziś powiedzieć jako o „wielkim nieobecnym”, ale to już temat na inną okazję.

Ewa Nawrocka – „Słowacki – wielki nieobecny”, Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2018, str. 318, ISBN 978-83-7908-118-9.

Szlachcic Słowacki zmaga się z tradycją swojej klasy Recenzja

Juliusza Słowackiego uważa się za – być może – najbardziej nowoczesnego z wielkich wieszczów polskiego romantyzmu. Głośne i poniekąd prekursorskie studium na ten temat napisała przed laty Marta Piwińska („Juliusz Słowacki od duchów”, 1992). Jego nowatorskie przeczucia co do rozwoju cywilizacji miejskiej, początków kultury industrialnej i popularnej mogą dziś budzić prawdziwy podziw, jako przejawy genialnej przenikliwości poety. Jeśli jednak spojrzeć na jego twórczość dramatyczną i na jego poematy z tematycznego punktu widzenia, to poza „Kordianem” i „Fantazym” są one pogrążone w przeszłości, historycznie relatywnie bliskiej poecie („Horsztyński”, „Sen srebrny Salomei”, „Ksiądz Marek”), bardzo odległej („Mazepa”, „Książę Niezłomny”, „Złota Czaszka”, „Samuel Zborowski”) czy zamierzchłej a przy tym mitycznej („Balladyna”, „Lilla Weneda”). Przeszłość obecna jest także w jego wielkich poematach i powieściach poetyckich jak „Jan Bielecki”, „Podróż z Ziemi Świętej do Neapolu”, „Beniowski” czy „Preliminaria peregrynacji do Ziemi Świętej JO. Księcia Radziwiłła Sierotki”, „Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa”, „Konrad Wallenrod” czy „Grażyna”. Oznacza to, że współczesność swej poezji i swej myśli kreował Słowacki nie w bezpośrednim odniesieniu do rzeczywistości, w której żył, lecz poprzez odniesienie do świata przeszłości, w tym w szczególności do polskiej tradycji szlacheckiej, której był zarazem spadkobiercą i surowym krytykiem.
Marzena Kryszczuk napisała fascynujące studium na ten temat. Autorka wędruje poprzez utwory Słowackiego, bądź to sama, bądź w towarzystwie licznych przywoływanych interpretatorów, śledząc najrozmaitsze postawy, odniesienia, kontrapunkty poety w stosunku do szlacheckiej tradycji, jego spory i dyskusje z nią, także w konfrontacji z utworami innych autorów. Głębokie i skomplikowane pokłady odniesień Słowackiego do szlacheckiej tradycji pokazuje Marzena Kryszczuk w różnych ujęciach i konfiguracjach. Ujęła je też jako sekwencję rozciągającą się od zmagań poety z tradycją szlachecką i trudnościami jej przyjęciem (interioryzacją), poprzez jej oswojenie, aż po jej twórcze wykorzystanie dla wizji przyszłości, nie wykluczającej jednak dystansu poety do tej tradycji. I tak o „Janie Bieleckim” napisała jako o formie zastosowania skotyzmu (Walter Scott) i byronizmu do ukazywania przeszłości sarmackiej. Nad „Królem Ladawy” pochyliła się w kontekście atrakcyjności sarmackiej dawności w odbiorze cudzoziemskim (dotyczy to też „Mazepy”, motywu przyswojonego na gruncie francuskim). W „Horsztyńskim” dostrzegła sposób ukazywania przeszłości w perspektywie szekspirowskiej. „Poema Piasta Dantyszka” to dla Kryszczuk pretekst do spojrzenia na przeszłość w konwencji ludowo-szlacheckiej fantastyki, a „poemat o księciu Radziwille „Panie Kochanku” („Preliminaria…”) jako na formę poetyckiej zabawy poprzez bezpośrednie nawiązanie do gawędy szlacheckiej. W części drugiej studium autorka ukazuje poszukiwanie przez Słowackiego form dla pokazania kultury szlacheckiej w dramacie, w tym w szczególności postaci króla („Mazepa”, „Jan Kazimierz”). O „Złotej Czaszce” pisze jako o odpowiedzi Słowackiego na mickiewiczowskiego Pana Tadeusza”. W postaci księdza Marka odnajduje autorka wyraz poszukiwania przez Słowackiego przewodnika po sarmackiej przeszłości. W analizach „Księdza Marka” i „Snu srebrnego Salomei” akcentuje Kryszczuk zagadnienie opozycji progresywizmu i tradycjonalizmu. Podkreśla jednak także fascynację poety estetyką sarmatyzmu i dekoracyjną teatralnością tego świata, tak kapitalnie przez niego odmalowaną. W rozdziale „Mistyczny polityk” analizuje autorka późny okres życia i twórczości Słowackiego, kiedy to wyraził swoje kluczowe poglądy na ideę narodu, wypowiedział przesłanie do emigracji polskiej i podjął polemikę z Zygmuntem Krasińskim. Autorka podjęła też takie szczegółowe zagadnienia natury formalnej, jak temat „calderonizmu” jako zastosowanej przez Słowackiego formy stworzenia szlacheckiego obrazu przeszłości. Ostatni rozdział swojej pracy poświęciła autorka motywowi Słowiańszczyzny jako utopijnemu ideałowi społecznemu, który Słowackiemu był bliski. Marzena Kryszczuk zwraca uwagę na sprzeczności w obrazie sarmatyzmu w perspektywie poety. Z jednej strony odnosił się do niego z radykalnym krytycyzmem, widząc ciężkie grzechy sarmackich awanturników, takie jak pycha, rozpasanie anarchicznego indywidualizmu szlacheckiego, pogarda dla prawa, z drugiej sarmatyzm go fascynował, co prowadziło go do jego idealizacji w osobach księcia Radziwiłła „Sierotki”, którego wykreował na sarmackiego herosa, wcielenie wielkiego pana czy personalny archetyp polskości, czyniąc to samo względem postaci karmelity księdza Marka i idealizując Konfederację Barską. W finale pracy autorka rekapituluje swoje gruntowne analizy, rozważania i interpretacje: „Zmagania z tradycją szlachecką ukazują Słowackiego jako artystę, który podjął się najważniejszych zadań swej epoki: stworzenia dzieła o charakterze narodowym i jednocześnie o ambicjach uniwersalnych. Taką szansę dawało, według Słowackiego, połączenie swojskości z europejskim dyskursem, partykularyzmu z uniwersalnością. Zwrot ku przeszłości ma sens, żeby wzmocnić fundament, pozwalający się w nowoczesność”, choć Słowacki zauważał, że „szlachecki świat umiera” (w mickiewiczowskim „Panu Tadeuszu” widział elegię na tę śmierć), a dokonują się „narodziny industrialnej cywilizacji”. Ciekawe przesłanie w kontekście naszych współczesnych czasów, nieprawdaż? A wędrówka z Marzeną Kryszczuk przez bogactwo artystyczne i myślowe, przez sprzeczności, meandry, paradoksy twórczości Juliusza Słowackiego jest fascynująca.

 

Marzena Kryszczuk„Juliusz Słowacki wobec tradycji szlacheckiej”, wyd. Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2011, str. 305, ISBN 978-83-61552-47-5.