Początek szlachetnego Przedmurza

Karina Kabacińska, autorka obszernego artykułu pt.: Początki Jezuitów w Polsce” opublikowanego w jednym z lutowych periodyków historycznych napisała „ Polska zachowała swoje katolickie oblicze i może poszczycić się szlachetnym mianem przedmurza chrześcijaństwa w dużej mierze dzięki sprowadzonym w 1564 roku Jezuitom”. Dalej, że Kościół w XVI wieku przeżywał trudne chwile z powodu niskiego poziomu moralnego, nepotyzmu, kierowania się kleru bardziej zyskiem i światowymi przyjemnościami niż względami duchowymi. Zwiększała się liczba wiernych podążających za niegodnymi czci kalwinizmem, luteranizmem, czy arianizmem. Katolicy popadli w marazm i trudno było zawrócić neofitów z błędnej drogi. Całe rody wspierały nowinki wyznaniowe, przeganiano zakonników i kapłanów, a chłopów przymuszano do wyrzekania się katolicyzmu. Gorszący był też przykład kapłanów, którzy porzucali prawdziwą wiarę, nawet biskupi przez swoją opieszałość okazywali sympatię różnowiercom i kościoły zamieniali na zbory. Narastała oziębłość wobec Kościoła a urągliwe ekscesy pozostawały bezkarne. Chyba to o teraźniejszości?

Niejaki Erazm Otwinowski, poeta, piszący erotyki, fraszki, epigramaty, ale też teolog i badacz Pisma Świętego, zbezcześcił monstrancję, rzekłszy na procesji do księdza: „Bóg jest w niebiesiech, a nie w chlebie i w twojem pudełku” i nie został ukarany. Ale działo się to przed przybyciem onych Braci – zdaje się ubolewać autorka. A kalwinista Rej broniąc poety rzekł:, „jeżeli dopuścił się obrazy Boga, to go sam Bóg z pewnością skarze, atoli stłukł jeno szkiełko od monstrancyi i zniszczył kawałek opłatka, co razem dwóch groszy nie warto. Za rzecz tak drobną prawa polskie kary nie przepisują”. Jakby zgorszenia było nie dość, malkontenci różnych wyznań i wartości moralnych podjęli próbę zrzucenia katolicyzmu z pozycji panującej. Żądano opodatkowania majątków i likwidacji sądów kościelnych, zniesienia dziesięciny i świętopietrza, a nawet zezwolenia na małżeństwa księży, komunię z winem i liturgii po polsku. Posłano o zgodę na owe reformy do papieża, któren to zważywszy, że Polska przestała płacić annaty (ongi świętopietrze), a zakony złożyły świecki hołd królowi, zamiast zgody przysłał wprawionego w boju biskupa, potem rzeczonych mnichów. Bo reformacja się pleniła, przynosząc opłakane skutki w postaci masowego porzucania prawdziwej wiary.
Wspomniane przez autorkę zjawiska po czterech wiekach okazują się niezwykle aktualne, więc przyjrzyjmy się niektórym, podlegającym ongiś ekspansji, niosących zagrożenia dla wiary i ducha narodu. Lokalne zakony straciły na znaczeniu, a ciągnący zewsząd uchodźcy przywlekali ameby, ośmiornice, drukarnie, kahały, izborniki, giermaki, pludry, fortugale i inne dziwadła. Umocniła się drobnomieszczańska pauperia, a szlachtę fascynowały nowe trendy. Zuchwale stawiano człowieka w centrum nauki i sztuki, wypierając panteizm. Powrócono do bezwstydnej kultury antycznej, pisano traktaty, dialogi, satyry, drobne obrazki codzienności w postaci fraszek, epigramów, elegie filozoficzne, komedyjki, sielanki i figliki, odwracając się od wartościowej twórczości katolickiej. Lansowano mętne i nikomu niepotrzebne „wartości ideowe, z których zaszłościami zmagamy się do dziś.
O patriotyzmie pisali kalwini typu Rej, Morsztyn, czy heretyk Frycz, który śmiał nawet rzec: „Papieże, podstawiając nogi do całowania, każą wypełniać swoje rozkazy, jakby pochodziły z tajemnych planów bożych…I zapomniawszy o tym, że są tylko ludźmi, pragną, by im przyznawano cześć boską” W swoich agnostycznych pismach, wierny lud równali do trzody, kur a nawet gęsi. Ubierano je w miło brzmiące słowa o „ postępowej myśli społecznej, obronie chłopów, krytyce prywaty, egoizmu, warcholstwa klas posiadających, i rzekomej tolerancji religijnej”.
Domagano się prawa do wolności sumienia i tolerancji różnowierców. W rzeczywistości skupiano się na krytyce, która rozpleniła się wraz z zarazą, która jak rak, toczy umysły narodu do dziś. Z patriotycznych zasług Reja czy Jana z Czarnolasu, poza marnym żywotem i lipą, niewiele pozostało, a pochwała rozumu, korzystanie z życia i kosmopolityzm nie mieszczą się w kanonach prawdziwej wiary. Kult nauki rozwijał się w wypaczonej formie i nie służył katolickiemu wyrażaniu uczuć. Pisanie o obyczajach, urzędach, życiu ziemiańskim, dworskich rozrywkach, zabawach wiejskich czy faramuszkach, było, co najmniej bezużyteczne. Zamiast wchłaniania przywleczonych zewsząd pojęć, wystarczyłoby posługiwać się tym, co głoszą świadectwa wiary. Rozprawę pana i wójta z plebanem napisano, by poniżyć duchownych, toteż owi mnisi opracowali Indeks ksiąg zakazanych, gdzie umieszczono też Kopernika. Ówcześni magnaci, ścigali się w konstruowaniu pałaców i zamków, z attykami, krużgankami i arkadami, obwieszonymi malowidłami Niemców albo Flamandów, mających rzekomo dawać światło i perspektywę. Niczemu, prócz swawoli one nie służyły, więc słusznie po wiekach, popadły w ruinę.
Przenikanie kultury z Zachodu poprzez podróże polskich posłów do innych krajów- wyjazdy synów magnackich na studia do Włoch – Bolonii, Rzymu, Florencji doprowadziły do wymiany zbędnych myśli pomiędzy uczonymi, co poruszyło dotychczas bezgrzeszną ziemię i sprawiło napływ dziwnych zawodów, a z nimi Niemców i Olendrów. Jeden z kalwinów zażądał obniżenia uprawnień kleru, jak czynią to obłudnicy dziś. Pod pretekstem krzewienia języka i kultury drukowano dzieła o obrotach, naprawach i prawach ignorując ukształtowane wartości i prawdy. Wynalazek druku sprzyjał lansowaniu dzieł Lutra, Kalvina i innych buntowników, w czym udział brali też odszczepieńcy zwani Polish Brothers. Sytuację poprawił „Raj duszny”, wydrukowany przez Niemca, który przybył do bogatszego naonczas kraju. Religii było wiele, ale Kościół, nienawykły do współpracy, konkurencji nie życzył sobie tolerować. Zebrał, więc siły, dokończył sobór, zwany trydenckim, podjął uchwały i wyznaczył zadania Bractwu owładniętemu żarliwą wiarą i oddaniem papieżowi. A zadanie były trudne – odmienić bieg dziejów i wykarczować zalążki herezji. Jak pisze dalej autorka, sprowadzonych do Polski braci czekał ogrom pracy, jednak gotowi byli zapłacić cenę „na większą chwałę Bożą?. Zabroniono wiernym zadawania się z heretykami, czytania ich ksiąg i zobowiązano kler do walki z zaprzedańcami. Każdy biskup miał obrać „inkwizytora heretyckiej nieprawości”, do wizytowania parafii, co zwano misjami świętymi.
Wieloletnie zmagania bractwa z pogaństwem, arianami, kalwinizmem, niesakramentalnymi związkami, nieprzystępowaniem do spowiedzi przyniosły sukcesy. W kolegiach innowiercy kończyli naukę już, jako katolicy, opieką objęto wojsko, dwory, w tym królewski, a epidemie zwalczano sakramentami, które ożywiały nawrócenia i pokrzepiały chorych. Wszystko dla oczyszczenia ziemi z innowierców. Osądu o przewiny, zwłaszcza kobiet, baczyli biskupi, bowiem „niewiasta jest niedoskonałym zwierzęciem, jest zła z natury, rychlej traci zaufanie do wiary i wyrzeka się jej, co stanowi podstawę uprawiania czarów” to cytat z historii. Głoszono, iż „lepiej, by zmarło stu niewinnych, niż żeby jeden winny uniknął kary”. Kto opuścił mszę stawał się podejrzany, a obowiązkiem wiernych było o tym i innych nietypowych zjawiskach, donosić? Herezji nikt nie bronił, bo bronić tego niepodobna. W tej walce zasłużyło się wielu dostojników, a bestsellerem stały się „Żywoty Świętych” P. Skargi, jak podaje autorka. Było też wielu hipokrytów, zazdrosnych o władzę i odstępców szerzących antykatolicką propagandę. Wykorzystując interregnum, uchwalili deklarację warszawską. Rozniecili rokosz, żądając wypędzenia jezuitów, drukowali kłamliwe ulotki na niemieckich maszynach. A jak powiada autorka, tyle dobrego ów zakon uczynił już wtedy, lecz ważniejsze były dalekosiężne efekty ich tytanicznej pracy i heroicznego poświęcenia. Uratowano słabnącą wiarę rodaków, heretyków spalono albo przepędzono wraz z ich drukarniami i Flamandami, malującymi portrety bez związku z religią. Młodzież nie musiała wyjeżdżać, wzrosły powołania kapłańskie i zakonne, dzięki czemu utrzymano dominującą pozycję i oblicze przedmurza, w czym ogromna zasługa Jezuitów, Matki Bożej, Zygmunta Wazy i kolejnych królów. Zrezygnowano z tolerancji, więc dla odmieńców nie było już miejsca. Ps. To też nie brzmi jak historia!
Jeżeli obłudnik „przyznał się do herezji”, dostępował łaski króla i ścięcia. Główną karą był podniosły „ akt wiary „(procesje, msze, kazania, festyny), by przebłagać Boga za grzechy heretyka kończący się paleniem grzesznika i jego dzieł, by oczyścić ziemię. A to za odstępstwo od wiary, obraza Boga, obcowanie z diabłem, udział w sabatach, sprowadzanie chorób, pożarów, powodzi i wszelkich plag, nawet leczenie ziołami. Ostatni taki festyn odbył się w XVIII wieku, i dotyczył 14-tu kobiet, którego skutkiem było zniesienie kary śmierci za czary. Aż korci zapytać, jak z przypiecka, stareńki frater Kaziuka: „ A co na to Pambuk?
Skuteczne działania Jezuitów przesądziły o zwycięstwie. Według autorki, Polska odzyskała swoją wielkość i stała się przykładem dla innych narodów. Zburzone światopoglądy z trudem odbudowano, bowiem radości należało poszukiwać w miłości do Boga. Ale nie obyło się bez fuszerek, jako, że w końcu XVII wieku zamożny szlachcić – zakonnik, potem filozof i poseł, napisał był dziełko o nieistnieniu Boga. Przy wsparciu Watykanu, bogobojnym biskupom w liczbie 17-stu, udało się puścić łotra z dymem. Dobry król skazał na dekapitację, a wielebni, spalili kolejno: dziełko, głowę, rękę, która owe bezeceństwa pisała, a w końcu całą resztę. Tylko tak można było ubłagać Boga za grzechy potwora!
Ma rację autorka artykułu, że z wielu zdobyczy korzystamy do dziś. Jednakże niektóre z oświeconych działań poszły w zapomnienie, więc należałoby je chyba przywrócić, jako że kraj ogarnia chaos podobny, jak przed wieki.
Wiele złośliwych osób i ośrodków, ów XVI wieczny zamęt nazwało „Złotym Wiekiem Kultury Polskiej”, z czym pewnie zgodzi się autorka i jej czciciele. Wzorem Lutra i Kalvina, wykorzystano nieświęty wynalazek Niemca, jakiegoś Guten.. Taga (?) I rozpowszechniono szkodzące wiernym i Bogu rzeczy i myśli. Ta niedługa, bo trwająca zaledwie sto lat epoka skondensowała wiele zjawisk, nurtów, zdarzeń, objawień artystycznych, intelektualnych, naukowych i odkryć, rewolucjonizując wyobrażenia o religii i bogu. Kształtowała się różnorodna kultura, nauka rozwijała się w oparciu o kontakty z Europą, co miało również wpływ na żyjący w wierze i pobożny lud.
Dziś przyszło mierzyć się ponownie z problemami jak przed czterema wieki. Ale przepływ antyreligijnych ideologii, wskutek działań Unii i jej podobnych struktur stał się szybszy. Boją się słuchać o potędze Polski, trójmorzu, przedmurzu i znaczącym rozwoju, jaki nastąpił po wytrzebieniu podziałów religijnych, jakie przyniosła reformacja. Tak kończy autorka.
Dodajmy, że byli też bracia polscy, których dzieła postulujące racjonalizm i tolerancję religijną, wywarły wpływ na inne kraje europejskie m.in. na filozofię liberalizmu. Ich Katechizm Rakowski zainspirował konstytucję USA w kwestiach neutralności światopoglądowej państwa i rozdziału państwa od Kościoła. Jeden z nich, Łaski, przełożył w 1563 roku całość Starego i Nowego Testamentu, za co(?) M.in. jego potomni zostali wypędzeni.
Należy zgodzić się z autorką, która pisze, że dzięki dziejowej misji przedmurza, naznaczonej przez papieża, XVI- wiecznemu zamętowi położono kres. Papież popierał starania Wazów o koronę szwedzką, stąd wyniszczające wojny, bo walczono o restytucję katolicyzm.
Niewątpliwie rola Kościoła w Polsce była i jest znacząca. Ale to polityka zdecydowała o przyjęciu chrztu, a koronę Chrobremu kupiono za „ogromne pieniądze” od papieża, który gotów był sprzedać wszystko. Jezuici w Polsce wykonywali zadanie papieży i dzięki ich zasługom, Złoty Wiek Polski nigdy się nie powtórzył`. O tym pisali już Mikołaj Rej, Frycz Modrzewski, Morsztyn, później Lelewel, Józef I. Kraszewski, Słowacki, Goszczyński, Wyspiański, Witkiewicz, Gombrowicz. Pisano też, że po owym zwycięstwie, ze szkół jezuickich wychodził nie Polak, lecz łacinnik, albo polakokatolik, typ niezdolny do rządzenia państwem wielonarodowym. Dalej zaczyna się tragedia Rzeczypospolitej, w której Kościół katolicki odegrał istotną rolę. Epoka saska to apogeum katolicyzmu i równocześnie czasy największego jej upadku moralnego, politycznego i gospodarczego, za co polakokatolicy do dziś wiernie dziękczynią. Seweryn Goszczyński, w XIX w. Pisał: „Urządziwszy Polskę w swoim duchu, podniósłszy nad nią władzę duchową, Kościół pojrzał na nią jak na swoją własność, zapragnął zmienić ją w ślepe narzędzie swojego samowładztwa. Stąd wynikło, że ją ociemnił jezuityzmem, duchem cudzoziemszczyzny, nietolerancją zakrwawił, zeszpecił, rozdzielił, zesłabił, następnie upodlił, przywiódł nad przepaść zguby i w końcu przeklął.”.
Kościół katolicki urobił swoją filozofię, ma własne państwo, usiłuje, gdziekolwiek może, powstrzymać, naturalny rozwój człowieczeństwa. I będzie miał, co robić, bo wciąż mamy wielu, którym żyje się źle i obco na tym świecie. I oferuje się wizję lepszego świata poza grobem. Ale trudno uznać, że niejaki abp. Głódź wierzy w taką ofertę, bo dba o doczesność, otoczywszy się mnóstwa dobrami. Pożądliwość dóbr i majątków ma długą tradycję. Pole do nadużyć było i jest szerokie. Dziś dostrzegamy sprzeczności między głoszoną etyką a praktykowaną moralnością. A ulgową taryfę wobec możnych tego świata, tłumaczono tak:
„Po pierwsze, Bóg dał pierwszeństwo na tym świecie bogatym i możnym; honorując ich, postępujemy zgodnie z porządkiem rzeczy. Po wtóre, liczymy się z ułomnością bogaczy, którzy wpadają w gniew, stają się gorsi ku udręce nas i innych biedaków; powinniśmy nie dawać ludziom ułomnym okazji do czynienia zła, lecz pobudzać ich do dobrego. Po trzecie, większa jest korzyść z jednego nawróconego bogacza, niż z wielu biednych; z bogacza wielu odnosi korzyści. Po czwarte, skoro większą pomoc otrzymujemy od bogatych, słuszna, byśmy odpłacali im duchowo.
Jeden z filozofów wspomniał, że „każdy kraj, w którym zagościli jezuici, dostał suchot w pacierzowym szpiku i upadł lub zbliżył się do upadku. Kościół nie łaknie krwi – twierdziła inkwizycja wydając heretyków na spalenie, czyli bezkrwawo, bowiem głowy ścinano tylko wtedy, gdy jakiś król udzielił łaski. Jeszcze w XX wieku teolog katolicki, opiekun młodzieży, pisał: „Heretyków, którzy błąd swój ze szkodą dla innych dusz szerzą, należy się surowa kara; ich grzech zasługuje na wyklęcie i osądzenie jak za zbrodnie przeciw bliźniemu; bo większą zbrodnią jest zatruwanie źródeł wiary i narażanie dusz na chorobę i śmierć aniżeli zatruwanie studni (…) I z tego tytułu kara śmierci jest sprawiedliwa”
Bliski współpracownik Piłsudskiego doradzał: „Czas wreszcie głośno powiedzieć to, co wiemy wszyscy, że zależność Polski od Rzymu była i jest jednym z największych nieszczęść narodu. (…) Upokarzający, haniebny w dziejach polskich to okres saski o wszechwładnych wpływach Kościoła, a nawet okupacji przez zakon jezuitów. Dlatego jako Polacy, budowniczy suwerennego państwa, nie możemy się godzić, aby w jego łonie działała organizacja, ślepo posłuszna obcej jednostce. Musimy uznać Kościół za instytucję szkodliwą dla państwa”. A dalej to: „Łatwość, z jaką naród poddał się jarzmu niewoli, może zdumiewać kogoś, kto nie wie, co to znaczy naród skatoliczony. Tym ludziom własne państwo było obojętne, a więc właściwie niepotrzebne. Są polakokatolicy, ale nie ma np. germanokatolików, frankokatolików anglokatolików, bo przed ich skatoliczeniem uchronili protestanci. W żadnym z tych krajów Rzym nie odgrywał takiej roli jak w Polsce, nigdzie jezuici nie doszli do takiej potęgi jak u nas”.
I Rzeczpospolita liczyła ponad 10 mln. Dusz, z których około pół miliona inteligencji wyedukowanej przez Jezuitów. Obok dziedzica pana, duszami rządził proboszcz. Zagrozić im mogła tylko oświata. Dlatego oświatę wśród mas zwalczano wszystkimi sposoby. Jeden z XIX wiecznych pisarzy pytał, w jakim innym kraju liczba kleru dwukrotnie przewyższała liczbę wojska? To są rzeczy znane, opisane przez wielu autorów. Nawet Witos twierdził, że „pod zaborami wieś była katolicka, ale nie była polska; była wiernie carska w Kongresówce, wiernie austriacka w Galicji. A w 1920 roku chłopi pod Płockiem „uroczyście i z radością witali naszych Moskali”. W zaborze austriackim nawet śpiewano: bośmy to, jacy tacy – chłopcy Austriacy.
Wszystko zakończyło się upadkiem i trójzaborową niewolą. W dwóch zaborach polakokatolik dostał się pod oddziaływanie prądów umysłowych i idei, jakimi żył świat. Europejska nauka, zachodnia ekonomia poczęły tworzyć wyłomy w katolickim zaścianku. Pod wpływem obcych idei lud różnicuje się. Pozostają odłamy bogoojczyźniane, ale też wyłaniają się ruchy lewicowe, antyklerykalne, nawet ateistyczne, głównie pod wpływem zaborców.
Piłsudski, któremu przyszło budować zręby II Rzeczypospolitej sprawę postrzegał tak: „Masa społeczeństwa polskiego jest rzeczą niczyją, luźnie chodzącą, nieujętą w żadne karby organizacyjne, nieposiadającą żadnych właściwie przekonań – jest masą bez kości i fizjonomii. O tę gawiedź politycznie bezmyślną, o przyciągnięcie jej choćby na jeden moment w jedną lub drugą stronę chodzi w pierwszym rzędzie tym wszystkim, którzy robią w Polsce politykę. Cel ten zaślepia i przesłania oczy na wszystko inne, zdolnym prowadzić tylko zajadłe duszołapstwo”. Europa śmiała się z nas już w XVII wieku. Ma powody ku temu i dziś. W Dziejach Danii napisano: „Kościół protestancki narzucił ludności takie zasady, jak ścisłe przestrzeganie wypoczynku świątecznego, uczciwość w załatwianiu spraw materialnych, cnoty dziś jeszcze żywe w tym kraju.” Zadajmy sobie pytanie: a co narzucił ludności w Polsce Kościół katolicki? Skąd postawy, o których tu wspomniano?
Dla katolicyzmu ważne przede wszystkim: jednostka – Bóg. Wszystko inne poza tym, jest drugorzędne. A ten czy ów biada, że w Polsce katolickiej moralność jest niska, kwitnie prywata, politycy, prominenci, osoby ze świecznika nie mają pojęcia o tym, co to elementarna przyzwoitość, nagminnie łamane są prawa, nie szanuje się mienia publicznego.
Kościół katolicki od wieków chronił masy wiejskie od zgubnej oświaty, polityki i innych takich zdrożności, niebezpiecznych dla zabobonów z ambony. O Klątwie Wyspiańskiego napisano: „Klątwa ukazuje, jak katolicyzm staje się tragedią w polskiej wsi, jak bezwzględnie druzgocze on dusze. Podobnie, w perspektywie szerszej, widziała rolę Kościoła w Polsce dziewiętnastowieczna pisarka: „Nie dałabym się zabić za katolicyzm, biorąc pod uwagę los wszystkich państw katolickich z zadziwiającą skutecznością wychowanych do anarchii. (…)
Atmosfera klerykalna, przesiąknięta pseudopolskością i duszna, odczuwana jest także dziś; by o tym się przekonać, wystarczy posłuchać niektórych sług, czy mediów, z kardynałami włącznie. Powyższe przykłady nawiązują do słów i opinii wielu polskich myślicieli, polskich patriotów, ale wśród nich nie ma jezuitów. Interesujące, że słownik PWN podaje, że „jezuita” to człowiek przebiegły, obłudny, a synonimy to m.in: łgarz, dwulicowiec, fałszywiec, faryzeusz, hipokryta, kłamca, kombinator, krętacz, krzywoprzysięzca, kuglarz, lawirant, matacz, naciągacz, obłudnik, oszust, picer, pozer, donosiciel, kolaborant, konfident, renegat, szpieg, zawistnik. Wśród około stu wymienionych, nie ma żadnego synonimu, który byłby bliski do: dobro, wiara, pobożność przyzwoitość, patriotyzm. Dedykuję to autorce artykułu, bowiem także dziś wśród wyznawców znajdziemy wielu, do których wymienione synonimy mogłyby przystawać. Dlatego też stwierdzenie autorki, że „ Polska zachowała swoje katolickie oblicze i może poszczycić się szlachetnym mianem przedmurza chrześcijaństwa w dużej mierze dzięki sprowadzonym w 1564 roku Jezuitom”, jest prawdziwe, ale ze szlachetnością utworzone w XVII wieku przedmurze miało niewiele wspólnego. Warto dodać, że ów zakon został przepędzony z wszystkich krajów, w których wykazał się gorliwością wykonywania zadań, które naznaczał papież: „Żaden zakon nie może działać bez reguły, czyli nadanego przez papieża zbioru przepisów regulujących całość życia jego członków”. W XVI wieku w Polsce – dzięki otwartości i tolerancji na wszelkie nowości przeżywaliśmy rozkwit w każdej dziedzinie, co nazwano „Złotym Wiekiem”. Potem było tylko gorzej, bowiem wkrótce doszło do upadku, w czym także zasługa wspomnianego zakonu. I wbrew twierdzeniom autorki, nie są to zasługi godne pochwały. Zakon Jezuitów dokonał też rzeczy pozytywnych, szczególnie w czasach współczesnych, ale gloryfikując jego osiągnięcia w Polsce warto pamiętać też o takiej jego roli. Dziś Kościół w krajach, w których Jezuitom nie udało się odnieść wielkich sukcesów, jest zupełnie inny niż w Polsce. Może warto byłoby się przyjrzeć jak katolicyzm funkcjonuje np. w Niemczech, Holandii czy Stanach Zjednoczonym, gdzie miałem ogromną przyjemność studiować właśnie na jezuickim uniwersytecie w Waszyngtonie.
To uwaga do zagorzałych wyznawców, rydzykomanów, radiomaryjów i wszystkich hierarchów. Kościół, katolicki, jaki mamy dziś w Polsce, nie miałby racji bytu w żadnym cywilizowanym kraju. Przez niemal pięć wieków nie zmieniło się nic, co dość szczegółowo opisała autorka owego artykułu.

PS. W opracowaniu korzystałem ze zbiorów Fundacji im. K. Łyszczyńskiego, oraz W.Czaplińskiego: „Dzieje Danii nowożytnej”, P.Laskowskiego „ Pięć wieków herezji”, C. Hollis „Historia jezuitów”, Encyklopedia PWN.

Bigos tygodniowy

Bunt Czerwonych Czapeczek. Otóż Czerwone Czapeczki (albo Bereciki, jak kto woli) ogłosiły bunt w w obronie swojej Przenajświętszej Kasy i wezwały rząd pisiorski do wydatnej pomocy (z budżetu państwa) w odbudowie jej nadwerężonych zasobów. Bigos zna życie, ale nigdy nie widział większych materialistów niż duchowni. Brzmi to jak paradoks, ale tak jest. Oni powinni nazywać się raczej „materialni” niż „duchowni”. Dla nich kasa jest najważniejsza. „Służyć Mamonie, nie Bogu” – takie hasło powinni wywalać na fasadach kościołów zamiast ściemy w rodzaju: „Kto ma Boga, ten ma wszystko” albo „Pan jest pasterzem moim”. Wtedy pozostawaliby w prawdzie. Są oczywiście wyjątki, jak n.p. ksiądz Lemański.


Najsławniejszy dziś wróbel świata mieszka w Pszczynie i jest radnym PiS. To Wróbel Rafał, który w barwnych parasolach zawieszonych nad jedną z pszczyńskich uliczek zobaczył tęczową epifanię diabła LGBT. Może któryś z jego rozsądniejszych kolegów z organizacji powiedziałby mu: „Wróbel, wyluzuj”.


Armia PiS to wcale nie takie stalowe zastępy, jak to próbuje przedstawiać Mariusz Zbrojny. W telewizjach dało się zauważyć, że kilka sekund przed tym, jak wykopyrtnął się drobnej postury poseł Franek z KO, targający wypakowane siaty z produktami przeznaczonymi dla migrantów, ścigany przez przez działających na rozkaz pisowskich urzędasów żołnierzyków, jak długi, tzw. szczurem, wywalił się także jeden ze ścigających. To zapewne nie jedyna oferma batalionowa z pisowskiego zaciągu.


Władysław Frasyniuk, który odmówił przeproszenia za swoje głośne słowa o „watahach psów” i „śmieciach” stwierdził: „Najgorsze, że postawa wielu ludzi z opozycji nie mobilizuje społeczeństwa do większej odwagi, do większej determinacji. Przeciwnie, utrwalają to, że warto się zachować z dużą dawką bezpieczeństwa dla siebie i swoich najbliższych, mówić delikatnie i przepraszająco”.


Nie „Warto rozmawiać” uznał Kurski Jacek, człowiek Don Jaroslao w gmachach przy Woronicza i placu Powstańców Warszawy. Pospieszalski Jan podpadł za podjęcie w swoim programie kampanii antyszczepionkowej, a ogólnie mówiąc za „płaskoziemstwo”. Ale nie to jest tu najciekawsze, bo trudno oczekiwać by zgodzono się na głoszenie tych herezji w telewizji „publicznej”. Najciekawszy jest sposób w jaki Kurski potraktował Pospieszalskiego, w końcu oddanego, gorliwego towarzysza, weterana prawicowo-katolickiej publicystyki. Otóż o zakończeniu współpracy Pospieszalski dowiedział się z mediów, czyli nie można nawet użyć frazy, że mu „podziękowano”. „Nawet komuniści, którzy rezygnowali z naszej obecności na antenie, zapraszali nas do gabinetu i po prostu komunikowali nam to wprost. To, że dowiadujemy się za pośrednictwem mediów, pokazuje skalę zapaści etycznej, w jakiej dzisiaj tkwi prezes TVP Jacek Kurski” – poskarżył się Pospieszalski w wywiadzie. No i co? Warto było być takim gorliwcem, heroldem pisowskiej wspólnoty idei i serca? Uznającym „naszych” za świętych i wspaniałych w odróżnieniu od podłej, bezbożnej sfory lewicowo- liberalnej? Pospieszalski popadł skądinąd nie tylko programem „Warto rozmawiać”, ale też publicznymi wypowiedziami dla prawicowej i propisowskiej prasy, gdzie mówił m.in. o „dryfowaniu” obozu władzy. No i co panie Janie? Jak mówi refren jednej z piosenek z kabaretu Olgi Lipińskiej: „Czy warto było, czy warto było, czy warto było zmieniać rząd?”
 


To co się dzieje w karnowszczyźnie i okolicach, to istny antyamerykański rokosz. Ciekawe czy ukróci to Duduś-Ministrant swoim wetem ewentualnej ustawy antyTVN. To się wydaje zupełnie możliwe, bo Duduś na pewno cierpi na chorobę sierocą z braku kontaktów z Wujkiem Samem Donaldem i na pewno marzy, by Wujek Sam Joe jednak pogłaskał go po łysiejącej łepetynie i powiedział mu: „You are good boy, Andrew”. To jest mu potrzebne do poprawy samooceny i ministranckiej dumy. I dlatego właśnie utrąci „lex antyTVN” polskiemu …ujowi z Żoliborza. Powie mu: „Sorry, Winnetou, ale biznes is biznes”. A co, nie wolno?


Bigos ma pewną słabość do rówieśnika Donalda Tuska, człowieka nie pozbawionego wdzięku i zdolności, ale na tym „Campus Polska” w Olsztynie Tusk znów objawił się jako konserwatywny dziaders, który cierpnie na brzmienie określeń: „prawo do aborcji”, „związki homoseksualne” i na inne tego typu „nowinki”. Świat się zmienił, młodzież olewa dziaderski Kościół kat., który pokazał wszystkie swoje „walory”, przez kraj przewaliły się wielotysięczne demonstracje Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a Tusk ciągle „i chciałbym i boję się”. Dla niego zawsze jest nie ta pora, za wcześnie, „społeczeństwo nie dojrzało”. Ileż można wyjmować te same żetony? I jak taki konserwus mógł się ulęgnąć na gdańskim podwórku, które niejedno widziało?


„Doszliśmy do tego, że nawet zwykli ludzie o niewielkiej znajomości zagadnień doktrynalnych rozumieją, że mamy papieża niekatolika” – pisze abp Carlo Viganò, komentując motu proprio Traditionis custodes. Więcej, tegoż papieża nazywa „likwidatorem Kościoła katolickiego”. Co w tej sytuacji zrobi osierocony Kościół w Polsce? Ano nic, będzie kontynuował budowę lokalnego, narodowego skansenu. Tak jak dzieje się teraz.


Don Jaroslao z Jarosława Zdobywcy, Konkwistadora z lat 2015 – 2019 zamienił się z Drobnego Ciułacza głosów. Dr Robert Sobiech, socjolog, uważa, że PiS już nie walczy o powiększenie elektoratu, lecz o utrzymanie stanu posiadania i że w kwestii praw i wolności, w tym obyczajowych, PiS jest już „samotną wyspą”, jeśli nie liczyć Konfederacji.


Rządy PiS coraz częściej przypominają działalność gangu Olsena. Jak tamci, zaczynają kolejny genialny plan, a to „dyscyplinowania sędziów”, a to skoku na media, a to kolejny skok na kasę, czyli „polski ład”, a to jeszcze coś innego i każdy z tych misternie przygotowywanych planów kolejno bierze w łeb.

Bigos tygodniowy

„Człowiek Niezłomny”, „Achilles i Herkules polski”, „nowy Maksymilian Kolbe”, „Winkelryd polski” ściągający na własną pierś nieprzyjacielskie kopie, etcetera, etcetera, etcetera,. ogłosił, że bierze na klatę krytykę i hejt z powodu podwyżek uposażeń parlamentarzystów i funkcjonariuszy państwowych. A to w rzeczywistości tylko cienki Duduś-Ministrant, zapomniany już Adrian z „Ucha prezesa”, sterczący całymi dniami na Nowogrodzkiej pod drzwiami Najważniejszego Gabinetu. Jego małżonce, Pani Prezydentowej (córce bardzo porządnego ojca, Juliana Kornhausera) Bigos dedykuje fragment wiersza Tuwima „Grande Valse Brillant”: „Wątłe mięśnie naprężasz, pierś cherlawą wytężasz/Będę miała atletę i huzara za męża”.


Od 2016 roku 24-letni dziś Bartosz Horbaczewski jest nękany przez prokuraturę po tym, jak nie zdjął czapki w Sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej w Kotlinie Kłodzkiej. Niebawem rozpocznie się w Wałbrzychu jego proces o „obrazę uczuć religijnych”. Nie poniósł natomiast konsekwencji prawnych klecha, który zastosował wobec Bartosza rękoczyn, zresztą ze wsparciem kilku parafian. Wystarczy prosty rachunek, by uświadomić sobie, że młody człowiek już prawie jedną piątą swojego życia grillowany jest przez Patokościół katolicki w Polsce. Wszyscy młodzi ludzie w Polsce powinni zainteresować się tym procesem, by świadomie, bez złudzeń podjąć decyzję, czy chcą wiązać swoją przyszłość z Patokościołem katolickim.


Nawiasem mówiąc, o dwa lata dłużej trwa sprawa nauczycielki z Krapkowic Grażyny Juszczyk, która była szykanowana za zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim w 2014 roku. Sądy wszystkich instancji ją uniewinniły, ale Ziobro, szafarz Funduszu Sprawiedliwości złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Izby Kontroli Sądu Najwyższego. I sprawa dalej się ślimaczy.


A skoro o kościołach mowa. Jeden z legalnych, zarejestrowanych kościołów, mianowicie Reformowany Kościół Katolicki udziela ślubów parom jednopłciowym. Ziobro chciał go za to ukarać wykreśleniem z rejestru, ale Sąd Administracyjny się na to nie zgodził.


Karnowszczyzna zawyła z oburzenia po tym, jak hiphopowcy Łona i Webber podczas koncertu w ramach owsiakowego Pol’and’Rock skandowali wraz z publicznością: „Jebać PiS”. Karnowszczyzna się denerwuje, bo karnowszyzzna jest jeszcze na tyle młoda, że z autopsji może znać moc hiphopu, masowo kochanego przez polską młodzież. Karnowszczyzna wie, że jeśli cały hiphop zahiphopuje przeciw PiS, to marny PiS-u los. Karnowszczyzna musi o tym zameldować Zaplutemu, bo on, choć rozumie kryptonim „osiem gwiazdek”, to akurat hiphopu nie kuma.


39 procent uzyskałaby antypisowska koalicja przeciw 35 procentom obozu PiS, gdyby teraz odbyły się wybory – tak wskazuje wynik najnowszego badania opinii na zlecenie „Super Expressu”. Co znamienne, taki wynik osiągnęłaby opozycja bez Lewicy. Lewica powinna starannie przeanalizować ten wynik, bo jeśli opozycja wygrałaby wybory bez niej, to ranga Lewicy w parlamencie by spadła.


Michał Broniatowski z Politico, którego opinie Bigos ceni, powiedział, że relacje polsko-amerykańskie stały się tak złe, jak za czasów, gdy Jerzy Urban wypowiadał w latach osiemdziesiątych podczas konferencji prasowych krytyczne opinie o USA. To porównanie nie jest trafne. W przywołanych przez Broniatowskiego czasach relacje polsko-amerykańskie były konsekwencją trwającej wtedy już od czterdziestu lat zimnej wojny wynikającej z ówczesnego podziału świata na dwa bloki. Natomiast ładza PiS z własnej, nieprzymuszonej woli własnoręcznie zniszczyła „idylliczne” relacje z USA po tym, jak wybory wygrał Joe Biden. I na tym polega wielka różnica znaczeń między narracją Jerzego Urbana i propagandy pisowskich szczujni.


Po licznych wahaniach I Prezes SN Manowska Małgorzata zawiesiła działanie tzw. Izby Dyscyplinarnej, czyli ugięła się przed wyrokiem TSUE, czym wywołała gniew Ziobry. To oznacza dodanie do Banasia i Gowina kolejnego dużego napięcia na szczycie pisowskim.


„Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie i w ten sposób zniknie przedmiot sporu” – powiedział Zapluty w wywiadzie dla PAP. Pachnie to sugestią, że będą chcieli coś chachmęcić, wprowadzić to samo pod innym szyldem, czyli próbować wyprowadzić TSUE w pole. Poddanie przez Zaplutego wymarzonej Izby tak łatwo, ma zapewne przyczynę nie tylko w tym, że jak mawia Ludwik Dorn, woda zaczęła mu wlewać się do nosa. Zapluty odpuszcza tę Izbę tak lekko także dlatego, że w sprawach sędziów Morawiec i Wróbla nie spełniła pokładanych w niej nadziei, więc trzeba się jej w cholerę pozbyć.


„Tusk zapowiada Polakom koniec dobrobytu” pasek TVPiS. A poza tym festiwal Tuska w pisowskich szczujniach trwa, ostatnio wokół jego wypowiedzi o dwóch polskich udrękach: macierzyństwa i krzyża.


„Trudno mi nawet komentować wypowiedź abpa Stanisława Gądeckiego na temat obostrzeń. Nie znam kraju, gdzie Kościół pokazałby, że powinien być inaczej traktowany niż ogół obywateli – odpowiedział minister zdrowia na list Gądeckiego Stanisława, arcybiskupa, który napisał, „że mimo gwarancji konstytucyjnych i konkordatowych Kościół został potraktowany gorzej niż przedsiębiorstwa handlowe”. I że „rządy z przeszłości nigdy nie ośmieliły się nałożyć na Kościół tak drastycznych zakazów, okazując w ten sposób znikomy respekt dla Kościoła i jego roli w życiu społecznym” – stwierdził arcybiskup. Warto zwrócić uwagę na pełen buty i pychy zwrot „nie ośmieliły się”. A dlaczego Gądecki napisał ten list? Bo chce kasy z budżetu, jako stratny na tacy. Przecież w końcu jego firma też jest przedsiębiorstwem handlowym, choć Gądecki zapiera się tego jak żaba błota.

Bigos tygodniowy

Jak informuje Bank Ochrony Środowiska, „polski złoty był we wtorek 13 lipca 2021 r. najsłabszą walutą w zestawieniach z dolarem amerykańskim. Tendencja osłabiania się złotego jest niestety kontynuowana. Środa i czwartek przyniosły bowiem dalsze osłabienie złotego w stosunku do głównych walut świata”.


Karbowy w todze sędziego „Trybunału Przyłębskiej”, zrugał jak uczniaka przedstawiciela Rzecznika Praw Obywatelskich. Stało się to podczas posiedzenia TeKa Przyłębskiej. w sprawie relacji między Konstytucją a prawem unijnym. Chyba nie połapał się, że nie uczestniczy w rozprawie słusznie minionego kolegium do spraw wykroczeń w sprawie o kradzież roweru i nie zwraca się do jakiegoś żulika złodziejaszka, ale w sprawie, w której – poniekąd – ważą się losy Polski. Jak wynikało z jego chamskiej wypowiedzi nie podobały się mu „fantazje snute” przez przedstawiciela RPO. Pomijając nonsens takiego zarzutu, warto przy okazji zauważyć, że „fantazja”, to kategoria przekraczająca najwyraźniej możliwości przetworzenia jej przez jego nieskomplikowany umysł. „Chamował” też „sędzia” Piotrowicz, ale to już klasyka.


W reakcji na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawieszającego ostatecznie działalność tzw. „Izby Dyscyplinarnej” Sądu Najwyższego, PiS-banda przyjęła postawę wrogiego nieprzejednania w stylu: „nie oddamy ani guzika”. Najbardziej kwieciście, bo z użyciem poezji ujął stanowisko PiS-bandy przebrany za publicystę funkcjonariusz frontu jej propagandy, niejaki Grzybowski, częsty komentator TVPiS. Swoją rozmowę z zadającą mu pytania niewiastą-prezenterką zakończył cytatem fragmentu z wiersza Adama Asnyka: „Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,/Mężom przystoi w milczeniu się zbroić…”. Tym samym, przy okazji, wniósł swój wkład w debatę wokół „cnót niewieścich”. Poczęstowana tym cytatem telewizyjna PiS-niewiasta grzecznie podziękowała mu za rozmowę.


Dobiegający 90-tki Zygmunt Cudok, ojciec pewnego księdza starającego się o parafię we Włoszech, odbierał telefony w rodzaju: „Jeżeli chce iść do Włoch musi zrobić jeszcze jeden krok. Ściągnąć gacie, sprawa będzie wyjaśniona. Jeżeli tego nie uczyni, nie będzie już kapłanem, nie będzie odprawiał mszy i będziecie wyśmiani w całej naszej diecezji. Chciał wojny, będzie ją miał”. „Proszę nie zapominać, że to my mamy władzę. A wasz syn, odrzutek społeczeństwa, śmieć, nie ma żadnej władzy. Jeżeli przyjmie naszą propozycję (…), przejdzie formację, to wtedy my zaopiniujemy pozytywnie, odkręcimy sprawę.” „Uciekł, to chory człowiek. Trzeba zamknąć go jak najszybciej. Tylko chory człowiek nie pokazuje majtek w naszym stanie. Takich trzeba eliminować. A wy staruchy módlcie się o dobrą śmierć, bo my nawet wam pogrzebu nie zorganizujemy. Proszę tylko przekazać, jeżeli jutro zadzwoni do nas, do mnie (…), i ze mną szczerze porozmawia, bo jeszcze ja mogę go wybronić, zmienić bieg sytuacji.”„Biskupowi odmówił, mnie może nie odmówić. Pokaże, co ma pokazać, zabawimy się, będzie wolny. I wyjedzie do Italii. (…) Proszę zapamiętać, że ja mogę wszystko zmienić. Jeżeli nie, zniszczymy go raz na zawsze.”


„Ja ich zaraz kurwa ugruntuję” – napisała Kasia Nosowska w reakcji na rewelacje przybocznego Czarnka o „ugruntowywaniu cnót niewieścich” i „zepsuciu kobiet”.


A propos Czarnka. Do tej pory znany był tylko jako fundamentalista i fanatyk religijny, ale dość prostodusznie szczery. Teraz dołączył do Towarzystwa Kłamczuchów „Pinokio”. Stwierdził oto, że problem z chodzeniem młodzieży na religię jest w Warszawie i Poznaniu, ale poza tym jest dobrze. A oto procenty uczniów uczęszczających w innych diecezjach: warmińska – 30 proc., łódzka – 23,8 proc.; szczecińsko-kamieńska – 20,5 proc.; gliwicka – 19,2 proc., sosnowiecka – 19,2 proc., gnieźnieńska – 16,5 proc. Są, owszem, regiony, gdzie na religię uczęszcza niemal 100 proc. dzieci i młodzieży: w pelplińskiej – 99,2 proc., oraz rzeszowskiej i przemyskiej – 97,9 proc., ale poza tym Czarnek ściemnia.


Słowacka piosenkarka Karin Ann zrobiła TVPiS w balona. Kończąc piosenkę śpiewaną na żywo w ramach „Pytania na śniadanie”, wyciągnęła tęczową tkaninę i owinęła się nią. Wprost trudno sobie wyobrazić paniczne piekło jakie w tym momencie zapanowało na Woronicza. Jakie tam się musiało odbyć straszenie, a może i karanie. No i żeby nie dopuścić do powtórki, która mogłaby się zdarzyć na zasadzie naśladownictwa, zapewne wprowadzą teraz opóźniarkę emisji.


Policja zaaresztowała Matkę Boską z wrocławskiej pizerii. Matka Boska obraziła „uczucia religijne”, bo u jej stóp była golaska Modiglianiego. Staremu, jak to Bigos, Bigosowi, zapachniało młodością, bo pamięta zaaresztowanie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w 1966 roku, w czasach Władysława Gomułki.


Z trójki Girzyńskiego, która odebrała większość sejmową klubowi PiS, został już tylko Girzyński. Po wchłonięciu Czartoryskiego do swojej „partii republikańskiej”, karbowy-odkurzacz Bielan wchłonął też posłankę Janowską. Czas pędzi coraz szybciej, kiedyś takie „nawrócenia” nie następowały w tempie „instant”.


Jakiś dziaders z Koalicji Obywatelskiej przypieprzył się do posłanki Klaudii Jachiry za noszenie w Sejmie sukienki w kwiatki, w której wygląda jak „ o ugruntowanych cnotach”. Czyżby w KO zachowały się jeszcze jakieś złogi łagiewnickie?


Świerzyński Sławomir z – nomen omen – „bayer full”, który ma od lat proces o naruszenie praw autorskich, tak oto nawiązał do technik przyjmowania komunii w pandemii: „Ja Ciało Chrystusa przyjmuję na kolanach i do ust”. Hm, no tak… Ale czy całe Ciało, czy tylko którąś z jego części?


Krąży – nieoficjalnie – pogłoska, że Kaczor podobno postawił Gowinowi ultimatum: albo zagłosuje razem z PiS za „lex anty-TVN”, znane też jako „lex Suskie”, albo straci funkcję wicepremiera, a Porozumienie zostanie być może nawet wyrzucone z koalicji rządzącej. Czyżby ojciec chrzestny postawił zbuntowanemu członkowi mafii propozycję nie do odrzucenia?

Bigos tygodniowy

Odejście posłów Girzyńskiego, Janowskiej i Czartoryskiego z klubu i partii PiS, to wyjęcie kolejnej cegiełki z muru władzy, niezależnie od tego, jakie motywacje stoją za decyzjami tej trójki. Bigos nie zamierza w związku z tym traktować ich jako „Naszych”, nie mniej to wydarzenie pozytywne, kontynuacja procesu korodowania czy obozu rządzącego. PiS formalną większość tym samym straciło, a co będzie dalej, nie sposób dziś przewidzieć. Na pewno turbulencje w szeregach kadrowych reżimu nasilą się. Ciekawe czy – i w jakim stopniu – proroczy okaże się w tym przypadku tytuł filmu Antoniego Bohdziewicza z 1949 roku, który brzmiał „Za wami pójdą inni”.


Póki co, być może pierwszym testem szczerości „frondystów” będzie głosowanie wniosku o odwołanie Czarnka, za jego czarnosecinne wypowiedzi o ludziach LGBT.


Kilka dni później odbyła się konwencja partyjki Jarosława Dostojnego Gowina. Znamienne, że sam Najwyższy Prezes, który był się przy ledwie poczęciu Republikanów Bielana, nie pojawił się na ważnym zgromadzeniu starego koalicjanta. To tak jakby poszedł na chrzciny dziecka kolegi, lekceważąc jednocześnie urodziny własnego, podrastającego dziecka w ramach kary za wybryki okresu dojrzewania. I pewnie dobrze zrobił, bo musiałby się nałykać gorzkich żali pod adresem PiS, a tego mógłby nie zdzierżyć, mógłby wyjść z nerwów, demonstracyjnie opuścić salę i skandal byłby gotowy. Dlatego wysłał umyślnego w osobie przybocznego Sobolewskiego, męża kolekcjonerki posad w spółkach Skarbu Państwa i to on wziął na klatę gorzkie żale oraz pogróżki Gowina i gowinowców. A to przecież jednak nie to samo.


PiS chce wprowadzić pojęcie „przestępstwa edukacyjnego”, które umożliwi karanie więzieniem dyrektorów szkół n.p. za zapraszanie do szkół osób i organizacji innych niż te o profilu nacjonalistyczno-klerykalnym. Powtarzam, za tego rodzaju „zbrodnie”, a nie za malwersacje finansowe, które w szkołach zdarzają się, jak wszędzie. To kolejna próba wzmocnienia terroru klerykalno-nacjonalistycznego, który od pewnego czasu rozpędza się w Polsce, m.in. jako nasilająca się fala sądowego nękania mediów.


Z niezrozumiałych powodów uwadze większości mediów umknęło zdarzenie, które miało miejsce w Łodzi, zupełnie niedawno, w czerwcu. Policja wtargnęła na wystawę fotograficzną w tamtejszej „Galerii Off Piotrowska” i zarekwirowała fotografie przedstawiające m.in. JPII i Kaczyńskiego Jarosława w otoczeniu wagin i tym podobne bezeceństwa. Zawiadomienie o „obrazie uczuć religijnych” złożyła niejaka Wojciechowska-Heukelom, miejscowa prawicowo-klerykalna, wyjątkowo agresywna fanatyczka, która dała się poznać jako uczestniczka byłego już programu publicystycznego szczujni TVPiS, „Studio Polska”, prowadzonego przez oddanych PiS funków tej stacji, Ogórek i Łęskiego. Fotografiom nie pomogło nawet to, że były to „Waginy polskie”, a nie waginy w ogóle. To kolejny akt terroru religijnego, jaki w Polsce się nasila od dłuższego czasu. Wróćmy do punktu wyjścia: informacja na ten temat nie znalazła się z paśmie publicystyczno-informacyjnym żadnej z wiodących stacji telewizyjnych. Bigos od dawna obserwuje dziwne zjawisko pomijania przez telewizje informacyjne ważnych faktów. Na przykład takich jak aresztowanie Bartosza Kramka z Fundacji Otwarty Dialog. Bigos chciałby wiedzieć, czy zapudłowano go za prawdziwe przestępstwa finansowe, jak głoszą oficjalne komunikaty, czy za to, że jest wrogiem PiS? Przypadek to, dziennikarska niestaranność, a może coś innego? W każdym razie od pewnego czasu telewizje informacyjne są z informacyjnego punktu widzenia coraz mniej miarodajne, coraz bardziej wybiórcze. Ten, kto ogląda tylko telewizje, a pomija internet i prasę, ten gówno się dowie o tym, co się wokół dzieje.


Parlament Europejski ogłosił rezolucję odnośnie prawa do aborcji, jako jednego z praw człowieka. Niemal w tym samym czasie prawo do aborcji wprowadzono zostało na Gibraltarze. Tym samym Polska z jej obecnym, barbarzyńskim i terrorystycznym prawem dotyczącym aborcji, jawi się jako jaskrawy anachronizm coraz bardziej odstający od reszty Europy.


Prokuratura PiS w Toruniu zabezpieczyła część majątku męża posłanki Lewicy Joanny Scheuring-Wielgus na okoliczność postępowania w sprawie o „zakłócenie mszy w jednym z kościołów”. Zabezpieczanie majątkowe stosuje się w sprawach poważnych bądź takich, w których w grę wchodzą ewentualne przestępstwa gospodarcze i finansowe dużego kalibru. W tym przypadku o niczym takim nie może być mowy, więc to ordynarna, bezczelna szykana ze strony prokuratury Ziobra i Godzilli.


Czego by nie myśleć o głośnej nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego, to władza PiS ma wyjątkowy niefart w sprawach związanych z relacjami polsko-żydowskimi, z Izraelem.


Niemiłych wrażeń doznawał Bigos słuchając długiej poniedziałkowego raportu Episkopatu i konferencji prasowej grupy katolickich księży z udziałem prymasa Polaka w sprawie klerykalnej pedofilii. Cała ta ich narracja i formie i w treści zrobiła bardzo złe wrażenie. To nie były wypowiedzi ludzi przyjmujących postawę otwartą i szczerą. Wyglądali tak, jakby byli oblężoną twierdzą, siedzieli za stołem sztywni jak kije od szczotki, z minami pełnymi czujności, cedząc słowa, serwując ostrożne ogólniki. Skoro tak zachowują się nawet ci przedstawiciele kleru, którym jak Polakowi czy kilku innym, przypisuje się względnie dobre i szczere intencje w kwestii przestępstw seksualnych swoich braci w kapłaństwie, to co dopiero mówić o innych….


A poza tym – osiem gwiazdek

Błogosławią karabiny, a nie chcą pobłogosławić ludzkiej miłości

„Ten Kościół budzi we mnie strach. Powinien mieć ramiona zawsze otwarte, wychodzić naprzeciw, pamiętać, że dla Jezusa prawda to nie doktryna, lecz dobro, które trzeba czynić. Dlaczego Kościół nie może błogosławić par homoseksualnych? Jeżeli dwie osoby żyją razem, czynią dobrze i się kochają, dlaczego nie można ich błogosławić? Błogosławi się domy, zwierzęta, przedmioty, ale dwie osoby, które się szczerze kochają – nie!” – tak mówił 75-letni ojciec Alberto Maggi, brat zakonny serwita, pisarz katolicki i biblista w wywiadzie udzielonym Paolo Rodariemu, watykaniście dziennika La Repubblica.

„Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?” – stanowisko Kongregacji Nauki Wiary wydane 15 marca 2021 roku, jako tzw. Responsum ad dubium wywołało bardzo gorące reakcje w świecie katolickim, począwszy od interwencji w stylu refleksji teologicznej po prawdziwe deklaracje wojny w stosunku do Watykanu. Zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych, gdzie już od pewnego czasu w Kościele „świętuje się miłość gejowską”, dokument wywołał oburzenie.
„Nie spodobała mi się ta deklaracja Kongregacji Nauki Wiary. Z prostego powodu: wiadomość, która dotarła do mediów na całym świecie, brzmiała „nie”. „Nie” dla błogosławieństwa. I to jest coś, co rani wielu ludzi” – te słowa krytyki wyraził austriacki hierarcha wielkiego kalibru, kard. Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i teolog, w rozmowie z Der Sonntag, organem archidiecezji austriackiej.
Cytowany przez ADISTA – włoską, katolicką agencję informacyjną – biskup Anwersy, Johan Bonny, był bardziej bezpośredni: „Wstydzę się swojego Kościoła, jak powiedział pewien ksiądz. A przede wszystkim czuję wstyd intelektualny i moralny. Chcę przeprosić wszystkich, dla których ta odpowiedź jest bolesna i niezrozumiała”.
„Czy oni zdają sobie sprawę, że to, co robią, to wykorzystywanie błogosławieństwa Bożego spowodowane instynktem samozachowawczym?” – skomentował Matthias Sellmann, teolog pastoralny, członek Zgromadzenia Drogi Synodalnej i jeden z 212 profesorów-sygnatariuszy listu sprzeciwiającego się oświadczeniu watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.
Także jeden z najbardziej znanych biblistów i teologów brazylijskich ojciec Marcello Barros, wyraził swoją krytykę: „Wszelka miłość jest sama w sobie święta i nie potrzebuje błogosławieństwa księdza lub proboszcza, aby się legitymizować. Funkcją małżeństwa kościelnego nie jest „błogosławienie” miłości, która już sama w sobie jest święta, ale uczynienie tego związku publicznym znakiem i świadectwem miłości Boga do ludzkości” – stwierdził ojciec Barros.
Nie błogosławię palm i gałązek oliwnych
Oprócz wypowiedzi ojca Alberto Maggi, we Włoszech największym echem odbił się przedświąteczny protest ks. Giulio Mignani, proboszcza Bonassola z okolic La Spezia. „Jeśli nie mogę błogosławić par tej samej płci, nie błogosławię też palm i gałązek oliwnych” – stwierdził ks. Giulio w Niedzielę Palmową i nie poświęcił symboli chrześcijańskich przyniesionych do kościoła przez wiernych. Zrobił to w ramach protestu przeciwko dokumentowi zakazującemu błogosławienia związków homoseksualnych. Nikt z jego parafian nie był zaskoczony. Don Giulio, który wielokrotnie opowiadał się po stronie tęczowych rodzin, wyjaśnił swój gest podczas homilii na mszy.
W wywiadach udzielonych włoskim mediom proboszcz stwierdził, że opinia wydana przez Kongregację Nauki Wiary, która w rzeczywistości staje się formalnym zakazem, jest absurdalna. „W Kościele błogosławi się wszystko, czasami niestety nawet broń, ale nie można pobłogosławić prawdziwej i szczerej miłości dwojga ludzi, ponieważ są homoseksualistami. Ale jeszcze bardziej niepokoi fakt, że ich miłość nadal nazywana jest „grzechem”. Dodał również, że po Responsum ad dubium przegranymi nie będą osoby LGBT, które z łatwością mogą się obejść bez błogosławieństwa Kościoła, ponieważ w między czasie Bóg ich już pobłogosławił. Po Responsum ad dubium przegranym będzie Kościół.
Gest i wypowiedzi księdza z miasteczka koło La Spezia obiegły media włoskie. Jego słynne słowa dotarły do Kongregacji Nauki Wiary. Wierni bili brawa na mszy, ale kilka dni później don Giulio, który już w przeszłości wypowiadał się na gorące tematy, takie jak eutanazja, wyrażając nieortodoksyjne opinie, dostał naganę z Kurii. Zawiadamiano go z bólem, że niewykonanie rytuału liturgicznego i powiązanie tego z osobistym protestem w stosunku do stanowiska, na którego publikację Ojciec Święty wyraził zgodę, jest niewłaściwe i zostanie ocenione w odpowiednich urzędach, zgodnie z obowiązującym prawem kanonicznym.
Wszyscy mieszkańcy Bonassola, wraz z burmistrzem miasteczka, stanęli w obronie swojego proboszcza i postawili nawet barykadę w postaci internetowej petycji ogólnokrajowej change.org, która ruszyła 31 marca. W kilka dni zebrano blisko 10 tys. podpisów, które mają zostać wysłane do papieża Franciszka. Pięć tysięcy podpisów przesłano już wraz z listem poleconym do Kurii, od której oczekuje się odpowiedzi na temat losów księdza.
Włoscy katolicy nie akceptują decyzji Świętego Oficjum
To nie był protest odosobniony. „Wydaje nam się, że Responsum pokazuje brak akceptacji i nieuznawanie, że miłość między dwoma homoseksualistami jest możliwa; co jest naprawdę obraźliwe dla wielu ludzi” – skomentował don Cosimo Scordato, profesor na Wydziale Teologii uniwersytetu sycylijskiego i rektor kościoła San Francesco Saverio w Palermo.
Pierluigi Consorti, docent prawa z uniwersytetu w Pisie przeanalizował Responsum ad dubium watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, która wydała negatywną odpowiedź na zapytanie „Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?”, z punktu widzenia prawnego, a nie doktrynalnego. Według niego, Kodeks Prawa Kanonicznego – na podstawie aktów Soboru Watykańskiego II – stwierdza, że Stolica Apostolska „może ustanawiać nowe sakramentalia lub autentycznie interpretować te, które już zostały przyjęte, jak również je znieść lub zmienić”. Krótko mówiąc, ma niezbędną moc – odpowiedź na postawione pytanie jest zwyczajnie błędna.
Najbardziej dramatycznym ze wszystkich komentarzy był list matki homoseksualnego dziecka, Dei Santonico, opublikowany przez ADISTA. Pisała w nim: „Drodzy, chciałabym dotrzeć do każdego z was, siostry i bracia, którzy w Kościele katolickim lub na jego obrzeżach podążacie drogą wiary lub czując się wykluczeni, zboczyliście z niej. Chcę być świadkiem bolesnego krzyku, który dociera ze świata, do którego czuję, że należę, jako matka homoseksualnego syna, krzyku homoseksualnych i transpłciowych chrześcijan oraz ich rodziców, po deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 15 marca (…) Zaledwie kilka miesięcy temu na audiencji papież przywitał nas, rodziców dzieci LGBT. Widziałam łzy radości w oczach niektórych rodziców. Szczęśliwych, że po latach zagubienia, bólu i wstydu poczuli się mile widziani przez papieża. Jednak żadne z nich nigdy nie zaakceptuje przyjęcia, które wymaga od ich synów i córek okaleczenia własnych pragnień w stosunku do normalnego życia emocjonalnego, radości z budowania relacji i przyszłości z ukochaną osobą. Pewnego dnia użyłam powiedzenia: „Jeśli istnieje piekło homoseksualistów, to chcę tam iść”. Potem usłyszałem, że również inne matki rezerwują sobie tam miejsce. Piekło nie jest straszne tym, którzy są gotowi poświęcić swoje życie, nawet życie pozagrobowe, dla miłości. W obliczu mocy miłości każda doktryna blednie. Kto jej się sprzeciwia, przegrywa. Niech wie o tym Kongregacja Nauki Wiary. Moje rozmyślania kieruję do tych, którzy nie przeżywają tego doświadczenia jako rodzice osób LGBT, którzy idą razem z innymi, lecz do tych, którzy przeżywają to wszystko w samotności, w rozpaczy, nie mogąc sobie z tym poradzić i ukrywając się. Kieruję do tych, na których ramiona, Kongregacja Nauki Wiary swoimi słowami położyła nieznośny ciężar, głaz, który ich miażdży. Swojego bólu nie mogą nawet wykrzyczeć, pozostanie zduszony w ich gardle” (…)
Czy papież aprobuje?
„Wraz z krytyką obskurantyzmu, zawartego w dokumencie Stolicy Apostolskiej, datowanego na 22 lutego, w święto Katedry św. Piotra, a opublikowanego 15 marca i podpisanego przez Prefekta kongregacji kard. Luisa Ladaria Ferrera i Sekretarza abp. Giacomo Morandiego, próbuje się zrozumieć, czy aprobata papieża Franciszka – o której wyraźnie wspomina się w samym Responsum – jest bardziej formalna niż faktyczna, skoro w Anioł Pański, w niedzielę 21 marca papież zdawał się dystansować od treści dokumentu” – podkreśliła włoska agencja katolicka ADISTA.
Wątpliwości rozwiewa Lucetta Scaraffia, profesorka historii na rzymskim Uniwersytecie La Sapienza i była dyrektorka watykańskiego magazynu kobiecego „Kobiety Kościół Świat”, w artykule dla dziennika La Stampa: „Jest bardzo prawdopodobne, że odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary zaskoczyła wielu, ponieważ obraz postępowego papieża Franciszka przyzwyczaił wszystkich, wielbicieli i przeciwników, do jego często nieoczekiwanych otwarć. A także dlatego, że kilka miesięcy temu Bergoglio powiedział zobowiązująco, że nawet homoseksualiści „mają prawo do rodziny”, co interpretowano jako znaczącą akceptację rodzin homoseksualnych.” Jej zdaniem papież posunął się zbyt daleko, być może nie zdając sobie sprawy, że „mieć prawo do rodziny” oznacza także uznanie prawa do „rodzicielstwa”, a także posiadania dzieci w inny, niż naturalny sposób. Bardzo trudno pomyśleć, że jego otwarcie sięga aż tak daleko, ale użyte sformułowanie wydaje się niejednoznaczne. Gdyby otwarcie było całkowite, byłoby to sprzeczne z bioetyczną moralnością Kościoła.

Bigos tygodniowy

Czy Lewica, część „raka, który toczy polską politykę” wesprze rządy PiS i stanie się sojusznikiem władzy w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy? Czy Kaczyński dzięki opozycji uzyska 260 miliardów euro funduszu wyborczego, za pomocą którego będzie kupował poparcie, a potem jak gdyby nigdy nic nadal będzie rządził z ziobrystami, którzy zagłosują przeciw. Nie chodzi jednak o obrażanie się za słowa. Znacznie gorsze jest to, że Lewica stoi przed prawdziwie diabelską alternatywą. Głosować z partią Ziobry czy z partią Kaczyńskiego? A to drugie oznacza wepchnięcie w łapy PiS potężnych pieniędzy za pomocą, których mogą wygrać kolejne wybory, a do tego stworzyć w Polsce oligarchię na podobieństwo tej orbanowej, węgierskiej. Oligarchię kolejnych Obajtków. I wtedy już nie będzie ratunku.


Osiem dekad temu powstała oś Rzym-Berlin-Tokio, teraz tworzy się oś Rzym-Budapeszt-Warszawa, choć oczywiście kaliber i numer butów nowych kandydatów na nacjonalistycznych dyktatorów jest zupełnie nie ten, co w przypadku tamtych zbrodniarzy.


Grono księży tworzących krąg tzw. zwykłych księży opowiedziało się za prawem do aborcji z powodów embriopatologicznych. Niezupełnie trafne to określenie, bo listę tworzy w sporej części elitarny i znany z mediów krąg liberalnych duchownych katolickich, jak ksiądz profesor Alfred Wierzbicki, ksiądz Kazimierz Sowa czy dominikanin Paweł Gużyński, ale ten kolejny mały wyłom w spoistości kleru katolickiego jest nie do pogardzenia.


„Klub Lewicy jest przeciwny bałwochwalczemu upamiętnianiu kolejnego przedstawiciela kleru, tym razem pod pretekstem setnej rocznicy jego urodzin. Obecny rok jest już rokiem kard. Wyszyńskiego. Poprzedni był rokiem Jana Pawła II. Efektem jest coraz większa bezczelność i panoszenie się Kościoła katolickiego w Polsce. Nawet teraz, w czasie pandemii, episkopat nie współpracuje z rządem, nie godzi się na zamknięcie kościołów, żąda dla siebie szczególnych przywilejów kosztem życia i zdrowia Polaków. To kolejny akt strzelisty robiony na ciche zamówienie Kościoła katolickiego, który w ten sposób usiłuje ratować resztki słusznie utraconego autorytetu. Najwyższa pora, aby oddzielić Kościół od państwa, a Sejm – od podszeptów episkopatu. (…) Klub Lewicy apeluje do Sejmu, aby skończył z klerykalizmem w czczeniu pamięci i wzywa do odrzucenia tej całkowicie zbędnej, a społecznie nie tylko nieuzasadnionej, ale wręcz szkodliwej uchwały. Nie przedłużajmy niepotrzebnej agonii Kościoła katolickiego” – stwierdziła posłanka Joanna Senyszyn i w tej akurat kwestii nie mam najmniejszej słuszności co do stanowiska Lewicy. Posłanka zwróciła też uwagę na to, że sto lat temu urodziła się na przykład Michalina Wisłocka, która w przeciwieństwie do rzeczonego Wyszyńskiego wniosła wkład w ciężki i nadal trudny proces wydobywania polskiej seksualności z mroków średniowiecza.


„Ordo Iris wypierdalać” – głosiło wezwanie wywieszone przed świętami na fasadzie kościoła Zbawiciela w Warszawie. A propos. Onet przedstawia owoce międzynarodowego śledztwa fundacji reporterów o działalności mafii katolickiej oplatającej świat i mającej jedno z centrów w Polsce. Materiały są bardzo obszerne, więc nie da się tu niczego sensownie zacytować, ale wieje z nich grozą. Tymczasem firma Topos, od której Ordo Iuris wynajmowało biurowiec w Brukseli, w trybie natychmiastowym wypowiedziała umowę konserwatywnemu instytutowi, argumentując swoją decyzje tym, iż „nie chce być zaangażowana w działania fundacji, która łamie prawa człowieka i podstawowe wolności demokratyczne”. Wszystko zapoczątkowała interwencja organizacji Solidarity Action Brussels, która poinformowała zarządcę budynku o działalności Ordo Iuris”.


Przed świętami PiS-propaganda przypuściła wściekły atak na „Sok z buraka”, a profesor Wojciech Sadurski mówi o „ekshumacji cenzury przez PiS”.


„Pękający obóz władzy i zjednoczona opozycja” – tak z kolei twierdzi Kasandra prawicy, Józef Orzeł. Może z tego powodu regularny gość w programie poruczników Karnowskich od dawna przestał był przez nich zapraszany.


Profesor Janusz Reykowski, choć to mąż bardzo uczony, dziwi się, że prawnik-konstytucjonalista Czarnek z Lublina nie rozumie czym są prawa mniejszości i dąży do rządów katolickiej większości. Zapewniam Szanownego Pana Profesora, że bandziorzy rzadko nie mają świadomości, że łamią prawo. Zwyczajnie, idą na rympał.


„Po zmianie rządów, słyszeliśmy jak Niemcy narzekali na fakt, że Polacy nie przyjeżdżają już i nie ma komu zbierać szparagów. Dziś można już w Polsce żyć i pracować na własny rachunek” – stwierdziła Nitek-Płażyńska, żona posła PiS. Kpi ona czy o drogę pyta? Odkleiła się od rzeczywistości.


„Który z was, sukinsyny, rżnie mnie na kasie?” – pytał kelner Fornalski w „Zaklętych rewirach”. Służby finansowe Unii Europejskiej nie muszą już stawiać tego pytania, bo od dawna wiedzą który. To niejaki Czarnecki Ryszard, zawodowy eurodeputowany pisowski, który „rżnął” na fałszywie rozliczanych kilometrówkach. Teraz musi zwrócić 100 tysięcy ukręconych euro za rzekome odbywanie trasy Bruksela-Jasło, choć kończyła się ona w Warszawie. A jeszcze niedawno ciskał się i groził procesami tym, którzy o tym wspominali. To już jego druga kompromitacja po tym, jak kilka lat temu stracił prestiżową funkcję za „nadużycia językowe”. Unio Europejska, nie musisz wysyłać pieniędzy do Polski, w szczególności do Jasła – one już tam są.
* 
Lawinowo rośnie liczba spraw o obrazę Adriana. Zaczął się proces pewnego pastora z Lublina, który nazwał go „baranem”. Im większą nicością jest Adrian, tym bardziej jest ta nicość obrażana. A sam jest aż tak obraźliwy, że osobiście odszczekał się Markowi Belce za delikatną kpinkę. Ani grama dystansu do siebie, co znamionuje słabości intelektualne. Robi się z tego istna beczka śmiechu.


Nie do śmiechu jest natomiast kolejny brutalny policyjny akt agresji policji w stosunku do kobiety w Głogowie, którą potraktowano pałką i obalono na chodnik. Gołym okiem widać, że nie było niczym usprawiedliwione aż tak brutalne zachowanie. Ta sekwencja brutalności wobec kobiet dziwnie pachnie jakimś urzędowo sterowanym, ideologicznym mizoginizmem. Może ktoś z rozmysłem przestawił wajchę na tę stronę? W tym samym na Jasnej Górze czasie wiele tysięcy motocyklistów-dewotów bez przeszkód rozsiewało koronawirusa.

Bigos tygodniowy

Jak było do przewidzenia katosadystyczni fundamentaliści, ci od niejakiego Dzierżawskiego Mariusza, zbierają podpisy pod obłąkańczym projektem ustawy, który upodobni Polskę do Salwadoru. Ich projekt przewiduje zrównanie zarodka z urodzonym człowiekiem, zakaz przerywania ciąży będącej skutkiem przestępstwa i zagrażającej życiu kobiety, a także karanie więzieniem kobiet poddających się aborcji i tych, którzy jej w tym w jakikolwiek sposób pomogą. Przewiduje też karanie za poronienie tych kobiet, które „nie dochowały ostrożności w czasie ciąży”. W grę mają wchodzić kary więzienia do dożywocia włącznie. Występują z tym już po raz trzeci, ale tym razem naprawdę może im się udać, czego uczy nas doświadczenie ostatniego półrocza. Czy będzie San Salvador w Warszawie? Czy ktoś kiedyś zatrzyma w Polsce ten nieustanny terror katofundamentalistów?


Jak niepodległości bronią pisiory otwartych kościołów w czasie intensywnej inwazji pandemii. Cóż, pan każe – sługa musi. Natomiast niektórzy katoliccy fundamentaliści lamentują, że „rząd szantażuje katolików”. To w reakcji na apel ministra zdrowia Cyborga, przemawiającego za pomocą syntetyzatora mowy, apel o „odpowiedzialność proboszczy”. Zaiste, Cyborg z tym swoim apelem to istny nowy Neron i Domicjan w jednym. To prawdziwe prześladowanie chrześcijan. Profesor Robert Flisiak pyta: skoro rząd zamierza wprowadzić zakaz zgromadzeń, to powinien objąć nim też kościoły, w których przecież dochodzi do zgromadzeń. Zasłyszałem dowcip – do czego służy rząd? Do mszy.


Dominikanin z Wrocławia, jeden z bronionych swego czasu przez ojca Macieja Ziębę, podobno gwałcił nawet na ołtarzu. Ci to potrafią złożyć na ołtarzu każdą ofiarę.


W sprawie Obajtka już nie tylko sprawy dochodów i podatków, ale klimaty z „Psów”. Tylko pandemia sunąca po Polsce jak niszczący walec była w stanie nieco przysłonić obajtkową aferę. Tylko pandemia jest gorsza od Obajtka?


Spekulacje wokół przejścia ex-posłanki Lewicy, Pawłowskiej Moniki, miłośniczki „przeklętych” do partyjki Gowina. Lewica ją (Pawłowską) potępia, na prawicy (łącznie z gowinistami) przyjęto ją z rezerwą i zastrzeżeniami. Porucznicy Karnowscy i im podobni podejrzewają nawet, że Pawłowska po prawej stronie to koń (kobyła?) trojański/a.


Paweł Kasprzak, który jako lider Obywateli RP tak bardzo dał się we znaki pisowskiemu reżimowi, zrezygnował z działalności publicznej. Rozumiem motywy, ale bardzo żałuję. Panie Pawle, zrobił Pan wielką robotę, o której opowiedział mi Pan w wywiadzie udzielonym „Trybunie” latem 2019 roku. Dziękuję i – mimo wszystko – proszę o kontynuację w przyszłości. Chyba, że nie będzie już potrzebna. Oby.


Wielki krzyż niosły kolejno drużyny Straży Narodowej, Żołnierzy Chrystusa, Zakonu Rycerzy Jana Pawła II, Bractwa Przedmurza, Wojowników Maryi. Opublikowali też list do Prymasa Polski pisany językiem jakby wprost rodem z czasów kontrreformacji albo oblężenia Jasnej Góry. Na koniec listu wzywają Prymasa do „obrony trzody”. Trzoda – to brzmi dumnie.


Pani mer Paryża Anne Hidalgo krok po kroku ogranicza obecność aut w Paryża w trosce o czystość powietrza, a także w intencji zmniejszenia hałasu. A w Polsce niezmiennie samochodoza, która jest barbarzyństwem naszych czasów. W Warszawie jest już więcej prywatnych aut niż zameldowanych mieszkańców.


„Oskarżony wygląda jak idiota i mówi jak idiota, ale nie dajcie się zwieść pozorom. On naprawdę jest idiotą” – jak mówił przed sądem Groucho Marx. „Prezydentomat, moron” – padają dziesiątki ciekawych określeń. Lingwistyczna dyskusja w internecie nabrała rozpędu.


Zamiast babyboom w rezultacie pięćset plus, mamy w Polsce rekordowy babydoom, czyli demograficzne dołowanie. Narodowy Przymus Rodzenia Trupów tylko babydoom pogłębi, bo młode Polki coraz częściej odmawiają bycia żeńską biomasą do rodzenia i żywymi trumnami.


„Opatrzność sprawiła kolejny cud i dała nam kolejne pięć lat prezydentury sprzyjającej dziełu odnowy państwa. Mówię o cudzie, bo mając takie atuty w dziedzinie gospodarczo-społecznej, takie realne sukcesy, niepojęte jest, że wygrana nastąpiła tylko o włos. Niepojęte jest, że omal nie przegraliśmy!” – Andrzej Kisielewicz, eksdziałacz Solidarności Walczącej nieboszczyka Morawieckiego.


„To jest kompromitacja UE, że daje pieniądze autokratom z Węgier i Polski na budowę dyktatury i partyjnej oligarchii, bo na to niestety wychodzi. I tylko dlatego PIS nie urządził jeszcze polexitu, bo z Brukseli płynie kasa, na której oni się tuczą. Kiedy UE to zrozumie?!” – ten głos internauty polecam uwadze parlamentarzystów Lewicy w perspektywie głosowania nad ratyfikacją budżetu unijnego.


Pisokracja to mobokracja, czyli rządy tych, którzy najbardziej pragną aby przeciwnicy cierpieli. Można to nazwać sado-kracją. Od markiza de Sade, który wynalazł sadyzm.

Niech aniołowie wiodą ich do raju

Polski kościół katolicki umiera. Choruje na pedofilię, pazerność finansową, pogardę wobec problemów kobiet. I wiele innych, pokrewnych dolegliwości.
Dlatego jest powszechnie już krytykowany przez wszystkich marzących o zdrowym moralnie polskim społeczeństwie. I coraz częściej odrzucany przez młodych Polaków. W najmłodszych pokoleniach sekularyzacja już nie „pełza”, ale „idzie stępa”, a nawet „przechodzi w kłus”. „Wielu młodych nie daje już Kościołowi szansy”. Tak podsumowała wnioski wypływające z raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej pt. „Kościół w Polsce”, prof. Mirosława Grabowska, dyrektor rządowego Centrum Badań Opinii Społecznej. Odwołując się do prezentowanych, przekrojowych badań społecznych, prof. Grabowska zwróciła uwagę, że o ile w starszych pokoleniach deklaracje wiary praktycznie nie słabną, to zupełnie inaczej jest już w młodszych pokoleniach.
Zwłaszcza w pokoleniu osób urodzonych już po 1992, kiedy religia była już propagowana na lekcjach w szkołach. Teraz okazuje się, że wśród pokolenia milenialsów w ostatnich dwudziestu latach odnotowano spadek uczestnictwa w praktykach religijnych, z 70 do 40 procent. Zaś w najmłodszym pokoleniu tempo spadku jest jeszcze większe. W ciągu ośmiu lat uczestnictwo w praktykach religijnych spadło z około 60 do 35 procent. Jak podkreśliła badaczka, wielu tych młodych nie daje już kościołowi szansy poprawy. W roku 2018 już prawie 50 procent młodych ludzi w naszym kraju stale nie uczestniczyło w praktykach religijnych.
Winni rodzice?
Czemu młodzi ludzie odchodzą od nadal wszechobecnego kościoła?
Profesor Grabowska wskazała na osłabienie wiary w rodzinach. W ciągu ostatnich 20 lat odsetek osób, deklarujących, że ich rodzicom zależy na tym, by chodzili do kościoła zmalał z 52 procent odnotowanych w 1998 roku do 30 procent w 2016. Zwróciła też uwagę na spadek atrakcyjności lekcji religii w szkole, co daje spadek uczestnictwa w nich. Jeszcze w latach 2003 – 2010 około 90 procent młodzieży z ostatnich klas szkół ponad gimnazjalnych uczestniczyło w szkolnej katechezie, w 2018 roku było ich około 70 procent. W Polsce doświadczamy laicyzacji na wzór „włoski”, gdzie wciąż utrzymuje się dość wysoki poziom deklaracji wiary i praktyk religijnych. „Zapewne wciąż będziemy wyróżniać się na tle Europy, choć procent ludzi wierzących nie będzie już sięgać 90, czy 60 procent, lecz będzie dużo niższy, posumowała ostatnie badania dyrektor CBOS.
Winni księża ?
„Skandale pedofilskie, przepych i bogactwo ludzi Kościoła”- to właśnie zniechęca młodych ludzi w Polsce do kościoła kat. To sprawy bieżące, skandale, a nie religijne, determinują stosunek młodych do Kościołów i religii” – tak wynika z badania Centrum Profilaktyki Społecznej. Jakie wynikają wnioski?
Ponad 62 procent młodych nadal uważa się za osoby religijne, ale już jedna trzecia deklaruje swą bezwyznaniowość. Aż 59 procent twierdzi, że ich religijność osłabła w ostatnich dwóch latach. I aż 62 procent uważa, że kościół kat. swoje afery pedofilskie chce zamieść pod dywan. Co najbardziej zniechęca młodych do religii i Kościoła? Rozdźwięk między tym, „co mówi religia, a co robi Kościół” oraz „brak właściwej reakcji Kościoła na pedofilię w jego szeregach”. Pewnie dlatego polski kościół kat. uważany jest przez młodych za instytucję opartą na kłamstwie i braku elementarnych zasad moralnych. Zło. Przysłowiowy szatan, który ubrał się w ornat i na msze dzwoni.
Umierającego konkretnie pocieszyć?
Nie jest tak źle, przekonują komentatorzy życia religijnego związani z Episkopatem. Według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego aż 11 procent pytanych w Polsce osób deklaruje się jako głęboko wierzący. Częściej wiarę deklarują kobiety: 14,4 procent uważa się za głęboko wierzące i 70,3 procent za wierzące. Wśród mężczyzn jest 7,6 procent głęboko wierzących i 68,8 procent wierzących. Wierzących -deklarujących jest w Polsce na poziomie 80 proc.
Palący problem spadku deklaracji wiary wśród młodzieży skomentował biskup Grzegorz Suchodolski, który w Episkopacie zajmuje się młodymi. „Zaufaliśmy procesom demokratyzacji, a tymczasem serca młodych pobiegły zupełnie w inną stronę i zostały przechwycone przez kogoś innego”, ubolewał. „Nie chodzi jednak, żeby używać ich slangu. Młodzież lubi krótko i konkretnie”. Jakim językiem hierarchia teraz do nich przemówi, nie powiedział. To zrozumiałe. Demokracja nie sprzyja. Wróg nie śpi.
Licznik bije
Marek ebepe Jędraszewski ujawnił falę apostazji w Krakowie. Jeszcze niedawno odchodziło tam z kościoła około 50 osób rocznie. W roku 2019 było już ponad 120 osób, a w roku 2020 już prawie 500. Dane te zbierają funkcjonariusze kościoła, jednak niechętnie się nimi dzielą. Podczas mszy w Kalwarii Zebrzydowskiej Abepe Jędraszewski zrobił wyjątek. Okazuje się, że Kraków plasuje się na drugiej pozycji pod względem apostazji. Przoduje Warszawa, gdzie liczba ich przekroczyła w rok 2020 ponad tysiąc, na trzecim miejscu jest Poznań, ma prawie 400 aktów apostazji.
„Kościół odmawia podania liczby tych, którzy z niego wystąpili, bo swój wątpliwy mandat do wtrącania się w każdy aspekt naszego życia opiera na rzekomo ogromnej liczbie Polek i Polaków należących do tej instytucji i wspierających jej działania”, tak uważają działacze Lewicy Robert Biedroń i Agata Diduszko- Zyglewska, którzy założyli w 2020 roku Licznik Apostazji. Dziś ocenia on poziom zadeklarowanych apostazji na ponad 2400 w skali kraju. Nie jest to proces masowy. I pewnie nie będzie, bo apostazja wymaga pokonania biurokratycznych przeszkód. Ale takiej, zwykle demonstracyjnej apostazji środowiskowi liderzy. Wzory do naśladowania przez innych ludzi.
To sprawia, że częściej mamy do czynienia z nieformalnymi apostazjami. Polski katolicyzm oparty jest na pustych deklaracjach wiary, uczestniczeniu w obrzędach, kultywowania świąt katolickich. Bez refleksji teologicznej. Bez mistycyzmu. Rygory pandemii dały wielu dotychczasowym „wiernym” alibi do nieuczestniczenia w niechcianych praktykach. Bez groźby, że świat się zawali. Zwłaszcza, że polski kościół kat. nie jest już postrzegany jak wspólnota ludzi wierzących, lecz jedynie firma oferująca usługi zbawienia pośmiertnego. Pilotaż do ewentualnego raju. Za określone sumy płacone za pośrednictwo w kontaktach z bogiem.
Polski kościół kat. jest też największym właścicielem ziemskim w Polsce. Co rok otrzymuje z Unii Europejskiej dopłaty do posiadanych hektarów. Prowadzi liczną działalność biznesową, na którą dostaje od władz państwowych i samorządowych liczne dotacje. Wspiera też w kampaniach wyborczych PiS za co też dostaje olbrzymie honoraria. Skala działalności biznesowej polskiego kościoła kat. jest tak ogromna, że sprawia on wrażenie, iż działalność czysto religijna jest dla tego przedsiębiorstwa jedynie marginesem. Kłopotliwym w dodatku. Rygory pandemii, ograniczenia w kontaktach z wiernymi udowodniły, że owi wierni nie są wcale kościołowi na co dzień niezbędni. Ważne aby stawili się na swój chrzest, pierwsza komunię, ślub i pogrzeb koniecznie. No i podczas wyborów zagłosowali jak im proboszczowie wskażą. Taki kościół młodzi ludzie w Polsce masowo odrzucają.
Ale hierarchowie tego kościoła nie zważają na spadki popularności. Zachowują się zarząd wielkiej korporacji.Spasione koty finansjery, którym prześliczne aniołki czynią codziennie raj. Już tu i teraz.

Bigos tygodniowy

Jak donoszą, pożal się boże minister kultury Gliński odwołał dotychczasowego dyrektora Filmoteki Narodowej za dołączenie do przeglądu filmów o tematyce kobiecej filmów o przemocy domowej i o wibratorach. Nie zmienia to faktu, że żaden „niezłomny” wibratora nie zastąpi. Odwołany dyrektor był z „Dobrej Zmiany” i powołany też jest z „Dobrej Zmiany”, tylko  z konkurencyjnej sitwy. Użycie wibratorów w wojnie kaczystów z kaczystam to niebezpieczna eskalacja konfliktu.


Poza tym jednak nie ma nic do śmiechu. Protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet ( niestety niepokojąco mniej liczne niż jesienią zeszłego roku) zostały brutalnie zaatakowane przez policję. Po raz kolejny przypomniały o polskich zbrodniarzach zza biurka i ich poplecznikach, Zaplutych Karłach Reakcji, którzy swoimi barbarzyńskimi „prawami” zastosowali wobec kobiet tortury i narażają je na zagrożenie życia przez wymuszanie donaszania chorych, gnijących płodów. Narodowy Przymus Rodzenia trupów trwa.


Wyrok sądu w Płocku, uniewinniający oskarżone (m.in. Elżbietę Podleśną) w sprawie o „obrazę uczuć religijnych” czyli o rozlepianie wizerunków Matki Boskiej w Tęczowej Aureoli rozwścieczył prawactwo i klechów. Zawyli, że wyrok (nieprawomocny) był „skandaliczny” i „zachęcający do takich czynów”, a „sąd stanął po stronie bluźnierstwa”. Oskarżone z wyroku się ucieszyły i pochwaliły sąd, że taki rozumny i sprawiedliwy. Rozumiem zainteresowane, lecz nie podzielam ich entuzjazmu. Mój opór wzbudziło na przykład uzasadnienie sądu, który na korzyść oskarżonych powołał się na to, że niektórzy katolicy nie uznali wizerunku Matki Boskiej Tęczowej za obrażający ich uczucia religijne. To postawienie sprawy na głowie, bo wolność słowa nie może być zawisła od tego czy słowo kogoś obraża czy nie. Istota sprawy jest bowiem w tym, że w cywilizowanym kraju takie procesy w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo artykuł 196 kodeksu karnego, to archaiczny, średniowieczny rodem absurd, prawne wyposażenie cenzuralne fanatyków religijnych, które powinno zniknąć z kodeksu karnego. Prawo karne nie powinno bronić czci postaci fikcyjnych, bo takie prawo jest groteskowym horrendum. To nie powinno w ogóle być przedmiotem obejmowanym przez prawo karne. Bigos tygodniowy jest za nieograniczonym prawem do obrażania uczuć zarówno religijnych jak i niereligijnych. Obrażajmy się, ile dusza zapragnie! Z całego serca! Niech żyje wolność! Warto odnotować, że biskupi diecezji płockiej, przyjęli wyrok sądu z ”bólem i smutkiem”.


Ksiądz Bortkiewicz, który jest za „doprecyzowaniem i wzmocnieniem” artykułu 196 kodeksu karnego powiedział, że szalet, to do nalepienia wizerunku Matki Boskiej miejsce „niegodne”. Moim zdaniem co najmniej równie godne jak zakrystia.


Tego samego dnia, w którym zapadł wyrok w Płocku, grupa lewicowej młodzieży stanęła nieopodal Sejmu trzymając w dłoniach ów inkryminowany wizerunek Tęczowej Matki Boskiej. Natychmiast zostali spisani przez policjantów, którzy oświadczyli, że to „na wypadek, gdyby ktoś zgłosił obrazę uczuć religijnych”. Czy nie klerykalny terror bez granic?


Kolejne ataki katocenzury. Godek Kaja zbiera podpisy pod petycją żądającą od Rady Miasta Lublina wycofania się z finansowania tutejszej Galerii Labirynt za to, że zorganizowała wystawę „Nie będziesz szła sama”, o Ogólnopolskim Strajku Kobiet. Z kolei Ordo Iuris prześladuje Nergala i doprowadziło do wznowienia przez prokuraturę postępowania przeciw niemu w sprawie „obrazy uczuć religijnych”. „Jestem jednym z rosnącej rzeszy Polaków, którzy mają dość kato-talibowego reżimu, bo tak trzeba to nazwać. Wpisuję się w szeroki i silny prąd antyreligijny, antyklerykalny, którego częścią są m.in. strajki kobiet. Akcje Kościoła w Polsce tracą w tempie lawinowym i nie ukrywam euforii, jaką z tego powodu odczuwam” – powiedział Nergal, nawiązując do „narastającego w Polsce fundamentalizmu”. Dodał, że „wierzy, że pewnego dnia Polska stanie się sekularnym krajem, w którym nie będzie większości religijnej dyskryminującej mniejszości, dyktującej jak mamy żyć i musztrującej obywateli”. A tymczasem prokuratura zażądała „zabezpieczenia” komputerów i telefonów Nergala, jakby chodziło o groźnego mordercę czy ciężkiego przestępcę gospodarczego, a chodzi tylko o „obrazę” orzełka polskiego.


Równolegle do katocenzury narasta intensywność karmienia biznesów Rydzyka przez Skarb Państwa. Forsę dały Rydzykowi cztery ministerstwa, w tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Rolnictwa. Z kolei okazuje się, że w Wielkopolsce większe pieniądze idą na finansowanie religii w szkole niż na obywatelskie budżety.


Na lewicowe „ukąszenie” młodego pokolenia prawolski publicysta Maciejewski proponuje następujące lekarstwa „wsparcie harcerstwa, wzmocnienie Wojsk Obrony Terytorialnej i produkcję IPN-owskich filmów o „wyklętych”. Czekam na rezultaty.


Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że sądy polskie mają prawo oceniać, czy decyzje Krajowej Rady Sądownictwa są zgodne z prawem Unii Europejskiej, a kolejne nowelizacje ustaw sądowych MOGĄ naruszać prawo tejże. Za miękko jak na PiS. Media już donoszą, że Mateo został zobowiązany do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej, aby orzekł, że przepisy polskiej Konstytucji są ważniejsze niż przepisy unijne. Nie bardzo wiadomo, na co komu taki wyrok, chyba że chodzi o pokazanie ludowi pisowskiemu, że żadne „obce” trybunały nie będą nam mówić, jak mamy się rządzić.


Pandemia trwa w najlepsze, tymczasem Narodowy Program Szczepień kuleje, ale jak się zdaje nie tylko dlatego, że zachodni kontrahenci ociągają się z dostawami szczepionek. Niedawno opinia publiczna dowiedziała się z ust pąsowych niejakiego Dworczyka Michała, że po raz kolejny zmianie ulega harmonogram szczepień. Z niejasnych powodów grupa obywateli 70 plus wypadła z harmonogramu na marzec i została zepchnięta gdzieś poza termin szczepień nauczycieli akademickich, którzy do pracy w formule stacjonarnej mają wrócić dopiero jesienią oraz termin szczepienia służb mundurowych. Dziwne to tym bardziej, że epidemiolodzy wzywają do szczepienia grup najbardziej zagrożonych ciężkim przebiegiem choroby, a nawet zgonem czyli osób 60 plus. Ciekawe, dlaczego rządzący nie słuchają ekspertów, a nawet nie czują potrzeby żeby wyjaśnić publice, dlaczego takie a nie inne decyzje podejmują?


„Polska jest ostatnią ostoją reżimu katolickiego, który na mocy paragrafu 196 oskarża obywateli o bluźnierstwo” (Nergal)