Prowokacja kerczeńska

Upłynął tydzień od wydarzeń jakie miały miejsce na Morzu Czarnym u wejścia do Cieśniny Kerczeńskiej. Poznaliśmy wiele nowych faktów, dowodów i towarzyszących im okoliczności, co pozwala spojrzeć na wydarzenia z 25 listopada chłodnym okiem i przeanalizować wydarzenia w sposób wolny od histerycznej antyrosyjskiej propagandy, jaką rozpętały aktualne władze Ukrainy. Owe pojedyncze bezsporne fakty, są niczym litery. Litery te układają się w słowa, słowa te zaś tworzą odpowiedź na pytanie: co tam się wydarzyło? Brzmi ona – cyniczna zaplanowana, ukraińska prowokacja.

 

O 4:40 w dniu 24 listopada 2018 roku (sobota), w wyłącznej strefie ekonomicznej Federacji Rosyjskiej, w odległości 28-30 mil na południowy wschód od Przylądka Meganom na Krymie, radiolokacyjne i lotnicze środki rozpoznawcze Federalnej Służby Bezpieczeństwa Republiki Krymu wykryły i zidentyfikowały okręty ukraińskiej marynarki wojennej. Zwiad lotniczy potwierdził, że zespół okrętów ukraińskich składa się z dwóch jednostek. Były to: stary, wybudowany jeszcze w 1965 poradziecki transportowiec o ładowności 2100 ton, służący marynarce Ukrainy jako statek wsparcia „Gorłówka” (pokładowy numer U – 753) i niewiele młodszy zbudowany w 1974 holownik redowy „Jany Kapu” (numer burtowy) A-947, które podążały na północny wschód w kierunku Cieśniny Kerczeńskiej.

O 21:30 po zbliżeniu się owej grupy okrętów ukraińskiej marynarki wojennej do granicy państwowej Federacji Rosyjskiej, patrolowy kuter rosyjskiej Straży Granicznej FSB „Sobol” poinformował Ukraińców o procedurze przekraczania granicy państwowej Federacji Rosyjskiej i zasadach nawigacji na kanale Kercz-Jenikalski. „Sobol” to wybudowany w 2006 szybki, bo rozwijający prędkość do 50 węzłów, niewielki kuter o wyporności 57 ton z 6 osobową załogą. Procedura o jakiej poinformowali Rosjanie Ukraińców, była tożsama z tą jaką wypełnił 23 września br zespół okrętów marynarki wojennej Ukrainy, który przepłynął Cieśninę Kerczeńską płynąc pod słynnym rosyjskim Mostem Kerczeńskim. Wówczas ukraiński okręt poszukiwawczo-ratunkowy „Donbass” przeszedł tę trasę płynąc do Berdiańska, wzmacniając tym samym infrastrukturę floty ukraińskiej na Morzu Azowskim, a towarzyszył mu holownik „Koriec”. Do najmniejszego incydentu nie doszło.
Zgodnie z ową procedurą należy złożyć wniosek do administracji morskiej portu w Kerczu 48 godzin przed wejściem cieśniny. Do 24 godzin czeka się na rozpatrzenie wniosku, potwierdzenie zgody na rejs torem wodnym przez Ciesninę Kerczeńską następuje do 4 godzin od otrzymania zgody. Taka procedura, trudnym do nawigacji torem wodnym prowadzącym z Morza Czarnego na Morze Azowskie ustalona była pomiędzy Rosją a Ukrainą do roku 2014 , czyli do czasu przyłączenia Krymu przez Rosję.

 

Okręty ukraińskiej marynarki wojennej nie złożyły tym razem wymaganych wniosków.

Ponadto, rosyjscy pogranicznicy otrzymali odpowiedź od dowódców okrętów ukraińskich, że nie planują przekroczenia granicy państwowej Federacji Rosyjskiej i przejścia przez Cieśninę Kerczeńską.

O 22:23 kuter patrolowy FSB PSK-302 „Sobol” poinformował grupę okrętów ukraińskiej marynarki wojennej o zamknięciu obszaru na morzu terytorialnym Federacji Rosyjskiej w części podejścia do Cieśniny Kerczeńskiej od Morza Czarnego. Grupa ukraińskich okrętów manewrowała na południowy zachód od wód Rosji w odległości 6-7 mil od granicy państwowej, na trawersie Cieśniny Kerczeńskiej.

O 02:05 w niedziele 25 listopada br , patrolowy okręt straży granicznej FSB „Izumrud” zajmujący pozycję na wodach rosyjskich o współrzędnych W = 44°50’, D = 36°29’ wykrył radarem opancerzone kutry artyleryjskie Ukrainy – „Nikopol” i „Berdiańsk”, kierujące się na wschód w kierunku Cieśniny Kerczeńskiej. „Izumrud” to rosyjski okręt patrolowy wybudowany w 2012 roku o wyporności 630 ton, posiadający 24 osobową załogę i rozwijający prędkość do 30 węzłów. Okręt ma na wyposażeniu lekki śmigłowiec Ka-226 i uzbrojony jest w dwa wielkokalibrowe karabiny maszynowe „Kord” kalibru 12,7 mm i sześciolufowe działko przeciwlotnicze o kalibrze 30 mm AK-630.

O 3:45 rano opancerzone kutry artyleryjskie „Nikopol” i „Berdiańsk” zbliżyły się do obszaru, na którym znajdowały się okręty ukraińskiej marynarki wojennej: czyli statek zaopatrzeniowy „Gorłowka” i holownik morski „Jany Kapu”. Do godziny 05.30 prowadzono tankowanie obu kutrów ze statku pomocniczego „Gorłowka”. Warto tu przybliżyć co to były za okręty. Z uwagi na fakt, że ukraińska marynarka jest w fatalnym stanie, a na skutek aneksji przez Rosję Krymu w 2014 roku straciła wiele okrętów, postanowiono szybko wybudować małe jednostki. Stocznie ukraińskie oddały marynarce wojennej w ostatnich dwóch latach opancerzone kutry artyleryjskie typu „Groza”. Jednostka rozwija prędkość do 23 węzłów, ma wyporność 54 ton, załoga składa się z 5 marynarzy, a uzbrojenie z dwóch działek 30 mm „Katran-M”. Oba kutry artyleryjskie należały to typu „Groza”, były zatem okrętami bardzo nowymi, dodatkowo obsadzonymi przez młode załogi – żaden z marynarzy nie miał powyżej 30 lat.

Dowódcy słynęli z fanatycznych antyrosyjskich wypowiedzi publikowanych w mediach społecznościowych, jeden z nich był tam wręcz swego rodzaju „gwiazdą”. Wielokrotnie obiecywał stosowanie nowej taktyki „wilczej watahy” i zatopienie okrętów rosyjskich.

Po zatrzymaniu ukraińskich okrętów, wyszło na jaw , że na ich pokładzie byli nie tylko marynarze. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przyznała, że ​​wśród członków załogi byli oficerowie SBU. Co oni tam robili i co mogli powiedzieć rosyjskim służbom specjalnym, nie wiadomo. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Wasilij Gritsak również potwierdził, że funkcjonariusze służby kontrwywiadu wojskowego SBU znajdowali się na okrętach: „Funkcjonariusze ukraińskich służb specjalnych wykonali oficjalne zadania wsparcia kontrwywiadowczego jednostki ukraińskiej marynarki wojennej”.

Rosyjskie media opublikowały wideo z przesłuchania przez śledczych FSB pracownika Głównego Zarządu Kontrwywiadu Wojskowego, departament kontrwywiadu SBU, starszego porucznika Andrieja Dracha, który był na pokładzie kutra artyleryjskiego „Nikopol”. W sumie w ukraińskim konwoju, jaki się dostał do rosyjskiej niewoli było dwóch funkcjonariuszy SBU: 27-letni Andrej Drach i 27-letni Wasilij Soroka – jeden z trzech lekko rannych na kutrze artyleryjskim „Berdiańsk”

Mniej lub bardziej wytłumaczalna jest rola w konwoju kapitana III rangi Władimira Lesowowa, dowódcy 8-go dywizjonu sił ochrony i wsparcia strefy „Południe” z siedzibą w bazie morskiej Nikołajew. To ten oficer ukraiński najprawdopodobniej był dowódcą operacji i dlatego był na holowniku „Jany Kapu”, przewyższając stopień dowódcy holownika, dowódcy pierwszego stopnia Olega Melniczuka. Kutrem artyleryjskim „Berdiańsk” dowodził kapitan 2 rangi Denis Gritsenko, urodzony w 1984 roku i był on najstarszym rangą i wiekiem oficerem w całym konwoju. Na kutrze artyleryjskim „Nikopol” dowodzonym przez porucznika Bogdana Nebelica, oprócz oficera bezpieki Andrieja Dracha z jakiegoś powodu obecny był jeszcze jeden oficer – porucznik Siergiej Popow, którego rola jest nieznana. Tak czy inaczej okręty obsadzone były przez bardzo młodych marynarzy i oficerów pilnowanych przez oficerów bezpieki, co po doświadczeniach na Krymie gdy kadra oficerska i marynarze masowo przechodzili na stronę rosyjską, miało być gwarantem wykonania antyrosyjskiej prowokacji.

 

Wróćmy jednak do sytuacji na morzu.

O 05:35 kuter artyleryjski „Berdiańsk” (sygnał wywoławczy „Szchuna-175”) zgłosił się do punktu obserwacji technicznej (latarnia Takil) informując o planowanym przejściu okrętów ukraińskiej marynarki wojennej (holownik „Jany Kapu” (znak wywoławczy „Desna-947”), kuter artyleryjski „Nikopol” (znak wywoławczy „Szchuna-176”), kuter artyleryjski „Berdiańsk” (sygnał wywoławczy „Szchuna-175”)) do portu w Berdiańsku. Przejście przez Cieśnę Kerczeńską o godzinie 06:00 czasu kijowskiego.

O 05:45 dowódca rosyjskiego PSK-302 „Sobol” poinformował dowódcę kutra artyleryjskiego „Berdiańsk”: „W celu realizacji prawa Federacji Rosyjskiej, jako państwa nadbrzeżnego, do zapewnienia bezpieczeństwa w przestrzeni morskiej zgodnie z przepisami z 31 lipca 1998 r. tymczasowe przejście przez Terytorium Morskie Federacji Rosyjskiej na danym obszarze (współrzędne) zostaje czasowo zawieszone, o czym wcześniej Państwa powiadomiliśmy. Zalecamy, aby nie przekraczać granicy morskiej Federacji Rosyjskiej , dopóki ograniczenia nie zostaną zniesione i nie zostaną spełnione obowiązkowe wymogi prawne w porcie Kercz”.

O godz. 5:50 otrzymano informację od dowódcy „Berdiańska”: „Zgodnie z postanowieniami Traktatu między Federacją Rosyjską a Ukrainą O współpracy w korzystaniu z Morza Azowskiego i Cieśninie Kerczeńskiej z 24 grudnia 2003 r. Mamy prawo do wolności żeglugi”.

O 06:30 dowódca PSK-302 „Sobol” poinformował dowódcę kutra „Berdiańsk”, że w kanale Kercz-Jenikalia obowiązuje procedura permisywna w celu zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi i została przeprowadzona zgodnie z zatwierdzonym planem przez kapitanat portu Kercz. Zreferował zasady prawne przejścia opisane wyżej. Te wymagania nie były spełnione przez stronę ukraińską, stąd Rosjanin powiadomił, że po kanale-torze wodnym Kercz-Jenikański zabronione jest pływanie okrętom ukraińskiej marynarki wojennej . Powołano się na pkt 20, 38 uchwały portu Kercz zatwierdzonej przez Ministerstwo Transportu Rosji z dnia 21 października 2015 r. nr 313. Czyli na przepisy przyjęte po aneksji Krymu. Jednak grupa okrętów ukraińskich zignorowała tę informację i kontynuowała podążanie w kierunku morza terytorialnego Federacji Rosyjskiej.

O 07:10 we współrzędnych W = 44°52’, D = 36°31’ ukraińskie okręty przekroczyły linię granicę państwową Rosji, a następnie płynęły przez Cieśniny Kerczeńskie. Według Rosjan stanowiło to naruszenie ust. 3, art. 25 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 r klauzula 2 oraz artykułu 12 ustawy federalnej z 31 lipca 1998 r. O wodach śródlądowych, morzu terytorialnym i przylegającej strefie Federacji Rosyjskiej.

O 07:20 Okręty Rosyjskiej Służby Granicznej FSB „Don” i „Izumrud” otrzymały rozkaz od dowództwa podjęcia środków w celu zapobieżenia przejściu kanału okrętom ukraińskim na trasie Kercz-Jenikalski.

Rosyjskie jednostki to okręty projektu 22460 „Myśliwy”, wyporność 630 ton, prędkość 30 węzłów uzbrojone w jedno działko przeciwlotnicze sześciolufowe 30 mm AK-630. Rosyjskie dowództwo poprosiło też o wsparcie Flotę Czarnomorską, która skierowała tu mały okręt zwalczania okrętów podwodnych „Suzdalec” o wyporności 1200 ton, z załogą 89 marynarzy uzbrojony między innymi tak w działko 30 mm AK-630 , jak również w działo morskie 76 mm AK-176 , rozwijający prędkość 32 węzłów.

 

Co istotne, Ukraińcy wpłynęli na 12 mil na wody rosyjskie, będące rosyjskimi przed rokiem 2014, czyli przyłączeniem Krymu.

Rosjanie nadali do okrętów ukraińskich komunikat drogą radiową. Zażądali, aby natychmiast opuściły wody terytorialne Federacji Rosyjskiej (zgodnie z art. 30 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 roku). Żądanie to przez okręty ukraińskiej marynarki wojennej zostało zignorowane.

O godzinie 08:35 okręty ukraińskie zostały postawione w stan gotowości bojowej: zaczęły pracować stanowiska artyleryjskie, lufy artylerii w wieżach działowych podniesiono pod kątem 45 stopni i skierowano w stronę okrętów i kutrów rosyjskich co stanowi naruszenie Art. 19 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 r. Strona rosyjska poinformowała okręty ukraińskie, że w dowództwie okrętów Federacji Rosyjskiej groźba użycia broni zostanie uznana za naruszenie prawa międzynarodowego i prawa Federacji Rosyjskiej.

Od 10:35 rozpoczęły się próby blokowania ukraińskich okrętów. Rosyjski okręt pograniczny FSB „Don” staranował dwukrotnie ukraiński holownik „Jany Kapu” uszkadzając mu silniki. W tym czasie pod głównym łukiem Mostu Kerczeńskiego Rosjanie w poprzek ustawili tankowiec blokując ruch w obie strony. Z przechwyconych i udostępnionych transmisji radiowych dowódcy ukraińscy ok. 10:40 meldowali do bazy w Oczakowie sytuację proponując porzucenie uszkodzonego holownika i przedarcie się kutrów artyleryjskich z maksymalna prędkością z wód rosyjskich. Po podejściu rosyjskich okrętów pogranicza „Sobol” i „Mangusta” oraz okrętu Floty Czarnomorskiej „Suzdalec” obie strony prowadziły manewrowanie, które zakończyło się całkowitym zablokowaniem okrętów ukraińskich. Załogi ukraińskich okrętów zaległy w dryfie, Rosjanie również dryfowali wokół. W rejonie Mostu Kerczeńskiego Rosjanie skierowali latający na niskich wysokościach patrol dwóch śmigłowców szturmowych Ka-52, dwóch samolotów szturmowych Su-25SM, a w przestrzeń powietrzną powyżej parę myśliwców przewagi powietrznej Su-30 należących do lotnictwa Floty Czarnomorskiej . W tym czasie Rosjanie szybkimi kutrami dostarczyli na pokłady okrętów FSB żołnierzy Specnazu – specjalnej jednostki komandosów morskich. Według strony ukraińskiej miało dojść do odpalenia dwóch rakiet ze śmigłowców Ka-52 w kierunku okrętów ukraińskich, ale brak potwierdzenia tej informacji.

O 18:30 grupa okrętów ukraińskich w celach przerwania blokady i obawy przed atakiem rosyjskich sił specjalnych ruszyła z dryfu i rozpoczęła kurs 200 stopni, w celu szybkiego wyjścia z wód terytorialnych Rosji. Prędkość kutrów artyleryjskich bliska była maksymalnej tj. ok. 20 węzłów, uszkodzony holownik „Jany Kapu” rozwijał 8 węzłów. Rosyjskie okręty straży granicznej FSB „Don” i „Izumrud” rozpoczęły pościg i żądały ich zatrzymania się zgodnie art., 30 Konwencji ONZ o prawie morza z 1982 r.

W czasie od 19.00 do 20.40 okręty rosyjskie „Don” i „Izumrud” kontynuowały ściganie grupy okrętów ukraińskiej marynarki wojennej. Rosjanie komunikując się radiowo na kanale 16 pasma VHF, wysyłając sygnały świetlne i pirotechniczne wzywały Ukraińców do zatrzymania się. Grupa ukraińskich okrętów nie reagowała na rosyjskie komunikaty. Stanowiło to naruszenie rosyjskich przepisów o „O wodach śródlądowych, morzu terytorialnym i przyległej strefie Federacji Rosyjskiej” z dnia 1 kwietnia 1993 r. i o „Granicy państwowej Federacji Rosyjskiej”. Pogranicznicy FSB tym samym mieli pełną podstawę prawną do użycia środków przymusu w celu zatrzymania intruzów. Tak jest na całym świecie.

O 20:42 rosyjski okręt straży granicznej „Izumrud” ostrzegł grupę statków ukraińskiej marynarki wojennej, że przystąpi do strzelania zapobiegawczego, w przypadku dalszego ignorowania sygnałów i wymagań dotyczących zatrzymania. Rosjanie działali zgodnie z Dekretem Rządu Federacji Rosyjskiej z dnia 24 lutego 2010 r. nr 80 „W sprawie zatwierdzenia zasad używania broni i sprzętu wojskowego przy jednoczesnym zabezpieczeniu granicy państwowej Federacji Rosyjskiej, wyłącznej strefy ekonomicznej i kontynentalnej Rosji”.

Według stanowiska Rosjan, okręty organów granicznych FR wyczerpały wszelkie środki niezbędne do zapobiegania naruszeniom ustawodawstwa Federacji Rosyjskiej przez kutry pancerne marynarki ukraińskiej. Zgodnie z „Zasadami używania broni i sprzętu wojskowego, przy jednoczesnej ochronie granicy państwowej Federacji Rosyjskiej, wyłącznej strefy ekonomicznej i kontynentalnej”, rosyjski dowódca okrętu „Izumrud” podjął decyzję salwy uprzedzającej z artylerii pokładowej w kierunku ukraińskich okrętów marynarki wojennej.

O godzinie 20:45 okręt straży granicznej FSB „Izumrud” będący na wodach terytorialnych federacji Rosyjskiej W = 44°53’47’’, D = 36°25’76’’ wykonał strzały ostrzegawcze w kierunku celu grupowego (kutry artyleryjskie „Berdiańsk”, „Nikopol”, holownik redowy „Jany Kapu”)

Strzelano w lewą stronę z dział na rufie z użyciem pocisków świetlnych z odległości 2 kabli, co pozwoliło zobaczyć, że strzelanie zapobiegawcze zostało przeprowadzone z rosyjskimi przepisami.
Grupa okrętów ukraińskiej marynarki wojennej według Rosjan nie odpowiedziała na żądania dotyczące zatrzymania się, nie skontaktowała się, nadal podążała w kierunku granicy państwowej Federacji Rosyjskiej chcąc się wydostać z wód terytorialnych Rosji.

O 20.50 okręt straży granicznej Rosji „Izumrud” ostrzegł artyleryjski kuter opancerzony „Berdiańsk”, że w przypadku nieprzestrzegania wymagań co do zatrzymania zostanie otwarty ogień na porażenie – czyli w celu zniszczenia. Żądania te Ukraińcy na „Berdiańsku” zignorowali.

O 20.55 „Izumrud” we współrzędnych W = 44°51’3’’, D = 36° 23’4’’ na morzu terytorialnym Rosji użył broni aby pokonać opancerzony kuter artyleryjski „Berdiańsk”, czyli strzelał wprost w kadłub.

O 20.58 pociski działka AK-630 trafiły w ukraiński kuter artyleryjski, „Berdiańsk” wszedł w dryf, dowódca kutra przez radiotelefon, poinformował że ma rannych na pokładzie i poprosił o pomoc. W Internecie dostępne są nagrania kilkunastu radiowych, dramatycznych apeli dowódcy ukraińskiego kutra. O 21:06 „Izumrud” podszedł do burty kutra „Berdiańsk”, do akcji wszedł Specnaz Marynarki Wojennej Rosji i rozbroił i 7 członków załogi, w tym 3 rannych, którzy otrzymali pierwszą pomoc. Aby uratować ukraiński kuter przed zatonięciem, podjęto podstawowe środki zabezpieczenia okrętu.

O 21:15 rosyjski okręt straży granicznej FSB „Don” zatrzymał holownik „Jany Kapu”, tu też Specnaz dokonał abordażu i rozbroił ukraińską załogę, przejął liczne uzbrojenie strzeleckie znajdujące się na pokładzie.

O godzinie 21:27 doszło do kolejnej odsłony dramatu. Rosyjski śmigłowiec szturmowy Ka-52 wciąż na morzu terytorialnym Federacji Rosyjskiej, zatrzymał ukraiński opancerzony kuter artyleryjski „Nikopol”. Groźba użycia broni pokładowej poskutkowała i kapitan ukraińskiego okrętu skapitulował zatrzymując okręt przed będącym w zawisie śmigłowcem rosyjskim. Wówczas podpłynął tam okręt Floty Czarnomorskiej „Suzdalec” , by monitorować jego działania. Wycelowane w kuter rosyjskie działa skutecznie sparaliżowały opór Ukraińców.

O 23:21 Okręt straży granicznej „Don” przeprowadził abordaż komandosów specnazu i zatrzymał kuter opancerzony Nikopol”. Tu załoga też nie stawiała oporu, tylko młody kapitan zamknął się w kajucie i według rosyjskich świadków wpadł w histerię. O 00:40 w dniu 26 listopada kuter Straży Granicznej FSB Nr-605 dostarczył zatrzymanych żołnierzy ukraińskiej marynarki wojennej do portu Kerczu. Ranni zostali wysłani na leczenie do szpitala miejskiego.

O godzinie 01:10 rozpoczął się konwój zatrzymanych okrętów ukraińskiej marynarki wojennej do portu Kercz. O 06:40 zatrzymane jednostki ukraińskiej marynarki wojennej zostały dostarczone do portu w Kercz w celu dalszego zbadania.

W wyniku rewizji odnaleziono sporo nieetatowej broni strzeleckiej. W ręce Rosjan trafiły niezniszczone dokumenty potwierdzające wydane wcześniej rozkazy dowództwa ukraińskiej marynarki wojennej, o przeprowadzeniu „skrytego przedarcia się” przez Cieśninę Kerczeńską do portu w Berdiańsku na Morzu Azowskim. Nie było zatem żadnego przypadku, Ukraińcy z premedytacją planowali przeprowadzenie tej operacji morskiej, a wtargnięcie na wewnętrzne wody rosyjskie było elementem uzyskania „zaskoczenia”.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa powiedziała 30 listopada, że tylko braterskie relacje z narodem ukraińskim sprawiły że Rosjanie ukraińskich okrętów nie zatopili. Perfidia ukraińskiego dowództwa polegała na tym, że wysłano młodziutkich marynarzy de facto z misją samobójczą i gdyby demonizowani Rosjanie byli autentycznie bezwzględni, jak ich przedstawia ukraińska propaganda, okręty poszłyby na dno a wielu marynarzy ukraińskich by zginęło.

Prezydent Putin na forum gospodarczym 28 października komentując incydent powiedział „Narody rosyjski i ukraiński zawsze były i na zawsze zostaną braterskimi narodami. Ta szumowina polityczna spłynie i naród ukraiński da aktualnemu kierownictwu kraju taką ocenę jak dał onegdaj naród gruziński (Sakaszwilemu po wojnie 2008)”.

Rosjanie zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość i histeryczne zachowania prezydenta Poroszenki wynikają z sytuacji wewnętrznej i świadomości przegranej w najbliższych wyborach prezydenckich. „Mała awantura wojenna” ma odwrócić uwagę społeczeństwa od tragicznej sytuacji ekonomicznej i bankructwa polityki Petro Poroszenko. Wprowadzony stan wojenny bezspornie wpłynie na kalendarz wyborczy i termin wyborów prezydenckich oddali się w czasie.

Warto też dodać, że w okresie poprzedzającym incydent i po nim, prawie co dzień , po kilka godzin wody wokół Krymu patrolują amerykańskie samoloty szpiegowskie RC-135VC i P-8 Posejdon startujące z bazy we Włoszech Sigonella oraz strategiczne drony zwiadowcze typu Global Hawk.

Rosjanie ze swej strony ściągnęli w rejon cieśniny dywizjon rakiet przeciwokrętowych BAŁ z rakietami Ch-35 pozwalającymi zwalczać małe cele morskie w promieniu do 260 km.
Na pograniczu Krymu i Ukrainy w Dżankoje (30 km od granicy) 29 listopada Rosjanie rozwinęli przywieziony pilnie z głębi Rosji koleją, dywizjon rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu systemu S-400 Triumf. Tym samym 18 Armia Wojenno-Wazdusznych Sił i Pratiwozdusznoj Oborony zwiększyła swoje siły do 4 dywizjonów. Pozostałe bazują w Eupatorii, Sewastopolu i Teodozji. Trakcją samochodową dotarł też osłaniający S-400 dywizjon przeciwlotniczych systemów krótkiego zasięgu z pojazdami Pancyr-S.

 

To, co się dzieje wokół Cieśniny Kerczeńskiej jest niewątpliwie eskalacją napięcia, jednak stroną go dynamizującą i tworzącą incydenty są działania władz w Kijowie.

Według wielu komentatorów, ku czemu się skłaniam władze ukraińskie mogą być inspirowane do tego, przez określone kręgi polityczne w USA opozycyjne wobec rządzącego prezydenta. Ludziom tym potencjalny dialog na linii Donald Trump – Władymir Putin jest co najmniej nie na rękę. Póki co, prowokacją w Cieśninie Kerczeńskiej, cel swój osiągnęły, długo wyczekiwane spotkanie na szczycie G-20 w Buenos Aires pomiędzy prezydentami Rosji i USA nie odbyło się.

Stan półwojenny

Stan wojenny na Ukrainie został wprowadzony tylko w wybranych obwodach. Rada Najwyższa nie przyjęła dekretu prezydenta Petra Poroszenki w wersji, jaką głowa państwa wniósł do parlamentu. To reakcja na ostrzelanie i zajęcie przez Rosję trzech ukraińskich okrętów przepływających przez Cieśninę Kerczeńską. Ukraina nie zerwie jednak stosunków dyplomatycznych z Moskwą.

 

W niedzielę dwa ukraińskie kutry artyleryjskie płynące z Odessy do Mariupola oraz towarzyszący im holownik zostały zajęte przez okręty rosyjskiej straży granicznej w Cieśninie Kerczeńskiej. Rosja oskarżyła jednostki ukraińskie o nielegalne wpłynięcie na rosyjskie wody terytorialne. W myśl umowy zawartej przez obydwa kraje w 2003 r. cieśnina stanowi wspólne wody terytorialne obydwu państw. Rosja wychodzi jednak z założenia, że przyłączenie Krymu – nieuznawane przez Ukrainę i Zachód – zmieniło tę sytuację.

Petro Poroszenko wezwał parlament do ogłoszenia stanu wojennego na całym terytorium kraju po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, jakie odbyło się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Podpisując dekret w tej sprawie, prezydent mówił o obronie państwa i zatrzymaniu wroga, wezwał weteranów do „bycia w gotowości”, ale zastrzegł, że nie przewiduje powszechnej mobilizacji do wojska. Dekret Poroszenki, jaki wpłynął we wtorek pod dyskusję w Radzie Najwyższej, zawierał natomiast zapowiedź ograniczenia praw i swobód obywatelskich w zakresie nietykalności mieszkania, tajemnicy korespondencji, ochrony danych osobowych, swobody słowa i poruszania się, udziału w wyborach i w pokojowych zgromadzeniach, ochrony własności prywatnej, wolności od pracy przymusowej, prawa do strajku i prawa do edukacji.

Takie brzmienie dekretu spotkało się z krytyką ukraińskich obrońców praw człowieka i aktywistów pozaparlamentarnej, rozproszonej ukraińskiej lewicy.

– Politycy, którzy zawłaszczyli władzę, nie chcą jej oddawać, chociaż są przerażająco niepopularni. Ich zagraniczni protektorzy nie mają nic przeciwko takiemu scenariuszowi. Nauczyli się zarządzać krajem przy pomocy wojny i zupełnie na serio liczą na to, że będą rządzili wiecznie (…) Stan wojenny to nie tylko odwołane wybory. W takim czasie zabrania się również organizacji strajków, masowych zgromadzeń i akcji protestacyjnych. Krytyka władz staje się przestępstwem, z niezadowolonymi można zrobić wszystko – napisał na Facebooku lewicowy dziennikarz i komentator Andrij Manczuk.

Podobnie Wołodymyr Iszczenko, redaktor lewicowego magazynu „Wrzesień” i członek kolektywu „Wspólne” (Spilne/Commons), ocenił, iż Poroszenko chce wprowadzić stan wojenny, by odłożyć wybory prezydenckie, których nie miał szans wygrać.

– Inna możliwość to wprowadzenie stanu wojennego tylko na południowym wschodzie kraju, graniczącym z Rosją i Morzem Czarnym, co z kolei eliminuje z głosowania miliony żyjących tam wyborców opozycji. Stan wojenny umożliwi blokowanie wieców protestacyjnych i zamknięcie niektórych mediów, w kontekście rosnącego niezadowolenia z powodu antyspołecznych reform i rosnących cen ogrzewania – napisał Iszczenko.

Scenariusz przewidziany przez Iszczenkę ziścił się. W Radzie Najwyższej po kilku godzinach burzliwej dyskusji przegłosowano wprowadzenie stanu wojennego tylko w obwodach, które graniczą z Rosją oraz z wspieranym przez nią nieuznawanym państwem naddniestrzańskim. Stan wojenny rozpocznie się 28 listopada i potrwa (na razie) 30 dni. Parlament zgodził się również na przełożenie wyborów prezydenckich na 31 marca, zaznaczając jednak, że data ta powinna absolutnie zostać dotrzymana.

Prezydencki projekt musiał zostać zmodyfikowany z powodu opozycji ze strony Batkiwszczyny (partii Julii Tymoszenko), Samopomocy (partii Andrija Parubija), Bloku Opozycyjnego i Partii Radykalnej Ołeha Laszki. Partie te wykorzystały szansę, by w oczach społeczeństwa coraz bardziej zmęczonego i niezadowolonego z powodu działań Poroszenki pokazać się jako obrońcy swobód obywatelskich i podstawowych praw mieszkańców Ukrainy. Zarzuciły prezydentowi, że stan wojenny w całym kraju w żaden sposób nie pomoże w rozwoju sił zbrojnych Ukrainy czy w walce z Rosją, a jego prawdziwym celem ma być stłumienie opozycji i zamknięcie ust krytykom.

Ołeksandr Wilkul z Bloku Opozycyjnego oraz przedstawiciele Samopomocy zwrócili uwagę, że w konflikcie na wschodzie Ukrainy miały już miejsce znacznie bardziej dramatyczne dla Kijowa wydarzenia, jak aneksja Krymu, walki pod Iłowajskiem i o Debalcewe. Wtedy jednak stan wojenny nie był wprowadzany. Gniewne przemówienie wygłosiła Julia Tymoszenko, która w ostatnich miesiącach wyrosła na liderkę antyprezydenckiej opozycji. Ona i jej partyjni koledzy mogą czuć się największymi zwycięzcami debaty: wygrała ich wersja uchwały, w której stan wojenny obejmuje tylko newralgiczne rejony kraju, za to w pełnym przewidzianym przez prezydenta zakresie ograniczeń. Przedstawiciele Swobody domagali się natomiast prawdziwej, a nie pozorowanej walki z Rosją: zamknięcia granicy, zerwania wszelkich stosunków i przerwania wymiany handlowej.

Również jeden z przedstawicieli Samopomocy wezwał ministra spraw zagranicznych Pawła Klimkina do całkowitego zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją. Szef resortu odpowiedział jednak, że krok taki jest niemożliwy, powołując się na możliwe utrudnienie sytuacji 2,5 mln Ukraińców przebywających i pracujących w Rosji.

W ocenie cytowanego już Wołodymyra Iszczenki nie jest wykluczone, że stan wojenny zostanie przedłużony, a obywatele niechętni prezydentowi – pozbawieni możliwości protestowania.
Obecne sondaże są dla prezydenta bezlitosne. Poroszenko zdobywa w sondażach nie więcej, niż 10 proc. poparcia. Największe szanse na zwycięstwo w głosowaniu dają Julii Tymoszenko.

Równocześnie jednak ponad 2/3 obywateli deklaruje, że nie ufa żadnemu politykowi. Potwierdzeniem tego były komentarze w mediach społecznościowych podczas posiedzenia Rady Najwyższej. W większości wpisów każdego bez wyjątku mówcę obrzucano inwektywami…

 

 

Zamknięte koło

 

Reakcje polskich polityków i mediów na kolejny akt eskalacji w relacjach między Kijowem a Moskwą – za wyjątkiem wyjątków – były doskonale przewidywalne. Skoro za wszystkim ma stać „straszny Putin”, to przecież nie można zachować się inaczej niż tylko potępiając działania strony rosyjskiej. Gromadzić się pod rosyjską ambasadą i wznosić okrzyki. Oświadczenie polskiego MSZ ma jednak – powiedzmy to sobie – znaczenie czysto rytualne i nic nie wnoszące. Po w tej sprawie opinia Polski jest postrzegana jako pozbawiona znaczenia.

Już w 2014 r. Polska pozwoliła się wyłączyć z procesu mediacyjnego, pozostawiając sprawy dziejące się na terytorium naszego sąsiada, a więc choćby z racji bliskości powinny nas obchodzić, jako wyłączną domę tzw. „formatu normandzkiego”, trudno oczekiwać, żeby teraz Warszawa mogła w jakikolwiek sposób zaistnieć w tym procesie. Może zatem i lepiej ograniczać się do buńczucznych słów potępienia Rosji, które ani Moskwy, ani także Kijowa nie obejdą.

A sprawa nie jest oczywista, nawet jeśli zakwestionuje się prawa Rosji do Krymu. Punkt widzenia tak jednej jak i drugiej stolicy są nieprzejednane. Rosja, zająwszy Krym metodą fait accompli, uważa go za swoje terytorium (choć reszta świata tego nie uznaje), w konsekwencji zatem uważa wody Cieśniny Kerczeńskiej za swoje wody terytorialne. Ukraina uważając Krym za terytorium ukraińskie – uważa tak samo. Stąd zatem rozbieżność w interpretowaniu umowy z 2003 r., na którą powołują się tak Kijów jak i Moskwa. Incydenty są zatem mniej lub bardziej nieuniknione, bo dochodziłoby do nich nawet wtedy, gdyby obie strony starały się wypracować jakiś modus vivendi. A bez tego każdy incydent wymaga ze strony rosyjskiej reakcji, bo reagując wykazuje sprawowanie suwerenności. Ukraina – tak samo, jeśli odpuści, przyzna tym samym, że z utratą Krymu nieodwołalnie się pogodziła. Czyli innymi słowy – pat.

Trudno oczekiwać, że tego rodzaju sytuację uda się przełamać bez zewnętrznej mediacji. Mediacji, czyli zaangażowania niezależnych partnerów, których celem – dodajmy, niełatwym, ale czy do rozwiązywania spraw łatwych potrzebni są mediatorzy – będzie pomoc w wypracowaniu rozwiązania akceptowalnego tak dla Kijowa jak i dla Moskwy. Choćby rozwiązania nieformalnego, czysto operacyjnego. Takiego, które otworzy drogę w przyszłość. Konstruktywną.

Taką drogę wskazują Niemcy. Z propozycją mediacji wystąpił niemiecki minister Heiko Mass. Czy zostanie przyjęta – trudno wykazywać przesadny optymizm. Prawdopodobnie szansa na to nie pojawi się wcześniej niż dopiero po wyborach na Ukrainie, jeśli do nich w ogóle dojdzie.

Najgorszą z kolei rzeczą jest dać się wciągnąć w spór, w którym Polska nie jest ani stroną, ani nie ma interesu. Bo stronom tego konfliktu tak naprawdę czyjekolwiek poparcie czy niechęć do niczego nie jest potrzebna. Jeśli by miało dojść do rozładowania konfliktu, a nie jego utrwalenia.

Obecne władze ukraińskie, które nie są w stanie opanować postępującego rozkładu państwa, a od przyznania własnej nieudolności uciekają w straszenie rosyjskim zagrożeniem. A taką retoryką Europa jest także znużona i zniecierpliwiona. Bo ile razy można kryczeć „ratunku, ratunku wilk!” W końcu wszyscy przestaną zwracać na to uwagę, bo ile razy można. Nie mówiąc o tym, że zapaść w jakiej znalazła się Ukraina czyni, że jej realne szanse na akcesję do UE w wyobrażalnej przyszłości robią się coraz bardziej mizerne. Żaden chyba poważny europejski analityk nie traktuje już tej perspektywy jako realnej, co najwyżej zaś obwarowanej mnóstwem zastrzeżeń typu „jeśli” i „o ile”.

Ale i wierzyć w to, że groźbami Rosję da się przymusić do ustąpienia także nie ma co. Jakiekolwiek rozwiązanie da się wypracować, może to być tylko rozwiązanie, które obie strony będą mogły ogłosić jako swój sukces, pogodziwszy się z tym, że wygaszenie zapalnej, konfliktogennej sytuacji dla obu większe korzyści niż trwanie w niej.Pragmatyka okazuje się w takich razach lepsza od pryncypialnej nieustępliwości. Bo – powiedzmy sobie szczerze – czy zależy nam na tym, żeby nieunormowana sytuacja między Rosją a Ukrainą trwała w nieskończoność, ta druga będzie toczyć się po równi pochyłej, podczas gdy pierwsza tym mniej chętnie będzie korzystać z okazji, aby wywierać na nią presję?

JAN LEWKOWICZ