Pojedynek selekcjonerów w Lotto Ekstraklasie

Wydarzeniem 22. kolejki był trenerski pojedynek dwóch byłych selekcjonerów reprezentacji Polski – prowadzącego od 25 listopada ub. roku zespół Lecha Adama Nawałki z prowadzącym od 19 września 2017 roku Piasta Waldemarem Fornalikiem. „Kolejorz” okazał się o klasę gorszy, bo przegrał w Gliwicach aż 0:4. Ostatni raz lechici takie lanie dostali 15 lat temu.

Lech Poznań fatalnie rozpoczął wiosenną część rozgrywek. Na inauguracje przegrał u siebie z Zagłębiem Lubin 1:2, a teraz doznał klęski 0:4 w starciu z Piastem Gliwice. Po tych dwóch porażkach zespół Nawałki, który zaczął ten rok jako trzeci zespół w tabeli, wypadł z czołówki na koniec grupy mistrzowskiej. Były selekcjoner na razie nie traci rezonu. „Wiadomo, że to jest trudna sytuacja, ale zrobimy wszystko, żeby ją opanować. Inaczej wyobrażaliśmy sobie start rundy wiosennej, tym bardziej że końcówka jesieni była udana i napawająca optymizmem. Musimy teraz podjąć działania mające na celu odbudowę mentalną zawodników. Nie ma mowy o załamywaniu rąk” – zapewniał po meczu z Piastem Nawałka.

Problem chyba jednak jest, i to nawet spory. Nawałka nie ma korzystnego bilansu w trenerskich potyczkach z Fornalikiem, bo z siedmiu dotychczasowych wracał na tarczy pięciokrotnie. W piątkowy wieczór jego drużyna nie stawiła gliwiczanom praktycznie żadnego oporu. Zgrani i dobrze rozumiejący się piłkarze Piasta narobili graczom poznańskiej jedenastki wstydu, bowiem „Kolejorz” po raz ostatni przegrał ligowy mecz do zera różnicą czterech bramek 28 sierpnia 2004 roku. Uległ wtedy na własnym stadionie 0:4 Amice Wronki.

Na Bułgarskiej jeszcze paniki nie ma, ale chyba nikt tam nie ma już złudzeń, że Nawałka jest cudotwórcą zdolnym do przekształcenia grupy wypalonych graczy w boiskowych wojowników. Najlepszym dowodem braku woli walki jest tylko jedna żółta kartka, którą zarobił Łukasz Trałka. Sygnałem alarmowym, że coś jest z zespołem nie tak, były fatalne wyniki zimowych sparingów. Poznaniacy z pięciu rozegranych spotkań kontrolnych wygrali tylko jedno, a w czterech doznali porażek. Nawałka bagatelizował te wyniki i zapewniał, że ma wszystko pod kontrolą, ale dwa pierwsze mecze o punkty pokazały, że chyba tak nie jest. Przed rozpoczęciem wiosennej rundy zespół Lecha był wymieniany nawet wśród kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Te prognozy na razie są nierealne, bo do prowadzącej Lechii Gdańsk ekipa „Kolejorza” traci w tej chwili 13 punktów. A w następnej kolejce zmierzy się z wiceliderem Legią Warszawa.

Czy Nawałka zdoła w tydzień odmienić oblicze zespołu? „Jesteśmy profesjonalistami i musimy robić swoje. Na mecz z Legią będziemy odpowiednio przygotowani” – obiecuje były selekcjoner reprezentacji. Waldemar Fornalik nie musi si tak gimnastykować, bo jedynym celem jaki przed nim postawiono jest utrzymanie zespołu w ekstraklasie. Zapewnia to jak wiadomo dowolne miejsce w grupie mistrzowskiej, a po 22. kolejkach Piast jest na piątej pozycji z kilkupunktową przewagą na zespołami sklasyfikowanymi niżej.

 

Piłkarze w Polsce kosztują niewiele

Przy okazji transferu Krzysztofa Piątka z Genoi do AC Milan głośno było o polskich piłkarzach i ich rynkowej wartości. Branżowy niemiecki portal „Transfermarkt.de” zaktualizował przy tej okazji wyceny piłkarzy polskiej Lotto Ekstraklasy. W niej za najdroższego gracza uznano pomocnika Legii Warszawa Sebastiana Szymańskiego, którego wyceniono na sześć milionów euro.

Rynkowa wartość piłkarzy zależy od wielu czynników, ale jak z każdym towarem jego wartość wynosi dokładnie tyle, ile ktoś jest gotów za jego transfer zapłacić. Sebastian Szymański ma 19 lat i w tym sezonie jest podstawowym graczem Legii, bo zaliczył już 26 występy we wszystkich rozgrywkach, ale jako ofensywnym pomocnik nie może pochwalić się jakimiś nadzwyczajnymi osiągnięciami – zdobył tylko jedną bramkę i zaliczył trzy asysty. Zainteresował się nim Spartak Moskwa i Rosjanie wedle plotek publikowanych w polskich mediach byli nawet skłonni zapłacić za niego osiem milionów euro. Ostatecznie do transakcji nie doszło, ale ten nieudany transferowy epizod w zestawieniu Transfermark.de” podwoił wartość Szymańskiego z trzech do sześciu milionów euro.

Znacznie konkretniejszą podstawę do rynkowej wyceny piłkarskiej wartości zyskał tej zimy 18-letni środkowy obrońca Pogoni Szczecin Sebastian Walukiewicz, za którego włoskie Cagliari Calcio zapłaciło cztery miliony euro, ale zostawiło zawodnika w ekipie „Portowców” do końca sezonu.

Inny włoski klub, Fiorentina, finalizuje właśnie transfer 21-letniego pomocnika Górnika Zabrze Szymona Żurkowskiego. Jego wartość niemiecki portal wycenił na cztery miliony euro, ale Włosi zapłacą zabrzańskiemu klubowi 3,7 mln euro, lecz w bonusach za ewentualne osiągnięcia oferują dalsze 1,4 mln euro. W sumie zatem transfer tego utalentowanego piłkarza może przynieść Górnikowi Zabrze w sumie 5,1 mln euro.

Na cztery miliony euro niemiecki portal wycenił z kolei bocznego obrońcę Lecha Poznań 20-letniego Roberta Gumnego. Ten piłkarz już rok temu był przymierzany do transferu i wtedy w spekulacjach pojawiła się kwota pięciu milionów euro, ale potem przytrafiła mu się kontuzja i jego wartość trochę spadła. W tym sezonie Gumny jest jednak podstawowym graczem Lecha, a poza tym jego rodzina mocno naciska na jak najszybszy transfer gdziekolwiek na Zachód, więc latem pewnie odejdzie.
Zaskakujący awans w rankingu najbardziej wartościowych zawodników w ciągu pół roku zaliczyli 19-letni bramkarz Legii Radosław Majecki (z 250 tys. euro do 2,5 mln euro) oraz 22-letni Słowak Lukasz Haraslin z Lechii Gdańsk (z 300 tys. euro do 2 mln euro).

Obniżono natomiast rynkową wartości napastników Legii – 23-letni Jarosław Niezgoda po przerwie spowodowanej problemami z sercem wyceniany jest obecnie na 3,5 mln euro (poprzednio 4 mln euro), a 28-letni Hiszpan Carlos Daniel Lopez Huesca, zwany Carlitosem zamiast 3 mln kosztuje teraz wg. „Transfermark.de” tylko dwa miliony euro). Na taką sama kwotę wyceniania są 28-letni duński napastnik Lecha Christian Gytkjaer i 25-letni portugalski pomocnik Legii Carlos Miguel Ribeiro Dias „Cafu”.

 

Lechia też nie płaci piłkarzom

Nie tylko Wisła Kraków zalegała jesienią z wypłatami dla piłkarzy. Kolejnym klubem, w którym wyszły na jaw zaległości, jest lider rozgrywek Lechia Gdańsk. Piłkarze postanowili w końcu zaprotestować. Zaczęli od bojkotu mediów i opóźnienia treningu.

Zaległości finansowe gdańskiego klubu wobec zawodników wynoszą już w niektórych przypadkach trzy miesiące, co w myśl przepisów PZPN upoważnia poszkodowanych do wysłania wezwań do zapłaty, a po dwóch tygodniach w przypadku nieuregulowania zadłużenia do rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Cierpliwość piłkarzy chyba się wyczerpała, bo najpierw gremialnie odmówili udziału w zaplanowanym przez klub na czwartek spotkaniu z dziennikarzami, a potem celowo opóźnili rozpoczęcie treningu o ponad godzinę. Tyle mniej więcej czasu trwała rozmowa rady drużyny z przedstawicielami zarządu klubu. Zawodnicy chcieli jeszcze przed wyjazdem na zgrupowanie do Turcji uzyskać odpowiedź na dwa pytania – dlaczego do 10 stycznie nie otrzymali obiecanych wypłat i kiedy te pieniądze trafią w końcu na ich konta.

Wyszło jednak na jaw, władze Lechii o raz trzeci z rzędu nie dotrzymały terminu wypłat. Sytuacja zrobiła się nieciekawa dla obu stron, bo piłkarze już mają prawo do rozwiązywania kontraktów z winy klubu, ale mało czasu na znalezienie nowego pracodawcy, zaś Lechia nawet jeśli nie straci wszystkich graczy, to nie będzie miała wiosną już drużyny zdolnej do walki o mistrzostwo Polski. „Do końca stycznia sytuacja powinna być opanowana” – napisano w komunikacie biura prasowego klubu, a to oznacza, że szefowie Lechii wybrali wariant „na przeczekanie”. Spadek z ligi zespołowi już raczej nie grozi, a walka im niższe miejsce w tabeli, tym wydatki na premie za wyniki mniejsze, zatem dla budżetu klubu to korzyść.

I pewnie dlatego zawodnicy już nie wierzą w obietnice działaczy, bo Lechia płaci nieregularnie już od dawna. W poprzednim sezonie z tego powodu Komisja Licencyjna odebrała przecież gdańszczanom jeden punkt. Nie przeszkodziło jej to jednak przyznać lechistom licencji na obecny sezon.

To nie jedyne tarapaty finansowe gdańskiego klubu. Lechia wciąż nie przelała na konto Zagłębia Lubin 300 tysięcy złotych ekwiwalentu za wyszkolenie Jarosława Kubickiego. „W związku z nieuregulowaniem zależności, zgłosiliśmy sprawę do Komisji Licencyjnej” – poinformował na Twitterze rzecznik prasowy „Miedziowych” Paweł Junory. I to jest chyba najlepszy dowód, że Lechia ma pustki w kasie, bo skoro nie była w stanie zapłacić takiej niewielkiej kwoty, to tym bardziej nie będzie w stanie zapłacić kilku milionów zaległych wynagrodzeń piłkarzom. Ktoś tu albo nie kontroluje budżetu, albo bawi się nie swoimi pieniędzmi na światowych giełdach, albo rujnuje świadomie klub jak zrobił to w Krakowie „Misiek” i jego ferajna.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Kanonada Lecha

Fot. Filip Marchwiński (z lewej) ma dopiero 16 lat, ale trenera Adam Nawałka nie wahał się wystawić go do gry o ligowe punkty

 

 

Przedostatnia w tym roku kolejka ekstraklasy przyciągnęła na trybuny niespełna 45 tysięcy widzów. Goli padło w niej sporo, bo 22, ale duży wkład w ten wynik włożyły Lech, który pokonał Zagłębie Sosnowiec 6:0 oraz Zagłębie Lubin wygrywając z Jagiellonią 4:0.

 

Adam Nawałka przejął zespół „Kolejorza” 25 listopada, a w nowej roli zadebiutował w 17. kolejce w meczu z Cracovią. Nie był to debiut udany, bo poznaniacy przegrali w Krakowie 0:1, ale w dwóch kolejnych występach zdobyli już komplet punktów i strzelili osiem bramek nie tracą żadnej. Najpierw u siebie wygrali ze Śląskiem 2:0, a w miniony weekend rozgromili beniaminka ekstraklasy Zagłębie Sosnowiec aż 6:0. Futbolowi statystycy ogłosili, że było to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo Lecha w jego historii. Tak na marginesie sosnowiczanie okazali się wdzięcznym rywalem dla „Kolejorza, bo w rundzie jesiennej w Poznaniu przegrali z nim 0:4. W sumie zatem lechici w dwóch spotkaniach z Zagłębiem zdobyli aż 10 bramek, czyli niemal jedną trzecią ich strzeleckiego dorobku w 19 kolejkach. Nie umniejsza to bynajmniej zasług trenera Nawałki, wręcz przeciwnie – wypada docenić fakt, że w tak krótkim czasie zdołał przerwać ciągnącą się od 26 sierpnia serię wyjazdowych niepowodzeń. Do meczu z Sosnowcu z dziewięciu spotkań zdołali wygrać tylko dwa (oba przed 26 sierpnia), a potem jeszcze dwukrotnie wyszarpali wyniki remisowe, zaś w pięciu meczach zanotowali porażki.

Zagłębie Sosnowiec to co prawda w tej chwili najsłabszy zespół w ekstraklasie i niemal murowany kandydat do spadku, ale przed klęską z Lechem dał się dotkliwie zbić tylko Jagiellonii, z którą przegrał u siebie 1:4 i Lechii, z którą w takim samym rozmiarze przegrał w Gdańsku. Dlatego 6:0 Lecha zasługuje na uznanie, także dlatego, że trzy gole zdobyli młodzi piłkarze Lecha, którym trener Nawałka w tym spotkaniu dał szansę gry: 20-letni Robert Gumny, 18-letni Tymoteusz Klupś i, uwaga!, 16-letni Filip Marchwiński.

Lech awansował na czwarte miejsce w tabeli, ale o tym czy lechici trwale przezwyciężyli wyjazdową niemoc, przekonamy się w najbliższy weekend, bo w ostatniej tegorocznej kolejce ligowej czeka ich starcie w Krakowie z Wisłą. Ekipa „Białej Gwiazdy” przeżywa trudne chwile, ale nieopłacani od miesięcy piłkarze walczą dzielnie i na razie nie składają wniosków o rozwiązanie kontraktów. W 19. kolejce krakowski zespół pokonał imienniczkę z Płocka 2:1 i w ostatniej w tym roku kolejce z pewnością zrobi wszystko, żeby popsuć trenerowi Nawałce sentymentalny powrót na stadion przy Reymonta. Na szczycie tabeli utrzymała się Lechia, ale po remisie z Miedzią ma już tylko trzy punkty przewagi nad ścigającą ją Legią. W 20. kolejce gdańszczanie zmierzą się u siebie z grającym ostatnio w kratkę Górnikiem, a legioniści zagrają w Sosnowcu ze zdołowanym Zagłębiem.

 

Lotto Ekstraklasa: Kontrakt mocno przepłacony

Fot. Nasza piłkarska ekstraklasa oprawą dorównuje najlepszym ligom w Europie, ale poziomem sportowym od nich odstaje

 

 

Zarządzająca rozgrywkami piłkarskimi w najwyższej klasie rozgrywkowej spółka Ekstraklasa SA odniosła sukces – podpisała dwuletni kontrakt z nC+ i Telewizją Polską o wartości pół miliarda złotych. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2019-2020.

 

Obecny kontrakt na prawa telewizyjne do pokazywania meczów naszej piłkarskiej ekstraklasy wygasa z końcem obecnego sezonu. Umowa obowiązuje od edycji rozgrywek 2015-2016 i na jej podstawie sześć meczów w każdej kolejce ligowej pokazywane jest na żywo w kanałach nC+, natomiast dwa (pierwszy piątkowy oraz poniedziałkowy) – w Eurosporcie. Prawo do transmisji dwóch wybranych spotkań w sezonie ma również TVP. Łączna wartość tego czteroletniego kontraktu wynosi około 600 mln złotych, co oznacza, że za każdy sezon na konto spółki Ekstraklasa SA nadawcy przekazują około 150 mln złotych. Zważywszy na żenujące wyniki polskich zespołów uzyskiwane w europejskich pucharach w tym okresie oraz na ogólny regres jaki panuje ostatnio na rynku praw telewizyjnych w Europie, nowy dwuletni kontrakt został przez nabywców przepłacony. Platforma nC+ na spółkę z TVP zgodziły się płacić Ekstraklasie SA około 250 mln złotych za sezon, co potwierdził prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki. „Wartość dwuletniego kontraktu opiewa na pół miliarda złotych, co oznacza, że jest to najwyższy kontrakt medialny w historii polskiej ligi”.

Z przekazanych do publicznej wiadomości informacji wynika, że wszystkie mecze w sezonie (296) będą transmitowane przez nC+. TVP pokaże 37 meczów, po jednym spotkaniu z każdej kolejki rozgrywanym w sobotę lub niedzielę o godz. 17.30. Prezes TVP Jacek Kurski rzecz jasna uznał to za sukces. „Po zakupie praw do reprezentacji Polski, mistrzostw świata i Europy, po tym jak TVP Sport jest kanałem ogólnodostępnym, przyszedł czas na ostatni element. Jeden mecz w każdej kolejce ekstraklasy przez dwa sezony to spełnienie marzeń, a także oczekiwań naszych wiernych widzów, którzy na to czekali. Spełniamy obietnice, nie rzucamy słów na wiatr. Nigdy wcześniej ekstraklasa nie była obecna w takim wymiarze w Telewizji Polskiej. Widzowie TVP będą mogli oglądać mecze na żywo, nie tylko w TVP Sport, lecz także w TVP1 czy w TVP2” – chwalił się Kurski. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że TVP zamierza wybierać z tego tortu tylko mecze z udziałem najbardziej medialnych zespołów – Legii Warszawa, Lecha Poznań i ze względu na kibicowską sympatię prezesa Lechii Gdańsk.

Głównym nadawcą telewizyjnym z meczów piłkarskiej ekstraklasy jest platforma nC+, która przejęła prawa po fuzji z Canal+, który był ich właścicielem od 1995 roku. W 2008 roku Canal+ na spółkę z Orange Sport zapłaciły za trzyletnią umowę z Ekstraklasą SA 360 mln złotych (120 mln zł za sezon), ale wysokość kolejnego czteroletniego kontraktu zmniejszono do 90 mln zł za sezon. To dowodzi, że przy słabych wynikach w Europie można się z ekstraklasą skutecznie targować.

 

Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Lotto Ekstraklasa: Pustki na trybunach

W przedostatniej kolejce rundy jesiennej tylko frekwencja na meczu Legii z Górnikiem przekroczyła barierę 10 tysięcy widzów. Na pozostałych siedmiu stadionach na trybunach były pustki, co potwierdza średnia 6300 widzów na mecz.

 

Potyczka Legii z Górnikiem przyciągnęła na stadion przy Łazienkowskiej 17 862 kibiców. Hitem wieczoru, oprócz rzecz jasna wysokiego zwycięstwa legionistów (4:0) był wielce patriotyczny pokaz pirotechniczny. Niestety, kłopotliwy dla organizatorów meczu, bo chociaż odpalone race wydzielały tylko biało-czerwony dym, to jednak w ilościach odbierających widoczność i sędzia musiał przerwać spotkanie.

Na innych stadionach Lotto Ekstraklasy trybuny świeciły pustkami. We Wrocławiu na obiekcie mogącym pomieścić 42 tysiące widzów zasiadło ich ledwie 6364. Ale może to i lepiej, bo Śląsk zaliczył kompromitującą wpadkę w meczu z Wisłą Płock, przegrywając 0:3 mimo tego, że większość spotkania grał z przewaga jednego zawodnika. Za karę zarząd klubu ukarał piłkarzy finansowo, a za odebrane im pieniądze obiecał kibicom dofinansowanie do biletów na kolejny mecz. O dziwo, zawodnicy karę przyjęli bez szemrania.

Tylko dwa tysiące osób więcej (8060) wpadło w niedzielę na stadion w Poznaniu, żeby zobaczyć porażkę Lecha z liderem ekstraklasy Lechią Gdańsk (0:1). Ta porażka zakończyła trenerską karierę w „Kolejorzu” Ivana Djurdjevicia. Zasłużony dla poznańskiego klubu serbski piłkarz miał być w nim odpowiednikiem Zinedine’a Zidane’a w Realu Madryt, ale okazał się szkoleniowcem mało utalentowanym.

W Gdyni na mecz Arki z Pogoni Szczecin pofatygowało się niewiele ponad siedem tysięcy fanów (7057). Czasu nie zmarnowali, bo zobaczyli pięć bramek i emocjonujące widowisko, chociaż stojące, co jest normą w naszej ekstraklasie, na marnym sportowo poziomie. Na taką frekwencję nie mogą jedna liczyć notujący w tym sezonie bardzo dobre wyniki piłkarze Piasta Gliwice. Ich wygraną w spotkaniu z Wisłą Kraków (2:0) obejrzało ledwie 4 100 widzów, a stadion może pomieścić ich ponad 10 tysięcy. Podobnie liczną widownię odnotowano na obiekcie Cracovii w meczu z Miedzią Legnica (4238), zakończonym bezbramkowym remisem. Z najmniejszym zainteresowaniem w 14. kolejce spotkały się potyczki Zagłębia Sosnowiec z Jagiellonią Białystok (3112) i Zagłębia Lubin z Koroną Kielce (3063).

Wracając jeszcze do dymisji trenera Djordjevicia wypada odnotować, że Lech Poznań jest piątym klubem ekstraklasy dokonującym w tym sezonie zmiany szkoleniowca. Wcześniej na ten krok zdecydowały się Legia Warszawa, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec i Zagłębie Lubin. Według obecnego stanu trenerem z najdłuższym stażem pracy w jednym klubie, w ekstraklasie jest Marcin Brosz z Górnika Zabrze.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27