48 godzin sport

Lokomotiw bez Superpucharu
W rozegranym w minioną sobotę meczu o Superpuchar Rosji mistrz kraju Zenit Petersburg pokonał zdobywcę Pucharu Rosji Lokomotiw Moskwa 3:0. Gole dla zwycięzców strzelili Daler Kuziajew (27. minuta), Sardar Azmoun (57) i Aleksandr Jerochin (83). W moskiewskim zespole zagrali dwaj reprezentanci Polski – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus, ale całe spotkanie rozegrał tylko ten drugi, bo Krychowiak został zmieniony w 71. minucie. Zenit zdobył Superpuchar Rosji już po raz piąty.

Puchar Stanleya dla Błyskawic
Hokeiści Tampa Bay Lightning po raz trzeci w historii i drugi z rzędu zdobyli Puchar Stanleya. W szóstym meczu finału NHL pokonali Montreal Canadiens 1:0, a rywalizację do czterech zwycięstw wygrali 4-1. W ubiegłym roku zespół z Florydy świętował sukces w pustej hali w kanadyjskim Edmonton, gdzie kończono sezon w turniejowej „bańce”, w tej edycji wraz z hokeistami zwycięstwo świętowało ponad 18 tysięcy widzów. „Błyskawice” poprzednio triumfowały w rozgrywkach w 2004 i 2020 roku. W ostatnim ćwierćwieczu dwa razy z rzędu po mistrzostwo w lidze NHL sięgnęli jeszcze tylko hokeiści Detroit Red Wings (1997 i 1998 rok) oraz Pittsburg Penguins (2016 i 2017), a całej historii NHL tylko dziewięć zespołów może się pochwalić skuteczną obroną tytułu. Najbardziej wartościowym zawodnikiem fazy play off uznano 26-letniego bramkarza ekipy Lightning Rosjanina Andrieja Wasilewskiego.

Bacsinszky schodzi z kortu
Znakomita szwajcarska tenisistka Timea Bacsinszky poinformowała o zakończeniu zawodowej kariery. 32-letnia zawodniczka ma w dorobku dwa występy w półfinale French Open (2015 i 2017) i cztery turniejowe zwycięstwa w cyklu WTA. Najwyżej w rankingu była na dziewiątym miejscu (w maju 2016 roku). W 2016 roku wspólnie z rodaczką Martiną Hingis wywalczyła srebrny medal olimpijski w deblu w Rio de Janeiro.

UEFA dzieli finały pucharów
​Komitet Wykonawczy UEFA wyznaczył gospodarzy czterech najbliższych finałów Ligi Mistrzów. W obecnym sezonie odbędzie się on w Petersburgu, w sezonie 2022/2023 w Stambule, w sezonie 2023/2024 w Londynie, a w sezonie 2024/2025 w Monachium. UEFA zdecydowała też, że finał Ligi Europy w sezonie 2023/2024 roku zostanie rozegrany w Dublinie, a w następnym sezonie w Bilbao. Te dwa miasta w ostatniej chwili zostały wykreślone z listy gospodarzy Euro 2020/21.

Damian Schulz w Skrze
PGE Skra Bełchatów podpisała roczny kontrakt z Damianem Schulzem. 31-letni siatkarz, mistrz świata z reprezentacja Polski z 2018 roku, w poprzednim sezonie był zawodnikiem Indykpolu AZS Olsztyn. W klubowej karierze Schulz ma dorobku dwa Puchary Polski (2015, 2018) oraz dwa medale mistrzostw Polski – srebrny w 2015 i brązowy w 2018 roku medal, a także Superpuchar Polski wywalczony w 2015 roku.

Majchrzak mistrzem Polski
Kamil Majchrzak został mistrzem Polski w tenisie. W finale turnieju rozegranego na kortach Górnika Bytom pokonał broniącego tytułu Kacpra Żuka 7:6(4), 6:1. Obaj zawodnicy spotkali się w oficjalnym meczu po raz pierwszy. Żuk otrzymał czek na 40 tysięcy złotych, a Majchrzak Mercedesa klasy A. W finale singla kobiet broniąca tytułu Magdalena Fręch pokonała Katarzynę Kawę 6:3, 6:4 i także wyjechał z Bytomia Mercedesem klasy A, zaś pokonana przez nią rywalka z premią w wysokości 40 tys. złotych.

Zamienił Kanary na Belgrad
Koszykarz reprezentacji Polski Aleksander Balcerowski zmienił barwy klubowe. 20-letni środkowy w poprzednim sezonie występował w hiszpańskim Herbalife Gran Canaria, z którego przeszedł tego lata do serbskiego zespołu Mega Belgrad, słynącego z dobrego szkolenia graczy podkoszowych. Wielu zawodników z tego klubu trafiło następnie do ligi NBA, m.in. Serb Nikola Jokic (od 2015 r. w Denver Nuggets), który w tym sezonie został wybrany najlepszym graczem NBA czy Chorwat Ivica Zubac (LA Lakers, od 2019 LA Clippers). W przegranych przez reprezentację Polski kwalifikacjach olimpijskich w Kownie Balcerowski wychodził na parkiet w pierwszej piątce i notował średnio 11,7 pkt oraz 3 zbiórki.

Zmarł były prezydent FIS
W wieku 77 lat zmarł Gian Franco Kasper, szwajcarski działacz sportowy, przez 46 lat związany z Międzynarodową Federacją Narciarską, której przez 23 lata był prezydentem. W czerwcu tego roku zastąpił go na tym stanowisku Brytyjczyk Johan Eliasch, ale Kasper nie uczestniczył już w kongresie FIS, bo w jego trakcie trafił do szpitala z powodu problemów z oddychaniem. Już tego szpitala nie opuścił i tam też zmarł. W latach 2000-2018 Kasper był też członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Włodarczyk znów w ringu
Krzysztof „Diablo” Włodarczyk (58-4-1, 39 KO) udanie powrócił do ringu po kilkumiesięcznym pobycie w więzieniu, do którego trafił za złamanie zakazu poruszania się pojazdami mechanicznymi. 39-letni pięściarz podczas gali Knockout Boxing Night w Suwałkach stoczył pojedynek z Ukraińcem Wadymem Nowopaszynem (6-2, 2 KO). Były mistrz świata wygrał na punkty jednogłośną decyzją sędziów.

Koronawirus w wiosce olimpijskiej
Pierwsze dwa zakażenia koronawirusem stwierdzono wśród sportowców, którzy już przybyli do wioski olimpijskiej w Tokio. W niedzielę potwierdzono Covid-19 u 10 osób związanych z rozpoczynającymi się w piątek igrzyskami. W sobotę w wiosce olimpijskiej, w której zamieszkają sportowcy, trenerzy i działacze, stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia – wirus został wykryty u członka Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z Korei Południowej Ryu Seung-Mina, mistrza igrzysk w Atenach w 2004 roku w tenisie stołowym, który przyjechał do Japonii zaszczepiony. Według MKOl niedzielne przypadki pochodzą z tej samej ekipy.

French Open 2021: Zwycięstwo Świątek w dniu 20. urodzin

Swój pierwszy pojedynek w tegorocznym French Open Iga Świątek stoczyła w dniu swoich 20. urodzin. Dodatkowym obciążeniem dla jej psychiki, już i tak mocno przytłoczonej faktem, że w paryskim turnieju broni mistrzowskiego tytułu, była osoba rywalki, Kaji Juvan, dobra przyjaciółki z juniorskich czasów. Ale sentymentów nie miała i wygrała 6:0, 7:5.

Wygrywając w ubiegłym roku French Open Iga Świątek zapisała się w historii tenisa jako pierwsza reprezentantka Polski w gronie triumfatorów turnieju Wielkiego Szlema w grze pojedynczej. W obecnej edycji czeka ją niezwykle trudne zadanie obrony zdobytego tytułu. W tzw. erze otwartej tylko pięciu zawodniczkom udała się ta sztuka. Były to: Margaret Court, Chris Evert, Steffi Graf, Monica Seles i Justine Henin, ale ostatnie w tym towarzystwie belgijska tenisistka dokonała tej sztuki w 2007 roku. A licząc wszystkie turnieje wielkoszlemowe jakom ostatnia obroniła tytuł Amerykanka Serena Williams na trawiastych kortach Wimbledonu w 2016 roku.
Świątek przez większość tenisowych ekspertów była jednak w paryskim turnieju umieszczana w gronie najpoważniejszych faworytek. Niewątpliwie notowania Polki poszybowały w górę po jej niedawnym triumfie w Rzymie, w zawodach rangi WTA 1000, w których finale rozgromiła znakomitą czeską tenisistkę Karolinę Pliskovą rzadkim na tym poziomie rywalizacji wynikiem 6:0, 6:0. Po rzymskiej wiktorii nasza tenisistka zrobiła sobie dwutygodniową przerwę na solidny trening przed startem w French Open.
Pierwszy pojedynek w paryskim turnieju wyznaczono jej na poniedziałek 31 maja, akurat w dniu jej 20. urodzin, a złośliwy los na przeciwniczkę wyznaczył jej również 20-letnią Słowenkę Kaję Juvan. W 2017 obie triumfowały w grze podwójnej w juniorskim Wimbledonie, wciąż darzą się wielką sympatią, przynajmniej tak deklarują we wszystkich publicznych wypowiedziach. Ale na korcie sentymenty idą na bok. W tym roku trafiły na siebie w poprzedzającym Australian Open turnieju Gippsland Trophy i stoczyły trzysetową walkę, wygraną przez Polkę 2:6, 6:2, 6:1. W rozegranym na paryskiej mączce pojedynku Świątek w pierwszym secie zagrała koncertowo i rozbiła sklasyfikowaną obecnie na 101. miejscu rankingu WTA koleżankę 6:0. W drugiej partii już nie była taka bezwzględna i dzięki temu gra się wyrównała, ale nie dała Juvan wygrać seta i zwyciężyła 7:5, kończąc mecz po 97 minutach walki. „Nigdy nie jest grać łatwo przeciwko przyjaciółce. Miałam o tyle łatwiej, że z Kają już grałam. W czasach juniorskich grałam także przeciwko innym moim przyjaciółkom. Trzeba po prostu na dwie godziny wyłączyć przyjaźń i skupić się na meczu. Wydaje mi się, że zrobiłam to całkiem dobrze. Fajnie jest mieć taką umiejętność” – tłumaczyła Polka. Po zakończeniu obie tenisistki mocno uściskały się przy siatce. „To korty ziemne, jej ulubiona nawierzchnia, a jeszcze rozegrała w tym roku na niej więcej meczów ode mnie. Dlatego nie przystępowałam do tego meczu z wielkimi oczekiwaniami. To jest tenis i każdy walczy o swoje, nie ma miejsca na emocje na korcie” – przyznała jej rację Juvan, która przy okazji ujawniła, że niedawno zmagała się ze skutkami
zakażenia Covid-19.
Organizatorzy nie zapomnieli o 20. urodzinach polskiej tenisistki i tuż po meczu z Juvan urządzili jej małą uroczystość. Świątek dostała bukiet kwiatów i gratulacje, między innymi od znakomitej francuskiej tenisistki Marion Bartoli, mistrzyni Wimbledonu z 2013 roku, która na dodatek odśpiewała jej jeszcze „Sto lat”.
Kolejna rywalką Świątek w paryskim turnieju będzie Szwedka Rebecca Peterson (WTA 60), która w pierwszej rundzie pokonała Amerykankę Shelby Rogers 6:7(3), 7:6(8), 6:2. Nasza tenisistka jest dobrej myśli, ale niczego nie deklaruje. „Czuję, że moja gra się poprawia. Moi trenerzy tak planowali wszystko, aby szczyt formy przyszedł teraz. Mam nadzieję, że tak będzie i że zdołam to wykorzystać. Ale chociaż jestem pewna siebie i czuję się naprawdę dobrze, to pamiętam, że każdy mecz w turnieju jest osobnym rozdziałem, a na korcie zawsze mogą się zdarzyć nieprzewidziane sytuacje” – podkreśliła dziewiąta obecnie na światowej liście Polka.
Niewątpliwie jedną z takich „nieprzewidzianych sytuacji” jest sensacyjna decyzja wiceliderki rankingu WTA Japonki Naomi Osaki, która najpierw ogłosiła, że podczas French Open nie będzie uczestniczyć w obowiązkowych konferencjach prasowych. I rzeczywiście, po zwycięskim meczu w I rundzie z Rumunką Patricią Marią Tig czterokrotna mistrzyni turniejów Wielkiego Szlema nie stawiła się na spotkanie z przedstawicielami mediów, za co organizatorzy French Open ukarali ją rgrzywną w wysokości 15 tys. dolarów. I zapowiedzieli, że jeśli Japonka odmówi udziału w następnej konferencji, może zostać za to zdyskwalifikowana.
Osaka ułatwiła jednak życie francuskim działaczom tenisowym i w poinformowała, że od US Open 2018 zmaga się z depresją. „Myślę, że najlepszą rzeczą dla turnieju, innych graczy i mojego dobrego samopoczucia będzie to, że wycofam się, aby każdy mógł skupić się na grze w tenisa. Nigdy nie chciałam rozpraszać niczyjej uwagi swoją osobą, ale choć moje wyczucie czasu nie było może idealne, a moje przesłanie mogło być jaśniejsze, to swoja decyzję uważam za słuszną. A krytykom oświadczam, że nie należy trywializować zdrowia psychicznego” – napisała japońska tenisistka. Organizatorzy French Open nie przejęli się zbytnio rezygnacją wiceliderki rankingu i na odchodnym życzyli jej powrotu na korty im. Rolanda Garrosa w przyszłym roku. Po rezygnacji Osaki z udziału w turnieju stało się jasne, że po French Open Australijka Ashleigh Barty zachowa pierwsze miejsce w rankingu WTA niezależnie od wyniku uzyskanego w Paryżu.
Osaka nie jest jedyną tenisistką o znanym nazwisku, która już nie uczestniczy w rywalizacji na paryskiej mączce. Rozstawiona z numerem szóstym Kanadyjka Bianca Andreescu pożegnała się z turniejem po porażce ze Słowenką Tamarą Zidansek. Odpadły też m.in. rozstawiona z numerem 16 Holenderka Kiki Bertens, półfinalistka French Open sprzed pięciu lat, mistrzyni paryskiego turnieju sprzed pięciu lat Hiszpanki Garbine Muguruzy, któą pokonała 18-letnia Ukrainka Marta Kostiuk (WTA 81). Z French Open odpadła też w I rundzie Łotyszka Jelena Ostapenko, mistrzyni French Open z 2017 roku oraz Polk w niemieckich barwach Angelique Kerber.
Z dwójki naszych tenisistów do drugiej rundy awansował Kamil Majchrzak, który wprawdzie nie bez problemów, ale jednak pokonał w swoim pierwszym meczu debiutującego w Wielkim Szlemie Francuza Arthura Cazaux 6:4, 2:6, 6:4, 6:4. Spotkanie trwała trzy i pół godziny. W kolejnej rundzie piotrkowianin zagra z Norwegiem Casperem Ruudem. Nie powiodło się natomiast naszemu najlepszemu graczowi Hubertowi Hurkaczowi, którego ograł w I rundzie 25-letni kwalifikant, Holender Botik van de Zandschulp (ATP 154) 7:6(5), 7:6(4), 2:6, 2:6, 4:6.
We wtorek swój pierwszy pojedynek w turnieju stoczyła też Magda Linette, pokonując Francuzkę Chloe Paquet 6:3, 6:3. Poznaniankę w następnej rundzie czeka wielkie wyzwanie, bo przyjdzie jej się zmierzyć z liderką rankingu WTA Australijką Ashleigh Barty.

Hurkacz walczy w Monte Carlo

W najbliższym tygodniu najważniejsza tenisową imprezą w męskim tenisie będzie ATP Masters 1000 na ziemnych kortach w Monte Carlo. Najlepszy obecnie polski tenisista, Hubert Hurkacz, który niedawno wygrał turniej tej samej rangi w Miami, w równie prestiżowym Rolex Monte Carlo Masters został rozstawiony z numerem 13.

Pierwszym rywalem Hurkacza na ceglanej mączce w Monte Carlo będzie zawodnik z kwalifikacji. Jeśli wrocławianin wygra ten pojedynek, w następnej rundzie na jego drodze stanie lepszy z pary Daniel Evans (Wielka Brytania) – Dusan Lajović (Serbia). W przypadku zwycięstwa przeciwnikiem polskiego tenisisty będzie prawdopodobnie najwyżej rozstawiony w turnieju lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Słowo „prawdopodobnie” nie jest wcale takie niedorzeczne, bo Djoković już w swojej pierwszej potyczce może trafić na rewelacyjnego Jannika Sinnera, z którym Hurkacz wygrał w poprzednią niedzielę w finale Miami Open 2021. 19-letni włoski tenisista z kolei w swoim inauguracyjnym pojedynku na kortach w Monte Carlo zagra z 33-letnim Hiszpanem Albertem Ramosem-Vinolasem, którego lekceważyć nie można, bo to finalista monakijskiej imprezy z 2017 roku (przegrał wtedy z Rafaelem Nadalem).
Do górnej części turniejowej drabinki trafiło zresztą kilka wschodzących gwiazd męskiego tenisa. Oprócz Hurkacza znaleźli się w niej jeszcze m.in. Niemiec Alexander Zverev, Grek Stefanos Tsitsipas (już w II rundzie zagra z Włochem Lorenzo Musettim lub Rosjaninem Asłanem Karacewem), Włoch Matteo Berrettini czy Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime. Ale w tej części drabinki „królem polowania” będzie rzecz jasna Djoković, triumfator tegorocznego wielkoszlemowego
Australian Open.
W dolnej połówce wszystkie oczy będą z kolei zwrócone na Hiszpana Rafaela Nadala, który celuje w 12. mistrzostwo w turnieju w Monte Carlo. „Rafa” został w tegorocznej edycji rozstawiony z numerem 3., a jego pierwszym przeciwnikiem będzie kwalifikant lub Francuz Adrian Mannarino. W jego ćwiartce ulokowani zostali również m.in. inny z hiszpańskich tenisistów Roberto Bautista oraz Rosjanin Andriej Rublow. W tej części turniejowego rozstawienia znalazł się też najlepszy obecnie z rosyjskich graczy Daniił Miedwiediew, któremu z racji miejsca w rankingu przysługuje numer 2. Na inaugurację Miedwiediew, finalista tegorocznego Australian Open, powalczy z Serbem Filipem Krajinoviciem lub Gruzinem Nikołozem Basilaszwilim. Potem na jego drodze może stanąć mistrz z 2019 roku (w sezonie 2020 turniej nie odbył się), Włoch Fabio Fognini, zaś w ćwierćfinale może trafić na Hiszpana Pablo Carreno lub Argentyńczyka Diego Schwartzmana. Rywalizacja w głównej drabince zawodów Rolex Monte-Carlo Masters 2021 ruszy już w niedzielę (11 kwietnia). Triumfatora poznamy w kolejną niedzielę (18 kwietnia).
W turnieju debla w Monte Carlo zagra dwóch naszych tenisistów. Łukasz Kubot wystąpi w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem. Polsko-holenderska para została rozstawiona z numerem szóstym, a na początek spotka się z francuskim duetem Adrian Mannarino – Benoit Paire. Potem mogą trafić na włosko-argentyński debel Fabio Fognini – Diego Schwartzman lub austriacko-australijski Oliver Marach – Luke Saville.
Do gry podwójnej zgłosił się też Hurkacz, który ponownie zagra w parze z Kanadyjczykiem Feliksem Augerem-Aliassime. W listopadzie wygrali turniej w Paryżu, a w Monte Carlo ich pierwszymi przeciwnikami będą nagrodzeni dziką kartą tenisiści gospodarzy, Romain Arneodo i Hugo Nys. Monakijczycy to półfinaliści zawodów w Monte Carlo z 2017 roku. Jeśli polsko-kanadyjska para wygra, to w 1/8 finału trafi na najwyżej rozstawionych w grze podwójnej Kolumbijczyków Juana Sebastiana Cabala i Roberta Faraha. W losowaniu drabinki deblowej Kubot i Hurkacz trafili do tej samej turniejowej „ćwiartki”, więc przy sprzyjających wiatrach mogą na siebie trafić, ale dopiero w ćwierćfinale.
Szansę i duże chęci na występ w turnieju głównym w Monte Carlo miał jeszcze Kamil Majchrzak (ATP 118), który wystartował w dwustopniowych kwalifikacjach. W pierwszej rundzie tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego wygrał z wyżej notowanym Włochem Gianlucą Magerem (ATP 91) 6:3, 6:3, zaś w niedzielę w finale kwalifikacji zmierzył się innym włoskim tenisistą Stefano Travaglią (ATP 69). W starciu z tym rywalem nasz reprezentant przegrał w trzech setach 4:6, 6:3, 2:6. Szkoda, bo w przypadku zwycięstwa Majchrzak mógł trafić na Hurkacza i mielibyśmy być może polski pojedynek na ziemnych kortach w Monte Carlo.

Wygrali z Salwadorem w Pucharze Davisa

Nasza tenisowa reprezentacja w miniony weekend odniosła dziewiąte z rzędu zwycięstwa w rozgrywkach Pucharu Davisa. W hali Kalisz Arena biało-czerwoni pokonali ekipę Salwadoru już po dwóch grach singlowych i deblu.

Mecz Polski z Salwadorem rozpoczął się od pojedynku Kacpra Żuka (ATP 263) z Marcelo Arevalo (ATP 457). 22-letni polski tenisista, aktualnie trzecia rakieta w naszym męskim tenisie po Hubercie Hurkaczu i Kamilu Majchrzaku, miał trochę problemów w pierwszym secie, lecz ostatecznie wygrał 7:6(5), 6:1. Potem na kort wyszedł Majchrzak, a jego rywalem był niesklasyfikowany w światowym rankingu 20-letni Lluis Miralles. Dla Salwadorczyka było to bolesne doświadczenie, bo potyczkę z zajmującym obecnie 111. lokatę w rankingu ATP Polakiem przegrał w 39 minut 0:6, 0:6. Po raz ostatni nasz tenisista w meczu Pucharu Davisa odprawił przeciwnika na „rowerku”, jak nazywana jest w żargonie porażka bez zdobytego gema, 12 maja 2002 roku. Wyczynu tego dokonał wtedy Bartłomieja Dąbrowskiego w pojedynku z Estończykiem Andresem Angerjarvem na kortach gdyńskiej Arki.
Tak więc po obu piątkowych spotkaniach singlowych reprezentacja Polski prowadziła z Salwadorem 2-0 i do wygranej potrzebowała już tylko jednego punktu. W sobotę w samo południe było już po wszystkim, bo nasi debliści, Łukasz Kubot i Jan Zieliński, w godzinę uporali się z duetem rywali Arevalo – Miralles, pokonując ich 6:4, 6:2. Dla 38-letniego Kubota, który w ostatniej chwili dołączył do polskiej ekipy, był to 34. zwycięstwo w Pucharze Davisa (15 z nich odniósł w grze podwójnej). Dla polskiej drużyny była to dziewiąta wygrana w tych rozgrywkach. Kolejnego rywala biało-czerwoni poznają we wrześniu, gdy odbędą się kolejne spotkania Grupy Światowej II. Osiem najwyżej notowanych ekip w rankingu narodów ITF wywalczy automatyczny awans do przyszłorocznych spotkań play off o miejsca w Grupie Światowej I. Natomiast cztery najniżej notowane zespoły zostaną rozlosowane w dwie pary i w listopadzie tego roku powalczą o awans.

Australian Open 2021: Świątek awansowała, Hurkacz nie dał rady

Z trójki reprezentantów Polski w grze pojedynczej, do drugiej rundy wielkoszlemowego Australian Open awansowała jedynie Iga Świątek, która w dwóch setach wyeliminowała Holenderkę Arantxę Rus. Nie popisali się natomiast obaj nasi singliści – Hubert Hurkacz odpadł po porażce ze Szwedem Mikaelem Ymerem, a Kamila Majchrzaka z turnieju wykosił Serb Miomir Kecmanović.

Rozstawiona w turnieju z numerem 15. Świątek w pierwszej rundzie trafiła na Holenderkę Arantxę Rus, którą w trwającym 76 minut pojedynku pokonała 6:1, 6:3. Tym samym polska tenisistka zrewanżowała się sklasyfikowanej obecnie na 77. pozycji rywalce za ubiegłoroczną porażkę w pierwszej rundzie turnieju WTA w Rzymie, który poprzedzał wielkoszlemowy French Open zakończony jak wszyscy pamiętamy wielkim triumfem Świątek. Warszawianka zaczęła mecz z impetem i po 12 minutach prowadziła już 3:0, a cał partię po 32 minutach wygrała 6:1. W drugim secie Holenderka była skuteczna tylko na początku i ostatecznie przegrał 3:6.
Przed rokiem warszawianka na kortach w Melbourne odpadła w 1/8 finału. W US Open dotarła do trzeciej rundy, a w turnieju French Open sięgnęła po historyczny dla polskiego tenisa tytuł. Co ciekawe, w imprezach pod szyldem WTA nie odnotowała tak dobrych rezultatów jak w Wielkim Szlemie. „Nie wiem, dlaczego lepiej mi idzie w turniejach wielkoszlemowych. Może to kwestia przygotowań, może to po prostu idealny dla mnie czas na grę? Ale moim celem jest dobrze wypadać w każdym turnieju. Na razie jednak jest tak, chociaż nie powinno, że bardziej sprężam się w Wielkim Szlemie, bo mam w głowie zakodowane, że są to najważniejsze zawody w sezonie” – podsumowała Świątek na pomeczowej konferencji prasowej.
Dorwać Camilę Giorgi
Warszawianka została przed tegorocznym turniejem na kortach Melbourne Park zaliczona do grona faworytek, głównie jednak dlatego, że ma na koncie wielkoszlemowy tytuł. Ale tenisowi eksperci do najpoważniejszych kandydatek do zwycięstwa zaliczają Australijkę Ashleigh Barty (liderka rankingu WTA w pierwszej rundzie rozgromiła reprezentantkę Czarnogóry Dankę Kovinić 6:0, 6:0), Amerykankę Serenę Williams, Japonkę Naomi Osakę, Hiszpankę Garbine Muguruzę i Rumunkę Simonę Halep, ale duże szanse na triumf dają też Ukraince Jelinie Switolinie i broniącej tytułu Amerykance Sofii Kenin.
Na razie jednak Iga Świątek ma na głowie pojedynek w II rundzie z Camilą Giorgi. To znacznie bardziej wymagająca rywalka od Rus, bo 29-letnia włoska tenisistka, chociaż w tej chwili w wyniku regresu formy zajmuje w rankingu WTA dopiero 79. lokatę, to ma wielkie doświadczenie i styl gry, który nie odpowiada naszej tenisistce. Giorgi uwielbia uderzać piłki z całą mocą, a jeśli ma swój dzień, to samymi serwisami potrafi doprowadzić do frustracji każdą tenisistką z Top 100 światowego rankingu. Warto przypomnieć, że piłka po jej podaniach często przekracza 200 km/h. Ma też jednak uzasadnioną opinię zawodniczki chimerycznej i nieobliczalnej, przez co trudno jest jej utrzymać wysoką dyspozycję czasem nawet w jednym meczu, a c o dopiero w turnieju czy całym sezonie. Niewiadomą jest też forma fizyczna włoskiej tenisistki. W poprzedzającym Australina Open turnieju w Melbourne musiała skreczować w pojedynku z Sofią Kenin z powodu kontuzji mięśnia przywodziciela, a w I rundzie wielkoszlemowej imprezy wyszła na mecz z reprezentantką Kazachstanu Jarosławą Szwiedową z bandażem na nodze. Nie przeszkodziło jej to jednak wygrać pewnie 6:3, 6:3. Świątek dobrze pamięta ostatnie spotkanie z Giorgi. „Nasz mecz z 2019 roku był dla mnie bardzo trudny, bo wtedy po raz pierwszy spotkałam się z rywalką, która potrafi tak mocno uderzać. Na szczęście od tego czasu poczyniłam postępy i jestem lepiej przygotowana. Mam jednak świadomość, że w środę czeka mnie trudny pojedynek, bo Camila potrafi grać na najwyższym poziomie” – przyznała szczerze Polka w jednym z wywiadów. Dla przypomnienia – dwa lata temu Świątek i Giorgi trafiły na siebie także w II rundzie Australian Open. Warszawianka przegrała wtedy gładko 2:6, 0:6, ale miała wtedy ledwie 17 lat i był to jej debiutancki występ w turnieju głównym Wielkiego Szlema. A od tego czasu w jej karierze wiele się przecież zmieniło.
Jeśli Świątek wyeliminuje Giorgi, to w trzeciej rundzie czeka ją pojedynek z Francuzką Fioną Fero lub reprezentantką Kazachstanu Jeleną Rybakiną, natomiast w IV rundzie może trafić na żądną rewanżu za French Open wiceliderkę rankingu WTA Simonę Halep.
„W Paryżu Iga zrobiła historyczny wynik, ale niech się nam nie wydaje, że Wielkie Szlemy wygrywa się codziennie. W tenisie nikt poza Sereną Williams, Federerem, Nadalem czy Djokoviciem nie startuje w nich z myślą, że je wygra. A wynik Igi w Australin Open sprzed roku, czwarta runda, zostanie z nią w rankingu WTA jeszcze przynajmniej przez rok. Jeśli w tym roku zajdzie dalej, to będzie duży bonus, ale jeśli jej się to nie uda, punkty i tak zachowa” – podkreślił trener 19-letniej warszawianki Piotr Sierzputowski.
Szwed okazał się lepszy
Na pierwszej rundzie swoją tegoroczną przygodę z Australian Open zakończyli natomiast obaj nasi reprezentanci w grze pojedynczej. O ile porażkę Kamila Majchrzaka z 21-letnim Serbem Miomirem Kecmanoviciem (ATP 42) 2:6, 4:6, 3:6 trudno uznać za sensację, bo piotrkowianin daleki jest od swojej najlepszej formy i zajmowane przez niego aktualnie 109. miejsce w rankingu tylko to potwierdza.
Zdecydowanie większym rozczarowaniem jest przegrana Huberta Hurkacza z dużo niżej notowanym 22-letnim Szwedem Mikaelem Ymerem 6:3, 3:6, 6:3, 5:7, 3:6. Sklasyfikowany obecnie na 30. pozycji w rankingu wrocławianin zdawał się być w wysokiej formie, co potwierdził w czasie styczniowych startów w USA i w rozegranym w Melbourne turnieju ATP 250, w którym doszedł do ćwierćfinału. Porażka z notowanym na 95. miejscu światowej listy szwedzkim tenisistą została uznana przez znawców tego sportu za sensację, bo Hurkacz przez Australian Open był wymieniany w gronie graczy zdolnych do zamieszania w zdominowanej przez weteranów czołówce. Z „mieszaniem” Polak będzie jednak musiał poczekać do następnych wielkoszlemowych turniejów.
Na pocieszenie został mu jeszcze udział w grze podwójnej. W deblowym turnieju Australian Open zagra w parze z Kanadyjczykiem Felixem Augerem-Aliassime, a ich przeciwnikami w I rundzie będą Brytyjczycy, bracia Ken i Neal Skupscy. W deblowej rywalizacji zobaczymy też Łukasza Kubota, który w tym sezonie będzie występował w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem. Kubot i Koolhof zostali rozstawieni w turnieju z numerem 4. i w I rundzie zmierzą się z Urugwajczykiem Arielem Beharem i Ekwadorczykiem Gonzalo Escobarem. Deblowe potyczki z udziałem Kubota i Hurkacza odbędą się w środę 10 lutego.

Bałagan przed Australian Open

Organizatorzy międzynarodowych mistrzostw Australii postanowili, że w pierwszym dniu odbędą się mecze z górnej połówki singla mężczyzn i dolnej połówki singla kobiet. Taki rozstaw gier oznaczał, że Iga Świątek i Kamil Majchrzak swoje pojedynki musieli stoczyć już w poniedziałek, a w turniejach poprzedzających Australian Open sypnęło walkowerami.

Z powodu opóźnień w programie turniejów poprzedzających Australian Open, spowodowanych przez jeden pozytywny test na Covid-19 u osoby pracującej w Grand Hyatt Hotel, jednym z hoteli, w którym ulokowani zostali tenisiści i sędziowie biorący udział w tenisowych imprezach, w czwartek zawieszono wszelkie rozgrywki, co kompletnie zdewastowało terminarz gier. Kilka tenisistek oddało swoje mecze walkowerem, albo zgłosiły kontuzje – w ten sposób zrezygnowały z walki o zwycięstwo m.in. Amerykanka Serena Williams, Japonka Naomi Osaka i Białorusinka Wiktoria Azarenka. W tej sytuacji finały turniejów Gippsland Trophy i Yarra Valley Classic przesunięto na niedziel, a w Grampians Trophy zrezygnowano z rozgrywania spotkania finałowego i wszystkim półfinalistkom przyznano punkty i nagrody pieniężne przewidziane dla finalistek. A ten akurat turniej wprowadzono do kalendarza dodatkowo z myślą o zawodniczkach, które po przybyciu do Australii musiały poddać się surowej kwarantannie. Spowodowane to było pozytywnymi wynikami testów na COVID-19 wśród uczestników lotów czarterowych na antypody.
Iga Świątek w poniedziałek w nocy zmierzyła się z Holenderką Arantxą Rus, natomiast Kamil Majchrzak w pierwszej rundzie trafił na Serba Miomira Kecmanovicia. Trzeci z naszych singlistów, Hubert Hurkacz, swój pierwszy pojedynek w turnieju stoczy we wtorek, a jego rywalem będzie Szwed Mikael Ymer.

W Melbourne Park Hurkacz bryluje w singlu i deblu

Na kilka dni przed startem Australian Open tenisowe życie na kortach kompleksu Melbourne Park na chwilę zamarło. Powodem był pozytywny wynik testu na obecność Covid-19 u pracownika jednego z hoteli, w którym zakwaterowano uczestników turnieju. 160 tenisistek i tenisistów natychmiast odizolowano, a toczące się rozgrywki wstrzymano do piątku. Z Polaków uczestniczy w nich jeszcze tylko Hubert Hurkacz.

W środę służby medyczne stanu Wiktoria poinformowały, że pozytywny wynik testu na COVID-19 otrzymał 26-letni mężczyzna pracujący w Grand Hyatt Hotel. W związku z tym w izolacji znalazło się 507 osób, w tym 160 zawodniczek i zawodników, którzy byli w tym hotelu. Całej tej grupie wykonano testy, ale ich wyniki miały być znane dopiero w piątek, zatem działacze Tennis Australia podjęli decyzję o zawieszeniu wszystkich zaplanowanych na czwartek meczów na kortach Melbourne Park. W tej sytuacji na piątek przełożono też losowanie drabinki turniejowej Australian Open, a nawet pojawiły się plotki, iż organizatorzy rozważają przesunięcie terminu rozpoczęcia wielkoszlemowej imprezy o kilka dni. Plotki te zdementował jednak dyrektor turnieju Craig Tiley. „Jesteśmy całkowicie przekonani, że Australian Open ruszy w poniedziałek. Ostatnie wyniki testów mamy otrzymać w czwartek wieczorem. Oceniamy, że prawdopodobieństwo wystąpienia koronawirusa uczestników jest bardzo niskie, spodziewamy się więc negarywnych wyników wszystkich testów, a jeśli się to potwierdzi, to od piątku znów będzie można bez przeszkód kontynuować trwające obecnie turniejowe rozgrywki w Melbourne Park oraz organizować zajęcia treningowe. Będziemy mieli na to wszystko trzy dni i tyle czasu powinno wystarczyć” – stwierdził Tiley.
W grupie odizolowanych zawodniczek znalazła się między innymi zakwaterowana w Grand Hyatt Hotel Iga Świątek. Mistrzyni French Open 2020 musiała cierpliwie czekać w swoim apartamencie na wynik testu, miała więc dużo wolnego czasu na przeanalizowanie swojej nadspodziewanie łatwej przegranej 4:6, 2:6 w trzeciej rundzie turnieju Gippsland Trophy z niżej notowaną w rankingu Rosjanką Jekateriną Aleksandrową (WTA 33). Dla 19-letniej polskiej tenisistki był to dopiero drugi w tym roku występ w oficjalnym meczu. W poprzedniej rundzie wyeliminowała Słowenkę Kaję Juvan pokonując ją po 96 minutach gry 2:6, 6:2, 6:1. Rosyjska tenisistka w drugiej rundzie też nie miała łatwo, bo musiała stoczyć także trzysetowy bój ze Słowaczką Anną Karoliną Schmiedlovą (4:6, 6:4, 6:2)
Świątek w starciu z Aleksandrową trzymała poziom tylko do stanu 2:2 w pierwszym secie, ale potem Rosjanka uzyskała przewagę, którą utrzymała do końca. Nasza zawodniczka nie potrafiła znaleźć recepty na agresywny styl gry Rosjanki, co powodowało w jej grze coraz większą nerwowość i kolejne błędy. Rywalka miała w tym pojedynku siedem asów i mnóstwo zdobytych punktów po swoim podaniu, a Świątek nie miała w swoim arsenale takiej skutecznej broni. Zepchnięta do defensywy nie odebrała rywalce inicjatywy już do końca meczu. Aleksandrowa po 79 minutach gry zakończyła spotkanie wygrywającym serwisem.
Ten pojedynek pokazał, że nasza najlepsza w tej chwili tenisistka (WTA 17) nie jest w najwyższej formie, więc raczej nie należy oczekiwać, że w tegorocznym Australian Open odegra jakąś znaczącą rolę. Nie można też tego rzecz jasna wykluczyć, bo w rozgrywanych w Melbourne Park turniejach szybko odpadło wiele zawodniczek z Top 20, m.in. Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Białorusinka Aryna Sabalenka, Chorwatka Petra Martić, Brytyjka Johanna Konta.
Natomiast z dwójki szykujących się do Australian Open naszych tenisistów dobrze zapowiada się lepszy z nich, czyli Hubert Hurkacz (Kamil Majchrzak nie przeszedł nawet jednej rundy), który w turnieju Great Ocean Road Open (pula nagród 320 tys. USD) dotarł już do III rundy w singlu. Wrocławianin w pierwszej rundzie był rozstawiony i miał wolny los, a w 1/16 finału wyeliminował Duńczyka Mikaela Torpegaarda 6:4, 6:3, zaś o ćwierćfinał miał w czwartek zagrać z Urugwajczykiem Pablo Cuevasem (ATP 70). Ten pojedynek, jak wszystkie inne, przełożono na piątek. Hurkacz świetnie spisuje się też w grze podwójnej w parze z Włochem Jannikiem Sinnerem. Polsko-włoski duet w 1/8 finału sprawił wielką sensację awansując do ćwierćfinału po zwycięstwie 6:1, 6:4 nad rozstawionymi z numerem czwartym Francuzem Pierre’m-Huguesem Herbertem i Finem Henrim Kontinenem, a to są przecież czołowi debliści na świecie. Po tych wynikach można wnosić, że Hurkacz przyjechał do Melbourne świetnie przygotowany, więc może w Australian Open zajdzie wysoko.

48 godzin sport

Federer pomógł Majchrzakowi
Roger Federer (na zdjęciu) nie zagra w Australian Open 2021. Szwajcarski tenisista w tym roku zawiesił starty w połowie roku i przeszedł dwie operacje kolana. Mimo długiej rehabilitacji nie doszedł jeszcze do pełnej sprawności, chociaż ostatnie dni spędził na treningach w Dubaju. Po konsultacjach ze swoim sztabem trenerskim tenisista uznał jednak, że lepiej dla niego będzie wznowić starty dopiero w marcu, a zatem szwajcarskiego mistrza kortu nie zobaczymy w Melbourne Park w przyszłorocznym Australian Open 2021. Federer jest uważany za najlepszego zawodnika w historii męskiego tenisa. Do niego należy rekord w liczbie zwycięstw w turniejach Wielkiego Szlema – triumfował w nich w sumie 20 razy, z czego w Australian Open sześciokrotnie (2004, 2006, 2007, 2010, 2017 i 2018). W poprzedniej edycji Szwajcar odpadł jednak już w 4. rundzie po porażce z Grekiem Stefanosem Tsitsipasem. W rankingu ATP aktualnie zajmuje piąte miejsce. Na decyzji Federera o wycofaniu się ze startu w AO 2021 skorzystał m.in. nasz tenisista, Kamil Majchrzak (ATP 107), który był drugi na liście oczekujących na miejsce głównej drabince. Tuż przed oficjalnym zamknięciem listy zgłoszeń z wyprawy na antypody zrezygnował też Francuz Lucas Pouille (ATP 70), który wybrał starty w challengerach ATP w swoim kraju i tym samym zwolnił miejsce Majchrzakowi.

Zmarł legendarny bramkarz Gwardii Warszawa
W niedzielę 27 grudnia w wieku 75 lat zmarł Zbigniew Pocialik, znakomity przed laty bramkarz Gwardii Warszawa (w latach 1962-1974 i 1978-1979 zaliczył w tym zespole 176 występów w ekstraklasie), a po zakończeniu piłkarskiej kariery uznany trener. Był m.in. asystentem Janusza Wójcika w reprezentacji Polski, natomiast samodzielnie prowadził Gwardię i Olimpię Warszawa oraz Świt Nowy Dwór Mazowiecki.

Zmiana trenera w piłkarskiej reprezentacji Czarnogóry
Miodrag Radulović przyjął ofertę prezesa związku (FSCG) Dejana Savicevica i od nowego roku będzie selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Czarnogóry, zastępując na tym stanowisku Faruka Hadzibegica. W rozpoczynających się w marcu przyszłego roku eliminacjach mistrzostw świata 2022 Czarnogóra w grupie rywalizować będzie z Holandią, Turcją, Norwegią, Łotwą i Gibraltarem. 53-letni Radulović ostatnio prowadził kadrę młodzieżową Czarnogóry, a wcześniej był trenerem m.in. Buducnosti Podgorica, kazachskiego FC Atyrau, klubów w Kuwejcie i Iranie oraz reprezentacji takich krajów, jak Liban i Mjanma.

Odeszła olimpijka, uczestniczka zimowych igrzysk 1956 roku
W niedzielę 27 grudnia w wieku 85 lat zmarła biegaczka narciarska Maria Gąsienica Bukowa-Kowalska – poinformował w Polski Związek Narciarski. Była uczestniczką zimowych igrzysk olimpijskich w Cortinie d’Ampezzo w 1956 roku, w których wywalczyła piąte miejsce w sztafecie 3×5 km. Do jej największych sukcesów należało również czwarte miejsce w sztafecie podczas mistrzostw świata w Lahti (1958). Pięciokrotnie zdobywała tytuł mistrzyni Polski. Po zakończeniu kariery sportowej pracowała jako instruktor narciarski.

Rekordowy wynik w lidze NBA po dwóch kwartach
Koszykarze Dallas Mavericks w meczu ligi NBA rozgromili ekipę Los Angeles Clippers 124:73, ale w tym spotkaniu pobili jeden z rekordów amerykańskiej ligi. Drużyna Mavericks po dwóch kwartach prowadził z Clippers różnicą aż 50 punktów (77:27). Wedle stacji ESPN od czasu wprowadzenia zegara ograniczającego czas akcji, czyli od sezonu 1954/1955, to najwyższa różnica punktowa po dwóch kwartach. Poprzednim rekordem było 47 punktów przewagi ekipy Golden State Warriors w spotkaniu z Sacramento Kings w 1991 roku. Dla zespołu Mavericks było to pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie, zaś dla ekipy z Los Angeles była to pierwsza porażka.

Zagrają w bańce na antypodach

Po długich negocjacjach z władzami australijskiej federacji tenisowej prezydent stanu Wiktoria Daniel Andrews wydał zgodę na rozegranie wielkoszlemowego Australian Open 2021 w Melbourne. Turniej został przełożony o trzy tygodnie (na 8-21 lutego) i zostanie przeprowadzony w warunkach surowego protokołu sanitarnego.

Uczestnicy Australian Open 2021 będą musieli przybyć do Australii specjalnie wyczarterowanymi samolotami w dniach 15-16 stycznia. Po przylocie mają obowiązek poddania się dwutygodniowej kwarantannie. Podczas izolacji będą mogli opuścić swój pokój hotelowy jedynie na pięć godzin na dobę i nie będą mogli mieć kontaktu z osobami spoza tzw. turniejowej bańki. Ograniczenia będą podobne do tych, jakie wprowadzono w tegorocznych wielkoszlemowych US Open i French Open.
Przed wejściem na pokład samolotu do Melbourne każdy będzie musiał przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Kolejne pięć testów przejdą w Australii podczas kwarantanny. Tenisiści, którzy już w Australii będą mieć pozytywny wynik badania, otrzymają prawo do ponownego testu. Wszystko po to, aby uniknąć kontrowersji, jakie miały miejsce podczas tegorocznego French Open w Paryżu, gdzie kilku tenisistów, w tym Polka Katarzyna Kawa, nie zostało dopuszczonych do startu z powodu zakażenia Covid-19, podczas gdy testy, jakie zrobili we własnym zakresie, dały wynik negatywny.
Jeśli ktoś z przybyłych do Melbourne uzyska pozytywny wynik testu zostanie poddany izolacji. O jej zakończeniu zadecydują lokalne agendy ministerstwa zdrowia. Jeśli tenisista nie będzie mógł wystąpić w Australian Open 2021 z powodu pozytywnego wyniku testu na obecność koronawirusa, otrzyma 50 procent premii finansowej przewidzianej za udział w I rundzie turnieju, ale jego miejsce w drabince startowej zajmie gracz z listy rezerwowej.
Rząd Wiktorii zezwolił na przybycie do Australii maksymalnie 1000 osób związanych z turniejem. Tenisiści mający pewne miejsce w obsadzie Australian Open 2021 oraz debliści z czołowej dziesiątki rankingów, będą mogli zabrać dwóch członków sztabu, pozostali tylko jednego. Każdy gracz może poprosić o powiększenie składu swojej ekipy do trzech osób, ale zgodę na to otrzyma jedynie wówczas, jeśli ktoś z pozostałych zawodników zadeklaruje przyjazd do Melbourne z mniejszą liczbą osób towarzyszących.
Może tak się zdarzyć, bo dla zawodniczek i zawodników, którzy zdecydują się przyjechać na turniej w pojedynkę, organizatorzy obiecują finansową rekompensatę w wysokości siedmiu tysięcy dolarów australijskich.
Podczas kwarantanny tenisiści będą mogli trenować przez pierwszy tydzień przez dwie godziny dziennie i wyłącznie z jednym sparingpartnerem, ale w drugim tygodniu już z trzema.
Dlatego uczestnicy Australian Open już teraz umawiają się na wspólne zajęcia. Wiadomo na przykład, że w duetach będą ćwiczyć m.in. Rafael Nadal i Jannik Sinner, Danił Miedwiediew i Roberto Bautista, Felix Auger-Aliassime i Matteo Berrettini czy Pablo Carreno i Joao Sousa.
Australian Open 2021 nie odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. Organizatorzy turnieju dostali zezwolenie na obecność kibiców. Trybuny obiektów będą mogły zostać wypełnione maksymalnie w 50 procent, a fani zostaną zobowiązani do przestrzegania zasad bezpieczeństwa epidemicznego.
W głównej drabince tegorocznego Australian Open pewne miejsce na bazie aktualnego rankingu ma troje reprezentantów Polski – Iga Świątek (WTA 17), Magda Linette (WTA 40) i Hubert Hurkacz (ATP 34). Bliski dostania się do turnieju głównego jest jeszcze Kamil Majchrzak (ATP 107), który zajmuje obecnie drugą lokatę na liście oczekujących, więc jeśli z imprezy w Melbourne Park wycofa się jeszcze dwóch graczy, nasz tenisistka znajdzie się w gronie 128 uczestników męskiej części turnieju bez konieczność udziału w trzystopniowych kwalifikacjach.
Na wszelki wypadek Majchrzak zgłosił swój akces do turnieju eliminacyjnego, który w przypadku mężczyzn zostanie rozegrany w dniach 10-13 stycznia w katarskiej Dosze. W tym samym terminie odbędą się również kwalifikacje kobiet, tyle że w Dubaju. W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich o prawo gry w Australian Open zamierzają powalczyć trzy nasze tenisistki – Katarzyna Kawa, Magdalena Fręch i Maja Chwalińska.
Polscy fani tenisa największe nadzieje pokładają rzecz jasna w mistrzyni tegorocznego French Open Idze Świątek. Jej trener, Piotr Sierzputowski, nie planował żadnego startu przed Australian Open, ale po przesunięciu terminu rozpoczęcia imprezy o trzy tygodnie zmienił zdanie i jeszcze przed świętami wyjawił, że jego podopieczna być może zagra w którymś z dwóch turniejów rangi WTA 500 szykowanymi na początku lutego w Melbourne. Na razie nie ma jednak pewności, że te imprezy dojdą do skutku.
Ale zainteresowanie nimi wśród zawodniczek jest bardzo duże. W głównej drabince każdego z nich chęć występu już zgłosiło po 56 tenisistek.

Majchrzak w Szwecji

Kamil Majchrzak to drugi po Hubercie Hurkaczu tenisista w hierarchii polskich graczy. Piotrkowianin niedawno ogłosił, że jego nowym trenerem będzie Szwed Joakimem Nystroemem, mistrz Wimbledonu z 1986 roku w deblu.

Pod koniec tegorocznego sezonu Majchrzak rozstał się z trenerem Tomaszem Iwańskim, pod wodzą którego wygrał trzy turnieje rangi challenger, zadebiutował w cyklu ATP oraz awansował na pewien czas do czołowej setki światowego rankingu. Obecnie tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego jest sklasyfikowany na 107. pozycji i uznał, że musi coś zmienić w treningu, jeśli chce spełnić sportowe marzenie i awansować do Top 50 rankingu ATP.
Podjętą w tej kwestii decyzję Majchrzak obwieścił kibicom tenisa za pośrednictwem Facebooka. „Z przyjemnością przedstawiam Wam mojego głównego trenera, Joakima Nystroema, któremu pomagać będą trener Gianluca Marchiori oraz trener od przygotowania fizycznego Tim Lindberg. Moją bazą treningową będzie teraz Good To Great Tennis Academy w Sztokholmie. Założycielami tej akademii są Magnus Norman, Mikael Tillstroem oraz Nicklas Kulti. Jak sami widzicie, że jestem w dobrych rękach” – napisał nasz 24-letni reprezentacyjny tenisista.
Majchrzak oddał się pod szkoleniową opiekę uznanej tenisowej akademii, którą założyli doświadczeni szkoleniowcy – Magnus Norman (doprowadził do sukcesów Szwajcara Stana Wawrinkę) i Mikael Tillstroem (współpracował m.in. z Gaelem Monfilsem). Trenerem naszego tenisisty będzie natomiast Joakim Nystroem, świetny przed laty szwedzki tenisista, triumfator 13 turniejów ATP, siódmy swego czasu w rankingu ATP w singlu, a w deblu w 1986 roku wygrał w parze z Matsem Wilanderem wielkoszlemowy Wimbledon. Po tym sukcesie był nawet na czwartym miejscu na świecie w rankingu deblistów. Jako szkoleniowiec Nystroem współpracował m.in. z Thomasem Enqvistem, Jarkko Nieminenem, Juergenem Melzerem i Jackiem Sockiem.
Na razie Majchrzak musi uporać się do końca ze skutkami zakażenia wirusem SARS-CoV-2, a potem pojedzie do Szwecji po formę na sezon 2021.