Błogosławią karabiny, a nie chcą pobłogosławić ludzkiej miłości

„Ten Kościół budzi we mnie strach. Powinien mieć ramiona zawsze otwarte, wychodzić naprzeciw, pamiętać, że dla Jezusa prawda to nie doktryna, lecz dobro, które trzeba czynić. Dlaczego Kościół nie może błogosławić par homoseksualnych? Jeżeli dwie osoby żyją razem, czynią dobrze i się kochają, dlaczego nie można ich błogosławić? Błogosławi się domy, zwierzęta, przedmioty, ale dwie osoby, które się szczerze kochają – nie!” – tak mówił 75-letni ojciec Alberto Maggi, brat zakonny serwita, pisarz katolicki i biblista w wywiadzie udzielonym Paolo Rodariemu, watykaniście dziennika La Repubblica.

„Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?” – stanowisko Kongregacji Nauki Wiary wydane 15 marca 2021 roku, jako tzw. Responsum ad dubium wywołało bardzo gorące reakcje w świecie katolickim, począwszy od interwencji w stylu refleksji teologicznej po prawdziwe deklaracje wojny w stosunku do Watykanu. Zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych, gdzie już od pewnego czasu w Kościele „świętuje się miłość gejowską”, dokument wywołał oburzenie.
„Nie spodobała mi się ta deklaracja Kongregacji Nauki Wiary. Z prostego powodu: wiadomość, która dotarła do mediów na całym świecie, brzmiała „nie”. „Nie” dla błogosławieństwa. I to jest coś, co rani wielu ludzi” – te słowa krytyki wyraził austriacki hierarcha wielkiego kalibru, kard. Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i teolog, w rozmowie z Der Sonntag, organem archidiecezji austriackiej.
Cytowany przez ADISTA – włoską, katolicką agencję informacyjną – biskup Anwersy, Johan Bonny, był bardziej bezpośredni: „Wstydzę się swojego Kościoła, jak powiedział pewien ksiądz. A przede wszystkim czuję wstyd intelektualny i moralny. Chcę przeprosić wszystkich, dla których ta odpowiedź jest bolesna i niezrozumiała”.
„Czy oni zdają sobie sprawę, że to, co robią, to wykorzystywanie błogosławieństwa Bożego spowodowane instynktem samozachowawczym?” – skomentował Matthias Sellmann, teolog pastoralny, członek Zgromadzenia Drogi Synodalnej i jeden z 212 profesorów-sygnatariuszy listu sprzeciwiającego się oświadczeniu watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.
Także jeden z najbardziej znanych biblistów i teologów brazylijskich ojciec Marcello Barros, wyraził swoją krytykę: „Wszelka miłość jest sama w sobie święta i nie potrzebuje błogosławieństwa księdza lub proboszcza, aby się legitymizować. Funkcją małżeństwa kościelnego nie jest „błogosławienie” miłości, która już sama w sobie jest święta, ale uczynienie tego związku publicznym znakiem i świadectwem miłości Boga do ludzkości” – stwierdził ojciec Barros.
Nie błogosławię palm i gałązek oliwnych
Oprócz wypowiedzi ojca Alberto Maggi, we Włoszech największym echem odbił się przedświąteczny protest ks. Giulio Mignani, proboszcza Bonassola z okolic La Spezia. „Jeśli nie mogę błogosławić par tej samej płci, nie błogosławię też palm i gałązek oliwnych” – stwierdził ks. Giulio w Niedzielę Palmową i nie poświęcił symboli chrześcijańskich przyniesionych do kościoła przez wiernych. Zrobił to w ramach protestu przeciwko dokumentowi zakazującemu błogosławienia związków homoseksualnych. Nikt z jego parafian nie był zaskoczony. Don Giulio, który wielokrotnie opowiadał się po stronie tęczowych rodzin, wyjaśnił swój gest podczas homilii na mszy.
W wywiadach udzielonych włoskim mediom proboszcz stwierdził, że opinia wydana przez Kongregację Nauki Wiary, która w rzeczywistości staje się formalnym zakazem, jest absurdalna. „W Kościele błogosławi się wszystko, czasami niestety nawet broń, ale nie można pobłogosławić prawdziwej i szczerej miłości dwojga ludzi, ponieważ są homoseksualistami. Ale jeszcze bardziej niepokoi fakt, że ich miłość nadal nazywana jest „grzechem”. Dodał również, że po Responsum ad dubium przegranymi nie będą osoby LGBT, które z łatwością mogą się obejść bez błogosławieństwa Kościoła, ponieważ w między czasie Bóg ich już pobłogosławił. Po Responsum ad dubium przegranym będzie Kościół.
Gest i wypowiedzi księdza z miasteczka koło La Spezia obiegły media włoskie. Jego słynne słowa dotarły do Kongregacji Nauki Wiary. Wierni bili brawa na mszy, ale kilka dni później don Giulio, który już w przeszłości wypowiadał się na gorące tematy, takie jak eutanazja, wyrażając nieortodoksyjne opinie, dostał naganę z Kurii. Zawiadamiano go z bólem, że niewykonanie rytuału liturgicznego i powiązanie tego z osobistym protestem w stosunku do stanowiska, na którego publikację Ojciec Święty wyraził zgodę, jest niewłaściwe i zostanie ocenione w odpowiednich urzędach, zgodnie z obowiązującym prawem kanonicznym.
Wszyscy mieszkańcy Bonassola, wraz z burmistrzem miasteczka, stanęli w obronie swojego proboszcza i postawili nawet barykadę w postaci internetowej petycji ogólnokrajowej change.org, która ruszyła 31 marca. W kilka dni zebrano blisko 10 tys. podpisów, które mają zostać wysłane do papieża Franciszka. Pięć tysięcy podpisów przesłano już wraz z listem poleconym do Kurii, od której oczekuje się odpowiedzi na temat losów księdza.
Włoscy katolicy nie akceptują decyzji Świętego Oficjum
To nie był protest odosobniony. „Wydaje nam się, że Responsum pokazuje brak akceptacji i nieuznawanie, że miłość między dwoma homoseksualistami jest możliwa; co jest naprawdę obraźliwe dla wielu ludzi” – skomentował don Cosimo Scordato, profesor na Wydziale Teologii uniwersytetu sycylijskiego i rektor kościoła San Francesco Saverio w Palermo.
Pierluigi Consorti, docent prawa z uniwersytetu w Pisie przeanalizował Responsum ad dubium watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, która wydała negatywną odpowiedź na zapytanie „Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?”, z punktu widzenia prawnego, a nie doktrynalnego. Według niego, Kodeks Prawa Kanonicznego – na podstawie aktów Soboru Watykańskiego II – stwierdza, że Stolica Apostolska „może ustanawiać nowe sakramentalia lub autentycznie interpretować te, które już zostały przyjęte, jak również je znieść lub zmienić”. Krótko mówiąc, ma niezbędną moc – odpowiedź na postawione pytanie jest zwyczajnie błędna.
Najbardziej dramatycznym ze wszystkich komentarzy był list matki homoseksualnego dziecka, Dei Santonico, opublikowany przez ADISTA. Pisała w nim: „Drodzy, chciałabym dotrzeć do każdego z was, siostry i bracia, którzy w Kościele katolickim lub na jego obrzeżach podążacie drogą wiary lub czując się wykluczeni, zboczyliście z niej. Chcę być świadkiem bolesnego krzyku, który dociera ze świata, do którego czuję, że należę, jako matka homoseksualnego syna, krzyku homoseksualnych i transpłciowych chrześcijan oraz ich rodziców, po deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 15 marca (…) Zaledwie kilka miesięcy temu na audiencji papież przywitał nas, rodziców dzieci LGBT. Widziałam łzy radości w oczach niektórych rodziców. Szczęśliwych, że po latach zagubienia, bólu i wstydu poczuli się mile widziani przez papieża. Jednak żadne z nich nigdy nie zaakceptuje przyjęcia, które wymaga od ich synów i córek okaleczenia własnych pragnień w stosunku do normalnego życia emocjonalnego, radości z budowania relacji i przyszłości z ukochaną osobą. Pewnego dnia użyłam powiedzenia: „Jeśli istnieje piekło homoseksualistów, to chcę tam iść”. Potem usłyszałem, że również inne matki rezerwują sobie tam miejsce. Piekło nie jest straszne tym, którzy są gotowi poświęcić swoje życie, nawet życie pozagrobowe, dla miłości. W obliczu mocy miłości każda doktryna blednie. Kto jej się sprzeciwia, przegrywa. Niech wie o tym Kongregacja Nauki Wiary. Moje rozmyślania kieruję do tych, którzy nie przeżywają tego doświadczenia jako rodzice osób LGBT, którzy idą razem z innymi, lecz do tych, którzy przeżywają to wszystko w samotności, w rozpaczy, nie mogąc sobie z tym poradzić i ukrywając się. Kieruję do tych, na których ramiona, Kongregacja Nauki Wiary swoimi słowami położyła nieznośny ciężar, głaz, który ich miażdży. Swojego bólu nie mogą nawet wykrzyczeć, pozostanie zduszony w ich gardle” (…)
Czy papież aprobuje?
„Wraz z krytyką obskurantyzmu, zawartego w dokumencie Stolicy Apostolskiej, datowanego na 22 lutego, w święto Katedry św. Piotra, a opublikowanego 15 marca i podpisanego przez Prefekta kongregacji kard. Luisa Ladaria Ferrera i Sekretarza abp. Giacomo Morandiego, próbuje się zrozumieć, czy aprobata papieża Franciszka – o której wyraźnie wspomina się w samym Responsum – jest bardziej formalna niż faktyczna, skoro w Anioł Pański, w niedzielę 21 marca papież zdawał się dystansować od treści dokumentu” – podkreśliła włoska agencja katolicka ADISTA.
Wątpliwości rozwiewa Lucetta Scaraffia, profesorka historii na rzymskim Uniwersytecie La Sapienza i była dyrektorka watykańskiego magazynu kobiecego „Kobiety Kościół Świat”, w artykule dla dziennika La Stampa: „Jest bardzo prawdopodobne, że odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary zaskoczyła wielu, ponieważ obraz postępowego papieża Franciszka przyzwyczaił wszystkich, wielbicieli i przeciwników, do jego często nieoczekiwanych otwarć. A także dlatego, że kilka miesięcy temu Bergoglio powiedział zobowiązująco, że nawet homoseksualiści „mają prawo do rodziny”, co interpretowano jako znaczącą akceptację rodzin homoseksualnych.” Jej zdaniem papież posunął się zbyt daleko, być może nie zdając sobie sprawy, że „mieć prawo do rodziny” oznacza także uznanie prawa do „rodzicielstwa”, a także posiadania dzieci w inny, niż naturalny sposób. Bardzo trudno pomyśleć, że jego otwarcie sięga aż tak daleko, ale użyte sformułowanie wydaje się niejednoznaczne. Gdyby otwarcie było całkowite, byłoby to sprzeczne z bioetyczną moralnością Kościoła.

Bigos tygodniowy

Czy Lewica, część „raka, który toczy polską politykę” wesprze rządy PiS i stanie się sojusznikiem władzy w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy? Czy Kaczyński dzięki opozycji uzyska 260 miliardów euro funduszu wyborczego, za pomocą którego będzie kupował poparcie, a potem jak gdyby nigdy nic nadal będzie rządził z ziobrystami, którzy zagłosują przeciw. Nie chodzi jednak o obrażanie się za słowa. Znacznie gorsze jest to, że Lewica stoi przed prawdziwie diabelską alternatywą. Głosować z partią Ziobry czy z partią Kaczyńskiego? A to drugie oznacza wepchnięcie w łapy PiS potężnych pieniędzy za pomocą, których mogą wygrać kolejne wybory, a do tego stworzyć w Polsce oligarchię na podobieństwo tej orbanowej, węgierskiej. Oligarchię kolejnych Obajtków. I wtedy już nie będzie ratunku.


Osiem dekad temu powstała oś Rzym-Berlin-Tokio, teraz tworzy się oś Rzym-Budapeszt-Warszawa, choć oczywiście kaliber i numer butów nowych kandydatów na nacjonalistycznych dyktatorów jest zupełnie nie ten, co w przypadku tamtych zbrodniarzy.


Grono księży tworzących krąg tzw. zwykłych księży opowiedziało się za prawem do aborcji z powodów embriopatologicznych. Niezupełnie trafne to określenie, bo listę tworzy w sporej części elitarny i znany z mediów krąg liberalnych duchownych katolickich, jak ksiądz profesor Alfred Wierzbicki, ksiądz Kazimierz Sowa czy dominikanin Paweł Gużyński, ale ten kolejny mały wyłom w spoistości kleru katolickiego jest nie do pogardzenia.


„Klub Lewicy jest przeciwny bałwochwalczemu upamiętnianiu kolejnego przedstawiciela kleru, tym razem pod pretekstem setnej rocznicy jego urodzin. Obecny rok jest już rokiem kard. Wyszyńskiego. Poprzedni był rokiem Jana Pawła II. Efektem jest coraz większa bezczelność i panoszenie się Kościoła katolickiego w Polsce. Nawet teraz, w czasie pandemii, episkopat nie współpracuje z rządem, nie godzi się na zamknięcie kościołów, żąda dla siebie szczególnych przywilejów kosztem życia i zdrowia Polaków. To kolejny akt strzelisty robiony na ciche zamówienie Kościoła katolickiego, który w ten sposób usiłuje ratować resztki słusznie utraconego autorytetu. Najwyższa pora, aby oddzielić Kościół od państwa, a Sejm – od podszeptów episkopatu. (…) Klub Lewicy apeluje do Sejmu, aby skończył z klerykalizmem w czczeniu pamięci i wzywa do odrzucenia tej całkowicie zbędnej, a społecznie nie tylko nieuzasadnionej, ale wręcz szkodliwej uchwały. Nie przedłużajmy niepotrzebnej agonii Kościoła katolickiego” – stwierdziła posłanka Joanna Senyszyn i w tej akurat kwestii nie mam najmniejszej słuszności co do stanowiska Lewicy. Posłanka zwróciła też uwagę na to, że sto lat temu urodziła się na przykład Michalina Wisłocka, która w przeciwieństwie do rzeczonego Wyszyńskiego wniosła wkład w ciężki i nadal trudny proces wydobywania polskiej seksualności z mroków średniowiecza.


„Ordo Iris wypierdalać” – głosiło wezwanie wywieszone przed świętami na fasadzie kościoła Zbawiciela w Warszawie. A propos. Onet przedstawia owoce międzynarodowego śledztwa fundacji reporterów o działalności mafii katolickiej oplatającej świat i mającej jedno z centrów w Polsce. Materiały są bardzo obszerne, więc nie da się tu niczego sensownie zacytować, ale wieje z nich grozą. Tymczasem firma Topos, od której Ordo Iuris wynajmowało biurowiec w Brukseli, w trybie natychmiastowym wypowiedziała umowę konserwatywnemu instytutowi, argumentując swoją decyzje tym, iż „nie chce być zaangażowana w działania fundacji, która łamie prawa człowieka i podstawowe wolności demokratyczne”. Wszystko zapoczątkowała interwencja organizacji Solidarity Action Brussels, która poinformowała zarządcę budynku o działalności Ordo Iuris”.


Przed świętami PiS-propaganda przypuściła wściekły atak na „Sok z buraka”, a profesor Wojciech Sadurski mówi o „ekshumacji cenzury przez PiS”.


„Pękający obóz władzy i zjednoczona opozycja” – tak z kolei twierdzi Kasandra prawicy, Józef Orzeł. Może z tego powodu regularny gość w programie poruczników Karnowskich od dawna przestał był przez nich zapraszany.


Profesor Janusz Reykowski, choć to mąż bardzo uczony, dziwi się, że prawnik-konstytucjonalista Czarnek z Lublina nie rozumie czym są prawa mniejszości i dąży do rządów katolickiej większości. Zapewniam Szanownego Pana Profesora, że bandziorzy rzadko nie mają świadomości, że łamią prawo. Zwyczajnie, idą na rympał.


„Po zmianie rządów, słyszeliśmy jak Niemcy narzekali na fakt, że Polacy nie przyjeżdżają już i nie ma komu zbierać szparagów. Dziś można już w Polsce żyć i pracować na własny rachunek” – stwierdziła Nitek-Płażyńska, żona posła PiS. Kpi ona czy o drogę pyta? Odkleiła się od rzeczywistości.


„Który z was, sukinsyny, rżnie mnie na kasie?” – pytał kelner Fornalski w „Zaklętych rewirach”. Służby finansowe Unii Europejskiej nie muszą już stawiać tego pytania, bo od dawna wiedzą który. To niejaki Czarnecki Ryszard, zawodowy eurodeputowany pisowski, który „rżnął” na fałszywie rozliczanych kilometrówkach. Teraz musi zwrócić 100 tysięcy ukręconych euro za rzekome odbywanie trasy Bruksela-Jasło, choć kończyła się ona w Warszawie. A jeszcze niedawno ciskał się i groził procesami tym, którzy o tym wspominali. To już jego druga kompromitacja po tym, jak kilka lat temu stracił prestiżową funkcję za „nadużycia językowe”. Unio Europejska, nie musisz wysyłać pieniędzy do Polski, w szczególności do Jasła – one już tam są.
* 
Lawinowo rośnie liczba spraw o obrazę Adriana. Zaczął się proces pewnego pastora z Lublina, który nazwał go „baranem”. Im większą nicością jest Adrian, tym bardziej jest ta nicość obrażana. A sam jest aż tak obraźliwy, że osobiście odszczekał się Markowi Belce za delikatną kpinkę. Ani grama dystansu do siebie, co znamionuje słabości intelektualne. Robi się z tego istna beczka śmiechu.


Nie do śmiechu jest natomiast kolejny brutalny policyjny akt agresji policji w stosunku do kobiety w Głogowie, którą potraktowano pałką i obalono na chodnik. Gołym okiem widać, że nie było niczym usprawiedliwione aż tak brutalne zachowanie. Ta sekwencja brutalności wobec kobiet dziwnie pachnie jakimś urzędowo sterowanym, ideologicznym mizoginizmem. Może ktoś z rozmysłem przestawił wajchę na tę stronę? W tym samym na Jasnej Górze czasie wiele tysięcy motocyklistów-dewotów bez przeszkód rozsiewało koronawirusa.

Bigos tygodniowy

Jak było do przewidzenia katosadystyczni fundamentaliści, ci od niejakiego Dzierżawskiego Mariusza, zbierają podpisy pod obłąkańczym projektem ustawy, który upodobni Polskę do Salwadoru. Ich projekt przewiduje zrównanie zarodka z urodzonym człowiekiem, zakaz przerywania ciąży będącej skutkiem przestępstwa i zagrażającej życiu kobiety, a także karanie więzieniem kobiet poddających się aborcji i tych, którzy jej w tym w jakikolwiek sposób pomogą. Przewiduje też karanie za poronienie tych kobiet, które „nie dochowały ostrożności w czasie ciąży”. W grę mają wchodzić kary więzienia do dożywocia włącznie. Występują z tym już po raz trzeci, ale tym razem naprawdę może im się udać, czego uczy nas doświadczenie ostatniego półrocza. Czy będzie San Salvador w Warszawie? Czy ktoś kiedyś zatrzyma w Polsce ten nieustanny terror katofundamentalistów?


Jak niepodległości bronią pisiory otwartych kościołów w czasie intensywnej inwazji pandemii. Cóż, pan każe – sługa musi. Natomiast niektórzy katoliccy fundamentaliści lamentują, że „rząd szantażuje katolików”. To w reakcji na apel ministra zdrowia Cyborga, przemawiającego za pomocą syntetyzatora mowy, apel o „odpowiedzialność proboszczy”. Zaiste, Cyborg z tym swoim apelem to istny nowy Neron i Domicjan w jednym. To prawdziwe prześladowanie chrześcijan. Profesor Robert Flisiak pyta: skoro rząd zamierza wprowadzić zakaz zgromadzeń, to powinien objąć nim też kościoły, w których przecież dochodzi do zgromadzeń. Zasłyszałem dowcip – do czego służy rząd? Do mszy.


Dominikanin z Wrocławia, jeden z bronionych swego czasu przez ojca Macieja Ziębę, podobno gwałcił nawet na ołtarzu. Ci to potrafią złożyć na ołtarzu każdą ofiarę.


W sprawie Obajtka już nie tylko sprawy dochodów i podatków, ale klimaty z „Psów”. Tylko pandemia sunąca po Polsce jak niszczący walec była w stanie nieco przysłonić obajtkową aferę. Tylko pandemia jest gorsza od Obajtka?


Spekulacje wokół przejścia ex-posłanki Lewicy, Pawłowskiej Moniki, miłośniczki „przeklętych” do partyjki Gowina. Lewica ją (Pawłowską) potępia, na prawicy (łącznie z gowinistami) przyjęto ją z rezerwą i zastrzeżeniami. Porucznicy Karnowscy i im podobni podejrzewają nawet, że Pawłowska po prawej stronie to koń (kobyła?) trojański/a.


Paweł Kasprzak, który jako lider Obywateli RP tak bardzo dał się we znaki pisowskiemu reżimowi, zrezygnował z działalności publicznej. Rozumiem motywy, ale bardzo żałuję. Panie Pawle, zrobił Pan wielką robotę, o której opowiedział mi Pan w wywiadzie udzielonym „Trybunie” latem 2019 roku. Dziękuję i – mimo wszystko – proszę o kontynuację w przyszłości. Chyba, że nie będzie już potrzebna. Oby.


Wielki krzyż niosły kolejno drużyny Straży Narodowej, Żołnierzy Chrystusa, Zakonu Rycerzy Jana Pawła II, Bractwa Przedmurza, Wojowników Maryi. Opublikowali też list do Prymasa Polski pisany językiem jakby wprost rodem z czasów kontrreformacji albo oblężenia Jasnej Góry. Na koniec listu wzywają Prymasa do „obrony trzody”. Trzoda – to brzmi dumnie.


Pani mer Paryża Anne Hidalgo krok po kroku ogranicza obecność aut w Paryża w trosce o czystość powietrza, a także w intencji zmniejszenia hałasu. A w Polsce niezmiennie samochodoza, która jest barbarzyństwem naszych czasów. W Warszawie jest już więcej prywatnych aut niż zameldowanych mieszkańców.


„Oskarżony wygląda jak idiota i mówi jak idiota, ale nie dajcie się zwieść pozorom. On naprawdę jest idiotą” – jak mówił przed sądem Groucho Marx. „Prezydentomat, moron” – padają dziesiątki ciekawych określeń. Lingwistyczna dyskusja w internecie nabrała rozpędu.


Zamiast babyboom w rezultacie pięćset plus, mamy w Polsce rekordowy babydoom, czyli demograficzne dołowanie. Narodowy Przymus Rodzenia Trupów tylko babydoom pogłębi, bo młode Polki coraz częściej odmawiają bycia żeńską biomasą do rodzenia i żywymi trumnami.


„Opatrzność sprawiła kolejny cud i dała nam kolejne pięć lat prezydentury sprzyjającej dziełu odnowy państwa. Mówię o cudzie, bo mając takie atuty w dziedzinie gospodarczo-społecznej, takie realne sukcesy, niepojęte jest, że wygrana nastąpiła tylko o włos. Niepojęte jest, że omal nie przegraliśmy!” – Andrzej Kisielewicz, eksdziałacz Solidarności Walczącej nieboszczyka Morawieckiego.


„To jest kompromitacja UE, że daje pieniądze autokratom z Węgier i Polski na budowę dyktatury i partyjnej oligarchii, bo na to niestety wychodzi. I tylko dlatego PIS nie urządził jeszcze polexitu, bo z Brukseli płynie kasa, na której oni się tuczą. Kiedy UE to zrozumie?!” – ten głos internauty polecam uwadze parlamentarzystów Lewicy w perspektywie głosowania nad ratyfikacją budżetu unijnego.


Pisokracja to mobokracja, czyli rządy tych, którzy najbardziej pragną aby przeciwnicy cierpieli. Można to nazwać sado-kracją. Od markiza de Sade, który wynalazł sadyzm.

Niech aniołowie wiodą ich do raju

Polski kościół katolicki umiera. Choruje na pedofilię, pazerność finansową, pogardę wobec problemów kobiet. I wiele innych, pokrewnych dolegliwości.
Dlatego jest powszechnie już krytykowany przez wszystkich marzących o zdrowym moralnie polskim społeczeństwie. I coraz częściej odrzucany przez młodych Polaków. W najmłodszych pokoleniach sekularyzacja już nie „pełza”, ale „idzie stępa”, a nawet „przechodzi w kłus”. „Wielu młodych nie daje już Kościołowi szansy”. Tak podsumowała wnioski wypływające z raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej pt. „Kościół w Polsce”, prof. Mirosława Grabowska, dyrektor rządowego Centrum Badań Opinii Społecznej. Odwołując się do prezentowanych, przekrojowych badań społecznych, prof. Grabowska zwróciła uwagę, że o ile w starszych pokoleniach deklaracje wiary praktycznie nie słabną, to zupełnie inaczej jest już w młodszych pokoleniach.
Zwłaszcza w pokoleniu osób urodzonych już po 1992, kiedy religia była już propagowana na lekcjach w szkołach. Teraz okazuje się, że wśród pokolenia milenialsów w ostatnich dwudziestu latach odnotowano spadek uczestnictwa w praktykach religijnych, z 70 do 40 procent. Zaś w najmłodszym pokoleniu tempo spadku jest jeszcze większe. W ciągu ośmiu lat uczestnictwo w praktykach religijnych spadło z około 60 do 35 procent. Jak podkreśliła badaczka, wielu tych młodych nie daje już kościołowi szansy poprawy. W roku 2018 już prawie 50 procent młodych ludzi w naszym kraju stale nie uczestniczyło w praktykach religijnych.
Winni rodzice?
Czemu młodzi ludzie odchodzą od nadal wszechobecnego kościoła?
Profesor Grabowska wskazała na osłabienie wiary w rodzinach. W ciągu ostatnich 20 lat odsetek osób, deklarujących, że ich rodzicom zależy na tym, by chodzili do kościoła zmalał z 52 procent odnotowanych w 1998 roku do 30 procent w 2016. Zwróciła też uwagę na spadek atrakcyjności lekcji religii w szkole, co daje spadek uczestnictwa w nich. Jeszcze w latach 2003 – 2010 około 90 procent młodzieży z ostatnich klas szkół ponad gimnazjalnych uczestniczyło w szkolnej katechezie, w 2018 roku było ich około 70 procent. W Polsce doświadczamy laicyzacji na wzór „włoski”, gdzie wciąż utrzymuje się dość wysoki poziom deklaracji wiary i praktyk religijnych. „Zapewne wciąż będziemy wyróżniać się na tle Europy, choć procent ludzi wierzących nie będzie już sięgać 90, czy 60 procent, lecz będzie dużo niższy, posumowała ostatnie badania dyrektor CBOS.
Winni księża ?
„Skandale pedofilskie, przepych i bogactwo ludzi Kościoła”- to właśnie zniechęca młodych ludzi w Polsce do kościoła kat. To sprawy bieżące, skandale, a nie religijne, determinują stosunek młodych do Kościołów i religii” – tak wynika z badania Centrum Profilaktyki Społecznej. Jakie wynikają wnioski?
Ponad 62 procent młodych nadal uważa się za osoby religijne, ale już jedna trzecia deklaruje swą bezwyznaniowość. Aż 59 procent twierdzi, że ich religijność osłabła w ostatnich dwóch latach. I aż 62 procent uważa, że kościół kat. swoje afery pedofilskie chce zamieść pod dywan. Co najbardziej zniechęca młodych do religii i Kościoła? Rozdźwięk między tym, „co mówi religia, a co robi Kościół” oraz „brak właściwej reakcji Kościoła na pedofilię w jego szeregach”. Pewnie dlatego polski kościół kat. uważany jest przez młodych za instytucję opartą na kłamstwie i braku elementarnych zasad moralnych. Zło. Przysłowiowy szatan, który ubrał się w ornat i na msze dzwoni.
Umierającego konkretnie pocieszyć?
Nie jest tak źle, przekonują komentatorzy życia religijnego związani z Episkopatem. Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego aż 11 procent pytanych w Polsce osób deklaruje się jako głęboko wierzący. Częściej wiarę deklarują kobiety: 14,4 procent uważa się za głęboko wierzące i 70,3 procent za wierzące. Wśród mężczyzn jest 7,6 procent głęboko wierzących i 68,8 procent wierzących. Wierzących -deklarujących jest w Polsce na poziomie 80 proc.
Palący problem spadku deklaracji wiary wśród młodzieży skomentował biskup Grzegorz Suchodolski, który w Episkopacie zajmuje się młodymi. „Zaufaliśmy procesom demokratyzacji, a tymczasem serca młodych pobiegły zupełnie w inną stronę i zostały przechwycone przez kogoś innego”, ubolewał. „Nie chodzi jednak, żeby używać ich slangu. Młodzież lubi krótko i konkretnie”. Jakim językiem hierarchia teraz do nich przemówi, nie powiedział. To zrozumiałe. Demokracja nie sprzyja. Wróg nie śpi.
Licznik bije
Marek ebepe Jędraszewski ujawnił falę apostazji w Krakowie. Jeszcze niedawno odchodziło tam z kościoła około 50 osób rocznie. W roku 2019 było już ponad 120 osób, a w roku 2020 już prawie 500. Dane te zbierają funkcjonariusze kościoła, jednak niechętnie się nimi dzielą. Podczas mszy w Kalwarii Zebrzydowskiej Abepe Jędraszewski zrobił wyjątek. Okazuje się, że Kraków plasuje się na drugiej pozycji pod względem apostazji. Przoduje Warszawa, gdzie liczba ich przekroczyła w rok 2020 ponad tysiąc, na trzecim miejscu jest Poznań, ma prawie 400 aktów apostazji.
„Kościół odmawia podania liczby tych, którzy z niego wystąpili, bo swój wątpliwy mandat do wtrącania się w każdy aspekt naszego życia opiera na rzekomo ogromnej liczbie Polek i Polaków należących do tej instytucji i wspierających jej działania”, tak uważają działacze Lewicy Robert Biedroń i Agata Diduszko- Zyglewska, którzy założyli w 2020 roku Licznik Apostazji. Dziś ocenia on poziom zadeklarowanych apostazji na ponad 2400 w skali kraju. Nie jest to proces masowy. I pewnie nie będzie, bo apostazja wymaga pokonania biurokratycznych przeszkód. Ale takiej, zwykle demonstracyjnej apostazji środowiskowi liderzy. Wzory do naśladowania przez innych ludzi.
To sprawia, że częściej mamy do czynienia z nieformalnymi apostazjami. Polski katolicyzm oparty jest na pustych deklaracjach wiary, uczestniczeniu w obrzędach, kultywowania świąt katolickich. Bez refleksji teologicznej. Bez mistycyzmu. Rygory pandemii dały wielu dotychczasowym „wiernym” alibi do nieuczestniczenia w niechcianych praktykach. Bez groźby, że świat się zawali. Zwłaszcza, że polski kościół kat. nie jest już postrzegany jak wspólnota ludzi wierzących, lecz jedynie firma oferująca usługi zbawienia pośmiertnego. Pilotaż do ewentualnego raju. Za określone sumy płacone za pośrednictwo w kontaktach z bogiem.
Polski kościół kat. jest też największym właścicielem ziemskim w Polsce. Co rok otrzymuje z Unii Europejskiej dopłaty do posiadanych hektarów. Prowadzi liczną działalność biznesową, na którą dostaje od władz państwowych i samorządowych liczne dotacje. Wspiera też w kampaniach wyborczych PiS za co też dostaje olbrzymie honoraria. Skala działalności biznesowej polskiego kościoła kat. jest tak ogromna, że sprawia on wrażenie, iż działalność czysto religijna jest dla tego przedsiębiorstwa jedynie marginesem. Kłopotliwym w dodatku. Rygory pandemii, ograniczenia w kontaktach z wiernymi udowodniły, że owi wierni nie są wcale kościołowi na co dzień niezbędni. Ważne aby stawili się na swój chrzest, pierwsza komunię, ślub i pogrzeb koniecznie. No i podczas wyborów zagłosowali jak im proboszczowie wskażą. Taki kościół młodzi ludzie w Polsce masowo odrzucają.
Ale hierarchowie tego kościoła nie zważają na spadki popularności. Zachowują się zarząd wielkiej korporacji.Spasione koty finansjery, którym prześliczne aniołki czynią codziennie raj. Już tu i teraz.

Bigos tygodniowy

Jak donoszą, pożal się boże minister kultury Gliński odwołał dotychczasowego dyrektora Filmoteki Narodowej za dołączenie do przeglądu filmów o tematyce kobiecej filmów o przemocy domowej i o wibratorach. Nie zmienia to faktu, że żaden „niezłomny” wibratora nie zastąpi. Odwołany dyrektor był z „Dobrej Zmiany” i powołany też jest z „Dobrej Zmiany”, tylko  z konkurencyjnej sitwy. Użycie wibratorów w wojnie kaczystów z kaczystam to niebezpieczna eskalacja konfliktu.


Poza tym jednak nie ma nic do śmiechu. Protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet ( niestety niepokojąco mniej liczne niż jesienią zeszłego roku) zostały brutalnie zaatakowane przez policję. Po raz kolejny przypomniały o polskich zbrodniarzach zza biurka i ich poplecznikach, Zaplutych Karłach Reakcji, którzy swoimi barbarzyńskimi „prawami” zastosowali wobec kobiet tortury i narażają je na zagrożenie życia przez wymuszanie donaszania chorych, gnijących płodów. Narodowy Przymus Rodzenia trupów trwa.


Wyrok sądu w Płocku, uniewinniający oskarżone (m.in. Elżbietę Podleśną) w sprawie o „obrazę uczuć religijnych” czyli o rozlepianie wizerunków Matki Boskiej w Tęczowej Aureoli rozwścieczył prawactwo i klechów. Zawyli, że wyrok (nieprawomocny) był „skandaliczny” i „zachęcający do takich czynów”, a „sąd stanął po stronie bluźnierstwa”. Oskarżone z wyroku się ucieszyły i pochwaliły sąd, że taki rozumny i sprawiedliwy. Rozumiem zainteresowane, lecz nie podzielam ich entuzjazmu. Mój opór wzbudziło na przykład uzasadnienie sądu, który na korzyść oskarżonych powołał się na to, że niektórzy katolicy nie uznali wizerunku Matki Boskiej Tęczowej za obrażający ich uczucia religijne. To postawienie sprawy na głowie, bo wolność słowa nie może być zawisła od tego czy słowo kogoś obraża czy nie. Istota sprawy jest bowiem w tym, że w cywilizowanym kraju takie procesy w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo artykuł 196 kodeksu karnego, to archaiczny, średniowieczny rodem absurd, prawne wyposażenie cenzuralne fanatyków religijnych, które powinno zniknąć z kodeksu karnego. Prawo karne nie powinno bronić czci postaci fikcyjnych, bo takie prawo jest groteskowym horrendum. To nie powinno w ogóle być przedmiotem obejmowanym przez prawo karne. Bigos tygodniowy jest za nieograniczonym prawem do obrażania uczuć zarówno religijnych jak i niereligijnych. Obrażajmy się, ile dusza zapragnie! Z całego serca! Niech żyje wolność! Warto odnotować, że biskupi diecezji płockiej, przyjęli wyrok sądu z ”bólem i smutkiem”.


Ksiądz Bortkiewicz, który jest za „doprecyzowaniem i wzmocnieniem” artykułu 196 kodeksu karnego powiedział, że szalet, to do nalepienia wizerunku Matki Boskiej miejsce „niegodne”. Moim zdaniem co najmniej równie godne jak zakrystia.


Tego samego dnia, w którym zapadł wyrok w Płocku, grupa lewicowej młodzieży stanęła nieopodal Sejmu trzymając w dłoniach ów inkryminowany wizerunek Tęczowej Matki Boskiej. Natychmiast zostali spisani przez policjantów, którzy oświadczyli, że to „na wypadek, gdyby ktoś zgłosił obrazę uczuć religijnych”. Czy nie klerykalny terror bez granic?


Kolejne ataki katocenzury. Godek Kaja zbiera podpisy pod petycją żądającą od Rady Miasta Lublina wycofania się z finansowania tutejszej Galerii Labirynt za to, że zorganizowała wystawę „Nie będziesz szła sama”, o Ogólnopolskim Strajku Kobiet. Z kolei Ordo Iuris prześladuje Nergala i doprowadziło do wznowienia przez prokuraturę postępowania przeciw niemu w sprawie „obrazy uczuć religijnych”. „Jestem jednym z rosnącej rzeszy Polaków, którzy mają dość kato-talibowego reżimu, bo tak trzeba to nazwać. Wpisuję się w szeroki i silny prąd antyreligijny, antyklerykalny, którego częścią są m.in. strajki kobiet. Akcje Kościoła w Polsce tracą w tempie lawinowym i nie ukrywam euforii, jaką z tego powodu odczuwam” – powiedział Nergal, nawiązując do „narastającego w Polsce fundamentalizmu”. Dodał, że „wierzy, że pewnego dnia Polska stanie się sekularnym krajem, w którym nie będzie większości religijnej dyskryminującej mniejszości, dyktującej jak mamy żyć i musztrującej obywateli”. A tymczasem prokuratura zażądała „zabezpieczenia” komputerów i telefonów Nergala, jakby chodziło o groźnego mordercę czy ciężkiego przestępcę gospodarczego, a chodzi tylko o „obrazę” orzełka polskiego.


Równolegle do katocenzury narasta intensywność karmienia biznesów Rydzyka przez Skarb Państwa. Forsę dały Rydzykowi cztery ministerstwa, w tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Rolnictwa. Z kolei okazuje się, że w Wielkopolsce większe pieniądze idą na finansowanie religii w szkole niż na obywatelskie budżety.


Na lewicowe „ukąszenie” młodego pokolenia prawolski publicysta Maciejewski proponuje następujące lekarstwa „wsparcie harcerstwa, wzmocnienie Wojsk Obrony Terytorialnej i produkcję IPN-owskich filmów o „wyklętych”. Czekam na rezultaty.


Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że sądy polskie mają prawo oceniać, czy decyzje Krajowej Rady Sądownictwa są zgodne z prawem Unii Europejskiej, a kolejne nowelizacje ustaw sądowych MOGĄ naruszać prawo tejże. Za miękko jak na PiS. Media już donoszą, że Mateo został zobowiązany do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej, aby orzekł, że przepisy polskiej Konstytucji są ważniejsze niż przepisy unijne. Nie bardzo wiadomo, na co komu taki wyrok, chyba że chodzi o pokazanie ludowi pisowskiemu, że żadne „obce” trybunały nie będą nam mówić, jak mamy się rządzić.


Pandemia trwa w najlepsze, tymczasem Narodowy Program Szczepień kuleje, ale jak się zdaje nie tylko dlatego, że zachodni kontrahenci ociągają się z dostawami szczepionek. Niedawno opinia publiczna dowiedziała się z ust pąsowych niejakiego Dworczyka Michała, że po raz kolejny zmianie ulega harmonogram szczepień. Z niejasnych powodów grupa obywateli 70 plus wypadła z harmonogramu na marzec i została zepchnięta gdzieś poza termin szczepień nauczycieli akademickich, którzy do pracy w formule stacjonarnej mają wrócić dopiero jesienią oraz termin szczepienia służb mundurowych. Dziwne to tym bardziej, że epidemiolodzy wzywają do szczepienia grup najbardziej zagrożonych ciężkim przebiegiem choroby, a nawet zgonem czyli osób 60 plus. Ciekawe, dlaczego rządzący nie słuchają ekspertów, a nawet nie czują potrzeby żeby wyjaśnić publice, dlaczego takie a nie inne decyzje podejmują?


„Polska jest ostatnią ostoją reżimu katolickiego, który na mocy paragrafu 196 oskarża obywateli o bluźnierstwo” (Nergal)

Bigos tygodniowy

„Niemcy zazdroszczą Polsce gospodarki, tempo szczepień w Polsce jednym z najszybszych w Europie” – na te i na podobne sposoby szczytuje TVPiS, bijąc rekordy manipulacji i tworząc, swoim starym zwyczajem, groteskową „nierzeczywistość”. Niedługo ci urodzeni kłamcy zaczną krainę nad Wisłą porównywać do Szwajcarii.


Szczytowano też 1 marca z okazji Dnia Bandytów Przeklętych. Obchodzono je już prawie z takim zadęciem, jakby to było regularne święto narodowe, bo dudnił nawet sam Dudafon. Na jego „cześć i chwała” napisane z tej okazji na twitterze odpowiedział – też na twitterze – prof. Jan Hartman słowami: „Cześć i chwała mordercom, gwałcicielom i rabusiom”. A oto próbka propagandowego pisowskiego języka na tę okazję: „Wyklęci to nie tylko historia, to wzorzec na tu i teraz, wzorzec, którego panicznie boją się Gdule, Michniki i Senyszyny. Znowu wnuczęta Aurory sięgają po naszych, próbując Polaków przerobić na bierny, sterowalny tłum, który chce tylko chleba i igrzysk”.


„Tu się nie da schować. Polska jest substancją oblepiająco-żrącą” – powiedziała jedna z aktywistek ruchu na rzecz praw kobiet.


„Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną” – powiedziała w 2016 roku wielka Maria Janion. To cytat wybitnie trafny a propos Narodowego Przymusu Rodzenia Trupów. Tyle, że „fantazje” stały się prawem.


Marta Lempart upominała się z mównicy Parlamentu Europejskiego o prawo do aborcji dla Polek podczas debaty na ten temat. krajowe media poświęciły debacie niewiele miejsca, a szkoda.


Pisarze zrzeszeni w PEN-club ogłosili oświadczenie, w którym biją na alarm z powodu „grożącej Polsce politycznej i ideologicznej cenzury”. Jej przejawy są coraz liczniejsze, n.p. odwołanie wystawy fotograficznej Chrisa Niedenthala w Rzeszowie. Słowo „grozi” nie jest tu jednak adekwatne. Ta cenzura JUŻ jest praktykowana i to na szeroką skalę. Na przykład przez włączenie się pisiorskiej, tzw. Reduty Dobrego Imienia w proces cywilny przeciw profesorom Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, którzy napisali książkę „Dalej jest noc”, o udziale Polaków w tępieniu Żydów.


Jeszcze o cenzurze. „Ich intencją jest prześladować każdego, kto nie przestrzega archaicznych praw religijnych naszego kraju” – powiedział Nergal. Publicysta Janusz Majcherek napisał o „narastającej religijnej cenzurze w Polsce”.


Do tego doszedł terror stricte religiancko-klerykalny, czyli płocki proces aktywistek, z Elżbietą Podleśną, za rozklejanie wlepek z „Matką Boską Tęczową” wokół tamtejszego kościoła. Ten proces to hańba domowa i jedno z licznych świadectw katolickiego terroru wyznaniowego. Podobnie jak działania przydupasów Czarnka w szkolnictwie. Zaczął się też proces tych co w 2019 roku obalili pomnik Jankowskiego w Gdańsku. Wszystko to układa się w całość.


Nie sposób nie zauważyć, że władza PiS coraz częściej dzierżawi skrajności ideologiczne czyli najtrudniejsze sprawy organizacji Ordo Iuris. Tymczasem organizacja ta serią pozwów rozpoczęła ofensywę wymierzoną w wolność słowa, nazywając to walką o dobre imię Polski.


Oto kilka dokonań powołanego w sierpniu 2019 roku „Urzędu Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15” pod przewodem kolaboranta Ordo Iuris Błażeja Kmieciaka: wynajęcie bardzo kosztownego lokalu, obkupienie się w sprzęt, w tym meble, podwyższenie sobie uposażeń (dzięki Dudusiowi) do ponad 12 tysięcy złotych miesięcznie (drogie te Kmieciaki), załatwienie samochodów i mieszkań służbowych oraz wskazanie około 10 procent spraw pedofilskich dotyczących kleru na 121 spraw zarejestrowanych ogółem. „Kontekst kościelny nie jest dominujący w naszej pracy” – oświadczył Kmieciak w sytuacji, gdy wszelkie dane wskazują, że przypadki pedofilii klerykalnej składają się na setki spraw. Ostatnie osiągnięcie kmieciakowej kompanii to nie wpuszczenie do Urzędu opozycyjnych posłów, którzy chcieli przeprowadzić kontrolę. Jeszcze jedno zwraca uwagę – brak w nazwie dwóch słów „przestępstwo pedofilii”.


Greniuch odszedł IPN, ale greniuchowszczyzna została. Szarek, kanceliści z Pałacu (ich pryncypał przyznał Greniuchowi odznaczenie państwowe) i reszta tej ferajny pisiorskiej, jakkolwiek by się w zeznaniach nie motała i koniunkturalnie nie wycofywała z decyzji, z faszyzującą oenerowską greniuchowszczyzną tak czy inaczej, sympatyzuje.


Z mojej obserwacji wynika, że środki ochrony antycovidowe nosi znikoma mniejszość narodu. W związku z tym, nowe zarządzenie rządu zakazujące noszenia przyłbic czy zasłaniania twarzy szalikiem, bandaną lub kominem, to zastępowanie jednej fikcji inną fikcją, jedną grę pozorów inną grą pozorów. I jeszcze jedna sprawa, która winna zostać wyjaśniona, czy zakazanie noszenia tych erzaców ochrony nie jest działaniem spóźnionym? Od miesięcy wiadomo, że ich skuteczność w ochronie przed zarazą jest żadna. Zatem kto, komu i dlaczego pozwolił na produkowanie przyłbic, narażając obywateli na ciężką, zakaźną chorobę?


„Tracę kurwa siły” – mówił – między innymi – chory podobno na zespół Tourette’a Obajtek. Jeśli on ma zespół Tourette’a, to ma go też co najmniej pół narodu, na ucho licząc.

Bigos tygodniowy

„Dania jest więzieniem” – mówił szekspirowski Hamlet. Dziś ta metafora dziwnie pasuje do życia wielu z nas w pandemii koronawirusa. Możliwość poruszania się po Europie ograniczona została do minimum i dopuszczalna pod warunkiem posiadania aktualnego negatywnego wyniku testu lub zaświadczenia o przyjęciu szczepionki. Czyli – była Unia Europejska i nie ma Unii Europejskiej. Jeszcze rok temu można było poruszać się po kontynencie, od wschodu po zachód, od północy po południe. Dla obywateli Unii Europejskiej granice państw przestały być zauważalne i oto granice te powróciły. Już nie mamy de facto praw obywateli UE, bo to oczywiste, że pełnoprawny obywatel ma prawo bez ograniczeń poruszać się po przestrzeni, której jest obywatelem. Jesteśmy więc jak chłopi pańszczyźniani przywiązani do własnych krajów. Owszem, można gdzieś podróżować, ale pod ścisłymi rygorami. To pokazuje jak wątła i krucha jest konstrukcja UE, jak iluzoryczna jej idea. Okazało się, że jest to konstrukcja na pogodę, ale już nie na niepogodę.


Do najbardziej dokuczliwych więzień należy Polska, w której pisowska władza wprowadziła w życie Narodowy Program Rodzenia Trupów. Radykalne zaostrzenie prawa aborcyjnego uczyniło ten kraj piekłem kobiet w stopniu do tej pory niewyobrażalnym. Nie tylko z uwagi na kształt tego „prawa”, ale także z tego powodu, że warunki pandemiczne i ograniczenie możliwości przekraczania granic oznaczają także radykalne ograniczenie możliwości przeprowadzania przerwania ciąży za granicą. Nadal nie mogę się otrząsnąć z uczucia upiornego koszmaru. W kraju należącym do Unii Europejskiej przyjęto „prawo” jakby wymyślone w ramach ponurej dystonii, jakby rodem z upiornej, makabrycznej baśni braci Grimm, „prawo” nakładające na kobiety państwowy przymus chodzenia w ciąży z trupem czy półtrupem, a następnie wydania go na świat. To kolejny dowód na to jak słabym w praktyce, choć pięknym jako idea, konstruktem okazała się Unia Europejska, skoro coś takiego mogło się pod – bądź co bądź – jej dachem – nomen omen – urodzić.


Na stanowisko kierownictwa Platformy Obywatelskiej skłaniające się ku uznaniu potrzeby liberalizacji ustawy dotyczącej aborcji (możliwość legalne aborcji do 12 tygodnia ciąży) można by z lewicowego punktu widzenia wszechstronnie powybrzydzać. Że jednak zbyt zachowawcze w tych ograniczeniach i warunkach, że „rychło w czas”, że to efekt koniunkturalizmu i tak dalej i tak dalej. W tej jednak sprawie, tak ważnej społecznie, trzeba okazać wielkoduszność. Jakby nie było, to dobrze, że PO się w końcu na to odważyła po tylu latach postawy tchórzliwej i asekuranckiej. Lepiej późno niż wcale.


Kilka dni temu zatrzymano polskiego pedofila i sprowadzono do kraju. Odnaleziono go na terenie Filipin, gdzie krył się od kilku lat, po prawomocnym wyroku, skazującym go na karę pozbawienia wolności. Tymczasem w Polsce, pedofile w sutannach latami działają bezkarnie, pod parasolem ochronnym hierarchów, pod nosem organów ścigania.


Tymczasem represje polityczne rozkręcają się na full. Dziennikarka Jewish Telegraphic Agency Katarzyna Markusz na łamach „Krytyki Politycznej” zadała pytanie: „Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w  Zagładzie jest faktem historycznym?”. Niewiarygodne, ale za postawienie tego pytania została przesłuchana przez policję na polecenie prokuratury!!! Dziennikarze – uważajcie, bo jeszcze trochę i niedługo nie będzie można pisnąć słowa, które nie spodoba się reżymowi PiS. Ziobro et consortes już nad tym pracuje.


Inny przykład skrajnie prawicowej ofensywy ideologicznej: niejaki Górecki Artur współpracujący z Ordo Iuris, zastępca dyrektora w Departamencie Programów Nauczania i Podręczników w Ministerstwie Edukacji i Nauki Czarnka, będzie dodatkowo koordynował prace nad treściami podręczników szkolnych i treściami nauczania. Czyli już niedługo będą one kształtowane na modłę Ordo Iuris, a ściśle biorąc na modłę katolicką. Górecki stwierdził, że szkolne treści, które oddalają młodzież i dzieci od zbawienia są groźniejsze niż brak monitoringu (sic!). Podobny profil w MEN reprezentuje nowo mianowany szef gabinetu politycznego Czarnka, niejaki Brzózka Radosław.


Jeszcze inny przykład ideologicznej ofensywy: trwa proces przeciwko Elżbiecie Podleśnej i dwóm innym kobietom o obrazę uczuć religijnych, polegającej na wywieszeniu plakatów z wizerunkiem tzw. „Matki Boskiej” w barwach tęczowych. W Bigosie nie wystarczyłoby miejsca na pomieszczenie wszystkich przypadków brutalnej ofensywy ideologicznej kleroprawicy.


Zjednoczona Prawica jest zjednoczona tylko z nazwy. Porozumienie Jarosława Gowina, właśnie cofnęło rekomendacje ministerialne dla swoich trzech byłych członków, póki co bez efektu, bo Mateo ich nie zdymisjonował. Natomiast tenże Mateo, za zgodą kierownictwa PiS czytaj: Kaczor, podpisał dymisję niejakiego Kowalskiego Janusza, wiernego żołnierza Ziobra, zasilającego rozbuchany ministerialny zasób, od dłuższego czasu kontestującego działania rządu. W tej sytuacji należy się zastanowić czy jeszcze mamy Zjednoczoną Prawicę i rząd, a jeśli mamy to czy jest zdolny w tym pandemicznym czasie rządzić.


Duduś odwiedził stoki narciarskie w Wiśle, oczywiście w kilkuosobowej obstawie sopowców. Pierwszy narciarz RP, jest znanym miłośnikiem sportów zimowych i wykorzystał oczywiście czasowe poluzowanie obostrzeń pandemicznych, aby zrealizować swoje pasje. Nieważne, że miażdżąca część narodu walczy z biedą i pandemią, o jakimkolwiek wyjeździe nawet nie marząc. Dudusiowi nikt szusowania nie zabroni, zmęczył się robotą na państwowym, po prostu zharał, niech Andrzejek się zatem zrelaksuje, bo czas szaleństw na skuterze wodnym odległy.


Zybertowicz Andrzej powiedział, że kobieta nie jest właścicielem swojej macicy, gdy jest w ciąży, bo jej zawartość składa się także z materiału genetycznego zapładniacza. Z jakiej wartości materiału genetycznego składa się mózgownica Zybertowicza?

Zabawa w chowanego

Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” jest dokumentem zrealizowanym z dużym profesjonalizmem i powiedziałbym, że ma – w sensie procesowym – znaczący walor dowodowy.

Nie wstrząsnął on mną w jakiś szczególny sposób. Rzeczywistość tę znam niestety z pracy zawodowej. Oczywiście, tego typu reportaże czy zdarzenia są zawsze i bezwzględnie ogromnie smutne. Krzywda dzieci, którzy dziś jako dorośli żyją z traumą zbrodni seksualnej dokonanej na ich osobach przez duchownych jest nie do naprawienia i nie do uleczenia. Nie ma także sprawiedliwej kary za czyny pedofilskie, gdyż sprawcy nie można oddać tego, co mu się słusznie należy, a ofierze przywrócić stanu psychicznego, integralności osobowościowej sprzed czynu kryminalnego. W tym sensie jest to zbrodnia sui generis (jedyna w swoim rodzaju), porównywalna chyba tylko z zabójstwem czy zgwałceniem, gdzie powrót do stanu „sprzed” jest po prostu niemożliwy.
Chcę poruszyć kwestię natury prawnokarnej, a mianowicie obowiązek zawiadamiania o przestępstwie z art. 200 kk (obcowanie płciowe lub inna czynność seksualna z małoletnim poniżej lat 15). Od niedawna – zgodnie z art. 240 par. 1 kk – istnieje ustawowy obowiązek zawiadomienia organów ścigania o karalnym przygotowaniu, usiłowaniu czy dokonaniu przestępstwa pedofilii. Niedopełnienie tego obowiązku prawnego jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat 3. Czy jest to jednak instrument wystarczający dla skutecznej walki z czynami seksualnymi, których ofiarami padają małoletni poniżej piętnastu lat życia? Uważam, że nie. Otóż art. 240 kk już w paragrafie 2 stanowi, że nie popełnia przestępstwa ten, kto zaniecha zawiadomienia organów ścigania (np. policja, prokuratura) mając dostateczną podstawę do przypuszczenia, że organ powołany do ścigania przestępstw wie już o popełnionym czynie zabronionym. Taka redakcja komentowanego przepisu stanowi „furtkę” dla omijania obowiązku denuncjacji. Łatwo bowiem wyobrazić sobie sytuację, kiedy to ktoś wiedząc o czynie pedofilskim, nie zawiadamia o nim urzędu prokuratorskiego, tłumacząc się następnie kłamliwie, że sądził, iż prokurator wie już, że doszło do przestępstwa. Drugą przesłanką wyłączającą obowiązek doniesienia jest fakt obawy przed własną odpowiedzialnością karną (np. zwolniony z obowiązku denuncjacji jest wspólnik w przestępstwie, pomocnik, podżegacz, sprawca kierowniczy czy polecający) lub odpowiedzialnością karną osoby najbliższej (np. matka, ojciec, brat, żona sprawcy, nie muszą zawiadamiać o fakcie przestępnym organów ścigania).
Gdy chodzi o obowiązek duchownych doniesienia o przestępstwie, to oczywiście należałoby sądzić, że polskie prawo karne obowiązek ten adresuje także i do nich. Jest to jednak wyobrażenie w znacznej części błędne.
Na gruncie prawa karnego procesowego istnieją – opisane w art. 178 kpk – tak zwane bezwzględne zakazy dowodowe. Nie mogą być one w żadnych warunkach uchylone, co oznacza, że osoby te co do tych okoliczności nie mogą zostać przesłuchane, a gdyby zostały wezwane w charakterze świadków, mają nie tylko prawo, ale i obowiązek odmowy złożenia w tym zakresie zeznań. Zakazu tego nie uchyla nawet zgoda wszystkich zainteresowanych osób. W orzecznictwie trafnie zauważa się, że ani osoba wnioskodawcy ani kierunek przesłuchania (na korzyść oskarżonego) nie pozwalają kategorycznie na obejście tego zakazu dowodowego (tak np. wyrok SA w Szczecinie z dnia 18 lutego 2015 r. – II AKa 270/14, LEX nr 1668674). W przywołanym przeze mnie art. 178 kpk czytamy, że nie wolno przesłuchiwać jako świadka duchownego odnośnie faktów, o których dowiedział się na spowiedzi.
Przepis ten stanowi regulację chroniącą duchownych, którzy dopuścili się przestępstw pedofilskich, a następnie wyznali ten fakt w sakramencie spowiedzi. Spowiednik nie jest zobowiązany do zawiadamiania o tym fakcie organów ścigania, ponadto zakazane jest odbieranie od niego zeznań w tym zakresie oraz przyjmowanie tychże zeznań, nawet wówczas, gdyby sam chciał co do powziętej w trakcie spowiedzi wiedzy zeznawać. Jest to zakaz dowodowy o charakterze bezwzględnym. Prokurator czy sąd nie może zwolnić duchownego z tajemnicy spowiedzi, nawet wówczas, gdyby sam oskarżony domagał się tego. W razie jednak złożenia zeznań przez duchownego w zakresie objętym zakazem, zeznania te nie mogą stanowić dowodu, a zatem nie mogą także kształtować faktycznej podstawy rozstrzygnięcia (np. wyroku). Należy uznać je jako nieistniejące.
Nie potrzeba wyjaśniać, że zakaz ten określony ustawą karną procesową stanowić może (i zapewne niejednokrotnie stanowi) prawnie usankcjonowany parasol ochronny dla przestępców w sutannach. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że duchowny czy inna osoba w sakramencie spowiedzi (nawet symulowanym) wyznaje, że od 10 lat regularnie dopuszcza się czynów pedofilskich. Spowiednikowi nie wolno (nawet gdyby chciał) – mówiąc kolokwialnie – wyjść z tą sprawą poza konfesjonał. Nie pozwala na to ustawa. Ustawa nie pozwala na ujawnianie organom ścigania jakichkolwiek informacji uzyskanych w czasie spowiedzi, a więc nawet tego, że np. spowiadający się wyznaje przy spowiedzi, że za 20 min. zamorduje sto osób czy wysadzi w powietrze galerię handlową w godzinach szczytu.
Przepis ten jest w mojej ocenie głęboko ułomny. Tajemnica spowiedzi nie może obejmować najcięższych gatunkowo przestępstw i zbrodni, a konfesjonał nie może być azylem dla pospolitych przestępców. Wezwany na przesłuchanie spowiednik może – zapytany czy wie coś na temat przestępstw pedofilskich księdza X – odpowiedzieć: „Nic mi na ten temat nie wiadomo”. Postawiony zaś wobec dowodów, wskazujących jednak na pewną jego wiedzę co do okoliczności danego czynu, zawsze może odpowiedzieć prokuratorowi lub sądowi z uśmiechem na ustach: „Na podstawie art. 178 par. 2 kpk odmawiam odpowiedzi na wszelkie pytania. Oświadczam także, że zgodnie z gwarancją wyżej wskazanego artykułu nie będę zeznawał w tej sprawie”. Wobec takiego dictum duchownego prokurator i sąd pozostają absolutnie bezradni.
Tak zwane dobro sakramentu pokuty nie może przeważać ponad dobrem o niepomiernie wyższej wartości, jakim jest działalność wykrywcza organów ścigania i pociąganie do odpowiedzialności karnej sprawców jednych z najpoważniejszych w swoim ciężarze gatunkowym przestępstw. Dobrem o wartości oczywiście wyższej od tajemnicy sakramentalnej jest zadośćuczynienie ofiarom (zawsze niedostateczne) i zachowanie przed patologicznym działaniem sprawcy przyszłych ofiar. Tajemnica spowiedzi nie może być w żadnym razie traktowana instrumentalnie, tj. jako przywilej służący do – legalnego co gorsza – uchylania się od złożenia często kluczowych dla sprawy zeznań. Stoję zatem na stanowisku, że w tym zakresie winna istnieć ustawowa możliwość zwolnienia spowiednika przez organ procesowy z tajemnicy sakramentalnej z pełnymi konsekwencjami takiego zwolnienia, tj. pouczeniem o odpowiedzialności karnej pozbawienia wolności do lat ośmiu za składanie fałszywych zeznań, mówienie nieprawdy czy zatajanie prawdy (art. 233 par. 1 kk). Spowiednik winien także zostać objęty obowiązkiem zawiadamiania organów ścigania o najcięższych gatunkowo przestępstwach wymienionych w art. 240 kk, w tym przestępstwa pedofilii, zaś w razie braku takiego zawiadomienia pociągany do odpowiedzialności karnej, za zaniechanie
obowiązku denuncjacji.

Flaczki tygodnia

Mówimy – Gowin, a w domyśle – Kaczyński, mówimy – Kaczyński, a w domyśle – Gowin.

Trwa miesiąc gowinowski. Największe krajowe, dyżurne Autorytety Moralne, najsłynniejsi telewizyjni Komentatorzy odmieniają Gowina przez wszystkie przypadki polityczne. Jeszcze chwila, a polskie miasta i wszystkie wioski hosanna mu zaśpiewają, bo to będzie rok gowinowski.

A jeszcze niedawno tylko na sam dźwięk tego nazwiska te same Autorytety, ten sam gwiazdozbiór komentatorski pogardliwie wykrzywiał swe estetyczne usteczka. Co za miernota z tego Gowina, ach ta jego lizusowska mentalność, cóż za menda polityczna, co za ohydny karierowicz…
A po słynnej deklaracji pan wicepremiera,że „Głosowałem, ale się nie cieszyłem”, pojawił się nowy termin w polskim języku politycznym. Słynne „gowinowanie”.
Oznaczające lawirowanie między resztkami posiadanego sumienia i przyzwoitości a realizacją własnych interesów. Połączone z ucieczką od odpowiedzialności politycznej.

I kiedy wszystko wydało się już poukładane w „Dojnej Zmianie” to pan wicepremier Gowin zdecydował się zaprzeczyć samem sobie. Wbrew własnym wartościom, ideałom i utartym już stereotypie swej sylwetki, nagle przestał gowinować. Zechciał wybić się na niepodległość polityczną i zwykle człowieczeństwo, sprzeciwiając się jaśnie panu prezesowi.

Okazało się przy okazji, że ludzki wymiar w Prawie i Sprawiedliwości można osiągnąć jedynie sprzeciwiając się psycho dyktaturze
Kaczyńskiego.

To zmartwychwstanie polityczne Gowina, dokonane w okresie wielkanocnym, wielce zaskoczyło parlamentarną opozycję. Oto bowiem pojawiła się szansa pozbawienia PiS większości w Sejmie RP, czyli pozbawienia ich jaśniepańśkiej władzy. Może nie od razu, kiedyś tam, ale teraz przynajmniej zahamowania ich narastającej psycho dyktatury.

Problem w tym, że oferta przywracania demokracji w Polsce przyszła od polityka, który do tej pory przedkładał swą karierę nad wszystkie inne wartości. Nie wiemy też ilu wyznawców ma zmartwychwstaniec Gowin w swojej partii.
Czy wystarczy mu ich do zablokowania wyborów prezydenckich w maju tego roku w czasie najbliższego sejmowego głosowania?
Na razie więcej słyszymy o możliwości pozyskiwania potencjalnych Judaszów z szeregów partii Gowina i innych opozycyjnych klubów parlamentarnych przez elity PiS, niż solidarnościowych deklaracji wobec Gowina z szeregów partii, której nadal jest przywódcą.

Zauważcie też jak wielce zmienił się styl polskiej polityki. Jeszcze dwadzieścia, piętnaście lat temu sama informacja o korumpowania opozycyjnych parlamentarzystów przez obóz władzy wywołałaby gigantyczne wzburzenie mediów i przede wszystkim opinii publicznej. Powszechne żądania dymisji polityków uprawiających tak odrażający proceder.
Dziś przekupywanie parlamentarzystów traktowane jest jako jeden z licznych sposobów uprawiania polityki. Ocenianych jedynie wedle kryteriów skuteczności działania.
A przecież nie tak dawno jaśnie pan prezes Kaczyński przekonywał „ciemny lud”, że do „polityki idzie się nie dla pieniędzy”.

Zaplanowane przez elity PiS majowe wybory podzieliły opozycję. Na bojkotujących udział w niedemokratycznych wyborach i wzywających do udziału w głosowaniu. Podział taki powstał także na lewicy.

Aktywnymi zwolennikami bojkotu majowych wyborów są często obecni w mediach euro deputowani, byli premierzy Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller.
„Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że bojkot wyborów czy nieuczestniczenie w nich to kapitulacja. Kapitulacja jest wtedy, kiedy przyjmuje się warunki podyktowane przez Kaczyńskiego”, zadeklarował Leszek Miller.
Do udziału w wyborach, nawet tych niedemokratycznych, wzywają za to obecni liderzy zjednoczonej Lewicy. Zwłaszcza wicemarszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarzasty.
Uważa on, że im wyższa będzie frekwencja wyborcza, tym mniejsze staną się szanse wygranej w pierwszej turze przez Andrzeja Dudę. Co zwiększa szansę na wspólnego kandydata opozycji w drugiej i pokonanie Dudy. Bojkot wyborów to jedynie ucieczka z pola walki, oddanie przyszłej prezydentury walkowerem.

„Flaczki Tygodnia” zachęcają wszystkich lewicowców do udziału w tych niedemokratycznych, nawet fałszowanych przez PiS wyborach.
„Flaczki” nie brzydzą się niedemokratycznych wyborów, bo nieraz w swej młodości w takich uczestniczyły. Wierząc, że wtedy nawet sam trening wyborczy przyda się potem w demokratycznych czasach.
„Flaczki” wielokrotnie uczestniczyły w misjach obserwujących zagraniczne wybory. Zwykle nieortodoksyjnie demokratycznych. I zawsze przekonywały się, że ogłaszane przez tamtejszą opozycje bojkoty wyborów nie skutkowały, nie obalały tamtych dyktatur.

„Flaczki” nie wierzą, intuicyjnie rzecz jasna, w obwieszczone już sondażowe zwycięstwo pana prezydenta Dudy w pierwszej turze wyborów.
Przeciwnie, „Flaczki” uważają, intuicyjnie również, że proponowany przez elit PiS sposób przeprowadzenia wyborów sprzyja mieszkańcom dużych miast. Czyli wyborcom innych kandydatów niż pan kandydat Duda.

Chociaż PiS to komżuchy, czyli partia popierająca polski kościół kat. to teraz hierarchia tegoż kościoła zaczyna dystansować się od dyktatorskich zapędów jej elit.
Hierarchowie zauważyli, podobnie jak Gowin, że psychodyktatorskie zapędy elit PiS prowadzą do bardzo ostrych podziałów wśród wiernych. Rozłamu wśród katolików. Jednoznacznie poparcie kościoła kat. dla PiS tym razem grozi odejściem wiernych od ołtarza. Kościół mieniący się powszechnym może szybko stać się kościołem jedynie wyborców tej partii.

Obserwując debaty o kolejnych rządowych „tarczach antykryzysowych” dostrzegły zdumione „Flaczki” powstanie nowego „socjalizmu” w naszym kraju. Przejawiającego się w żądaniu stworzeniu przez obecny rząd „państwa socjalnego”, równo i sprawiedliwie przyznającego pomoc poszkodowanym przez zarazę.
Ale pomocy tylko dla bankierów, wielkich przedsiębiorców i innych kapitalistów. Dla innych pracujących ten „socjalizm kapitalistów” będzie nieosiągalny.

KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
Ryszard Grosset 3 MAJA 2020

Nasz prezydent z premierem dziś jak zwykle kłamią,
świętując konstytucję, którą co dzień łamią
i jak zwykle, niezmiennie, co dzień i „od święta”
pragną nas w dyktatury utopić odmętach.
Ale gniew już w narodzie narasta i siła,
co w historii niejeden reżim obaliła.
Miejcie się na baczności ,bo niedługo, rankiem
usłyszycie pod oknem „polską „Marsyliankę””.
A kiedy sprawiedliwość upomni się o was,
gdy nie będzie już gdzie się (i za kogo) schować,
swe czyny wam wspominać przyjdzie długie lata
w miejscu gdzie twarda prycza i żelazna krata.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na https://www.facebook.com/trybuna.net/

Bicz boży

Nie wierzę, że już nie macie dość. Macie pewnie tak samo jak ja, a może nawet bardziej. Niech ten obłęd wreszcie się skończy. Ale chyba nie ma na to szans. Może więc lepiej będzie ludziom powiedzieć, że kiedy minie szczyt zachorowań i mniej ludzi pocznie trafiać do szpitali, to choroba, która wywróciła w tym roku świat do góry nogami, zostanie z nami na zawsze. I żeby zacząć się przyzwyczajać do jej obecności. Żyć względnie normalnie i czekać wymyślenia szczepionki. Kościół polski już jakby do tego dojrzewa. Lub może nie tyle Kościół, co taca.

Znajomi znajomego dopuścili się ongiś świętokradztwa. Nie jakiegoś wielkiego, ale zawsze. Proceder był efektem nudy, braku pracy i chwilowego, lepszego pomysłu na życie. Pod osłoną nocy przywłaszczyli sobie z magazynku przy zakrystii 10 metrów węża ogrodowego, grubego i mocnego, którym kościelny podlewał parafialny trawnik. Tylko to przedstawiało w menażerii kościelnego jakąś wartość. Nie bardzo jednak wiedzieli, co zrobić z łupem. Postanowili więc, że potną szlauch na mniejsze kawałki, nazwą je „bicze boże” i rozdadzą za darmo miejscowym chłopakom, którzy akuratnie szykowali się do rozprawy z chłopakami z sąsiedniej wsi na zabawie, dwie wsie dalej. Bicze boże doskonale się sprawdziły. Podobno niektórzy do dziś wspominają ich druzgocącą moc, kiedy patrzą w lustro na swój połamany kinol.

Kościół polski, w sam raz, na tydzień przed świętami, zadekretował, że w tegoroczną Wielkanoc wiernych w świątyniach będzie mogło być więcej. Nie 5 owieczek, a 50. I to właśnie przez wzgląd na tych 50, rząd planów Kościoła nie zniweczy, tak jak Bóg ojciec nie zniszczył Sodomy. Argument kościelno-rządowy jest jeden. Przecież to takie polskie, rodzinne święta; trzeba nie mieć serca, żeby zabronić ludziom przychodzić do świątyni, bo przeca, gdzie dwóch w imię moje, tam i Ja. Koronawirus? Proszę Was. Kto ma się zarazić, ten i się zarazi. Byli niedawno tacy, którzy siłą fizyczną chcieli otwierać drzwi kościołów, w imię Boże. Mieli nawet wsparcia jednego z eksministrów. Na szczęście jednak skończyło się na napince internetowej i do rebelii nie doszło. Za tydzień jednak ludzie do kościołów pójdą gromadniej. Nie we Włoszech, nie w Hiszpanii, Niemczech, ale w Polsce. Pójdą gromadniej i dadzą gromadniej na tacę. A jak wiadomo, w Święta portfele otwierają się Polakom szerzej i naród wtedy szczodrzejszy. Tylko to, Szanowni Państwo, jest prawdziwym powodem złagodzenia zakazu-brak kasy.

Kiedyś słyszałem opowieść, jak pewien artysta, na przełomie wieków mocno popularny, rzucał kosmiczne stawki za występy i ludzie płacili. Bo każdy chciał go zobaczyć i pochwalić się szwagrowi przy komunijnym obiedzie. Koleś żył wtedy jak król. Pił, ćpał i chędożył wszystko, co najdroższe. Nie liczył się kompletnie z kosztami życia ponad stan. Kiedy gwiazda artysty nieco przyblakła, grywał iwenty, najpierw dla dużych, a później dla mniejszych firm. Za połowę stawki. A kiedy pies z kulawą nogą nie chciał na niego przychodzić, sam rozsyłał mejle i dzwonił pod domach kultury, żeby dali zagrać, choćby na otwarciu komendy, bo nie ma za co płacić alimentów.

Tak to już jest, że kiedy widmo pustej kabzy zagląda do oczu, a oczy nie były nigdy nawykłe do widoku dna w szkatule, zaczyna się panika. W narodzie jest tak, że jak trwoga, to do Boga.

A jak w kościele trwoga, to na pomoc do rządu. Kiedy rząd z kościołem trwają w sojuszu, to zawsze się coś wymyśli. 50 osób to nie cały kościół, ale zawsze dobre i to na początek. Na ropę do mercedesa dla proboszcza. Jeśli jest jednak inaczej niż piszę, istnieje bardzo prosty sposób, żeby sprawdzić kościelne intencje. Wystarczy, żeby przewodniczący Episkopatu rozesłał po parafiach pismo, odczytywane z ambony, że cała taca z Wielkiego Tygodnia trafi na potrzeby walki z koronawirusem. Czy to na Caritas czy inną kościelną fundację; byleby później zobaczyć, ile na to poszło. Tyle i aż tyle. Inna rzecz, że nawet gdyby tak się stało, to kto rzetelnie wyliczy ile rzeczywiście w Wielkim Tygodniu zebrano na tacę. I nie tylko na tacę; do puszki, ile kupiono cegiełek itp. No ale to już kłopot, z którym Polska zmaga się od dawna i jakoś nikt nie kwapi się, żeby go rozwiązać.


Hun Attyla, zwany Biczem Bożym, zbudował potężne imperium, był postrachem Europy, a odszedł banalnie. Jedni powiadają, że został otruty, inni, że zalała go krew z nosa którą się udusił, a wersja najbliższa prawdy jest ponoć taka, że umarł na swoim ósmym weselu z przepicia i obżarstwa. Jeszcze za życia zaraza dziesiątkowała jego lud, a on trwał w siodle, gwałcił, rabował, plądrował i burzył. Końcówki, w myśl millerowskiego porzekadła, panie prezesie i panie biskupie, bywają u mężczyzn najważniejsze!