Los Angeles Lakers mistrzami NBA

Koszykarze Los Angeles Lakers po raz 17. w historii wywalczyli mistrzostwo ligi NBA. W minioną niedzielę pokonali Miami Heat 106:93 i finałową rywalizację „do czterech zwycięstw” wygrali ostatecznie 4-2. LA Lakers wyrównali tym samym rekordowe osiągnięcie zespołu Boston Celtics, który dotąd z również 17 mistrzowskimi tytułami samodzielnie dzierżył miano najbardziej utytułowanej drużyny NBA.

Z powodu pandemii koronawirusa sezon 2019/20 został przerwany w marcu, a następnie wznowiony pod koniec lipca. Wszystkie spotkania od ponownego startu zostały rozegrane w zamkniętym ośrodku Disney World na Florydzie. Rywalizujące najdłużej ekipy Lakers i Heat spędziły w nim w sumie aż trzy miesiące.
Drużynie z Miami od początku nie dawano większych szans i te prognozy okazały się trafne. Ale już sam awans do finału był dużą niespodzianką. Po drodze ekipa Heat wyeliminowała przecież Milwaukee Bucks, najlepszy zespół sezonu zasadniczego.
Wcześniej Lakers sięgali po mistrzostwo w latach: 1949, 1950, 1952-54, gdy jeszcze mieli siedzibę w Mineapolis oraz już w Los Angeles w: 1972, 1980, 1982, 1985, 1987, 1988, 2000-02, 2009 i 2010. Pięć poprzednich tytułów zdobyli mając w składzie Kobe Bryanta. Były gwiazdor w styczniu zginął w katastrofie helikoptera, a zdobycie mistrzostwa stało się dla Lakers najlepszym sposobem na jego upamiętnienie. Lakers tym samym dogonili ekipę Boston Celtics, która również z 17 triumfami do tej pory samodzielnie dzierżyła miano najbardziej utytułowanej drużyny ligi.
W rozegranym z niedzieli na poniedziałek ostatnim spotkaniu wielkiego finału Lakers do wygranej poprowadził największy gwiazdor zespołu, LeBron James, który zdobył 28 punktów, miał 14 zbiórek i zaliczył 10 asyst. 35-letni skrzydłowy po raz czwarty w karierze został uznany za najbardziej wartościowego koszykarza finałów (MVP).
Poprzednio uhonorowano go tym wyróżnieniem w 2012 i 2013 roku, gdy bronił barw Miami Heat oraz w 2016 roku jako zawodnika zespołu7 Cleveland Cavaliers. Tytuł MVP finałów przyznawany jest od 1969 roku. Jedynym, który ma ich więcej od Jamesa jest legendarny Michael „Air” Jordan – sześciokrotny zdobywca tego prestiżowego wyróżnienia. James jest za to pierwszym koszykarzem, który zdobył tę nagrodę jako zawodnik trzech różnych klubów.
W Los Angeles fani zespołu Lakers nie posłuchali apelu władz miasta i tłumnie wyszli na ulice, żeby świętować triumf swoich ulubieńców. Najwięcej fanów zgromadziło się pod halą Staples Center, gdzie Lakers zwykle podejmują swoich ligowych rywali. Interwencja sił porządkowych, które stanowczo domagały się rozejścia tłumu, wywołała zamieszki, bo w stronę funkcjonariuszy poleciały butelki i kamienie. Jak przekazał rzecznik policji w Los Angeles, 61 osób trafiło w ręce funkcjonariuszy za brak reakcji na wezwanie do rozejścia się, pięć osób za kradzieże, a jedna za wandalizm. Wedle relacji miejscowych mediów policja użyła gumowych pocisków i gazów łzawiących.

Bojkot meczów w NBA

Koszykarze zespołu NBA Milwaukee Bucks zbojkotowali piąty mecz mecz play off z Orlando Magic w proteście przeciw postrzeleniu przez interweniującego policjanta Afroamerykanina Jacoba Blake’a.

Do zdarzenia doszło w Kenoshy, mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Milwaukee (stan Wisconsin). Na upublicznionym w internecie nagraniu widać, jak policjant strzela kilka razy w plecy z najbliższej odległości do wsiadającego do samochodu 29-letniego Jacoba Blake’a. Wcześniej policjanci próbowali go wylegitymować, ale że działo się to pod jego domem, zignorował ich żądanie i ruszył do swojego auta, żeby odjechać. Trwa dochodzenie mające wyjaśnić okoliczności zajścia. Wiadomo, że poszkodowany miał przy sobie nóż, ale w jego zachowaniu nic nie wskazywało, by miał zamiar go użyć. Dlatego siedem kul jakie wystrzelił mu w plecy funkcjonariusz wzbudziło w Stanach Zjednoczonych kolejną falę niechęci do policji.
Zgrupowani od końca lipca w kompleksie sportowym Disney World w Orlando koszykarze mocno wspierają akcję zwalczania nierówności rasowej. Hasło „Black Lives Matter” widnieje na parkietach w każdym meczu rozgrywanej w jednym miejscu z powodu pandemii fazy play off.
Koszykarze Milwaukee Bucks postanowili zastosować bardziej radykalną formę protestu. Chociaż w play off prowadzili w konfrontacji z Orlando Magic już 3-1 i mogli w środę zapewnić sobie awans do drugiej rundy, odmówili występu w tym meczu. „Są sprawy ważniejsze od koszykówki. Jestem dumny z chłopaków i popieram ich zachowanie całkowicie” – skomentował bojkot zespołu Buck wiceprezes klubu Alex Lasry. NBA zdecydowała o przełożeniu dwóch innych środowych meczów: Houston z Oklahoma City i Los Angeles Lakers z Portland Trail Blazers.
Przykład jednak zadziałał na innych – odwołano też mecze kobiecej WNBA, trzy spotkania w baseballowej MLB oraz pięć w piłkarskiej MLS. Natomiast organizatorzy tenisowych turniejów rozgrywanych obecnie w Nowym Jorku poinformowali, że w czwartek zawodnicy nie wyjdą na kort.

Polscy koszykarze wciąż mogą awansować

Chorwaci na mecz z Polską w kwalifikacjach koszykarskich mistrzostw świata wzmocnili zespół czterema graczami z NBA, ale mimo to w Ergo Arenie w Gdańsku nasz zespół okazał się lepszy i wygrał 79:74.

 

Trzy dni przed meczem z Chorwatami polski zespół przegrał z Włochami 82:101 i spadł na ostatnie miejsce tabeli grupy J, więc kolejna porażka praktycznie przekreślała szanse biało-czerwonych na grę w przyszłorocznych mistrzostw świata w Chinach. Prowadząca w stawce bez porażki ekipa Litwy (8 zwycięstw-0 porażek) właściwie już może być pewna awansu, podobnie jak zajmujący drugie miejsce Włosi (6-2). O trzecie premiowane awansem miejsce rywalizują zespoły Węgier (4-4), Polski (4-4), mimo porażki z Polakami Chorwaci (3-5) oraz Holendrzy (3-5).

Dlatego poniedziałkowa potyczka z Chorwatami była dla biało-czerwonych taka ważna. Prowadzony przez Amerykanina Mike’a Taylora reprezentacja Polski wytrzymała presję i wygrała przewagą pięciu punktów, chociaż nie była faworytem poniedziałkowego meczu, bo w kadrze Chorwacji znalazło się aż czterech zawodników z NBA (Bojan Bogdanović z Indiana Pacers, Dario Sarić z Philadelphia 76ers, Ivica Zubac z Los Angeles Lakers i Ante Zizic z Cleveland Cavaliers). Polakom bardzo brakowało zwycięstwa nad rywalem z europejskiej czołówki.

W erze trenerskich rządów Taylora nasz zespół w starciach z mocniejszymi ekipami dotąd przegrywał, tym razem wreszcie okazał się lepszy. Biało-czerwoni dzięki zwycięstwu nad Chorwacją przesunęli się na trzecie miejsce w tabeli grupy J. W tym roku nasz zespół zagra jeszcze 29 listopada z Holandią na wyjeździ i 2 grudnia z Włochami u siebie, natomiast przyszłym roku w lutym zakończy eliminacje potyczkami z Chorwacją na wyjeździe oraz Holandią u siebie.

 

LeBron James dostanie górę dolarów

Kilka dni temu LeBron James został tzw. wolnym agentem, co oznaczało, że będzie mógł sam wybrać klub. W poniedziałek 33-letni koszykarz uzgodnił warunki kontraktu z Los Angeles Lakers. Za cztery sezony gry zarobi 154 miliony dolarów.

 

James miał bardzo dobry ostatni sezon. W ekipie fazie play-off robił, co mógł, ale w pojedynkę nie był w stanie zdobyć tytułu. Mocno rozczarowany i smutny krótko po tym zdecydował, aby po czterech latach ponownie opuścić Clevaland Cavaliers. Wcześniej odszedł ze swojego macierzystego klubu w 2010 roku. Wtedy zdecydował się na przenosiny do Miami Heat. Tam w latach 2012 i 2013 wywalczył dwa pierwsze mistrzostwa w karierze. Trzecie zdobył już w barwach „Kawalerzystów” w 2016 roku.

O tym, że „Król James” może ponownie opuścić stan Ohio mówiło się od jakiegoś czasu. Przegrana 0-4 w finale z Golden State Warriors przelała czarę goryczy. Teraz mierzący 203 centymetry zawodnik doszedł do porozumienia z Los Angeles Lakers. W nowej drużynie może grać nawet przez kolejne cztery lata. Wypełnienie ostatniego roku kontraktu będzie zależało już tylko od LeBrona. Będzie miał wtedy prawie 38 lat. W ekipie „Jeziorowców”, której trenerem jest Luke Walton, James ma zarobić przez te cztery sezony aż 154 miliony dolarów.

Wybór Los Angeles przez Jamesa można było przewidzieć. Tam właśnie rozkręca duży interes, a na dodatek jego rodzina była zwolennikiem takiego kierunku. Niedługo jego syn ma rozpocząć naukę w jednej z najlepszych szkół w mieście. Aktywnie na przeprowadzkę do „Miasta Aniołów” naciskała także żona koszykarza. Lakers chcą odbudować potęgę z początku wieku, a więc z czasów wspólnej gry Kobe Bryanta i Shaquille’a O’Neala. Być może do zespołu dołączy jeszcze kilku wartościowym zawodników.