Gospodarka 48 godzin

Państwowe banki ukarane
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył dwie kary za nielegalne postanowienia określające zasady ustalania kursów walut. Ukarane zostały banki PKO BP i Pekao, na łączną kwotę około 62 mln zł. UOKiK zakwestionował postanowienia zawarte w aneksach do umów kredytów hipotecznych odnoszących się do walut obcych, oferowanych przez wspomniane banki. Postanowienia te nieuczciwie określają zasady ustalania kursów, w oparciu o które banki przeliczają raty kredytów. W rezultacie banki te mogą dowolnie kształtować kursy walutowe, a kredytobiorcy nie są w stanie przewidzieć wysokości płaconych rat. Podstawą do zajęcia się sprawą były sygnały od konsumentów. – Uznałem, że zarówno PKO BP, jak i Pekao stosują w aneksach do umów postanowienia, które rażąco naruszają zbiorowe interesy konsumentów. W efekcie oba banki mają możliwość jednostronnego wpływania na wysokość kursów a tym samym na wysokość zadłużenia konsumentów. Niedopuszczalne jest przyznawanie sobie przez banki tak daleko idącej swobody w ustalaniu kursu walutowego – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut stosowanych przez wskazane banki. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie. Przykładowo PKO BP zastrzega, że kurs oblicza w oparciu o „średni kurs międzybankowy”, „płynność rynku wymiany walut”, „konkurencyjność kursów”. Z kolei Pekao odsyła konsumentów do „kursów rynkowych”. Jednak ani przepisy, tak jak i postanowienia umowne lub inne obiektywne i dostępne źródła, nie precyzują żadnego z powyższych pojęć. Aby poznać kurs międzybankowy, PKO BP odsyła konsumentów do serwisu Reuters. Pekao wyjaśniło w toku postępowania, że również z tego serwisu bierze swoje kursy. Żaden z tych banków jednak nie określa, o którą dokładnie stronę internetową chodzi. Wątpliwości UOKiK wzbudziła również klauzula dająca PKO BP prawo do zmiany źródła danych, jeśli kursy walutowe w serwisie Reuters przestaną być dostępne – bank nie wskazuje jednak zasad na jakich odbywać będzie taka zmiana. Ponadto, PKO BP przyznaje sobie prawo do jednostronnej zmiany wysokości spreadu, jeżeli zrobią to „przynajmniej 2 z 10 największych pod względem sumy aktywów banków o co najmniej 0,5 proc.” Zarówno PKO BP jak i Pekao odsyłają konsumentów do tabel, które same sporządzają. Jednak nie wskazują kiedy będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę. Istnieje zatem możliwość, że banki narzucą konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów.
Za stosowanie klauzul niedozwolonych prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył następujące kary: PKO BP – 40 741 440 zł, natomiast Pekao – 21 088 642 zł. Po uprawomocnieniu się decyzji banki mają również powiadomić o nich konsumentów i poinformować ich, że zakwestionowane postanowienia jako niedozwolone nie są wiążące dla konsumentów – więc należy je traktować tak, jakby w ogóle ich nie było w aneksie do umowy. Ułatwi to również konsumentom dochodzenie swoich roszczeń. Decyzje w podobnych sprawach prezes UOKiK wydał już wobec: Deutsche Bank Polska (prawie 7 mln zł kary), Getin Noble Bank (prawie 13,5 mln zł), BNP Paribas (26,6 mln zł), Bank Millennium (10,4 mln zł), Santander Bank Polska (23,6 mln zł). Urząd prowadzi także postępowania wobec banku Raiffeisen AG oraz BPH. Jak widać, banki państwowe w Polsce stosują takie same metody, jak banki komercyjne.

Gospodarka 48 godzin

Nabierają jak zawsze
Mijają lata, a banki w Polsce niezmiennie oszukują przy okazji przeliczania walut na złotówki. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów orzekł właśnie, że trzy banki komercyjne – BNP Paribas, Millennium oraz Santander – stosują niedozwolone klauzule ustalania kursów walut, na podstawie których naliczane są raty kredytów w euro i frankach. Prezes UOKiK nałożył na nie kary finansowe w wysokości: 26,6 mln zł dla BNP Paribas, 10,5 mln zł dla Millennium oraz 23,6 mln zł dla Santander Bank, zakazał również stosowania zakwestionowanych klauzul.
Rzecz w tym, że kursy ustalane przez banki są określane przez nie dowolnie – w oparciu o pojęcie „średniego kursu walutowego na rynku międzybankowym”, który nie jest zdefiniowany w żadnych przepisach. Co więcej, klient nie wie, gdzie dokładnie powinien szukać tych kursów, ponieważ postanowienia bankowe odsyłają go do serwisu Reuters, nie precyzując o którą dokładnie stronę internetową serwisu chodzi. Z wyjaśnień BNP Paribas i Santander Bank Polska wynika, że są to płatne serwisy dostępne wyłącznie dla instytucji finansowych. Kredytobiorcy nie mają do nich dostępu, nie znają nawet ich nazw. BNP Paribas ponadto wylicza kursy w oparciu o „średnie rynkowe kursy walut” i wartość Współczynnika Korygującego Kupna (WKK) oraz Współczynnika Korygującego Sprzedaży (WKS). Te WKK czy WKS zależą jakoby od płynności poszczególnych walut oraz konkurencyjności oferowanych klientom kursów, czego w żaden sposób nie da się sprawdzić. Są to, zdaniem UOKiK, określenia niejasne i nieprecyzyjne, niemożliwe do zweryfikowania przez klientów banku. Dodatkowo banki zastrzegają, że wartości kursu kupna i wartości kursu sprzedaży mogą odbiegać od kursu bazowego czy od średniego rynkowego kursu waluty. Banki nie wskazały jednak, jakimi kryteriami kierują się, ustalając odchylenia kursu kupna i kursu sprzedaży. W rezultacie, kredytobiorca nie wie, po jakim konkretnie kursie bank przeliczy ratę. „Istnieje więc możliwość, że bank narzuci konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, banki mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów” – wskazuje UOKiK. – Stosowane przez banki kryteria dotyczące ustalania tzw. spreadu rażąco naruszają interesy konsumentów. Kredytobiorcy nie mają możliwości sprawdzenia, w jaki sposób banki wpływają na kursy walut publikowane w ich tabelach i czy nie naliczają im zbyt wysokich rat kredytu. Banki poprzez zapisy klauzul niedozwolonych zapewniły sobie możliwość subiektywnego ustalania wysokości kursów walutowych, w efekcie czego konsumenci mogli płacić zawyżone raty kredytów. Jest to sytuacja niedopuszczalna. Zasady ustalania zobowiązań finansowych muszą być uczciwe, przejrzyste i weryfikowalne przez konsumentów – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Chodzi bowiem o to, by każdy kredytobiorca mógł bez problemu sprawdzić, jak wysoka będzie jego rata i czy została ustalona w oparciu o rzetelnie wyliczony kurs sprzedaży waluty obcej. W Polsce niestety jest to wciąż niewykonalne.

Jak wyjść z recesji

Sprzedaż nowych samochodów w Europie pozostaje na poziomie najniższym od 2013 r. Koncerny samochodowe w tym roku zainwestowały już 53,8 mld euro w badania i rozwój, które mają pomóc w produkowaniu ekologicznych, oszczędnych i relatywnie tanich pojazdów. Nie wiadomo jednak, czy doprowadzi to do ożywienia rynku i przywrócenia normalnego poziomu produkcji.

Pandemia sprzyja hossie?

Lipiec był kolejnym, czwartym już miesiącem wzrostu indeksów giełdowych.

Ostatnio oceniałem, że teoretycznie drugi kwartał 2020 r. powinien być dla spółek w USA fatalny, co podczas sezonu publikacji raportów kwartalnych powinno przeceniać akcje – ale uważałem, że jak zwykle prognozy będą słabe, a ich pokonanie będzie dziecinnie proste. Tak się też stało.
Lipiec był więc kolejnym, czwartym, miesiącem wzrostu indeksów. Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, gorzej wyglądało to w Europie, gdzie niemiecki XETRA DAX (najważniejszy niemiecki indeks akcji, na który składa się 30 spółek) zakończył miesiąc neutralnie – ale rozpoczął sierpień znowu zwyżką. Nawet w Polsce WIG 20 wypracował mikroskopijny wzrost.
W USA w końcu lipca wykorzystano marny pretekst, jakim była wypowiedź jednego z kongresmenów mówiących, że istnieje szansa na porozumienie Republikanów z Demokratami w sprawie kolejnego pakietu pomocowego. W ogóle wydaje się, że im dłużej trwa dyskusja o tym pakiecie, tym bardziej pomaga ona „bykom” na rynkach akcji, bo przecież nie ma to jak czekanie na dobrą informację. To nawet nie jest ironia – tak działają rynki.
W oczekiwaniu na tę informację drożały też obligacje (spadała ich rentowność), co wydawało się mało logiczne. Wyjaśnienie da się jednak znaleźć. Akcje drożały, bo na rynkach jest nadpłynność, a obligacje drożały, bo jednak pandemia szerzy kły i dobrze jest swoje pozycje na rynku akcji zabezpieczać. Na rynku walutowym rozpoczęła się nieśmiała korekta. To zahamowało wzrosty cen złota – ciągle nie mogły pokonać poziomu 2 000 USD za uncję.
W Polsce korekta kursu euro wobec dolara zahamowała umocnienie złotego, a WIG 20 wrócił do środka dwumiesięcznego kanału trendu bocznego (1.740 – 1.853 pkt. – pokonanie górnego ograniczenia zapowiadałoby wzrost do 2.020 pkt.) – wskazuje TEP. Jeśli chodzi o złotego, to co prawda jego umocnienie na przełomie miesięcy wyhamowało, ale nadal można powiedzieć, że nasza waluta nie reaguje na (dwa razy już umieszczone w komunikatach Rady Polityki Pieniężnej) słowa pokazujące, że Rada chce słabszego złotego. Nie reaguje też na antyzłotową tyradę Adama Glapińskiego, prezesa NBP.
Złotemu pomagało umocnienie euro, któremu z kolei pomagał wynik ustaleń Rady Europejskiej (budżet 1,074 bln euro i 750 mld euro Funduszu Pomocowego). Trzeba jednak pamiętać, że Parlament Europejski dopiero w grudniu przyjmie lub odrzuci (najpewniej przyjmie) ten budżet, a środki z niego zaczną mieć wpływ na gospodarkę około drugiego kwartału 2021 roku. Nie wiemy też, w jaki sposób środki płynące do Polski będą uzależnione od oceny praworządności.
Cały czas rozwijał się konflikt na linii USA – Chiny. Po tym jak USA zamknęły konsulat chiński w Houston, Chiny poleciły zamknięcie konsulatu USA w Chengdu. Donald Trump nie wykluczył zamknięcia kolejnych placówek dyplomatycznych. Stwierdził też, że układ handlowy USA – Chiny ma dla niego dużo mniejsze znaczenie w epoce pandemii. Komentatorzy i eksperci coraz mocniej ostrzegają, że może dojść do zerwania stosunków USA – Chiny (ja w to nie wierzę) i (bądź lub) do wojny walutowej.
W tle również rozwijała się pandemia. Przytłumiona przez lockdown pierwsza jej fala odżyła i w wielu krajach zaczęły rosnąć liczby zakażeń (również w Polsce). W wielu krajach zaczęto mówić o powrocie kwarantanny i o zamykaniu granic. Pilnie obserwowana była Australia. Tam pogorszenie pogody zaczęło uruchamiać prawdziwą drugą falę pandemii, co bardzo źle wróży temu, co może się wydarzyć jesienią czy zimą na naszej półkuli.
Na razie jednak gracze giełdowi niespecjalnie się tym przejmują. Najpewniej taka sytuacja będzie trwała, o ile rządy nie zaczną zapowiadać kolejnego lockdownu. Zakładam, że może się tak stać jedynie wtedy, kiedy sytuacja ochrony zdrowia będzie naprawdę fatalna.
Jaki z tego wszystkiego można wyciągnąć wniosek? Chyba tylko taki, że korekty na przewartościowanych rynkach akcji zazwyczaj pojawiają się nagle, a na razie obóz byków jest tak silny, że chyba dopiero przed wyborami w USA (listopad) i jednocześnie przed drugą falą pandemii można oczekiwać jakiejś korekty.
Na rynku walutowym dolar pokonał dziesięcioletnią linie trendu wzrostowego, co może zapowiadać koniec dekady dolara – a to byłaby dobra informacja dla złotego. Pamiętać jednak trzeba, że jeśli Rada Polityki Pieniężnej się uprze, chcąc zwiększyć konkurencyjność polskiej gospodarki, to swoimi działaniami może złotego osłabić.

Dolar pod ostrzałem

Co się stało, że kurs dolara wobec złotego w krótkim czasie zjechał z 4,23 zł do 3,90 zł?
Amerykańska waluta traciła zresztą nie tylko w relacji z naszym pieniądzem – a wskaźnik siły dolara spadał przez ponad pięć dni z rzędu. -Słabość dolara zdaje się iść w parze z wyprzedażą amerykańskich obligacji. Perspektywy zwiększenia stymulacji gospodarki ze strony rządów i ultraluźna polityka monetarna wraz z perspektywą globalnego ożywienia gospodarczego zdają się pchać inwestorów do zwiększenia zaangażowania w bardziej ryzykowne aktywa i do porzucenia m.in. amerykańskich obligacji skarbowych oraz USD – podkreśla Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd.
Warto zwrócić uwagę również na to, że dolar australijski w pierwszej dekadzie czerwca wzrósł do pięciomiesięcznego maksimum w stosunku do dolara amerykańskiego. Wiele wskazuje na to, że inwestorzy skierowali się w stronę gospodarek, które najszybciej odzyskują formę po pandemii koronawirusa i wydają się wracać na właściwe tory wzrostu.
Podobnie może być z polskim złotym, który także zaczął się umacniać i nie przeszkodziła w tym niespodziewana obniżka stóp procentowych. Kurs EUR/PLN w krótkim czasie spadł z 4,56 do 4,37, a USD/PLN z 4,23 do 3,90 zł (obecnie wynosi 3,95 zł).
Z kolei euro w relacji do dolara umocniło się w początkach czerwca do najwyższego poziomu od prawie trzech miesięcy w nadziei, że Europejski Bank Centralny będzie wspierać najsłabsze gospodarki strefy euro zakupami obligacji, aby utrzymać ich niskie rentowności. Rynek spodziewa się, że EBC zwiększy program skupu o wartości 750 mld euro o ok. 500 mld euro. 3 czerwca kurs EUR/USD urósł powyżej 1,12, czyli do najwyższego poziomu od połowy marca.
Istnieje związek zamieszek w USA z notowaniami walut. W pierwszych dniach czerwca dolar nieznacznie osłabił się dziś również w stosunku do bezpiecznych walut, jak frank szwajcarski czy jen, ze względu na obawy związane z rosnącym wpływem na gospodarkę protestów w Stanach Zjednoczonych. Departament Obrony USA przeniósł ok. 1600 żołnierzy armii amerykańskiej w rejon Waszyngtonu po kilku nocach gwałtownych protestów. Prezydent Donald Trump groził, że użyje wojska, aby stłumić protesty przeciwko rasizmowi i brutalności policji.
Co więc dalej z dolarem? Jak wskazuje Daniel Kostecki, z punktu widzenia długoterminowego, na kontrakcie terminowym na indeks USD obserwowaliśmy systematyczną redukcję zaangażowania w pozycje, które mogłyby zyskiwać wraz ze wzrostem ceny.
Może to oznaczać, że inwestorzy już od kilku miesięcy szykowali się na kursu dolara, który w konsekwencji może trwać znacznie dłużej i być głębszy niż to, co do tej pory obserwowaliśmy.

Lepiej, niż można było oczekiwać

Po spadku kursów akcji na początku października, zaczęły się one wspinać na coraz wyższe szczyty.

Wynik wyborów parlamentarnych w Polsce był czynnikiem neutralnym dla rynku finansowego. W dużym uproszczeniu, utrzymał się status quo. Niewielki wpływ miała również opublikowana w październiku rządowa strategia rozwoju rynku kapitałowego, z uwagi na brak rewolucyjnych pozytywnych zmian. Jakkolwiek trzeba stwierdzić, że publikacja tej strategii jest czynnikiem pozytywnym. Generalnie, w porównaniu do października ubiegłego roku, tegoroczny początek IV kwartału przebiegał w nastrojach dalece lepszych, niż możemy pamiętać z 2018 roku.
Po silnym spadku indeksów giełdowych w pierwszych dniach października, nie nastąpiła dalsza eskalacja, a zaczął realizować się etap wyjścia indeksów na nowe historyczne szczyty, jak mogliśmy to obserwować w przypadku rynku amerykańskiego. Tradycyjnie też można było obserwować wysoką nierównowagę wyników krajowych indeksów akcji w porównaniu do rynków bazowych, najważniejszych.
Dwa wyroki unijne
Krajowy rynek akcji znajdował się pod wpływem kilku czynników. Jednym z nich były dwa wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczące kredytów gotówkowych oraz kredytów hipotecznych indeksowanych do franka szwajcarskiego.
Wyrok w sprawie kredytów gipotecznych nie miał wysokiego wpływu na notowania banków, głównie z powodu braku silnych negatywnych zaskoczeń. Natomiast wyrok dotyczący kredytów gotówkowych zdołował w znaczący sposób kurs Alior Banku.
Można przypuszczać, że wpływ obydwu wyroków będzie stopniowo odzwierciedlany w wynikach banków w kolejnych kwartałach i latach, ale dzięki temu rynek uniknie silnego, skokowego spadku.
Istotną kwestią może być trzecia rewizja indeksów obliczanych przez Morgan Stanley Capital Investment, jednak jej wpływ na krajowy rynek powinien być dużo słabszy niż w poprzednich dwóch razach.
Słabsze wyniki, wyższe kursy
Pomimo wcześniejszych deklaracji, Fed (bank centralny USA) zdecydował się na uruchomienie programu skupu aktywów. Polityka monetarna łagodzi słabsze odczyty danych z amerykańskiej gospodarki. Poziom zysków spada trzeci kwartał z rzędu, wykazując obecnie ujemną dynamikę na poziomie – 3,7 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jednak, jak wynika z opublikowanych na dzień 30 października wyników, około 80 proc. spółek zanotowało pozytywne zaskoczenia (ale trzeba uczciwie stwierdzić, że prognozy analityków amerykańskich były ponadprzeciętnie konserwatywne).
Rynki finansowe żyją trwającą obecnie stymulacją monetarną i możliwym ponownie porozumieniem na linii USA – Chiny. Obecnie strony wróciły do rozmów i wstrzymały się z wprowadzeniem ogłoszonych we wrześniu represyjnych działań. Ponadto, Państwo Środka zobowiązało się do zwiększenia zakupów amerykańskich surowców rolnych. W dalszym ciągu nieporuszone pozostają kluczowe kwestie związane z ochroną własności intelektualnej i polityką walutową. Trudno tutaj oczekiwać szybkiego pełnego porozumienia Chin i USA. Zakłada się zawarcie porozumienia cząstkowego, które nie wyjaśnia jednak wszystkich problemów i nie zamyka meritum sporu. Okazja do tego pojawi się w połowie listopada, na szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w Chile.
W przypadku Chin należy się przyzwyczaić do nieco słabszej dynamiki wzrostu produktu krajowego brutto, na co nie pozostaje bez wpływu kwestia wojny handlowej. Coraz słabsze są natomiast odczyty wskaźników koniunktury PMI dla Europy Zachodniej, w tym dla gospodarki niemieckiej. Istnieje obawa, że gorsza kondycja sektora przemysłowego przeniesie się na sektor usług. Są jednak głosy, że na przełomie roku 2019 będzie można obserwować odwrócenie obecnych tendencji. W dalszym ciągu oczekiwana jest bardziej ekspansywna polityka fiskalna w Europie Zachodniej.
Co wpływa na notowania?
Obecnie tematem numer jeden, poza trwającymi negocjacjami dotyczącymi kwestii szczegółowych Brexitu, będą grudniowe wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii.
Czynnikiem ryzyka pozostają publikowane dane gospodarcze. W ostatnich kwartałach po osiągnięciu historycznych szczytów w USA następowała korekta spadkowa. Trudno obecnie wykluczyć powtórkę tego scenariusza.
W Stanach Zjednoczonych, poza kwestią wojny handlowej, na notowania w dalszym ciągu wpływa kwestia ewentualnego impeachmentu Donalda Trumpa. Zbliżamy się coraz silniej do rozpoczęcia realnej kampanii wyborczej, co może przynieść porcję zarówno pozytywnych, jak i negatywnych informacji dla rynków.