Niemoralna moralność premiera

W premierem Morawieckim razem byliśmy radnymi Sejmiku Dolnośląskiego w latach 1998-2002. Nie przypominam sobie jakiejś znaczącej aktywności ówczesnego radnego Morawieckiego. Uaktywnił się kiedy radni Sejmiku mieli dokonać wyboru banku do obsługi konta Urzędu Marszałkowskiego. Wtedy aktywnie lobbował, z dobrym skutkiem, aby radni zagłosowali za Bankiem Zachodnim WBK. Wtedy tam właśnie pracował radny Morawiecki.
Teraz, za sprawą Gazety Wyborczej, wyszła na jaw sprawa zakupu w tamtych czasach sporej ilości atrakcyjnej ziemi, za niewielkie pieniądze, na obrzeżach Wrocławia. Radny Morawiecki postanowił, że się uwłaszczy na gruntach państwowych oddanych za darmo kościołowi. Bo w tamtych czasach kościół pełną garścią brał od państwa grunty i inne dobra, które podobno były rekompensatą za poniewierkę kościoła za komuny. Potem te grunty szybko upłynniał i ślad po transakcjach najczęściej ginął. Tak było i w tym przypadku. Teraz te grunty warte są kilkadziesiąt milionów.
Na takim właśnie upłynnieniu postanowił się wzbogacić radny Morawiecki. Niestety sprawa, po kilkunastu latach, wyszła na światło dzienne. Ksiądz, który tę ziemię premierowi sprzedał został, za premierowania Morawieckiego, generałem.
Kiedy sprawa się rypła, żona premiera mówi, że jak miasto będzie tej ziemi potrzebowało, to ona sprzeda ją po cenie zakupu. To znaczy, że kilkanaście lat temu Morawieccy kupili ziemię i teraz, mając na celu dobro Wrocławia, oddadzą ziemię wartą kilkadziesiąt milionów, za bezcen miastu. Nie, oni widząc, że ta pazerność jest fatalnie odbierana przez społeczeństwo postanowili ratować sytuację. Premier Morawiecki tak się zagonił w wyborczej propagandzie, tak pokazuje jak to nie dbano o wpływy z WAT (to niestety prawda), tak pokazuje jak to PiS dobrze rządzi, że zapomniał, iż sam bardzo aktywnie dorobił się milionów w owych czasach, a inni, w dużej części wyborcy PiS, nie. Teraz, on milioner i do tego prawie spekulant gruntowy poucza nas, że trzeba być uczciwym jak to jest w PiS-ie właśnie. Ten grunt stał się teraz gorącym kartoflem w rękach Morawieckich i dlatego chcą oni oddać go miastu. Za kilka dni wybory, premier tyle się nakłamał o uczciwości w polityce, a tu nagle wychodzi szydło z worka. Ale pech.

Przyjedzie miotła

Reakcja Watykanu na film „Tylko nie mów nikomu”.

Abp Charles J. Scicluna przyjedzie do Polski 13 czerwca br., na zaproszenie polskich biskupów wystosowane jeszcze przed konferencją, na której Episkopat przedstawi dane dotyczące pedofilii w polskim Kościele. Poprowadzi dzień studyjny podczas zebrania plenarnego episkopatu w Świdnicy. Nie ma żadnych specjalnych wskazówek ani zaleceń od papieża, tak jak podczas swojej misji w Chile. Można mieć nadzieję, że jego wizyta przyczyni się do pozytywnych przemian w polskim Kościele, które się już rozpoczęły. Przeciwnicy papieża Franciszka i ci, którzy chcą ukryć nadużycia seksualne mają jednak mocne wiosła i wiosłują przeciw. Z naszych źródeł dowiedzieliśmy się, że film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” widziało w Watykanie już kilka osób. Dla jednych to ważny dokument, inni jednak starali się go zdyskredytować jako „atak na Kościół”, „manipulację medialną”, „film zrobiony przez środowiska wrogie Kościołowi”, „manipulację politycznę przed wyborami europejskimi”. Najprawdopodobniej więc papież podejdzie do niego ostrożnie, tak jak zresztą do całej „sprawy polskiej”, aby jego osoba nie została wykorzystana politycznie. Z drugiej strony nie należy się też spodziewać, że Franciszek będzie wysyłał abp. Sciclunę wszędzie tam, gdzie wybuchnie skandal, jako pogromcę lokalnych Episkopatów. Mamy jednak szczęście, że wszystko co dzieje się w Polsce zbiega się z wejściem w życie nowych norm Vos estis lux mundi.
„Wy jesteście światłem świata” (Vos estis lux mundi), to nowe motu proprio, które papież Franciszek wydał 9 maja br. Ma obowiązywać od 1 czerwca na okres 3 lat. List apostolski był już zapowiadany przez ojca Deferico Lombardiego, jezuitę i byłego rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, w ostatnim dniu szczytu dotyczącego ochrony małoletnich w Kościele, który odbył się w Watykanie w dniach 21–24 luty 2019 r. Jak określił inny jezuita – ojciec Hans Zollner, członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich – jest to najważniejszy krok ostatnich lat.
Nowe normy wytaczają bardzo jasno i precyzyjnie procedury w sprawie zgłaszania przypadków molestowania i przemocy seksualnej oraz rozliczania biskupów z ich działań, także tych, którzy zakończyli posługę i przeszli na emeryturę. Nakładają obowiązek na metropolitów prowadzących sprawę zdawania relacji z postępu dochodzenia co 30 dni i przewiduje, iż dochodzenie powinno zakończyć się w ciągu 90 dni. Mówią o tym, że każda diecezja ma otworzyć biuro lub „okienko internetow”, gdzie w prosty i szybki będzie można składać zawiadomienia o popełnionych nadużyciach lub podejrzeniach o nie. Nakłada na wszystkich duchownych obowiązek informowania przełożonych o wszystkich uzasadnionych podejrzeniach, pod groźbą sankcji w przypadku jego niedopełnienia lub prób tuszowania nadużyć. Motu proprio mówi również, że każdy może złożyć zawiadomienie przy użyciu wyznaczonych procedur lub w jakikolwiek inny odpowiedni sposób.
W odniesieniu do osób, które twierdzą, że zostały pokrzywdzone, „obowiązkiem władzy kościelnej jest przyjęcie ich, wysłuchanie, towarzyszenie im podczas procedur i traktowanie ich z godnością oraz szacunkiem”.
Tekst kończy się potwierdzeniem poszanowania prawa i przepisów innych państw. Art. 19 dotyczy „Przestrzegania ustawodawstwa państwowego” i mówi: „Niniejsze przepisy stosuje się bez uszczerbku dla praw i obowiązków ustanowionych gdziekolwiek w ustawodawstwie państwowym, w szczególności dotyczących ewentualnych obowiązków zawiadomienia właściwych władz cywilnych”.
Abp Charles J. Scicluna – którego zadaniem już z woli papieża Benedykta XVI było prowadzenie dochodzeń w zakresie tzw. delicta graviora i zajmowanie się nadużyciami seksualnymi popełnionymi przez księży – ma wybitne osiągnięcia w prowadzeniu dochodzeń w tej dziedzinie. To dzięki niemu w 2005 r., zostało szybko zamknięte dochodzenie w sprawie Marcial Maciela Degollado, który cieszył się bezkarnością za pontyfikatu Jana Pawła II. W listopadzie 2018 r. papież Franciszek powołał go na stanowisko sekretarza pomocniczego Kongregacji Nauki Wiary. W lutym br. Scicluna razem z Lombardim i Zollnerem był w komitacie organizującym historyczny szczyt w Watykanie o ochronie nieletnich, w którym udział wzięli przedstawicie episkopatów z całego świata. W ubiegłym roku pomógł Franciszowi rozwiązać kompromitujący problem z pedofilią w kościele chilijskim, przygotowując dla niego raport o nadużyciach seksualnych i tuszowaniu przestępstw przez tamtejszych hierarchów – co doprowadziło do dymisji wszystkich chilijskich biskupów (ostatecznie papież zdymisjonował tylko nielicznych). Na początku maja Scicluna przedstawił w Watykanie papieskie motu proprio Vos estis lux mundi, tłumacząc jego znaczenie i wprowadzane nowości.
Abp Charles J. Scicluna zadeklarował, że przed przyjazdem do Polski na pewno zobaczy film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Może zrobi on na nim takie wrażenie, jakie zrobił na wielu Polakach.

Chciał tylko pomóc

W sobotę papieski jałmużnik – kard. Konrad Krajewski podłączył prąd w zajmowanym nielegalnie budynku przy via Santa Croce. Mieszkało tam blisko 500 osób – w ponad 100 dzieci. Jedna trzecia z nich to Włosi. W budynku odcięto elektryczność i wodę 6 maja, gdyż od lat nie płacono za światło. Dług urósł do 300 tys. euro. A zgodnie z nową polityką ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego – lokale zajmowane nielegalnie przez rodziny i osoby bezdomne, powinny zostać wreszcie opróżnione. Eksmisje z nielegalnie zajmowanych budynków to jeden z ważnych punktów dekretu bezpieczeństwa, który wszedł w życie pod koniec ubiegłego roku.
Polski duchowny – który podobno w przeszłości był elektrykiem, więc znał się na rzeczy – pojawił się na ulicy Świętego Krzyża wraz z pomocnikami, złamał policyjne pieczęcie, wszedł do studzienki i podłączył prąd. Przez chwilę szukano winnego, gdyż minister Salvini się zdenerwował. Kardynał Krajewski przyznał się publicznie: „Zrobiłem to ja. Nie mogłem zostawić dłużej dzieci bez światła i wody. Próbowaliśmy dzwonić do elektrowni. W Rzymie w weekend nic nie działa z wyjątkiem barów i restauracji. Sytuacja była rozpaczliwa. Biorę na siebie całą odpowiedzialność i nie muszę się tłumaczyć, bo nie ma nic do powiedzenia.”.
Oprócz komentarza przytaczanego przez wszystkie zagraniczne media „Obrona nielegalnych działań nigdy nie jest dobrym znakiem. Zwykli ludzie płacą za prąd. Jako minister spraw wewnętrznych muszę gwarantować przestrzeganie prawa.”, Salvini powiedział również: „To niech kardynał teraz zapłaci rachunki”. „Od tego momentu ja będę płacił za światło w tym budynku. Zapłacę również za światło Salviniego.” – odpowiedział mu Krajewski.
Włochy pogrążone w przedwyborczej gorączce podzieliły się. Prawicowe media zaczęły bić w Krajewskiego. Tygodnik „Panorama” w artykule pt.: „Jeśli Kościół płaci ci rachunki” wymienił wszystkie przestępstwa papieskiego jałmużnika i skomentował: „Włochy są krajem, w którym wszyscy interpretują i szanują prawa zgodnie z własnymi potrzebami. W świetle prawa, jeśli ktoś nielegalnie zajmuje budynek, musi zostać eksmitowany dlatego, że dokonuje czynu zabronionego. Jeśli później nie płaci nawet za światło, wykroczenie jest podwójne. Pomaganie, uzasadnianie, usprawiedliwianie – jeśli z jednej strony „pomaga” tym ludziom – z drugiej strony obraża (nie wspominając o gorszym) tych, którzy ustanawiają prawo i szanują je każdego dnia. Teraz we Włoszech obowiązuje zasada: jeśli szanujesz prawo, jesteś głupcem. Jeśli robisz coś, żeby wszyscy je szanowali, jesteś faszystą”. Pod artykułem „Panoramy” włoski internet się „rozhejtał” przeciwko Krajewskiemu, Kościołowi i papieżowi. Aż strach przytoczyć te antyklerykalne wpisy, w obawie przed art. 196.
Zbyt dobry papież
Papież Franciszek jest pierwszym Ojcem Świętym, który musiał zmierzyć się z mediami społecznościowymi – i jak dowiedzieliśmy się z watykańskich źródeł – sprawa antypapieskiego hejtu to nie mały problem. „Niech papież przestanie wreszcie mówić o migrantach i zajmie się doktryną” to łagodne apele kierowane do Bergoglia. Antypapieski hejt przeraziłby chyba niejednego antyklerykała – zwłaszcza, że często ci, którzy go uprawiają deklarują się jako prawdziwi katolicy, dla których najważniejszy jest Bóg, Rodzina i Ojczyzna.
To, że papieża i włoskiego ministra spraw wewnętrznych nie łączy sympatia nie jest już tajemnicą. Bergoglio odmówił mu audiencji, dotąd aż będzie odpierał migrantów. Ministrowi nie wypada atakować papieża, ale Krajewskiego może.
Jak tłumaczy Watykan – papież zajmuje się Rzymem jako swoją diecezją – jest w końcu spadkobiercą kluczy Piotrowych i biskupem Romy.
Za pontyfikatu Bergoglia, Watykan przeznacza olbrzymie sumy na pomoc potrzebującym w rzymskiej diecezji. W zeszłym roku na ten cel poszło 3,5 mln euro. Kościół płaci rachunki za światło, wodę i wynajem – tym, którzy tego naprawdę potrzebują i robi to przez doskonale zorganizowane parafie, w których wie się wszystko o najbiedniejszych i potrzebujących. Papieski „Robi Hood” jeździ nocą w zwykłym ubraniu białym vanem po Rzymie i rozdaje bezdomnym koce i jedzenie. Dba też o „Ambulatoria solidarne”, gdzie najbiedniejsi mogą leczyć się bezpłatnie. Prawie połowa osób, którym pomaga Watykan to Włosi, którzy na skutek kryzysu gospodarczego znajdują się w trudnej sytuacji.
Kardynał Krajewski, który chciał tylko pomóc, nieopatrznie wpadł w młyn kampanii przedwyborczej, która wszystko mieli i wykorzystuje.
Są też inni dłużnicy
Sprawa papieskiego jałmużnika zajmuje we Włoszech zdominowała media i politykę przez kilka dni. Dziennik telewizyjny La7, w kontekście gestu Krajewskiego przypomniał, że od 15 lat również inny budynek w Rzymie jest zajmowany nielegalnie i nie płaci za światło mając dług 300 tys. euro. Chodzi o siedzibę włoskiego ruchu narodowo-rewolucyjnego i neofaszystowskiego zwanego CasaPound, znajdującą się obok Termini. Również im dostawca energii odciął światło jakiś czas temu, ale 27 rodzin nie żyje w ciemności. Skąd czerpią prąd nie wiadomo – bo do wewnątrz siedziby nikt nie może wejść. CasaPound, której sympatycy sami definiują się jako „neofaszyści trzeciego tysiącleci”, nie znajduje się jednak na liście budynków, które zostaną poddane eksmisji. To od dawna problem sporów pomiędzy prezydent Rzymu – Virginią Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd i ministrem Salvinim. Raggi żąda by Salvini umieścił budynek zajmowany przez CasaPound na liście – on odpowiada, że najpierw struktury niebezpieczne, później te które stanowią zagrożenie publiczne, a później przyjdzie kolej na innych.

Flaczki tygodnia

Największym przegranym tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego będzie polski kościół katolicki.

Kościół kat. przegrał już. Ale czekają go kolejne klęski, bo temat pedofilii zdominował końcówkę kampanii wyborczej.
Bo w roli obrońcy polskiego kościoła kat. wystąpili cyniczni aktywiści PiS.
Bo postanowili wykorzystać obronę kościoła do dodatkowej mobilizacji swego, najbardziej tradycyjnego, konserwatywnego elektoratu.

Bronili oni, zaskoczonego wybuchem społecznego gniewu kościoła, jak tylko oni potrafią. Zgodnie z wyznawaną w PiS zasadą, że najlepszą obroną przed stawianymi nam zarzutami, przed społeczną krytyką naszej działalności jest totalny medialny atak skierowany w krytykujących. Bezwzględnie zakłamany. Bo taki nasz „ciemny lud” lubi, taki kupi na pewno.

I dlatego w ciągu ostatnich dni paru obywatele naszego kraju mogli usłyszeć następujący przekaz.
Cóż z tego, że polski kościół katolicki zgrzeszył hodując i chroniąc pedofilii w swych szeregach, skoro inne środowiska są jeszcze gorsze. Zwłaszcza te popierające Koalicję Europejską.
Usłyszeliśmy, że problem pedofilii w kościele kat. to w skali kraju zwykły drobiazg, bo przecież najwięcej pedofilii odnotowanych jest nie w środowiskach kościelnych, tylko wśród murarzy i reżyserów filmowych. Największe bestie znajdziemy wśród znanych reżyserów.
Co tylko dowodzi propagowanej przez prominentów PiS tezy, że polscy artyści to wyjątkowe zgniłki moralne. I dlatego czas najwyższy ich szybko usunąć. Wymienić na nowych. Zdrowych moralnie patriotów, nie utrzymywać tych kosmopolitycznych, elitarnych pedofilii.

Związane z PiS narodowo – katolickie media szybko też ustaliły kto naprawdę winny jest tych ujawionych, licznych przypadków bezkarności księży pedofilów. Otóż winna jest „komuna”, paskudny PRL. To przecież w tamtym czasie zbrodniczy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa masowo i przymusowo werbowali księży pedofilii. Czynili z nich poddaną sobie agenturę. I potem już tak zwerbowany ksiądz – pedofil był pedofilem bezkarnym, bo miał parasol bezpieczeństwa SB.

Dlatego trzeba jak najszybciej ukarać byłych funkcjonariuszy SB za kolejne zbrodnie wobec narodu polskiego. Najlepiej zbiorowo, bo czas ucieka.

Winnymi bezkarności księży – pedofilii są oczywiście też elity obecnej Koalicji Obywatelskiej, bo nie przeprowadziły one zapowiadanej dekomunizacji. To one bagatelizowały zbrodnie pedofilskie aby przypodobać się środowiskom artystycznym i innym nadzwyczajnym kastom.
Ale jeśli tylko PiS utrzyma po wyborach posiadaną już władzę to wszyscy winni będą surowo ukarani. Bez patrzenia na wcześniejsze zasługi, bez przedawnienia. Nawet pośmiertnie.

Intelektualiści PiS odkryli też kolejnych winnych tej bulwersującej bezkarności polskich księży – pedofilii.
Są to liczni, ukryci w księżowskich sutannach, księża homoseksualiści. Wielka mafia LGBT, która podstępnie zakorzeniła się w polskim kościele katolickim. Zwana przez żarliwych, katoliccy publicystów, jak Tomasz Terlikowski, czy ksiądz Tadeusz Isakiewicz – Zalewski, „Lawendową mafią”.
Nie trudno zgadnąć, że homoseksualna mafia, w opinii narodowo – katolickich publicystów, też była agenturą SB i też była przez „komunę” przez lata chroniona.
Teraz, w obliczu tych pedofilskich skandali, kościół kat. ma już odwagę głośno mówić o swym homoseksualnym lobby. I oczyścić się moralnie.

W czasie burzliwych, nie zawsze w pełni kontrolowanych debat o kościelnej pedofilii, pojawiają się coraz głośniej opinie, że gdyby wszyscy funkcjonariusze polskiego kościoła kat, szczególnie ci wysokiego szczebla, byli heteroseksualnymi facetami, twardzielami zwłaszcza, to żaden pedofil w polskim kościele kat. długo by nie pożył.
Bo dostał by zdrowy, męski wycisk. Podobny do tego, jaki osadzonym pedofilom gotują przestępcy odsiadujący z nimi więzienne wyroki.
Tak to okazuje się, że chyba już tylko w polskich więzieniach ocalał, tak mocno teraz postulowany przez elity PiS, męski system wartości, taki narodowo – katolicki styl obcowania z pedofilami.

Do tej pory to polski kościół kat. brał pod swą obronę prześladowane lub powszechnie krytykowane formacje polityczne.
To kościół kat. wystawiał świadectwa moralności i polskiego patriotyzmu krajowym politykom.
Poparcie funkcjonariuszy kościoła kat. gwarantowało w czasie wyborów przynajmniej kilkanaście punktów procentowych oddanych przez wiernych głosów. Czasem tylko kilka procent zyskanych na takim poparciu decydowało o zwycięstwie wyborczym.
To sprawiało, że liderzy prawicowych i centrowych ugrupowań zawsze w czasie wyborów zabiegali o poparcie hierarchii polskiego kościoła kat.
A wielu lokalnych liderów SLD modliło się o neutralność swych miejscowych hierarchów w czasie niedzielnych mszy w dniu wyborów.

W tym roku po raz pierwszy w historii III RP większość konkurencyjnych komitetów wyborczych nie zabiega publicznie o łaskę, o błogosławieństwo polityczne hierarchów polskiego kościoła kat.
Coraz więcej buduje swoje kampanie wyborcze na antyklerykalnych postulatach.

W tym europejskich wyborach po raz pierwszy też partia pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, deklarując „Sojusz tronu i kropidła”, występuje z pozycji silniejszego sojusznika.
To nie hierarchia kościelna broni PiS przed publicznymi oskarżeniami, to pan prezes jawi się jako pierwszy obrońca upadłej reputacji hierarchii i jej kościoła.
Po raz pierwszy to hierarchia kościelna pada na kolana przed autorytetem panem prezesem.

Pan prezes Kaczyński dowiódł już, że on i jego partia potrafią skutecznie przejąć parlament, Trybunał Konstytucyjny, resorty siłowe, służby prokuratorskie, spółki skarbu państwa, media publiczne.
Teraz pan prezes prywatyzuje politycznie, zawłaszcza kościół katolicki. Broniąc go przed zarzutami o tuszowanie przestępstw zwasalizuje go. To on czyni go sobie podanym.

Jeśli nadal sprzyjające PiS media będą trąbiły o masowym zjawisku księży – agentów, o księżach – pedofilach i „Lawendowej mafii”, o innych moralnych zgniliznach polskiego kościoła kat., to któż o zdrowym rozumie i zdrowej moralności zechce być tam zbawianym?

Obecny sojusz PiS i hierarchów polskiego kościoła kat. to gwarancja rychłego upadku tego kościoła. To koniec kościoła powszechnego.

Więzienie+, czyli kodeks Kaczyńskiego

Czy Polacy to bestie? Marzące jedynie o wielce surowych, masowych i jeszcze publicznie wykonywanych karach?

Tak pewnie uważają elity PiS. Bo aby kupić sobie głosy wyborcze Polaków forsują represyjne zmiany kodeksu karnego. I idiotyczne też.
Polski kościół katolicki jest instytucją niezwykle uprzywilejowaną w państwie polskim. Dzięki ustawodawstwu krajowemu, dzięki konkordatowi i przede wszystkim dzięki przyzwoleniu władz państwowych, także wielu wiernych, na łamanie prawa przez funkcjonariuszy tegoż kościoła.
W efekcie takiego uprzywilejowania i przyzwolenia nawet zbrodnie pedofilskie, powszechnie w Polsce nieakceptowane, były dla funkcjonariuszy tego kościoła bezkarne.
I nadal pewnie pozostaną. Bo rządzące elity PiS postanowiły oszukać wyborców zbulwersowanych skalą niedawno ujawnionych kościelnych zbrodni. Zdecydowały zaostrzyć kary dla wszystkich pedofilii w naszym kraju.
Ale nadal nie chcą likwidować systemu prawnego umożliwiającego dalszą bezkarność funkcjonariuszy polskiego kościoła katolickiego.
Nie tylko za zbrodnie pedofilskie. Także za pospolite złodziejstwo, korupcję, malwersacje finansowe, i inne działania na szkodę obywateli i państwa polskiego.
W efekcie tych zmian kościelni pedofile ciągle będą posiadać kościelny i państwowy parasol ochronny, za to niekościelni pedofile będą karani jeszcze bardziej surowo niż obecnie.
Będą karani za swoje przestępcze czyny i dodatkowo za nadal tuszowane czyny pedofilii z kościoła katolickiego. Zwłaszcza kiedy już społeczny gniew i zainteresowanie kościelną pedofilią opadną. Kiedy z czołówek mediów wyprą je inne, równie bulwersujące tematy.
Wówczas społeczne monitorowanie kościelnych pedofilii też zmniejszy się. Za to represyjne zmiany w kodeksie karnym zostaną.
Będzie jak w starym przysłowiu: ksiądz zawinił, murarza powieszą dwa razy.
Aby kupić jeszcze więcej głosów wyborczych, handlarze prawem i sprawiedliwością z PiS podnieśli wiek dozwolonej inicjacji seksualnej.
Do tej pory w Polsce nie karano za utrzymywanie stosunków seksualnych z osobami powyżej piętnastego roku życia. Teraz władza pana prezesa Kaczyńskiego podniosła granicę karalności do lat szesnastu. Obłudnie uzasadniając, że chce tym jeszcze bardziej chronić dzieci i młodzież przed pedofilskim seksem.
Niestety, ta populistyczna zagrywka wyborcza nie uchroni skutecznie piętnastolatków przed pedofilskimi gwałtami. I nie pedofilskimi również.
Zapełni za to policyjne komisariaty, prokuratorskie pokoje przesłuchań, sale sądowe oraz więzienia przyłapanymi na uprawianiu seksu nastolatkami. Sięgającymi po zakazany, ale pożądany już w tym wieku, owoc.
Nietrudno zauważyć, że statystyczny poziom wieku inicjacji seksualnej w Polsce systematycznie obniża się. Sprzyjają temu różne czynniki, jak choćby wzrost zamożności społeczeństwa, a zwłaszcza powszechny brak profesjonalnej edukacji seksualnej dzieci i młodzieży.
Do tej pory inicjujący seks piętnastoletni byli w Polsce bezkarni. Teraz za seks z piętnastoletnią będzie karany jej szesnastoletni kolega, podobnie jak szesnastolatka za seks z piętnastoletnim chłopakiem. I zapewne to oni zostaną szybciej wykryci, aresztowani i ukarani niż księża pedofile.
Podwyższenie wieku dozwolonej inicjacji seksualnej uderzy też w społeczność romską mieszkającą w Polsce. Zwyczajowo akceptującą wczesne inicjacje seksualne.
Sprzeciw wobec podnoszenia wieku takiej inicjacji wyraziła nawet Kaja Godek – liderka krajowych ruchów zakazujących wszystkich zabiegów aborcyjnych. Dostrzegła, słusznie zresztą, że tak restrykcyjne prawo skłoni wiele nieletnich, zachodzących w ciąże dziewcząt do ukrywania ich, czyli do potajemnych aborcji.
Tak to jest kiedy liderzy PiS pragnąc się przypodobać hierarchii kościelnej, chronić dalej księży pedofilii postanowili odwrócić społeczną uwagę od istoty problemu. Od kościelnych pedofili. Skierowany teraz na księży Jankowskiego i Cybulę gniew społeczny przenieś na reżysera Romana Polańskiego oraz murarzy i nauczycieli.
Ale niech sczezną artyści, niech zawisną murarze, niech małolaty siedzą w więzieniach, byle kościół katolicki nadal był ponad prawem.
I ponad sprawiedliwością też.

PS. Gdyby plotki o uprawianiu seksu przez pana marszałka Marka Kuchcińskiego z piętnastoletnią panienką z Ukrainy okazały się prawdziwe, to wedle uchwalonego przez pana marszałka prawa zostałby on pedofilem. Czego się w PiS nie robi aby zaspokoić pana prezesa…

Inni też krzywdzą

Prawica usiłuje teraz zrównać pedofilskie wybryki księży z takimi występkami popełnianymi przez ludzi z innych profesji.

Dlaczego atakuje się księży, a inni wcale nie są lepsi? Nawołują politycy wiadomej partii. Różnica jest duża, wręcz zasadnicza. Księżą uznają się za strażników i krzewicieli katolickiej wiary w naszym kraju. Z ambon, na lekcjach religii, itp. nauczają dekalogu. Są obecni przy chrzcinach, ślubach, pogrzebach i na uroczystościach cywilnych gdzie być raczej nie powinni. Święcą samochody. Kapelani są obecni w wojsku, policji i innych urzędach. Pobierają pensje w szpitalach. Księża wypowiadają się na temat naszej polityki. Co więcej, kanony wiary starają się zapisać w prawie ziemskim, bo nie wierzą katolikom, że są wiernymi wyznawcami. Starają się ich do tego przymuszać także nakazami prawa ziemskiego.
Zatem ta grupa ludzi chce prowadzić swoje owieczki w dzień i w nocy. Niektórych szczególnie interesuje to, co robimy w nocy i z kim. Poprzez swoją nadobecność stali się oni dla wielu uciążliwi i natrętni. Skoro duchowni uważają się w naszym kraju za ludzi wyznaczających zasady życia milionów wierzących, to muszą świecić nadzwyczajnym przykładem. Okazują się być jednak ludźmi często zbaczającymi z wyznaczonych dróg. Większość stara się zachowywać wedle nakazów wiary. Jednak nie wszyscy. Ta grupka odszczepieńców, kryta przez kolegów z branży, w znacznym stopniu, zniszczyła wizerunek duchownego stanu. Skoro duchowni stali się w kraju grupą ludzi wyjątkowych to i oczekiwania wobec nich są wyjątkowe. Dlatego powiadanie, że czyny pedofilskie popełniają także murarze, czy pracownicy umysłowi uważam za mało poważne. Nikt nie może krzywdzić dzieci, ale księża szczególnie. Chowanie się za inne grupy zawodowe jeszcze bardziej kompromituje księży i ich obrońców, a polityków wspieranych przez stan duchowny szczególnie.

Drugi, demokratyczny próg

„Diabeł zbiera żniwo” – pisze OKO.press o filmie Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele, mocniejszym niż „Kler”. Czy z tej mąki będzie chleb?

Nigdy wcześniej w polskich mediach, nawet w najgorszym okresie PRL-u, gdy prowadzono rzeczywiście walkę z Kościołem i podejmowano aktywne próby ateizacji społeczeństwa, nie ukazywało się tak wiele bardzo krytycznych materiałów o polskim Kościele katolickim, o jego hierarchach i szeregowych księżach, o wątpliwych poczynaniach tej instytucji i konieczności zasadniczego ograniczenia tak jej pozareligijnej roli, jak też udziału w konsumpcji państwowej kasy.
Czytam tytuły artykułów
w prasie i Internecie: Premiera filmu o pedofilii w Kościele, Pedofilia, tylko nie mów nikomu, Kościół nas zastrasza, Jeżdżewski był zbyt łagodny, Kościół pod rękę z polityką, Ujawniać, nie przemilczać, Nie chcemy płaci za lekcje religii, Kto tu naprawdę profanuje symbole wiary, Franciszek: za tuszowanie pedofilii biskupi mogą stracić posadę, a ofiary nie muszą składać przysięgi milczenia, W Gdańsku odwołano pokaz filmu Tomasza Sekielskiego. Jeszcze ostatnio wydana książka „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” Frédérica Martela, przy której „Urząd” i „Spiżowa brama” Tadeusza Brezy , ostro przez nasz Kościół w swoim czasie potępiane, wydają się lekturą dla pierwszoklasistów. I nadto spadające z pomników postacie molestujące dzieci: najpierw kapelana „Solidarności”, teraz kapelana prezydenta Wałęsy oraz kustosza bazyliki w Licheniu. Wiele innych przykładów wraz z aroganckim stosunkiem bądź zmową milczenia zdecydowanej większości hierarchów, albo z ich wykrętnymi próbami odpowiedzi na stawiane zarzuty.
Zapoczątkowana przez Marcina Lutra
w roku 1517 reformacja, była ruchem religijno-polityczno-społecznym, zrodzonym z wielu nadużyć i nierozwiązanych problemów ówczesnego Kościoła do których m. in. należały: „rozluźnienie dyscypliny kościelnej, symonia, powszechna ignorancja duchowieństwa, liczne przywileje stanu duchownego i Kościoła, wielorakie i często szkodliwe obciążenia na rzecz duchowieństwa i Kościoła etc.” (Wikipedia). Ówczesny Kościół nie okazał się zdolny do samoodnowy, a reformacja zawierająca jego krytykę i program naprawy, po uzyskaniu poparcia, nie tylko elit społecznych i politycznych szeregu krajów, zapoczątkowała wielki kryzys, serie wojen religijnych oraz trwały podział w zachodnioeuropejskim katolicyzmie. Badacze historii do dziś się spierają, czy te konflikty militarne zostały wywołane jedynie przez kwestie sporne dotyczące religii oraz postępowanie zwierzchności kościelnej, czy też tylko kamuflowały rzeczywiste cele i dążenia ekonomiczne, polityczne bądź społeczne. W tym kierunku szły rozważania Fryderyka Engelsa na temat wojny chłopskiej w Niemczech, którą nazywał niemiecką rewolucją 1525 roku i podkreślał „że religijno-polityczne kwestie sporne owej epoki są odbiciem rozgrywających się równocześnie walk klasowych”.
Przywołane karty historii,
w licznych fragmentach tak bliskie stanowi naszego obecnego Kościoła, nie stanowią oczywiście prognozy jego losów, acz niczego, w tej skomplikowanej materii, wykluczyć nie można. Jeżeli w średniowieczu odpowiedzią na zło panujące w kościelnej instytucji było powstanie co najmniej trzech nowych odłamów chrześcijaństwa, to obecnie, poza poszukiwaniami innych wyznań czy sekt, reakcją może być odejście od Kościoła, od wiary w różnych kierunkach. Oczywiście błędy i grzechy tak polskiego Kościoła, jak i jego różnych funkcjonariuszy były i wcześniej znane, dostrzegane, a nawet czasem, w ograniczonej formie, publicznie opisywane.
Cóż więc się wydarzyło,
że aktualny dyskurs o naszym Kościele odbiega w zasadniczy sposób od wszystkich wcześniejszych na ten temat dysput. Nabrał bowiem niespotykanych rozmiarów i częstotliwości, okazał się otwarty, odważny, pozbawiony poprzednich zastrzeżeń i niedomówień, stał się trwałym tematem różnych publikacji, któremu towarzyszy nadto publiczna działalność, wyrażająca się m. in. w takich akcjach jak Baby Shoes Remember.
Pierwszy demokratyczny próg
został przekroczony w Polsce wraz z dokonującą się transformacją ustrojową, której integralną częścią było stworzenie warunków dla realizacji wolności, rozumianej przede wszystkim jako niezbywalne prawo obywatelskie, co znalazło później odbicie w Art. 31 Konstytucji. W konsekwencji nastąpiła m. in. likwidacja cenzury, jako instrumentu ograniczającego wolność słowa, powstały warunki do swobodnego organizowania się obywateli, także do nieskrepowanej manifestacji poglądów, również podczas wolnych, wyborów parlamentarnych i samorządowych. Wydawało się, że wraz z wcześniejszą jeszcze, bo już za premierostwa Mieczysława Rakowskiego, Ustawą o wolności gospodarczej, oraz uchwaloną i w ogólnopolskim referendum zatwierdzoną Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, powstały trwałe fundamenty demokracji w naszym kraju. To przekonanie okazało się ułudne w warunkach odrodzonego ustroju kapitalistycznego, niosącego w swojej istocie także pogłębiające się nierówności społeczne, połączonych z liberalną doktryną ekonomiczną, nadto z praktyką polityczną preferującą określone idee, instytucje i grupy obywateli. Dopełniły ten obraz stronnicze decyzje, naruszające równość obywatelską na jej wielu polach, a kielich goryczy przelał się wraz z tzw. reformą wymiaru sprawiedliwości podjętą przez Prawo i Sprawiedliwość.
Hierarchiczny polski Kościół,
ale również duchowni na niższych stanowiskach, umocnieni autorytetem papieża, a później świętego Jana Pawła II oraz licznymi aktami zadośćuczynienia za okres komunizmu, wynoszeni często, przez kolejne rządy III RP i liczne środowiska społeczne, ponad instytucje państwa, w błogim spokoju konsumowali swoją, jak się im wydawało, niezachwianą pozycję społeczno-polityczno-ekonomiczną. Lekceważąc pojawiające się publicznie krytyczne sygnały, także płynące z samego Kościoła, odsuwając w niepamięć znane dobrze negatywne wydarzenia i zjawiska, nie dostrzegając zmian nadchodzących wraz z nowym papieskim pontyfikatem i procesami dziejącymi się w innych kościołach rzymsko-katolickich, popadli w samozadowolenie pozbawiając się możliwości, podobnie jak kilka wieków temu, samoodnowy.
Wpisują się w taki stan samoświadomości słowa metropolity gdańskiego abp Sławoja Leszka Głódzia z homilii podczas uroczystości św. Stanisława w Krakowie, o tym, że obecnie w Polsce rozbrzmiewa wobec Boga słowo nie. Wierni – podkreślił – są zobowiązani wyrazić wobec takich poczynań „współczesne non possumus”. To nota bene ulubiony i wielokrotnie wcześniej wykorzystywany chwyt polemiczny, w którym krytykę instytucji ziemskiej, jaką jest Kościół, utożsamia się z atakiem na Boga, a wszystkich inaczej myślących z wrogami Chrystusa i chrześcijaństwa.
Na tym tle do nadzwyczajnego wyjątku należą ostatnio wypowiedziane słowa abp Wojciecha Polaka, prymasa i pełniącego funkcję delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży: „Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego. Ogromne cierpienie osób skrzywdzonych budzi ból i wstyd. W tym momencie przed oczami mam także dramat osób pokrzywdzonych, z którymi spotkałem się osobiście. Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła.”
Przywołując słowa Ewangelii wg. św. Mateusza „Poznacie ich po ich owocach”, w powszechnym społecznym żądaniu nastąpić wreszcie muszą czyny: nie ukrywanie przestępstw i ich sprawców, których należy oddać pod sąd, wydalania ze stanu kapłańskiego i wytworzenie klimatu potępienia czynów pedofilskich w c a ł y m, bez wyjątku, stanie kapłańskim polskiego Kościoła.
Warto także przytoczyć fragment wypowiedzi Jana Turnau „Wara od Kościoła, od dzieci wara” („GW”, 11-12.05.2019), a propos najścia policji bladym świtem do domu Elżbiety Podleśnej, która na ikonie jasnogórskiej namalowała tęczę: „Podpisałem się pod zbiorowym listem do Episkopatu katolików podobnie jak ja myślących, gdzieśmy takich pomysłów malarskich bronili, a przed dalszym upaństwawianiem naszej religii przestrzegali. A LGBT trzeba bronić, może także sugerując malarsko, że to też Boże dzieci, nie diabelskie.”
Drugi demokratyczny próg
został przekroczony poprzez liczne, w przestrzeni publicznej, manifestacje: czarnych parasolek, i w obronie konstytucji, ruchów obywatelskich i marszów równości. Również przez płynącą, coraz szerszym strumieniem, z różnych stron krytykę realizowanej w III RP demokracji, jak też równości obywateli. W naturalny sposób musiał się ten protest przelać także na ostrą krytykę grzechów naszego Kościoła, jego uprzywilejowanej pozycji, a także aktywnej współpracę części duchowieństwa z rządzącym PiS. I również dlatego, że pomimo licznych doświadczeń z okresu PRL-u, po roku 1989 nigdy nie stanął Kościół w obronie ekonomicznie wykluczonych i prawnie pokrzywdzonych, także w obronie Konstytucji gwarantującej warunki dla jego duszpasterskiej misji.
Reprymenda pod adresem polskiego Kościoła stanowi także negatywną ocenę szeregu zjawisk i praktyki minionych lat wolności i równości, stanowiąc trwałe dążenie do społeczeństwa obywatelskiego, w którym prawo stanowi jego gwarancję i podstawę. Walka o rzeczywistą demokrację i równość w naszym kraju przejawia się więc także w surowej ocenie wielu duchownych i samego Kościoła.
Być może szatan
z radością macha ogonem na wieść o licznych grzechach duchownych i Kościoła. Przykłady pedofilii oraz skrywane, częste praktyki gejowskie, przez liczącą się w kraju grupę społeczną nie akceptowane, w świetle pouczeń i zakazów Kościoła na temat praktyki życia seksualnego, wywołują daleko idący dysonans moralny.
Z poważnych problemów Kościoła nie może radować się polska lewica, nie tylko dlatego, że jej liczącą się część stanowią głęboko wierzący. Przede wszystkim z powodu szacunku dla światopoglądowych wyborów, należących do podstawowych wolności obywatelskich. Zadowolenie przynieść mogą, nie tylko zresztą lewicy, dopiero takie prawne rozwiązania, które w praktyce zapewnią faktyczny rozdział Kościoła od państwa.

Zadośćuczynić ofiarom

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to wielkie wezwanie do refleksji nad tym, co można zrobić w sprawie zadośćuczynienia ofiarom pedofilii oraz ukarania winnych tych strasznych czynów i tych, którzy kryli sprawców – zarówno osób, jak i instytucji.
Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje tę refleksję. Sprawy walki z pedofilią traktowaliśmy zawsze poważne. Nasi posłowie byli autorami ustawy przewidującej, że ofiary pedofilii podczas postępowania karnego przesłuchiwane są tylko raz, w odpowiednich warunkach, w tzw. niebieskim pokoju. Obecnie natomiast wspieramy prace działającego pod kierownictwem Jolanty Banach zespołu ekspertów do spraw przygotowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przewidującej powołanie Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia w sprawie pedofilii w kościele katolickim. W zespole tym zasiadają dwie członkinie SLD, profesorki: prof. dr hab. Danuta Waniek i prof. dr hab. Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska.
To, że w XXI wieku wciąż zdarza się, że duchowni katoliccy skutecznie ukrywają przypadki pedofilii wśród księży, że kościół katolicki pozoruje ochronę ofiar tych czynów, że wokół tych zdarzeń wciąż panuje zmowa milczenia, to zasługa polskiej prawicy. To polska prawica, polscy konserwatyści spod znaku Prawa i Sprawiedliwości przez lata uważali, że kościół katolicki jest nieomylny, kler – nietykalny, a Biblia ważniejsza jest od Konstytucji. To polska prawica przez lata pisała ustawy na zamówienie Kościoła, dawała mu na żądanie pieniądze i nigdy go nie krytykowała. Żniwo, które zebrała taka postawa, pokazuje film braci Sekielskich. Jest to jednocześnie przyczynek do rozpoczęcia poważnej dyskusji na temat rozdziału państwa i kościoła.
Dzisiaj, gdy Koalicja Europejska mówi, że ręka podniesiona na polskie dzieci, jest ręką podniesioną na polskie państwo, Jarosław Kaczyński krzyczy, że ręka podniesiona na kościół, to ręka podniesiona na Polskę. Te słowa – jak żadne inne – pokazują prawdziwe oblicze partii rządzącej. Jeżeli PIS chce być wiarygodny w walce z pedofilią, to Prokurator Generalny powinien wszcząć postępowania z urzędu w przypadku wszystkich ujawnionych ostatnio zdarzeń o charakterze pedofilskim z udziałem księży.
Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to jednak nie tylko wezwanie do uderzenia się w piersi, bo to w obliczu ogromu przedstawionych w filmie krzywd nie wystarczy. Dlatego dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej żąda powołania niezależnej i bezstronnej komisji, która wyjaśniłaby wszystkie zgłoszone przypadki pedofilii wśród duchownych, zbadałaby kościelne materiały dotyczące tych spraw i wyciągnęłaby konsekwencje wobec tych kościelnych hierarchów, którzy przez lata kryli sprawców czynów pedofilskich. Chcemy, by komisja taka złożona była z osób świeckich – z sędziów, bez polityków i bez przedstawicieli kościoła. Powołanie tego gremium będzie pierwszym krokiem do wyjaśnienia roli kościoła i duchownych w dramacie ofiar pedofilii w Polsce.
Włodzimierz Czarzasty
przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Zbrodniarze w sutannach

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, na gruncie przygotowanym przez inny film: „Kler” przebił kolejny balon.

Purpuraci gną się i skręcają przed kamerami i mikrofonami nie przymierzając jak szesnasty paragraf – i nic dziwnego, gdyż niezależnie od etycznego i moralnego aspektu sprawy interesująca jest również kwestia prawna. Mamy otóż taką sytuację, że ileś (liczba nieustalona) nieletnich obywateli polskich stała się ofiarami przestępstw na tle seksualnym dokonywanych przez katolickich księży. W polskim systemie prawnym przestępstwa dzielą się na zbrodnie lub występki. (zbrodnia to czyn przestępczy zagrożony karą minimum 3 lat pozbawienia wolności). Czy akty pedofilii popełniane przez osoby duchowne uznane zostaną przez polski system prawny za zbrodnie czy tylko za występki? Dla mnie rzecz jest bezdyskusyjna, powinny być uznane za zbrodnie gdyż z całą pewnością można (należy) je uznać za czyny, które spotykają się ze szczególnym potępieniem ze strony społeczeństwa. Każde przestępstwo pedofilii powinno być skutecznie ścigane, ale te popełniane przez osoby w sutannach, koloratkach, urzędujące w zaciszu domu parafialnego czy konfesjonału są szczególnie odrażające i szkodliwe.
Odrębną sprawą jest rozliczenie tych zbrodni zgodnie z prawem kanonicznym. Wszak chodzi o przestępstwa z wykorzystaniem autorytetu i społecznego zaufania kościoła, być może łamania tajemnicy spowiedzi itp. To już ból głowy Stolicy Apostolskiej.
Ministerstwo Sprawiedliwości pod wodzą pierwszego szeryfa RP prześcigało się przez 4 lata w gromkich, publicznych komunikatach o tym, jak bardzo angażuje się w wyjaśnianie przestępstw na Polach, popełnionych za granicą. Polscy prokuratorzy i policjanci zwiedzili niejeden kraj. Jak będzie w tym przypadku? Czy nieletni polscy obywatele, ofiary zbrodni księży-pedofilów otrzymają właściwą, wszechstronną pomoc ze strony polskiego państwa?
Zbrodnie popełniali księża – obywatele Polski. Ale popełniali je jako „urzędnicy Pana B.”, wypełniający misję w ramach instytucji kierowanej przez obce państwo, samodzielny podmiot międzynarodowych stosunków prawnych, przez Watykan. Mało tego. Jak dowodzą liczne przekazy ci przestępcy seksualni (nie tylko w Polsce) chronienie byli z zasady przez hierarchów – podległych bezpośrednio Watykanowi. Chroniąc księży pedofilów hierarchowie ci stali się bez wątpienia współudziałowcami przestępstw.
W tej sytuacji należy wymagać od polskich władz, aby oficjalnie zadeklarowały wolę zaangażowania całego państwowego aparatu w dogłębnym wyjaśnienie tej sprawy, zwłaszcza poprzez:
– uznaniu przestępstw seksualnych popełnianych na nieletnich za zbrodnie;
– ujawnienie rzeczywistej skali przestępstw pedofilii dokonywanych przez księży
– ujawnienie księży popełniających zbrodnię pedofilii w Polsce:
– ujawnienie hierarchów, którzy przez zaniechanie bądź celowe działania chronili przestępców:
– ukaranie bezpośrednich sprawców oraz współudziałowców przestępstw zgodnie z prawem polskim;
– domaganie się od Watykanu należytego zadośćuczynienia wszystkim ofiarom księżowskiej pedofilii:
– wypracowanie i wdrożenie systemu prewencji i ochrony dzieci przed przestępstwami księży-pedofilów.
– wyrażenie pełnej gotowości do współpracy z Papieżem Franciszkiem działaniach mających na celu trwałe wykorzenienie pedofilii z kościoła.
Dzisiaj, w okresie szalejących kampanii wyborczych rządzący są wstanie obiecać wszystko, a nawet więcej. Dlatego właśnie niezbędna jest specjalna komisja polskiego Sejmu, która w przyszłej kadencji zajmie się bieżącym monitorowaniem realizacji obowiązków państwa wobec ofiar zbrodni księży-pedofilów.

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Tęcza i co z niej wynika

Od pewnego czasu rozwija się nam „tęczowa afera”. Śledzę jej rozwój w mediach wszelkiej maści politycznej. Szczególnie interesujące a czasem zaskakujące są wypowiedzi prominentów.
Pierwsze doniesienia o interwencji służb u pani Elżbiety Podleśnej a zwłaszcza jej forma (blady świt, 6 funkcjonariuszy przebranych za „Rambo” broń, ograniczenie wolności, groźba aresztu ze wszystkimi szykanami) z powodu przyozdobienia wizerunku Jasnogórskiej Ikony tęczą oraz kolportaż plakatu wywołało u mnie gwałtowny sprzeciw i oburzenie.
Liczni politycy ruszyli do boju, wszak to kampania wyborcza, można sobie dodać splendoru i głosów. W powodzi ewidentnych bzdur uwagę moją zwrócił wywiad z panem ministrem Brudzińskim, z którym co prawda rzadko się zgadzam, ale doceniam umiejętność argumentacji i niewątpliwy talent retoryczny.
Jestem określonego sortu, więc wątpię, by zaszczycił mnie debatą tête-à-tête. Dlatego pozwalam sobie na polemikę z panem ministrem na łamach „DT”.
Przedmiotem represji lub jak twierdzi minister adekwatnych i zgodnych z prawem działań funkcjonariuszy było naruszenie Art. 196 KK a brzmi on: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Uważam, że to złe prawo. Było już kilka prób jego zmiany lub usunięcia, lecz wspólnymi siłami posłów i TK trwa ono w kodeksie karnym. Moja nadzieja w Trybunale Europejskim, gdyż narusza ono zasadę równości opisaną w Karcie Praw Podstawowych. Nie wyznaję żadnej religii, ale mam kodeks moralny i uczucia wynikające z innych źródeł, co opisuje preambuła naszej Konstytucji. Zgodnie z cytowanym artykułem moje uczucia nie podlegają ochronie.
Prawo jest prawem. Nie wystarczy paradować w koszulce z napisem Konstytucja, trzeba go przestrzegać lub zmienić.
Na wstępie Pan Brudziński podkreślił, że deliktem głównym nie jest sama interpretacja graficzna Matki Boskiej, lecz kolportaż w miejscach niegodnych wizerunku (śmietnik, toaleta). Gdyby było inaczej sprawa przypominałaby tragiczne wydarzenia w paryskiej redakcji „Charlie Hebdo”
Zanim pan Minister mnie zgromi, że śmiem porównywać Policję Państwową do terrorystów pozwolę sobie na wyjaśnienie. Co prawda jedni i drudzy przychodzą niezaproszeni o dziwnych porach mają broń i zasłonięte twarze, to jednak Policja działa w oparciu o prawo dla wspólnego społecznego dobra i za jego pieniądze a terroryści to zbrodniarze.
Symetryzm nie leży w metodach działania, lecz w przyczynach.
W obu przypadkach doszło do manipulacji wizerunkiem (symbolem) religijnym, co może obrażać wyznawców danej religii. To godne potępienia. Nie jest to jednak powód do represji lub przemocy.
Sam fakt rozklejania ulotek lub plakatów w miejscach do tego nieprzeznaczonych to raczej wykroczenie karane administracyjnie (grzywna) Dotychczas egzekwowanie tego przepisu nie wymagało „zbrojnego ramienia władzy”. Łatwo się o tym przekonać podczas różnych kampanii wyborczych, kiedy to z różnych miejsc wyglądają uśmiechnięte wizerunki kandydatów ozdobione soczystym hasełkiem.
Jest natomiast wydarzenie, które spowodowało reakcję pani Podleśnej a które pan minister Brudziński pominął z wdziękiem w swoim wystąpieniu. To tradycyjne wystawienie Grobu Pańskiego w płockim kościele. To katolicka tradycja Wielkanocna. W Płocku, przy Grobie Pańskim proboszcz umieścił symbole grzechu, wśród których znalazło się LCBT i Gender. Osoby, które zaprotestowały zostały zrugane od najgorszych i wysłane do lekarza.
Spróbuję, więc dorównać sztuką retoryczną panu ministrowi.
Otóż ma tu miejsce naruszenie Art. 196 KK. Nie jestem osobą wierzącą, lecz sam pan powiedział, że są takie symbole, w tym religijne, które są w sercu każdego Polaka niezależnie od światopoglądu. Stwierdził pan, że takim jest Jasnogórski obraz.
Obchodzę niektóre święta katolickie na swój sposób, bo to tradycja. Wystawienie Grobu Pańskiego to ważna część tej tradycji Idea zmartwychwstania to podstawa chrześcijaństwa. Łączenie tego z doraźną retoryką polityczną to obraza moich uczuć w pewnym sensie religijnych,
Oczekuję, że proboszcz z Płocka dozna zgodnej z prawem interwenci organów władzy. Radzę zarekwirować różaniec gdyż podobnie jak rajstopy może on posłużyć do autoagresji.
Nie muszę zgłaszać domniemania popełnienia przestępstwa. Wystarczy, że napisałem, bo Art. 196 zakłada ściganie z urzędu
Z socjalistycznym pozdrowieniem panie ministrze!