Wyniki 3. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 3. kolejki:
Wisła Płock – Legia Warszawa 0:1

Gol: Tomas Pekhart (30).
Żółte kartki: Uryga, Garcia, Szwoch – Slisz, Jędrzejczyk, Mladenović, Luquinhas.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 1560.
Jagiellonia Białystok – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2
Gole: Jakov Puljić (49), Jesus Imaz (51) – Kamil Biliński (18), Michał Rzuchowski (37).
Żółte kartki: Figiel, Rundić (Podbeskidzie).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 5065.
Cracovia – Stal Mielec 1:1
Gole: Dawid Szymonowicz (90) – Paweł Tomczyk (82).
Żółte kartki: Marquez – Flis, Forsell, Matras, Dadok.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 5439.
Warta Poznań – Piast Gliwice 0:0
Żółte kartki: Czyżycki – Holubek.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 1872.
Śląsk Wrocław – Lech Poznań 3:3
Gole: Piotr Celeban (12), Mathieu Scalet (16), Robert Pich (51 karny) – Mikael Ishak (7, 32), Dani Ramirez (28).
Żółte kartki: Sobota, Stiglec (Śląsk).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 11 535.
Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 3:0
Gole: Jesus Jimenez (34 karny), Bartosz Nowak (60), Daniel Ściślak (81).
Żółte kartki: Koj, Prochazka – Sopoćko.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 10 270.
Pogoń Szczecin – Wisła Kraków 2:2
Gole: Lukas Klemenz (8 samobójcza), Kostas Triantafyllopoulos (90) – Jean Carlos Silva (3), Víctor Moya Martinez Chuca (57).
Żółte kartki: Smoliński, Gorgon – Sadlok.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 1877.
Raków Częstochowa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Vladislavs Gutkovskis (1), David Tijanić (48) – Rok Sirk (66).
Żółte kartki: Kun, Cebula, Tudor – Poręba, Balić, Sirk.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 1675.
Uwaga: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Górnik 3 9 9:2
  2. Śląsk 3 7 8:4
  3. Raków 3 6 6:4
  4. Legia 3 6 4:3
  5. Zagłębie 3 6 4:3
  6. Jagiellonia 3 5 5:4
  7. Pogoń 3 4 4:4
  8. Lechia 3 3 2:6
  9. Lech 3 2 6:7
  10. Wisła P. 3 2 3:4
  11. Podbeskidzie 3 2 6:8
  12. Wisła K. 3 2 4:6
  13. Stal 3 2 2:4
  14. Warta 3 1 0:2
  15. Piast 3 1 0:3
  16. Cracovia 3 0 5:4

Legia zaczęła sezon niemrawo

Jeśli ktoś oglądał żenujący występ zespołu Legii Warszawa z północnoirlandzkim zespołem Linfield FC, wygrany po straszliwych męczarniach ledwie 1:0, to raczej nie ma nadziei, że warszawianie przejdą następną przeszkodę w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. A będzie nią Omonia Nikozja, która pokonała po dogrywce 1:0 Ararat Armenię. Trenerem cypryjskiego zespołu jest dobrze znany na Łazienkowskiej Norweg Henning Berg.

Solidnie zdawałoby się wzmocniona Legia (doszli latem m.in. Artur Boruc, Filip Mladenović, Josip Juranović, Rafael Lopes oraz Bartosz Kapustka) zaczęła nowy sezon od wyjazdowego zwycięstwa 6:1 z GKS Bełchatów w 1/32 finału Pucharu Polski. Ale takiego słabego przeciwnika już raczej na swojej drodze w tym sezonie nie spotka, więc tak naprawdę forma piłkarzy stołecznego zespołu była wielką niewiadomą. Jej poziom miała zweryfikować pierwsza poważna potyczka, a był nią mecz o awans do II rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów z mistrzem Irlandii Północnej, Linfield FC. Jeśli ktoś liczył na powtórkę kanonady z Bełchatowa, srogo się zawiódł. W innych spotkaniach I rundy kwalifikacyjnej faworyci strzelali seriami – np. Celtic Glasgow rozbił islandzki KV Rejkjavik 6:0, a Crvena Zvezda Belgrad odprawiła mistrza Gibraltaru FC Europe 5:0, natomiast na stadionie przy Łazienkowskiej w Warszawie miała miejsce powtórka żenujących słabym poziomem pucharowych spektakli z poprzednich lat.
Legioniści męczyli się straszliwie z amatorami z Irlandii Północnej i wygrali z nimi tylko 1:0, ale dodatkowym upokorzeniem było to, że Jose Kante zwycięską bramkę zdobył dopiero w 82. minucie, gdy zespół gości grał w osłabieniu. Co z tego, że podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia dłużej byli w posiadaniu piłki, więcej razy strzelali na bramkę rywali i częściej atakowali, skoro nie potrafili tej optycznej przewagi przekuć na gole. „Polski zespół był wyraźnie sfrustrowany swoją słabością, a piłkarze Linfield FC byli nawet bliscy strzelenia gola po uderzeniu głową Marka Stafforda. Schemat gry był ustalony od samego początku – Legia rządziła pod względem posiadaniem piłki, ale nie była groźna pod bramka przeciwników, natomiast Linfield tkwiło na swojej połowie za podwójna gardą i dość łatwo odpierało większość ataków gospodarzy, którym jednak w 82. minucie w końcu dopisało szczęście” – pisały w sprawozdaniach brytyjskie media.
Legia zatem znów nie zachwyciła, co w ostatnich latach jest raczej normą w jej występach w kwalifikacjach europejskich pucharów, więc nawet nie ma co liczyć, że w tym sezonie przebije się do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy choćby Ligi Europy. Nie można nawet wykluczyć, że z marzeniami o grze w Champions League legioniści pożegnają się już w przyszłym tygodniu, bo w środę 26 sierpnia przyjdzie im zmierzyć się na Łazienkowskiej z Omonią Nikozja, przeciwnikiem znacznie mocniejszym od Linfield FC. Na dodatek prowadzonym przez trenera Henninga Berga, który warszawski klub dobrze zna, bo pracował w nim w latach 2013-2015.
Omonia będzie rywalizować z zespołem z polskiej ekstraklasy po raz trzeci w historii. W 2003 roku grała w eliminacjach Ligi Mistrzów z Wisłą Kraków, z którą u siebie zremisowała 2:2, a na wyjeździe przegrała 2:5. W 2015 roku natomiast ograła Jagiellonię Białystok w eliminacjach Ligi Europy, a jedyna bramka w dwumeczu padła na Cyprze. W tym sezonie Omonia wróciła do europejskich pucharów po czterech latach nieobecności, ale o awans do fazy grupowej Champions League walczy po raz pierwszy od 2010 roku.
Jedynym pocieszeniem może być to, że cypryjski zespół także nie zachwycił formą w wygranym na wyjeździe po dogrywce 1:0 meczu z Araratem Armenia. Trzeba jednak podkreślić, że w ekipie mistrza Armenii nie było ani jednego Ormianina, drużynę w całości tworzyli obcokrajowcy. Dlatego zwycięstwo podopiecznych Henninga Berga trzeba docenić, zwłaszcza że Norweg także dowodzi legią cudzoziemską, bo ma kadrze głównie graczy spoza Cypru. Przykro to stwierdzić, ale w meczu z cypryjskim zespołem to nie Legia będzie faworytem, mimo atutu własnego stadionu.
Zresztą w takiej dyspozycji, jaką zaprezentowali w spotkaniu z Linfield FC, legioniści nie będą faworytami nawet w sobotnim wyjazdowym meczu z Rakowem Częstochowa w 1. kolejce PKO Ekstraklasy.
Zestaw par 1. kolejki PKO Ekstraklasy
Piątek: Zagłębie Lubin – Lech Poznań, godz. 18:00. Sobota: Cracovia – Pogoń Szczecin, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Piast Gliwice, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Legia Warszawa, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Stal Mielec, godz. 12:30; Warta Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 17:30. Poniedziałek: Jagiellonia Białystok – Wisła Kraków, godz. 18:00.

Nerwy w grupie spadkowej

Pierwsza kolejka gier w fazie play off potwierdziła układ sił w grupie spadkowej ustalony w zasadniczej części sezonu. Górnik Zabrze i Raków Częstochowa umocniły się na czele stawki, ŁKS Łódź stracił de facto szanse na utrzymanie, zaś Korona Kielce i Arka Gdynia są już tego bardzo bliskie.

Twierdzenie, że w grupie spadkowej rywalizacja już się rozstrzygnęła, w przypadku ŁKS Łódź jest uprawnione, bowiem łodzianie tracą w tej chwili do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę Wisły Kraków aż 14 punktów, a do zdobycia pozostało jeszcze tylko 18 punktów w sześciu kolejkach. Co prawda obecny trener ŁKS Wojciech Stawowy ma swoim trenerskim dorobku kilka „piłkarskich cudów” dokonanych na początku XXI wieku, gdy był szkoleniowcem Cracovii, ale chyba limit nadprzyrodzonych mocy dawno się u niego wyczerpał, bo po odejściu z krakowskiego klubu nie zanotował w trenerskiej karierze żadnych znaczących osiągnięć. Nie bardzo wiadomo na co liczyli włodarze ŁKS-u zwalniając Kazimierza Moskala i zatrudniając w jego miejsce Stawowego. Musi za tym stać jakiś długofalowy plan, bo jeszcze przed zawieszeniem ligowych rozgrywek było oczywiste, że ŁKS jest pewniakiem do spadku.
Drugim pewniakiem do zawieszenia rozgrywek była Korona Kielce, ale 6 marca władze klubu zdymisjonowały trener Mirosława Smyłę i zatrudniły w jego miejsce Macieja Bartoszka. Pod jego wodzą kielecki zespół dość radykalnie zmienił swój przaśny styl gry, zaczął grać z większą odwagą i wreszcie strzelać gole, co wcześniej było jego najsłabszą stroną. Po restarcie rozgrywek Korona wygrała w Płocku z Wisłą 4:1 i zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 1:1, ale u siebie przegrała z Piastem Gliwice (1:2) i Lechem Poznań (0:3). Cztery zdobyte punkty to było za mało, żeby wyrwać się ze strefy spadkowej. Dlatego trener Bartoszek tak mocno przeżył porażkę w Zabrzu. Kielczanie jeszcze w 86. minucie prowadzili tam 2:1, a gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w 95. minucie spotkania. „Tego meczu nie mieliśmy prawa przegrać, dlatego w szatni padło wiele mocnych słów, ale nie można inaczej jak się przegrywa tak głupio w końcowych sekundach” – przyznał trener Korony. Bartoszek zapewnia rzecz jasna, że wciąż wierzy w swój zespół i liczy na obronienie się przed spadkiem, lecz fakty są brutalne. Porażka z Górnikiem tylko potwierdziła, że kielczanie w tej chwili są w stanie walczyć o punkty jedynie z najsłabszymi zespołami. Podobnie rzecz się ma z Arką Gdynia, zatem wygląda na to, że w strefie spadkowej arbitrami w rozgrywce o utrzymanie będą już praktycznie spokojne o ligowy byt ekipy Górnika, Rakowa i Zagłębia. Bliska tego jest także Wisła Płock, ale „Nafciarze” muszą się pilnować, bo nad imienniczką z Krakowa mają tylko cztery punkty przewagi.
Po pierwszej kolejce fazy play off wygląda więc na to, że jedynym zespołem, który mogą jeszcze dopaść Korona i Arka, jest właśnie ekipa „Białej Gwiazdy”, która po restarcie jak na razie gra słabo. W wyjazdowym starciu z Rakowem wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 1:3. Na stadionie w Bełchatowie, na którym gościnnie gra zespół z Częstochowy, nie było problemów z kibicami, bo była ich garstka, ale już na stadionie w Zabrzu, na który przybyło ponad 4,5 tysiąca widzów, pojawiły się problemy z utrzymaniem dystansu społecznego i przestrzeganiem rygorów sanitarnych. Polska jako pierwsza otworzyła stadiony dla kibiców, ale niewykluczona, że po wyborach rząd ponownie zamknie trybuny dla publiczności.

Będą grać po obu stronach Odry

Rozpoczęte w poniedziałek wielkie testowanie na obecność koronawirusa w klubach naszej ekstraklasy przeciągnęło się do czwartku. Tego dnia komisja medyczna PZPN wydała zgodę Koronie Kielce na wznowienie treningów. Pozostałe zespoły uzyskały zezwolenie w środę. Na razie zatem nie ma przeszkód, żeby restart rozgrywek nastąpił 29 maja. Po drugiej stronie Odry, w niemieckiej Bundeslidze, ligowe granie zacznie już 16 maja.

Wyniki przeprowadzonych w poniedziałek testów trzymano w tajemnicy, co jednak nie zapobiegło panikarskim spekulacjom w mediach. Atmosferę niepewności podsycały kolejne decyzje. Komisja medyczna PZPN bez podania powodów we wtorek cofnęła wszystkim klubom pozwolenie na wznowienie treningów. Prezes PZPN uzasadnił to krótko: „Gdyby wszystko było OK, to kluby mogłyby, zgodnie z rozporządzeniem, trenować. Chuchając na zimne i dbając o zdrowie wszystkich osób zgłoszonych przez kluby, musimy zrobić dodatkowe badania” – napisał na Twitterze Zbigniew Boniek. W mediach pojawiły się plotki, że zarażonych może być nawet kilkudziesięciu zawodnikach i pracownikach klubów. Na szczęście okazało się, że potwierdzonych zakażeń nie stwierdzono, a przeprowadzone testy wykazały co najwyżej obecności przeciwciał, których obecność może być spowodowana bezobjawowym zetknięciem z Covid-19.
W środę rano w wydanym komunikacie komisja medyczna PZPN poinformowała, że sześć zespołów przeszło pomyślnie badanie na obecność na obecność przeciwciał anty-SARS-CoV-2. Zezwolenie na rozpoczęcie treningów jako pierwsze otrzymały ekipy Piasta Gliwice, Śląska Wrocław, Rakowa Częstochowa, Górnika Zabrze, Zagłębia Lubin i Pogoni Szczecin. Po południu dołączyły do nich Cracovia, Jagiellonia Białystok, Lech Poznań i Wisła Kraków, a do końca dnia wymagana zgodę otrzymały jeszcze Legia Warszawa, Wisła Płock, Arka Gdynia, ŁKS Łódź i późnym wieczorem Lechia Gdańsk. Ze znakiem zapytania pozostała zatem jedynie Korona Kielce, lecz ostatecznie także w tym klubie wyniki nie wykazały obecności zarażonych koronawirusem i w czwartek rano kielczanie także dostali zgodę na podjęcie treningów. Tym samym piłkarze ekstraklasy dopiero od czwartku mogli w komplecie przystąpić do zajęć. Do końca tego tygodnia zgodnie z rządowym rozporządzeniem mogą ćwiczyć maksymalnie w 14-osobowych grupach (jeden trener plus 13 zawodników), potem będzie już można trenować w grupach 25-osobowych.
W trakcie tych kilku dni nerwowego oczekiwania zespoły mające już zgodę nie czekały na maruderów, tylko brały się z miejsca do pracy. „Nie będzie żadnej umowy solidarnościowej, bo nie wszyscy tak do końca byli solidarni w przestrzeganiu wcześniejszych zaleceń. Są podejrzenia, że dwie drużyny mocno się wyłamały. Ale to nie nasza sprawa, żeby to osądzać” – przyznał właściciel Rakowa Częstochowa Michał Świerczewski. W jego klubie był w testach przesiewowych jeden niepokojący wynik, u osoby z grupy technicznej. Wśród zgłoszonych przez każdy klub na listach izolacyjnych 50 osób, właśnie pracownicy zaplecza byli najbardziej narażeni na kontakt z wirusem, bo mieli więcej obowiązków w ostatnich dwóch tygodniach i nie zawsze mogli przestrzegać, jak piłkarze i trenerzy, pełnej izolacji.
Z nieoficjalnych źródeł dochodziły wieści, że po poniedziałkowych testach skierowano na dodatkowe badania nawet po kilkanaście osób z każdego klubu. Jeśli to prawda, to może oznaczać tylko to, że trochę zlekceważono zalecenia. Na razie jednak nic nie zapowiada, żeby restart rozgrywek miał nie nastąpić w ustalonym terminie.
Po drugiej stronie Odry też było nerwowo. Pod koniec kwietnia władze Bundesligi datę wznowienia ligi wyznaczyły na 8-9 maja, lecz te plany zniweczyła podjęta przez rząd kanclerz Angeli Merkel decyzja o przesunięciu terminu co najmniej o tydzień. Zbiegnie się w czasie z wdrożeniem większego pakietu luzowania ograniczeń – z otwarciem wszystkich sklepów i zgodą na uprawianie sportu na świeżym powietrzu.
Po 25 kolejkach ligi niemieckiej liderem jest Bayern Monachium, który ma 55 punktów. Druga w tabeli jest Borussia Dortmund (51 pkt), a trzecie miejsce zajmuje RB Lipsk (50 pkt). Ostatnie trzy miejsca zajmują kolejno: Fortuna (22 pkt), Werder (18 pkt) i Paderborn (16 pkt). Najlepszym strzelcem rozgrywek jest Robert Lewandowski, który w środę ogłosił narodziny drugiego dziecka. Na pewien czas będzie musiał jednak opuścić rodzinę, bo władze Bayernu skoszarowały piłkarzy w hotelu aż do czasu rozpoczęcia rozgrywek. „Lewy” ma na koncie 25 goli i o cztery trafienia wyprzedza drugiego w zestawieniu Timo Wernera z RB Lipsk.

Koniec rozgrywek w I lidze

Gol bramkarza Bytovii strzelony w 97. minucie pogrążył GKS Katowice, który spadł do II ligi, ale zespołowi z Bytowa nic to nie dało, bo sam też został zdegradowany. Byt w I lidze ocaliły natomiast Wigry Suwałki wygrywając z Rakowem Częstochowa, który już wcześniej wraz z ŁKS Łódź wywalczył awans do ekstraklasy.

Większość rozstrzygnięć zapadła już wcześniej. Do ekstraklasy awansowały Raków Częstochowa i ŁKS Łódź, a w ostatniej kolejce te zespoły mogły jeszcze walczyć o zajęcie prestiżowego pierwszego miejsca. Ale nie walczyły, bo Raków przegrał u siebie z Wigrami Suwałki 1:2, zaś ŁKS, chociaż prowadził z Odrą Opole już 3:0, ostatecznie tylko zremisował 3:3. Większe skutki przyniosła jednak porażka Rakowa, bo pogrążyła Bytovię oraz pośrednio GKS Katowice. Zespół z Bytowa walczył o utrzymanie w bezpośrednim meczu z zagrożonymi spadkiem katowiczanami. Do 97. minuty był korzystny dla GKS remis 1:1, ale w tej ostatniej akcji meczu bramkarz Bytovii Andrzej Witan strzelił zwycięskiego gola, który jednak nie przyniósł jego drużynie żadnej korzyści, ale pogrążył ekipę „Gieksy”.

GKS Katowice, Bytovia i Wigry zakończyły sezon z 37. punktami, lecz w bezpośrednich potyczkach tych zespołów najlepsze były Wigry i to one pozostały w I lidze na 15. miejscu. A GKS, którego trener Dariusz Dudek tuż po meczu został zwolniony oraz Bytovia dołączyły do zdegradowanej dużo wcześniej Garbarni Kraków.
Ostateczna kolejność w I lidze: Raków, ŁKS, Stal Mielec, Sandecja Nowy Sącz, GKS Jastrzębie, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Tychy, Bruk-Bet Nieciecza, Puszcza Niepołomice, Chojniczanka Chojnice, Stomil Olsztyn, Odra Opole, Warta Poznań i Chrobry Głogów, Wigry, Bytovia, GKS Katowice, Garbarnia.

 

Na zapleczu ekstraklasy rządzi Raków

Raków Częstochowa w 23. kolejce I ligi pokonał GKS Katowice 3:0 i umocnił się na prowadzeniu. Częstochowianie maja 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli ŁKS-em i tylko jakiś kataklizm może im przeszkodzić w awansie do ekstraklasy.

Raków rozpoczął rundę wiosenną w stylu, do którego przyzwyczaił swoich kibiców w poprzednim roku. Podopieczni trenera Marka Papszuna bez większego trudu rozbili GKS Katowice i zasygnalizowali formę, która powinna zaniepokoić piłkarzy Legii Warszawa. Za kilka dni legioniści zmierzą się z Rakowem w Pucharze Polski, a wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie będą musieli powitać ekipę z Częstochowy jako nowego rywala w Lotto Ekstraklasie. Po wyjazdowym zwycięstwie 3:0 przy Bukowej w Katowicach lider I ligi ma już 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli ŁKS-em. Dwa gole dla Rakowa strzelił Sebastian Musiolik i obrońcy Legii powinni mieć się przed nim na baczności.

Fatalnie natomiast wygląda sytuacja zasłużonego dla polskiej piłki GKS Katowice. Piłkarze „Gieksy” w dwóch tegorocznych meczach przegrali (w poprzedniej kolejce z Wigrami Suwałki 0:2) i ugrzęźli na dobre w strefie spadkowej. Ten klub ma wielkie aspiracje i przed każdym sezonem zapowiada walkę o powrót do ekstraklasy, tym razem czeka go jednak rozpaczliwa batalia o utrzymanie.

Wygląda na to, że obaj ubiegłoroczni spadkowicze z ekstraklasy, Sandecja Nowy Sącz i Bruk-Bet Nieciecza, opanowały już kryzys. Ekipa z Nowego Sącza zajmuje czwartą lokatę ze stratą 14 punktów do Rakowa, ale do premiowanego również awansem drugiego miejsca ma tylko cztery „oczka”. Bruk-Bet jest na razie w środku tabeli, ale niecieczanie nie przegrali meczu od siedmiu kolejek.

Wyniki 23. kolejki:
Stal Mielec – ŁKS Łódź 0:1, Bytovia Bytów – Puszcza Niepołomice 0:0, Garbarnia Kraków – GKS Tychy 1:3, Stomil Olsztyn – Sandecja Nowy Sącz 0:0, Bruk-Bet Nieciecza – Wigry Suwałki 1:0, GKS Katowice – Raków Częstochowa 0:3, Chrobry Głogów – GKS Jastrzębie 1:0, Odra Opole – Chojniczanka Chojnice 3:0, Warta Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:3

 

Pierwsza liga już na półmetku

Zespoły I ligi piłkarskiej rozegrały 17. kolejkę, co oznacza, że rozgrywki osiągnęły półmetek. Mistrzem rundy jesiennej został Raków Częstochowa.

 

Osiągnięcie półmetka rozgrywek nie kończy jeszcze rywalizacji w tym roku. Pierwszoligowcy awansem rozegrają jeszcze cztery wiosenne kolejki, a na zimową przerwę udadzą się dopiero 3 grudnia. Do walki o ligowe punkty wrócą natomiast 2 marca 2019 roku. Liderem rozgrywek jest Raków Częstochowa. Podopieczni trenera Marka Papszuna nie przegrali od 3 sierpnia, a z 13 rozegranych ostatnio meczów osiem wygrali, tracą w sumie zaledwie cztery gole.

Częstochowianie dobrze spisują się też w Pucharze Polski. W 1/16 finału wyeliminowali Lecha Poznań. Raków ma nie tylko solidną defensywę (stracił w sumie osiem bramek, najmniej w lidze), ale też nieźle radzi obie w ofensywie. Częstochowianie strzelili 25 goli, a lepsza od nich o dwa trafienia jest jedynie drużyna Bytovii Bytów, zaś o jedną bramkę więcej mają ŁKS Łódź i Odra Opole. Wiceliderem tabeli jest ekipa beniaminka ŁKS Łódź. Łodzianie są niepokonani od ośmiu spotkań, ale zdecydowanie lepiej radzą sobie na wyjazdach. U siebie doznali aż trzech porażek z czterech jakie mają na koncie. ŁKS ma do Rakowa pięć punktów straty, a za nim na trzecim miejscu jest spadkowicz z ekstraklasy Sandecja Nowy Sącz. Nowosądeczanie tracą do łodzian trzy „oczka”, ale do Rakowa już osiem. Wszystko jednak wskazuje, że to te trzy kluby będą w tym sezonie bić się o awans do ekstraklasy.

 

Wyniki 17. kolejki:

Wigry Suwałki – Raków 0:3, ŁKS – Odra 5:1, Sandecja – GKS Jastrzębie 1:1, Garbarnia Kraków – Puszcza Niepołomice 0:1, Stal Mielec – Stomil Olsztyn 4:0, Warta Poznań – Bruk-Bet Nieciecza 1:2, Bytovia Bytów – GKS Katowice 2:2, GKS Tychy – Chojniczanka 0:1, Podbeskidzie Bielsko-Biała – Chrobry Głogów 3:0.