Pogoda utrudnia grę w Australian Open

Mimo problemów z niekorzystną aurą, bo przez ulewne deszcze trzeba było przełożyć wiele pojedynków, rywalizacja w tegorocznym Australian Open ruszyła pełną parą. I jak w każdym wielkoszlemowym turnieju już w pierwszej rundzie sypnęło niespodziankami.

Hubert Hurkacz do tegorocznego Australian Open po raz pierwszy w turniejach Wielkiego Szlema jako zawodnik rozstawiony (z numerem 31) i z takim też, najwyższym w karierze, miejscem w rankingu ATP. 23-letni wrocławianin awans na światowej liście zawdzięczał udanemu występowi w turnieju w Auckland, w którym dotarł do półfinału. W pierwszej rundzie zmagań na kortach Melbourne Park nasz najlepszy obecnie tenisista trafił na niżej notowanego Austriaka Dennisa Novaka (ATP 99), którego miał okazję oglądać z bliska w akcji w rozegranym na początku stycznia tego roku drużynowego turnieju ATP Cup. W meczu Polska – Austria, wygranym przez biało-czerwonych 2-1, Hurkacz walczył z czwartą rakietą na świecie Dominikiem Thiemem, którego pokonał, natomiast Novak przegrał wtedy z drugą rakietą w naszej ekipie, notowanym w czwartej setce światowego zestawienia Kacprem Żukiem. Nikt zatem nie dawał Novakowi większych szans w starciu z Polakiem, któremu wielu ekspertów wróży awans do Top 10 jeszcze w tym sezonie.
Tymczasem wrocławianin nieoczekiwanie przegrał dwa pierwsze sety 6:7(4) i 1:6, ale w trzeciej partii opanował skołatane niepowodzeniem nerwy i zaczął grać już na swoim poziomie. A to w zupełności wystarczyło na pewne wygrane 6:2, 6:3, 6:4 w kolejnych trzech setach i zwycięstwo w meczu 3:2. Tak oto Hurkacz po raz pierwszy w karierze zakończył zwycięsko pięciosetowy pojedynek, co z pewnością okaże się cennym doświadczeniem na przyszłość. Nie zmienia to jednak opinii, że przeciwko Novakowi, którego do występu w Melbourne przygotował znakomity przed laty austriacki tenisista Thomas Muster, zaliczył chyba swój najgorszy występ w tym roku.
Australijczyk na drodze
W drugiej rundzie Hurkacz trafił na reprezentanta gospodarzy Johna Millmana (ATP 47), który awansował po raczej niespodziewanym zwycięstwie nad Francuzem Ugo Humbertem (ATP 43) 7:6(3), 6:3, 1:6, 7:5. Humbert tuż przed Australian Open wygrał turniej ATP w Auckland, ten sam, w którym Hurkacz doszedł do półfinału, dlatego uważano go za faworyta w starciu z Millmanem. Ale 30-letni australijski weteran, który w swoim najlepszym jak dotąd występie na kortach Melbourne Park, w 2018 roku, dotarł do trzeciej rundy, ale ma też na koncie ćwierćfinał US Open, walczył z Francuzem zawzięcie o każdą piłkę. I zapewne z nie mniejszą ambicją zagra też w środę rano polskiego czasu na Melbourne Arena, trzecim co do wielkości korcie w kompleksie Melbourne Park, przeciwko Hurkaczowi. W środę swój mecz rozegra też Iga Świątek, która zmierzy się z Węgierka Timeą Babos. O ile rzecz jasna pogoda znów nie pokrzyżuje szyków organizatorom, jak miało to miejsce w poniedziałek, gdy z powodu obfitych opadów deszczu trzeba było przenieść część meczów na następny dzień.
Przymusowa zwłoka z powodów atmosferycznych nie przysłużyła się niestety naszej najlepszej obecnie tenisistce Magdzie Linette, bo klasyfikowana obecnie na 43. pozycji w rankingu WTA poznanianka we wtorek przegrała nieoczekiwanie ze znacznie niżej notowaną Holenderką Arantxą Rus (WTA 93) 6:1, 3:6, 4:6. Polka grała z tą rywalką po raz pierwszy, ale Rus nie jest nowicjuszką. Linette w wielkoszlemowych turniejach najdalej dotarła do III rundy (w French Open 2017, Australian Open 2018 i Wimbledonie 2019). Rus do II rundy Australian Open awansowała po raz drugi (wcześniej udało jej się to w 2011 roku), a jej najlepszy wielkoszlemowy występ to awans do 1/8 finału French Open. W ubiegłym sezonie Holenderka wygrała 10 turniejów rangi ITF i dzięki temu wróciła do Top 100 rankingu WTA. Jej kolejną rywalką będzie Amerykanka Madison Keys.
Linette towarzyszką Szarapowej
Porażka Magdy Linette jest niespodzianką, ale na pewno nie sensacja. Do tej kategorii z pewnością zaliczają się jednak przegrane potyczki w pierwszej rundzie dwóch wielkich mistrzyń – Amerykanki Venus Williams (ATP 55) z niespełna 16-letnią rodaczką Cori Gauff (ATP 66) oraz Rosjanki Marii Szarapowej (ATP 145), która do głównej drabinki turniejowej dostała się dzięki tzw. dzikiej karcie, ale już w pierwszym pojedynku 33-letnia rosyjska gwiazda „poległa” w starciu z młodszą o 10 lat Chorwatką Donną Vekić 3:6, 4:6. Dla Szarapowej, triumfatorki Australian Open z 2008 roku, był to już 16. występ w tym turnieju i trzecia porażka w I rundzie (wcześniej odpadała tak wcześnie w 2003 i 2010 roku). Rosyjska tenisistka przez tą porażkę wpadnie w rankingowe tarapaty, bo nie obroni punktów za 1/8 finału sprzed roku i w najnowszym notowaniu światowej listy wypadnie Top 300.
Tytułów w singlu bronią Japonka Naomi Osaka, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Czeszkę Marię Bouzkovą 6:2, 6:4, natomiast wśród panów Novak Djoković. Serbski tenisista w swoim pierwszym meczu pokonał Niemc Jana-Lennarda Struffa 7:6(5), 6:2, 2:6, 6:1 i było to jego 900. turniejowe zwycięstwo w karierze. Djoković jest szóstym tenisistą w historii, który osiągnął granicę dziewięciuset wygranych pojedynków w cyklu ATP. Inny z tuzów męskiego tenisa, rozstawiony z numerem 3 Szwajcar Roger Federer, który ma na koncie już sześć turniejowych triumfów na kortach Melbourne Park, tegoroczna edycję zaczął od pokonania Amerykanina Steve’a Johnsona 6:3, 6:2, 6:2. 38-letni „Il Maestro” startuje w Australian Open już po raz 21. Takim osiągnięciem nie może się pochwalić żaden inny singlista. Świetnie zaczął turniej też lider rankingu ATP Rafael Nadal. Hiszpan łatwo ograł Boliwijczyka 26-letniego Hugo Delliena 6:2, 6:3, 6:0.

Polki grają coraz lepiej

Słowenki oraz Turczynki będą przeciwniczkami polskich tenisistek w lutowym turnieju Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Federacji. Impreza odbędzie się w dniach 5-8 lutego w luksemburskim Esch-sur-Alzette w hali oraz na kortach twardych. Wcześniej jednak jest wielkoszlemowe Australian Open.

W sumie w grupie B rywalizować będzie sześć drużyn – podgrupę I stworzą Polska, Słowenia i Turcja, a podgrupę II ekipy Serbii, Szwecji i Luksemburga. Siedem kolejnych reprezentacji zagra w tym samych czasie w turnieju grupy A w Tallinie – w podgrupie I zmierzą się tam Ukraina, Chorwacja i Bułgaria, a w podgrupie II Estonia, Grecja, Włochy i Austria. Do kolejne fazy awansują po dwa najlepsze zespoły w każdej podgrupie i zagrają „na krzyż”, a potem finał. Zwyciężczynie grup A i B zmierza się w kwietniu w barażu o Grupę Światową II.
Od tego roku zmienia się format rywalizacji na najwyższym szczeblu rozgrywek, tj. w Grupie Światowej. Wzorem Pucharu Davisa rozegrany zostanie turniej finałowy z udziałem 12 drużyn. Zawody odbędą się w kwietniu w Budapeszcie.
Pewne występu są już Węgierki jako gospodarz, Czeszki (otrzymały tzw. dziką kartę) oraz finalistki ubiegłorocznej edycji – broniące trofeum Francuzki i Australijki. Pozostałe ekipy wyłonią lutowe kwalifikacje, w których zmierzy się w parach 16 zespołów.
Nasze tenisistki na razie o Grupie Światowej mogą jedynie marzyć. Ale trener polskiej kadry Dawid Celt może spoglądać w przyszłość z większym optymizmem. Najwyżej sklasyfikowana z Polek Magda Linette błysnęła właśnie wysoką formą, pokonując w pierwszej rundzie turnieju WTA w australijskim Hobart słynną Swietłanę Kuzniecową 7:6 (7-2), 7:6 (11-9). 34-letnia Rosjanka najlepsze lata kariery ma już za sobą, ale pokonanie mistrzyni wielkoszlemowych US Open i French Open zawsze ma wielką wartość i dodaje pewności siebie.
W najnowszym rankingu WTA Linette utrzymała 43. lokatę i wciąż jest najwyżej sklasyfikowaną z polskich zawodniczek. Druga rakieta w naszym kobiecym tenisie, Iga Świątek, awansowała w zestawieniu z 59. na 56. miejsce. Liderką światowej listy jest Australijka Ashleigh Barty, drugą lokatę zajmuje Czeszka Karolina Pliskova, a trzecią Japonka Naomi Osaka, która zepchnęła na czwarte miejsce Rumunkę Simonę Halep. Top 10 rankingu WTA uzupełniają: Ukrainka Jelina Switolina, Kanadyjka Bianca Andreescu, Szwajcarka Belina Bencić, Czeszka Petra Kvitova, Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertens.
Dla polskich fanów kobiecego tenisa z pewnością dobrą informacją są coraz wyższe lokaty innych naszych tenisistek. Katarzyna Kawa zajmuje obecnie 125. miejsce, Magdalena Fręch 186., Maja Chwalińska 215., a Urszula Radwańska 218. Cała czwórka przystąpiła w tym tygodniu do rywalizacji o awans do głównej drabinki wielkoszlemowego Australian Open. W tej imprezie pewne gry w singlu są już Linette i Świątek, a z panów Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak.

Polacy w rankingach ATP i WTA

Z Polaków najwyżej sklasyfikowany w tenisowych rankingach singlistów jest Hubert Hurkacz, który w najnowszym notowaniu ATP zajmuje 37. miejsce. Druga pod tym względem Magda Linette plasuje się w zestawieniu WTA na 42. pozycji, trzecia w hierarchii Iga Świątek jest 61., a czwarty Kamil Majchrzak 89. W rankingu deblistów piątą lokatę zajmuje Łukasz Kubot.

Po roku przerwy na pierwsze miejsce rankingu tenisistów wrócił Rafael Nadal. Dla 33-letniego gracz będzie to 197. tydzień na czele klasyfikacji tenisistów. Starszym od niego liderem rankingu ATP był tylko Roger Federer, a w liczbie tygodni na szczycie zestawienia lepsi od Hiszpana są tylko wspomniany Federer (310 tygodni), Amerykanin Pete Sampras (286), Serb Novak Djokovic (275), urodzony w Czechosłowacji, ale reprezentujący potem USA Ivan Lendl (270) i Amerykanin Jimmy Connors (268).
W ubiegłym tygodniu Nadal skreczował w półfinale turnieju Masters 1000 w Paryżu. W tym halowym turnieju w hali Bercy triumfował Djoković, ale niewiele mu to punktów przyniosło, bo rok wcześniej doszedł tu do finału, natomiast jego hiszpański konkurent wtedy w tej imprezie nie uczestniczył.

Lidera wyłoni turniej mistrzów

O tym, że w najnowszym notowaniu Nadal wyprzedzi Djokovicia wiadomo było już od turnieju w Szanghaju. Serbskiemu tenisiście odpisano punkty za rozgrywany w tym terminie zeszłoroczny ATP Finals w Londynie i dlatego na pierwsze miejsce wrócił Nadal, lecz Hiszpan pewny tej lokaty może być jedynie do 18 listopada. Hiszpański gracz ma obecnie 640 punktów przewagi nad Serbem i ich rywalizacja o pozycję lidera rankingu ATP na koniec 2019 roku rozstrzygnie się podczas londyńskiego turnieju mistrzów.

Żeby wyprzedzić Nadala, Djoković musi jednak w ATP Finals dojść co najmniej do finału, a jeszcze w fazie grupowej nie może przegrać więcej jak jeden mecz. Dużo też zależy od Nadala, a raczej od tego, czy zdoła wyleczyć na czas uraz mięśni brzucha i jednak wystąpić w Londynie w turnieju mistrzów.

Z Top 10 światowej listy wypadł Rosjanin Karen Chaczanow, który nie obronił tytułu w halowym turnieju w paryskiej hali Bercy. Skorzystali na tym Włoch Matteo Berrettini i Hiszpan Roberto Bautista, ale najwięcej Francuz Gael Monfils, który awansował w miejsce rosyjskiego tenisisty do pierwszej dziesiątki zestawienia. Miejscami w Top 10 zamienili się natomiast Grek Stefanos Tsitsipas (ATP 6) i Niemiec Alexander Zverev (ATP 7). Pierwszą piątkę rankingu tworzą obecnie Rafael Nadal, Novak Djoković, Szwajcar Roger Federer, Rosjanin Danił Miedwiediew oraz Austriak Dominic Thiem.

Kubot w czołówce deblistów

Nasz najlepszy obecnie tenisista Hubert Hurkacz zakończył tegoroczny sezon na 37. miejscu. Wrocławianin udał się na zasłużone wakacje, na co nie mógł sobie jeszcze pozwolić zajmujący 89. lokatę Kamil Majchrzak. Piotrkowianin jeszcze nie kończy sezonu (w tym tygodniu wziął udział w halowym turnieju kategorii challenger w Bratysławie), bo chce utrzymać się w Top 100 światowej listy i mieć pewność, że zakwalifikuje się do głównej drabinki wielkoszlemowego Australian Open. W zestawieniu deblistów Łukasz Kubot utrzymał piątą lokatę, a jego partner, Brazylijczyk Marcelo Melo, szóstą. Pozycję liderów rankingu w grze podwójnej mężczyzn utrzymali Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, a polsko-brazylijski duet wyprzedzili jeszcze Francuz Nicolas Mahut i Argentyńczyk Horacio Zeballos. Warto podkreślić, że Kubot i Melo zakwalifikowali się do ósemki najlepszych par deblowych tego zesonu i zagrają w tegorocznej edycji turnieju mistrzów w Londynie.

Sezon w rywalizacji tenisistów zakończą w listopadzie dwie wielkie imprezy – turniej ATP Finals w Londynie (10-17 listopada), z udziałem najlepszych zawodników tegorocznego sezonu oraz rozpoczynający się 18 listopada finałowy turniej Pucharu Davisa w Madrycie, po raz pierwszy z udziałem 18 zespołów.

Barty numerem 1 wśród pań

Wśród pań po zakończonym w miniony weekend WTA Finals w Shenzhen króluje niepodzielnie Ashleigh Barty. Australijka triumfowała w turnieju mistrzyń i umocniła się na pozycji liderki światowego rankingu – prowadzi z przewagą 1911 punktów nad drugą w rankingu Czeszką Karoliną Pliskovą. Trzecia jest Japonka Naomi Osaka, czwarta Rumunka Simona Halep, a piąta Kanadyjka Bianca Andreescu. Na szóste miejsce wskoczyła Ukrainka Elina Switolina, która nie obroniła wywalczonego w zeszłym roku tytułu w WTA Finals, ale dochodząc do finału zdołała wyprzedzić w rankingu Czeszkę Petrę Kvitovą i Szwajcarkę Belindę Bencić. Na dziewiątej pozycji zakończyła rok Holenderka Kiki Bertens, zaś Top 10 zamyka Amerykanka Serena Williams.

Najlepsze polskie tenisistki już wcześniej zakończyły sezon. Magda Linette utrzymała 42. lokatę, a Iga Świątek 61. W drugiej setce rankingu WTA są notowane Katarzyna Kawa i Magdalena Fręch, w trzeciej Maja Chwalińska i Urszula Radwańska.
Najlepszą deblistką sezonu 2019 została Czeszka Barbora Strycova. Tuż za nią sklasyfikowane są Francuzka Kristina Mladenović i Węgierka Timea Babos, które w Shenzhen obroniły w grze podwójnej tytuł w WTA Finals. Najlepsza z Polek, Alicja Rosolska, skończyła ten rok na 32. miejscu.

 

Polki powalczą w Luksemburgu

Tenisowe reprezentacje Serbii, Szwecji, Turcji, Luksemburga i Słowenii będą rywalkami Polek w lutowym turnieju Grupy I Strefy Euro-afrykańskiej Pucharu Federacji, który zostanie rozegrany w luksemburskim mieście Esch-sur-Alzette. Losowanie grup odbyło się w miniony poniedziałek w Londynie.

Trzynaście drużyn z Grupy I Strefy Euro-afrykańskiej zostało przydzielonych do dwóch odrębnych imprez, które odbędą się na początku lutego. Polki trafiły do sześciozespołowej obsady turnieju A, który odbędzie się w Esch-sur-Alzette. Pozostałe siedem ekip (Austria, Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Grecja, Włochy i Ukraina) zaprezentuje się zaś wówczas w turnieju B w Tallinie. Zwyciężczynie obu imprez zagrają w kwietniu w barażu, którego stawką będzie prawo gry w turnieju finałowym elity w 2021 roku.

Od przyszłego roku zmieni się format rywalizacji w Grupie Światowej. Wzorem Pucharu Davisa rozegrany zostanie turniej finałowy z udziałem 12 drużyn. Zawody odbędą się w kwietniu w Budapeszcie. Pewne występu są już Węgierki, Czeszki, Francuzki i Australijki. Pozostałe osiem ekip wyłonią lutowe kwalifikacje, w których zmierzy się w parach 16 zespołów.

 

Barty podwójną liderką

Triumfatorka turnieju w Moskwie Belinda Bencic awansowała z 10. na siódme miejsce w światowym rankingu tenisistek. Szwajcarka zapewniła też sobie miejsce w WTA Finals w Shenzen.

Pozycje liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, która jest też pierwsza w rankingu zawodniczek, które wywalczyły prawo gry w tegorocznym turnieju mistrzyń w chińskim Shenzen. Tam na przełomie października i listopada osiem najlepszych w tym roku singlistek i osiem najlepszych par deblowych powalczy w turnieju z pulą nagród przekraczającą 14 mln dolarów.

Kolejne miejsca na światowej liście zajmują: Czeszka Karolina Pliskova, Japonka Naomi Osaka, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep, Czeszka Petra Kvitova, wspomniana już Szwajcarka Belinda Bencić oraz Ukrainka Jelina Switolina, ubiegłoroczna triumfatorka WTA Finals. Top 10 zestawienia zamykają Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertnes. Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana Magda Linette plasuje się na 42. miejsce, a druga z z naszych zawodniczek w Top 100, Iga Świątek, zajmuje 61. lokatę. W drugiej setce listy mamy jeszcze Katarzynę Kawę, obecnie zajmującą 128. miejsce oraz 192. Magdalenę Fręch.

Daleko kończą sezon dwie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber spadła na 17. miejsce, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka aż na 38. Przypomnijmy, że obie swego czasu były na czele światowej listy. W podobnej sytuacji jest też kilka innych tenisistek, które były liderkami rankingu WTA – Hiszpanka Garbine Muguruza jest 36., Białorusinka Wiktoria Azarenka 50., Amerykanka Venus Williams 53 czy Rosjanka Maria Szarapowa, która wypadła z Top 100 i jest obecnie sklasyfikowana dopiero na 134. pozycji.

 

Kalendarz WTA na 2020

WTA ogłosiła kalendarz rozgrywek na nowy sezon. W 2020 roku odbędzie się 60 turniejów w 28 krajach, z czego 55 pod egidą WTA, 4 w cyklu Wielkiego Szlema oraz turniej olimpijski w Tokio.

W kalendarzu znalazło się pięć nowych zawodów – dwa WTA Premier (Adelajda i Berlin) oraz trzy WTA International (Lyon, Bad Homburg i Albany). Bardzo ważną wiadomością dla tenisistek jest, to że minimalna pula nagród turniejów WTA International wzrośnie z 250 do 275 tys. dolarów. Początek sezonu zaplanowano na 6 stycznia. Panie będą mogły powitać nowy rok w Brisbane, Shenzhen lub Auckland. Potem odbędą się imprezy w Adelajdzie (zamiast Sydney) i Hobart, a następnie wielkoszlemowy Australian Open 2020. Kończące sezon imprezy WTA Elite Trophy i WTA Finals odbędą się odpowiednio pod koniec października i na początku listopada. TW przyszłorocznym kalendarzu WTA zabrakło miejsca dla kilku imprez.

Na opublikowanej nie ma znalazł się choćby turniej Bronx Open, który w obecnym sezonie wygrała nasza tenisistka Magda Linette. W terminie poprzedzającym wielkoszlemowy US Open 2020 pojawiła się za to impreza w Albany, oficjalnie w miejsce halowych zawodów w Quebec City. Być może odbędzie się jeszcze jeden turniej WTA, ponieważ organizatorzy zarezerwowali w tym czasie termin na dodatkową imprezę.

Z kalendarza WTA zniknie również impreza w Taszkencie, która zostanie przeniesiona do francuskiego Lyonu. Potwierdzono także wcześniejsze doniesienia o nowych turniejach WTA na niemieckich trawnikach. Panie będą mogły przygotowywać się do Wimbledonu 2020 w ramach zawodów WTA Premier w Berlinie i WTA International w Bad Homburg.

 

Gładka porażka w finale

Magda Linette doszła do finału turnieju WTA International w Seulu (pola nagród 250 tys. dolarów), ale w pojedynku o drugie turniejowe zwycięstwo w karierze przegrała sromotnie z Czeszką Karoliną Muchovą 1:6, 1:6.

W półfinale imprezy w Seulu Magda Linette (WTA 48) zmierzyła się z Jekateriną Aleksandrową (WTA 39). Polka miała szansę na trzeci finał w głównym cyklu, a Rosjanka na drugi. Poznanianka miesiąc temu w nowojorskim Bronksie święciła pierwszy triumf. Obie w tym roku zadebiutowały w Top 50 rankingu. Aleksandrowa znalazła się w niej w czerwcu, a Linette na początku września, po US Open. Tenisistki te nigdy wcześniej się ze sobą nie zmierzyły. Polka wygrała 7:6(5), 7:6(7). W drugim secie obroniła cztery piłki setowe.

Linette w finale koreańskiej imprezy zagra jako trzecia Polka. Pierwsza edycja odbyła się w 2004 roku i wówczas w decydującym meczu Marta Domachowska urwała dwa gemy Marii Szarapowej. W sezonie 2013 tytuł zdobyła Agnieszka Radwańska po trzysetowej bitwie z Anastazją Pawluczenkową. Niestety, Linette nie powtórzyła sukcesu naszej najbardziej utytułowanej tenisistki i w niedzielnym finale dała się rozgromić czeskiej rywalce w dwóch krótkich setach. Łatwość z jaką poznanianka przegrała ten mecz zastanawia, bo Muchowa w rankingu WTA zajmowała obecnie 45. miejsce (awansuje teraz do Top 40), tylko o trzy pozycje lepsze od Linette (z 48. awansuje na najlepszą w karierze 42. lokatę.). Poza tym w półfinale nasza najwyżej obecnie klasyfikowana na światowej liście tenisistka uporała się przecież z zawodniczką o wyższym rankingu, bo Aleksandrowa jest notowana na 39. pozycji.

Szkoda zmarnowanej okazji na wzbogacenie kolekcji trofeów. Tym bardziej, że miesiąc temu w Nowym Jorku Polka potrafiła ograć Czeszkę w trzech setach.

 

Iga i Magda w duecie

Iga Świątek i Magda Linette w tegorocznym US Open po raz pierwszy zagrały razem w deblu. Debiut naszej potencjalnej pary olimpijskiej wypadł nieźle, chociaż Polki odpadły już w II rundzie.

Polskie tenisistki w I rundzie turnieju gry podwójnej kobiet trafiły na znakomite amerykańskie deblistki Bethanie Mattek-Sands i Coco Vandeweghe. Linette i Świątek niespodziewanie okazały się lepsze od doświadczonych rywalek i zwyciężyły 3:6, 6:3, 7:5. Dzień wcześniej nasze tenisistki odpadły z rywalizacji w singlu. 27-letnia Linette przegrała 2:6, 4:6 z broniącą tytułu liderką światowego rankingu Japonką Noami Osaką,, zaś 18-letnia Świątek z rozstawioną w US Open z numerem 12 Łotyszką Anastazją Sevastową 6:3, 1:6, 3:6.

W drugiej rundzie gry podwójnej Polki trafiły jeszcze gorzej, niż w pierwszej, bo na wybitne specjalistki w tej tenisowej konkurencji, mistrzynie tegorocznego Wimbledonu, rozstawione w US Open z numerem 2 Czeszkę Barborę Strycovą i Tajwankę Su-Wei Hsieh. Choć walczyły zaciekle, ostatecznie uległy 4:6, 6:7(4). Debiut Linette i Świątek wypadł jednak obiecująco. Należy pamiętać, że one grają w debla sporadycznie, a ponadto nigdy wcześniej nie grały razem. Pokazały jednak, że mają potencjał i warto dać im szansę wspólnej gry w turnieju olimpijskim.

Do rywalizacji w grze podwójnej w tegorocznej edycji US Open zgłosiło się pięcioro Polaków – oprócz wspomnianych Linette i Świątek, jeszcze Hubert Hurkacz, który jednak w parze z Kanadyjczykiem Vaskiem Pospisilem odpadł już w I rundzie oraz specjaliści w tej grze Łukasz Kubot i Alicja Rosolska. Kubot i jego deblowy partner Brazylijczyk Marcelo Melo w niedzielę w nocy walczyli o awans do ćwierćfinału, tak samo jak Rosolska z Chinką Shuai Peng z Rosjankami Anna Kalinskają i Julią Putincewą.

 

Krótki występ Świątek

W I rundzie wielkoszlemowego US Open w grze pojedynczej wystąpiła piątka reprezentantów Polski. W ostatniej chwili do Igi Świątek, Magdy Linette, Magdaleny Fręch i Huberta Hurkacza dołączył Kamil Majchrzak, który mimo porażki w kwalifikacjach znalazł się w głównej drabince turnieju jako „szczęśliwy przegrany” zastępując kontuzjowanego Kanadyjczyka Milosa Raonica.

Świątek, Hurkacz i Majchrzak przystąpili do rywalizacji już poniedziałek, Linette wyszła na kort we wtorek (jej mecz z Australijką Astrą Sharmą zakończył się po zamknięciu wydania). Jako pierwsza z naszych reprezentantów wystąpiła debiutująca na kortach Flushing Meadows Iga Świątek (WTA 49). Rywalką 18-letniej warszawianki była także grająca w nowojorskim turnieju po raz pierwszy 22-letnia Ivana Jorović (WTA 93). Serbska tenisistka, która w marcu tego roku zadebiutowała w Top 100 światowej listy, wcześniej uczestniczyła już w turniejach wielkiego Szlema – w 2018 roku odpadła w I rundzie Australian Open, a w tym sezonie również już po pierwszym pojedynku pożegnała się z French Open, a w Wimbledonie dotarła do II rundy. Jorović jest ponadto finalistką juniorskiego French Open z 2014 roku, ale Świątek to przecież ubiegłoroczna mistrzyni Wimbledonu w tej kategorii wiekowej, więc nie miała kompleksów. Zwłaszcza że przebiła się już do Top 50 rankingu WTA, a w kwietniu w Lugano doszła do pierwszego finału zawodów cyklu WTA w karierze. US Open to już jej jej trzeci z czterech wielkoszlemowych turniejów, w których wygrała mecz. W styczniu tego roku w Australian Open doszła do II rundy, w Paryżu na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa odpadła dopiero w 1/8 finału, tylko w Wimbledonie rozczarowała odpadając już w pierwszym meczu.

W Nowym Jorku nasza utalentowana nastolatka już takiej wpadki nie zanotuje, bo w pojedynku z Jorović rozgromiła rywalkę w 51 minut 6:0, 6:1. Jej kolejną przeciwniczką będzie już jednak zawodniczka z najwyższej półki, Łotyszką Anastasią Sevastovą, która w ubiegłym sezonie doszła do półfinału US Open, a w 2016 i 2017 roku odpadała tu w ćwierćfinale. Świątek zmierzy się z nią po raz pierwszy i nie będzie faworytką.

Nie powiodło się natomiast Magdalenie Fręch. Trzecia aktualnie rakieta w naszym kobiecym tenisie do głównej drabinki przebiła się przez kwalifikacje, a w pierwszej rundzie trafiła na doświadczona niemiecka zawodniczkę Laurę Laurę Siegemund (WTA 90) i po zaciętej walce przegrała z nią 7:5, 3:6, 4:6.

Nie powiodło się też w pierwszym pojedynku Hubertowi Hurkaczowi. Nasz najwyżej obecnie sklasyfikowany w rankingu tenisista (ATP 35) trafił na 32-letniego francuskiego weterana kortów. Jeremy Chardy nie przejął się niedawnym zwycięstwem młodszego rywala w turnieju w Winston-Salem, ani też zachwytami tenisowych ekspertów wieszczących 22-letniemu Polakowi świetlaną przyszłość. I zmusił go do stoczenia pierwszego w karierze pięciosetowego pojedynku. Hurkacz, najwyraźniej trochę jednak zmęczony udanym występem w Winston-Salem, nie wytrzymał trzy i półgodzinnego maratonu i przegrał 6:3, 3:6, 7:6(6), 1:6, 4:6.
Zdecydowanie lepiej powiodło się drugiemu z naszych tenisistów, Kamilowi Majchrzakowi. On musiał do turnieju głównego US Open przebijać się przez trzystopniowe kwalifikacje. Odpadł w nich w trzeciej rundzie ulegając Białorusinowi Ilji Iwaszce, ale szczęście piotrkowianinowi sprzyjało. Kanadyjczyk Milos Raonic (22. ATP) musiał wycofać się z US Open. Raonic od początku sierpnia ma problemy zdrowotne, gdy skreczował w Montreal.Zgodnie z regulaminem turnieju jego miejsce zajął tzw. lucky loser (szczęśliwy przegrany) z eliminacji, a tym farciarzem okazał się właśnie Majchrzak.

Jego rywalem był Chilijczyk Nicolas Jarry (ATP 73). Nasz tenisista wygrał z nim 6:7(2), 7:6(5), 7:6(6), 1:6, 6:4. To jego pierwsze zwycięstwo w karierze w turnieju głównym Wielkiego Szlema. Kolejnym rywalem Majchrzaka będzie Urugwajczyk Pablo Cuevas (ATP 53), który w 1. rundzie pokonał walczącego o powrót do elity Amerykanina Jacka Socka (obecnie ATP 178) 6:4, 7:5, 7:6(5). Zagrają o III rundę w środę.

 

Zwycięski weekend

Od poniedziałku na kortach Flushing Meadows rozpoczyna się US Open, ostatni w tym roku turniej wielkoszlemowy. W jego przededniu w miniony weekend życiowe sukcesy zanotowali Magda Linette i Hubert Hurkacz. Oboje wygrali po raz pierwszy w karierze turnieje pod szyldem WTA i ATP. Linette triumfowała w Nowym Jorku, a Hurkacz w Winston-Salem. W tym turnieju w grze podwójnej w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo zwyciężył też Łukasz Kubot.

Organizatorzy nowojorskiego turnieju przed tegoroczną edycją zwiększyli pulę na nagrody do rekordowej w Wielkim Szlemie kwoty 57 240 000 dolarów. Dzięki temu już za sam występ w I rundzie turnieju singla uczestnicy otrzymają premie w wysokości 58 tysięcy dolarów. Awans do II rundy przynosi zarobek 100 tys. dolarów. Im dalej zajdzie się w turnieju, tym na koncie przybędzie więcej – w III rundzie premie wynoszą 163 tys. USD, w IV rundzie 280 tysięcy, w ćwierćfinale pół miliona, a za awans do półfinału 960 tysięcy. Przegrani w finale dostaną 1,9 mln, zaś zwycięzcy gier singlowych 3 850 000 dolarów.
W grze podwójnej premie są znacznie skromniejsze, ale też nie do pogardzenia: I runda – 17 000 dolarów, II runda – 30 000, III runda – 50 000, 1/4 finału – 91 000, 1/2 finału – 175 400, finaliści – 370 000, zwycięzcy – 740 000 dolarów. Niestety, są to kwoty do podziału na dwóch zawodników.

W tegorocznym US Open w grze pojedynczej rywalizować będzie kwartet Polaków – Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch i Hubert Hurkacz. Z tej czwórki tylko Świątek ostatni tydzień odpoczywała i spokojnie trenowała. W poniedziałek warszawianka zagra w pierwszej rundzie z z 22-letnią Serbką Ivaną Jorović. Z kolei Fręch, która jako jedyna w kwartecie walczyła w kwalifikacjach do głównej drabinki imprezy i zwycięsko zakończyła trzy pojedynki, w swoim pierwszej potyczce na kortach nowojorskiego kompleksu Flushing Meadows zmierzy się z 31-letnią Niemką Laurą Siegemund. Szczęścia w kwalifikacjach nie mieli natomiast Katarzyna Kawa, która odpadła już w pierwszej rundzie oraz Kamil Majchrzak, którego w trzeciej rundzie wyeliminował niżej notowany w rankingu ATP Białorusin Ilia Iwaszka.

Wielki sukces Linette

Aż pięć meczów więcej rozegrała Linette, która wystartowała w turnieju WTA 250 w Nowym Jorku. Najpierw poznanianka musiał w nim przebrnąć przez trzystopniowe kwalifikacje, w których wyeliminowała Kanadyjkę Gabrielę Dabrowski, Amerykankę Sophie Chang i Rosjankę Annę Blinkową. Potem rozegrała jeszcze pięć spotkań, bo dotarła do finału. Po drodze wygrała z Estonką Kaią Kanepi, Białorusinką Alaksandrą Sasnowicz oraz Czeszkami Karoliną Muchovą i Kateriną Siniakovą, natomiast w finale po trwającym 2,5 godziny spotkaniu pokonała Włoszkę Camilę Giorgi 5:7, 7:5, 6:4. Był to pierwszy triumf naszej tenisistki w imprezie cyklu WTA. Wcześniej tylko raz na tym szczeblu dotarła do finału w 2015 roku w Tokio, ale wtedy uległa Belgijce Yaninie Wickmayer 6:4, 3:6, 3:6.

Linette za zwycięstwo w nowojorskim turnieju zarobiła 43 tysiące dolarów. Zdobyte punkty zapewnią jej awans w najnowszym rankingu WTA z 80. na 53. miejsce. Tak wysoko na światowej liście jeszcze nie była. W US Open poznanianka rozpocznie zmagania we wtorek, a jej przeciwniczką w I rundzie będzie Australijką Astra Sharma (WTA 95). Jeśli ją pokona, w II rundzie może trafić na liderkę rankingu Japonkę Naomi Osakę.

Udany występ Huberta Hurkacza

Nasz najwyżej obecnie klasyfikowany w rankingu ATP tenisista z powodzeniem walczył w turnieju ATP 250 na twardych kortach w Winston-Salem. Z powodu kapryśnej aury doszło do spiętrzenia kalendarza gier i Polak dopiero w piątek stanął do ćwierćfinałowego pojedynku z Amerykaninem Franceso Tiafoe, a jeszcze tego dnia o awans do finału walczył z Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem, którego pokonał w dwóch setach. W sobotę 22-letni wrocławianin stanął do walki z turniejową jedynką, wyżej od niego notowanym 30-letnim Francuzem Benoit Paire. Stawką pojedynku było 250 pkt do rankingu oraz premia finansowa w wysokości 96,5 tys. USD. Wszystko to trafiło na konto Hurkacza, który zwyciężył 6:3, 3:6, 6:3 i jest pierwszym polskim tenisistą od 1982, któremu udało się wygrać turniej ranki ATP. Przed nim dokonał tej sztuki Wojciech Fibak. Dzięki zwycięstwu w Winston-Salem Hurkacz awansuje w okolice 30. miejsca. Ale nie będzie miała wiele czasu na odpoczynek, bo już w poniedziałek czeka go pierwszy pojedynek w US Open. Wrocławianin w I rundzie zagra z 32-letnim Francuz Jeremy Chardy.

25 triumf Łukasza Kubota
Do Linette i Hurkacza w miniony weekend dołączył też Łukasz Kubot, który w Winston-Salem rywalizował w grze podwójnej. W piątkowym finale rozstawieni w turnieju z numerem 1 Polak i partnerujący mu Brazylijczyk Marcelo Melo pokonali po mistrzowskim tie-breaku amerykański duet Nicholas Monroe i Tennys Sandgren 6:7(6), 6:1, 10-3. Dla Kubota był to 25. deblowy tytuł w głównym cyklu (bilans finałów 25-17), a dla Melo 33. (bilans finałów 33-26). Polsko-brazylijska para wywalczyła 250 punktów do rankingu ATP i zwiększyła swoje szanse na występ w londyńskich Finałach ATP World Tour. Teraz lubinianin i jego partner zagrają w wielkoszlemowym US Open 2019. W zeszłym roku dotarli w Nowym Jorku do finału, ale przegrali z Amerykanami Mike’m Bryanem i Jackiem Sockiem.