Fatalne występy Stocha

Polscy skoczkowie byli tłem dla rywali w kończącej sezon serii konkursów na mamuciej skoczni w Planicy. Największy spadek formy zaliczył lider naszej kadry Kamil Stoch, którego trener Michal Doleżal nie wystawił nawet w ekipie na konkurs drużynowym.

Rywalizacja drużynowa w Planicy od początku nastręczała sporo trudności organizatorom. Zawody co rusz trzeba było przerywać, ściągać skoczka z belki i przykrywać część skoczni. Warunki też były mocno loteryjne. W trakcie trzeciej kolejki doszło do najdłuższej przerwy. Przerwany konkurs na początku miał być wznowiony o 11:10, a potem o 11:25. Pierwsi z rywalizacji wycofali się Niemcy. „Nie wyślemy do walki naszych skoczków w takich warunkach. To zbyt niebezpieczne. Nie spodziewamy się, że warunki się zmienią i nie chcemy ryzykować” – stwierdził trener niemieckiej kadry Stefan Horngacher. Przyznano mu racje, bo wszyscy mieli świeżo w pamięci straszny w skutkach upadek Norwega Daniela Andre Tandego. Ostatecznie zawody drużynowe przeniesiono na niedzielę i zdecydowano, że zostanie rozegrana tylko jedna seria skoków.
Dla biało-czerwonych był to jubileuszowy setny występ w konkursie drużynowym. Po raz pierwszy od lat w kadrze zabrakło Kamila Stocha. Trzykrotny mistrz olimpijski przyjechał do Planicy kompletnie bez formy i w dwóch poprzedzających „drużynówkę” konkursach indywidualnych skakał słabiutko, dużo gorzej od Piotra Żyły, Andrzeja Stękały i Jakuba Wolnego, a nawet od również znajdującego się bez formy Dawida Kubackiego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal nie miał więc wyboru i do konkursu drużynowego wystawił Żyłę, Wolnego, Stękałę i Kubackiego, a Stoch i zdecydowanie najsłabszy w szóstce naszych skoczków Klemens Murańka w niedzielny poranek wystąpili w niezbyt chlubnej dla nich roli… przedskoczków. Chodziło o to, żeby mogli oddać treningowe skoki przed czekających ich tuż po konkursie drużynowym występie w ostatnim w tym sezonie konkursie indywidualnym. Wedle nieoficjalnych danych Stoch uzyskał jako przedskoczek odległość 212 metrów, a Murańka tylko 190.
W „drużynówce” Polakom poszło kiepsko. W konkursie przeprowadzono tylko jedną serię skoków, a w niej z naszych zawodników najlepiej wypadł Stękała, który uzyskał 222 metry, potem Wolny (214 m) i Żyła (213), ale skaczący jako ostatni Kubacki zaliczył tylko 204 m i biało-czerwoni zajęli ostatecznie dopiero szóstą lokatę na dziewięć startujących ekip. Tak słabego wyniku w zespołowej rywalizacji już dawno nie mieli. Zwyciężyła drużyna Niemiec, przed Japonią i Austrią, a Polaków wyprzedzili jeszcze Słoweńcy i Norwegowie. Gorzej od naszej drużyny spisali się tylko Rosjanie, Finowie i Szwajcarzy.
Po konkursie drużynowym do walki w kończącym sezon konkursie indywidualnym przystąpiło tylko 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników. Kamil Stoch po dwóch nieudanych dla siebie konkursach w Planicy (w czwartek i piątek zajął 32. lokaty i nie zdobył punktów do klasyfikacji generalnej cyklu) w ostatnim starcie w tym sezonie już nie myślał o walce o drugą lokatę w klasyfikacji generalnej z Markusem Eisenbichlerem, tylko o utrzymaniu trzeciego miejsca, bo miał tylko 89 pkt przewagi nad czwartym w stawce Norwegiem Robertem Johanssonem. Na szczęście tyle wystarczyło do zajęcia najniższego stopnia podium w klasyfikacji generalnej PŚ. Nasi skoczkowie mogli tylko z zazdrością przyglądać się popisom rywali, bo w niedzielę sami stanowili tło dla najlepszych. Po raz kolejny najdalej z biało-czerwonych szybował Piotr Żyła, który uzyskał 226,5 oraz 230,5 m i ostatecznie zajął w konkursie 13. lokatę. Dwa miejsca dalej uplasował się Andrzej Stękała, 18. miejsce zajął Dawid Kubacki, 20. Kamil Stoch. Jakub Wolny był 26., a Klemens Murańka 29.
Finałowy konkurs wygrał zatem Karl Geiger przed Ryoyu Kobayashim i Markusem Eisenbichlerem, który zdobył również małą „Kryształową kulę” za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w lotach oraz wygranie miniturnieju Planica 7. Dużą „Kryształową Kulę” za triumf w Pucharze Świata już wcześniej zapewnił sobie Norweg Halvor Egner Granerud. W Pucharze Narodów triumfowali natomiast Norwegowie przed Polakami i Niemcami.

Kadra Polski na skoki w Planicy

We wtorek Michal Doleżal ogłosił skład kadry Polski na finałowe zawody Pucharu Świata w Planicy. Do Słowenii pojadą Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Andrzej Stękała, Klemens Murańka i Jakub Wolny.

Puchar Kontynentalny w Zakopanem nie dał wyraźnej odpowiedzi co do tego, kto uzupełni skład Polaków na ostatnie w tym sezonie konkursy Pucharu Świata w Planicy (25-28 marca). W pierwszym konkursie najlepszy był Stefan Hula, a w drugim Maciej Kot. Ale trener kadry Polski Michal Doleżal zdecydował we wtorek, że w Planicy wraz z Kamilem Stochem, Piotrem Żyłą, Dawidem Kubackim i Andrzejem Stękałą wystartują jeszcze Klemens Murańka i Jakub Wolny. Ta szóstka skoczków startowała w mistrzostwach świata w Oberstdorfie, ale o nominacji dla Murańki i Wolnego przesądziło to, że plasują się w klasyfikacji generalnej PŚ w czołowej „30”. Jeśli nic się nie zmieni, cała szóstka Polaków będzie mogła wziąć udział w kończącym sezon niedzielnym konkursie, w którym bez kwalifikacji zapewniony udział mają wszyscy zawodnicy z Top 30 Pucharu Świata.
W Planicy odbędą się w sumie cztery konkursy – trzy indywidualne i jeden drużynowy.

Skoki narciarskie: W Zakopanem wiatr nie służył Polakom

Nasi skoczkowie narciarscy zajęli tylko drugie miejsce w drużynowym konkursie w Zakopanem. Biało-czerwoni pewnie prowadzili, ale w swoim drugim skoku Andrzej Stękała trafił na niekorzystne warunki atmosferyczne i zaliczył tylko 115,5 metra. To było za mało żeby obronić prowadzenie i Polaków wyprzedzili Austriacy.

Polacy przed startem trzeciej grupy skoczków w drugiej serii mieli prawie 30 punktów przewagi nad zajmującymi druga lokatę Austriakami, ale po słabym skoku Stękały spadli na druga pozycję ze stratą nieco ponad trzech punktów do ekipy Austrii. O tym, która z tych ekip zwycięży na Wielkiej Krokwi, miał rozstrzygnąć w ostatniej serii pojedynek miedzy Dawidem Kubackim i Danielem Huberem. Reprezentant Polski uzyskał odległość 133,5 metra i gdyby wcześniej Stękała zaliczył chociaż 121 metrów, wynik Kubackiego zapewniłby biało-czerwonym zwycięstwo. Daniel Huber prezentuje jednak w Zakopanem znakomitą formę i nie zmarnował okazji na pokonanie Polaków w ich mateczniku. Poszybował na odległość 135 m i jeszcze na dodatek otrzymał od sędziów wyższe noty. Dzięki temu drużyna Austrii wygrała konkurs drużynowy z przewagą blisko dziewięciu punktów (991,2 do 982,3 pkt) nad drugą ekipą Polski. Trzecią lokatę wywalczył zespół Norwegii (974,8 pkt), a kolejne miejsca zajęli Słoweńcy (936,9 pkt), Japończycy (925,1 pkt), Niemcy (870,3 pkt), Finowie (801,9 pkt), Szwajcarzy (700,5 pkt) i Włosi (336,6 pkt). Trener naszej kadry Michal Doleżal nie krył zawodu, ale też nie miał pretensji do Stękały. „W normalnych warunkach na pewno skończylibyśmy zawody na pierwszym miejscu, ale w skokach tak to już jest, że czasem trzeba mieć po prostu szczęście do pogody. Wszyscy czujemy niedosyt, ale drugie miejsce to też jest dobry wynik” – stwierdził czeski selekcjoner biało-czerwonych.
Na Wielkiej Krokwi polscy skoczkowie w konkursach Pucharu Świata wygrywali indywidualnie 11 razy. Kamil Stoch pięciokrotnie, Adam Małysz cztery razy, a dawno temu Stanisław Bobak i Piotr Fijas po jednym. Drużynowo udało się to jednak biało-czerwonym tylko raz (w 2018 roku w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot), a rozegrany w minioną sobotę konkurs był już dziewiąty. I powinien zakończyć się zwycięstwem naszej drużyny, bo w tym sezonie poziomem i formą żelaznej trójce – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, dorównał Andrzej Stękała i mieliśmy prawo sądzić, że z tak wyrównanym składem polscy skoczkowie na swoim terenie nie dadzą konkurentom żadnych szans. Tym bardziej, że piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego to właśnie Stękała spisał się najlepiej z Polaków. W dwóch seriach treningowych i kwalifikacjach zawsze plasował się w czołowej piątce. Rywalizujący z nim o czwarte miejsce w drużynie Jakub Wolny i Klemens Murańka szybko stracili nadzieje na wygryzienie kolegi ze składu. Doleżal do tego stopnia uwierzył w formę Stękały, że zdecydował się przesunąć go w sobotę do trzeciej grupy zawodników, a w jego miejsce do drugiej przesunął największego asa w ekipie, czyli Kamila Stocha, który w Zakopanem nie latał dalej od pozostałej trójki. Doleżal w tym sezonie chce wygrać Puchar Narodów i taki cel stawia przed kadrowiczami, a rywalizacja o ten laur ma być kuźnią, w której chce wykuć zespół zdolny do walki o medale w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie. Wpadka Stękały paradoksalnie może mu w tym pomóc, bo dla tego 25-letniego zawodnika to dobra lekcja radzenia sobie z presją. Trójka pozostałych zawodników już to umie, czego dowiódł choćby Piotr Żyła, którego w piątek zdyskwalifikowano za nieregulaminowy ponoć kombinezon, lecz niezrażony tym w sobotę skakał daleko w obu próbach. Stękała miał okazję pokazać, że jest równie odporny psychicznie już w niedzielnym konkursie indywidualnym i nie zmarnował szansy. Spisał się najlepiej z szóstki naszych reprezentantów, zajmując
Konkurs drużynowy z powodu pandemii odbył się bez udziału publiczności, ale fani skoków narciarskich i tak zgromadzili się licznie pod Wielką Krokwią. Policjanci wylegitymowali około 300 osób. „Nałożono 50 mandatów karnych i skierowano 21 wniosków do sądu. Chodziło o wykroczenia porządkowe i brak maseczek” – poinformował rzecznik zakopiańskiej policji.

Polacy przyzwyczaili nas, że całą grupą walczą o czołowe lokaty, lecz w Zakopanem w niedzielnym konkursie indywidualnym odstąpili od tego miłego dla kibiców zwyczaju. Tym razem poza Andrzejem Stękałą nie mieliśmy nikogo w Top 10. Stoch i Kubacki nie mieli dnia. W pierwszej serii wiało im mocno w plecy, ale tym nie ma co się tłumaczyć – warunki były sprawiedliwe, znacznie bardziej niż w drużynówce. Stoch i Kubacki oddali słabsze skoki, bez takiej dynamiki jak w Turnieju Czterech Skoczni czy Titisee-Neustadt. Na półmetku zajmowali odpowiednio 14. i 17. miejsce. W finale oglądaliśmy już znacznie lepsze próby naszych liderów. Kubacki wylądował na 134,5 metra. Stoch uzyskał 134 metry. Trzykrotny mistrz olimpijski przesunął się na 11. pozycję, Kubacki zakończył zawody na 15. miejscu. Stocha odrobił nieco punktów do Halvora Egnera Graneruda w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo Norweg zajął dopiero 23. miejsce. Tylko niewiele lepiej niż Kamil Stoch wypadł wicelider Pucharu Świata Markus Eisenbichler. Po skokach na 129,5 oraz 134,5 metra zajął 8. pozycję. To też rozczarowanie dla Niemca, bowiem był jednym z głównych faworytów niedzielnej rywalizacji.
Łącznie punkty w konkursie zdobyło pięciu Polaków. 27. był Klemens Murańka, a 28. Paweł Wąsek. Jakub Wolny, po świetnym weekendzie w Titisee-Neustadt, na Wielkiej Krokwi skakał znacznie słabiej. Skok na 123. metr dał mu dopiero 33. pozycję. W zawodach nie wystartował Piotr Żyła, który w piątek po skoku kwalifikacyjnym został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.
Po weekendzie w Zakopanem Puchar Świata przenosi się do Lahti. W Finlandii zaplanowano konkurs drużynowy i indywidualny (23-24 stycznia). Do Zakopanego skoczkowie jeszcze wrócą na dwa konkursy indywidualne w dniach 13-14 lutego. Trener Doleżal do walki w Lahti wybrał kadrę w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Paweł Wąsek, Jakub Wolny oraz Aleksander Zniszczoł.

Będą tłumy pod Wielka Krokwią?

W najbliższy weekend Zakopane będzie gospodarzem zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Tegoroczna edycja ma się odbyć bez udziału kibiców, ale z tym organizatorzy mogą mieć problem, bo rozzłoszczeni lockdownem mieszkańcy stolicy Tatr grożą tłumnym przybyciem pod Wielka Krokiew mimo zakazów władz.

Puchar Świata w stolicy Tatr od lat był wielkim świętem sportu, a na zawody ściągali fani z całego kraju. Tym razem, z uwagi na wprowadzone przez rząd obostrzenia, będzie jednak inaczej – trybuny pozostaną zamknięte, a zamrożenie działalności noclegowej powinno sprawić, że nawet ci najbardziej zdeterminowani fani nie będą w stanie w Zakopanem się pojawić. O pozostanie w domach apeluje komitet organizacyjny zawodów, a policja przypomina, że w przypadku stwierdzenia łamania przepisów sanitarnych, będzie wystawiać mandaty. „Będziemy sprawdzać maseczki i zachowanie dystansu społecznego” – informował rzecznik prasowy zakopiańskiej policji, Roman Wieczorek, cytowany przez „Tygodnik Podhalański”.
Te zapowiedzi wywołały jednak u mieszkańców Zakopanego zbiorową złość i skłoniło ich do buntu, bo na wszelkie możliwe sposoby zapraszają fanów skoków do przyjazdu i obiecują, że każdego przyjmą z otwartymi ramionami. Już podczas inaugurujących sezon konkursów w Wiśle, także rozegranych przy zamkniętych trybunach, w okolicach skoczni zgromadziły się duże grupy kibiców. Wiele wskazuje na to, że mimo jeszcze bardziej restrykcyjnych niż wtedy obostrzeń, tym razem może być podobnie, a może nawet gorzej, bo w internecie pojawiły się też propozycje zbiorowego zlekceważenia zakazów i wejścia na teren Wielkiej Krokwi. Napięta atmosfera w Zakopanem i okolicach nie dziwi, bo właściciele hoteli, pensjonatów i kwater prywatnych zwykle dobrze zarabiali na kibicach licznie przybywających tu na zawody Pucharu Świata. A że sytuacja w turystyce i gastronomii w dobie pandemii jest coraz bardziej katastrofalna, kolejna utrata możliwości zarobkowania rodzi społeczny bunt. Burmistrz Zakopanego z kolei poprosił kibiców, żeby nie przyjeżdżali w ten weekend do miasta. Czy jego prośba poskutkuje, przekonamy się zapewne dopiero w sobotę gdy zacznie się konkurs drużynowy. Nie będzie też rewanżu na niemieckiej ekipie za przepychanki z wynikami testów polskiej ekipy przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni. Organizatorzy konkursu w Zakopanem nie przeprowadzą zawodnikom testów na obecność koronawirusa przed rozpoczęciem zawodów. „Wszyscy uczestnicy zawodów, którzy przyjadą do Zakopanego, muszą mieć aktualne testy, nie starsze niż wykonane 72 godziny wcześniej” – poinformował na antenie TVP Sport sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Jan Winkiel.
Teren Wielkiej Krokwi zostanie podzielona na trzy sektory. W strefie pierwszej będą przebywać skoczkowie i trenerzy. Osoby, które będą miały z nimi kontakt: kierowcy, katering, wolontariusze, mają od nas zapewnione testy. Pracować będą osoby wyłącznie z negatywnymi wynikami, tak żeby skoczkowie czuli się bezpiecznie. Strefa druga przeznaczona jest dla dziennikarzy. Przed odebraniem akredytacji będą musieli pokazać negatywny wynik testu antygenowego. Trzecia grupa to osoby pracujące na obiekcie, tzw. deptacze. Nie będą mieli kontaktu ze skoczkami i trenerami, więc od nich testy nie będą wymagane. Mają tylko natychmiast zgłaszać jeśli zauważą u siebie jakieś niepokojące objawy choroby.
Na liście startowej znalazło się 58 skoczków z 13 państw, ale w sobotnim konkursie drużynowym wystart uje tylko dziewięć ekip: Włochy, Finlandia, Szwajcaria, Japonia, Słowenia, Austria, Niemcy, Norwegia oraz Polska.
Najwięksi nieobecni to Szwajcar Simon Amman oraz Austriak Stefan Kraft, który swoją absencję zapowiedział już wcześniej. W Zakopanem nie zobaczymy także żadnego skoczka z Rosji. W kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego wystąpi 56 skoczków. Niemcy zgłosili siedmiu zawodników, a w pucharowych zawodach startować może tylko sześciu. Z kolei Francesco Cecon – syn doskonale znanego również w Polsce Roberta – nie posiada jeszcze prawa do rywalizowania w indywidualnych konkursach rangi PŚ. Zobaczymy go jedynie w drużynówce.
Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Paweł Wąsek i Klemens Murańka. Trener kadry Michal Doleżal czwórkę zawodników na sobotnie zawody drużynowe ma podać po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego.

Stoch drażni rywali, ale czasem też przegrywa

Sobotni konkurs Pucharu Świata w Titisee-Neustadt był pod względem osiągnięć polskich skoczków drugim najlepszym ich występem w historii. Reprezentanci Polski w sumie zdobyli 268 punktów do klasyfikacji PŚ i umocnili się na prowadzeniu w Pucharze Narodów. Wygrał Kamil Stoch, trzecie miejsce zajął Piotr Żyła, piąte Andrzej Stękała, siódme Dawid Kubacki, a jedenaste Jakub Wolny. W niedzielę biało-czerwonym poszło już jednak znacznie gorzej.

W historii starów polskich skoczków w Pucharze Świata zdarzył się tylko jeden lepszy konkurs od sobotniego w Titisee-Neustadt – w szwajcarskim Engelbergu w 2013 roku biało-czerwoni wywalczyli w sumie 280 punktów. Gdyby nie słabszy skok Kubackiego w drugiej serii, przez który spadł z pierwszego miejsca po pierwszej kolejce na siódme miejsce, pewnie rekordowe osiągnięcie sprzed ośmiu lat zostałoby poprawione. Ale i tak w polskiej ekipie po sobotnim konkursie panował szampański nastrój. Cieszył się zwłaszcza Kamil Stoch, który wygrał trzeci konkurs z rzędu. Był to zarazem jego 39. zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata, a to oznaczało, że trzykrotny mistrz olimpijski właśnie wyrównał osiągnięcie Adama Małysza. W klasyfikacji wszech czasów w liczbie turniejowych zwycięstw od dwójki polskich skoczków lepsi są tylko Austriak Gregor Schlierenzauer z 53 zwycięstwami oraz Fin Matti Nykaenen, który wygrywał 46 razy. Stoch nie manifestował jednak przesadnie radości z dorównania w liczbie triumfów legendzie polskich skoków, wolał podkreślać to, że znów odrobił straty w klasyfikacji Pucharu Świata do liderującego Halvora Egnera Graneruda. Norweg po sobotnim konkursie przewodził stawce z dorobkiem 848 punktów, drugą lokatę zajmował Niemiec Markus Eisenbichler (634 pkt), ale kolejne trzy miejsca okupowali już nasi skoczkowie – trzeci Kamil Stoch miał na koncie 608 pkt, czwarty Piotr Żyła 454 pkt, a piąty Dawid Kubacki 433 pkt. Kolejne miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ po sobotnim konkursie zajmowali: Słoweniec Anze Lanisek (350 pkt), Niemiec Karl Geiger (361 pkt), Norweg Robert Johansson (324 pkt), Japończyk Yukiya Sato (281 pkt) i Austriak Daniel Huber (260 pkt). W czołowej „30” klasyfikacji mieliśmy jeszcze dwóch zawodników – 13. lokatę zajmował Andrzej Stękała (240 pkt), a 30. Aleksander Zniszczoł (76 pkt).
W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni po sobotnim konkursie umocnili się na prowadzeniu z dorobkiem 2286 punktów. Druga w zestawieniu ekipa Norwegii miała na koncie 2144 pkt, zaś zajmująca trzecią lokatę drużyna Niemiec 1933 pkt. Czwarta w klasyfikacji Austria (1353 pkt) i piąta Słowenia (1047 pkt) de facto odpadły już z wyścigu o zwycięstwo w rywalizacji drużynowej. „Zrobiliśmy bardzo duży postęp. Michał nie tylko kontynuuje pracę Stefana Horngachera, ale moim zdaniem uczeń przerósł mistrza. Wprowadził pewne eksperymentalne metody, których Horngacher mógłby się nawet trochę bać. Ale ma nasze pełne wsparcie. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się tego, co jest teraz” – przyznał Adam Małysz na antenie TVP Sport.
Wygląda na to, że sukcesy polskich skoczków zaskoczyły też organizatorów niemieckich konkursów. Wszyscy pamiętamy jakie szopki urządzili naszej ekipie przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. W Titisee-Neustadt cyrku z testami na obecność Covid-19 wprawdzie nie zrobiono, ale podczas ceremonii dekoracji Kamila Stocha za zwycięstwo w sobotnim konkursie nie odegrano jak jest to w zwyczaju hymnu kraju, z którego pochodzi zwycięzca. Organizatorzy głupio się później tłumaczyli, że przez czyjeś niedopatrzenie nie mieli pod ręką nagrania „Mazurka Dąbrowskiego”. To kuriozalna sytuacja, bo przecież polski zespół to nie tylko w tym sezonie zalicza się do ścisłej czołówki, a na dodatek Stoch przyjechał do Titisee-Neustadt jako triumfator Turnieju Czterech Skoczni, który zwyciężył tam w dwóch ostatnich konkursach – w Innsbrucku oraz Bischofshofen. Należało zatem przewidzieć, że skoro jest w takiej wielkiej formie, może także triumfować Titisee-Neustadt. Tym bardziej, że ta skocznia należy do ulubionych przez polskich skoczków, którzy odnieśli na niej więcej zwycięstw, niż zawodnicy jakiejkolwiek innej nacji.
Stoch nie krył rozczarowania wpadką organizatorów z hymnem i trochę żartobliwie zapowiedział, żeby w niedzielę już płytę z polskim hymnem mieli pod ręką, bo ten konkurs też zamierza wygrać . Wiatr tego dnia mu jednak nie sprzyjał i już po pierwszej serii było wiadomo, że nie znajdzie się nawet w czołowej dziesiątce konkursu. W drugiej próbie poprawił się o kilka lokat i z 23. miejsca zdołał awansować na 17. Najlepiej z naszych zawodników spisał się Dawid Kubacki, który ukończył niedzielne zawody na szóstej pozycji, Jakub Wolny na dziewiątej, Piotr Żyła na 16., Andrzej Stękała na 21., a Aleksander Zniszczoł na 28. Konkurs zakończył się podwójnym triumfem norweskich skoczków – wygrał Halvor Egner Granerud, przed Andre Danielem Tande, Austriakiem Stefanem Kraftem, Niemcem Marcusem Eisenbichlerem i kolejnym Norwegiem, Mariusem Lindvikiem.

Granerud, któremu organizatorzy bez problemu odegrali hymn podczas dekoracji, odskoczył rywalom w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Norweski skoczek prowadzi z dorobkiem 948 pkt, przed Eisenbichlerem (684), Stochem (622), Kubackim (473), Żyłą (469) i Karlem Geigerem (391). W Top 30 klasyfikacji generalnej PŚ mamy jeszcze 14. Stękałę (250 pkt), i 30. Zniszczoła (79), ale Wolny z dorobkiem 69 pkt awansował na 34. miejsce.

Kolejne zawody Pucharu Świata już w najbliższy weekend odbędą się w Zakopanem – w sobotę zostanie rozegrany konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Biało-czerwoni mimo słabszego utrzymali prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Narodów.

Na Stocha w Turnieju Czterech Skoczni nie było mocnych

Rywale polskich skoczków dzisiaj być może w głębi ducha żałują, że biało-czerwoni nie zostali w Oberstdorfie wykluczeni ze startu w 69. edycji Turnieju Czterech Skoczni. Polacy odnieśli bowiem nieprawdopodobny sukces zajmując cztery miejsca w czołowej szóstce zawodów. Wygrał, po raz trzeci w karierze, Kamil Stoch, trzecie miejsce wywalczył Dawid Kubacki, piąty był Piotr Żyła, a szóstą lokatę zajął Andrzej Stękała.

Po zakończonym w minioną środę Turnieju Czterech Skoczni najwięcej mówi się rzecz jasna o Kamilu Stochu, który po raz trzeci wygrał te zawody. To duży wyczyn, bo w historii niemiecko-austriackiego turnieju tylko dwóch skoczków zwyciężało w nim więcej razy. Rekordzistą jest słynny Fin Janne Ahonen, który ma na koncie pięć triumfów (1999, 2003, 2005, 2006 i 2008), a drugi na liście wszech czasów jest Niemiec Jens Weissflog, czterokrotny triumfator w latach 1984, 1985, 1991 i 1996. Stoch z trzema zwycięstwami (2017, 2018 i 2021) jest w tej klasyfikacji na trzecim miejscu wraz z Niemcem Helmutem Recknagelem (1958, 1959 i 1961) oraz Norwegiem Bjoernem Wirkolą (1967, 1968 i 1969).
Stoch nie był faworytem tegorocznej edycji, ale już w Oberstdorfie pokazał, że prognozy przekreślające jego szanse mogą być mocno chybione. Zajął drugie miejsce z niewielką stratę do lidera i faworyta Niemców, Karla Geigera. W Nowy Rok, w Garmisch-Partenkirchen, nasz trzykrotny mistrz olimpijski zajął czwartą lokatę, lecz w Innsbrucku nie miał już sobie równych i wygrał z wielką przewagą konkurs na słynnej skoczni Bergisel. Triumf dał mu prowadzenie klasyfikacji generalnej TCS, które w świetnym stylu utrzymał w Bischofshofen, gdzie potwierdził wielką formę skokami na odległość 139 i 140 metrów. Ostatecznie zwyciężył z dorobkiem 1110,6 pkt i drugiego w całych zawodach Niemca Karla Geigera (1062,5 pkt) pokonał o ponad 48 „oczek”.
Wypada jednak podkreślić także to, że w czołowej szóstce 69. TCS znalazło się aż czterech polskich skoczków. Trzecie miejsce wywalczył ubiegłoroczny triumfator turnieju Dawid Kubacki (1057,8 pkt), piątą lokatę wywalczył Piotr Żyła (1037,2 pkt), a szóstą Andrzej Stękała (1032,5 pkt). Między naszych zawodników oprócz wspomnianego Geigera zdołał wcisnąć się jeszcze tylko czwarty w zestawieniu Norweg Halvor Egner Granerud (1057,4 pkt), a pozostałe miejsca w Top 10 zajęli: 7. Japończyk Ryoyu Kobayashi (1032,5 pkt), 8. Austriak Stefan Kraft (1019,1 pkt), 9. Słoweniec Peter Prevc (1018 pkt) i 10. Austriak Daniel Huber (1014,7 pkt). Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że trójka naszych pozostałych reprezentantów w klasyfikacji generalnej TCS zajęła miejsca poza czołową „30” – Aleksander Zniszczoł był 31. (684,5 pkt), Klemens Murańka 32. (681,1 pkt), a Maciej Kot 42. (426,6 pkt). Z naszych reprezentantów w pełni zadowolony mógł być jednak tylko Stoch, bo w TCS finansową premię (20 tys. franków szwajcarskich) otrzymuje tylko zwycięzca zawodów.
Po konkursie w Bischofshofen biało-czerwoni umocnili się na prowadzeniu w klasyfikacji Pucharu Narodów. Polska w tym zestawieniu prowadzi z dorobkiem 2018 pkt, a w Top 10 kolejne miejsca zajmują: 2. Norwegia (1972 pkt), 3. Niemcy (1832 pkt), 4. Austria (1279 pkt), 5. Słowenia (1015 pkt), 6. Japonia (940 pkt), 7. Rosja (234 pkt), 8. Szwajcaria (200 pkt), 9. Kanada (96 pkt) i 10. Finlandia (83 pkt).
Natomiast w klasyfikacji indywidualnej Pucharu Świata w czołówce nie zaszły większe zmiany. W czołowej dziesiątce jest trzech Polaków: Stoch powiększył swój dorobek do 508 pkt, ale pozostał na trzeciej pozycji, podobnie jak Kubacki na czwartej z 397 pkt na koncie. Żyła jest w „generalce” piąty (394 pkt), Stękała 14. (195 pkt), Zniszczoł 29. (76 pkt), Murańka 36. (57 pkt), Paweł Wąsek 37. (55 pkt), Maciej Kot 50. (17 pkt), a Jakub Wolny 53. (16 pkt). Jedyne zmiany w pierwszej „10”, to awans Karla Geigera na szóstą pozycję, przed Słoweńca Anże Laniska i awans Norwega Mariusa Lindvika na 10. pozycję, którą dzieli z Austriakiem Danielem Huberem. Ósme miejsce zajmuje Norweg Robert Johansson, a dziewiąte Japończyk Yukiya Sato (Japonia).
Nasi skoczkowie nie mieli wiele czasu na świętowanie sukcesu w TCS, bo już w najbliższy weekend czeka ich start w kolejnych konkursach Pucharu Świata w niemieckim Titisee-Neustadt. Słabiej spisujący się ostatnio Murańka i Kot wrócili do kraju, a w ich miejsce trener kadry Michal Doleżal powołał Pawła Wąska i Jakuba Wolnego, którzy dołączyli do Stocha, Kubackiego, Żyły, Stękały i Zniszczoła.

Kot zapewnił sobie start w Turnieju Czterech Skoczni

W miniony weekend nasi skoczkowie rywalizowali w dwóch grupach. Najlepsi z nich startowali w konkursach Pucharu Świata w Engelbergu, natomiast drugi skład walczył o punkty w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Kuusamo. W Szwajcarii najlepiej spisał się Kamil Stoch, zaś w Finlandii na powrót do kadry A zasłużył Maciej Kot.

Stoch mimo trudny warunków pogodowych w sobotę oddał wreszcie dwa równe skoki (po 134 m) i to wystarczyło mu do wywalczenie pierwszego w tym sezonie miejsca na podium. Pozostali nasi skoczkowie także trzymali wysoki poziom, bo jeszcze trzech z nich znalazło się w czołowej „10” konkursu – Piotr Żyła skończył zawody na 5. pozycji, Andrzej Stękała był 7., , a Dawid Kubacki 9. Punkty do klasyfikacji Pucharu Świata zdobył jeszcze Aleksander Zniszczoł za zajęcie 25. lokaty. Poniżej oczekiwań wypadł jedynie Klemens Murańka, który po nieudanym skoku na 115,5 metra nie awansował do finałowej serii. Trener Michal Doleżal liczył jednak, że lepiej mu pójdzie w niedzielnym konkursie (zakończył się po zamknięciu wydania).
Polscy skoczkowie wywalczyli w sobotnich zmaganiach w Engelbergu w sumie 196 punktów i z łącznym dorobkiem 1052 pkt umocnili się na trzecim miejscu w Pucharze Narodów. Pozycję lidera utrzymała ekipa Norwegii (1312 pkt). Natomiast w klasyfikacji indywidualnej przed niedzielnym konkursem przewodził Norweg Halvor Egner Granerud z dorobkiem 500 punktów, czwarty był Piotr Żyła (178 pkt), piąty Dawid Kubacki (1730, a Kami Stoch dziesiąty (142).
W tym samym czasie toczyła się rywalizacja w Pucharze Kontynentalnym, a dla naszej ekipy trzy konkursy w Kuusamo były o tyle ważne, że ich wyniki mogły zapewnić biało-czerwonym dodatkowe siódme miejsce na liście startowej do rozpoczynającego się 28 grudnia 69. Turnieju Czterech Skoczni. W trzech konkursach w Finlandii najrówniej skakał Maciej Kot, który zajął dziewiąte, czwarte i piąte miejsce i powiększył swój dorobek w klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego do 124 punktów, co dało mu awans na 4. pozycję. Dziki temu Polska będzie mogła w TCS wystawić siedmiu skoczków. Trener Michal Doleżal postanowił nie czekać z decyzją o powołaniu kadry na te prestiżowe zawody i już w sobotę podał skład reprezentacji Polski. Znaleźli się w niej Stoch, Kubacki, Żyła, Stękała, Zniszczoł, Murańka i właśnie Maciej Kot.

Nasi skoczkowie nie zawiedli jako drużyna

Indywidualne mistrzostwo świata w lotach narciarskich w Planicy wywalczył Niemiec Karl Gaiger, srebrny medal zdobył Norweg Halvor Egner Granerud, a brązowy drugi z niemieckich skoczków, Markus Eisenbichler. Polacy w walce o podium się nie liczyli, ale trzech z nich uplasowało się w czołowej dziesiątce – siódmą lokatę zajął Piotr Żyła, ósmą Kamil Stoch, a 10. Andrzej Stękała. To dawało nadzieję na dobry występ w niedzielnym konkursie drużynowym.

Pogoda tym razem nie wypaczyła przebiegu rywalizacji, za to wiele kontrowersji wywołali sędziowie swoimi dyskusyjnymi ocenami za styl. Ostatecznie jednak o wszystkim przesądziły odległości. Najlepsi skoczkowie lądowali w granicach 240. metra, ale wśród nich nie było żadnego Polaka. Biało-czerwoni skakali pięknie stylowo, lecz nie tak daleko jak Karl Gaiger, Halvor Egner Granerud, Markus Eisenbichler czy Michael Hayboeck. Tym razem w kwartecie biało-czerwonych najlepiej wypadł Piotr Żyła, który wywalczył siódmą lokatę, najlepszą w karierze. Lider naszej kadry Kamil Stoch uplasował się zaraz za nim, na ósmej pozycji, nie był jednak zadowolony z tego wyniku. Nic dziwnego, przed mistrzostwami trzykrotny mistrz olimpijski był wymieniany w gronie faworytów do medali. Sensację w naszej ekipie sprawił swoim występem najmłodszy w kwartecie, 25-letni Andrzej Stękała, który skakał równo i daleko we wszystkich czterech seriach i ostatecznie zasłużenie wywalczył najlepsze w karierze dziesiąte miejsce. Najgorzej skaczącego z naszych zawodników Dawida Kubackiego tłumaczy kontuzja pleców, jakiej nabawił się już w Planicy podczas treningu. Biało-czerwoni po piątkowych i sobotnich konkursach indywidualnych mogli się jednak cieszyć z tego, że po raz pierwszy w historii trzech z nich w klasyfikacji końcowej mistrzostw świata w lotach uplasowało się w pierwszej dziesiątce.
Walkę o medale toczyli jednak inni. Przed finałową serią w grze o miejsca na podium było czterech skoczków, których dzieliły niewielkie różnice. Czwarty Michael Hayboeck tracił do trzeciego Markusa Eisenbichlera zaledwie jeden punkt, ale w ostatnie próbie Austriak nie wytrzymał presji i skoczył tylko 220,5 m. Eisenbichler uzyskał znacznie lepszy wynik lądując na 230. metrze, ale ten skok zagwarantował mu tylko brązowy medal. O złoty krążek walkę stoczyli więc Halvor Egner Granerud i Karl Geiger. Przed ostatnią serią prowadził Niemiec, ale Norweg poleciał na odległość aż 243 metrów. Niestety dla niego, wylądował w kiepskim stylu, Gdy Geiger usiadł na belce startowej było już wiadomo, że jeśli chce zdobyć złoto, musi skoczyć co najmniej 230 metrów. Niemiecki skoczek wytrzymał presję i poszybował na odległość 231,5 m, dostał też znacznie lepsze noty za styl, więc ostatecznie to on został mistrzem świata w lotach, ale pokonał Granerud tylko o pół punktu. Na podium stanęło zatem dwóch Niemców i Norweg, a kolejne miejsca zajęli Austriak Hayboeck, kolejny Norweg Robert Johansson oraz Japończyk Yukiya Sato, a za nim był już tercet Polaków, których na 9. miejscu przedzielił Rosjanin Jewgienij Klimow.
Solidny występ wszystkich czterech naszych skoczków pozwalał mieć nadzieję na ich medalowy występ w niedzielnym konkursie drużynowy. Po podliczeniu wyników naszego kwartetu w konkursie indywidualnym biało-czerwoni odstawali wyraźnie tylko od Niemców, ale o nawiązaniu wyrównanej walki z Norwegami o srebrny medal mogli już śmiało myśleć. Pozostałe reprezentacje wyraźnie odstawały o tego tercetu, więc mieliśmy prawo liczyć, że w niedzielnej rywalizacji zespołowej, która zakończyła się po zamknięciu wydania, nasi skoczkowie zdobędą medal.


Top 10 MŚ w lotach:

  1. Karl Geiger (Niemcy): 241/223,5/240,5/231,5 m – 877,2 pkt;
  2. Halvor Egner Granerud (Norwegia): 221/229,5/239/243 m – 876,7 pkt;
  3. Markus Eisenbichler (Niemcy): 220/247/234,5/230 m – 859,3 pkt;
  4. Michael Hayboeck (Austria): 245,5/217/237,5/220,5 m – 845,1 pkt;
  5. Robert Johansson (Norwegia): 220/228,5/228/232 m – 841 pkt;
  6. Yukiya Sato (Japonia)): 222/229/228/229 m – 835,1 pkt;
  7. Piotr Żyła: 221,5/224,5/227/224,5 m – 828,6 pkt;
  8. Kamil Stoch: 213/229/223/222,5 m – 808,5 pkt;
  9. Jewgienij Klimow (Rosja): 237/208/222,5/220 m – 802,2 pkt;
  10. Andrzej Stękała: 224,5/215,5/224,5/212 m – 792,4 pkt;
  11. Dawid Kubacki: 219/215,5/211/196 m – 754,4 pkt.

48 godzin sport

Porażka Chemika Police w CAS
Przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie (CAS) zapadł wyrok w sporze między Chemikiem Police a reprezentantką Holandii Maret Balkestein-Grothues . Była to pierwsza w historii sprawa rozpatrywana przed CAS dotycząca nieuzasadnionego zerwania kontraktu. Do spornej sytuacji doszło w grudniu 2017, gdy holenderska siatkarka opuściła polski klub twierdząc, że nie wywiązał się wobec niej z zobowiązań kontraktowych. Chemik Police uznał decyzję Holenderki za bezpodstawną, ale gdy Europejska Federacja Piłki Siatkowej (CEV) oraz Światowa Federacja Siatkówki (FIVB) nie przyznały mu racji, odwołał się do ostatniej możliwej instancji, czyli CAS. Ale Trybunał Arbitrażowy także uznał, że holenderska siatkarka miała powody do zerwania kontrakt. W efekcie Chemik Police będzie musiał teraz wypłacić Balkestein-Grothues odprawę wraz z odsetkami, a także pokryć koszty procesu.

Pech dopadł czołowego siatkarza Trefla Gdańsk
Siatkarz Trefla Gdańsk i reprezentacji Polski Mateusz Mika w miniony poniedziałek podczas treningu zerwał więzadło przednie w prawym kolanie. Z powodu kontuzji czeka go co najmniej półroczna przerwa, co oznacza, że w tym sezonie już nie zagra. To nie pierwsze tego typu problemy tego zawodnika w ostatnich latach. W sezonie 2016/2017 pauzował przez wiele tygodni z powodu urazów kolana oraz stawu skokowego, a w 2018 roku wypadł z kadry na Final Six Ligi Narodów i mistrzostwach świata z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego.

Trzynasta kolejka piłkarskiej ekstraklasy
Zestaw par 13. kolejki PKO Ekstraklasy. Piątek: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice, godz. 18:00, sędziuje Łukasz Szczech (Warszawa); Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław, godz. 20:30, sędziuje Zbigniew Dobrynin (Łódź). Sobota: Warta Poznań – Pogoń Szczecin, godz. 15:00, sędziuje Dominik Sulikowski (Gdańsk); Górnik Zabrze – Cracovia, godz. 17:30, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Wisła Kraków – Legia Warszawa, godz. 20:00, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork). Niedziela: Stal Mielec – Lech Poznań, godz. 15:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola). Poniedziałek: Lechia Gdańsk – Wisła Płock, godz. 18:00, sędziuje Damian Sylwestrzak (Wrocław).

Zmarł były selekcjoner reprezentacji Argentyny
Zmarł były selekcjoner reprezentacji Argentyny Alejandro Sabella. Prowadzona przez niego drużyna sześć lat temu wywalczyła wicemistrzostwo świata, przegrywając w finale z Niemcami 0:1. Pod koniec listopada 76-letni szkoleniowiec trafił do szpitala w Buenos Aires. W miniony wtorek lekarze poinformowali, że zmarł. Jako piłkarz Sabella występował m.in. w River Plate, Sheffield United, Leeds United i Estudiantes de La Plata, a w reprezentacji Argentyny rozegrał osiem meczów. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w 1988 roku został asystentem trenera Daniela Passarelli w reprezentacji Argentyny i Urugwaju. Samodzielną pracę rozpoczął dopiero w 2009 roku wł Estudiantes de La Plata, a w 2011 został selekcjonerem kadry Argentyny, którą po raz ostatni poprowadził w finale MŚ 2014.

Polscy skoczkowie narciarscy gotowi na loty w Planicy
Wszyscy polscy skoczkowie i sztab trenerski otrzymali negatywne wyniki testu na koronawirusa. W środę rano ruszyli w drogę do Planicy, gdzie w najbliższy weekend odbędą się mistrzostwa świata w lotach narciarskich. Kolejne testy na polska ekipa przeszła już na miejscu. Do Słowenii trener biało-czerwonych Michal Doleżal zabrał sześciu zawodników: Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Klemensa Murańkę, Andrzeja Stękałę i Aleksandra Zniszczoła. W Planicy odbędą się dwa konkursy indywidualne – w piątek i sobotę (początek godz. 16:0), natomiast w niedzielę zostanie rozegrany konkurs drużynowy (początek także o godz. 16:00). Transmisje telewizyjne można będzie obejrzeć w TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1.

Polscy skoczkowie są mocni w drużynie

Nasi skoczkowie jako zespół znakomicie rozpoczęli rywalizację w Pucharze Świata. W trzech pierwszych konkursach biało-czerwoni byli reprezentowani na podium, a pozostali kadrowicze zajmowali lokaty w Top 30 i zdobywali punkty do klasyfikacji generalnej. Biało-czerwonym brakowało do szczęścia tylko zwycięstwa.

Na skoczni w fińskim Kuusamo w sobotnim konkursie z naszych zawodników najlepszy był Piotr Żyła, który w drugiej serii wyprzedził Dawida Kubackiego. Obu polskich skoczków pogodził świetnie w tym sezonie skaczący Niemiec Markus Eisenbichler. W ekipie biało-czerwonych panuje jednak nastrój zadowolenia, bo w pierwszych konkursach Pucharu Świata może pochwalić się trzema miejscami na podium. W inaugurującym przed tygodniem nowy sezon konkursie drużynowym w Wiślewybrańcy trenera Michala Doleżala zajęli trzecią lokatę, a w sobotnim konkursie indywidualnym biało-czerwoni nadrobili to z nawiązką i umieścili na podium dwóch zawodników. Taki wyczyn zdarzył się naszym skoczkom po raz 17. w czterdziestoletnie historii rywalizacji o Puchar Świata.
Wypada zauważyć, że na początku tego sezonu nie tylko Żyła i Kubacki prezentują wysoką formę. Kamil Stoch także, chociaż z różnych powodów pokazuje to na razie tylko w pojedynczych skokach. Mile zaskakuje Klemens Murańka, który w Kuusamo w swoim 83. występie w PŚ dopiero trzeci raz znalazł się w czołowej dziesiątce konkursu, ale nie zawodzą też oczekiwań Paweł Wąsek i Andrzej Stękała. Bilans sobotniego występu w Kuusamo zasługiwał na uznanie – dwóch Polaków na podium, trzech w Top 10, pięciu w Top 12, szósty na 22. miejscu . Na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata w lotach narciarskich Planicy mamy wyrównaną i mocną ekipę.