Nie było źle, ale bywało już lepiej

Ekipa naszych skoczków po spowodowanym epidemią koronawirusa przedwczesnym zakończeniu sezonu, w miniony piątek wróciła z Norwegii do kraju wyproszonym przez Adama Małysza prezydenckim samolotem, co nie uchroniło zawodników i sztab trenerski przed kwarantanną. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale przymusowe odosobnienie daje sposobność do przeanalizowania występów biało-czerwonych i oceny osiągniętych przez nich wyników.

Ma o czym myśleć zwłaszcza czeski trener naszej kadry skoczków Michal Doleżal. On ma świadomość, że jego osiągnięcia w tym sezonie są przez jego zwierzchników w Polskim Związku Narciarskim porównywane z osiągnięciami poprzednika – Stefana Horngachera. Austriacki szkoleniowiec jak wiadomo przed rokiem po trzech latach pracy zostawił reprezentację Polski i przejął obowiązki selekcjonera kadry Niemiec. Najbardziej widocznym efektem tej zmiany jest klasyfikacja Pucharu Narodów. W poprzednim sezonie triumfatorami klasyfikacji drużynowej byli Polacy, przez zespołami Niemiec, Japonii, Austrii, Norwegii i Słowenii, w tym pierwsze miejsce zajęli Niemcy, przed Austriakami i Norwegami, a biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę, co trzeba uznać za ich porażkę. Horngacher ma więc powody do świętowania, bo wygrał Puchar Narodów dwa razy z rzędu prowadząc dwie różne reprezentacje. Warto przypomnieć, że pod jego wodzą nasi skoczkowie w ciągu trzech sezonów dwukrotnie wygrali rywalizację drużynową (2016/2017 i 2018/2019), a raz zajęli trzecie miejsce (2017/2018). Gdy 24 marca 2016 roku austriacki trener przejmował kadrę Polski po Łukaszu Kruczku, miała za sobą wybitnie nieudany sezon, bo w Pucharze Narodów zajęła 6. miejsce, a w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszy z naszych zawodników, Kamil Stoch, był dopiero 22. W trzeciej dziesiątce zestawienia znaleźli się ponadto Stefan Hula (26) i Dawid Kubacki (29), a Maciej Kot (31) był przed Piotrem Żyłą (35).
W sezonie 2018/2019, ostatnim pod wodzą Horngachera, w „generalce” Pucharu Świata Stoch był trzeci, Żyła czwarty, Kubacki piąty, a Jakub Wolny 22, ale Hula zajął już odległą 40. lokatę, a Kot dopiero 47. To pokazuje, że wyraźna różnica w wynikach osiąganych przez tercet Stoch-Kubacki-Żyła w porównaniu z resztą kadry nie pojawiła się za rządów Doleżala, lecz była już problemem jego poprzednika.
W obecnym sezonie miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej utrzymali jedynie Kubacki (był czwarty) i Stoch (zajął piąta lokatę), a Żyła zakończył rywalizację na 11. pozycji. Lokaty pozostałych polskich skoczków były dalekie od oczekiwań – Wolny zajął 38. miejsce, Kot 42., Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61. Porównanie wyników nie wypada w sumie aż tak źle na niekorzyść czeskiego szkoleniowca. Owszem, nie dorównał Horngacherowi w Pucharze Narodów, ale indywidualnie Karl Geiger zajął drugie miejsce w „generalce”, lecz drugi z niemiecki skoczków w Top 10, Stephan Leyhe, był już szósty, czyli za plecami Kubackiego i Stocha. Natomiast za Żyłą uplasowali się 16. w zestawieniu Constantin Schmid i 23. Markus Eisenbichler. Pozostali zawodnicy z kadry Horngachera wyladowali na miejscach równie odległych jaku Wolny, Hula i Murańka – Richard Freitag był 44., Moritz Baer 48., a Luca Roth 61.
To porównanie pokazuje, że pozycję naszej reprezentacji w tym sezonie rozłożył brak równorzędnego dla Stocha, Kubackiego i Żyły zawodnika. Niestety, Hula, Wolny, Kot i Zniszczoł wyraźnie odstawali formą, a już największym rozczarowaniem był Murańka. Ale w rywalizacji turniejowej nasi czołowi zawodnicy należeli jednak do ścisłej czołówki. W sezonie 2019/2020 biało-czerwoni wygrali osiem konkursów – Kubacki cztery, Stoch trzy, Żyła jeden. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni triumfowali w dwóch z czterech mini-turniejów: Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, zaś Stoch w norweskim cyklu Raw Air, a Kubacki był jeszcze drugi w cyklu Titisee-Neustadt Five i na dodatek zaliczył imponującą serię dziesięciu konkursów z rzędu, w których stawał na podium. Stoch nie powtórzył świetnych wyników z dwóch poprzednich sezonów, ale też nie ma powodów do narzekania – wygrał Raw Air i trzy konkursy. Swoje „pięć minut” miał też Żyła, który wygrał konkurs w lotach narciarskich w Bad Mitterndorf.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast pozostali kadrowicze – Wolny, Kot, Hula, Zniszczoł, Murańka i Wąsek. To właśnie przez brak czwartego mocnego skoczka polska drużyna zanotowała słabsze wyniki. Na początku było jeszcze dobrze, bo biało-czerwoni wywalczyli 3. miejsce w Wiśle, a potem wygrali „drużynówkę” w Klingenthal. W trzech kolejnych konkursach nie załapali się jednak nawet na najniższy stopień podium, a w Oslo zajęli dopiero na 6. miejsce. Nie obronili zatem pierwszej lokaty w Pucharze Narodów z poprzedniego sezonu i ostatecznie zajęli czwartą lokatę.
I właśnie na wyeliminowaniem tej słabości będzie musiał popracować teraz Doleżal. O ile rzecz jasna Stoch, Kubacki i Żyła będą do jego dyspozycji także w nowym sezonie. To ważne, bo na zapleczu kadry A nie objawili się jak na razie zawodnicy rokujący nadzieję na zastąpienie w tego tercetu mistrzów.

Polska drużyna straciła moc

Polskim skoczkom w końcówce sezonu zaczyna brakować pary, bo notują coraz słabsze wyniki. W piątek na skoczni w Lahti kroku czołówce dotrzymywali już tylko Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a w sobotnim konkursie drużynowym nawet oni odstawali od najlepszych. Konsekwencją było dopiero szóste miejsce biało-czerwonych, najgorsze w tym sezonie.

Nasi skoczkowie nie będą dobrze wspominać występu w konkursie drużynowym w Lahti. W trzecich w obecnym sezonie drużynowych zmaganiach wypadki słabiutko, zajmując dopiero szóste miejsce. To ich najgorsza lokata w obecnym sezonie – wcześniej w Wiśle zajęli trzecie miejsce, w Klingenthal zwyciężyli, ale w Zakopanem wywalczyli tylko piątą pozycję. Ponieważ ostatnio poza Stochem i Kubackim reszta skoczków w naszej ekipie zanotowała regres formy, do zawodów na fińskiej skoczni biało-czerwoni nie przystępowali w roli faworytów.
Ten niekorzystny trend potwierdził piątkowy konkurs indywidualny. W finale oglądaliśmy jedynie dwóch polskich skoczków: Stocha i Kubackiego. Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny zakończyli udział w konkursie już po pierwszej serii, a Paweł Wąsek nawet nie zdołał przejść przez kwalifikacje. Stoch przed drugą próbą zajmował 5. lokatę i z trudem bo z trudem, ale ją utrzymał. Rozczarował za to Kubacki, po pierwszej serii był wiceliderem, ale zepsuł drugi skok i ostatecznie wylądował na szóstej pozycji. Piątkowe zawody wygrał pewnie Austriak Stefan Kraft. Lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w obu próbach uzyskał odległość 129,5 m. Drugie miejsce zajął wicelider klasyfikacji Niemiec Karl Geiger, a trzecie Norweg Daniel Andre Tande.
26-letni Kraft w tym sezonie wygrał po raz piąty. Prezentuje wyborną formę i wszystko wskazuje, że powtórzy wyczyn z sezonu 2016/2017 i po raz drugi w karierze zdobędzie „Kryształowa Kulę”. Trzy lata temu zdobycie tego trofeum zapewniło mu osiem konkursowych zwycięstw, a na podium stawał 17 razy. W obecnym sezonie od listopadowej inauguracji w Wiśle do końca lutego odbyły się 24 indywidualne konkursy. Kraft w najlepszej trójce był 14 razy, lecz licząc tylko w tym roku stawał na podium w 11 z 16 konkursów,a w pierwszej trójce zawodów meldował się w pięciu ostatnich startach z rzędu, z czego dwa ostatnie wygrał. Jego przewaga nad drugim w „generalce” Karlem Geigerem jest już tak znaczna, że nie zdoła jej raczej odrobić.
Wróćmy jednak do sobotniego konkursu drużynowego, bo postawa w nim kwartetu polskich skoczków daje sporo do myślenia. Piotr Żyła zaczął nawet przyzwoicie, uzyskując odległość 123 m (120,6 pkt.), co dało biało-czerwonych trzecią lokatę po pierwszej grupie. Niestety, skaczący jako drugi Jakub Wolny zaliczył tylko 119 m (112,5 pkt.) i po jego skoku nasz zespół Polacy spadł w klasyfikacji na piątą pozycję. Niemile zaskoczył polskich kibiców Kamil Stoch, który wylądował metr bliżej od Wolnego, ale doliczono mu więcej punktów za trudne warunki i dostał wyższą notę (114,4 pkt), dzięki czemu biało-czerwoni awansowali po trzech grupach na czwarte miejsce lokatę. Cóż jednak z tego, skoro ten, na którego najbardziej liczyliśmy, czyli Dawid Kubacki, w swojej grupie wypadł słabiutko i po skoku na odległość 123,5 m nasza drużyna ponownie spadła na piąte miejsce.
Na półmetku prowadzili Niemcy, przed Słowenią, Austrią i Norwegią. Do podium Polakom brakowało 5,2 pkt. Indywidualnie najlepiej w pierwszej serii spisał się Niemiec Karl Geiger (128 m), a dwoma kolejnymi najlepszymi wynikami mogli pochwalić się Słoweńcy Timi Zajc (130 m) i Anze Lanisek (127 m). Z naszych skoczków najlepiej indywidualnie wypadł Kubacki, który miał siódmy rezultat.
W drugiej odsłonie „drużynówki” Żyła zderzył się z niekorzystnymi warunkami i wylądował na 116 metrze. Szanse naszej ekipy na włączenie się do walki o czołowe miejsce w tym momencie rozwiały się jak dym, a tu jeszcze na dodatek coraz lepiej zaczynali punktować Japończycy. W drugiej grupie jeszcze słabiej od Żyły poszybował Wolny i zaliczył tylko 113,5 m, przez co Polacy spadli na szóste miejsce, za ekipę Japonii. Po przyzwoitym skoku Stocha (124 m) wrócili na piąte miejsce, ale Kubacki zaliczył jedynie 117,5 m i reprezentacja Polski zakończyła rywalizację na szóstym miejscu.
Zwyciężyła drużyna Niemiec, co jej trenera Stefana Horngachera wprawiło z znakomity nastrój, druga lokatę wywalczyli Słoweńcy, a dopiero trzecią Austriacy. Indywidualnie najlepiej spisał się jednak Stefan Kraft (127 i 126,5 m), który wyprzedził pod tym względem Karla Geigera (128 i 121 m) i Timiego Zajca (130 i 124 m). Najlepszy z polskich skoczków, Kamil Stoch, zajął w tym zestawieniu 10. lokatę. Nie zapowiadało to sukcesów biało-czerwonych także w niedzielnym konkursie indywidualnym, który zakończył się po zamknięciu wydania.

W Lahti powalczą po raz tysięczny

W najbliższy weekend w fińskim Lahti zostaną rozegrane kolejne konkursy Pucharu Świata – w piątek i niedzielę indywidualne, a w sobotę drużynowy. Ten niedzielny będzie jubileuszowy, bo tysięczny. Polski Związek Narciarski wystawi do walki siedmiu skoczków, ale najbardziej liczymy na Dawida Kubackiego i Kamila Stocha.

Jubileuszowy konkurs zwieńczy trzydniowe zmagania skoczków w Lahti. Pierwotnie na tej fińskiej skoczni miały się odbyć tylko dwa konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny, ale organizatorzy cyklu Pucharu Świata postanowili w piątek rozegrać dodatkowe zawody, które zastąpią odwołany 1 grudnia ubiegłego roku z powodu złej pogody konkurs w Kuusamo.
Przy okazji tysięcznego konkursu przypomniano, że pierwsze zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich odbyły się 27 grudnia 1979 roku w Cortinie d’Ampezzo. Z 998 dotychczasowych konkursów reprezentanci Polski wygrali 88. Najlepsi pod tym względem są Austriacy, którzy mają w dorobku 255 indywidualnych zwycięstw, druga lokatę zajmują Finowie (151), trzecią Niemcy (120), czwartą Norwegowie (116), a Polacy w tym zestawieniu są na piątym miejscu.
Jako pierwszy z naszych skoczków indywidualny konkurs wygrał Stanisław Bobak, a wyczynu tego dokonał 26 stycznia 1980 roku w Zakopanem. Po nim trzy razy na najwyższym podium stawał Piotr Fijas (w latach 1980-1986), a potem nastała era Adama Małysza, który w okresie od 1996 do 2011 roku odniósł 39 zwycięstw i jest pod tym względem rekordzistą wśród polskich skoczków. To jego osiągnięcie może przebić jednak Kamil Stoch, który ma już na koncie już 35 triumfów, a wciąż jest czynnym zawodnikiem. Cztery zwycięstwa odniósł Dawid Kubacki, po dwa Piotr Żyła i Maciej Kot, a po jednym Krzysztof Biegun i Jan Ziobro. W sumie na liście triumfatorów Pucharu Świata znajduje sie dziewięciu Polaków. Rekordzistą w liczbie wygranych konkursów Pucharu Świata jest jednak Austriak Gregor Schlierenzauer, który ma ich na koncie 53.
Przed zawodami w Lahti liderem klasyfikacji generalnej obecnej edycji Pucharu Świata jest Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 1433 punków. Drugą lokatę zajmuje Niemiec Karl Geiger (1315), a trzecią Dawid Kubacki (1067). Piąty w zestawieniu jest Kamil Stoch (828), którego od Kubackiego oddziela czwarty w zestawieniu Japończyk Ryoyu Kobayahsi (1045).
Licząc z konkursami w Lahti do końca obecnego sezonu pozostało jeszcze sześć indywidualnych konkursów. To oznacza, że w walce o „Kryształową Kulę” praktycznie liczą się już tylko Kraft i Geiger. Austriacki skoczek ma już jedno takie trofeum na koncie, poprzednio wywalczył je w sezonie 2016/2017. Geiger natomiast, jeśli ostatecznie wygra, zostanie dopiero drugim niemieckim skoczkiem w tym stuleciu, który zaliczy triumf w klasyfikacji generalnej PŚ. Na razie tej sztuki dokonał jedynie Severin Freund w sezonie 2014/2015.
Drużynowo w tym sezonie rywalizowano wcześniej trzykrotnie. W Wiśle najlepsza była Austria, przed Norwegią i Polską. W Klingenthal triumfowali biało-czerwoni, a kolejne miejsca zajęli Austriacy i Japończycy. Natomiast na podium „drużynówki” rozegranej w styczniu w Zakopanem stanęły ekipy Niemiec, Norwegii i Słowenii.
Trener kadry Polski Michal Doleżal na zawody do Finlandii zabrał tych samych zawodników, którzy w poprzednim tygodniu rywalizowali w rumuńskim Rasnovie – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę i Pawła Wąska. Selekcjoner biało-czerwonych nie zdecydował się na włączenie ponownie do składu reprezentacji świetnie spisującego się ostatnio w Pucharze Kontynentalnym Macieja Kota.
Podczas zawodów w Lahti może też zapaść decyzja odnośnie najważniejszej w tym roku imprezy, czyli kończących sezon mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy. Organizatorzy spodziewali się przybycia z tej okazji ponad 70 tysięcy kibiców, ale ponieważ Słowenia graniczy z Włochami, gdzie w ekspresowym tempie rozprzestrzenia się epidemia koronawirusa, Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) rozważa odwołanie imprezy. Słoweńcy mają zapewnienie Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, że mistrzostwa im nie „przepadną”, nawet jeśli nie uda się rozegrać ich w pierwotnym terminie. Impreza mogłaby zostać przełożona na kolejny sezon. „Jesteśmy w stałym kontakcie z FIS i przygotowujemy się na wszystkie możliwie scenariusze. Czekamy na decyzję światowej federacji” – powiedział Tomi Trbovc ze Słoweńskiego Związku Narciarskiego.

Poszybują na mamucie

Karuzela Pucharu Świata w skokach narciarskich nie zwalnia tempa. W najbliższy weekend na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf odbędą się pierwsze w tym sezonie zawody lotach narciarskich.

Trener kadry Polski Michal Doleżal zabrał do Austrii siedmiu zawodników – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Klemensa Murańkę, Andrzeja Stękałę i Aleksandra Zniszczoła. Nasi skoczkowie nie są jednak zaliczani do grona faworytów konkursów na mamuciej skoczni w Bad Mitterndorf. Przed tygodniem w Willingen kontakt z czołówka z naszych zawodników utrzymał jedynie Stoch, a z pozostałych słabo spisał się nawet rewelacyjnie spisujący się wcześniej Kubacki.
Gospodarze zawodów liczą na zwycięstwo rodaka i wierzą, że dokona tego lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Stefan Kraft. Austriak prowadzi z przewagą 68 punktów nad Niemcem Karlem Geigerem i 173 punktów nad Dawidem Kubackim. Kraft 18 razy w karierze stawał na najwyższym stopniu podium w zawodach PŚ, po raz ostatni 2 lutego w Sapporo, ale chociaż wydaje się to niewiarygodne, jeszcze nigdy nie wygrał konkursu Pucharu Świata w rodzinnym kraju. Być może na skoczni Kulm, gdzie rekord obiektu Petera Prevca wynosi aż 244 m, wreszcie spełni swoje marzenie i wygra na oczach rodaków.
Nasi skoczkowie zwycięstwa nie obiecują, ale nie ukrywają zadowolenia, że będą mogli poszybować na tak wielkim obiekcie. Z zawodników światowej czołówki po przerwie spowodowanej chorobą w Bad Mitterndorf zobaczymy Norwega Daniela-Andre Tandego.
Program zawodów wygląda następująco: piątek, 13:00 – kwalifikacje; sobota, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego; niedziela, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego. Warto zapamiętać , że oba konkursy rozpoczną się o nietypowo wczesnej porze.
Telewizyjne transmisja z obu konkursów będzie można obejrzeć TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1, a z piątkowych kwalifikacji jedynie w Eurosporcie 1.

Wiatr rządził w Willingen Five

Z powodu nadciągającego na Niemcy huraganu odwołano niedzielny konkurs w Willingen. W sobotnich zawodach triumfował Niemiec Stephan Leyhe, drugą lokatę wywalczył Norweg Marius Lindvik, a trzecią najlepszy w ten weekend z polskich skoczków Kamil Stoch, który był nawet liderem po pierwszej serii skoków.

W drugiej serii rywale szybowali jednak znacznie dalej od Stocha – Lindvik zaliczył odległość 143 m, a Leyhe aż 144,5 m. Żeby utrzymać prowadzenie, reprezentant Polski musiał odpowiedzieć skokiem w granicach 145. metra. Niestety, chociaż z progu wyszedł dobrze i w locie nie miał problemów, to uzyskał jedynie 137,5 m. Na zwycięstwo, 36. w karierze, był to zbyt słaby skok, ale metrów starczyło na zajęcie trzeciej lokaty. To czwarte podium Stocha w tym sezonie i 70. w ogóle. Przed naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego wcisnęli się drugi w konkursie Lindvik oraz triumfujący po raz pierwszy w karierze w zawodach Pucharu Świata Leyhe, który został też liderem cyklu Willingen Five. W czołowej dziesiątce sobotnich zawodów po pierwszej serii z Polaków znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był 9. z wynikiem 135 m), a tuż za nim niespodziewanie Jakub Wolny (10. miejsce z wynikiem 135,5 m). Niestety, w drugiej próbie obaj trafili na lekki wiatr w plecy i nie popisali się dalekimi skokami. Kubacki (129,5 m) spadł na 15. pozycję, a wolny (126 m) aż na 23.
Pozostała czwórka naszych skoczków wypadła jeszcze gorzej, bo żaden nie zakwalifikował się nawet do finałowej serii. Największe rozczarowanie sprawił Piotr Żyła (rok temu był tutaj drugi), który skoczył tylko 124 m i zajął 35. miejsce. Oprócz niego odpadli też z dalszej rywalizacji Aleksander Zniszczoł (z wynikiem 123 m był 37.), Klemens Murańka (121 m i 41. lokata) oraz Andrzej Stękała (112 m i 44 miejsce).
Kubacki znów stracił sporo punktów do swoich najgroźniejszych rywali w Pucharze Świata. Z czwórki walczącej o Kryształową Kulę w sobotę najlepiej wypadł czwarty Stefan Kraft. Austriak w drugiej serii skoczył 141 metrów. Miał jednak silniejszy wiatr pod narty niż Stoch i dlatego przegrał z naszym reprezentantem o 1,1 punktu, mimo że wylądował w finale 3,5 metra dalej. Piąty był Niemiec Karl Geiger, a dziewiąty Japończyk Ryoyu Kobayashi. Po sobotnim konkursie liderem Pucharu Świata pozostał Kraft, a Kubacki utrzymał trzecie miejsce, lecz do Austriaka tracił już 173, a do drugiego Geigera 105 punktów.
Z powodu silnego wiatru, który uniemożliwił dokończenie piątkowych kwalifikacji i utrudnił przeprowadzenie sobotnich zawodów, niedzielny konkurs najpierw przesunięto na godziny poranne, a w sobotę wieczorem ostatecznie w ogóle odwołano. Silny wiatr mógł stanowić zagrożenie nie tylko dla zawodników, ale też dla kibiców. Organizatorzy twierdzą, że w wypadku konieczności ewakuacji ludzi przebywających na trybunach mogłoby zabraknąć im czasu na płynne przeprowadzenie całej operacji.
Tym sposobem triumfatorem Willingen Five został Stephan Leyhe. W zawodach zawodnik, który zgromadzi najwięcej punktów w czterech próbach konkursowych oraz kwalifikacjach. Impreza ta organizowana jest od 2018 roku, a jej pierwsza edycję wygrał Kamil Stoch. Dla zwycięzcy organizatorzy mają dodatkową premię finansową w wysokości 25 tys. euro. Tym razem te pieniądze zostały w Niemczech. Najwyżej z Polaków i jako jedyny z nich w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej cyklu był Stoch, który ostatecznie zakończył zmagania na piątym miejscu.
W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata liderem pozostał Austriak Stefan Kraft z dorobkiem 1113 punktów. Na drugim miejscu znajduje się Niemiec Karl Geiger (1045 pkt), a na trzecim Dawid Kubacki (940). Kolejne lokaty w czołowej dziewiątce zajmują: Japończyk Ryoyu Kobayashi (936), Marius Lindvik (687), Kamil Stoch (673), Stephan Leyhe (610), Słoweniec Peter Prevc (539), Norwego Daniel Andre Tande (516) i Japończyk Yukiya Sato (487). Miejsca pozostałych polskich skoczków: 14. Piotr Żyła (396), 37. Maciej Kot (37), 41. Stefan Hula (31), 42. Jakub Wolny (30), 65. Klemens Murańka (4).
Polacy utrzymali czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Narodów. Po sobotnim konkursie w Willingen mają na koncie 3011 punktów i tracą 107 punktów do trzecich Norwegów (3118 pkt). Liderami są Austriacy (3475 pkt), a drugą lokatę zajmują Niemcy (3175 pkt).
W najbliższy weekend rywalizacja w Pucharze Świata przeniesie się do austriackiego Bad Mitterndorf, gdzie odbędą się zawody w lotach narciarskich. Trener polskiej kadry Michal Doleżal postanowił nie zmieniać składu i w Austrii wystartują Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny i Andrzej Stękała.

Kubacki wygrał, ale reszta zawiodła

Lepszej inauguracji nowego roku Dawid Kubacki nie mógł sobie wymarzyć. Wygrał 68. edycję Turniej Czterech Skoczni i dołączył do Adama Małysza i Kamila Stocha, którzy wcześniej triumfowali w tych prestiżowych zawodach. Kubacki jest też najwyżej z polskich skoczków w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale zajmuje dopiero piąta lokatę. W Pucharze Narodów biało-czerwoni plasują się na trzecim miejscu, za Austrią i Norwegią.

Przed turniejem Kubacki nie był wymieniany w gronie faworytów, zwłaszcza że jego występy w grudniowych imprezach były dalekie od doskonałości. Pochodzący z Nowego Targu skoczek zmagania w Turnieju Czterech Skoczni zaczął jednak nadspodziewanie dobrze. Zajął trzecie lokaty w konkursach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, na nielubianej przez siebie skoczni w Innsbrucku zaskoczył wszystkich zajmując drugie miejsce, zaś na swoim ulubionym obiekcie w Bischofshofen nie dał już rywalom szans i pewnie zwyciężył, triumfując jednocześnie w 68. edycji TCS jako trzeci polski skoczek w historii. Jako pierwszy dokonał tej sztuki Adam Małysz w sezonie 2000/2001, a potem dwukrotnie Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018.

Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni z łączną notą 1131,6 pkt, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji generalnej Norwega Mariusa Lindvika o 20,6 pkt, a trzeciego Niemca Karla Geigera o 23,2 pkt. Na czwartej pozycji rywalizację zakończył ubiegłoroczny triumfator Japończyk Ryoyu Kobayashi (ze stratą do lidera 35,6 pkt), zaś Kamil Stoch na miejscu 13. (on stracił do Kubackiego aż 108 pkt).

TSC trzyma się już tylko na prestiżu

Ryoyu Kobayashi rok temu wygrał, mając 62,1 punktu przewagi. Stoch dwa lata temu miał 69,6, Słoweniec Peter Prevc przed czterema laty wygrywał z wynikiem o 26,5 pkt lepszym od następnego w kolejności rywala. Tegoroczna przewaga Kubackiego jest zatem najniższą od pięciu lat, gdy Austriak Stefan Kraft pokonał drugiego na podium przeciwnika różnicą sześciu punktów. Natomiast łączna nota Kubackiego jest drugą najlepszą w historii TCS. Lepszy od Polaka pod tym względem był jedynie Peter Prevc.

To tylko obrazuje jak wyrównana była rywalizacja w 68. edycji TCS. Kubacki jest teraz czwartym zawodnikiem w historii, który stawał na podium we wszystkich konkursach TCS, ale wygrał dopiero w ostatnim. Przed nim dokonali tego Fin Kari Ylianttila (1977-1978), Austriak Andreas Goldberger (1994-1995) i Niemiec Jens Weissflog (1995-1996).

Posiadająca prawa telewizyjne do pokazywania skoków narciarskich TVP nie omieszkała, jak ma to w zwyczaju pod rządami Jacka Kurskiego, rozdmuchać sukces Kubackiego do granic śmieszności, przedstawiając go na swojej antenie jakby było to jakieś epokowe wydarzenie. Tymczasem fakty są takie, że Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach mocno podupadł na znaczeniu i dzisiaj ma w hierarchii imprez w tym sporcie mniejsze znaczenie niż choćby norweski cykl Row Air. Jakby to nie zabrzmiało, powodem są pieniądze. Organizatorzy niemiecko-austriackiego turnieju dopiero od niedawna zaczęli dostrzegać, że sam prestiż w dzisiejszym skomercjalizowanym do szpiku kości sporcie już nie jest wystarczającym bodźcem. W 2001 roku triumfujący w TCS Adam Małysz otrzymał w nagrodę samochód oraz finansową premię w wysokości 90 tysięcy franków. Kubacki za ten sam wyczyn 19 lat później dostał de facto tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.

Owszem, w sumie zarobił znacznie większą kwotę, ale tylko dzięki premiom za miejsca zajmowane w poszczególnych konkursach, które są nagradzane tak samo, jak inne imprezy w Pucharze Świata, czyli zwycięzca otrzymuje 10 tys. franków, drugi zawodnik osiem tysięcy, a trzeci sześć tysięcy franków szwajcarskich. To oznacza, że Kubacki za dwa trzecie, drugie i pierwsze miejsca zgarnął łącznie 30 tys. franków, a z premią za końcowy triumf w sumie 50 tys. franków plus drobne kwoty za miejsca zajmowane w kwalifikacji. Tak na marginesie – dla zwycięzcy konkursów kwalifikacyjnych organizatorzy przewidzieli 5 tys. franków, co oznacza, że zawodnik wygrywający te pomocnicze zawody w czterech konkursach mógł zgarnąć w sumie tyle, ile triumfator całego turnieju. Dla porównania, zwycięzca cyklu Row Air dostanie ekstra 60 tysięcy euro.

Turniej Czterech Skoczni nie jest też wydarzeniem mającym znaczący wpływ na przebieg rywalizacji w Pucharze Świata. Pod względem punktacji to tylko cztery kolejne konkursy i nic ponadto. Dlatego Kubacki mimo zwycięstwa zdołał awansować jedynie na piąte miejsce, a jedyna korzyścią jest to, że w klasyfikacji generalnej odrobił sporo punktów do wyprzedzającej go czwórki zawodników. Pozycje lidera z dorobkiem 644 pkt utrzymał Ryoyu Kobayashi, drugi jest Niemiec Karl Geiger (619 pkt), trzeci Austriak Stefan Kraft (539 pkt), a czwarty Norweg Marius Lindvik (469 pkt). Kubacki z 444 pkt na koncie ma za plecami Daniela Andre Tandego (Norwegia) – 374 pkt, Phillippa Aschenwalda (Austria) – 364 pkt, Kamila Stocha – 335 pkt, Petera Prevca (Słowenia) – 323 pkt i zamykającego czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej Johanna Andre Forfanga (Norwegia) – 256 pkt.

Słabość polskiej kadry

Patrząc na punktowe osiągnięcia pozostałych polskich skoczków, raczej nie napawają one optymizmem. Pierwszy sezon naszych kadrowiczów pod rządami czeskiego trenera Michala Doleżala nie jest jakoś dramatycznie słaby, głównie dzięki wynikom Kubackiego i w mniejszym stopniu Stocha, ale dokonania Piotra Żyły (19. miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 175 pkt), Macieja Kota (34. lokata i 33 pkt), Stefana Huli (36. miejsce i 28 pkt), Jakuba Wolnego (39. miejsce, 22 pkt) i 57. lokata Klemensa Murańki (ledwie 4 pkt) nie nastrajają optymistycznie. Fakty są oczywiste – w tej części sezonu z naszych skoczków kroku czołówce dotrzymuje jedynie Kubacki, a pozostali zanotowali wyraźny regres formy w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy trenerem biało-czerwonych był Austriak Stefan Horngacher.

Potwierdza to pozycja polskiej reprezentacji w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni po TCS utrzymali trzecią lokatę, ale ich łączny punktowy dorobek, 1741 pkt, znacznie już odbiega od prowadzących w klasyfikacji Austriaków (2320 pkt) oraz od zajmujących drugie miejsce Norwegów (2064 pkt). A za plecami naszych skoczków czają się Japończycy (1667 pkt) oraz konsekwentnie odrabiający straty z początku sezonu Niemcy (1597 pkt). Jeśli Stoch, Żyła, Kot i Wolny szybko nie poprawią swoich rezultatów, trudno będzie utrzymać naszej ekipie nawet miejsce na najniższym stopniu podium, a co dopiero myśleć o walce o wyższe lokaty.

Kolejne zawody już w najbliższy weekend we włoskim Val di Fiemme. Z Polaków wystartują w nich Kubacki, Stoch, Żyła, Kot, Hula i Wolny.

 

W drużynie Polacy znów byli najlepsi

Reprezentacja Polski w składzie Piotr Żyła, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki wygrała drużynowe zawody Pucharu Świata w Klingenthal. Już na półmetku konkursu biało-czerwoni uzyskali wyraźną przewagę nad drugimi Austriakom i trzecią na podium zawodów ekipą Japonii. To pierwszy triumf naszych skoczków w obecnym sezonie, a siódmy w historii.

Skocznia w Klingenthal najwyraźniej sprzyja naszym skoczkom. To tutaj w 2016 roku biało-czerwoni zwyciężyli po raz pierwszy w historii w rywalizacji drużynowej. Był to ich pierwszy sezon pod wodzą wodzą trenera Stefana Horngachera. Polski zespół tworzyli wówczas Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W tegorocznej edycji konkursu, który wrócił do cyklu Pucharu Świata w po trzyletniej przerwie, w składzie tego kwartetu zabrakło jedynie Kota, którego zastąpił Jakub Wolny. W tym sezonie był to dopiero drugi konkurs drużynowy – wcześniejszy rozegrano w Wiśle w pierwszych zawodach obecnego sezonu. Nasi skoczkowie zajęli w nim trzecie miejsce. Triumfowali Austriacy przed Norwegami.

W Klingenthal do rywalizacji przystąpiło dziewięć reprezentacji: Rosji, Finlandii, Szwajcarii, Niemiec, Japonii, Polski, Słowenii, Norwegii i Austrii. Wiejący wiatr utrudniał rywalizację, ale tym razem sprzyjał naszym zawodnikom. Skaczący jako pierwszy w naszej drużynie Piotr Żyła poszybował na fantastyczną odległość 145 m, tylko o 1,5 m gorzej od rekordu skoczni, ale Philipp Aschenwald skoczył 144,5 m z niższej belki startowej i dzięki temu Austriacy objęli prowadzenie. Żyła wypracował jednak ponad 20 punktów przewagi nad trzecią Słowenią. Startujący jako drugi Jakub Wolny zaliczył 136 m i był lepszy o 4,5 m od Gregora Schlierenzauera, a zatem po doszło do zmiany lidera i na prowadzenie wyszli biało-czerwoni, którzy nie oddali go już do końca zawodów. Kamil Stoch uzyskał odległość 126 m, a skaczący jako ostatni Dawid Kubacki pofrunął przy niezbyt korzystnym wietrze 133,5 m. Po pierwszej serii z rywalizacji odpadli Finowie.

W drugiej serii Polacy nadal trzymali wysoki poziom. Co prawda Żyła zaliczył tylko 127 m, bo trafił na fatalne warunki, lecz Wolny skoczył 130 m i znów był lepszy od startującego w jego grupie Schlerenzauera (124,5 m). Przed skokami dwóch ostatnich grup zawodników Austriacy tracili do polskiej drużyny 24 punkty, a trzecia Norwegia już ponad 42. Stoch w drugiej próbie powtórzył wynik z pierwszej – 126 m, ale Kubacki skokiem na odległość 137 m przypieczętował zwycięstwo biało-czerwonych.
Rzutem na taśmę na najniższy stopień podium wskoczyli Japończycy, którzy po skoku Ryoyu Kobayashiego wyprzedzili Norwegów. Drugie miejsce Austriakom zapewnił Kraft uzyskując 133,5 m. Reprezentacja Polski zdobyła 968,7 punktów i wyprzedziła drugą Austrię o 25 punktów. Dalsze miejsca zajęli Japończycy, Norwegowie, Słoweńcy, Niemcy, Szwajcarzy i Rosjanie. Indywidualnie najlepszy był Japończyk Ryoyu Kobayashi, który zdobył aż 270,1 pkt. Tuż za jego plecami znalazł się Dawid Kubacki (254,2 pkt), który był lepszy od Philippa Aschenwalda o 0,6 pkt. Piotr Żyła zajął czwarte miejsce, Jakub Wolny siódme, a Kamil Stoch 13.

Triumf w Klingenthal był siódmym zwycięstwem polskiej ekipy w historii konkursów drużynowych Pucharu Świata. Ponadto biało-czerwoni mają na koncie po dziesięć drugich i trzecich miejsc. Na podium nasi skoczkowie stanęli po raz pierwszy w Villach w Austrii w 2001 roku, zajmując trzecią lokatę. Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

Zwycięstwa drużynowe Polaków:
3 grudnia 2016, Klingenthal (Niemcy) – Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Kamil Stoch; 28 stycznia 2017, Willingen (Niemcy) – Żyła, Kubacki, Kot, Stoch; 27 stycznia 2018, Zakopane – Kot, Stefan Hula, Kubacki, Stoch; 17 listopada 2018, Wisła – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 15 lutego 2019, Willingen (Niemcy) – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 23 marca 2019, Planica (Słowenia) – Wolny, Stoch, Kubacki, Żyła; 14 grudnia 2019, Klingenthal (Niemcy) – Żyła, Wolny Stoch, Kubacki.

 

Nawet Stoch nie zachwyca

Po konkursach w Wiśle, Kuusamo i Niżnym Tagile rywalizacja w Pucharze Świata w skokach narciarskich przenosi się do Niemiec. W najbliższy weekend w Klingenthal odbędą się dwa kolejne konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Dla naszych skoczków, którym jak na razie nie wiedzie się najlepiej, to szansa na przełamanie impasu, bo skocznia w Klingenthal zawsze była przyjazna dla biało-czerwonych.

Po trzech turniejach Pucharu Świata w polskiej ekipie nikt nie ma powodów do zadowolenia. Na podium udało się stanąć tylko Kamilowi Stochowi, który w inauguracyjnym konkursie w Wiśle zajął trzecią lokatę. W Finlandii i Rosji nasi zawodnicy byli tylko tłem dla rywali. W dużym stopniu winne temu były fatalne warunki pogodowe, które powodowały, że wyniki każdego skoczka były loterią. Niektórym fortuna jednak sprzyjała, ale dziwnym trafem wśród jej wybrańców nie było żadnego z siedmiu uczestniczących w zawodach Polaków.

Fatalne wyniki biało-czerwoni zanotowali zwłaszcza na nielubianej przez nich skoczni w Niżnym Togile. Na Uralu było śniegu dostatek, ale wiało okropnie i każdy podmuch był loterią. Także dla sędziów, którzy w tych zmiennych warunkach mogli bezkarnie dokładać lub odejmować punkty za wiatr wedle swojej subiektywnej oceny. Nie wiadomo jednak dlaczego dorzucili z tego tytułu do oceny Ryoyu Kobayashiemu, a nie zrobili tego w przypadku choćby Kamila Stocha, trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Inna sprawa, że Stoch, jeśli jest w swojej optymalnej formie, w żadnych warunkach pogodowych nie potrzebuje wsparcia, ale przy wyrównanej stawce to oceny za styl czy rekompensaty za warunki pogodowe często decydują o kolejności. Fortuna mocno jednak nie sprzyjała Piotrowi Żyle, który niespodziewanie zakończył swój udział po pierwszej serii, podobnie jak Klemens Murańka. W finale wystąpiło pięciu naszych zawodników, ale żaden nie znalazł się w czołowej dziesiątce, a najlepszy z nich, Stoch, był dopiero 15.

Nowy sezon Pucharu Świata, pierwszy pod wodzą nowego trenera Michala Doleżala, nasi skoczkowie zaczęli więc grubo poniżej oczekiwań, ale ich słaby występ w Niżnym Tagile, najgorszy w tym cyklu zawodów od blisko trzech lat, to już wyraźny sygnał alarmowy. W ostatnich latach konkurs Pucharu Świata bez Polaka w pierwszej dziesiątce to rzadkość. po raz ostatni tak zły występ biało-czerwonych miał miejsce w marcu 2016 roku w Planicy, jeszcze za trenerskich rządów Łukasza Kruczka. Wówczas najlepszy z naszych Maciej Kot także był na 15. miejscu.

Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz tak na swoim profilu w mediach społecznościowych ocenił występ kadry skoczków na Uralu: „To był kolejny dziwny konkurs, w którym równie ważne, co umiejętności, było szczęście. Nam go tym razem zabrakło, a wyniki były poniżej oczekiwań i możliwości. Mam nadzieję, że na doskonale znanej nam skoczni w Klingenthal konkursy będą bardziej sprawiedliwe i przekonamy się, na co rzeczywiście stać naszych reprezentantów” – stwierdził Małysz.
Trener Doleżal na razie konsekwentnie stawia na siódemkę zawodników i do Klingenthal ponownie zabrał oprócz Stocha i Kubackiego, także Piotra Żyłę, Macieja Kota, Stefana Hulę, Jakuba Wolnego i Murańkę.

Turniej Pucharu Świata w Klingenthal odbędzie się po trzyletniej przerwie. Ostatnio skoczkowie gościli tam w 2016 roku i Polacy wypadli wtedy znakomicie, wygrywając po raz pierwszy konkurs drużynowy. W sobotę będą mogli powtórzyć ten wyczyn. Na niedzielę zaplanowano zmagania indywidualne. To będzie 11. taki konkurs na skoczni Vogtland Arena (HS 140) w Klingenthal. Do tej pory na podium stawało tam trzech polskich skoczków. Adam Małysz był trzeci w 2007 i drugi w 2010 roku, Stoch wygrał tu w 2011 roku, a w 2013 sensacyjnie zwyciężył Krzysztof Biegun, dla którego był to jedyny taki triumf w karierze.
W grudniu 2016 Polacy wygrali tu konkurs drużynowy, a zwycięski zespół tworzyli Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W konkursie indywidualnym trzy lata temu zwyciężył jednak Domen Prevc przed Danielem-Andre Tande i Stefanem Kraftem.

Rywalizacja w Klingenthal rozpocznie się w piątek 13 grudnia od kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy (początek godz. 16:00), a w niedziele indywidualny (początek także o 16:00).

Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest Tande (260 punktów), który wyprzedza Krafta (196 punktów), Karla Geigera (192 punkty) i Ryoyu Kobayashiego (190 punktów). Najlepszy z Polaków Kamil Stoch zajmuje 8. miejsce (120 pkt). Dawid Kubacki jest 9. (117 pkt), Maciej Kot 28. (30), Piotr Żyła 30. (27), Jakub Wolny 33. (19), a Stefan Hula 35. (15 pkt).

 

Siódemka na zawody w Kuusamo

Trener kadry Polski Michal Doleżal zaraz po zakończeniu niedzielnego konkursu indywidualnego w Wiśle ogłosił skład na następne zawody Pucharu Świata, które w najbliższy weekend odbędą się w fińskim Kuusamo. Wystąpią tam Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula i Klemens Murańka.

Nie jest zaskoczeniem obecność w tym gronie Piotra Żyły, który w niedzielę zaliczył groźnie wyglądający upadek. Na szczęście 32-letni skoczek doznał tylko powierzchownych obrażeń, co potwierdziły szczegółowe badania lekarskie przeprowadzone w szpitalu. Chyba większym zaskoczeniem było włączenie do kadry Klemensa Murańki, który w inaugurujących sezon zawodach w Wiśle nie zdołał nawet przebrnąć przez kwalifikacje. Trener Doleżal uznał jednak, że dla tego zawodnika był to jedynie wypadek przy pracy, bo jego wyniki uzyskiwane na treningach potwierdzają wysoką formę, jaka demonstrował latem w wygranym przez niego Pucharze Kontynentalnym.

Przypomnijmy, że w Wiśle reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce w konkursie drużynowym, a Kamil Stoch taką samą lokatę wywalczył w rywalizacji indywidualnej, zaś Dawid Kubacki zajął siódme miejsce.

 

Polskie podium w Zakopanem

To był udany występ polskich skoczków w Letniej Grand Prix w Zakopanem. W sobotę biało-czerwoni zajeli drugie miejsce w konkursie drużynowym, przegrywając jedynie z Japończykami, ale w niedzielę zdominowali rywalizacje w konkursie indywidualnym. Wygrał Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim, a w czołowej ósemce znalazło się aż czterech naszych zawodników.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni w pierwszej serii mocno rozczarowali licznie przybyłych pod Wielką Krokiew kibiców, bo zajmowali dopiero piątą lokatę. Drugie próby w wykonaniu Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego były już jednak zdecydowanie lepsze i nasza reprezentacja wywindowała się ostatecznie na drugie miejsce. Znakomicie spisał się zwłaszcza Kubacki, który oddał dwa znakomite skoki. Rywalizację wygrali Japończycy, którzy byli liderami po pierwszej serii i pokonali biało-czerwonych różnicą 10,8 pkt. Na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie.
W niedzielnym konkursie indywidualnym, oprócz Stocha, Kubackiego, Wolnego i Żyły, w naszych barwach wystartowali jeszcze Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Stefan Hula. Już po serii próbnej nastroje kibiców były wyborne, bo nasi skoczkowie uzyskiwali świetne rezultaty, zwłaszcza zaś Stoch, który był zdecydowanie najlepszy w całej stawce. Znakomicie skakał też bohater „drużynówki” Kubacki, zajmując trzecie miejsce w zestawieniu próbnych skoków.

Konkurs odbył się jednak w trudnych i zmiennych warunkach. Z siódemki Polaków pierwszy na belce stanął Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na odległość 137,5 metra i objął prowadzenie. Słabo spisał się Stefan Hula, który osiągnął tylko 112 metrów i było jasne, że w drugiej serii nie wystartuje. Zdecydowanie lepiej wypadł Aleksander Zniszczoł lądując na 128 metrze. Sprzyjające warunki wykorzystał Japończyk Yukiya Sato, który wynikiem 145 m poprawił o jeden metr letni rekord skoczni w Zakopanem. Skaczący po nim Jakub Wolny wylądował pięć metrów bliżej. Niewiele gorzej wypadł Piotr Żyła, który uzyskał 138 m. Taką sama odległość wpisał na swoje kontro Dawid Kubacki. Tylko Maciej Kot z wynikiem 125 m musiał obawiać się o awans do drugiej rundy. Ale na trybunach trwała fiesta, bo po pierwszej serii prowadził wprawdzie Sato, lecz za nim byli Wolny, Stoch, Żyła i Kubacki.

Rywalizację w serii finałowej mocno psuła zmienna aura, ale ostatecznie udało się ją dokończyć. Zmagania najlepszej dziesiątki zawodników zapoczątkował Japończyk Yuken Iwasa, skacząc 133,5 metra. Pojawienie się na rozbiegu Kubackiego oznaczało początek decydujących rozstrzygnięć. Nasz skoczek nie zawiódł oczekiwań i skoczył 134,5 m, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w konkursie. Żyła skoczył 3,5 metra i nie wyprzedził kolegi z reprezentacji. Sztuki tej dokonał jedynie Stoch. Lider naszej kadry w drugiej próbie zaliczył odległość 132,5 m i wyprzedził Kubackiego zaledwie o 0,7 pkt. Jakub Wolny nie wytrzymał presji i wylądował na 125 metrze, co zapewniło mu siódmą lokatę. Jako ostatni na belce usiadł świeżo upieczony rekordzista zakopiańskiej Sato. Japończyk w drugiej próbie skoczył jednak znacznie gorzej, bo tylko 131 m i ostatecznie zajął w konkursie trzecie miejsce, za Stochem i Kubackim. Żyła zakończył rywalizację na szóstej pozycji, a Zniszczoł na dwudziestej pierwszej. Maciej Kot ukończył zawody na 31. miejscu, a najsłabszy z naszych zawodników Stefan Hula na 48.

Znakomity występ polskich skoczków zapewnił im awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Biało-czerwoni poprawili swój dorobek do 1355 pkt. Drugą lokatę zajmują Japończycy (1259 pkt), trzecią Słowenia (1143 pkt), czwartą Niemcy (1123 pkt), piątą Norwegia (1075 pkt), szóstą Austria (592 pkt), siódmą Rosja (402 pkt), a ósmą Szwajcaria (197 pkt).
Nasza ekipa może jednak, mimo sporej przewagi, stracić pozycje lidera, bo na kolejne zawody w ramach Letniej Grand Prix w Hakubie nie pojada nasi najlepsi skoczkowie. Trener Michal Doleżal do Japonii wysyła zawodników z kadry B. Będzie im trudno nawiązać walkę z gospodarzami zawodów.