Lotto Ekstraklasa: Kontrakt mocno przepłacony

Fot. Nasza piłkarska ekstraklasa oprawą dorównuje najlepszym ligom w Europie, ale poziomem sportowym od nich odstaje

 

 

Zarządzająca rozgrywkami piłkarskimi w najwyższej klasie rozgrywkowej spółka Ekstraklasa SA odniosła sukces – podpisała dwuletni kontrakt z nC+ i Telewizją Polską o wartości pół miliarda złotych. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2019-2020.

 

Obecny kontrakt na prawa telewizyjne do pokazywania meczów naszej piłkarskiej ekstraklasy wygasa z końcem obecnego sezonu. Umowa obowiązuje od edycji rozgrywek 2015-2016 i na jej podstawie sześć meczów w każdej kolejce ligowej pokazywane jest na żywo w kanałach nC+, natomiast dwa (pierwszy piątkowy oraz poniedziałkowy) – w Eurosporcie. Prawo do transmisji dwóch wybranych spotkań w sezonie ma również TVP. Łączna wartość tego czteroletniego kontraktu wynosi około 600 mln złotych, co oznacza, że za każdy sezon na konto spółki Ekstraklasa SA nadawcy przekazują około 150 mln złotych. Zważywszy na żenujące wyniki polskich zespołów uzyskiwane w europejskich pucharach w tym okresie oraz na ogólny regres jaki panuje ostatnio na rynku praw telewizyjnych w Europie, nowy dwuletni kontrakt został przez nabywców przepłacony. Platforma nC+ na spółkę z TVP zgodziły się płacić Ekstraklasie SA około 250 mln złotych za sezon, co potwierdził prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki. „Wartość dwuletniego kontraktu opiewa na pół miliarda złotych, co oznacza, że jest to najwyższy kontrakt medialny w historii polskiej ligi”.

Z przekazanych do publicznej wiadomości informacji wynika, że wszystkie mecze w sezonie (296) będą transmitowane przez nC+. TVP pokaże 37 meczów, po jednym spotkaniu z każdej kolejki rozgrywanym w sobotę lub niedzielę o godz. 17.30. Prezes TVP Jacek Kurski rzecz jasna uznał to za sukces. „Po zakupie praw do reprezentacji Polski, mistrzostw świata i Europy, po tym jak TVP Sport jest kanałem ogólnodostępnym, przyszedł czas na ostatni element. Jeden mecz w każdej kolejce ekstraklasy przez dwa sezony to spełnienie marzeń, a także oczekiwań naszych wiernych widzów, którzy na to czekali. Spełniamy obietnice, nie rzucamy słów na wiatr. Nigdy wcześniej ekstraklasa nie była obecna w takim wymiarze w Telewizji Polskiej. Widzowie TVP będą mogli oglądać mecze na żywo, nie tylko w TVP Sport, lecz także w TVP1 czy w TVP2” – chwalił się Kurski. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że TVP zamierza wybierać z tego tortu tylko mecze z udziałem najbardziej medialnych zespołów – Legii Warszawa, Lecha Poznań i ze względu na kibicowską sympatię prezesa Lechii Gdańsk.

Głównym nadawcą telewizyjnym z meczów piłkarskiej ekstraklasy jest platforma nC+, która przejęła prawa po fuzji z Canal+, który był ich właścicielem od 1995 roku. W 2008 roku Canal+ na spółkę z Orange Sport zapłaciły za trzyletnią umowę z Ekstraklasą SA 360 mln złotych (120 mln zł za sezon), ale wysokość kolejnego czteroletniego kontraktu zmniejszono do 90 mln zł za sezon. To dowodzi, że przy słabych wynikach w Europie można się z ekstraklasą skutecznie targować.

 

Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Lotto Ekstraklasa: Pustki na trybunach

W przedostatniej kolejce rundy jesiennej tylko frekwencja na meczu Legii z Górnikiem przekroczyła barierę 10 tysięcy widzów. Na pozostałych siedmiu stadionach na trybunach były pustki, co potwierdza średnia 6300 widzów na mecz.

 

Potyczka Legii z Górnikiem przyciągnęła na stadion przy Łazienkowskiej 17 862 kibiców. Hitem wieczoru, oprócz rzecz jasna wysokiego zwycięstwa legionistów (4:0) był wielce patriotyczny pokaz pirotechniczny. Niestety, kłopotliwy dla organizatorów meczu, bo chociaż odpalone race wydzielały tylko biało-czerwony dym, to jednak w ilościach odbierających widoczność i sędzia musiał przerwać spotkanie.

Na innych stadionach Lotto Ekstraklasy trybuny świeciły pustkami. We Wrocławiu na obiekcie mogącym pomieścić 42 tysiące widzów zasiadło ich ledwie 6364. Ale może to i lepiej, bo Śląsk zaliczył kompromitującą wpadkę w meczu z Wisłą Płock, przegrywając 0:3 mimo tego, że większość spotkania grał z przewaga jednego zawodnika. Za karę zarząd klubu ukarał piłkarzy finansowo, a za odebrane im pieniądze obiecał kibicom dofinansowanie do biletów na kolejny mecz. O dziwo, zawodnicy karę przyjęli bez szemrania.

Tylko dwa tysiące osób więcej (8060) wpadło w niedzielę na stadion w Poznaniu, żeby zobaczyć porażkę Lecha z liderem ekstraklasy Lechią Gdańsk (0:1). Ta porażka zakończyła trenerską karierę w „Kolejorzu” Ivana Djurdjevicia. Zasłużony dla poznańskiego klubu serbski piłkarz miał być w nim odpowiednikiem Zinedine’a Zidane’a w Realu Madryt, ale okazał się szkoleniowcem mało utalentowanym.

W Gdyni na mecz Arki z Pogoni Szczecin pofatygowało się niewiele ponad siedem tysięcy fanów (7057). Czasu nie zmarnowali, bo zobaczyli pięć bramek i emocjonujące widowisko, chociaż stojące, co jest normą w naszej ekstraklasie, na marnym sportowo poziomie. Na taką frekwencję nie mogą jedna liczyć notujący w tym sezonie bardzo dobre wyniki piłkarze Piasta Gliwice. Ich wygraną w spotkaniu z Wisłą Kraków (2:0) obejrzało ledwie 4 100 widzów, a stadion może pomieścić ich ponad 10 tysięcy. Podobnie liczną widownię odnotowano na obiekcie Cracovii w meczu z Miedzią Legnica (4238), zakończonym bezbramkowym remisem. Z najmniejszym zainteresowaniem w 14. kolejce spotkały się potyczki Zagłębia Sosnowiec z Jagiellonią Białystok (3112) i Zagłębia Lubin z Koroną Kielce (3063).

Wracając jeszcze do dymisji trenera Djordjevicia wypada odnotować, że Lech Poznań jest piątym klubem ekstraklasy dokonującym w tym sezonie zmiany szkoleniowca. Wcześniej na ten krok zdecydowały się Legia Warszawa, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec i Zagłębie Lubin. Według obecnego stanu trenerem z najdłuższym stażem pracy w jednym klubie, w ekstraklasie jest Marcin Brosz z Górnika Zabrze.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27

Legia pod nadzorem

Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN objęła nadzorem finansowym Legię Warszawa, najbogatszy klub naszej ekstraklasy. Powód? „Istotne odchylenia względem złożonej we wniosku licencyjnym prognozy finansowej”.

 

Budżet Legii od kilku lat jest księgową zagadką, bo z roku na rok rośnie, chociaż na arenie międzynarodowej „Wojskowi” już drugi sezon z rzędu nie zarabiają takich pieniędzy, jak zarobili za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów w edycji 2015-2016. A już w tym roku legioniści zawiedli właściciela klubu Dariusz Mioduskiego szczególnie, bo nie załapali się nawet do Ligi Europy.

Ale w prognozach finansowych do wniosku licencyjnego w budżecie uwzględniono potencjalne wpływy z zakładanego optymistycznie występu w europejskich pucharach, więc po klęsce w owym budżecie zrobiła się potężna dziura. Właściciel klubu dyskretnie rozpuścił w mediach, że będzie musiał z własnej kieszeni dołożyć najmarniej z 20 milionów złotych. Jeśli liczył na jakieś współczucie, to się przeliczył, bo nikt nie użala się na milionerami, którym nie idzie w interesach.

A jemu w Legii idzie jak po grudzie. Przypomnijmy, w tym sezonie legioniści nie tylko nie zakwalifikowali się do Ligi Mistrzów, przegrywając ze słowackim Spartakiem Trnawa, lecz także do Ligi Europy, choć za przeciwnika mieli luksemburski Dudelange. Komisja ukarała też niewielkimi grzywnami Wisłę Płock, Zagłębie Sosnowiec i Lechię Gdańsk. Kluby na odwołanie od tych kar mają pięć dni.

 

Zestaw par 14. kolejki:

Piątek: Arka Gdynia – Pogoń Szczecin, godz. 18:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 20:30.
Sobota: Cracovia – Miedź Legnica, godz. 15:30; Śląsk Wrocław – Wisła Płock, godz. 18:00; Legia – Górnik Zabrze, godz. 20:30.
Niedziela: Lech Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 18:00; Zagłębie Lubin – Korona Kielce, godz. 15:30..
Poniedziałek: Zagłębie Sosnowiec – Jagiellonia Białystok, godz. 18:00.

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.

 

Wyniki 11. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:

 

Miedź Legnica – Piast Gliwice 2:2
Gole: Mateusz Szczepaniak (5), Fabian Piasecki (45) – Michal Papadopulos (18), Artur Pikk (41 samobójcza). Żółte kartki: Cruz – Dziczek, Kirkeskov. Sędziował: Dominik Sulikowski. Widzów: 5223.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 2:2
Gole: Jesus Jimenez (7), Szymon Żurkowski (49) – Pedro Tiba (55), Wołodymyr Kostewycz (77). Żółte kartki: Smuga, Angulo – Wasielewski, Rogne, Gytkjaer, Gajos. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 11 764

 

Lechia Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 4:1
Gole: Patryk Lipski (8 i 62), Jarosław Kubicki (45), Flavio Paixao (50 karny) – Vamara Sanogo (23). Żółte kartki: Nalepa – Jędrych. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 10 023.

 

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 4:0
Gole: Kamil Drygas (17), Sebastian Kowalczyk (70), Adam Buksa (76), Igor Łasicki (85 samobójcza). Żółte kartki: Walukiewicz, Ricardo Nunes, Kowalczyk, Kożulj – Szymański, Varela, Uryga, Stępiński, Łasicki. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 5514.

 

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1
Gol: Cafu (34). Żółte kartki: Robak – Kante, Cafu. Czerwona kartka: Piech (60., Śląsk, za brutalny faul). Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 20 084.

 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:1
Gole: Michał Nalepa (56), Maciej Jankowski (81 i 90) – Sasa Balić (12). Żółte kartki: Zarandia – Matras, Matuszczyk, Tosik, Dąbrowski, Bohar. Czerwona kartka: Tosik (55., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 7776.

 

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Matej Pucko (54) – Arvydas Novikovas (18). Żółte kartki: Diaw, Marquez, Pucko, Rymaniak, Gardawski – Pospisil, Romanczuk, Bezjak, Świderski, Guilherme. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 8244.

 

Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jesus Imaz (19 i 32). Żółte kartki: Gol, Rapa, Siplak, Cabrera – Arsenić. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5123.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia                   11    21    20:13
2. Legia                     11    21    16:12
3. Wisła K.               11    20    20:10
4. Jagiellonia           11   20    17:13
5. Piast Gliwice       11    20   17:15
6. Korona                 11    19    15:12
7. Lech Poznań       11    17     17:14
8. Zagłębie Lubin   11    16    17:17

Grupa spadkowa

9. Arka Gdynia       11    14    12:11
10. Pogoń                11    13    13:13
11. Śląsk                   11    12    16:15
12. Miedź                 11    12    15:20
13. Wisła Płock       11    10    14:20
14. Górnik                11      9   11:17
15. Zagłębie S.         11      7    15:24
16. Cracovia             11     7      8:17

Lotto Ekstraklasa: Jagiellonia przed Piastem

Wisła Kraków przegrała u siebie z Koroną 0:1 i zmarnowała okazję do powrotu na pozycję lidera. Punkty zgubiła też Legia Warszawa, ale topór zawisł nad głową trenera Zagłębia Lubin Mariusza Lewandowskiego.

 

Drużyna „Białej Gwiazdy” w przypadku pokonania Korony Kielce awansowałaby na pozycję lidera, bo wyprzedzające wiślaków w tabeli zespoły Lechii Gdańsk i Legii Warszawa nie wygrały swoich meczów. Gdańszczanie przegrali w Płocku z Wisłą 0:1, a mistrzowie Polski tylko zremisowali u siebie z Arka Gdynia 1:1. Krakowianie przegrali jednak z Koroną 0:1 i zamiast awansować, spadli na szóste miejsce, a kielczanie powędrowali w górę na czwartą pozycję. Po zwycięstwie 1:0 nad Górnikiem Zabrze wiceliderem rozgrywek została prowadzona przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Waldemara Fornalika ekipa Piasta Gliwice. Natomiast osłabiona letnią wyprzedażą najlepszych graczy drużyna z Zabrza zjechała w tabeli do strefy spadkowej i ma coraz większą stratę do najgorszego zespołu w grupie mistrzowskiej. Wygląda na to, że Górnik w tym sezonie będzie walczył co najwyżej o utrzymanie w ekstraklasie.

A nie będzie to łatwa walka, bo w grupie spadkowej rywalizacja jest wyrównana i nawet dołujące od początku rozgrywek ekipy Pogoni Szczecin, Cracovii czy Zagłębia Sosnowiec zaczynają podnosić się z kolan. Pogoń wygrała w Lubinie z „Miedziowymi” 2:0 i było to drugie z rzędu zwycięstwo „Portowców”, którzy mają już na koncie 10 punktów, o dwa więcej od Górnika. Szczecinianie mocno skomplikowali sytuację trenera Zagłębia Mariusza Lewandowskiego, do pracy którego szefowie lubińskiego klubu mają coraz większe zastrzeżenia. W podobnej sytuacji przez 10. kolejką był w Lechu Poznań Ivan Djurdjević.

 

Lotto Ekstraklasa: Podział na grupy coraz wyraźniejszy

W 9. kolejce znów zmienił się lider Lotto Ekstraklasy. Lechia po remisie u siebie z Zagłębiem Lubin musiała ustąpić z pierwszego miejsca na rzecz Jagiellonii.

 

Trudno przewidzieć jak długo zespół z Białegostoku utrzyma się na prowadzeniu, bo w czołówce panuje ścisk i w następnej kolejce na prowadzenie może wysforować się nie tylko tracąca do Jagiellonii jeden punkt Lechia, ale także gorsze od lidera ledwie o dwa oczka ekipy Wisły Kraków i Legii. Niewielką stratę do białostocczan (trzy punkty) mają też zespoły Zagłębia Lubin i Piasta, kontakt wzrokowy z liderem ma też jeszcze Korona, która traci cztery punkty.

Na ostatnie miejsce w „grupie mistrzowskiej” po porażce z Arką spadł Lech i w Poznaniu od razu zawyły syreny alarmowe. Trener „Kolejorza” Ivan Djurdjević po meczu w Gdyni szczerze przyznał, że jego zespół znalazł się w trudnym położeniu, ale prawdę mówiąc on sam jest chyba w trudniejszej sytuacji. W ostatnich latach o tej porze roku w poznańskim klubie najczęściej dochodzi do zmiany szkoleniowca. Spotkało to Jacka Zielińskiego (2010), który zapłacił za pięć porażek z rzędu, mimo że wcześniej zdobył mistrzostwo Polski i awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Jesienią w tarapaty popadł też Jose Maria Bakero, chociaż szefowie Lecha z dymisją wstrzymali się do początku rundy wiosennej.

Maciej Skorża także stracił prace po jesiennej zapaści zespołu, ledwie cztery miesiące po zdobyciu mistrzostwa w 2015 roku. Rok później jego los podzielił Jan Urban. Tylko Nenad Bjelica przetrzymał jesienne niepowodzenia, ale to nie znaczy, że Djurdjević może sobie pozwolić na kolejne niepowodzenia. Nasza ekstraklasa już coraz wyraźniej dzieli się na dwie grupy, a Lecha od najlepszej w dolnej połówce tabeli Miedzi dzielą tylko dwa punkty. A do lidera ma już sześć „oczek” straty.