Niepokonany Michniewicz

Pierwszy raz w tym sezonie Legia zagrała drugi raz z rzędu w tym samym wyjściowym składzie. Stabilizacja kadrowa nie oznaczała radykalnej poprawy w grze, ale zapewniła zwycięstwo i… pierwszy w tym sezonie mecz na Łazienkowskiej bez straty gola.

W pierwszych minutach mistrzowie Polski próbowali zdominować rywali, ale szybko wytracili impet. Gdańszczanom sprzyjało na dodatek szczęście, bo w kilku podbramkowych sytuacjach legionistom zwyczajnie nie starczyło umiejętności. Sami nie byli jednak w stanie nawet celnie posłać piłkę na bramkę strzeżoną przez Artura Boruca. Do przerwy było więc 0:0, ale po zmianie stron gospodarze, najwyraźniej w przerwie mocno obsztorcowani przez trenera Czesława Michniewicza, ruszyli znowu do ataku i ostatecznie po golach Tomasa Pekharta i Rafaela Lopeza wygrali 2:0.
Dla 31-letniego czeskiego napastnika była to 10. bramka w tym sezonie. Pekhart jest liderem klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy. Radość legionistów była podwójna, bo przystępując do spotkania z Lechia znali już wynik meczu Śląska Wrocław z Rakowem Częstochowa (1:0), zatem wiedzieli, że zwycięstwo z gdańszczanami pozwoli im odzyskać pozycję lidera. Zadowolenia nie krył też trener Michniewicz, bo odkąd przejął zespół Legii, jeszcze nie przegrał z nim ligowego meczu.
Śląsk na swoim boisku przerwał imponującą serię Rakowa, który nie przegrał 12 meczów z rzędu. Częstochowianie po meczu byli wściekli na siebie, bo przez większość meczu mieli wyraźną przewagę, a bramkę stracili w dość przypadkowy sposób. „To prawda, jesteśmy wściekli i mam nadzieję, że przeniesiemy tę złość na kolejnych rywali” – odgrażał się trener Rakowa Marek Papszun.
Prawdziwą kanonadę urządzili sobie natomiast w Białymstoku gracze Jagiellonii i Warty Poznań. Beniaminek ekstraklasy walczył dzielnie z mającymi wielkie aspiracje gospodarzami i przegrał 3:4, chociaż do przerwy prowadził 3:2. Jagiellonia zwycięską bramkę strzeliła dopiero w doliczonym czasie gry, na dodatek z rzutu karnego. Nerwami ze stali wykazał się Chorwat Jakov Puljić, dla którego gol z „jedenastki” był trzecim strzelonym w tym spotkaniu. Ten 27-letni napastnik ma już na koncie osiem bramek i na spółkę z Hiszpanem Jesusem Jimenezem z Górnika Zabrze jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Tak na marginesie, kolejne lokaty w także zajmują cudzoziemcy – następny w zestawieniu z 7 trafieniami jest portugalski snajper Lechii Flavio Paixao, po 6 goli mają na koncie Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii i Szwed Mikael Ishak z Lecha Poznań, a pierwszy polski piłkarz na liście, Kamil Biliński z Podbeskidzie, pojawia się dopiero w grupie graczy z dorobkiem pięciu goli.
W 12. kolejce doszło też skandalu wywołanego karczemnym zachowaniem działaczy Cracovii podczas derbowego meczu z Wisłą Kraków (1:1). Spotkanie sędziował bydgoski arbiter Daniel Stefański, ale jego praca tak dalece nie spodobała się właścicielowi i prezesowi „Pasów” Januszowi Filipiakowi, że nie przebierając w słowach zbluzgał sędziego. A ponieważ mecz rozgrywano przy pustych trybunach, wulgarne wyzwiska były wyraźnie słychać na stadionie. Sprawą ma zająć się Komisja Ligi, ale Cracovia nie czekając na wyrok, zamieściła dzień po meczu takie oto oświadczenie: „W meczu z Legią sędzia Lasyk wypaczył wynik meczu, pozbawił Cracovię ewidentnego rzutu karnego. Żona sędziego Stefańskiego według wpisów w Internecie jest kibicką Wisły. Wyznaczenie tej pary do sędziowania derbów samo w sobie nie było odpowiedzialne. Zwłaszcza w kontekście wywiadu J. Filipiaka dla Onetu, krytykującym sędziego Lasyka. Obawialiśmy się złego sędziowania, a rzeczywistość okazała się gorsza niż przewidywania, co wskazują załączone linki do sytuacji z meczu. Kluby Ekstraklasy nie mają żadnych praktycznych możliwości dochodzenia swoich racji w PZPN. Przez członków Zarządu Cracovii w trakcie meczu przemawiała zwykła ludzka złość i rozżalenie. Takie sędziowanie jak w meczu Cracovii z Wisłą wypacza sens futbolu i jest jednym z głównych powodów, przez które polska piłka klubowa ma się źle” – napisano w komunikacie.