Raków z Pucharem Polski

W rozegranym 1 maja w Lublinie finale Pucharu Polski Raków Częstochowa pokonał Arkę Gdynia 2:1 i po raz pierwszy w historii zdobył to trofeum. Zwycięstwo zapewniło drużynie trenera Marka Papszuna prawo gry w europejskich pucharach, dzięki czemu w tych rozgrywkach będzie mógł wystąpić czwarty zespół PKO Ekstraklasy.

Zespół Rakowa był faworytem finałowej potyczki o Puchar Polski. Częstochowianie przystępowali do meczu z pierwszoligową Arką Gdynia nakręceni serią 12 meczów z rzędu bez porażki, na dodatek bez dodatkowej presji, bo wcześniej zapewnili sobie miejsce na podium rywalizacji o mistrzostwo ekstraklasy i prawo gry w nowej edycji europejskich pucharów. Ale podopieczni trenera Marka Papszuna, podobnie jak i on sam, bardzo chcieli wywalczyć pierwsze znaczące trofeum dla Rakowa w roku obchodów stulecia założenia klubu. Przeciwnik, chociaż pierwszoligowy, do łatwych jednak nie należał, bo przecież Arka to ubiegłoroczny spadkowicz z ekstraklasy wciąż mający szanse na odzyskanie miejsca w klubowej elicie już po tym sezonie. Poza tym w gdyńskim klubie wciąż żywa jest pamięć triumfu w Pucharze Polski sprzed czterech lat, kiedy to na Stadionie Narodowym Arka wygrała z Lechem Poznań 2:1. Ale poza zwycięstwem w finale sezonu 2016/2017, byli też finalistami edycji 2017/2018, a w sezonach 201/12 i 2013/14 dochodzili do półfinału. Jeśli do tego doliczy się zdobycie pucharu w sezonie 1981/82, to ekipa Arki pod względem osiągnięć i doświadczenia w rozgrywkach Pucharu Polski przebijała Raków o kilka długości.
Na boisku w Lublinie od pierwszego gwizdka sędziego rządzili jednak ludzie trenera Papszuna, ale do przerwy strzeleckie szczęście nie było po ich stronie, a po zmianie stron na dodatek pierwsze uśmiechnęło się do zespołu Arki, która zdobyła nieoczekiwanie bramkę przez zupełny przypadek. Dość powiedzieć, że kopnięta w kierunku bramki Rakowa przez Mateusza Żebrowskiego piłka przelobowała zaskoczonego bramkarza częstochowian Dominika Holeca, a trzeba podkreślić, że była to 56. minuta gry i dopiero pierwszy w ogóle strzał ekipy Arki na bramkę rywali.
Zespół Rakowa potrzebował trochę czasu, żeby uporządkować szyki, a gdy to już zrobił, znów wziął się ostro do pracy. W 82. minucie w końcu ich wysiłki przyniosły efekt. Hiszpan Ivi Lopez mocnym strzałem z powietrza pokonał bramkarza Arki i doprowadził do wyrównania, a tuż przez końcem regulaminowego czasu gry przeprowadził rajd, podał na prawe skrzydło do Daniela Szelągowskiego, który z kolei odegrał piłkę do wbiegającego w pole karne Davida Tijanicia, zaś Słoweniec wpakował ją do bramki gdynian. I tak Raków jak najbardziej zasłużenie pokonał Arkę 2:1 i zdobył Puchar Polski. Dzięki temu w Lidze Konferencji Europy zagra w kwalifikacjach dopiero od drugiej rundy. Będzie to debiut częstochowskiego klubu w europejskich pucharach, ale też szansa na zarobienie dodatkowych pieniędzy. Każda kwota będzie w budżecie Rakowa wartością dodaną. Podobnie jak premia finansowa za zdobycie Pucharu Polski, wynosząca pięć milionów złotych. Pokonana w finale Arka otrzyma tylko 760 tys. złotych. Pokonane w półfinałach zespoły Cracovii i Piasta Gliwice otrzymają po 380 tys. złotych, a ćwierćfinaliści – Lech Poznań, Legia Warszawa, Puszcza Niepołomice i Chojniczanka Chojnice – po 190 tys. złotych.
Budżet Rakowa wynosi 34 mln złotych i pod względem wielkości jest siódmym w naszej ekstraklasie. Najwyższym chwali się Legia (110 mln zł), najniższym Warta Poznań (12 mln zł). Ale na dwie kolejki przez zakończeniem rozgrywek najbardziej zagrożone spadkiem z ekstraklasy jest Podbeskidzie z budżetem 21 mln złotych. „Górale” w 28. kolejce przegrali w Gliwicach z Piastem 0:2 i chyba już na trwałe utknęli na ostatnim miejscu w tabeli, jedynym w tym sezonie zagrożonym degradacją. Trzymająca od wielu tygodni czerwoną latarnię Stal Mielec w trzech ostatnich meczach zdobyła siedem punktów, remisując z Jagiellonią 3:3 oraz pokonując Pogoń 1:0 i Lecha 2:1. A mielczanie mają jeszcze w zapasie zaległe spotkanie z Rakowem, więc sytuacja Podbeskidzia nie rysuje się najlepiej, bo ma przed sobą jeszcze u siebie „mecz za sześć punktów” z Wisłą Płock, który musi wygrać żeby w ostatnim spotkaniu tego sezonu miał jeszcze po co jechać do Warszawy na spotkanie z Legią.

Raków nie ma stadionu na europejskie puchary

W tym sezonie naszą piłkarską ekstraklasę w europejskich pucharach reprezentowały zespoły Legii Warszawa, Piasta Gliwice, Lecha Poznań i Cracovii. W nowym sezonie w pucharowym kwartecie ponownie znajdzie się Legia, a oprócz niej Pogoń Szczecin i Raków Częstochowa, który ponadto 2 maja zagra jeszcze w finale Pucharu Polski z Arką Gdynia.

W 27. kolejce Raków po raz pierwszy odkąd wrócił do ekstraklasy po 21 latach przerwy rozegrał ligowy mecz w Częstochowie. Podopieczni trenera Marka Papszuna nie popsuli tej wyjątkowej chwili i w niezłym stylu pokonali Śląsk Wrocław 2:0, po golach 23-letniego Słoweńca Davida Tijanicia oraz 25-letniego Marcina Cebuli, pomocnika pozyskanego latem ubiegłego z pierwszoligowej Korony Kielce. Co ciekawe, wrocławski zespół poprowadził w tym spotkaniu Jacek Magiera, wychowanek Rakowa, człowiekiem wciąż mocno emocjonalnie z tym klubem się identyfikujący. A na trybunach wciąż modernizowanego stadionu w Częstochowie wśród zaproszonych gości można było zobaczyć byłego już selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, który był trenerem Rakowa
w latach 2010-2014.
Po tym zwycięstwie ekipa Rakowa zapewniła sobie, po raz pierwszy w historii klubu, prawo gry w europejskich pucharach. Właściciel częstochowskiego klubu Michał Świerczewski nie omieszkał pochwalić się tym sukcesem w mediach społecznościowych. „Stało się!!! Kopciuszek wchodzi na salony. Przeciętny polski klub, z przeciętnego polskiego miasta, będzie reprezentował Polskę w pucharach. Co prawda w podartej sukni, zrobimy jednak wszystko aby na „parkiecie” nie przynieść wstydu. Ściskajcie proszę kciuki” – napisał na Twitterze. Raków zagra w kwalifikacjach nowego europejskiego pucharu, Ligi Konferencji Europy UEFA. To najniższy w hierarchii z europejskich pucharów za Ligą Mistrzów i Ligą Europy. Mimo to gratulacje za historyczne osiągnięcie ekipie Rakowa złożył prezes PZPN i wiceprezes UEFA Zbigniew Boniek: „Brawo Prezes. Brawo Trener. Drużyna” – napisał pod postem Świerczewskiego na Twitterze.
Właściciel Rakowa ma prawo do fetowania tego sukcesu, bo jest to sukces niewątpliwy. Przypomnijmy, że drużyna z Częstochowy awansowała do ekstraklasy w sezonie 2018/2019, po 21 latach przerwy, ale też trzeba pamiętać, że w najwyższej klasie rozgrywkowej była tylko przez cztery sezony: od 1994/95 do 1997/98, a najwyżej w tabeli na koniec rozgrywek byli w sezonie 1994/95, zajmując ósmą lokatę. Po powrocie jako beniaminek ekstraklasy zakończyli rozgrywki w poprzednim sezonie na 10. miejscu, a w tym niemal od początku należą do ligowej czołówki i na trzy kolejki przed zakończeniem rywalizacji wiadomo już, że w najgorszym przypadku zespół prowadzony przez trenera Marka Papszuna zajmie miejsce w ekstraklasie na najniższym stopniu podium, ale równie dobrze może też zdobyć wicemistrzostwo Polski. Raków ma tylko punkt straty do drugiej w tabeli Pogoni Szczecin, ale do rozegrania zaległe spotkanie ze Stalą Mielec. Na przegonienie Legii częstochowianie mają już tylko czysto matematyczne szanse, dlatego nikt w tym klubie nie zawraca sobie tym głowy. Mistrzowski tytuł dla Legii to w tym sezonie już sprawa od dawna przesądzona. Częstochowianie mogą jednak już 2 maja cieszyć się ze zdobycie drugiego w hierarchii ważności piłkarskiego trofeum – Pucharu Polski. Muszą tylko pokonać w finale Arkę Gdynia, co z pewnością nie jest zadaniem ponad ich siły. Wypada przypomnieć, że Raków w przeszłości grał już w finale tych rozgrywek, w sezonie 1966/1967. Wtedy w meczu rozegranym na stadionie Błękitnych Kielce lepsza okazała się po dogrywce Wisła Kraków (2:0). „Gdyby ktoś mi powiedział pięć lat temu, że teraz będziemy na podium ekstraklasy, zagramy w europejskich pucharach i będziemy w finale Pucharu Polski, sugerowałbym, że ten ktoś powinien schłodzić głowę. To wciąż do mnie nie dociera” – przyznał na łamach Sport.pl trener Marek Papszun.
Raków wciąż jest jednak jedynym zespołem w PKO Ekstraklasie, który nie gra w lidze na swoim stadionie. Piątkowy mecz ze Śląskiem w ramach 27. kolejki był pierwszym występem ekipy Papszuna w ekstraklasie na obiekcie przy ulicy Limanowskiego w Częstochowie. Niestety, aktualny stan stadionu wzbudził falę szyderczych komentarzy wyśmiewających plac budowy z gotową jedną małą trybuną. „My też chcielibyśmy grać na pięknym, nowoczesnym stadionie, godnym prawie ćwierćmilionowego miasta. Ale rzeczywistość jest taka, że jest to obiekt miejski, a my jesteśmy jedynie jego użytkownikiem. Stadion modernizowany jest przy bardzo ograniczonych środkach” – ripostowały na Twitterze służby prasowe częstochowskiego klubu. Wszystkie nowe i zmodernizowane stadiony powstały lub powstają dzięki funduszom samorządowym (w przypadku stadionów używanych w trakcie Euro 2012 oraz Wisły Kraków, których budowy sfinansowano z budżetu państwa). Żaden nie został zbudowany przez klub, ponieważ żadnego klubu nie stać na takie kosztowne inwestycje. Inna sprawa, że włodarze Częstochowy nie mają ciągotek do wydawania publicznych pieniędzy na sportową infrastrukturę, jak choćby ich odpowiednicy w Lublinie, gdzie zbudowano piękny stadion chociaż nie ma tam wielkiego futbolu. Częstochowianie „szarpnęli się” tylko na malutki stadionik z trybunkami na 5,5 tysiąca miejsc, co ma w sumie kosztować około 17,5 mln złotych.
Ale jak na razie w ramach modernizacji ukończono tylko jedną trybunę na tysiąc miejsc, zainstalowano podgrzewaną murawę oraz wyremontowano budynek klubowy. Koniec budowy przewidziano na koniec lipca. Dla właściciela Rakowa ma to znaczenie, bo w tej chwili musi płacić za wynajem stadionu w Bełchatowie, a dodatkowo za każdy mecz domowy rozgrywany nie w Częstochowie musi płacić do kasy PZPN karę w wysokości 30 tys. złotych. No i pozostaje teraz do rozstrzygnięcia kwestia, na jakim stadionie Raków ma zagrać w rozgrywkach w Lidze Konferencji Europy UEFA.
Zdobycie Pucharu Polski lub wicemistrzostwo oznacza grę od 2. rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Trzecie miejsce już od pierwszej. Raków nie zna jeszcze wymogów UEFA dotyczących infrastruktury w kolejnych rundach. Można jednak zakładać, że będą analogiczne do tych obowiązujących w tym sezonie w kwalifikacjach Ligi Europy i Ligi Mistrzów. UEFA wymagała, by w meczach pierwszej i drugiej rundy eliminacji grać na stadionach co najmniej kategorii drugiej, w kolejnych rundach co najmniej trzeciej, a od fazy grupowej już co najmniej czwartej. Kategorie, jeśli chodzi o pojemność obiektów, prezentują się następująco (oczywiście czynników jest zdecydowanie więcej, od liczby miejsc dla VIP-ów i mediów po wielkość szatni sędziowskiej): kategoria 2 – co najmniej 1500 miejsc siedzących, kategoria 3 – co najmniej 4500 miejsc siedzących, kategoria 4 – co najmniej 8000 miejsc siedzących. W obecnym stanie stadion Rakowa nie spełnia więc nawet wymogów kategorii 2. A czas goni. Pierwsza runda eliminacji Ligi Konferencji Europy rozpocznie się 8 lipca (losowanie 15 czerwca), druga 22 lipca (losowanie 16 czerwca).

PKO Ekstraklasa: Udany start Pogoni

W miniony weekend wznowiła rozgrywki nasza piłkarska ekstraklasa. Sensacją była porażka na własnym boisku aspirującego do mistrzowskiego tytułu Rakowa Częstochowa z Pogonią Szczecin oraz chyba jeszcze bardziej zaskakująca rezygnacja Michała Probierza po przegranym przez „Pasy” spotkaniu z Wartą Poznań.

Drużyna Rakowa podejmowała „Portowców” na stadionie w Bełchatowie, z którego z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie korzysta już drugi sezon. Mecz zapowiadano jako hit kończącej formalnie rundę jesienną 15. kolejki, bo w szranki z zajmującymi pozycję wicelidera ligowej tabeli częstochowianami stawała trzecia w stawce Pogoń. Obie drużyny nie zawiodły oczekiwań i stworzyły nie tylko emocjonujące, ale też stojące na przyzwoitym poziomie piłkarskie widowisko. Jeśli czegoś w nim zabrakło, to chyba tylko celnych strzałów na bramkę. Najwyraźniej po zimowej przerwie gracze obu zespołów zatracili skuteczność.
Papszun kontra Runjaić
Na ten mankament u swoich graczy po meczu bardziej narzekał trener Rakowa Marek Papszun. „Jeśli gra się z drużyną, która straciła tylko osiem bramek w 14 meczach, a nie wykorzystuje czterech bramkowych sytuacji, to trudno liczyć na dobry wynik. Do 60. minuty gra toczyła się wedle naszego planu, ale nie potrafiliśmy strzelić rywalom gola. To potęgowało nerwowość w grze mojej drużyny, natomiast graczy Pogoni ośmielało do coraz odważniejszych ataków i w końcu wykorzystali okazję do zdobycia bramki. Potem straciliśmy kontrolę nad spotkaniem, bo gdy tylko zaatakowaliśmy większą liczbą graczy, natychmiast nadziewaliśmy się na kontry” – ocenił szkoleniowiec Rakowa.
Zwycięską bramkę dla „Portowców” w 58. minucie spotkania zdobył 20-letni Adrian Benedyczak, młodzieżowy reprezentant Polski. Niemiecki trener szczecińskiej drużyny Kosta Runjaić dopiero drugi raz w tym sezonie wystawił tego obiecującego zawodnika do gry w wyjściowym składzie, ale po takim udanym występie być może będzie dawał mu częściej okazję do gry. „Adrian to utalentowany piłkarz, szybki, dynamiczny, technicznie dobrze wyszkolony. Solidnie pracuje na treningach, uczy się od starszych zawodników i dzięki temu znakomicie się rozwija. Przed nim jeszcze dużo pracy, ale jestem przekonany, że jeśli nie zejdzie z tej drogi czeka go wielka kariera – podsumował udany występ podopiecznego trener Runjaić.
Dla szczecinian zwycięstwo w meczu z Rakowem był piątym ligowym z rzędu, a wygrywając w Bełchatowie na półmetku sezonu przeskoczyli częstochowian w tabeli. „Z każdym wygranym meczem rośnie wiara w siebie, ale mnie najbardziej cieszy to, że mój zespół nauczył się też wygrywać w takich wyrównanych spotkania jak z Rakowem. Moi piłkarze zrozumieli, że jeśli każdy należycie wywiązuje się z powierzonych mu zadań, wtedy całej drużynie gra się lepiej. Raków zagrał bardzo dobrze, długo utrudniał nam zadanie na boisku, ale myślę, że nasze zwycięstwo jest zasłużone, chociaż wygraliśmy tylko jedną bramką. Stworzyliśmy jednak cztery doskonałe okazje, z których wykorzystaliśmy tylko jedną. Mój zespół w tym spotkaniu dał z siebie wszystko, może nawet więcej niż mógł” – przyznał trener Pogoni.
Starcie Rakowa z Pogonią było też prestiżową potyczką trenerów tych drużyn. Papszun prowadzi ekipę Rakowa od 18 kwietnia 2016, natomiast Runjaić pracuje w Pogoni od 6 listopada 2017 roku, obaj zatem należą do trenerskich weteranów w naszej ekstraklasie. Po zwolnieniu Jerzego Brzęczka z posady selekcjonera reprezentacji pojawiły się nawet pogłoski, że prezes PZPN Zbigniew Boniek rzekomo rozważał zatrudnienie w jego miejsce właśnie Papszuna. Jeśli nawet taki pomysł był, to chwilowo jest nieaktualny, ale umieszczenie trenera Rakowa wśród ewentualnych sukcesorów Paulo Sousy bynajmniej nie wydaje się niedorzeczne. Lecz skoro jego przymierza się do selekcjonerskiej buławy, to może warto też uwzględnić w tych przymiarkach Runjaicia.
Rejterada Probierza
Właściciel Rakowa Częstochowa Michał Świerczewski jeszcze w styczniu w wypowiedziach dla mediów nie krył, że plotki o selekcjonerskiej ofercie dla Papszuna wzbudzały w nim niepokój, bo ewentualne odejście tego trenera po pięcioletniej pracy w Rakowie stworzyłoby w tym klubie trudną do zapełnienia lukę kadrową. Nie mniejszym zaufaniem właściciela, Jarosława Mroczka, cieszy się w Pogoni Kosta Runjaić. Co ciekawe, obaj ci szkoleniowcy mają umowy ważne do końca czerwca 2022 roku, ale w naszym klubowym futbolu, jak pokazuje choćby przykład Michała Probierza, nawet wypłacalni i zapewniający szkoleniowcom komfort pracy właściciele nie mogą być nigdy na sto procent pewni ich lojalności. Prezes i główny udziałowiec Cracovii Janusz Filipiak musiał być w ciężkim szoku na wieść, że po przegranym w sobotę 0:1 meczu z Wartą Poznań Probierz rzuci zabawkami i złoży nie tylko rezygnację z funkcji trenera pierwszego zespołu, ale nawet posady wiceprezesa ds. szkoleniowych.
„Rezygnuję dzisiaj z funkcji trenera i wiceprezesa Cracovii. Po prostu muszę trochę odpocząć. Przez piętnaście lat cały czas pracowałem i nadszedł moment, w którym sam widzę, że muszę to zrobić. To był dla mnie z wielu względów bardzo burzliwy okres. Przez te piętnaście lat miałem tylko kilka miesięcy przerwy. Zawodnicy też chyba potrzebują jakiegoś innego impulsu. Życzę wszystkim powodzenia. Zawsze będę kibicował Cracovii i będę wdzięczny prezesowi Filipiakowi. Jestem jednak już na tyle doświadczonym człowiekiem i trenerem, że wiem, kiedy trzeba umieć powiedzieć stop” – oświadczył Probierz na pomeczowej konferencji prasowej.
Wypada przypomnieć, że ten 48-letni szkoleniowiec prowadził ekipę „Pasów” od czerwca 2017 roku i zdobył z nim Puchar oraz Superpuchar Polski. Pod jego wodzą Cracovia rozegrała 126 ligowych meczów, odnosząc 51 zwycięstw, notując 28 remisów oraz ponosząc 47 porażek. Jego kontrakt, który przedłużył we wrześniu ubiegłego roku, obowiązuje do końca czerwca 2023 roku. Nic dziwnego, że nagła rezygnacja Probierza wywołała falę spekulacji wokół powodów jego decyzji. W Cracovii miał pozycję, jakiej nie ma żaden z trenerów w naszej ekstraklasie, bo poza nim żaden nie jest w zarządzie klubu i na dodatek w randze wiceprezesa.
Co się takiego stało, że zrezygnował z tego po jednym przegranym meczu, mając za sobą najlepszy sezon Cracovii od 72 lat. Co prawda drużynę „Pasów” pod jego wodzą prezentowała toporny futbol oparty na sile fizycznej, wybieganiu i grze z kontrataku, ale jeszcze większe pretensje można mieć do niego za forsowaną politykę kadrową, preferującą zatrudnianie zagranicznych piłkarzy. Na razie nie wiadomo co z tym fantem zrobi prezes Janusz Filipiak.

Niepokonany Michniewicz

Pierwszy raz w tym sezonie Legia zagrała drugi raz z rzędu w tym samym wyjściowym składzie. Stabilizacja kadrowa nie oznaczała radykalnej poprawy w grze, ale zapewniła zwycięstwo i… pierwszy w tym sezonie mecz na Łazienkowskiej bez straty gola.

W pierwszych minutach mistrzowie Polski próbowali zdominować rywali, ale szybko wytracili impet. Gdańszczanom sprzyjało na dodatek szczęście, bo w kilku podbramkowych sytuacjach legionistom zwyczajnie nie starczyło umiejętności. Sami nie byli jednak w stanie nawet celnie posłać piłkę na bramkę strzeżoną przez Artura Boruca. Do przerwy było więc 0:0, ale po zmianie stron gospodarze, najwyraźniej w przerwie mocno obsztorcowani przez trenera Czesława Michniewicza, ruszyli znowu do ataku i ostatecznie po golach Tomasa Pekharta i Rafaela Lopeza wygrali 2:0.
Dla 31-letniego czeskiego napastnika była to 10. bramka w tym sezonie. Pekhart jest liderem klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy. Radość legionistów była podwójna, bo przystępując do spotkania z Lechia znali już wynik meczu Śląska Wrocław z Rakowem Częstochowa (1:0), zatem wiedzieli, że zwycięstwo z gdańszczanami pozwoli im odzyskać pozycję lidera. Zadowolenia nie krył też trener Michniewicz, bo odkąd przejął zespół Legii, jeszcze nie przegrał z nim ligowego meczu.
Śląsk na swoim boisku przerwał imponującą serię Rakowa, który nie przegrał 12 meczów z rzędu. Częstochowianie po meczu byli wściekli na siebie, bo przez większość meczu mieli wyraźną przewagę, a bramkę stracili w dość przypadkowy sposób. „To prawda, jesteśmy wściekli i mam nadzieję, że przeniesiemy tę złość na kolejnych rywali” – odgrażał się trener Rakowa Marek Papszun.
Prawdziwą kanonadę urządzili sobie natomiast w Białymstoku gracze Jagiellonii i Warty Poznań. Beniaminek ekstraklasy walczył dzielnie z mającymi wielkie aspiracje gospodarzami i przegrał 3:4, chociaż do przerwy prowadził 3:2. Jagiellonia zwycięską bramkę strzeliła dopiero w doliczonym czasie gry, na dodatek z rzutu karnego. Nerwami ze stali wykazał się Chorwat Jakov Puljić, dla którego gol z „jedenastki” był trzecim strzelonym w tym spotkaniu. Ten 27-letni napastnik ma już na koncie osiem bramek i na spółkę z Hiszpanem Jesusem Jimenezem z Górnika Zabrze jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Tak na marginesie, kolejne lokaty w także zajmują cudzoziemcy – następny w zestawieniu z 7 trafieniami jest portugalski snajper Lechii Flavio Paixao, po 6 goli mają na koncie Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii i Szwed Mikael Ishak z Lecha Poznań, a pierwszy polski piłkarz na liście, Kamil Biliński z Podbeskidzie, pojawia się dopiero w grupie graczy z dorobkiem pięciu goli.
W 12. kolejce doszło też skandalu wywołanego karczemnym zachowaniem działaczy Cracovii podczas derbowego meczu z Wisłą Kraków (1:1). Spotkanie sędziował bydgoski arbiter Daniel Stefański, ale jego praca tak dalece nie spodobała się właścicielowi i prezesowi „Pasów” Januszowi Filipiakowi, że nie przebierając w słowach zbluzgał sędziego. A ponieważ mecz rozgrywano przy pustych trybunach, wulgarne wyzwiska były wyraźnie słychać na stadionie. Sprawą ma zająć się Komisja Ligi, ale Cracovia nie czekając na wyrok, zamieściła dzień po meczu takie oto oświadczenie: „W meczu z Legią sędzia Lasyk wypaczył wynik meczu, pozbawił Cracovię ewidentnego rzutu karnego. Żona sędziego Stefańskiego według wpisów w Internecie jest kibicką Wisły. Wyznaczenie tej pary do sędziowania derbów samo w sobie nie było odpowiedzialne. Zwłaszcza w kontekście wywiadu J. Filipiaka dla Onetu, krytykującym sędziego Lasyka. Obawialiśmy się złego sędziowania, a rzeczywistość okazała się gorsza niż przewidywania, co wskazują załączone linki do sytuacji z meczu. Kluby Ekstraklasy nie mają żadnych praktycznych możliwości dochodzenia swoich racji w PZPN. Przez członków Zarządu Cracovii w trakcie meczu przemawiała zwykła ludzka złość i rozżalenie. Takie sędziowanie jak w meczu Cracovii z Wisłą wypacza sens futbolu i jest jednym z głównych powodów, przez które polska piłka klubowa ma się źle” – napisano w komunikacie.

Raków odzyskał tron

Legia po remisie z Piastem straciła pozycję lidera, którą odzyskał Raków. Trener częstochowskiej drużyny Marek Papszun przyznał, że chociaż w klubie nikt głośno nie mówi o mistrzostwie, to myślenie o tym jego piłkarzom już nie wydaje się takie niedorzeczne. Ale na razie chcą utrzymać prowadzenie do końca jesiennej rundy.

Częstochowianie pokonali u siebie (czyli na wynajętym stadionie w Bełchatowie) Wartę Poznań, najlepiej jak na razie spisującego się w ekstraklasie z tercetu beniaminków, ale było to zwycięstwo dość fartowne, bo osiągnięte po golu Vladislavsa Gutkovskisa z rzutu karnego podyktowanego przez sędziego Daniela Stefańskiego w ostatnich minutach spotkania. Trener Rakowa Marek Papszun wygraną swojej drużyny oglądał z trybun, bo to był drugi z nałożonych na niego dwóch meczów dyskwalifikacji za czerwona kartę w starciu z Wisłą Kraków w 9. kolejce.
Po meczu przyznał szczerze, że jego piłkarze zagrali fatalnie, szczególnie w ofensywie, bo kiepski dzień mieli skrzydłowi, zwykle napędzający swoim akcjami grę. Podkreślił jednak, że i tak jest zadowolony, bo Warta to zespół skupiony wyłącznie na bronieniu dostępu do własnej bramki i przeszkadzaniu rywalom, czego najlepszym dowodem jest to, że w spotkaniu z Rakowem przez 90 minut nie oddali ani jednego strzału na bramkę Rakowa.
Papszun o mistrzowskim tytule na razie mówi oględnie. „W klubie o tym nie rozmawiamy, ale nie ma też co udawać, że gdzieś tam z tyłu głowy u każdego z nas takie myśli nieśmiało zaczynają się pojawiać. Nie widzę w tym nic złego, po to w końcu pracujemy, a przecież nikt nam tego, co do tej pory osiągnęliśmy, nie dał za darmo. Na rywalizację w ekstraklasie trzeba jednak spojrzeć z szerszej perspektywy. Mamy mniejsze możliwości infrastrukturalne i organizacyjne niż nasi rywale w lidze. Nie załamujemy się tym jednak i nadrabiamy tak zwanym czynnikiem ludzkim” – powiedział Papszun w jednym z wywiadów.
Właściciel częstochowskiego klubu, Michał Świerczewski, prowadzi ten swój futbolowy biznes rozważnie, więc i cele do osiągnięcia wyznacza realne. Mistrzostwa Polski na pewno w planie nie miał, zapewne nie zakładał nawet wywalczenia miejsca na podium. Papszun miał za zadanie przede wszystkim zapewnić drużynie utrzymanie w ekstraklasie. Teraz jednak sytuacja jest już inna, bo pojawiła się szansa na historyczny sukces, tylko że w polskim futbolu klubowym sukces zawsze słono kosztuje.
Raków jest w dobrej sytuacji, bo wszyscy piłkarze w kadrze mają ważne kontrakty, więc nie ma zagrożenia, że w przerwie zimowej zespół zostanie osłabiony, ale jeśli Świerczewski na serio chciałby zagrać na nosie potentatom naszej ekstraklasy, czyli głównie Legii i Lechowi, musiałby wyłożyć pieniądze na kilku nowych graczy. I to takich z górnej półki, zdolnych podnieść jakość gry zespołu na poziom nie grożący ośmieszeniem w przypadku prawdopodobnego w tej chwili występu w europejskich pucharach.
Czy taka potrzeba wystąpi więcej będzie wiadomo po ostatniej w tym roku ligowej kolejce, a warto przypomnieć, że Raków ma jeszcze do rozegrania dwa wyjazdowe mecze, ze Śląskiem Wrocław i Piastem Gliwice oraz u siebie z Jagiellonią.
Legię czekają jednak wcale nie łatwiejsze spotkania u siebie z Lechią Gdańsk i Stalą Mielec oraz wyjazdowe z Wisłą Kraków, zaś trzeciego obecnie w tabeli Górnika Zabrze wyjazdy do Płocka i Białegostoku, a u siebie starcie z Cracovią.
Ekstraklasa zakończy tegoroczne zmagania 20 grudnia na 14. kolejce, więc nie będzie to nawet półmetek rozgrywek. Za wcześnie zatem prorokować kolejność na koniec sezonu. Jeśli nie zdarzą się jakieś kolejne przełożenia meczów z powodu zakażeń Covid-19, a Pogoń, Lech i Wisła Płock nadrobią zaległości, będzie to można uznać za sukces. W tym sezonie przerwa zimowa będzie krótka, bo piłkarze zgodnie z ustalonym terminarzem wrócą do gry już w ostatni weekend stycznia. Ale jak uczy historia poprzednich sezonów, nawet te sześć tygodni przerwy i otwarte w tym czasie okienko transferowe mogą całkowicie zmienić układ sił.

48 godzin sport

Wirus w kadrze młodzieżowej
Przeprowadzone w piątek testy na obecność wirusa SARS-CoV-2 u zawodników i członków sztabu szkoleniowego młodzieżowej reprezentacji Polski dały wynik pozytywny u zawodnika Lechii Gdańsk Tomasza Makowskiego. Zgodnie z obowiązującym protokołem postępowania, zawodnik został odizolowany od zespołu w trybie natychmiastowym, a w sobotę rano opuścił zgrupowanie kadry narodowej. Reprezentacja Polski w ramach eliminacji do młodzieżowych mistrzostw Europy zagra z Łotwą. Spotkanie odbędzie się we wtorek 17 listopada na Stadionie Miejskim w Łodzi (początek godz. 17:30).

Jastrzębski Węgiel w elicie
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla pokonali w kwalifikacyjnym meczu rumuński zespół Arcada Galati 3:0 (25:18, 25:16, 25:17) i pewnie awansowali do fazy grupowej Ligi Mistrzów, dołączając do mających już miejsce w tych elitarnych rozgrywkach ekip ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i PGE Skry Bełchatów. Jastrzębianie rywalizować będą w grupie C z Zenitem Kazań, ACH Volley Ljubljana oraz Berlin Recycling Volleys.

Kara dla trenera Rakowa
Trener Rakowa Częstochowa Marek Papszun został ukarany przez Komisję Ligi karą dyskwalifikacji w dwóch meczach PKO Ekstraklasy. To sankcja za czerwoną kartkę w meczu z Wisłą Kraków w 9. kolejce. Nie poprowadzi swojego zespołu w 10. kolejce w wyjazdowym spotkaniu z Lechem Poznań oraz w 11. kolejce u siebie z Wartą Poznań.

Niemcy w polskiej lidze
Najbardziej utytułowany niemiecki klub żużlowy Landshut Devils poinformował oficjalnie, że w sezonie 2021 będzie występować w polskiej 2. lidze żużlowej. To już drugi zespół zza Odry, który zdecydował się na rywalizację w naszym kraju. Pierwszym była ekipa Wolfe Wittstock, która przystąpiła do rozgrywek 2. Ligi Żużlowej w sezonie 2020. Oprócz dwóch niemieckich zespołów w 2. lidze ściga się łotewski Lokomotiv Daugavpils, który w minionym sezonie spadł 1. ligi żużlowej. W przeszłości na polskich torach rywalizowały też kluby z Ukrainy, Węgier i Czech.

Wymęczony awans Cracovii
W zaległym meczu 1/16 finału Pucharu Polski broniąca tego trofeum Cracovia pokonała na wyjeździe trzecioligowy Świt Skolwin 1:0. Zwycięską bramkę zdobył po efektownym uderzeniu z tzw. przewrotki wprowadzony do gry po przerwie 20-letni Daniel Pik.

Mourinho podpadł w UEFA
Tottenham Hotspur najbliższy mecz w Lidze Narodów, 26 listopada u siebie z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, rozegra bez swojego trenera. Jose Mourinho został bowiem ukarany dyskwalifikacją przez UEFA za celowe opóźnienie rozpoczęcia meczu Ligi Europy z Royal Antwerpia. Co ciekawe, ekipa „Kogutów” przegrała z belgijską drużyną 0:1.

Pekin zamknięty dla łyżwiarzy
Przyszłoroczne mistrzostwa świata w łyżwiarstwie szybkim, które miały się odbyć w lutym 2021 roku w Pekinie, zostały przełożone w związku z pandemią Covid-19 – podała światowa federacja łyżwiarska (ISU). Już wcześniej przełożono też finałowe zawody Grand Prix w łyżwiarstwie figurowym, które miały się odbyć w stolicy Chin połowie grudnia tego roku, natomiast ISU oficjalnie też potwierdziła odwołanie zawodów Pucharu Świata w short tracku zaplanowanych w dniach 18-20 grudnia w Pekinie. Te trzy imprezy miały być testami przedolimpijskimi przed zimowymi igrzyskami w 2022 roku.

Zawierucha w Derby County
Reprezentanci Polski Kamil Jóźwiak i Krystian Bielik będą mieli nowego trenera. W minioną sobotę ich klub, Derby County, poinformował o zwolnieniu dotychczasowego szkoleniowca Phillipa Cocu. Tymczasowo zastąpił go Wayne Rooney, który wciąż jest jeszcze czynnym zawodnikiem tej drużyny. Holenderski szkoleniowiec prowadził zespół od lipca 2019 roku, ale w tym sezonie w rozgrywkach Championship Derby County po 11 kolejkach ma tylko sześć punktów na koncie i zajmuje przedostatnią lokatę. Bielik jest zawodnikiem tego klubu od 2 sierpnia 2019 roku, a Jóźwiak przeszedł do niego z Lecha Poznań 16 września tego roku.

Włodarczyk musi się bić
Krzysztof „Diablo”| Włodarczyk został wyznaczony Europejską Unię Boksu (EBU)do walki o pas mistrza Europy w wadze junior ciężkiej z broniącym tytułu Irlandczykiem Tommym McCarthym. 39-letni polski pięściarz ma na koncie 58 stoczonych walk,z czego 39 wygranych przez nokaut, a ostatni pojedynek stoczył 30 listopada ubiegłego roku pokonując na punkty Gabończyka Taylora Mabikę. Młodszy o od niego o dziewięć lat McCarthy (17 walk, 8 KO) wakujący pas EBU w junior ciężkiej wywalczył na początku listopada br.

Sukces koszykarzy Zastalu
Koszykarze Zastalu Enea BC pokonali w Zielonej Górze rosyjski Uniks Kazań 92:86 (25:18, 21:17, 20:24, 26:27) w swoim siódmym meczu w Zjednoczonej Lidze VTB. To pierwsze zwycięstwo polskiej drużyny nad Uniksem w historii rozgrywek w VTB. Mimo porażki w tabeli ligi prowadzi Zenit (6-0), a Zastal z bilansem 2-5 zajmuje 10. lokatę.

Ramos rekordzistą Europy
Hiszpan Sergio Ramos w minioną sobotę ustanowił nowy rekord Europy w liczbie występów w reprezentacji kraju. 34-letni środkowy obrońca, na co dzień gracz Realu Madryt, w meczu Ligi Narodów ze Szwajcarią zagrał po raz 177. w narodowych barwach. Nie był to udany mecz w jego wykonaniu, bo zmarnował dwa rzuty karne, przez co Hiszpania zremisowała tylko 1:1. Wcześniej dzielił pierwszą lokatę z bramkarzem Gianluigi Buffonem, który zakończył swoją reprezentacyjną karierę z dorobkiem 176 występów. Światowym rekordzistą jest Egipcjanin Ahmed Hassan ze 184 występami koncie.

Restart ligi wyzwaniem dla trenerów

Polski rząd luzuje coraz bardziej rygory nałożone w związku z pandemią koronawirusa. W środę Od 18 maja na otwartych obiektach będzie mogło jednocześnie ćwiczyć nawet 32 zawodników. Otwarte zostaną także hale sportowe. Dla klubów piłkarskich to dobre wieści, bo zgodnie z tymi wytycznymi od najbliższego poniedziałku kadry zespołów będą mogły już trenować razem. Restart rozgrywek wydaje się niezagrożony. Departament Rozgrywek Krajowych PZPN-u wspólnie z Ekstraklasą SA przygotował ramowy terminarz rozgrywek ekstraklasy, Pucharu Polski oraz I i II ligi do końca sezonu 2019/2020.

W miniona środę na konferencji z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego podano nowe wytyczne dotyczące obostrzeń, w tym także dotyczące sportu. wynika z nich, że od poniedziałku 18 maja zwiększony zostanie limit osób, które będą mogły ćwiczyć na otwartych obiektach sportowych, czyli stadionach, boiskach, skoczniach, torach, skateparkach (może przebywać na nich maksymalnie 14 zawodników plus dwóch trenerów). Na otwartych pełnowymiarowych boiskach piłkarskich będą mogły przebywać maksymalnie 22 osoby plus czterech trenerów. Ale w przypadku podzielenia boiska na pół, na każdej części będzie mogło ćwiczyć po 14 graczy plus dwóch szkoleniowców, co oznacza, że jednorazowo na całym boisku da się prowadzić zajęcia w grupie liczącej 32 zawodników i sześciu trenerów. Obie części boiska muszą być jednak wtedy oddzielone strefą buforową.
Od 18 maja będzie można też prowadzić treningi i zajęcia sportowe w obiektach zamkniętych. W salach i halach sportowych o powierzchni do 300 m2 równocześnie będzie mogło ćwiczyć 12 osób plus trener, w obiektach od 301 do 800 m2 16 osób plus dwóch trenerów, w obiektach od 801 do 1000 m2 24 osoby plus dwóch trenerów, zaś w obiektach powyżej 1000 m2 nawet 32 osoby plus trzech trenerów. Takie warunki pozwalają nie tylko piłkarzom na realizację pełnego programu treningowego, ale także przedstawicielom innych gier zespołowych.
Piłkarze pod specjalnym nadzorem
Pierwsze mecze zaplanowano na 26 i 27 maja, w tych dniach odbędą się dwa zaległe spotkania ćwierćfinałowe Pucharu Polski. We wtorek Miedź Legnica podejmie Legię Warszawa, a w środę Stal Mielec zagra z Lechem Poznań. Wcześniej, przed zawieszeniem rozgrywek z powodu pandemii koronawirusa, awanse do półfinału Pucharu Polski zapewniły sobie Cracovia (2:1 po dogrywce z GKS Tychy) i Lechia Gdańsk (2:1 z Piastem Gliwice).
Półfinały tych rozgrywek wyznaczono na 7-8 lipca. Jeśli do finału Pucharu Polski awansują dwa kluby z PKO Ekstraklasy, mecz zostanie rozegrany 24 lipca, ale jeśli choć jeden z finalistów będzie z I ligi, wtedy finałowa potyczka odbędzie się 22 lipca.
Ekstraklasa ma wznowić rozgrywki w piątek 29 maja, a ich zakończenie zaplanowano w weekend 18-19 lipca. Trzy kolejki odbędą się w środy: 10 i 24 czerwca oraz 15 lipca, terminy pozostałych ośmiu wyznaczono w czerwcu w dniach 5-8, 12-14, 19-21 i 26-28, zaś w lipcu 4-5, 11-12, 1oraz 18-19.
Rozgrywki pierwszej i drugiej ligi mają zostać wznowione w weekend 2-3 czerwca. Dokładne daty oraz godziny meczów zostaną ustalone w późniejszym terminie. Zmagania potrwają do 26 lipca, a 28 i 31 lipca zaplanowano baraże dla drużyn z I ligi z miejsc 3-6 o jedno miejsce w ekstraklasie.
Ustalono też ramowe zasady rozgrywania meczów. Stadiony podzielone zostały na strefy, z których najważniejsza będzie tzw. strefa zero, czyli plac gry wyznaczony tylko dla osób, które znalazły się na klubowych „listach izolacyjnych” i przeszły uprzednio kwarantannę oraz badania na obecność koronawirusa (limit dopuszczał 50 osób w każdym klubie). Na boisku nie będzie chłopców do podawania piłek, a bez maseczek będą mogli na nim przebywać jedynie piłkarze, trenerzy i sędziowie. Inne upoważnione osoby zostaną oznaczone identyfikatorami przyporządkowującymi ich do danych stref i nie będą mogły się swobodnie przemieszczać do innych sektorów stadionu. Jakikolwiek catering jest zabroniony, nie będzie również dziecięcej eskorty oraz maskotek.
Spotkania będą rozgrywane bez udziału publiczności, a Ekstraklasa SA rekomenduje, by kluby podejmowały działania zachęcające kibiców do pozostania w domach i niegromadzenia się w związku z organizacją spotkań ligowych. Na każde ze spotkań PKO Ekstraklasy będzie mogło wejść do 15 dziennikarzy, którzy na stadionie będą poruszali się poza strefami, w których mogą przebywać osoby objęte izolacją. Konferencje prasowe i rozmowy z piłkarzami nie będą się odbywać.
Forma zespołów wielką niewiadomą
Piłkarze wrócili do treningów po dwumiesięcznej przerwie, co oznacza, że powinni zaliczyć niemal pełny okres przygotowawczy, jak po każdej przerwie w rozgrywkach. Trenerzy nie mają jednak teraz na to tyle czasu, a dodatkowym mankamentem obecnej sytuacji jest trudność z organizowaniem spotkań kontrolnych. Dla szkoleniowców będzie to nowe wyzwanie, z którym nie mieli jeszcze okazji się zmierzyć. Także dla nich forma ich podopiecznych będzie więc jedną wielka niewiadomą. W trakcie kwarantanny w dwóch klubach doszło do zmiany trenerów. Zdecydowały się na to dwa ostatnie zespoły w tabeli – ŁKS Łódź (Kazimierza Moskala zastąpił Wojciech Stawowy) i Arka Gdynia (Ireneusz Mamrot przejął zespół po Krzysztofie Sobieraju).
W pozostałych 14 ekipach wszystko pozostało po staremu: w Legii rządzi Serb Aleksandar Vuković, w Piaście Waldemar Fornalik, w Cracovii Michał Probierz, w Śląsku Wrocław Czech Vitezslav Lavicka, w Lechu Poznań Dariusz Żuraw, w Pogoni Szczecin Niemiec Kosta Runjaić, w Lechii Gdańsk Piotr Stokowiec, w Jagiellonii Białystok Bułgar Iwajło Petew, w Rakowie Częstochowa Marek Papszun, w Wiśle Płock Radosław Sobolewski, w Zagłębiu Lubin Słowak Martin Sevela , w Górniku Zabrze Marcin Brosz, w Wiśle Kraków Artur Skowronek, a Koronie Kielce Maciej Bartoszek. Pięciu szkoleniowców to cudzoziemcy, reszta reprezentuje polską myśl szkoleniową, cokolwiek to znaczy. W tym gronie najdłużej z aktualnym zespołem pracuje Marek Papszun, który prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 i w poprzednim sezonie wprowadził go do ekstraklasy.
Kolejni pod względem długości stażu w jednej ekipie są Marcin Brosz (w Górniku od 3 czerwca 2016), Michał Probierz (w Cracovii od 21 czerwca 2017 roku), Waldemar Fornalik (w Piaście od 19 września 2017 roku) oraz Kosta Runjaić (w Pogoni od 6 listopada 2017 roku).
Który z nich w tych nietypowych warunkach okaże się najlepszym fachowcem? Przekonamy się o tym już wkrótce.